Dodaj do ulubionych

Samo życie....

04.09.06, 08:38
Wczoraj była nasza 25 rocznica ślubu. Wróciły wspomnienia, był płacz w
poduszkę i moja nieprzespana noc, bo od 3 lat nie ma już „nas”, nie ma już
rocznic. Od trzech lat jestem kobietą rozwiedzioną. Nigdy się tego nie
spodziewałam. Gdy 25 lat temu przysięgaliśmy sobie miłość w kościele, było to
prawdziwe i szczere. Oglądałam wczoraj zdjęcia- piękna para wpatrzona w siebie
z uczuciem i oddaniem.
Potem młodzi rodzice z jednym dzieckiem, drugim. W domu, na wakacjach, przy
ognisku z przyjaciółmi, na spływie kajakowym, czy na nartach. Lata mijały
szybko, ale pogodnie, bez większych kryzysów czy zgrzytów między nami.Sex. Nie
osiągałam orgazmu w czasie seksu z mężem. Początkowo nad tym bolałam, bo
znałam to uczucie, doznałam orgazmu jako 16-latka całując się tylko z
„obozowym” chłopakiem. Wiedziałam więc, ze mogę go mieć, ale z mężem nie
miałam nigdy. Jedyny orgazm był z masturbacji. Trudno, pogodziłam się z tym,
ale fakt, że z czasem coraz niechętniej wskakiwałam do łóżka, po kolejne
rozczarowanie. Źle, że mój mąż wiedział, że nie szczytuję. Stresowało go to
bardzo, na początku się starał, wprowadzał jakieś innowacje, ale szybko się
zniechęcił, dał za wygraną. Po pewnym czasie zaczęłam udawać, że szczytuję,
żeby go nie stresować i żeby mnie „nie męczył”. Uśpiłam w sobie seksualność,
stała się dla mnie mało ważna, robiłam to dla męża. Nie mówił nigdy, że mu
źle. Uważałam sama i byliśmy oboje postrzegani jako bardzo dobre małżeństwo.
Zawsze mogliśmy na siebie liczyc, dogadywaliśmy sie w codziennych sprawach,
wspólnie podejmowalismy ważne dla małżeństwa decyzje. Byłam go pewna jak samej
siebie...
Zdradził mnie. Jakaś rozwódka z pracy, jak dla mnie ani nie za ładna, ani nie
za mądra. Podobno chciał spróbować jak to jest z inną, może chodziło o ten
nieszczęsny orgazm?. Bardzo to przeżyłam. Depresja, myśli samobójcze, ogólny
bezsens życia. Pomógł mi fakt, ze były dzieci, którymi trzeba było się zająć,
pomógł mi też on sam, przekonując, że tylko ja się liczę, ze tamto to
jednorazowy incydent, ze stresu, z głupoty. Pomogło mi coś jeszcze, ale o tym
mój mąż nie wie do dziś. W ramach ‘zemsty” przespałam się z jednorazowym,
właściwie przypadkowym facetem (delegacja). I miałam orgazm!!! Potężny,
wszechogarniający, jakiego nie przeżyłam nigdy. Płakałam potem a obcy facet
mnie wysłuchiwał , pocieszał i zapewniał, ze to nie moja wina, ze nie doznaję
szczytu z mężem...
Doszliśmy z mążem jakos do siebie po tym wszystkim...aż do następnej jego
zdrady. Tym razem było to poważniejsze. Pojawiła się młoda kobieta, niewiele
tylko starsza od naszej córki i zaczęła go adorować. Początkowo nawet mi się
zwierzał a to wszystko wyglądało jak jakiś zakład, że uwiedzie szefa. Potem
poszłooo...podobno ona się zakochała, on się tez zakochał. ...Nie mówił nic o
rozwodzie, to ja o niego wniosłam. Upokarzał mnie taki trójkąt z zapewnianiem
jednej i drugiej o wielkiej miłości. Było ciężko mnie, dzieciom i jemu.
Rodzina podejmowała się misji naprawczej. Byłam nawet za, ale wiadomo, ze
musiałby się okreslić, zerwac nieodwołalnie z panienka. Podobno nawet chciał.
Ona, młoda i głupia potraktowała to jako wyzwanie i walkę. Telefony, wyzwiska,
szantaże. Upokorzało mnie to, że on nie był w stanie podjąć SWOJEJ decyzji,
jakakolwiek by ona nie była i czekał az się sprawa rozwiąże babskimi rękami.
Ustapiłam, za dumna byłam. Powiedziałam nawet młodej, żeby go sobie brała.
Wzięła. Odszedł do niej.
Dziś nawet nie mam pretensji do tej drugiej. Zresztą bardzo krótko myslałam o
niej, jako o „dziwce” rozbijającej rodzinę. Fakt, to ona była inicjatorką, ale
mój mąż miał wolnę wolę powiedzieć NIE!. Nie powiedział, bo nie chciał,
ochoczo wskoczył do jej łóżka, więc to był jego wybór. Nie wiem, dlaczego
młoda i niegłupia dziewczyna poleciała na 20 lat starszego faceta. Może
naprawdę się zakochała? Może liczyła na dostatnie życie, bez konieczności
„dorabiania się”? Jeśli tak, to trochę się przeliczyła. Mój mąż z pańskim
gestem zostawił nam wszystko. Zabrał samochód, trochę rzeczy osobistych. Ma
firmę, liczył że szybko to sobie wyrówna, ale coś się tam nie udało, chyba
cienko przędą, prosił o zawieszenie alimentów na dzieci. Zgodziłam się, sama
mam dobrą pracę i chociaż nigdy nie zarabiałam kokosów, starcza na moje
skromne życie i utrzymanie dzieci na studiach.

Mój mąż kiedyś buńczucznie mi powiedział, że wreszcie ma odlotowy sex na każde
zawołanie, ale teraz nie wygląda na szczęśliwego. Chyba dopadła ich proza
życia. Myślę, że panienka jest również zazdrosna o jego przeszłość. Sama się
napędza i spala., podobno robi mu awantury o spotkania z dziećmi. Tak o niego
walczyła, gdy podałam o rozwód, myślała że będzie najszczęśliwszą kobietą na
świecie. I chyba się rozczarowała. Po trzech latach ciągle nie jest żoną, nie
mają dzieci, podobno powiedział jej, że on już ma dzieci. Żal mi jej nawet,
młodość bywa okrutna, idzie po trupach do celu, ale bywa też głupia, bo to
wiele rzeczy było do przewidzenia.
Ze mną mąż się nie spotyka, chyba że przypadkiem. Czasem zadzwoni i o coś
zapyta, ale ucinam szybko rozmowy, nie chcę rozgrzebywać ran. Bo niby żyję
sobie spokojnie, pogodzona z losem, ale nie ma dnia żebym nie pomyślała o moim
mężu. Tak go ciągle nazywam i dla mnie do końca będzie on „moim”. Rozmyślam,
dlaczego nam się nie udało, kto zawinił, gdzie był błąd? I....nie znajduje
odpowiedzi. I żal mi, bo wiem, że oboje przegraliśmy. I mój mąż też, choć ma
teraz to, czego ja mu podobno nie dawalam- nieziemski sex kiedy tylko zapragnie.
Ale ja czuję się główną przegraną. Zostałam sama na nadchodzącą starość. I nie
chodzi tu o dosłowną samotność, bo mam dzieci, przyjaciół, ukochaną pracę,
znalazłam sobie nawet nową pasję- malowanie. Ale wiem, że nikt mnie już nie
pokocha i ja nikogo nie pokocham.
Obserwuj wątek
    • misssaigon Re: Samo życie.... 04.09.06, 10:01

      to memento na koniec - to duzy blad...zamykasz sie na zycie - na uczcuia, zyjesz
      pzreszloscia - swiadomie chcesz byc nieszczesliwa - zapewne chetnie wrocilabys
      do meza - gdyby nie ta duma...

      mysle ze powinnas wybrac - albo rzeczywiscie odciac sie od przeszlosci i znalezc
      partnera z ktorym dogadasz sie na roznych plaszczyznach
      albo wybaczyc mezowi i wyciagnac do niego reke - jemu to codzinne jedzenie tortu
      tez sie pewnie znudzilo i juz go mdli - tyle ze wtedy bezpowrotnie stracisz
      szanse na satysfakcjonujacy seks z mezczyzna

      oczywiscie jest jeszcze tzrecie wyjscie - zyc tak jak do tej pory - tylko po co?
      i dla kogo ?
      • ewolwenta Re: Samo życie.... 04.09.06, 13:15
        miss ma rację, nie rezygnuj z siebie
    • martik1 Re: Samo życie.... 04.09.06, 12:03
      wiem,ze jestem glupim samcem bez uczuc i pojecia. pomimo to zadaje pytanie, bo
      czegos tu nie rozumiem.

      dlaczego, zwlaszcza tak dlugoletnie pary, ktore budowaly do tej pory
      wspolnie swoje zycie nie odpuszcza sobie troche?
      zarowno ty jak i twoj ex dokonaliscie skoku w bok, ktory okazal sie dla obydwu
      niewypalem. zarowno ty jak i twoj ex w swiadomy sposob podeptaliscie to co bylo
      dla was 20 lat najwazniejsze.

      w imie czego? ambicji? urazonego ego?

      zamiast dac sobie lzejsza przepustke zniszczyliscie sami siebie w imie
      moralnosci i obyczajow. czy teraz owa moralnosc i obyczaje przyjda do was i beda
      pocieszac i wypelniac samotnosc?

      • samo.zycie2 Re: Samo życie.... 04.09.06, 17:22
        Tak, to prawda, chciałabym być znów z mężem, ale jak to sobie wyobrażacie? Za
        dużo zaszło, za dużo zostało powiedziane. A zresztą czy on tego chce? Mieszka na
        codzień z inną kobietą, ma swoje życie. Przecież ona ma też względem niego
        jakieś plany, marzenia. Mam przyjść tak sobie i powiedzieć wróć? A jak to stanie
        się dla niego okazją, żeby mnie upokorzyć, powiedzieć coś choćby o tym
        nieszczęsnym seksie? I jak niby mielibyśmy po czymś takim razem zyć? Nie wchodzi
        się dwa razy do tej samej rzeki. Jestem realistką, wiem, że nie ma dobrego
        rozwiązania i dlatego mi źle.
        • misssaigon Re: Samo życie.... 04.09.06, 17:37

          mozna wrocic - zwyczajnie zdobyc sie na szczera rozmowe - doswiadczenia po
          rozwodzie i dystans moga wam pomoc w ulozeniu na nowo relacji i przewartosciowac
          pewne rzeczy w zyciu...
          zwaz ze twoj maz nie ozenil sie powtornie - nie mila zadnej pzreszkody
          formalnej, a jednak nie podjal tej decyzji - stara sie podtrzymywac kontakt z
          toba - pomimo twoje odpychajacej postawy
          zaryzykowlabym twierdzenie, ze on sam moze czuc sie winny i miec swiadomosc
          popelnionego bledu ale ty swoja postawa - bardzo negatywna i krytyczna w
          stosunku do niego sprawiasz, ze on sam nie bedzie sie chila do tego pzred soba
          przyznac...
          mysle ze na dobry poczatek nalezaloby normalnym, spokojnym, milym tonem
          odpowiedziec na jego glos w telefonie...mozesz go zaprosic na kawe np zeby
          omowic kwestie dotyczace waszych dzieci...potraktowac go normalnie a nie jak
          wiecznego przestepce
          kazda pokuta sie kiedys konczy ...
          • samo.zycie2 Re: Samo życie.... 04.09.06, 17:48
            Rozmawiam normalnie, nie okazuję mu wrogości, ale też nie chcę, zeby wiedział,
            jak strasznie mi źle. Nie wiem czy to duma czy głupota :(.
            Ale przecież może byc tak, że to ja myślę życzeniowo! A może własnie on teraz
            jest szczęśliwy, a ja mu się właduję ze wspomnieniami i podgrzewaną miłościa, z
            którą nie będzie wiedział co zrobić :(.Ma swoje inne życie, partnerkę.
            To on musiałby wykonać ten pierwszy krok, tylko czy on też chciałby...?
            • lolant Re: Samo życie.... 04.09.06, 19:33
              samo.zycie2 - nie wiem , czy moge to napisać , ale strasznie kojarzysz mi się
              z żoną ( byłą żoną ) jednego z forumowiczów piszących tutaj. Nie wiem, czy to
              zbieg okolicznośći , czy po prostu moja wyobrażnia, ale jak ten Pan pisywał
              swoje posty o byłej żonie , która nie miała z nim orgazmów , a teraz ma
              kochankę itd. - wszystko składa się w idealnie spójną całość.
              Jedno mogę napisać , że w przypadku tego Pana , ta radość z tego
              nadzzwyczajnego seksu z młodą dziewczyną nie jest już taka płomienna, można to
              wyczuć , chociaż on usilnie stara się to udowodnić całemu światu , ale może
              ktoś się na to nabierze , ale na pewno nie ja.
              Na pocieszenie więcv to wszystko piszę , że nie ma on na pewno aż tak
              kolorowo , jak mu sie na początku wydawało - pozdrawiam
              • eriga Re: Samo życie.... 05.09.06, 10:00
                LOLANT wiesz ze mi wczoraj po przeczytaniu postu nasunęła się taka sama myśl.
            • misssaigon sprobuj po prostu 04.09.06, 20:43
              przeciez, jezeli nie bedzie odzewu mozesz sie wycofac na z gory upatrzone
              pozycje - czym ty wlasciwe ryzukujesz? niczym, chyba gorzej juz byc nie moze
              mysle twoj zyciowy obrachunek nie wypadl zbyt imponujaco skoro popelnilas obecny
              list na forum....
              mozesz dalej tkwic w obecnym marazmie - poplakujac w poduszke z okazji rocznicy
              kolejnej lub bez okazji uzalajac sie jak to ci zycie nie wyszlo...

              wiem, jak trudno jest wyjsc ze swojej skorupy do ludzi....ale to da sie
              zrobic...kwestia podjecia jakiejkolwiek decyzji - albo w ta albo w ta...
              mozesz:
              1. sprobowac od ocieplenia stosunkow z bylym mezem - moze uda ci sie dowiedziec
              jak on traktuje swoj obecny status i czy bierze pod uwage restauracje
              malzenstwa, musisz tylko pamietac ze nawet jezlei wrocicie do siebie to bedzie
              to zupelnie nowy zwiazek, ktory bedzie musial byc oparty na nowych zasadach -
              stare, jak pokzala historia, nie sprawdzily sie. Mozliwe ze wasze doswiadczenia
              pozamalzenskie moga pozytywnie przysluzyc sie aby na nowo poznac sie swoja
              seksulnosc i nastawic sie na to ze osiagniesz satysfakcje.
              2. odpuscic sobie meza i poszukac MEZCZYZNY - do seksu, do kina, do wyjscia do
              klubu - po to zeby zobaczyc w sobie kobiete...jesli odbudujesz w sobie poczcuie
              wlasnej wartosci i pzrestaniesz postrzegac siebie tylko poprzez perpektywe
              nieudanego zwiazku - bedziesz tez inaczej postrzegana przez ludzi, wysylamy na
              zewnatrz rozne sygnaly - w tym przede wszystkim niewerbalne...
              3. pojsc do psychoterapeuty i wybaczyc sobie wszystkie bledy, ktore w zyciu
              popelnilas, wybaczyc mezowi, wyciagnac wnioski i przede wszytskim zamknac ten
              etap zycia!

              nie mozesz na 100% stwierdzic, ze nic ci sie w zyciu lepszego nie zdarzy - moze
              ta wielka milosc wlasnie na ciebie jeszcze czeka?

              • samo.zycie2 Re: sprobuj po prostu 05.09.06, 00:57
                Missaigon, dziękuję za rady. Jesteś mądrą kobietą i widać że znasz życie.
                Dzisiaj jest mi lepiej. Spędziłam miły dzień. Dzwonił też mąż, niby bez okazji,
                ale przyjemnie porozmawialiśmy. Wiem jednak, że nigdy nie będę miała odwagi
                wypytywać go czy załuje i chce wrócić, powaznie więc potraktuję opcję nr. 3
                Twoich rad. Wiem, że czas zakończyć ten masochizm.
                Pytanie do Lolanta- chciałabym poczytać odwróconą moją historię a nie umiem
                znależć o kogo Ci chodziło. Proszę o link.
                • ewolwenta Re: sprobuj po prostu 05.09.06, 01:09
                  > wypytywać go czy załuje i chce wrócić, powaznie więc potraktuję opcję nr. 3
                  nie pytaj bo nawet jeśli tak jest to on nie odpowie,
                  opcja trzy nie wyklucza opcji dwa
                  • ewolwenta Re: sprobuj po prostu 05.09.06, 01:10
                    czy jeden
                    • kawitator Re: sprobuj po prostu 05.09.06, 08:05
                      50 letnia dziecinko czytaj i zastosuj Kobitki nie źle piszą
                      Recepta Misssajgon jest niezła ale ma jedna wadę kolejność zaaplikowania lekarstwa
                      Jako facet widze to ciut inaczej
                      Najpierw punkt 3 czyli pogodzenie się z przeszłością przy niejakiej pomocy fachowca Twój problem polega na nieumiejętności zamknięcia pewnych spraw i spojrzenia do przodu.
                      Potem punkt 2 który o wiele łatwiej przyjdzie Ci po wykonaniu punktu pierwszego. Czyli zainwestować w siebie pożyć tu i teraz a nie wspomnieniami Wyjść do ludzi i cała reszta świetnych rad Miss i innych
                      Czy punkt 1 po dobrym wykonaniu punktów 3 i 2 będzie potrzebny? Wątpię. Chyba nie będziesz odczuwała potrzeby aby go wykonać bo i po co. No chyba żeby pokazać tak dla własnej drobnej satysfakcji ze dałaś sobie radę i wcale nie ciągnie Cię do starego życia
                • lolant Re: sprobuj po prostu 05.09.06, 09:57
                  > Pytanie do Lolanta- chciałabym poczytać odwróconą moją historię a nie umiem
                  > znależć o kogo Ci chodziło. Proszę o link.


                  Myślę , że chyba jednak nie powinnam - ale jestem pewna, że znajdziesz bez
                  problemu , chociaż ostatnio ten Pan nic nie pisze - może nie ma się już czym
                  chwalić ?
                • toja02 Re: sprobuj po prostu 05.09.06, 14:38
                  samo.zycie2 napisała:
                  Wiem jednak, że nigdy nie będę miała odwagi
                  wypytywać go czy załuje i chce wrócić,

                  Podaj nr tel do niego ja to zrobię za Ciebie. Jestem przekonany, że się uda!
    • eriga Re: Samo życie.... 05.09.06, 10:11
      A co mi tam, poczytaj sobie posty mężczyzny o nicku mreck. Twoja historia i jego
      są bardzo podobne. Ale oczywiście może ja i lolant się mylimy.
      • lolant Re: Samo życie.... 05.09.06, 10:36
        eriga :))))
      • samo.zycie2 Re: Samo życie.... 06.09.06, 01:53
        eriga napisała:

        > A co mi tam, poczytaj sobie posty mężczyzny o nicku mreck.


        Znalazłam, przeczytałam. Nie sądzę, żeby ten pan był moim mężem. Historia
        podobna, ale w detalach różna. Przeraził mnie ogrom negatywnych uczuć, oskarżeń
        skierowanych pod adresem byłej żony. Zastanawiam się, czy mój mąż też tak
        negatywnie się o mnie wyraża, deprecjonuje nasz związek.....? Może to naturalna
        reakcja? Trzeba podeptać i obrzydzić to co było, wmówić sobie i innym, że było
        totalnie źle,na końcu w to uwierzyć......żeby móc funkcjonować w nowym związku?!?
        Jeśli to typowa reakcja, to mam rację, że nie chcę, boję się pytać mojego męża
        o powrót! Nie mogą się udać powroty! . Nie ma powrotów po przekroczeniu Rubikonu!
        :(:(:
    • gacusia1 Jesuuu...Dziewczyno!!! 06.09.06, 01:07
      Niesamowicie smutna i prawdziwa historia...Przykre.Jak sobie "pi razy oko"
      wyliczylam,mozesz miec okolo 45-48 lat.To przeciez jeszcze kwiat wieku!Nigdy
      nie wiesz,co jutro przyniesie Ci los.To wazne,ze masz przyjaciol...ja nie mam...
      ale to juz moja historia.
      Podziwiam Cie za sile!Pozdrawiam bardzo serdecznie!
      • samo.zycie2 Re: Jesuuu...Dziewczyno!!! 06.09.06, 02:08
        Mam 46 lat.Podobno wyglądam dużo młodziej, ale czuję sie jak staruszka, może
        dlatego, ze mam jakies fatalne przekonanie, że nic pięknego (miłość) już mi się
        nie zdarzy, wszystko już było :(
        Staram się trzymać fason- funkcjonuję sprawnie w pracy, w domu, wśród przyjaciół
        nawet często żartuję i się śmieję....ale kosztuje mnie to niesamowicie dużo
        samozaparcia. Jak dopadnie mnie chandra, to nie sypiam nocami i rozpamiętuję to
        co było w nieskończoność :( To prawda, że nie rozliczyłam się z przeszłością i
        żałuję niesamowicie, że tak się to wszystko ułożyło....
        • gacusia1 Re: Jesuuu...Dziewczyno!!! 06.09.06, 03:53
          Zajrzyj na priv.
        • kici10 Re: Jesuuu...Dziewczyno!!! 06.09.06, 08:47
          Odbierz pocztę
          • kawitator Re: Jesuuu...Dziewczyno!!! 06.09.06, 10:26
            Kurde co się dzieje
            Do młodej samotnej wygłodzonej dziewczyny piszą same Panie. Epidemia jakaś homo czy co. Sam nie piszę bom zajęty i żona nie pozwala ale wolne forumowe strzelce dlaczego od nich nie ma takich sygnałow "zobacz na pocztę"
            Dziewucha jak malina tylko czeka aby zerwac i schrupać a tu nic Toz atki stan to czysta satyra na leniwych chłopów ;-))))))))))))).
          • samo.zycie2 Kici, Gacusiu :):):) 06.09.06, 16:05
            Dziękuję za ciepłe listy i słowa otuchy. Akurat teraz są mi one bardzo
            potrzebne. Książkę kupię na pewno. Pójdę też na terapię, bo naprawdę chcę zacząć
            nowe życie i rozbić wreszcie tą skorupę, w której sama się zamykam.
            Pozdrawiam Wszystkich i dziekuję.
            • ewolwenta Re: Kici, Gacusiu :):):) 06.09.06, 16:43

              jaką ksiązkę? coś przeoczyłam?
              • tracerxxx Re: Kici, Gacusiu :):):) 06.09.06, 17:42
                Powiem krótko. Jeśli wykonasz te punkty w odwrotnej kolejności czyli 3, 2... to
                skończysz na dwójce i możesz być szczęśliwa. Wiem to z autopsji. Byłem tym
                kochankiem z punktu drugiego i zauważyłem ogromną zmianę... Po kilku miesiącach
                ta kobieta zapomniała że jest możliwy punkt 1 a na dodatek była bardzo
                szczęsliwa...
                • misssaigon Re: Kici, Gacusiu :):):) 06.09.06, 17:54
                  hm...pisalam te punkty jak mi przyszlo do glowy...tak czy owal trojka
                  zdecydowanie powinna byc na poczatku:D
              • kici10 Re: Kici, Gacusiu :):):) 06.09.06, 19:06
                odbierz pocztę, to się dowiesz
                • kici10 Re: Kici, Gacusiu :):):) 06.09.06, 19:17
                  To było do ewolwenty
                  • mreck Re: Kici, Gacusiu :):):) 07.09.06, 09:15
                    poczytaj także dawne posty Raqu46.
                    ja tez odnoszę wrazenie, ze to moja historia z drugiej strony.
                    szczegóły się nie zgadzaja to fakt. moja rocznica minęła 01-08-2006.
                    ja nie mam żalu do byłej.
                    nigdy tylko nie wiedziałem, ze jej zależy na seksie. uspiłaś swoją seksualność w imię czego? oszukałaś go poprostu. zniszczyłaś mu ważna sferę życia. okłamywałaś go przez wiele lat udawanym orgazmem. dawałaś mu swoje ciało jak płatna dziwka za dom, pieniądze, jego stresy i wymyslałaś mu nowe zadania: wyremontujemy kuchnię, postawimy płotek, zrobimy podwórko.
                    a on - był twoim pierwszy i ty byłaś jego pierwszą nigdy nie wiedział jak może byc w łóżku. nawet myslał juz że jest impotentem. podtykał ci literaturę pod nos, żebys wiedziała jak seks jest ważny dla faceta i starał sie pokazać jakie to przyjemne. chciał czerpać i chciał, żebys ty czerpała. trudno nie byliście dopasowani. tylko czy wolno było ci go prowadzić do ołtarza kota w worku?
                    teraz ta chętna. "panienka jak piszesz" od pierwszego razu było wielkie coś. orgazm raz za razem, zapewnienia o miłości.
                    wiesz gdyby moja stara zadzwoniła do mnie i powiedziała "wróc" miałbym dylemat. bo wiem, ze była moim przyjacielem. i zaczęła by sie ta bujawka uczuć (trwa ale jest uśpiona). ale pewnie wróciłbym, do kapci i telewizora.
                    bardzo mi brakuje moich dzieci.
                    • kici10 Re: Kici, Gacusiu :):):) 07.09.06, 09:34
                      Hola, hola Mreck. Nie wciskaj jej swojej historii. I nie wywołuj poczucia winy.
                      Może jej mąż był leniwym patałachem, któremu tylko wydawało się, że jest dobry
                      w te klocki (potężny orgazm z kim innym). I brakiem swoicj umiejętności zrażał
                      ją do tego. A ona ponieważ go kochała - udawała. Po to by mógł poczuć się
                      dobrze. Porównywanie jej do sprzedajnej dziwki jest dużym nadużyciem. Pisząc
                      takie rzeczy dowodzisz, że nie masz zielonego pojęcia o kobiecej psychice.
                      Jesteś zaślepiony swoim żalem. I chyba nie jest Ci tak super, jak nam to
                      próbujesz sprzedać. Ale na naukę nigdy nie jest za późno. Tylko nie wyzywaj
                      innych, bo oni mają swoje bajki, nie Twoją.
                      • misssaigon Re: Kici, Gacusiu :):):) 07.09.06, 09:40
                        taki maly truizm na koniec
                        miloscia nie zastapisz seksu, seksem nie zastapisz milosci - musza sie te sfery
                        uzupelnic niczym jing i jang - jesli tego nie bedzie w zwiazku bedzie stala
                        dysharmonia i narastajace pretensje i poczucie zalu - nikt nie jest na tyle
                        madry, zeby umiec sobie z tym poradzic sam.

                        Uwazam, tez ze wieksza szkode niz brak satysfakcji z seksu (czesto praca,
                        swiczeniami, terapia mozna to naprawic) jest bark szczerosci w tym temacie -
                        wtedy wkrada sie falsz, ktory kladzie sie cieniem na wszystko - i nie posb tego
                        klamstwa odkrecic trzeba dalej brnac coraz bardziej nielubiac siebie - bledne
                        kolo...
                        • mreck Re: Kici, Gacusiu :):):) 07.09.06, 10:04
                          do kici: hola hola nie na miejscu. oszukuje męża przez prawie dwadzieścia lat. w imię czego? własnej wygody, obyczaju, ba poświęca sie dla niego, tylko, ze on żeniąc sie oczekiwał, ze będzie miał kobiete, a nie kłode w łóżku.
                          nie znasz męskiej psychiki. to ci to w skrócie wyjaśnię: dla kobiety, tej jednej jedynej jesteśmy gotowi poświęcic wszystko, dać jej wszystko. a za co? za ten prosty fizjologiczny akt? jak tak myslisz to jesteś w błędzie. i stawiasz kobiety w nieciekawym swietle. wiesz ja może podaje swoje mysli w skrócie, ale wyrazam sie chyba dość precyzyjnie.
                          w moim przypadku to było tak, ze wymyslając te różne "urozmaicenia" czułem sie czasem jak zboczeniec, bo czego ja chciałem? kochałem ją i chciałem ja całować wszędzie, WSZĘDZIE, (to podkreslenie, nie krzyk) a z jej strony tylko dezaprobata i zero wysiłku, zeby choć przeczytać - w byle jakim pisemku babskim że sfera seksu jest ważna. i nic jej nie dało do myslenia, ze skoro nie ma orgazmu to coś jest nie tak. i nic z tym nie zrobiła. chciała tylko, zebym zarabiał i był podpora na całe zycie, a ona troche poudaje, zeby jej nie męczyc. brak doświadczenia z mojej strony nie ułatwił mi poznania sie na oszustwie. dopiero jak wróciła z tej delegacji i po 10-12 latach odmowy łapie mnie za k..sa i pakuje sobie do buzi. jejku. a ja głupi baran myślałem, ze jej libido wzrasta z wiekiem. ile lat kiciu można być oszukiwanym. w imie czego? firanek?
                          • kici10 Re: Kici, Gacusiu :):):) 07.09.06, 14:06
                            Rany Julek. A więc to Twoja żona pisała? Chętnie z Toba podyskutuję Mereck, ale
                            na privie, ponieważ tutaj z pewnych względów muszę sobie nakładać autocenzurę.
                            Jeśli wyrażasz ochotę na dalszą dyskusję, to napisz na pocztę. Pozdrawiam
                        • mreck Re: Kici, Gacusiu :):):) 07.09.06, 10:06
                          do missaigon. świete słowa.
                        • kici10 Re: Kici, Gacusiu :):):) 07.09.06, 15:12
                          Z całym szacunkiem, ale nie do końca się z Tobą zgadzam. Nie zawsze całkowita
                          szczerość jest porządana. Np. nie powiesz garbatemu -"jaki piękny garb". Tak
                          samo nie powiesz facetowi, którego kochasz "kochanie, załóż ze trzy
                          prezerwatywy, bo jakiś taki cieniutki jesteś". Faceci często nakładają na nas
                          presję osiągania orgazmu. Jak kobieta go nie osiągnie (najlepiej jednocześnie z
                          nim), wtedy on czuje się niepełnowartościowy. I za cholerę nie można
                          wytłumaczyć, że nie zawsze trzeba osiągnąć orgazm, żeby być usatysfakcjonowaną.
                          Osiągnięcie orgazmu przez kobietę robi się przymusem. Więcej, ona bardzo ten
                          orgazm chce osiągnąć, bardzo się stara, ale czasami nie wychodzi. Czyja to
                          wina? I czy wogóle czyjaś? Tak czasami jest, i już. To faceci zmuszaja kobiety
                          do udawania. Tylko po to, by mogli poczuć sie 100% samcami. I leży wtedy bez
                          ruchu, skupiając się całą sobą na doznaniach, uruchamiając fantazje, po to by
                          jak najszybciej dojść, by znowy nie sprawić zawodu facetowi, to słyszy, że leży
                          jak kłoda. Czy faceci nie wiedzą, że jak niektóre kobiety zamierają, to wtedy
                          przeżywają największą rozkosz? Dlaczego o tym nikt nie mówi. Standardem stała
                          się wygimnastykowana, wisząca na lampie panienka. Tylko co to ma wspólnego z
                          rzeczywistością?
                          • misssaigon brawo Kicia 07.09.06, 16:17
                            ile razy ja sie natlumaczylam, ze seks nie musi sie konczyc orgazmem...zeby bylo
                            przyjemnie - ale...bez rezultatu...
                    • samo.zycie2 Mreck! 07.09.06, 16:09
                      Pisałam, że przeczytałam Twoją historię, bardzo dokładnie, nie tylko posty z
                      tego forum. Na tej podstawie stwierdziłam ponad wszelką wątpliwośc!!!!, że
                      historie są TYLKO podobne! Gdzies pisałeś, że jesteś z Elbląga, o który nawet
                      nie zahaczyłam! Ja mieszkam po przekątnej akurat.
                      Pozostałe szczegóły też sa inne. I ten będący tematem tego forum- sex- przede
                      wszystkim!!! Nigdzie nie napisałam, że odmawiałam seksu! Napisałam, że z mężem
                      nie miałam orgazmu i po długim takim doświadczeniu do łóżka nie szłam z
                      entuzjazmem. Ale szłam, rozumiesz! Stłumienie seksualności polegało na
                      zadowalaniu się tym co jest (w końcu seks to przyjemność) ale wiedziłam, że
                      potencjalnie mogłoby być o wiele więcej!!! U nas też były książki, kupowane
                      razem- Van de Velde, Imieliński, Starowicz, Wisłocka, potem zagraniczne,
                      ilustrowane pozycje. I co z tego? Nic! Właśnie dlatego zaczęłam udawać orgazm,
                      żeby nie wpędzać męża w poczucie winy. Bo w pewnym momencie stało się to
                      obsesją- był orgazm? Nie? I jego komplaksy, że nie potrafi i moje, że coś ze mną
                      nie tak. I pomyślałam sobie, że jeśli cała reszta jest dobra, to pal licho
                      orgazm. Umiem go doznawać sama a mąż nie musi się stresować, że nie mam go w
                      czasie stosunku. I tyle.To w tym kontekście pisałam, ze lepiej, żeby mąż od
                      początku NIE WIEDZIAŁ, ze nie mam orgazmu.
                      Nie pisz do mnie, jak do swojej żony! Nic nie wiem o remoncie kuchni i stawianiu
                      płotka! Wyrażasz się o niej w sposób, który uwłacza każdej kobiecie. Nie
                      wyobrażam sobie, żeby mówić o kobiecie dziwka, czy choćby stara. W naszym
                      małżeństwie ja byłam A. on był Z. (prawdziwe inicjały) a dla dzieci byliśmy i
                      jesteśmy mamusią i tatusiem. I z miłością francuską też się nie zgadza. U nas
                      była od samego początku.
                      • mreck Re: Mreck! 08.09.06, 12:04
                        ależ ja nie twierdziłem, że ty to TY, a ja to ON.
                        i nie miałem zamiaru Ciebie urazić, rozmawiałem z Kicią.
                        podobieństwo sutuacji uderzające, tym bardziej, ze był incydent z koleżanką z
                        pracy, tz ja jej o nim powiedziałem, ale nic nie tak było.
                        pozostałe tezy podtrzymuję.
                        oszukiwanie w szlachetnym celu to też oszukiwanie i też przynosi skutki przykre
                        dla oszukującego.
                        zważ, że pobieramy się by byc z atrakcyjną dla nas osobą. tyle że z męśkiego
                        punktu widzenia liczy się atrakcyjność fizyczna i fakt, że TA kobieta mnie
                        pragnie dla mojej meskości.
                        a dla kobiety? co się liczy? że potrafi zarobić na dom? i da mi to wszystko
                        czego pragnę? i kto tu jest nie fer? dla kogo bardziej licza sie dobra
                        materialne? face może pozostawić wszystko i szukać miłości a kobieta?
                        • kici10 Re: Mreck! 08.09.06, 12:19
                          A dla kobiety liczą się uczucia. To że ja go kocham i on mnie kocha. I to jest
                          sprawa pierwszorzędna. Reszta jest sprawą drugorzędną. A co do wyrachowania i
                          przywiązania do spraw materialnych, to faceci biją kobiety na głowę. Nie znam
                          faceta, który zostawia wszystko i boso podąża za kobietą (nie mając jakiegoś
                          asa w rękawie), za to wiele kobiet tak robi. I często lądują z ręką w nocniku.
                          • martik1 Re: Mreck! 08.09.06, 13:16
                            proponuje wiec aby:
                            1) kobiety zaczely szukac mniej milosci za to podjela odpowiedzialnosc finansowa
                            za dzieci, jego i siebie i to nie wowczas kiedy sie wali i pali (o tak, wowczas
                            potraficie isc po trupach)
                            2) my nie bedziemy robic nadgodzin, dbac o finanse na urlop itp. za to zajmiemy
                            sie np. wspolnym gotowaniem obiadu z milosnym deserem.
                            • kici10 Re: Mreck! 08.09.06, 13:49
                              Guzik prawda. Nic Was nie zmusi do ograniczenia pracy. To wszak Wasz prestiż.
                              Chrzanicie, że robicie to dla rodziny, a tak naprawdę robicie to dla siebie. Co
                              do wspólnego mgotowania obiadu i miłosnych deserów w wykonaniu faceta, to chyba
                              mi prędzej kaktus na dłoni wyrośnie, niż się tego doczekam. Cała rzecz, wydaje
                              mi się polega na znalezieniu złotego środka. My trochę odpuścimy w jednym, wy w
                              drugim, my trochę wysilimy się w jednym wy w drugim. Cała filozofia polega nie
                              na zwalczaniu sie i na udowadnianiu kto ma rację, tylko na zaakceptowaniu
                              odmienności drugiej strony. Ze wszystkimi tego konsekwencjami.
                            • ewolwenta bez przesady 08.09.06, 13:56
                              Tak pół na pół to może byłoby najlepiej, ale raczej do realizacji to jest
                              nierealne z powodów, o których pisze Kicia.
                              • martik1 Re: bez przesady 08.09.06, 14:35
                                no wlasnie, i juz zaczyna sie "przetarg" kto co moze odpuscic, kto co moze
                                przejac . :((
                        • samo.zycie2 Re: Mreck! 08.09.06, 12:28
                          mreck napisał:


                          > a dla kobiety? co się liczy? że potrafi zarobić na dom? i da mi to wszystko
                          > czego pragnę? i kto tu jest nie fer? dla kogo bardziej licza sie dobra
                          > materialne? face może pozostawić wszystko i szukać miłości a kobieta?


                          Dla kobiety liczy się miłość. Kobieta która kocha, wybaczy i wytłumaczy na
                          korzyść ukochanego wszystko.....choćby wieloletnie partactwo łóżkowe :)
                          • unhappy_tonight Re: Mreck! 08.09.06, 13:20
                            > Dla kobiety liczy się miłość. Kobieta która kocha, wybaczy i wytłumaczy na
                            > korzyść ukochanego wszystko.....choćby wieloletnie partactwo łóżkowe :)

                            a ja się z tym nie zgodzę. Kocham męża ale przez to wszystko, brak orgazmu,
                            proszenie się o seks, już mnie nie pociąga, mam do niego pretensje, nie staram
                            się już wcale. Czasami miłość nie wystarcza. Nie wyobrażam sobie że do końca
                            życia chodzę do łóżka z niechęcią, nawet dla dzieciaków. To nie w porządku.
                            • eriga samo życie 08.09.06, 13:37
                              Zgadzam się z Tobą że miłość jest najwazniejsza dla kobiety. Sama kocham ale nie
                              potrafiłabym być z mężczyzną który notorycznie zdradza, który zapewnia że jestem
                              jedyna po czym poznaje kogoś i odchodzi. Wraca i znów zdradza. Nie wytrzymałabym
                              takiej presji.
                              Udawanie orgazmu przez ponad 20 lat przed mężczyzną, którego cię kocha to nie
                              fair.
                          • groszek_73 Re: Mreck! 11.09.06, 14:18
                            nie liczy się dla kobiet fizyczność ? bzdura totalna. liczy się i to jak.
                            • eriga Re: Mreck! 11.09.06, 15:22
                              Jasne że się liczy. Nie wyobrażam sobie iść do łóżka z grubym, śmierdzącym oblechem.
                              • groszek_73 Re: Mreck! 11.09.06, 15:27
                                eriga napisała:
                                > Jasne że się liczy. Nie wyobrażam sobie iść do łóżka z grubym, śmierdzącym oble
                                > chem.

                                i tak powinno być. niestety mawet czytając posty tutaj widać, jak obojętnie
                                traktujemy fizyczność. "kobieta kocha, nawet jak jej facet ma za cienkiego" - to
                                śmieszne. jak kocha, to nie ma za cienkiego i tyle. ale w Polsce fizyczność to
                                temat nieistniejący prawie niestety. wiecie, że przy testach u seksuologa, kiedy
                                pyta o cechy pozytywne i negatywne, Polacy gremialnie nie mówią o fizyczności ?

    • monda1 Re: Samo życie.... 10.09.06, 17:10
      A mnie ciekawość dopadła i buszowałam też po postach pana mrecka, więc samo
      życie ja bym nie miała wątpliwość że Wy to Wy.
      • samo.zycie2 Re: Samo życie.... 11.09.06, 00:45
        monda1 napisała:

        > A mnie ciekawość dopadła i buszowałam też po postach pana mrecka, więc samo
        > życie ja bym nie miała wątpliwość że Wy to Wy.


        Bo nie masz wszystkich danych. A ja wiem na pewno, bo Wroclaw to jednak nie Elblag.
        A swoja droga myslimy, ze jestesmy niepowtarzalni...
    • samo.zycie2 Jeszcze nie epilog, ale... 16.10.06, 08:44
      Wiele wskazuje, że nie jest im zbyt różowo, co zresztą było do przewidzenia.
      Mama męża zachorowała i jest w szpitalu. Zawsze lubiłyśmy się, więc jak się
      dowiedziałam, poszłam ją odwiedzić, razem z córką. Po około 20 minutach, w
      drzwiach pojawił się mój mąż z panienką. Ta jak nas zobaczyła, zamieniła się na
      chwilę w słup soli, w stronę męża rzuciła miną nr.9 pt. "jak śmiałeś?!",
      odwróciła się na pięcie i wyszła. Stał kilka sekund jak zbity psiak, nie wiedząc
      czy biec za nią, czy zostać. Dobrze, że mama była w półśnie i nie widziała tego
      wahania. Został z nami przy mamie. Powiedziałam mu kiedy mogę i będę mamę
      odwiedzać. Niech przychodzi z panienką w innych godzinach, gdy tamta tak boi się
      mi spojrzeć w oczy. Cały tydzień przychodził sam, i to w czasie moich
      odwiedzin. Panienka się nie pojawiła już ani razu. Znam go, widzę, że jest mu
      źle. Rozmawialiśmy, przyglądał mi się z ciekawością. Zauważył, że schudłam,
      zmieniłam fryzurę, ładnie wyglądam.. A na mnie zeszło jakieś uspokojenie. Po raz
      pierwszy poczułam bardzo wyraźnie, że on jest tylko przeszłością. Chyba wreszcie
      wychodzę z tego!!!
      • kici10 Re: Jeszcze nie epilog, ale... 16.10.06, 14:37
        A na mnie zeszło jakieś uspokojenie
        A może to się nazywa satysfakcja?

        Z tego co piszesz to wygląda raczej na prolog.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka