Dodaj do ulubionych

dokładnie ...brak sexu w małżeństwie

03.07.07, 18:21
Mam pytanie do obecnych ,czy ktos z was spotkał sie z tym iż jego żona miała romans a po nim zupełny brak na sex ze stałym partnerem "meżem".
Próbujemy sie pozbierać jednak ja uwazam ze sex w tym moze pomóc i nic nie oczekuje nawet od żony ,nawet moge ją tylko piescić żeby to wpłyneło na poprawę naszego małzeństwa.Ale kiedy ja pytam czy moge ją pieścić ona muwi że to ją drażni.Raz na tydzień mozna powiedziec że sie "kochamy" i koniec.Czy kogos to spotkało, spotyka ?Czy wasze kobiety też nie lubia być pieszczone ,czy myslicie że ten zwiazek ma jeszcze sens jesli nic sie nie poprawia w tym temacie?
Obserwuj wątek
    • anais_nin666 Re: dokładnie ...brak sexu w małżeństwie 03.07.07, 19:32
      Tak. To prawdopodobna reakcja.
      Po romansie czasem spada apetyt na stałego partnera. Wówczas każdy dotyk drażni.
      • wandalista Re: dokładnie ...brak sexu w małżeństwie 03.07.07, 21:27
        Przerabiam taką sytuację od roku. Romans żony, jej "spróbujmy to poskładać",
        trochę seksu było, ale skończył się po dwóch miesiącach. Kolejne misiące to
        jakiś dla mnie (dla niej chyba też) lekki koszmar. Brak seksu - podejrzenia o
        boki, podejrzenia (nieuzasadnione? cholera wie) - brak seksu. Błędne koło.
        Dałem sobie na wstrzymanie, było fajnie, miło, dogadywaliśmy się, ale dalej
        brak seksu. Wyglądało, że taki układ jej pasuje. Mam przeczucie, że ten pat
        będzie się utrzymywać między nami dopóki, ktoś nowy nie stanie na jej drodze
        (albo mojej). Zaczynam to olewać, kończy mi się wiara, że coś z nas jeszcze
        będzie. Im dalej od jej zdrady, im dłużej bez seksu między nami, tym bardziej
        zaczynają uwierać mnie wspomnienia, wizje jej i tego sk... Zaczynam się czuć z
        tym, przy niej, jak gówniarz, który wie, że dorośli uprawiają seks :-) Zaczynam
        żałować, że nie odszedłem, jak chciałem po wysypaniu się jej romansu i mam
        coraz więszy żal do niej, że nie pozwoliła mi odejść wtedy. Takie życie o kant
        dupy potłuc i niedługo to pewnie zrobię...
        • pafnuccy Re: dokładnie ...brak sexu w małżeństwie 03.07.07, 21:31
          nie wiem kurcze, ja bym chyba sobie odpuścił. zdradę można wybaczyć,
          oczywiście, zwłaszcza jeśli macie dzieci... ale ciągle bym się zastanawiał jak
          jej było z nimi, podczas gdy między nami jest do dupy. albo terapia, albo...
          • te1109 Re: dokładnie ...brak sexu w małżeństwie 03.07.07, 22:53
            pafnuccy napisał:

            ale ciągle bym się zastanawiał jak
            > jej było z nimi,

            a ja nie wiem czy to by było moim największym zmartwieniem czy żonie było dobrze
            z innym,raczej to że mnie zdradziła
        • kraszan1 Re: dokładnie ...brak sexu w małżeństwie 04.07.07, 09:44
          Tak to jest kiedy mężczyźni nie zachowują się po męsku i nie rozstają się ze
          swoimi wiarołomnymi żonami. Teraz jesteś strzępkiem nerwów - jeszcze chwila i
          zaczniesz sam siebie obwiniać o własne rogi, albo stwierdzisz, że słusznie Ci
          się należały ;-).

          Moim skromnym zdaniem wyciągnąłeś słuszny wniosek, że Twojej żonie odpowiada
          opisana sytuacja jako moment przeczekania, może do kolejnego romansu - tego nie
          wiem. Z Twojego opisu nie rysuje się obraz osoby z poczuciem winy po zdradzie i
          mocną chęcią naprawy związku.

          Wnioski wyciągnij sam.

          A jeżeli już obdarzasz epitetem faceta, który pukał Twoją zonę, to zastanów się
          nad takim samym albo podobnym dla niej. Przecież pistoletu jej do głowy nie
          przykładał.
          Nie idealizuj jej!

          pzdr
          -K
          • wandalista Re: dokładnie ...brak sexu w małżeństwie 04.07.07, 12:37
            Rozumiem, że to do mnie. Nie szukam tu porad. Wnioski błędne czy nie wyciągałem
            sam i będę wyciągał dalej. Nie idealizuję żony (swoje usłyszała), ale nie
            widziałbym sensu spróbowania z nią czegokolwiek naprawiać, gdybym miał ją
            traktować ciągle jak dziwkę. Faceta zepitetowałem wiedząc o nim to co wiem
            (bynajmniej nie od mojej żony). Uważałbym go za takiego również wtedy, gdyby
            nie puknął mojej żony. Na koniec, co do męskich zachowań i zostawiania
            wiarołomnych żon: zgoda, ale do zostawienia swojego dziecka trzeba dojrzeć i
            nie jest to już takie łatwe.
    • anob koniecznie idź do seksuologa 04.07.07, 10:03
      problem tkwi w Tobie a nie w żonie
      i jej zdrada i obecne zachowanie
      są wynikiem Twoich błędów
      lekarz Ci pomoze zapewne
      • kraszan1 Dobrze się czujesz? 04.07.07, 10:17
        Wmawiasz facetowi o którym nie masz zielonego pojęcia, iż to jego wina, że żona
        go strzeliła w poroże?????
    • gomory Re: dokładnie ...brak sexu w małżeństwie 04.07.07, 10:59
      Nie przezylem sytuacji tak bolesnej jak Ty. Pomine wiec moze kwestie zdrady, jej powodow, i jak teraz chcecie na nowo posklejac swoje malzenstwo. Sami sie bedziecie z tym mierzyc.
      Ale wiesz co... posluchaj mojej rady. Nie pytaj sie kobiety czy mozesz ja popiescic. Nigdy. Zacznij to po prostu robic. Oczywiscie nie badz przy tym slepy i gluchy na jej ewentualne odmowy.
      • anais_nin666 Re: dokładnie ...brak sexu w małżeństwie 04.07.07, 11:01
        Nie pytaj sie kobiety czy mozesz ja popie
        > scic. Nigdy. Zacznij to po prostu robic. Oczywiscie nie badz przy tym slepy i g
        > luchy na jej ewentualne odmowy.

        Bardzo słuszna rada.
    • polityk71 Re: dokładnie ...brak sexu w małżeństwie 04.07.07, 12:47
      A ja wam powiem, że generalnie nie maiłbym nic przeciwko temu by moja żona
      przeżyła jakiś romans pod warunkiem, że jej kochanek rozbudziłby ją i cos i mi
      by kapnęło mam na mysli oczywiście gorący sex ;)
      Z doświadczenia wiem, że moje dawne przyjaciółki po zabawie ze mną nigdy nie
      zaniedbywały swoich mężów... Nie wiem czy to ja tak na nie działałem, że
      rozbudzałem ich zmysły i miały przez to więcej ochoty na przyjemności, czy
      miały wyrzuty sumienia... ale ich mężowie nie mogli czuć się pokrzywdzeni!!!
    • glosatorr Brak sexu na gruzach małżeństwa... 04.07.07, 12:51
      poter1981 napisał:

      > Mam pytanie do obecnych ,czy ktos z was spotkał sie z tym iż jego żona miała
      ro
      > mans a po nim zupełny brak na sex ze stałym partnerem "meżem".


      Jakoś mi ten wątek przeleciał, ale tych wątków o zdradzanych mężach, którzy
      chca swój towar "second hand" przelecieć jeszcze raz zaczyna się powielać.
      Tak więc odpowiem - na rok przed odkryciem, iż moja (już była) żona puszcza się
      z innym, nasz seks wyglądał tak jak sex 80% piszących tytaj, czyli go nie było.
      Tzn. był - np. raz na miesiąc lub dwa, kiedy pytałem się, czy to iż jej się nie
      chce to wynik jakichś jej problemów, albo gdy zaczynałem być podejrzliwy. Na 2
      miesiące przed odkryciem zdrady już po prostu go nie było. Ja przynajmniej w
      odróżnieniu od Panów rzebrzących o seks u żony miałem jaja. Po prostu nie
      prosiłem o nic.
      Dlatego w Twoim przypadku sprawdza się teza, że jak żona się bzyka z innym, to
      nie bzyka ślubnego. A jak wyjdzie jej bzykanie przed mężem, to potem poczucie
      wstydu, wspomnienia jak to się fajnie kochało kochanka - powoduje, że Ty Mężu
      Wiarołomnej kobiety już nigdy nie będziesz miał tego co miał jej kochanek -
      dotarło?
      Powiem Ci więcej, bo ja z tych co nie obwijają w bawełnę. Nie masz jaj.
      Powinieneś kobitę wystawić za drzwi - wysłac do kochanka. I uwierz, albo by
      sobie poszła (i pójdzie, to tylko kwestia czasu - czy do tego samego? Nie, jak
      się zakocha w innym, to do innego. Żony zdradzają, kiedy już nie kochają swoich
      mężów - 99% kobiet idzie do łóżka z facetem jeśli go przynajmniej lubi. Jakieś
      98% się musi zakochać by pójść do łózka z innym) i Tobie by pobolało i w końcu
      byś stanął na nogi albo by wróciła i zrozumiała swój błąd błagając ją o
      wybaczenie - i wtedy może by jej zależało, i może byłaby jakas niewielka
      szansa, że przynajmniej ona by się starała.
      A tak? Pomyśl - jak pod jednym dachem może żyć sobie kat i ofiara?
      I Ofiara - jeszcze żyje mżonkami, że coś naprawia nie zdając sobie sprawy, że
      to co naprawia już jest Is death!


      > Próbujemy sie pozbierać

      Wy się próbujecie czy Ty próbujesz?

      > jednak ja uwazam ze sex w tym moze pomóc

      I to jest nagłupsze zdanie jakie w życiu przeczytałem.
      Zdaj sobie chłopie wreszcie sprawę, że SEX JEST WYRAZEM MIŁOŚCI?
      Kumasz? WYRAZEM - czyli jeśli jest Miłość, to sex jest zajebisty!
      Jeśli Miłości nie ma, albo ona już zdycha - SEX TEŻ ZDYCHA.
      Koniec, kropka - nie ma innej możliwości. Jedyna rzecz jaka może związek
      uratować, to wyłącznie Miłość - nie SEX, NIE WRÓŻKA, NIE SZAMANI i EXPERYMENTY
      NAD PRZEPAŚCĄ - TYLKO I WYŁACZNIE MIŁOŚĆ.
      Nie Sex spowodował, że żona Cię zdradziła. Nie jakies zacmienie umysłu,
      pomroczność jasna czy przypadek - np. jej kochanek przypadkiem wpadł na Twoją
      żonę. Zdrada występuje wyłacznie kiedy zdradzający chce tej zdrady. Jeśli jej
      nie chce, jeśli naprawdę kogoś kocha - TO NIGDY NIE ZDRADZI. Wszystkie inne
      teorie o poligamiźmie, o pokusach i słabościach - można między bajki wsadzić.

      >i nic nie ocze
      > kuje nawet od żony ,nawet moge ją tylko piescić żeby to wpłyneło na poprawę
      nas
      > zego małzeństwa.

      Facet. Wiesz co Ci powiem? Mazgaj jesteś!
      Jaka kobieta będzie strała się poprawiać coś co nie istnieje?
      Miłość, związek dwojga ludzi opiera się na zaufaniu. A Ty co chcesz budować?
      A wisz Ty chłopie czemu Cie ślubna zdradziła? I jak długo trwał jej romans?
      Bo ja się obawiam, że Ty nie masz zielonego pojęcia czemu albo jesteś jeszcze w
      szoku. Obudź się.!

      >Ale kiedy ja pytam czy moge ją pieścić ona muwi że to ją drażni

      No widzisz - bo Ty dla niej jesteś już obcy facet. W jej głowie jesteś już
      niechcianym mezem - dlatego Twoje działania, Twoje ciało, zapach, obecność - są
      reakcjami kobiety na OBCEGO MEŻCZYZNĘ!
      Ona już jest przeprogramowana mentalnie na innego.
      Dotarło?

      > .Raz na tydzień mozna powiedziec że sie "kochamy" i koniec.

      Nie kochacie się - raz na tydzień ona łaskawie spełnia małżeński obowiązek
      z poczucia winy. Nie ma gorszego rodzaju sexu, bardziej poniżającego dla
      kobiety i mężczyzny jak sex z powodu wyrzutów sumienia, poczucia winy, z
      litości.
      Dla mnie to było by upokarzające. Dla niej napewno jest.
      Dla Ciebie też, ale widzę, żeś się na seksie zafiksował i oczywistych rzeczy
      nie widzisz. Wiesz na czym polega tzw. psychiczna kastracja?

      >Czy kogos to spotkał
      > o, spotyka ?

      Mnie na szczeście nie. Mam jaja.

      >Czy wasze kobiety też nie lubia być pieszczone ,czy myslicie że ten
      > zwiazek ma jeszcze sens jesli nic sie nie poprawia w tym temacie?

      Nie - ten Twój zwiazek nie miał sensu w momencie, w którym Twoja Ślubna chciala
      by ją inny facet - inny od męża czyli od Ciebie - posiadł.
      Ona oddała swoją dusze, serce i ciało Innemu mężczyźnie - i ono nie jest już
      przynalezne Tobie. Ale Ty pewnie z jakiegoś byle jakiego powodu, urazonej
      ambicji "chcesz odzyskać stracony teren". Problem w tym, że tylko faceci o
      urażonych ambicjach i z niskim poczuciem swojej wartości tak robia.
      Mężczyzna z jajami, w chwilę po odkryciu zdrady, mimo, że jego serce zalewa się
      krwią, łzy połyka, zagryza do krwi wargi i właśnie dlatego, że kocha żona -
      bierze ją i wystawia za drzwi. Bo ma świadomość, że nic z tego nie będzie,
      jeśli kobieta zdradziła. Jeśli bowiem zdradziła - to dlatego, że albo to on
      zawalił i był mężem do luftu i przyłożył do jej zdrady swoje 5 groszy, albo
      dokonał złego wyboru iles tam lat wstecz wybierając Wszetecznicę na swoją
      zyciową partnerkę. Tak czy siak - nie ma tu już co ratować. I to bycie razem,
      to wyłacznie taplanie się w g.... które powoduje jedno - nic już co było nie
      będzie takie samo. Wszystko już będzie gorsze. Będziecie razem do następnej
      awantury, upokorzenia i kolejnego bzykania - tym razem pewnie twojego z jakąś
      panieną. Posprzątaj te gruzy i rozstańcie się jak przyjaciele. To jest dobre
      rozwiązanie.
      • krolewna_sniezka77 Re: Brak sexu na gruzach małżeństwa... 04.07.07, 13:23

        Żony zdradzają z różnych powodów. A i zdrada zdradzie nierówna.

        Ja bym się zastanowiła, dlaczego ta akurat niewierna żona zdecydowała się do
        męza wrócić i naprawiać małżeństwo. Z poczucia obowiązku - bo dzieci, bo "co
        ludzie powiedzą", bo ślubowała, bo coś tam jeszcze...? A może po prostu kochanek
        ją rzucił / wrócił do żony.

        Nie będę jednak obrażać autora wątku. Skoro pisze, że próbują małżenstwo
        poskładac to zakładam, że rozmawiali, rozmawiają o tym, że chca być dalej razem
        i że to wspólna decyzja. Gdyby go ani trochę nie lubiła, nienawidziła, czuła
        obrzydzenie - to by pewnie nie było nawet tego "kochania się" raz w tygodniu.
        Coś ją przy nim trzyma (zakładam, że nie kasa)

        A skoro jego dotyk ją drażni to ja stawiam na to, że jest wciąz zakochana w
        innym. Teoretycznie można to przeczekac, jest szansa, że jej przejdzie.
        Czy da radę na powrót zakochac się w męzu to inna sprawa (z jakiegoś powodu
        zdradziła), ale powiedzmy, że jest szansa odbudować bliskośc itp. i jakoś
        wszystko "poskładać", odwołać się do tego, co było na początku i naturalną
        konsekwencją będzie ochota na seks.

        Ale może lepiej żeby wtedy seks z mężem nie kojarzył jej się z tymi miesiącami
        pieszczot pod przymusem.
      • lilith969 Re: Brak sexu na gruzach małżeństwa... 04.07.07, 14:54
        glosatorr napisał:

        > Nie - ten Twój zwiazek nie miał sensu w momencie, w którym Twoja Ślubna
        chciala
        > by ją inny facet - inny od męża czyli od Ciebie - posiadł.


        Posiąść można rzecz, nie człowieka.

        • glosatorr Re: Brak sexu na gruzach małżeństwa... 04.07.07, 15:10
          lilith969 napisała:

          > glosatorr napisał:
          > > by ją inny facet - inny od męża czyli od Ciebie - posiadł.
          >
          >
          > Posiąść można rzecz, nie człowieka.
          >
          Człowieka można posiąść, jeśli na to pozwoli...
      • kraszan1 Re: Brak sexu na gruzach małżeństwa... 04.07.07, 15:16
        Szacun na dzielnicy.
        Nic dodać nic ująć.

        pzdr
        -K
    • al9 glosator na 100% racji 04.07.07, 13:11
      niestety
      Pomijam poniżającą sytuację. Ale jak możesz oczekiwac sytuacji, że kobieta
      będzie Ciebie szanować, skoro sam siebie nie szanujesz. Nie akceptuj tej
      sytuacji. Nie proś. Nie żebraj. Bądź silny!
      Nie wiem, czy wystawienie wiarołomnej za drzwi to najlepszy pomysł, ale czasowa
      separacja na pewno...
      Pozdr
      al
      • glosatorr Wystawianie ślubnej wiarołomnej za drzwi... 04.07.07, 14:09
        O zdradzaniu kobiet przez facetów napisano miliony poematów, piosenek,
        nakręcono mase filmów, napisano mase książek.
        Ale jakoś niechętnie, albo może z pewnym wstydem mówi się o zdradzaniu kobiet
        przez mężczyzn. A prawda jest taka, że zdradzanie partnerów to przypadłośc tak
        samo częsta wśród Pań jak i Panów. Skąd więc ten wstyd? Takie milczenie?

        Miałem czas by się nad tym problemem zastanowić, bo jak już może niekótrzy
        wiedzą, ja jestem tym, któremu zona (była) przyprawiała dawno temu rogi. I ja
        pamiętam wstyd. Swój wstyd. Dlatego al9 niestety po przeanalizowaniu wszystkich
        Za i Przeciw jestem zwolennikiem natychmiastowego rozstania, jako najlepszej
        metody reagowania w sytuacji zdrady przez kobietę.

        Bo my mężczyźni potrafimy mieć dobre serca. I ktoś mi kiedyś powiedział, że jak
        się ma dobre serce, to ma się tez miekką dupę. Ja pamiętam moją pierwszą
        reakcję na zdradę. Była mimowolna, podświadoma - w szoku. No bo jaka może być
        inna?

        Nagle człowiek budzi się ze snu, w którym ma rodzinę, w którym kocha żonę a
        następnego dnia odkrywa, że to był sen. Tylko sen. Że ktoś wykorzystał to, że
        żyło się w śnie. Że zajmowałeś się dzieckiem wierząc w historie żony, które
        miały Cię uspokoić gdy ona wychodziła wieczorami. Że za Twoje pieniądze (jeśli
        mieliście wspólna kasę) jakiś facet posuwał tę, która Ty kochałeś. Ty przed
        snem czule tulisz żonę, mówisz jej jak ją kochasz, ona Ci mówi jak ciebie kocha
        a myślami jest przy innym facecie, któremu ona wyznaje miłość, z którym ona
        planuje przyszłość, któremu opowiada, jakim Ty jesteś niedobrym mężem, dupkiem
        i naiwniakiem, by w ten sposób usprawiedliwić swoje wyrzuty sumienia.

        I to odkrycie iż facet z pozycji mezczyzny nr. 1 w życiu kobiety, dużo
        wcześniej niż to odkrył - spadł na pozycję ostatniego faceta w jej życiu -
        Tak, to szok. Dla tych, którzy dokonali złego wyboru i o nim przez lata nie
        wiedzieli - to dramat. I wtedy kiedy trzeba podjąc decyzję - facet traci jaja.

        Piszę te słowa do Panów, którzy nie zasłużyli na zdradę. Od razu wyjaśniam jaka
        różnica jest pomiędzy tymi, którzy nie zasłuzyli na zdradę a tymi, którzy mają
        to na co zasłużyli. Tu mała dygresja.

        Kobieta aby zdradzić męża - musi mieć powód. Kobieta nie zdradzi faceta,
        którego kocha, za którym szaleje, którego pożąda, pragnie i cieszy się, że go
        ma. Zdradza wyłacznie w dwóch przypadkach:

        - kiedy nie kocha i dokonała zamążpójścia z rozsądku lub głupoty
        - lub gdy facet ją do stanu odkochania sam swoim działaniem doprowadził.

        W chwili zafascynowania się facetem jako nowością, dla koleżanek, by we wsi nie
        gadali, że stara panna, albo bo wpadli czyli z jakiegoś powodu innego niż
        Prawdziwa Miłość ... i po tym, jak zaczyna się proza życia nagle odkrywają, że
        do faceta, męża a i czesto ojca ich dzieci - nic nie czują. Albo czują
        wyłacznie ciepłe uczucia (jak do brata), lubią go ale nie kochają. Wtedy zdrada
        jest tylko kwestią czasu albo uzależnione jest od jej kochliwości.

        Drugi przypadek zdarza się również często - kobieta autentycznie sie zakochuje,
        szaleje za swoim slubnym pożada go, ale nagle coś się psuje. Przyczyny są
        różne - faceci są np. chorobliwie zazdrośni, albo preferują staromodny model
        rodziny - On rządzi, on przynosi pieniądze i ma prawa do żony (np. do seksu
        kiedy tylko on ma ochotę)i odpoczynku zaś cała reszta spoczywa na kobiecie - od
        prania i prasowania, po zmywanie, gotowanie, sprzątanie i rodzenie oraz
        wychowywanie kolejnych dzieci. Innym powodem do zaduszania miłości i
        wykańczania jej dokładają się Panowie, którzy nie potrafią mądrze kochać,
        którzy sami są niewierni, albo dominują kobietę czyniąc ją bezwolna formą
        niewolnicy, albo po prostu siedzą kobiecie na karku i duszą ją brakiem oddechu,
        tej wolności, która scala i buduje związek.

        W któryms momencie kobieta mówi pas a jeśli słowa, gesty, aluzje nie skutkują -
        odkrywa, że facet, ojciec jej dzieci, mąż - jest dla niej kimś obcym, którego
        pieszczoty są wstrętne, dotyk odrzuca. Wtedy Zdrada - jest jej krzykiem
        rozpaczy, czymś co ma zakończyć to, co już dla niej jest martwe.

        W takiej sytuacji jestem w stanie zrozumieć, że facet nagle zobaczył, że sam
        zniszczył małżeństwo i nagle tracąc żonę walczy o nią, bo najbardziej facet
        docenia co miał, gdy to stracił. A to, że ta walka jest bezsensowna? No cóż -
        czasami facet by zmądrzał potrzeba wiele czasu. I to czasu, w którym trzeba
        się pogodzić ze stratą i uzmysłowić sobie, iż się było miernotą.

        I jak czytam to Forum od jakiegoś czasu i wypowiadam się - nieustannie widze
        jedną rzecz - to ratowanie związków bez jakiegokolwiek szczerego stwierdzenia,
        co było powodem zdrady.

        Panowie się użalają, że ona nie chce już z nim robic niczego w łózku, że musza
        żebrać, że coś się skończyło, że już mu zostało wyłącznie marszczenie freda...
        Jedni żyją w przymusowym celibacie pól kroku, inni parę lat. Ale chyba tylko
        raz udalo mi się wydusić tutaj szczere przyznanie się do winy - co jest
        przyczyną tej sytuacji. I dlatego śmiem twierdzić, że jeśli tu przychodzi się
        użalac facet na dyskomfort w małżeństwie - że został zdradzony albo ona mu nie
        chce dać - to ja w ciemno mogę strzelić, że facet nie widzi, że albo źle wybrał
        sobie żone albo sam się do tej sytuacji przyczynił.

        W takiej więc sytuacji, kiedy kobieta Cię facet zdradza - to jeśli znasz
        przyczynę, wiesz, że byłeś uczciwym mężem, ojcem - to znaczy, że zostałeś
        wydymany i szybko przywróć właściwy stan rzeczy, póki w kobiecie są jeszcze
        jakieś wyrzuty sumienia. Bo jak się otrząśnie, jak się zorientuje, że zapłąciła
        za paromiesięczy romans, parę orgazmów i czułości dużą cenę i straciła np.
        źródło wygody, prawdziwe uczucia mężczyzny - to zacznie iść po rozum do głowy.
        Jedne zaczynają kąsać a inne będą chciały wydymać faceta do końca. Nieliczne
        zrozumieją, że on, jej mąż jednak był dla niej kimś więcej niż dostawcą kasy,
        opiekunką do dziecka i źródłem rozrywki.

        Jeśli więc szybko się rozstaniecie (to się kryje pod pojęciem wykopania za
        drzwi - bo jeden z moich kolegów jak zastał sąsiada w swoim łózku z żoną gdy
        wrocił po komórkę, to jego wywalił za okno, nago - parter, po czym spakował się
        i powiedział Wiarołomnej żegnaj) - taka sytuacja klaruje wszystko. Pozwala na
        spokojnie wszystko przemyśleć. Kobiecie i mężczyźnie. Z dystansu.

        A tkwienie, beczenie przy wiarołomnej, błaganie o seks, czułość, to
        proszenie "odbudujmy to" - to gnicie pod jednym dachem zaczyna rozmywać
        przyczyny zdrady. Faceci robią się jak cioty, albo bawią się w maltretowanie
        wiarołomnej. Rodzą się takie kwasy, że dom robi się po prostu piekłem dla nich
        i ich dzieci jeśli są. Wtedy już ludzie nawet niewiele pamiętaja, czemu do tego
        doszło. Rodzi się nienawiść, frustracja i nawet jeśli była szansa by rozstać
        się bez wrogości, w pokoju - to i to się traci.

        Dlatego jestem zwolennikiem szybkiego rozstania się. A czy ktoś potem, kiedy
        skrószona, zalana łzami żona powraca i mówi: "Proszę, daj mi jeszcze jedną
        szansę" albo "Spróbujmy to naprawić" - podejmie decyzję, by dać szansę (tylko
        na co?) bo będzie już po istotnych przemyśleniach albo powiedzieć - "Wszystko
        skończone".
        • poter1981 Re: Wystawianie ślubnej wiarołomnej za drzwi... 04.07.07, 16:48
          Niestety po całej lekturze waszych opini chyba muszę faktycznie sobie uzmysłowicć że to nie ma sensu bo czuję że ona tego nie chce.Faktycznie pobralismy sie wcześnie po krótkiej znajomości i widocznie to była zła decyzja.Tak jestem strasznie głupi albo jak kto woli bez jaj......dziekuje za wszystkie opinie .
          • anais_nin666 Re: Wystawianie ślubnej wiarołomnej za drzwi... 04.07.07, 16:56
            Niestety po całej lekturze waszych opini chyba muszę faktycznie sobie uzmysłowi
            > cć że to nie ma sensu bo czuję że ona tego nie chce.Faktycznie pobralismy sie w
            > cześnie po krótkiej znajomości i widocznie to była zła decyzja.Tak jestem stras
            > znie głupi albo jak kto woli bez jaj......dziekuje za wszystkie opinie .

            Podejmiesz decyzje a propos swego zycia po lekturze paru postów?
            A może tak rusz głową? Wsłuchaj się w serce? Jesli kochasz - walcz. Jesli
            czujesz, że sie wypaliłeś - odpuść.
            Przede wszystkim przemyśl sprawę i nie sugeruj się wypowiedziami osób, które
            kiedyś dostay po tyłku i są teraz radyklane w swych opiniach. To, że komus się
            nie powiodło nie znaczy, że i Wam sie nie uda.
            Pytanie najważniejsze - czy wola walki o ten związek jest z obu stron czy tylko
            z Twojej. Jesli tylko z Twojej to nieweiele wywalczysz.
        • anais_nin666 Re: Wystawianie ślubnej wiarołomnej za drzwi... 04.07.07, 16:52
          Glosatorr napisał: W takiej więc sytuacji, kiedy kobieta Cię facet zdradza - to
          jeśli znasz
          przyczynę, wiesz, że byłeś uczciwym mężem, ojcem - to znaczy, że zostałeś
          wydymany i szybko przywróć właściwy stan rzeczy, póki w kobiecie są jeszcze
          jakieś wyrzuty sumienia.

          Nie ma zdrady bez przyczyny. Nawet jesli facet uważa, że był ideałem, to tym
          ideałem jednak nie był skoro zona go zdradziła. Czegos bardzo istotnego
          zabrakło. Którakolwiek ze stron zdradza zawsze robi to z powodu jakiegos braku w
          związku.
          Wiec po zdradzie jak najbardziej odbudowywać związek powinni oboje, choć nie ma
          wątpliwości, że to osoba zdradzająca powinna wykazywac więcej woli i wysiłku,
          czego żona bohatera wątku faktycznie nie czyni.
          Jesli wróciła do męża tylko dlatego, że jest jej z nim wygodnie, to cóż... Ale
          to wiedzą tylko oni... Szczegółów nie znamy, bo autor wątku sie nie rozpisuje;)
    • anais_nin666 Re: dokładnie ...brak sexu w małżeństwie 04.07.07, 16:47
      glosator napisal:Kobieta aby zdradzić męża - musi mieć powód. Kobieta nie
      zdradzi faceta,
      którego kocha, za którym szaleje, którego pożąda, pragnie i cieszy się, że go
      ma. Zdradza wyłacznie w dwóch przypadkach:

      - kiedy nie kocha i dokonała zamążpójścia z rozsądku lub głupoty
      - lub gdy facet ją do stanu odkochania sam swoim działaniem doprowadził.

      Kompletnie nie masz racji. Nie wiem skąd wytrzasnąłes tę teorię.
      Owszem, kobiety zdradzają gdy nie kochaja, ale uwierz, że zdradzają także, gdy
      kochaja, ale np. nie maja w swoim związku seksu. Zresztą jest masa powodów dla
      których kobieta zdradza. Ta kochająca jak najbardziej też.
      Zgodzę się z jednym - w 1 fazie związku - szaleństwa i pożądanaia pewnie zdrada
      nie jest częsta, ale na tym etapie i faceci nie zdradzają, bo wszystko czego
      pragna mają tuż tuż.
      • glosatorr Jak ja lubię nazywać rzeczy po imieniu! 04.07.07, 18:10
        anais_nin666 napisała:


        > Kompletnie nie masz racji.

        Zobaczy się :)

        > Nie wiem skąd wytrzasnąłes tę teorię.

        Już Ci mówię - z wielu rozmów m.in. z fachowcami, lektur, ze studiów
        (psychopatologia więzi - o czymś takim słyszałaś?) Mam przedstawić wszystkie
        dyplomy? Świadectwa urodzin kobiet jakie poznałem? Adresy? Abym stał się
        bardziej wiarygodnym?

        > Owszem, kobiety zdradzają gdy nie kochaja, ale uwierz, że zdradzają także, gdy
        > kochaja,

        Nie uwierzę Droga Anais_nin666, nie uwierzę z kilku powodów.

        > ale np. nie maja w swoim związku seksu.

        A z jakiego powodu nie mają seksu? Wezmę parę przykładów z tego Forum, kiedy
        kobiety nie mają w swoim związku seksu.

        1. On nie kocha się ze mną - wiesz dlaczego?
        2. Nie mogę znieść jego dotyku - a to czemu?
        3. Jest brudny i o siebie nie dba - nie wiesz jak to zmienić?
        4. Wyjechał za granicę - nie można poczekać?
        5. Nie szanuje mnie i woli masturbacje i pornole - czemu?
        6. On tylko dba o siebie i swoje potrzeby a mnie ma gdzieś - ponieważ?
        7. Nie odczuwam pociągu do męża - z jakiego powodu i od kiedy?
        8. Mąż mnie zdradził - to już znamy...
        9. Mąż woli pić piwo z kumplami - i co dalej?

        Coś zapomniałem?
        Coś przeoczyłem?
        No i teraz moja teza: Żadna kobieta nie zdradzi męża, jeśli go naprawdę kocha.,

        Ty piszesz: Ależ zdradzi, jeśli nie mają w swoim związku seksu.
        Teraz zastanowić się mam - jak każdy z wyżej wymienionych przypadków pokazuje,
        że przyczyną nieudanego związku jest kryzys uczuć? Mam udowadniać, że każdy z
        wyżej wymienionych przypadków (poza wyjazdem współmałżonka) - jest problemem,
        którego korzenie tkwią w tym, że coś co kobieta nazywa Miłością męża do niej -
        jest niczym innym jak echem Miłości, który jeszcze tkwi w kobiecie? Ale jej już
        może zupełnie nie być?

        Wybacz - ja napisałem wyraźnie - SEKS (kochanie się) jest wyrazem Miłości. Jaka
        ta miłość jest - taki jest seks. Rozstanie, nawet wielomiesięczne kobieta
        naprawdę kochająca wytrzyma. W ostateczności są wibratory. Ale jeśli seks, jest
        mocniejszy od Uczuć, lojalności, wierności - nie pisz mi, że można męża kochać i
        bzykać się z innym. To jest sprzeczność. Ta miłość zdradzającej kobiety to takie
        kolejne alibi. Idę się bzyknąć, bo już nie wytrzymuję. Ale kocham męża - tylko
        się bzykam. Bez uczuć z innym facetem. Stawiam na szali moją "wielką Miłość" do
        męża, bo z powodu jego nieobecności, wibrator mi się zaciął i muszę się na
        jakimś facecie a może nawet dwóch wyżyć! Z miłości do męża robię to w tajemnicy.

        Jeśli więc to anais jest Miłością, to czemu kobieta, która rzekomo kocha męża i
        idzie się bzykać z innym - nie powie męzowi: Zenek, Ty mnie nie zadowalasz albo
        Franek - ty jak tylko się spuścisz to zapominasz o mnie albo Zenek ja jeszcze
        chcę a Ty już śpisz? - I dlatego Zenek, Franek ja sobie załatwiłam kochanka,
        fajny jest, dba o moje potrzeby. Ale nie martw się Zenek - ja Cię zajebiście kocham!
        Widzisz tutaj wzajemnie wykluczające się logicznie przeczenie?
        Kocham męża - i go zdradzam - i teraz przyczyna - Bo potrzebuję seksu.
        Świetnie - no po prostu wszyscy niezaspokojeni w małżeństwie dzięki takiemu
        podejściu są usprawiedliwieni!
        Normalnie jednym cięgiem zniosłaś dwa przykazania (dla wierzących) i wzwoliłaś
        naturalną potrzebę wierności w związkach, jako podstawę poczucia bezpieczeństwa
        (dla wierzących i niewierzących)

        Normalnie czuję się obalony ;)

        > Zresztą jest masa powodów dla
        > których kobieta zdradza.

        \Zamieniam się w wytrzeszczone gały i czekam na objawienie... tych powodów.

        > Ta kochająca jak najbardziej też.

        No jakoś się nie doczekałem.
        Wiesz, Twoja teza to doskonałe wymiganie się przez Żonę od obowiązku
        małżeńskiego polegającego na dbaniu o dobro związku. Zamiast poznać, usunąć
        przyczynę a jak się nie da - postawić faceta pod ścianę i iść do specjalisty,
        mamy motyw - nie ma seksu, to się bzykam i dalej kocham męża! W imię Miłości i
        jedności małżeńskiej będę się bzykać i zdradzać. Jak ja lubię nazywać rzeczy po
        imieniu!

        > Zgodzę się z jednym - w 1 fazie związku - szaleństwa i pożądanaia pewnie zdrada
        > nie jest częsta, ale na tym etapie i faceci nie zdradzają, bo wszystko czego
        > pragna mają tuż tuż.

        Nikt - kto kocha nie zdradza. Jeśli "jakieś", "pewne" zdrady się zdarzają - na
        przed ślubem, na poczatku, w trakcie - to nazwijmy to po imieniu - założyliście
        spółdzielnię, komunę a nie jesteście małżeństwem. Taka komuna małżeństwem może
        być nazywana - ja nie widzę problemu, ale to nie Miłość, no... może bratestwo?
        Albo hippies?
        :-))
        Bo ja wiem co mówię.
        Więc mnie przekonaj. Teraz mnie nie przekonałaś.
        Miłego wieczora.
        >
        • anais_nin666 Re: Jak ja lubię nazywać rzeczy po imieniu! 04.07.07, 18:51
          glosatorr napisał:
          Mam przedstawić wszystkie
          > dyplomy? Świadectwa urodzin kobiet jakie poznałem? Adresy? Abym stał się
          > bardziej wiarygodnym?

          A ja? Mam przedstawić świadectwa kobiet, z którymi rozmawiałam, o których
          czytałam? Czy z góry założyć, że nie wiedzą o czym mówią lub piszą? Żyja w
          nieswiadomości?

          A z jakiego powodu nie mają seksu?

          Ano z takiego, oprócz tych, które wymieniłes, że współmałżonek ma np. nizutkie
          libido, ma problemy z potencją, a pójście do lekarza uważa za ujmę itd.
          Poza tym zapominasz o jednym istotnym elemencie. Fakt, że się coś psuje w
          związku nie oznacza od razu wygasnięcia uczuc. Może się chrzanić jak jasna
          cholera, a nadal kochamy. Prawda?
          Znasz powiedzenie, że im bardziej kogoś kochamy tym łatwiej go krzywdzimy?

          Ty piszesz: Ależ zdradzi, jeśli nie mają w swoim związku seksu.
          > Teraz zastanowić się mam - jak każdy z wyżej wymienionych przypadków pokazuje,
          > że przyczyną nieudanego związku jest kryzys uczuć?

          Jak wyżej pisałam brak seksu to nie zawsze (choć często) kryzys uczuc. I co raz
          jeszcze napiszę - kryzys w związku nie oznacza braku miłości. Żeby miłośc
          wygasła trzeba bardzo, bardzo się starać. Z reguly, mimo kryzysow, staramy sie,
          by bylo dobrze. Nie zawsze super wychodzi, jednak swiadoma osoba coś robi w tym
          kierunku, by nastapily pozytywne zmiany. Gdy takowe nie następują ludzie szukaja
          obok. Co wcale nie znaczy, ze sie nie kocha ...

          Stawiam na szali moją "wielką Miłość" do
          > męża, bo z powodu jego nieobecności, wibrator mi się zaciął i muszę się na
          > jakimś facecie a może nawet dwóch wyżyć! Z miłości do męża robię to w tajemnicy

          Po wielu latach w małżeństwie często nie ma już wielkiej miłości. Chyba krótko
          jesteś mężem;) Jest miłośc. Owszem. Ale raczej czuła i wywazona niż szaleńcza.
          Gdy w takim związku czegoś brakuje to się łatwo da rade zapomnieć.
          Wyznajesz zasade, że nie ma innego koloru niz biel lub czerń. Ja widze tez szarośc.
          Zdrada to czasami wynik zwykłej chemii.
          Ludzie są ułomni. Nie każdego pewne narzucone przez kulturę wzrory zachowań
          trzymają w ryzach. Ba. Ze statystyk wynika, że masa ludzi żyje wbrew temu co
          mówi dekalog.

          A co do nie chwalenia się zdradą przed współmażlonkiem. To chyba oczywiste, nie
          sądzisz? Zdradzamy mając nadzieje, że nigdy to nie wyjdzie na jaw. Kazdy wie, ze
          zdrada może skrzywdzić, więc o tym się nie mowi. A ze to nieuczciwe?
          Heh. Jasne. Nieuczciwe jest też masturbowanie się przed pornolem, bo to
          łatwiejsze i szybsze niż pieszczenie zony np. Nieuczciwe jest spoczęcie na
          laurach. Nieuczciwe jest nie pójście do lekarza, bo to strata czasu. Itp.

          Świetnie - no po prostu wszyscy niezaspokojeni w małżeństwie dzięki takiemu
          > podejściu są usprawiedliwieni!

          A kto tu mówi o usprawiedliwianiu? Mówię o tym jak jest, a nie jak byc powinno.

          Normalnie jednym cięgiem zniosłaś dwa przykazania (dla wierzących) i wzwoliłaś
          > naturalną potrzebę wierności w związkach, jako podstawę poczucia bezpieczeństwa
          > (dla wierzących i niewierzących)

          Ja coś zniosłam? A to ciekawe:) Mówię o tym co widzę, a nie o
          ogólnochrześcijnskich zasadach i potrzebach.
          Jak być pwoinno każdy wie.
          Czy tak jest? Nie. I o tym piszę, a nie o braku potrzeby wierności... Ty zresztą
          w swoim poście sam to napisałeś - kobiety zdradzaja tak samo czesto jak faceci.
          Ja jedynie podwazam teorie o zdradzie z powodu braku milosci.

          Normalnie czuję się obalony ;)

          To wstań. Dziś mokro. Pobrudzisz porteczki;)

          Wiesz, Twoja teza to doskonałe wymiganie się przez Żonę od obowiązku
          > małżeńskiego polegającego na dbaniu o dobro związku. Zamiast poznać, usunąć
          > przyczynę a jak się nie da - postawić faceta pod ścianę i iść do specjalisty,
          > mamy motyw - nie ma seksu, to się bzykam i dalej kocham męża!

          Dbanie o dobro związku to obowiązek obu stron. Nie tylko kobiety. Gdy jedna ze
          stron wyczerpuje arsenał środków, a druga nie robi nic można zwątpić. I nadal tę
          osobę kochać.
          Gdyby poznanie i usnunięcie przyczyn było tak proste jak Ci się wydaje ten śwait
          byłby wolny od rozwodów. Ale cały ambaras, żeby dwoje chcialo naraz.
          Co do specjalistów..., jesli czytales wpisy na tym forum dokladnie, to wiesz
          doskonale, ze zaciągnąc faceta do specjalisty do cud...
          A bzykanie..., jesli wszystkie panie, które zdradzaja w zwiazku, a sam
          napisales, ze jest ich masa, zdradzaja, bo nie kochaja, to widac masa zwiazkow w
          swiecie zyje bez milosci...

          Nikt - kto kocha nie zdradza. Jeśli "jakieś", "pewne" zdrady się zdarzają - na
          > przed ślubem, na poczatku, w trakcie - to nazwijmy to po imieniu - założyliści
          > e
          > spółdzielnię, komunę a nie jesteście małżeństwem.

          Co za radykalizm. Ile osób sie przyznaje w Polsce do zdrady w małżeństwie? 20%?
          Wszystko to spółdzielnie?

          Bo ja wiem co mówię.
          > Więc mnie przekonaj. Teraz mnie nie przekonałaś.

          Masz monopol na prawdę? Od kiedy?
          Przekonywać Cię? A po co?
          Pisze o tym co jest, co znam z życia. Nie neguję, że Twoje słowa w częsci są
          prawdziwe, ale tylko w częsci. Radykalizacja twierdzeń typu "są TYLKO 2 powody
          zdrady" bawi mnie. Zwłaszcza gdy się ma średnio do zastanej rzeczywistości. Nowy
          wspanialy świat jeszcze nie nastapił. Ale mozesz o nim poczytac;) u Huxleya np.
          Może zyjemy w innych światach. Ty żyjesz w świecie idealnym. Ja w pełnym
          dysonansów, absurdów i chorych miłosci, a jednak miłości.
          • glosatorr Re: Jak ja lubię nazywać rzeczy po imieniu! 04.07.07, 19:24
            anais_nin666 napisała:


            > Żyja w
            > nieswiadomości?

            Owszem - żyją w nieświadomości.
            >
            > > A z jakiego powodu nie mają seksu?
            >
            > Ano z takiego że współmałżonek ma np. nizutkie
            > libido, ma problemy z potencją, a pójście do lekarza uważa za ujmę itd.

            No to Droga Pani - mamy problem na który jest rozwiązanie. Inne niż zdrada!!!!

            > Fakt, że się coś psuje w związku nie oznacza od razu wygasnięcia uczuc.
            > Może się chrzanić jak jasna cholera, a nadal kochamy. Prawda?

            I jeśli coś się psuje w związku, to najlepszym, najbardziej ożywczym w związku sposobem na rozwiązanie tego problemu uważasz zdradę małżonka?

            > Znasz powiedzenie, że im bardziej kogoś kochamy tym łatwiej go krzywdzimy?

            Znam - ale to przysłowie nie ma nic wspólnego ze zdradą!
            Takie podejście do tematu zdrady prowadzi do wniosku, że zdradzający, bijący żony, etc. są najbardziej kochająymi ludźmi, bo ranią, wbijają nóż w plecy krzywdząc z Miłości? Wiesz, ja czasami bronię kobiet posądzanych o to, że nie są logiczne. Ale wybacz, ja ni w ząb w tym wszystkim nie widzę logiki.
            >
            > Jak wyżej pisałam brak seksu to nie zawsze (choć często) kryzys uczuc.

            To ja napisałem.

            >
            > Po wielu latach w małżeństwie często nie ma już wielkiej miłości.

            Nieprawda - to frazes. Wielka, to znaczy jaka? DLa mnie wilką miłością jest to już, że dwoje ludzi dożywa późnej starości razem mimo, że nie zawsze było między nimi cudownie. Ale co to ma do Twojej tezy, że można kochać i zdradzać?

            > Chyba krótko
            > jesteś mężem;)

            Nie - niekrótko byłem mężem.

            >
            > Zdrada to czasami wynik zwykłej chemii.

            Taka zdrada to występuje u zwierzątek, które nie mają rozumku, albo mają go bardzo mało. Człowiek ma mózg, system wartości, zasady moralne, logikę i zdolność przewidywania skutkó swojegp działania. Zwalanie na chemię to takie samo zwalanie jak tobią to faceci: Wiesz Żdzicha, ja siuę ubzdryngoliłem w trupa i rano się budzę na szkoleniu a obok leży goła moja księgowa. No bij zabij - ja nic nie pamiętam!
            A tak naprawdę facet sobie pałę zalał byu dodać sobie odwagi i animuszu. Ty masz chemię, on alkohol - by usprawiedliwić zdradę. Mnie to nie przekonuje.

            > Ludzie są ułomni.

            Oczywiście - i np. ułomny facet, który traci kontrolę po alkoholu kochając swoją żone nie tknie alkoholu - bo tak ją kocha.

            >Nie każdego pewne narzucone przez kulturę wzrory zachowań
            > trzymają w ryzach.

            A wiesz, że mnie żadne narzucone przez kulturę wzorce nie trzymają ?
            Ja mam je wszystkie gdzieś - ja kieruję się rozsądkiem i logiką - taką prostą, chłopską - gdzie zdrada to zdrada a skok w bok to też zdrada.

            > Ba. Ze statystyk wynika, że masa ludzi żyje wbrew temu co
            > mówi dekalog.
            >
            I co - z tego powodu dobra rada zawarta w dekalogu: Nie pożądaj żony bliźniego swego albo Nie cudzołóż - już nie jest dobrą radą?
            A przepis prawa karnego karżacy złodzieji nie jest obowiązujący i nie ma za zadanie chronić dóbr obywateli tylko dlatego, że większość obywateli tego kraju jak ma okazję to kradnie? I co z tego? Jeśli zdrada jest taka cacy - to czemu Taka Zdradzająca Żonka nie pójdzie do meża po i nie powie mu: wiesz, nie chcesz się leczyć, nie chcesz pójść do seksuologa, to mam sobie takie Zdzicha, co mnie zawsze chce a nie takiego jak Ty, co mnie chce tylko w snach.

            > Zdradzamy mając nadzieje, że nigdy to nie wyjdzie na jaw.

            Czemu? Przecież zdrada z powopdu braku seksu to coś u Ciebie ok?
            Ożywcze dla związku?


            > Kazdy wie, z
            > e
            > zdrada może skrzywdzić,

            Nie może! Ale zdrada zawsze krzywdzi i jest złem. Żadnym mniejszyum czy większym - ale jest krzywdą. Jest ZŁAMANIEM PRZYSIGI MAŁŻEŃSKIEJ i w wielu przypadkach PODSTAWOWĄ PRZESZKODĄ ZRYWAJĄCA ZWIĄZEK.
            Tak, jest to nnielojalność, nieuczciwość i tak naprawdę potwierdzenie, że dla 20 sek orgazmu, kobieta jest w stanie poświęcic dobro niby udanego, małżeństwa i Kochającego ją męża.

            >
            > Ja coś zniosłam? A to ciekawe:)

            Ja przynajmniej zastanawiam się nad tym co piszę ;)

            > Jak być pwoinno każdy wie.

            I według Ciebie można kochać i zdradzać np. w sytuacji braku seksu.
            Tak to wyrażasz. Jednym słowem - jeśli np. Ty zdradzasz męża, bo on nie daje Ci seksu, to on może też zdradzać? prawda? A zbadałaś to, czy to on Cię niezdradza?
            :-)

            > kobiety zdradzaja tak samo czesto jak faceci.

            Oczywiście - ok 17% +/-5% przyznaje się do zdrady. Ale co z tego? Czy to oznacza, że zdradzający kochają zdradzanych?
            Nie - to oznacza, że nie kochają.

            > Ja jedynie podwazam teorie o zdradzie z powodu braku milosci.

            Nie udało Ci się

            >
            > Normalnie czuję się obalony ;)
            >
            > To wstań. Dziś mokro. Pobrudzisz porteczki;)

            Nie noszę porteczek - słowo obalony podałem w znaczeniu Obalania tezy.
            Noszę garnitur. :-) I fizycznie choćbyś się bardzo starała to byś mnie nie przewróciła.


            > Dbanie o dobro związku to obowiązek obu stron. Nie tylko kobiety.

            Oczywiście - i dlatego strona, która przestaje dbać o związek - czy to kobieta czy mężczyzna w ten sposób zaprzeczają prawdziwości swoich uczuć. Ten Twójn mąż który mówi do żony - Ej Zdzicha daj mnie spokój, do żadnego lekarza nie pójdę tylko dlatego, że ja Cię nie chcę - jest oznaką, że facetowi na żonie i związku nie zależy - bo gdyby mu zależało, to by poszedł do lekarza. Nie zależy mu na szczęściu żony - nie zależy mu na przysżłości zwiazku - to gdzie tu jest Miłość? Nie - tu nie ma miłości - ale żona będzie widziałą miłość i będzie tę sytuację nazywała cudownie różnego rodzaju "miłościami" - i pójdzie się bzykać z Frankiem, który ją kocha i ona też go kocha. Taka żona ma wielkie serce :-)
            Kocha cąły świat bzykających ją i męża, który jej nie chce.
            Obłuda to się nazywa.

            > Gdy jedna ze
            > stron wyczerpuje arsenał środków, a druga nie robi nic można zwątpić.

            W co? W miłość - i tu jesteśmy już bliżej consensusu - tak. Można zwątpić w miłość. I stawiamy takiego Zenka pod ścianę - kochasz mnie? Tak - to czemu się nie chcesz leczyć? Bo...... Żona na to: Twoje bo to wykrety, widzę, że mnie nie kochasz - not o separacja. To ostatnia szansa Zenek, bo Cię kocham. Zenek ma teraz los małzęnstwa w swoich rękach. On zdecyduje. I wszystko jasne.
            A tu co? Zenek nie bzyka, to Zdzicha się bzyknie - i powie jeszcze że to z miłości do męża?

            >
            > Gdyby poznanie i usnunięcie przyczyn było tak proste jak Ci się wydaje

            O przepraszam - nic mi nie dopisuj ani nie sugeruj. Proste to jest bzykanie się na boki - i dlatego kobiety (mężczyźni też - ale tacy jaj nie mają) wybierają zdradę, a problem pozostaje nie ruszony a poprzez zdradę wszystko już pęka tylko. Małzęństwo staje się fikcją - usprawiedliwianą tak jak Ty się usprawiedliwiasz, że wolno się bzykać. Nie - nie wolno. Wolno się rozwieść i bzykać.


            > zaciągnąc faceta do specjalisty do cud...

            Wcale nie cud. Ale wymaga to sporych nakłądów i środków w tym szantażu - a;lbo się leczysz albo się rozstajemy - niekoniecznie rozwodzimy - ale idziem w separke!

            > to widac masa zwiazkow
            > w
            > swiecie zyje bez milosci...
            >
            I tak jest!


            > Co za radykalizm.


            Zaden radykalizm - trzęźwy umysł wolny od obłudy

            >Ile osób sie przyznaje w Polsce do zdrady w małżeństwie? 20%?

            nie - 17% a 60% rozwodów za powód podaje zdradę współmałżonka. Coraz więcej kobiet zdradza mężów - wzrosła ilość rozwodów z powodu winy żony :)))
            I co?


            > Masz monopol na prawdę?

            Nie mam - ale jeśli kwestionujesz co piszę - daj argumenty racjonalne a nie alibi jakie sobie kobietki dają by olać problem i sobie dogodzic.

            > "są TYLKO 2 powody
            > zdrady" bawi mnie.


            Niech Cię Bawi ! A kto Ci broni? Ale nie wciskaj kitu, że zdradę można usprawiedliwić np. brakiem seksu. Bo to bzdura! Nielogiczna zresztą.

            Chora miłość - to zaprzeczenie Miłości.
            • psottka Re: Jak ja lubię nazywać rzeczy po imieniu! 04.07.07, 20:50
              glosatorr napisał:
              > Oczywiście - i dlatego strona, która przestaje dbać o związek - czy to kobieta czy mężczyzna w ten sposób zaprzeczają prawdziwości swoich uczuć. Ten Twójn mąż który mówi do żony - Ej Zdzicha daj mnie spokój, do żadnego lekarza nie pójdę tylko dlatego, że ja Cię nie chcę - jest oznaką, że facetowi na żonie i związku nie zależy - bo gdyby mu zależało, to by poszedł do lekarza. Nie zależy mu na szczęściu żony - nie zależy mu na przysżłości zwiazku - to gdzie tu jest Miłość? Nie - tu nie ma miłości - ale żona będzie widziałą miłość i będzie tę sytuację nazywała cudownie różnego rodzaju "miłościami" - i pójdzie się bzykać z Frankiem, który ją kocha i ona też go kocha. Taka żona ma wielkie serce :-)
              > Kocha cąły świat bzykających ją i męża, który jej nie chce.
              > Obłuda to się nazywa.

              glosatorr,
              to nie jest obłuda to czyjeś uczucia
              nie odbieraj ludziom prawa do nazywania swoich uczuć
              nie siedzisz w ich skórze i nie wiesz jak to jest
              nie wiesz dlaczego, za co, po co żona kocha nałogowego alkoholika...
              nie wiesz, nie rozumiesz więc nie kwestionuj tego uczucia i nie nazywaj obłudą

              jak widać istnieje wiele definicji miłości


              Psottka
            • anais_nin666 Re: Jak ja lubię nazywać rzeczy po imieniu! 04.07.07, 21:44
              Ech glosatorr, dla Ciebie racjonalne jest tylko to co mieści sie w Twoim
              systemie wartości. A Twój system wartości nie jest jedynie słusznym.
              Jestes wolny od obłudy? Gratuluję.
              To o czym ja piszę to nie moje przemyslenia i moje widzenie świata. To efekt
              obserwacji świata, dziesiątek rozmów i masa przeczytanych relacji kobiet, którym
              w odróżnieniu od Ciebie nie odbieram umiejętności oceniania własnych uczuć i
              powodów dla których zdradzają mimo miłości do męża. Mniejszej, większej - nie
              wnikam. Po prostu miłosci. Być może chorej.
              • glosatorr Re: Jak ja lubię nazywać rzeczy po imieniu! 04.07.07, 23:40
                anais_nin666 napisała:

                > Ech glosatorr, dla Ciebie racjonalne jest tylko to co mieści sie w Twoim
                > systemie wartości.

                Zaprzeczam - dla mnie racjonalne jest to, co jest logicznie wytłumaczalne.
                Dlatego jestem w stanie zrozumieć żonę, któa zdradza męża, bo go już nie kocha zaś irracjonalne jest to, że żona zdradza męża np. z powodu problemów seksualnych zamiast przyłożyć się do tego by przyczynę tego problemu zlokalizować i rozwiązać. Kłoci się we mnie pojęcie zwane: chodzeniem na skróty.
                Mój system wartości nie ma z tym nic wspólnego.

                > A Twój system wartości nie jest jedynie słusznym.

                Oczywiście. Ja nie piszę, że jest jedynie słuszny. Ale napewno jest logiczny.

                > Jestes wolny od obłudy? Gratuluję.

                Dziękuję - do braku obłudy przekonała mnie Ex.

                > To o czym ja piszę to nie moje przemyslenia i moje widzenie świata. To efekt
                > obserwacji świata, dziesiątek rozmów i masa przeczytanych relacji kobiet, który
                > m
                > w odróżnieniu od Ciebie nie odbieram umiejętności oceniania własnych uczuć i
                > powodów dla których zdradzają mimo miłości do męża.

                A widziałaś łzy mężczyzn, którzy byli święcie przekonani, że w ich małżeństwie jest ok, którzy pytali się żon, czy wszystko jest ok i słyszeli że tak, by się nie martwili - a potem waliło ich z obucha to, że ich żony zdradzały i słyszeli później tylko to, że byli kiepscy w łózku?
                Wybacz mi - ale argument, jaki Ty zastosowałaś, to standardowe alibi zdradzających żon. A tak potem Panie pieją nieszczęsliwe, że faceci tylko myślą o seksie. A tu proszę - nie faceci myślą o sexie, faceci nie działają pod wpływem braku sexu - tak działają kochające żony? :)))

                >Mniejszej, większej - nie
                > wnikam. Po prostu miłosci. Być może chorej.

                Jeśli chora miłość, to trzeba albo ją uleczyć albo zakońćzyć jej reanimację.
                Miłego wieczoru.
        • marek_kolomanski Re: są jeszcze inne możliwości... 04.07.07, 19:17
          Zaiste pouczający wątek.

          Jednak przyczyny zdrady kobiety/żony mogą być jeszcze inne:)
          Ja miałem kiedyś dziewczynę, która okazała się zwykłą lafiryndą. Pomimo młodego
          wieku (mieliśmy wtedy po 18 lat), już wtedy zauważyłem u niej oznaki zwykłego
          kurewstwa. Kiedy już ze sobą nie byliśmy, co rusz dowiadywałem się o jej
          kolejnych wyczynach, od których opisu dosłownie włosy dęba stawały:)
          Dziewczę nie dość, że nagminnie robiło w chuja swoich kolejnych partnerów to
          coraz częściej trafiała na zwykłe taśmy (dla niekumatych - taśma to imprezka z
          wieloma facetami po kolei).
          Żeby było śmiesznie, swojego przyszłego męża poznała na jednej z takich właśnie
          imprez. Facet uprawiał z nią seks na pierwszej "randce", lecz za cholerę nie
          przyjmował do wiadomości, że jego "żona" to zwykła rozwiązła ździra. Jednak
          wkrótce i on doświadczył na własnej skórze, jaką ma "kochającą żonę", kiedy ta
          wyjechała do Włoch do pracy i przez dwa lata nie dawała mu znaku życia. Od
          wspólnych znajomych słyszałem w międzyczasie opowieści o jej "podboju Italii"
          Tamtejsi mężczyźni oczywiście bardzo jej przypadli do gustu:)
          Zapewne domyślacie się, że mąż tej pani (obecnie 32 letniej), już dawno mężem
          nie jest:))) Szkoda tylko, że mają (razem?) dziecko, które obecnie przebywa z
          mamusią w słonecznej Italii u boku jakiegoś śniadego fagasa.

          Co na to powiedzą moi przedmówcy?
          Jedyne co mi przychodzi na myśl to wybór złej kobiety na żonę:)
          Co kieruje takimi kobietami? Niedojrzałość emocjonalna?
          • glosatorr Re: są jeszcze inne możliwości... 04.07.07, 19:26
            marek_kolomanski napisał:


            > Co na to powiedzą moi przedmówcy?
            > Jedyne co mi przychodzi na myśl to wybór złej kobiety na żonę:)

            Dokładnie.

            > Co kieruje takimi kobietami? Niedojrzałość emocjonalna?

            Też a dodatkowo głupota. Kiedyś zrozumie co zrobiła. Ale będzie już stara i sama.
            Albo będzie miała faceta, ale będzie sie bała z nim wyjśc na ulicę?
            Ale już raczej nie zmądrzeje. Ale może się mylę?
            • marek_kolomanski Re: są jeszcze inne możliwości... 04.07.07, 19:37
              Nie mylisz się.

              Kiedyś kolega zapodał mi bardzo mądry tekst: "Z kurwy nigdy nie będzie żony"

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka