la.mi.la
22.02.07, 10:57
Jestem z cudownym mężczyzną, kocham go bardzo, ale zaczyna szwankować w
sferze seksu.
Jesteśmy razem prawie dwa lata. Na początku seks był wspaniały, codziennie, z
dużą namiętnością. Teraz od kilku miesięcy niestety prawie go nie ma. Kochamy
się raz na tydzień, ale jest to takie krótkie, takie zwykłe. Takie, ze ja
nawet nie pamiętam, ze był seks w zeszłym tygodniu.
Kocham go bardzo i wiem, że on mnie też. Okazujemy sobie to na co dzień. Dużo
jest z jego strony czułości, troski. To widać, ze mu zależy. Zawsze łapie
mnie za rękę, czy to w sklepie, czy gdy siedzimy przed komputerem. Obejmuje,
całuje, przytula się. Jest to dla mnie niezmiernie ważne.. Mamy wspólne
pasje, zainteresowania. Lubimy ze sobą rozmawiać, lubimy razem przebywać,
wyjeżdżać itp. Tylko ten seks.
Wcześniej miałam partnera, który był bardzo rozbudzony, chciał to robić
codziennie, kilka razy dziennie. Ja nie mam az takich potrzeb. Blokowałam się.
Dlatego po pierwszych miesiącach uniesień byłam szczęśliwa, ze mój obecny
mężczyzna potrafi zasnąć przytuliwszy się do mnie, pocałować czule i nie
nagabywać, gdy nie mam chęci, lub jestem zmęczona. Seks tak trzy razy w
tygodniu wystarczyłby mi zupełnie. Ale niestety, teraz zaczyna mnie to
martwić. Ok., w tygodniu często jesteśmy zmęczeni, ale weekend? Czasem też
jest bez seksu. Powód? Ja nie jestem jakoś szczególnie napalona, a on też nie
nalega...
Niedawno powiedział mi, że może on ma mniejsze potrzeby...
Ja też nie mam jakiś szczególnych. Tylko ten rzadki seks odbija się na
jakości – bo jest krótki, raczej bez orgazmu u mnie.
Boje się tego braku chęci zarówno u niego jak i u mnie. Planujemy wspólną
przyszłość.
Podobno brak seksu można kompensować zaspokojeniem potrzeby bliskości,
czułości. Tego w naszym związku jest bardzo duzo. Ale, czy tylko to wystarczy?