Dodaj do ulubionych

droga żono...

12.04.06, 10:22
Kiedy poznaliśmy się oboje byliśmy piękni, zadbani i eleganccy.
Nasz seks przypominał sceny najbardziej namietnych filmów, żyliśmy jak w
bajce. Będąc ze sobą związani, mieszkając razem bez ślubu byliśmy szczęśliwi.
Słyszałem od Ciebie miłe słowa, które łechtały moją męską próżność. Mówiłaś o
tym jak mnie podziwiasz, jak cenisz za to o robię. Szeptałaś słowa kocham,
tuliłaś się i całowałaś. Przyszedł czas kłopotów, dużych i małych a my wciąż
razem wspólnie pokonywaliśmy przeszkody w domu zapominając o nich. Tak
przeleciało 3 lata naszego życia. Od początku obiecywaliśmy sobie szczerość.
Bardzo mi na tym zależało. Ja znając Twoje problemy rodzinne, Twoje smutne
dzieciństwo chciałem abyś czuła się bezpieczna u mnie. Nasze zabawy erotyczne
były wspaniałe. Wpadliśmy, fakt już zastanawialiśmy się nad dzieckiem, ale nie
ukrywajmy, że do ślubu pchnęło nas dziecko. Kochaliśmy się, dziecko
niespodziewane scementowało nas mocniej i czuliśmy potrzebę pobrania się.
Nastąpił czas wielkich zmian. Zabrakło nam pieniędzy - straciłas pracę.
Oszczędzaliśmy na wszystkim. Ty na ubraniach, ja też. Oprócz tego zaniedbałem
się. Przyzwyczajony byłem do dobrych ciuchów, dobrych kosmetyków. Skończyło
się to wszystko, nie stać mnie było na dentystę przez co ma ubytki w zębach.
Wciąż marzę o tym, że być może zaoszczędzę pieniądze i zrobię/naprawię zęby.
Wstydzę się uśmiechać do ludzi, dlatego jestem odbierany ostatnio jako ponury
człowiek, a wcale tak nie jest. Jestem poprostu smutny. Ty także siebie
zaniedbałaś. Wciąż mówiłaś mi żeby poszedł zrobić sobie zęby, ale przecież nie
miałęm pieniędzy, kazałaś mi iść do darmowego stomatologa z NFZ, ale ja nie
chcę mieć mostków. Ja chcę mieć ładne zęby zrobione w profesjonalny sposób.
Wiem, że naprawa kosztuje dużo (2000 zł). Czekam, bo powoli wychodzimy z
kłopotów finansowych i chcę na wakacje zrobić. Do pewnego momentu akceptowałaś
mój wygląd, mówiłaś, że doceniasz fakt, iż własnym zdrowiem oszczędzałem aby
tobie i dziecku dać jak najwięcej. Teraz gdy coraz częściej się kłócimy
zaczynasz śmiać się z mojego wyglądu. Oboje wiemy, że wystarczy mi m-ac
siłowni, wizyta u stomatologa i nowy ciuch abym znów wyglądał tak jak kiedyś.
Nic więcej mi nie brakuje. Przynajmniej ja tak myślałem. Ale okazało się, że
moja ułomność, którą znałaś akceptowałaś i podziwiałaś jak sobie z nią radzę
teraz stała się dla Ciebie męcząca. Nie potrafię zrozumieć jak możesz mieć
tyle jadu w sobie. Wiem przecież, że jestem "chory", ale czy to uprawnia
Ciebie do wypominania mi tego? Dlaczego nie widzisz tego tak jak kiedyś, że
pomimo mojej ułomności radzę sobie w życiu czasami lepiej niż normalni zdrowi
ludzie. Przecież Ty między innymi za to mnie kiedyś podziwiałaś! Sama mówiłaś
"nie wiem kim byś był będąc zdrowym, jak daleko byś zaszedł, ale boję się to
sobie wyobrazić." Gdy się poznaliśmy nie kochałem Cię, przeżywałem rozstanie z
kimś innym. Walczyłaś o mnie. I tą walką i oddaniem, swoją dobrocią zdobyłaś
mnie. Zakochałem się w Tobie. Było wspaniale, spełniałaś w łożku moje wszelkie
oczekiwania, czasem nawet mnie zaskakując.

PO ciąży była gruba, nie przeszkadzało mi to, ale jednocześnie starałem się
mobilizować Ciebie do odchudzania, rezygnując z własnych potrzeb inwestowałem
w Ciebie. Kupowaliśmy preparaty odchudzające, które chciałaś. Niektóre z nich
były drogie. Schudłaś, ale zaprzestałaś dalszego odchudzania. Zostało i 10 kg
nadwagi. Nie robisz z tym nic, a jednak wciąż jesteś dla mnie atrakcyjna.
Wciąż Ciebie kocham, a jednak mi odmawiasz seksu. Czujesz się na przemian
atrakcyjna i nie atrakcyjna. Gdy kupisz nowy ciuch czujesz się w nim super,
wtedy nawet seks jest między nami. Ostatnio szarpnęliśmy się na ryzykowny
krok. Postawiliśmy wszystko na jedną kartkę. POwoli zastanawiamy się czy nasza
inwestycja wypali i spełni nasze oczekiwania. Oboje jesteśmy nerwowi i źli, za
kłody jakie rzuca nam życie.

Już bardzo dawno temu nie kochaliśmy się. Odmawiałaś mi z różnych przyczyn.
Zaczęliśmy się mocno kłócić. Podnosisz na mnie rękę. Mam po wczorajszej kłotni
dwa duże siniaki, a ramieniu i pod sercem na zebrach. Ja nie podniosłem na
Ciebie ręki, Ty na mnie tak. Wypomniałaś mi z nienawiśćią moją ułomność.
Powiedziałaś mi, że mam dwie lewe ręce, powiedziałaś mi, że wstydzisz się
mojej ułomności. Ja nie byłem dłużny zarzuciłem Tobie, że jesteś gruba.
Zrobiłem to w akcie desperacji, bo nie mogłem już znieść poniżania.

Rozumiem, że w czasie kłotni ludzie mówią wiele, rzeczy które bolą.
Ale po kłotni chciałem się z Tobą pogodzić, za każdym razem biłaś mnie i
wyzywałaś każąć spier...ć. Powiedziałaś nawet, że jestem mięczak po przychodzę
i proszę o zgodę.

Powiedziałaś, żę inwestycję robiliśmy po to, żebyś mogła mnie w d..e kopnąć i
wygonić z domu.

Dziś rozmawiamy normalnie, ale to boli.
Obserwuj wątek
    • ak70 Re: droga żono... 12.04.06, 11:04
      Trzymaj się... kimkolwiek jestes i cokolwiek Cie dreczy... lepsze jutro
      naprawde istnieje, czasem trzeba po prostu dłużej poczekać...
    • drak02 Re: droga żono... 12.04.06, 11:36
      To chyba jakaś kryptoreklama stomatologiczna.

    • glamourous Re: droga żono... 12.04.06, 11:47
      O co chodzi z ta ulomnoscia??
      Czy masz na mysli ubytki w zebach?
      Jesli tak, to gruuuuuba przesada chyba nazywac to ulomnoscia...
    • aska372 Re: droga żono... 13.04.06, 20:59
      Pozdrawiam, udało się jesteś z powrotem. Mam nadzieje, że Twoja żona to przeczyta i spojrzy na życie z innej perspektywy.
    • pewna_kobieta Re: droga żono... 13.04.06, 23:34
      Ja autentycznie się popłakałam jak to czytałam. Moja gorzka refleksja - nie
      można być nigdy pewnym drugiego człowieka. Najlepiej ufać tylko sobie i kochać
      tylko siebie samego.
      • anula36 Re: droga żono... 13.04.06, 23:48
        no i podstawa to dbac o uzebienie...
        a tak serio kolejna "superowa" rodzinka- wyzwiska, awantury, dolowanie sie
        wzajemne- nic tylko gnac przed oltarz.
        • yvona73pol Re: droga żono... 14.04.06, 03:49

          mnie zastanawia, jak mozna stracic uzebienie w tak krotkim czasie.... jezeli
          sie stosuje paste i dba o higiene, to chyba trzeba wiecej niz rok-dwa (tak to
          zabrzmialo), no chyba ze ja nie wiem o jakiejs chorobie, albo no, zaniedbaniach
          poprzednich?...
          • gorycz_zycia Re: droga żono... 14.04.06, 07:05
            Witam

            Jakimś cudem wątek powrócił dziękuję.
            Tak yvona37 niestety tak się składa, że moja ułomność (niepełnosprawność) jest a
            raczej była chorobą, która do pewnyh sytuacji doprowadziła. Mój stan uzębienia a
            raczej kłopoty z nim związane są z przeprowadzonym leczeniem. Tak jak przy
            chemii wypadają włosy, tak przy leczeniu mojej choroby wypadają zęby. O ile stać
            człowieka na regularne wizyty o tyle zęby można ratować długo, ale i tak
            sytuacja jest beznadziejna. Stomatolodzy niestety też mogą co najwyżej łatać
            ubytki bądź wstawiać implanty.
            • dixia Re: droga żono... 14.04.06, 09:15
              Moim zdaniem w kwestii stomatologicznej powinieneś rozłożyć finansowanie
              leczenia na raty. Weź pożyczke na rok lub dwa i ja spłacaj. Skoro jesteś
              niepełnosprawny masz zapewne rentę na która dostaniesz kredyt a kwota 2tys zł
              nie powala na kolana żaden bank!!! I od tego własnie powinieneś zacząć!!! Nic
              tak nie odsuwa od siebie ludzi jak zaniedbania w wyglądzie!!!
              Kolejna sprawa to kwestia ubioru i markowych ciuchów. Każdy z nas lubi się
              ładnie ubrać w coś fajnego co jest dobrej jakości. Ja np często kupuję sobie
              rzeczy używane. Tak, tak - nie wstydzę się tego, że miałem Levi'sy z "lumpexu"
              za 20 zł a chodziłem w nich 5 lat... Naprawdę - wystarczy pomyśleć i poszukać...
              A po za tym? "miej serce i patrzaj w serce" - pamiętaj, że nawet po największej
              burzy przychodzi słońce!!! Z okazji Świąt Zmartwychwstania życzę Ci by i Twój
              związek się odnowił i właśnie zmartwychwstał! Alleluje Jezus Żyje!!!
              • gorycz_zycia Re: droga żono... 14.04.06, 09:51
                No cóż, tu przynajmniej mogę się pochwalić.

                Chociaż np. znajomi uważają, że jestem głupi. Nie mam renty, mam do niej
                prawo,ale nie chcę jej :) Odmówiłem przyjęcia renty. Są ludzie bardziej
                potrzebujący, a ja mało nie zarabiam. Teraz zainwestowaliśmy masę pieniędzy
                teraz i czekamy, na zyski. Dlatego kredyty odpadają. Ja wiem, że wygląd gra
                rolę. Ale cierpliwość też popłaca wg. mnie.

                • anula36 Re: droga żono... 14.04.06, 10:04
                  naprawde myslisz ze ta renta ktorej odmowiles wspomoze kogos biedniejszego? Bo
                  ja mysle ze po prostu kogos sprytniejszego.
                • dixia Re: droga żono... 14.04.06, 10:14
                  No własnie nie ma się czym chwalić... Dzięki tej rencie, która jest
                  nienaruszalna mógłbys sobie wyleczyć (naprawić) zęby i kupic czasem coś ładnego
                  sobie i żonie... A jak wypali ten interes to zawsze możesz zawesić rentę albo z
                  niej zrezygnować... Po za tym zgadzam się z Anulą, że nie masz pewności iż renta
                  ta trafi do osoby bardziej potrzebującej... Po za tym to bardzo mylne poczucie
                  honoru... Raczej pycha niż honor...
                  • anula36 Re: droga żono... 14.04.06, 10:20
                    dla mnie to nie pycha - to glupota polaczona z egoizmem- rujnowac jeszcze
                    bardziej swoje zdrowie( nieleczone zeby rujnuja caly organizm). Majac juz
                    problemy ze zdrowiem trzeba o siebie maksymalnie dbac - jesli juz nie dla
                    siebie, to dla dziecka, zeby mialo ojca jak najdluzej.
                    • dixia Re: droga żono... 14.04.06, 10:26
                      Jak zwał tak zwał - ale efekt i wnioski te same... :o)))
                    • gorycz_zycia Re: droga żono... 14.04.06, 10:35
                      Glamoour - nie słyszałem, aby ktoś z brakiem uzębienia traktowany był jak osoba
                      niepełnosprawna. Jeżeli złośliwość jest Twoją naturą, cóż chyba pozostaje
                      zignorować dalsze Twoje wypowiedzi.

                      Anula, gdy nie daj boże stałoby Ci się cokolwiek, przekonałabyś się jak bardzo
                      chciałabyś aby traktowano Cię normalnie. Jak bardzo chciałabyś wszystkim i sobie
                      udowodnić, że potrafisz. Ja sobie udowodniłem i nie tylko sobie. Wystarczy mi
                      świadomość, że gdy będę musiał się poddać mogę tę rentę dostać bez łaski. Nie
                      zapominaj o jednym ważnym aspekcie. O przyszłości właśnie mojego dziecka. Teraz
                      przekraczam próg zarobkowy, przez który ZUS i tak zawiesiłby rentę. Pracuję na
                      emeryturę, która zawsze jest i będzie wyższa niż renta. Biorąc rentę nie
                      mógłbym inwestować pieniędzy, ciągle traktowany byłbym jak oszust. Mając
                      przyznaną rentę nie mógłbym już dostać emerytury. Tylko renta by mnie czekała,
                      Zreszta każdy rencista w ZUS traktowany jest jak potencjalny oszust, a nawet jak
                      człowiek drugiej kategorii. Wystarczy, że poczytacie sobie o wspaniałych
                      komisjach lekarskich ZUS i ich orzecznikach. Dziękuję, ale od naszego Państwa
                      nie chcę nic. Wystarczy, że dzięki ich urzędnikom i lekarzom, jestem inwalidą.
                      Gdyby to ode mnie zależało oddałbym nawet im ten papier z 3 grupą inwalidzką.

                      Anula niepełnosprawni mają możliwości zatrudnienia się poprzez PFRON dzięki
                      czemu mają szansę na jakąkolwiek pracę. Ja nie korzystam z tych instytucji. Nie
                      mam zamrożonej pensji, bo przecież PFRON ustala maksymalne i minimalne stawki
                      wynagrodzenia. Zarabiam tyle ile jestem wart. Zawsze za mało, ale cóż, powiem Ci
                      tylko, że mój znajomy w Belgii z identycznym schorzeniem zarabia rocznie ponad
                      40 tys euro. To nie wina moich kwalifikacji, to wina systemu w jakim żyjemy.
                      • dixia Re: droga żono... 14.04.06, 11:30
                        Jest takie powiedzenie: kto ma miękkie serce musi mieć twardą dupę... I niestety
                        w Twoim przypadku to się niestety sprawdza doskonale. Nie namawiam Ciebie do
                        tego byś kombinował z rentą i oszukiwał. Jednak poprzez mylne poczucie godności
                        cierpisz... Co by się stało gdzybyś otrzymywał rentę w wysokości 400zł przez pół
                        roku? Potem jak sam napisałeś i tak by Ci ją zawiesili - więc pracowałbyś na
                        emeryturę (albo odkładał ją w inny sposób). A brak uzębienia niestety
                        przeszkadza! I to bardzo! Każdy pracodawca przygląda się kandydatowi i co powie
                        jak zobaczy szczerbatego niepełnosprawnego? Utrwali w sobie jedynie streotyp, że
                        kaleka to niedorajda życiowy. W ten sposób nie tylko sobie szkodzisz ale
                        wszystkim niepełnosprawnym!!! Pamietaj o tym, że jak Cie widzą tak Cię piszą!!!
                        Po za tym w pewnym sensie rozumiem Twoją żonę. Niestety braki w uzębieniu
                        potrafią całkowicie odrzucic kogoś... To, że Ty tego nie widzisz, nie rozumiesz
                        i nie doceniasz wagi problemu nie zwalnie Cię od wykazania odrobiny zrozumienia
                        dla faktu iż czasem ludzie nie potrafią się przemóc... Co najgorsze w tym
                        wszystkim to realne zagrożenie, że TRWALE obrzydziś siebie swojej żonie,
                        utrwalisz niechęć i potem nie będzie ludzkiej siły by to zmienić!!!!
                        • cytrynka_44 Re: droga żono... 14.04.06, 19:35
                          dixia, brak zębów u mojego męża nie przeszkadzałby mi wcale!!

                          wolałabym brak zębów niz to co ma....
                      • glamourous Re: droga żono... 14.04.06, 12:50
                        glamourous napisała:

                        >O co chodzi z ta ulomnoscia??
                        >Czy masz na mysli ubytki w zebach?
                        >Jesli tak, to gruuuuuba przesada chyba nazywac to ulomnoscia...

                        W odpowiedzi na Twoje slowa, cytuje : "Teraz gdy coraz częściej się kłócimy
                        zaczynasz śmiać się z mojego wyglądu. Oboje wiemy, że wystarczy mi m-ac
                        siłowni, wizyta u stomatologa i nowy ciuch abym znów wyglądał tak jak kiedyś.
                        Nic więcej mi nie brakuje. Przynajmniej ja tak myślałem. Ale okazało się, że
                        moja ułomność, którą znałaś akceptowałaś i podziwiałaś jak sobie z nią radzę
                        teraz stała się dla Ciebie męcząca."

                        Nie jestem zlosliwa, wrecz przeciwnie staram sie pomagac ludziom piszacym nba
                        tym forum. A Twojej wypowiedzi o ulomnosci po prostu NIE ZROZUMIALAM, bo z
                        Twojego powyzszego tekstu WYNIKALOBY ze problemy z zebami nazywasz "ulomnoscia".

                        Jesli zle zrozumialam i moje pytanie zabrzmialo "Twoim zdaniem zlosliwie", przez
                        co Cie urazilam, to przepraszam, chociaz moje intencje byly i sa jak najbardziej
                        w porzadku.
                      • anula36 Re: droga żono... 14.04.06, 13:35
                        na szczescie moj poziom honoru i potrzeby udowadniania czegokolwiek komukowiek
                        jest minimalny i gyby teraz mi sie cos stalo bez wahania najpierw wzielabym to
                        co mi sie od tego systemu nalezy a potem kombinowala co dalej- ty juz
                        wykombinowales i chwala ci za to.
                        Szkoda ze kosztem zdrowia, estetyki i zycia malzenskiego.
                  • tester3000 Re: droga żono... 14.04.06, 10:27
                    Z rentą przyjacielu dałeś ciała, tak jak napisął dixia można sobie zafundowac
                    poprawne uzębienie, honor piękna sprawa i honorowym trzeba być tylko nie na
                    pokaz. chciałeś pokazać małżonce jaki jesteś honorowy, teraz ona obróćiła Twój
                    honor przeciwko Tobie, bardzo skutecznie zresztą.
                    Czegoś nie rozumiem, dlczego ciebie bije?
                    Jeżeli jesteś niepełnosprawny to skurwysyństwo okładać niepełnosprawnego, chorego.
                    Kim jest osoba mogąca wyżyć się na innej osobie, wiedząc że riposty nie będzie z
                    powodów oczywistych?
                    Wulgarny komentarz ciśnie się pod klawiaturę, pozostawie jednak bez komentarza.

                    peees.
                    honoru Twja partnerka nie posiada, nie zdobędziesz ponownie jej serca honorem
                    • orys100 Re: droga żono... 14.04.06, 14:16
                      piekne czasy nastały nie ma co .... o Kimś kto postępuje na wskrość uczciwie
                      ludzie mówią "dałeś ciała" ....
                      co do cholery ma być normą? miliony naciagaczy na lewe renty czy potępowanie
                      Kogoś kto odmawia przyjęcia bo Mu niepotrzebna , bo potrafi sam zarobić na
                      siebie i swoją rodzinę? ...
                      • dixia Re: droga żono... 14.04.06, 14:23
                        Co ma piernik do wiatraka? Odmowa przyjęcia renty w przypadku gdy mu JEST
                        potrzebna jest dla większości forumowiczów idiotyzmem. To, że ktoś potrafi
                        zarobić na swoje utrzymanie to nie ma tu nic do rzeczy!!!! Cały problem jest w
                        tym, że faceta NIE STAĆ na to by zadbać o siebie a przez to sypie mu sie
                        małżeństwo i jeszcze pare innych rzeczy!!!!
                        Kiepska Dulszcyzna tutaj wychodzi...
                        • gorycz_zycia Re: droga żono... 18.04.06, 10:47
                          Masz rację nie mnie stać na to aby zadbać o siebie, ale stać na to aby utrzymać
                          rodzinę, nakarmić, umożliwić mieszkanie w cieple. Zapewnić bezpieczeństwo! To
                          mało?? A co ma zrobić górnik, przychodzący do domu, który nigdy nie domyje
                          swoich dłoni, co ma zrobić rolnik, który całymi dniami chodzi brudny, w
                          gumowcach, bo musi zasiać, oporządzić inwentarz? Co ma zrobić mechanik
                          samochodowy, który codziennie ubabrany jest w smarach? Ci ludzie tracą zdrowie
                          dla rodziny - czy fakt, że pracuję w innych warunkach, oznacza, że jest mi
                          łatwiej? Ja też czasami pracuję po 12h. też po całym dniu mam wszystkiego dosyć.
                          Też jestem zmęczony. Kiedyś pracując fizycznie za granicą byłem mniej zmęczony
                          aniżeli teraz pracując umysłowo. Każda praca ma swoje zalety i wady. W każdej
                          pracy narażeni jesteśmy na różne kontuzje, wypadki i choroby. Czy jeżeli zacznę
                          chorować na serce (stres) i odpadnie możliwośc wysiłku fizycznego, zacznę tyć
                          czy to ma oznaczać, że dla żony mam przestać być atrakcyjny? Bo nie spełniam
                          pewnych kryteriów? Bez przesady proszę. Cudów nie oczekuję i od cudów nie
                          oczekujcie od innych.
              • cytrynka_44 dixia 14.04.06, 19:26
                "Nic tak nie odsuwa od siebie ludzi jak zaniedbania w wyglądzie!!!"

                dixia, spróbuj wytłumaczyć to mojemu męzowi!!!

                Walka z jego chorobami trwa juz 25 lat. Jedna chorobe zwalczylismy.

                Drugiej juz nie jestem w stanie = trwa strasznie długo, ponad 10 lat. I słyszę
                tylko "przełam się" :(
                I co ja mam zrobić, jak już wszystkiego próbowałam..
          • starydziadyga Re: droga żono... 14.04.06, 21:09
            yvona73pol napisała:

            >
            > mnie zastanawia, jak mozna stracic uzebienie w tak krotkim czasie.... jezeli
            > sie stosuje paste i dba o higiene, to chyba trzeba wiecej niz rok-dwa (tak to
            > zabrzmialo), no chyba ze ja nie wiem o jakiejs chorobie, albo no,
            zaniedbaniach.

            Przeciez gosc napisal wyraznie ze zona podnosi na niego reke.
            W takim malzenstwie ja bym bez kija bejsbolowego do domu nie wchodzil.

            SD
    • astreja Re: droga żono... 14.04.06, 07:56
      piekne słowa, pełne uczuć
      niektórzy nie wytrzymują tych problemów iwyrzywają się na bliskich za porażkę,
      to smutne :(

    • black_madonna Re: droga żono... 14.04.06, 20:40
      List doprawdy wzruszający...
      Nie rozumiem tylko jednej rzeczy: Jak dwoje zakochanych w sobie ludzi może tak
      zaniedbać uczucie, które jest między i doprowadzić swoj związek do takiego
      stanu...mniej lub bardziej skrywanej nienawiści? Czy coś po prostu pewnego dnia
      pękło? czy też może początki nie były tak kolorowe jak Ci sie wydaje? Jak to
      oceniasz z perspektywy czasu gorycz_życia?

      Pozdrawiam i zycze dużo sukcesów:)
      • woman-in-love Re: droga żono... 14.04.06, 22:12
        Muszę się wypowiedziec. Strasznie to jakies łzawe. Nie podoba mi sie. Nie ufam
        rozgoryczonemu. Na pewno jest jeszcze cos, o czym nie pisze. Mazgajenie do
        kwadratu, a wszelkie rady odrzucane. Widocznie najlepiej sie mazgaić. A moze po
        prostu boi sie dentysty???
        • anula36 Re: droga żono... 14.04.06, 22:19
          mnie jakos uderza roimantyzm w stylu " bylas gruba, wciaz jestes gruba a i tak
          cie kocham"
          Przypomnial mi sie jeden amant ktory raczyl mnie komplementami w stylu" nie
          przeszkadza mi jak wygladasz " i dziwil sie ze nie sciagam majtek przez glowe.
          • gorycz_zycia Re: droga żono... 18.04.06, 07:20
            Witam po świętach.

            To co mnie uderza w waszych odpowiedziach to ta sama linia spojrzenia co u mojej
            żony. Najlepiej jakbym na każdym kroku kombinował, tu rentę tam inny interesik
            itd. Sęk w tym, że ja ze swoimi zębami powinienem być u dentysty przynajmniej 1
            na 2 miesiące. Żadne super pasty nie pomagają itp. Tylko borowanie i naprawa
            ubytków. Mieliśmy taki okres w życiu, że było naprawdę źle finansowo. Postawiłem
            wszystko na jedną kartę aby wyjść z dołka finansowego. Nikt ani ona ani ja wtedy
            nie myślał o tym, żeby załatwiać jakąś rentę. Ja zarabiam więcej od większości
            moich zdrowych kolegów. Oni muszą sobie też radzić. Z tym, że my wpadliśmy w
            pewien wir następujących po sobie problemów związanych z finansami. Duże
            wydatki. Dotychczas nigdy nie schodziliśmy z pewnego pułapy finansowego i nigdy
            renta nie była potrzebna. Teraz już teraz wypływamy znów na powierzchnię. Za m-a
            lub dwa konieczność oszczędzania na wszystkim zniknie. Będę mógł sobie pozwolić
            na dobrego stomatologa. Na regularną wizytę u niego jak i na wiele innych
            rzeczy. Już teraz znikają problemy finansowe, ale najpierw musi się
            ustabilizować cała sytuacja, aby móc wydawać pieniądze. Tak zaatakowaliście moje
            uzębienie. Zgoda nie wygląda to higienicznie, ale do jasnej cholerki... czy
            jeżeli żona przytyje, po ciąży lub z innego powodu, to ma dla mnie też przestać
            by higieniczna (poci się, jest powolna, itp). Biorąc ślub braliście na dobre i
            na złe. Przysięgaliście kochać w zdrowiu i chorobie. Z tego co widzę, dla
            większości z was same uczucie to nie wszystko. Ktoś tu napisał cytując moje
            słowa "byłaś gruba, wciąż jesteś gruba a i tak cię kocham". Czy oczekujecie, że
            napiszę np. ma trochę nadwagi, albo jesteś puszysta? Cóż za różnica w słowach.
            Dla mnie mówienie o czymś w formie zdrobniałej jest podbudowane fałszem. Ja
            akceptuję wygląd mojej żony, co nie oznacza, że się z nim pogodziłem. Tak samo
            ja oczekuję akceptacji chwilowej zaistniałego faktu, który był niejako
            świadetwem oddania się rodzinie.

            Ja zaznaczam jeszcze raz, nie widzę potrzeby posiadania renty. Gdy pojawiły się
            kłopoty nikt nie myślał o tym żeby załatwiać rentę. Teraz ponownie nie ma takiej
            potrzeby. Tym bardziej, że i tak jej nie dostanę. Jak możecie negować słuszność
            mojego postępowania. Gdybym rzeczywiście nie miał już żadnej możliwości to
            pewnie wziałbym rentę, ale po to aby przeżyć do pierwszego, a nie po to aby
            zrobić sobie zęby dla kaprysu mojej żony. Wiem czym jest atrakcyjny wygląd, też
            chciałbym aby moja żona zrzciła resztę kg. Ją to nic nie kosztuje.

            Smutno się czyta "z tą rentą dałeś ciała".

            • dixia Re: droga żono... 18.04.06, 08:00
              Ja również witam po Świętach.
              Doszło do dziwnego nieporozumienia i niezrozumienia. Ale po kolei.
              To, że gros osób widzi kwestię Twojego uzębienia jako istotną - to oznacza iż
              rzeczywiście ma to bardzo duże znaczenie. W moim przekonaniu nieatrakcyjny i
              odpychający wygląd pogłębia urazy. Gdy byliscie w ciężkiej sytuacji finansowej
              wówczas dochodziło u Was do niesnasek. Byliście oboje rozdrażnieni. Wtedy
              dokładanie jeszcze jednego powodu jest zbędne. Dlatego właśnie większość
              forumowiczów podkreślała wagę wyglądu - w tym przypadku uzębienia. Zdaję sobie
              sprawę z zaistnienia "błędnego koła", które jest ciężko przerwać. Problem w tym,
              że gdy ludzie pozostają przez dłuższy czas w złych relacjach wówczas rodzi się
              niechęć a potem nawet obrzydzenie, które to odwrócić i cofnąć jest bardzo ale to
              bardzo ciężko... Dlatego były takie głosy...
              Z tego powodu pisaliśmy iż bezsensem było unoszenie się honorem i rezygnacja
              bądź zaniechanie ze starania się o rentę. Stąd cała dyskusja. Jak rozumiem -
              zarabiasz i przez cały czas zarabiałeś tyle iż i tak nie otrzymał byś renty ale
              wydatki innego typu zmusiły Was do zaciśnięcia pasa. Dlatego też cała dyskusja
              była "parą w gwizdek" i niepotrzebnym unoszeniem się :o)))
              .........
              Z mojej strony nie chcę już zabierać dalej głosu - bo i tak nikt Ciebie tu nie
              przekona. Jednakże napiszę jeszcze raz - powinieneś zadbać o zęby tak by nie
              odrzucać swojej żony. By nie rosła w niej niechęć. Abyś mógł sam być wzorem dla
              niej i w ten sposób przekonać ją do tego by zrzuciła wagę. Aby w ten sposób
              wybić jej ów argument z ręki. Pozdrawiam - dixia
              • gorycz_zycia Re: droga żono... 18.04.06, 08:18
                Dixia - ja bardzo dobrze rozumiem kwestię wyglądu. Przeciez sam wiem, jak
                czułem się kiedyś będąc atrakcyjnym a jak czuję się teraz.

                Mi chodzi tylko o to, że moja żona wie o tym jak bardzo mnie boli fakt,
                posiadania takiego uzębienia i jak bardzo zależy mi na poprawie tego. Wie też,
                że jest to chwilowy stan wymuszony. Spójrz na jedną istotną kwestię. Ja chcę
                zapłacić dużą sumę pieniędzy za naprawę uzębienia, bo nie chcę mieć
                amatorszczyzny w ustach lub mostków, ale profesjonalne implanty.

                Teraz inna sprawa wyobraź sobie, że Twój mąż ulega wypadkowi (odpukać) jego
                twarz jest zniszczona, pokancerowana, wymagana jest operacja plastyczna. Czy z
                tego powodu bedziesz czuła obrzydzenie? Napewno nie. Chociaż dla innych
                postronnych osób jego twarz np. bedzie odrażająca dla Ciebie nie powinna taką
                być. Tak samo jak on nie miał wpływu na wypadek tak samo ja nie mam wpływu
                niestety na moje uzębienie. Nawet najlepsza pasta, najlepsza szczoteczka, i
                wykonywanie wskazówek stomatologów nie ochronią mnie przed degradacją mojego
                uzębienia.


                Czasem na pewne rzeczy nie mamy wpływu lub mamy minimalny, ale jest coś takiego
                jak miłość. Ona powinna pomagać w takich chwilach a nie znikać bo jest
                niewygodnie.

                • anula36 Re: droga żono... 18.04.06, 08:59
                  1. dixia to mezczyna
                  2. to co napisales o niecheci do zdrabniania czy uprzyjemniania pewnych pojec
                  potwierdza moje podejrzenia, ze jestes typem szczerego do bolu krytykanta -
                  czemu sie teraz dzwisz ze zona podkresla ze przeszkadza jej twoj wyglad czy
                  neipelnosperawnosc- nauczyla sie od ciebie ze szczerosc nade wszystko.
                  Tylko taka brutalna szczerosc odrzuca- kazda kobieta chcialaby uslyszec od
                  faceta z ktorym jest ze jest piekna bez wiecznego walkowania niedorobek.
                  • gorycz_zycia Re: droga żono... 18.04.06, 09:39
                    "to co napisales o niecheci do zdrabniania czy uprzyjemniania pewnych pojec
                    > potwierdza moje podejrzenia, ze jestes typem szczerego do bolu krytykanta -
                    > czemu sie teraz dzwisz ze zona podkresla ze przeszkadza jej twoj wyglad czy
                    > neipelnosperawnosc- nauczyla sie od ciebie ze szczerosc nade wszystko.
                    > Tylko taka brutalna szczerosc odrzuca- kazda kobieta chcialaby uslyszec od
                    > faceta z ktorym jest ze jest piekna bez wiecznego walkowania niedorobek."

                    Anula widzisz to co chesz widzieć czytając posty. Czy ja napisałem, że tak się
                    zwracam do żony. Napisałem, że część z was zapewne jest oburzona, iż zamiast
                    napisać puszysta piszę gruba. Nie wiesz jak się zwracam do żony, bo nic na ten
                    temat nie napisałem. Nie krytykuję też tutaj niczego co mogłoby zostać uznane za
                    pospolite zrzędzenie. Czytając Twoje posty zaczynam odnosić wrażenie, że poprzez
                    czepianie się sama realizujesz jakiś pomysł na swoje życie. Ja mam jeden pogląd
                    anula niezmienny - to wynika z doświadczenia zawodowego - gdy ktoś jest na nie,
                    zawsze szuka wad a nie zalet. Ty robisz to tutaj w tym poście i nie tylko.

                    Patrząc na całość wypowiedzi jestem przerażony powierzchownością uczuć ludzi.
                    Nie jestem zagorzałym katolikiem, ale zaczynam czasami rozumieć po co są
                    ustalone pewne zasady i sztuczne granice. Gdy granice są łamane, ludzie
                    zaczynają żyć jak w latach 60 hippisi. Brak jasnych reguły współżycia i pożycia
                    kończy się anarchią i rozpadem moralnym. Miłość zaczyna być uciążliwa, wolność i
                    sobiepaństwo celem w życiu. Rodzina przestaje się liczyć. Liczy się teraz tylko
                    pieniądz, dobry ciuch, dobra bryka. Gdy ktoś mając 20 lat powie kolegom, że
                    marzy o kominku i dzieciach jest wyśmiewany. Teraz liczy się tylko i wyłącznie
                    bycie trendy. I do czego to prowadzi. Do tego, że ja chcę aby moja żona schudła,
                    do tego, że zona się stresuje swoim wyglądem, do tego, że ja nie mogę na siebie
                    w lustro patrzyć, bo czuję się gorszy. Nie ważne, że 20 lat temu takie uzębienie
                    było normą u większości nastolatków. Owszem za higieną idzie też zdrowie, bycie
                    szczupłym to także zdrowie. Ale brakuje pewnych norm, wszystko jest przasadzone,
                    przesłodzone. Nie masz ciucha markowego jesteś nikim. Nie masz bielusieńskich
                    zębów odbijających się słońcu jestes menelem. Ty musisz wyglądać i koniec bo
                    inaczej jesteś nikim. No bo jak można kochać kogoś kto wg. cosmopolitan nie jest
                    tredny i zadbany. Przestały się liczyć wartości, kiedyś mężczyznę kochało się za
                    to, że dbał o bezpieczeństwo domu i rodziny. Kochało się go za to, ze przez 12
                    godzin orał pole, aby było co jeść. Kobietę kochało się za to, że w domu było
                    ciepło, przytulnie, że pachniało obiadem i tym czymś ulotnym, czego w większości
                    wysterylizowanych na wzór cosmo mieszkaniach już nie ma. Kiedyś ludzi podniecała
                    nagość, która była na codzień zakryta, wtedy każde odsłonięcie ciała było
                    podnietą. Teraz przez modę lansowaną, czasami na ulicy miasta więcej nagości u
                    kobiet można zobaczyć, aniżeli w łóżku. Bo czym jeszcze może zaskoczyć nas
                    kobieta, gdy już znamy prawie każdy skrawek jej ciała. Ah, tak tak zapomniałem,
                    jest przecież cosmo i parę innych czasopism, tam znajdziemy porady jak stać się
                    bardziej atrakcyjną, jak zostać idealną kochanką. Bo przecież trzeba czymś
                    jednak kobietę i mężczyznę zaskoczyć.

                    I znów wracamy do punktu wyjścia. Co się stanie, gdy skończą się dobre rady, gdy
                    zabranie pomysłow albo najzwyczajniej w świecie nie będzie nam się już chciało
                    tak starać. Co utrzyma tych ludzi przy sobie? Przecież trzeba pracować,
                    zarabiać, wychować dzieci. Wtedy nagle okazuje się, że do dentysty idziesz gdy
                    naprawdę boli, nie masz sił się dziś wieczorem już ogolić, nie chce ci się po
                    całym dniu w szpilkach zakładać fikuśnej bielizny. I co wtedy?? Koniec
                    szczęścia, koniec iluzji? A gdyby jednak ważne były pewne wartości, gdyby te
                    głupie reklamy pokazywały szczęśliwą rodzinę przy kominku, to ludzie także
                    zamiast wystrzałowych ciuchów marzyliby o takiej scence ze swoim udziałem. Bo
                    tak bardzo dają się manipulować sobą, że zapominają czego tak naprawdę sami pragną.

                    ps/ Aby nie było nieporozumień - higiena jest ważna zawsze i wszędzie. Nikt nie
                    lubi spoconych osób, nikt nie lubie rozmawiać z kimś komu śmierdzi z ust. Jednak
                    higienia a estetyka nie zawsze idą w parze choćby człowiek starał się ze
                    wszystkich sił...

                    • anula36 Re: droga żono... 18.04.06, 10:15
                      Anula widzisz to co chesz widzieć czytając posty

                      Nie mam innego ogladu twojej sytuacji poza twoimi postami, prawda? Moge czerpac
                      wiedze nt twojej sytuacji tylko z nich.
                      czy ja sie czepiam?
                      Po prostu jestem szczera i mowie ( pisze) co mysle.A ze nie zawsze jest to
                      glaskanie po glowce...
                      • gorycz_zycia Re: droga żono... 18.04.06, 10:32
                        Anula nie oczekuję głaskania po główce, sęk w tym, że Twoje wypowiedzi w wielu
                        wątkach, które czytam są osobliwie przesączone pewną dozą złośliwości. A bycie
                        złośliwym a szczerym to duża różnica.

                        Myślę jednak, że tak jest na każdym forum więc nie odbiegamy od normy.
                        • morbius1 Re: droga żono... 18.04.06, 10:41
                          wiesz w zyciu jest tak, ze naprawde rzadko tylko jedna strona jest winna. dales
                          dupy w paru sprawach, twoja zona tez nie jest idealem zrozumienia.
                          nie sadze aby anula chciala cie urazic. przez nia tez przemawia w wielu jej
                          postach pewna "gorycz zycia". ja sam po sobie stwierdzilem tylko, ze czesto ta
                          zwyczajna zlosliwosc i cynizm pozwala sie obudzic. moze popatrzysz na swoj
                          problem z tej wlasnie strony. jezeli wlasciwie odbieram z twoich postow twoj
                          wewnetrzny humorek to chaba masz juz niewiele do stracenia.;(
                          • anula36 Re: droga żono... 18.04.06, 10:45

                            stosuje ironie w celu pobudzenia do myslenia ktore podobno nie boli;) czasem
                            bez kopa w d...... ciezko o odrobine samorefleksji, a bez odrobiny
                            samorefleksji ciezko o pozytywne zmiany.
                            Na szczescie czytanie moich postow nie jest obowiazkowe :)


                          • gorycz_zycia Re: droga żono... 18.04.06, 10:48
                            "dales dupy w paru sprawach"

                            OK w jakich??

                            - ubytek zębów?? - wyjście proszę??
                            Pożyczka aby zrobić zęby
                            • gorycz_zycia Re: droga żono... 18.04.06, 10:50
                              Zle się wysłało więc jeszcze raz
                              "dales dupy w paru sprawach"

                              OK w jakich??

                              - ubytek zębów?? - wyjście proszę??
                              pożyczka aby zrobić zęby, renta, żeby zrobić zęby?

                              Dziękuję, ale pożyczka sprawiłaby, że straciłbym płynność finansową całkowicie
                              wtedy, renta i tak bym jej nie dostał. Bo wg. norm ZUS ja za dużo zarabiam.
                            • morbius1 Re: droga żono... 18.04.06, 11:15
                              w wieku 25+/- wierzylem, ze wszyscy ludzie sa "rowni" a kobiety i mezczyzni to
                              tylko biologicznie inna zewnetrznie forma tego samego ducha. teraz 25 lat
                              pozniej stwierdzam, ze sa to glupoty, ktore mozna tylko mlodym wybaczyc. nadmiar
                              honoru i poczucia sprawiedliwosci wsrod "hien" znajdzie moze i podziw wsrod paru
                              podobnie honorowych ale na pewno nie przyczyni sie do poprawy twojego zycia
                              (chyba, ze jest to twoja nadrzedna wartosc - ale wowczas twoje obecne problemy
                              nie mialyby dla ciebie wielkiego znaczenia).

                              nadmiar szczerosci wobec kobiet jest tylko wowczas dobry jezeli otrzymuja one
                              tylko pozytywne informacje zwrotne. w innym przypadku zrazaja sie dosc szybko a
                              juz raz urazona duma czy negatywne nastawienie "odwrocic" jest bardzo, bardzo
                              ciezko.

                              pytasz o rade co masz zrobic. nie wiem, nie jestem w twojej sytuacji i nie znam
                              wszystkich okolicznosci (poza tym to co jest opisane w poscie to tylko TWOJ
                              punkt widzenia).
                              co bym zrobil sam - jezeli twoja sytuacja poprawila sie finansowo zaczalbym od
                              tej silowni i ubioru (dla kobiety niechlujstwo i niezadbanie jest wbitym w
                              srodek mozgu argumentem odstraszajacym, ktory zadne argumenty nie sa w stanie
                              oslabic) a potem wspolnie z zona zastanowic sie jak przeskoczyc temat zebow.
                              musisz jej pokazac (trudne - musisz mowic do niej jej jezykiem), ze ci zalezy na
                              powrocie do sytuacji sprzed lat ale to nie moze sie zakonczyc tylko na gadaniu.
                              ona bedzie cie obserwowac i na poczatku bedzie bezlitosnie wylapywac wszystkie
                              twoje potkniecia. sprobuj ja jakos aktywnie wciagnac w ta "renowacje". moze
                              dobrym rozwiazaniem bedzie polityka wspolnych krokow "ty to - ja to staramy sie
                              osiagnac w tym miesiacu".
                              jezeli nie uda sie wam wspolnie zaczac niwelowac te problemy to obawiam sie, ze
                              to obecnie panujace rozgoryczenie rozwali do konca wasz zwiazek.
                • glamourous Re: droga żono... 19.04.06, 14:43
                  gorycz_zycia napisał:

                  > Czasem na pewne rzeczy nie mamy wpływu lub mamy minimalny, ale jest coś takiego
                  >
                  > jak miłość. Ona powinna pomagać w takich chwilach a nie znikać bo jest
                  > niewygodnie.

                  Na odczuwanie pozadania rowniez nie mamy wplywu, lub mamy minimalny. Milosc
                  miloscia, ale pozadanie niestety chadza swoimi drogami.
                  Nie mozna wbic komus do glowy "poswiecilem moj estetyczny wyglad dla rodziny,
                  tyle dla was zrobilem, to teraz MUSISZ mnie pragnac z wdziecznosci za moje
                  poswiecenia"
                  Pozadanie wymyka sie niestety wszelkim nakazom typu "musisz", "powinienes",
                  "wypadaloby", jest nieczule na prosby, blagania, awantury, rozmowy. Ono po
                  prostu jest albo go nie ma, w dodatku to bardzo delikatna i plochliwa materia. A
                  jesli po drodze gdzies sie je "zgubi" to potem ciezko jest je odzyskac,
                  przywrocic perswazjami, wypominaniem swoich zaslug, rozmowami...
                  Nie chce znow byc oskarzona przez autora watku o zlosliwosc, ale tak to juz
                  niestety jest...
    • pozlotka Re: droga żono... 18.04.06, 10:48
      Ja to teraz wszystko przeczytałam i pierwsza mysl jaka mi się nasunęła,to że ty
      juz od początku chciałes usłyszeć usprawiedliwienie dla tych popsutych
      zębów,może ty się dentysty boisz,a wszystkie wymówki, wykręty,
      usprawiedliwienia są lepsze od tego potwora dentysty.Zone odchudzanie nie
      boli,a ja będę musiał cierpieć,tak to zrozumiałam.
      • gorycz_zycia Re: droga żono... 18.04.06, 10:55
        A doczytałaś do momentu, w którym kilka razy już napisałem, że zęby chcę i
        zrobię za ok. 1-2 miesiące?? Wiesz, to w jaki sposób miałem do czynienia z
        lekarzami - dentysta przy nich to pikuś. Taki malutki pikuś. Doczytałaś może, że
        przed wszystkim ragularnie odwiedzałem dentystę minimu 1x na dwa miesiące? Chyba
        jednak nie wszystkie posty przeczytałaś.

        Nie szukam też dla siebie usprawiedliwienia, na początku napisałem to bo wiem,
        że żona tu bywa wypowiada się na różnych forach. Post był skierowany do niej.
        Albo go jeszcze nie zauważyła, albo wolała się nie odzywać, bo nie ma jej wpisu.

        Później wypowiedzi niektóre zaskoczyły mnie, bo o ile mam świadomośc potrzeby
        higieny i estetyki o tyle znaczenie ranga jaką jej nadajecie samej estetyki w
        pożyciu dwojga ludzi jest porażająca. Więc współczuję partnerom niektórych osób
        wypowiadających się gdy spotka ich jakieś nieszczęście. Przykre to jest.
        • anula36 Re: droga żono... 18.04.06, 11:04

          a czemu nie zapytasz zony wprost czy czytala, co o tym mysli, czemu jej nie
          wyslesz linka do tego postu na skrzynke? o co te uniki i niedopowiedzenia ?
          Mysle ze wszystkie problemy ( lacznie z tymi walkowanymi zebami) to sprawa
          wtorna- podstawa jest brak umiejetnosci porozumienia sie i komunikacji miedzy
          wami.
          A moze zona ma tak odmienna wizje waszego zwiazku ze nawet nie pomyslala ze o
          to o niej/ o was?
          • gorycz_zycia Re: droga żono... 18.04.06, 11:08
            Jest tu tyle szczegółów z naszego życia, że trzeba by ogromnym ignorantem aby
            tego nie zauważyć. To o czym tutaj piszę, rozmawialiśmy niejednokrotnie.

            Ona doskonale wie, że przyjdzie czas na zrobienie zębów. W przypływie jakiś
            dobrych uczuć sama powie - doceniam to. Jednak gdy się kłócimy wyciąga broń,
            która boli. Nie zna ograniczeń w słowach. Ważen aby wygrać pojedynek słowny.
            Zawsze przegrywam. Bo nie ma nic gorszego, gdy słyszysz cenię Twoje poświęcenie
            a za chwilę to samo określane jest mianem epitetu......
            • anula36 Re: droga żono... 18.04.06, 11:13
              a zastanawiales sie czemu zona jest teraz taka zla, klotliwa i agresywna skoro
              wczesniej byla taka kochajaca i slodka?
              • gorycz_zycia Re: droga żono... 18.04.06, 11:22
                Wszystkie kobiety na początku są kochające i słodkie.
                Są też takie, które nie tracą radości życia nawet po większym kopniaku.
                Ale są też takie, które nigdy do końca nie dojrzały. Którym wciąż się wydaje, że
                wszyscy dookoła są winni, tylko nie one same. Miała powody do stresy, do nerwów.
                Sytuacja była ciężka, ale nie tragiczna. Nikogo jednak żadna sytuacja nie
                uprawnia do obrażania drugiej osoby. Do wyżywania się na drugim człowieku. Takie
                zachowanie wyzwala odruch obronny. A wtedy już tylko prosta w dół leci.
                • morbius1 Re: droga żono... 18.04.06, 11:26
                  gorycz_zycia napisał:

                  > Którym wciąż się wydaje, że
                  > wszyscy dookoła są winni, tylko nie one same. Miała powody do stresy, do nerwów.
                  > Sytuacja była ciężka, ale nie tragiczna. Nikogo jednak żadna sytuacja nie
                  > uprawnia do obrażania drugiej osoby. Do wyżywania się na drugim człowieku.

                  hej, a czy ona sama nie zaczyna usprawiedliwiac sie sama przed soba - najlepsza
                  forma obrony jest atak. zajmujesz sie wowczas faktem i przejawami agresji a nie
                  wnikasz w ich przyczyne.
              • morbius1 Re: droga żono... 18.04.06, 11:22
                anula36 napisała:

                > a zastanawiales sie czemu zona jest teraz taka zla, klotliwa i agresywna skoro
                > wczesniej byla taka kochajaca i slodka?

                znalesc prawidlowa odpowiedz na to pytanie jest czesto dla nas ograniczonych
                patafianow, ktorzy tylko potrafia szukac logicznych odpowiedzi czesto
                niemozliwe. podobnie do gatunku science fiction nalezy zaliczyc tzw. "szczere
                rozmowy". sa one ewentualnie mozliwe tylko wowczas gdy wszystkie pozytywne wiezy
                emocjonalne sie skonczyly.

                • anula36 Re: droga żono... 18.04.06, 11:26
                  hmm tylko co lepsze - koniec pozytywnych wiezi + szczere rozmowy czy negatywne
                  emocje+ klotnie, wyzwiska i rekoczyny?
                  • morbius1 Re: droga żono... 18.04.06, 11:28
                    troche mieszasz - nie wiem o co ci chodzi.
                    • anula36 Re: droga żono... 18.04.06, 11:30
                      klotnie wyzwiska i rekoczyny to chleb powszedni u naszego bohatera,
                      przynajmniej tak wynika z jego pierwszego postu.
                      • morbius1 Re: droga żono... 18.04.06, 11:39
                        owszem ale...
                        ...ale przynajmniej ja staralem sie argumentow wyrzucanych w powietrze w czasie
                        klotni nigdy nie brac pod uwage. mowi sie wowczas rzeczy, ktorych sie tak
                        naprawde nie mysli. rekoczyny nie sa najsubtelniejsza forma wyrazania swojego
                        zdania ale sa bardzo czesto wyrazem ABSOLUTNEJ bezsilnosci.
                        • anula36 Re: droga żono... 18.04.06, 11:42
                          wiec co kontruktywnego radzisz naszemu bohaterowi zeby go zona przestala bijac,
                          skoro na dramatyczne posty na forum nie reaguje?
                          • morbius1 Re: droga żono... 18.04.06, 11:46
                            post z 11:15
    • ewolwenta Re: droga żono... 18.04.06, 11:28
      Ten watek obraca się wokół problemów stomatologicznych, za sprawą samego
      autora. Czegokolwiek by nie powiedzieć i nie zrobić, autor wraca z jednym
      stwierdzeniem – ona jest taka bo ja jestem chory.

      Niestety z tego potoku słów nic więcej nie da się wywnioskować o samej relacji
      autora wątku z żoną. O niej nic nie wiadomo poza tym, że jest gruba i niemiła.

      Na szczęście nie znam ludzi posiadających wyłącznie cechy negatywne, więc ten
      opis nie może być prawdziwy.

      Jedyne, co widzę to osobę, nadużywającą względem najbliższych statusu człowieka
      chorego.
      Oczywiście chorego traktuje się zazwyczaj w szczególny sposób, ale jeśli ktoś
      tego nadużywa, przyjmując postawę roszczeniową i nie starając się coś z siebie
      dać, niestety musi liczyć się z negatywną reakcja otoczenia.
      Nieliczne osoby mają w naturze bycie wieczną pielęgniarką, większość w końcu
      się wypali.

      Zwłaszcza, jeśli sam chory pozwala sobie na bycie niemiłym (np. nazbyt
      szczerym). Wcale się nie dziwię, że kobieta traci nad sobą panowanie. Pewnie
      sama już jest w takim stanie nerwów, że potrzebuje lekarza.

      • gorycz_zycia Re: droga żono... 18.04.06, 11:47
        Proszę mi pokazać, na jakiej podstawie twierdzisz, że nadużywam choroby wobec
        bliskich?

        - pracuję jak zdrowy człowiek,
        - nie proszę o rentę,
        - nie żądam ulgowego traktowania.

        Myśle, że to wynika z postu, bo wyraźnie starałem się zaznaczyć, że nie liże
        nikomu dupy po to aby ktoś inny lizał moją.

        Gdzie wg Ciebie jest moja postawa roszczeniowa?
        Proszę o wykazanie tego, bo na tricki socjotechniczne to ja się uodporniłem w
        tym dobra jest moja żona.

        Powiedz mi ewolwenta co rozumiesz przez nadużywanie względem najbliższych
        statusu człowieka chorego?

        Czy tym nadużywaniem jest prośba aby własna żona nie obrażała mnie epitetami
        określającymi moją niepełnosprawność? Może jeszcze nie zauważyłaś tego w tym
        wątku, ale ja nie oczekuję od nikogo żadnych względów, ani pomocy. Bo zawsze
        radziłem i radzę sobie sam. Czy oczekiwanie na szacunek za to co człowiek robi
        jest nadużywaniem stanowiska mojego? To jak określić ZDROWYCH ludzi, którzy też
        chcą być szanowani za to co robią. To ja się zastanawiać zaczynam i współczuć
        tym zdrowym jak koń mężczyznom, którzy są mniej zaradni ode mnie. Oni nie mają
        żadnego wytłumaczenia dla siebie, więc żony po nich mogą jeździć jak po nie
        powiem czym.

        • ewolwenta Re: droga żono... 18.04.06, 12:21
          >Czy tym nadużywaniem jest prośba aby własna żona nie obrażała mnie epitetami
          > określającymi moją niepełnosprawność?

          A czemu ona to robi? W jakich sytuacjach? Próbowałeś odpowiedzieć sobie?
          Nie mówisz swojej żonie, że jest gruba? A przecież to ona jest adresatem
          Twojego postu!

          A poza tym czemu tak to podkreślasz, że jesteś niepełnosprawny?
          Nie wiem jaki to rodzaj choroby. Ale ten nacisk jaki na to sugeruje, że choćby
          podświadomie chcesz by ludzie to wiedzieli a więc inaczej Ciebie traktowali.
          Z jednej strony mówisz jestem niepełnosprawny, z drugiej radzę sobie sam. Z
          trzeciej czegoś oczekujesz w związku z tym?

          Spróbuję wyjaśnić na czym polega nadużywanie. Od dzieciństwa radziłam sobie z
          sytuacją choroby w domu. Kiedy mam do czynienia z niepełnosprawnymi domownikami
          to DOKŁADNIE wiem kiedy potrzebują pomocy, a kiedy uwagi. To pierwsze trzeba
          dać bezwarunkowo a to drugie to już kwesta normalnych relacji międzyludzkich.
          Relacji na które choroba nie powinna mieć w pływu! Jeżeli ktoś woła pogadaj ze
          mną, bo jestem chory to po pewnym czasie dostajesz na te rozmowy szału, bo
          chory odwołuje się do poczucia obowiązku a nie pozytywnych uczuć. Gdy ten ktoś
          powie, pogadaj ze mną bo tak lubię z tobą rozmawiać to wiesz że Ty sam też się
          liczysz a nie tylko chory i jego choroba. Tego może brakować Twojej żonie.
    • pozlotka Re: droga żono... 18.04.06, 11:28
      Tak wszystko doczytałam ,bardzo dokładnie,i tyle jest sprzeczności ze nie mogę
      całkiem powaznie twego postu brać.Przecież jak pójdziesz do dentysty ,to przy
      takim złym stanie uzębienia troszkę to potrwa, i rozłozy się w czasie
      finansowo,więc juz dziś bym poszła,i wiesz mój znajomy to mówił ze jak będą juz
      wszczepiać nowe zęby,to on pójdzie,i do dziś nie poszedł,Każda wymówka jest
      dobra,i ta o ułomnosci bo to w końcu ułomność.Ja ci się nie dziwie że
      przegrywasz w walce słownej,bo się wstydzisz buzie otworzyć,tak ze nie
      dojeść,kupic ciuch w lumpeksie a zęby mimo wszystko na biegu zrobić.Tylko ze co
      z twoją zoną bedzie jak ona nie schudnie,oj biedna wtedy będzie.
      • gorycz_zycia Re: droga żono... 18.04.06, 11:37
        Wykonanie implantów trwa maksymalnie od 2-4 dni w zależności od stanu uzębienia.
        U mnie trwałoby to 3 dni:
        1 dzien - mocowanie do kości śruby,
        kolejny dzień mocowanie implantu na śrubie.

        Ot i masz rozciągnięte w czasie
        • pozlotka Re: droga żono... 18.04.06, 11:42
          Ale to brzmi:-(((((brrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
        • morbius1 Re: droga żono... 18.04.06, 11:43
          qrwa, albo chcesz cos zrobic albo szukasz wytlumaczenia dla siebie.
          tydzien dentysta ok - zgadzam sie. masz jakis plan finansowy, czy jest to tylko
          czcze gadanie. jezeli, jak pisales jest to realne w ciagu nastepnych 1-2
          miesiecy to chyba ten argument przemawia do niej (czy nie jest to przypadkiem
          nastepne 1-2 miesiace, ktore juz 5 razy przeszly)?
          • gorycz_zycia Re: droga żono... 18.04.06, 11:49
            Jeżeli zauważyłeś to nie tylko do mojej żony nie przemawia ten plan finansowy,
            ale także do większości tutaj. Wg. większości forumowiczów i mojej żony
            najlepiej abym wziął kredyt i już hula hop robić zęby. A nie jak sam mówisz
            tłumaczyć się głupio.

            Niezły pomysł.
            • dixia Re: droga żono... 18.04.06, 11:58
              No miałem siedzieć cicho.... ale znowu mnie sporowokowaliście...
              Czy p.Gorycz Życia nie widzi, że zęby są tu tylko szyldem zakładu o zazwie
              "kryzys małżeński"? Są jedynie tematem zastępczym...
              O ile łatwiej jest wskazać komuś coś co jest oczywiste, widoczne i krzyczy z
              daleka? W Waszym związku problem jest zagrzebany gdzieś głębiej. I niekoniecznie
              w Tobie... Całość jawi mi się jako wielka zasłona dymna...
              Sorcio - ja to tak widzę.
              • anula36 Re: droga żono... 18.04.06, 12:02
                no to widzimy tak samo.
                Konczac moj udzial w tej dyskusji:
                jesli nie rozwiazecie podstawowych problemow swojego zwiazku wspomagajac sie
                pomoca specjalisty - bo widac ze nie jestescie sami ich w stanie rozwiazac
                skoro nie potraficie normalnie rozmawiac naprawa zebow niczego nie zmieni, ani
                silownia, ani ciuchy, ani nawet wspolne wakacje. Zawsze bedzie jakis powod do
                awantur.
                Szkoda tylko tego dziecka ze musi rosnac w takiej atmosferze.
                • dixia Re: droga żono... 18.04.06, 12:04
                  Shake hand - Anula :o))))
              • ewolwenta Re: droga żono... 18.04.06, 12:22
                i ja się zgadam z dixią
                • dixia Re: droga żono... 18.04.06, 12:36
                  Cmok!!! :o))))
            • morbius1 Re: droga żono... 18.04.06, 12:13
              od razu zastrzezenie na poczatku - NIE ZAMIERZAM CIEBIE URAZIC ANI OBRAZAC.

              moja filozofia (i nie tylko moja wysiada przy tobie). moze powod jest inny.

              mam srednio dobrego znajomego. facet wysportowany, zawsze pelen zycia i
              usmiechu. pewnego dnia BEC. jadac do pracy zostal ztaranowany przez ciezarowke.
              w sumie nie mial wielu obrazen ale za to jedno tragiczne - przerwanie rdzenia
              kregowego w dolnej partii plecow. jest obecnie (4 lata po wypadku) na wozku.
              moge powiedziec, ze w chwili obecnej mozna z nim juz normalnie rozmawiac.
              wczesniej bylo to niemozliwe. reagowal z "WRZASKIEM" na kazda probe pomocy.
              obojetnie czy byla to jego przyjaciolka (nie wytrzymala - rozstali sie rok po
              wypadku), czy znajomi, czy tez przypadkowi ludzie na ulicy. psychika sie w
              takich sytuacjach zmienia i po prostu tzw. "zdrowi" nie potrafia (nie dlatego,
              ze nie chca) rozmawiac na jednej plaszczyznie. czy ty przez swoje nastawienie
              (czasami jest to nawet sytuacja wyimaginowana przez dotknietego) przypadkiem nie
              wywolales podobniej sytuacji (nie chce pomocy, pracuje jako zdrowy, dam sobie
              sam rade, zarabiam dobrze, inni sa bardziej potrzebujacy, nic mi nie potrzeba itd).
              posluchaj - nie wszyscy ludzie sa skurwysyny, ktorzy beda sie tylko nabijac,
              jest o wiele wiecej, ktorzy chca pomoc, wiedzac, ze ich to tez moze spotkac?
        • dixia Re: droga żono... 18.04.06, 12:01
          Wykonanie - owszem - ale "zagnieżdżenie" się implantu trwa kilka miesięcy... Po
          za tym można było zawsze zastosować tymczasową "szufladę" co by ludzi nie
          razić... Ale już dość z tymi zębami bo jak wspomniałem niżej wg mnie to tylko
          temat zastępczy w waszym związku...
          • elzbieta3223 Re: droga żono... 18.04.06, 12:25
            Przeczytałam wszystkie wasze wypowiedzi i powiem szczerze ,mam mętlik w głowie.Jestem mężatka od 18 lat ,normalne z wiekiem zmienia się wygląd zewnętrzny tak u faceta jak i u kobiety,ale ludzie kochacie swoją zone ,męża za wygląd?
            • ewolwenta Re: droga żono... 18.04.06, 12:29
              Nie!
              Kocham go za to, że kiedy wszystko się wali, on przytuli i nawet bez słów
              powie „jestem tu, nie jesteś sama, wszytko będzie ok., razem sobie poradzimy”.

              PS. 11 lat razem
    • gorycz_zycia Re: droga żono... 18.04.06, 13:46
      morbius1 - całkowicie się z Tobą zgadzam. Sęk w tym, że tak jak większość tutaj
      tak i moja żona chce mieć tu i teraz natychmiast. Dla innych wypowiadających się
      tutaj głownym problemem był stan uzębienia a nie fakt zaistniałych sytuacji. W
      więc wyzwisk, epitetów i rękoczynów. Jestem wstanie oddać swojej żonie, ale kim
      bym był później. Zero szacunku miałbym do samego siebie. To co napisałeś jest
      realizowane krok po kroku. I koniec kropka.

      Chciałbym tu poruszyć teraz inny problem. Między innymi morbius1 poruszyłeś go
      opisując sytuację swojego kolegi. W takiej sytuacji w jakiej on się znalazł to
      przede wszystkim szok. Zmiana całego życia, tu nie chodzi tylko o utratę
      zdrowia. Tu chodzi o utratę marzeń, planów i znalezienie sensu dalszego życia.
      Większość osób niepełnosprawnych poddaje się i oddaje w opieke innych. Jest to
      podstawowy błąd ponieważ linia między pomocą a nachalnością jest tu bardzo cienka.

      Ci niepełnosprawni chcą uniknąć takiej sytuacji jaką mi np. zaserwowała
      ewowlenta, sugerując niejako, że swoją niepełnosprawnością obarczam innych i
      wykorzystuję do przepychanek. Każdy niepełnosprawny walczy o swoją niezależność
      w różny znany im sposób. Ci, którzy oddadzą się w opiekę rodziny, żony, męża po
      pewnym czasie przestają "walczyć". Stają się "piątym kołem u wozu". I oni to
      czują. Nawet najbardziej zakochana żona jak to zaznaczyła ewowlenta wypali się.

      Osobiście unikam ludzi niepełnosprawnych, ponieważ widzę jak ciężko im się żyje
      ile żalu mają do innych i do Boga. Ja nie mam żalu robie to co robie. Ale
      przebywanie z takimi ludźmi jest ciężkie i trudne. Dlatego wiedząc o tym, staram
      się być jak najmniej uciążliwy dla innych i... udaje mi się. Przynajmniej na
      razie udaje. Od żony chcę tylko jednego, aby sama nie wpędzała mnie w kompleksy
      związane z niepełnosprawnością. Aby nie wytykała mi tego. Bo wg. niej skoro jest
      jak jest to dlaczego mam udawać, że tak nie jest. A ja mówię wiem jak jest, ale
      nie muszę o tym pamiętać i mieć przypominane!! Bo żyje tak jakby tego nie było!!
      • dixia Re: droga żono... 18.04.06, 14:03
        Mam dobrą znajomą. Była w kadrze Polski na Para-Olimpiadę w Atlancie. Z jej
        opowieści wyłania się bardzo niekorzystny obraz ludzi niepłnosprawnych...
        Zazdrość i złośliwośc to cechy, które najczęsciej ich charakteryzują. Nie
        chciałem o tym pisac ponieważ to nie jest istota problemu by się tu licytować.
        Tak naprawdę to "głodny sytego nie zrozumie i odwrotnie"!
        Po raz kolejny napiszę Ci, że tak naprawdę nie chodzi tu o zęby. Bo gdyby to
        było naprawdę istotne dla Twojej żony - to rozwiązalibyście problem (albo
        ona)... Tu gdzieś tkwi jakaś zadra. Jakieś niespełnione nadzieje, jakiś ból,
        jakieś pretensje... I co najciekawsze moga być również urojone (na zasadzie
        Kowalska ma dobrze bo jej chłop może położyć dachówke samodzielnie) lub
        prawdziwe. Między Wami jest jakiś dysonans... Nie wiem w czym jest problem, co
        tkwi u podstaw... Obawiam się jednak, że gdzieś został utracony wzajemny szacunek.
        Moje wypowiedzi zmierzały raczej w kierunku byś wytrącił jej argument z ręki.
        • morbius1 Re: droga żono... 18.04.06, 14:11
          jakos podswiadomie mam takie samo zdanie jak dixia. jezeli nie uda ci sie
          aktywnie zony zaangazowac do wspolnej likwidacji zwerbalizowanego tematu to
          oznaczac bedzie dla mnie, ze "zadra" jest gdzie indziej.
          zycze powodzenia.
        • ewolwenta Re: droga żono... 18.04.06, 14:19
          > opowieści wyłania się bardzo niekorzystny obraz ludzi niepłnosprawnych...
          > Zazdrość i złośliwośc to cechy, które najczęsciej ich charakteryzują. Nie

          Dixia to są po prostu ludzkie cechy. Cierpienie sprawia, że trudniej jest je
          skrywać. Dlatego jest bardzo ważne by człowiek niepełnosprawny wiedział, że w
          kwestii obcowania z drugim człowiekiem musi być, właśnie szczególnie „sprawny”.
          Ci, którzy sobie z tym radzą zazwyczaj, mimo fizycznych ograniczeń, nie są
          postrzegani w kategoriach „ułomny”.
      • ewolwenta Re: droga żono... 18.04.06, 14:13
        > Większość osób niepełnosprawnych poddaje się i oddaje w opieke innych. Jest to
        > podstawowy błąd ponieważ linia między pomocą a nachalnością jest tu bardzo
        cien
        > ka.

        Raaaany! Wiesz, przeczytaj to jeszcze raz. Pomyśl obiektywnie nad tym co
        napisałeś. Zastanów się czy nachalnością jest lęk o zdrowie bliskiej osoby?
        Na czym polega nachalność Twojej żony?

        >Ci niepełnosprawni chcą uniknąć takiej sytuacji jaką mi np. zaserwowała


        Nie wiem czy zauważyłeś, ze określenie „zaserwowała„ jest trochę nieadekwatne?
        Cały ten wywód jest pełen kąśliwości. Żonie też tak mówisz? Przeczytaj to co
        napisałeś i zastanów się czemu odpowiedziałeś mi agresywne. Przed czym się
        bronisz? .


        > ewowlenta, sugerując niejako, że swoją niepełnosprawnością obarczam innych i
        Skoro nie obarczasz to czemu jest ona tak uwypuklona w Twoich postach? Czemu
        ignorujesz wszystkie wypowiedzi które sugerują, że Twoja żona też ma uczucia i
        cierpi. Czemu nie próbujesz nawet zastanowić się nad przyczyną pogorszenia
        relacji między Wami inną niż TWOJA CHOROBA i jej „złe” zachowanie?

        > wykorzystuję do przepychanek. Każdy niepełnosprawny walczy o swoją
        niezależność

        Walczy? Walczy z bliskimi, którzy chcą pomóc? Bo ich pomoc jest nachalnością?
        Wybacz ale teraz żonie się zupełnie nie dziwię.

        Twój największy problem to, to że nie dopuszczasz myśli, że Ty tez możesz
        popełniać błąd.
      • misssaigon Re: droga żono... 18.04.06, 14:18
        wszystkie powyzsze dywagacje oparte sa li i jedynie na informacjach podawanych
        przez ciebie...samo to juz zmusza do duzej dozy niefnosci w wyrazaniu opinii np
        o zachowaniu twojej zony (nota bene szkoda ze sie nie odezwala)
        chyba jestes rozzalony na forumowiczow ze nie opowiedzieli sie jasno za toba,
        przeciw twojej zonie sadystce - mialbys dobry argument w dyskusji...
        mam pytanie...czemu nie dasz wam szansy i nie poczekasz tego miesiaca kiedy to
        masz zrobic sobie zeby? czemu piszesz ten post wlasnie teraz?
        skoro uzupelnienie twoich brakow w urodzie to taka szybka sprawa to odczekaj
        jeszcze....i jezeli to nie pomoze wtedy pisz na forum.
        piszesz ze twoja zona uprawia socjotechnike? a co ty uprawiasz tutaj?

        ...........
        ps. podaj namiary na twojego dentyste, ktory robi implanty w 2 dni , u mnie
        trwalo to pol roku:((
        • kawitator Re: droga żono... 18.04.06, 17:35
          Drogi mężu
          Nie jestem Twoją żoną jestem facetem jak Dixia.
          Przeczytałem Twoje wypowiedzi:
          Kiedy poznaliśmy się oboje byliśmy piękni, zadbani i eleganccy.
          Ładnie i co z Tego jak byłem młody to tez byłem piękny elegancki i suuuper

          Przyzwyczajony byłem do dobrych ciuchów, dobrych kosmetyków. Skończyło
          się to wszystko, nie stać mnie było na dentystę przez co ma ubytki w zębach.
          Ale okazało się, że moja ułomność, którą znałaś akceptowałaś i podziwiałaś jak
          sobie z nią radzę teraz stała się dla Ciebie męcząca. Nie potrafię zrozumieć jak
          możesz mieć tyle jadu w sobie. Wiem przecież, że jestem "chory", ale czy to
          uprawnia Ciebie do wypominania mi tego?

          Ty jesteś chłop czyli facet ??? Płaczesz narzekasz ze nie jesteś młody i
          piękny że żona przytyła a ty masz dziury w zębach i nie stać Cię na najlepszego
          (najdroższego) stomatologa w mieście Do tego jesteś niepełnosprawny chory i
          nawet należy Ci się renta .
          Każdy ma swoje ułomności psychiczne i fizyczne z którymi się zmaga.
          Dorośnij chłopaczku ! Może Ojciec cię nie przeczołgał kilka razy to teraz słuchaj .
          Jesteś tu na tym może nie najlepszym ze światów. Chcesz czy nie chcesz grasz w
          grę zwaną życie
          To jest gra do dupy. Nie możesz wygrać, nie możesz zremisować a nawet nie
          możesz wycofać się i powiedzieć pierdolę nie gram Musisz grać i musisz przegrać
          W takiej sytuacji klasy zawodnika nie widać po tym czy wygrywa ale jak gra U
          ciebie klasy nie widzę. Przykro mi ale widziałem w życiu wielu zawodników i
          wiele zawodniczek którzy pomimo że dostawali w dupę od życia nieporównywalnie
          ostrzej niż Ty to grali tak ze czapki z głów O nich pamiętam i będę pamiętał O
          twoich postach postaram się szybko zapomnieć

          Napisałem tylko dlatego, że pomimo wszystko mam nadzieję że to tyko chwilowe
          załamanie i będzie Tobie też można powiedzieć „witaj na pokładzie” .
          • gorycz_zycia Re: droga żono... 19.04.06, 07:18
            Drogi kawitator - wiele w Tobie złości na ten świat, który wg. Ciebie jest
            niesprawiedliwy. Cóż sam świat jest sprawiedliwy, każdy dostaje to na co
            zasłużył. Widziałem gdzieś w moim wątku narzekanie na życie, świat, lub własną
            chorobę. A może poprzez tego posta postanowiłeś wyrzucić własne żale do świata i
            życia??

            Wybacz, ale tym się różnimy, że od życia biorę to co daję i próbuję jeszcze z
            niego coś "ugrać". Brakuje mi tylko współpracującego zawodnika. Bo jako wytrawny
            gracz chyba powinieneś wiedzieć, że gra zespołowa przynosi więcej korzyści
            aniżeli samotny strzelec.

            Współczuję Ci takiego spojrzenia na życie, które traktujesz jak dopust boży.
          • morbius1 Re: droga żono... 19.04.06, 09:01
            jak zwykle stawiasz na zimno prawidlowa kropke nad "i".
          • glamourous Re: droga żono... 19.04.06, 22:01
            Kawi, jak zwykle prosto i na temat. Szkoda ze tak rzadko piszesz, bo Twoje
            trzezwe spojrzenie jest na wage zlota.
            • ewolwenta Re: droga żono... 19.04.06, 23:10
              ;)))
        • gorycz_zycia [...] 19.04.06, 07:20
          Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
          • misssaigon Re: droga żono... 19.04.06, 08:17
            no to gratuluje...widac Warszawka nie nadaza za Poznaniem..;P
          • morbius1 Re: droga żono... 19.04.06, 08:59
            tak a'propos technicznej strony implantatu. moze sie tutaj nie rozumiemy i
            mowimy o dwoch roznych rzeczach.
            dla mnie implantat to odbudowy zeba, ktory juz nie ma korzenia -> konieczne jest
            wszczepienie w okostna przewaznie tytanowego sztyftu, na ktorym bedzie osadzana
            korona.
            jezeli mowimy o tym samym to powinienes dentyste, ktory ci mowi, ze za tydzien
            bedzie gotowe, kopnac tak mocno w dupe zeby zatrzymal sie dopiero za ksiezycem.
            1) zanim wykonasz implantat nalezy wyleczyc stomatologicznie wszystkie zeby tak
            aby nie wystepowaly potem niepotrzebne przesuniecia korzeni innych zebow oraz
            aby zlikwidowac do minimum niebezpieczenstwo ev infekcji w okresie pierwszego
            pol roku po operacji - czasokres 2 tygodnie do pol roku w zaleznosci od stanu
            uzebienia.
            2) nastepuje operacja - borowanie okostnej i wstawianie sztyftu. zabieg jako
            taki nie jest skomplikowany ale mozliwosci komplikacji sa duze. maksymalnie na
            raz nie powinno sie wstawiac wiecej niz jeden sztaft z kazdej strony szczeki.
            sztaft moze sie nie przyjac (szczegolnie gdy to nie jest tytan), mogo nastapic
            infekcje ale co najwazniejsze okostna i dziaslo potrzebuje minimum trzech
            miesiecy (lepiej 6 m-cy) aby sie do nowego nabytku przyzwyczaic i sie
            odpowiednio obkurczyc. w miedzyczasie czesto wstawia sie na implantat
            (szczegolnie gdy jest widoczny) tania plastykowa koronke tymczasowa.
            3) przeszlo pol roku bez komplikacji i wszystko jest w porzadku - dopiero teraz
            robi dentysta stala korone, ktora bedzie wkrecona na sztyft.

            jakiekolwiek inne rozwiazania to partactwo majace na celu tylko wyciaganie
            ludziom pieniedzy z kieszeni. technicznie jest mozliwe przeprowadzenie calosci w
            pare dnie ALE OKOSTNA TEZ MUSI TO ZAAKCEPTOWAC a to trwa. nie na lapu-capu.

            • skakanka6 Re: droga żono... 19.04.06, 09:42
              Sądzę, że autor wątku wiedzę czerpie z bannerów reklamowych - u mnie takowe
              wiszą - NOWE ZĘBY W JEDEN DZIEŃ
    • adamecki26 Re: droga żono... 19.04.06, 08:45
      Nie przejmuj się tak tym, w życiu różnie bywa. Weź się w garść i przede
      wszystkim za siebie. Jeżeli nie stac cię na wszystko, co chciałbys zrobić z
      sobą, swoim wyglądem, zdrowiem, to rób to etapami. Wiem że to boli, jak
      zostajesz odrzucony przez tą , która cie kochała i niby kocha. Wycisz się
      zastanów się i odpowiedz sobie analizując to wszystko, czy ona mnie jeszcze
      kocha. Człowiek, który kocha, robi wszystko by nikt przez niego nie płakał
      Trzymaj się ciepło i nie łam sie, bedzie dobrze
    • ewolwenta Re: droga żono... 19.04.06, 09:16
      Brakuje Ci zespołu? Z co robisz żeby go mieć? Co Ty dajesz swojej żonie?

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=40166373&a=40469494
      Zadałam Ci już kilka pytań, które wymagają konstruktywnej i pozytywnej
      odpowiedzi. Zignorowałeś je. Odpierasz tylko te posty, które odczytujesz jako
      zarzut. Niestety to do niczego Cię nie doprowadzi. Niczego się o sobie nie
      dowiesz. Nie zrozumiesz czemu gracz nie współpracuje, bo jej jak i nas, nie
      słuchasz, albo może słuchasz wybiórczo.

      Więc jak to jest z Twoją żoną? Co Ty jej dajesz? O co ona może mieć żal?
    • glamourous Re: droga żono... 19.04.06, 14:45
      gorycz_zycia napisał:

      > Czasem na pewne rzeczy nie mamy wpływu lub mamy minimalny, ale jest coś takiego
      >
      > jak miłość. Ona powinna pomagać w takich chwilach a nie znikać bo jest
      > niewygodnie.

      Na odczuwanie pozadania rowniez nie mamy wplywu, lub mamy minimalny. Milosc
      miloscia, ale pozadanie niestety chadza swoimi drogami.
      Nie mozna wbic komus do glowy "poswiecilem moj estetyczny wyglad dla rodziny,
      tyle dla was zrobilem, to teraz MUSISZ mnie pragnac z wdziecznosci za moje
      poswiecenia"
      Pozadanie wymyka sie niestety wszelkim nakazom typu "musisz", "powinienes",
      "wypadaloby", jest nieczule na prosby, blagania, awantury, rozmowy. Ono po
      prostu jest albo go nie ma, w dodatku to bardzo delikatna i plochliwa materia. A
      jesli po drodze gdzies sie je "zgubi" to potem ciezko jest je odzyskac,
      przywrocic perswazjami, wypominaniem swoich zaslug, rozmowami...
      Nie chce znow byc oskarzona przez autora watku o zlosliwosc, ale tak to juz
      niestety jest...
      • gosiana6 Re: droga żono... 21.04.06, 11:14
        Witam,pozwolę się przyłączyć do dyskusji bo dwie sprawy nie dają mi spokoju; 1-
        Zeby: kurcze nie chciałabym szczerbatego faceta któremu jedzie z gęby bo ma nie
        leczone zęby.Żadnego całowania,przytulania i chuchania brrr...Nie stać Cie na
        najlepszego to zasuwaj na NFZ.Przecież estetyka wyglądu nie należy się tylko
        bogatym,szkoda że nie wiesz o tym 2- Dla Ciebie może nie ma znaczenia czy
        powiesz żonie że jest puszysta czy gruba czy inny epitet.Ale dla NIEJ ma to
        znaczenie!! I trzecia sprawa której nie miało być :) za dużo tego gadania o
        markowych ciuchach,najlepszych dentystach.Było i mineło!A nie lubie jak ktoś
        tylko o forsie mysli...W sumie to chyba rozumiem żonę; nie dość że facetowi ze
        szczerbatej gęby jedzie to jeszcze wyzywa od grubasów i jęczy że nie ma
        pieniędzy bo wszystko na nią wydał.Jeszcze raz brrrr
        • gorycz_zycia Re: droga żono... 21.04.06, 11:50
          Miałem już się nie wypowiadać w tym wątku bo uznałem, że dyskusja jest
          zakończona. Mam jednak pewną zasadę a mianowice, na chamstwo reaguję zawsze.
          Inaczej pleni się na całego i później trudno go wytępić.

          Może się nie orientujesz, ale ubytek nie jest przyczyną smrodu jak to nazywasz w
          gębie. Przyczyną smrodu jest brak higieny i popsute zęby. Moje zęby opróczy tyh
          dwóch ubytków są zadbane i ładne. Widzę, że pokutuje tu obraz menela z
          zażółconymi zębami i czarnymi korzeniami. No cóż ja na tak wąski horyzont
          spojrzenia nic nie poradzę. Zęby mi się łamią ponieważ w moim organiźmie wapń
          jest nieprawidłowo przyswajany.

          Co zaś do ciuchów markowych i dobrych dentystów - stać mnie będzie już niedługo
          ponownie na to. I chociaż jak napisałem wcześniej stać mnie już teraz to jednak
          czekam na ustabilizowanie sytuacji.

          Już wcześniej napisałem, że do żony nie mówie epitetami. I chyba nie powiesz mi,
          że słowo puszysta jest epitetem. Nawet słowo gruba nie jest epitetem. Epitetem
          można określić np. słowo "tłuścioch" itp. Epitet ma za zadanie obrazić a nie
          zwrócić uwagę na fakt. To jest duża różnica.

          Kończąc jak widzisz spokojnie reagując na Twoje chamskie bądź co bądź odezwanie
          się mam nadzieję, iż na przyszłość przemyślisz zanim coś napiszesz. Jeżeli taka
          jesteś wobec swojego partnera to serdecznie mu współczuję. Jeżeli w sposób jaki
          się tutaj wypowiadasz porozumiewasz się z nim to jeszcze bardziej mu współczuję.

          Miłego dnia :)
          • ewolwenta Re: droga żono... 21.04.06, 12:14
            a na niewygodne pytania łatwiej nie odpowiadać
          • gosiana6 Re: droga żono... 21.04.06, 12:15
            Witam ponownie.Wiedziałam że moja odpowiedź Cie wzburzy i wyszlo może ostro ale
            chyba nie chamsko.Chciałam w ten sposób zwrócić Twoją uwagę na prozaiczne
            rzeczy które mogą irytować Twoją Żonę.Bo czasem myślimy o wielu skomplikowanych
            przyczynach a prawda leży na wierzchu.Szkoda że znowu zacząłeś o tych
            pieniądzach...za bardzo od nich uzależniasz swoje życie.Moja rada:jest coś
            takiego jak empatia-możesz ją wypróbować na Żonie.Z szacuneczkiem i
            pozdrowionkami pa pa
            • gosiana6 Re: droga żono... 21.04.06, 12:21
              Jeszcze coś!Dla mnie i każdej innej kobiety słowa "gruba' "puszysta" to złe i
              wstrętne EPITETY bo macie nas kochać i szanować i widzieć w nas WENUUUS...:)))
              • gorycz_zycia Re: droga żono... 21.04.06, 12:31
                Pieniędze szczęścia nie dają, ale bez pieniędzy żyć się niestety nie da. To
                pieniądze zapewniają nam bezpieczeństwo rodziny. Minęły czasy gdy mężczyzna
                maczugą bronił i chronił swoich bliskich. Więc gdy ktoś mówi, że pieniędze nie
                są najważniejsze może i ma rację. Jednak ja patrząc po znajomych widzę, że
                kobiety, które stać na kupno np. nowych butów częściej się uśmiechają od tych
                kobiet, które muszą zastanowić się na co mogą dziś sobie pozwolić. Większośc
                kobiet także nie tylko mężczyzn bardziej szanuje szanuje mężczyznę potrafiącego
                "robić" pieniądze od tzw np. "złotej rączki" którego się poprostu wynajmuje i
                płaci mu grosze.

                Wiesz, jeżeli prośba nie skutkuje odnośnie odchudzenia sie, to nie pozostaje nic
                innego jak np. podczas przymierzania kolejnego za małego ciucha powiedzieć
                "kochanie ciut puszysta jestes". I to ma być epitet?
                • gorycz_zycia Re: droga żono... 21.04.06, 12:36
                  I jeszcze taka uwaga odnośnie tuszy. Jak to jest drogie panie, że najbardziej w
                  ciąży i po tyją te najładniejsze i najszczuplejsze. Takich przykładów w moim
                  otoczeniu jest mnóstwo. Ostatnio miałem spotkanie klasowe ze szkoły średniej.
                  Wszystkie ładne dziewczyny, wyglądały o wiele gorzej od tych szarych myszek,
                  którymi kiedyś były. No może nie wszystkie, ale naprawdę duża liczba.

                  To jak kupowanie kota w worku. Bierzesz sliczna zadbana kobietę a po kilku
                  latach masz... Możesz lepiej podrywać te średniaki bo najlepiej na tym wychodzą :)
                  • gosiana6 Re: droga żono... 21.04.06, 12:51
                    No cóż może to tak że te kiedyś ładne zostały poderwane i zapłodnione po
                    zaobrączkowanie na przykład.I w ciązy mięśnie brzucha się
                    rozciąąąągają,podobnie piersi od nadmiaru mleka.Hormony wariują,apetyt
                    rosnie,mózg w3ariuje.A te szare myszki co ich nie poderawno i nie zapłodniono w
                    nagrode od matki natury zachowały ładne ciałko no i nie muszą wydawać forsy na
                    kaszki,pampersy i inne przyjemności.Żeby mnie nikt nie napastowywał że jestem
                    wredna to dodam że są piękne i zadbane matki i rozmemłane myszki po
                    trzydziestce :) a czasem wystarczy zmienić troszkę guścik i pomyśleć
                    sobie "kochanego ciałka nigdy za wiele" i pomyśleć że nie to jest w życiu
                    najważniejsze tylko fakt że zawsze można liczyć na drugą osobę.Że nie ważne że
                    puszysta,czasem humorzasta ale to przecież ona MOJA DRUGA POŁOWA JABŁKA
                • abdulian Re: droga żono... 21.04.06, 12:43
                  gorycz, daj spokój z tymi epitetami, nie przetłumaczysz jej. Niektórzy nie mają
                  pojęcia czym jest epitet i jak go należy rozumieć a ponadto noszą głowe tak
                  wysoko, że jakbyś kiwnął palcem nie w tą stronę co trzeba to prawdopodobnie
                  oznaczałoby, że ktoś myśli (o niej) że jest gruba...
                  • glamourous Re: droga żono... 21.04.06, 14:11
                    A ja nabralam przekonania ze to typowe polskie bezkrytyczne uzalanie sie nad
                    soba. Dowod : Gorycz Zycia reaguje nerwowo na jakiekolwiek forumowe slowa
                    krytyki, nie przyjmuje zadnych konstruktywnych sugestii, nie podejmuje tez
                    zadnej proby zrozumienia zony. Nastawiony jest jedynie na uzalanie sie nad soba
                    i tego oczekuje od nas tutaj na forum.
                    Pytanie do "Goryczy" : jezeli (tak jak piszesz) wstawienie sobie (raptem tylko
                    dwoch!) zebow to tylko kwestia kilku tygodni, to w czym problem?? Jaki jest sens
                    pisania teraz na forum lzawych postow? Powodzi Ci sie coraz lepiej, perspektywy
                    masz, zeby wstawisz sobie niedlugo, odzyskasz pewnosc siebie (w zwiazku z czym
                    zona tez pewnie zlagodnieje). Czyli wszytsko ma szane sie ulozyc juz niebawem -
                    wiec skup sie moze na tym co pozytywne, zamiast wylewac tu na forum kilometrowa
                    "gorycz zycia"...
                    • gorycz_zycia Re: droga żono... 21.04.06, 14:30
                      Gdybyś raczyła glamourous zauważyć to wątek napisałem, po dużej a nawet bardzo
                      dużej kłótni. Kłótnia ta była taką kroplą w szklance pełnej wody.

                      Co zaś do krytyki przyjmuję ją, ale się z nią nie zgadzam ponieważ ciężko jest w
                      kilku zdaniach opisać to wszystko co się dzieje, tym bardziej ciężko jest obcym
                      ludziom zrozumieć a co dopiero doradzić. Przecież sam wątek mój nie był wołaniem
                      o pomoc, nie był też prośbą o odpowiedzi. Był to niejako list do żony. Dlaczego
                      obrałem taką formę a nie inną? Odpowiedź jest skomplikowana a jednocześnie
                      prosta. Wysłałem ten list na forum ponieważ wiem, że bywa tutaj także o czym
                      pisałem. Ale głównym powodem było ignorowanie mnie przez żonę na komunikatorze.
                      Chciałem z nią porozmawiać, chciałem też ustalić kilka zawodowych faktów
                      (ważnych), ale jej upór był nie do przeskoczenia. Pozostawało mi rzucić czymś
                      ciężkim o ścianę lub.... wyżalić się pisząc do niej i licząc, że przeczyta.
                      Zresztą chociaż o tym nie wiem i nie widzę jej wpisów chyba przeczytała. Bo
                      atmosfera w domu jest hmm OK a nawet bardzo OK.

                      Wracając jeszcze do tych nieszczęsnych zębów tak przez was maltretowanych. W
                      kilku słowach trudno opisać jak to wygląda ale: żona czasami widząc moją
                      frustrację zębami sama mówiła poczekaj jeszcze cierpliwie ja kocham Twoje ząbki,
                      wiem, że robisz to dla mnie i dla "imię" (syna). Problem poprostu pojawiał się
                      podczas kłótni, gdy moje zęby stawały się kartą przetargową - kto komu mocniej
                      dokopie.

                      Myślę, że i tak dużo już napisałem, a jednak patrze i widzę, że nawet małej
                      części nie odkryłem tak naprawdę. Ja was i waszą krytykę rozumiem doskonale,
                      ponieważ gdy czytam swoje posty widzę w nich, jak łatwo można wyciągnąć
                      nieodpowiednie wnioski. Niestety forma pisana w tak krótkiej formie nie daje
                      możliwości przedstawienia wszystkiego. A i tak moje posty są długie jak na
                      standardy forum przystało.
                      • ewolwenta Re: droga żono... 21.04.06, 17:07

                        >ponieważ gdy czytam swoje posty widzę w nich, jak łatwo można wyciągnąć
                        >nieodpowiednie wnioski. Niestety forma pisana w tak krótkiej formie nie daje

                        Ale Ty oczywiście nigdy nie popełniasz błędu, prawda?

                        Ciekawe czy potrafiłabym Cię zmusić do reakcji i odpowiedzi na jakieś pytanie.
                        Może Tak Cię obrazić i zwymyślać od głąbów? Odpowiesz wtedy na, któreś z moich
                        pytań? :)
                        Czy one są za trudne?

                        Problem w tym, że ja zakładam że nikt nie jest głąbem i nawet jak mnie ktoś
                        wkurzy to staram się unikać etykietek a jak się nie da to unikam człowieka.
                        Nawet w chwili najgłębszego kryzysu mój facet pozostawał w moim odczuciu
                        uczciwy, inteligentny, nigdy nie zapominam że ma wściekle niebieskie oczy kilka
                        innych pozytywnych cech.

                        Nie rozumiem jak to możliwe, że ktoś tak elokwentny jest jednocześnie tak
                        zamknięty na słuchanie.
                      • astreja Re: droga żono... 21.04.06, 17:10
                        nie czytałam wszystkich wypowiedzi jest ich mnóstwo, zastanawiam się czy w
                        końcu zamierzasz pogadać z żoną, iśc na terapię, życ tak, rozstać się?
                        zamierzasz coś zrobić?


                        pozdrawiam
                        • tomek_abc Re: droga żono... 21.04.06, 18:08
                          nie śledzę z zapartym tchem tego wątku
                          ale ...

                          Wstaw sobie chłopie te zęby do cholery
                          i nie marudz.
                          Nie musisz przecież od razu wstawiać tytanowych implantów.
                          Gdyby wszyscy czekali na to, aż będą miec kasę na tytany, to
                          pół świata uśmiechałoby sie szczerbato

                          Ps Byłoby mi głupio raczyć moją drugą połowę szczerbatym uśmiechem
                          dlatego u dentysty (niestety ) byłem ze 100X

                        • ewolwenta Re: droga żono... 21.04.06, 18:32
                          Wygląda ma to że Gorycz tylko chce się pożalać nad sobą.
                          • morbius1 Re: droga żono... 21.04.06, 18:49
                            a dajcie juz temu chlopu spokoj. powyzalal sie nad soba, dostal bure od was.
                            teraz musi sam pomyslec. albo do niego cos dotarlo albo pojdzie w zaparte. ten
                            proces jednak troche musi potrwac.
                            bylbym ciekaw jak ta sytuacja bedzie wygladac za 2-3 miesiace.
                            • kawitator Re: droga żono... 23.04.06, 07:44
                              Nie odzywam sie za często bowiem zdaję sobie sprawe ze swojej niewiedzy w
                              sprawach stosounków miedzy luźmi. Czasami komentuję postwy ludzi kiedy mnie
                              zadziwią wkurża lub rozśmieszą. Tutaj już nie piszę do "Goryczy zycia" . Widac
                              po tylu postach napisanych do niego że jest on nieprzemakalny na argumenty .
                              Nie ma mu się co dziwic wyznaje bowiem bardzo specyficzną postawę życiową
                              Jeżeli wrócimy do jego pierwszego postu z tej przydługiej prawie barokowej
                              formy można wyczytac tylko tyle.
                              Bylismy dobrym małżenstem w kazdym razie dla mnie. Coś się posuło. Bardzo się
                              popsuło. Doszło nawet do tego, że z obu stron padły słowa które z żadnym
                              wypadku nie powinny paśc. Winna tego wszystkiemu jest żona i tylko żona ja
                              jestem niewinny skrzywdzony . Nie jestem ideałem, ale każde z drobnych moich
                              uchybień spowodowane było wściekłymi atakmi żony która niedobra jest . Ty zła
                              kobieto dlaczego jestes taka niedobra dla mnie wspaniałego poswiecającego sie
                              faceta A jeżeli nawet byłem skurwysynem to porzecież jestem taki chory mam
                              dziurę w żębie i należy mi sie wspólczucie żal i opieka bo JESTEM .
                              W tej formie która miała przypominac list do żony, rozpaczliwy list bedący
                              próbą ratowania związku jest powiedziane tyle że od każdej normalnej kobiety
                              dostał by kopa na dalsza droge
                              Jestem pełem podziwu dla wielu dyskutantów którzy w łagodnych słowach
                              delikatnie chcieliu zasugerowac "goryczy życia", że może sie myli, że może ta
                              sytacja dokładnie nie wyglada tak jak on to widzi. W odpowiedzi otrzymywali
                              dogłębne charakterystki własnych osób oraz w opzycji do ich czarnych
                              charakterów nie rozumiejących "goryczy życia" wykład o jego Goryczy oczywiscie
                              wspaniałości i niewinności Taka postawa widoczna jest w praktycznie każdym
                              poście i jest dokłądnie taka sama jak w pierwszym skierowanym niby do żony To
                              nie jest facet który odezwał się na forum aby usłyszec może czasem przykre ale
                              szczere w swej subiektywności opinie z punktu widzenia innych ludzi. Gorycz
                              chciał potwierdzenia swojej postawy. Jestem wspaniały i mam wstrętną żonę. To
                              ona jest wszystkiemu winna. Dla mnie przykład metroseksualnego nic klasyczny w
                              swojej czystości mającego pretensje do świata że nie pada na twarza przed tak
                              wspaniała jednostka . Wychowanego przez nadopiekuńczą matkę bez ojca w domu,
                              czegoś co uważa się za faceta bo ma fiuta.
                              Dla mnie konieec wątku Howgh!
                              • gorycz_zycia Re: droga żono... 04.05.06, 08:39
                                Nie odzywam sie za często bowiem zdaję sobie sprawe ze swojej niewiedzy w
                                sprawach stosounków miedzy luźmi.

                                -------

                                Dziękuję kawitator, że zechciałeś się wypowiedzieć w tym wątku doceniam to.
                                Skoro tak zaznaczasz bardzo fakt, iż rzadko się udzielasz nie pozostaje mi nic
                                innego jak podziękować :).

                                Co zaś do Twoich dalszych wypowiedzi pozostawię bez komentarza z drobną sugestią
                                z mojej strony, abyś jednak zastosował się do swojego pierwszego zdania na
                                przyszłość, szczególnie cytuję "zdaję sobie sprawę ze swojej niewiedzy...."

                                pzdr :)
                                • ewolwenta Re: droga żono... 04.05.06, 09:17
                                  niech Cię gorycz_zycia nie zwodzi skromność Kawitatora
                                  • gorycz_zycia Re: droga żono... 04.05.06, 09:38
                                    A kto mówi o skromności?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka