Dodaj do ulubionych

nadopiekuńcze matki a związki córek

16.07.07, 19:22
dzisiaj przeczytałam ciekawy artykuł pt. "kastrowanie córek" we wprost.mówi on
o toksycznej relacji,gdzie zbyt nadopiekuńcza matka chce córkę uzależnić od
siebie,ogranicza jej samodzielność,czyniąc ją w ten sposób niezaradną. w
artykule padło też stwierdzenie,że kobiety "zbyt mocno" związane ze swoimi
matkami,mają problemy w związkach-nie mogą znaleźć partnera,matki "obrzydzają"
im mężczyzn,nawet kiedy są w związku nie umieją stworzyć normalnej relacji.co
o tym sądzicie? znacie takie przypadki? w jaki sposób to się jeszcze przejawia
i jak wygląda życie seksualne takich kobiet?
Obserwuj wątek
    • glosatorr Żadne odkrycie! 16.07.07, 19:41
      Ze statystyk przeprowadzonych w Stanach już w latach 80-tych wynika jasno, że
      wielki wpływ na rozpad związków mają relacje jednego współmałżonka ze swoimi
      rodzicami i ich wpływ na relacje dorosłego dziecka z współmałżonkiem. To żadne
      odkrycie. Dotyczy to relacji żon i/lub mężów z mamusiami (najczęściej
      apodyktycznymi) i/lub tatusiami (tatusiami rzadziej). To samo więc dotyczy
      córeczek mamusi jak i synków mamusi. Psychologowie do dzisiaj badając problemy
      małżeńskie zaczynają od badania tzw. pępowiny - czyli relacji współmałżonków z
      ich rodzicami.
      Nie wiem więc czemu Ty masz się temu dziwić przecież dowcipy o teściowych
      (dziwne, że nie ma dowcipów o teściach) nie wzięły się z sufitu!
    • herbatka.jasminowa Re: nadopiekuńcze matki a związki córek 16.07.07, 19:42
      takie córki z reguły nie mają związków, bo tosyczni rodzice prędzej czy później je rozpieprzają...
      • herbatka.jasminowa Re: nadopiekuńcze matki a związki córek 16.07.07, 19:48
        znam kobietę , która po ślubie spała z mężem w jednym pokoju z bratem, w podróż poślubną pojechała z ojcem, który też z nimi spał w jednym pokoju, wiecie co, zawsze podziwiałam jej męża za cierpliwość. Od dawna męża już nie ma, za to rodzice odzyskali córkę z wnukiem (do dzisiaj zastanawiam się skąd wzięło się to dziecko?)
        • druginudziarz Re: nadopiekuńcze matki a związki córek 17.07.07, 20:07
          herbatka.jasminowa napisała:

          > znam kobietę , która po ślubie spała z mężem w jednym pokoju z bratem, w podró
          > ż poślubną pojechała z ojcem, który też z nimi spał w jednym pokoju, wiecie co,
          > zawsze podziwiałam jej męża za cierpliwość. Od dawna męża już nie ma, za to ro
          > dzice odzyskali córkę z wnukiem (do dzisiaj zastanawiam się skąd wzięło się to
          > dziecko?)

          Być może teść jednak wyszedł na chwilę do ubikacji :))
          A na poważnie: nie była "cierpliwość" tylko "brak rozeznania" (inni to nazywają
          "głupota" ale ja nie jestem taki zasadniczy w osadach).

    • sylwiamich Re: nadopiekuńcze matki a związki córek 16.07.07, 21:25
      Mi mama całe życie mówiła:
      -Nie problem zmieniac chłopów jak rękawiczki,problem ich utrzymać pzry sobie.
      No i czasami niepotrzebnie trupa na ramionach ciągnęłam....
      • ane16 Re: nadopiekuńcze matki a związki córek 16.07.07, 21:39

        A ja raczej skłaniałabym sie za .....a związki synów .
        Niejeden maminsynek rozwalił swoje życie i życie swojej zony ,bo
        mamusia była : mądrzejsza,lepiej nie gotuje nikt od mamusi,mamusia jak odprasuje
        koszule to miodzio itd,itd .
        No ale to moje subiektywne odczucie ( nie żeby z autopsji ,ale tak ...z obserwacji
        • sylwiamich Re: nadopiekuńcze matki a związki córek 16.07.07, 21:41
          Ja z mamami moich facetów nie miałam nigdy problemów...wszytskie mnie
          ninawidziły:)
          • glosatorr Przy cycku 16.07.07, 21:45
            No to teraz wszystko wiadomo - ja miałem wredną teściową, której nawet mój pies
            nie chciał, Wy drogie panie trafiałyście na facetów z nieodciętą pępowiną.
            No i temat zamknięty :)))
            • sylwiamich Re: Przy cycku 16.07.07, 21:48
              Mój mąz miał odciętą.Nie miał dobrych układów z matką i ojcem.To powinno mi dac
              do myślenia...do dnia dzisiejszego nie wiem kto w tej rodzinie był bardziej
              powalony...rodzinna skaza pewnie.
              • glosatorr Re: Przy cycku 16.07.07, 21:51
                sylwiamich napisała:

                > Mój mąz miał odciętą.Nie miał dobrych układów z matką i ojcem.To powinno mi dac
                >
                > do myślenia...

                No powinno dać.

                >do dnia dzisiejszego nie wiem kto w tej rodzinie był bardziej
                > powalony...rodzinna skaza pewnie.

                No cóż - będę prozaiczny... niedaleko spada jabłko od jabłoni...
                Dlatego ja nie angażuję się tak długo, aż nie zobaczę mamusi potencjalnej wybranki.
                • herbatka.jasminowa glosatorr 16.07.07, 22:02
                  i coś w tym kurde jest, temat na nowy wątek może?
                  • sylwiamich Re: glosatorr 16.07.07, 22:09
                    Ale czasmi się zdarza że ktoś nie powiela błędów rodziców...tak wiem...nie
                    mozna kogoś skreślać ot tak.
                    • glosatorr Re: glosatorr 17.07.07, 00:14
                      Dlatego trzeba wszystko zbadać - i potencjalną teściową i teścia.
                      Na wszelki wypadek. Strzeżonego....
                      • ilragazzo Re: glosatorr 17.07.07, 09:48
                        jak zwykle gloastorr padasz ofiarą uogólnień i przesady, ale coś w tym jest co
                        napisałeś. Kłopot w tym, że badania zarówno moich rodziców, jak i drugiej
                        połówki nie dają nam szansy. Ale na razie żyjemy szczęśliwie. Lat kilka (nie
                        bezkryzysowych).

                        Faktem jest jednak, że jedynym punktem zapalnym ostatnich 2 lat są stosunki
                        między mną a jej rodzicami... może masz racje? Ale co w takim razie co z naszą
                        chemią, z wypracowanym nierzadko w bólach partnerstwie, z miłością etc?
                        • glosatorr Re: glosatorr 17.07.07, 10:21
                          ilragazzo napisał:

                          > jak zwykle gloastorr padasz ofiarą uogólnień i przesady,

                          Nie padam. Wogóle nie czuję się ofiarą czegokolwiek.
                          Po prostu jeśli ludzie piszą ogólnie, odpowiedź tez jest ogólna.
                          Finito.

                          > ale coś w tym jest co
                          > napisałeś.

                          Wiem, że coś jest - na rzeczy.

                          > Kłopot w tym, że badania zarówno moich rodziców, jak i drugiej
                          > połówki nie dają nam szansy.

                          A to czemu?

                          > Ale na razie żyjemy szczęśliwie. Lat kilka (nie
                          > bezkryzysowych).
                          >
                          Nie ma bezkryzysowych par. Kryzysy są, będą i trzeba nauczyć się je przechodzić
                          i z nich wychodzić. Ja zawsze powtarzam. Jeśli ktoś mysli, że małżenstwo to
                          sielanka, niech idzie do zakonu.

                          > Faktem jest jednak, że jedynym punktem zapalnym ostatnich 2 lat są stosunki
                          > między mną a jej rodzicami... może masz racje?

                          Mam rację. A nie może. Rodzice muszą być na dystans. Jeśli włażą w małżeństwo
                          swoich dzieci, nie opanują swojej potrzeby "doradzania" - staną przed
                          alternatywą: albo rozwalą małżeństwo swojego dziecka, albo któregoś dnia
                          odkryją, że ich dziecko wybrało współmałzonka i odseparowało się od rodziców.
                          Dlatego mądrzy rodzice po prostu są - Szanują nawet złe decyzje dziecka, złe
                          wybory dziecka jeśli chodzi o partnera i towarzyszą mądrze dziecku - są jak
                          Przyjaciel, który czeka by pomóc jeśli jest potrzeba a wspiera jeśli widzi, że
                          dziecko potrzebuje wsparcia.
                          Niestety wielu rodziców, szczególnie jedynaków, którzy nie potrafią żyć bez
                          wściubiania swojego nosa we wszystko - jak są szczegolnie już w wieku
                          emerytalnym, zamiast cieszyć się wolnością od dzieci, żyją ich życiem.
                          I to się zwykle dla nich i ich dzieci źle kończy.
                          Ale ludzie starsi bywają niereformowalni i jeśli są problemy z rodzicami -
                          trzeba je ucinac.
                          Niestety prawda o takich relacjach jest prozaiczna: młodzi Państwo młodzi
                          chętnie przyjmują pomoc teściów, rodziców i rodzą się zależności i zobowiązania.
                          Np. kiedy babcia lub dziadek zajmują się pociechami swoich dzieci albo jeśli
                          np. wspierają finansowo czy pozwalają razem mieszkać.
                          Wtedy z czasem okazuje się, że taka rodzicielska "pomoc" nie jest
                          bezinteresowna. Rodzice uważają, że pomagając - z tej pomocy wypływają
                          zalezności i zobowiązania - co pozwala im na głęboką ingerencję w życie
                          małżeństwa ich dziecka. I tu pojawia się tragedia.
                          Dzieci mają już w nosie ich pomoc, ale bez ich pomocy wiedzą, że będzie trudno.
                          I co wtedy?
                          No wtedy zaczyna się pętla zaciskać - młodzi małżonkowie czują iż zaczyna ich
                          to dusić, te zobowiązania, te ciągłe zaległości wobec rodziców, teściów.
                          Powstaje stres... a stres potem rozładowuje się w związku.
                          Pretensje, potem taka niemoc.
                          Jeśli małżeństwo od początku nie ustawi rodziców - nie postawi im separacyjnej
                          granicy - Odtąd dotąd - macie prawo się poruszać, ale na granicy sypialni
                          musicie się oddalić bo inaczej my się oddalimy - To potem są problemy i całe
                          masy pochodnych problemow

                          > Ale co w takim razie co z naszą
                          > chemią, z wypracowanym nierzadko w bólach partnerstwie, z miłością etc?
                          >
                          Może się narażę jakiejś grupie ciotek rewolucji.
                          Ale Siłę Miłości poznaje się po sporosbie pokonywania wspólnie
                          trudności. Wspólnie a nie osobno i to z pretensjami.
                          Chemia dotyczy alkowy, partnerstwo - to wspólna praca na rzecz wspólnego
                          szcześcia, wspieranie się w tym dzialaniu i motywowanie się- to gra w jednej
                          drużynie.
                          Dlatego abstrahując od przypadków różnych jakie mogą zaistnieć - rodzice,
                          teściowie - są i będą. I tu dwoje ludzi, jak już wiedzą, że będą razem musza
                          sobie poustawiać relacje.
                          Przestrzegam przed paroma rzeczami: ustawianiem rodziców na równi albo nawet
                          ponad współpratnerem (małżonkiem) - jeśli cos takiego się pojawia - to
                          wszystkie alarmy powinny się włączać.
                          Rodzice mają swoje prawa - ale nie mogą one byc większe niż prawa
                          współmałżonka, partnera. Szacunek do rodziców, podanie im dłoni i pomocy - tak -
                          ale nie kosztem współmałżonka.
                          Jeśli rodzice chcą pomagać - wporządku - ale trzeba im jasno powiedzieć - jeśli
                          oczekujecie, że z tego powodu będziecie nasz szantażować - to albo Wy
                          zrezygnujcie z pomocy albo my zrezygnujemy z niej.
                          Bycie konsekwentnym - rodzice uwielbiają doradzać. Mnie szlak trafiał, kiedy
                          moi rodzice pytali się, kiedy następne dziecko. Ja ciągle ojcu mówiłem -=
                          Tatuś - chcesz mojej żonie zrobić dziecko? Wychowywać je? Utrzymywac? To prosże
                          uprzejmie. Ale jeśli nie, to zajmij się swoją żoną.

                          Delikatnie, ale twardo. Można posłuchac gderania staruszków, i robić swoje.
                          Ale można też na spokojnie porozmawiać. Ze świadomością, że ta rozmowa na pewno
                          nic nie przyniesie. Starsi ludzie są przekonani, że wiedzą najlepiej i są
                          najmądrzejsi. Dlatego Teściów, rodziców trzeba wychowywać.
                          Od poczatku. Nawet metodą tresury.
                          Ale nie ma gorszej rzeczy jak wejść w konflikt - wtedy współmałżonek staje się
                          wrogiem a z wroga później rzadko da się zrobić Przyjaciela.
                          I mógłbym tak pisać w nieskończoność.
                          Dlatego najlepszą metodą - to trzymac sie od Starszych z daleka. Spotykać się
                          tylko na oficjalnych uroczystościach - od święta. Wtedy każde spotkanie jest
                          świętem. Nie wywnetrzniac się z problemów - nawet jak są, to lepiej pójść z
                          nimi do przyjaciół. Nawet jak małżonkowie się gryzą, przed rodzicami uśmiechać
                          sie i szczerzyć kły. Jeśli jedno z małżonków jest nielojalne i wprzęga rodziców
                          swoich do konfliktu z współmałżonkiem - można się już pakowac. Ferment
                          pozostanie na zawsze i jak jad będzie się sączył rozwalając związek.

                          Dlatego siła miłości przekłada się na mądre traktowanie rodziców i wyraża się
                          we wspólnym, jednolitym froncie Partnerów, wobec swoich rodziców.
                          Jeśli Miłość jest silna - Rodzice nie mają prawa głosu w małżeństwie.
                          Po żadnej ze stron związku.
                          Jeśli miłość słabnie, albo umiera - jeden z współmałżonków odkrywa, że nie
                          ożenił się (nie wyszła za mąż) z Partnerka/Partnerem, ale z całą jej/jego
                          rodziną.
                          Wtedy najlepiej się ewakuować - jeśli strona Family United zrozumie, że
                          popełniła błąd - wróci. JAk nie wróci - to nigdy by niewróciła a siłę Miłości
                          można między bajki włożyć.
                          • lilyrush Re: glosatorr 17.07.07, 11:01
                            glosatorr napisał:

                            > Dlatego najlepszą metodą - to trzymac sie od Starszych z daleka. Spotykać się
                            > tylko na oficjalnych uroczystościach - od święta. Wtedy każde spotkanie jest
                            > świętem.

                            Delikatnie mówiąc głupoty gadasz. Rodzce to po wspólmałżonkui dziecku
                            najbliższa rodizna. Chciałbyś, zeby Twoje dziecko widywało sie z Tobą raz na
                            pół roku??? Jeśli to nie jest kwestia obiektywna np. odległosci to takie
                            stawianie sprawy świadczy o jakiś zachwianyh stosunkach z rodzicami. Dla mnie
                            każde spotkanie z moimi rodizcami jest dla mnie swietem. Tak jak i z resztą
                            rodizny. Rodzice mieszkaja po drugiej stronie Wisły. Mam sie z nimi przez pół
                            roku nie wiedizec????

                            Nie wywnetrzniac się z problemów - nawet jak są, to lepiej pójść z
                            > nimi do przyjaciół. Nawet jak małżonkowie się gryzą, przed rodzicami
                            uśmiechać
                            > sie i szczerzyć kły.

                            A to zupełnie inna historia. moja mam opikuje sie moim dzieckiem. Przez rok
                            obserwowała sytuacje z boku i nie powiedziała ani słowa- ani mi ani mojemu
                            mężowi. A ja powiedizałam jej o rozwodzie po rozmowie z mężem. Fakt, ja mam
                            wyjatkowych rodizców :-)
                            A teraz bez wsparcia rodizców i ich miłości byłoby mi niewobrażalnie trudno.
                            • glosatorr Re: glosatorr 17.07.07, 11:16
                              lilyrush napisała:

                              > glosatorr napisał:
                              >
                              > > Dlatego najlepszą metodą - to trzymac sie od Starszych z daleka. Spotykać
                              > się
                              > > tylko na oficjalnych uroczystościach - od święta. Wtedy każde spotkanie j
                              > est
                              > > świętem.
                              >
                              > Delikatnie mówiąc głupoty gadasz.

                              Co Ty nie powiesz?
                              :-)
                              >Rodzce to po wspólmałżonkui dziecku
                              > najbliższa rodizna. Chciałbyś, zeby Twoje dziecko widywało sie z Tobą raz na
                              > pół roku???

                              Jeśli z tego powodu będzie szczęśliwe w swoim związku - to jak najbardziej.
                              Gdybyś doczytała czemu napisałem tak a nie inaczej, to przypomne, że pisałem o
                              sytuacji, kiedy Rodzice są nie tylko rodziną, ale stają się moderatorem związku.

                              >Jeśli to nie jest kwestia obiektywna np. odległosci to takie
                              > stawianie sprawy świadczy o jakiś zachwianyh stosunkach z rodzicami.

                              Tak myślisz? A może świadczyć o nieodciętej pempowinie i wpływaniu na życie
                              dziecka wcale w konsekwencji nie dla dobra dziecka i jego małżeństwa?
                              Bo ja myślę, że z tej matczynej miłości do dorosłego dziecka, jest więcej zła
                              niż pożytku.

                              > Dla mnie
                              > każde spotkanie z moimi rodizcami jest dla mnie swietem. Tak jak i z resztą
                              > rodizny. Rodzice mieszkaja po drugiej stronie Wisły. Mam sie z nimi przez pół
                              > roku nie wiedizec????

                              Gdby chcieli wtracać się w życie Twojego związku, wpływac na jego kształt,
                              wtrącać się w sprawy Twojego Małżeństwa - ustawiać je na swoją modłe?
                              OCZYWIŚCIE, ŻE TAK.
                              I to nie jest kwestia dobrych czy złych stosunków w rodzinie czy nawet
                              jak mi przypisujesz - jakichś problemów.
                              Już dwa tysiące lat temu napisano bardzo mądrą sentencję, która była dobrą radą
                              dla ludzi zakładających rodzinę: I zostawisz ojca swego i matkę swoją i braci i
                              będziecie jednym ciałem. To dobra rada.

                              >
                              > Nie wywnetrzniac się z problemów - nawet jak są, to lepiej pójść z
                              > > nimi do przyjaciół. Nawet jak małżonkowie się gryzą, przed rodzicami
                              > uśmiechać
                              > > sie i szczerzyć kły.
                              >
                              > A to zupełnie inna historia.

                              Jakbyś doczytała dokładnie a nie od razu rzucała się insynuując to
                              wiedziałabyś, że piszę o jednej historii.

                              > moja mam opikuje sie moim dzieckiem. Przez rok
                              > obserwowała sytuacje z boku i nie powiedziała ani słowa- ani mi ani mojemu
                              > mężowi. A ja powiedizałam jej o rozwodzie po rozmowie z mężem. Fakt, ja mam
                              > wyjatkowych rodizców :-)

                              Więc wpisujesz się w wyjątek odbiegający od reguły, ale ją potwierdzający.

                              > A teraz bez wsparcia rodizców i ich miłości byłoby mi niewobrażalnie trudno.

                              Kiedyś za to zapłacisz. Nie ma bowiem nic za nic.
                              Obyś nie musiała - czego Ci życzę.
                              • aandzia43 Re: glosatorr 17.07.07, 12:25

                                >Lilyrush napisała:

                                >
                                > > A teraz bez wsparcia rodizców i ich miłości byłoby mi niewobrażalnie trud
                                > no.
                                > Glosator:
                                >
                                Kiedyś za to zapłacisz. Nie ma bowiem nic za nic.
                                > Obyś nie musiała - czego Ci życzę.
                                >
                                > Glosator, mylisz wsparcie i miłosć między dorosłymi dziećmi a rodzicami z
                                uzależnieniem. Kto, jak nie rodzina ma udzielać nam wsparcia, pomagać w cieżkich
                                chwilach naszego życia? Przyjaciele? Owszem, też. Ale oni czasem są daleko,
                                czasem mają właśnie swoje, ważne dla nich sprawy.

                                Nie wiem, jakie są twoje w tej kwestii doświadczenia. Może nie zaznałeś takiej
                                dojrzałej, spokojnej, wspierającej miłości rodziców do dorosłego dziecka, bez
                                jednoczesnego wpierniczania się i komentowania życia potomstwa. Ja zaznałam.

                                Moja mama i tata, podobnie jak mama Lilyrush, nie komentowali mojego małzeństwa,
                                nie wtryniali paluchów, gdzie nie trzeba i zachowali anielski spokój w
                                sytuacjach, w których mnie na ich miejscu szlag by trafił. Byli, trwali
                                milcząco, czułam, że są ze mną w trudnych chwilach. Poza tym zachowali sympatię,
                                zrozumienie dla mojego męża i przyjazne z nim stosunki. Mąż odpłaca im tym samym.

                                Nie wiem za co miała by płacić Lilyrush. Za to, że ma rodziców dojrzałych do
                                bycia rodzicami dorosłej córki? Tacy rodzice istnieją i nie jest to jakaś
                                rzadkość, biały kruk. Jeśli w twoim matrixie ich nie ma, to nie przykre, ale nie
                                uogólniaj.
                                • glosatorr Re: glosatorr 17.07.07, 12:39
                                  aandzia43 napisała:

                                  >
                                  > >Lilyrush napisała:
                                  >

                                  > >
                                  > Kiedyś za to zapłacisz. Nie ma bowiem nic za nic.
                                  > > Obyś nie musiała - czego Ci życzę.
                                  > >
                                  > Glosator, mylisz wsparcie i miłosć między dorosłymi dziećmi a rodzicami z
                                  > uzależnieniem.

                                  A skąd wiesz, że mylę?

                                  > Kto, jak nie rodzina ma udzielać nam wsparcia, pomagać w cieżkic
                                  > h
                                  > chwilach naszego życia? Przyjaciele? Owszem, też.

                                  Ale ja nie mam w tym miejscu z Tobą sporu.
                                  Tak - rodzina przyjaciele mogą i pomagają.
                                  Ale daj Ci Boże zdrowie, jeśli Ci kiedyś ta wspaniała rodzina, przyjaciele nie
                                  wypomną tej swojej pomocy i wsparcia.


                                  >
                                  > Nie wiem, jakie są twoje w tej kwestii doświadczenia. Może nie zaznałeś takiej
                                  > dojrzałej, spokojnej, wspierającej miłości rodziców do dorosłego dziecka, bez
                                  > jednoczesnego wpierniczania się i komentowania życia potomstwa. Ja zaznałam.
                                  >
                                  A czemu Ty mi cały czas chcesz coś wmówić? Ja Ci tego nie robię.
                                  Nie mam zamiaru opowiadac o swojej rodzinie. Nie ma to w tym miejscu żadnego
                                  znaczenia i bardzo proszę abyś nie pisała o czymś o czym nawet słowem nie
                                  wspominam. Można mieć wspaniałą rodzinę. Wspaniałych rodziców. I w dyskusji nie
                                  zmienia to faktu, że z Miłości, w imię Miłości popełnia się codziennie wiele
                                  zbrodni, głupoty i nieszcześć.

                                  > Moja mama i tata, podobnie jak mama Lilyrush, nie komentowali mojego
                                  małzeństwa
                                  > ,
                                  > nie wtryniali paluchów, gdzie nie trzeba i zachowali anielski spokój w
                                  > sytuacjach, w których mnie na ich miejscu szlag by trafił. Byli, trwali
                                  > milcząco,

                                  No i super! Ale czy Ty nie możesz zrozumieć, że ja nie pisze o tych Dobrych
                                  rodzicach, którzy trwają, milcząco ale o tych, co się wtryniają w nieswoje
                                  sprawy i to w imię Miłości do dobra dzieci i wnuków?
                                  Czytaj proszę uważnie - Twoja rodzina należy do WYJĄTKÓW! Kumasz?
                                  WYJĄTKÓW


                                  >
                                  > Tacy rodzice istnieją i nie jest to jakaś
                                  > rzadkość, biały kruk.

                                  No właśnie - a ile znasz takich rodzin, że uważasz, że takich rodzin jak Twoja
                                  jest wiele? Nie - nie jest wiele. Jest niewiele. I może przyjmiesz do
                                  wiadomości, że ja się mogę mylić - ale statystyki się nie mylą - są obrzydliwie
                                  obojętne na nasze doświadczenia.
                                  I jak podają statystyki (na mojej stronie pisałem o tym) - jakieś 60% małżeństw
                                  mających problemy w przychodniach małżeńskich, rozwodzący się - mają własnie
                                  swoje problemy dzięki swoim "kochanym" rodzicom. Że dowcipy o Tęsciowych nie
                                  wzięły się z sufitu. I możemy naszą wymianę zdań na tym skończyć. Ty na bazie
                                  swojej rodziny i jakiejś koleżanki - masz zdanie, że większość rodziców właśnie
                                  reprezentują takie cudowne nie wtrącające się w życie małżeństwo swoich dzieci
                                  rodziny a ja twierdzę, że takich rodzin jest zastaraszająco niewiele.
                                  Ok?
                                  Mamy dwa odrębne zdania - Ty masz swoje ja mam swoje. I jak pokazują wpisy na
                                  tym forum, to w wielu małżeństwach jest problem - nie problem z cudownymi,
                                  rodzicami, którzy wspierają swoje dzieci cialem i duchem.
                                  To problem z rodzicami, którym się wydaje bardzo mocno, że wspierają swoje
                                  dzieci a tak naprawdę w imię chorego postrzegania swojej roli w życiu dorosłych
                                  dzieci - krok po kroku, kropla po kropli przykładają się do zniszczenia
                                  małżeństw swoich dzieci.

                                  > Jeśli w twoim matrixie ich nie ma, to nie przykre, ale ni
                                  > e
                                  > uogólniaj.

                                  A co Ty wiesz o moim życiu? Wypraszam sobie takie insynuacje. Ja Ci nic nie
                                  insynuuje. Może Ty żyjesz w swoim matriksie - ale ja żyję - wśród ludzi, swoim
                                  życiem. Więc nie dopisuj mi niczego a szczególnie rzeczy jakich nie
                                  wypowiedziałem i proszę - czytaj uważnie. Ja odpowiadałem na konkretny problem
                                  a nie rozpisuję się o Twojej cudownej rodzinie - która jest wyjątkiem. Kumasz?
                                  • aandzia43 Re: glosatorr 17.07.07, 12:55
                                    Glosator napisał:
                                    . Ty na bazie
                                    > swojej rodziny i jakiejś koleżanki - masz zdanie, że większość rodziców właśnie
                                    >
                                    > reprezentują takie cudowne nie wtrącające się w życie małżeństwo swoich dzieci
                                    > rodziny a ja twierdzę, że takich rodzin jest zastaraszająco niewiele.


                                    NIGDZIE nie napisałam, że takie rodziny stanowią większość. Napisałam, ze
                                    istnieją i nie sa jakimś białym krukiem. Choć przyznaję, nie ma ich bardzo dużo.

                                    A ponieważ rodzina Lily zdaje się być właśnie taką, zdecydowałam się
                                    zaprotestować przeciwko wciskaniu jej w schemat rodzin z rodzicami wpychającymi
                                    paluchy w życie dzieci i dokonującymi dzieła zniszczenia. Nie wydaje mi się by
                                    Lily musiała żałować, że ma fajną rodzinę. Bo akurat ona ma fajną rodzinę, a
                                    taką jak statystyczna większość, jeśli tego nie zauważyłeś.

                                    Chyba w tej sytuacji nie dostosowałeś rady do konkretnego przypadku i to mi się
                                    rzuciło w oczy.
                                    • aandzia43 Re: glosatorr 17.07.07, 12:58
                                      aandzia43 napisała:
                                      Bo akurat ona ma fajną rodzinę, a
                                      > taką jak statystyczna większość, jeśli tego nie zauważyłeś.
                                      >

                                      Sorry, powinno być:

                                      Bo akurat ona ma fajną rodzinę, a nie taką jak statystyczna większość, jeśli
                                      tego nie zauważyłeś.
                                      • glosatorr Re: glosatorr 17.07.07, 13:01
                                        aandzia43 napisała:

                                        > aandzia43 napisała:
                                        > Bo akurat ona ma fajną rodzinę, a
                                        > > taką jak statystyczna większość, jeśli tego nie zauważyłeś.
                                        > >
                                        >
                                        > Sorry, powinno być:
                                        >
                                        > Bo akurat ona ma fajną rodzinę, a nie taką jak statystyczna większość, jeśli
                                        > tego nie zauważyłeś.

                                        A ja powtórze - nie znam rodziny Lily, Twojej i nie poznam a i tak, Wasze
                                        rodziny, choćby najbardziej cudowne - nijak się mają do tematu tego wątku,
                                        który traktuje o rodzinach ingerujących w życie dorosłych swoich dzieci i ich
                                        małżeństw.
                                        Koniec i kropka.
                                    • glosatorr Re: glosatorr 17.07.07, 13:00
                                      aandzia43 napisała:

                                      > Glosator napisał:
                                      > . Ty na bazie
                                      > > swojej rodziny i jakiejś koleżanki - masz zdanie, że większość rodziców w
                                      > łaśnie
                                      > >
                                      > > reprezentują takie cudowne nie wtrącające się w życie małżeństwo swoich d
                                      > zieci
                                      > > rodziny a ja twierdzę, że takich rodzin jest zastaraszająco niewiele.
                                      >
                                      >
                                      > NIGDZIE nie napisałam, że takie rodziny stanowią większość. Napisałam, ze
                                      > istnieją i nie sa jakimś białym krukiem. Choć przyznaję, nie ma ich bardzo
                                      dużo
                                      > .

                                      No jeśli nie jest ich wiele, to znaczy, że większość to inne rodziny niepodobne
                                      do Twojej.
                                      To właśnie oznacza, że Twoja jest Białym krukiem.

                                      >
                                      > Bo akurat ona ma fajną rodzinę, a
                                      > taką jak statystyczna większość, jeśli tego nie zauważyłeś.
                                      >
                                      Nie - nie znam rodziny Lily i pewnie jej nigdy nie poznam i nie ma to żadnego
                                      znaczenia jaką rodzinę mam ja, jaką Ty czy Lily. Cały ten wątek dotyczy rodzin
                                      innych niż rodzina Twoja czy Lily czy moja.

                                      > Chyba w tej sytuacji nie dostosowałeś rady do konkretnego przypadku i to mi
                                      się
                                      > rzuciło w oczy.

                                      A mi się rzuciło w oczy, że sama piszesz, że Twoja rodzina to mniejszość a cały
                                      czas mi imputujesz, że ja Ci mówię co innego - mimo, że cały wątek dotyczy
                                      rodziców nadopiekuńczych dzieci, rodziców wtrażalających swoje sprawy w życie
                                      swoich dorosłych dzieci. Tak wiec - zwróc uwagę - że ja piszę na temat a Ty nie.
                                      • lilyrush Re: glosatorr 17.07.07, 14:12
                                        Tak ogólnie- andzia bardzo dziękuję :-)
                                        zniknął człwoeik na chwile a tu taka zadyma ;-)

                                        Wiesz co glasatorr- ja postuluje, ze takie rodziny jak moja i andzi stały sie
                                        standardem. Co Ty na to?
                                        • glosatorr Re: glosatorr 17.07.07, 14:16
                                          lilyrush napisała:

                                          > Tak ogólnie- andzia bardzo dziękuję :-)
                                          > zniknął człwoeik na chwile a tu taka zadyma ;-)
                                          >
                                          > Wiesz co glasatorr- ja postuluje, ze takie rodziny jak moja i andzi stały sie
                                          > standardem. Co Ty na to?

                                          Jestem całkowicie za :-) jeśli o to chodzi.
                                          Problem w tym, że sytuacja jaka jest raczej pozostanie bez zmian.
                                          Dlatego nie ma co odpowiadać ludziom, którzy mają problem z rodzinami swoimi
                                          czy współmałzonków w ten sposób, że ktos tam ma fajną rodzine. Ich rodziny się
                                          nie zmienią.
                                • druginudziarz Re: glosatorr 17.07.07, 20:28
                                  aandzia43 napisała:

                                  >
                                  > >Lilyrush napisała:
                                  >
                                  > >
                                  > > > A teraz bez wsparcia rodizców i ich miłości byłoby mi niewobrażalni
                                  > e trud
                                  > > no.
                                  > > Glosator:
                                  > >
                                  > Kiedyś za to zapłacisz. Nie ma bowiem nic za nic.
                                  > > Obyś nie musiała - czego Ci życzę.
                                  > >
                                  > > Glosator, mylisz wsparcie i miłosć między dorosłymi dziećmi a rodzicami z
                                  > uzależnieniem. Kto, jak nie rodzina ma udzielać nam wsparcia, pomagać w cieżkic
                                  > h
                                  > chwilach naszego życia? Przyjaciele? Owszem, też. Ale oni czasem są daleko,
                                  > czasem mają właśnie swoje, ważne dla nich sprawy.

                                  Moi rodzice sami dla siebie nie są wsparciem a co dopiero dla mnie i co Ty na
                                  to? I może nie mam specjalnie rozległych kontaktów towarzyskich, ale taki model
                                  widuję tu i ówdzie całkiem często, więc z tym wsparciem rodziców to nie taka
                                  oczywista sprawa.


                                  > Nie wiem, jakie są twoje w tej kwestii doświadczenia. Może nie zaznałeś takiej
                                  > dojrzałej, spokojnej, wspierającej miłości rodziców do dorosłego dziecka, bez
                                  > jednoczesnego wpierniczania się i komentowania życia potomstwa. Ja zaznałam.

                                  Eureka?
                                  Czyli właśnie się przekonałaś, że są ludzie mający inne doświadczenia niż Ty :)


                                  > Moja mama i tata, podobnie jak mama Lilyrush, nie komentowali mojego małzeństwa
                                  > ,
                                  > nie wtryniali paluchów, gdzie nie trzeba i zachowali anielski spokój w
                                  > sytuacjach, w których mnie na ich miejscu szlag by trafił. Byli, trwali
                                  > milcząco, czułam, że są ze mną w trudnych chwilach. Poza tym zachowali sympatię
                                  > ,
                                  > zrozumienie dla mojego męża i przyjazne z nim stosunki. Mąż odpłaca im tym samy
                                  > m.

                                  Na dwoje babka wrózyła: albo byli taktowni i wyrozumiali, albo byli mietcy, by
                                  czasem coś powiedzieć do rzeczy. Znam rodziców, który boją się reakcji swoich
                                  dzieci, o zięciach/synowych już nie wspomnę.

                                  > Nie wiem za co miała by płacić Lilyrush. Za to, że ma rodziców dojrzałych do
                                  > bycia rodzicami dorosłej córki? Tacy rodzice istnieją i nie jest to jakaś
                                  > rzadkość, biały kruk. Jeśli w twoim matrixie ich nie ma, to nie przykre, ale ni
                                  > e
                                  > uogólniaj.

                                  A to racja, ale Ty też nie uogólniaj.
                                  A tzw. "dobrych rodziców" pewnie jest tyle samo ile "dobrych małżonków" a
                                  przecież skądś ruch na tym forum się bierze, czyż nie? :P
                          • ilragazzo Re: glosatorr 17.07.07, 15:32
                            > > jak zwykle gloastorr padasz ofiarą uogólnień i przesady,
                            >
                            > Nie padam. Wogóle nie czuję się ofiarą czegokolwiek.

                            Mniejsza z tym - nie mam ambicji wyprowadzania nikogo z błędu: nie forum, nie
                            to forum, nie ja.

                            (...)
                            w pozostałych kwestiach po raz pierwszy moge sie z Toba zgodzic. oczywiscie w
                            kwestiach dotyczących TAKICH (toksycznych) rodzin. Pasuje (choć nie jak ulał)
                            do mojej sytuacji.

                            Moj przypadek poddam pod dyskusje za rok/dwa, jak sie sprawę uznam za
                            zakończoną. Jeśli uda sie odciąć to postawie wirtualnego szampana, jeśli się
                            nie uda - to ponarzekamy sobie na nowo, wzbogaceni o nowe goryczki i
                            doświadczenia.

                            chyba zbyt emocjonalnie do sprawy podchodze - dlaczego to nie jest karane???
                            • sylwiamich Re: glosatorr 17.07.07, 18:14
                              Jesooo...glosatorr...ty mnie zniechęcasz wielkością swoich postów.Ale może to i
                              lepiej...nie będę się wkurzać
                              • glosatorr Re: glosatorr 17.07.07, 20:02
                                Sylwia - alem jednak mnie czytasz, więc w zderzeniu z niechęcią co do długości
                                postów Twoja chęć poznania innego punktu widzenia - wygrywa - i to jest pozytyw,
                                który ja dostrzegam.

                                A poza tym - ja nie jestem ani MTV ani VIVA Polska. Jeśli ktoś nie potrafi się
                                skupić nad tekstem - ma problem. Ale to nie moja sprawa.
                                Miłego wieczoru
                              • sylwiamich Re: glosatorr 17.07.07, 20:15
                                Gloss...masz rację...MTV mi w sprzątaniu by mi nie przeszkadzało...przy Tobie
                                to tylko fugę spomiędzy kafelek bym mogła wydłubywaś:))
                                A wieczór zapowiada się oki...dzięki...
                        • druginudziarz Re: glosatorr 17.07.07, 20:17
                          ilragazzo napisał:

                          > jak zwykle gloastorr padasz ofiarą uogólnień i przesady, ale coś w tym jest co
                          > napisałeś. Kłopot w tym, że badania zarówno moich rodziców, jak i drugiej
                          > połówki nie dają nam szansy. Ale na razie żyjemy szczęśliwie. Lat kilka (nie
                          > bezkryzysowych).
                          >
                          > Faktem jest jednak, że jedynym punktem zapalnym ostatnich 2 lat są stosunki
                          > między mną a jej rodzicami... może masz racje? Ale co w takim razie co z naszą
                          > chemią, z wypracowanym nierzadko w bólach partnerstwie, z miłością etc?

                          Jeśli masz jakieś ale do rodziców żony to tej chemii nie na wiele Wam starczy.
                          Nie akceptujesz czegoś, czego jeszcze na skutek tej "chemii" nie dostrzegasz u
                          żony. Ale to pewne, że przyjdzie Ci się z tym zmierzyć.
                    • druginudziarz Re: glosatorr 17.07.07, 20:12
                      sylwiamich napisała:

                      > Ale czasmi się zdarza że ktoś nie powiela błędów rodziców...tak wiem...nie
                      > mozna kogoś skreślać ot tak.

                      No jasne! Bo są jeszcze do powielenia błędy dziadków i babć :)
                      Co nie zmienia faktu, że zasadniczo nie różnimy się wiele od rodziców.
                      • sylwiamich Re: glosatorr 17.07.07, 20:32
                        Jesooo...moja matka często mi "wypomina" jak mi pomogła.I co? Patolo9gia jakaś
                        jest?Nie widze problemu.Wiem że jej nerwy puszczają i tyle.Ale kocha mnie
                        szaleńczo i zawsze na nia mogę liczyć...bo to najbliższa mi osoba.I zawsze
                        ważniejsza była od męża.Co to NIE znaczy?Że wzięłabym jej stronę gdyby nie
                        miała racji.Że mogłaby wchodzić z butami w moje życie.Że mogłaby stawać
                        pomiędzy mną a mężem.Ją kocham miłościa bezwarunkową....cokolwiek by się nie
                        stało...kochałabym ją.A męża?...Kurna...to co innego.
                        Nigdy nie wtrącała się w moje życie, zawsze służyła pomocą i radą.Zawsze ja
                        wysłuchiwałam.Mogłam się nie zgadzać i wiedziałam że nie musze się
                        dostosowywać.Nie musialam...bo Ja tak chcialam.
                        • ilragazzo Re: glosatorr 18.07.07, 09:17
                          > Jesooo...moja matka często mi "wypomina" jak mi pomogła.I co? Patolo9gia
                          jakaś
                          > jest?Nie widze problemu.Wiem że jej nerwy puszczają i tyle.

                          sylwiamich - odnoszę się tylko i wyłącznie do tego co poruszyłaś w kontekscie
                          MOJEGO zwiazku, więc proszę nie traktuj mojej wypowiedzi jako próby oceny
                          Twojej sytuacji.

                          nie wiem czy patologia, ale takie zachowanie rodzicow mojej kobiety jest dla
                          mnie nie do zaakceptowania. I ja się na to nie godzę - pomogli bo chcieli,
                          wypominanie tego (niezaleznie od intencji, czy zaangażowania emocjonalnego)
                          jest co najmniej dla mnie niegrzeczne i prostackie. No po prostu żenujące.
                          Jedno wypomnienie spowodowało, że nie przyjąłem wiecej żadnej pomocy od nich.
                          Ponieważ mamy rozdzielność majątkową, pomagają mojej żonie. Ale to nie
                          rozwiązuje problemu, bo jesteśmy partnerami, więc pomoc dla żony rodzi - wedle
                          rodziców opinii - zobowiązania ze strony córki, więc de facto mojej też. I tu
                          jest problem.

                          Być może to kwestia wychowania, kontekstu kulturowego (ja pochodzę z zach.
                          Polski, żona z tzw. Polski B - dopiero po ślubie zacząłem zauważać tę
                          eksploatowaną podczas wyborów "różnicę kulturową" między różnymi częściami
                          Polski), ale wolę żyć biedniej ale być niezależnym, niż opływać w dostatek i
                          musieć dodać "bardzo" do zwyczajowego i zasłużonego "dziękuję". Oczywiście
                          przesadzam, ale chcę wyraźnie podkreślić co jest dla nas ważne.

                          Żona deklaruje taka samą hierarchię potrzeb, jednak nie umie odmówić rodzicom
                          gdy oni oferują pomoc ("pomoc" to złe słowo, bo nie potrzebujemy pomocy, to są
                          raczej podarki), ani sprzeciwić się, gdy po przyjęciu "podarku" używają
                          szantażu emocjonalnego aby wymusić jakieś zachowanie.

                          Tak, wiem, wiem - powinniśmy porozmawiać ze sobą (zrobione) i jej rodzicami.
                          Klopot w tym, ze żona nie chce, abym się "stawiał", a sama rozmawiać z
                          rodzicami nie umie. Jest absolutnie nieasertywna w przypadku kontaktów z
                          rodzicami, nie ma między nimi ŻADNEJ komunikacji. Po prawdzie, sam nie umiem
                          się z nimi dogadać (coś potwierdzone ustnie między nami, sytuacja się zmienia,
                          oni podejmują decyzje za nas, nieinformując i mają pretensje, że narzekamy). Na
                          razie radzimy sobie w ten sposób, że nie wchodzimy w żadne wspólne
                          interesy/projekty etc.

                          niemniej jednak, takie rozwiązanie - jako tako skuteczne - nie zadowala mnie.
                          jestem troszeczke idealistą, lubie kończyć rzeczy "na czysto", a tutaj sobie
                          nie radzę...
                          • sylwiamich Re: glosatorr 18.07.07, 11:14
                            Raczej do rad glossa się to odnosiło.
                            A ponieważ ja pochodzę z Polski E co najwyżej to rad ci udzielać nie będę.
          • ilragazzo Re: nadopiekuńcze matki a związki córek 20.07.07, 10:10
            hm... ja mam podobnie, tylko słowo "nienawidziły" zastąpiłbym "nie traktowały
            poważnie". może posturę mam nietęgą...? aha, to były mamy moich kobiet, nie
            facetów ;-)
    • lilyrush Re: nadopiekuńcze matki a związki córek 17.07.07, 09:52
      Ta...najnowsza wersja mojej teściowej to ta, ze ja sie rozwodze z jej synkiem,
      bo moja mama wymaryła sobie lepszego zięcia...w garniturze i pod krawatem.
      Najśmieszniejsze jest to, ze mój maz sam zaczyna w to wierzyć i na dodatek
      życzył mi, zebym sie uzależniła od mamy....
    • polityk71 Re: nadopiekuńcze matki a związki córek 17.07.07, 20:12
      zasłyszane: W przypadku problemów małżeńskich problem zawsze stoi po dwóch
      stronach: żony i teściowej hahaha... ;)
    • your_and Re: nadopiekuńcze matki a związki córek 18.07.07, 17:45
      Porada psychologa w temacie matki rozbijającej zwiazek córki, tłumacząca tło
      takich zachowań.
      Porady psychologiczne
    • 77misia1 Re: nadopiekuńcze matki a związki córek 18.07.07, 19:39
      ja sie czasem czuje taka corka...moze nie jestem skrajnym przypadkiem, ale moja
      mama nigdy nie zachecala mnie do moich chlopakow i zawsze siebie stawiala na
      pierwszym miejscu przed wszystkimi...irytujace bo przeciez ja kocham :/
    • your_and Re: nadopiekuńcze matki a związki córek 19.07.07, 09:52
      Jeszcze w temacie tłumienia seksualnosci córek przez matki:
      kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,66917,842998.html
      samozdrowie.interia.pl/temat_tygodnia/news?inf=100110051&pge=1
      www.pismo.niebieskalinia.pl/index.php?id=311

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka