samo.zycie2
04.09.06, 08:38
Wczoraj była nasza 25 rocznica ślubu. Wróciły wspomnienia, był płacz w
poduszkę i moja nieprzespana noc, bo od 3 lat nie ma już „nas”, nie ma już
rocznic. Od trzech lat jestem kobietą rozwiedzioną. Nigdy się tego nie
spodziewałam. Gdy 25 lat temu przysięgaliśmy sobie miłość w kościele, było to
prawdziwe i szczere. Oglądałam wczoraj zdjęcia- piękna para wpatrzona w siebie
z uczuciem i oddaniem.
Potem młodzi rodzice z jednym dzieckiem, drugim. W domu, na wakacjach, przy
ognisku z przyjaciółmi, na spływie kajakowym, czy na nartach. Lata mijały
szybko, ale pogodnie, bez większych kryzysów czy zgrzytów między nami.Sex. Nie
osiągałam orgazmu w czasie seksu z mężem. Początkowo nad tym bolałam, bo
znałam to uczucie, doznałam orgazmu jako 16-latka całując się tylko z
„obozowym” chłopakiem. Wiedziałam więc, ze mogę go mieć, ale z mężem nie
miałam nigdy. Jedyny orgazm był z masturbacji. Trudno, pogodziłam się z tym,
ale fakt, że z czasem coraz niechętniej wskakiwałam do łóżka, po kolejne
rozczarowanie. Źle, że mój mąż wiedział, że nie szczytuję. Stresowało go to
bardzo, na początku się starał, wprowadzał jakieś innowacje, ale szybko się
zniechęcił, dał za wygraną. Po pewnym czasie zaczęłam udawać, że szczytuję,
żeby go nie stresować i żeby mnie „nie męczył”. Uśpiłam w sobie seksualność,
stała się dla mnie mało ważna, robiłam to dla męża. Nie mówił nigdy, że mu
źle. Uważałam sama i byliśmy oboje postrzegani jako bardzo dobre małżeństwo.
Zawsze mogliśmy na siebie liczyc, dogadywaliśmy sie w codziennych sprawach,
wspólnie podejmowalismy ważne dla małżeństwa decyzje. Byłam go pewna jak samej
siebie...
Zdradził mnie. Jakaś rozwódka z pracy, jak dla mnie ani nie za ładna, ani nie
za mądra. Podobno chciał spróbować jak to jest z inną, może chodziło o ten
nieszczęsny orgazm?. Bardzo to przeżyłam. Depresja, myśli samobójcze, ogólny
bezsens życia. Pomógł mi fakt, ze były dzieci, którymi trzeba było się zająć,
pomógł mi też on sam, przekonując, że tylko ja się liczę, ze tamto to
jednorazowy incydent, ze stresu, z głupoty. Pomogło mi coś jeszcze, ale o tym
mój mąż nie wie do dziś. W ramach ‘zemsty” przespałam się z jednorazowym,
właściwie przypadkowym facetem (delegacja). I miałam orgazm!!! Potężny,
wszechogarniający, jakiego nie przeżyłam nigdy. Płakałam potem a obcy facet
mnie wysłuchiwał , pocieszał i zapewniał, ze to nie moja wina, ze nie doznaję
szczytu z mężem...
Doszliśmy z mążem jakos do siebie po tym wszystkim...aż do następnej jego
zdrady. Tym razem było to poważniejsze. Pojawiła się młoda kobieta, niewiele
tylko starsza od naszej córki i zaczęła go adorować. Początkowo nawet mi się
zwierzał a to wszystko wyglądało jak jakiś zakład, że uwiedzie szefa. Potem
poszłooo...podobno ona się zakochała, on się tez zakochał. ...Nie mówił nic o
rozwodzie, to ja o niego wniosłam. Upokarzał mnie taki trójkąt z zapewnianiem
jednej i drugiej o wielkiej miłości. Było ciężko mnie, dzieciom i jemu.
Rodzina podejmowała się misji naprawczej. Byłam nawet za, ale wiadomo, ze
musiałby się okreslić, zerwac nieodwołalnie z panienka. Podobno nawet chciał.
Ona, młoda i głupia potraktowała to jako wyzwanie i walkę. Telefony, wyzwiska,
szantaże. Upokorzało mnie to, że on nie był w stanie podjąć SWOJEJ decyzji,
jakakolwiek by ona nie była i czekał az się sprawa rozwiąże babskimi rękami.
Ustapiłam, za dumna byłam. Powiedziałam nawet młodej, żeby go sobie brała.
Wzięła. Odszedł do niej.
Dziś nawet nie mam pretensji do tej drugiej. Zresztą bardzo krótko myslałam o
niej, jako o „dziwce” rozbijającej rodzinę. Fakt, to ona była inicjatorką, ale
mój mąż miał wolnę wolę powiedzieć NIE!. Nie powiedział, bo nie chciał,
ochoczo wskoczył do jej łóżka, więc to był jego wybór. Nie wiem, dlaczego
młoda i niegłupia dziewczyna poleciała na 20 lat starszego faceta. Może
naprawdę się zakochała? Może liczyła na dostatnie życie, bez konieczności
„dorabiania się”? Jeśli tak, to trochę się przeliczyła. Mój mąż z pańskim
gestem zostawił nam wszystko. Zabrał samochód, trochę rzeczy osobistych. Ma
firmę, liczył że szybko to sobie wyrówna, ale coś się tam nie udało, chyba
cienko przędą, prosił o zawieszenie alimentów na dzieci. Zgodziłam się, sama
mam dobrą pracę i chociaż nigdy nie zarabiałam kokosów, starcza na moje
skromne życie i utrzymanie dzieci na studiach.
Mój mąż kiedyś buńczucznie mi powiedział, że wreszcie ma odlotowy sex na każde
zawołanie, ale teraz nie wygląda na szczęśliwego. Chyba dopadła ich proza
życia. Myślę, że panienka jest również zazdrosna o jego przeszłość. Sama się
napędza i spala., podobno robi mu awantury o spotkania z dziećmi. Tak o niego
walczyła, gdy podałam o rozwód, myślała że będzie najszczęśliwszą kobietą na
świecie. I chyba się rozczarowała. Po trzech latach ciągle nie jest żoną, nie
mają dzieci, podobno powiedział jej, że on już ma dzieci. Żal mi jej nawet,
młodość bywa okrutna, idzie po trupach do celu, ale bywa też głupia, bo to
wiele rzeczy było do przewidzenia.
Ze mną mąż się nie spotyka, chyba że przypadkiem. Czasem zadzwoni i o coś
zapyta, ale ucinam szybko rozmowy, nie chcę rozgrzebywać ran. Bo niby żyję
sobie spokojnie, pogodzona z losem, ale nie ma dnia żebym nie pomyślała o moim
mężu. Tak go ciągle nazywam i dla mnie do końca będzie on „moim”. Rozmyślam,
dlaczego nam się nie udało, kto zawinił, gdzie był błąd? I....nie znajduje
odpowiedzi. I żal mi, bo wiem, że oboje przegraliśmy. I mój mąż też, choć ma
teraz to, czego ja mu podobno nie dawalam- nieziemski sex kiedy tylko zapragnie.
Ale ja czuję się główną przegraną. Zostałam sama na nadchodzącą starość. I nie
chodzi tu o dosłowną samotność, bo mam dzieci, przyjaciół, ukochaną pracę,
znalazłam sobie nawet nową pasję- malowanie. Ale wiem, że nikt mnie już nie
pokocha i ja nikogo nie pokocham.