Dodaj do ulubionych

znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie tak?

21.05.06, 13:23
Witam pamietających mój wątek i tych, którzy są w mej sprawie pierwszy raz,
proszę powiedzcie czy ja się czepiam, czy ze mna jest coś nie tak....
Juz Wam dziękowałam, w domu mimo iż ciągle sądzę, że wine ponosimy oboje -
starałam się aby wszystko było ok i tak wytrwaliśmy do dzis wieczora-podkusiło
mnie aby pobawic sie jego nowym telefonem (oczywiście ze jego zgodą)bardzo
szybko się okazało że tel. ma hasło, gdy poprosiłam o nie uzyskałam odpowiedz
negatywną no i się zaczeło że tel. to jego prywatność, że ja chce wszystko
kontrolować itp. Dodam, że w starym nie mial hasel i nigdy nie zabaepieczalismy
przed soba jakichs informacji, do tej pory mamy wglad na swoje poczty e-meil,
gg. No nie wiem czepiam sie czy nie o ten tel? Bynajmniej od slowa do slowa
wyszla awantura i znowu jego postawa, ze mu nie zalezy, w sumie nie wie czy
mnie kocha, by sie wyprowadzil ale narazie nie ma gdzie, ze z nikim nie jest itp.
Probowalam ściągnąć go na ziemię, mówiłam, tłumaczyłam (o nas, dziecku, życiu,
realiach itp)- postawy nie bede opisywala - dla znajacych watek - taka jak
poprzednio. Znowu wyprowadzil sie z sypialni, a ja znowu prosilam o powrot.
Nie mozemy z soba rozmawiac, on jest nastawiony na nie, zadne moje czyny,
starania wg niego nic nie wniosa, nastawil sie na NIE i koniec (nie wiem jak
mu pomodz- i tu znowu odniose się do charakteru- twierdzę, że otoczył się
skorópą do którje sam nie jest do końca przekonany, przy rozmowie jak jest w
naszym związku zle wypuszcza kilka łez, widzę ze uparł się i za wszelką cenę
nie chce dopuścić mnie do siebie wiedząc że może popełnia błąd. Jego charakter
nie pozwala mu na uległość i zmianę postawy, którą przyjął. No nie wiem, chyba
że to ja jestem jakas kompletnie nie kumata i sama wymyślam sobie te
historie). Wiem, robie z siebie meczennice, glupka bo i po co sie staram, co
mnie tak ciagnie w strone nas - nie chce go stracic, jest ojcem mojej
coreczki, nadal go kocham, czy ze mna jest cos nie tak? Poradzcie, dajcie
przykłady, a może oświećcie mnie - może jestem ślepa?
Obserwuj wątek
    • woman-in-love Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 21.05.06, 13:52
      często nie ufamy swoim odczuciom, zastanawiamy sie, czy to możliwe, co sie
      dookoła dzieje? Z tego co piszesz widać tylko Twoją interpretację. Ciekawa
      byłaby relacja drugiej strony. Założę się, że byłaby to diametralnie inna
      historia. Sztuka polega na tym, zeby popatrzeć na sprawy oczami drugiej strony.
      Czy mogłabys wyobrazic sobie, ze jesteś nim, a rozmawiasz z sobą? To znaczy
      odtworzyć rozmowę z jego perspektywy? Poszukaj psychologa, moze pomóc w takiej
      psychodramie. To bardzo wiele uczy. A zrozumieć drugą stronę to połowa sukcesu.
      Uszy do góry!
      • romulus11 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 21.05.06, 17:01
        Dziewczyno,kazda istota potrzebuje wolnosci,zaufania,cierpliwosci.Z twojej
        wypowiedzi wychodzi potworna zazdrosc,ktorej malo ktory facet wytrzyma.Daj sobie
        luz bo skonczysz siebie i faceta.
        • zmagda1 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 21.05.06, 17:55
          Jeśli czytałeś dokładnie pierwszy temat to powinienieś wiedzieć że tematem
          przewodnim nie jest zazdrość, i to raczej nie jest nasz problem.Pozdrawiam.
          • misssaigon Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 21.05.06, 18:36
            a czy wykluczylas na 100% kochanke? bo; wyprowadzki z sypialni, kłótnie o
            drobiazgi, wybuchowa atmosfera, zahasłowanie telefonu - moze rownie dobrze
            swiadczyc o prowadzeniu podwojnego zycia...a przy okazji twoje zachowanie moze
            go utwierdzac w przekonaniu ze dobrze robi bo "ona go nie rozumie, wcale ze
            soba nie spia...." cytujac klasyke...
            • kurka_wodna2 walka o wolność 21.05.06, 19:26
              Witaj,
              W naszym ekszwiązku,pierwszym sygnałem szukania/trwania innego życia było
              właśnie ukrywanie jego spraw.
              Irytowały biedaczka moje najprostsze pytania,którym natychmiast przypisywał
              próbę kontroli.
              Twój partner powiedział co wiedział-nie ma dokąd pójść-to jest chyba sedno.
              Czy jest tam jeszcze coś do sklejenia?
              • zmagda1 Re: walka o wolność 21.05.06, 20:38

                > W naszym ekszwiązku,pierwszym sygnałem szukania/trwania innego życia było
                > właśnie ukrywanie jego spraw.

                Moze i u nas jest tak jest, z tym ze on twierdzi ze nie ma nikogo, ale jak na
                moje domysly - moze nie ma ale jakby kogos szukał, a może juz po mału budował
                inny związek.

                > Twój partner powiedział co wiedział-nie ma dokąd pójść-to jest chyba sedno.

                Ale jakie sedno, mieszkamy w duzym mieście, oboje pracujemy i stac nas na pewne
                rzeczy, nie wiekm, może jestem w błędzie, ale na chwile obecna wydaje mi się, ze
                mógłby choćby sobie coś wynając a tego nie robi, no chyba że mu wygodnie-
                poprane, coś zgotowane i pewne lokum.
            • zmagda1 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 21.05.06, 20:35
              On mowi, ze nie ma nikogo, ja mam wrazenie ze moze i nie ma ale jakby staral
              sieo kogoś. Nie wiem, może sie myle.
    • matylda_n Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 21.05.06, 20:30
      A tak z ciekawości to telefon jest prywatny czy służbowy ?
      Przez taka skorupę niestety ciężko jest sie przebić, ale nie jest to rzecz
      niemożliwa. Może tymczasem uczanuj, że on jest na nie i nie oczekuj, że nagle
      zmieni zdanie. Próbowałaś rozmawiac z nim dlaczego jest tak negatywnie
      nastawiony ? Co z jego punktu widzenia niepasowało mu tak bardzo, że w tej
      chwili gotowy jest odejść ? Jeżeli jeszcze o tym nie rozmawialiście, to
      przygotuj się na kilka gorzkich słów z jego strony, bo przy takiej rozmowie
      pewnie sie bez nich nie obejdzie, niestety. Zastanów się, czy on nie zamknął
      się w sobie by uniknąć cierpienia. Może czymś nieświadomie go ranisz, albo
      oboje się ranicie ?
      Pozdrawiam
      • zmagda1 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 21.05.06, 20:40
        matylda_n napisała:

        > A tak z ciekawości to telefon jest prywatny czy służbowy ?

        Telefon prywatny, słuzący służbowo.
        • anetazw Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 22.05.06, 15:52
          Witam
          sytuacja identyczna jak u mnie - te same tłumaczenia i te same zachowanie.
          Już sobie odpuściłam, poznałam kogoś, jest z drugiego końca Polski, zaczynam
          mam nadzieję piękny romans.
          Czuje sie adorowana, atrakcyjna, i ta chemia mi ise podoba!
          Polecam!
          • zmagda1 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 22.05.06, 18:08
            Powiedz co się okazało, że odpuściłaś - miał kogośczy tak cos mu odbiło i miał
            dość wspólnego życia, ile czasu trwała wasza trauma, czy macie dziecko? Ja jak
            narazie nie potrafie odpuścić, ciągnie mnie do wspólnych chwil, choć cholernie
            brak mi ciepłych słów, czucia się jak kochana kobieta, żartów, czułości itp...
            • kurka_wodna2 znowu ja- 22.05.06, 23:20

              Podobała mi się pewna wypowiedź :
              postaw w korytarzu torbę podróżną...
              A może warto spróbować ta ostudzenie...
              • zmagda1 Re: znowu ja- 23.05.06, 08:39
                Cholerka, znam mego męża i sądzę, że wziąłby te walizkę i wyszedł. Jego upór nie
                pozwoliłby mu na inna decyzję. Już teraz ma na swoim koncie kilka spraw, które
                zakończył po swojemu, a teraz chciałaby naprawić jednak nie może się do tego
                przemodz. Tak więc boję się, że byśmy się zatracili, on honorem (mimo nawet
                działania przeciw sobie) tym bardziej nie dążył by do naprawy naszego
                związku.Dlatego mam taka postawę jaką mam i strasznie trudno jest mi zawziąć się
                w sobie i przynajmniej udać iż go olewam. No chyba, że to wszystko sobie
                wmówiłam, dopowiedziałam....ale sądzę, że tak nie jest.
                • matylda_n Re: znowu ja- 23.05.06, 09:15
                  >a teraz chciałaby naprawić jednak nie może się do tego przemodz.

                  A może poprostu nie wie już jak naprawiać ?

                  Podzielam twoje rozterki związane z wystawieniem walizki mężą. Uważam, że
                  dopóki nie ustalicie źródła waszych problemów, nie określicie tych wszystkich
                  spraw, które was doprowadziły w ten ślepy zaułek to tymczasowe rozstanie może
                  jedynie utrudnić wam wszelkie próby porozumienia. Nie toleruj takiej postawy
                  męża, dąż do konfrontacji, przypominaj mu, że problem trzeba rozwiązać a nie od
                  niego uciekać. Tylko nie męcz go tymi poważnymi rozmowami codziennie, trochę
                  czasu na przemyslenia tez musi sie znaleźć. Może warto abyś poszperała w
                  księgarni ? Może znajdziesz w niej jakąś pomocną książkę o konfliktach w
                  małżeństwie ?
                  Powodzenia
                  • kici10 Re: znowu ja- 23.05.06, 09:49
                    Uważam, że czasowe rozstanie pozwala ustalic właściwą perspektywę. Jak dotąd
                    cały czas zastanawiasz się co on sądzi i sama sobie odpowiadasz. Nie możesz
                    tego wiedzieć. Jeśli on odmawia rozmowy z Tobą, to nic nie wymyślisz, żeby go
                    do tego zmusić. Czas najwyższy zająć się sobą i przestać się poświęcać dla
                    partnera,który wygląda na to obserwuje Ciebie i tendencyjnie zbiera punkty
                    przeciwko Tobie. Być może ma romans, albo ma na niego ochotę. Uzasadnia sobie w
                    ten sposób, że jesteś do bani i ma moralne prawo rozglądać się za kimś innym.
            • anetazw Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 24.05.06, 08:53
              Odpuściłam sobie po tym jak kolejny raz usłyszałam że on nie czuje potrzeby
              mnie przytulić - wróciłam do domu po 3 dniach ciężkiej harówy w delegacji - do
              tego że on niem ma o czym ze mną rozmawiać, nie przywitał, nie zrobił nawet
              szklanki herbaty..
              Po prostu zdałam sobie sprawę że tak dalej żyć nie można. Jestem młoda, mam
              dziecko ale to dopiero początek mojego życia a nie koniec. Nie jestem w stanie
              zmusić kogoś żeby mnie kochał i to okazywał.
              Poznałam kogoś, kto mnie adoruje, zdobywa, i to mi się podoba. Nie zrezygnuję z
              tego, bo za długo żyłam w zawieszeniu. Czułość, wsparcie, i wiara w to że ktoś
              obok pomoże jest dla mnie teraz zbyt pociągające.
              Dziewczyny! Rozejrzyjcie się dookołoa. Dlaczego mamy czekać na błędnych
              rycerzy??? Skoro faceci mają problem to niech go rozwiążą, albo niech p[oproszą
              o pomoc! Skoro nie mam ani jednego ani drugiego to na co my czekamy??? Na cud??
              Czy jest tu choć jedna osoba na tym forum, któa miała taką sytuację jak myu i
              teraz jest w stanie napisac że jest szczęśliwa i że mąz się zmienił??
    • aksamitka35 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 23.05.06, 12:10
      Nie zgłupiałas:)
      Przeszlam to samo. Ma kochanke. Niestety mamy 15 laetni straz malzenski, 2
      dzieci, za duzo wspolnych spraw zeby sie rozstac. On z nia zerwal kilka
      miesiecy temu, powiedzial ze nigdy mnie nie opusci, ale... nigdy juz mnie nie
      dotknie. Podobno sie brzydzi:) Nie jest to mile. Ja go nadal bardzo kocham. I
      nie moge sobie poradzic z brakiem seksu. Tez nie wiem co dalej robic. Ale wiem
      jedno - juz jestem pewna ze nie zglupialam, ze mi sie nie wydawalo, ze nikt ze
      mnie glupka nie zrobi. Pozdrawiam.
      • kici10 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 23.05.06, 13:57
        I Ty tkwisz w związku, gdzie facet się Ciebie brzydzi? A gdzie szacunek do
        samej siebie. Jak ktoś ma Cię szanować skoro sama tego nie robisz. Jaki wzór
        dajesz swoim dzieciom. I co uważasz, że tak do końca życia będziecie tkwić obok
        siebie jak dwoje obcych ludzi, że się nigdy nie dotkniecie? To jest marnowanie
        życia na własne życzenie. I to nie tylko swojego. Swoim dzieciom też podajecie
        gotową matrycę na dalsze życie. Ponadto nie sądzę, aby zerwał z kochanką, skoro
        Ciebie nie chce dotknąć.
      • zmagda1 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 23.05.06, 14:36
        Aksamitka35, ale ja sobie nie wyobrazam tego co Ty piszesz, nie wyobrazam sobie
        jak tak moe być, ja i owszem chcę trzymac nasz związek, jak narazie wierzę mu że
        nie ma nikogo, że zmęczył się nami, jesli chodzi o łóżko to staram się zwabiać
        do sypialni abysmy choć sie przytulili nie dzielili łóżka i pokoi, sądze że na
        ile mi się uda choć tak go trzymac , to może być lepiej w całym naszym związku,
        a na sprawy "sexowe" też mam swoje sposoby, których jak dotychczas nie oparł się
        beąc we wspólnym łózku.
      • clnumber9 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 27.05.06, 10:53
        Aksamitko, zgadzam sie z Toba. Jasnowidzami nie jestesmy ale na moj nos (wcale nie jakis gigant), on ma kochanke. Zaprzecza, bo mu tak wygodnie. Ja i moja cudowna Kobieta mamy swoje konta mailowe ale oboje znamy hasla do nich - gdybym ja zauwazyl, ze ona potajemnie odczytuje sms np. w lazience, od razu chcialbym o tym porozmawiac - tak samo z jej strony. A dzieki temu, ze mamy pelne zaufanie do siebie, wcale nie chcemy byc przy wszystkich swoich rozmowach telefonicznych, czytac smsow lub sprawdzac poczte. Wystarczy swiadomosc totalnej pewnosci i bezgranicznego zaufania. Rzecz chyba nie w tym, ze on w ogole zalozyl haslo na komorce, bo to jest normalne zabezpieczenie - gorzej, ze nie ujawnia go swej zonie - ma powody. Jesli nie ma, powinien uruchomic komorke, pokazac jej wszystkie otrzymane smsy zachowane w pamieci, pokazac historie numerow i jesli jest czysty jak lza, powinien zamiast sie wsciekac - kupic butelke dobrego wina i roze, a potem przytulic i powiedziec, ze niepotrzebnie sie niepokoila. Ale on tego nie zrobi. Dla mnie to jest koniec ale to ona podejmie decyzje
        • zmagda1 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 27.05.06, 23:47
          Siadłam do kompa bo 2 dni czekałam na męza, który wróci ze szkolenia, wczesniej
          jak to ktoś juz pisał "rzucił mi ochłapy, którymi się zadowoliłam" wydawał mi
          się, ze przemyslał sytuacje itp, było jakos w miare ok; wyjechał, dzwonił i niby
          też ok; ja dzis pół dnia myślałam o wieczorze - kolacyjka, winko itp. I wrócił -
          zmęczony, drażliwy, czepialski znowu do każdego mego słowa. Kolację zjedliśmy
          jeszcze w miare ok, ale pózniej, a szkoda gadac. w efekcie usłyszałam, że on
          mnie nie poznaje, co jestem taka mila itp., a najgorsze że każde moje słowo
          waży, decyduje, rozkazuje itp. Siadł na kanapie ziewa, zamyka oczy mówię aby
          szedł się kapac i kładziemy się, on na to że bedzie spał na kanapie abyśmy oboje
          się wyspali bo będzie chrapał. Mówiłam aby przyszedł do sypialni, on że nie,
          żebym dała mu spokój, jutro bedziemy rozmawiać bo on dziś nie ma chęci poza tym
          to nie czas na takie rozmowy.
          Ręce mi opadają na całej lini, on gra jak mu muzyka zagra, manipulije, niszczy
          psychicznie, nie mam siły a jednoczesnie nie mam odwagi na decydujący krok
          rozstania.
          Clumber9, Aksamitko pewnie macie rację, otwieracie mi szerzej oczy i upewniacie
          w tym co się domyślam, siedze piszę to i ryczę, wcześniej wyłam bo nie mogłam
          doczytać Twego tekstu Clumber bo ja mam takie samo zdanie o hasłach, pinach
          itp., u nas zawsze była tak jak piszesz. Tak myśle, że straciłam wiarę w siebie
          i stąd brak zdecydowania, Boże mam dość.........
          • zmagda1 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 28.05.06, 00:25
            Ale jeszcze jedno- temat innej kobiety - gdyby mnie zdradzał - powiem Wam, że
            oprócz tego nieszczęsnego pinu w tel. nie ma żadnych innych podejrzeń: sex
            zawsze po mojej stronie (on z racji pracy czesto zmęczony), czasu na schadzki
            też raczej nie ma (wraca do domu w tych samych godz. co wracał, nie wychodzi
            dodatkowo), w pracy raczej romansu nie ma bo nie mają tam czasu i warunków na
            pogawędki poza tym znam kilka osób od niego w tym jego zwierzchników (jestesmy
            na TY)i on nie unika mego spotkania z nimi (przy jakiejś okazji). Czyżby
            zadłużył się w lasce i starczała mu rozmowa tel., sms?
            • gabi967 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 28.05.06, 10:48
              A czy w pracy u męża nie pojawiła się jakaś nowa kobieta,która mogła mu
              zawrócić w głowie.Piszasz że w pracy nie mają czasu na pogawędki,może dlatego
              rozmawia lub smsuje z nią przez telefon.A jego zwierzchnicy mogli nawet nic nie
              zauważyć,bo jeżeli ty ich znasz to on się może przed nini kryć.Wydaje mi się że
              mogło jeszcze nie dojść do fizycznej zdrady,narazie to zauroczenie lub on nie
              ma jeszcze odwagi na coś więcej.Jego wymigiwanie się od spania razem -może
              właśnie wieczorem gdy on myśli że śpisz to rozmawia z nią lup piszą do siebie
              sms.Przy najbliższej okazji poobserwuj czy nie dostaje wieczorami sms.I moja
              rada niepoddawaj się nie pozwól żeby jakaś laska odebrała ci męża.Nie pokjazuj
              posobie jak bardzo ranią cię jego słowa.Głowa dogóry może nie wszystko jeszcze
              stracone.
              • zmagda1 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 28.05.06, 11:31
                Gabi967 dzięki za chwilę poświęconą mojej osobie, cierpie i walcze obserwuje,
                wnioskuję i się denerwuję, mój charakter nie pozwala mi na spokój, a najbardziej
                wkurza mnie ta jego czepialskość. Będę walczyła, zniosłam nie jedno i nie jedno
                jeszcze mogę znieść, ale powiedz - wyniusł sie znowu z sypialni (zobaczymy czy
                to na ten wczorajszą noc czy na inne tez), jeśli na inne też to co robić, znowu
                go nakłaniać, wabić czy czekać - sama nie wiem co obrać?
                Z sms masz rację, może być to zródło podstawowych kontaktów, ale i tu mam
                kłopoty on często dostaje sms od kontrahentów, czy naszych wspólnych znajomych i
                są to również pory wieczorne, a raczej nie zaobserwowałam aby robił cos
                potajemnie (sms czy telefony). Oj męka przede mną, tylko czy warto za wszelką
                cenę? Wiem że robię to dla siebie, dziecka, no ale...
                • aksamitka35 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 28.05.06, 13:23
                  To znowu ja - nie chce Cie ranic ale naprawde dobrze to znam. Dwa lata ukrywal
                  romans tak swietnie ze wszyscy mi wmawiali ze jestem psychiczna i chorobliwie
                  zazdrosna bo on jest swiety. A ja mialam po prostu przeczucie ze cos jest nie
                  tak. Martwilam sie o niego ze ma kryzys, albo jest ciezko chory i nie chce mi
                  powiedziec. W sypialni wabilam, prowokowalam, a on albo chcial albo nie chcial.
                  Moje potrzeby byly nie wazne. Poniazlam sie.
                  Teraz jestesmy razem, kazdy z nas ma swoje hasla w tel i na kompie i ja tez juz
                  nie chcialabym zeby on znal moje i pozwalam sobie na wiele w mailach, na czacie
                  i w sms. Wiem teraz tylko tyle ze nie zwariowalam. A ci, ktorzy mnie o to
                  posadzali - przeprosili. Stosunki musza byc poprawne bo mamy dzieci, rodzine,
                  biznes. Co mi to da ze sie rozstaniemy? Nic. Mnie bedzie trudniej a jemu
                  łatwiej. Zreszta od nie chce sie rozstac za nic w swiecie. Znajdz sobie
                  kochanka. Ja szukam. Juz sie nie boje ze to zniszczy nasze malzenstwo. Bo juz w
                  nim gorzej byc nie moze. Pozdrawiam Cie Magda i trzymam kciuki.
                  • anula36 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 28.05.06, 13:43
                    bardzo prawdziwie i madrze piszesz - widac tez ze nabralas do calej sprawy i
                    partnera dystansu - ktorego nasz bohaterka jeszcze nie ma- mysle ze sie jeszcze
                    bardzo duzo nameczy nim go osiagnie ( o ile w ogole).
                    Mysle ze do tego spokoju jaki masz teraz przeszlas dluga droge.Trzymam za was
                    kciuki dziewczyny.
                    • aksamitka35 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 28.05.06, 14:04
                      Anula, bardzo Ci dziekuje. Wreszcie ktos kto mnie nie krytykuje ze tak
                      postepuje. Wszystkim innym nie miesci sie w glowie ze pozwalam na taka
                      sytuacje. Dzieki za wsparcie.
                      • anula36 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 28.05.06, 14:29
                        mysle ze mam podobny sposob myslenia jak ty- realistyczny- potrafie zrobic
                        rachunek zyskow i strat.
                        A walczyc o kogos kto cie piewszy kopnal i obijac sie jak mucha od szyby-
                        lepszy jest spokoj i ukladanie swojego zycia bez zbednego cierpienia- o ile
                        potrafi sie taki spokoj osiagnac - bo nie kazdy potrafi.
                        Fajnie sie komentuje niektore rzeczy z boku, dopoki samemu sie z nimi nie
                        zmierzy,ja sie zmierzylam dlatego nie oceniam:)A wiem jakie to trudne, tak zyc
                        pod jednym dachem z kims do kogo jakies tam uczucia sa a jednak osobno, wiec
                        zycze sily.
                        • aksamitka35 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 28.05.06, 16:11
                          Zaciekawiłas mnie bardzo. Czy to mozliwe ze jestesmy w tak podobnej sytuacji?
                          Chyba wazne jest wzajemne wsparcie kobiet w zyciu wogole i w takiej sytuacji
                          szczegolnie. Bardzo sobie to cenie. Ja jeszcze nie wiem tak naprawde czy
                          osiagnelam spokoj. Staram sie od listopada. Ale widze sama w sobie ogromne
                          zmiany. I , o dziwo, moj maz tez je widzi. Jest mu z tym dziwnie, jak mowi. Nie
                          jest przyzwyczajony do pewnych zachowan. Ale ja juz nie chce miec nadzieji ze to
                          wrozy cos dobrego. Chce sie calkiem od niego zdystansowac emocjonalnie, choc to
                          trudne, bo chyba, cholerka, dalej go kocham. Ale dac mu wiecej swobody. I
                          cieszyc sie swoja wolnoscia:). Anula, gdzie mieszkasz, chetnie poszlabym z Toba
                          na babskie gadki?
                          • anula36 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 28.05.06, 19:10
                            napisalam na priva:)
                        • kici10 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 29.05.06, 23:31
                          Dziewczyny robicie tylko rachunek zysków i strat finansowych. Nie bierzecie pod
                          uwagę strat psychicznych. Udręki obcowania na codzień z człowiekiem do którego
                          macie tyle żalu? Nie czujecie, że zaprzedałyście czemuś duszę, że zdradzacie
                          same siebie? Czy nie powoduje Wami strach przed nieznanym? Zresztą przy dobrym
                          prawniku straty finansowe są niewielkie!
                          • aksamitka35 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 30.05.06, 12:39
                            Oj, Kici, piszesz jakbys miala 15 lat. Co to znaczy ze nie biore pod uwage strat
                            psychicznych. Ponioslam duze straty psychiczne wlacznie z leczeniem
                            psychotropami, terapia, a nawet szamanskim oczyszczaniem. Dlaczego mowisz o
                            zdradzaniu samej siebie i zaprzedaniu duszy? Nie rozumiem. Chce po prostu
                            odbudowac siebie, swoja psychike i zaczac troche czerpac z zycie a nie tylko z
                            siebie dawac i poswiecac sie. Oczywiscie ze boje sie nieznanego - wiesz czego:
                            ze nie wiem jak moje dzieci przezyja rozwod. Corka lat 15 pyta mnie mamo
                            dlaczego po prostu nie mozesz mu wybaczyc i bedziemy razem, zobacz jak on sie
                            stara. I tak jest. I to ze odejde od niego spowoduje ze on bedzie mial wieksza
                            swobode, mniej obowiazkow, mniej zaangazowania w sprawy dzieci. A ja to wszystko
                            zyskam w podwojnej ilosci. Naprawde nie o to mi chodzi. Poza tym czy z powodu
                            seksu warto rujnowac zycie dzieciom?
                            • kici10 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 30.05.06, 14:00
                              Jeśli jesteś na tyle silna psychicznie by żyć z człowiekiem, który się Ciebie
                              brzydzi to Twoja sprawa. Twoje małpy, Twój cyrk.
                              • aksamitka35 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 30.05.06, 14:02
                                Czy Ty Kici masz rodzine, dzieci? Cos dla czego warto zrezygnowac z egoizmu?
                                • kici10 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 30.05.06, 19:35
                                  Niestety doskonale rozumiem o czym mówicie. Znam temat z autopsji. Ze swojego
                                  egoizmu rezygnowałam przez 23 lata małżeństwa. Wniosek - to nie popłaca. Bywam
                                  na tym forum nie po to , żeby się tylko produkować, ale po to by posłuchać
                                  opinii ludzi myślących inaczej niż ja i się nad nimi zastanowić, czy aby nie
                                  mają racji. Poznałam opinie ludzi zdradzanych, zdradzających i ich partnerów
                                  płci obojga. Bardzo pouczająca lektura, pokazująca różne punkty widzenia,
                                  wedle zasady "wszystko się zmienia z punktem siedzenia". Mnie akurat denerwuje
                                  jojczenie kobiet i stawianie siebie w roli podnóżka faceta. Ale nie każdy tak
                                  ma. Twoje życie - Twój problem. Ale skoro wystartowałaś na forum ze swoim
                                  tematem, to musisz się liczyć z różnymi opiniami. Nie wystrzelasz wszystkich,
                                  którzy myślą inaczej. Ja propaguję na forum działania mające na celu
                                  podniesienie swojej samooceny, uzyskanie niezależności finansowej i
                                  emocjonalnej, nabranie szacunku do siebie. Niby niewiele, ale dla mnie bardzo
                                  dużo. Dzięki temu kwitnę. Czasami dobrze jest pokazać córce jak należy bronić
                                  swojej wartości, zamiast pokazywania roli ofiary w związku. Niestety dzieci
                                  często powielają zachowania rodziców. Chciałabyś dla niej takiego życia jak
                                  Twoje? Po moich działaniach moje dzieci mają do mnie szacunek. To nie do
                                  przecenienia. Pozdrawiam serdecznie
                                  ps. Ktoś kto inaczej myśli to niekoniecznie od razu Twój wróg.
                                  • aksamitka35 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 30.05.06, 20:53
                                    A jednak dalej daje sie wciagac w dyskusje. Nie jestem kobieta ktora jojczy,
                                    wrecz przeciwnie. Podnosze swoje samoocene,uzyskalam chyba juz jakis stpien
                                    niezaleznosci emocjonalnej (i dlatego nie przeszkadza mi maz ktory mowi ze mnie
                                    nie kocha), bo mi to juz "zwisa". Niezaleznosc finansowa zawsze mialam.
                                    Pokazuje corce jak bronic wartosci: przebaczenia, zgody, milosci pomimo
                                    wszystko, walki o wspolne dobro, jednosci w rodzinie. Jakie wartosci Ty mialas
                                    na mysli? Mam pokazac ze latwo jest zrezygnowac, ze nie warto walczyc, ze
                                    milosc sie nie liczy, ze dobro swoje przedklada sie ponad dobro dzieci? Nie
                                    jestem ofiara w zwiazku. Nie zachowuje sie jak ofiara. Zyje pelnia zycia,
                                    jestem nawet bardziej radosna niz kiedys. Bo czuje swoja sile. Wiem doskonale
                                    ze dzieci powielaja wzorzec wyniesiony z domu (naprawde przeszlam dluga terapie
                                    psychologiczna) i dlatego nie chce zeby powielily rozwod. Wcale nie mysle ze
                                    jestes wrogiem bo inaczej myslisz:)) Ja tez nie jestem Twoim wrogiem i dlatego
                                    bylo mi przykro ze ucinasz moje slowa kpina. Ok. Bez urazy. Dla mnie tez
                                    doswiadczenia i opinie innych sa cenne. Dzieki.
                        • kici10 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 29.05.06, 23:37
                          Czasami groźba utraty partnera powoduje refleksję, że nic nie jest dane na
                          wieki wieków. Amen
                • gabi967 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 28.05.06, 14:03
                  Ja bym walczyła , zpytaj się go gdzie będzie spał,jeżeli zostanie na noc na
                  kanapie to możesz założyć seksowną bielizne i pójść do niego nie musi
                  przychodzić do sypialni.Następnym razem gdy zapyta dlaczego jesteś miła powiedz
                  że bo go kochasz.Bądz miła i nie czepiaj się go i nie daj się jemu
                  sprowokować.Czy masz swoją komórke ,mogłabyś specjalnie zostawić ją u
                  koleżanki,a przed nim udać że zapomniałaś.Wtedy zapytaj czy nie pożyczy ci
                  swojej bo musisz zadzwonić do niej żeby się upewnić że napewno tam
                  zostawiłaś.Jeżeli udostępni ci swój telefon to możesz sprawdzić smsy.Do mojego
                  męża też wieczorem dzwonią klienci ale komórka leży na wierzchu i w każdej
                  chwili moge sprawdzić wszystko.Dlatego jeżeli ma pin to znaczy że ma coś do
                  ukrycia.
                  • zmagda1 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 29.05.06, 09:39
                    Aksamitka, Anulka bardzo wam dziękuję za wsparcie i racjonalne rady-podejście
                    do sprawy. Nie ma to jak rozmowa z osobą, która była jest w podobnej sytuacji,
                    która potrafi racjonalnie poradzic a nie snuć mity. Dziękuję Wam, staram się
                    być mocniejsza i nie poddawać się.
                    Gabi, triki, wabiki mam i z nich korzystam, jesli chodzi o tamta noc, może
                    faktycznie był zmęczony po wyjezdzie, bo juz wczorajszą spędziliśmy razem i bez
                    zadnego zapraszania do łóżka. Cholerna sprawa tej komórki - nigdy nie miał pin-
                    u, a teraz ma, jak to określił "nie będę go non stop kontrolowała". Tak się
                    zastanawiam czy owy pin nie jest na podsycenie atmosfery, może on czuje się
                    niedoceniony, może chce zobaczyć większą moją zazdrość (choć po tych latach
                    spędzonych razem powinien wiedzieć że jestem zazdrosna), albo faktycznie ma cos
                    do ukrycia. Na tel. nie mam sposobu,Twój pomysł z zadzwonieniem z jego kom.
                    niby na moją jest ok, jednak obawiam się, że "przeszukanie" jej w trakcie może
                    spalić na panewce, bo niech on akurat zerknie na to co robię, czuję że z tego
                    jeszcze większa afera by się rozpetała. Nie wiem może poczekać, może nadarzy
                    się jakaś okazja na tajne"prześwietlenie", a może on ulegnie? Ten. pin i
                    historia z tel. jest mi jakas dziwnie podejrzana, tylko jeszcze nie wiem w
                    którą stronę jest to ruch.
                    Pozdrawiam
                    • matylda_n Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 29.05.06, 12:20
                      Powodów takiego zachowania męża może być wiele. Zastanów się dlaczego on tak
                      bardzo podkreśla swoją indywidualność, niezależność, domaga się od ciebie
                      szacunku dla swojej prywatności, chce podejmować sam decyzje ? Może tego
                      właśnie brakowało mu w waszym dotychczasowym życiu... Kłóciliście się, próbując
                      przekonać się wzajemnie do swojej racji ...i może to ty częściej stawiałaś na
                      swoim a on ulegał ? Może on częsciej załatwiał sprawy po twojemu (trochę wbrew
                      sobie ale po to abyś była zadowolona) a ty i tak ciągle krytykowałaś i na
                      dodatek chciałaś jeszcze coś poprawiać...
                      Przypuszczam, że nie bez znaczenia jest też fakt, że urodziło wam sie dziecko.
                      Wielu mężczyzn nie do końca potrafi sie odnaleźć w nowej sytuacji, mają wówczas
                      poczucie odstawienia na boczny tor, czują się niepotrzebni itp
                      Ja jestem zdania, że w takich konfliktowych sytuacjach lepiej wyprać porządnie
                      wszystkie brudy i juz do nich nie wracać, jednocześnie zaczynając wprowadzać
                      nowe zasady współżycia akceptowane przez obojga. Demonstrowanie pozornej
                      zgodności i doskonałości współżycia (bez wcześniejszego wyjasnienia sobie
                      wszelkich pretencji) jest na dłuższą metę nie do wytrzymania, czego najlepszym
                      przykładem może być obecna postawa twojego męża.
                      Pozdrawiam

                      • zmagda1 do matylda_n 29.05.06, 13:56
                        Matyldo słowa, których uzyłaś wyszły równiez z ust mego męża, w sumie jest w
                        nich część racji i prawdy, ja jestem osobą dominująca, teraz dopiero
                        zauważyłam, że nie raz było własnie tak jak piszesz, zrozumiałam dopiero teraz
                        jak wiele dla mnie zrobił nie raz wbrew sobie, no ale miarka się przebrała i on
                        w końcu nie wytrzymał. No tak, ale dlaczego tak z nienacka zareagował, co teraz
                        robić. Ja dopiero przejrzałam na oczy, co myślisz może znaczyć fakt izolacji i
                        ochrony danych z jego strony?
                      • prawydolewego Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 29.05.06, 14:49
                        > Przypuszczam, że nie bez znaczenia jest też fakt, że urodziło wam sie dziecko.
                        > Wielu mężczyzn nie do końca potrafi sie odnaleźć w nowej sytuacji, mają wówczas
                        >
                        > poczucie odstawienia na boczny tor, czują się niepotrzebni itp

                        Mężczyźni nie potrafia sie odnaleźć? To kobiety widza w nich tylko pomoć i
                        skarbonkę a obiekt uczuć jedynie w dziecku. Wiekszośc kobiet nie potrafi sie
                        pozrozumieć i rozmawiać z niedzieciatymi przyjaciółkami, co dopiero z mężem
                        który nie potrafi zachwycaś sie kaszkami i kupkami.

                        To nie poczucie odstawinia, to odstawienie na boczny tor!
                        • w_incognito Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 30.05.06, 13:27
                          Piszesz, że rozstanie Ci sie nie opłaca, bo on miałby lepiej a Ty gorzej.
                          Równocześnie zaznaczasz, ze on za nic w świecie nie chce odejść. Więc może nie
                          miałby wcale lepiej? Zapowiada się więc małżeństwo z rozsądku, w pewnym sensie
                          zaaranżowane, tyle - ze nie przez rodziny, a przez was samych.
                          • aksamitka35 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 30.05.06, 13:53
                            Ludzie, czy cos zlego jest w takim układzie? Malzenstwo z rozsadku. Skoro on we
                            mnie zabil cala milosc. To co ja mam robic?
                            • kici10 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 30.05.06, 14:06
                              No nie ma nic złego, jeśli oboje taki układ akceptujecie. Natomiast nie dziw
                              sie, że innych to zdumiewa. Niektórzy myślą inaczej niż Ty.
                              • aksamitka35 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 30.05.06, 14:08
                                No wlasnie. Podobno czesto mysle jak facet. Dom i rodzina to swietosc. A
                                potrzeby seksualne niekoniecznie trzeba realizowac w domu.
                            • kici10 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 30.05.06, 14:08
                              Rozumiem, że jeśli znajdziecie sobie stałych partnerów saksualnych, to
                              zamieszkacie we czwórkę. Ku radości dzieci, którym się rodzice cudownie
                              rozmnożą.
                              • aksamitka35 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 30.05.06, 14:11
                                Nie zycze Ci takiej sytuacji w jakiej jestem. Nikomu nie zycze. Ale moze Tobie,
                                Kici, utarlo by to troche zarozumialego nosa. Na tym koncze te bezsensowna
                                dyskusja, bo nawet nie wiem z kim rozmawiam bo nie powiedzialas jakie masz
                                doswiadczenia i moralne prawo osmieszania mojego zycia. Pozdrawiam
                                • zmagda1 do aksamitki 30.05.06, 14:56
                                  Aksamitka, nie ma sensu się denerwować, z tego co widać osoby, które są lub
                                  były w danej sytuacji doskonale się rozumieją, a te, które wygłaszają swoją
                                  filozofię nie raz nie wiedzą o realiach życia. Jestm w podobnej sytuacji jak
                                  Twoja, doskonale Cię rozumię, nie potępiam, a wszystkie pomysły, rozważania,
                                  uwagi staram się odnieść do mojego związku, który jeszcze nie zagalopował tak
                                  daleko jak twój, ale kto wie kiedy może sie to stać.
                                  Pozdrawiam
                                  • yvona73pol Re: do aksamitki 30.05.06, 15:02

                                    aksamitko, zrozumienie masz jak najbardziej.... tylko cholernie smutno, ze taka
                                    sytuacja zaistniala i trwa... no, ale coz, taki lajf :/
                                  • aksamitka35 Re: do aksamitki 30.05.06, 15:04
                                    Madzia, mnie nieraz pomaga jak zobacze ze inni maja gorzej. Wtedy mysle sobie ze
                                    jeszcze u mnie nie jest tak zle. Pewien terapeuta powiedzial mi ze trzeba
                                    zaakceptowac sytuacje w jakiej jestesmy i zaczac cieszyc sie tym co sie ma a nie
                                    zalowac ze czegos juz nie ma. Staram sie to robic. I moj maz zaczyna to
                                    doceniac, to ze ja doceniam jego i jego gesty w stosunku do mnie, to ze sie
                                    stara. A jesli zrobi nawet cos malutkiego, niby bez znaczenia - to pochwalic jak
                                    dziecko. Widac oni sa jeszcze dziecmi. Przynajmniej niektorzy. Moj w wieku 37
                                    lat zaczyna dojrzewac. Walczymy z tym od 2 lat. Zycze Ci duzo cierpliwosci.
                                    • zmagda1 Re: do aksamitki 30.05.06, 15:34
                                      Mój mąż twierdzi, że widzi poprawę, widzi, że się staram, nie wiem czy to
                                      dobrze, ale powiedziałam mu że dopiero teraz zwróciłam uwagę na niektóre sprawy
                                      i postaram się przyjąć inne stanowisko. Mimo wszystkiego nadal podtrzymuje iż
                                      chciałby się wyprowadzić, zobaczyć jak byłoby osobno, czy chciałby wrrócić, ja
                                      mu na to że nie wiem czy wtedy ja bym chciała tego powrotu, na to on, że wtedy
                                      najwyżej załowałby do końca życia....Nie wiem, kompletnie nie wiem, to co tera
                                      jest nie wiem jak to nawet nazwac - śpimy razem, kochamy się, odżyły lekko
                                      rozmowy, ale on co jakiś czas twierdzi że nie zmienia decyzji, nie wiem nie
                                      rozmawiać juz z nim o tej sytuacji, czekac nich się sama rozwiąze czy co?
                                      • gabi967 Re: do zmagda 30.05.06, 15:47
                                        Może on tak mówi bo się boi że przestaniesz się starać,a wcale tak nie
                                        myśli.Może narazie jeszcze wstrzymaj się z rozmową.
                                        • zmagda1 chęci mi opadły,podcięto skrzydła, staram się trwa 04.06.06, 11:59
                                          To znowu ja, wczoraj i dziś straciłam chęci, siły do ubiegania się o dobro
                                          naszego małżeństwa. Ostatni tydz. był spokojny, pełna kontrol słów, ostrozność,
                                          rozmowy dnia codziennego. Wczoraj był w pracy, odwiedziłam go byl dystans, a z
                                          rozmowy i jego zachowania wywnioskowalam, że zaczął w pracy "nosic wysoko"
                                          głowę. Bynajmniej o godz. w której normalnie byłby w domu podesłał mi sms, że
                                          jest na mieście i wróci przed 24. Byłam zawiedziona, czekałam na niego z kolacją
                                          i pomysłem na wieczór a tu taki fakt dokonany. Zadzwoniłam zdawkowo powiedział,
                                          ze wyszedł z kolegami i wyskoczyło to tak z nienacka. Zero gdzie, z kim (zawsze
                                          sobie to mówiliśmy). Zakończył szybko, ja głupia, zazdrosna itp próbowałam się
                                          dodzwonic kolo 22, nie odbierał, przesłał tylko sms "o co chodzi", mimo prośby o
                                          kontakt nie odezwał się - i tu - z przekory, złości, smutku, wymyśliłam iż
                                          jestem z małą w szpitalu. Podesłałam mu takiego sms, po jakimś czasie zaczął
                                          dzwonić- ja nie odbierałam, zadzwonił do mojej siostry pytać czy coś wie, w
                                          końcu przybył do domu tak jak obiecał, pytał co się stało, ja cały czas
                                          utrzymywałam, że byłysmy w szpitalu, on ciekawy co się stało, a ja, że powiem mu
                                          jak wyjaśni dlaczego nie odebrał mego tel. I tak on uparty i ja juz bez sił nie
                                          spasowałam cały czas udawałam, że byłam w tym nieszczesnym szpitalu. Dziś
                                          stwierdzil, że sniadanie zje jak mu powiem co było wczoraj, ja oczywiście że to
                                          on nie odpowiedział pierwszy na moje zapytanie (nie odebał tego cholernego tel),
                                          śniadania nie zjadł, szedł do pracy - uszykowałam mu obiad, nie wziął -
                                          powiedział że ma gdzies moje obiadki, nie wziął też obraczki bo stwierdził, że
                                          ja nie będe grała dzieckiem, a ona (obraczka) nie jest mu potrzebna. I wyszedł
                                          zostawiając niedostatek, nutę ciekawości. Nie wiem po co on to robi, ale
                                          psychicznie czuję się wykończona. Rozmawiałam dziś z jego kolesiem, mówił, że
                                          nic nie widać w zachowaniu dziwnego, podejrzanego, nie skarzy się na mnie, jak
                                          wyniknie kłutnia rozmawiają ale nigdy na zasadzie, ze on jest nieszczęśliwy w
                                          związku i chce zmian. Znajomy przychyla się do myśli, że mąż chce bardziej
                                          wzbudzić zazdrość, chce pochwał itp, no tak ale ja juz nie mam sił, jak mam
                                          postępować skoro on obrał swoją strone i chce tylko brać. Ja nie jestem
                                          podwładną (tak nazywa ludzi z pracy, którzy są pod nim). Chlera co mu odbiło, po
                                          co to robi......
                                          • niezapominajka333 Re: chęci mi opadły,podcięto skrzydła, staram się 04.06.06, 12:30
                                            Jak dzieci. Normalnie jak dzieci...
                                            • woman-in-love Re: chęci mi opadły,podcięto skrzydła, staram się 04.06.06, 12:34
                                              dzięki dziecinnym rodzicom dziecko będzie zmuszone dorosnąc przedwcześnie. Taka
                                              kradzież dzieciństwa.
                                              • zmagda1 Re: chęci mi opadły,podcięto skrzydła, staram się 04.06.06, 12:45
                                                Boże, dziewczyny uwierzcie, chciałam, chcę, wciąż pisałam zależy mi, staram się
                                                itp. Jego czyny przekraczają już wszystkie granice, nadomiar złego słysze że
                                                wsród znajomych udaje że wszystko jest ok, a mi mówi, jak oni mu współczują itp.
                                                Nie wiem co mu cholera do łba szczeliło że zatracił wszystkie granice rozsądku,
                                                że chce przyporządkować mnie tak jak ludzi z pracy?
                                                Nie piszcie że dziecinni rodzice, bo ja naprawdę jestem w chorym związku na
                                                którym nie wiem czemu mi zależy, a facet z którym jestem wpadł w pasje. Proszę o
                                                pomoc o interpretacje jego zachowania.
                                                • misssaigon nic na siłę, wszystko młotkiem 04.06.06, 13:02
                                                  to chyba twoja zasada działania, patrzac na zachowanie twojego meża i
                                                  analizujac twoje poczynania widac , że zmierzasz do zameczenia męża sobą na
                                                  smierć...odpusc mu, daj odzipnąc, złapac oddech od siebie..zajmij sie soba,
                                                  znajdz sobie jakieś ciekawe zajęcia - np basen, lepienie garnków z gliny i
                                                  haftowanie krzyzykiem...

                                                  ja tez bym miała dośc takiego zycia pod presja - w dodtku wzbudzanie poczucia
                                                  winy poprzez wymyslanie "rzewnych " historii ze szpitalem (szczegolnie, ze cos
                                                  takiego zawsze sie wyda) daje dokladnie odwrotny skutek...
                                                  • zmagda1 Re: nic na siłę, wszystko młotkiem 04.06.06, 13:13
                                                    Nie wiem czy miałas ochote i czas aby zapoznac się z zupełnie pierwszą moja
                                                    wypowiedzia na temat naszego związku. Nie będę sie powtarzała, ale nigdy nie
                                                    bylismy do siebie związani i kontrolowani, zawsze było zaufanie i brak tajemnic,
                                                    teraz cos się dzieje, mąż się zamknął w sobie nie wiem czy ma plan, czy
                                                    odpoczywa, czy kochanka, znajoma czy ktokolwiek zaprzątnął mu głowę. Przez to i
                                                    ja stałam się bardziej nerwowa, nasłuchałam sie wiele przykrych słów i mam
                                                    podstawę do tego aby pytać go gdzie z kim itp, przyzwyczailismy się do takiego
                                                    zachowania więc dlaczego teraz ono go denerwuje? Historyjka ze szpitalem -
                                                    popatrz jak trzeba byc zdesperowanym by się posunąc aż tak daleko...
                                              • dixia Re: chęci mi opadły,podcięto skrzydła, staram się 04.06.06, 12:48
                                                I jak tu trzymać się zasad forum i nikogo nie obrażać?... Infantylność, głupota,
                                                tragikomedia i farsa... Zachowanie godne VIa a nie ponoć dorosłych ludzi... Ale
                                                z drugiej strony głupich nie sieją i trafił swój na swego...
                                                • anula36 Re: chęci mi opadły,podcięto skrzydła, staram się 04.06.06, 12:56
                                                  sami sobie nie poradzicie tonac w morzu manipulacji, obrazy, wzajemnych
                                                  pretensji - polecam szybka wizyte u specjalisty.
                                                  • zmagda1 Re: chęci mi opadły,podcięto skrzydła, staram się 04.06.06, 13:01
                                                    On wychodzi z założenia że to on ma zawsze rację (nawet jak wszyscy będą mu
                                                    mówić ze nie). Tak więc wizyta u specjalisty nie ma szans, jak mu proponowałam
                                                    stwierdził, ze on problemu nie ma. Widzę że działa nie tyle z racji, co nawet
                                                    wbrew sobie, nie wiem dla zasady czy cholera wie czego.
                                                  • gabi967 Re: chęci mi opadły,podcięto skrzydła, staram się 04.06.06, 13:20
                                                    Jego zachowanie było dziecinne może kolega ma racje i on chce wzbudzić w tobie
                                                    zazdrość lub podporządkować cię sobie.Zajmij się sobą popołudniami niech on
                                                    posiedzi z dzieckiem a ty wyjdz z koleżankami lub na jakiś areobik itp.Nie
                                                    pozwól żeby cię zdominował,bo jesteś strzępkiem nerwów.Wyjedz gdzieś z
                                                    dzieckiem odpocznij,i przedewszystkim pomyś teraz o sobie.Niech teraz on
                                                    zacznie się starać zadbaj o siebie ,może sprubój wzbudzić jego zazdrość.Jak
                                                    zobaczy że może cię stracić to spuści z tonu.Nie interesuj się jego
                                                    sprawami,niekontroluj go.Bo co z tego że ty się starasz jak on jednego dnia
                                                    potrafi wszystko zniszczyć.Zacznij żyć swoim życiem,jeżeli nie dajesz już rady
                                                    to idz sama do psychologa ,może to pozwoli ci się trochę podejść do sprawy z
                                                    dystansem.Powodzenia i nie daj się bo on cię wykończy psychicznie a przecież
                                                    masdz dziecko pomyśl też o nim.
                                                  • zmagda1 Re: chęci mi opadły,podcięto skrzydła, staram się 04.06.06, 13:28
                                                    Gabi dzieki za mądre słowa. Wzbudzenie zazdrosci - przerabiałam - wychodze, on
                                                    nie pyta z kim, gdzie nie dzwoni, nie śle sms, a w kolejne dni robi jazde
                                                    psychiczna - śle gdzies sms, udaje ze wszystko mu zwisa, zostanie np. dluzej w
                                                    robocie nie mowiac mi oczywiscie o tym (tak aby bylo ze i on gdzies z kims
                                                    wyszedl itp), bedzie krecil, tajemniczyl, podsmiechiwal sie....Beznadzieja, w
                                                    ktorej trwam, ktora sama sobie urzadzilam i on - wolacy w razie cos do konca
                                                    zycia zalowac np. rozstania niz podjąć probe ratowania. Kompletna bzdura.
                                                  • gabi967 Re: chęci mi opadły,podcięto skrzydła, staram się 04.06.06, 13:31
                                                    CZyli tak jak napisałam wcześniej olej go i zajmij się sobą.To duże
                                                    dziecko ,które w końcu musi dorosnąć,a na tym wszystkim ucierpi tylko wasza
                                                    córeczka.
    • gabi967 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 04.06.06, 13:29
      Może też być tak iż ma kogoś,i do tej pory się nie widywali a teraz ona mu
      zaproponowała spotkanie-i mu odbiło.Jeżeli jeszcze raz po pracy nie wróci do
      domu to należałoby się zastanowić czy nie ma kochanki.Bo jego zachowanie jest
      co najmniej dziwne i jeszcze te ostentacyjne zdjęcie obrączki.
    • gabi967 Re: znowu ja- czy zgłupiałam, co ze mną jest nie 04.06.06, 13:41
      On ma świetną zabawę w zadręczaniu ciebie jest zbyt pewny ciebie.Uważa chyba
      się za kogoś lepszego,musisz przerwać tą grę i pokazać że te jego gierki na
      ciebie nie działają.Ty się starałaś a on tego nie doceniał,pora żeby role się
      odwróciły.Teraz tobie jest potrzebne opanowanie i spokój.
      • zmagda1 do gabi 04.06.06, 13:53
        Bardzo Ci dziękuję za zrozumienie i zinterpretowanie sprawy po swojemu. Może się
        wydawać, ze dewagacje nic tu nie dają, ale na mnie działaja one jak motor,
        napędzają moj charakter do stanowczości, daja wiarę w siebie i badz co bądz
        kierunkują. Kurczę człowiek niby nie mlody ale jak juz się w coś zaplącze, a
        jesli przy tym kocha to potrafi dać się ranic drugiej stronie. Tak, tak jak
        piszesz on czuje sie bardzo pewnie i mimo swego stękania, że gdyby cos to on
        zostaje z niczym bo ja mam wszystko (chodzi mi o dobra materialne) i dziecko tez
        będzie ze mną - sieje zamęt, no chyba że faktycznie opcja "kobieta" wplacze lub
        sie wplatała w nasz związek.
        • aksamitka35 Re: do gabi 04.06.06, 16:21
          Madzia, a czy Ty go pytalas wprost o inna kobiete? Bo dla mnie sytuacja jest
          prosta jak drut i w dodatku identyczna jak moja, naprawde. Przykro mi to mowic,
          ale jak mowia psycholodzy, muszisz wiedziec na czym stoisz. Zeby zaczac dzialac.
          Pozdrawiam.
          • gabi967 Re: do aksamitka 04.06.06, 17:37
            Aksamitko zapewne masz racje co do innej kobiety,ale nawet jak Madzia zapyta go
            to czy potwierdzi?Myśle że się wyprze i powie że coś sobie
            ubzdurała.
            • zmagda1 Re: do aksamitka 04.06.06, 18:27
              Ale dlaczego by sie nie przyznał, dlaczego by kłamał? Jeszcze jestem w stanie
              zrozumieć ze gdyby w naszym związku było bez kłutni, awantur. On nie wiem z
              nudy, z uwodzenia itp związał się z kimś na boku. Wtedy z wygody, rutyny mógłby
              mydlić mi oczy (oczywiście gdybym się coś domyślała), ale teraz - ciagły stres,
              tyle niemiłych słów z jego ust, dąsy, odwalanie jakichs gierek, dlaczego miałby
              ukrywać fakt iż ma kogoś. Uświadomcie mnie bo jestem kompletnie bez pomysłu na
              tę kwestię.
          • zmagda1 aksamitka 04.06.06, 18:23
            Pytałam, pytałam jakos z 3tyg temu gdy to wszystko się rozpetało. Mówił, że on
            nie ma nikogo. Nie wiem, może mnie oszukuje, może narazie nie ma ale ma kogoś
            "na oku" z która to osobą cos po trochu zaczyna łaczyc i może on tego
            chce...Rozmawiałam z bliskim jego kolegą (z pracy) mówi, że jest zaskoczony tym
            co mu mówię, że w pracy czasami gadają o swoich rodzinach, że którys sie
            pokłucił itp. Maż niby też bierze w tym udział, jednak nigdy nie mówi tak jakby
            miał tego dość itp. Mało tego, dowiedziałam sie, że np. głupie wczasy - mi mówi,
            że jemu w sumie to juz zwisa ten wyjazd; w pracy niby nim żyje, inny - mi mówi,
            że w pracy współczują mu naszego związku, a koleżka mówi i ja bez emocji
            przypominam sobie - przeciez oni ogólnie mało gadają o swoich prywatnych
            sprawach, a co dopiero kłutniach - nie są zgranym zespołem - czyli i tu mnie
            kłamie. Tylko dla czego? Dlaczego wprowadza nute niepokoju, może faktycznie za
            mało go doceniałam, no ale ostatnio zrobiłam totalny zwrot, już było lepiej
            jakoś nam szło, a on wczoraj z nie nacka to wyjście-nie odbieranie telefonu i
            jakby cos chciał ukryć, albo sprawić żebym znowu okazała zazdrość itp. No nie
            mam pojęcia. Nie wiem , znowu pytać go czy kogoś ma, nie odzywac się wcale, zlać
            sytuację. Co za charakter, co za człowiek, juz gubię się w myslach i sama nie
            wiem co z tym fantem robić, a on swoje gierki wprowadza i albo udaje ablbo
            faktycznie ma wszystko w nosie.
            • woman-in-love Re: aksamitka 04.06.06, 18:41
              a ztym szpitalem, to bałabym się wymyslac takie bajki ze strachu zeby sie nie
              sprawdziło.
            • matylda_n Re: aksamitka 05.06.06, 09:09
              Nie wiesz co masz robić ? Zastanów się czego chcesz i krok po kroku do tego
              dąż. Nie dawaj się wciągać w jego gierki tylko realizuj swoje zamiary. Chcesz
              ratować małżeństwo, to rób to tak aby nikt nie miał wątpliwości, że chcesz
              dobrze. Kłamstwami niczego dobrego nie osiągniesz. Wydajesz się być silną
              kobietą, wieć wykorzystaj tą siłę w słusznym celu. Nie marnuj energi na
              zagrywki w stylu "byłam z dzieckiem w szpitalu" bo potem przychodzi tylko
              zwątpienie i rozgoryczenie. Prawdopodobnie kilka lat psuliście wasz związek.
              Oczekujesz, że sytuacja naprawi sie przez tydzień, miesiąc ? Gdzieś czytalam,
              że naprawa ziązku trwa przynajmniej połowę tego czasu, który poświęciliśmy na
              jego psucie. Przygotuj się więc na dłuuuugą drogę.
              W takiej trudnej dla ciebie sytuacji, o ktorej pisałaś sprobuj zawsze okreslić
              co jest dla ciebie problemem w tej danej sytuacji, np. mógł uprzedzić cię
              wcześniej, że wybiera się na spotkanie; informowanie sms-em jest nie fair bo
              stawia cie przed faktem dokonanym a ty też mogłaś mieć swoje plany a ponieważ
              opiekę nad dzieckiem sprawujecie wspolnie powinniście razem ustalac wasze
              wychodne; przygotowałaś niespodziankę dla was - pyszną kolację i jest ci
              smutno, że wieczór musisz spędzić sama; czujesz się ignorowana i opuszczona,
              nie bardzo potrafisz się z tymi uczuciami pogodzić i dlatego dzwonisz aby sie
              upewnić, że tak nie jest....itp. W ten sposob masz konkretne sprawy do
              omówienia z nim. Pierwsze dwie jakoś musicie sobie zorganizować tak aby to nie
              był nastepnym razem punkt zapalny. Co do kolacji i telefonów to sprawa jest
              nieco bardziej delikatna. Nie możesz oczekiwać, że on nagle wybuchnie radością
              na wieść o niespodziance i zacznie cie pocieszać bo poczułaś się opuszczona ale
              po kilku - kilkunastu tygodniach powinnaś już zauważyć czy on stara się
              zapobiegać temu abyś nie czuła się źle. Chyba, że wybierasz drogę pozornego
              szczęścia, wówczas dalej prowadź gierki podszyte szantażem emocjonalnym i
              kłamstwami....
              Pozdrawiam
              • zmagda1 .... 05.06.06, 09:49
                Matyldo bardzo dziękuje za kompleksowe podejście do mojej sprawy. Masz rację w
                tym co piszesz, psulismy to jakiś czas miarka się przebrała i teraz niestety od
                razu nie będzie dobrze. Powiem Ci, ze tą wieczorną opisaną historią poczułam
                się bardzo rozgoryczona. Ciągle nie mogę pojąć dlaczego tak postąpił, jeszcze
                ta manifestacja z obiadem, nie założeniem obrączki itp. Nie wiem czy czytałaś
                wczasniejsze moje odnośniki, piszę tam o tym co się dowiedziałam - co on mi
                mówi, a co jest faktycznym zaprzeczeniem (niby tego nie mówi, nie robi tak jak
                defakto mi mówi - jak bedziesz miała chwile to zerknij na kilka wczaesniejszych
                moich wyjaśnień). Bynajmniej nie wiem dlaczego tak zagrywa, tak postępuje i co
                z tego że się starałam że niby było dobrze, po nim też było widać że jest
                lepiej - jak jednym głupim zagraniem znowu zburzył to co już było lekko na
                prostej. Sprawa jest dla mnie okropnie ciężka i trudna. Dzięki za zrozumienie i
                poświęcenie mi kilku chwil. Pozdrawiam.
                • matylda_n Re: do zmagda1 05.06.06, 12:22
                  Wiesz, ja nie wiem co siedzi w twoim mężu ...dlatego nie chcę abyś brała moją
                  pisaninę za tłumaczenie jego zachowania. Życie jest nieco bardziej złożone i
                  nie ogranicza się tylko do stwierdzenia "facet ma kochankę", powodów jego
                  zachowania może byc wiele i ja tylko staram sie przedstawic nieco inne
                  spojrzenie na tą sprawę. A łamigłówkę niestety musisz rozwiązać sama, bo
                  dotyczy ona twojego życia i twojego małżeństwa.
                  Moim zdaniem cały czas prowadzicie otwartą wojnę i to w najgorszym wydaniu
                  grając sobie na uczuciach, stosując szantaż emocjonalny, nie ważny sposób byle
                  zabolało. Jego manifestacja z obrączką i obiadem była jak dla mnie jasna i była
                  odpowiedzia na twoja gierkę ze szpitalem - jego cios za twój cios. I jak długo
                  to będzie jeszcze trwało ? Chyba już najwyższy czas głośno porozmawiac o
                  zakończeniu tych wzajemnych złośliwości!
                  Ciesz się, że masz dyskretnego męża :) Wolałabyś żeby biegał po całym biurze i
                  waszych znajomych i zadręczał wszystkich opowieściami o swoim "nieudanym"
                  małżeństwie i "wredej" żonie ?
                  • zmagda1 Re: do zmagda1 05.06.06, 14:39
                    Jasne, że łamigłóke należy rozwiązać samemu, ale właśnie spojrzenie kilku
                    innych, niewiązanych ze sprawą osób może w duzej mierze pomódz w tym
                    zagmartwaniu, osoby takie jak Ty Matyldo patrza na sprawę z dystansem, nie
                    stoja po czyjejs stronie z uwagi np. że ją znaja itp.
                    Jeśli chodzi o dyskrecje męża:) Jasne, że bieganie i chwalenie się np. jak to w
                    związku jest żle nie jest miłe i wskazane ale wobec tego dlaczego on gada, że
                    przykładowo wszyscy o tym wiedzą a to nie jest prawda? Po co to robi, to mnie
                    męczy po co robi mi na złość, na przekór, dla smutku, złości, przygnębienie
                    skoro nie jest prawdą to co w efekcie powiedział.
                    • matylda_n Re: do zmagda1 06.06.06, 08:34
                      <dlaczego on gada, że przykładowo wszyscy o tym wiedzą a to nie jest prawda? Po
                      <co to robi, to mnie męczy po co robi mi na złość, na przekór, dla smutku,
                      >złości, przygnębienie skoro nie jest prawdą to co w efekcie powiedział.

                      Pewnie sie trochę odgrywa, niestety. Być może częściowo obwinia siebie, ale w
                      dużej mierze również ciebie za zaistniałą sytuację. Poza tym czy nie jest tak,
                      że twój mąż ma tendencje do zamykania sie w sobie i duszenia wewnątrz
                      skrywanych frustracji ? Nagromadzone przez wiele lat wyłażą z niego teraz te
                      wszystkie skrywane żale, złość, niechęć itp Dlatego moim zdaniem powinnaś
                      otwarcie do niego mówić, że cię rani, że sprawia ci przykrość i zapytać czy
                      taki jest jego cel ?
                      Pozdrawiam
                      • zmagda1 Re: do zmagda1 06.06.06, 10:41
                        Matyldo, jest tak jak mówisz, on jest nie raz zamknięty, skrywa uczucia, raczej
                        nigdy nie był wylewny, naprawdę nigdy nie obsypywał mnie dobrymi, miłymi
                        słowami, czasami robi wbrew sobie a pożniej tego załuje. Teraz sprawa ma się
                        tak, że wprowadza nutę tajemnicy do naszego związku, ściągnął obrączkę, daje
                        znać, ze mu to wisi, generalnie na mnie mu nie zależy, że pogrywam dzieckiem i
                        nie chce mu wszystkiego mówić o małej. Z drugiej strony widzę, że jest
                        zazdrosny o moja osobę, bynajmniej zdradza lekkie tego strony (widzę, że
                        nurtuje go gdzie idę i z kim, ale o to ni zapyta, a pózniej wypomni). Powiem
                        Ci, że nie wiem co jest z nami z nassza rodziną, teraz wiem że wolałabym znać
                        najgorszą prawde (że kogoś ma) przynajmniej bym wiedziała na czym stoję.
                        Rozmowa nic nie da, jak do tej pory nie dała, juz wiem że będzie się migał i
                        jawną satysfakcję da mu fakt że jednak jestm w obawie, cos sobie dopowiadam, na
                        koniec stwierdzi że on nie zmienia zdania i w nas nie wierzy, i mu na mnie nie
                        zależy itp. Tak czy siak da mi cios i znowu nie widomo czy cios amierzony -
                        prawdziwy czy taki wbrew sobie- na przekór. Nigdy bym nie wyślała że się
                        wplączę w cos takiego.
                        • gabi967 Re: do zmagda1 06.06.06, 15:33
                          MOże napisz do niego list,o tym co czujesz i jak cię rani. Zaproponuj mu niech
                          on też napisze i uzasadni swoje zachowanie,może ma o coś żal.
                          • zmagda1 Re: do zmagda1 06.06.06, 19:12
                            Gabi- list odpada, on nie będzie skłonny pisac, a to co ja miałam mu do
                            powiedzenie juz powiedziałam. On jest w pozycji na nie. Moze czas przeglądnąć na
                            oczy i zaprzestac? Coś ostatnio ta myśl mi zaczęła błyskać. Trudno mi o tym
                            mówić i czynić, ale on postepuje tak jakby wyrażnie brnął do zakończenia
                            związku. Mało tego, nawet nie chce go ratowac dla dziecka...
                        • stefania31 Re: do zmagda1 06.06.06, 15:45
                          hej, jak czytam o twoim facecie, to mam wrażenie, ze piszesz o moim chłopaku.
                          Tylko, ze ja pomimo awantury sprawdziłam mu komórke i okazało się, ze po
                          godzinach siedzi na seksczatach i wysyła pieprzne esemesy do jakiś panienek.
                        • matylda_n Re: do zmagda1 06.06.06, 16:39
                          zmagda1 wysłałam wiadomość na twój adres gazetowy
    • zmagda1 DO ZNAJĄCYCH TEMAT 07.06.06, 20:23
      Kochani, czepiam sie teraz tej nieszczęsnej obrączki - mąż ściąga mówiąc że nie
      będę pogrywała sobie dzieckiem (znacie temat sobotniego wieczoru) i obrączka w
      takim razie jest mu już nie potrzebna (nie nosi od tej nieszczęsnej niedzieli).
      Czy to znowu jego postawienie na swoim i zrobienie mi kolejnej przykrości, czy
      koniec związku - jak faceci na to patrzą, miałyście takie demonstracjie, a może
      Panowie się wypowiedzą? Dodam, że do domu wraca na czas, z sypialni jak się w
      niedzilę wyprowadził tak nie wraca,z obiadków korzysta o nas nic nie mówi, jak
      jest w robocie (nawet jak ja zadzwonię po coś) zgrywa zadowolonego (nawet w
      rozmowie do mnie jest zupelnie inny niz w domu - zupełnie inny ton). Brak mi
      sił, słów, a co najistotniejsze nie wiem jakie robic zwroty...
      • niezapominajka333 Re: DO ZNAJĄCYCH TEMAT 08.06.06, 08:54
        Wydaje się, ze mąż dobrze wie, jak manipulowac Twoimi uczuciami. Jak napisała
        Matylda, oboje prowadzicie swoje gierki starając się uzyskac przewagę. Zastanów
        się, z czego wynika teraz postawa Twojego męża.
        Jeżeli lubiłas stawiac na swoim przez długi czas, to nie łudź się, ze w ciagu
        trzech tygodni on uwierzy w Twoją zmianę. Zachowujecie się tak, jakbyście od
        nowa ustalali równowagę sił, tylko, ze chwilowa przewaga jest teraz po stronie
        twojego męża.
        Twoją kartą przetargową jest zdrowie dziecka. Pokusa odegrania się na
        partnerze, chęc zranienia go i obserwowanie, jak on to przyjmie, jest ci więc
        znana.
        Teraz on dkrył twoje słabe miejsca i cieszy się zdobytą władzą. Już wie, że
        zależy ci na nim, że zrobisz bardzo dużo, żeby ratowac małżeństwo. A więc
        sprawdza, do jakich granic może sie posunąc, a ty dajesz mu sobą manipulowac.

        Zachowujecie się rzeczywiście jak dzieci. Więc moja rada będzie taka, jak dla
        dziecka. Wiesz, co najbardziej zniechęca do dokuczania?
        Brak reakcji.
        Co to za przyjemnośc insynuowac zdradę, gdy druga strona tego nie zauważa.
        Nie zakłada obrączki, niech nie zakłada. Gdyby miał kochankę, jego zachowanie
        byłoby dyskretne, nie demonstracyjne. Wyniósł się z sypialni, nie rób z tego
        tragedii, ale i nie okazuj, ze ci na tym kompletnie nie zależy.
        Umawia sie z kolegą, nie wraca dłużej, nie pytaj gdzie był i nie szykuj odwetu.
        Daj mu trochę wolności i nie staraj się tak rozpaczliwie, zeby wszystko było
        jak dawniej, bo ty się już poprawiłas. On nie wierzy w twoją zmianę i stara ci
        się to udowodnic.
        Czeka was praca od podstaw. Odbudowanie wiezi opartej na miłości, partnerstwie
        i szacunku, a nie na dominacji. Daj sobie na to minimum pół roku.
        Tak na marginesie, całe twoje zachowanie świadczy o tym, jak bardzo lubisz
        postawic na swoim i jak źle znosisz brak kontroli nad partnerem.


        • zmagda1 Re: DO ZNAJĄCYCH TEMAT 08.06.06, 09:48
          Niezapominajko bardzo dziękuję za obiektywną ocene sytuacji. Trafiłaś w sedno
          naszych problemów i pisząc o mnie czy o nim mam wrażenie jakbyś nas znała. Tak,
          juz się przekonałam że czasami przeginałam, lubiałam postawić na swoim i mieć
          nad wszystkim kontrolę. Postanowiłam to zmienić i dążę do tego. Jak narazie
          udaje mi się nie narzucac swojej osoby mężowi, głupio to brzmi ale Wiesz o co
          chodzi. Nie pytam, nie komentuję robię swoje, zajęłam się czytaniem,
          maseczkami, dzieckiem. Staram się pokazać jemu iż nie jest pempkiem świata,
          chciał wejść w swoją skorópę - ok. Ciągła walka jest kompletnie bez sensu.
          Strasznie ząłuję, że nie dotarłam do książki "Mężczyżni są z Maras a kobiety z
          Wenus" wcześniej - czytając ją widzę nasze poczynania i wszystko układa mi się
          jak w kartach, notabene jeśli jej (książce) wierzyc i opierać się na badaniach
          psychologicznych to sama nieżle się przyczyniłam do sytuacji, któras jest
          teraz.
          Jeśli chodzi o obrączkę racjonalnie patrząc też masz rację.
          Jej bardzo wielkie dzieki za interpretacje całości moich żalów. Utwierdziłaś
          mnie w poczynaniach i dałaś wiare, że faktycznie jest szansa, jednak aby z niej
          skorzystać trzeba dac sobie czasu, podchodzic spokojnie, bez emocji, na pewne
          rzeczy nie zwracać uwagi...
          Będę się starała, dla siebie dla dziecka i dla naszej rodziny.
          Pozdrawiam serdecnie.
        • dixia Re: DO ZNAJĄCYCH TEMAT 08.06.06, 10:29
          Ja bym trochę skorygował Twoje zdanie o mężu Magdy...
          Facet jest w totalnej rozpaczy. Jest na dnie emocjonalnym i w takim dole, że
          hej. On nie postępuje racjonalnie ale KRZYCZY!!!! Całe jego zachowanie mi mówi,
          że gościu jest na granicy. Teraz każdy ruch moze spowodować, że on odejdzie od
          bohaterki naszego wątku!
          Nie wnikam kto i jak doprowadził do tej sytuacji. W tej chwili jedynym wyjściem
          jakie proponowałbym - to wyciszenie, wyluzowanie i odpoczynek.
          Żadnych kolejnych "siądźmy i ratujmy nasz związek", "porozmawiajmy" itd. To
          tylko znowu zaogni sprawę. Trzeba poczekać aż dym opadnie...
          ______________________________
          Do Magdy: kobieto! Wyluzuj i daj facetowi złapać oddech. Ty zachowujesz się jak
          dziecko, które nie może dyrygować swoimi zabawkami. A jesli nie może być tak jak
          chcesz to się wściekasz... Czy Ty uważasz, że masz cłkowita racje????
          • zmagda1 Re: DO ZNAJĄCYCH TEMAT 08.06.06, 10:56
            Wyluzowałam, wyciszyłam, pewne rzeczy dopiero teraz zrozumiałam. Teraz czekam,
            nie proponuje żadnych rozmów bo to chyba za wczesnie, już rozmawialismy kilka
            razy i w zasadzie nie mam jemu nic nowego do powiedzenia, a on chyba tez bo
            milczy. Nie wiem jak długo ma trwać ten marazm, kto pierwszy spasuje i co w
            efekcie tego sie stanie. Byłam i jestem szczera wobec męża, mam nadzieję że i
            on wciąż zachowuje swoje zaady wobec mnie. Cóż chyba tzreba przeczekac, pytanie
            tylko czy się nie pogubimy, czy tracimy kontrol czasową nad tym czekaniem...
            • misssaigon Re: DO ZNAJĄCYCH TEMAT 08.06.06, 11:04
              tak jak wczesniej pisalam a ty sie nie zgodzilas i jak powtorzyl to dixia -
              musisz wyhamowac... czy to taka tragedia ze nic sie nie dzieje?? czy codziennie
              musza byc fajerwerki - wilka feta z okazji pojednania, klekanie i pzrepraszanie
              itd itp??? twoj maz w swoj powscigliwy sposob daje ci wyrazne znaki
              ostrzegawcze a ty po chwilowym zwolnieniu tempa znowu dodajesz gazu..pozawol
              zeby w twoim malzenstwie w koncu zapanowal spokoj, pokaz ze mozecie zybyc
              normalnie, w zgodzie i sympatii obopolnej bez ciaglego drazenia tematu - mysle
              ze twoj maz bedzie dlugo nieufny czekajac czy nie wskoczysz zaraz w swoja
              ulubiona konwencje zachowania...badz cierpliwsza od niego, nie zrazaj sie jego
              manifestowaniem niezaleznosci - badz madrzejsza i ponad to...dobrze radze...
              • zmagda1 Re: DO ZNAJĄCYCH TEMAT 08.06.06, 11:48
                Misssaigon i inni - tak spasowałam, bo dopiero uczę się lub nauczyłam się
                spasować. Mam taki charakter, że czasami nie potrafię dać spokoju- wiem o tym.
                Kiedy jest beznadziejnie, smutno chciałabym szybko naprawiać, tulic, zalewac
                miłością. Teraz widzę, że moje zapały paliły na panewce już na wstepie ponieważ
                druga osoba w tym momecie chciała wyłącznie spokoju, a z pewnością nie
                czułości. Uczę się i staram, jest mi trudno, czuję sie głupio i beznadziejnie
                gdy w domu po całym dniu pracy mijamy się bez słowa, unikamy swego wzroku,
                żyjemy jakby w swoich światach. Piszecie, że taka postawa może prowadzić
                właśnie do pozytywnej odnowy związku, nie wiem, ale wiem że właśnie teraz nie
                mogę robić zadnych ktorów na siłe, bo one mogę tylko pogorszyc. Czekam, uczę
                się i strasznie bym chciała abysmy wyszli na prostą i dalej tworzyli rodzinę,
                która naprawdę nie jest zła, jest cudowna a ja z siebie dam wszysko aby całej
                naszej trójce było w niej dobrze.
                • misssaigon Re: DO ZNAJĄCYCH TEMAT 08.06.06, 12:50
                  i tak trzymac...
          • niezapominajka333 Re: DO ZNAJĄCYCH TEMAT 08.06.06, 11:08
            Dixia.
            Jestes facetem i na pewno inaczej odbierasz zachowanie męża Magdy. Może
            bardziej emocjonalnie. Ja wypowiadam się na podstawie tego, co napisała o swoim
            małżeństwie i o sytuacji obecnej. Ale może Ty lepiej czytasz między wierszami
            • petar2 Re: DO ZNAJĄCYCH TEMAT 08.06.06, 14:07
              Nie zgadzam się z diagnozą Dixii. Mąż Magdy nie jest w żadnej rozpaczy, nie
              grozi też, że odejdzie.

              To klasyczny układ: on - introwerdyk, ona - ekstrawertyczka.
              Ona więc reaguje szybko i emocjonalnie, dużo mówi, krzyczy, szybko się podnieca
              i równie szybko stygnie. I oczekuje podobnych reakcji od partnera, wymiany
              jasnych, wyraźnych, głośnych a czasem egzaltowanych komunikatów. Taki sposób
              komunikacji jest jej potrzebny do życia jak woda.
              On odwrotnie, wszystko w sobie, na zewnątrz spokój i opanowanie. Okazywanie
              odczuć i emocji tylko po przekroczeniu bardzo wysoko ustawionego progu.
              Komunikacja raczej na zasadzie niuansów, domyślania się, intonacji czy lekkiego
              grymasu a nie jasnych, werbalnych komunikatów.

              Jednym słowem dwa przeciwieństwa. Model taki dość częsty choć może nie w tak
              drastycznej postaci jak u Magdy. Gdy są mocne więzi łączące związek, może on
              jako tako trwać długo przy dyskomforcie komunikacyjnym dla obu stron.
              Gdy jednak nadchodzi kryzys problem komunikacyjny go pogłębia a czasem wręcz
              zdominuje bo okazuje się, że przyczyną konfliktu był drobiazg.

              Mąż Magdy nie jest więc w rozpaczy. On po prostu jest głęboko zraniony w swojej
              dumie wieloletnimi upokorzeniami na które nie potrafił odpowiedzieć. Tak, nie
              potrafił, bo nie umie, nie nauczył się czy nie wyniósł z domu umiejętności
              wyrażania odczuć i emocji. Kisił je więc w sobie a teraz się odgrywa.
              Milczenie, pozorna oziębłość, tumiwisizm i udawany kamienny spokój to gra.
              Facet zdaje sobie sprawę z problemu, chciałby to zmienić ale nie jest to łatwe.
              Musiałby rozbić skorupę za którą się schował a to jest trudne. Otwarcie się,
              wyrażenie swoich emocji i odczuć to dla niego jak pierwszy skok ze spadochronem.

              Z kolei radzenie Magdzie żeby się wyciszyła, była spokojna, wyluzowana i w
              ogóle zaprowadziła sielankowy nastrój w domu to tak jak kazać górskiej rzece
              płynąć powoli i nie wylewać na wiosnę!
              Może Jej udać się zaprzeczać własnym odczuciom przez tydzień czy dwa,
              zaprowadzić sztuczny spokój (sztuczność dla faceta będzie widoczna gołym
              okiem), męczyć nienaturalnym zachowaniem siebie i jego. Ale to nic nie da.

              Jaka rada?
              Przede wszystkim zamiast hamować swoje reakcje raczej Magdo postaraj się żeby
              nie były negatywne i złośliwe ale pozytywne.
              Dalej - najlepiej jakiś sposób na udrożnienie komunikacji. Bo tak naprawdę to
              jest główną przyczyną konfliktów które co chwila wybuchają. Myślę na przykład o
              takich małżeńskich "grupach wsparcia". Z moją żoną byłem parę lat temu na takim
              3-dniowym weekendzie, polecam. Organizowane jest to pod egidą Kościoła ale
              prowadzone przez pary małżeńskie, nie ma indoktrynacji i niewierzący przeżyją :-
              ).
              Samym Wam będzie trudno sobie poradzić choć literatury sporo i można próbować.
              Ty masz motywację i myślę, że również możliwości by nad tym popracować. Myślę,
              że mąż również, należy tylko wyzwolić w nim chęć zmian.
              • zmagda1 do Petr2 08.06.06, 18:04
                Bardzo dziękuję za wnikliwą analizę przypadku - czyżby psycholog?
                Wykorzystując fakt iz się zaangażowałeś w moją sprawę proszę zerknij na kilka
                moich wyjaśnien do twego postu, może mi coś jeszcze podsuniesz:

                > Mąż Magdy nie jest w żadnej rozpaczy, nie
                > grozi też, że odejdzie.

                Grozić nie groził, ale wspominał że chce odejść bo juz w nas nie wierzy i nie
                wie czy mnie jeszcze kocha.

                > To klasyczny układ: on - introwerdyk, ona - ekstrawertyczka.

                całe opisy zgodne do postepowań.

                > Milczenie, pozorna oziębłość, tumiwisizm i udawany kamienny spokój to gra.
                > Facet zdaje sobie sprawę z problemu, chciałby to zmienić ale nie jest to łatwe.

                Jak mu więc pomódz?


                > Myślę na przykład o takich małżeńskich "grupach wsparcia".

                U nas to nie wyjdzie, jak delikatnie zaproponowałam dla nas psychologa on
                stwierdził - chcesz to idz, ja nie potrzebuję.

                .
                > Samym Wam będzie trudno sobie poradzić choć literatury sporo i można próbować.

                Ja szukam rozwiązań, czytam, radze się skłonna jestem udać się do psychologa,
                ale czy to wystarczy, czy jego skorópa nie została zamknięta juz na zawsze? Nie
                wiem jak będzie, co on teraz chce, co myśli, boję sie tego, nie chcę aby nasz
                związek się rozpadł.

                > Ty masz motywację i myślę, że również możliwości by nad tym popracować. Myślę,
                > że mąż również, należy tylko wyzwolić w nim chęć zmian.

                Chyba jestem bezsilna i już nie wiem jak działać, teraz w ciszy we wszsytkim
                doszukuję się jego kroków, poczynań. W sobie stałam się strasznie podejrzliwa,
                ten jego tumiwisizm, obojętność spowodował, że nie mam na 1005 punktu
                zaczepienia. Z jednej strony myśle, że jest faktycznie zmęczony naszym
                związkiem, z drugiej - może kogoś ma lub zamierza mieć, zdobyć, może już
                zdobywa. Nie wiem, jest mi strasznie trudno, i jeszcze ta obraczka...
                • petar2 Re: do Petr2 08.06.06, 19:36
                  Nie jestem psychologiem, po prostu tkwię w takim układzie jak Wy (introwerdyk -
                  ekstrawertyczka).
                  Przeczytałem Twój poprzedni wątek, jego skłócenie czy też brak kontaktów z
                  rodziną nie wygląda dobrze. Rację ma Kici pisząc, że facet ma kompleksy a
                  prowokowanie i sprawdzanie Twojego uczucia i przywiązania jest jakimś jego
                  mechanizmem wynikającym z braku wiary w to, że może byc kochany i komuś może na
                  nim zależeć.

                  Za dużo optymizmu to Ci nie sprzedam, poprawa może potrwać i może być huśtawka
                  nastrojów od nadziei do dołka.
                  Powinnaś poznać mechanizm kierujący nim: tłumienie w sobie i kumulowanie
                  negatywnych uczuć. Każdy wybuch Twojej złości i pretensji (mało istotne, że
                  słuszny) odkłada sie w nim.
                  Z jednej strony więc należy ich unikać, z drugiej poszukać metody żeby
                  wyładował swoje emocje i odczucia, otworzył się.

                  Szczere i otwarte rozmowy niewiele dadzą a nawet zbyt nachalne zaszkodzą. Facet
                  zapewne unika ich jak ognia, jak już zaczniesz to albo milczy albo zdawkowo coś
                  tam baknie i obieca bylebyś tylko skończyła albo się irytuje i szka pretekstu
                  aby Cię wyprowadzic z równowagi co będzie powodem zakończenia rozmowy czyli
                  głównego celu.
                  Broni się po prostu przed otwarciem się. Wie, że jak uchyli furtkę choć na
                  centymetr to włożysz noge będziasz chciała wejść głębiej do pilnie strzeżonej
                  twierdzy. A on wstydzi się tego co tam jest bo to zapewne wg niego nie spełnia
                  standardów prawdziwego mężczyzny.

                  Dobrym sposobem jest napisanie listu. List nie obliguje do natychmiastowej
                  odpowiedzi, daje czas, jest "bezpieczny". Nie jest nachalną serią pytań, on
                  może odpisać co chce. Nie zniechęcaj się za szybko i nie obiecuj sobie zbyt
                  wiele. Napisz to tak by dać mu szansę wycofsania się czy nawet braku
                  odpowiedzi, może uda się następnym razem. Metoda drobnych kroczków.
                  Pamiętaj =, że jest drazliwy na swoim punkcie.

                  Generalnie spójrz na sytuację bardziej pozytywnie, nie czepiaj się drobiazgów,
                  miłe, niezobowiazujące gesty czy słowa, uśmiech. Ale nie nachalnie, nie stawiaj
                  go w sytuacji, że powinien sie zrewanżować, niech traktuje to jako pewną zmianę
                  u Ciebie bez oczekiwania rewanżu.

                  Trochę kija też nie zaszkodzi w przypadku gdy mocniej podpadnie. Założę się, że
                  nawet jak w chodzi u niego w grę jakiś skok w bok to nie mysli poważnie o
                  rozbiciu małżeństwa. Gadki o tym to raczej poza mająca Ci pokazać jak mu
                  wszystko zwisa. Zależy mu na Was a jeśli nie jest głupi to zdaje sobie jakoś
                  sprawę, że w dużym stopniu problem jest po jego stronie i w innym związku nie
                  bedzie lepiej. Możesz więc poważnie postraszyć go, że jak tak dalej pójdzie to
                  rozważasz rozwód, nawet jeśli czuje się pewny Ciebie to takie słowa działają
                  jak podeprzesz je argumentacją, że nie chcesz marnowac sobie reszty zycia i to
                  może być jedyna szansa.

                  Skłonienie do terapii to nie taka łatwa sprawa, tym bardziej jak walniesz
                  groźnie brzmiącym psychologiem. Raczej psychterapeuta, terapia dla rodzin. Ale
                  na to chyba za wcześnie, musi dojrzec, trzeba nad tym popracować. Niech zobaczy
                  światełko nadziei. I nie on sam, tylko razem na terapię.

                  Ufff. Nie traktuj tego jako profesjonalną poradę, raczej coś do przemyslania.
                  Pozdrawiam :)
                  • zmagda1 Re: do Petr2 09.06.06, 12:36
                    Wielkie, ogromne dzieki. Bardzo potrzebowałam tych słów, spojrzenia poważnego
                    na nasza sytuację. Bardzo dziękuje za pomoc i dogłębna analizę przypadku. Jeśli
                    coś by Ci się jeszcze nasunęło bardzo prosze o kontakt po prze to forum lub na
                    priv gazetowy. Pozdrawiam serdecznie.
                • kici10 Re: do Petr2 08.06.06, 23:06
                  Bardzo polecam do przeczytania dwie książki:
                  A. Wiśniewski, K. Grochola "Związki i rozwiązki miłosne" - niestety nakład się
                  wyczerpał, ale może jakoś zdobędziesz
                  i A. Wiśniewski, K. Grochola "Gry i zabawy małżeńskie i pozamałżeńskie" -
                  obecnie w księgarniach.
                  Są to chyba najlepsze pozycje o związkach jakie ostatnio czytałam.
              • ewolwenta Re: DO ZNAJĄCYCH TEMAT 08.06.06, 23:28
                tak, tak, tak
                i jeszcze raz tak
            • dixia Re: DO ZNAJĄCYCH TEMAT 09.06.06, 08:35
              Witaj Niezapominajko. :o)))
              Nie tyle czytam pomiędzy wierszami ale rozumiem go... A z tego co napisała Magda
              - czuję, że właśnie tak jest... Sam byłem kiedyś w podobnej sytuacji i wiem jak
              ciężko jest wytrzymać z babą, która już teraz, zaraz, w tym momencie chce
              rozwiązać problem, który jest wielowątkowy i wielopłaszczyznowy... ;o)))
              • matylda_n Re: DO ZNAJĄCYCH TEMAT 09.06.06, 08:47
                A ty na dodatek chciałbyś, żeby dała ci święty spokój !! Nie masz pomysłu na to
                jak go rozwiązać, więc najlepiej przeczekać. Pytanie: tylko jak długo czekać ?
                Dixia, pozdrawiam
                • dixia Re: DO ZNAJĄCYCH TEMAT 09.06.06, 11:43
                  Jak długo pytasz? Ciężkie pytanie... W moim przypadku trwało to chyba około 2
                  miesięcy... Ale wówczas zmieniło się tez moje otoczenie - podjąłem pracę itp...
                  Przypomina to trochę sytuację gdu im większą presję wywierasz tym większy opór
                  ktoś stawia... Dlatego wyluzowanie ma tu niebagatelne znaczenie...

                  _________________________
                  Zgadzam się z pomysłem Petara - listownie można sporo załatwić. Tam każde słowo
                  można dokładnie wyważyć - tak by powiedzieć dokładnie to co się chce powiedzieć...
                  _________________________
                  Magda - nie dzwoń po ludziach, po jego kolegach itd. Gdy się o tym dowie to Twój
                  mąż będzie miał poczucie osaczenia!!! i tylko pogorszysz sprawę... Pamiętaj -
                  brudy pierzemy sami u siebie!!!
              • zmagda1 Re: DO ZNAJĄCYCH TEMAT 09.06.06, 12:41
                Kici, ewolwenta - dzieki za literaturę, z pewnością do niej sięgnę. Cholerka,
                że człowiek często sięga po tematykę w momencie krytycznym a nie wyprzedzając
                go.
                • dixia Re: DO ZNAJĄCYCH TEMAT 11.06.06, 10:07
                  To chyba nie dziwne... wszak gdyby ktos wiedział, że się przewróci to by
                  wcześniej sie połozył :o))))
                  • zmagda1 Re: DO ZNAJĄCYCH TEMAT 11.06.06, 11:49
                    Jasne, jasne, czasami dobre i po - przynajmniej można coś wyneść na przyszłość.
                    Ja już wyniosłam, co nieco zrozumiałam i nie chcę głośno mówić, ale cos drga na
                    + :) Pozdrawiam Wszystkich niosących dobre rady!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka