Dodaj do ulubionych

co Wy na to?

09.10.06, 09:14
Mam pytanie do wszystkich życzliwych kobietek....jak byscie zareagowały gdyby
Wasz ukochany mąż po 10 wspólnych latach powiedział Wam, że postanowił
zrezygnować całkowicie z seksu z Wami bo nie ma zamiaru zadawalać się byle
czym......ja to właśnie wczoraj usłyszałam.....
Obserwuj wątek
    • mreck Re: co Wy na to? 09.10.06, 10:05
      tua culpa, tua maksima culpa.
      czerpałaś ze zwiazku to czego pragnęłaś. nie zwracałas uwagi na jego potrzeby.
      doprowadziłąś do sytuacji w której niezadowolenie twojego męża stała sie
      przyczyna tego, ze seks z radosnego obcowania dwojga ludzi stał sie obowiązkiem
      gorszym niz rabanie drzewa. tak to widzę.
      rada moja taka, daj mu popościć kilka tygodni, nie powracaj w rozmowach do tego
      tematu. zachowuj sie serdecznie i miło. potem wejdź do łazienki jak bierze
      kapiel, wymyj mu plecy, ptaszka, popieść, moze mu p[rzejdzie.
      • mala752 Re: co Wy na to? 09.10.06, 10:13
        on nie reaguje na moje jakiekolwiek dotknięcia, pocałunki bo to go podobno
        denerwuje....
        • mreck Re: co Wy na to? 09.10.06, 10:16
          psychoterapia dla obojga.
          • mala752 Re: co Wy na to? 09.10.06, 10:25
            to napewno się nie uda....jego zdaniem na takie seanse chodzą tylko debile...
            • ginestra Re: co Wy na to? 09.10.06, 10:34
              Kochana mala752.
              Strasznie Ci wspolczuje tego upokorzenia. Moim zdaniem, az mi przykro to pisac,
              ale musze Cie na to wyczulic, zachowanie meza moze swiadczyc o jego romansie.
              Przede wszystkim swiadczylaby o tym ta "alergicznosc" na Ciebie. Facet, ktory
              po prostu jest jakos znuzony i czuje monotonie wspolnych chwil w lozku itp. i
              chcialby, zeby bylo lepiej, tak sie wg. mnie nie zachowuje. Ale z Toba i z tym
              co dawalas mezowi jest prawdopodobnie wszystko w porzadku i nie daj sobie
              nikomu wmowic, ze jest inaczej. To z Twoim mezem jest cos nie w porzadku.
              Jakikolwiek by nie byl to problem nic nie usprawiedliwia braku szacunku,
              ponizania i odrzucania drugiej osoby, zwlaszcza takiej, ktora kocha i byla/
              jest w porzadku.
              Co do pomocy psychoterapeutycznej - zglos sie sama jesli on nie chce, na pewno
              jak wszystko opowiesz to uzyskasz pomoc, wskazowki, inne widzenie tej sprawy,
              bedziesz mogla na nia dobrze zareagowac, no i nie pozwolisz zniszczyc mu
              poczucia Twojej wartosci.
              A moze i on da sie jednak namowic, kto wie.
              Trzymam kciuki!
              • mala752 Re: co Wy na to? 09.10.06, 11:08
                co do romansu to jest on narazie wykluczony z moich domysłów....siedzi cały
                dzień w domu prócz krótkiego spaceru z dzieckiem do szkoły......a ja pracuję i
                teraz zaczęłam pracować na drugi etat aby zwiazać koniec z końcem......
                • gacusia1 Re: co Wy na to? 09.10.06, 16:42
                  No i o to chodzi-Ty pracujesz,a on???Co robi w tym czasie?
    • socata Re: co Wy na to? 09.10.06, 10:51
      kobietkom pewnie byłoby przykro.....
      Mala752, czego tak naprawdę oczekujesz po swojej wypowiedzi? Pocieszenia? Bo
      chyba nie żadnej rozsądnej, rzeczowej rady; po tak lakonicznym stwierdzeniu
      niewiele mądrego można powiedzieć.... Oczywiście znajdą się i tacy, co
      postawią "uczone" diagnozy ale sama sobie odpowiedz - czy takie diagnozy będą
      miały jakąś wartość jeśli zostaną postawione w oparciu o jedno zdanie??? To
      tak, jakbyś poszła do lekarza i powiedziała "głowa mnie boli" a potem
      oczekiwała dokładnej diagnozy.
      A jak ja bym zareagował gdybym coś takiego usłyszał? Przykro by mi było....
      • anula36 Re: co Wy na to? 09.10.06, 10:56
        zapytaj co w takim razie byloly " nie byle czym"
        • socata Re: co Wy na to? 09.10.06, 10:58
          anula, chyba odpowiedź Ci się źle podpięła, co? :-))))
          • anula36 Re: co Wy na to? 09.10.06, 13:32
            dobrze mi sie podpiela - byla do autorki watku.
            • socata Re: co Wy na to? 09.10.06, 13:44
              nie wątpię, że była do autorki ale na pewno podpięła Ci się źle.... Spójrz na
              drzewko - odpowiedziałaś na mój post...
              Ale darujmy sobie ciągnięcie tego tamatu - moja uwaga była wyłącznie natury
              porządkowej a z tego co pamiętam któryś z adminów prosił kiedyś na tym forum
              żeby prawidłowo podpinać odpowiedzi bo potem nie wiadomo o co chodzi :-))) I
              faktycznie - trochę zgłupiałem jak przeczytałem Twoją odpowiedź ma mojego
              posta...
              • anula36 Re: co Wy na to? 09.10.06, 14:12
                no coz to juz nie moja wina ze niektorzy forumowicze zamieszczajac swoj post w
                czyims watku biora wszystkie pojawiajace sie w okolicy tego posta odpowiedzi do
                siebie.
                • socata Re: co Wy na to? 09.10.06, 14:51
                  taaak, no co za forumowicze paskudni tutaj są.... Przewrażliwieni jacyś na
                  swoim punkcie, prawda?
                  OK, to mam pytanie: a te "schodki" w które układają się posty to po co są???
                  Nie łatwiej by było zrobić jedne pod drugimi a nie tak jakoś koślawo? Potem
                  tylko trzeba by było wyjaśniać "to było do Ywony73" albo jakoś tak, ale co tam -
                  tak przynajmniej każdy by wiedział kto komu odpowiada....
                  Anula, lubię Cię kobieto ale w tym wypadku naprawdę nie masz racji :-)))
    • mala752 Re: co Wy na to? 09.10.06, 11:26
      Wiem, że po tym jednym zdaniu niewiele można wywnioskować....ale długo byłoby
      pisać, o tym upokorzeniach, których zaznałam....tych bolących słów, że jesteś
      gównem, zerem, Twoi rodzice to dziwolągi.... a ja znoszę to wszystko bo chcę
      aby moje dziecko miało i mamę i tatę.....
      • socata Re: co Wy na to? 09.10.06, 11:31
        i wydaje Ci się, że dziecko tego nie widzi, nie słyszy albo przynajmniej nie
        wyczuwa i że będzie szczęśliwe w takiej "rodzinie"?
      • ginestra Re: co Wy na to? 09.10.06, 18:01
        mala 752!

        to co piszesz, to jest przemoc - psychiczna, a takze seksualna (tzn. to co
        pisalas wczesniej, ze maz mowi, ze seks z Toba to byle co itp. - to jest
        godzenie w Twoja kobiecosc, seksualnosc, w cos najintymniejszego). Moim zdaniem
        naprawde sprobuj isc do jakiejkolwiek poradni i to opowiedz, a uzyskasz tam dla
        siebie pomoc. Wiedz, ze jesli takie ponizanie bedzie dalej trwalo, to bedzie
        coraz gorzej i Tobie coraz trudniej bedzie utrzymac poczucie swojej wartosci,
        ktore i tak cierpi, bo jego slowa i odrzucenie zapadaja w Ciebie, ale nie musi
        tak byc! Mozna to powstrzymac, tylko potrzebujesz pomocy. Jesli piszesz tu na
        forum, to znak, ze zlapalas troche wiatru w zagle, zeby nie pozwolic tak sie
        traktowac, zeby powstrzymac te destrukcje. Taka przemoc slowna i psychiczna (i
        seksualna) nie ma innej jakby dynamiki jak ta, ze bedzie sie poglebiac, moze
        tez dojsc do przemocy fizycznej, do wielu zlych zjawisk, przede wszystkim
        Twojej izolacji od ludzi, poczucia wstydu, poczucia, ze nic Ci nie pomoze itp.,
        wcielenia sie w role ofiary, a to bedzie jeszcze bardziej nasilalo przemoc. Ale
        mozna temu zaradzic! Nie poddawaj sie i zrob wszystko, zeby te przemoc
        powstrzymac. Moze poczytaj tez ksiazki na temat przemocy, np. "Zanim bedzie za
        pozno" Gdanskiego Wydawnictwa Psychologicznego lub "Kobiety, ktore kochaja za
        bardzo" autorki Robin Norwood. Te akurat ostatnia ksiazke widzialam niedawno w
        kioskach w takiej taniej serii, swiezo wydanej. Bardzo goraco ja polecam.
        I "Szantaz emocjonalny" Susan Forward. Wiele ksiazek jest dostepnych w
        bibliotekach, moja kolezanka z malej miejscowosci przeczytala ich bardzo duzo,
        bylam tym zdziwiona, ze takie tytuly, tak pomocne, czesto juz nie do zdobycia w
        ksiegarniach, w takich malych bibliotekach tez sa. Poza tym na pewno jest
        poradnia, jakakolwiek, w Twoim otoczeniu. Nawet poradnia typu AA.
        Albo "niebieska linia". Jesli nie ma w Twoim zwiazku problemu uzaleznienia, ale
        jest przemoc, to zajecia w poradni AA sa takze dla Ciebie. Przede wszsytkim
        problem wspoluzaleznienia. To taka postawa przyjmowania odpowiedzialnosci za
        zwiazek, za problemy, przez Ciebie, a nie po rowno przez meza i Ciebie. On
        wszystko na Ciebie przerzucil, takze zarobkowanie, i wine za swoje
        niezadowolenie. To jest wlasnie ten problem i o nim dowiedz sie jak najwiecej i
        poszukaj pomocy. Tym bardziej, ze masz dziecko. Super, ze o sobie
        opowiedzialas, najtrudniejsze za Toba. Poszukaj pomocy i nie daj sie sprowadzic
        z tej drogi. Pamietaj, ze dalsze zycie zalezy od Twoich decyzji i Twoich
        krokow. Nie boj sie ich, nie boj sie w ogole niczego!
        Trzymam kciuki, zycze powodzenia i wytrwalosci - pamietaj, ze jestes wspaniala
        wartosciowa dziewczyna, i ze nie jestes sama!
        Pozdrawiam!
      • klaris29 Re: co Wy na to? 10.10.06, 21:54
        Nie wierzę, że czytam takie głupoty! Kobieta nie dosć, że siebie
        unieszczęśliwia , to jeszcze usprawiedliwia to dobrem dziecka. Otwórz oczy, nie
        ma mowy o dobru dziecka w patologicznym związku. ...Zmień swoje zycie, zakochaj
        się, otaczaj dziecko miłością a nie kłamstwem i patologią...a i rozwód po nim
        spłynie jak woda po kaczce...czasmi naprawdę mi wstyd za Was kobietki,
        straszne, fe!
        Klara
    • netka6666 Re: co Wy na to? 09.10.06, 12:44
      obojętnie czy byłaś faktycznie kiepska w łóżku czy nie to raczej teraz to bez
      znaczenia. Pewnie ma ochotę na "świeży towar". Niektórzy tak mają. Muszą coś
      dup.... na boku i już. Takie dorosłe dzieciaki. Niech powie jak jest taki
      wygadany wprost co mu nie odpowiada konkretnie w sexie z Tobą. Gdy zmienisz się
      w tygrysa sexu a on i tak pozostanie niewruszony, to chyba ma ochote na skoki w
      bok i choćbys stawała na rzęsach to tego nie zmienisz. Gdy zaś zapytasz a on
      uniknie odpowiedzi, bądź będzie rozmową na ten temat nie zainteresowany - to
      pewnie już kogoś ma.
    • netka6666 Re: co Wy na to? 09.10.06, 12:48
      A pomijając wszystko - trzeba być ostatnim chamem bez szacunku dla drugiej
      osoby, żeby określić ja mianem "byle co".
      • mala752 Re: co Wy na to? 09.10.06, 12:56
        on mi juz mówił co by chciał...np. to abym chodziła prowokujaco ubrana albo bez
        bielizny..gdzy tak zrobiłam to usłyszałam, że gdybym to zrobiła z pół roku temu
        to byłoby ok a tak to już mu to nie odpowiada....a poza tym już mi o tym mówił
        i nie jest to już dla niego atrakcyjne...
    • sagittka Re: co Wy na to? 09.10.06, 12:58
      Ciebie okresla mianem "byle co", sam siedzi w domu, a ty pracujesz na dwa etaty
      żeby utrzymać rodzinę.

      Facet ma kompleks niższości (i pewnie wiele innych problemów ze sobą), karze
      cię brakiem seksu, bo pewnie jest to jedyna dziedzina, w której może poczuć się
      panem.
      • lolant Re: co Wy na to? 09.10.06, 13:10
        sagittka napisała:

        > Ciebie okresla mianem "byle co", sam siedzi w domu, a ty pracujesz na dwa
        etaty
        >
        > żeby utrzymać rodzinę.
        >
        > Facet ma kompleks niższości (i pewnie wiele innych problemów ze sobą), karze
        > cię brakiem seksu, bo pewnie jest to jedyna dziedzina, w której może poczuć
        się
        >
        > panem.

        święte słowa , sam cieniutki jak palec ,ale w tobie szuka winy , poniżając cie
        osiąga jakiś stopień satysfakcji , i choćbyś chodziła na rzęsach , to i tak go
        nie zadowolisz , lepiej jeśli możesz spraw żeby ruszył d... i do roboty !

        zwykle jestem tolerancyjna i wszystko rozumiejąca , ale wybacz totalnego
        lenistwa nie rozumiem zupełnie :((

        zupełnie !
        • lolant Re: co Wy na to? 09.10.06, 13:12
          a jeszcze jedno nazywa cię " gównem , zerem " ???


          no bez przesady nie daj sobą pomiatać
        • mala752 Re: co Wy na to? 09.10.06, 13:14
          co do pracy to on powiedział, że on już się życiu napracował.....a ja mam nadal
          pracować....
          • lolant Re: co Wy na to? 09.10.06, 13:16
            już się napracował ? co to znaczy ?
            czy myśli , że w życiu trzeba wypracować jakąś normę , a potem to już laba ,
            niech się inni martwią ?

            ludzie , no wprost nie mieści mi się w głowie
            • mala752 Re: co Wy na to? 09.10.06, 13:21
              już od dwóch lat nie dał złotówki na utrzymanie domu.....
              • anula36 Re: co Wy na to? 09.10.06, 13:37
                a ty jako swieta meczennica zniesiesz wszystko. jak narobi dlugow to je
                splacisz . jak przyprowdzi kochanke podasz im kolacje.Jak cie cie zacznie tluc
                to zacisniesz zeby a jak zacznie tluc dziecko pomyslisz " lepszy taki taus niz
                zaden".
                Nie widzisz ze weszlas w role ofiary i dajesz sie dreczyc?
              • abdulian Re: co Wy na to? 09.10.06, 13:44
                Wiesz co,

                Kopnij w dupe tego darmozjada, bo przynosi ujme wszystkim mężczyznom jak się
                odnosi do Ciebie w taki sposób jak piszesz, plus do tego zachwuje się tak jak
                piszesz. To kpina jakaś, nie mam zielonego pojęcia dlaczego jeszcze z nim jesteś
                - jeżeli tylko dla dobra dziecka, to już tu ktoś napisał o tym, że pewnie
                dziecko to i tak widzi i czuje etc.

                Sorry, ale chętniej powiedziałbym dobitniej co myślę o takim facecie.

                Muisz odnaleźć w nim to wewnętrzne "fuj" :)
                ----
                Nic od kobiety człowiek nie wymaga - może być naga.
      • gomory Re: co Wy na to? 09.10.06, 13:37
        De facto to nie autorke watku okreslil mianem "byle co" tylko jakosc ich pozycia. Wiec nie potegujmy przykrosci ktore juz dotknely Mala, bo gotowa bedzie skladac papiery rozwodowe po takim wsparciu jakie ma tutaj.
        Co nie zmienia faktu, ze to bardzo przykre uslyszec takie zarzuty :(. A co do tych oczekiwan, to moznaby rzec, ze facet w sumie dosc typowy. Tylko moze nazbyt szczery ;).
        • mala752 Re: co Wy na to? 09.10.06, 13:43
          ok..można mieć oczekiwania co do seksu czy innych sfer życia ale samemu też
          chyba trzeba coś dać z siebie..ja też bym chciała by mój mąż pamiętał np. o
          moich urodzinach, od czasu do czasu pocałował mnie tak spontanicznie bez
          okazji...ale niestety nic z tego....na to trzeba zasłużyć podobno....a ja mam
          nie zważajac na nic dać mu to co chce....
          a o rozwodzie to on mówi.... powiedział, ze już by się ze mną rozstał ale go na
          to nie stać....
          • sagittka Re: co Wy na to? 09.10.06, 13:54
            > a o rozwodzie to on mówi.... powiedział, ze już by się ze mną rozstał ale go
            na
            >
            > to nie stać....

            Nie dziwię się, musiałby pracować na swoje utrzymanie i alimenty na dziecko.

            A ty? Dlaczego zostawiasz jemu decyzję dot. rozstania?

            Spróbuj parafrazować jego zdanie i wstaw brakujący powód, czyli
            "rozstałabyś się z nim, ale...."
            W czym tkwi to "ale"?
        • remax2 Re: co Wy na to? 09.10.06, 13:45
          > to moznaby rzec, ze facet w sumie dosc typowy. Tylko moze nazbyt
          > szczery ;).

          Strasznie mnie wkurza powilanie stereotypu, że facet wyzywający swoją żone i od
          dwóch lat nie przynoszący do domu ani złotówki jest "typowy".
          To nie typowy facet, ale typowy palant.
          • lolant Re: co Wy na to? 09.10.06, 13:56
            remax2 napisał:

            >
            > Strasznie mnie wkurza powilanie stereotypu, że facet wyzywający swoją żone i
            od
            >
            > dwóch lat nie przynoszący do domu ani złotówki jest "typowy".
            > To nie typowy facet, ale typowy palant.


            słusznie i warto , aby autorka wątku to sobie uświadomiła , pomijam różne
            sprawy typu : zapomniał o urodzinach , bo to akurat jest najmniej
            znaczące ,najważniejsze , że to kompletny egoista , leń i darmozjad , do tego
            jak widzę agresywny - czy ktoś zna sposób , jak mu skutecznie utrzeć nosa ?

            napewno by się przydało
          • krecilapka Re: co Wy na to? 09.10.06, 14:00
            Nic nie pisalem, ze facet jest typowy, tylko jego oczekiwania seksualne dosctypowe.
            W Polsce chyba raczej nie ma stereotypu w ktorym mezczyzna nie lozy na dom. To wlasnie sytuacje w ktorych nie jest w stanie utrzymywac rodziny sa dla niego stresujacym obciazeniem.
    • socata Re: co Wy na to? 09.10.06, 14:03
      podsumujmy:
      "ukochany mąż po 10 wspólnych latach powiedział (..), że postanowił zrezygnować
      całkowicie z seksu (..) bo nie ma zamiaru zadawalać się byle czym......ja to
      właśnie wczoraj usłyszałam....."
      "on nie reaguje na moje jakiekolwiek dotknięcia, pocałunki bo to go podobno
      denerwuje...."
      "jego zdaniem na takie seanse chodzą tylko debile..." (to o propozycji pójścia
      do psychoterapeuty)
      "co do romansu to jest on narazie wykluczony z moich domysłów.....siedzi cały
      dzień w domu prócz krótkiego spaceru z dzieckiem do szkoły......a ja pracuję i
      teraz zaczęłam pracować na drugi etat aby zwiazać koniec z końcem......"
      "długo byłoby pisać, o tym upokorzeniach, których zaznałam....tych bolących
      słów, że jesteś gównem, zerem, Twoi rodzice to dziwolągi.... a ja znoszę to
      wszystko bo chcę aby moje dziecko miało i mamę i tatę....."
      "on mi juz mówił co by chciał...np. to abym chodziła prowokujaco ubrana albo
      bez bielizny..gdzy tak zrobiłam to usłyszałam, że gdybym to zrobiła z pół roku
      temu to byłoby ok a tak to już mu to nie odpowiada....a poza tym już mi o tym
      mówił i nie jest to już dla niego atrakcyjne..."
      "co do pracy to on powiedział, że on już się życiu napracował.....a ja mam
      nadal pracować...."
      "już od dwóch lat nie dał złotówki na utrzymanie domu....."
      "a o rozwodzie to on mówi.... powiedział, ze już by się ze mną rozstał ale go na
      to nie stać...."

      OK - to tak jest teraz po 10 latach z "ukochanym mężem". A jak było kiedyś? Tak
      samo, ale wpadliście i postanowiłaś być z nim żeby Wasze dziecko miało mamę i
      tatę? Czy może było super ale od jakiegoś czasu zaczęło się psuć? Jeśli tak to
      od jak dawna i od czego się zaczęło? Od tego że on stracił pracę, od urodzenia
      dziecka? Wcześniej? Później? Skąd wiesz, że romans jest wykluczony - przecież
      chodzisz do pracy, dziecko jest w szkole więc skąd pewność że cały dzien siedzi
      w domu?
      Z zasady nikt nie nazywa żony/męża gównem i zerem od początku związku, bo tylko
      pary S/M się na to godzą w Wy chyba do takich nie należycie.... Od kiedy jest
      źle? Czy wydarzyło sie coś, co zmieniło nagle nastawienie Twojego męża? A co z
      Tobą - nadal uważasz go za ukochanego (tak napisałaś na początku)? A może już
      dawno nie jest ukochanym? Naprawdę tkwisz w tym tylko "dla dobra dziecka"
      (jakiego dobra???)?
      Dozujesz informacje, z których wyłania się katastroficzny obraz męża-nieroba,
      chama i warchoła który Cię ciągle poniża. Raz jeszcze ponawiam prośbę - napisz
      coś więcej, opisz całą tę sytuację. Wtedy będzie można coś więcej sensownego
      powiedzieć.........
      • anula36 Re: co Wy na to? 09.10.06, 14:06
        par S/M jest w naszej rzeczywistosci wiecej niz moglby sie wydawac. Ja tez nie
        zdawalam sobei sprawy ze skali przemocy domowej ( psychicznej i fizycznej)
        dopiki nie zaczelam pracowac w instytucji zajmujacej sie pomoca rodzinie w
        kryzysie. Przyznaje ze nie wytrzymalam tam dlugo.
        • gomory Re: co Wy na to? 09.10.06, 14:10
          No moze nie przesadzajmy. Z tego co przeczytalem jak dotad, wcale nie bylbym sklonny by zwiazek Malej wpychac w szuflade rodzin patologicznych.
          • anula36 Re: co Wy na to? 09.10.06, 14:13
            nie no jest to wzor rodziny.
            Chcialbys zeby twoja corka miala takiego partnera??
            • gomory Re: co Wy na to? 09.10.06, 14:37
              Gdybym mogl wybierac to nie widzialbym w nikim z piszacych tutaj odpowiedniego partnera dla niej. Ale czy to znaczy, ze sa zyciowymi metami ;)?
              • anula36 Re: co Wy na to? 09.10.06, 15:02
                nie uwazam zeby maz malej byl metem ale jest leniem i pasozytem wyzywajacycm
                sie na zonie za wlasne niepowodzenia w zyciu - a ona to wszystko znosi z
                cierpliwoscia aniola - tylko nikt jej za to nie podziekuje, a juz na pewno nie
                mezus.
        • mala752 Re: co Wy na to? 09.10.06, 14:15
          tak nie było od samego początku....pobraliśmy się bo chcieliśmy a nie dlatego
          bo musieliśmy...przynaje nie było słodko bo parę razy mój mąz zachował się nie
          fair w stosunku do mnie ale ja wybaczałam mu to choć zadra została. Robiłam
          wiele rzeczy tak aby jemu to odpowiadało np. zerwałam kontakt z tymi znajomymi,
          którzy jemu nie odpowiadali. Starałam się być dobrą żoną, matką i kochanką
          (choć z tego co teraz słyszę to mi to kompletnie nie wychodziło). Zawsze miał
          temperament ale dopiero od jakiegoś czasu zaczęło się te poniżanie, wypominanie
          tego, że mi pomógł w niektorych sytuacjach ....nie wierzy kompletnie we mnie,
          jestem dla niego nikim.....
        • socata Re: co Wy na to? 09.10.06, 14:18
          OK, uściślam - chodziło mi o pary, które świadomie, wzajemnie godzą się na
          określone zachowanie, tj. S poniża, używa przemocy ale M to AKCEPTUJE i
          znajduje w tym przyjemność. W związku, seksie dozwolone jest wszystko ale pod
          warunkiem, że godzą się na to obie strony. Jeśli jednak jedna strona zachowuje
          się w sposób nieakceptowalny przez drugą, jeśli mówimy o przemocy domowej
          (jakiejkolwiek; fizycznej czy psychicznej) to już nie jest związek S/M tylko
          S...
          Ale masz rację - związków, w których istniej przemoc jest u nas więcej niż nam
          się wydaje. Mając takie doświadczenie zawodowe zapewne potwierdzisz, że problem
          przemocy nie dotyczy tylko rodzin patologicznych. Myślę że niejednemu szczęka
          by opadła gdyby usłyszał w jaki sposób stosują przemoc w rodzinie ludzie z
          wyższym wykształceniem, nierzadko na stanowiskach... Nie dziwię Ci się, że nie
          wytrzymałaś tam długo, zwłaszcza jeśli w grę wchodziła przemoc wobec dzieci...
          • anula36 Re: co Wy na to? 09.10.06, 14:30
            najgorsze ze taki zwiazek typu kat - ofiara ( takze na poziomie psychiki) w
            nieprawdopodobny sposob uzaleznia i potwornie ciezko sie z niego wydostac,bez
            wsparcia z zewnatrz ( psycholog, grupa wsparcia, rodzina, przyjaciele)
            • mala752 Re: co Wy na to? 09.10.06, 14:34
              święta prawda....ja po każdej takiej "Akcji" mam wszystkiego diośc ale próbuje
              jeszcze rozmawiać i gdy jest w miarę dobrze zapominam o wszystkim i mam
              nadzieję, że jeszcze będzie przepieknie, jeszcze będzie normalnie ...ale za
              tydzień, dwa jest powtórka z rozrywki.....i znów płacz i znów prośby mojego
              dziecka abym nie płakała i prosby abym się uśmiechnęła....
            • socata Re: co Wy na to? 09.10.06, 14:41
              uzależnienie to jedno, ale niektórzy mają już chyba "zaprogramowany" w
              podświadomości pewien model funkcjonowania rodziny. Chcę przez to powiedzieć,
              że niektóre osoby "szukają" takich patologicznych związków i nawet jak zdają
              sobie sprawę że są wykorzystywane, poniżane, nawet jeśli im to nie odpowiada to
              często po "oswobodzeniu" się i zerwaniu i tak wchodzą w następny, tak samo
              toksyczny związek. Ponoć jest to związane z wychowaniem...
              • mala752 Re: co Wy na to? 09.10.06, 14:44
                ja jestem tak wychowana, że małżeństwo powinno być świętością i dlatego
                próbowałam ratowac ten związek ...ale na to wygląda, że nie zawsze jest szansa
                na uratowanie
              • yvona73pol Re: co Wy na to? 09.10.06, 14:47
                mala, nie bedzie pieknie, i mowi ci to dziecko (dorosle juz) z takiej
                dysfunkcyjnej rodziny, ja mam problem ze zwiazaniem sie, bo patrze przez
                pryzmat moich doswiadczen rodzinnych (to znaczy juz coraz mniej, ale wciaz cien
                sie rzuca), czy tego chcesz dla swojego dziecka? ono ci nigdy nie powie, jakie
                sa przyczyny jego niepowodzen....
                jesli zdecydujesz sie dalej ciagnac te farse, to przygotuj sie, ze bedzie juz
                tylko rownia pochyla...
                odejsc jest ciezko (psychicznie) ale jestes w tej komfortowej sytuacji, ze to
                ty zarabiasz i mozesz podjac taka decyzje (w przeciwienstwie do wielu innych)
              • anula36 Re: co Wy na to? 09.10.06, 15:05
                dokladnie tak jest.
                Osoby z rodzin z przemoca czy alkoholizmem zwyczajnie nie potrafia funkcjonowac
                w normalnym zwiazku - bo mechanizmy dzialania maja zupelnie inne.
                I tak to sie ciagnie chyba ze sie uda przerwac ten toksyczny ciag.
                • yvona73pol socata 09.10.06, 15:10
                  techniczna kwestia - pare razy probowalam napisac posta "tuz pod" postem, do
                  ktorego sie odnosilam.... no i moj post wyladawal nie na koncu co prawda, ale
                  jakies szesc postow ponizej...
                  wiec ja chromole i pisze jak chce....
                  • socata Re: socata 09.10.06, 15:15
                    widzę :-))))
                  • socata Re: socata 09.10.06, 15:34
                    a kwestia techniczna (czytanie które odpowiedzi są na które posty) wygląda tak:
                    wybierasz post, potem kładziesz paluszek na pierwszej kropce po wybranym
                    postem; ta i każda kolejna kropka leżące w jednej pionowej linii to odpowiedzi
                    na wybrany post. Wszyskie inne "uciekające" w prawo lub w lewo to odpowiedzi na
                    inne posty. Jeśli Twój post wylądował o sześć oczek niżej to znaczy, że albo
                    pięć innych osób odpowiedziało wcześniej, albo np. jesteś druga z odpowiedzią
                    ale ktoś dyskutuje z pierwszym odpowiadającym (to te "uciekające" w prawo
                    kropki). Dla przykładu: pisząc do mnie odpowiedziałaś na post anuli.... Ale
                    ważne że umieszczasz adresata, więc mogę Ci odpowiedzieć :-))) Pozdrawiam
                    serdecznie :-)
                • socata Re: co Wy na to? 09.10.06, 15:14
                  Załóżmy, że mala752 ma "drukowany" taki schemat. Jak wg Ciebie (na podstawie
                  doświadczenia zawodowego) mala752 może przerwać ten toksyczny ciąg? Pisałaś
                  wcześniej o swego rodzaju "uzależnieniu" więc chyba sama decyzja o rozstaniu to
                  za mało - i tak pewnie jej nie zrealizuje. To tak ja z rzucaniem palenia,
                  prawda? O jutra..., od nowego roku...., po wakacjach itp. a potem i tak
                  jarasz :-) Potrzebna jest więc pomoc z zewnątrz. Ale czyja? Psycholog? Jakaś
                  grupa wsparcia? I czy korzystanie z takiej pomocy z zewnątrz i jednoczesne
                  dalsze wspólne mieszkanie coś zmieni?
                  • lolant Re: co Wy na to? 09.10.06, 15:37
                    Mam taki przykład w rodzinie , trwa to już długie lata
                    Kobieta cieszy się jak dziecko , kiedy jej mąż na chwilkę dosłownie spojrzy na
                    nią przychylnym okiem , a potem co ?
                    Wiadomo , "przywołuje" ją do porządku takim właśnie jak tu opisano
                    zachowaniem , więc ona znów ma nadzieję , że to sie zmieni .
                    Ja już do tego nie mam cierpliwości , jak można ?
                    Dzieci rosna , wszystko widza , jak na złość same dziewczyny , więc pewnie
                    matka im wpoi , że trzeba siedzieć cicho , bo małżeństwo to świętość .
                    Owszem świętośc , ale jak już wcześniej pisałam - bez przesady , ta świętość
                    kosztem czego ?
                    lęków , zrujnowanej psychiki , poczucia beznadzieji i bezsensu własnego życia ?
                • remax2 Re: co Wy na to? 09.10.06, 15:37
                  dzięki, własnie sie dowiedziałem, w wieku 40 lat i po 15 latach małżenstwa, ze
                  jako dziecko z rodziny z alkoholizmem "zwyczjane nie potrafie funkcjonowac w
                  normalnym zwiazku" ;)
                  prosze, tak na przyszłosć zamiast generalizowac napisz ze WIELE osob albo
                  NIEKTÓRE osoby, bo takie generalizownie nic nie wnosi
                  • socata Re: co Wy na to? 09.10.06, 15:42
                    ale przecież anula napisała "chyba że uda się przerwać ten toksyczny ciąg"...
                    Tobie się udało.
                    • lolant Re: co Wy na to? 09.10.06, 15:43
                      socata napisał:

                      > ale przecież anula napisała "chyba że uda się przerwać ten toksyczny ciąg"...
                      > Tobie się udało.


                      ni o mnie tu chodzi , chcę pomóc komuś innemu
                      • lolant Re: co Wy na to? 09.10.06, 15:45
                        oj , sorki :)
                        pośpiech ;))
                        • socata Re: co Wy na to? 09.10.06, 15:55
                          :-)))
                          Pozdrawiam, lolant. Chyba jakiś czas Cię tu nie było?
                          • lolant Re: co Wy na to? 09.10.06, 16:05
                            socata napisał:

                            > :-)))
                            > Pozdrawiam, lolant. Chyba jakiś czas Cię tu nie było?

                            Chyba Ciebie nie było ?
                            również pozdrawiam i proszę o jeszcze ( tzn. odnośnie tematu wątku , bo
                            osobiście zależy mi również na wszelkich informacjach mogących pomóc w takiej
                            trudnej sytuacji )
                            • socata Re: co Wy na to? 09.10.06, 16:23
                              lolant napisała:

                              > Chyba Ciebie nie było ?

                              no, może trochę.... Nadmiar pracy i sprawy prywatne.
                              A w kwestii wątku? No cóż, mala752 nadal nie chce (nie może?) opisać szerzej
                              całej sytuacji i dawkuje informacje. A z tych dawek wyłania się nieciekawy
                              obraz; wychodzi na to, że mąż to cham i warchoł (wiem, już raz to powiedziałem,
                              ale ostatnio te określenia są bardzo popularne...) Pierwsza myśl: kopnąć w
                              tyłek chwasta, prawda? Coś jednak spowodowało taką sytuację skoro było dobrze
                              aż nagle tak bardzo się popsuło... Mala752 nie napisała nic poza tym, jak mąż
                              się od jakiegoś czasu zachowuje. Ale to jest skutek a ja chciałbym znać
                              przyczynę - dopiero wtedy można coś sensownie doradzić. Jak na razie obraz jest
                              czarno-biały ale w życiu nie ma tak łatwo.... Czekam więc aż mala752 napisze
                              szczerze jak było kiedyś i co tak naprawdę się wydarzyło. Oceniać jest
                              najłatwiej (niektórzy już wydali "wyrok") a ja chciałbym sięgnąć głębiej -
                              choćby po to żeby wyciągnąć wnioski z cudzych błędów bo jakkolwiek okrutnie to
                              zabrzmi, to na takich najlepiej się uczyć bo najmniej nas bolą....
                  • groszek_73 Re: co Wy na to? 09.10.06, 16:40
                    remax2 napisał:
                    > dzięki, własnie sie dowiedziałem, w wieku 40 lat i po 15 latach małżenstwa, ze
                    > jako dziecko z rodziny z alkoholizmem "zwyczjane nie potrafie funkcjonowac w
                    > normalnym zwiazku" ;)
                    > prosze, tak na przyszłosć zamiast generalizowac napisz ze WIELE osob albo
                    > NIEKTÓRE osoby, bo takie generalizownie nic nie wnosi

                    ee, po prostu tobie udało się to przerwać. mają dziewczyny rację, moja żona jest
                    DDA i to nie pozwalało jej wcześniej na normalne budowanie związku.
    • adsa_21 Re: co Wy na to? 09.10.06, 14:47
      znam to. mi maz po 3-ech latach, kiedy juz nie bylismy razem ale jeszcze przed
      rozwodem powiedzial ze sie mnie brzydzil i od samego poczatku zmuszal do sexu
      ze mna..i jeszcze mial do mnie o to pretensje ze nic z tym nie zrobilam(!!) i
      nie probowalam go zachecic.
      • ginestra Re: co Wy na to? 09.10.06, 18:16
        Kochana mala752!
        Jesli jeszcze tu zajrzysz, do tego watku, to bardzo Cie prosze poszukaj pomocy.
        Nie myslac jeszcze, narazie, co dalej z mezem. Prawdopodobnie wciaz go kochasz,
        i na te chwile jest to OK. Masz prawo do swoich uczuc. Na pewno czujesz sie
        straszliwie zraniona przez niego i chcialabys, aby byl inny. Moze sie zmieni, a
        moze nie. Tymczasem nie masz na niego wplywu tylko na siebie sama. Wlasciwie
        nie tylko tymczasem - nigdy nie masz wplywu na kogos, jedynie na siebie. Ale
        jak pomozesz sobie, to i ktos moze zaczac zachowywac sie inaczej. Nie bedzie
        juz wtedy "malej" - bezradnej, tylko "mala" silna i pelna poczucia wlasnej
        godnosci. Pomalu to sie bedzie dokonywac, na pewno, tylko zacznij. Narazie,
        bardzo Cie prosze, zrob ten pierwszy krok: pojdz do poradni, czytaj o przemocy,
        sprobuj przyjac do wiadomosci te ciezka do przelkniecia diagnoze, ze do Twojego
        zwiazku wkradla sie przemoc i na to nie ma "domowych sposobow", niestety. To
        tak jak przy niektorych chorobach, ze babcine sposoby nie wystarcza. Trzeba
        pomoc fachowo. Pojdz zatem do poradni, jakiejkolwiek, rodzinnej, dla ofiar
        przemocy, na temat uzaleznien itp. Tak jak pisalam troche wyzej, uwierz, ze
        moze byc lepiej! Zrob ten pierwszy krok, bardzo Cie prosze. Nie mysl na razie
        co dalej. Co dalej - to sie okaze w trakcie. Zrob to dla swojego dziecka i dla
        siebie. I niczego sie nie boj!
        Pozdrawiam i sciskam mocno!
        • lolant Re: co Wy na to? 09.10.06, 18:31
          Tak , to co napisała ginestra ma sens i warto , żebyś wykorzystała te
          wskazówki - powodzenia :)
          • mala752 Re: co Wy na to? 10.10.06, 08:35
            Witam wszystkich serdecznie. Bardzo dziękuję za miłe słówka. Jakos mi się milej
            zrobiło, że są osoby które mi dobrze życzą....Ja wiem, że jak sama czegoś nie
            postanowię i nie zrobię to nikt tego za mnie nie zrobi....Zdaje sobie z tego
            sprawę ale jak narazie tkwię cały czas w miejscu. Socata prosiła abym napisała
            coś wiecej na temat mojej sytuacji. Trochę ciężko pisać o dekadzie swojego
            życia tak aby opisać większość. To szmat czasu...ale coś spróbuję
            napisać....Jak poznaliśmy się (na imprezie) to wiele osób mówiło mi, że to nie
            ejst facet dla mnie...że nadajemy na różnych falach....ale podobno miłość jest
            ślepa i wolałam zerwać znajmości niz przyznać się, że może większość ma rację.
            Podczas anszego "chodzenia" a potem małżeństwa było różnie. Tłumaczyłam sobie -
            jak to w małżeństwie różnie bywa. Ale mało było rzeczy takich o jakich
            marzyłam, że będziemy razem robić jako mąż i żona... żadnych spacerów, żadnych
            spotkań z rodziną czy znajomymi...nic..tylko siedzenie w domu. I tak minęło
            parę lat przeplatanych miłymi dniami i tymi z łzami. A potem coś zaczęło się
            psuć...niewiem może powodem tego jest, że pomimo tego, że w zwiazek zaczął się
            wkradać taki zły duszek zwany nudą? Może on też zaczął nudzić się? Ja starałam
            się być dobrą matką, żoną ale może byłam za mało aktywna i pomysłowa w łóżku
            przez ten czas ale każdy ma inny temperament i ma inne wartości na pierwszym
            planie. Kiedyś miałam na seks ochotę często a teraz gdy zaczynam być zmęczona
            życiem (dwa etaty - jeden w sklepie, drugi w biurze; i jeszcze jakieś
            dodatkowe) obdzierają mnie całkowicie z ochoty na życie nie mówiąc nic o
            seksie. I ciężko mi jest zachowywać się jak wamp lub pani lekkich
            obyczajów.....ja chciałabym przytulic się ale tego mój mąż nie lubi. No io
            dlatego od pewnego czasu są wyzwiska, przykre słowa itp. Po prostu zdaniem
            mojego męża marnuję mu życie. No cóż...może to i prawda....
            • yvona73pol Re: co Wy na to? 11.10.06, 14:55
              marnujesz mu zycie utrzymujac go..... no to skoro taki nieszczesliwy, to go od
              siebie uwolnij.... chocby czasowo, se chlopina "odetchnie" a co najwazniejsze -
              ty rowniez.... sorry, ze taka jestem czasami gorzka i obcesowa, ale pare rzeczy
              znam z domu rodzinnego, a pare z chorego zwiazku przyjaciolki, nad czym bardzo
              boleje, ale tutaj ja niestety niewiele moge zrobic (a juz na pewno nie odezwac
              sie krytycznie bo "zazdroszcze"), btw. ona tez utrzymuje cala rodzine, maz
              jest "z zawodu dyrektorem" :(
    • lunaa2 Re: co Wy na to? 13.10.06, 19:51
      maz najwyrazniej jest mocno sfrutrowany tym, że nie pracuje (mimo ze twierdzi ze
      nie chce pracowac) i wyzywa sie na Tobie. Rola mezczyzny jest utrzymac rodzine.
      On tego nie czyni, a mimo to ma spore wymagania. Na Twoim miejscu
      zrezygnowalalbym z drugiego etatu, jeden etat plus dziecko i dom to max co
      powinna kobieta udzwignac!
      Moze wtedy pomysli jak sie wziasc w garsc ,bo tego mu potrzeba. A Ty zajmij sie
      soba, jak bedziesz miala jeden etat znajdziesz czas na przyjemnosci. Jego
      argument ze sie juz napracowal jest załosny, normalnie pracuje sie do 60/65 roku
      zycia!!!
      Jak nie wprowdzisz drastycznych zmian sytuacja sie nie zmieni. Cala swoja
      nieudolnosc przelewa na Ciebie a Ty jestes pracowita kobieta i podziwiam Cie za
      to. Ale zmien to, nalezy Ci sie cos od zycia!
    • anna795 Re: co Wy na to? 14.10.06, 22:00
      powiedziałabym zeby poszedł sobie wsadzic miedzy drzwi miałby wreszcie
      nietypową szpare a dla lepszych doznan mogłby polizac klamke!a to łoś jeden!
      Pogon drania do lasu!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka