Dodaj do ulubionych

jestem kochnką

05.03.06, 12:17
Zakochałam się!! Facet jest cudowny, szanuje mnie, dba o mnie, zawsze potrafi pocieszyć. Jest ode mnie 20lat starszy, ale to też mi nie przeszkadza bo zawsze podobali mi się starsi mężczyźni. On jest moim drugim facetem. W cześniej byłam z chłopakiem 8lat starszym, ale związek był bardzo nieudany, co chwilkę były sprzeczki, robił mi dzikie awantury. I wtedy pojawił się On. Zobaczyłam że facet może być dla swojej kobiety wzorem. Problem polegał na tym że obserwowałam to na podstawie jego żony. Jak bardzo ją szanował, dbał o nią, a ona była w stosunku do niego szorstka, ostra. Widziałam że często go to bolało. Zaczeliśmy się przyjażnić. Ja, On i jego żona pracowaliśmy w jednej firmie. Byłam jego asystentką, więc kilka razy w tygodniu mieliśmy kilkugodzinne wyjazdy do banków. Stawal się dla mnie bardzo bliski, zaczęłam się w nim podkochiwać, myślałam że to strasznie dziecinne, bo ja dla niego jestem tylko przyjaciółką, a żona to jego największa miłość. Wiele mi opowiadał o tym jak rano zawsze robi jej śniadanie do łóżka, wieczorami masuje stopy, a ona nigdy wydawała się tego nie doceniać, czasem sama coś o tym wspominała. Dawałam mu rady. Pewnego dnia kiedy jechaliśmy do banku on chwycił moją rękę, nie patrzył na mnie bo przecież prowadził samochód, a mnie zrobiło się tak gorąco. Nic więcej się tego dnia nie wydarzyło, ale trzymał moją rękę całą drogę. Następnym razem zrobił podobnie, tylko że ja już tak go pragnełam, a on to wyczuł. Zatrzymaliśmy się na parkingu i zaczęliśmy się namiętnie całować. I tak rozpoczał się romans. Trwa to już dwa lata, a ja kocham go coraz bardziej. On czuje się uzależniony od swojej żony, ona się nawet nie domyśla. Zastanawia ją tylko dlaczego ja jestm ciągle "samotna", pyta go o to. Jest mi bardzo ciężko, ale nie potrafię tego zakończyć. On się o mnie boi. Mówi, że to nie on by został potępiony tylko ja, bo ludzie z mojej miejscowości łatwo by mnie potępili, moi rodzice by się też napewno na mnie zawiedli. Chce być z nim, ale wiem że on ma pewne zobowiązania, a ja?...ja nie wiem co mam ze swoim zyciem zrobić. Nigdy nikomu o tym nie opowiadałam, ale ciężko mi na sercu i chce to w końcu z siebie wyrzucić.
,
Obserwuj wątek
    • sabina30 Re: jestem kochnką 05.03.06, 12:37
      Zaraz pewnie posypia się na Ciebie gromy od zdradzanych żon... Ja powiem Ci
      tak. Nie ma zdrady w dobrym związku a takich jest naprawdę niewiele o czym z
      reszta świadczy to forum. Nawet mniej udany związek można, a nawet powinno sie
      ratować jeśli ludzi łaczy przyjaźń i szanują się. I nic w zasadzie nie jest
      usprawiedliwieniem zdrady. Czy to szorstkość, czy brak czułości. Zdrada to jest
      zdrada. Ty tez w tym momencie zdradzasz, rozbijasz to małżeństwo. Ktoś może
      powiedzieć, że jeśli nie Ty to inna. To też nie jest wytłumaczenie. Powtórzę
      zdrada to zdrada. Byłam kochanką. Teraz od kilku lat mieszkamy razem. W tym
      roku pobierzemy się. I nigdy nie byłam w życiu taka szczęśliwa. Ale ta zdrada
      czasem boli... czasem jest jak "plama na honorze".
      wszystkiego dobrego Ci życzę
      • zagubiona.w.swiecie Re: jestem kochnką 05.03.06, 12:52
        Dziękuje za wsparcie od Ciebie!! Wiem że krzywdzę tę kobietę, choć bardzo tego nie chce. Jestem za słaba, by zrezygonować ze swojech szczęścia, albo i nieszczęścia. Sama już nie wiem.
        • sabina30 Re: jestem kochnką 05.03.06, 13:02
          Szczęścia jeśli ON Cię naprawdę kocha i będzie chaciał z Tobą żyć, jeśli nie
          odejdzie od żony to chyba bardziej... nieszczęścia niestety. Z wiekiem co raz
          trudniej robić rweolucje w swoim życiu, a niewątpliwie tym jest rozwód.
          Mimo wszystko nie rezygnuj ze swojego szczęścia, cokolwiek to oznacza.
          • anula36 Re: jestem kochnką 05.03.06, 13:18
            jedyne za co mozna cie potepic dziewczyno to za to,ze MARNUJESZ swoje zycie i
            to z dupkiem, ktory wie ze je niszczy ale przyssany jak pijawka,nie do
            odczepienia. Korzysta z tego ze jestes naiwna i zakochana.
            Naprawde chesz spedzic cale zycie jako tajny dodatek do czyjegos zycia?
            • mwmarta Re: jestem kochnką 05.03.06, 14:07
              witam
              poczułam do ciebie od razu jaka nutę sympatii.
              sama jestem w takim zwiazku,od niedawna jestem kochanka, z tym ze ja tez mam
              chłopaka a moj kochanek ma zone.
              własnie wczoraj powiedziałam kochankowi ze z nim koncze.
              dzis juz bardzo tego załuje- nie moge bez niego zyc.
              jestem załamana, to bardzo boli. wiem ze pewnie dla niektorych jestem głoupia i
              smieszna, ale w tej chwoli jest mi wszysko jedno.
              chciałam tylko to z siebie wyrzucic......
              przed kims kto wie co ja moge czuc....
              • zagubiona.w.swiecie Re: jestem kochnką 05.03.06, 14:19
                Ja kiedyś byłam "twarda" przynajmiej tak mi się wydawało i też pewnie bym uznała taką dziewczynę jak ja czy mwmarta za głupią, może nieodpowiedzialną, naiwną, ale jeśli się trafi na osobą która Cię rozumie i pomaga w różnych sytuacjach to bardzo łatwo jest się od takiej osoby uzależnić. Ja nie mogę teraz wyobrazić sobie życia bez mojego... kochanka. Twardą jest się tylko na pozór i mogę się założyć że jeśli się trafi na odpowiednią osobą to rozsądek nie ma nic wspólnego z takim uczuciem. Głowa mówi jedno, ale serce nie potrafi i nie chce posłuchać głowy.
                Rozumiem Cię doskonale droga mwmarto i pozdrawiam serdecznie. Wiem ze i tak posłuchasz serca, bo ja też słucham tylko niego.
                • anula36 Re: jestem kochnką 05.03.06, 14:33
                  dobrze to ujelas - latwo sie uzaleznic- a z kazdego uzaleznienia leczyc sie
                  musi chciec sam uzalezniony.
                  Pomaga ci bo ma z tego wymierne korzyscia niewielkie koszty- ciekawe czy bylby
                  taki chetny do pomocy gdyby np pojawilo sie w tym ukladzie dziecko.
                  • zagubiona.w.swiecie Re: jestem kochnką 05.03.06, 15:19
                    Kiedyś myślałam, że jestem w ciąży. Bałam się strasznie jego reakcji. A on gdy się dowiedział to cały tydzień nosił mnie na rękach, był szczęśliwy. Snuł plany. Umówił mi nawet wizytę u lekarza! Poszliśmy tam razem i wtedy lekarz powiedział, że to nie ciąża tylko choroba jajników. Był bardzo smutny, a ja nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć.
                    • astreja Re: jestem kochnką 05.03.06, 15:24
                      wiecie co, nie potępiam Was,chciałam się wypowiedzieć tylko... uważam, że
                      łatwiej jest być kochanką, jak facet ma zły dzień, zwyczajnie nie spotyka się z
                      kochanką, wszystkie gromy spadaja na żonę, wszystkie problemy, a kochanka
                      dostaje tego zakochanego noszącego ją na rękach mężczyznę, oczywiście zwierza
                      się z problemów, ale już z pewnością zdążył ochłonąć, poza tym inaczej jest jak
                      się z kimś mieszka i przebywa non stop, widzi się go rano po przebudzeniu przez
                      miesiąc, rok, lata... a nie kilka dni :)
                    • anula36 Re: jestem kochnką 05.03.06, 15:30
                      a plany ( rozumiem dotyczace wspolnej przyszlosci) diabli wzieli...
                      • zagubiona.w.swiecie Re: jestem kochnką 05.03.06, 15:42
                        Tak poprostu może było by mu łatwiej. Facetowi po40 ciężko jest zostawić 20lat tak poprostu za sobą. Skoro mi było ciężko się wcześniej rozstać z facetem po4letnim związku to jak on się musi czuć. Przynajmiej tak to sobie tłumaczę.
                        • tomek_abc Re: jestem kochnką 05.03.06, 16:30
                          za 10 lat twoj kochanek bedzie miał 55 (?), ty bedziesz miała 30 i wrócisz na
                          forum z pytaniem "dlaczego on nie chce sie ze mną codziennie kochac".
                          poza tym nie pomyslałas, ze facet 40-50 letni....pożada 20 lat młodszą kobietę
                          tylko dlatego, ze jest:
                          - młodsza (ma młode , zapewne atrakcyjne cialo)
                          - nie jest zoną
                          - nie marudzi całymi dniami (jest "od swieta")

                          • charade Re: jestem kochnką 05.03.06, 18:23
                            Sama prawda ! Sprawdzone empirycznie (ale nie z żonatym ;)).

                            > za 10 lat twoj kochanek bedzie miał 55 (?), ty bedziesz miała 30 i wrócisz na
                            > forum z pytaniem "dlaczego on nie chce sie ze mną codziennie kochac".

                          • zagubiona.w.swiecie Re: jestem kochnką 05.03.06, 18:42
                            Myśle, że to nie jest tylko pociąg sexualny. Zresztą on sam powiedział mi kiedyś, ze na początku chciał by tak było, ale za bardzo sobie spasowaliśmy. Nie zaprzeczam, bo mam powodzenie u mężczyzn, ale jego żona też do brzydul nie należy. Nie jeden 20latek widząc ją się ogląda, spotykają się ostatnio też tylko wieczorami, bo ona go zmienia w pracy (on idzie na rano, ona na popołudniu). Problem polega też na pracy, bo to ich wspólna firma. Myśle, że sił do kochania się ze mną mu nie braknie, bo czasami ja już mam dosyć, a on jest nienasycony, jest naprawdę cudownym kochankiem!
                            • tomek_abc Re: jestem kochnką 05.03.06, 18:48
                              och kobieca naiwności....
                              on mówi "chce sie z Toba kochać"
                              ona rozumie "kocham Cię"
                              • wypasior czy na pewno? 06.03.06, 20:31
                                mój wspólnik rozwodzi się z żoną i zamieszkał z młodszą laską (była jego prawą
                                ręką w jego drugiej firmie), facet ma dużo do stracenia... jest ustakowany
                                finansowo - wspólny majątek z żoną, a mimo to poszedł na nowe
                            • dafni82 A teraz trochę prozy życia;-( 19.03.06, 00:16
                              Czego ty od niego chcesz? Chcesz mieć go tylko na wyłączność? Tutaj ważne jest
                              -czy ma dzieci, jeśli ich nie ma to połowa kłopotu ci odpada :-)
                              -czy na pewno chce opuścić żonę
                              -majątek, praca itp.
                              1. Jeśli ma dzieci to zastanów się czy nie będzie ci przeszkadzać gdy będzie
                              odwiedzał w weekend zadbanej żonki, która po rozwodzie jeszcze wyładnieje? Teraz
                              sytuacje się może odwrócić. To ty będziesz żoną ona wolną, niezależną kobietą.
                              2. Czy nie będzie przeszkadzać ci że oddaje swojej ex 1/3 wypłaty na JEJ dzieci.
                              Problem może wyda się trywialny na pierwszy rzut oka ale zastanów się co będzie
                              jak urodzisz mu dziecko? Zamiast nowych ubranek zabawek dla twojego dziecka
                              kaska pójdzie na zabawki ubranka dla JEJ dzieci!!! Jeśli jest porządnym facetem
                              jak piszesz to pewnie będzie jej jeszcze pomagał dodatkowo, w postaci pomocy w
                              malowaniu pokoju lub wizyty u lekarza. Czy jesteś na to gotowa?
                              3. Jeśli kobieta jest na poziomie tak jak piszesz to czy tak po prostu ci go
                              odda? a może zacznie walczyć? Zastanów się jakie ty masz przy niej szanse. Skoro
                              facet tak o nią dbał to musiało coś oznaczać. Może potrzebował dowartościowania
                              bo w tym związku to żona była dominująca? Jeśli tak to może okazać się wróci do
                              niej a ciebie potraktują jak "odnowe biologiczną własnego związku". Czy jesteś
                              na to gotowa? Jeśli facet mówi ci że nie chce się z tobą wiązać bo będą się
                              obgadywali to to jest podejrzane... Może tak to mu jest wygodniej?
                              4. Zamiast spędzać z tobą weekend i waszymi dziećmi będzie siedział z JEJ
                              dziećmi w kinie, lub mcdonaldzie. Później wróci do domu i nie będzie miał ochoty
                              na zwykły spacer, czy zabawę z waszym dzieckiem
                              5. Co zrobisz jeśli żona wyrzuci was z firmy na zbity pysk i trzeba będzie
                              wszystko zaczynać od nowa, a on nie jest już młodzieńcem. Czy jesteś gotowa to
                              wszystko znieś?
                              Zastanów się dwa razy, facet ma już spory bagaż czy chcesz się nim obciążać? Nie
                              mowie ci żebyś go od razu rzucała bo zachowujesz się nie moralnie. Zastanów się
                              po prostu czy tego właśnie chcesz? Czy nie zasługujesz na więcej?
                        • anula36 Re: jestem kochnką 05.03.06, 17:14
                          Facetowi po40 ciężko jest zostawić 20lat
                          > tak poprostu za sobą.

                          No fakt, czasem moze mu to zajac kolejne 20 lat...
    • petra77 Re: jestem kochnką 05.03.06, 20:02
      Ciekawe dlaczego tylko kobiety są takie naiwne???!!! Jeszcze nie słyszałam żeby
      jakiś facet pozwolił się tak wykorzystywać.
      • ania_kk Re: jestem kochnką 05.03.06, 20:10
        Dlaczego wykorzystywać?? To on w tym związku ma wiecej do stracenia! Naiwnością jest wiara w wieczność związków i w to że faceci ani kobiety nie są zdolne do zdrady. Jeśli ktoś potrafi czerpać radość z sexu to dlaczego ma tego nie robić?! Założone jest z góry, że zagubiona.w.swiecie to naiwniara, a jej kochanek to bestia, która chce tylko sexu.
        • tomek_abc Re: jestem kochnką 05.03.06, 21:10
          kochanek nie jest bestią, tylko znudzonym facetem
          a że pod ręką ma naiwną 20 latkę (zapatrzoną w swojego szefa...)

          jaki bedzie scenariusz?
          pewnie w koncu zona szefa się dowie
          i asystentka wyleci na tzw zbity...
          a szef ... potulnie wróci na łono.
          bo podział firmy, majątku, bo dzieci ....

          Ps moze nie wierze w prawdziwe miłosci;)
          moze to love story 2


    • sonner Re: jestem kochnką 06.03.06, 00:08
      OK potraktuj to jako cos fajnego (jak go kochasz), ale napewno nic z tego nie
      bedzie. Skoro on jest takim gentelmenem i wogole to nigdy nie opusci swojej
      zony!!!! Chyba ze ta wyleje go na pysk, a pewno nie zrobi bo gdzie znajdzie
      drugiego takiego niewolnika. W dodatku 20 lat roznicy, to dosc sporo, no chyba
      ze chcesz sie opiekowac dziadkiem bedac w srednim wieku. Baw sie dobrze i nie
      zaluj sobie, zakochanie to wspaniale uczucie.
      • anula36 Re: jestem kochnką 06.03.06, 00:37
        Baw sie dobrze i nie
        > zaluj sobie, zakochanie to wspaniale uczucie.

        A jakie fantastyczne musi byc potem odkochanie...zastanow sie co piszesz!!
        Tu sie tylko jedna osoba dobrze bawi.
        • sonner Re: jestem kochnką 06.03.06, 01:05
          Jak dla mnie to wspanile uczucie. Kochalem sie kiedys w dziewczynie i wiedzialem
          ze stoje na przegranej pozycji, a mimo wszystko bylo ekstra. Tamte chwile byly
          niezapomniane, fakt pozniej bardzo bolalo, ale i tak bylo warto. Teraz nie
          pamietam jak bylo zle, ale pamietam jak bylo dobrze. I cale szczescie.
          Zreszta ona juz i tak jest zakochana wiec co zmienisz???
          • sonner Re: jestem kochnką 06.03.06, 01:06
            Ona czyli zagubiona w swiecie.
            • kropek35 Re: jestem kochnką 06.03.06, 05:34
              Marnujesz swoje zycie . Daje 10 do 1 ze uswiadomidsz to sobie jak bedziesz po
              40 i napewno bedziesz samotna. Wtedy dopiero uswiadomisz ze je zmarnowałas , bo
              bedziesz bez rodziny, samotna opuszczona i starzejaca sie kobieta. Problem
              polega nie na tym ze to ten facet wciagnie Cie w lata. On po prostu zniszczy
              Twoja psychike , bo takie zwiazki jedynie taki potencjał niosa. Wiec zostaniesz
              w tym zyciu sama ,samotna i opuszczona.
          • anula36 Re: jestem kochnką 06.03.06, 06:23
            pewnei nic nie zmienie ale nie zamierzam przynajmniej twierdzic ze angazowanie
            sie w taki zwiazek to efekt wpanialego uczucia- bo to tylko glupota.
            • zagubiona.w.swiecie Re: jestem kochnką 06.03.06, 09:19
              Najgorsze jest to że wiem że ten związek niszczy mnie od środka, wydaje mi się że jestem szczęśliwa jak z nim przebywam, ale później przychodzi takie otrzeźwienie. Dzisiaj wstałam i postanowiłam to skończyć. Wysłałam mu sms (bo nie wiem kiedy się możemy spotkać w cztery oczy) że już tak dłużej nie potrafie. Że mam dość roli kochanki. A on napisał że coś czuł i że ja nawet nie wiem ile dla niego znacze i jak mu na mnie zależy i że nie mogę go zostawiać w takich chwilach. Napisał jeszcze że nikt nie mówił że będzi łatwo. Co ja mam zrobić. Co on tak naprawdę myśli??
              • bea747 Re: jestem kochnką 06.03.06, 09:32
                Manipuluje Tobą...
              • sonner Re: jestem kochnką 06.03.06, 16:50
                No to juz bym sie powaznie zastanowil nad tym co piszesz. Jezlei jestes
                nieszczesliwa to oczywscie nie ma sesnu tego ciagnac. A po tym SMS i jego
                "kupowaniu" sobie czasu to radzilbym jak najszybciej powiedziec dowiedzenia. No
                i oczywiscie trzeba zmienc prace.
    • drak02 Re: jestem kochnką 06.03.06, 09:42
      Tracisz czas, starzejesz się i marnujesz najlepsze lata swojego życia.
      ten facet nigdy nie odejdzie od swojej żony i skonczy się to tym że po kilku
      latach zorientujesz się ze dalej jesteś sama, bez perspektyw .
      Twój przypadek to klasyka gatunku im szybciej wyrwiesz sie z tej sytuacji tym
      lepiej.
      • woman-in-love Re: jestem kochnką 06.03.06, 09:51
        Jesteś pożywką dla starego dobrego małżeństwa. Karmisz ich oboje swoim zyciem,
        samotnoscia, tęsknotą. Żona będzie ślepa do końca, bo nie ma interesu wypędzać
        płatnika i niewolnika. Amen.
        • taka_laska Bez przesady, woman 06.03.06, 10:16
          woman-in-love napisała:
          > Jesteś pożywką dla starego dobrego małżeństwa. Karmisz ich oboje swoim
          >zyciem, samotnoscia, tęsknotą. Żona będzie ślepa do końca, bo nie ma interesu
          >wypędzać płatnika i niewolnika. Amen.

          1. nie dla małżeństwa , tylko dla lowelasa;
          2. nie ICH karmisz, tylko jego;
          3.żona jest dotąd ślepa ,póki jej ktoś oczu nie otworzy;
          4. po co zona ma wypędzać męza? Jak on tak bardzo kocha swoją panienkę niech
          sam odejdzie zostawiając oczywiście i wspaniałomyślnie wszystko zonie.
          • taka_laska Re: Bez przesady, woman 06.03.06, 10:30
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=37698410
        • zagubiona.w.swiecie Re: jestem kochnką 06.03.06, 10:17
          wiem że macie dużo racji. Chce się wyzwolić albo chociaż przestać to traktować tak serio, tylko się bawić. nie wiem co mam zrobić, on chce dziś się spotkać i porozmawiać na ten temat, a ja boje się że znowu wpadnę mu w ramiona i już się nie wyzwole. Strasznie mnie do niego ciągnie, ma tak cudowne "podejście do mnie" że trace zmysły. Dlaczego to takie trudne?? Spotkać się, czy nie??
          • tomek_abc Re: jestem kochnką 06.03.06, 10:57
            przy okazji...poszukaj sobie nowej pracy.
            Jakoś nie wyobrażam sobie koegzystencji zawodowej byłych kochanków,
            na dodatek w syt.tzw podległości (ON szef ONA asyst)

            • taka_laska Re: jestem kochnką 06.03.06, 10:59
              romanse w pracy najgorzej kończą się dla kochanek, bo facet, jak kot zawsze
              spadnie na cztery łapy.
              • zagubiona.w.swiecie Re: jestem kochnką 06.03.06, 11:11
                Już nie podlegam bezpośrednio pod niego. Firma przechodzi reorganizacje, prawdopodobnie końcem marca zoztanę przeniesiona do innego biura i nasze kontakty w tej sferze ograniczą się do minimum
          • anula36 Re: jestem kochnką 06.03.06, 11:11
            to "cusowne podejscie to zywkla manipulacja"
            W jakich znowu chwilach go zostawiasz?? Zona mu nagadala czy co?
            Trzymaj sie z dala dziewczyno i szukaj nowej pracy, nim cie zastapi nastepna
            chetna na pocieszanie szefa.
            • zagubiona.w.swiecie Re: jestem kochnką 06.03.06, 11:21
              Chyba masz racje że żona mu nagadała. Tak brzmiała jego wypowiedź. Wybadam dzisiaj sytuacje w pracy. Przemyśle czy sie z nim spotkać. Nie umiem mu odmawiać. Jeśli jego wyznanie spowodowane było sprzeczką z żoną to nawet niech nie marzy o spotkaniu. (Mam nadzieje że wytrwam w swoich postanowieniach, trzymajcie kciuki, bym się w tym nie pogubiła)
              • kmmka jesli masz jakiekolwiek watpliwosci... 06.03.06, 15:29
                to znaczy, ze on toba manipuluje albo ze to nie jest ten, z ktorym masz spedzic
                reszte zycia. Nie powiem Ci co masz zrobic. Moge tylko opowiedziec, ze mam za
                soba troche podobna historie - oz zonaty i duzo starszy, ja wolna - po
                rozwodzie. Dlugo mnie "zdobywal" w koncu zostawialam swoje zasady i uleglam. To
                byl jedyny facet, w ktorego milosc wierzylam i czulam, ze jestem dla niego
                wazna. Nie mialam lepszego kochanka ani przed ani po. To on zdecydowal, ze wroci
                do zony i przestaniemy sie widywac. A ja wierze, ze zrobil to z rozsadku,
                wiedzac, ze rozczarowanie minie, emocje wygasną i po jakims czasie spotkam kogos
                wolnego. I tak bylo. I nieczego nie zaluje. To najleposzy i najmadrzejszy facet,
                jakiego znalam... i taki cieply. teraz kazde z nas zyje swoim zyciem i milo
                czasem pogadac. Rob co chcesz i ciesz sie szczesciem, ale masz je faktycznie
                czuc gleboko, bez zadnych watpliwosci. I jesli nawet dojdziesz do wniosku, ze to
                byl tylko romans, to widocznie tego ci byli trzeba:)
                • woman-in-love Re: jesli masz jakiekolwiek watpliwosci... 06.03.06, 19:17
                  Facet który wyrywa młodą dziewczynę, zachowując jednocześnie swój wygodny,
                  bezpiecznie umoszczony dom z zona w roli głównej postępuje &^%#&^%$^%$%#%^$%$^&
                  Dlaczego uważam, że oboje wraz z małżonka żerują na młodosci, naiwności itp.?
                  Ponieważ dzięki tej młodej energii odradza się ich skapcaniały związek.
    • tapatik Re: jestem kochnką 06.03.06, 19:25
      Przeczytałem całość i napiszę jak ja to widzę ze strony mężczyzny.
      Facet ma Ciebie za zabawkę, która mu wlazła do łózka i z którą może się
      pozabawiać. Mam duże wątpliwości, czy chciałby z Tobą spędzić resztę życia.
      Ma przecież rodzinę, żonę, dzieci.
      Dzięki Tobie nie musi szukać kogoś "na mieście", bo sama się nawinęłaś.

      Co chcesz osiągnąć w życiu?
      Czy będziesz chciała kiedyś założyć rodzinę? Z kim? Ze swoim obecnym kochankiem?
      A czy uważasz, że on rzuci swoją rodzinę dla Ciebie? Bo ja wątpię.
      Jeżeli wystarcza Ci obecny status, czyli, że masz faceta, który się z Tobą
      kocha, ale z którym nigdy nie założysz rodziny, to możesz dalej w tym tkwić.
      Ale jeśli będziesz chciała kiedyś w przyszłości mieć rodzinę, dzieci, dom do
      którego będziesz wracać, mężczyznę, którego nie musisz dzielić z inną kobietą...
      Niestety, to na pewno nie będzie łatwe, ale MUSISZ od niego odejść, jeśli w
      przyszłości będziesz chciała sobie ułożyć życie.
      • woman-in-love Im prędzej tym lepiej n/t 06.03.06, 19:27
        • yagres Re: Im prędzej tym lepiej n/t 07.03.06, 06:45
          To naprawę zastanawiające jak ludzie mogą sobie na własne życzenie, w pełni
          świadomie komplikować i zagmatwywać sobie życie. A życie jest naprawdę proste,
          wystarczy przestrzegać paru prostych reguł. Już na początku historii naszej
          bohaterki jest feler: romans z żonatym facetem. Takie coś naprawdę rzadko
          kończy się pomyślnie dla kobiety.

          Widocznie „zagubiona w swiecie” jest masochistką albo posiada wyjątkowo
          romantyczny charakter, który przyćmił zdrowy rozsądek. Tez chciałbym taką
          kobietę spotkać, ot tak, dla sportu i ekscytujących wrażeń. Taką strategię
          można mieć tylko okresowo. Tylko to jest dla kobiet wiedzących czego chcą, z
          pełną świadomością o braku perspektyw na poważny związek tzn. można przeżyć coś
          ekscytującego, można się dobrze zabawić, można mieć megaorgazmy, można
          otrzymywać prezenty, zwiedzić świat w ramach „delegacji służbowych”, bywać w
          dobrych hotelach i restauracjach. Jednym słowem wykorzystywać seksualnie i
          finansowo faceta. I takie kochanki w pełni rozumiem i doceniam ich życiowy
          spryt.

          Ale nie rozumiem jak można liczyć na to, że odejdzie od żony? Już prędzej
          zachorujesz na ptasią grypę niż włożysz mu na palec obrączkę. Przykre to ale
          prawdziwe.
          • zagubiona.w.swiecie Ale jak mam to zrobić:(??? 07.03.06, 08:48
            Brak mi sił, ale skoro już tu napisałam, w pewnym sensie poprosiłam o rade to chce się przy tym trzymać. Chociaż wielu z Was uważa mnie za głupią idiotkę, zmanipulowaną przez faceta, który składa jakieś obietnice. Coś Wam powiem. Może i macie racje w wielu sprawach, tylko że on nigdy mi niczego tak naprawdę nie obiecywał. Nie rozmawialiśmy na temat jego ewentualnego odejścia od rodziny. Widziałam że jest mu też ciężko, więc nigdy nie pytałam, nie prosiłam, cieszyłam się za to chwilami spędzonymi z nim. Z czasem chciałam z nim przebywać coraz częściej i dłużej, ale nie naciskałam.
            Wczoraj się spotkaliśmy. Bylam gotowa powiedzieć mu że już dłużej tak nie będzie, że odchodze, że mam dość. Zaczełam mu mówić że zwierzyłam się na forum i jak jest to wszystko odbierane, ale nie potrafiłam być na niego zła. Marzylam tylko o tym by mnie przytulił, a on jak zwykle to wyczuł. Nic nie mówił tylko głaskał mnie po włosach i mocno przytulał. I jak zwykle nie umiałam nad tym zapanować. Emocje wzieły góre. Zaczeliśmy się kochać. Zapomniałam o wszystkim, było mi tak dobrze, że aż mi się płakać chciało że mogła bym go stracić, skoro jest mi tak bliski i tak doskonale wyczuwa moje potrzeby. Kiedy w końcu doszłam do siebie poprosiłam go o rozmowę. O to by był ze mną szczery i powiedział jak to wygląda z jego punktu widzenia. I wiecie czego się dowiedziałam?! ŻE ON KOCHA NAS OBIE!!! Że nie potrafi z żadnej z nas zrezygnować. Że myślał że ze mną to będzie tylko romans, ale w gre weszły uczucia, że jego żona jest za delikatną kobietą, by ją skrzywdzić, że ona sobie bez niego nie poradzi. Mówił że wiele razy myślał by od niej odejść (w końcu ich dzieci są już dorosłe), ale że ona by tego nie przeżyła i że nasze społeczeństwo by ją z tego powodu zagnębiło. On chciałby by było tak jak jest, kiedy ja powiedziałam że ja tego nie chce to zapytał co on ma zrobić. Co mu powiem?? odejdź od żony, przekreśl 20lat??!! Powiedziałam że ja chce się odsunąć, że się juz nie spotkamy sam na sam, a on mnie prosił, błagał mówił że nie chce mnie stracić, bo za bardzo mnie kocha, że w tylu problemach już mu pomogłam, że z nikim mu się tak dobrze nie rozmawiało i nikomu tak nie ufał, ale że sam jest w okropnej sytuacji. Po tym wszystkim nie odezwałam się już praktycznie słowem. On do mnie mówił, prosił bym nie podejmowała decyzji odrazu, że za kilka dni się spotkamy i wtedy mu powiem.wyszedł, a ja zostałam sama z masą wyrzutów sumienia z zagonionymi myślami. Wieczorem napisał jeszcze na gg, że mnie kocha i ma nadzieje że docenie jego szczerość. Cała noc nie spałam. Rano jak zwykle napisał do mnie smsa, takiego ciepłego, słonecznego jak co rano przez 2lata naszej znajomości. Co ja mam zrobić?? jestem w totalnej rozsypce! Nie spodziewałam się aż takiej szczerości z jego strony. Przepraszam że się tak rozpisałam ale nie chciałam niczego pominąć.
            • wypasior Re: Ale jak mam to zrobić:(??? 07.03.06, 09:09
              ewentualne łzy żony go przerażają ale twoje już nie...
            • sagittka Re: Ale jak mam to zrobić:(??? 07.03.06, 09:14
              > Nie spodziewałam się aż takiej szczerości z jego strony

              Jesteś pewna, że to było szczere wyznanie?

              On naprawdę kocha obie kobiety?
              Wg mnie raczej potrzebuje obu.

              Ta, którą kochałby szczerze, byłaby kobietą jego zycia, jedyną w tym momencie,
              której chce się oddać wszystko, całego siebie.

              Możliwości:
              kocha żonę, ciebie pożąda
              lub
              kocha ciebie, żony potrzebuje i nie potrafi jej zostawić
              lub
              nie kocha żadnej z was tak naprawdę - z żoną jest z przyzwyczajenia i wspólnych
              interesów (jak 90 % małżeństw ze stażem), z tobą jest dla przyjemności.
              • yagres Re: Ale jak mam to zrobić:(??? 07.03.06, 09:25
                To już się staje nudne. A co miał powiedzieć:

                a) nie kocham cię i nic do ciebie nie czuję (w domyśle „koniec z nami”)
                b) kocham cię bardzo i chcę być z tobą ( w domyśle „jeszcze dziś składam
                wniosek o rozwód)
                c) kocham i ciebie i żonę ( w domyśle: „i psa, dwa koty, rybki i teściową)
                To nie jest żadne szczere wyznanie tylko maksymalizacja zysków (nie na darmo
                jest więc biznesmenem, czegoś się w końcu nauczył). Nie zabija się kury
                znoszącej złote jajka, nawet wtedy ta kura nie jest nasza tylko dochodząca. Bo
                liczą się jajka (czyli seks).
                To typowe zagranie faceta co chce grać na dwóch frontach. Każdy by na jego
                miejscu tak powiedział.
                • wypasior Re: Ale jak mam to zrobić:(??? 07.03.06, 09:39
                  Gdyby facet trafił na twardą zawodniczkę, to między konkurentkami rozgorzałaby
                  walka, poleciało pierze ale któraś by zwyciężyła a gość musiał się trochę
                  postresować. A tak, to ma z jednej strony żonkę a z drugiej rozkochane
                  dziewczę, płaczącego do poduszki i rozciamkanego kurczaczka. Są sadyści co
                  lubią dramatyczne klimaty i taki kurczaczek nakręca ich ego, lepiej im staje po
                  takich scenach pełnych ostatecznych wyznań.
            • kmmka Jak? A zwyczajnie... 07.03.06, 09:47
              nie odbieraj telefonow nie odpowiadaj na smsy; to prawda, ze on chce miec cieplo
              w domu i seksownie poza domem... jesli nawet jest troche szczery, to wyglada na
              to ze nie mam jaj, zeby sprawe zalatwic jak trzeba, No to ty musisz miec jaja,
              bo inaczej bedziesz dluzej cierpiala... a po co?
              • zagubiona.w.swiecie Re: jestem kochanką 07.03.06, 10:38
                Ja zwariuje!! On się zachowuje jak by nie było wczorajszej rozmowy! Jak by się nic nie stało. Czy on myśli że może mnie być aż tak pewien?? Kocham go ale to musi się skończyć! Ma ktoś sprzedać jaja, bo chyba swoich się jeszcze nie dorobiłam.??
                • anula36 Re: jestem kochanką 07.03.06, 10:44
                  zaczynam sie zastanawiac czy to nie jakas mala prowokacja...
                  • zagubiona.w.swiecie Re: jestem kochanką 07.03.06, 10:50
                    a ja zaczynam się zastanawiać czy to nie koszmar. Chciała bym by była to tylko prowokacja, albo zły sen i cholera mnie już bierze że takie rzeczy spotykaja mnie w życiu!
                    Pozdrawiam, może Wy pomożecie mi to przetrwać
                    • anula36 Re: jestem kochanką 07.03.06, 11:01
                      przepraszam cie bardzo - takie zycie nie spotykaja cie w zyciu tylko ty je
                      sobie fundujesz na wlasne zyczenie?
                      Romans w pracy z zonatym facetem , w dodatku szefem to gwozdz do trumny.
                      • zagubiona.w.swiecie Re: jestem kochanką 07.03.06, 11:26
                        Gdybym była tylko uczestniczką tego forum i czytała o takiej osobie to pewnie była bym takiego samego zdania jak Ty. Ja zawsze byłam osobą z zasadami, rozsądną, zawsze przemyślałam coś 100razy zanim podjełam decyzje. Sama nie wiem co się stało, że się w coś takiego wpakowałam. Wydaje mi się że to spora wina mojego poprzedniego faceta, który był hamem, a ja myślałam że tylko zagubionym chłopcem. Po takich 4latach męczarni (w której część moich ideałów legła w gruzach) zjawił się facet, który mimo że jeszcze wtedy nie byliśmy razem mówił do mnie skarbie, żabko, słonko (absolutnie było to również przy jego żonie, nie była zazdrosna, myślała że mąż nie gustuje w blondynkach), dał mi tyle ciepła, że stał się dla mnie ideałem faceta, a ja też byłam dla niego przyjaciółką (jesteśmy do siebie podobni w pewnym sensie, lubimy te same potrawy, mamy podobne poglądy, kochamy tą samą muzykę), potrafiliśmy godzinami rozmawiać i w koncu coś nas pchnęło ku sobie. Dlatego mi tak ciężko, bo wiem że nie tylko stracę kochanka ale i przyjaciela.
                        • tomek_abc Re: jestem kochanką 07.03.06, 11:36
                          jacy podobni?
                          mogłabyś być jego córką

                          z moja córką też słucham czasem tej samej muzyki i co z tego

                          naiwności kobieca

                          ale z 2 strony daleki jestem od potepiania tego faceta.
                          W kocnu "zagubiona" jest pełnoletnia i po to mamy rozum aby dokonywac dobrych
                          wyborów (łatwno się mówi-wiem)
                      • mwmarta Re: jestem kochanką 07.03.06, 11:34
                        zagubona- wiem jak sie czujesz. ja zerwałam z kochankiem w sobote, od tego
                        czasu chodzie jak cien, nie moge jesc, nie moge spac, cały czas płacze.
                        rozsadek mowi mi ze powinnam swietowac, ale bol rozsadza mnie od srodka. mam 28
                        lat a ty ile? chetnie porozmawiałabym w tej chwili ztoba prywatnie np. na gg.
                        jesli masz ochotę wyslij mi mejla na priva. Moze jakos sie wesprzemy, bo mi
                        jest bardzo trudno.
                        pozdrawiam serdecznie
                    • monia1377 Re: jestem kochanką 07.03.06, 11:24
                      Miałam podobny problem, też byłam kochanką żonatego faceta. Nie będę teraz
                      opisywać co i jak, bo nie o to chodzi. Moja sytuacja była o tyle prostsza, że
                      on mnie nie kochał. Zbierałam się kilka razy żeby zakończyć tą znajomość,
                      dlatego,że coraz bardziej zaczynało mi na nim zależeć. Świadoma tego, że nigdy
                      nie będziemy razem chciałam się od niego uwolnić zanim osiągnie to wszystko
                      taki etap, na którym stwierdzę, że "nie mogę bez niego żyć". Mówiłam 2 razy, że
                      nie chcę się już spotykać, ale sama dla siebie nie była zbyt przekonująca, a co
                      dopiero dla niego. Za trzecim razem, gdy powiedzialam, że to koniec, że możemy
                      zostać tylko przyjaciólmi, nie odzywał się do mnie przez ponad tydzień. Ale
                      byłam wściekła, chciałam napluć mu w twarz jeśli się w końcu zobaczymy. Kiedy w
                      końcu zadzwonił miałam ochotę po prostu odłożyć słuchawkę, ale jednak jeszcze
                      go kochałam i wymiękłam. Oczywiście wygarnęłam mu co o nim myśle, zapytałam
                      dlaczego tak mnie potraktował. On oczywiście "nie wiedział o co mi chodzi",
                      przecież nie chciałam się spotykać , więc o co te pretensje. Nie kapował, że
                      poczułam się jak szmata, której się już nie zna, skoro nie chce już razem
                      sypiać. Zrobił smutną minkę i tyle. Jakoś tam mnie przeprosił, niepotrzebnie,
                      bo to tylko odwlekło w czasie, to co już dawno powinno nastąpić, czyli
                      definitywny koniec. Ostatecznie zerwałam z nim w poprzedni piątek, mamy zostać
                      przyjaciółmi. Od tej pory widzieliśmy się 3 razy, widzę, że tym razem, nauczony
                      poprzednią sytuacją, nie chce wyjść na drania i poki co utrzymuje pozory, że to
                      nie tylko o sex chodziło.
                      Piszę to wszystko po to, aby powiedzieć Ci, że jak najszybciej powinnaś
                      zakończyć znajomość ze swoim dupkiem, po co się tak szarpać emocjonalnie. Jeśli
                      potrafiłybyśmy podejść do tego na luzie, tzn. bez uczuciowego angażowania się,
                      to mogłoby byc miło, ale to niemożliwe niestety. Na początku będzie Ci
                      okropnie, pewnie będziesz chciała do niego wrócić, ale jeśli przetrzymasz
                      pierwszy tydzień, potem miesiąc, to potem już powinno być z górki. Niestety to
                      nieprawda, że Cię kocha, nie da się kochać dwóch osób, cudów nie ma. Może
                      miałabym dla niego choć odrobinę wyrozumiałości, gdyby nie jego podła ściema o
                      tym, że Cię kocha. A to udawanie, że rozmowy nie było, to ja też znam.Myśli że
                      widocznie miałaś chwilę słabości i dlatego chciałaś zerwać, a jeżeli będzie
                      nadal milutki to znowu Cię "urobi". Nie daj się nabrać, powodzenia!
                      • anula36 Re: jestem kochanką 07.03.06, 11:36
                        A ty masz w ogole jakichs znajomych, przyjaciol, jakies wsparcie z "zewnatrz"
                        tego ukladu?
                        jesli ten facet bedzie dla ciebie centrum wszechswiata to nigdy sie od niego
                        nie uwolnisz.
            • taka_laska Re: Ale jak mam to zrobić:(??? 07.03.06, 14:11
              zagubiona.w.swiecie napisała:
              >ŻE ON KOCHA NAS OBIE!!! Że nie potrafi z żadnej z nas zrezygnować. Że myślał
              >że ze mną to będzie tylko romans, ale w gre weszły uczucia, że jego żona jest
              >za delikatną kobietą, by ją skrzywdzić, że ona sobie bez niego nie poradzi.
              >Mówił że wiele razy myślał by od niej odejść (w końcu ich dzieci są już
              >dorosłe), ale że ona by tego nie przeżyła i że nasze społeczeństwo by ją z
              >tego powodu zagnębiło.


              1. gdy mężczyzna mówi, ze kocha ,to znaczy ze chce seksu;
              2. w twoim przypadku to jest tylko romans
              3. dlaczego społeczeństwo miałoby żonę "znębić" i za co?
              4. raczej kochanka szybciej dozna społecznego ostracyzmu niż zdradzana zona!!

              • your_and Re: Ale jak mam to zrobić:(??? 07.03.06, 16:24
                taka_laska napisała:

                >1. gdy mężczyzna mówi, ze kocha ,to znaczy ze chce seksu;

                A czego chce kobieta jak mówi że kocha?

                > 4. raczej kochanka szybciej dozna społecznego ostracyzmu niż zdradzana zona!!

                Jak obnażony zostnie na porzykład fakt że żonie chodzi tylko o kasę , a po
                stronie kochanki są uczucia które nie słabną z czasem, sympatia przelewa sie na
                stronę kochanki, wiec to nie jest tak prosto że społeczeństwo zawsze stanie po
                stronie żony
      • igorian1 Re: jestem kochnką 30.08.06, 22:21
        Tak, zgadzam się z przedmówcą. Niestety na 90 procent on szuka rozrywki,
        ucieczki od małżeńskiej nudy i rutyny, odświętnego seksu...
        Może nawet i jest zakochany, ale potem wraca do domu, wskakuje w kapcie, żonka
        robi mu herbatę, albo nawet i laskę (tak, tak faceci sypiają z żonami, nawet
        jak mają fajne kochanki) a on pogrąża się we wspomnieniach i myśli - ale ja to
        mam fajnie.
        Fajna żona, dom, dzieci i jeszcze do tego mam taką super dziewczynę. I ona mnie
        chce! znaczy - nie jestem jeszcze taki stary, nieatrakcyjny, gdybym tylko
        chciał - jeszcze mogę podniecić młodą dziewczynę.
        O taaak.... życie jest cudowne. Ale jakbyś spytała czy zostawi żonę i kiedy,
        to ...no cóż - zostawi Ciebie i poszuka sobie takiej, która go o to nie spyta.
        To tak na 90 procent.

        Pozostałe 10 procent facetów, jak się zakocha naprawdę w młodej pannie to
        odchodzi od starych żon. Rozwodzi się i wiąże z nową miłością (niektórym to
        nawet kilka razy w życiu to się zdarza, i mają w życiu po 4 żony nawet - więc
        te młode co rozbiły związek stają się z czasem starymi i porzuconymi, po nich
        następują kolejne, jest więc sprawiedliwość w przyrodzie). I wychodzą z tego
        całkiem fajne związki, więc nie trać nadziei.
        Zapytaj go o rozwód. Jeśli naprawdę cię kocha to zostawi dla ciebie żonę i
        będzie z Tobą, jeśli nie - nie był wart tego byś dla niego cierpiała. Poszukaj
        kogoś wolnego, albo takiego który pokocha cię na 100 procent, na 7 dni w
        tygodniu. Seks od święta, bycie tylko kochanką na dłuższą metę upokarza
        kobiety, rzekłbym nawet że pozbawia je wiary w siebie. Będąc tylko kochanką
        czujesz się gorsza, a niby dlaczego?
        Jesteś młoda, ładna zasługujesz na miłość, męża i rodzinę. Postaw mu warunki.
        Bądż twardą i wymagającą kobietą, a nie tylko kociakiem do wyrka. Inaczej tylko
        tym dla niego będziesz.
        Pozdro.
    • petra77 Re: jestem kochnką 07.03.06, 11:46
      Czyli polecialas na piekne slowka, to takie banalne... Pomysl o tym, ze on ma
      wszystko-zone, kariere, kochanke, a ty? Jestes tylko dodatkiem do jego
      ustabilizowanego zycia. Jakby cie naprawde kochal, pragnalby twojego dobra i
      nie zwodzilby cie tyle czasu. On kocha tylko siebie, a ty utwierdzasz go w
      przekonaniu , ze jest super-facetem! Po prostu przeglada sie w twoich
      zakochanych oczach....
      • woman-in-love Re: jestem kochnką 07.03.06, 13:36
        I nie dawaj się nabierać na gadki typu "kocham was obie".
        • your_and Re: jestem kochnką 07.03.06, 16:30
          Może i kocha ale zycie jest okrutne i często trzeba wybierać. Bo tak rani obie...
          • zagubiona.w.swiecie Re: jestem kochnką 07.03.06, 17:50
            Anula36 pytała czy mam przyjaciół. Kiedyś miałam mnóstwo pseudo- przyjaciół, głównie poznanych przez mojego byłego, skończył się związek, skończyły się przyjaźnie. Mam dwie prawdziwe przyjaciółki, ale nie są w stanie mnie wspierać bo wyjechały za granicę. Miałyśmy jechać razem, ale ja dostałam tę pracę i wolałam zostać tutaj. Z pracy też nie uśmiecha mi się rezygnować, bo nieźle tu zarabiam. Starcza na mieszkanie, utrzymanie i przyjemności. A napisałam że żonę by zgnębili, bo wiele osób nie życzy jej najlepiej. Niestety taka jest mentalność polaków że jak komuś się lepiej powodzi to trzeba mu życzyć jak najgorzej
            • ania_kk Re: jestem kochnką 08.03.06, 10:06
              Życie nie zawsze układa nam się tak jak byśmy tego chcieli niestety. Czasami warto dać się ponieś, zaufać życiu. Może i ten związek z góry jest na przegranej pozycji, ale życie nie jest takie złe jak mogło by się wydawać, często nas zaskakuje. Nie ma sensu się zadręczać. Jeśli zagubiona potrafi cieszyć się chwilą to jest bardzo dobrze bo pamiętajmy że "w życiu piękne są tylko chwile". Może facet zastanowi się nad sobą i przemyśli co jest dla niego ważne. Myślę że tak naprawdę to nikt mu nie da w życiu tyle miłości ile może mu dać zagubiona. Może to tylko moje ideały, które mają słabe odbicie w rzeczywistości, ale walczmy o swoje szczęście jeśli wiemy że będzie to dobre dla nas i tej najbliższej osoby.
            • ulus Re: jestem kochnką 08.03.06, 13:17
              Rzuć tego faceta, jak najszybciej, choć jest to trudne, bo takie teksty typu :
              Kocham was obie, tez kiedyś słyszałam:( i wiele innych...
              Mają szczególnie rację mężczyźni piszący w tym wątku, wiem to już niestety z
              doświadczenia, że jak kochanek mówi: kocham cię, po prostu chce sexu i tyle.
    • taka_laska "Mów do mnie jeszcze" 08.03.06, 12:18
      a ja tak zrobię po swojemu i wasze "dobre" rady mam w nosie, bo sama wiem co
      dla mnie jest najlepsze - takim stwierdzeniem ZAGUBIONEJ, można podsumować te
      wszytkie wasze rady oparte na doswiadczeniach. Osioł był i pozostał uparty, do
      czasu, aż sparzy się na własnej skórze.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33537&w=29515663&a=38089525.
      • woman-in-love Re: "Mów do mnie jeszcze" 09.03.06, 11:41
        Obidż się jak najprędzej Zagubiona. Czy takiego zycia zyczyłabys swojej
        siostrze, córce? Co bys im powiedziała?
    • netka6666 Re: jestem kochnką 10.03.06, 11:35
      Nie wiem ile masz lat ale z naiwności Twojego myślenia wynika, iż jesteś
      młodziutka. Oczywiście, że dla niego to tylko romans, odskocznia. Chciałabym
      sie mylic ale pewnie wielkiej miłości to z tego nie będzie. I sama też staraj
      się odróżnić miłość od fascynacji. Oczywiście, że pobrniesz dalej bo większość
      z nas uczy się na błędach i to w większości swoich.
      • zagubiona.w.swiecie Re: jestem kochnką 10.03.06, 12:12
        Mam 22lata. Ale czy 40latki nie zachowują szczypty naiwności. Może i jestem naiwna, ale nie potrafie tak poprostu przestać kochać. On często nie mówi co czuje, ale jak jestem z nim to wiem że on również ma do mnie głębokie uczucia (i nie mówicie że chodzi mu o sex, bo potrafimy się widzieć i tylko rozmawiać, przytulać się). Nie wiem czy z jego strony to miłość. Jeśli będziemy mieli się kiedyś rozstać (bo pewnie kiedyś to się stanie), to zostaną mi piękne wspomnienia!
        • alisza1 Re: jestem kochnką 10.03.06, 12:28
          Obawim się, że takkkkkkkk. Jest to tzw. krysys wieku średniego. Żony w
          większości przypadków traktowane są jako osoby, które należy oszczędzać po
          zmęczeniu wspólnym życiem. Panowie nie zastanawiają się, że kobiety też mogą w
          tym wieku mieć różne potrzeby. Sama mówiłaś, że jesteś jego asystentką i
          obawiam się, że nią pozostaniesz do czasu kiedy się jemu nie znudzisz. Ten pan
          spogląda przez pryzmat "pieniądza" i chęci imponowaniu samemu sobie. Poczytaj
          trochę literatury psychologicznej. Życzę ci ażeby to był udany związek, ale
          obawiam się że wcześniej czy później obudzisz się ze snu, ale niestety
          saaaaammma.
          • zagubiona.w.swiecie Re: jestem kochnką 10.03.06, 12:43
            Od pewniego czasu już nie jestem jego asystentką, dostałam coś w rodzaju awansu i to pewne że nie on mi w tym pomógł(sam chciałby by było tak jak na początku, a ja chce się zawodowo rozwijać). Niedługo już bedę przeniesiona do innego biura i będę sama ustalać zasady. On nigdy nie obnosił się z pieniędzmi i wątpie by było to dla niego najważniejsze. A jeśli ktoś ośmielił by się powiedzieć że mnie zależy na pieniądzach i dlatego z nim jestem to nie ręczę za siebie. Sam a dobrze zarobie i mam wszystko czego potrzebuje, a najlepsze jest to że wiem że to zasługa mojej pracy i tego że mogę się tam realizować.
            • alisza1 Re: jestem kochnką 10.03.06, 12:51
              Nie chciałam Cię urazić. Jeżeli osiągasz sukcesu zawodowe "sama" to bardzo
              dobrze. Kobiety muszą znać swoją wartość. Natomiast najgorsze jest otoczenie
              zewnetrze. Mam nadzieję,że nieświadome tego co was łączy. Ludzie są naprawdę
              nieobliczalni w robieniu przysług bliźnim. Życzę ci szczęścia. Jeszcze rada -
              staraj się zawsze rozdawać karty a nie prać puli.
              • zagubiona.w.swiecie Re: jestem kochnką 10.03.06, 13:15
                Nie uraziłaś mnie, jestem swiadoma tego że różne nas ludzie mogą odbierać. Z otoczenia nikt o nas nie wiem (właściwie to tylko na tym forum to ujawiniłam). Jesteśmy uznawani za przyjaciół i nigdy nie było najmniejszej aluzji (on oficjalnie nie gustuje w blondynkach i jest 20lat starszy, czasem dla zachowania pozorów mówi do mnie "córciu"). Choć raz była "śmieszna" sytuacja, bo facet którego wywalił mój misiek oskarżył go o romans ze.....sprzątaczką. Myslałam że padnę ze śmiechu i powiedział jeszcze, że ja musiałam coś zauważyć, albo że ja coś wiem bo w końcu się przyjaźnimy.

                Dzieki alisza1, że nie jesteś zamkniętą w sobie idealistką i potrafisz zrozumieć drugą osobę. Doceniam to bardzo i również życzę szczęscia:)
                • alisza1 Re: jestem kochnką 10.03.06, 13:58
                  Nie masz za co dziękować. Sama mam 4X i jesteśmy z mężem kilkanaście lat po
                  ślubie.Przerabiłam twój problem na własnej skórze. Jestem realistką i lubie
                  mocno stąpć po ziemi. Dlatego wiem, że o związek należy dbać i realnie do niego
                  podchodzić.
    • zagubiona.w.swiecie Re: jestem kochnką 10.03.06, 14:38
      Kolejny beznadziejny facet myślący stereotypami. Dla mnie zarabiać 2500zl miesięcznie to jest bardzo dużo. Jestem ambitną osobą, a pracy nie dostałam za "dupe", tylko znalazłam się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Na szczęście w Polsce jest kilka takich firm, które stawiają na młodych i ambitnych. A i mimo iż mam 22lata to skończyłam już studia licencjackie i robie teraz uzupełniające magisterskie (poszłam rok wcześniej do szkoły). Wszystko co wynikło potem było już po kilku miesiącach pracy, a doświadczenie się zdobywa w trakcie.
    • zagubiona.w.swiecie Re: jestem kochnką 10.03.06, 15:15
      BYŁAM JEGO ASYSTENTKĄ (właściwie to jestem dalej, ale mam też inne zajęcia)!!! Teraz zajmuje się czym innym i dlatego zarabiam tak a nie inaczej. Za 15godzin pracy dziennie nie wysilała bym się za marne grosze. Jeśli bym powiedziała gdzie pracuje było by za dużo rzeczy jasne.
      • z.mariusz Re: jestem kochnką 11.03.06, 02:47
        Droga zagubiona. Pomijając ten związek, jakie masz podejście do swoich bliskich? Do tych, których kochasz...czego im życzysz?
        Odpowiesz, że życzysz im jak najlepiej?
        To pomyśl, jeśli Twój szef Cię kocha, to dlaczego nie życzy Ci jak najlepiej? Przecież logicznym jest, że najlepszym dla Ciebie jest w tej sytuacji zakończyć tę patologiczną sytuację. On nie odejdzie od żony, bo ją kocha. Ty jesteś skazana na cierpienie.
        Jeśli Cię kocha, to powinien kazać Tobie odejść, bo to jest dla Ciebie najlepsze. Jeśli zaś chce za wszelką cenę zatrzymać Cię przy sobie, to oznacza, że jest cholernym egoistą. Nie myśli w ogóle o Tobie, o Tym co jest dla Ciebie lepsze. Nie myśli o Twoim szczęściu...więc Cię nie kocha.
        Widzisz sama, że jak by nie patrzyć, wyjście jest jedno...odejść (im szybciej tym mniej bolesne będzie to dla Ciebie).
        Życzę Ci dużo siły i mądrości.
        Pozdrawiam serdecznie
        • woman-in-love Re: jestem kochnką 11.03.06, 13:53
          A skoro kocha was obie, to niech sróbuje przejść sie główną ulicą miasta
          trzymając was obie po dwóch stronach - po prawej żona, po lewej kochanka. Wtedy
          ma prawo mówic, że kocha obie. Ty czekasz pokornie, jak psiak pod stołem, kiedy
          spadnie okruszek z pańskiego stołu. Nie widzisz tego?
          • woman-in-love Re: jestem kochnką 11.03.06, 13:55
            zajrzyj na wątek halszki, zobacz, jak romans męża odżywił stare zmurszałe
            małżeństwo. Nikt nie martwi sie o łzy kochanki.
            • mmo Re: jestem kochnką 11.03.06, 14:56
              Masz rację u mnie jest podobnie jak u halszki , tylko niech dojdzie do
              ujawnienia romansu a okaże się którą naprawdę kocha .
              • woman-in-love Re: jestem kochnką 11.03.06, 16:47
                Żadną, miła, żadną. On nie kocha żadnej z was, tylko siebie i własna
                przyjemnośc.
                • alisza1 Re: jestem kochnką 11.03.06, 17:04
                  Masz całkowitą rację. Oni potrafią kochać tylko samego siebie. Liczy się tylko
                  ich zaspokojenie potrzeb. Chyba za bardzo przyswoili sobie słowa z piosenki
                  Alicji Majewskiej "... bo męska rzecz być daleko, ...."
    • movisz Re: jestem kochnką 11.03.06, 17:40
      Dziewczyno twoj watek powinien byc jako lektura obowiazkowa dla kazdej
      dziewczyny ktora w cos takiego sie wplatuje i dla kazdego mezczyzny ktoremu
      przyjdzie do glowy robic sobie odskocznie od malzenstwa.
      Wierze w szczerosc zarowno twoich uczuc jak i jego. Jednakze wez sobie gleboko
      do serca slowa kropek35 bo to sa cale realia twojej sytuacji.

      >>>kropek35 06.03.06, 05:34 + odpowiedz
      Marnujesz swoje zycie . Daje 10 do 1 ze uswiadomidsz to sobie jak bedziesz po
      40 i napewno bedziesz samotna. Wtedy dopiero uswiadomisz ze je zmarnowałas , bo
      bedziesz bez rodziny, samotna opuszczona i starzejaca sie kobieta. Problem
      polega nie na tym ze to ten facet wciagnie Cie w lata. On po prostu zniszczy
      Twoja psychike , bo takie zwiazki jedynie taki potencjał niosa. Wiec zostaniesz
      w tym zyciu sama ,samotna i opuszczona



      Mezczyzni sa slabi, egoistyczni i przede wszystkim wygodniccy i dopoki ty nie
      podejmiesz decyzji, jego nie bedzie na to stac. Skieruje sie w strone osoby
      ktora silniej bedzie walczyc o niego. Przypuszczam ze najchetniej schowalby sie
      gdzies i poczekal co sobie obie ustalicie i powiadomicie go o decyzji. Poczytaj
      sobie jak sie zachowuja lwy jak jest niebezpieczna sytuacja. One najczesciej
      uciekaja i zostawiaja lwice a one walcza.
      Ty jestes osoba ktora wcisnela sie w ten zwiazek. Pomijamy okolicznosci bo
      skoro bylas swiadoma ze on jest zonaty to nie on ale ty sie wcisnelas na
      trzeciego. Dlatego ty masz obowiazek uleczyc ta sytuacje. Ta kobieta, jego zona
      urodzila mu dzieci, 20 lat dbala o dom i zrozumiale ze po tylu latach kazdy
      jest troche znudzony w zwiazku. Ona zapewne tez. Ale nie przekresla sie tak po
      prostu 20 lat poswiecen i wyrzeczen. Teraz ma byc potraktowana jak niepotrzebny
      bagaz bo sie „kochacie”. Oni tez kiedys sie bardzo kochali i nawet jesli
      obecnie juz nie jest to ta plomienna milosc to zostaje cos takiego jak jak
      poczucie obowiazku w stosunku do rodziny, dzieci, wspomnienia i wiele
      wspanialych dni ktore wspolnie przezyli. Czemu nie mozesz zrozumiec ze jako ta
      trzecia osoba krzywdzisz nie tylko ja ale takze dzieci mimo iz sa dorosle.
      Chcesz im zabrac dom do ktorego wracaja, gdzie spedzaja swieta itd. Postaw sie
      w sytuacji jego corki jesli ja ma jak bys sie czula jakby twojemu tatusiowi sie
      odwidzialo dalej bawienie w rodzine. To ty wprowadzilas cale zamieszanie i ty
      masz obowiazek to naprawic. Napewno bedzie bardzo bolec ale tkwiac dalej w tym
      zwiazku zobacz ile ludzi jest nieszczesliwych. Oczywiscie zaczawszy od ciebie.
      Wydajesz sie osoba inteligentna. Duzo osiagnelas i nie oszukuj ze nie masz sily
      przerwac tego. Jestes silna osoba jedynie jest ci wygodniej tkwic w tym bo
      wiesz ze pierwsze miesiace po zerwaniu beda bardzo trudne. Spojrzyj na to
      globalnie jakie ci to da korzysci po tych paru ciezkich miesiacach. Zaslugujesz
      na 7 dni szczescia w tygodniu a nie na 1 dzien kiedy on ma czas. Tak czule
      zachowujacych sie mezczyzn jak on w stosunku do ciebie jest wielu. Daj sobie
      tylko szanse spotkania ich. Musisz po prostu podjac decyzje i byc konsekwentna.
      Przeplakac i bogatsza o doswiadczenie zaczac nowy etap w swoim zyciu. Na tym
      polega zycie. Rozwiazywanie problemow. To jest twoj pierwszy najwiekszy
      problem. Nie marnuj zycia. Zycie jest krotkie i szkoda kazdego dnia.
      Powodzenia
      • zagubiona.w.swiecie Re: jestem kochnką 11.03.06, 19:40
        Widze że tu masa rzeczy się działa pod moją nieobecność. Nawet zostały skasowanie posty pewnego bardzo nie kulturalnego Pana. I dobrze!!

        Wiem, wiem, powinniśmy to zakończyć, albo podjąć jakieś decyzje. Rozmawialiśmy dzisiaj o nas, a teraz siedzimy i czytamy razem to forum. Nie podejmiemy teraz zadnych konkretnych decyzji. Narazie cieszymy się swoją obecnością. Mamy dzisiaj dla siebie całą długą noc:))))

        Tak naprawdę wcale nas nie znacie, więc nie możecie osądzać: kocha, niekocha. Z większości postów wynika ze tylko kobieta potrafi kochać, a dla faceta miłość to sex! Nie sądze, ale to Wasze zdanie. Dobrze się ze sobą czujemy i dla obojga to jest rewelacyjne uczucie mieć kogoś kto rozumie i potrafi wspierać.

        Zdecydowałam się pokazać mu to forum i nie żałuje, bo jest o czym rozmawiać. On zrozumiał lepiej moje uczucia i napewno coś z tym zrobimy:) Narazie nacieszmy się sobą.

        Idę zrobić cosik dobrego na kolacje, bo lubie rozpieszczać swojego mężczyzne. Świadomie mówie swojego bo w tej chwili jest całkowicie mój!!!
        • movisz Re: jestem kochnką 11.03.06, 19:46
          ...no a obraz ani slowa taka byla ich rozmowa.
          • anula36 Re: jestem kochnką 11.03.06, 19:53
            Rozmowa nie ma za bardzo sensu bo dziewczyna najwyrazniej miala sie ochote
            pochwalic jaki to wspanialy mezczyzna ma ochote od czasu do czasu dac sie przez
            nia porozpieszczac, o ile w ogole nie jest to prowokacja forumowa.
            Ale watek jest interesujacy ze wzgledu na opinie forumowiczow na temat "ja on i
            jego zona".
            Moze jakas kobitke czytajaca to forum a stojaca przed takim ukladem ogarnie
            refleksja.
            • movisz Re: jestem kochnką 11.03.06, 20:05
              > bo dziewczyna najwyrazniej miala sie ochote
              > pochwalic jaki to wspanialy mezczyzna ma ochote ...

              Co do chwalenia to zupelnie nie ma czym. Gdyby miala go na wlasnosc na zawsze
              to na pewno byloby czym sie pochwalic ale w takiej sytuacji po prostu nalezy
              jej wspolczuc i zyczyc by przejrzala na oczy i przestala sie osmieszac.
              Dziewczyny. Wiecej lojalnosci i solidarnosci w stosunku do innych kobiet.
              Nie robic innym kobietom co nam jest niemile a na pewno bedzie nam sie zylo
              lepiej.
              • anula36 Re: jestem kochnką 11.03.06, 20:38
                >
                > Co do chwalenia to zupelnie nie ma czym. Gdyby miala go na wlasnosc na zawsze
                > to na pewno byloby czym sie pochwalic ale w takiej sytuacji po prostu nalezy
                > jej wspolczuc i zyczyc by przejrzala na oczy i przestala sie osmieszac.

                Moim zdaniem nalezy przede wszystkim zajac sie wlasnym zyciem, a tutaj co
                najwyzej podzielic przemysleniami. Kazdy orze jak moze, nie zawsze niezbedne
                jest wspolczucie.


                > Dziewczyny. Wiecej lojalnosci i solidarnosci w stosunku do innych kobiet.
                > Nie robic innym kobietom co nam jest niemile a na pewno bedzie nam sie zylo
                > lepiej.

                a to juz kwestia poboznych zyczen- wbrew pozorom kobiety nie sa wcale solidarne
                a juz zupelnie nie kiedy pojawia sie na horyzoncie mezczyzna.

                a panna - coz dorosla, zrobi co zechce.
        • dianax16 Re: jestem kochnką 11.03.06, 20:11
          zycze ci duzo szczęścia.niedługo będą święta wielkiej nocy i mam nadzieję że
          zdecydujecie coś do tego czasu.już widzę jak siedzisz sama w domu i czekasz na
          ukochanego (aż znajdzie chwilkę dla ciebie)a ON świetnie bawi sie ze swoją
          rodzinką.bo chyba zdajesz sobie sprawę że jest jego rodzina,twoja rodzina i
          wasza wspólna rodzina jeżeli takowa będzie kiedyś.
        • killarney5 Re: jestem kochnką 12.03.06, 07:59
          Sledze ten watek od pewnego czasu i jednolity, "politycznie poprawny" ton
          wypowiedzi na nim zmusil mnie w koncu do reakcji - choc do tej pory nie
          wypowiadalam sie na zadnym forum. Wszycy (a zwlaszcza wszystkie) tu radza
          jedno - rzuc go, marnuje ci zycie, nie kocha cie... Drogie moje, widac
          wyraznie, ze dziewczyna przezywa cos wspanialego - prawdziwa milosc, o
          intensywnosci uczuc, ktora zmienia swiat. Wierze rowniez, ze jej mezczyna kocha
          i ja, i zone - na inny sposob, ale kocha, co zdarza sie wcalce nie tak rzadko.
          Radzicie jej skonczyc z tym bo niszczy sobie zycie. Doskonale - tylko spojrzmy
          moze na tytul tego forum: Brak seksu w dlugich zwiazkach. Czy jestescie
          absolutnie pewni, ze jesli Kochanka zrezygnuje z milosci, nie trafi ise jej
          taki sam los - sfrustrowanej kobiety zebrzacej o seks i czulosc? Lub nawet
          zwykly los zycia w malzenstwie, ktore laczy tylko przyzwyczajenie i wspolne
          interesy? Ile z Was, zaniedbywanych przez mezow, tak naprawde zamieniloby sie w
          jednej chwili z nia - gdybyscie mialy dosc odwagi?

          No coz, teraz pewnie zostane potepiona w czambul - ale prosze sie nie wysilac:
          zyje wedlug swoich regul, opinia innych niewiele mnie obchodzi, i pisze tylko
          po to, by wesprzec Kochanke. Ja sama przerabialam i scenariusz dlugiego
          malzenstwa, calkiem dobrego wedlug ogolnie przyjetych standardow (i bynajmniej
          nie bez seksu) - ktore zakonczylam, gdy z mezem przestalo mnie cokolwiek laczyc
          oprocz dzieci i przeszlosci i mialam juz dosc jego dominacji - i milosc, ktora
          pojawila sie w mym zyciu, gdy wcale jej nie oczekiwalam, zmienila moj swiat i
          cale zycie - i trwa juz lata. Sa chwile trudne i chwile wspaniale, na codzien
          jestem sama, ale gdy jestemy razem, przenosze sie w inna rzeczywistosc... Zyje
          pelnia zycia, a bez tej milosci moje zycie nigdy nie byloby pelne - bo szara,
          poprawna codziennosc "to za malo, za malo zeby zyc"...
          • anula36 Re: jestem kochnką 12.03.06, 12:15
            zalezy co to kto uwaza za milosc.
            Wiekszosc osob na forum ( widac to tez w watku "zwiazek na odleglosc")
            najwyrazniej preferuje milosc w wersji na codzien i od swieta a nie tylko od
            swieta.Dla mnie taki zwiazek "z doskoku" to namiastka- dobra tylko na
            chwile.Zbyt lubie dzielic z kims zycie.
            Na szczescie kazdy zyje jak chce, jak lubi i jak mu na to rzeczywistosc pozwala.
            • killarney5 Re: jestem kochnką 12.03.06, 12:53
              > zalezy co to kto uwaza za milosc.

              Wielkie uczucie - na pewno nie mile ciepelko i przyzwyczajenie.

              > Wiekszosc osob na forum ( widac to tez w watku "zwiazek na odleglosc")
              > najwyrazniej preferuje milosc w wersji na codzien i od swieta a nie tylko od
              > swieta.

              Oczywiscie - ale samo to forum mowi, jak czesto codziennosc zabija milosc, a
              swietem staje wyzebrany po tygodniach seks.

              > Na szczescie kazdy zyje jak chce, jak lubi i jak mu na to rzeczywistosc
              pozwala

              Dokladnie - ale dlaczego w takim razie tyle osob tlumaczy dziewczynie, ze
              marnuje sobie zycie i traci czas, skoro uwielbia swego mezczyzne, czuje sie
              kochana i przezywa z nim wspaniale chwile przy kazdym spotkaniu? Ile z
              tych "cioc dobra rada" moze to o sobie szczerze powiedziec? A ze potem moze byc
              niesczesliwa - czy malzenstwo da jej gwarancje, ze nie bedzie??? Wsytarczy
              poczytac to, i nie tylko to, forum.
              • anula36 Re: jestem kochnką 12.03.06, 13:18
                taka jest specyfika wszystkich forow - ktos tam pisze jak zyje i przewaznie
                oczekuje opinii, rady, pomocy, albo po prostu chce sie wygadac.Kazdy moze
                sobie te posty przeczytac i skomentowac- a autor(ka) wziasc do serca,
                wyciagnac jakies wnioski albo i nie.
                A ze nie wszyscy glaszcza po glowie... nie slyszalam zeby od krytyki forumowej
                ktos umarl.Tak samo jak nie uwazam zeby miala komus zaszkodzic odrobina
                samorefleksji.

                Ja np uwazam ze romansowanie w miejscu pracy i zarazem pod nosem zony kochanka
                jest idiotycznym posunieciem- jak znam siebie gdybym byla w sytuacji tejze zony
                staralabym sie pannie z czystej zazdrosci uprzykrzyc zycie na maxa,ale jak
                widac niektorzy tak moga i nawet lubia. I daj im Panie Boze zdrowie.

                Jesli Cie wkurzaja "ciocie dobra rada" powinnas unikac wszelkich form forumo-
                podobnych bo z tego sie one glownie skladaja.
                • killarney5 Re: jestem kochnką 12.03.06, 14:01
                  Wszystko racja - ale zdumiewa mnie i lekko przeraza jednoglosne optowanie
                  za "bezpieczna proza zycia", mimo jej czestej goryczy widocznej na forum, a
                  potepianie w czambul jego prawdziwej maggi, jesli jest "nielegalna". No coz, ja
                  jestem z innej bajki - a swoje uwagi adresowalam glownie do autorki watku i jej
                  mezczyzny.

                  Tak na marginesie - para moich bardzo bliskich przyjaciol ma za soba historie
                  podobna do poprzedniej, zakonczona porzuceniem przez niego dotychczasowego
                  zycia dla kobiety w jego wieku (a nie mial on wtedy od dawna 20 lat). Nie zyje
                  im sie latwo, bo rodzinie zostawil wszystko - ale to do nich ide,
                  by "podladowac akumulatory" atmosfera milosci, ktora trwa...
                  • anula36 Re: jestem kochnką 12.03.06, 17:33
                    sama widzisz - facet mial jaja zeby skonczyc z poprzednim zyciem i byc z JEDNA
                    kobieta ktora kocha.
                    Rozumiem ze atmosfera milosci ktora trwa rosnie teraz w atmosferze bezpiecznej
                    prozy zycia? Jak widac mozna;)
                    Ja tylko uwazam ze w takim ukladzie zona i kochanka krzywdzi sie obie kobiety-
                    trzeba wybrac i zaczac zyc a nie udawac ( przed zona ze sie jest wiernym, przed
                    kochanka ze jest tylko dodatkiem, przed rodzina i znajomymi ze jest sie wesola
                    szczesliwa rodzina)
                    Wlasnmie tacy ludzie jak twoj znajomy budza moj szacunek.
                    • killarney5 Re: jestem kochnką 12.03.06, 19:43
                      > sama widzisz - facet mial jaja zeby skonczyc z poprzednim zyciem i byc z
                      JEDNA
                      > kobieta ktora kocha.

                      No coz, zdecydowal (nie od razu), ze woli, by cierpiala jego byla zona i dzieci
                      niz jego ukochana. Nie wiem, czy nazwalabym to "jajami". Wiele osob go za to
                      potepilo - a ja napewno nie umiem potepic kogos, kto takiej decyzji nie potrafi
                      podjac.

                      > Ja tylko uwazam ze w takim ukladzie zona i kochanka krzywdzi sie obie kobiety-
                      > trzeba wybrac i zaczac zyc a nie udawac ( przed zona ze sie jest wiernym,
                      przed
                      >
                      > kochanka ze jest tylko dodatkiem,

                      Nie do konca rozumiem?

                      > przed rodzina i znajomymi ze jest sie wesola
                      > szczesliwa rodzina)

                      Naklejanie czarno-bialych etykiet upraszcza obraz swiata - ale wlasnie przez to
                      go zaklamuje, nie sadzisz?

                      > Rozumiem ze atmosfera milosci ktora trwa rosnie teraz w atmosferze
                      bezpiecznej
                      > prozy zycia? Jak widac mozna;)

                      A czy ja mowie, ze nie mozna? Nie zapominaj jednak, od czego ta wlasnie milosc
                      sie zaczela... Gdyby posluchala wtedy "dobrych rad" typu dawanych na tym forum
                      forum i rzucila go, ten piekny "dalszy ciag" nigdy by nie zaistnial. Wiec nie
                      radzcie zbyt pochopnie, prosze...

                      > Wlasnmie tacy ludzie jak twoj znajomy budza moj szacunek.

                      Moj tez, oczywiscie - podziwiam go, bo naprawde zostawil dla niej wszystko.
                      Ale nie potepiam tych, ktorzy nie moga wybrac. I to nie zawsze tylko z egoizmu -
                      bo przeciez dla wielu mezczyzn takie "podwojne zycie" to pieklo, ale nie
                      umieja powiedziec zadnej ze swych kobiet "zegnaj, wiecej mnie nie zobaczysz".
                      Brak jaj? Nie wiem...

                      Oczywiscie, mozna zawsze powiedziec, ze zonaty facet ngdy powinien znalezc sie
                      w takiej sytuacji - ale zycie pisze rozne scenariusze, a wiare, ze zawse mzona
                      zapanowac na uczuciami (patrz - Ludzie Bezdomni, Judym i rozdarta sosna)
                      stracilam dosc dawno.

                      • anula36 Re: jestem kochnką 12.03.06, 19:57
                        wszystko tak naprawde sprowadz asi edo tego co juz napisalam - istota forum
                        jest dzielenie sie odczuciami i takze dawanie rad ( nie zawsze mozna sie
                        powstrzymac).
                        Przyjmownanie ich i postepowanie w/g nich nie jest obowiazkowe.
                        Ja na tym etapie koncze polemike bo nie lubei rogrzebywania kazdej uwagi na
                        czesci pierwsze.
                • woman-in-love Re: jestem kochnką 12.03.06, 18:01
                  zupełnie inna jest perspektywa osoby dojrzałej, "zrealizowanej", która
                  zdecydowała się zmienić zwiędłe małżeństwo na samodzielne zycie (+ kochanek) a
                  całkiem inna dwudziestoletniej kobiety-dziecka wykorzystywanej cynicznie przez
                  tchórzliwego pantoflarza.
                  • killarney5 Re: jestem kochnką 12.03.06, 19:55
                    Nie podejrzewalam, ze ty tez uwielbiasz czarno-biale etykietki upraszczajace
                    obraz swiata. Woman-in-love, bardzo mi sie podoba twoj stosunek do wielu spraw -
                    ale na pewno nie do tej. "Tchorzliwy pantoflarz, cyniczne wykorzystywanie" -
                    ja zwykle staram sie zrozumiec, a nie z gory osadzac, na zasadzie stereotypu.
                    • woman-in-love Re: jestem kochnką 16.03.06, 22:21
                      Kill - bardzo uważnie przeczytałam wynurzenia Zagubionej i bardzo dobrze jej
                      zyczę. Mam córkę w wieku "poborowym" i moze przez wzgląd na nia patrzę na
                      sprawę przez pryzmat mlodej kobiety. Gdyby wpadła w podobny układ cierpiałabym
                      widząc jak beznadziejnie zainwestowała swój potencjał, zyciowy "kapitał" który
                      nie jest odnawialny. Może gdyby Zagubiona nie zaangazowała się w swojego
                      żonkosia, zauważyłaby dookoła siebie innych mężczyzn? Jest cynicznie
                      wykorzystywana bez dwóch zdań.
                      • fi_gurka Re: jestem kochnką 17.03.06, 10:41
                        córki powielają błędy matek i to nie one muszą być wykorzystywane, zdarzają się
                        panienki , które też cynicznie grają, a osoba zagubionej pasuje mi do tego
                        portretu.
        • liwwia Re: jestem kochnką 23.03.06, 21:10
          Mysle, ze nie ma sensu pisac co masz zrobic, bo w obecnej sytuacji jestes zbyt
          slaba, aby podjac jakakolwiek decyzje. Z jednej strony chcesz to skonczyc..z
          drugiej za kazdym razem usprawiedliwiasz jego i siebie.

          Prawda jest taka, ze koniec tego zwiazku moglby nastapic tylko wtedy jakbys
          zrezygnowala z pracy, zmienila nr tel i wyjechala, totalnie zerwala z nim
          kontakt..inaczej to "bledne kolo" bedzie sie ciagle toczylo..

          Z Twoich wypowiedzi wnioskuje, ze jestes wrazliwa osoba...Cala sytuacja Cie
          dobija...Po czasie spedzonym z nim dla Ciebie przychodzi "otrzezwienie"...a on
          wraca "do ramion zony". I jest tak na 100%, ale pewnie mowi ci co innego..

          Staraj sie bardziej skupic na swoich potrzebach i oczekiwaniach. On jest
          egoista.

          Pozdrawiam Cie serdecznie i zycze wytrwalosci w podejmowaniu decyzji.
          Liwia
      • movisz Re: jestem kochanką 11.03.06, 19:44
        Chcialam jeszcze dodac ze osoba najbardziej odpowiedzialna za ten caly balagan
        obwiniam mezczyzne. Glownie z tego powodu ze jest od ciebie prawie dwa razy
        starszy czyli ma duzo wieksze doswiadczenie zyciowe i bardziej byl swiadomy na
        co naraza ciebie i innych swoim postepowaniem. Wiadomo ze w tym wieku
        mezyczyzni przechodza kryzys wieku sredniego co objawia sie szukaniem okazji by
        sie dowartosciowac jako mezczyzna. Wiadomo ze najlatwiej jest to zrobic jak sie
        ma mloda kochanke zatem on byl w pelni swiadomy co robi tyle ze sie przeliczyl
        bo sie zakochal. W twoim przypadku jako mlodej osobie wiadomo ze imponuje szef,
        dojrzaly mezczyzna ktory wydaje sie ze wie co chce. Nie trudno sie zakochac w
        takim czlowieku bo lata doswiadczenia ucza jak postepowac z kobieta by uzyskac
        to co sie chce. Ty teraz musisz ponosic tego konsekwencje i ty musisz podjac
        decyzje bo on jest zbyt wygodny w calej sytuacji. A pamietaj jedno, ze on wcale
        nie jest taki kochajacy i czuly jak ci sie wydaje bo sama odpowiedz jak
        czlowiek ktory niby kocha moze narazac kochana osobe na tyle smutku i
        cierpienia. Ze poglaszcze po glowie? On kocha tylko siebie.
        Ty tesknisz za czyms co nigdy nie nastapi, za sniadankami przez niego robionymi
        i przynoszonymi do lozka. Obudz sie.
        Masz jeszcze szanse by wyjsc z tego z podniesiana glowa zwlaszcza ze jak
        piszesz nie bedziesz juz pracowac z nim w tym samym miejscu.
        Zycze ci sil i konsekwencji a za jakis czas przypomniesz sobie cala sytuacje i
        zdziwisz sie jak moglas sie w cos takiego wplatac.
        • izka82 Re: jestem kochanką 12.03.06, 00:37
          Hej zagubiona.
          Tak do konca nie wiem co Ci powiedziec, takie sytuacje sa bardzo skomplikowane
          a wiele osob moze Ci tylko mowic "zerwij z nim, dla niego jestes tylko od
          swieta"..
          Ale nie jest wcale latwo zerwac z facetem, ktory okazuje sie byc taki
          kochajacy, opiekunczy, dojrzaly, taki inny niz inni....Boisz sie, ze jak go
          stracisz to juz nigdy nie spotkasz tak cudownego faceta, ze nie ma drugiego
          takiego na swiecie, podswiadomie zyjesz nadzieje, ze on w koncu ja zostawi i
          bedzie tylko z toba..
          Musisz odpowiedzec sobie na pytanie czego chcesz, spojrzec w przyszlosc, ocenic
          szanse.. Z tego co piszesz nie sadze, ze przygotowujesz sie do zerwania.
          Po co ja to wszystko pisze(jak jakis psycholog hihi)? Tez bylam Nia,
          kochanka,choc niecierpie tego slowa..Od roku nie jestem, choc wciaz go
          spotykam. Czasem rozwiazania same przychodza, tak po czesci bylo w moim
          przypadku, mimo ze do zerwania przygotowywalam sie bardzo dlugo. Ostatecznie
          zlamalo sie to we mnie calkiem przypadkowo, moze nawet banalnie..Kiedy
          uslyszalam JEJ glos, kiedy on nieopatrznie nie wylaczyl komorki po rozmowie ze
          mna..Tylko glos, nic nie znaczace slowa, ale nagle (paradoksalnie!)
          uswiadomilam sobie ze ONA NAPRAWDE ISTNIEJE!!! Przeryczalam cala noc, jednak
          rano obudzilam sie inna,cos nagle sie zmienilo,juz ostatecznie postanowilam to
          zakonczyc. Udalo sie:))Mial ogromny zal.
          Dzis wciaz sie widujemy (miejsce pracy). Przez wiele miesiecy mial do mnie zal,
          jak male dziecko. Przez wiele miesiecy mialam mysli, zeby wrocic. Dzis mijamy
          sie usmiechajac sie do siebie i mowiac mile "czesc". Przykre to bo juz nie
          umiemy ze soba rozmawiac. Tylko wlasciwe o czym? "Jak ci leci?Zona zdrowa?"...
          I naprawde uwazam, ze mialam szczescie, bo majac wtedy 22 lata, moglam
          porzadnie zmarnowac sobie zycie (i tamtej kobiecie).

          Jestem absolutnie przeciw rozsadkowi w sprawach sercowych, jednak w tym jednym
          przypadku nie warto isc tylko za glosem serca.....

          Zycze powodzenia;)
          • jaona27 Re: jestem kochanką 12.03.06, 05:58
            no coz...wiesz to nie takie proste..napewno nie bedzie ci latwo,ale cie
            rozumiem.Tylko wiesz faceci inaczej czuja niz kobiety i to jest najbardziej
            chyba takie bolesne...skoro nie zrezygnowal z zony nigdy od niej nie
            odejdzie...walcz o siebie i szacunek,wyjdziesz z tego...
            • maya.bbb Re: jestem kochanką 12.03.06, 11:59
              Moim zdaniem jesteś szalenie niekonsekwentna...Raz piszesz "pomóżcie", "mam
              nadzieje, ze pomożecie mi to przetrwać", "nie wiem już, co robić", za
              chwilę "pokazałam mu forum, bo nikt nie zrozumie moich uczuć tak, jak on", "tak
              naprawdę wcale nas nie znacie" ETC...Zdecyduj się...Moim zdaniem marnujesz
              najlepsze lata życia.
              • kochanek.kochanej.zagubionej Re: jestem kochanką 12.03.06, 12:55
                Postanowilem wypowiedziec sie tu na forum, bo wiem ile ono znaczy dla mojej Myszki. Sadysta ze mnie, glupi stary idiota, bo sie zakochalem?? Mozecie mi wierzyc lub nie, ale tak wlasnie jest. W swoim zyciu pierwszy raz trafilem na tak kochana i slodka osobke!!
                Gdybym tylko mogl pierdyknal bym tym wszystki i sprobowal na nowo zaczac zycie przy kobieci, ktora daje mi szczescie, wspiera i kocha jak chyba nikt na swiecie!
                Sadysta i palant ze mnie, bo ciezko mi odejsc od zony, ze ja oszukuje, chcialbym by ona tez sobie kogos znalazla, bo ja nie jestem facetem dla niej? pewnie tak, pewnie palant ze mnie do potegi! I tu pragne sprostowac, bo moja Perelka troche zle odebrala nasza rozmowe. Nie powiedzialem ze kocham je obie!!! Powiedzialem, ze bardzo ja kocham, ale zona tez duzo dla mnie znaczy, bo mamy wspolne zycie, sprawy, dzieci. Chcialbym, zeby to bylo takie latwe i poprostu zaczac zycie od nowa, moze da sie to zrobic. Tym samym nie chce robic mojej najdrozszej Perelce nadzieji, bo czasem to czego pragniemy nie zawsze ma pokrycie w rzeczywistosci. Jesli znajdzie mezczyzne, z ktorym bedzie chciala spedzic zycie, jesli trafi na takiego, ktory bedzie ja kochal rownie mocno jak ja, to ja odejde w cien. Ona jest wyrozumiala to dleczego ja mam nie byc.
                Z zona to tez nie jest tak latwo. Oboje popelnilismy blad w mlodosci, bo zupelnie do siebie nie pasujac, musielismy wziac slub (chyba wiecie co mam na mysli). Takie byly wtedy czasy. Nauczylismy sie tolerowac, mielismy wspolne sprawy, a jednoczesnie nie potrafilismy spedzac razem wolnego czasu. Ona tez powiedziala kiedys do swojej siostry, ze gdyby nie musiala to by za mnie nie wychodzila, bo my nawet nie mamy o czym rozmawiac.
                Nie, nie tlumacze sie Wam! Ale szanuje Wasze zdanie, skoro moja slodka Kochaneczka chciala je poznac. Nie chce sie bronic, bo i tak wszyscy macie juz wyrobiona opinie na moj temat (oczywiscie sa osoby, ktore mnie i Myszke rozumieja).
                To tyle co chcialem powiedziec. Pozdrawiam wszystkich, ktorzy sa "ZA" i "PRZECIW". I caluje mocno goraco wiecie kogo, bo jest radoscia mojego zycia i musi wiedziec ile dla mnie znaczy!!!


                Z wyrazami szacunku "kochanek.kochanej.zagubionej", albo Dupek, jak kto woli;)
                • killarney5 Re: jestem kochanką 12.03.06, 13:20
                  Wiec jest dokladnie tak, jak sadzilam. Nie wiem, czy czytal pan moj pierwszy
                  post powyzej. Napisalam go, bo nie moglam juz zniesc masowej
                  nagonki "poprawnych" na Pana wspaniala dziewczyne. Praktycznie wszyscy
                  uzywaja "poprawnych szablonow": zonaty mezczyna nigdy naprawde nie kocha tej
                  trzeciej, tylko ja wykorzystuje, najwieksze nawet szczescie w "nielegalnym
                  zwiazku" to marnowanie czasu, odejdz od niego jak najszybciej.... Biorac jednak
                  po uwage tematyke tego forum, zastanawiam sie, w jakim stopni te rady
                  umotywowane sa troska o szczescie autorki watku, a w jakimj (zapewne
                  nieuswiadomiona) zadroscia o tak widoczne szczescie dziewczyny, ktorego brak w
                  wlasnym zwiazku, co kaze usilnie tlumaczyc, ze szczescie to jest pozorne i
                  przyniesie jej tylko rozczarowanie... Ja wam zycze szczescia wedle wlasnego
                  wyboru - bo w zyciu tak naprawde tylko to sie liczy.
                • katechina Re: jestem kochanką 12.03.06, 13:37
                  Prawie się popłakałam ;)
                • anula36 Re: jestem kochanką 12.03.06, 17:35
                  nie znajdzie faceta swojego zycia dopiki nie dasz jej kopa w dupe.
                  Bedzie wisiec na twoich obietnicach jak na postronku.
                  Zyczylbys takiego zycia swojej corce?
                • beza_123 oj dupku dupku 17.03.06, 12:12
                  tak się zastanawiam, jak poczują się twoje dzieci, kiedy się dowiedzą, że były
                  błędem młodości i wypadkiem przy pracy. Sznurem, który skrępował ci drogę do
                  prawdziwego życia...
                  Zakochałeś się? Ludzka rzecz. Kłamiesz, kręcisz, oszukujesz? Jesteś szmatą.
                  Czyli dokładnie jesteś wart tej głupiutkiej panienki, która zakręciła ci
                  jędrnym kuprem pod nosem. Nie pierwsza to asystentka, której się udało mieć
                  romans z szefem. I nie ostatnia. Asystentka ma to do siebie, że zawodowo dba o
                  szefa. A facetowi to zawsze dobrze robi. Tak więc jesteście siebie warci i
                  powinniście sobie rzeczywiście razem wieść swoją "bajkową" egzystencję. Nie
                  wiem jak szybko zmieni się w żałosną. Ale patrząc na to jak jesteście żałośni,
                  chyba niedługo, kiedy wkroczy proza życia. Kiedy przestaniecie się umawiać na
                  tajne spotkania a wasz związek straci smak owocu zakazanego.
                  Jestem dorosła, ale nie chciałabym teraz dowiedzieć się czegoś takiego o swoim
                  ojcu. Dzieci zawsze wolą ojca kochać i szanować a nie widzieć w nim
                  bezmózgiego penisa. Lecz cóż. Nie można dzieci chować pod kloszem, może takie
                  zderzenie z prozą życia wzmocni ich odporność na inne brudy.
    • kici10 Re: jestem kochnką 12.03.06, 13:37
      Problem polegał na tym że obserwowałam to
      > na podstawie jego żony. Jak bardzo ją szanował, dbał o nią, a ona była w
      stosun
      > ku do niego szorstka, ostra. Widziałam że często go to bolało. Zaczeliśmy się
      p
      > rzyjażnić. Ja, On i jego żona pracowaliśmy w jednej firmie. Byłam jego
      asystent
      > ką, więc kilka razy w tygodniu mieliśmy kilkugodzinne wyjazdy do banków.
      Stawal
      > się dla mnie bardzo bliski, zaczęłam się w nim podkochiwać, myślałam że to str
      > asznie dziecinne, bo ja dla niego jestem tylko przyjaciółką, a żona to jego
      naj
      > większa miłość. Wiele mi opowiadał o tym jak rano zawsze robi jej śniadanie
      do
      > łóżka, wieczorami masuje stopy, a ona nigdy wydawała się tego nie doceniać,
      cza
      > sem sama coś o tym wspominała.


      Tak więc po nieudanym związku zobaczyłaś, że facet może być dobry dla innej
      kobiety i pozazdrościłaś jej tego. Zachciało Ci się żeby dla Ciebie ktoś był
      taki. W związku z tym postanowiłaś wziąć dla siebie, coś co Ci się tak
      spodobało. Myślę, że z zamiarem odbicia tej żonie jej męża. Liczyłaś na swoje
      młode ciało, urok nowości. Liczyłaś na to, że rozkochasz w sobie tego faceta i
      szczęście jego żony stanie się Twoim udziałem. No cóż uwiodłaś go. Okazał się
      słaby. Ale To Twoje młode ciało i urok nowości okazały się nie na tyle silne,
      żeby facet zostawił za sobą swoje dotychczasowe życie. Żeby odwrócił się od
      żony. Masz więc teraz pretensje, że przegrałaś. Ale sama wiedziałaś w co
      idziesz. Ryzyko chyba miałaś wkalkulowane w swoją grę. Szansa była 50%. Reszta
      o pokrewieństwie dusz to bajki. Chciałaś zgarnąć drugiej sprzed nosa faceta
      majętnego, o ustabilizowanej sytuacji zawodowej i finansowej, kulturalnego,
      wiedzącego jak postępować z kobietą. Myślę, że przyświecały Ci korzyści jakie
      możesz z tego wynieść. Przegrałaś. Czas się z tym pogodzić.
    • adam9942 do "kochanków" 12.03.06, 15:37
      Do Dupka: schlebiasz sobie, nazywając się Dupkiem, jesteś zwyczajnym
      skurwysynem, który nie umie podjąć męskiej decyzji. Kochasz? to jest kobieta
      twego życia ? - odejdź, zakończ poprzedni związek, zanim zaczniesz budować
      nowy. Ale oczywiście tak jest wygodniej, prowadzić podwójne życie, mieć i żonę
      i kochankę, na zewnątrz odgrywać troskliwego męża i ojca. A co z dziećmi? To
      twoje dzieci, jesteś za nie odpowiedzialny, je zdradzasz także, odbierając im
      czas wspólny, któego zapewne nie masz za wiele, a który powinieneś także im
      poświęcać . W jakim wieku jest córka, co jej powiesz, gdy się o tym dowie, jak
      spojrzysz jej w oczy - jak teraz potrafisz patrzeć jej w oczy? Swoją kochankę
      nazywasz Perełką i Muszką - myślę, że podświadomie szukasz okresleń, które w
      jakiś sposób pasują także do twojej córki. W jakim ona jest wieku, czy była już
      zakochana, czy miała chłopaka - czy wiesz, skurwysynie, co ty jej fundujesz na
      przyszłość, z czym się jej będzie przez długi czas kojarzył seks? Otóż z
      tatusiem, który znalazł sobie młodą dupę...Miłość, zakochanie? Jesteś żałosny,
      piszac o uczuciach. Przyznaj, że gdy przytulasz tę młodą kobietę myślisz o
      swoim podtatusiałym ciele, o tym, że każdy, kto was widz rozpozna w lot, co to
      za układ. Jesteś na pewno zadbanym i eleganckim facetem, ale spójrz w lustro -
      jakoś nie przypominasz dwudziestokilkuletniego chłopaka, któy powinien w tej
      chwili być u boku twej Myszki..To jest rozpaczliwy chwyt strzejącego się samca,
      który chce udowodnić, że stać go jeszcze na młodą samicę.
      A twój syn - co powie twój syn, gdy dowie się o twoim podwójnym życiu? A twoja
      żona? Wykrycie zdrady jest tylko kwestią czasu. Dowie się na pewno. Teraz
      usprawiedliwiasz się, wspominając to, co było złe, to, co złego mówiła o waszym
      małżeństwie. Ale w ciągu tych 20 lat były też chyba piękne chwile..Ale tobie
      jest wzgodniej o nich nie pamiętać. W końcu zostaliście razem, urodziła ci
      dwójkę dzieci, wychowaliście je razem, zdobyliście jakąś pozycję..Naprawdę
      nigdy jej nie kochałeś - a co czujesz, gdy teraz kochasz się ze swoją żoną?
      Chyba trochę jak dziwka..prawda?
      Cóż, "niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie". Codziennie
      dokonujemy wyboru. Tobie cieplutko w tym bagienku, ciekawe, jak się zachowasz,
      gdy żona złoży podanie o rozwód z orzeczeniem o winie.Czego niniejszym tobie i
      twojej panience życzę.
      • zagubiona.w.swiecie Do adam9942 12.03.06, 17:17
        Wiesz, tak się łudziłam, że tutaj piszą sami ludzie na poziomie, potrafiący kulturalnie się wyrażać, nawet jeśli się z czymś nie zgadzają. No cóż, czasami się myle. Mojemu "Dupkowi" nie dorastasz do pięt. Jest facetem na poziomie i udowodnił to już wiele razy. Szkoda, że Ty nie potrafisz złapać takiego poziomu jak on!

        Widać, że sam nie podejmowałeś jeszcze w swoim życiu męskich decyzji, bo tak radykalne poglądy mają tylko osoby nie znające jeszcze życia.

        Dzieci "mojego żonatego" są już dorosłe i od dawien dawna mają własnie życie, zarówno syn jak i córka mają swoje połówki i wolą z nimi spędzać czas. Wydaje mi się, że to normalne, że dzieci dorastają i tworzą swój świat.

        Może nie przypomina dwudziestokilkulatka, ale nie jeden dwudziestolatek chciał by mieć takie ciało. Mimo swojej 40 jest facetem przystojnym i nikt nigdy nie dał mu więcej niż 32lata. Ja sama byłam zaskoczona jak powiedział mi ile ma latek:)))) Wole dojrzałych czułych 40latków niż (nie wiem jak to delikatnie określić, chyba się nie da), generalnie chodzi mi o typ jaki prezentuje adam9942. I możesz być pewnien, że jesli byś przy nim stanął to czuł byś się malutki jak mróweczka...

        Przesyłamy oboje z Misiem całuski dla killarney5, Misiek mówi, że nie da rady teraz pisać, ale będzie pilnie śledził "Nasze forum", jak tylko będzie mógł to Cię killarney5 osobiście pozdrowi, za to że nie ulegasz stereotypom.
        Pozdrowienia ślemy też wielu innym osobą, które nie życzą nam źle. Teraz już mogę powiedzieć, że coś w naszym zwięzku się zmieni i myśle że to będzie pozytywna zmiana. Owszem, miałam wątpliwości, ale wszystko stoi na dobrej drodze.

        Rozpisałam się strasznie, ale mam nadzieje, że wybaczycie. Okazuje się że rozmowa potrafi czynić cuda!!!!
        • anula36 Re: Do adam9942 12.03.06, 17:29
          a teraz czekamy na wypowiedz zony.
          • zagubiona.w.swiecie Re: Do adam9942 12.03.06, 17:34
            No na to, to się na bank nie doczekacie! Zresztą dla niej "internet w celach innych niż praca, to zajęcie dla ograniczonych umysłowo nudziarzy"- autentyczna wypowiedz z przed kilku dni.
            • anula36 Re: Do adam9942 12.03.06, 17:47
              swoja dorga - ciakwa jestem jak bedzie ten trojkat wygladal za rok czy dwa..
            • kici10 Re: Do adam9942 14.03.06, 15:57
              Pokaż jej to forum i powiedz kogo dotyczy, a napewno zmieni zdanie
        • adam9942 Re: Do adam9942 12.03.06, 23:08
          Nie wiem, na czym polega mój brak kultury. Zapewne jak większość ludzi w Polsce
          biegasz w każdą niedzielę do kościoła, słuchasz słów: "niech mowa wasza będzie
          prosta: tak-tak, nie-nie" - i nie wiesz o co chodzi. A chodzi o to, że
          uczciwiej jest nazywać rzeczy po imieniu. A więc faceta, który w tchórzliwy
          sposób uchyla się przed odpowiedzialnością nazywam dosadnie i tak jak na to
          zasługuje..skurwysynem. A Ty, osoba o tak dwuznacznej moralności robisz mi
          wykłady o braku kultury - lepszy brak kultury niż moralnego kręgosłupa! Znałaś
          żonę szefa-kochasia od początku. Przez dwa lata spotykasz ją, patrzysz jej w
          oczy, podajesz jej rękę - swojej szefowej, której zawdzięczasz pracę i chleb. I
          wszystko jest okej, bo ty tak cierpisz..Jak przedstawiasz tę kobietę? Jest
          wyniosła, niedostępna, niezadowolona ze swego męża i ze swego małżeństwa, jest
          konkretna, stanowcza, pracowita - komputer służy jej do pracy a nie do pisania
          o rozterkach kochanki..Skąd wiesz, jak zareguje na wiadomość o zdradzie? Skąd
          wiesz, jaką jest naprawdę kobietą - myślę, że ognistą brunetką z charakterem i
          pomyśl, że to jej cierpliwym naukom zawdzięczasz wyczyny twego kochasia w
          sypialni..No chyba że, chyba że ..jesteś jego kolejną kochanką. Tego też nie
          można wykluczyć.
          Ich dzieci są twoimi rówieśnikami lub są trochę młodsze. Piszesz jak w bajce,
          że "od dawien dawna" poukladały sobie życie..Czyli od kiedy?? I twoim zdaniem
          rola twojego dupka już się na tym skończyła, już nie będą potrzebować jego
          wsparacia, jego rad, jego autorytetu. No ale cóż to za autorytet,
          sentymentalny, ckliwy, słodko-głupawy Misiaczek z jego banalanymi, ogranymi,
          mało oryginalnymi Myszkami, Perełkami i innymi Kociakami..Nie stać go na nic
          więcej? Skąd wiesz, dziewczyno, że ja mu nie dorastam do pięt? Jestem od niego
          trochę starszy, akurat bozia nie poskąpiła wzrostu, ze względu na charakter
          pracy codziennie podejmuję męskie decyzje, od których często zależy ludzkie
          życie. Z moją dziewczyną jestem jestem już 18 lat, mamy także dwójkę dzieci, i
          zamiast do kolejnej cizi mówić Kociaczku, Świnko czy inny głupawy Prosiaczku,
          wolę dedykować jej Gałczyńskiego "Ile razem dróg przebytych, ile ścieżek
          przedeptanych(..) ile chlebów rozkrajanych, pocałunków, listów, książek..". Bo
          dla mnie ma wartość to, co razem stworzyliśmy, bo dla mnie wspólny czas
          spędzony z moją kobietą jest nie do zamienianie na żadną słodką blondynkę..Więc
          co robię na tym forum? Śledzę losy mojej serdecznej przyjaciółi - tak, w
          normalnym świecie można też mieć damsko-męskie przyjaźnie - której małżeństwo
          zznalazło się na zakręcie także z powodu pewnej blondynki.
          Jeszcze odnośnie twojego gogusia, picusia-glancusia: tylko zakompleksione osoby
          nie potrafią starzeć się z godnością i dlatego skwapliwie powtarzają czyjeś
          komplementy (zapewne twoje?), że wyglądają na 10 lat młodziej.
          Nie mam powodów czuć się przy twoim dupku mały jak mróweczka, bo ja kocham od
          lat moją dziewczynę, nie wyrządziłbym jej nigdy krzywdy, nie postawił w takiej
          sytuacji jak on i ciebie i twoją żonę.I powiem ci, gdybym spotkał go na swojej
          drodze chętnie sprałbym mu mordę. O, przepraszam, znowu obrazilem panienkę
          takim grubiaństwem, a dzisiaj niedziela, panienka zapewne była na mszy i
          wysłuchała kazania, po czym pod osłoną nocy będzie ukradkiem przemykać do swego
          kochanka - ach, jakież to romantyczne.. Życzę dobrego samopoczucia. Przysłowie
          chińskie mówi mniej więcej tak: Nie martw się krzywdą, którą wyrządziłeś
          drugiej osobie. W ogóle staraj się o tym nie myślć. Wyznaczona kara już na
          ciebie czeka.
          • zagubiona.w.swiecie Re: Do adam9942 12.03.06, 23:49
            Facet po 40-tce a takie głupoty pociska!? Widać jak mało znasz się na ludziach!! Mylisz się w 100% co do mnie. A brak kultury widać ze sposobu wyrażnaia się! Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam w kościele. I gdzie w słowniku masz odnośnik kultura=> moralność??

            Żona mojego kochanka (jeśli mamy nazywać rzeczy po imieniu, widocznie niektórzy nie potrafią zrozumieć tego, że można kogoś szanować poprzez samo np. zwracanie się do niego) jest taka jak ją opisałam. I tu kolejny raz mylisz się bo nie jest, ani ognista, ani brunetka (ruda jeśli już mam być dokładna).

            A nasze "wyczyny" w łóżku zawdzięczamy sobie wzajemnie, bo uczymy się siebie i chcemy poznawać swoje upodobania. Pracujemy nad udanym sexem i jest udany bo potrafimy wzajemnie zrozumieć swoje potrzeby!

            Dla swoich dzieci był zawsze autorytetem, ale jak to często bywa to autorytety są tylko po to by wytazić swoją opinię. Mają plany na przyszłośc. Myśle, że są osobami na tyle inteligentnymi że potrafią zrozumieć, że coś miedzy rodzicami nie gra.

            A wiesz czemu nie dorastasz mu do pięt?? Bo próbujesz zrobić z siebie moralnego pacana, a za grosz nie masz szacunku do innych. Współczuje Twojej kobiecie, która wysłuchuje Gałczyńskiego przeplataniego skurw.... Pożałowania godne!

            Nie jestem głupiutką blondynką, bo wiem, że wiele już w życiu osiągnełam i będę dalej dążyć do swojego celu. Obojętne czy będzie mnie w tym wspierać mój facet czy nie. Ale myśle że będzie. A i jeszcze jedno. To że ich związek tyle przetrwał to jest zasługa tylko i wyłącznie jego odpowiedzialności, jego dojrzałego podejścia do życia i jego poświeceń, bo z tego co czytam na tym forum, to wiele małżeńst się rozpada jeśli w sexie się nie układa. On "pozwolił" sobie na kochankę dopiero jak jego dzieci dorosły.

            • adam9942 Re: Do adam9942 13.03.06, 00:14
              Co znaczy robić z siebie moralnego pacana? To jakiś nowy, kulturalny
              zwrot,którego nie znam? GAłczyński był dla mojej kobiety, skurwysyn dla twojego
              dupka - naprawdę tego nie rozumiesz, nie rozumiesz, co chciałem ci powiedzieć?
              To nie będę się wysilał więcej, szkoda mojego czasu.
              Mojej dziewczynie nie współczuj, współczuj sobie. "Autorytety są po to, by
              wyrazić opinie". Gdzież to wyczytałaś? To że jego związek przetrwał jest też
              zapewne rezultatem jakichś układów finansowych między nim a żoną - czyżbym się
              mylił?
              Brak kultury widać w sposobie wyrażania się - vide moralny pacan. Niestety,
              jesteś głupiutką blondynką.I poducz się ortografii.
              • eugirl Re: Do adam9942 15.03.06, 15:25
                Nie wysilaj sie Adamie i nie oczekuj, ze Zagubiona Ciebie zrozumie. Wartosci
                jakie soba reprezentujesz sa jej najwyrazniej obce. Honor i uczciwosc gdzies
                tam zanikaja, a ludzie zajmuja sie szukaniem wlasnego szczescia, nawet po
                trupach innych. Wbrew temu to Zagubiona mysli, cel nie uswieca srodkow. Uczciwy
                czlowiek konczy jeden zwiazek zanim zacznie drugi, tchorze kryja sie za pasmem
                wymowek pod tytulem dzieci, pieniadze itp. Swoje klamstwa nazywaja
                byciem "odpowiedzilanym" bo nie chca ranic drugiej osoby (zony). Totalna bzdura
                i egoizm. Powodzenia Adamie. Oby wiecej bylo na swiecie facetow takich jak Ty.
            • dianax16 Re: Do adam9942 17.03.06, 13:29
              Piszesz "DLA SWOICH DZIECI BYŁ ZAWSZE AUTORYTETEM......ITP"To znaczy że już nie
              jest?Widocznie już sie na nim poznali.Ja osobiście nie chciałabym takiego
              ojca.Dla mnie to żaden autorytet, tylko wstyd.Ale to twój wybór, i to ty
              bierzesz kłamcę do siebie.A oczy otworzysz dopiero wtedy, kiedy okaze sie,że
              przyszedł taki czas iż to ty jesteś okłamywana.
          • nikita371 Re: Do adam9942 13.03.06, 12:18
            Nie jestem zwolenniczką tak dobitnego wyrażania się, ale cóż muszę przyznać Ci
            rację.
            Sposób w jaki dojrzały mężczyzna zwraca się do swojej "przyjaciółki" jest
            conajmniej infantylny, a kręgosłup moralny osoby, która na codzień spotyka się
            z żoną kochanka, patrzy jej w oczy i uśmiecha się to poprostu.... nie
            skomentuję tego.
      • izka82 Re: do "kochanków" 12.03.06, 17:54
        Lohhohooo ale Adam ostro przycial;)
        Z jednej strony podoba mi sie to co napisales, jednak mysle, ze w tym wypadku
        to nie do konca tak. Po wypowiedzi Pana Meza-kochanka dochodze do wniosku, ze
        nie jest on typem chama czy skurw*syna, ktory zdradza zone i jest z tego dumny,
        a ponadto kochanke traktuje jako mlode miesko do seksiku. Mysle ze pan maz-
        kochanek to typ emocjonalnie niedojrzalego mezczyzny w srednim wieku, ktory NIE
        kocha zony, a JEST zakochany/zafascynowany kochanka(ale tez jej nie kocha). To,
        ze nie ma milosci miedzy nim a zona jest dla mnie niemalze oczywiste, a nie
        odejdzie od niej bo wspolny biznes, bo przywiazanie, dzieci, plama na honorze
        itp.itd. Nie odejdzie od zony, ktorej nie kocha, bo jest TCHORZEM, ktory boi
        sie konsekwencji, ktory twierdzi ze KOCHA kochanke, a jednak w dowod milosci
        daje jej cierpienie i rozterki. Tak, wierze w jego 'uczucie' do kochanki, ale
        nie wierze, ze to co czuje to 'milosc'. Bo dla prawdziwej milosci czlowiek jest
        w stanie rzucic wszystko, wszystko przestaje sie liczyc, liczy sie tylko osoba
        ktora sie kocha i robi sie wszystko(a przynajmniej sie stara!) aby byc ze swoja
        miloscia. Uklad w jakim tkwi pan maz uwazam za wygode ducha i ciala. 'po co mam
        walczyc i poswiecac rodzine, skoro i tak moge miec kochanke' W mysl taka dziala
        pan maz, choc moze wcale nie zdaje sobie sprawy. Niedojrzaly, mimo swoich 40
        lat! Nie porwie sie w szal milosci do kochanki, bo tak naprawde jej nie kocha,
        albo kocha za malo... 'kocham moja myszke ale jak znajdzie sobie kogos to usune
        sie w cien'. Pff, kocham, ale sie wycofam. Jasne po co walczyc o kogos kogo sie
        nie kocha. Wciaz Pan twierdzi ze ja kocha? Ale przeciez jak zniesc mysl ze
        ukochana osoba przytula sie do kogos innego, caluje kogos innego, kocha sie z
        kims innym tak jak kiedys kochala sie z Toba!!! Gdzie tu jest milosc, bo ja juz
        nic nie rozumiem.
        Uffff, ale sie rozpisalam:)
        • movisz Re: do "kochanków" 12.03.06, 18:43
          Pozdrowienia ślemy też wielu innym osobą, które nie życzą nam źle. Teraz już
          mogę powiedzieć, że coś w naszym zwięzku się
          zmieni i myśle że to będzie pozytywna zmiana. Owszem, miałam wątpliwości, ale
          wszystko stoi na dobrej drodze.


          Hej zagubiona. Niewlasciwie odbierasz nasze posty. My wcale nie zyczymy ci zle.
          Wlasnie chcemy twojego dobra dlatego rozni ludzie z roznymi doswiadczeniami
          chca ci pokazac inny punkt widzenia. Nikt dokladnie nie zna twojej sytuacji ale
          z koleji nie jest ona jakas inna niz historia przecietnej kochanki. Kazdej sie
          wydaje ze jest ta jedyna i ostatnia. Roznica jest taka ze jednej sie to wydaje
          przez rok a innej przez -nascie lat. Wszystko zalezy od dojrzalosci i
          naiwnosci "pokrzywdzonej".
          W swoich postach stawiasz tylko na swoje egoistyczne dobro. Ale to jest
          niewlasciwe podejscie do sprawy. Wokol ciebie sa ludzie ktorych krzywdzisz.
          Duzo latwiej jest zyc jak postepuje sie tak by inni przeze mnie nie plakali. Ma
          sie wtedy szacunek do siebie samego. Moze tobie na tym nie zalezy obecnie ale
          kiedys bedzie. Tobie imponuje twoj mezczyzna bo jestes mloda. Nam, osobom
          troche starszym ktorzy widzieli wiecej niz ty, widzieli takie historie jak
          twoja i widzieli ich zakonczenia to gatka twojego mezczyzny to powszechne
          banialuki sprzedawane niedojrzalym panienkom.
          Zrobicie jak bedziecie chcieli a wlasciwie jak wam wasz egoizm pozwoli. Ale jak
          on w najblizszym czasie (a nie sadze) nie wystapi o rozwod i nie uwoli swojej
          zony od niego (bo przeciez go nie kocha) to moze wylej kubel zimnej wody na
          glowe i moe to pomoze.
          Jak to nie pomoze to daj znac za 2 lata co sie zmienilo w twoim zyciu. Ja
          stawiam na to ze NIC.

          >>>> slodkiego, milego zycia<<<<<
    • luwlodek Re: jestem kochnką 12.03.06, 18:12
      Czytalem wszystkie Twoje posty.Tylko Twoje.Wiem co czujesz i jak sie czujesz.
      Rozumie Cie doskonale. Jestes szczera w tym co robisz i piszesz. Trudno jest
      zyc w takim ukladzie. Znam to niestety a moze na szczescie z autopsji. Jestem w
      podobnej sytuacji od prawie trzech lat. My nie znalezlismy jeszcze rozwiazania
      i wiem, ze go nie znajdziemy. Nie mamy sil aby skonczyc i sie rozstac. Nie mamy
      juz sil na kontynuacje bo wiemy ze to droga do nikat.Pozostana i Wam i nam
      wspaniale wspomnienia tylko ile jeszcze musimy wycierpiec?
      • woman-in-love Re: jestem kochnką 12.03.06, 18:24
        słodki styl wypowiedzi kochanka zagubionej potwierdził tylko moje przeczucie.
        Za kilka miesięcy (lat) Perełka będzie słuchała pieprzenia (sorry) że jeszcze
        tylko Pan Cudny wyda córke za mąz, a potem to juz, juz powie zonie o was....
        potem okaze się że jeszcze trzeba ochrzcic wnuki, nastepnie prawnuki etc,
        Kończe swój pobyt na tym wątku. Ad multos Annos Perełko ze swoim Rycerzem :-)
        • trilux1 Re: jestem kochnką 12.03.06, 18:45
          Jezeli dzieci dorosle i dawno na swoim,to kiedy je splodzil? Pewnie ma 50 a nie
          40 lat.Zalosny facet az przykro,naiwna dziewczyna bo bardzo mloda,widocznie chce
          przezyc mile chwile.Jej problem,gdyz na rady jest glucha.Albo sie ma jaja,kocha
          zaczyna nowe zycie,albo jest sie dokladnie skurwysynem,pozalowania godnym i nie
          pisz zagubiona ani slowa w jego obronie bo nie masz racji.Przemysl dziewczyno
          cala dyskusje a post Twego lubego mnie tak powalil ze musialem skrobnac.Ze ci
          faceci moga byc tak zalosni!!!
      • anula36 Re: jestem kochnką 12.03.06, 18:53
        tylko ile jeszcze musimy wycierpiec?

        zaglupote sie placi...niestety.
      • movisz Re: jestem kochnką 12.03.06, 19:28
        >>>>>tylko ile jeszcze musimy wycierpiec?

        To ile, to tylko wy wiecie. Wasza decyzja.
        Tylko ze przypuszczam ze nie tylko wy cierpicie.
        Nie badzcie masochistami. Zakonczcie cierpienia.
    • cogita Ten wątek to prowokacja 12.03.06, 19:39
      autorka znana jest już na Macochach, jako Oledzga.

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=37074571
      • zagubiona.w.swiecie Re: Ten wątek to prowokacja 12.03.06, 20:42
        Przykro mi, że muszę Was rozczarować i zabawa w "detektywa" skończyła się totalną porażką. Uśmiałam się! Z ciekawości poczytam sobie troszkę ten wątek:))) Aż mi się humor poprawił. Nie będę się tłumaczyć, ale moja kariera na forum wynosi tyle co mój post na tym forum. Kompletnie błędne powiązanie. Niestety jest tak osoba jak ja i, właśnie cała ja się otworzyłam na tym forum. Kochająca, z wątpliwościami co do tego czy mam szanse na szczęscie, może lekko naiwna (bo wierze w miłość na całe życie)i szczera, być może do bólu, ALE TO JA!

    • cogita Re: jestem kochnką 12.03.06, 19:45
      A osoba piszaca tu , jako kochanek.kochanej.zagubionej pisuje na innych
      zamkniętych forach, jako decameroon, ale tam PEREŁKA jest FIOŁKIEM....haha
      • anula36 Re: jestem kochnką 12.03.06, 19:58
        juz to kiedys napisalam ze pachnie prowokacja.
        Ale to malo wazne- wazny jest sam temat - taka histori amoze zdazyc sie nam,
        naszym siostrom, przyjaciolkom, corkom, odrobina refleksji nad tematem nie
        zaszkodzi.
        • jaona27 Re: jestem kochnką 12.03.06, 20:08
          ludzie nie krytykujcie,bo to tak naprawde jest problem...trzymajcie
          sie...dopoki walczycie o ta swoja "milosc" wszystkon jest dobrze.Adam dobrze
          napisane,ale za ostro..
          • zagubiona.w.swiecie Re: jestem kochnką 12.03.06, 23:56
            Dzięki za lekturke. Dziewczyna z tamtego forum troszkę zakręcona, ale za ostro wiele osób ją potraktowało. Fakt są jakieś podobieństwa, ale maleńkie. Jeśli tamta historia jest autentyczna to rzycze jej wiele szczęścia!
            • z.mariusz Re: jestem kochnką 13.03.06, 02:31
              Żal mi Ciebie, naprawdę.
              Adam mówi bardzo mocno i dosadnie, ale mówi samą prawdę. Twój błąd polega na tym, że zamiast zastanowić się co On ma do powiedzenia, zastanawiasz się jak On mówi. Nie tędy droga.
              Powtarzam, jeśli ten facet Cię kocha i chce dla Ciebie dobrze, odejdzie. Jeśli nie odejdze = nie kocha Cię. Wtedy Ty powinnaś odejść.
              Widać, że jesteś zagubiona w świecie. Życzę Ci żebyś się odnalazła. Czy nastąpi to prędzej czy później, i tak czeka Cię wiele nocy wypłakanych w poduszkę. Kwestia tylko ile zmarnujesz lat swojej młodości do tego czasu.
              • movisz Re: jestem kochnką 13.03.06, 04:20
                Takze podpisuje sie obiema rekoma i nogami pod tym co napisal Adam.
                Nawet uwazam ze za malo dosadnie.
                Dziewczyna jest niedojrzala i prawdopodobnie musi dostac troche od zycia zeby
                sie wyprostowala. Jestem pewna ze za jakis tam czas wspomni nasze slowa i
                przyzna nam racje i bedzie sie wstydzila jak naiwna byla. A na niego spojrzy i
                zrobi sie jej niedobrze jak pomysli ze z nim spala.
                A my naprawde zyczymy jej dobrze bo przeciez to w koncu jeszcze dziecko.

                Notabene, zauwazylam jak powszechne jest nazywanie kochanek Myszkami.
                Co w tym jest? Zony najczesciej nazywane sa Kotkami? Nie zartuje. To sa moje
                spostrzezenia.
                • yagres Re: jestem kochnką 13.03.06, 06:30
                  Bo myszkę najpierw się goni potem łapie i zjada. I tyle po niej. Czysta
                  konsumpcja.
                  Żona to kotka, którą się pieści, głaszcze i karmi.
                  • alisza1 Re: jestem kochnką 13.03.06, 10:13
                    Kiedyś słyszałam bardzo sprcywiczne rozwinięcie tezy " czym dla mężczyzny jest
                    kobieta". Kobieta jest obiad zamawiany w restauracji, zamawiasz, otrzymujesz
                    ładnie podany, konsumujesz z apetytem. Ale pomimo, iż doznajesz uczucia
                    zadowolenia rozglądasz się co na talerzu mał podane sąsiad przy stoliku obok.
                • kici10 Re: jestem kochnką 16.03.06, 10:21
                  Myszką bywa nazywany żeński organ płciowy. Skojarzenia nasuwają się same.
    • cogita Nieścisłości 13.03.06, 09:36
      1. autorka twierdzi , ze ma lat 22, on 40, choć wczesniej pisze, ze on jest o
      20 lat starszy , to różnica wynosi 18 lat.
      2. romans trwa 2 lata, czyli ona miała wtedy 20 lat , on 38
      3. on ma dzieci trochę od niej starsze i już od DAWNA samodzielne, czyli
      pierwsze dziecko urodziło mu się , gdy kończył szkołę podstawową !!
      4. ona twierdzi, ze jest po licencjonacie ; ma 22 lata - 4 lata licencjonatu
      = 18, a maturę robi się w wieku 19 lat, ona już od 20 roku pracje. Rachunki
      się nie zgadzają. Zaraz napisze , ze wczesniej poszła do szkoły...haha
      5. Ona go "obserwowała na podstawie zony" - ona wie, ze on zonie podaje
      śniadanie do łóżka i "masuje jej stopy", "szanuje ją i o nia dba" , a zona jest
      wtedy "szorstka i ostra" - skąd taka wiedza ?- zadziwiajace, śpisz pod ich
      łóżkiem?
      6. Kochanków połączyły "kilka razy w tygodniu kilkugodzinne wyjazdy do banków"!!
      • cogita Kupy się to nie trzyma 13.03.06, 09:56
        1. autorka pisze, ze "ja, on i ona pracowaliśmy w jednej firmie"
        2. potem zaś ta firma jest " jego i jej"
        3. "byłam jego asystentką, a własciwie nadal jestem"
        4. są takie firmy !!, które zatrudniają młodych i zdolnych , dobrze im płacą 25
        tys. za 15 godzin pracy!!
        5. on i ona siedzą wspólnie na tym forum i śledzą ten watek.
        • ania_kk Re: Kupy się to nie trzyma 13.03.06, 10:12
          Kurde, zagubiona nie bij, ale nie wytrzymałam! JAKIE CHOLERA 25TYS ZA 15GODZ!!!!!!!! FIRMA MA STRUKTÓRE PIRAMIDY, POCZYTAJ O TAKICH FIRMACH TO SIE DOWIESZ ILU TAM JEST SZEFÓW!! co za głupia czepialska ograniczona osoba. Jak ja nie cierpie takich ludzi!!!
          • cogita Re: Kupy się to nie trzyma 13.03.06, 10:17
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=37928037&a=37973470
            • ania_kk Re: Kupy się to nie trzyma 13.03.06, 10:22
              I co ci nie pasuje w tym zdaniu??
      • ania_kk Re: Nieścisłości 13.03.06, 10:06
        A która osoba spowiada się na forum dokładnie z datami? Jeśli nie chce być rozpoznana, to poprostu coś zawsze zmieni. Autorka to bardzo miła osoba, rozmawiałyśmy troszkę na gg, ale z forum można wyczytać, że ona ma 22lata, a jej kochanek 41, bo pisała o tym kiedyś. Jeśli już chcesz się bawić w szpiega to zacznij uważniej czytać!!! Róznica wieku wynosi 19lat! Jeśli chodzi o dzieci, to pisała, że córka jest niewiele młodsza od niej, a różnica między córką a synem to rok!!! A licencjat trwa trzy lata! A te wyjazdy do banków, były początkiem ich romansu. Z tego co się dowiedziałam prywatnie to droga do "banku" zajmuje im pół godz w jedną stroną. Godzina rozmowy kilka razy w tygodniu to dużo żeby się sobie choćby spodobać. Wiem też, że instytucja, którą autorka nazwała bankiem, to troszkę coś innego, ale gdyby napisała czym ten bank jest naprawdę to kilka osób mogło by się domyślić

        Widze cogita, że jesteś strasznie czepialską osobą, nie potrafiącą połączyć faktów.

        Pozdrowienia dla zagubionej i jej kochanka( tym razem pisze na forum, bo mam już dość nagonki na Ciebie. Jesteś świetną osóbką, ale nie dawaj na siebie naskakiwać. Albo zresztą, jeśli Ty nie chcesz się bronić, to ja to zrobię za Ciebie... I dzieki za pomoc wiesz z czym, kochana jesteś!)
        • cogita Re: Nieścisłości 14.03.06, 14:27
          a tu zagubiona pisze, ze dzieci sa od dawna dorosłe.

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=37928037&wv.x=2&a=38356005
          • ania_kk Re: Nieścisłości 14.03.06, 19:34
            <Dzieci "mojego żonatego" są już dorosłe i od dawien dawna mają własnie życie, zarówno syn jak i córka mają swoje połówki i wolą z
            nimi spędzać czas. Wydaje mi się, że to normalne, że dzieci dorastają i tworzą swój świat.>

            W Polsce w wieku 18lat według prawa osiągamy dorosłość, co nie przeszkadza młodszym (nawet15,16latkom) mieć już drugiej połówki. Sama jestem ze swoim narzeczonym od 15roku życia. Więc ja interpretuje to w ten sposób: dzieci skończyły 18lat(dorosłość), od dawna mają swoje połówki(przywilej również nastolatków)

            Co ty próbujesz udowodnić, bo jak narazie to robisz z siebie wariatkę!!!
            • taka_laska Re: Nieścisłości 15.03.06, 11:24
              Młodzież 18 letnia najczęściej chodzi jeszcze do szkoły i jest uzależniona
              materialnie i mentalnie od rodziców. Otrzymanie dowodu osobistego wcale nie
              oznacza, ze dzieci "już są od dawna dorosłe i od dawien dawna mają własne
              życie".

              ania_kk to inny nick "zagubionej "!!
              • ania_kk Re: Nieścisłości 16.03.06, 12:34
                HAHAHAHAHA! Ciekawe czego się jeszcze dowiem na tym forum na swój temat:)
                zaskoczcie mnie.
    • petar2 Re: jestem kochnką 13.03.06, 10:14
      Zagubiona, przedstawiłaś otwarcie swoją sytuację. Sytuacja dość klasyczna,
      dojrzały facet, mąż i ojciec oraz młodziutka kochanka. Krytyka też klasyczna,
      Związek Zawodowy Zdradzanych Żon i facetów-zazdrośników że sami od lat przy
      jednym źródełku a tu gościu w odświeżającym romansie.
      Krytyka dziecinnie łatwa bo dla większości sprawa oczywista więc bez narażania
      się można poujadać zgodnie w sforze.
      Oliwy do ognia dolała wypowiedź, nie ukrywam mocno infantylna, Twojego kochanka.
      Sprowokowała ona wulgarne wypowiedzi z prostackim moralizatorstwem.
      Jesteś zakochana, więc racjonalna krytyka jest w małym stopniu akceptowana,
      choć dostrzegasz cienie tego związku.
      Racjonalna krytyka wychodzi z założenia (w sumie słusznego), że nic z tego
      romansu nie będzie bo facet nie chce i nie rozbije rodziny po czym wysnuwa
      wniosek (już nie do końca słuszny) że marnujesz czas i jesteś wykorzystywana.
      Ale rozumiem racjonalnych krytyków, oni mają dobre chęci tyle, że patrzą płasko
      nie do konca dostrzegając siłę uczucia a raczej potrzeby uczucia u młodej
      kobiety.
      Ciekawsi są moraliści-pieniacze. Ci pod pozorem chłodnego racjonalizmu sami
      oddają się swoim, głownie negatywnym emocjom nawet nie kryjąc tego i
      odreagowując własne frustracje i niepowodzenia.
      Ale to temat dla kogoś o większym acięciu psychologicznym :)
      • killarney5 Re: jestem kochnką 13.03.06, 10:56
        > Zagubiona, przedstawiłaś otwarcie swoją sytuację. Sytuacja dość klasyczna,
        > dojrzały facet, mąż i ojciec oraz młodziutka kochanka. Krytyka też klasyczna,
        > Związek Zawodowy Zdradzanych Żon

        Dodaj jeszcze Zaniedbywane Zony, ktore doprowadzil do szalu opis idylli
        Zagubionej.

        i facetów-zazdrośników że sami od lat przy
        > jednym źródełku a tu gościu w odświeżającym romansie.
        > Krytyka dziecinnie łatwa bo dla większości sprawa oczywista więc bez
        narażania
        > się można poujadać zgodnie w sforze.

        Dokladnie tak. Wczoraj ten atak "wlascicieli jedynej prawdy' tak mnie
        zirytowal, ze po raz pierwszy zaczelam pisac na tym forum. Moja diagnoza jest
        podobna do twojej. Dodatkowej pikanterii calej sytuacji dodaje fakt, ze osoby
        tlumaczace 'zagubionej', ze marnuje zycie, same pisza na forum, gdzie
        podstawowym tematem jest zebranie o seks w zwiazku - a dziewczyna przezywa bez
        watpienia okres bajecznego seksu i czulosci...

        > Sprowokowała ona wulgarne wypowiedzi z prostackim moralizatorstwem.

        Czyli nie znajac ludzi ani calosci sprawy, przypinamy im mozliwie obrazliwe
        etykietki, i wypinamy piers dumni ze swej moralnosci. No coz, wiele osob widac
        wciaz wierzy w czarno-bialy swiat - to tak kuszaco proste i zaoszczedza
        myslenia... A co do wulgarnosci, mam jedna zasade: ten, kto obraza przeciwnika,
        z definicji nie ma racji, a rozmowa z nim nie ma sensu.

        > Ale rozumiem racjonalnych krytyków, oni mają dobre chęci tyle, że patrzą
        płasko
        >
        > nie do konca dostrzegając siłę uczucia a raczej potrzeby uczucia u młodej
        > kobiety.

        Nie tylko mlodej, Petar, wierz mi. Czesc z nas ma tak zawsze. I dobrze - bo nie
        zawsze i nie dla wszystkich to, co racjonalne, stabilne i bezpieczne jest w
        zyciu najpiekniejsze i stanowi jego najwieksza wartosc.

        > Ciekawsi są moraliści-pieniacze. Ci pod pozorem chłodnego racjonalizmu sami
        > oddają się swoim, głownie negatywnym emocjom nawet nie kryjąc tego i
        > odreagowując własne frustracje i niepowodzenia.

        Gratuluje diagnozy - dokladnie tak mi to wyglada. Ale pomysl. jakiej odwagi
        trzeba byloby takim ludziom, by przejrzec sie w lustrze!

        Madry z ciebie mezczyzna i dobrze, ze tacy tez tu pisza. Bo czasem zgroza mnie
        ogarnia, gdy czytam lub slucham roznych wypowiedzi (oczywiscie nie tylko na tym
        forum, ale wszedzie w Polsce). Na szczescie zwykle nie mam na to czasu.
        • taka_laska killarnej5 13.03.06, 15:38
          * to nie zony radzą, zeby zagubiona nie marnowała czasu, tylko porzucone
          kochanki, które były lub są w takiej sytuacji.
          * Czy któraś > zaniedbywana żona > moze zazdrościć zagubionej jej >idylii< ? A
          czego tu zazdrościć? statusu panienki od seksu?
          * a niech zagubiona robi to co chce i ponosi za to konsekwencje.
          * znam przypadki wielu kochanek, które gorzko żałują tego < bajecznego okresu>
          • killarney5 Re: killarnej5 13.03.06, 18:10
            Prosze pisac moj nick ortograficzne, bo piekne jeziora w Irlandii sie obraza!
            (zachecam do ich odwiedzenia - bajeczne!)

            > * Czy któraś > zaniedbywana żona > moze zazdrościć zagubionej jej >
            > ;idylii< ? A
            > czego tu zazdrościć? statusu panienki od seksu?

            No pewnie - jak sie powie "panienka od seksu", to jest jasne, ze nie ma jej
            czego zazdroscic. Nawet jesli ma ona ze swoim mezczyzna piekny seks czesciej
            niz zaniedbywane zony w ich stalych zwiazkach, czuje sie kochana i otoczona
            czuloscia, a zaniebywane zony ... patrz 1001 wpisow na tym forum. Psychologia
            zna dobrze obronne mechanizmy wypierania faktow - sa one bardzo przezroczyste...

            Chyba, ze najwazniejszy jest "status zony" jako taki, bez wzgledu na kryjaca
            sie za nim tresc - a to przepraszam.



            Oczywiscie, zwrot ten w "subtelny" sposob pokresla fakt, ze mezczyzna NIE MOZE
            kochac swej kochanki - bo zachwialoby to podstawami poczucia wyzszosci
            zdradzanych i zaniedbywanych zon...


            • taka_laska Re: killarnej5 14.03.06, 07:53
              stereotyp opisanej tu sytuacji jest tak banalny, ze nie trzeba być
              psychologiem, aby widzieć, ze autorka jest dla faceta tylko panienką od seksu.
              Trzeba umieć spojrzeć prawdzie w oczy a nie oszukiwać się i zasłaniać "wielką
              miłością' , po tym , jak kochanek sie zachowuje widać, ze tej miłości nie ma.
              Mechanizm "wypierania faktów" stosują biedne kochanki, ktorym trudno jest
              ujrzeć nagą rzeczywistość, a statystyki w tym wzgledzie są dla nich porażające.
              • petar2 Re: killarnej5 14.03.06, 08:41
                Tak, "wielka miłość", wspaniałe, romantyczne uczucie prowadzące wprost do "a
                potem żyli długo i szczęśliwie".
                I zero-jedynkowa alternatywa: albo kocha i rzuci wszystko by zrealizować
                marzenia kochanki albo "panienka do seksu".

                Masz wrażenie, że byłe kochanki często żałują ale na to wpływ ma
                niereprezentatywność forów czy zwierzeń, bo wypowiadają się głównie te
                rozżalone i zawiedzione.
                Owszem, byłe kochanki czasami żałują, wynika to z oderwania się ich od
                rzeczywistości. Raz, że są zauroczone, zakochane co nie sprzyja trzeźwemu
                spojrzeniu, dwa, że chcą pójść na skróty.

                Zamiast związku z nieopierzonym, niedoświadczonym życiowo (i seksualnie)
                równieśnikiem z enigmatycznymi perspektywami i osobowością wybierają
                doświadczonego, sprawdzonego faceta z dorobkiem. Taki facet imponuje im właśnie
                doświadczeniem i innymi atrybutami związanymi z wiekiem, sukcesem zawodowym,
                wiedzą, przeżyciami. Jest więc łakomym kąskiem i szansą na uniknięcie startu od
                zera przy dużym stopniu ryzyka. Jęśli więc plan nie wypali (choć facet nic nie
                obiecywał) kochanki te czują się oszukane i rozgoryczone.
                • taka_laska Re: killarnej5 14.03.06, 09:21
                  Masz rację Petar z tą "drogą na skróty".
                  Co ona ma do stracenia wchodząc w układ z zonatym facetem? nic , no moze czas i
                  ryzyko, ze nie wyjdzie.
                  Co ma do zyskania? Na co liczy? wiadomo
            • taka_laska Re: killarnej5 14.03.06, 08:02
              oczywiscie, ze kochanek MOZE kochać kochankę, tylko wtedy bierze rozwód ze
              swoją zdradzoną i zaniedbywaną żoną, aby ułozyć sobie nowe zycie ze swoją nową
              miłością. Wtedy nie trzeba uprawiać seksu na pargingu w drodze do banku, mozna
              wyplątać się ze spirali kłamstw i krętactw, mozna jawnie okazywać i
              demonstrować przed całym światem miłość do młodszej o 20 lat asystentki,
              pokazać się kolegom , aby zazdrościli "młodego mięska".
              Jakie to tak proste, ze aż banalne; nie uwazasz killerey? haha
              • zagubiona.w.swiecie Re: killarnej5 14.03.06, 10:03
                Zdradzona i zaniedbywana żona, Bogu ducha winna, bo przecież całe życie była zaniedbywana przez męża, podczas gdy ona dbała o niego, myślała tylko o jego potrzebach. Kurcze jak to czytam to sama zaczynam jej współczuć!!!

                Sex na parkingu?? Polecasz, bo może warto spróbować, chociaż ja bym się raczej krempowała, pocałunki owszem, ale sex?

                Wole być kochanką niż zimną babą znającą tylko swoje potrzeby. Im dłużej się temu przyglądam tym bardziej mi przykro z powodu istnienia zimnych nieczułych kobiet, które sex uznają tylko wtedy jak już mąż je przyciśnie do muru.

                Ide popracować, bo mam zaległości, chyba to forum mnie dołuje. Na szczęście szybko potrafie odzyskać swój uśmiech i dobry humor.

                Pozdrawiam forumowiczów tych "madrych" i madrych, kto do której grupy sami sobie zdecydujcie. (Jedno forum i 100różnych podejść do życia, chyba przeniose się na pszychologie)
                • petra77 Re: killarnej5 14.03.06, 11:34
                  SKORO WAM TAK DOBRZE... TO DOBRZE WAM TAK!!! JAK KTOŚ GŁUPI TO AŻ MIŁO,
                  JESTEŚCIE PO PROSTU SIEBIE WARCI. Ciesze się, że marnujesz swoje życie, bo w
                  pełni na to zasługujesz- udowodniłaś to wystarczająco. Jednak jest jakaś
                  sprawiedliwość na tym świecie...
                • taka_laska zagubina 14.03.06, 11:57
                  piszesz w ostatnim poscie, ze wolisz być kochanką , niż zimną babą znająca
                  swoje potrzeby. A ty zapewne jesteś gorącą kochanką nie znajacą swoich potrzeb.
                  Jak pozyjesz trochę dłuzej niż swoje 22 lata , to jeszcze zdążysz zostać
                  rozgoryczoną babą zwłaszcza, ze układ z tym panem wczesniej lub później skończy
                  się dla ciebie fiaskiem.
                • to.ja.kas Re: killarnej5 14.03.06, 11:59
                  Zagubiona, trzymam kciuki. U mnie było podobnie. Tylko On nie był moim szefem,
                  ani nie jest starszy o 20 lat. Ale nasze uczucia wyglądały tak jak Twoje.
                  Jesteśmy razem. I dobrze nam ze sobą. Na przekór wszystkim problemom jakie
                  stanęły nam na drodze. Do decyzji, tak poważnych jak rozstanie z żoną (lub
                  kochanką, która się kocha) trzeba dojrzeć. Trzeba czasu. O tym zapominają osoby
                  które stoją w tej dyskusji po drugiej stronie barykady. Im sie wydaje, że facet
                  się zakochał, rach - ciach i juz się rozwodzi i jest wspaniale. Ale gdyby
                  napisał wątek, że poznał kochankę tydzień temu, zakochał się i podjął decyzję o
                  rozwodzie to też popukaliby się palcem w czoło.Bo przecież za szybko, bo za
                  krótko ją zna, bo może się rozcaruje, a zona zasługuje by dać szansę, bo zyje z
                  nia już enty rok. I zamiast okrzyknąć go uczciwym facetem, który nie chce
                  kłamać, też zostałby dupkiem i skur, a Ty młodą dupą, która poleciała na kasę.
                  Olej to. Na wszystko przyjdzie pora. Na Wasze szczęście lub rozstanie. Na
                  wszystko trzeba czasu. Trzeba dojrzeć do decyzji co zrobić z tym wielkim
                  szczęściem jakie wpadło w ręce, z tą zakazaną miłością.
                  Trzeba uporządkować sprawy. Ludziom się wydaje, że jakby kochał to już by
                  odszedł bo miłość najważniejsza. A guzik prawda, od mojej miłości i mojego
                  szczęścia ważniejsze jest np. moje dziecko , jego odczucia, jego szczęście. Dla
                  mojego Kochania ważniejsze od jego uczuć do mnie są Jego dzieci. Dlatego nic na
                  siłe i nic na szybko. A do osób którym się wydaje, że miłość to w życiu
                  wszystko uśmiecham się pobłażliwie. Życie to o wiele więcej niż miłość, to
                  wiele więcej niż kochanek i wiele więcej niż sex. I właśnie ta
                  odpowiedzialność, to wiele więcej (żona, firma, dom, dzieci, zobowiązania i
                  wiele innych spraw.) czasami powstrzymuje od zrobienia tego czego naprawde
                  bardzo mocno się chce i do czego rwie się serce. Z całej duszy. I wcale nie
                  oznacza to, że kocha się za słabo lub wogóle.

                  Jestem kochanką i nie jestem Myszką. Jestem Kaś. I czuję się jak karmiona ,
                  pieszczona kotka, nie jak mysz :-) To tak a propos :-)))
                  • taka_laska to.ja.kas 14.03.06, 12:22
                    a ile czasu potrzeba facetowi, aby podjąć decyzję ? Czy dwa lata to mało, czy
                    dużo?
                    Czytam posty kochanek, gdzie opisują swoją sytuację, ze dłużej już nie mogą
                    znieść tego zawieszenia w próżni, braku decyzji z jego strony. I co wtedy
                    robią? Stawiają mu żądania, wyznaczają terminy rozwodów. I co dalej się
                    dzieje? Mija kolejny termin, kolejna obietnica jest bez pokrycia, a one tkwią i
                    łudzą się , ze moze w końcu.
                    Cos długo ci faceci dojrzewają do tych rozstań z zoną?
                    A moze prawda wygląda inaczej, ze nigdy nie mieli zamiaru sie z nimi rozwodzić.
                    Czy faceta, który okłamuje zonę i kochankę mozna nazwać uczciwym?
                    To co w takim razie oznacza słowo "uczciwość" ?
                    A jak się porzadkuje sprawy w małżeństwie? W tajemnicy przed zoną spotykając
                    się z inną kobietą i stawiając swoja ślubną przed faktami dokonanymi?
                    • to.ja.kas Re: to.ja.kas 14.03.06, 12:33
                      Nie wiem jak długo to trwa, pewnie u każdego inaczej. U mnie trwało rok.
                      Zaskoczyła mnie decyzja, bo jej nieoczekiwałam, chyba nawet nie chciałam.
                      Jak uporządkował sprawy? Wynajął mieszkanie (wszystko zostawił rodzinie),
                      złożył pozew, porozmawiał z rodziną ( w tym z żoną). A jak Ty byś chciała by
                      uporządkował te sprawy ? Jak ma nie postawić żony przed faktem dokonanym? Ma
                      zapytać się"kochanie, już Cie nie kocham, co mam z tym zrobić, czy pozwolisz mi
                      łaskawie na odejście?" :-).
                      Nie wiem "jak to jest zazwyczaj", bo ja staram się nie uogólniać. Moje
                      doświadczenia, to moje doświadczenia i wcale nie tak musi wyglądać u innych.
                      Czytam wątki żon i mężów i kochanek na tym i innych forach i widzę, że czasem
                      pomimo tego, że mogłoby się wydawać, że jest podobnie, to jednak jest zupełnie
                      inaczej :-)
                  • trawa33 trauma 14.03.06, 12:36
                    Wiek, zagubiona, tylko Twoj wiek tlumaczy Ciebie (albo raczej te głupie wyczyny
                    i wypowiedzi). Wiem czego oczekujesz od nas wszystkich: nie rady, absolutnie
                    nie, tylko zeby Ci ktos opowiedzial piekna bajke,ktorej zakonczenie juz sobie
                    sama uroiłaś, że "wszyscy żyli długo i szcześliwie". Rób co chcesz takie Twoje
                    prawo ale nie oczekuj od innych,że bedą kibicować Twoim poczynaniom wypisując
                    naiwnie kretynskie pochwały Twoich poczynań. Życze szczescia bo kazdy na nie
                    zasługuje a przede wszystkim Ci którzy sobie nie potrafią go "tworzyć"(bo sa
                    nierozsadni). Czas pokaze kto mial racje i naprawde zycze zeby była ona po
                    Twojej stronie.
                    • taka_laska Re: trauma 14.03.06, 12:47
                      Ja też mam nadzieję, ze kochanek zagubionej uczciwie powie żonie, ze odchodzi.
                      Zostawi jej firmę, z której się zwolni on i zagubiona, zostawi żonie mieszkanie
                      i cały majątek, aby zyć długo i szczęśliwie ze swoją Perełką.
                • antonio50 Zagubiona czy naiwna? 14.03.06, 16:57
                  zagubiona.w.swiecie napisała:

                  Wole być kochanką niż zimną babą znającą tylko swoje potrzeby....


                  Ale z boku, to właśnie Ty jesteś tą zimną babą myślącą tylko o sobie! Czy tego
                  nie widzisz? Może rzeczywiście teraz usprawiedliwia Cię wiek, ale to tez do
                  czasu! Wszystkich nie popierających Twojego związku z żonatym facetem nazywasz
                  "mądrymi", w domyśle inaczej. Wiesz, jak Ci jedna osoba powie, że jesteś pijany,
                  możesz to puścić mimo uszu, ale jak tych osób jest wiele, to lepiej idź do domu
                  się przespać!
                  • antonio50 Re: Zagubiona czy naiwna? 14.03.06, 17:02
                    Bardzo podoba mi się w tym wątku wypowiedź Adama. Sama szczera do bólu prawda!
                    Pewno dlatego trudna do zniesienia. Lepiej słuchać kochanek, które są w podobnej
                    do Twojej sytuacji, lub facetów którzy zdradzają swoje żony i szukają
                    usprawiedliwień. Kupą łatwiej, no nie?
                    Kiedyś wypisywałem i tłumaczyłem kochankom, że sobie też robią krzywdę...Dzisiaj
                    tego nie robię! Mają co chcą mieć na własne życzenie!
                    • lider_60 Re: Zagubiona czy naiwna? 14.03.06, 19:21
                      Myślę, że większość postów, to wciąż stereotypowe spojrzenie na fakt pojawienia
                      się osoby "trzeciej"w związku małżeńskim. Niestety, ale to, co większość z Was
                      uważa za oczywiste, że faceci nie opuszczają zdradzanych żon, nie jest całkiem
                      prawdą - wskazuje na to liczba rozwodów, która wciąż rośnie. Sporo takich
                      sytuacji wśród moich znajomych, ludzie rozstają się, bo pojawił się ktoś, na
                      kim bardziej im zależy. Dotyczy to nie tylko stereotypu "starszy" znalazł sobie
                      młodszą kobietą. Często kobiety rezygnują z małżeństwa, gdy zaangażują się
                      emocjonalnie w drugi związek.
                      • ania_kk Re: Zagubiona czy naiwna? 14.03.06, 19:37
                        Zgadzam się z lider_60! Skończmy z stereotypami!!!
                        • killarney5 Re: Zagubiona czy naiwna? 14.03.06, 22:27
                          > Zgadzam się z lider_60! Skończmy z stereotypami!!!

                          Zwlaszcza, ze czesto stereotypy te wynikaja z postaw obronnych i checi ukrycia
                          wlasnych problemow lub kompleksow przez mozliwie jak najgorsza interpretacji
                          zachowania i intencji innych, przez uzywanie zwrotow z gory ustawiajacych dana
                          osobe na pozycji kogos godnego pogardy - tylko po to, by sie dowartosciowac.
                          Czy naprawde nie widzicie, jakie to przezroczyste?



                          • taka_laska Re: Zagubiona czy naiwna? 15.03.06, 11:20
                            niestety naiwna i w swej naiwności zagubiona, ale zycia trzeba uczyć się też na
                            własnych błędach.
                      • taka_laska lider60 15.03.06, 11:19
                        To nie ludzie mają stereotypowe spojrzenie na "trójkąty", tylko takie "trójkąty
                        są STEREOTYPOWE, bo czy innym, jak nie stereotypem jest:
                        * układ młodsza kochanka starszego żonatego mężczyzny
                        * układ asystentka i jej szef.

                        Oczywiście , ze faceci opuszczają żony, ale najczęściej to zdradzone żony
                        wyrzucają takich facetów i domagają się rozwodu.
                        Najczęściej facet chciałby mieć jednoczesnie i dom z zoną i kochankę.
                        • petar2 Re: lider60 16.03.06, 08:57
                          > Najczęściej facet chciałby mieć jednoczesnie i dom z zoną i kochankę.

                          Są faceci, którzy nie chcą lub nie mogą zapewnić funkcjonowania związku z
                          kobietą, są tacy, którzy świetnie realizują się w monogamii i są tacy, którzy
                          pragną i potrzebują więcej niż jedną kobietę. Taki model, rodem ze świata
                          zwierząt, był popularny we wczesnych etapach rozwoju społecznego człowieka i z
                          czasem został wyparty przez dojrzalszy i bardziej przystający do rozwoju
                          cywilizacyjnego model związków monogamicznych.

                          Nie oznacza to, że zostały wyeliminowane przesłanki wcześniejzego modelu,
                          zarówno biologiczne jak i potrzeba rywalizacji, władzy, budowania hierachii i
                          pozycji w społeczności. Jak z wszystkimi potrzebami człowieka można zaprzeczać
                          im lub spychać je do pewnego stopnia, później odbija się to albo fustracją albo
                          wyłamaniem z przyjętych reguł i realizacją tych potrzeb.
                          Kochanka więc to taki wentyl bezpieczeństwa pozwalający zachować przynajmniej
                          formalnie reguły społeczne jednocześnie realizując w pewnym stopniu zanegowane
                          wcześniej potrzeby.

                          Nawoływanie do "męskiej decyzji" świadczy o zupełnym niezrozumieniu problemu.
                          Facet nawiązując romans z reguły nie zamierza niczego zmieniać w swoim życiu.
                          Kochanka powinna zdawać sobie z tego sprawę.

                          Oczywiscie w myśl prostych zasad moralnych postępuje nieuczciwie ale należy
                          zauwazyć, że zasadniczym celem monogamii, małżeństwa jest stabilność rodziny.
                          Wierność jest sposobem na realizację pomyślności i szczęścia rodzinie a nie
                          celem samym w sobie.
                          • woman-in-love Stabilnośc rodziny... 16.03.06, 10:47
                            ...własnie tej "stabilności" słuzy instytucja Kochanki. Inaczej ktoś mógłby
                            komuś zrobic krzywdę albo zwariować.
                    • petar2 Re: Zagubiona czy naiwna? 15.03.06, 09:17
                      >Bardzo podoba mi się w tym wątku wypowiedź Adama. Sama szczera do bólu prawda!
                      >Pewno dlatego trudna do zniesienia.Lepiej słuchać kochanek, które są w podobnej
                      >do Twojej sytuacji, lub facetów którzy zdradzają swoje żony i szukają
                      >usprawiedliwień. Kupą łatwiej, no nie?
                      >Kiedyś wypisywałem i tłumaczyłem kochankom,że sobie też robią krzywdę...Dzisiaj
                      >tego nie robię! Mają co chcą mieć na własne życzenie!

                      Oj Antonio, dlaczego przestałeś wypisywać i tłumaczyć kochankom???
                      Skąd ta głęboka przemiana postawy z humanistycznej, autruistycznej i
                      współczującej w karzący i surowy miecz sprawiedliwości???
                      Bo iście surowy los spotka kochanki pozbawione Twojego wypisywania!
                      Uchyl rąbka Twych przemyśleń i pozwól nam maluczkim zaczerpać parę kropli z
                      oceanu Twej mądrości!

                      Oj Antonio, Antonio ...
                      • dianax16 Re: Zagubiona czy naiwna? 15.03.06, 12:08
                        czytam te posty ale nie na spokojnie bo w pracy i dokładnie nie wiem czy
                        wypowiadała sie choć raz zdradzana żona?są kochanki, są inni doradcy ale czy
                        pisała jakaś żona ta zdradzana.
                        czy ty zagubiona choć przez chwilkę pomyślałaś co taka kobieta może czuć i jak
                        sie może czuć kiedy męża nie ma w domu dość długo? czy ten jej mąż był dla niej
                        równie słodki jak dla ciebie, czy ona stała sie dla niego rutyną.gdyby kochał
                        prawdziwie to wydaje mi sie że postawiłby wszystko na jedną kartę.ale ja mam
                        inne doświadczenia.kiedy mężulkowi pali sie grunt pod nogami to pokornie wraca
                        do żonki i prosi o wybaczenie.i często przysięga ze juz nigdy więcej.kogo wtedy
                        oszukuje? pomyśl.bo nie wydaje mi sie że żone.do niej wraca a kochanka idzie w
                        zapomnienie.czemu nie podejmie męskiej decyzji?zachowuje sie jak małe dziecko
                        które myśli że jak tu pokłamie a tam sie nie wyda to on będzie górą.ale wież mi
                        ta żona już dawno sie domyśla i pewnie dlatego jest taka oziębła dla niego .ja
                        osobiście nie umiałabym sie przytulać i kochać z mężem który przed chwią robił
                        to z kochanką.i żadne śniadanie do łóżka by tego nie zmieniło.a przynoszenie
                        tego śniadania to nic innego jaz umniejszenie swojej winy. w razie czego będzie
                        miał wymówkę, że on taki dobry a ona to jędza.tylko czemu jeszcze z nia jest.bo
                        w domu jest mu super.jestem ciekawa jak wyglądałabyś gdybyś była z nim 24 godz
                        na dobę .śniadanie,obiad,sprzątanie,praca,pranie,gotowanie i jeszcze uśmiechać
                        sie żeby mąż nie odszedł do innej bo ty jesteś zmęczona.facet mający 40 lat
                        chce sie dowartościować.nie słyszałam jeszcze żeby taki facet szukał kochanki w
                        swoim wieku.zawsze jest ona młodsza.
                        • necia100 Re:Po co? 17.03.06, 10:28
                          Ależ po co komu opinia zdradzonej żony,przecież wszyscy domyślają się jak może
                          być takowa.... A dziewczyna ,która zapoczątkowała wątek raczej szuka wsparcia
                          niż rzeczowych rad . I opisywanie tutaj bólu jaki jest jej udziałem raczej nie
                          zmieni jej zdania i poczynań...
                          Istnieje tu od dawna ośrodek wzajemnej adoracji i żadna zdradzona żona nie ma
                          szansy na znalezienie tutaj poparcia.Ma natomiast duże szanse ma na otrzymanie
                          poważnej ilości zniewag i opinii ,że sama jest sobie winna .Niestety wiem z
                          autopsji .
                          • kici10 Re:Po co? 17.03.06, 12:11
                            Zdecydowanie masz rację. Tutaj nikt nie chce słuchać opinii zdradzanych żon.
                            Tutaj szuka sie usprawiedliwienia dla własnych niecnych poczynań. Uczciwość,
                            sprawiedliwość są to pojęcia tak obce tym osobom, że prawie księżycowe.
                            Uważają, że cel uświęca środki. Tak więc taka zdradzana żona musi polec na
                            ołtarzu ich "miłości". A jej krzywda - kogo to obchodzi. Tylko że tacy
                            popaprańcy rodzą dzieci, które przejmują ich system wartości lub jego brak. Wg.
                            stereotypu żona to zaniedbana ,wredna, oziębła, brzydka stara kobieta, która
                            zasłużyła na swój los, dlatego, że taka właśnie jest. Mogła przecież cały czas
                            poddawać się operacjom plastycznym, albo sama z siebie być cały czas młoda. A
                            wredna - cóż jeśli się patrzy na kogoś tendencyjnie, to przypisuje się jej same
                            negatywne cechy. A podstawową jej wadą jest to, że nie chce dobrowolnie
                            zrezygnować z faceta i przekazać go w inne bardziej odpowiednie ręce. W moim
                            przypadku kochanka była dużo brzydsza, nieporównanie bardziej wredna i
                            wyrachowana. Jednakże potrafiła odpowiednio tyłkiem zakręcić, żeby zwabić
                            zaślepionego samca. Kiedy opadła kurtyna, to durny samiec do dzisiaj nie może
                            uwierzyć jak to było możliwe. Tak więc kochanki prowadzą swoją grę, która ma
                            określony cel. Zupełnie świadomie. Jest to ratowanie swojego zmurszałego ego
                            lub chęć ustawienia się w życiu bez pracy.
                            • woman-in-love a gdyby tak... 17.03.06, 12:17
                              ...żony i kochanki zakopały topór wojenny? O co tu sie bic?
                              • kici10 Re: a gdyby tak... 17.03.06, 13:54
                                Bardzo chętnie. Nie było by wówczas zdrad, tylko czysta gra. Tak naprawdę to
                                powinny obydwie kopnąć w dupę faceta, aby dać mu nauczkę na przyszłośc. Nie
                                zasługuje bowiem na uczucie żadnej z nich
                                • petar2 Re: a gdyby tak... 17.03.06, 14:06
                                  > Bardzo chętnie. Nie było by wówczas zdrad, tylko czysta gra. Tak naprawdę to
                                  > powinny obydwie kopnąć w dupę faceta, aby dać mu nauczkę na przyszłośc. Nie
                                  > zasługuje bowiem na uczucie żadnej z nich

                                  Tak to jest jak kobiałki biorą się za urządzanie świata. Wszystko wyprasowane,
                                  sterylny porządek, dookoła kwiatki, zasłonki z falbanami, tiule itd.
                                  Tylko, że nic nie działa.
                                  Tak jak w tym przypadku bo faceta chcą obydwie :)

                                  Na szczęście pary starcza tylko na emocjonalne pohukiwanie na forum.
                                  Po tygodniu faktycznego matriarchatu rozpoczęłaby się lawina kryzysów ...
                                  • kici10 Re: a gdyby tak... 17.03.06, 17:53
                                    Nie ma tu chyba bardziej szowinistycznej wypowiedzi.
                                  • anais_nin666 Re: a gdyby tak... 17.03.06, 18:56
                                    Tak to jest jak kobiałki biorą się za urządzanie świata. Wszystko wyprasowane,
                                    > sterylny porządek, dookoła kwiatki, zasłonki z falbanami, tiule itd.
                                    > Tylko, że nic nie działa.
                                    > Tak jak w tym przypadku bo faceta chcą obydwie :)
                                    >
                                    > Na szczęście pary starcza tylko na emocjonalne pohukiwanie na forum.
                                    > Po tygodniu faktycznego matriarchatu rozpoczęłaby się lawina kryzysów ...

                                    Czy bracia Kaczyńscy i ich świta to przebrane za mężczyzn kobiety?? Rządzą i
                                    rządzą, a póki co tylko firanki i tiule!
                                    • petar2 Re: a gdyby tak... 18.03.06, 20:29
                                      > Czy bracia Kaczyńscy i ich świta to przebrane za mężczyzn kobiety?? Rządzą i
                                      > rządzą, a póki co tylko firanki i tiule!

                                      To dlaczego taka panika i agresja (tzw agresja strachliwa) w opozycji, mediach
                                      i uprzywilejowanych do tej pory środowiskach?
                                      Firanek i tiuli się tak przestraszyli?
                                      • anais_nin666 Re: a gdyby tak... 19.03.06, 11:36
                                        Dokładnie Petar. W myśl tego co napisałeś wcześniej, gdy w domu tylko tiule i
                                        firanki (i to jeszcze straszące fastrygą), a cała reszta nie działa, to można
                                        się solidnie przestraszyć, ba! w panike wpaśc nawet. Nie dziwię się ani opozycji
                                        ani mediom, ja też w strachu :D
                                  • trotula Re: a gdyby tak... 29.09.06, 13:30
                                    było takie opowiadanie s-f, o tym jak światem rządziły kobiety. faktycznie,
                                    kwiatki i firanki i nic nie dzialało :-)
                            • beza_123 i okazuje się, że można kochać faceta, 17.03.06, 12:17
                              który po 20 latach o swoich dzieciach pisze pomyłka.
                              No, pogratulować tatusia, pogratulować...
                              Ciekawe, jak będzie mówił za 20 lat o ich wspólnym dziecku?
                              Ja wiem, że coraz więcej jest przyzwolenia na zdradę. Wiem, że coraz łatwiej
                              się rozgrzesza złodziei i oszustów. Tylko czy naprawdę chcemy żyć w świecie, w
                              którym nie ma żadnych zasad? W świecie, w którym "bo ja mam ochotę" uzasadnia
                              najgorsze świństwa?
                              I chcemy, żeby w takim właśnie świecie żyły nasze dzieci? Co z nas za
                              rodzice????
                              Pomijam tego dupka, który spłodził błędy a nie dzieci.
                            • zagubiona.w.swiecie Re:Po co? 17.03.06, 12:52
                              Gratuluje wspaniałego wyidelizowanego podejścia do życia.
                              Ludzie dzielą się na dobrych i złych?? No skoda, że to
                              nie jest takie proste!
                              Myslisz że ja nie broniłam się przed tym uczuciem?
                              Myślisz, że dla niego niego to było takie łatwe? Sporo ze sobą
                              rozmawialiśmy zanim okazało się, że może coś miedzy nami wyjść.
                              Uczucie się rodziło z dnia na dzień, nie było dzikiego rzucenia
                              się na siebie jak tylko znaleźliśmy się sam na sam. Nie! Dlatego
                              sądze, że to uczucie, a nie wykorzystywanie.

                              Jego żona nie jest ani zaniedbana, ani wredna, oziębła owszem,
                              ale jest piękną kobietą (zresztą pisałam to już kiedyś). Tu
                              chodzi poprostu o ich niezgodność charakterów, tak naprawdę
                              gdyby nie to, że zaszła w ciąże, to by się rozeszli. Taka
                              jest prawda. I nie jest to tylko opinia mojego faceta, ale
                              również i jej. Powiedziała mi kiedyś, że do siebie nie pasują.

                              Ja niczego w życiu nie chciałam osiągnąć bez pracy. Zarówno,
                              podstawówkę, jak i liceum skończyłam z wyróżnieniem, studia
                              to dla mnie wyzwanie, chciała bym studiować dziennie, ale
                              wtedy nie mogła bym pracować. Sama opłacam sobie szkołe
                              sama płacę za mieszkanie. Mam swoje cele i wcale nie chce
                              nic za darmo. Przykro mi, że nie trafiłaś na faceta, który
                              by Cię prawdziwie szanował (nie mówie tu już o miłości do i od
                              faceta, bo chyba nigdy tego nie doświadczyłaś).

                              Coś sie jednak pomału zmienia w moim życiu, ale nie powiem
                              w którą stronę. Narazie, może nie chce zapeszać. Na poukładanie
                              sobie życia trzeba czasu.
                              • kici10 Re:Po co? 17.03.06, 14:12
                                Nie będę więcej pisać. To beznadziejne. Dobre samopoczucie zastępuje rozum.
                                Zasługujesz sama na siebie i wszystko co z tego wynika
                              • maheda właściwie... 17.03.06, 14:43
                                ... właściwie, to Cię nie rozumiem.
                                Piszesz, że do wszystkiego w zyciu zawsze chciałaś dojść sama, że lubiłaś
                                wyzwania - czyli sytuacje, gdzie wiele od Ciebie zależało.
                                Tutaj wkopałaś się w coś, co wcale od Ciebie nie zależy.
                                Bardziej czujesz, niż myślisz - pewnie, że Ci wolno, ale nie wierzę, że Ci z tym
                                dobrze - bo gdyby było dobrze, to byś tutaj w ogóle nic nie pisała. Ludzie
                                szczęścliwi nie mają nawyku wchodzenia na fora, których nie znają, i dzielenia
                                się swoim szczęściem. Zapewnie pali Ci się jakaś czerwona lampka alarmowa, tylko
                                nie wiesz, gdzie, ani nie wiesz, po co. Takie niejasne wrażenie gdzieś tam.
                                Owszem, zakochałaś się. Owszem, on zakochał się też. Ale spójrz realnie - on Ci
                                powiedział wprost, że od żony nie odejdzie, bo "co ludzie powiedzą, zniszczą ją
                                biedną". Powiedział Ci też wprost, że zrobi wszystko, żeby o Waszym romansie się
                                nie rozeszło, bo "co ludzie powiedzą, zniszczą Cię biedną". Przynajmniej takie
                                dwie wypowiedzi znalazły się w Twoich postach tutaj. Dodaj teraz dwa do dwóch.
                                Facet nie zamierza się rozwieść + nie zamierza się z Tobą obnosić = chce być
                                mężem swojej żony i na boku mieć świetnie zakamuflowaną kochankę.
                                Pytanie tylko: przy których świętach Bożego Narodzenia będziesz miała tego dość?
                                • kici10 Re: właściwie... 17.03.06, 17:59
                                  Nie będzie miała dość. Zrobi sobie z nim dzieciaka i rozwali to małżeństwo.
                                  Jest wystarczająco zdeterminowana
                                  • maheda Re: właściwie... 17.03.06, 18:02
                                    a ja myślę, że jest zagubiona... gdyby była zdeterminowana, to by Jej tu na
                                    forum nie było...
                                    Po prostu nie przemyślała sobie tego dobrze. Powinna wyjechać na tydzień-dwa na
                                    samotne wakacje. BEZ kontaktu z nikim w kraju.
                                    • kici10 Re: właściwie... 18.03.06, 09:38
                                      Ja myślę, że to nie ma nic wspólnego z zagubieniem. Panienka doskonale wie
                                      czego chce. Problem polega tylko na tym, że romans trwa już dwa lata i nie
                                      nastąpiły żadne deklaracje odnośnie wspólnego życia. Nastąpiły zaś deklaracje w
                                      drugą stronę - nie opuści żony bo......, nie będzie się z nią afiszować bo....
                                      Dwa lata to czas kiedy powoli zaczyna zanikać zauroczenie, smak nowości.
                                      Panienka najwyraźniej się boi. Szuka tautaj wsparcia i potwierdzenia, że
                                      wszystko dobrze się skończy, że napewno się uda. Szuka sobie podobnych, które
                                      ją wesprą i powiedzą, że im się udało. Jestem przekonana, że nie chodzi tu o
                                      żadne dylematy moralne. To jest poza zasięgiem tej panienki i tego pana.
                                      Poprostu chce starego, ułożonego durnia z kasą. Ani razu nie padła deklaracja,
                                      że wzięłaby go w samych skarpetkach, zostawiając kasę na osłodę i
                                      zadośćuczynienie rodzinie. Zaczynali by jak wszystkie młode małżeństwa od zera.
                                      A nie o to przecież chodzi.
                                      • maheda hm... 18.03.06, 12:14
                                        może? Nawet dochody tego pana mogą być miesięcznie pomniejszone o kwotę
                                        alimentów, jeśli jego dzieci jeszcze uczą się/studiują.
                                        Ciekawe, czy w takich układach finansowych ta dziewczyna by go chciała?

                                        Pytanie do autorki wątku: czy - jeśli zostawiłby rodzinie absolutnie wszystko,
                                        co posiada, a ze swojej pensji musiałby płacić alimenty na dziecko/dzieci -
                                        chciałabyś z nim układać sobie życie?
                                        • zagubiona.w.swiecie Re: hm... 18.03.06, 19:29
                                          Do Waszej wiadomości!!! Nawet bez tych skarpetek będę go kochać!
                                          • maheda :) 18.03.06, 19:41
                                            Ależ ja nie pytałam, czy będziesz go kochać bez skarpetek.
                                            Ja pytałam, czy będziesz chciała z nim dalej być - i co więcej, czy jemu by się
                                            chciało z Tobą zaczynać od zera.
                                            Wyobraż Sobie - zaczynanie od zera w miejscu, gdzie wszyscy Was znają, i
                                            wszystko wiedzą, albo opcja druga - zaczynanie wszystkiego od zera w miejscu,
                                            gdzie wszystko jest obce.
                                            Nie chce mi się wierzyć, żeby ten facet poszedł na taką w gruncie rzeczy
                                            poniewierkę. Jest na to przypuszczalnie za wygodny.
                                            No i jeśli pojawiłyby się Wam dzieci - a jedno nie daj Boże musiałoby
                                            zrezygnować z pracy na kilka lat - czy poradzilibyście sobie z tym wszystkim
                                            (czytaj w dalszym ciągu - czy jemu by się chciało tak ze wszystkim użerać)?
                                            Szczerze wątpię, zwłaszcza po tym wszystkim, co Ci powiedział.
                                            • zagubiona.w.swiecie Re: :) 18.03.06, 19:51
                                              Miałam jeszcze tego nie pisać, ale nie mogę się powstrzymać
                                              Kilka dni temu odszedł od żony. Nic więcej narazie nie napisze
                                              bo jestem osobą, która nie chce zapeszać (ciutkę przesądną)
                                              Narazie jest ok i mamy wspólne plany. Żona jeszcze nie wie
                                              że odszedł do "innej". Nie było awantury i nie protestowała.
                                              Przyjeła to jak zwykle... chłodno i ani raz do niego nie
                                              zadzwoniła.
                                              • maheda Re: :) 18.03.06, 20:01
                                                Ciekawe, jak żona zareaguje na pismo rozwodowe i wiadomość, że odszedł "do
                                                innej". A może sama wystąpi o rozwód z orzeczeniem winy?
                                                Poczytaj sobie różne posty na forach, dotyczących rozwodów, w życiu bym nie
                                                uwierzyła, że kobiety (opuszczane żony) potrafią być tak mściwe ("nie dam mu
                                                rozwodu, niech nie będzie się mógł ożenić z tą zdzirą, przysięgał mi, więc do
                                                końca życia będzie moim mężem, a ona do mojej śmierci będzie tylko kochanką" -
                                                cytat z pamięci).
                                                Oczywiście są i takie, które bezproblemowo pozwalają na rozwód.
                                                No, będziesz miała okazję się przekować, jak to wszystko w tym wypadku będzie
                                                wyglądało.
                              • beza_123 owszem, ludzie dzielą się na dobrych i złych 17.03.06, 14:43
                                to nie idealizm. Albo ktoś jest dobry, albo nie jest. Nie można być trochę
                                dobrym, trochę w ciąży, trochę człowiekiem. Albo się jest, albo nie.
                                Ludzie dzielą się na tych, którzy widzą coś (kogoś) poza własną przyjemnością i
                                tych, dla których koniec świata znajduje się 2 centymetry od czubka własnego
                                nosa.
                                Ludzie dzielą się też na mądrych i głupich, szczerych i zakłamanych.
                                Nie zdumiało Cię, że przez 20 lat ta niezgodność charakterów nie uniemożliwiła
                                twojemu kochankowi bycia z żoną, masowania jej stóp i robienia śniadanek?? Czy
                                tak się zachowuje facet nieszczęśliwy w małżeństwie? Przecież zwróciłaś na
                                niego uwagę właśnie dlatego, że był tak dobry dla żony. Był tak dobry dla
                                kobiety, z którą nie miał ochoty być???
                                Jesteś z tą żoną na tyle blisko, że zwierza Ci się z problemów małżeńskich???
                                Czy to twój kochanek przekazał ci taką opinię swojej żony?
                                Choć chyba przydmówczyni ma rację. Ty nie masz wątpliwości. Postanowiłaś
                                odebrać żonie dobrego męża i nie masz wątpliwości. Szukasz tutaj wsparcia od
                                sobie podobnych, żeby utwierdzić się w przekonaniu, w którym zresztą żyjesz, że
                                miałaś prawo wpieprzyć się w cudze małżeństwo, sypiać z cudzym mężem, rozbijać
                                rodzinę i skrzywdzić inną kobietę. A skoro uważasz, że miałaś do tego prawo, to
                                nic, co możnaby napisać, czy powiedzieć, nie jest warte czasu ani wysiłku.
    • shrimp1 Re: jestem kochnką 17.03.06, 16:48
      zostawi cie.
      przeciez nie odejdzie od rodziny. A jak odejdzie to w skarpetkach. Będziesz go
      wtedy chciała??????????????
      Starzejacego się pana?
    • markono Re: jestem kochnką 18.03.06, 13:00
      "co człowiek sieje, to i zbiera"
      I tak, od wieków po wieki, słowa prosto z Biblii i zdrowego rozsądku zachęcają
      do pokory i umiaru z czerpania z tzw. życia.
      Zagubiona - życzę Tobie dobrych siewów, z dobrego ziarna jest dobry chleb.

      markono
      • romulus11 Re: jestem kochnką 18.03.06, 23:42
        Te wszystkie katastrofizmy pań mnie przerażają.Oczywiśćie nie jest dobrze gdy
        małżeństwo się rozpada.Ale nie rozumiem dlaczego facet nie może się zdecydować
        na odejśćie.Myślę że może jeżeli ma jaja.I już dowiódł tego.I nie czepiajcie
        się śniadanek i masowanych stóp,bo będzie masował nastepnej.I będą żyli długo i
        szczęśliwie czego im i Wam drogie Panie życzę.
        • kici10 Re: jestem kochnką 19.03.06, 09:39
          Według mnie tu nie chodzi o to czy ktoś coś zrobi, czy nie, tylko o styl w jaki
          to zrobi. Wiadomo, że odejście zawsze przyniesie cierpienie drugiej osobie, ale
          należy tak postępować, by zminimalizować te koszty. Czym innym jest decyzja o
          rozstaniu, a czym innym świadomość, że się było przez długi czas oszukiwanym i
          w pewnym sensie wykorzystywanym. Nie powinno się porzucać po 20 latach
          człowieka jak rozdeptanego, niechcianego kapcia, tylko zadbać, żeby temu
          zostawianemu partnerowi i jego dzieciom niczego nie brakowało. Wszak przez 20
          lat to najważniejsi ludzie w życiu. Niech każdy robi co mu serce dyktuje, ale
          niech zachowuje się jak człowiek. Nawet rozstanie można przeprowadzić tak, że
          druga strona nie czuje się jak szmata. Co do zagubionej, to uważam, że jest to
          niezbyt mądra panienka, ale jeśli trafiła na niedojrzałego emocjonalnie
          Piotrusia Pana, to im się może udać. W przeciwnym wypadku czarno to widzę.
          Wspólne mieszkanie konkretyzuje poglądy, rozwiewa złudzenia.
          Często jest tak, że człowiekowi brakuje czegoś w małżeństwie. Jakiejś cechy,
          którą nie jest obdarzony partner. Znajduje to u innego partnera. Ale wydaje mu
          się, że nowy partner jest obdarzony tą pożądaną cechą oraz wszystkimi innymi
          zaletami starego partnera. Czyli jest od niego lepsza. Tylko, że drugi partner
          to zupełnie inny człowiek, obdarzony innymi cechami. I może się okażać, że ta
          jedna cecha nie rekompensuje innych zalet starego partnera. Stąd tak częste
          powroty i błagania o przebaczenie. No ale cóż, lepiej sie widzi z dalszej
          perspektywy. Jest mi to obojętne jak się ułoży życie tym ludziom. Piszę,
          dlatego, że uważam, że trzeba nazywać po imieniu świństwa, które ludzie sobie
          wyrządzają. Oszust to oszust, kłamca to kłamca, zdrajca to zdrajca,
          manipulantka to manipulantka. Ludzie wyrządzają sobie rozmaite krzywdy, i każdy
          tłumaczy to na własny sposób. A krzywda jest krzywdą i nic poza tym. Czy miłość
          np. usprawiedliwia zabójstwo? Nie. Ale usprawiedliwia np. krzywdę dzieci.
          • zagubiona.w.swiecie Re: jestem kochnką 19.03.06, 12:02
            acha rozumiem! Czyli jak nie jesteśmy szczęśliwi w związku, druga osoba nas ignoruje to należy za wszelką cene starać się
            utrzymać taki związek, by przypadkiem ta osoba
            nie poczuła się od nas gorzej. SUPER!!!!
            Czyli jeśli ktoś całe życie mnie ignoruje to ja
            mam pchać mu się jeszcze głębiej do tyłka?? Jeśli
            nie czuje się szczęśliwa i ta druga osoba też nie
            jest w związku ze mną szczęśliwa to taki związek
            jest idealny??

            Zastanów się kici10 co Ty w ogóle piszesz!!!!
            Jeśli Twój facet, by Cię nie kochał i przypominał
            Ci, że zmarnowałaś mu życie zachodząc w ciąże, że
            gdyby nie to, to wcześnij skończył by studia itp.
            to była byś z takim facetem??
            Mój kochanek był bardzo cierpliwy, utrzymywał to
            za wszelką cenę, swoim kosztem. On się starał, dbał
            o dom. Ta kobieta ma tak naprawdę problemy ze sobą.
            Znam ją na tyle, że mogę tak powiedzieć i to nie tylko
            z opowiadań. Za czasów kiedy byliśmy tylko przyjaciółmi
            często wyciągaliśmy ją prawie na siłę do baru,
            by się zrelaksowała odprężyła, zabawiła, ale ona
            nie potrafiła!! On nie chce jej skrzywdzić, bo jest
            delikatnym facetem, ale nie może zrezygnować ze swojego
            szczęścia, bo razem czujemy się szczęśliwi!

            Ona nie potrafi okazywać emocji, więc tak naprawdę to
            nie wiemy czy ją to zabolało, nie uroniła łezki,
            zachowała swój wyraz twarzy. Wątpie by ona poczuła
            się jak szmata. Nie było awantury.

            Ja znam swoją wartość więc nie próbuj mi udowodnić
            że jestem "nie mądra" BO MNIE NIE ZNASZ!!! Najwidoczniej
            to Ty jesteś głupiutką naiwniarą, bo wierzysz
            w nierozerwalność związku małżeńskiego, a to
            głupota w tych czasach! Owszem są związki, które
            potrafią przetrwać wszystko i są całe życie ze
            sobą szczęśliwi, ale są to związki w których starają
            się obie strony, a nie tylko jedna, bo cierpliwość
            zawsze się kiedyś skończy!!

            Życze Ci kici10, by Twój idealizm nie legł w gruzach
            i byś nie musiała się przekonywać jak to wspaniale
            być ciągle odtrącanym!

            Ja wierze w swój związek i wiem, że będzie dobrze, bo
            udało mi się poznać mojego partnera z tych najlepszych
            i na najgorszych stron, ale dopasowanie polega u nas
            na tym, że potrafimy razem cieszyć się dobrymi chwilami
            i razem rozwiązywać problemy. I to jest dobre w moim
            związku!

            A i jeszcze myśle, że miłość również może usprawiedliwić
            zabójstwo, bo jeśli ktoś np. chciałby zabić kogoś mi
            bliskiego, to nie powstrzymała bym się zrobić takiej
            osobie krzywde!
            • kici10 Re: jestem kochnką 19.03.06, 12:46
              To znany mechanizm psychologiczny. Pojawia się kochanka i okazuje się, że
              małżeństwo było do dupy. Przyczyna i skutek. Czyli co było pierwsze jajko, czy
              kura. Jest sobie małżeństwo od 20 lat. Facet masuje żonie stopy, przynosi
              śniadania do łóżeczka. Oczywiście to wszystko dlatego, że jej nie kocha, ani
              nawet nie lubi. Ot taki masochista. I nagle ma dość swojego masochizmu i
              znajduje sobie kochankę. Jest usprawiedliwiony, bo ngdy nie kochał tej swojej
              żony, zreszta ona go nigdy tak naprawdę nie chciała. Więc teraz zrobi zadość
              jej i swoim życzeniom. I wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie.
              Albo odwrotnie. Jest sobie małżeństwo od 20 lat. Facet kocha żonę, masuje jej
              stopy, przynosi śniadania do łóżeczka. Pojawia się młoda pupka , która ma
              apetyt na faceta. Zastawia sidła. Jeśli jeszcze napotyka na jeden z kryzysów w
              małżeństwie, to ma sytuację ułatwioną. I tym sposobem wywołuje potężniejszy
              kryzys w małżeństwie, ponieważ partner nie jest już zainteresowany wychodzeniem
              z kryzysu. A w pojedynkę się nie da. Jego energia już ma inne ujście.
              Wierzę nie tyle w nierozerwalność związków, co w nierozerwalność rodziny.
              Rodzina to jest to na czym bazuje wspólczesna cywilizacja. I tak naprawdę nie
              chodzi o zaspokajanie takich czy siakich zachcianek, jak się niektórym wydaje,
              tylko o wychowanie możliwie jak najlepszego potomstwa. Na tym polega rozwój
              cywilizacji. Natomiast co sądzi o tym wszystkim żona, to nie Tobie o tym mówić.
              Nie masz o tym najmniejszego pojęcia, chociaż wydaje Ci się, że wszystkie
              rozumy pozjadałaś. Twój młody wiek może tłumaczyć brak doświadczenia, nie
              tłumaczy jednak arogancji i ignorancji. Osobiście nie sądzę, że długo z Tobą
              wytrzyma, ale mogę się mylić. Jednak Ty nie zdajesz też sobie sprawy z jakimi
              problemami będziesz musiała się zmierzyć. Po pierwsze z ostracyzmem społecznym.
              Po drugie z nienawiścią jego dzieci. Po trzecie będziesz musiała wytrzymać
              ciągłe porównywanie z żoną. Po czwarte będziesz musiała znieść jego spotkania z
              żoną w sprawie ich dzieci. Po piąte będziesz musiała znosić wizyty jego dzieci,
              które Ciebie nie lubią i nie polubią. Po szóste za parę lat jego libido będzie
              systematycznie słabło, zaś Twoje rosło. Będziesz więc chodzić ciągle niedo....
              Aż w końcu puścisz go kantem, tak jak on teraz. Historia kołem sie toczy i nie
              znosi próżni. To są Twoje koszty, których teraz nie przyjmujesz do wiadomości.
              A wszystkich, którzy piszą nie po Twojej myśli oskarżasz o brak rozumu i
              zazdrość. Wisi mi Twoje życie. Być może jestem idealistką. A któż by nie
              chciał, żeby jego partner był uczciwy, wierny. Czy myślisz, że każdy poszukuje
              dla siebie oszusta. Zreszta świat dźwigająna swoich barkach idealiści. To oni
              mają największy wkład w rozwój cywilizacji. Bowiem robią coś dla innych. W
              przeciwnym razie dalej siedzielibyśmy na drzewach. Co prawda niektórzy z nich
              nigdy nie zeszli.
              • zagubiona.w.swiecie Re: jestem kochnką 19.03.06, 13:10
                Nie będę z Tobą dyskutować, bo ani Ty nigdy nie
                zrozumiesz mnie, ani ja Ciebie. Jeśli człowiek,
                który całe życie się stara i w końcu zauważa że
                związek może być dla niego lepszy, że wcale nie
                musi być tak że on o wszystko zabiega, że u drugiej
                osoby można znaleść miłość i zrozumienie chce postawić
                w końcu na swoje szczęście jest masochistą dla Ciebie
                to naprawdę nie ma sensu ta rozmowa. Myśl sobie co
                chcesz.
              • goscinnie_ino Re: jestem kochnką 19.03.06, 13:14
                wiecie co. juz sama nie wiem, czy mnie to przeraża czy śmieszy!!!

                na ile problem kochanek dotyka całe społeczeństwo świadczy ilośc postów w tym
                wątku. niby nic nas to nie obchodzi, ale dyskusja rozbujała się na dobre. temat
                o tyle mi bliski, że sama spotykam się z żonatym i wcale nie traktuję tego
                tak "płytko', jak większość wypowiadających się. moja historia jest trochę inna
                niż "zagubionej", bo ja wiem, że mój facet od rodziny nie odejdzie (ło Jezusku,
                już sobie wyobrażam Waszą reakcję :-)))). no, ale mnniejsza z tym. im (zdaje
                się), zaczyna się układać. okazuje się, że można być szczęśliwym kochając
                żonatego faceta, okazuje się, ze czasami on odchodzi od żony i zaczyna sobie
                układać życie z inną kobietą. wmawiacie dziewczynie, że jest naiwną, głupiutką
                siksą, że "omotała" gościa i dlatego zostawił żonę! no proszę Was - z tego co
                się zdążyłam zorientować to ich związek nie trwa miesiąc, tylko bite dwa lata.
                moim skromnym zdaniem, gdyby to było zwykłe "motanie" czy zabawa już dawmo by
                się i jednemu i drugiemu znudziło. tak ciężko Wam przyjąć do wiadomości, że oni
                się po prostu kochają???!!! no tak, ale przed nimi czarne chmury, sama rozpacz,
                droga przez mękę i zero radości!!!
                ciekawa tylko jestem skąd Wy wiecie, jak się ich życie poukłada? skąd pewność,
                że to juz koniec cudownych chwil i od tej pory czekają ich same przykrości? nie
                mogę zrozumieć, skąd w ludziach bierze się zdolnośc do reżyserowania czyjegoś
                życia, skąd pewne recepty na cudze szczęścia, skąd w głowach pewne scenariusze
                na obce losy? chciałabym, naprawdę chciałabym tak umieć. szkoda tylko, że tak
                rzadko potraficie odszukać recepty na własne szczęście! może tym należałoby się
                w końcu zająć, zamiast bajania (z pewnym tragikońcem) na temat losów
                szczęśliwych kochanków?!

                trzymaj się zagubiona - zapewne będą dobre i złe chwile, ale wierzę, że sobie
                poradzicie :-)
                • zagubiona.w.swiecie Re: jestem kochnką 19.03.06, 13:31
                  Ino w Tobie siła! Cieszę się, że Cię znalazłam!!
                  Wracam do "Nas"!
                • anula36 Re: jestem kochnką 19.03.06, 13:38
                  po prostu temat jest goracy i budzi emocje.
                  U mezatek strach ze w niby niezle funkcjonujacym malzenstwie ( sniadanka,
                  msazyki)partner moglby niecnie oszukiwac LATAMI majac kogos na boku - szczerze
                  mowiac mnie tez to lekko przeraza ( teoretycznie z braku meza) i jako ta
                  trzecia popadlabym chyba w ewentualnym zwaizku z kochankiem w manie
                  podejrzliwosci, skoro tak dobrze potrafi rozdzielic to co robi w domu a poza
                  nim.
                  Wiekszosc wolnych kobiet tez jakies tam doswiadczenia z zonatymi maja, tym
                  bardziej ze kazdy z nich najczesciej slodki jak sezamek:)Wiekszosc nei wyszla z
                  nich usatysfakcjonowana.

                  Mysle ze nie da sie az tak wywazyc opinii ktore kims poruszaja do glebi.Trudno
                  tez sympatyzowac z potencjalna rywalka,takze z toba - nie ma 100% pewnosci ze
                  np facet z ktorym sie spotykasz nie jest mezem ktorejs z kobitek na forum;)


                • maheda Re: jestem kochnką 19.03.06, 16:57
                  Nie wiem, czy Cię przeraża, czy śmieszy - mnie ani jedno, ani drugie.
                  Różnie ludzie układają sobie życie i różnie potem wszystko wygląda - to na
                  szczęście mnie bezpośrednio nie dotyczy.

                  Mnie w tym całym wątku uderzył natomiast fakt całkowicie bezrefleksyjnego
                  podejścia do życia, bez próby zdystansowania się do wszystkiego i bodaj
                  najmniejszej próby spojrzenia na wszystko z boku.

                  Może być tak, że facet po kilku miesiącach mieszkania u zagubionej - z
                  podkulonym ogonem wróci do żony. Może być, że stwierdzi, że życie bez bab jest
                  najlepszym wyjściem z całej sytuacji. Może być, że będzie żył z Zagubioną
                  szczęśliwie. Póki co, dyplom z wróżkologii daleko przede mną i nie jestem w
                  stanie oceniać ich przyszłości ani nawet możliwości - bo nie znam ich.

                  Na usta raczej ciśnie mi się wiele pytań. Jeśli ktoś pytania traktuje jako atak
                  na siebie i kogoś jeszcze - to już nie moja wina, prawda?
                  Pytając, czy ktoś zdaje sobie sprawę z tego, że wypadki mogą się potoczyć po
                  prostu RÓŻNIE - nie oceniam!

                  Trochę mi żal tej dziewczyny, bo mimo wszystko uważam, że nie wie, w co się
                  pcha - a to dlatego, że jeśli ktoś jest nieuczciwy względem jednej kobiety -
                  tylko kwestią czasu jest nieuczciwość względem kolejnej.
                  Ten cały gość mi się nie podoba - bo jak można wyprowadzając się do kochanki -
                  nie powidzieć o tym żonie?! Czy wg niego (darujcie małą literę) lepiej będzie,
                  jeśli żona dowie się o romansie męża od koleżanek? Przypadkiem? Kiedyś - w
                  bardziej stosownej (o ile to możliwe) chwili? Uważam, że - będąc dorosłym i
                  odpowiedzialnym mężczyzną (a za takiego chyba chce uchodzić?) - powinno się
                  najpierw zakończyć jedną sprawę, a dopiero potem zaczynać drugą, bo jest to
                  zwyczajnie uczciwsze względem obydwu kobiet.
                  • kici10 Re: jestem kochnką 19.03.06, 17:20
                    Odpowiedniejsza chwila będzie wtedy kiedy jego przy tym nie będzie. To
                    zwyczajny tchórz
                    • petra77 Re: jestem kochnką 20.03.06, 10:46
                      Hmmm... a jeszcze niedawno twierdził, że nie opuści żony. Coś mi się wydaje, że
                      po prostu naczytał się, co o nim wypisują ludzie na forum i uniósł się honorem.
                      Postanowił udowodnić, że aż takim dupkiem to nie jest. Jeśli tym się kierował w
                      swojej decyzji, to faktycznie - strasznie niedojrzały chłopczyk. Pasują do
                      siebie jak ulał! A kto powiedział , że głupi nie mogą być szczęśliwi??? Wręcz
                      przeciwnie- z moich obserwacji wynika, że im kto głupszy, tym bardziej z siebie
                      i życia zadowolony. Jestem pewna, że będą razem bardzo szczęśliwi...
                      • woman-in-love Re: jestem kochnką 20.03.06, 19:08
                        też mi przyszło do głowy, że może przejął się ostrymi wypowiedziami na forum.
                        Ale czy to żle? Dlaczego tak ziejesz złościa Petra?
                        • zoe3 Re: jestem kochnką 21.03.06, 10:43
                          a ja uwazam, ze przestrzeganie zagubionej jest bez sensu...ona niczego nie
                          zrozumie...bo niechce...ona faktycznie szuka potwierdzenia...i wystarczy, ze
                          znajdzie chociaz jedna wypowiedz na swoj plus...bedzie brnela dalej...
                          kiedy zrozzumie?....jak sama dostanie w d...e...jak sama zalozy zwiazek i karma
                          wroci.., kiedy wlasny maz dopusci sie zdrady...dlaczego?...bo ona byla
                          zimna...zla...a zupa za slona....tylko szkloda tego czasu i ludzi po drodze...
                          • woman-in-love Re: jestem kochnką 21.03.06, 10:55
                            nie zazdroszczę Zagubionej, przeciwnie - uważam, że Miłości nigdy za wiele.
                            Szkoda, ze zyjemy w kulturze, w której Miłośc jest traktowana jak przestępstwo.
                            Tymbardziej, że Miłośc ( jak Śmierć) nie wybiera... Zyczę jak najlepiej Jej i
                            Jemu. Czy zwrot męzczyzny okaże się trwały - czas pokaże...A żona? Odzyskała
                            dar bezcenny - WOLNOŚĆ!
                            • zoe3 Re: jestem kochnką 21.03.06, 11:01
                              a kto tu w ogole i komu zle zyczy, czy zazdrosci??

                              women masz racje...co do zony....bo jesli facet jest Piotrusiem...Misiaczkiem,
                              to faktycznie lepiej niech juz bedzie wolna...
                              • zoe3 zagubiona 21.03.06, 11:09
                                odnajdz sie dziewcze...czem predzej...
                            • taka_laska Woman 21.03.06, 12:01
                              " żyjemy w kulturze", w której ZDRADA, pożądanie mylone są z miłością. O jakiej
                              miłości mozna mówić, kiedy facet pokryjomu, kłamiąc i oszukując, spotyka się z
                              kochanką i to przewaznie na seks?
                              "Zwrot mężczyzny okaze się trwały"- a co to za stylistyka?
                              Jedno jest pewne, ze facet ma jeden "trwały wektor" skierowany na młodsze,
                              cudze panienki.
                              • to.ja.kas Re: Woman 21.03.06, 13:12
                                taka_laska napisała:

                                > " żyjemy w kulturze", w której ZDRADA, pożądanie mylone są z miłością. O
                                jakiej
                                >
                                > miłości mozna mówić, kiedy facet pokryjomu, kłamiąc i oszukując, spotyka się
                                z
                                > kochanką i to przewaznie na seks?

                                Lubimy generalizować, cooo??? :-))))
                                Mój też tylko dlatego odszedł od zony by sie ze mna sexic??? Po co??? I tak
                                miał sex, odchodzic nie musiał? Nie prosiłam.
                                Tak trudno przyjąć, że można pokochać kogoś innego poza własnym małzonkiem?
                                Zwłaszcza jak w małżeństwie sie nie układa????
                                Najpierw piszą żony, że jak facet się zakocha to jak jest uczciwy to powinien
                                odejść, a jak juz odejdzie to ona zdzira on palant. Czego Wy więc chcecie?
                                Ja tam trzymam kciuki. I nie dlatego, że też mam faceta "Z odzysku", tylko
                                dlatego, że za miłość zawsze trzymam kciuki.
                                • maheda Re: Woman 21.03.06, 18:32
                                  Ciekawe, czy to samo byś napisała, gdyby to od Ciebie odchodził mąż po
                                  kilku(nastu) latach małżeństwa i mielibyście przynajmniej jedno dziecko.
                                  Czy jesteś pewna, że trzymałabyś kciuki za jego nową miłość?
                            • petra77 Re: jestem kochnką 21.03.06, 18:10
                              O Boże, prawie się wzruszylam... z zagubionej zrobilaś niemal męczennicę. Chyba
                              Ci się coś w glowie poprzestawiało!!! Halo, otrzeźwiej kobieto, a co z 6 i 9
                              przykazaniem? Chyba zostały ustanowione przez Kogoś , dla Kogo MIŁOŚĆ właśnie
                              była najważniejsza. Ale Ty pewnie wiesz lepiej...
                              > Szkoda, ze zyjemy w kulturze, w której Miłośc jest traktowana jak
                              przestępstwo- co to za banialuki jakieś? Ble, ble, ble- tyle mniej więcej
                              powiedziałaś.
                              I jeszcze jedno:...A żona? Odzyskała
                              > dar bezcenny - WOLNOŚĆ!
                              chciałabyś otrzymać taki dar? Wątpię... Co za brednia!
    • maheda Zagubiona - przeczytaj post Sharon5 /bt 21.03.06, 13:46
      .
      • movisz Re: Zagubiona - przeczytaj post Sharon5 /bt 23.03.06, 00:26
        Jest duza szansa wlasnie na taka sytuacje u Zagubionej. Z takim bagazem jaki on
        wnosi do tego zwiazku to kontakty z dziecmi i zona beda nieuniknione a jako ze
        ona jest mloda to nie bedzie miala wystarczajaco doswiadczenia i sily by jego
        przeszlosci stawic czola. Jest duze prawdopodobienstwo ze tak jak teraz on po
        wyjsciu z lozka od zony dzwoni w tajemnicy do kochanki to pozniej bedzie
        dzwonil do zony by omowic sprawy dotyczace dzieci. Na wszelkie uroczystosci
        rodzinne dotyczace jego dzieci prawdopodobnie nie bedzie zabieral kochanki bo
        dzieci nie beda sobie tego zyczyly, i tak dalej. Niekonczace sie problemy,
        balagan i upokorzenia.
        Z moich obserwacji takie kochanki ktore maja mezow z odzysku maja chorobe
        zawodowa jaka jest wieczna zazdosc i brak zaufania do meza. W koncu sa
        najlepszym tego przykladem ze ufac mezowi nie mozna.
        Co do jego zony to przypuszczalnie jako ladna kobieta i z pozycja nie bedzie
        dlugo cieszyla sie wolnoscia wiec mala strata dla niej.
        Zagubiona, nie bez powodu tak sie sama nazwalas. Ty wiesz ze bladzisz i czujesz
        ze jest wiele rzeczy nie tak jak powinny byc ale nie masz sily tego przerwac.
        Twoja sprawa. My tylko cie przestrzegamy przed tym o czym ty nie masz pojecia.
        Procz tego zauwaz ze zachowujesz sie jak jego adwokatka. Tlumaczysz jego
        postepowanie i usprawiedliwiasz. Czy nie bierzesz na swoje barki za duzo jako
        tak mloda osoba? To mezczyzna ma byc wsparciem kobiety a jak na razie to ty
        jestes jego podpora.
        Kiedys bedziesz sie z tego smiala. Gwarantuje ci to.

        Najlepszym zakonczeniem historii wg mnie byloby jakby zona szybko sie
        pocieszyla przystojnym dojrzalym mezczyzna, ty skonczyla byc opiekuncza dla
        niego i zaczela wreszcie wymagac a w konsekwencji poznala jakiegos madrego
        25latka a niewierny maz zostal z palcem w nocniku stukajac sie w glowe co sobie
        narobil.

        Ciekawa jestem jak bedziesz sie czula i co przejdzie ci przez glowe jak byscie
        brali slub a urzednik powie:.....na dobre i na zle....?

        Ale wkolo jest wesolo
        • lider_60 Re: Zagubiona - przeczytaj post Sharon5 /bt 23.03.06, 14:20
          Movisz,wiesz, Ty chyba zbyt wiele czasu poświęcasz na ogladanie seriali albo
          tkwisz jedną nogą w baśnowym świecie fikcji, życie pisze takie scenariusze, że
          najzdolniejszy scenarzysta odpada w przedbiegach.
          Żona pocieszyłaby się Księciem z bajki, zagubiona księżniczka wyszłaby za
          bogatego króla, a okrutnemu wilkowi rozpruliby brzuszysko.
          Poza tym skąd twierdzenie, ze drugiemu mężowi nie można zaufać, cóż za
          infatylizm myślowy.
          • tomek_abc Re: Zagubiona - przeczytaj post Sharon5 /bt 23.03.06, 14:48
            czy nie macie jeszcze dość tematu
            "młodej asystentki, oddanej (nie tylko sercem) swojemu szefowi" ?
            temat jak z tandetnej telenoweli
            • zagubiona.w.swiecie Dzięki... 24.03.06, 09:11
              Naprawdę dziekuje Wam wszystkim za rady i mówie to szczerze.
              Narazie myśle że będzie wszystko dobrze, przynajmniej ja
              postaram się o to! Rozumiem, że może nam się nie układać,
              bo w końcu jest facetem z bagażem doświadczeń, ale kocham
              go i chce mu pomóc uporać się z problemami.

              Jeśli się nie uda to trudno, ale wole żyć ze świadomością, że
              się nie udało, ale spróbowaliśmy, a nie co by było gdyby...
              Takie gdybanie chyba jest najgorsze.

              Jego żona się o mnie nie dowie jeszcze do końca tego miesiąca,
              bo ja chciała bym zachować prace (od kwietnia przenoszą mnie do
              innego biura), jeśli dowiedziała by się wcześniej to jestem pewna
              że załatwiła by mi raczej zwolenienie a nie przenisienie.

              Jeśli chodzi o jego rodzine to tylko córka zareagowała histerią
              na odejście ojca, syn nie dał nic po sobie poznać, a co
              do żony to zaczynamy się poważnie zastanawiać czy ona oby
              przypadkiem kogoś też nie ma, bo chodzi uśmiechnięta. Albo to
              tylko próba zachowania pozorów. Kto ją tam wie...

              Z tego co porozmawiali to ona z rozwodem nie będzie robiła
              mu problemów, postawiła tylko jasno warunki co zostaje jej
              a co on może zabrac. no i zacznie się. Mam nadzieje że skończy
              się ugodowo tak jak się zaczyna..

              Pozdrawiam jeszcze raz wszystkich forumowiczów i dzieki za rady
              wszystko dokładnie przeczytałam i choć z niektórymi poglądami
              się nie zgadzam to bardzo szanuje Wasze zdanie. Proszę Was tylko
              na przyszłość. Unikajcie sądzenia ludzi po pozorach czy stereotypach.

              PA PA :)))
            • taka_laska Mamy dość!! 24.03.06, 09:33
              tomek_abc napisał:
              > czy nie macie jeszcze dość tematu
              > "młodej asystentki, oddanej (nie tylko sercem) swojemu szefowi" ?
              > temat jak z tandetnej telenoweli


              Temat rzeczywiście tandetny i problem banalny, tak jak przebieg opisanego
              powyzej romansu biurowego . I zakończenie rownież będzie prozaiczne.
              • petar2 Re: Mamy dość!! 24.03.06, 10:30
                > Temat rzeczywiście tandetny i problem banalny, tak jak przebieg opisanego
                > powyzej romansu biurowego . I zakończenie rownież będzie prozaiczne.

                Temat tandetny?
                Problem banalny?
                To dlaczego tyle wypowiedzi, wątek największy od tygodni a może w ogóle na
                forum (poza wątkami typu hydepark)?
                Dlaczego deprecjonujesz tylu wypowiadających się? Wszyscy na tyle
                nierozgarnięci, że 3 tygodnie wypowiadali się z dużym zaangażowaniem
                emocjonalnym na temat tak tandetny i banalny?
                A może to ostatnia próba zdewauowania Zagubionej bo dziewczyna nie poddała się
                niewyszukanym atakom i praniu mózgu?
                A może rozczarowanie, że historia zakończy się nie tak jak w wieszczonych co
                chwila złowrogich prognozach?

                Opisana historia nie jest oryginalna. Popularność zdobyła dlatego, że
                większości posłużyła jako tablica ogłoszeń do wyrażenia własnych emocji,
                oburzenia i irytacji, językiem często bardzo niewybrednym. Większość jednak
                udawała, że robi to dla dobra Zagubionej. Jedynie Kici była w tym przypadku
                szczera bo kilkakrotnie stwierdziła, że nic Ją los Zagubionej nie obchodzi.

                Ciekawy jest rozdźwięk etyczny atakujących: powołują się cały czas na aspekt
                moralny - brak uczciwości w tej historii a sami posługują się moralnie
                nagannymi metodami: obrażanie, przeinaczanie, nadinterpretacja lub wymyślanie
                faktów, czarnowidztwo itd.

                Ciekawsze więc jest spojrzenie na wątek z perspektywy nie tyle historii
                Zagubionej (gratuluję dzielnej postawy) co atakujących i sposobu w jaki to
                robią.
                • taka_laska Re: Mamy dość!! 24.03.06, 10:55
                  romans, jak każda tandeta przyciąga i kusi,a co najwazniejsze dostarcza emocji..
                  Jak statystyki podają większość tego typu przygod nie konczy się szczęsliwie
                  dla kochanków.
                  I w tym opisanym przypadku będzie podobnie , mimo tego, ze zagubiona próbuje
                  nam wmówić coś przeciwnego.
                  Faceci tak sami z siebie nie odchodzą z domu rodzinnego, trzeba ich najpierw
                  postawić pod scianą i bardzo mocno do niej przycisnąć , a i tak większość
                  wywinie się z pułapki , jak piskorz.
                  • petar2 Re: Mamy dość!! 24.03.06, 11:24
                    >romans, jak każda tandeta przyciąga i kusi,a co najwazniejsze dostarcza emocji.
                    > Jak statystyki podają większość tego typu przygod nie konczy się szczęsliwie
                    > dla kochanków.

                    Co to znaczy "nie konczy się szczęsliwie dla kochanków"?
                    Jakie statystyki?
                    Ja mam wręcz przeciwne obserwacje, większość romansów kończy się bez żadnych
                    reperkusji.

                    • taka_laska Re: Mamy dość!! 24.03.06, 13:25
                      Romanse zawsze kończą się jakimiś reperkusjami, chyba ze oboje kochanków doszło
                      do wspólnego wniosku, zeby ten kicz zakonczyć i wstydu sobie oszczędzić.
                      • woman-in-love Re: Mamy dość!! 24.03.06, 13:34
                        laska przestań juz przesadzasz. Jeśli nie masz nic do powiedzenia nie odzywaj
                        sie po prostu.
                        • taka_laska Re: Mamy dość!! 24.03.06, 16:09
                          masz racje woman, w tej dziedzinie mało mam do powiedzenia, w przeciwieństwie
                          do ciebie....DDDDD
                • movisz Do Petra2 25.03.06, 02:29
                  Opisana historia nie jest oryginalna. Popularność zdobyła dlatego, że
                  > większości posłużyła jako tablica ogłoszeń do wyrażenia własnych emocji,
                  > oburzenia i irytacji, językiem często bardzo niewybrednym. Większość jednak
                  > udawała, że robi to dla dobra Zagubionej.

                  Stawiam protest. Nie tylko Kici los Zagubionej byl obojetny. Mnie takze.
                  Jedynie szkoda mi bylo zony i dzieci ktorym przez swoj egoizm niszcza jakas
                  czesc zycia. Sama wspomniala ze corka jego wpadla w histerie. Syn tego nie
                  okaze bo stara sie zachowac po mesku. Zona dopiero za miesiac dowie sie ze byla
                  oszukiwana przez dwa lata i pewnie tez dodatkowo to przezyje. To byli jedyni
                  ludzie ktorych los mnie obchodzil.
                  Zagubiona i jej oblubieniec nigdy nie beda calkowicie szczesliwi ze soba bo po
                  pierwsze nie zbuduje sie swojego szczescia na czyims nieszczesciu i to jest
                  fakt a nie tylko powiedzenie a po drugie zlo wyrzadzone drugiemu wraca. I to
                  tez jest fakt a nie tylko powiedzenie. Takze to tylko kwestia czasu.
                  Postaw sie w sytuacji tych nawet juz doroslych dzieci, ktore nigdy juz nie beda
                  spedzac swiat i innych uroczystosci w takiej atmosferze i razem z rodzicami tak
                  jak to bylo przez ponad 20 lat. I ty uwazasz to za rzecz niewarta wspomnienia?
                  Oczywiscie tylko gdybamy ale moze gdyby usunela sie we wlasciwym momencie z
                  tego trojkata to malzenstwo i szczesliwy dom istnialby nadal.
                  Wydaje mi sie ze nalezy sie nad tym zastanowic.



                  >
                  > Ciekawsze więc jest spojrzenie na wątek z perspektywy nie tyle historii
                  > Zagubionej (gratuluję dzielnej postawy) co atakujących i sposobu w jaki to
                  > robią.

                  Chcialam takze sprostowac ze nie zamierzalam atakowac Zagubionej, jedynie
                  probowalismy uzmyslowic jej ze to co robi ona i jej ukochany nie jest w
                  porzadku bo krzywdza innych. A krzywdzenie innych jest zle. I chyba sie ze mna
                  zgodzisz?
                  Ale gratulowanie jej dzielnej postawy to juz zakrawa na zart.

                  I rzeczywiscie trzeba juz zamknac ten watek bo to juz nic nowego nie wniesie.
                  Niech sobie zyja dlugo i szczesliwie, plodza dzieci, rozwodza, zdradzaja,
                  wracaja i mnoza balagan panujacy na tym swiecie a co najwazniejsze niech
                  wychowuja swoje dzieci w przekonaniu ze nie wazne jaka krzywde zrobisz
                  blizniemu byle tobie bylo dobrze.
                  • maheda amen 25.03.06, 11:16
                    :)
    • emilkab2 Re: jestem kochnką 18.09.06, 08:55
      Uciekaj od niego jak najszybciej.
      To jest pseudozwiązek na karierę a nie na miłość.
      Za chwilę będziesz najbardziej nieszczęśliwą dziewczyną na świecie.
      • maja5952 Re: jestem kochnką 18.09.06, 11:04
        Emilkab2: Zagubiona odzywała się ostatnio w marcu :-) I nie sądzę aby od niego
        uciekła, chociaż moja rada byłaby dokładnie taka sama.
        Swoją drogą jestem ciekawa jak się ułożyło jej życie..
    • kornelia80 masz szczęscie!!! 18.09.06, 23:51
      Nawet jeśli On ma żonę, nawet jeśli Ona to Jego wielka miłość (przynajmnije
      kiedys Nią była) to i tak masz szczescie:/ Ja też spotykam się z żonatym
      mężczyzna tyle tylko,ze.... ja poprostu wiem,że dla Niego jestem tylko zabawką.
      Że sięga po mnie tylko gdy ma na to ochote, a potem odstawia i nie odzywa sie
      przez tydzień. Oczywiscie nigdy sie do tego nie przyzna, zawsze "ma mnóstwo
      praca" Nie ma czasu"... a ja?? Nie potrafie skonczyc:/ Sama widze,że coraz
      większym uczuciem Go daze choc sama nie wiem czemu i coraz trudniej powiedzieć
      mi "koniec"... Nie, nie jestem naiwna, nie łudze się, że powie,ze mnie kocha, że
      zostawi żone, ze jestem jedyna... ale co mogę zrobic??
      Pomogłoby gdyby On przyznał sie do tego, ze nic do mnie nie czuje, ale nie chce
      tego zrobić ciagle przekonuje mnie, ze nie mam racji... i nie potrafie
      skończyć:( to jest dopiero beznadziejna sytuacja... a ja juz zdążyłam porzucic
      dla niego wszystko, całe życie, wszystko na co latami pracowałam:/
      • agula_301 Re: masz szczęscie!!! 21.09.06, 16:40
        jak ja cie doskonale rozumiem. Tez spotykam sie z zonatym mężczyzna i czekam na
        telefon by moc przez chwile sie z nim spotkac. Wtedy jest cudownie ale jak tylko
        sie rostajemy czuje sie strasznie. Zdaje sobie sprawe z tego ze jestem
        wykorzystywana ale nie potrafie powiedziec koniec
        • maja5952 Re: masz szczęscie!!! 22.09.06, 10:31
          Oj dziewczyny, a ja was wcale nie rozumiem. Poświęcać się i upokarzać dla
          faceta, który i tak ma to w ... . Trochę samokontroli i niezależności.
          Najłatwiej tłumaczyć wszystko miłością. Tylko, że co to za miłość..
          • yoric Czekamy na wiadomości :) 23.09.06, 00:31
            Jak tam rozwój sytuacji? :)

            Swoją drogą to już nie wiem, kto ma wieksze powodzenie: obcokrajowcy, czy żonaci :).
            Pozdrawiam
            • yoric Re: Czekamy na wiadomości :) 30.09.06, 01:54
              No nie ma to jak ktoś w 200-wpisowy wątek wp... odpowiedź gdzieś po środku...
              • kasia_ruchasia Re: Czekamy na wiadomości :) 30.09.06, 19:59
                życzę Ci abyś zrobiła mu to samo co on swojej żonie Głupia idiotka z ciebie Nie
                wiadomo czy smiać sie czy płakać
                Ps. tez byłam kochanką zonatego faceta i uwierz- nie warto! Krzywdzisz siebie
                już pomijając jego zone nawet nie chce mis ie czytać tych dennych wypocin w
                stylu z jedną parą skarpet ale mój. Znudzi mu się ale oby prędzej tobie bo taki
                facet to zawsze pchła szchrajka hahaha dobre sniadanie do łóżka i takie tam
                masowanie stópek Niezła ściema zeby wyrwać chetną. Razi mnie twoja naiwnosć ale
                chcę zeby ktoś kto kłamie w żywe oczy zapłacił za kłamstwo przed samym sobą,
                sumieniem i Bogiem o ile jest wierzacy.W tym życiu! Los jest przewrotny
                pamiętaj o tym...
    • tonekmail Re: jestem kochnką 01.10.06, 07:50
      Każdy powinien walczyć o swoje. Gdyby związek tego Pana był udany na pewno nie
      zostalibyście kochankami. Nie rób nic na siłę ale porozmawiaj z nim jak widzi
      wasze dalsze życie. Czy zakłada, że kiedyś odejdzie od żony czy z jakiś powodów
      nigdy. Jeżeli jejst szansa, że możecie stać się oficjalnie parą to dąż do tego i
      nie zwarzaj na ludzi, na to co będą mówić. A jeżeli on nie zostawi żony to
      musisz wtedy sama zdecydować czy tkwić w takim związku dalej czy nie, ale w tym
      ptzypadku nikt ci nie pomoże i ne udzieli dobrej rady.
      Nie patrz na innych tyko bierz szczęście nawet na chwilę, jak masz okazję.
      Czasami warto za coś takiego nawet słono zapłacić.
      • kici10 Re: jestem kochnką 01.10.06, 09:35
        Czasami może być bardzo udany związek, ale ludźmi zaczyna kierować pycha. Woda
        sodowa uderza do głowy. Skoro mam kasę, to mogę sobie pozwolić na młodą laskę,
        albo trzy. Skoro jestem urodziwa to zasługuję na kogoś lepszego. Itd., itp. A
        potem dostajemy lekcję pokory. Czyżby autorka właśnie odbierała swoją lekcję,
        skoro nie pisze?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka