zmagda1
26.08.06, 09:03
Po dłuszej nieobecności Witam,
Do znających temat - już dziękowałam Wam za rady, sugestie, stosowałam się do
"zaleceń", spoglądałam na pewne sprawy inaczej i dalej trwałam w roli, związku
z nastawieniem że będzie lepiej. Wyjaśnieliśmy sobie z M nasze bolączki,
wykluczylismy temat zdrada (pamiętacie u niego ta bezzzineteresowna
koleżanka), jakoś brniemy do przodu. Małymi krokami zbliżamy się spowrotem do
siebie, nabieramy tego czegoś co zszargaliśmy, dajemy sobie miły czas - do
wczoraj... I tu, albo ja jestem przewrazliwiona, albo on nie rozumie mnie lub
nie chce zrozumieć, a mianowicie. Z nienacka poinformował mnie, że sprzedaje
skaner, który stoi u nas bezuzytecznie i nawet wg mnie od dawna jest tylko
zbieraniną kurzu. W związku z tym, o której ja wrócę do domu (szłam do
kosmetyczki) bo on ma jeszcze iść i zainstalować, podłączyć temu kupującemu.
Zapytałam komu go sprzedaje, i jak ajest trudność w instalacji aby osobiście
się fatygował (strasznie nie lubiałam i nie lubię jak łazi do znajomych czy
mniej znajomych-znajomych znajomych cos podłanczać, instalować bo pozniej z
tego nic dobrego nie ma a on staje sie chłopcem od tego typu spraw na telefon.
Zresztą już nie raz się zarzekał że co to jest, juz nikomu nic itp). No więc
wracając do meriutu ów skaner chce kupic ta bezineteresowna koleżanka...Jak to
usłyszałam taki smutek i złość mną ogarnął, że aż mnie zamurowało.
Powiedziałam aby nie szedł, aby dał spokój, co za rzecz włożyc płytę i
zainstalować ma przestać być łazikiem domowym. Rozpłakałam się, wewnętrznie
poczułam się rozbita, jak zbity pies (on facet z rodziną idzie do domu z niby
10lat młodszej kolezanki instalowac skaner). Wróciłam pozno, on nie poszedł,
nie wiem jak reagować na to dalej, cholernie mi to nie pasuje raz że już nie
raz obiecywał, że nikomu nic, dwa że ta bezinteresowana koleżanka non stop
krązy nad nami. Mam dość, wszystka ta siła która nabrałam do tej pory
wyparowała, znowu czuję się nieszczęsliwa, znowu zaczynam podejrzewać,
domawiać sobie dopisywać, przestaje mnie cieszyć sex.
Znający temat - prosze powiedzcie czy to ja jestm tak zaborcza i w dodatku
histeryczka, czy mój M ma wszystko w d... i zaczyna robić to co mu się chce?
Dla przypomnienia - ewidentnie widać że po tych zaszłościach, które miały
miejsce 2 mies. temu postawił siebie na pierwszym planie i teraz to nie my a
on jest priorytetem. Wyraznie daje się to odczuc.
Jak z dyplomacją i mądrością wyjść z tej sytuacji dziadoskiego skanera?