gorycz_zycia
12.04.06, 10:22
Kiedy poznaliśmy się oboje byliśmy piękni, zadbani i eleganccy.
Nasz seks przypominał sceny najbardziej namietnych filmów, żyliśmy jak w
bajce. Będąc ze sobą związani, mieszkając razem bez ślubu byliśmy szczęśliwi.
Słyszałem od Ciebie miłe słowa, które łechtały moją męską próżność. Mówiłaś o
tym jak mnie podziwiasz, jak cenisz za to o robię. Szeptałaś słowa kocham,
tuliłaś się i całowałaś. Przyszedł czas kłopotów, dużych i małych a my wciąż
razem wspólnie pokonywaliśmy przeszkody w domu zapominając o nich. Tak
przeleciało 3 lata naszego życia. Od początku obiecywaliśmy sobie szczerość.
Bardzo mi na tym zależało. Ja znając Twoje problemy rodzinne, Twoje smutne
dzieciństwo chciałem abyś czuła się bezpieczna u mnie. Nasze zabawy erotyczne
były wspaniałe. Wpadliśmy, fakt już zastanawialiśmy się nad dzieckiem, ale nie
ukrywajmy, że do ślubu pchnęło nas dziecko. Kochaliśmy się, dziecko
niespodziewane scementowało nas mocniej i czuliśmy potrzebę pobrania się.
Nastąpił czas wielkich zmian. Zabrakło nam pieniędzy - straciłas pracę.
Oszczędzaliśmy na wszystkim. Ty na ubraniach, ja też. Oprócz tego zaniedbałem
się. Przyzwyczajony byłem do dobrych ciuchów, dobrych kosmetyków. Skończyło
się to wszystko, nie stać mnie było na dentystę przez co ma ubytki w zębach.
Wciąż marzę o tym, że być może zaoszczędzę pieniądze i zrobię/naprawię zęby.
Wstydzę się uśmiechać do ludzi, dlatego jestem odbierany ostatnio jako ponury
człowiek, a wcale tak nie jest. Jestem poprostu smutny. Ty także siebie
zaniedbałaś. Wciąż mówiłaś mi żeby poszedł zrobić sobie zęby, ale przecież nie
miałęm pieniędzy, kazałaś mi iść do darmowego stomatologa z NFZ, ale ja nie
chcę mieć mostków. Ja chcę mieć ładne zęby zrobione w profesjonalny sposób.
Wiem, że naprawa kosztuje dużo (2000 zł). Czekam, bo powoli wychodzimy z
kłopotów finansowych i chcę na wakacje zrobić. Do pewnego momentu akceptowałaś
mój wygląd, mówiłaś, że doceniasz fakt, iż własnym zdrowiem oszczędzałem aby
tobie i dziecku dać jak najwięcej. Teraz gdy coraz częściej się kłócimy
zaczynasz śmiać się z mojego wyglądu. Oboje wiemy, że wystarczy mi m-ac
siłowni, wizyta u stomatologa i nowy ciuch abym znów wyglądał tak jak kiedyś.
Nic więcej mi nie brakuje. Przynajmniej ja tak myślałem. Ale okazało się, że
moja ułomność, którą znałaś akceptowałaś i podziwiałaś jak sobie z nią radzę
teraz stała się dla Ciebie męcząca. Nie potrafię zrozumieć jak możesz mieć
tyle jadu w sobie. Wiem przecież, że jestem "chory", ale czy to uprawnia
Ciebie do wypominania mi tego? Dlaczego nie widzisz tego tak jak kiedyś, że
pomimo mojej ułomności radzę sobie w życiu czasami lepiej niż normalni zdrowi
ludzie. Przecież Ty między innymi za to mnie kiedyś podziwiałaś! Sama mówiłaś
"nie wiem kim byś był będąc zdrowym, jak daleko byś zaszedł, ale boję się to
sobie wyobrazić." Gdy się poznaliśmy nie kochałem Cię, przeżywałem rozstanie z
kimś innym. Walczyłaś o mnie. I tą walką i oddaniem, swoją dobrocią zdobyłaś
mnie. Zakochałem się w Tobie. Było wspaniale, spełniałaś w łożku moje wszelkie
oczekiwania, czasem nawet mnie zaskakując.
PO ciąży była gruba, nie przeszkadzało mi to, ale jednocześnie starałem się
mobilizować Ciebie do odchudzania, rezygnując z własnych potrzeb inwestowałem
w Ciebie. Kupowaliśmy preparaty odchudzające, które chciałaś. Niektóre z nich
były drogie. Schudłaś, ale zaprzestałaś dalszego odchudzania. Zostało i 10 kg
nadwagi. Nie robisz z tym nic, a jednak wciąż jesteś dla mnie atrakcyjna.
Wciąż Ciebie kocham, a jednak mi odmawiasz seksu. Czujesz się na przemian
atrakcyjna i nie atrakcyjna. Gdy kupisz nowy ciuch czujesz się w nim super,
wtedy nawet seks jest między nami. Ostatnio szarpnęliśmy się na ryzykowny
krok. Postawiliśmy wszystko na jedną kartkę. POwoli zastanawiamy się czy nasza
inwestycja wypali i spełni nasze oczekiwania. Oboje jesteśmy nerwowi i źli, za
kłody jakie rzuca nam życie.
Już bardzo dawno temu nie kochaliśmy się. Odmawiałaś mi z różnych przyczyn.
Zaczęliśmy się mocno kłócić. Podnosisz na mnie rękę. Mam po wczorajszej kłotni
dwa duże siniaki, a ramieniu i pod sercem na zebrach. Ja nie podniosłem na
Ciebie ręki, Ty na mnie tak. Wypomniałaś mi z nienawiśćią moją ułomność.
Powiedziałaś mi, że mam dwie lewe ręce, powiedziałaś mi, że wstydzisz się
mojej ułomności. Ja nie byłem dłużny zarzuciłem Tobie, że jesteś gruba.
Zrobiłem to w akcie desperacji, bo nie mogłem już znieść poniżania.
Rozumiem, że w czasie kłotni ludzie mówią wiele, rzeczy które bolą.
Ale po kłotni chciałem się z Tobą pogodzić, za każdym razem biłaś mnie i
wyzywałaś każąć spier...ć. Powiedziałaś nawet, że jestem mięczak po przychodzę
i proszę o zgodę.
Powiedziałaś, żę inwestycję robiliśmy po to, żebyś mogła mnie w d..e kopnąć i
wygonić z domu.
Dziś rozmawiamy normalnie, ale to boli.