Dodaj do ulubionych

na poważnie: seks i kontrola

18.07.07, 12:22
Nie macie czasami wrażenia, że partner/ka odmawia Wam seksu, aby mieć
całkowitą kontrolę nad Wami (niezaspokojonymi)? Że seks jest tylko narzędziem
w tej grze, która polega na podporządkowaniu sobie drugiej osoby? Że Wasza
inicjatywa przeraża partnera/kę, bo oto właśnie dzieje się coś, czego nie
zaplanowali, został wprowadzony jakiś niebezpiecznie spontaniczny element.
Dotarło do mnie, że u mnie seks się pojawia w całkowicie kontrolowanych przez
niego warunkach. A ja uwielbiam spontan i to w różnych sprawach. I tu jest
problem. To go męczy, wykańcza, zadręcza. Tylko jak żyć razem?
Obserwuj wątek
    • glosatorr Lęk przed nowością... 18.07.07, 12:54
      fama11 napisała:

      > Nie macie czasami wrażenia, że partner/ka odmawia Wam seksu, aby mieć
      > całkowitą kontrolę nad Wami (niezaspokojonymi)?

      Są takie osobniki, które traktują sex jako swoistego rodzaju marchewkę.
      Manipulują tym w sobie wiadomych celach.

      > Że seks jest tylko narzędziem
      > w tej grze, która polega na podporządkowaniu sobie drugiej osoby?

      Oczywiście. Są takie osobniki i właśnie w ten sposób starają się sterować
      partnerem. Ale to ma niewiele wspólnego z Miłością. A tak naprawdę jest jej
      zaprzeczeniem.

      > Że Wasza
      > inicjatywa przeraża partnera/kę, bo oto właśnie dzieje się coś, czego nie
      > zaplanowali, został wprowadzony jakiś niebezpiecznie spontaniczny element.

      A to już jest inna inszość - nie mająca wiele swpólnego z tym co napisałaś
      poprzednio. Są ludzie, którzy muszą mieć wszystko poustawiane, gdyż w ten
      sposób czują się bezpiecznie. Jeśli om coś przestawisz, czują się zagrożeni.
      Taka postawa rzeczywiście jest częściej spotykana u panów, o mocno infantylnej
      konstrukcji psychicznej. Oni czują sie bezpieczni, jeśli wszystko dzieje się
      zgodnie z ich zaplanowanym scenariuszem. Bzykamy się w środy, piątki i
      niedziele rano bo... tu nastepuje długi wywód. Kiedy coś co zaplanowano nie
      dzieje się w np. piątek - oni zaczynają reagowac lękowo - "bo to coś znaczy dla
      nich". To taki kompleks krasnoludka - który wchodząc do pomieszczenia, w którym
      wcześniej była Królewna mówi: Ktoś jadł z mojej miseczki, ktoś spał w moim
      łózeczku.
      Gdy zostaje zaburzony rytm - dla takiego osobnika jest to sygnał, że ktoś coś
      zrobił nie tak.

      > Dotarło do mnie, że u mnie seks się pojawia w całkowicie kontrolowanych przez
      > niego warunkach. A ja uwielbiam spontan i to w różnych sprawach. I tu jest
      > problem.

      I fakt, masz problem. Spory. Może to być efekt nerwic, natręctw i Pan powinien
      udać się do psychologa.
      No nie dobraliście się jak wynika z Twojego tekstu.

      > To go męczy, wykańcza, zadręcza. Tylko jak żyć razem?

      No cóż - jeśli Pan się uda do psychologa i podda terapii, to w końcu może się
      ułoży między Wami. Ale z takim osobnikiem o mocno autystycznej psychice, jest
      trudno wytrzymać dłużej. Ale jeśli to go męczy - to myślę, że nie będzie
      problemu z udaniem się do specjalisty. Terapia trochę potrwa - bo on musi sobie
      wiele rzeczy uzmysłowić. Uświadomić sobie wiele rzeczy, których korzenie tkwią
      może nawet w dzieciństwie i głęboko w jego podświadomości.
      Ale jeśli Kocha i chce z tego wyjść - to mu się uda. Daj mu motywację.
      Albo... zapomnij o spontaniczności u meża lub niech dzień spontanicznego seksu
      wprowadzi w Waszym pożyciu - może to będzie coś?
      • zionka Re: Lęk przed nowością... 18.07.07, 13:10
        glosatorr, nie wmawiaj dziewczynie, ze jej maz ma psychike "mocno autystyczną".
        jesli chcesz rzucać takimi terminami, to najpierw sie dokształć w tym kierunku.


        • zionka Re: Lęk przed nowością... 18.07.07, 13:12
          ps. z calym szacunkiem dla Twoich dogłębnych wypowiedzi :)
        • glosatorr Re: Lęk przed nowością... 18.07.07, 13:14
          zionka napisała:

          > glosatorr, nie wmawiaj dziewczynie, ze jej maz ma psychike "mocno
          autystyczną".
          > jesli chcesz rzucać takimi terminami, to najpierw sie dokształć w tym
          kierunku.

          No to wyjasnij mi konkretnie - w czym widzisz problem?
          Nie mówię - że jest autystyczny - ale jedną z cech autyzmu jest zamknięcie się
          w swoim świecie i silna potrzeba kontrolowania otoczenia pod kątem zmian.
          I jeśli napisałem to co napisałem - wiedziałem co piszę.
          A co do kształcenia - jeśli jesteś psychologiem to czemu milczysz?
          Może pomóż kolezance?

          >
          >
          • zionka Re: Lęk przed nowością... 18.07.07, 13:26
            zgadzam sie z Twoją wypowiedzią, oprocz tego wlasnie fragmentu.
            wiec nie mialam potrzeby nic dodawać.

            juz sie nie gniewasz? :)
            • glosatorr Re: Lęk przed nowością... 18.07.07, 13:30
              zionka napisała:

              > zgadzam sie z Twoją wypowiedzią, oprocz tego wlasnie fragmentu.
              > wiec nie mialam potrzeby nic dodawać.
              >
              > juz sie nie gniewasz? :)

              Zionka - a czemu ja mam się gniewac na Ciebie :-)
              No co Ty :-) Zastosowałem pewien skrót myślowy - bo przecież nie będę tu pisal
              o tym jak zwrócić na siebie uwagę osobnika, który zwraca uwagę tylko na zmiany
              i czuje się jak u siebie kiedy nic się nie zmienia i codziennie jest takie samo.
              Więc użyłem tego stwierdzenia. Ale jeśli na sali jest psycholog - zawsze może
              coś od siebie dodać.
              • zionka Re: Lęk przed nowością... 18.07.07, 13:35
                niestety, oj niestety, nie jestem psychologiem, co prawda niedaleko, ale nie.
                a chyba jednak i tak wlasne doswiadczenie najbardziej uczy...
                • glosatorr Re: Lęk przed nowością... 18.07.07, 13:42
                  zionka napisała:

                  > niestety, oj niestety, nie jestem psychologiem, co prawda niedaleko, ale nie.
                  > a chyba jednak i tak wlasne doswiadczenie najbardziej uczy...

                  zionka - jeśli masz za sobą autystyczne przeżycia - i tak możesz koleżance
                  pomóc. Dobrze wiesz co daje dziecku autystycznemu poczucie bezpieczeństwa.
                  Jak się dociera do osoby autystycznej. Twoje doświadczenie Cie nauczyło. Teraz
                  dziel się swoim doświadczeniem... Faceci są jak dzieci. Taka jest prawda.
                  Więc do roboty - bo Minsi się już denerwuje :)))
                  • zionka Re: Lęk przed nowością... 18.07.07, 13:46
                    na szczescie autyst. doswiadczen u mnie brak.
                    mialam na mysli, ze nawet psycholog pewnie niewiele by tu pomogł, bo czyjes
                    zewnetrzne rady mogą byc trafione albo i nie.

                    najlepiej uczy nas wlasne doswiadczenie.
                    • glosatorr Re: Lęk przed nowością... 18.07.07, 14:00
                      zionka napisała:

                      > na szczescie autyst. doswiadczen u mnie brak.

                      Ufff - to kamień mi z serca spadł ;)

                      > mialam na mysli, ze nawet psycholog pewnie niewiele by tu pomogł, bo czyjes
                      > zewnetrzne rady mogą byc trafione albo i nie.
                      >
                      Powiem tak - nie wpowiem się czy terapeuta nie poradziłby sobie z wzmiankowanym
                      problemem, bo z tego co napisała Autorka wątku wynika niewiele. Ja terapeuta
                      nie jestem, tak więc nie wypowiem się w tej materii.
                      Ale myślę, że jeśli już Pani tu weszła i zarysowała problem, warto jej coś
                      podpowiedzieć. Ona sama będzie wiedziała najlepiej co robić dalej.
                      Ani ja ani ktokolwiek z nas na Forum nie rozwiąże jej problemu z partnerem.
                      Może to zrobić ona. I ktoś, kto jej w realnym świecie pomoże - czyli terapeuta.
                      Tu dodam tylko, że chodź psychologia jest nauką bardzo młodą (ma ciut ponad 100
                      lat) to jednak odnotowuje masę sukcesów. Jeśli więc rodzice potrafią nawiązac
                      kontakt z autystycznym dzieckiem a terapeuci potrafią wydobyć dziecko z
                      autyzmu, to myślę - że w przypadku męża Autorki wątku, jest możliwe, że nawiąże
                      ona z nim kontakt na tyle, by on zrozumiał, iż jeśli coś jest spontaniczne, to
                      nie należy sie tego bać. Przecież spontaniczność może także stac się elementem
                      trwałym ich życia a z czasem może dać jej mezowi poczucie bezpieczeństwa.

                      Ale to to już inna bajka i pieśń przyszłości...
                      Ukłony.
                      > najlepiej uczy nas wlasne doswiadczenie.
          • druginudziarz Re: Lęk przed nowością... 19.07.07, 00:07
            glosatorr napisał:

            > zionka napisała:
            >
            > > glosatorr, nie wmawiaj dziewczynie, ze jej maz ma psychike "mocno
            > autystyczną".
            > > jesli chcesz rzucać takimi terminami, to najpierw sie dokształć w tym
            > kierunku.
            >
            > No to wyjasnij mi konkretnie - w czym widzisz problem?
            > Nie mówię - że jest autystyczny - ale jedną z cech autyzmu jest zamknięcie się
            > w swoim świecie i silna potrzeba kontrolowania otoczenia pod kątem zmian.
            > I jeśli napisałem to co napisałem - wiedziałem co piszę.
            > A co do kształcenia - jeśli jesteś psychologiem to czemu milczysz?
            > Może pomóż kolezance?

            Niekoniecznie spektrum autyzmu. Cechy o których piszesz występują w różnych
            osobowościach np. w tzw. osobowości anankastycznej:
            pl.wikipedia.org/wiki/Osobowo%C5%9B%C4%87_anankastycznapzdr
    • minsi Re: na poważnie: seks i kontrola 18.07.07, 13:24
      w odróżnieniu od co poniektórych, którzy całą swą wiedze czerpią z wikipedii
      pospołu z googlami, polecam Ci dość ciekawą lekturę.
      Istnieje bardzo dobra książka na ten temat, kiedyś o niej pisałem "17
      nieseksualnych powodów dla których ludzie uprawiają seks". Wątek dominacji i
      kontroli jest jednym z wielu tam opisanych. Ksiązka jest fajna , niegruba i
      bardzo sensownie napisana, nie ma stricte porad typu "jak żyć" (hehe swoją drogą
      fajny byłby taki poradnik) ale na pewno sie bardzo przydadzą opisane tam
      przypadki w odniesieniu do własnych doświadczeń.
      • glosatorr Kiper i specjalista od jedynej przeczytanej ksiązk 18.07.07, 13:39
        minsi napisał:

        > w odróżnieniu od co poniektórych, którzy całą swą wiedze czerpią z wikipedii
        > pospołu z googlami, polecam Ci dość ciekawą lekturę.

        Minsi - już w kilku wątkach polecasz tę książkę, z której pewnie czerpiesz całą
        swoją wiedzę prezentowaną w swoich jakże głębokich, pełnych przemysleń i
        popartych Twoim doświadczeniem kipera cipulek - życia.
        Pomyśl czasami, że czytają cie ludzie, którzy w czasie kiedy jeszcze nie było
        internetu (a to wcale nie było tak dawno temu, sieć się upowszechniała w Polsce
        na początku lat dziewiedziesiątych) a o google niewielu slyszało (google na
        dobre rozwinał się w 1995-6) wiedzieli co to jest wyższe wykształcenie, co to
        są biblioteki, czym jest np. seksuologia i psychologia.


        Mówisz
        > Istnieje bardzo dobra książka na ten temat, kiedyś o niej pisałem "17
        > nieseksualnych powodów dla których ludzie uprawiają seks".

        Ja rozumiem, że dla Ciebie ta popularno-pseudonaukowa opowieść jest panaceum na
        wszystkie bolączki. Ale gdybyś mógł się głębiej zastanowić a nie bazować na
        Twojej aspirynie jaką jest ta książka nieznanego autora - że problem, z jakim
        przyszła tutaj Nasza Szanowna Autorka wątku - nie dotyczy seksu. Tak wiem, pada
        tam słowo seks - na ciebie ono działa tak, że zaraz wyskakujesz z informacją,
        jaką to Ty niebywale interesującą książkę przeczytałeś. Jesteś w tym naprawdę
        uroczy ;)))

        > Wątek dominacji i
        > kontroli jest jednym z wielu tam opisanych. Ksiązka jest fajna , niegruba i
        > bardzo sensownie napisana,

        No tak - gdybyś podał autora, może jakieś jego publikaccje w pismach
        specjalistycznych - może bym uwierzył, że jest warta przeczytania. Ale jak ktoś
        mi pisze, że jest fajna i niegruba - to mi ręce opadają.
        No dobra Minsi - walnij jakiś cytat dotyczący w/w tematu...

        > nie ma stricte porad typu "jak żyć" (hehe swoją drog
        > ą
        > fajny byłby taki poradnik)

        PEWNIE MENSI - mógłbyś go sobie kupić, przeczytać między jednym meczem a drugą
        panienką (na której będziesz testował zwoją teorię o tym jak z wiekiem zalęgają
        to nowe szczepy i kultury bakteryjne w pochwie niewiast, czyli przyczyniając
        się do starzenia swoich panienek) i wtedy cytowałbyś tę książkę nie w co 10-tym
        poście, ale w każdym ;))))

        > ale na pewno sie bardzo przydadzą opisane tam
        > przypadki w odniesieniu do własnych doświadczeń.
        >
        Twoich? Pewnie tak - ale w wzmiankowanym przypadku - nie obejdzie się niestety
        bez wizyty u terapeuty :))

        >
        • minsi wzajemna wymiana uprzejmości.... 18.07.07, 15:11
          wiesz Glosator, twój sposób formułowania myśli jest charakterystyczny dla tzw.
          dzieci neostrady, którzy właśnie zachłystują się tym , że to co wklikają będzie
          mozna przeczytać publicznie. Ale nie podniecaj się, internet to naprawdę nic
          wielkiego. Ot takie tam medium jak każde inne.
          Tu masz autora książki, a nawet mozna ją tam nabyć, choć nie mam udziałów w jej
          sprzedaży :) 'tiny.pl/5hpd
          A teraz powiem , jaka jest różnica między nami. Albo lepiej - powiem Ci, jaka
          jest różnica między Tobą a Panem Bogiem. Otóż Pan Bóg nie uważa, że jest
          Glosatorem.
          A różnica między nami jest taka - ja zabieram głos w temacie, w którym mam coś
          do powiedzenia, bo powiedzmy że coś tam czytałem albo mam własne przemyślenia.
          Tobie się wydaje że coś wiesz, i chcesz błyszczeć na wielkiego znawcę spraw
          wszelakich, a damsko-męskich w szczególności. Naprawdę, ktoś kto używa słów
          "cynizm" "autyzm" nie znając ich znaczenia kompromituje się. Można naprawdę
          używać innych słów, a może staraj się nie używać słów zakończonych na "-zm".

          Wracając do tematu wątku, bo w końcu on jest najważniejszy a nie nasza
          dzentelmenska pogawędka - to autorka wyraźnie napisała, że ma problem z seksem,
          który jest używany przez jej partnera do wywierania na nią kontroli. Autorka nie
          napisała ani jednym słowem, że jej partner ją kontroluje poza sferą seksu. To Ty
          sobie tak dopowiedziałeś, i na dodatek stworzyłeś ad hoc diagnozę dla jej
          partnera. Skoro wiesz już co jemu dolega, może byś przy okazji podał numery
          jakie padną w kolejnym losowaniu lotto? zdaje się że to ta sama kategoria wiedzy.
          Więc taki przypadek, że się seks wykorzystuje do innych celów niż zaspokajania
          potrzeby seksu, jest bardzo częsty. Bardzo często zresztą partnerzy nie zdają
          sobie sprawy z tego. Są to klasyczne przypadki, gdzie seks jest nagrodą za
          "prawidłowe" zachowanie partnera, a jego brak karą za brak takiegoż.
          Tutaj autorka wspomniała że jej partner ustawia seks na wybranych przez siebie
          warunkach, co może mieć inne podłoże bo niektórzy ludzie czują się trochę
          niepewnie w określonych warunkach i może to zwyczajnie wynikać z braku pewności
          siebie jej towarzysza. Może też wchodzić w grę pewien fetyszyzm sytuacyjny, w
          sumie dość częste zjawisko.
          A wiesz co zauważyłem coś dziwnego. Dużo piszesz o miłości i jej braku (choć nie
          wiem czemu piszesz z dużej litery "miłość") jako panaceum na całe zło w
          związkach. To nie jest tak. Zaangażowanie uczuciowe rzecz jasna jest potrzebne,
          ale nie zastąpi zdrowych relacji. Tak jak brawura i odwaga na wojnie (też
          uczucia) nie zastąpią właściwej taktyki i zaopatrzenia. Jeśli coś nie działa to
          nie dlatego że ludzie się nie kochają, ale dlatego że nie potrafią zaspokajać
          potrzeb drugiego człowieka. A czasami (a moze bardzo często) miłość potrafi
          wyrządzić wiele krzywdy (tzw. zaborcza bądź głupia).
          Nie ma jednego leku na wszystko, i nigdy nie będzie. Jeśli uwazasz ze miłośc
          jest takim lekiem na udane zycie w zwiazkach, mylisz sie.
          • glosatorr Re: wzajemna wymiana uprzejmości.... 18.07.07, 16:02
            minsi napisał:

            > wiesz Glosator, twój sposób formułowania myśli jest charakterystyczny dla tzw.
            > dzieci neostrady, którzy właśnie zachłystują się tym , że to co wklikają
            będzie
            > mozna przeczytać publicznie.

            Minsi - rozumiem, że zgłębiłeś temat poznając go na sobie a nie czytając
            Arcydzieło, które nieustannie polecasz pt. "17
            nieseksualnych powodów dla których ludzie uprawiają seks" (autor nieznany)?

            >Ale nie podniecaj się, internet to naprawdę nic
            > wielkiego.

            Ależ ja się nie podniecam :-) Ja się doskonale bawię :0) i przyznam Ci rację.
            Internet to nic wielkiego.
            To tylko sieć.

            > Ot takie tam medium jak każde inne.

            Jak telefon np.
            Tak - wiem to doskonale :)

            > Tu masz autora książki, a nawet mozna ją tam nabyć, choć nie mam udziałów w
            jej
            > sprzedaży :)

            Nie zarobiłbyś na niej :) - ja rzadko czytam literaturę popularno-naukową :)
            Jeśli już to albo beletrystykę albo książki naukowe.


            > A teraz powiem , jaka jest różnica między nami.

            Ja wiem, jaka jest różnica między nami, ale z radością przyjrzę się Twojej wizji
            tych różnic.

            > Albo lepiej - powiem Ci, jaka
            > jest różnica między Tobą a Panem Bogiem.

            No to zdecyduj się - ja wiem, jaka jest różnica pomiędzy mną a Panem Bogiem,
            natomiast miałes podac różnice pomiedzy Tobą a mną. Jak widać, masz z tym
            problemy ;)

            > Otóż Pan Bóg nie uważa, że jest
            > Glosatorem.

            Acha - powiedział Ci to w prywatnej telekonferencji? A czy obgadałeś to już z
            swoim terapeutą?
            Zawsze konsultujesz się z Panem Bogiem jak masz napisać swoją kolejna rewelacje
            (objawienie???)?

            > A różnica między nami jest taka - ja zabieram głos w temacie, w którym mam
            coś
            > do powiedzenia, bo powiedzmy że coś tam czytałem albo mam własne przemyślenia.

            Tym się nie różnimy.
            Problem w tym, że Twoje teorie z założenia są nieomylne a moje wg Ciebie są
            durne.
            Tu widzę różnicę.

            > Tobie się wydaje że coś wiesz, i chcesz błyszczeć na wielkiego znawcę spraw
            > wszelakich, a damsko-męskich w szczególności.

            Ależ skądże - to Ty od jakiegoś czasu starasz się mi tę Twoją tezę udowodnić i
            nic Ci z tego nie wychodzi. Mi się nic nie wydaje - jeśli stawiam tezę, to
            staram się ją uzasadnić tak, by inni sami spróbowali to przemyśleć i sami dojść
            do własnych wniosków.

            > Naprawdę, ktoś kto używa słów
            > "cynizm" "autyzm" nie znając ich znaczenia kompromituje się.

            Napewno. Tu masz rację - ale udowodnij mi, że ja nie wiem co znaczy
            słowo "autyzm" czy "cynizm" a potem dopiero mów, że ja znaczenia tych słów nie
            znam. Ja znam znaczenie tych słów i stosuje je adekawtnie do sytuacji.

            > Można naprawdę
            > używać innych słów, a może staraj się nie używać słów zakończonych na "-zm".
            >
            Pozwolisz, że jako dorosły mężczyzna będę robił to na co mam ochotę. Jeśli
            chcesz być moim doradcą - prześlij mi na mojego maila swoje CV, kopię dyplomów
            oraz listę tytułów naukowych oraz proponowane przez Ciebie wynagrodzenie.
            Przemyślę to, chociaż z analizy Twoich tekstów wiem, że nie masz się czym
            chwalić to i warunki jakie możesz zaproponować na swoje usługi doradcze nie
            moga być wygórowane.
            :-)
            Tak więc jeśli będę chciał Twojej rady, to Cie o nią zapytam.
            Jednak od czasu, kiedy zacząłeś błyszczeć swoimi zdolnościami kipera kobiecych
            puś - masz u mnie marne szanse, zaś za chwilę i je stracisz, jeśli nie usłysze
            od Ciebie, że widzisz różnicę pomiędzy słowami: leczniczo a permanentnie.

            > Wracając do tematu wątku, bo w końcu on jest najważniejszy a nie nasza
            > dzentelmenska pogawędka

            Ależ oczywiście. Domyslam się że starasz się zachowac tutaj pewien poziom, o
            czym będę Ci przypominał, jeśli zapomnisz ;)

            > - to autorka wyraźnie napisała, że ma problem z seksem,
            > który jest używany przez jej partnera do wywierania na nią kontroli.


            Oczywiście i ja to dostrzegłem. Ale mając pewnego rodzaju doświadczenie w tym,
            co ludzie piszą - zauważyłem coś jeszcze, czego Ty już w swojej Boskiej
            Wszechwiedzy nie zauważyłeś. Mianowicie, tu zacytuję Szanowną Autorkę:
            "seks jest tylko narzędziem w tej grze" - czyli jak trafnie umieściłem w swojej
            wypowiedzi - seks w tej całej wypowiedzi jest środkiem - prowadzącym do celu -
            czymś drugorzędnym Wielceszlachetny Panie Minsi. A nie jest sednem problemu.
            Tak więc ja w swojej wypowiedzi wskazałem na istotę problemu. Pan się
            koncentruje wyłacznie na środkach, rzeczach drugorzednych. Gdyby Pan rozumiał,
            że czasami ludzie koncentrują się na skutkach nie rozumiejąc, iż zrozumienie a
            potem likwidacja przyczyny potrafi również naprawić skutek - nie musiałby Pan
            tak się wysilać nad zupełnie zbędną grzecznością.


            > Autorka ni
            > e
            > napisała ani jednym słowem, że jej partner ją kontroluje poza sferą seksu.

            Czyżby? tu pozwoli pan, że zacytuję Autorkę:
            "Dotarło do mnie, że u mnie seks się pojawia w całkowicie kontrolowanych przez
            niego warunkach" na co ja odpowiedziałem w następujący sposób:
            Postawiłem jej tezę (do weryfikacji przez nią). Oto ona:
            "Taka postawa rzeczywiście jest częściej spotykana u panów, o mocno infantylnej
            konstrukcji psychicznej. Oni czują sie bezpieczni, jeśli wszystko dzieje się
            zgodnie z ich zaplanowanym scenariuszem" - dalsze słowa pokazują, że dotyczy to
            bzykania a nie całej sfery ich życia.

            > To T
            > y
            > sobie tak dopowiedziałeś,

            Ja sobie nic nie dopowiedziałem - cały mój wywód dotyczy wyłacznie zarysowanego
            przez Autorkę problemu. Nic więcej. Jeśli Pan, Panie Minsi mi coś dopisuję - to
            natychmiast reaguję. Pan mi teraz dorabia brodę - a ja mówię stop!

            > i na dodatek stworzyłeś ad hoc diagnozę dla jej
            > partnera.

            Postawiłem ad hoc stworzoną diagnozę? Nic podobnego, bo ja tutaj lekarzem-
            terapeutą nie jestem. Za to czytam uważnie. I z tego co pani napisała,
            WYWNIOSKOWAŁEM - że jej problem związany jest z pewnym typem niedojrzałej
            osobowości występującym najcześciej u facetów i o tym napisałem. Nic więcej,
            nic mniej. A Pan Panie Minsi - pewnie zielonego pojęcia nie mając, że coś
            takiego istnieje, bo w reklamowanej przez Pana książce nie ma mowy by o czymś
            takim wspomniano, mając silny kompleks niższości na moim punkcie - napisał to
            co napisał. I ja nie mam do Pana najmniejszej pretensji, bo i Pana postawa jest
            dla mnie zrozumiała. Moge panu ją wyjaśnić w prostych żołnierskich słowach:
            Kompleks. To też da się wyleczyć - mogę pomóc?
            :-)))

            > Skoro wiesz już co jemu dolega,

            Gdzie ja napisałem, że już wiem. Nie wiem. Pani zadała pytanie, ma problem a ja
            napisalem to, co MI SIĘ WYDAJE - że jest przyczyną jej problemu.Mało tego -
            dodałem jeszcze takie zdanie: "jeśli Pan się uda do psychologa i podda terapii,
            to w końcu może się ułoży między Wami."

            > może byś przy okazji podał numery
            > jakie padną w kolejnym losowaniu lotto?

            Gdybym był czarodziejem albo jasnowidzem - może bym się pokusił. Ale nie jestem
            wbrew Pana dwuznacznym aluzjom sugerującym mi moje żydowskie pochodzenie
            (pewnie chodzi o kabałę), niski iloraz inteligencji(głupota) i wiele innych
            Pana mało delikatnych insynuacji. Ja po prostu budzę Pańskie niskie poczucie
            wartości i pewnie spory problem związany z Pańskim kompleksem wynikającym z
            niewiedzy. Ale powiem szczerze - współczując mogę powiedzieć tylko tyle - nie
            jestem winien tego, że pan ma takie kompleksy. Może Pan mi naubliżać, może Pan
            mi nawet tutaj nawrzucać publicznie - trafił Pan na wyjątkowo upierdliwą Osobe -
            na mnie :-)

            > zdaje się że to ta sama kategoria wiedz
            > y.

            Tylko się Panu wydaje co zresztą pokazuje iż Pana kompleksy mają silne oparcie
            rzeczywiście na zasadniczych braka w wykształceniu. Losowania - to temat dla
            matematyka i to silnie zafascynowanego rachunkiem różniczkowym oraz zasadami
            prawdopodobieństwa. Albo dla psychologa - który byłby zainteresowany badaniami
            nad uzależnieniem od hazardu. Mnie temat pod
            • minsi Re: wzajemna wymiana uprzejmości.... 18.07.07, 18:39
              losowanie powiadasz że ma coś wspólnego z rachunkiem różniczkowym??????????????
              Powiedz tak ale szczerze- nie miałeś chyba na maturze matematyki.
              Glosator - ja Cie proszę, nie żebym był złośliwy czy coś takiego. Dopóki nas z
              tego forum nie wykopią za wzajemne odszczekiwanie się zamiast zajmowanie się
              zagadnieniami merytorycznymi- spora część ludzi przeglądająca różnorakie fora to
              informatycy bądź osoby o jakimś tam wykształceniu, i nie pisz aż takich herezji.
              Nawet jestem w stanie uwierzyć w twoją teorię, że winę za całe zło na świecie
              ponosi instytucja infantylnego samca, i że jesteś jedynym żyjącym
              przedstawicielem dojrzałego mężczyzny (zgodnie z zasadą Goebellsa, że kłamstwo
              tysiąc razy powtórzone staje się prawdą). Ale jeśli o czymś NAPRAWDĘ nie wiesz,
              to nie używaj tego w dyskusji ze mną, bo potrafię wytknąć Ci niewiedzę.
              A - i żeby być wiarygodnym, odnoś się do jednego punktu wypowiedzi poprzednika,
              nie możesz chyba się nie zgadzać ze wszystkim co ktoś napisał, tylko dlatego ze
              go nie lubisz.
          • glosatorr Re: wzajemna wymiana uprzejmości.... 18.07.07, 16:05
            minsi napisał:

            Wcieło mi calą sporą część tekstu - ale później Panu odpowiem na reszte.
            • sylwiamich Re: wzajemna wymiana uprzejmości.... 18.07.07, 16:18
              I to wlaśnie uwielbiam...wysoki poziom wtykania sobie:))))
              • sylwiamich Re: wzajemna wymiana uprzejmości.... 18.07.07, 16:20
                A Gloss zawsze pisze:Nie jestem psychologiem, nie jestem terapeutą...co nie
                zmienia faktu że mam zawsze rację i mogę(!!!) Tobie też ją przyznać.
                • yoric Re: wzajemna wymiana uprzejmości.... 18.07.07, 18:05
                  Glosatorr jest gościem, który na podstawie tekstu złożonego z 3 zdań i 2
                  róznoważników sporządzi szczegółowy portret psychologiczny autora, łącznie z
                  preferencjami kulinarnymi, zdiagnozuje problemy i zapisze terapię w sześciu
                  krokach...

                  Ale do rzeczy. Wydaje mi się, że autorka miesza kilka róznych spraw (częste
                  zjawisko na tym forum).
                  Po pierwsze 'manipulowanie' seksem. Generalnie seks jest towarem, więc pewne
                  strategie udostepniania się seksualnego są naturalne i powszechne. Co innego,
                  kiedy ma to charakter świadomy. Wtedy jest to manipulacja godna potępienia.
                  Przede wszystkim jednak trzeba sobie uzmysłowić, że pewne 'dozowanie' seksu na
                  poziomie nieświadomym to standard.

                  Natomiast uprawianie seksu tylko w okreslonych okolicznościach (a nie
                  spontanicznie) to zupełnie inna sprawa, której nie należy łączyć z tą wyżej.

                  Pozdrawiam
                  • glosatorr Re: wzajemna wymiana uprzejmości.... 18.07.07, 18:49
                    yoric napisał:

                    > Glosatorr jest gościem, który na podstawie tekstu złożonego z 3 zdań i 2
                    > róznoważników sporządzi szczegółowy portret psychologiczny autora, łącznie z
                    > preferencjami kulinarnymi, zdiagnozuje problemy i zapisze terapię w sześciu
                    > krokach...

                    Tak Panie Yoric - w realnym świecie, na podstawie oglądu osoby, sposobu
                    mówienia, o tym jak mówi, jak mówi ciałem, słowem, gestami, jak się zachowuje,
                    jak reagują jego oczy (a dokładnie źrenice) - mogę wiele się dowiedzieć. Mogę
                    drogą analizy faktów, obserwacji, słuchając głosu, tego jak wypowiada sylaby
                    powiedzieć o nim naprawdę dużo. Wystarczy mi pięć minut spokojnej, niezakłóconej
                    obserwacji by to wiedzieć. Życie wielu ludzi, los wielu biznesów zależał od
                    takich moich zdolności i dzięki temu do dzisiaj stanowi to jedno z wielu źródeł
                    moich zarobków.
                    Natomiast na podstawie dwóch zdań - faktycznie, jeśli są długie i szczere, można
                    bardzo dużo wywnioskować. Np. z Pańskich tekstów potrafię wywnioskować, że Pan
                    ma straszliwy kompleks na punkcie tego co piszę i jak piszę. Wkurza Pana to co
                    piszę niezależnie - czy mam rację czy jej nie mam. I Pan czyta mnie wbrew sobie,
                    czasami czuje się Pan aż wściekły, a nie mogąc się powstrzymać od osobistych
                    uszczypliwości - stara się Pan nie podejmowac merytorycznej polemiki, ale
                    podejmuje się Pan takiej małej manipulacji polegającej na nieudolnych próbach
                    ośmieszania przedmówcy. No niestety Panu to się nie udaje - ale niech Pan
                    próbuje. Jak Panu się uda, to sam Panu zaklaszczę :-))

                    Natomiast jak pokazują moje teksty i analizy tekstów osób, na listy których
                    odpowiadałem - jedynymi osobami, które się mnie czepiają, są wyłącznie osoby,
                    które albo nie zrozumiały tego co piszę (z tego co pamiętam dwie osoby), albo to
                    co napisałem wogóle ich nie dotyczyło.
                    To jest Forum dyskusyjne - tak więc jeśli ludzie powiedzmy z setka, dyskutuje na
                    ten sam temat, oczywiste jest, że znajdą się osoby które z niektórymi osobami
                    się bardziej lub mniej zgodzą, i takie, które bardziej lub mniej się nie zgodzą.
                    Znajdą się też takie, które szukajac akceptacji będą się zgadzać z każdym,
                    byleby tylko znaleźć się po stronie akceptowalnej większości. Ja należę do
                    ludzi, którzy zawsze mówiąc to co myślą i do czego są przekonane. Tak więc nie
                    dziwi mnie Pańska reakcja.

                    >
                    > Ale do rzeczy.

                    No właśnie

                    > Po pierwsze 'manipulowanie' seksem. Generalnie seks jest towarem, więc pewne
                    > strategie udostepniania się seksualnego są naturalne i powszechne.

                    Panie yoric - dla pewnej kategorii osób seks może być towarem (dla alfonsa,
                    prostytutki, finansisty, biznesmena, klienta agencji towarzyskich, utrzymanka/i,
                    sponsora, właściciela który np. planuje otwarcie tancbudy z roznegliżowanymi
                    panienkami i stripteasem, etc.) - i mają one czasami charakter masowy - np.w
                    Czerwonej Dzielnicy w Rotterdamie albo mają charakter marginalny, np., w
                    Watykanie. Natomiast podziwiam Pana za słowotwórstwo: udostępnianie się
                    seksualne :-)

                    Seks jest przede wszystkim formą zachowania. Jest czynnością. Jest formą dawania
                    i brania. Oczywiście mówimy o relacjach pomiędzy ludźmi.
                    Staje się towarem - jeśli jest elementem relacji podaż-popyt.
                    Czyli Udostępnianie się seksualne jako towar (sprzedaż kupno) nijak się ma do
                    poruszanego problemu.

                    Mamy tu konkretną sytuację - małżeństwo, w którym mężczyzna manipuluje seksem.
                    Dwoje ludzi - z których jedno napewno kocha drugie - czy drugie kocha pierwsze -
                    można wyłącznie wnioskować z np. stwierdzenia iż jej mąż "To go męczy, wykańcza,
                    zadręcza". Tworzenie jakichś wydumanych teorii nieadekwatnych do opisanej
                    sytuacji nadaje się na odrębny wątek.

                    > Co innego,
                    > kiedy ma to charakter świadomy.

                    A co jak ma charakter nieświadomy?
                    To jak nieświadomie kupić sobie godzinę w burdelu. Może myśląc, że zamawia się Mszę?

                    > Wtedy jest to manipulacja godna potępienia.

                    A czemuś to - ja bym taką manipulację pokazał na szkoleniach dla profesjonalnych
                    negocjatorów - jak wcisnąć kit doskonały!

                    > Przede wszystkim jednak trzeba sobie uzmysłowić, że pewne 'dozowanie' seksu na
                    > poziomie nieświadomym to standard.
                    >
                    Ciekawe - czyli powszechność dozowania seksu. Staram się jakoś tłumaczyć sobie
                    Pańskie zawiłe i niezrozumiałe słowa. Jakoś nie podaje Pan przykłądów a same
                    zlepki słów nie są cżesto spotykane (albo wogóle niespotykane - jak to
                    "udostępnianie się seksualne".
                    Ja się cały czas udostępniam seksualnie, bo jak trafię na piękną, seksowną
                    kobietę, która zainteresuje mnie a ja nią - to będę gotowy od razu do seksu.
                    Czyli jestem udostępniony, czyż nie?

                    > Natomiast uprawianie seksu tylko w okreslonych okolicznościach (a nie
                    > spontanicznie) to zupełnie inna sprawa, której nie należy łączyć z tą wyżej.
                    >
                    Można się pogubić - udostępnianie seksu i uprawianie seksu tylko w okręslonych
                    okolicznościach a nie spontanicznie (np. spontanicznie w określonych
                    okolicznościach - np. w lesie na wycieczce) nie należy łaćzyć z prostytucją?
                    Nawet jak Pan wyjdzie sobie na wycieczkę i się potknie o odpoczywającą
                    (udostępniającą się seksualne) tirówką? To co? Zaczyna być ciekawie a Pan kończy
                    panie Yoric?

                    > Pozdrawiam
                    Ukłony za tekst, który się wewnętrznie zapętla i o niczym nie mówi. Genialne!
                    Bravo!
          • glosatorr Re: wzajemna wymiana uprzejmości....cd 18.07.07, 18:26
            minsi napisał:

            > zdaje się że to ta sama kategoria wiedz
            > y.

            Tylko się Panu wydaje co zresztą pokazuje iż Pana kompleksy mają silne oparcie
            rzeczywiście na zasadniczych braka w wykształceniu. Losowania - to temat dla
            matematyka i to silnie zafascynowanego rachunkiem różniczkowym oraz zasadami
            prawdopodobieństwa. Albo dla psychologa - który byłby zainteresowany badaniami
            nad uzależnieniem od hazardu. Mnie temat podatku od nadziei nie interesuje.
            Jeśli Panu się wydaje, że ja mam taki podręczny magazyn tekstów i na chybił
            trafił wybieram odpowiedź to Pan się myli :)


            > Więc taki przypadek, że się seks wykorzystuje do innych celów niż zaspokajania
            > potrzeby seksu, jest bardzo częsty. Bardzo często zresztą partnerzy nie zdają
            > sobie sprawy z tego. Są to klasyczne przypadki, gdzie seks jest nagrodą za
            > "prawidłowe" zachowanie partnera, a jego brak karą za brak takiegoż.

            I Panie Minsi - proszę zwrócić uwagę - na to co Pan napisał na samym poczatku
            oraz na to co Pan napisał teraz i porównał z tym co ja napisałem w odpowiedzi na
            post Pani Famy 111. Oto cytat:"Są takie osobniki, które traktują sex jako
            swoistego rodzaju marchewkę.Manipulują tym w sobie wiadomych celach."
            Pan pisze to samo co wcześniej napisałem ja - tylko, że to co Pan pisze jest ok
            i jest bardzo mądre a to co ja piszę nazywa Pan badziewiem w stylu "Tobie się
            wydaje że coś wiesz, i chcesz błyszczeć". Na takich forach są tacy co chcą
            błyszczeć czepiając się każdego kogo nie rozumieją, albo kto im nie leży a są
            tacy, którzy po prostu lubią sobie popisać na temat, albo czasami w ten sposób
            się wyluzować. Jeśli piszą z sensem, zawsze pojawi się ktoś niezadowolony z
            tego. I zawsze znajdzie się powód, aby takiemu starać się przywalić.
            Ja dla Pana informacji pisze, bo widze realnego człowieka, który szuka
            odpowiedzi na swoje pytania i może naiwnie, może dla Pana niezrozumiale czy jak
            Pani Sylwia, która długich tekstów nie trawi i czyta co trzecią linijkę - ja
            wolę nie przejmując się ocenami mojej osoby - odpowiedzieć. A myślę, że mam coś
            do powiedzenia niezależnie czy to się panu, pani Sylwi czy jeszcze komuś nie podoba.

            > Tutaj autorka wspomniała że jej partner ustawia seks na wybranych przez siebie
            > warunkach, co może mieć inne podłoże bo niektórzy ludzie czują się trochę
            > niepewnie w określonych warunkach i może to zwyczajnie wynikać z braku pewności
            > siebie jej towarzysza.

            Autorka w tym miejscu wyraziła się jednoznacznie, że czuje iż jest manipulowana.
            I tu Pan swoimi słowami pisze to co napisała Autorka i ja.\

            > Może też wchodzić w grę pewien fetyszyzm sytuacyjny, w
            > sumie dość częste zjawisko.

            No nie wiem - ja słyszałem o wielu rzeczach, ale fetyszyzm sytuacyjny dotyczy
            osiągania dodatkowej podniety wyreżyserowaną sytuacją, zaś stwierdzenie "grze,
            która polega na podporządkowaniu sobie drugiej osoby" - nie chodzi o dominację,
            ale o coś zupełnie innego. O zdominowanie partnera, który dostanie wyłacznie to
            co jedna osoba chce niezależnie od tego czego sama chce. To nie jest dominacja,
            ale podporządkowywanie, dominowanie. A to w przypadku związku gdzie ludzie się
            kochają - po prostu związek rozwala.

            > A wiesz co zauważyłem coś dziwnego. Dużo piszesz o miłości i jej braku (choć ni
            > e wiem czemu piszesz z dużej litery "miłość")

            Bo ja odróżniam Miłość prawdziwą od miłości urojonej.
            Wyjaśniałem te różnice nie tylko tutaj ale również na swojej stronie (link w
            stopce).

            > jako panaceum na całe zło w
            > związkach.

            I ja rozumiem Twoje zdziwienie. Bo jeśli ktoś w swoim życiu nie doświadczył
            Miłości nie zrozumie, że dwoje ludzi, którzy się naprawdę kochają, w Miłości
            mądrej znajdują siłę do przezwyciężania wszelkich problemów. Związek nie jest
            rzeczą łatwą - ktoś kto tak twierdzi kłamie - ale istnienie związków na całe
            życie, udanych i satysfakcjonujących obie strony potwierdza, że można pokonać
            wszelkie problemy i słabości.... i to tylko i wyłacznie dzięki dojrzałej mądrej
            Miłości.

            > To nie jest tak. Zaangażowanie uczuciowe rzecz jasna jest potrzebne,
            > ale nie zastąpi zdrowych relacji.

            Bywa, że zaangażowanie uczuciowe nie ma nic wspólnego z Miłością. Przykład?
            A choćby koleżeństwo - ludzie się bardzo lubią, szaleją za sobą, tesknią, dobrze
            im w swoim towarzystwie, doskonale się bawią, czasami im brak znajomych... a
            chodzić tu może o dwóch heteroseksualnych kolegów. Gdzie tu jest Miłość?
            A zdrowe relacje są podstawą - ja się tylko z Panem tutaj mogę zgodzić. Ale nie
            ma tak, że to może występować a to nie może albo nie musi. Dobranie się w parę -
            to bardzo złożona konstrukcja wielu czynników, predyspozycji do związku,
            zdrowych relacji spojona Miłością. Jeśli między dwojgiem ludzi jest cudowny
            seks, wspólne pasje, nie wiem co jeszcze - a nie ma Miłości - to ich związek,
            choćby burzliwy jest niczym - skończy się wcześniej czy później.

            > Tak jak brawura i odwaga na wojnie.

            To nie są uczucia.

            > Jeśli coś nie działa to
            > nie dlatego że ludzie się nie kochają, ale dlatego że nie potrafią zaspokajać
            > potrzeb drugiego człowieka.

            No i w tym jest pies Pogrzebany Panie Minsi. Jeśli nie potrafią zaspokajać
            potrzeb to czemu są razem? Na tym przykładzie można tylko pozostawić pytanie
            otwarte - czemu Pani Fama nie zauwazyła zachowań Pana Męża wcześniej?
            A dopiero teraz?

            > A czasami (a moze bardzo często) miłość potrafi
            > wyrządzić wiele krzywdy (tzw. zaborcza bądź głupia).

            To nie jest miłość - jeśli krzywdzi, niszczy czy wyrządza krzywdę.
            Dodawanie przed słowem list przymiotników tylko to potwierdza.
            Miłość - to Miłość - jest mądra. Jak jest głupia, to nie jest Miłość.
            To jest zauroczenie, to może być fascynacja, pożądanie - ale to jeszcze nie Miłość.
            I tu się różnimy - pojęcie Miłość która niszczy, jest pojęciem logicznie w sobie
            sprzecznym. To takie samo pojęcie, jak tlen, który dusi, albo woda, która jest
            sucha. Tu się kłania logika. I to jest mój pogląd - może się Pan z nim nie
            zgodzić. Z tego powodu ja się na Pana nie obrażę.

            > Nie ma jednego leku na wszystko, i nigdy nie będzie.

            A tego nie wiadomo - ludzie kiedyś myśleli, że słońce kręci się wokół ziemi i
            byli tak do tego przekonani, że twierdzili, że nikt nigdy tezy przeciwnej nie
            udowodni, a jak ją głosi, to szerzy herezję - za to spalono na stosie, wsadzano
            do więzienia i kneblowano w ten sposób usta. Ja staram sie nie używać słowa
            nigdy. Teoretycznie można stworzyć hipotezę leku, który leczy wszystkie choroby.
            Tak samo jak teoria chaosu twierdzi, że istnieje jedna teoria tłumacząca
            wszystkie prawa fizyki. Ludzki mózg ma dziwną tendencję do samoograniczania się
            - ja jej nie mam.

            >Jeśli uwazasz ze miłośc
            > jest takim lekiem na udane zycie w zwiazkach, mylisz sie.
            >
            No i tu się różnimy Panie Minsi - i powiem panu, że o ile Pana insynuacje mnie
            coraz bardziej śmieszą - to tyle ta druga część naszej wymiany zdań jest dużo
            bardziej interesująca, kiedy Pan zachowuje się jak normalny facet i nawet jak ma
            Pan inny pogląd ode mnie i to mówi na spokojnie, bez obrażania bez stawiania
            siebie jako Wzorca, przed którym należy klękać. Można mieć różne zdanie. Można
            się różnić. I będę to powtarzał Panie minsi. Ale różnijmy się polemizując a nie
            czepiając się słówek, niedoskonałości czy tylko tego, że jest ktoś, pisze więcej
            albo pisze z głębokim przekonaniem. Jeśli kiedykolwiek zauważy Pan, że ja się
            mylę - proszę naprawdę polemizować i mi to wytykać - ja się nie pogniewam.
            Ale jeśli będzie Pan się w mojej opinii mylił - ja będę to sygnalizował. I Pan i
            ja w tej materii mamy takie same prawa.

            Różnica zdań, wyrażona w cywilizowany i kulturalny sposób zbliża do prawdy.
            Wszystko inne budzi niechęć i oddala.
            Ukłony
            • minsi Re: wzajemna wymiana uprzejmości....cd 18.07.07, 19:00
              łałałał ale sobie gadamy jak małe dzieci
              po kolei:
              1. nie mam kompleksów, a nawet jakbym miał to nie o to chodzi. Nie dostrzegasz
              istoty rzeczy. Chcesz być postrzegany za szlachetnego mężczyznę a nim nie
              jesteś. Wyśmiewając się z kogoś słabszego w sposób wyjątkowo płytki i prostacki,
              stajesz się tym czym nie chcesz być- zakompleksionym małym człowieczkiem (wybacz
              że nie używam słowa facet, facet ma ch..ja a nie wacka).
              2. co do reszty masz rację za wyjątkiem miłości.
              3. o miłości. Nazwałeś miłość z dużej litery, nadałeś jej rangę wytrycha
              otwierającego wszystkie drzwi, zrobiłeś z niej lekarstwo na wsztystkie bolączki
              związków. Wszystko to nieprawda.
              a) zdanie śp. Lema "mężczyzna może mówić kobiecie że ją kocha, ale jest to
              prawdą tylko wtedy gdy jej pożąda albo gdy ma z nią dziecko". Bez komentarza,
              wszyscy wiemy że ś.p. Lem jednym z największych filozofów XXw.
              b) polecam inną książkę, tym razem podam z pamięci - Daniel Goleman
              "Inteligencja emocjonalna". Można sobie poczytać skąd się biorą uczucia, jak
              powstają, jak gasną. Miłość- zwiększone stężenie fenyloetyloamin czy jakiegoś
              innego chemikalia (mniejsza zresztą jakiego).
              c) w psychologii istnieje takie pojęcie jak chora miłość. I jest to jak
              najbardziej miłość, ze wszystkim objawami, i także osoba kochająca będzie
              uważała że robi wszystko co najlepsze dla osoby kochanej. Kto wie, może Ty
              kiedyś obdarzałeś kogoś takim uczuciem.
              Tak że nie twórz własnych definicji na własny użytek- można nazwać g... miodem
              a to nie znaczy że zmienisz tego czegoś walory. Semantyka działa tylko w
              polityce i reklamie.
              Nie chcę się powtarzać, ale samą miłością coś osiągnąć to tak jakby dać
              żołnierzom adrenaliny, motywacji, ducha bojowego a nie dac im broni i amunicji
              ale drewniane szable.
              Związki buduje się na relacjach, i udane związki są wtedy kiedy relacje są w
              miarę równe, akceptowane i zaspokajają potrzeby. A kochać to sobie można nawet
              Angelinę Jolie, i co prawdziwą tzw platoniczną miłością. I co warte takie uczucie?
              • sylwiamich Re: ja Ci przetłumaczę minsi 18.07.07, 19:21
                Glossar twierdzi że miłość o której Ty piszesz to taka miłość przez małe
                m...dwoje niedojrzałych, mających różne zaburzenia osobowości lub psychiczne
                osobników zamkniętych w tej formule...to jak Twoje wojsko bez strategii.
                Jest też miłość wg.Glossa miłość przez duze"M".Dwoej w pełni dojrzałych
                osobników po wielu latach bycia ze sobą, obserwacji bliższej i dalszej rodziny,
                przeprowadzonego wywiadu dotyczącego preferencjii w szeroko pojętym zakresie
                upodobań, moralności i czego tam jeszcze chcesz(jakoś mi się wena skończyła)
                podejmuje w pełni świadomą decyzję o zatytułowanie tego co ich łączy
                Miłością .Jesli im nie wyjdzie...spadaja na poziom miłości przez
                małe "m"...patrz opis.
              • glosatorr Re: wzajemna wymiana uprzejmości....cd 18.07.07, 20:00
                minsi napisał:

                > łałałał ale sobie gadamy jak małe dzieci

                Jeśli tak to oceniasz?

                > po kolei:
                > 1. nie mam kompleksów, a nawet jakbym miał to nie o to chodzi. Nie dostrzegasz
                > istoty rzeczy. Chcesz być postrzegany za szlachetnego mężczyznę a nim nie
                > jesteś. Wyśmiewając się z kogoś słabszego w sposób wyjątkowo płytki i prostacki
                > stajesz się tym czym nie chcesz być- zakompleksionym małym człowieczkiem

                Rozumiem, że jeśli Ty wyśmiewasz się ze mnie - to jesteś wspaniałym mężczyzną ;))
                Rozumiem - moralność kalego rulez :-)

                >(wybacz że nie używam słowa facet, facet ma ch..ja a nie wacka).

                Wybaczam - nie mogę oczekiwać od Ciebie głębi przemyśleń ;))

                > 2. co do reszty masz rację za wyjątkiem miłości.

                To jakiś postęp, cieszy mnie to.

                > 3. o miłości. Nazwałeś miłość z dużej litery, nadałeś jej rangę wytrycha
                > otwierającego wszystkie drzwi, zrobiłeś z niej lekarstwo na wsztystkie bolączki
                > związków. Wszystko to nieprawda.

                Masz prawo do swoich poglądów takie samo jak ja do swoich :)
                I cieszy mnie to.

                > a) zdanie śp. Lema "mężczyzna może mówić kobiecie że ją kocha, ale jest to
                > prawdą tylko wtedy gdy jej pożąda albo gdy ma z nią dziecko". Bez komentarza,
                > wszyscy wiemy że ś.p. Lem jednym z największych filozofów XXw.

                No ja nie wiem - ale przyjmijmy, że dla Ciebie jest autorytetem.

                > b) polecam inną książkę, tym razem podam z pamięci - Daniel Goleman
                > "Inteligencja emocjonalna". Można sobie poczytać skąd się biorą uczucia, jak
                > powstają, jak gasną. Miłość- zwiększone stężenie fenyloetyloamin czy jakiegoś
                > innego chemikalia (mniejsza zresztą jakiego).

                Znam tę książkę - i rzeczywiście, jeśli tyle z niej zapamiętałeś , to już postęp.

                > c) w psychologii istnieje takie pojęcie jak chora miłość.

                Oczywiście - chora miłość, chory człowiek, chore relacje - wskazuje na stan
                patologiczny.

                > I jest to jak
                > najbardziej miłość, ze wszystkim objawami,

                No właśnie. To jest miłość chora. Niepełna, niedoskonała, ułomna wymagająca
                leczenia.

                > i także osoba kochająca będzie
                > uważała że robi wszystko co najlepsze dla osoby kochanej.

                \Oczywiście - ale jej przekonania - tak jak np. Twoje nie mają tutaj żadnego
                znaczenia. To czysto subiektywny odbiór rzeczywtstości. Fakty w przypadku
                choroby są jednak inne.

                > Kto wie, może Ty
                > kiedyś obdarzałeś kogoś takim uczuciem.

                Jakim? Chorym? Nie - nie obdarzałem. Za to ja byłem obdarzany chorym uczuciem.
                Nazywanym przez kogoś miłością ale z miłoścą mającym niewiele wspólnego.

                > Tak że nie twórz własnych definicji na własny użytek

                Rozumiem, że Ty decydujesz co mogę a co nie mogę? Więc ja mam takie same prawa
                jak ty i proszę poraz ostatni - jeśli czegoś nie rozumiesz z tego, co ja piszę -
                wystarczy zapytać - ale nie wydawaj mi poleceń co mam robić, co wolno mi robić a
                czego nie wolno. Ok?

                >- można nazwać g... miodem

                Możesz. Ja nie mogę. Ja wiem co to jest g.... i wiem co to jest miód.
                Nie jestem w stanie pomylić tych dwóch rzeczy. Ty możesz.

                > a to nie znaczy że zmienisz tego czegoś walory. Semantyka działa tylko w
                > polityce i reklamie.

                Nie tylko.

                > Nie chcę się powtarzać, ale samą miłością coś osiągnąć to tak jakby dać
                > żołnierzom adrenaliny, motywacji, ducha bojowego a nie dac im broni i amunicji
                > ale drewniane szable.

                No masz prawo tak sądzić.

                > Związki buduje się na relacjach, i udane związki są wtedy kiedy relacje są w
                > miarę równe, akceptowane i zaspokajają potrzeby.

                Możesz tak sprowadzić związek - do samych relacji. Ale pamiętaj, że to bardzo
                zubożona definicja, która sprawia, że związkiem nazwiesz nawet dwóch kumpli.
                Wcale nie geyów

                > A kochać to sobie można nawet
                > Angelinę Jolie, i co prawdziwą tzw platoniczną miłością.

                Można - ale dzieci z tego nie będzie ;)))

                > I co warte takie uczuc
                > ie?
                >
                Nic .
                Zupełnie nic. tak jak i te całe Twoje czepianie się - nic nie jest warte, bo do
                niczego nie prowadzi.
    • your_and Re: na poważnie: seks i kontrola 18.07.07, 18:02
      fama11 napisała:
      > Nie macie czasami wrażenia, że partner/ka odmawia Wam seksu, aby mieć
      > całkowitą kontrolę nad Wami (niezaspokojonymi)? Że seks jest tylko narzędziem
      > w tej grze, która polega na podporządkowaniu sobie drugiej osoby?

      Nawet niemowle jak skojarzy że płączem podporządkowuje sobie zachowania
      rodziców to zaczyna z czasem to wykorzystywać żeby kontrolować sytuacje - jeśli
      mu sie tylko na to pozwoli :)
      • sunflower30 Re: do mansiego 18.07.07, 18:25
        bardzo dobre to, co napisałeś, szczególnie o miłości przez duże M. Chętnie bym
        sobie to wydrukowała i powiesiła nad łóżkiem. Idealnie wyraziłeś moje myśli.
        P.S Kibicuję Tobie
    • fama11 Re: na poważnie: seks i kontrola 18.07.07, 19:51
      Przeczytałam odpowiedzi i uściślam, bo chyba faktycznie coś pokręciłam: nie
      chodzi o manipulację typu kija i marchewki, tzn. że gdy będę grzeczna to
      dostanę. Gdy będę grzeczna i będą spełnione inne warunki, to dostanę albo i nie,
      w zależności od humoru. Kontrola polega na tym, że nigdy nie wiem czy mogę na
      coś liczyć i to dotyczy to oprócz seksu różnych innych rzeczy, szczególnie
      naszych wspólnych planów na przyszłość, na weekend itp., bo on to wie, ale nie
      powie.
      Oczywiście moja inicjatywa jest tu niepożądana, m. reaguje dużą niechęcią, a
      często złością (plany i seks tak samo).
      Mam wrażenie, że u niego wszystko musi być pod kontrolą, a w tym ja, gdyż jestem
      elementem nie do końca przewidywalnym, tak jak i seks jest działaniem raczej
      spontanicznym i może dlatego m. rzadko sobie na niego pozwala.
      Odpowiadając Minsiemu - m. nie kontroluje mnie wprost, ale czasami tak to
      odczuwam. Czuję też, że m. odmawiając mi seksu trzyma mnie w szachu, to ja go
      potrzebuje i jestem zależna. Bo on musi trzymać w ręku wszystkie sznurki.
      Glosatorr miał trafną intuicję o autyzmie, w każdym razie tak mi się wydaje. Jak
      pomyślę o tym, że on po prostu, tak jak autystyczne dziecko, nie ma poczucia
      bezpieczeństwa w normalnych spontanicznych sytuacjach, to jakoś mi lepiej, bo
      zamiast złości czuję, że żal mi go. Ostatnio psycholog powiedziała mi, że on się
      nie zmieni. Że muszę to zaakceptować. Czasami mi się to udaje, ale problem
      pojawia się, gdy bardzo czegoś od niego potrzebuję (seks). Wtedy jest
      katastrofa, bo nie mogę wyjść z inicjatywą, muszę czekać na przychylną sytuację,
      ale jak już napisałam wyżej żeby s. był możliwy musi być spełnionych wiele warunków.
      Napisałam o tym, bo jestem ciekawa doświadczeń osób, które mają podobnie, jak
      radzą sobie z partnerami. No i też po to aby podzielić się swoimi ostatnimi
      odkryciami, bo chyba często problemy z seksem mogą zahaczać o inne kwestie i
      wynikają z całej osobowości człowieka.
      Dodam jeszcze, że kiedyś byłam bardziej zależna od m., nasza sytuacja była
      całkiem inna i problem istniał, ale nie tak poważny jak dziś.
      • sylwiamich Re: na poważnie: seks i kontrola 18.07.07, 19:56
        Brak poczucia bezpieczeństwa i nadmierna kontrola występuje w tak wielu
        zaburzeniach osobowości, chorobach i innych że nazywanie tego autyzmem tylko
        dlatego że się takie pojęcie zna jest wielkim nadużyciem.
        • glosatorr Re: na poważnie: seks i kontrola 18.07.07, 20:06
          sylwiamich napisała:

          > Brak poczucia bezpieczeństwa i nadmierna kontrola występuje w tak wielu
          > zaburzeniach osobowości, chorobach i innych że nazywanie tego autyzmem tylko
          > dlatego że się takie pojęcie zna jest wielkim nadużyciem.

          Ja nie nazwałem tego autyzmem - czytaj Kobieto wyraźnie proszę.
          Ten typ zachowań nazywa się ze względu na występowanie podobnych zachowań jak w
          autyzmie - zachowaniami autystycznymi. I to co napisałaś jest nadużyciem.

          Zresztą pokazujesz po tym co napisała fama11 - że czytasz tylko to, co Tobie
          pasuje do Twojej opinii, teorii i przekonań - czyli wybiórczo. Na szczęście już
          wiem, że fama wie co robić - ani Twoje komentarze ani moja odpowiedź już nie są
          jej potrzebne.
          Ale wciąż cieszę się, że mnie czytasz - może kiedyś zaczniesz czytać nie co
          trzecią linijkę - ale ze zrozumieniem?
          Wciąż w to wierze... naiwnie.:-)
          :-) Powodzenia
          • sylwiamich Re: Oki szczególisto... 18.07.07, 20:22
            przychodzi baba do lekarza z rozwolnieniem
            A lekarz na to:
            -ma pani objaw mukowiscydozopodobny.
            Posłuchaj...psychologizowanie na forum...zwłasza w tonie który Ty
            uprawiasz....mentorsko-pewnym... wielu ludziom może wyrządzić krzywdę.Nadal,
            pomimo poprawienia mnie...zachowania autystyczne, a nie autyzm...zachowania
            schizofreniczne a nie schizofrenia...twierdzę że dla laika czasami nie ma to
            znaczenia.Ponieważ dla laika zachowania są objawami choroby.A ty diagnozami
            szafujesz i ocenami po całości.
            Przypominasz wysyłkowy kurs negocjacji i mediacji.
            Opanuj się trochę.Bo pomimo że czasami mówisz mądre rzeczy to popełniasz
            kardynalne błędy zakładając że wszyscy Ciebie zrozumieją i wyciągna jedynie
            słuszne wnioski.Wielokrotnie mnie zdenerwowałeś pisząc rzeczy które w mojej
            ocenie(a jestem praktykiem) sa szkodliwe dla zdrowia i szkliwia zębów.I nie
            rozczulaj się tak nad każdym sformulowaniem i zwrotem bo to też świadcyć może o
            wielorakich zaburzeniach...może wtedy będę Cię chętniej czytać...może nawet ze
            zrozumieniem.
            • glosatorr Re: Oki szczególisto... 18.07.07, 21:35
              sylwiamich napisała:

              > przychodzi baba do lekarza z rozwolnieniem
              > A lekarz na to:
              > -ma pani objaw mukowiscydozopodobny.
              > Posłuchaj...psychologizowanie na forum...zwłasza w tonie który Ty
              > uprawiasz....mentorsko-pewnym... wielu ludziom może wyrządzić krzywdę.

              Jedzenie nożem i widelcem może wyrządzić krzywdę - zabierz ludziom noże i
              widelce. Komu wyrządził krzywdę - poza Tobą?
              I jaką?
              Twoje obawy wynikają z czego? Z przewrażliwienia? Moje rady, jeśli ktoś po nie
              tutaj przychodzi napewno nie zaszkodzą - jestem odpowiedzialnym mężczyzną.
              Ale jeśli Ty należysz do takich uwrażliwionych i troskliwych osób - to udzielaj
              się tak wobec każdego, kto udziela tutaj rad. A nie tylko wobec mnie.

              >Nadal,
              > pomimo poprawienia mnie...zachowania autystyczne, a nie autyzm...zachowania
              > schizofreniczne a nie schizofrenia...

              Dokładnie - zachowania typu schizofrenicznego to nie schizofrenia a atustycznego
              to nie autyzm.

              >twierdzę że dla laika czasami nie ma to
              > znaczenia.

              Nieszkodzi. Ty tak uważasz. Jak ktoś nie uważa - ta każde forum, na którym ktoś
              przychodzi i się pyta albo prosi o zdanie - powinno się zlikwidować. Bo istnieją
              idioci, którzy nie myślą. Tu są dorośli ludzie - ja jestem dorosły i biorę
              odpowiedzialność za moje słowa. I jak na razie co widać - zawsze powtarzam,
              każde zdanie, słowo, opinie - weryfikuje życie. A jak pokazują wpisy osób
              komentujących to co piszę - jedynymi narzekającymi tutaj na mnie są Ci, co się
              ze mną nie zgadzają. Więc pomyśl czasami nad tym również, że Twoje wątpliwości,
              innym mogą zaszkodzić - jeśli uważasz, że moje komentarze czy teksty też szkodzą.


              >Ponieważ dla laika zachowania są objawami choroby.

              Jeśli dla laika każde zachowanie jest objawem choroby - to jest to wyłacznie
              jego problem. Spal wszystkie poradniki lekarskie, wszystkie podręczniki, ABC
              zdrowia psychicznego - bo laik może to przeczytać i sobie zaszkodzi.
              Na głupca nie ma sposobu - jak ma sobie zaszkodzić - to zaszkodzi.

              Ale tak jest, że objawy choroby mogą być przejawem choroby.
              I to źle?

              >A ty diagnozami
              > szafujesz i ocenami po całości.

              Co Ty powiesz? Ja diagnozuję? Gdzie? Gdzie ja stwierdziłem, że np. Mąż Pani Fame
              ma autyzm? Nigdzie - to Ty popełniłaś błąd i mnie winisz za to, że sama mnie źle
              zrozumiałaś. Bo przyjęłaś, że zachowania autystyczne to autyzm. Nie - zachowania
              sadystyczne to nie sadyzm a reakcje orgiastyczne to nie orgia.
              Kumasz? Jak ktoś czegoś nie wie - moze zapytać innych.

              > Przypominasz wysyłkowy kurs negocjacji i mediacji.

              A Ty przypominasz mi Bo Derek po menopauzie - znasz Bo Derek?
              I co z tego?
              Co z tego co ja Ci przypominam - czemu się innych nie czepiasz?
              Ja wiem - ale czekam kiedy to wyartykułujesz szczerze.

              > Opanuj się trochę.

              Jestem bardzo opanowany ;))

              >Bo pomimo że czasami mówisz mądre rzeczy to popełniasz
              > kardynalne błędy zakładając że wszyscy Ciebie zrozumieją i wyciągna jedynie
              > słuszne wnioski.

              Nigdy i nigdzie tak nie zakładam. M. in. dlatego często piszę tak szeroko, długo
              i pokazuje przykłady, by być lepiej zrozumiałym. A jeśli popełniam błąd skrótu
              myślowego - co mi się zdarza - na każde pytanie odpowiadam wyczerpująco.
              Ale pamiętam, jak i to Ci przeszkadzało :)))

              >Wielokrotnie mnie zdenerwowałeś pisząc rzeczy które w mojej
              > ocenie(a jestem praktykiem) sa szkodliwe dla zdrowia i szkliwia zębów.

              No to byłbym Ci wdzięczny, i napewno wiele osób byłoby Ci wdzięczne - gdybyś ze
              mną jako fachowiec polemizowała. Powiedziała tak: Glosator - tu żeś pieprznął
              jak łyzy warkoczem o kant kuli - jest tak i tak a nie tak jak napisałeś.
              Ja wtedy zreflektuję się (jak nie raz zresztą) i poczytam i pomyślę - i jak
              zobaczę, że masz rację - to Ci ją przyznam. Ktoś wtedy, kto nas czyta -
              wyciągnie korekcyjnie własną prawdę.
              Ale jeśli napiszesz - Glos Ty znowu pieprzysz bez sensu i na tym kropka - to
              gdzie tutaj jest konstruktywne i braterskie napomnienie? :)))
              RObi sie z tego huzia na Józia jak w piaskownicy/

              >I nie
              > rozczulaj się tak nad każdym sformulowaniem i zwrotem bo to też świadcyć może o
              > wielorakich zaburzeniach...może wtedy będę Cię chętniej czytać...może nawet ze
              > zrozumieniem.

              Ależ nie czytaj - ja naprawdę się nie obrażę. Ba - nie zgadzaj się. Ja lubię jak
              ludzie się mądrze nie zgadzają. Kocham myślenie i poszukiwanie prawdy - nie
              jestem wszechwiedzący - mylę się i poznaję nowe rzeczy. Jak np. to w dyskusji o
              irygacji, gdzie z rozpędu walnąłem pierdołę zapominając o ważnym słowie -
              jednorazowo. Ale Minsiemu wyjaśniłem już resztę i co?

              Proszę - nie czytaj mnie Sylwio - naprawdę nie zmuszaj się do tego.
              Nie chcę abyś się denerwowała moimi tekstami. Naprawdę :)
              Chociaż Cię nie znam - mam do Ciebie wiele sympatii - ale ja nawet nie zakładam,
              że mnie wszyscy będą tak lubić jak KOnewkę (Konewka RULEZ!)
              Ja sobie piszę - myślę - i potraktuj mnie jak chcesz. Ale nie czytaj.
              Po co masz się stresować?
              Przecież ja nie piszę tutaj po to by mnie poklepano po pleckach i napisano -
              Glos - jesteś wporzo. Ja piszę tutaj, bo widzę czasami siebie, jak dawno dawno
              temu rozpaczliwie szukałem odpowiedzi na swoje pytania i na takiego Glosatora
              nie trafiłem. Wolę odpowiedź dzisiaj dać ja - niż by jakiś naprawdę potrzebujący
              człowiek trafił na radę, której jeśli posłucha, to pogorszy swoją sytuację.

              Dlatego przykro mi, że tak myślisz pomimo tego, że jak sama możesz sprawdzić -
              są tacy, którzy coś zrozumieli. Życze miłego czytania innych autorów :)
              • sylwiamich Re: Oki szczególisto... 18.07.07, 22:01
                Ja z Tobą nie mogę rzeczowo polemizować.Poradniki do kosz?Jestem za....znam
                wiele osób które po przeczytaniu książek z tego zakresu znależli wreszcie kozła
                ofiarnego, sprawcę wszystkich swoich kłopotów.I oki...ale na tym zazwyczaj
                poprzestają.Nie próbują nic zrobić ze swoim życiem...bo winnego juz za ogon
                trzymają.
                Zresztą wyrzuciłabym pojęcie "wina" z większości rozmów.Wszyscy sa winni-nikt
                nie jest winny.Ludzie mają problemy.Wynikłe czasami z ICH nieumiejętności
                postawienia innym granic.Czasami z innych powodów.Nie mogę mówić z całą
                poewnością, tak jak Tobie się czasami zdarza,co szwankuje w ich
                związku.Zazwyczaj zależy im jedynie na tym żeby się wygadać, żeby usłyszeć że
                ktos też tak ma.Nie chcą zmian.A Ci co chcą zmienia swoje życie bez tego forum.
                A Tobie życzę pokory....mówisz tylko do mądrych..czyli tych którzy według
                Ciebie zrozumia Twój przekaz...za nich bierzesz odpowiedzialność.A co z resztą?
                U...to juz świat kategori "B".Nie zamierzam uprawiac terapii na forum.To głupie
                jest.Piszę o sobie, o swoich znajomych, o moim świecie.Piszę co czuję, jakie
                błędy popełniłam.Jak sobie z czym poradziłam.To jeden przykład...nie dobra
                objawiona rada....jedynie mój przykład.Czemu wykłócam się z tylko z Tobą?
                Kurde...Bo inni moga mieć inne zdanie...to ich prywatne zdanie.A nie prawda
                objawiona..jak u Ciebie.Nie wiem po co to piszę...pewnie i tak nie
                zrozumiesz...tyle osób juz Ci to mówiło.
      • glosatorr Re: na poważnie: seks i kontrola 18.07.07, 20:24
        fama11 napisała:

        > Przeczytałam odpowiedzi i uściślam, bo chyba faktycznie coś pokręciłam: nie
        > chodzi o manipulację typu kija i marchewki, tzn. że gdy będę grzeczna to
        > dostanę. Gdy będę grzeczna i będą spełnione inne warunki, to dostanę albo i nie
        > ,
        > w zależności od humoru.

        Mi o te inne warunki chodziło. Ale już nieważne.

        > Kontrola polega na tym, że nigdy nie wiem czy mogę na
        > coś liczyć i to dotyczy to oprócz seksu różnych innych rzeczy, szczególnie
        > naszych wspólnych planów na przyszłość, na weekend itp., bo on to wie, ale nie
        > powie.

        Czyli bardziej trzyma Cię w niepewności? To inna metoda "tresowania" albo on
        wbrew pozorom sam nie wie, tylko do tego się nie przyznaje?
        Może i tak być.


        > Oczywiście moja inicjatywa jest tu niepożądana, m. reaguje dużą niechęcią, a
        > często złością (plany i seks tak samo).

        Tak sobie myślę na głos - a może spróbuj działać odrobinę inaczej?
        Spróbuj - nie zaszkodzi :)
        Kiedy on oczekuje na coś - np. że się wściekniesz bo nic nie ustalone - olej to.
        A jak już oznajmi Ci, że decyzję podjął - Ty ją zmień w ostatniej chwili.
        Ja wiem, to może być ciężkie - ale w tym momencie Ty zachowasz swoją autonomię
        co do decyzji a on nagle znajdzie się w sytuacji, kiedy jego własne działania
        zaczną mu burzyć poczucie bezpieczeństwa kosztem ciebie.
        Podam przykład. Jeśli macie gdzieś iść razem a on czeka z podjęciem decyzji -
        powiedz mu - że idziesz z nim lub bez niego. Albo czekaj aż podejmie decyzję -
        Idziemy a Ty w tym momencie powiedz, że już nie chcesz iść bo czekanie na jego
        decyzję Cię zmęczyło i Ci się odechciało.
        Obserwuj jego reakcję.


        > Mam wrażenie, że u niego wszystko musi być pod kontrolą, a w tym ja,

        Myślę, że tak po prostu jest.
        Jeśli tak czujesz.

        > gdyż jeste
        > m
        > elementem nie do końca przewidywalnym, tak jak i seks jest działaniem raczej
        > spontanicznym i może dlatego m. rzadko sobie na niego pozwala.

        A to jest ważna informacja. Jeśli to Ty jesteś osobą, która bardziej chce
        zbliżeń - i tu spróbuj zapanować nad emocjami. Kiedy Ty zachęcasz go do seksu a
        on odmawia - akceptuj to. Ale kiedy on Cię zachęca do seksu - odmów mu raz czy
        drugi - byle wymówką. Kiedy zapyta się Ciebie - o co chodzi i wyczujesz niepokój
        - obalisz jego taktykę. Jeśli to przyjmie spokojnie - faktycznie Wasz problem
        jest nienaprawialny i można tylko liczyć, że kiedyś mały chłopiec dojrzeje.


        > Glosatorr miał trafną intuicję o autyzmie, w każdym razie tak mi się wydaje.
        > Jak pomyślę o tym, że on po prostu, tak jak autystyczne dziecko, nie ma poczucia
        > bezpieczeństwa w normalnych spontanicznych sytuacjach, to jakoś mi lepiej, bo
        > zamiast złości czuję, że żal mi go.

        Jeśli go kochasz - i jesteś w stanie wytrzymać to, przyjmując, że z jakichś
        powodów on tak trzymając Cię w niepewności stale Cię utrzymuje na fali i to daje
        mu poczucie bezpieczeństwa - po prostu przyjmij to takim jakim on jest.
        Ale jeśli w innych syutuacjach życiowych - on może być spontaniczny, w innych
        sytuacjach ma gdzieś kontrolę otoczenia - musisz to zauwazać (np. w
        towarzystwie) - to musisz zdać sobie sprawę, że facet Tobą świadomie manipuluje.
        Nie jestem w stanie stwierdzić po co. Ale Ty możesz mieć świadomość, że w jakimś
        celu on tak Tobą manipuluje i samej starać się odnaleźć cel takiego działania.


        > Ostatnio psycholog powiedziała mi, że on si
        > ę
        > nie zmieni.

        Jeśli tak Ci powiedział - oznacza to jedno - niestety tak jest i on się nie zmieni.

        > Że muszę to zaakceptować. Czasami mi się to udaje, ale problem
        > pojawia się, gdy bardzo czegoś od niego potrzebuję (seks). Wtedy jest
        > katastrofa, bo nie mogę wyjść z inicjatywą, muszę czekać na przychylną sytuację
        > ,
        No niestety - każdy by chciał aby wszystko było idealne w związku. Ale czasami
        tak nie jest. Mam do Ciebie pytanie - czy przed ślubem nie zauważyłaś u niego
        takiego zachowania? Wcześniej? Jeśli tak - to czy zaakceptowałaś go takim jakim
        jest? A jeśli nie zauważyłaś - to on zachowywał się wtedy inaczej?

        > ale jak już napisałam wyżej żeby s. był możliwy musi być spełnionych wiele waru
        > nków.

        I to podyktowanych przez niego.

        > Napisałam o tym, bo jestem ciekawa doświadczeń osób, które mają podobnie, jak
        > radzą sobie z partnerami.

        Jeśli to nie jest sytuacja chorobowa - to na takie postępowanie zawsze jest
        dobra metoda polegająca na działaniu przeciwnym od oczekiwanego przez
        manipulowaną osobę.
        Plus rozmowa.

        > No i też po to aby podzielić się swoimi ostatnimi
        > odkryciami, bo chyba często problemy z seksem mogą zahaczać o inne kwestie i
        > wynikają z całej osobowości człowieka.

        Generalnie problemy z seksem - poza problemami typowo medycznymi - to skutek
        głębszych problemów stron związku tkwiących w nich lub pomiędzy nimi.

        > Dodam jeszcze, że kiedyś byłam bardziej zależna od m., nasza sytuacja była
        > całkiem inna i problem istniał, ale nie tak poważny jak dziś.

        Czy chodzi o zależność zawodową, materialną czy emocjonalną?
        I czemu był kiedyś mniej poważny?
      • aandzia43 Re: na poważnie: seks i kontrola 18.07.07, 23:35
        fama11 napisała:

        >
        > Dodam jeszcze, że kiedyś byłam bardziej zależna od m., nasza sytuacja była
        > całkiem inna i problem istniał, ale nie tak poważny jak dziś.


        A czy nie jest tak, ze problem istniał i wcale nie był mniej poważny niż dziś,
        ale po prostu mniej widoczny? Bo widoczxny był tylko wierzchołek góry lodowej.
        Ścięłaś go uniezależniając się od męża (finansowo?), ujawniając tłumione
        potrzeby emocjonalne i wyłoniło się na powierzchnię to, co do tej pory ukryte
        było pod taflą.

        To wszystko było, istniało, truło i unieszczęśliwiało. Im więcej bólu, brudu i
        zadr wydobędziesz na powierzhcnię i unicestwisz, tym swobodniej będziesz
        oddychać. Ot, uroki świadomego życia ;-))))))

        Życzę dalszego owocnego odcinania kolejnych kawałków góry lodowej
        :-))))))
    • yoric Glosatorrowi - krótko 19.07.07, 04:47
      Generalnie nie będę z Tobą dyskutował. Dwie uwagi są jednak wskazane dla dobra
      ogólnej dyskusji tutaj:

      >Np. z Pańskich tekstów potrafię wywnioskować, że Pan
      ma straszliwy kompleks na punkcie tego co piszę i jak piszę. Wkurza Pana to co
      piszę niezależnie - czy mam rację czy jej nie mam. I Pan czyta mnie wbrew sobie...
      (i tak dalej)

      wyrobiłem sobie taką strategię, że kiedy napotykam "glosatorr", to przewijam w
      dół. Zwykle długo trzeba przewijać. To męczące. Jak widać po wpisach, nie tylko
      mnie to męczy.

      > Można się pogubić

      Można. To zależy głównie od inteligencji. Ludzie tutaj zgadzają się z moimi
      wpisami, albo nie (zwykle zgadzają się, co mnie bardzo dziwi), ale raczej się
      nie gubią.

      Pozdrawiam
      • your_and Przyjaciele i nieprzyjaciele 20.07.07, 15:56
        yoric napisał:
        > wyrobiłem sobie taką strategię, że kiedy napotykam "glosatorr", to przewijam w
        > dół. Zwykle długo trzeba przewijać. To męczące. Jak widać po wpisach, nietylko
        > mnie to męczy.

        W kwestii formalnej:
        W trzeciej zakładce na górze jest "moje forum" a tam zakładaka "przyjaciele" -
        jest tam taka opcja: "Przyjaciele i nieprzyjaciele"
        "Wątki przyjaciół będą wyróżniane, nieprzyjaciół wygaszane."

      • glosatorr Yoricowi - jeszcze krócej 23.07.07, 12:14
        yoric napisał:

        > Generalnie nie będę z Tobą dyskutował.

        Ale dyskutujesz nie umiejąc dyskutować?

        >Dwie uwagi są jednak wskazane dla dobra
        > ogólnej dyskusji tutaj:
        >
        Twój musi być głos ostatni :-)

        > > I Pan czyta mnie wbrew sobie
        > ...
        > (i tak dalej)
        >
        > wyrobiłem sobie taką strategię, że kiedy napotykam "glosatorr", to przewijam w
        > dół.

        A kogo to interesuje, co Ty robisz trafiając na moje posty?
        I tak je będziesz czytal i tak - Już parę razy się wpieniałeś ale nadal
        ogłaszasz publicznie, że już dyskutowac nie będziesz.
        Wejdz w opcje Moje Forum - możesz mnie tam zablokowac.
        I ciesz się, żeś się sam ocenzurował, bo Ci grdyka chodziła :-)
        Pozwolisz, że ja się nie pohlaszczę po żyłąch z Tego powodu?
        Bo mi wisi czy Ty mnie czytasz czy nie.
        :-)
        > Zwykle długo trzeba przewijać. To męczące.

        A pilot od TV Ci się już od ręki odkleił? Też CIę męczyło przerzucanie kanałów?
        Jakoś samce męczą się - na szczeście to już młodsze pokolenie.
        I jeszcze muszą to ogłaszać - ja bym się wstydzil napisac, że mnie coś męczy.
        :-)
        >Jak widać po wpisach, nie tylko
        > mnie to męczy.
        >
        No i co z tego? Czytasz wybiórczo - częśc męczy część nie męczy.
        Jestem sobą - i będę sobą niezależnie czy to się komuś podoba czy nie.
        A ciepłe kluchy omijam.

        >ale raczej się
        > nie gubią.

        No to zdecyduj się czy raczej :)))
        Istnieją dwa światy - Ty należysz do jednego a ja do drugiego - nie krzyżują
        się one. I ja się z tego powodu bardzo cieszę.
        Powodzenia, chociaż Ty tego nie przeczytasz - jako Najinteligentniejszy na Tym
        Forum już mnie wpisałeś na czarną listę i nie widzisz mojego wpisu, prawda?
        :-)
        pa pa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka