Dodaj do ulubionych

ON nie rozumie, czy nie chce rozumieć?

26.08.06, 09:03
Po dłuszej nieobecności Witam,
Do znających temat - już dziękowałam Wam za rady, sugestie, stosowałam się do
"zaleceń", spoglądałam na pewne sprawy inaczej i dalej trwałam w roli, związku
z nastawieniem że będzie lepiej. Wyjaśnieliśmy sobie z M nasze bolączki,
wykluczylismy temat zdrada (pamiętacie u niego ta bezzzineteresowna
koleżanka), jakoś brniemy do przodu. Małymi krokami zbliżamy się spowrotem do
siebie, nabieramy tego czegoś co zszargaliśmy, dajemy sobie miły czas - do
wczoraj... I tu, albo ja jestem przewrazliwiona, albo on nie rozumie mnie lub
nie chce zrozumieć, a mianowicie. Z nienacka poinformował mnie, że sprzedaje
skaner, który stoi u nas bezuzytecznie i nawet wg mnie od dawna jest tylko
zbieraniną kurzu. W związku z tym, o której ja wrócę do domu (szłam do
kosmetyczki) bo on ma jeszcze iść i zainstalować, podłączyć temu kupującemu.
Zapytałam komu go sprzedaje, i jak ajest trudność w instalacji aby osobiście
się fatygował (strasznie nie lubiałam i nie lubię jak łazi do znajomych czy
mniej znajomych-znajomych znajomych cos podłanczać, instalować bo pozniej z
tego nic dobrego nie ma a on staje sie chłopcem od tego typu spraw na telefon.
Zresztą już nie raz się zarzekał że co to jest, juz nikomu nic itp). No więc
wracając do meriutu ów skaner chce kupic ta bezineteresowna koleżanka...Jak to
usłyszałam taki smutek i złość mną ogarnął, że aż mnie zamurowało.
Powiedziałam aby nie szedł, aby dał spokój, co za rzecz włożyc płytę i
zainstalować ma przestać być łazikiem domowym. Rozpłakałam się, wewnętrznie
poczułam się rozbita, jak zbity pies (on facet z rodziną idzie do domu z niby
10lat młodszej kolezanki instalowac skaner). Wróciłam pozno, on nie poszedł,
nie wiem jak reagować na to dalej, cholernie mi to nie pasuje raz że już nie
raz obiecywał, że nikomu nic, dwa że ta bezinteresowana koleżanka non stop
krązy nad nami. Mam dość, wszystka ta siła która nabrałam do tej pory
wyparowała, znowu czuję się nieszczęsliwa, znowu zaczynam podejrzewać,
domawiać sobie dopisywać, przestaje mnie cieszyć sex.
Znający temat - prosze powiedzcie czy to ja jestm tak zaborcza i w dodatku
histeryczka, czy mój M ma wszystko w d... i zaczyna robić to co mu się chce?
Dla przypomnienia - ewidentnie widać że po tych zaszłościach, które miały
miejsce 2 mies. temu postawił siebie na pierwszym planie i teraz to nie my a
on jest priorytetem. Wyraznie daje się to odczuc.
Jak z dyplomacją i mądrością wyjść z tej sytuacji dziadoskiego skanera?
Obserwuj wątek
    • psottka Re: ON nie rozumie, czy nie chce rozumieć? 26.08.06, 09:15
      A może warto zaprosić tę koleżankę na kawę.. poznać z bliska... ciekawe ON zareaguje na taką propozycję i czy ona odważyła by się przyjść

      Psottka
      • lolant Re: ON nie rozumie, czy nie chce rozumieć? 26.08.06, 10:40
        też bym tak zrobiła i to baardzo serdecznie
        • zmagda1 Re: ON nie rozumie, czy nie chce rozumieć? 26.08.06, 10:46

          > też bym tak zrobiła i to baardzo serdecznie

          Jakoś nie widze tej sytuacji - jak Ty to widzisz?
          • lolant Re: ON nie rozumie, czy nie chce rozumieć? 26.08.06, 12:38
            Po prostu chciałabym ją poznać bliżej , zaobserwować jakie są ich rozmowy
            spojrzena itp. przecież jeśli cokolwiek między nimi iskrzy nie zdołają tego
            ukryć , to widać - wtedy przynajmniej wiedziałabyś na czym stoisz.
    • dixia Re: ON nie rozumie, czy nie chce rozumieć? 26.08.06, 13:11
      A chociaż mąż wrócił do domu po tym jak go wyrzuciłaś????
      A ze skanerem? Cóż - uważam, że JESTEŚ przewrażliwiona!!!
      Dołączam się do chóru osób sugerujących osobiste poznanie "przeciwniczki"...
      • zmagda1 Re: ON nie rozumie, czy nie chce rozumieć? 26.08.06, 14:55
        Wrócił, pisałam o tym - przez ten beznadziejny tyd. rozłąki sam nie dawał nam
        spokoju, wciąż szukał kontaktu jak nie telefonicznie to w "odwiedziny". W końcu
        po tygodniu powiedziałam mu aby przyszedł po pracy do domu. I przyszedł, do
        żadnej zdrady się nie przyznaje tak jak twierdził i twierdzi to zwykłe
        koleżeństwo które dojrzałam gdy faktycznie zaczęło u nas byc zle. Może i tak
        jest, daję mu wiarę, ale jednak jestem czujna na tym polu, po za tym tak jak
        w3spomniałam postawił siebie na piedestał i mimo iz małymi krokami dochodzimy do
        porozumienia, jego JA wciąż gdzieś wychodzi i spycha mnie na drugi plan. Nigdy
        tak nie było. Jesli chodzi o skaner - dixia - czy wiedząc że Twoja Ż jest
        "uczulona" na pewne rzeczy czy osoby, czy dawałbys jej dawki adrenaliny, czy warto?
        • lolant Re: ON nie rozumie, czy nie chce rozumieć? 26.08.06, 15:48
          Wiesz nie znam dokładnie szczegółów wszego konfliktu , ale ja osobiście nieco
          bym odpuściła.
          • metalin Przeginasz i to mocno! 26.08.06, 16:22
            Jako że ze mnie informatyczna niemota(mąż jeszcze większa) przy naszym
            komputerze co i rusz ktoś coś robi, a to mąż koleżanki , a to młodzian jeden ,
            drugi lub trzeci z sąsiedztwa, panna znająca na rzeczy też się trafiła , te
            'momenty' zwykle mają miejsce pod nieobecność męża.......no to ja już wykupuję
            wejściówkę do piekła ;)

            Boję się ,że on odejdzie.... nie teraz , to kiedyś , bo tak na dłuższą metę
            chorobliwej zazdrości nie da się znieść.
            • zmagda1 Re: Przeginasz i to mocno! 26.08.06, 16:43
              Nie wiem czy znasz nasza "historie", nie przez przypadek chodzi mi o te panne...
              • metalin Re: Przeginasz i to mocno! 26.08.06, 17:21
                Fakt, nie znam....ale to i tak nie zmienia postaci rzeczy. Coś sobie
                wyjaśniliście, on nawet wybył.....i wrócił jak piszesz, cokolwiek skruszony.
                Wierzę ,że może to być kumpela , koleżanka jak kto woli.

                Mam kolegów(przyjaciół), nawet kilku , którzy z czasem stali się przyjaciółmi
                mojej II-giej połowy (choć istonie, na początku łatwo nie było).Teraz
                przyjaźnimy się całymi rodzinami.Dla mnie owi koledzy zawsze byli
                aseksualni....choć każdy z nich wart jest grzechu :)

                Ale to tylko mój punkt widzenia i moje doświadczenia.
                • zmagda1 to w walacym się małżeństwie 27.08.06, 09:41

                  > Wierzę ,że może to być kumpela , koleżanka jak kto woli.

                  > przyjaźnimy się całymi rodzinami.Dla mnie owi koledzy zawsze byli
                  > aseksualni....choć każdy z nich wart jest grzechu :)

                  A mi jest strasznie trudno, kiedyś pewnie bym na to nie zwróciła uwagi i może
                  nie miała pretensji, dziś dostaję uczulenia, bo nie jest między nami dobrze,
                  pogubiliśmy się, myśleliśmy o rozstaniu. Jednak jstesmy razem, nasłuchaliśmy się
                  wielu przykrych słów w swoich kierunkach, jeszcze z nie nacka pojawiła się
                  bezinteresowna kolezanka... Koleżanka, która z tego co widzę, a może tylko sobie
                  dopowiadam, co raz bardziej nas dusi. Wiem, M mnie zapewnił i powinnam byc
                  spokojna, jednak w tymj przypadku (naszej zachwianej rodzinie) strasznie mi nie
                  pasuje ów wręcz narzucający się kontakt z nią. Tel. od niej o byle g.....,
                  krecenie się jej jak najbliżej, a teraz ta sprawa skanera... Niestety straciłam
                  zaufanie do M i naprawde takie można powiedziec głupstwo, które opisałam nie jst
                  dla mnie do przyjęcia. Wiele bym dała aby te już 4 mies. beznadziei naszego
                  małżeństwa, przykrości wymazać z pamięci...
                  • zmagda1 metalian-apropo seksualnosci 27.08.06, 09:53
                    Tak się rozpisałam że zapomniałam odnieśc się do seksualności wspomnianej w
                    twojej wypowiedzi. Wg mnie dziewucha to żadne bóstwo, ani sex paniena ani
                    modelka - i mówię to nie z uszczypliwości, ale zupełnego neutralizmu. Nie czuje
                    w niej konkurencji wizualnej, jak jest z psychiczna - nie wiem jak wygląda ich
                    kontakt, ale jedno jest pewne ewidentnie wchodzi między wódkę a zakąskę, a mój M
                    jest między młotem a kowadłem, nie chce byc nie miły dla koleżanki a i w domu
                    chiałby miec spokój...
                    • lolant Re: metalian-apropo seksualnosci 27.08.06, 10:40
                      Jak tak sobie czytam to co piszesz , to trochę się dziwię , że tkwisz w takich
                      domysłach , nie masz żadnej pewności . Ta trzecia może być brzydsza, głupsza i
                      nie wiem jeszcze jaka, ale może go fascynować w pewien sposób , bo wydaje mu
                      się , być może , że jest serdeczna, wesoła, nie robi mu wymówek , umie sprytnie
                      zgrywać taką słabą istotkę , której trzeba pomóc. Wielu mężczyzn na to ,powiem
                      brzydko " leci". Może tak jest i u Was ?
                      Dlatego napiszę Ci co ja bym zrobiła w tej sytuacji , pierwsze i najważniejsze -
                      musisz ją poznać.
                      Żeby z kimś wygrać trzeba najpierw go dobrze poznać .
                      Tylko nie po to , żeby od razu z jakimiś wymówkami do niej startować , to
                      jeszcze tym bardziej utwierdziłoby twojego męża w przekonaniu , że niezła z
                      Ciebie jędza.
                      Zrobiłabym wręcz przeciwnie , np. skoro tak biedulka nie radzi sobie z niczym i
                      nie ma nikogo , kto mógłby jej pomóc , to Wy ( razem) chętnie jej pomożecie.

                      Razem zawsze łatwiej , Ty też zaoferuj jej pomoc itp.

                      Jeśli ich kontakty miały służyć innemu celowi , będą oboje się strasznie
                      bronić , przed tym , żebyś towarzyszyła przy tych naprawach , a jeśli nie to
                      twój mąż może się i ucieszy , że nie zabraniasz mu tego , a wrecz się cieszysz
                      i akceptujesz jego dobre chęci.

                      No spróbuj go tak sprytnie rozgryżć, nie zawsze warto stawiać sprawę na ostrzu
                      noża , bo może się okazać , że nie było ku temu podstaw , a Ty swoją zazdrością
                      zniszczysz Wasze małżeństwo , dziś niedziela , bądz dla niego miła , pójdzce
                      gdzieś trochę się rozerwać , bądz blisko , ale nie po to , żeby sobie nawzajem
                      dogryzać - powodzenia
                      • zmagda1 Re: metalian-apropo seksualnosci 27.08.06, 11:03

                        > zgrywać taką słabą istotkę , której trzeba pomóc. Wielu mężczyzn na to ,powiem
                        > brzydko " leci". Może tak jest i u Was ?

                        Może i tak, ale tak jak już pisałam, przechodzimy kryzys, było fatalnie jest
                        deko lepiej, straciłam na to duzo energii, zdrowia, mamy dziecko - jako mjatka i
                        zona boje się o nas.

                        > Dlatego napiszę Ci co ja bym zrobiła w tej sytuacji , pierwsze i najważniejsze
                        > -
                        > musisz ją poznać.

                        Jakiś czas temu poznałam ją na zasadzie że wiem jak ma na imię, jak wygląda i co
                        robi. To dziewczyna niby 20-to letnia (piszę niby bo z twarzy wyglada starzaj),
                        szukająca swego miejsca w świecie. Pracuje w firmie mego M dorywczo- na
                        promocji. Szczerze mówiąc w tej chwili nie widzę umówienia celowego spotkania na
                        kawę bo i o czy miałabym z nia gadać...

                        > dziś niedziela , bądz dla niego miła , pójdzce
                        > gdzieś trochę się rozerwać , bądz blisko , ale nie po to , żeby sobie nawzajem
                        > dogryzać - powodzenia

                        I tu problem - M ma dziś week pracujący, po śniadanku pojechał do pracy, a my
                        znowu same;/

                        Wiem może się nakręcam, ale ostatnio czuje się przy nim beznadziejnie, jakaś
                        zepchnięta na drugi plan, brakuje nam miłości, czułości...
                        • romek123 Re: metalian-apropo seksualnosci 27.08.06, 12:09
                          Przepraszam ale widze w tobie kobiete nadwrazliwa,o bardzo trudnym
                          charakterze.Na miejscu twojego m uciekalbym od ciebie na koniec
                          swiata.Wspolczuje jemu a nie tobie.Jeszcze raz przepraszam za tak gorzkie
                          slowa.Ale ja tak to widze,niestety.
                          • zmagda1 Re: 27.08.06, 12:23
                            Każdy ma prawo do swojego zgania więc spox.
                            Ale masz tu do czynienia z żoną, która doświadczyła wiele złego od sewgo M, nie
                            ukrywam - tez mu sie odwdzięczyła nie różami, postanowili jednak byc dalej razem
                            ze wzgl. na nich samych, na dziecko. Ta żona chce ich, chce tego małżeństwa,
                            bynajmniej uswiadamia M że chce dobra, a M swoje, niby chce ale coś mu nie
                            wuchodzi, przecież czasami chyba można iśc na kompromis dla dobra rodziny?
                            • romek123 Re: 27.08.06, 12:36
                              Kazdy partner w zwiazku musi miec swoja sfere wolnosci.Ograniczenie jej powoduje
                              wzajemna frustracje,niechec do partnera a w dalszym czasie wewnetrzna
                              emigracje,ucieczke.Dlatego bardzo wazna jest budowa zaufania i danie partnerowi
                              tej sfery wolnosci.Inaczej nic z tego nie bedzie tylko frustracja i kiedys dramat.
                              • aanka7 Re: 27.08.06, 12:57
                                Jeśli nie masz z nią o czym gadać zaproś ją do domu po to by Twój mąż pokazał
                                jej jak się podłącza skaner, który chce jej sprzedać.
                                Upieczesz dwie pieczenie przy jednym ogniu.
                                Ty nie będziesz musiała z nią rozmawiać a Twój mąż sprzeda skaner i nie będzie
                                musiał do nie chodzić i jej tego pokazywać.
                                A poza tym to wyluzuj.
                            • dixia Re: 27.08.06, 19:43
                              Szczerze mowiąc to dziwie sie Twojemu mężowi, że wrócił i, ze w ogóle chce nadal
                              tkwić w takim małżeństwie!!! Gdzie jedyne co go spotyka to wieczne pretensje,
                              podejrzenia, siłowe kompromisy i wiercenie dziury w brzuchu na zasadzie "popatrz
                              było nam dobrze, ja się zmieniam i próbuję a ty???" No i co z tego? Nic - nie
                              potrafisz wytrzymać tygodnia by nie zacząć swojej odwiecznej gadki... Żyejecie w
                              rytuałach wrogości i wzajemnych uszczypliwościach. OBYDWOJE zaperzyliście się w
                              swojej złości i pretensjach. Nie widzę rozwiązania ponieważ zamiast coś
                              konstruować - burzycie, miast wyciszać - pogłaśniacie... Bezsens!!! I żadne z
                              Was nie odpuści....
                              Piszę odpowiedź na Ywoje posty po raz ostatni. Jestem głęboko przekonany, ze
                              nasze wszystkie wypowiedzi nic nie dały i nic nie zmieniły. Po prostu jesteście
                              OBYDWOJE nieprzemakalni na jakiekolwiek argumenty!!!!

                              PS: Co sugerowaliśmy - jest w archiwum!!!
                              • zmagda1 dixia 28.08.06, 14:18
                                Dixia dzieki, ale ja naprawdę się staram.....Cholera (ryczę)
                        • kristingen Re: metalian-apropo seksualnosci 28.08.06, 00:19
                          zdaj sie wylacznie na swoje odczucia,nie sluchaj o bezinteresownych
                          kolezankach,takich wkontaktach damsko-meskich nie ma,rob to co ci serce i
                          sumienie nakazuje,badz po swojej stronie i mysl o swojej rodzinie,jesli chcesz
                          byc z mezem-a piszesz,ze tak,nie rob przeciw niemu niczego,co bedziecie jeszcze
                          dlugie lata zle wspominac,a wrecz przeciwnie-przeciez go znow
                          wybierasz,natomiast jesli chodzi o "kolezanki"nie ma litosci,tylko najpierw
                          dokladnie przemysl co zrobisz i co chcesz uzyskac....powodzenia
    • movisz Re: ON nie rozumie, czy nie chce rozumieć? 28.08.06, 05:41
      Nie znam twojej sprawy, nie sledzilam twoich problemow ale z tego postu wynika
      ze dla twojego m liczy sie bardziej co on chce i jego kolezanka anizeli osoba
      ktorej slubowal wiernosc i posluszenstwo i...... czyli ty.
      Jestem pewna ze jakby twoj m nie lubil jakiegos twojego kolegi to nie
      umawialabys sie z nim by mu pomagac np. w odbrobieniu biologi. Posiadanie zony
      zobowiazuje do czegos i jezeli robi cos czego ty sobie nie zyczysz to nie
      swiadczy o braku twojej tolerancji tylko o jego egoizmie. W tym momencie
      swiadomie sprawia tobie bol spotykajac sie z ta kolezanka a to nie swiadczy o
      nim dobrze jako o mezu.
      Ja bym sie z nia wcale nie probowala zaznajomic jesli nie masz na to ochoty.
      Wystarczy ze nie zyczysz sobie jej w waszym zyciu. Jesli on tego nie rozumie to
      znaczy ze nie dojrzal do posiadania rodziny i ryzykuje jej strate. Jesli to nic
      nie znaczy dla niego to ma to mala przyszlosc.
      Jego kontakty z kolezanka wprowadzaja tylko niepokuj i zamieszanie w wasze
      stosunki i jak zalezy mu na waszych dobrych stosunkach to powinien zaniechac
      ich. Dla waszego wspolnego dobra i waszej rodziny.
      Kolezanka jak potrzebuje fachowca do komputera to niech otworzy gazete z
      ogloszeniami i wybiera. Jak chce zaoszczedzic to nie kosztem waszego spokoju.
      Trzymaj sie swojego bo jak popuscisz to praktyczniej bedziesz musiala zawsze
      juz ustepowac wbrew sobie. Postaw warunki i badz konsekwentna bo innaczej
      bedziesz ciagle zyc w niepokoju i nerwach czy poszedl jej pomoc czy nie.
      Sa pewne zasady zycia w malzenstwie takie jak lojalnosc i liczenie sie z
      wspolmalzonkiem i nalezy sie tego trzymac.
      Jej nie przysiegal.
      Trzymaj sie i pamietaj ze jestes jeszcze mloda i cale zycie przed toba i szkoda
      czasu na psucie sobie nerwow.
      A odpowiedz na twoje pytanie: ON nie rozumie, czy nie chce rozumieć? to wedlug
      mnie ON dobrze rozumie tylko udaje ze nie rozumie bo mu tak wygodnie i czuje
      sie silnie jak dwie dziewczyny go adoruja. Dziecinne to ale coz.
      • zmagda1 moje 28.08.06, 14:30
        Movisz:
        Boże, mam dokładnie takie samo zdanie jak Ty, też sądzę że są granice, a jeśli
        dzieje się żle to nie powinniśmy tego partnera/ki jeszcze pogłębiać w smutku i
        zalu. Jesteśmy rodziną, jednak sądzę, że mój M jakby się uwstecznił, zapragnął
        beztroski, chłopięcego stanu. Owszem można to robic ale nie kosztem tej rodziny.
        Nie jestem złotem, też potrafię być jędzą i jest mi pozniej głupio jednak do
        cholery tak się zagapiłam i nie mogę douścic do siebie tego jego rozangażowania.
        Brak mi już sił i chęci.
        Dixia i inni:
        Mówiliście przystopuj, daj mu odetchnąć, ale do cholery ja to robiłam ale jakie
        są granice wytrzymałości, jak długo można patrzeć na M, który w swej beztrosce
        przychodzi do domu, bykiem rzuca się na kanapę, ma wszystko w d.... a jak tylko
        dryndnie np. tel. to samli cholwey do wszyystkich innych a nie do żony, dziecka.
        To jest normalne? To ja chyba jestem nienormalna że daję sobą pomieść i znosze
        pana i władcę. To M, który mówi że ma w d.... naszą rodzinę? Tak, mówił tak,
        niechyb to była nawet jego gra, to do cholery ile człowiek może znieść tej gry
        ile upokorzeń?
        • movisz Re: moje 29.08.06, 00:43
          Powiem ci ze bardzo powszechne jest to uwstecznienie u mlodych tatusiow. Nagle
          chce im sie powrotu do beztroskich lat, do kumpli i wszyscy maja byc
          wyrozumiali dla nich. Takie dzieci. Najgorsze jest ze wielu z nich bardzo wolno
          dojrzewa do roli jaka powinni pelnic. Wielu dojrzewa gwaltownie dopiero wtedy
          kiedy traca rodzine ale to juz jest za pozno. Wtedy i zona jest nieszczesliwa
          bo zmarnowala tyle lat, dzieci nieszczesliwe bo nie maja typowej rodziny i oni
          znowu w innych zwiazkach bo nie potrafia zyc sami i dodatkowo nowe problemy ze
          wzgledu na alimenty i nastepna kobieta ktora ich nie rozumie i znowu wymaga.
          Jemu sie odwidzialo bawienie w rodzine a ty musisz pchac dalej ten wozek bo
          tobie nie ma prawa sie odwidziec.
          Moja rada to staraj sie skupic sily i energie na sobie, w miare mozliwosci
          czasowych rozwijaj sie i rob cos co cie relaksuje. Mysl o SWOJEJ przyszlosci.
          Staraj sie zabezpieczac na wypadek jak juz zupelnie stracisz sily i nadzieje i
          zdecydujesz sie na rozstanie. Rozmowa z nim to troche jak z obrazem. Jak sobie
          cos wbije do glowy to ni jak nie ruszysz. Tracisz nerwy i energie.
          Ja juz cos takiego przerabialam w przeszlosci i przynajmiej z mojego
          doswiadczenia nic nie dawalo rezultatow. Jakbys miala kogos kto ma autorytet u
          twojego m i porozmawial z nim, naswietlajac mu wlasciwie sprawe to mogloby cos
          pomoc.
          Na jakis czas.
          Wspolczuje, ale nie trac nadzieji.
          • movisz Re: moje 29.08.06, 00:57
            Jeszcze cos mi sie przypomnialo. Ogladalam taki program: jak wytresowac meza.
            Pani porownala wychowanie meza do tresury pieska czyli wydawanie polecen i po
            wykonaniu zadania pochwalic lagodnym glosem, poglaskac i wynagrodzic. Pilnowac
            by nic zlego nie zrobilo a jak ma zamiar to stanowczym glosem skarcic. Przy
            okazji mnostwo cierpliwosci i wyrozumialosci bo przeciez jest to zwierzatko. Ja
            zawsze bylam zwolenniczka partnerstwa w zwiazku i na cos takiego bym nie poszla
            ale moje obserwacje niektorych malzenstw i wogole mezczyzn udowadniaja ze ta
            metoda tresowania daje najlepsze rezultaty. Dla mnie jest to zalosne ze procz
            wlasnych dzieci jeszcze trzeba wychowywac mezczyzne w ktorym chcialoby sie miec
            raczej podpore a nie drugie dziecko. Ale niestety procentowo jest wlasnie
            wiecej takich duzych dzieci anizeli mezczyzn na ktorych ramieniu moznaby sie
            wesprzec.
            • zmagda1 Re: moje 29.08.06, 08:53
              movisz:
              Dziekuję i Tobie i innym za chęć pomocy.
            • remax2 Re: moje 29.08.06, 13:14
              > Ale niestety procentowo jest wlasnie
              > wiecej takich duzych dzieci anizeli mezczyzn na ktorych ramieniu moznaby sie
              > wesprzec.

              To ile procent jest dużych dzieci a ile wartościowych facetów ? I na podstawie
              jaich badań otzymałaś te wyniki ?
              • niezapominajka333 Re: moje 30.08.06, 20:08
                A więc małżeńskich kłopotów ciąg dalszy.
                Magdo!
                Ja tylko tak dla porządku przypomnę, że to zwykle ty stawiałas na swoim, że
                byłaś skłonna się zmienic, byle tylko mąż nie odchodził od ciebie i dziecka i
                miałaś mu za złe, że on ci nie wierzy. Nie tak łatwo zrezygnowac z dominacji na
                dłuższą metę. Jeszcze duzo wody upłynie, zanim nauczycie się prawdziwego
                partnerstwa.
                Jeśli chodzi o koleżankę to widzę, że jej zabiegi odbierają ci poczucie
                bezpieczeństwa. Czy naprawdę chodzi o to, że mąż jest tak skłonny do
                wyświadczania przysług kosztem rodziny i swojego zdrowia? Czy o to, że
                wyswiadcza tę przysługę Tej koleżance.
                Najwyraźniej posądzasz ją o zarzucanie sieci na twojego męża.
                Jeśli nie możesz kogoś pokonac, zaprzyjaźnij się z nim.
                Nie zaszkodzi też zacząc się udzielac wśród znajomych obu płci. W domu nie miec
                siły na codzienne obowiazki, ale byc na każde zawołanie kolegów i koleżanek.
                Każdy lubi byc doceniony i pochwalony. Wrócisz do domu zmęczona, narzekając, że
                cię tak wykorzystują, ale nie odmówisz następnej prośbie potrzebującego twojej
                pomocy. On do koleżanki, a ty do kolegi, który bez ciebie sobie nie poradzi.
                Żadnych wyrzutów, że zaniedbuje rodzinę.
                • zmagda1 Re: moje 31.08.06, 09:36
                  Niezapominajko33, on wyraznie gra, podjął się gry, która stacza ze mna. Powiem
                  Ci szczerze ze mam dość tego typu zagrywek. A koleżanka- no cóż niby nie
                  rywalka ale mnie wkurza swym potępowaniem, a i faktem jest że w momencie gdy
                  nasze małżeństwo jest zachwiane faktycznie czuję się dziwnie i jestem skłonna
                  do dopowiadań sobie. Piszesz aby nie poświęcac się tak rodzienie - nie miec
                  wyrzutów, że mkogę ją zaniedbać - powiem Ci tak - mój M sam gra czy wikła
                  historie, ale jest równiez bardzo "uczuloy" na moje postępowanie - wyjście np.
                  do kosmetyczki to juz podśmiech (bo jaka kosmetyczka przyjmuje wieczorem - a
                  nie rozumie że w dzien nie mam kiedy?), wskok w dres - o od kiedy ja w dresie
                  itp itd, głupoty i nic więcej. Niby mu zwisa, niby sam kręci nic zazdości
                  mojej, a sam nie jest lepszy...Oj długo by mówić...
                  • misssaigon neverending story... 31.08.06, 17:36
                    magdo, czymze sie przejmujesz, przeciez mozesz znowu wyrzucic meza z domu, fakt
                    ze wrocil oznacza ze ty gora i mozna mu zaczac znowu wlazic na glowe...
                    niebezpieczenstwo tylko jedno ze w niedlugim czasie sam zamknie drzwi z drugiej
                    strony a ty napiszesz kolejny rzewny poscik na forum...

                    historia nas uczy tego, ze historia nas niczego nie nauczyla - to memento dla ciebie
                  • niezapominajka333 Re: moje 01.09.06, 08:39
                    Widzisz Magdo, on będzie komentował, ale nie zrobi o to awantury tak jak ty.
                    Mogą to byc ironiczne uwagi, uśmiechy, powątpiewanie, ale rzadko wprost zarzuci
                    ci zdradę lub zmierzanie do niej, a juz bardzo trudno będzie mu się przyznac,
                    że jest zazdrosny. Ale jest i dlatego twoje próby wyluzowania, jak ci
                    radzilismy, wyjścia z domu, poszukania sobie jakichś zajęc, pasji, nie
                    przyniosły spodziewanych rezultatów, a wręcz odwrotnie - pogarszały sytuację,
                    bo on czuł sie zagrożony.
                    Sam straszył odejsciem, ale ciebie bardzo pilnował, żebyś przypadkiem nie
                    znalazła sobie kogoś na boku.
                    Odnoszę wrażenie, ze wasze małżeństwo to nieustanna próba sił, raz jedno, raz
                    drugie usiłuje dominowac. Najpierw ty stawiałas na swoim - dostrzegłaś swoje
                    błędy dopiero wtedy, gdy on zagroził odejściem. I wtedy sytuacja sie odwróciła.
                    On wykorzystywał swoją przewagę, a ty w imię ratowania małżeństwa usiłowałaś
                    sie wtłoczyc w rolę uległej żony. Chciałaś się zmienic, chciałas widziec
                    rezultaty swoich działań, ale on nie chciał współpracowac, przynajmniej nie na
                    twoich zasadach. Ty czekałas na potwierdzenie z jego strony, ze będzie dobrze,
                    ale on nadal straszył odejściem. Nie wierzył, ze twoja cudowna przemiana będzie
                    trwała, a poza tym nie musiał się w tym momencie starac. Nareszcie nie trzeba
                    ustępowac, wystarczy zagrozic odejściem, a druga strona robi wszystko, żeby do
                    tego nie dopuscic. Ale są pewne granice. Cięciwa naciagnięta zbyt mocno może
                    się zerwac. Ty w końcu nie wytrzymałaś i wyrzuciłas go z domu. Chce odejśc, nie
                    chce nic naprawiac, nie wierzy w wasz związek, to droga wolna. Chciał się
                    przekonac, jak mu będzie bez was, chciał ryzykowac, to niech się przekona.
                    I znów sytuacja się odwróciła. Teraz on prosił i zabiegał, a przewaga była po
                    twojej stronie. Trudno to nawet nazwac przewagą. Oboje byliście nieszczęśliwi w
                    tej sytuacji.
                    Zgodziłaś się na jego powrót i jest w miarę dobrze, ale nie całkiem. Teraz
                    oboje trzymacie się nawzajem w szachu. Chcecie byc razem, wiecie, do jakich
                    mniej wiecej granic możecie się posunąc, żeby nie przekroczyc cienkiej
                    czerwonej linii, ale oczekujecie, że to druga strona podejmie wysiłek
                    uzdrowienia związku. Ty umocniłas swoja pozycję, ale trochę żal ci przewagi,
                    jaką kiedyś małaś. Więc myślisz, że on powinien się bardziej starac. On czeka,
                    aż ty ponaprawiasz to co trzeba, bo przecież sama przyznałaś się do błędów,
                    sama chciałaś się zmienic.
                    Ponieważ w waszym związku leży komunikacja, więc możecie tak sobie czekac i
                    czekac, ale samo nic się nie naprawi.
                    Jeśli chodzi o koleżankę, to rzeczywiście jesteś skłonna do dopowiadania sobie
                    nieistniejacych faktów. Zastanów się, czy byłoby to dziwne i stanowiło
                    zagrożenie dla związku, gdybyś ty w pracy miała kolegę , znajomego, z którym
                    łatwiej byłoby ci pogadac na temat twoich problemów domowych niż z mężem?
                    Widzisz, on nie widzi nic złego w swoich kontaktach z koleżanką. On nie
                    potrafi, bądź nie chce dostrzec problemu z twojego punktu widzenia, bo nie
                    dostrzega w tym nic złego. A że lubi koleżankę, bo jest dla niego miła, to
                    przecież nie zbrodnia.
                    Twój punkt widzenia może zrozumiec dopiero wtedy, gdy postawisz go w
                    analogicznej sytuacji. Nie demonstracyjnie, ale naturalnie i z wyczuciem. On
                    może zrozumiec, jak uwierają takie bliskie kontakty żony z miłym kolegą, chocby
                    intencje były bez zarzutu. Ty podniesiesz swój próg tolerancji dla takich
                    znajomości.
                    To tyle, jesli chodzi o koleżankę. To nie ona jest dla ciebie głównym
                    zagrożeniem, tylko brak komunikacji w związku. Jeszcze długa droga przed wami.

                    • zmagda1 niezapominajka333 01.09.06, 09:24
                      Niezapominajko, bardzo dziekuję za wnikliwą analize i podejście do mojej
                      sprawy. Jesteś mądrą osobą to co opisałaś z swego punktu widzenia jest jak
                      najbardziej prawdziwe, tak - jeśli chodzi o koleżankę - może i górę stawiają
                      moje dopowiedzenia, ale jeśli chodzi o jego postępowanie i wiadome jemu iz
                      mam "alergie" na ten jego kontakt - czy tu nie można spasować, tak dla świętego
                      spokoju; albo o nasze raelacje - dlaczego non stop to ja mam budować, przeiez
                      oboje w tym tkwimy a jego postawa raz (chcę) a raz (nie mam ochoty) jest
                      postrzegana prze ze mnie jako ewidentna gra i nie czuję się z tym pewnie, bo
                      raz dochodzi do mnie (warto budować) a raz (odpuść sobie). Piszesz że przed
                      nami długa droga, najgorsze ze jakoś nie mam na nia pomysłu, wypalam się co raz
                      bardziej.
                      • lolant Re: niezapominajka333 01.09.06, 09:45
                        Magdo - moja opcja jest jedna odpuścić . Przecież on wie , że nie chcesz tych
                        jego kontaktów z tą koleżanką , więc tym bardziej leci do niej na skrzydłacvh-
                        to taki rodzaj zemsty , jak zauważy , że się tym nie przejmujesz może sam da
                        sobie spokój, spróbuj chociaż może się udać .
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka