Dodaj do ulubionych

"Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeństwie

02.08.07, 00:08
Temat rozpoczął się w wątku obok.

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=66700254&a=66700254
Tam też odesłanie Kawitatora do pokrewnego wątku. Ale warto pogadać sobie na
spokojnie tutaj.

Mianowicie: jak jest Wasza reakcja na umowę małżonków, że w momencie
pojawienia się dziecka, a konkretnie narodzin, przeprowadzany jest test na
potwierdzenie ojcostwa. Zanim ktoś wyrwie się z odpowiedzią, warto wiedzieć,
że wszędzie na świecie - również w krajach rozwiniętych - całkiem spory
odsetek mężczyzn nie jest biologicznymi ojcami dzieci, które uważają za
poczęte prze siebie. Tu są konkretne, rzetelne dane, choć głównie dla krajów
anglosaskich:

www.childsupportanalysis.co.uk/analysis_and_opinion/choices_and_behaviours/misattributed_paternity.htm
Padają tam liczby od 1% do 30%. Te wyższe możemy spokojnie skreslić: są one
albo mało wiarygodne, albo odnoszą się do badań DNA zlecanych przez
*podejrzewających* ojców, a więc próbę "wysokiego ryzyka", a nie
reprezentatywną. Z drugiej strony pozostaje faktem, że nawet w bardzo
wiarygodnych badaniach liczba ta nie schodzi poniżej 1.7% i to nawet dla próby
mężczyzn o wysokim stopniu pewności ojcostwa!

Myślę, że są silne argumenty za taką umową, ale czekam na Wasze zdanie.
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • glosatorr Ha ha ha 02.08.07, 00:27
      yoric napisał:


      > Mianowicie: jak jest Wasza reakcja na umowę małżonków, że w momencie
      > pojawienia się dziecka, a konkretnie narodzin, przeprowadzany jest test na
      > potwierdzenie ojcostwa.

      Ja gdybym był na miejscu kobiety - to bym takiego faceta zostawił od razu.
      Wykopałbym daleko i bez żalu.

      > Zanim ktoś wyrwie się z odpowiedzią, warto wiedzieć,
      > że wszędzie na świecie - również w krajach rozwiniętych - całkiem spory
      > odsetek mężczyzn nie jest biologicznymi ojcami dzieci, które uważają za
      > poczęte prze siebie. Tu są konkretne, rzetelne dane, choć głównie dla krajów
      > anglosaskich:

      No i co z tego Yoric? :-)))

      > Myślę, że są silne argumenty za taką umową, ale czekam na Wasze zdanie.


      To nie są silne argumenty :-) To są wyłącznie argumenty dla facetów, którzy nie
      potrafią sprawić, że kobieta będzie im wierna, jak również dla takich, którzy
      uważają, że papier, obostrzenia, podejrzliwość, ustrzegą ich przed zdradą,
      nieszczęściami i co tam jeszcze może spotkać naiwnego chłopa. Ot i cały
      komentarz, który jak na mnie jest wyjątkowo krótki :)_)))
      Dobranoc
      • druginudziarz Re: Ha ha ha 02.08.07, 15:39
        glosatorr napisał:

        > yoric napisał:
        >
        >
        > > Mianowicie: jak jest Wasza reakcja na umowę małżonków, że w momencie
        > > pojawienia się dziecka, a konkretnie narodzin, przeprowadzany jest test n
        > a
        > > potwierdzenie ojcostwa.
        >
        > Ja gdybym był na miejscu kobiety - to bym takiego faceta zostawił od razu.
        > Wykopałbym daleko i bez żalu.

        [ciach]

        Hahaha, już wiem skąd to Twoje oburzenie ;)
        To Ty jesteś "sprawcą tych wielu ciąż jako mąż i niemąż" (nie pamiętam kto to
        śpiewał :))
        • menk.a Re: Ha ha ha 03.08.07, 12:00
          druginudziarz napisał:
          > Hahaha, już wiem skąd to Twoje oburzenie ;)
          > To Ty jesteś "sprawcą tych wielu ciąż jako mąż i niemąż" (nie pamiętam kto to
          > śpiewał :))

          Atrakcyjny Kazimierz?;)
    • gardenersdog Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 00:46
      To juz fanatyczna krucjata, yorick. I jasny komunikat: "spodziewasz się dziecka
      = mogłaś dopuścić się zdrady". Czy w cenę badania wliczona jest opłata za inkubator?

      Moim zdaniem, takie badania nie powinny być obligatoryjne. Co innego w przypadku
      uzasadnionych podejrzeń, no i nie, gdy dziecko dobija dwudziestki.
      Sugeruję mniej wyników badań, a więcej Ibsena;-))
      • yoric Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 03:35
        Bardzo proszę o udzielanie odpowiedzi przynajmniej w przybliżeniu adekwatnych do
        zadanego pytania.

        > Moim zdaniem, takie badania nie powinny być obligatoryjne.

        >> jak jest Wasza reakcja na *umowę* małżonków (...)

        > no i nie, gdy dziecko dobija dwudziestki.

        >> na umowę małżonków, że w momencie pojawienia się dziecka, a konkretnie
        narodzin (...)

        Pozdrawiam
        • glosatorr Propozycje merytoryczne przed zawarciem małżeństwa 02.08.07, 12:14
          yoric napisał:

          > Bardzo proszę o udzielanie odpowiedzi przynajmniej w przybliżeniu adekwatnych
          d
          > o
          > zadanego pytania.

          Ok - ja do Twojej propozycji dodałbym coś takiego.

          Od Kandydatki na Narzeczoną (Żonę/Partnerkę/Konkubinę)celem zagwarantowania
          Kandydatowi na Narzeczonego (Męza/ Partnera/Konkubenta - niepotrzebne skreślić)
          wymaga się:

          1. Przeprowadzenie testów DNA na ustalenie przewidywanego potencjalnego
          zaistnienia chorób czy innych wad genetycznych u potomstwa. Ponadto wymaga się,
          aby zbadano zdolność w/w do poczęcia dziecka, badania naskórka i wyściółki
          pochwy celem potwierdzenia deklarowanej ilości wcześniejszych stosunków
          płciowych czy śladów innej penetracji.

          2. Objęcie calkowitą kawarantanną Kandydatki na 72 godziny przed podpisaniem
          Klauzuli celem wyeliminowania podejrzenia matactwa z jej strony tj. współżycia
          z innym mężczyzną przed zawarciem małżeństwa lub sporządzenia intercyzy czyli
          klauzuli wyłaczającej. Dopuszcza się czasamow ubespłodnienie kobiety dla czasu
          zadeklarowanego rozpoczęcia współżycia pomiedzy Nią a jej Przyszlym Partnerem.

          3. Pobranie na 30 min przed zawarciem związku małżeńskiego (podpisania klauzuli
          wyłączającej) wymazu z pochwy potwierdzającego, iż Kandydatka nie współżyła
          seksualnie przed podpisaniem klauzuli. Do czasu podpisania klauzuli -
          Kandydatka czeka w pomieszczeniu monitorowanym na rozpoczęcie uroczystości
          ślubnej.

          4. W trakcie oczekiwania Kandydatka wypełnia formularz KMATP/2007/YO/RI/C, w
          którym m.in :
          - wmienia wszystkich swoich partnerów seksualnych od czasu pierwszej miesiaczki
          - wymienia wszystkie osobniki płci przeciwnej, z którymi utrzymuje kontakty
          towarzyskie podając dane adresowe, nr. telefonów oraz miejsce pracy w.w
          - umieszcza spis dokumentów załączonych do niniejszego oświadczenia a w
          szczególności listy zaświadczeń z badań, do jakich była zobowiązana (HIV,
          Waserman, etc)
          - pod grożbą zaistnienia przyczyny zrywającej związek oraz pod rygorem kar za
          złamanie przepisów o skladaniu fałszywych zeznać, Kandydatka składa
          oświadczenie niniejszej treści:

          Ja........ ur........ córka........ nazwisko Panienskie...... zamieszkała.....
          o grupie krwi....... profilu Gen...... niżej podpisana przyrzekam, że wszystkie
          wyżej wymienione dane są prawdziwe, że posiadam wiedzę odnośnie
          odpowiedzialności karnej za składanie nieprawdziwych oświadczeń i jednocześnie
          przysięgam, że w przypadku wykrycia, iż moje dziecko z Panem...............
          nie jest jego potomstwem wyrażam zgodę na: konfiskatę mienia, pobyt w
          klasztorze Sióstr Olewatorianek od św. Bonigdy, poddanie mnie karze chłosty
          oraz wyrażam zgodę na wykonanie tatułaży na prawym ramieniu zgodnie z
          przedstawionym mi wzorcem czyli symbolem N - jak niewierna. Wyrażam również
          zgodę na wszczepienie mi czujnika alarmowego w mięsień Kegla, który połączony z
          detektorem będącym w posiadaniu Pana....... będzie monitorował każdą insertacje
          dopochwową. Jednocześnie oświadczam, że kocham Pana...... calym swoim sercem i
          umysłem i nie opuszczę go aż do śmierci. Tak mi dopomóż Bóg.

          Yoric - a to nie jest kurna lepsze?
          Jak kocha, to się na wszystko zgodzi no nie?
          :-)
          I jest merytoryczne ;)))
          • justyna.ada Re: Propozycje merytoryczne przed zawarciem małże 02.08.07, 13:00
            Ja dla odmiany oplułam kefirem :-))))

            Widzę że żargon urzędowy masz wyćwiczony.:-)
            Wielki Brat, po prostu, musi czuwać i już.

            A jeszcze się zastanawiam, co zrobić na okoliczność ewentualnego sprawdzenia
            kandydata, czy nie okazał się niewiernym... Dziecka niby do domu nie
            przyniesie, ale chciałoby się wiedzieć, nie? :-P
            • glosatorr Re: Propozycje merytoryczne przed zawarciem małże 02.08.07, 13:30
              justyna.ada napisała:

              > Ja dla odmiany oplułam kefirem :-))))

              Wszędzie w instrukcjach pracy przy komputerze ostrzega się, by żadnych plynów
              nie trzymac w poblizu komputera - no to teraz masz ;)))

              >
              > Widzę że żargon urzędowy masz wyćwiczony.:-)

              Ale nie posługuje się nim na codzień ;)))

              > Wielki Brat, po prostu, musi czuwać i już.
              >
              Koniecznie - i najśmieszniejsze jest, że gdyby nawet założył takiej pani GPS,
              kamery, wykupił transponder na satelicie i wynajmił ExGromowców by ją śledziło -
              to i tak może tę swoją pewność między bajki wsadzić. Urwać się ogonowi - żaden
              problem - a potem facet żżera to poczucie niepewności, ech.

              > A jeszcze się zastanawiam, co zrobić na okoliczność ewentualnego sprawdzenia
              > kandydata, czy nie okazał się niewiernym...

              Oj to jest nawet prostsze ;)

              Ja wyznaję zasadę - masz wątpliwości, spakój walizki.
              Sposobów na sprawdzenie niewierności Małżonka jest tak wiele, że naprawdę
              wystarczy wyobraźnia, czas i posiadane środki.


              > Dziecka niby do domu nie
              > przyniesie,


              Znam przypadek, że przyniósł.
              Powaga - poznal pewien Pan Panią, w dyskotece. Ona w końca za którymś razem
              zaszła. Pan był majetny (e tam, taka sobie firemka, ale mial grosz), ale...
              właśnie - oczekiwał, że panna zechce z nim być z powodu tego potomka wspólnego.
              A ona mu do garsoniery dziecię przywozła i wyjechała do pewnego odległego
              kraju . No i co począć?
              No przyszedł, stanął z osoeskiem na progu domu ślubnej i rzekł słabym głosem -
              Wybacz i pomóż.

              > ale chciałoby się wiedzieć, nie? :-P

              Jak sobie zagwarantować wierność faceta? Dobierając sobie właściwego partnera,
              Zakochać się w odpowiednim czasie (po przepuszczeniu gościa po Waszym
              poligonie) i znając parę mechanizmów faceta sobie ustawić (tu zaraz się Paru
              uniesie - ale co mi tam). Wiem, tutaj to brzmi jak truizm - ale nie bierzcie
              panie pierwszego z brzegu, co się Wam wydaje najlepszy. I ostrożność... zresztą
              dorosłe jesteście i powinnyście wiedzieć.
              :-)))
              Znowu się ktoś przypierniczy ;)))
      • gardenersdog Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 13:46
        Na takie badania przystałby zapewne chętnie pewien specyficzny, psychologiczny
        typ faceta: być może uprzednio zdradzony, chorobliwie zazdrosny, traktujący
        partnerkę przedmiotowo (włącznie z oscylowaniem między wizerunkiem dziwki i
        madonny),roszczeniowy, niepewny swej męskości, zdecydowanie preferujący
        rozwiązywanie konfliktów przy pomocy sankcji, a nie kompromisu czy mediacji,
        wyznający zasadę "tyle władzy, ile kontroli"
        ...który najczęściej z ww. powodów nie może właśnie utrzymać związku
    • yoric Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 03:19
      Więc jeszcze raz:

      "Men with high paternity confidence (subjects in genetic studies) have very low
      rates of nonpaternity (median = 1.9%, N = 22)."

      Pozdrawiam
      • anula36 Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 09:41
        byle umowa przed slubem - przynajmniej wiadomo czego sie spodziewac po mezusiu. Gorzej jesli badania na obecnym poziomie pewnosci ( 99,99999%) takiego nie zadowola i przez cale zycie bedzie wypatrzywac w rysach dziecka podobienstwa do sasiada.
        Moze lepiej odpuscic sobie dzieci? To da 100 % pewnosci ze nie sa cudze:)
        • glosatorr Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 12:18
          Gorzej jak po ślubie okaże się, że ....
          Mężuś ma zdechłe plemniki, co to nie potrafią pokonać drogi do jaja a nawet jak
          się jakiemuś uda, to jest niezdolny przebić się przez błonę jaja i z dzidziusia
          nici. O wtedy to będzie cyrk - od unieważniania klauzyli by móc dokonać
          inseminacji nasieniem innego dawcy - np.
          Nie wspomnę, jak mężuś za przeproszeniem sam zrobi skok w bok - tu może być
          ciekawie :))) Kogo wtedy karać? A co jak mężuś zrobi dziecko innej? Intercyza
          wciąż ważna?
          Kurcze - to po co wogóle ślub - spisać umowę cywilną, zagrozić karami i super -
          żadna kobitka nie pomysli o zdradzie wiedząc, że jak ją nakryją to np. pójdzie
          do pierdla albo jej zrobią tatuaż na czole ;))))
    • alta_rica Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 09:58
      Hmmm...
      Yoric - cos w tym jest. Pewnie gadałabym jak moi poprzednicy, gdyby nie to, że
      w moim najbliższym otoczeniu zdarzyła się taka własnie historia...
      Długo by opowiadać - w każdym razie zdrada wyszła na jaw, para się rozwiodła,
      dziecko jest ostatecznie nie wiadomo czyje (raczej kochanka), ale clou imprezy
      tkwi w tym, że były mąż myśli tak jak moi przedmówcy czyli "co ze mnie za
      facet, że żona nie była mi wierna", etc. etc. i NIE przeprowadził testów na
      ojcostwo. Efekt - płaci alimenty, dziecko widział raz (jest już kilkuletnie) i
      stwierdził, że nie chce widywać bo nie jego.
      Reasumując :
      - nigdy nie mów nigdy, też możesz zdradzić (a ciąże czasem się jednak zdarzają);
      - kobieta jest pewna w 100% swojego macierzyństwa (pomijam jakieś horrory o
      zamianie dzieci), mężczyzna - hmmm... w ilu? ;-)
      - społeczeństwa funkcjonują coraz bardziej liberalnie, mówi się już nawet o tym
      (gdzieś czytałam ostatnio), że zasada wyłączności seksu moze być usunięta z
      umów małżeńskich, więc taka intercyza.... w sumie.... czemu by nie?

      Miłość, wierność, zaufanie - pięknie. Ale fakt naukowy.... "to jest całkiem
      inna inszość".

      Uznanie za inteligentny wątek :-)
    • lilyrush Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 10:41
      Yoric- zgodnie z obietnicą
      Na wstępnie- to są moje osobiste poglądy do których mam prawo. I mam też prawo
      mieć w tym przypadku gdzieś wszelkie wyniki badań naukowych bo mówię o sobie i
      moje relacji z partnerem.
      Decyzja o dziecku jest poważna i wiążąca-na całe życie. Dla kobiety to także
      zawsze poświecenie. Nawet jeśli pominiemy ciążę i poród, to kobieta matkę
      będzie juz zawsze. Ojciec może sobie o dziecku zapomnieć, matka nie.
      Niezależnie od pomocy ze strony ojca zawsze to matka "poniesie" większą ceną za
      dziecko. (abstrahujemy tu od tego, co otrzymuje w zamian typu bezwarunkowa
      miłość itp, bo nie o to tu chodzi). Dla mnie decyzja o dziecku jest wyrazem
      miłości i zaufania do tego partnera z którym to dziecko mam mieć. I w ciąże
      zachodziłam z nastawieniem, ze będziemy razem to dziecko wychowywać i to
      dziecko nas na zawsze połączy. Życie pokazało, ze będzie inaczej. I to jest dla
      mnie chyba najgorszy problem w tym całym zdarzeniu.
      Zdecydowałam o dziecku wspólnie z mężem i z mężem do dziecko mam. Nie umawiałam
      sie na dziecko z kochankiem, ani z żadnym innym facetem. Proste.
      Dla mnie miłość oznacza zaufanie. Poproszenie o badanie genetyczne oznaczałoby,
      ze z założenia tego zaufania nie ma. Taką prośbą mężczyzna na wejściu pokazałby
      mi, ze cały ten związek nie ma sensu, bo on z góry zakłada, ze ja go będę
      zdradzała. A jeśli zakłada to w stosunku do mnie to zapewne dlatego, ze taka
      myśl chodzi mu po głowie w jego wykonaniu. To tak jakby brać ślub z
      nastawieniem, że sie za chwilę rozwiodę. To tak, jakby podpisywać intercyzę
      majątkową, bo się przecież kiedyś rozwiedziemy. Żeby Ci bardziej zamieszać- ja
      mam podpisaną przed ślubem rozdzielność majątkową, ale zupełnie z innego powodu.
      Może jestem z kosmosu, ale gdybym w jakiś magiczny sposób zaszła w ciążę z
      kochankiem, albo na przykład z moim obecnym parterem to żaden z nich by się o
      tym fakcie nie dowiedział. Zwyczajnie- nie planowaliśmy tego, a że cos nie
      zadziało to już moje ryzyko. I jestem go świadoma. I gdybym zaszłą w ciążę z
      kochankiem w trakcie małżeństwa to rozstałabym sie z mężem. Pewnie postarałbym
      się tez mu nie powiedzieć dlaczego, ale pewnie jakoś by i tak wyszło. Cóż, ja
      ponoszę konsekwencje swoich błędów. Nikt inny nie ma takiego obowiązku. A ja z
      kolei nie wyobrażam sobie sytuacji, w której nie wiem czyje jest moje dziecko.
      Może dlatego, że jakoś nie sypiam równocześnie z dwoma mężczyznami.
      Tak Yoric- możesz mnie już wstawić do muzeum, jako eksponat z przeszłe epoki.
      • anula36 Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 10:53
        posiedzimy tam razem na zakurzonej poleczce:)
        Dla mnie zreszta to byloby karte blanche zeby jednak skakac na boki, skoro
        narzeczony juz mnie i tak podejrzewa o zdrade to przynajmniej sobie uzyje:)
      • mam_to_w_nosie Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 13:34
        Niemalże w pełni się zgadzam z powyższą wypowiedzią. To jedno budzi moje
        wątpliwości:

        lilyrush napisała:

        > Może jestem z kosmosu, ale gdybym w jakiś magiczny sposób zaszła w ciążę z
        > kochankiem, albo na przykład z moim obecnym parterem to żaden z nich by się o
        > tym fakcie nie dowiedział. Zwyczajnie- nie planowaliśmy tego, a że cos nie
        > zadziało to już moje ryzyko.

        Odnosząc się do samej siebie, dla mnie to nie jest tylko moje ryzyko, ale jednak
        nasze. Nie żadnym cudem tylko zwyczajnie zgodnie ze statystyką, która jest
        niemiłosierna,
        nie ma 100% zabezpieczenia, a w ciążę jednak nie zachodzi się bez współudziału
        partnera, a ten jako dojrzały osobnik powinien o tym wiedzieć i przyjąć do swej
        świadomości, że z seksu biorą się dzieci i może się to zdarzyć również gdy tego
        nie planujemy. A potem konsekwencje ponosimy razem, nie tylko ja.

        > Tak Yoric- możesz mnie już wstawić do muzeum, jako eksponat z przeszłe epoki.

        Poza jedną drobną różnicą opinii, która nie wpływa na odpowiedź na pytanie Yorica
        mnie również można by wstawić jako eksponat. Testom na ojcostwo tak na zapas,
        bo przecież kobita - wredna istota - zapewne wierna nie będzie, mówimy stanowcze
        NIE.
        Dla mnie to całkowicie podważa sens związku.
        • lilyrush Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 14:17
          mam_to_w_nosie napisała:

          > Niemalże w pełni się zgadzam z powyższą wypowiedzią. To jedno budzi moje
          > wątpliwości:
          >
          > lilyrush napisała:
          >
          > > Może jestem z kosmosu, ale gdybym w jakiś magiczny sposób zaszła w ciążę
          > z
          > > kochankiem, albo na przykład z moim obecnym parterem to żaden z nich by s
          > ię o
          > > tym fakcie nie dowiedział. Zwyczajnie- nie planowaliśmy tego, a że cos ni
          > e
          > > zadziało to już moje ryzyko.
          >
          > Odnosząc się do samej siebie, dla mnie to nie jest tylko moje ryzyko, ale
          jedna
          > k
          > nasze. Nie żadnym cudem tylko zwyczajnie zgodnie ze statystyką, która jest
          > niemiłosierna,
          > nie ma 100% zabezpieczenia, a w ciążę jednak nie zachodzi się bez współudziału
          > partnera, a ten jako dojrzały osobnik powinien o tym wiedzieć i przyjąć do
          swej
          > świadomości, że z seksu biorą się dzieci i może się to zdarzyć również gdy
          tego
          > nie planujemy. A potem konsekwencje ponosimy razem, nie tylko ja.

          Wg mnie- jeśli na początku rozmaiwa sie o anykoncepcji (a dla mne to ise
          rozmawia przed pójściem do łóżka, nawet jednorazowym) to jeśli ja mówię, że ja
          biore tabletki i nie wymagam od niego stosowania dodatkowych środków to ryzko
          jest moje. Hmm..jakoś mnie sie nie zdarzyło bliższe spotkanie z panem, który o
          to nie zapytał...tak, szczeście mam ;-)
          • mam_to_w_nosie Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 15:09
            lilyrush napisała:

            > Wg mnie- jeśli na początku rozmaiwa sie o anykoncepcji (a dla mne to ise
            > rozmawia przed pójściem do łóżka, nawet jednorazowym)

            Dla mnie też się rozmawia, również przed jednorazowym, a może nawet szczególnie
            przed takim...

            > to jeśli ja mówię, że ja
            > biore tabletki i nie wymagam od niego stosowania dodatkowych środków to ryzko
            > jest moje.

            No dla mnie jednak nie tylko moje, z chłopem się bzykam, nie sama. I nawet jak
            antykoncepcja jest moja to ryzyko zawodności ponosimy razem. Pomijam w tej chwili
            kwestię, że przy jednorazowym seksie bez gumki bym się nie odważyła.

            > Hmm..jakoś mnie sie nie zdarzyło bliższe spotkanie z panem, który o
            > to nie zapytał...tak, szczeście mam ;-)

            A mnie się zdarzyło, ale owo spotkanie nie zakończyło się seksem, bo z niedojrzałymi
            dupkami do łóżka nie chadzam.
            • lilyrush Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 15:21
              mam_to_w_nosie napisała:
              >
              > No dla mnie jednak nie tylko moje, z chłopem się bzykam, nie sama. I nawet jak
              > antykoncepcja jest moja to ryzyko zawodności ponosimy razem. Pomijam w tej
              chwili kwestię, że przy jednorazowym seksie bez gumki bym się nie odważyła.

              Weisz, ja bym nie chciała, zeby facet był ze mna bo sie nam wpadka zdażyła.
              Masochistka jestem, ale wole byc sama niz w byle jakim zwiazku.
              A opcja jednorazowego seksu jakos mnie zupełnie nie pociaga. No i oczywiscie
              kwestia bezpieczeństwa to zupelnie osobna bajka
              >
              > > Hmm..jakoś mnie sie nie zdarzyło bliższe spotkanie z panem, który o
              > > to nie zapytał...tak, szczeście mam ;-)
              >
              > A mnie się zdarzyło, ale owo spotkanie nie zakończyło się seksem, bo z
              niedojrzałymi dupkami do łóżka nie chadzam.

              Toż przecie pisałam, ze bliższe. Żebys ty widziała ilu jest chętnych do
              pocieszania mnie, jak powiedziałm, ze sie rozwodzę...
              >
              • mam_to_w_nosie Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 15:45
                Ok, rozumiem twój punkt widzenia, ale nie podzielam go.

                lilyrush napisała:

                > Weisz, ja bym nie chciała, zeby facet był ze mna bo sie nam wpadka zdażyła.
                > Masochistka jestem, ale wole byc sama niz w byle jakim zwiazku.

                Ale kto mówi o związku?? Ja mówię jedynie o odpowiedzialności, że nie biorę jej
                tylko na siebie, skoro uprawiam seks z kimś z kim owszem ustaliliśmy reguły, ale
                one czasem zawodzą. A żeby jeszcze bardziej uściślić odniosłam się konkretnie do
                stwierdzenia,
                że w sytuacji braku decyzji o dziecku twój partner by się nie dowiedział, mój nawet
                jednorazowy by się dowiedział i tu liczyłabym na jego odpowiedzialną reakcję
                tzn. w przypadku urodzenia dziecka szeroko rozumiane zaangażowanie w jego
                wychowanie. Jakby protestował dochodziłabym drogą sądową przynajmniej finansowego
                zaangażowania. Zresztą w przypadku nieurodzenia też oczekiwałabym przynajmniej
                partycypacji w kosztach :PP

                > Toż przecie pisałam, ze bliższe. Żebys ty widziała ilu jest chętnych do
                > pocieszania mnie, jak powiedziałm, ze sie rozwodzę...

                Nie rozwodziłam się to nie wiem, ale wierzę Ci na słowo :))
    • goaa Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 10:42
      Myślę,że strony mogą umawiać się na co chcą i zawrzeć to w intercyzie.
      Nic mam do tego....ogólnie nie mam nic przeciwko...jeszcze kilkanaście lat temu
      sama intercyza była postrzegana jako brak zaufania...czasy się zmieniają.
      • cyklista6 Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 14:06
        Eeee tam. Czasy się zmieniaję ale to co było głupie jest nadal głupie.

        Intercyza oznacza po prostu brak zaufania. Miała sens, kiedy małżeństwo bywało
        przedsięwzięciem ekonomicznym ale nie ma sensu kiedy mówimy o małżeństwie z miłości.
    • murakami2 problem jak podział majątku 02.08.07, 11:48
      Czy spisywać intercyzę o rozdzielności majątkowej współmałżonków? Można, ale to
      służy spokojowi tylko jednej ze stron. Druga raczej czuje sie od razu skazana na
      myślenie o ewentualnym rozstaniu. Pewnie, praktyczne, rozsądne... Ale związkowi
      potrzeba czegoś więcej niż rozsądek.
      Czy sprawdzać ojcostwo? Można, ale to dziwny pomysł, jeśli w związku wszystko
      jest ok. Kochamy się, nosimy na rękach, dziecko "w drodze" - po cholerę takie
      zabiegi? Nie wiem, jak innym, ale mi by to na pewno w jakiejś części zrujnowało
      zaufanie. Natomiast jeśli mamy wątpliwości - tu już sprawa nie jest prosta, ale
      do rozstrzygnięcia indywidualnego jak najbardziej. Niekoniecznie testem. Co komu
      wydaje się wystarczające.
      Mam nieodparte uczucie niesmaku rozważając takie zagadnienia.
      • lilyrush Re: problem jak podział majątku 02.08.07, 12:00
        murakami2 napisał:

        > Czy spisywać intercyzę o rozdzielności majątkowej współmałżonków? Można, ale
        to służy spokojowi tylko jednej ze stron. Druga raczej czuje sie od razu
        skazana na > myślenie o ewentualnym rozstaniu. Pewnie, praktyczne, rozsądne...
        Ale związkowi > potrzeba czegoś więcej niż rozsądek.

        I tu Cie zaskoczę. Przed ślubem ja miaąłm kupione mieszaknie. Na kredyt, mój
        przyszły maz był super hipr zadowolony z intercyzy włąsne po to, zeby ise ie
        ożenić z moim kredytem. mieszkania i tak raczej by nie dostał bo kupione przed
        ślubem było. A tka to on potem wział kredyt na swoej duże.
        W tej chwili ta intercyza, która niby była dla mnie (no ba ja miałąm
        mieskzanie) wyszła mi na niekorzysć. Gdyb jej ie było, to moje wcześniejsze
        mieszkanie byłoby i tak moje, a eks musiabysie podzielic swoim, bo byłoby we
        wspólnocie, Ja z kolei nie miałabym teraz wolnej zdolnosci kredytowej, zeby
        kupic sobie nowe mieskzanie.
        Rozizelnosc majatkowa ma wiele aspektów. I naprawde niewiele wspólnego z
        miłscią. Dziecko, która poczyna sie w ten specyficzny bardoz zbliżający do
        sibie sposów to zupełnie inna histroia
        • murakami2 Re: problem jak podział majątku 02.08.07, 12:41
          Pewnie, jeśli sytuacja jest skomplikowana, to ciężko mówić o jasnych
          rozwiązaniach. Mam dwie koleżanki i kolegę, którzy spisywali intercyzę i wszyscy
          ci, którzy majątku nie posiadali, czuli niesmak podejmując tę decyzję, ale
          podjęli, bo nie chcieli afer. Twój przypadek jest bardziej skomplikowany.

          Tak jak skomplikowane jest badanie ojcostwa, a wydaje mi się, że bezmyślne jest
          stawanie po stronie czarnej lub białej. Cholera wie, co przyniesie życie.
          • lilyrush Re: problem jak podział majątku 02.08.07, 12:58
            murakami2 napisał:
            > Tak jak skomplikowane jest badanie ojcostwa, a wydaje mi się, że bezmyślne
            jest
            > stawanie po stronie czarnej lub białej. Cholera wie, co przyniesie życie.


            Dla mnie badanie ojcostwa jest absolutnie na nie. Właśnei czarno-białe. W tmy
            wypadku to, co przyniesie życie raczej zależy ode mnie. To ja decyduej z kim
            sypiam, a wiec potencjalnie mogę zajsc w ciażę. I to ode mnei zależy co zrobie,
            zeby w ta ciążę nie zajść jesl tego nie chce.
            Co w tym przypadku ma mi życie przyniesc?
            • yoric Re: problem jak podział majątku 02.08.07, 13:51
              > Co w tym przypadku ma mi życie przyniesc?

              Tobie nie, ale Murakami pisał z punktu widzenia faceta.
              Poza tym Ty piszesz o dziecku w kategoriach planowania i świadomej decyzji, co
              oczywiście jest bardzo dobre, ale i bardzo rzadkie, bo zdecydowana większość
              dzieci przychodzących na ten świat zaplanowana nie jest.
              • gardenersdog Re: problem jak podział majątku 02.08.07, 13:53
                Yoric, jesteś seksistą.

                >>Poza tym Ty piszesz o dziecku w kategoriach planowania i świadomej decyzji, co
                > oczywiście jest bardzo dobre, ale i bardzo rzadkie, bo zdecydowana większość
                > dzieci przychodzących na ten świat zaplanowana nie jest.
              • murakami2 Re: problem jak podział majątku 02.08.07, 14:26
                jestem kobietą - pozdrawiam serdecznie :)
              • glosatorr Re: problem jak podział majątku 02.08.07, 14:34
                yoric napisał:


                > Poza tym Ty piszesz o dziecku w kategoriach planowania i świadomej decyzji, co
                > oczywiście jest bardzo dobre, ale i bardzo rzadkie,

                Nie jest rzadkie.
                Jest częstsze niż Ci się wydaje.
                Przynajmniej na terenie naszego kontynentu.

                > bo zdecydowana większość
                > dzieci przychodzących na ten świat zaplanowana nie jest.

                A skądżeś to WytrzasnąŁ!

                Swiadoma decyzja - będziemy mieli.... N dzieci - to planowanie. Kiedy dwoje
                ludzi żyje w związku, kwestia dzieci pojawia się wcześniej czy później nim
                podejmą decyzję o hajtaniu się :-) Jeśli więc dwoje dorosłych ludzi mówi -
                będziemy mieli dzieci, chcemy ich - to czy oni to zaplanują z aptekarską
                dokładnością, bo np. wiedzą, że zajście w ciąże w pierwszym dniu owulacji lub
                ostatnim daje prawie pewne narodziny syna zaś w środku owulacji - to prawie
                pewna córka - to wg Ciebie jest planowanie? To już jest programowanie.

                No i tu się Yoric z Tobą nie zgodzę - co to znaczy - zaplanowane dziecko?

                Jeśli założymy, że dziecko zaplanowane to takie, że dwoje ludzi decyduje się -
                teraz mamy dziecko i zaczynają ku temu dążyć - to jesteś w bardzo głębokim
                błędzie. Dla wielu ludzi chęć zajścia w ciąże - jest sporym problemem.
                To, że ludzie mówią - dzisiaj zrobimy sobie dziecko - to nie znaczy, że za 9
                miesięcy dziecko pojawi się na świat. W zdecydowanej większości, pojawia się w
                parę lat po zaplanowaniu :)))) I co - wtedy są nieplanowane? Nie . Są
                planowane ;)

                Jeśli zakladasz, planowanie to określenie dnia narodzin dziecka - to możesz
                mieć rację.

                Problem w tym, że klasyczne wpadki - zdarzają się, ale nie jest to wcale
                większość wszystkich narodzin. To jakieś 1/4 wszystkich narodzin.

                Bo co to jest wpadka? Czy wpadką jest to, że kobieta nie zabezpiecza się i
                bzyka się na lewo i prawo? Wg mnie - to jest konsekwencja głupoty i
                nieroztropności. To jak powiedzieć na widok sapera, który zamiast poruszać się
                ostrożnie z aparatem detektora na uszach - biega podskaując radośnie i
                śpiewając sobie pod nosem uwerturę z Jeziora łabędziego na polu minowym, że jak
                go rozerwało - to wpadł, pomylił się ;)))

                Widzisz - co innego gdy saper pomyli się raz, wiedząc co mu grozi a co innego
                jak sobie lata beztrosko i durnie po tym samym polu minowym.

                Albo pomyśl - kobieta chce złapać faceta na dziecko - czy to wpadka czy
                planowane poczęcie?

                W tej materii żadnych statystyk się nie prowadzi, więc Twoja teza jest wzięta z
                sufitu.

                Ale znając poziom głupoty na świecie, brak albo niski poziom edukacji na
                świecie - to możesz mieć rację. Tylko, że głupota nie jest żadnym argumentem.
                A napewno nie w tej dyskusji.

                Już plemiona pierwotne widziały, że kąpiel faceta w gorącej wodzie przez parę
                dni przed stosunkiem, sprawia, że facet jest bezpłodny i znali środki i
                sposoby, które sprawiały, że ich kobiety w ciążę nie zachodziły.

                Nieplanowane narodziny, albo wpadka - to przynajmniej czytając opracowania na
                ten temat, widać w nich, iż - jest to zajście w ciąże pomimo stosowania środków
                antykoncepcyjnych czyli tzw. ciąż niechcianych i tu niestety Yoric się mylisz.
                Podam przykład znaleziony w sieci - fragment analizy raportu Instytutu:

                "Od roku 1995 wzrosła liczba kobiet zachodzących w ciążę, której nie chciały. W
                2002 roku było 14% niezaplanowanych ciąż, a w 1995 tylko 9%.
                Aborcyjny Instytut Guttmacher przyznał, że przesunięcie jest skutkiem tego, że
                jest mniej kobiet usuwających ciążę. Instytut donosi, że w 1995, 26% ciąż
                kończyła się aborcją, a w roku 2002 zmniejszyła się liczba aborcji do 24%."

                Choćby z tej statystyki wynika - że większość ciąż jest akceptowalna. Koło 1/4
                ciąż, to ciąże niezaplanowane i niechciane.
                Innymi słowy - niechciane ciąże to jedno, ale chciane - to drugie - i o tym
                musisz pamiętać pisząc, bo są wpadki i wpadki. Sama wpadka to problem
                nierozrtopnych a tutaj rozmawiasz o sprawach roztropności, myslenia.

                Nie rozmawiamy o problemach dzikich z dżungli czy pampasów - ale o
                cywilizowanych ludziach. Większość wie, czym jest stosunek, jakie są tego
                konsekwencje - a jeśli wpadają, to wyłacznie z powodu głupoty i bezmyślności.
            • murakami2 Re: problem jak podział majątku 02.08.07, 14:25
              Życie może ci przynieść np. faceta wariata, który nie wierzy, pomimo tego, że
              naprawdę jest ojcem, i zadręcza cię swoją niepewnością. Można oczywiście
              powiedzieć, że jak nie wierzy, to niech spada, ale ile kobiet w ciąży zdecyduje
              się na zerwanie związku z ojcem dziecka, które dopiero ma się urodzić?
              Dla mnie też badanie jest na nie. Z mojego punktu widzenia. Ale nie wykluczam
              sytuacji życiowej, w której po prostu bym to zrobiła.
              • lilyrush Re: problem jak podział majątku 02.08.07, 15:16
                murakami2 napisał:

                > Życie może ci przynieść np. faceta wariata, który nie wierzy, pomimo tego, że
                > naprawdę jest ojcem, i zadręcza cię swoją niepewnością. Można oczywiście
                > powiedzieć, że jak nie wierzy, to niech spada, ale ile kobiet w ciąży
                zdecyduje
                > się na zerwanie związku z ojcem dziecka, które dopiero ma się urodzić?
                > Dla mnie też badanie jest na nie. Z mojego punktu widzenia. Ale nie wykluczam
                > sytuacji życiowej, w której po prostu bym to zrobiła.


                no i ca ja Ci mam napisać??? u mnie źle trafiłaś. fatk, nie wynieosłam sie od
                męża jeszcze w ciaży choicazby dlatego, ze przez ostatnie 2 m-ce leżałąm na
                tyłku, zeyb to dziecko urodzic najbliże bezpiecznego terminu. Ale decyzje o
                rozwodzie podjeam bardzo szybko po tym. Z wariatem nie chciałbym być na pewno.
                A..w ciązy odchodiz sie łatwiej- dziecko w brzuchu to mniejszy kłopot w
                przeprowadzce niż roczniak. Weim, co mówie ;-)
    • yoric Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 13:47
      Widzę, że pośmialiśmy się, popluliśmy, ale potem okazało się, że ironia nie
      zastąpi argumentów i w końcu przyszło jednak do refleksji.

      Dlaczego badać? A raczej: dlaczego *umawiać się* na badanie? Jak napisałem w
      innym wątku - po np. 15 latach dochodzi do transplantacji, choroby genetycznej
      lub po prostu grubszej kłótni małżonków i facet słyszy, że "Justysia nie jest
      Twoja". Z faceta zostają emocjonalne zgliszcza, dziecko ma kompleks na resztę
      życia, matce też nie jest wesoło. Tak, jak zwykły rozwód, tylko dużo większy 'syf'.

      Co właściwie dałaby taka umowa? Zakładam, że miałaby raczej zapobiec - kobieta
      zastanowiła się drugi raz przez skokiem w bok, a po skoczyłaby jescze raz - po
      Postinor.

      Zaufanie jest drugą stroną medalu, które nie można lekceważyć - i ja tego nie
      robię. Ale problem tkwi raczej w podejściu - czy traktujesz to osobiście, jako
      oskarżenie pod swoim adresem, czy jako coś standardowego, co się po prostu robi.
      Jak ktoś trafnie napisał, ileś lat temu intercyza była traktowana w sposób
      osobisty - teraz zaczyna być standardem i przy obecnym współczynniku rozwodów
      trudno, żeby nie była. Jak dodał Kawitator - na zachodzie sprawdzanie ojcostwa
      właśnie zaczyna funkcjonować podobnie, tj. być standardem. To jest po prostu
      przyjęcie do wiadomości pewnych danych.
      Nb. jak miałem 18 lat to myślałem, że intercyza jest zaprzeczeniem idei zaufania
      i ja nigdy bym czegoś takiego nie spisał :).

      Pozdrawiam
      • anula36 Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 13:51
        to napisz nam jeszcze jaka bedzie reakcja na ta propozycje domniemanej zony i
        matki twojego dziecka. To bedzie fajne zakonczenie tego watku.
      • gardenersdog Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 14:02
        >>Ale problem tkwi raczej w podejściu - czy traktujesz to osobiście, jako
        >>oskarżenie pod swoim adresem, czy jako coś standardowego, co się po prostu robi

        Problem tkwi nie w podejsciu, a w procedurze - która dotyczy wyłącznie kobiet.
        Co innego obopólne badanie płodności przed zawarciem małżeństwa, choć dla
        nietorych to też niemal eugenika.
      • lilyrush Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 14:22
        yoric napisał:

        >> Co właściwie dałaby taka umowa? Zakładam, że miałaby raczej zapobiec -
        kobieta
        > zastanowiła się drugi raz przez skokiem w bok, a po skoczyłaby jescze raz - po
        > Postinor.

        Naiwny jesteś...raczej zadbała o lepsze zabezpieczenie
        >
        > Zaufanie jest drugą stroną medalu, które nie można lekceważyć - i ja tego nie
        > robię. Ale problem tkwi raczej w podejściu - czy traktujesz to osobiście, jako
        > oskarżenie pod swoim adresem, czy jako coś standardowego, co się po prostu
        robi

        Weż Ty mi wytłumacz jak ja mam nie brac tego osobiście, jak jestem z factem w
        ciaży i ja wiem, ze jestem z nim w ciazy, a on mi karze robic badania???
        KJM w końcu to mnie sie osobiście i na 100% personalnie w tym momencie oskarża
        o zajscie w ciaze z kimś innym!!!!!
        • glosatorr No gdzieżeś Ty oczy miała Kobieto ;) 02.08.07, 14:44
          lilyrush napisała:

          >
          > Weż Ty mi wytłumacz jak ja mam nie brac tego osobiście, jak jestem z factem
          w
          > ciaży i ja wiem, ze jestem z nim w ciazy, a on mi karze robic badania???

          W mordę go, w mordę!!!! a na końcu z kopa w nery, tak by zaśpiewał arię
          Torreadora po hiszpańsku i z akcentem, zabrac porfel, karty, kluczki od
          samochodu i mieszkania i w ....dłuuuuugą! A facet niech zdycha ;))) Że śmiał
          wogóle wątpić!
          ;)

          > KJM w końcu to mnie sie osobiście i na 100% personalnie w tym momencie
          oskarża
          > o zajscie w ciaze z kimś innym!!!!!

          No właśnie - jak ktoś smie oskarżać bez dowodu i to wyłacznie na podsatwie
          wątpliwości i podejrzeń!? Na pohybel z nim!


          Ale zaraz zaraz.... gdzieś Ty oczy miała Kobieto, żeś sobie takiego chrobliwego
          zazdrośnika na ojca dzieci i męża wybrała!?
          No gdzieś Ty oczy miała, co?
          ;)
          • lilyrush Re: No gdzieżeś Ty oczy miała Kobieto ;) 02.08.07, 15:02
            glosatorr napisał:
            > Ale zaraz zaraz.... gdzieś Ty oczy miała Kobieto, żeś sobie takiego
            chrobliwego
            >
            > zazdrośnika na ojca dzieci i męża wybrała!?
            > No gdzieś Ty oczy miała, co?
            > ;)
            >
            No już z Yoriciem uzgodniliśmy, ze my ze sobą to nie whcodzi w rachube. Innych
            o podobnym schemacie myślenia nie zauważyłam chwilowo na horyzoncie
            Mój eks, a wiec i ojciec mojego dziecka takich wątpliwości nie posiadałi nawet
            zazdrosny nie był, bo to wymagałoby za dużo wysiłku ;-)
            Ale ostatnio często is ezastanawiam nad przyczynami zaćmienia umysłowego...
      • mam_to_w_nosie Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 14:57
        yoric napisał:

        > Co właściwie dałaby taka umowa? Zakładam, że miałaby raczej zapobiec - kobieta
        > zastanowiła się drugi raz przez skokiem w bok, a po skoczyłaby jescze raz - po
        > Postinor.

        Aha, czyli taki straszak na kobiety? No i jest jeszcze druga strona medalu -
        mężczyzna w tym czasie skakałby sobie z kwiatka na kwiatek, bo jego żadna intercyza
        nie krępowałaby w tym zakresie. No i rzecz jasna "pozazwiązkowego" dziecka nie
        urodzi :PP

        > Zaufanie jest drugą stroną medalu, które nie można lekceważyć - i ja tego nie
        > robię.

        Proponując taką intercyzę robisz, całkowicie podważasz opierający się na zaufaniu
        sens związku.

        > Ale problem tkwi raczej w podejściu - czy traktujesz to osobiście, jako
        > oskarżenie pod swoim adresem, czy jako coś standardowego, co się po prostu
        > robi.

        Rozumiem, że nie sugerujesz jakiegoś prawnego zobligowania do takowej intercyzy,
        tylko formę zwyczajową, jedni tak robią inni nie jak to w większości dziedzin
        życia. Zatem ktoś takową intercyzę proponuje - mężczyzna - i właśnie sytuacja
        robi się osobista, podważane jest zaufanie tej konkretnej kobiety, której on to
        proponuje.

        > Jak ktoś trafnie napisał, ileś lat temu intercyza była traktowana w sposób
        > osobisty - teraz zaczyna być standardem i przy obecnym współczynniku rozwodów
        > trudno, żeby nie była.

        Intercyza to dla mnie coś zupełnie innego, zwykle nie podważa ona zaufania bo
        dotyczy wnoszonego w małżeństwo majątku przez każde z małżonków osobno (a nie
        wspólnie - przynajmniej teoretycznie - poczynanego dziecka). Często zawierana jest
        by ominąć obowiązujące przepisy, które mówią, że majątek zgromadzony w trakcie
        trwania małżeństwa jest wspólny (bo np. jedno z małżonków ponosi w pracy
        odpowiedzialność
        majątkową i rozdzielność podpisywana jest w obopólnym interesie małżonków) -
        co to ma wspólnego z zaufaniem? Poza tym nawet gdy intercyza zawierana jest w
        klasycznej
        sytuacji – jedno ma kupę kasy, drugie nie, to dotyczy jednak faktu dokonanego.
        Jedna osoba zarobiła sobie pieniądze, być może ciężką pracą, ma je, one już
        istnieją,
        a intercyza dotycząca sprawdzania ojcostwa dotyczy sytuacji przyszłej, hipotetycznej
        A u jej podstaw leży założenie niewierności kobiety. Tyle z mojej strony w temacie.
    • yoric Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 15:22
      Zacznijmy od ustalenia faktu. Jakiś - i to dość znaczny - procent dzieci ma
      innego biologicznego ojca. To nie jest "chorobliwa zazdrość". TO JEST FAKT. A
      nastawienie pt, "statystyki dotyczą wszystkich innych, ale nie mnie" -
      delikatnie mówiąc nie jest właściwe inteligentnym ludziom. Nieumiejętność
      zrozumienia tego szczególnie dziwi na tym forum, gdzie na każdym kroku
      przekonujemy się o powszechności zdrady.

      Jak już mówiłem, to kwestia przyjęcia do wiadomości pewnych danych. Ponieważ
      rozwody są powszechne - powszechne są intercyzy. Ponieważ dość powszechne są
      dzieci 'od innego ojca' - są testy ojcostwa. Ponieważ są choroby weneryczne -
      używa się prezerwatyw. Czy Ty, Lilyrush, biorąc pigułki, nie wymagasz od nowego
      parnera użycia gumki? Czy w ten sposób nie oskarżasz go o bycie zarażonym?

      I jeszcze raz - duża część Waszych emocjonalnych odpowiedzi jest NIE NA TEMAT.
      Traktujecie test jako oskarżenie ("puszczałaś się!!!"). Tymczasem, jak wyraźnie
      napisałem w pierwszym wpisie, idea jest taka, że partnerzy umawiają się na test
      np. przy ślubie, a więc przed pojawieniem się dziecka! W tym momencie nie jest
      to oskarżenie, tylko prosta formalność.

      Ciekawy jest wpis Gardener's, która podkreśla nierównowagę - sprawdzana jest
      tylko kobieta. Może coś w tym jest; może nastawienie byłoby inne, gdyby taki
      test działał w obie strony (co oczywiście jest niemożliwe).

      Nb. szkoda, że nie ma więcej opinii panów.

      Pozdrawiam
      • lilyrush Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 15:54
        yoric napisał:
        Ponieważ są choroby weneryczne -
        > używa się prezerwatyw. Czy Ty, Lilyrush, biorąc pigułki, nie wymagasz od
        nowego
        > parnera użycia gumki? Czy w ten sposób nie oskarżasz go o bycie zarażonym?

        Widzisz..nie wchodząc w niepotrzebne szczególy.
        Nie ide do łóżka z niesprawdzonym partnerem. Jako, ze w tuzinach ich nie liczę
        to jak dotąd weidizałm wcześniej, źe w grę wchodzi tyko antykoncepcja, bo poza
        tym oboje jesteśmy na pewno czysci. Tak- wszelkie powazniejsze rzeczy
        potwierdzone badaniami. Tak, wierzyłam każdemu mojemu partnerowi. Bo ja sie
        nadal trzymam kolejności, ze najpierw sie ludzie poznaja, nabieraja do siebie
        zaufania a dopiero potem idą do łóżka. A jak sie pewne zaufanie zbuduje to
        przede wszytkim w takich kwestiach sie nie kłamie. Skoro połowę życia tak
        przeżyłam to chyba to nie jest zła strategia. Byle jaki seks z przygodnymi
        partnerami mnie wcale nie pociąga.


        > I jeszcze raz - duża część Waszych emocjonalnych odpowiedzi jest NIE NA TEMAT.
        > Traktujecie test jako oskarżenie ("puszczałaś się!!!"). Tymczasem, jak
        wyraźnie napisałem w pierwszym wpisie, idea jest taka, że partnerzy umawiają
        się na test np. przy ślubie, a więc przed pojawieniem się dziecka! W tym
        momencie nie jest to oskarżenie, tylko prosta formalność.

        Nawet idąc Twoim tokiem rozumowania- przed ślubem głupi podpis jest
        formalnoscia. Ale juz wykonanie takeigo badania jest 100% oskarżeniem kobiety o
        niewiernosć. Koniec kropka.
        Nie oczekuj, że jeśli poruszasz kwestie tak bardzo emocjonalną to będą na nia
        obiektywne odpowiedzi. Każdy ma swoej przekonania, swoje wartosci i swoja
        godnosc.
        Ty zywczajnie musisz sobie znaleźć partnerke, dla której beidze to taka sama
        formalnosc, jak dla Ciebie. A poniewaz pisałeś, ze własnie przeprowadzsz
        casting, to szczeze Ci tego życzę :-)
        • marek_kolomanski Yoric ma trochę racji.... 02.08.07, 17:20
          Statystyki są faktem. Problem dotyczy jakiejś części populacji.
          Wszyscy tu emocjonalnie trąbią o zaufaniu. Tylko o czyim zaufaniu?
          Tylko kobiety zasługują na bezgraniczne zaufanie?
          A czy facet, który po latach dowiaduje się, że nie jest biologicznym ojcem
          swojego dziecka nadal ma ufać?
          A może on chciałby mieć wybór przed laty? Nie przyszło wam to do głowy?
          Może chciałby odejść 15 lat temu i ułożyć sobie życie z inną kobietą, która
          urodziła by biologicznie jego dzieci? Moim zdaniem fajnie by było, gdyby mógł
          świadomie podjąć decyzję, czy chce łożyć na utrzymanie cudzego dzieciaka i nadal
          żyć z nieuczciwą partnerką.

          Osobiście nie mam nic przeciwko temu aby po urodzeniu dziecka przeprowadzać z
          urzędu, ustawowo badania genetyczne aby potwierdzić lub wykluczyć ojcostwo. Ot
          takie zwykłe badania jak każde inne.
          Wtedy uniknęlibyśmy dylematu "braku zaufania" - badania owe nie były by przecież
          przeprowadzane na życzenie męża...
      • glosatorr Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 16:07
        yoric napisał:

        > Zacznijmy od ustalenia faktu.

        Faktów - no wreszcie :-)

        > Jakiś - i to dość znaczny - procent dzieci ma
        > innego biologicznego ojca.

        Na świecie jest 8 mld Chińczyków - czyli co 4 człowiek na świecie to Chińczyk -
        TO JEST ZNACZNY PROCENT!!!
        W zależności od Środowiska - jak podawano tutaj od 1% do 26% dzieci to dzieci
        nie prawnego ale biologicznego ojca. I to są fakty. Około 26% facetów według
        statystyk zdradza - a kobiety mówią - wszyscy faceci to świnie. I Twoje
        sformułowanie (fakty?) i teksty pań - to przegięcie.

        > To nie jest "chorobliwa zazdrość". TO JEST FAKT.

        Nie - to jest uzasadnienie dla chorobliwie zazdrosnych :) To jest fakt

        > A
        > nastawienie pt, "statystyki dotyczą wszystkich innych, ale nie mnie" -
        > delikatnie mówiąc nie jest właściwe inteligentnym ludziom.

        A czemu nie? Jeśli ja jestem bystry facet, wiem co i jak, wiem jak to się je -
        to patrzenie na statystyki i wyciąganie z tego panicznych wniosków właśnie
        pokazuje, ze ze mną jest coś nie ten teges :_)
        No podam przykład - w okolicy napadnięto na faceta i ukradziono mu portfel -
        jeśli z tego powodu, będę chodził pod ścianą, każdego się bał - to kurde
        wyglądam jak typowa potencjalna ofiara do oskubania. To, że coś się
        statystycznie dzieje nie jest jeszcze przyczynkiem do Twoich wniosków.
        A napewno nie do podejrzliwosci graniczącej z obsesją.

        > Nieumiejętność
        > zrozumienia tego szczególnie dziwi na tym forum, gdzie na każdym kroku
        > przekonujemy się o powszechności zdrady.

        Na Forum hodowców rybek zdziwiłbyś się, że 100% uczestników forum, ma rybki? Ja
        bym się nie zdziwił. Zdradza średnio 26% facetów i prawie tyleż samo kobiet.
        Czemu zdradzają? Wiemy - więc jeśli znam przyczyny zdrady wystarczy pilnować by
        nie zaistniualy i strachu przed zdradą ni ma!

        >
        > Jak już mówiłem, to kwestia przyjęcia do wiadomości pewnych danych.

        Przyjęcie danych - to jedno - kwestia ich interpretacji to drugie.
        Tyś się danych uczepił bo źle wnioskujesz ;)

        >Ponieważ
        > rozwody są powszechne - powszechne są intercyzy.

        Bzdura - rozwodzi się w zalęzności od kraju od 30 do 40% związkow. Jaka tu
        znowu powszechność? Ludzie się rowodzą - a intercyz zawiera się promil - czemu?
        Wnioskuj Yoric, może czegoś sie w końcu nauczysz ;)

        > Ponieważ dość powszechne są
        > dzieci 'od innego ojca' - są testy ojcostwa.

        No i patrz - podają dane - około śr. 16% dzieci ma różnych ojców a Ty już
        piszesz POWSZECHNIE - wcale nie powszechnie - tylko w patologicznych związkach
        to się może zdażyć, więc nie powszechnie.
        Strach ma wielkie oczy - Yoric czego Ty się tak strasznie boisz - swojej
        niewiedzy czy nieumiejętności bycia z kobietą razem?

        > Ponieważ są choroby weneryczne -
        > używa się prezerwatyw.

        No i? Jakieś dane o zachorowaniach znasz? Porównaj sobie :)))

        > Czy Ty, Lilyrush, biorąc pigułki, nie wymagasz od nowego
        > parnera użycia gumki? Czy w ten sposób nie oskarżasz go o bycie zarażonym?
        >
        Rozsądek - wiesz co to jest Yoric?

        > I jeszcze raz - duża część Waszych emocjonalnych odpowiedzi jest NIE NA TEMAT.

        Wszystkie są na temat - ale nie są takie jakich ty oczekujesz. Ty czekasz na
        oklaski - BOMBA pomysł. Nie jest Bomba ale trąba!

        > Traktujecie test jako oskarżenie ("puszczałaś się!!!"). Tymczasem, jak
        wyraźnie
        > napisałem w pierwszym wpisie, idea jest taka, że partnerzy umawiają się na
        test
        > np. przy ślubie, a więc przed pojawieniem się dziecka! W tym momencie nie jest
        > to oskarżenie, tylko prosta formalność.
        >

        Nie kumasz niczego - ja się poddaję - mogę już tylko szydzić.

        > Ciekawy jest wpis Gardener's, która podkreśla nierównowagę - sprawdzana jest
        > tylko kobieta. Może coś w tym jest; może nastawienie byłoby inne, gdyby taki
        > test działał w obie strony (co oczywiście jest niemożliwe).
        >
        No właśnie - i zobacz tę dysproporcję może wrezzcie coś skumasz?

        > Nb. szkoda, że nie ma więcej opinii panów.
        >
        No ja cały czas piszę a Ty nic - brutal!
        ;-)

        > Pozdrawiam
        • yoric Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 16:45
          Odpwoiem Ci w Twoim stylu.

          > Faktów - no wreszcie :-)

          wcześniej też mówiłem o faktach. "Nareszcie" jest tu o tyle na miejscu, że
          wreszcie przynajmniej próbujesz - próbujesz, ale Ci nie wychodzi - te fakty
          dostrzec. Dlaczego Ci nie wychodzi - o tym w ostatnim zdaniu.

          > Na świecie jest 8 mld Chińczyków

          no comment

          > W zależności od Środowiska

          Środowiska Naturalnego czy Sztucznego?

          > Około 26% facetów według statystyk zdradza

          powołujesz się na statystyki, podaj wiarygodne źródło

          > Nie - to jest uzasadnienie dla chorobliwie zazdrosnych

          Nie. To jest fakt. Chyba, że chcesz wmawiać obsesję, paranoję i pyrofobię
          ludziom ubezpieczającym mieszkanie od pożaru.

          > ...to patrzenie na statystyki i wyciąganie z tego panicznych wniosków... No
          podam przykład - w okolicy napadnięto na faceta i ukradziono mu portfel -

          Ekhem. Napadnięcie faceta to nie statystyki.

          > Czemu zdradzają? Wiemy - więc...

          Ekhem. To szkoda, że w naukach społecznych nie ma Nobla.

          > Bzdura - rozwodzi się w zalęzności od kraju od 30 do 40% związkow. Jaka tu
          > znowu powszechność?

          sjp.pwn.pl/lista.php?co=powszechny
          definicja nr 2

          > tylko w patologicznych związkach to się może zdażyć

          oczywista nieprawda. Cytowane dane nie dotyczył podgrupy "związków
          patologicznych". Z postawą "ja wiem lepiej, niż badania" trudno dyskutować.

          > Wszystkie są na temat - ale nie są takie jakich ty oczekujesz.

          nie. Jak łatwo sprawdzić, większość wypowiedzi odnosiła się do sytuacji innej,
          niż opisana przeze mnie.

          > Wnioskuj Yoric, może czegoś sie w końcu nauczysz ;)

          i kilka podobnych wypowiedzi. Życzyłbym sobie, byś zmienił ton, bo drażni mnie
          pouczannie za strony osoby intelektualnie podrzędnej.

          Bez pozdrowień.
          • glosatorr Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 18:33
            oric napisał:

            > Odpwoiem Ci w Twoim stylu.

            Nie wysilaj się, bo Ci to nie wyjdzie :))
            >
            > > Faktów - no wreszcie :-)
            >
            > wcześniej też mówiłem o faktach.

            Nie rozumiejąc ich.

            > "Nareszcie" jest tu o tyle na miejscu, że
            > wreszcie przynajmniej próbujesz - próbujesz, ale Ci nie wychodzi - te fakty
            > dostrzec.

            Ja je dostrzegam tym bardziej, że jak Ci już raz napisałem - nie teoretyzuję jak
            Ty ale rozmawiasz z mężczyzną, który bez badań genetycznych doświadczył tego
            czego Ty się tak boisz.
            :-)

            > > W zależności od Środowiska
            >
            > Środowiska Naturalnego czy Sztucznego?
            >
            Nie - w zależności od środowiska w jakim dokonywane jest badanie statystyczne -
            a chwaliłeś się, że znasz się na statystyce ;)))

            > > Około 26% facetów według statystyk zdradza
            >
            > powołujesz się na statystyki, podaj wiarygodne źródło

            Jest na mojej stronie - zachęcam do lektury.

            >
            > > Nie - to jest uzasadnienie dla chorobliwie zazdrosnych
            >
            > Nie. To jest fakt. Chyba, że chcesz wmawiać obsesję, paranoję i pyrofobię
            > ludziom ubezpieczającym mieszkanie od pożaru.

            Widzisz - to już jest manipulacja, ale ok - biorę Twój przykład.
            Ludzie myślą, że jak się ubezpieczą od pożaru, to ich nieszczęście wynikające z
            pożaru ominie. Nie - nie ominie. Mało tego - kiedy już stoją na zgliszczach
            swoich domów wiedzą, że odszkodowanie nie pokryje strat jakich nie przewidzieli
            :) Czyli dostaną mniej niż wynosi wartość tego co stracili. Mało tego - zauważą,
            że gdyby pilnowali domu, dbali o bezpieczeństwo a nie pokładali takiej nadzieji
            w polisie - może wogóle nie doszłoby do pożaru. Słusznie twierdzą np. Ci, którzy
            uważają, że im więcej zabezpieczeń - tym szansa, iż to przed czym się
            zabezpieczają rośnie. Vide np. problem pasów w samochodach ;)))

            >
            > > ...to patrzenie na statystyki i wyciąganie z tego panicznych wniosków...
            > No
            > podam przykład - w okolicy napadnięto na faceta i ukradziono mu portfel -
            >
            > Ekhem. Napadnięcie faceta to nie statystyki.
            >
            To fakt ;)

            > > Czemu zdradzają? Wiemy - więc...
            >
            > Ekhem. To szkoda, że w naukach społecznych nie ma Nobla.
            >
            Szkoda, że nie masz zielonego pojęcia o naukach społecznych ;)


            >
            > > tylko w patologicznych związkach to się może zdażyć
            >
            > oczywista nieprawda.

            Nie - oczywisty fakt, któremu nieustannie zaprzeczasz. Logiczny fakt wynikający
            z tego, że kochająca męża żona, kochana przez męża, będzie chciała mieć z mężem
            dziecko a nie będzie miała kochanka! :-)
            Jeśli więc Pani ma męża i kochanka - to jej związek jest PATOLOGICZNY. Koniec i
            kropka. Zaprzeczanie faktom nic Ci nie da ;)

            > Cytowane dane nie dotyczył podgrupy "związków
            > patologicznych".

            Dotyczyły wyłącznie związków patologicznych, w których żony zdradzają mężów.
            Nie każda bowiem żona zdradzając męża chce mieć z kochankiem dziecko ;)

            > Z postawą "ja wiem lepiej, niż badania" trudno dyskutować.
            >
            Ja nie jestem idiotą - to co ja wiem, to jedno, a badania to drugie. Aha -
            pamiętaj jeśli jesteś specem od badań, że nie przepadano wszystkich małżeństw
            ani par :-) Badania robiono na próbie ;) i pamiętaj o błędzie statystycznym i
            medianach, ok? :-) Podobno znasz się na statystyce?


            >
            > > Wnioskuj Yoric, może czegoś sie w końcu nauczysz ;)
            >
            > i kilka podobnych wypowiedzi.

            Oj nie unoś się - po prostu myśl chłopie i nie wierz w to, że papierami,
            umowami, zakazami czy nakazami zagwarantujesz sobie, że będziesz miał udany
            związek. Widzę, żeś toporny przypadek. Jak sobie już wmówiłeś, że odkryłeś coś
            waznego, to się czepiłeś tego jak ostatniej deski ratunku ;))
            Czytam wszystkie wypowiedzi w tym wątku i widzę, iż jesteś w mniejszości.
            Dziewczyny Ci Klarują a Ty nic - widzisz tylko swój lęk.

            > Życzyłbym sobie, byś zmienił ton, bo drażni mnie

            Możesz sobie życzyć ;)

            > pouczannie za strony osoby intelektualnie podrzędnej.
            >
            Jaka zawoalowana wściekłość brrrrrrum :-) Groźny ;))))
            Dla Ciebie mogę być nawet skończonym idiotą - nie bój się mi nabluzgać ;)
            Wiem, że jesteś wściekły :))

            > Bez pozdrowień.

            Ok :) Buźka
            • yoric Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 18:41
              > Dla Ciebie mogę być nawet skończonym idiotą

              trochę przesadzasz. Skończonym nie. Jesteś po prostu osobą, która nie wstydzi
              się swojej ignorancji.
              • glosatorr Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 20:01
                yoric napisał:

                > > Dla Ciebie mogę być nawet skończonym idiotą
                >
                > trochę przesadzasz.

                Ja? Skądże - umiem czytać i wiem co mi imputujesz ;)))

                >Skończonym nie. Jesteś po prostu osobą, która nie wstydzi
                > się swojej ignorancji.

                No jeśli Ty tak uważasz? To mam się przejąć?
                Widzisz drzazgę w oku brata a w swoim belki nie widzisz ;)_)))
                Zapamiętaj tę biblijną maksymę :))) przyda Ci się - :-)
      • mam_to_w_nosie Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 16:26
        yoric napisał:

        > Zacznijmy od ustalenia faktu. Jakiś - i to dość znaczny - procent dzieci ma
        > innego biologicznego ojca. To nie jest "chorobliwa zazdrość". TO JEST FAKT.

        To iż faktem jest, że cała wieś jest chora na cholerę nie oznacza, że jest to
        stan normalny. Jeśli nawet jakiś procent kobiet zdradza swoich partnerów, to
        100% minus ten procent nie zdradza i zapewne są to znacznie większe liczby.

        > A
        > nastawienie pt, "statystyki dotyczą wszystkich innych, ale nie mnie" -
        > delikatnie mówiąc nie jest właściwe inteligentnym ludziom.

        No niekoniecznie, statystycznie każdy człowiek ma jedno jądro :PP No i nie
        traktowałabym
        potencjalnej zdrady statystycznie. To zależy tylko i wyłącznie ode mnie czy zdradzę
        partnera czy nie a nie od tego co mówi statystyka.

        > Nieumiejętność
        > zrozumienia tego szczególnie dziwi na tym forum, gdzie na każdym kroku
        > przekonujemy się o powszechności zdrady.

        Powiedzenie z cholerą pozostaje nadal w mocy.

        > Jak już mówiłem, to kwestia przyjęcia do wiadomości pewnych danych.

        Jakich danych?? Czyli skoro statystyki mówią, że co 90 dziecko nie jest dzieckiem
        stałego partnera matki tegoż (dziecka) to co? Kolejno odlicz i co 90 kobieta
        zdradzi partnera i zaciąży z innym? Toż to jest dopiero pokrętna logika, jak
        mniemam właściwa ludziom inteligentnym...

        > Ponieważ
        > rozwody są powszechne - powszechne są intercyzy.

        Hmmm, rozwody może i są powszechne, intercyzy moim zdaniem znacznie mniej, no
        ale może obracam się w niereprezentatywnej grupie znajomych. Znam trzy pary,
        które podpisały intercyzę, żadna nie kierowała się przesłanką o powszechności
        rozwodów, raczej dobrem wspólnego stanu majątkowego w trakcie małżeństwa. Ale
        znów próba niereprezentatywna więc sie nie upieram.

        > Ponieważ dość powszechne są
        > dzieci 'od innego ojca' - są testy ojcostwa. Ponieważ są choroby weneryczne -
        > używa się prezerwatyw.

        I to jest świetny przykład. Z przygodnym partnerem, czy też w przelotnym związku
        nie odważyłabym się iść do łóżka bez prezerwatywy ale skąd niby mam mieć zaufanie
        do dość przypadkowego partnera? W stałym związku ich nie używam, a przynajmniej
        nie jako zabezpieczenie przed chorobą ale ewentualnie jako antykoncepcję, jeśli
        takową ustalimy. A tu, zważ, to kobieta (statystycznie ;)) ponosi większe ryzyko.
        Gdyby partner wymagał ode mnie prezerwatyw (załóżmy że stosujemy inne zabezpieczenie
        przed ciążą) tak samo podważałby zaufanie do mnie i taki związek dla mnie nie
        miałby sensu. I to działa w dwie strony, ja też nie wymagam.

        > Czy Ty, Lilyrush, biorąc pigułki, nie wymagasz od nowego
        > parnera użycia gumki? Czy w ten sposób nie oskarżasz go o bycie zarażonym?

        To nie do mnie ale się odniosę :)) nawet jeśli oskarża to jednocześnie zabezpiecza
        gdyby to ona mogła coś przekazać. No i do nowego partnera niekoniecznie ma się
        już zaufanie.

        > idea jest taka, że partnerzy umawiają się na test
        > np. przy ślubie, a więc przed pojawieniem się dziecka! W tym momencie nie jest
        > to oskarżenie, tylko prosta formalność.

        A dla mnie to jest oskarżenie, potencjalne oskarżenie że będę zdradzać partnera.
        Ale oczywiście dla innej kobiety może nie być takowym.
        Jak decyduję się z kimś na ślub to muszę mieć do niego zaufanie, zatem
        przypuszczalnie
        on też powinien mieć do mnie. I wracamy do punktu wyjścia...

        > Ciekawy jest wpis Gardener's, która podkreśla nierównowagę - sprawdzana jest
        > tylko kobieta. Może coś w tym jest;

        Tyż prawda, ale to już natura za nas zdecydowała i nie ma na to rady...
        • yoric Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 16:52
          > Jeśli nawet jakiś procent kobiet zdradza swoich partnerów, to
          > 100% minus ten procent nie zdradza i zapewne są to znacznie większe liczby.

          no dobrze, ale co z tego?

          > No niekoniecznie, statystycznie każdy człowiek ma jedno jądro

          no i?

          > > Jakich danych?? Czyli skoro statystyki mówią, że co 90 dziecko nie jest
          dzieckiem stałego partnera matki tegoż (dziecka) to co? Kolejno odlicz i co 90
          kobieta zdradzi partnera i zaciąży z innym?

          zdaje się, a właściwie nie zdaje się, tylko widać jak na dłoni, że o statystyce
          nie masz bladego pojęcia! Najmniejszego!

          Pozdrawiam
          • mam_to_w_nosie Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 03.08.07, 08:24
            yoric napisał:

            > > No niekoniecznie, statystycznie każdy człowiek ma jedno jądro
            >
            > no i?
            >
            > > > Jakich danych?? Czyli skoro statystyki mówią, że co 90 dziecko nie
            > jest
            > dzieckiem stałego partnera matki tegoż (dziecka) to co? Kolejno odlicz i co 90
            > kobieta zdradzi partnera i zaciąży z innym?
            >
            > zdaje się, a właściwie nie zdaje się, tylko widać jak na dłoni, że o statystyce
            > nie masz bladego pojęcia! Najmniejszego!

            Dziubuś, na statystyce, jej interpretacji i wyciąganiu z niej wniosków to
            Ty się nie znasz co udowodniłeś komentarzami, które powyżej zostawiłam. A ironia
            to jest takie słowo na i, prawda? Ja się akurat na statystyce znam świetnie
            z racji wykształcenia, ale udowadniać Ci nie będę, nie mam potrzeby. A moje
            komentarze miały pokazać jakie Ty wyciągasz wnioski i jak je naginasz dla swoich
            celów..

            Czytam sobie co mi wczoraj umknęło jak nie miałam dostępu do kompa i widzę, że
            jakiś agresor Ci się włączył, a szkoda. Lubię dyskutować zwłaszcza jak są różne
            zdania bo wtedy jest o czym, ale na pewnym poziomie kultury...

            I jeszcze jedno, ja twoje stanowisko przyjmuję do wiadomości, nawet jestem w stanie
            sobie wyobrazić, że można mieć takie zdanie i tak postrzegać związki między
            ludźmi, jako oparte na zakazach, nakazach, papierkach itp. Tylko to zazwyczaj
            nic nie zmienia, a nawet często pogłębia tę "patologię", z którą walczysz w ten
            sposób.

            Na mój rzeczowy argument i przykład z gumkami w stałym związku będący podobną
            sytuacją dotyczącą obu płci nie odpowiedziałeś, czemu? Czyżby się jednak
            argumenciki skończyły?
            • mam_to_w_nosie Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 03.08.07, 08:29
              PS. Tyle, że tak naprawdę nie o statystykę tu chodzi, statystyka jaka jest każdy
              widzi, ale to ma niewiele do rzeczy. Dyskusja jest o pewnym rodzaju intercyzy
              a nie o statystyce, więc jej znajomość lub brak znajomości nie ma w dyskusji
              kluczowego znaczenia. Jedyny jej wpływ jest taki, że gdyby była inna (mniejszy
              odsetek niebiologicznych dzieci wychowywanych przez ojców...) to zapewne dyskusji
              by nie było :PP
    • minsi żenująca ta dyskusja 02.08.07, 20:47
      Yoric zadał ważne pytanie
      bardzo ważne, rzekłbym strategiczne z punktu widzenia celu, dla którego ewolucja
      nas umieściła na świecie.
      Glosator wyśmiewa jak może, błaznuje żeby zdobyć poklask panien (chyba, wszak to
      net i nic nie jest pewne).
      Laski kolejno odliczają się, że one są te porządne i nie zdradzają. To ciekawe,
      że wg badań w latach 60-tych w UK zdaje się 15% dzieci nie miało tego
      biologicznego ojca, za którego się ów podawał.
      A zdaje się nikt nie wypowiedział się w temacie.

      Moje zdanie jest takie: jest takie powiedzenie "najwyższą formą zaufania jest
      kontrola". W zasadzie powinno się zrobić test ojcostwa po narodzinach dziecka,
      zwłaszcza gdy nie jest się pewnym przyszłości związku , bo to różnie bywa.
      Wychowywać nie swoje można, ale płacić alimenty za dziecko listonosza to uważam
      jest już lekka przesada z dobroczynnością. tylko problem polega na tym, że
      większość kobiet będzie upatrywać w badaniach DNA braku zaufania partnera, a to
      właśnie może świadczyć o ich niepewności (bo pewna siebie kobieta nigdy nie
      obawiałaby się takowych badań).
      W sumie byłoby dobrze, jakby takie badania były obligatoryjne. Wtedy mąż takiej
      pani wie na czym stoi, czy chce wychowywać obce dziecko czy mu na tym średnio
      zależy. W końcu podobnież kobieta zawsze wie kto jest ojcem jej dziecka (z
      wyjątkiem zdaje się Anety K.), a mezczyzna moze sie tylko domyślać
      • glosatorr Doskonały temat 02.08.07, 23:24
        minsi napisał:

        > Yoric zadał ważne pytanie

        I otrzymał odpowiedź, jakiej nie oczekiwał.

        > bardzo ważne, rzekłbym strategiczne z punktu widzenia celu, dla którego ewolucj
        > a
        > nas umieściła na świecie.

        Jaki to cel? No właśnie - jaki jest cel ewolucji?

        > Glosator wyśmiewa jak może,

        Oj nie płacz proszę, bo wyśmiewa miejscami podejście do tematu i proponowane
        rozwiązania. Pomimo satyrycznego tonu wskazuje też na parę rzeczy, które Yoric
        skutecznie omija - jak np. temat zaufania i chorobliwej zazdrości.

        > błaznuje żeby zdobyć poklask panien

        Przestań Minsi - raz chwalą raz siądą i chcą zadeptać :_)
        Nie piszę tutaj dla poklasku - proszę, nie sądź po sobie.
        Piszę, bo mam przyjemność z pisania, a jak mogę jeszcze komuś odpowiedzieć na
        pytanie a ten potem napisze, że coś mu pomogłem - mam podwójną przyjemność.
        Generalnie gotuje się tutaj sporej grupie krew na prawie każdy mój tekst - Ty
        należysz do takich, co tylko narzekają i narzekają, że Glosator napisał to lub
        siamto. Nie przesadzaj.

        > (chyba, wszak t
        > o
        > net i nic nie jest pewne).

        No właśnie, tym bardziej że popularność na pstrym koniu jeździ ;))

        > Laski kolejno odliczają się, że one są te porządne i nie zdradzają. To ciekawe,
        > że wg badań w latach 60-tych w UK zdaje się 15% dzieci nie miało tego
        > biologicznego ojca, za którego się ów podawał.

        No i trzymajmy się faktów - W UK w latach 60-tych 15% Pań miało dzieci z innym
        ojcem niż prawny małżonek. I teraz sobie odpowiedzmy - DLACZEGO?
        Dlaczego zdradzały i wracały? Czemu miały dzieci z innym? Planowały to, były
        wyrachowane?
        Kobiety z różnych powodów decydują się, żeby mieć dziecko. Ty i minsi
        powołujecie się na statystykę - ale nie patrzycie co za tymi cyferkami stoi. A
        jak się przyjrzycie, to okaże się, że uczciwi mężowie, dobrzy partnerzy,
        kochający żony i przez nie kochane, nie mają się czego obawiać!
        Nie potrzeba im klauzul, intercyz i całego tego badziewia, które jest potrzebne
        Yoricowi i brak poklasku powoduje u niego wzrost Ciśnienia.
        Tak Minsi - nie ma potrzeby.
        Bo kogo zdradzają kobiety? No takich mężczyzn, z którymi nie chcą mieć dzieci
        albo - takich z którymi nie mogą mieć dzieci. W innej dyskusji, Pani, która ma
        fantazje na tle swojego kolegi, marzy o seksie z nim mimo, że kocha i jest
        kochana przez swojego męża. I jakiś Pan objawił, że on tak miał i żonie wybaczył.
        No to pomyślmy o tych żonach, które właśnie fantazjują i realizują swoje
        fantazje i po jednym razie zaskakują i nagle znika im miesiączka. I co? Chcą
        mieć to dziecko. I kochają męża. W inne dyskusji Panowie bez żenady mówią, że
        mogą być z żoną, bo ją kochają i bzykają się z kochankami, których nie kochają.
        No to jeśli część Panów tak może, to czemu Panie nie mogą? Więc jak taka kocha
        swojego męża, ale on np. z nią nie sypia, albo sypia raz na dwa lata i ona sobie
        wyskoczy, bo ją już nosi i zajdzie... to co? Nie może wrócić, sprowokować męża,
        by tym razem się z nią bzyknąć i potem za parę tygodni przytuliwszy się do żony
        powiedzieć: Kochanie, będziemy mieli dzidziusia. A potem dumny ojciec będzie
        pokazywał swoje i nie swoje zarazem w nieświadomości dziecko, i wszyscy będą
        dopatrywać się podobieństwa dzidziusia do tatusia a żona będzie miała włos
        stojący na głowie i powoli spokój będzie ją opadał.
        I tak dalej, i tak dalej - a wszystko sprowadza się do durnego problemu: jest
        grupa facetów, która ma problem z kobietami, mają pełną świadomość, że żona może
        ich zdradzić albo mają w sobie chorobliwą zazdrość i pełno podejrzeń, i
        zaczynają kombinować - co zrobić, by się przed tym ustrzec.
        Ja np. pomimo zdrady mojej Ex nie mam tego problemu, bo wiem czemu zdradziła a
        dzisiaj po wielu już doświadczeniach i przemyśleniach wiem, co zrobić, by
        kobieta jeśli już chce mieć ze mną dziecko, nie myślała o skoku w bok.
        Oto dwie postawy - Yorica i Twoja i Wam podobnych: nie wiem co zrobić, więc
        robimy intercyzy, notariuszy angażujemy, przepisy, kary byleby baba nie mogła
        nic zrobić i była pod naszą kontrolą - oraz postawa, jaką ja reprezentuję (i
        może jestem na marginesie samczych wizji świata - który uważa, że jeśli kobieta
        chce zdradzić mężczyznę, to żadne zakazy, kontrola, łańcuchy, inkwizycje, kary,
        umowy, intercyzy - w tym jej nie przeszkodzą. Ba - powiem więcej - jeśli kobita
        widzi, że facet nie ma do niej zaufania i patrzy tylko, czy jej noga się powinie
        - to taka kobieta nawet jak kocha faceta, to od razu widzi - że facet ma coś nie
        halo z głową na punkcie wierności. Piszą o tym Panie jedna przez drugą i Ty i
        Yoric nie przyjmujecie do wiadomości, ze kobiety myślą.
        Tak - myślą. Ja rozumiem intercyzę związaną z majątkiem i prawami materialnymi.
        Kumam to i np. gdybym ja pokochał bardzo bogatą kobietę a ja byłbym przy niej
        bidokiem - to ja bym poprosił o intercyzę, w której ja bym powiedział, że ja nie
        chcę niczego, z tego co ona wnosi do małżeństwa. Ja sam - by w ten sposób
        pokazać jej, że może mi zaufać i jestem z nią nie dla jej majątku ale dla niej
        samej.
        I pokazuje, że taka intercyza Genowa - nic nie da. Bo co - Pani, która by ją
        podpisała pod groźbą rozstania - stała by się od razu cnotliwą?
        NIE!
        A ile kobiet hajta się wyłącznie dla kasy? Ba - wcale nie muszą się hajtać. Chcą
        mieć bogatego bojka, to inwestują w siebie, bojek się zakochuje, obsypuje
        prezentami, kupuje jej samochód, mieszkanie a nawet dom - i jak Pani już ma
        wszystko, to daje bojkowi kopa w tyłek!
        A napewno nie robi sobie z nim dziecka.
        Inna konfiguracja - a jeśli Pani hajta się z Panem z kasą - dla jego kasy, to
        chce mieć z nim dziecko, bo co jak co - dzieckiem go mocniej zwiąże. Więc po co
        im intercyza Genowa? Brak logiki.
        Po co facetowi intercyza Genowa - pytam o to i pytam i żaden z Panów nie jest w
        stanie odpowiedzieć ;)))
        Boi się powiedzieć prawdę tylko się Pan Yoric i teraz Ty się obruszacie na
        Glosatora i Panie, które mówią - po co?!
        Pomyśl Minsi - to nic nie boli.
        Jeśli kobieta kocha męża, zależy jej na nim - to będzie sobie robić dziecko z innym?
        NIE!
        I to właśnie starają się wszystkie Panie i ja Yorickowi wytłumaczyć.
        WIęc jakie Panie robią sobie dziecko z innym? Wyjaśniam: takie, które zdradzają
        mężów i wpadną i wolą być z mężem, którego nie kochają, ale który zapewnia byc
        dziecku i jej. Robią to kobiety, które chcą mieć dziecko, ale ich mąż np. nie
        może im tego dziecka dać z różnych powodów. Robią to żony po to by dokopac swoim
        mężom za to, co oni im robią, robią to żony, które nic nie czują do męża, ale on
        nie pozwala im się od siebie uwolnić, robią to żony, które chcą, by mąż to
        odkrył i to on je rzucił, robią to żony alkoholików, narkomanów - czyli żony w
        patologicznych związkach. W PATOLOGICZNYCH związkach - podkreślam.
        W normalnym, zdrowym związku, gdzie mąż wie jak traktuje się żonę - przed po
        ślubie - nie ma szans na to, by wpaść w taką pułapkę no chyba, że wybrał złą
        kobietę, której odbiło. To i tak, ich związek padnie - jak nie od dziecka, to po
        odkryciu, że żona go zdradzała.

        > A zdaje się nikt nie wypowiedział się w temacie.
        >
        Wszyscy tutaj wypowiadali sie w temacie. Ale Ty i Yoric oczekiwaliście oklasków
        - świetny pomysł - miały zawyć kobiety. Nawet Yoric w pewnym momencie zaczął ze
        mną po ludzku pisać, nie rozumiejąc co do niego piszę.
        Nie jest świetnym pomysłem - i nikt tego nie wprowadzi w życie z prostego
        powodu, wymienionego przez Panie. Jeśli powiesz kochającej Cię kobiecie -
        podpisz ten świstek a w nim odczyta, że Pan sie zabezpiecza przed takim
        wypadkiem i przypisuje całą winę apriori żonie, zabezpieczając sobie tyły - to
        co powie mu taka kobieta? "Chłopie, to ja Ciebie kocham, ufam Ci a Ty przed
        ślubem mi już nie ufasz?" - i co Ty i Yoric będzie sie tłumaczyć tym, że
        statystyki mówią, że około 16% urodzonych dzieci ma innego ojca niż mąż? A jaki
        to za przeproszeniem argument?! Żaden. Dla kochającej kobiety jest w tym
        papierze zapowiedź - zazdrości męża o duperele, braku zauf
        • glosatorr Doskonały temat - ciąg dalszy 02.08.07, 23:26
          minsi napisał:


          cd:

          > A zdaje się nikt nie wypowiedział się w temacie.
          >
          Wszyscy tutaj wypowiadali sie w temacie. Ale Ty i Yoric oczekiwaliście oklasków
          - świetny pomysł - miały zawyć kobiety. Nawet Yoric w pewnym momencie zaczął ze
          mną po ludzku pisać, nie rozumiejąc co do niego piszę.
          Nie jest świetnym pomysłem - i nikt tego nie wprowadzi w życie z prostego
          powodu, wymienionego przez Panie. Jeśli powiesz kochającej Cię kobiecie -
          podpisz ten świstek a w nim odczyta, że Pan sie zabezpiecza przed takim
          wypadkiem i przypisuje całą winę apriori żonie, zabezpieczając sobie tyły - to
          co powie mu taka kobieta? "Chłopie, to ja Ciebie kocham, ufam Ci a Ty przed
          ślubem mi już nie ufasz?" - i co Ty i Yoric będzie sie tłumaczyć tym, że
          statystyki mówią, że około 16% urodzonych dzieci ma innego ojca niż mąż? A jaki
          to za przeproszeniem argument?! Żaden. Dla kochającej kobiety jest w tym
          papierze zapowiedź - zazdrości męża o duperele, braku zaufania do niej pomimo
          jej wierności. I mądra kobieta podrze ten papier i powie takiemu Yoricowi -
          "spadaj na szczaw. Ja się nie puszczam". Taki papier to jawne lekceważenie i
          poniżenie kobiety - takie z założenia szowinistyczne podejście - Jeśli coś się
          skopie w małżeństwie, to tylko z Jej winy!
          A to jest totalna bzdura. I dlatego pisałęm Yorickowi - by sobie poczytał, czemu
          kobiety zdradzają. A zdradzają z dwóch powodów: Bo nie kochają swoich mężów
          albo to męzowie spowodowali swoim postępowaniem wobec nich, że one przestały ich
          kochać. I nie ma innych przyczyn, są tylko różne modyfikacje tych dwóch.
          Tak więc zamiast się unosić i zarzucać każdemu kto ma inne zdanie od Yorica, że
          jest idiotą - pomyśleć. Zdać sobie sprawę - że ani papier, ani przysięga
          małżeństwa - nic nie da gwarancji, że kobieta będzie Ci wierna. Albo będziecie
          się kochali, wybrawszy właściwą partnerkę i będąc dobrym mężem budując wspólnie
          partnerski związek oparty na miłości i zaufaniu, albo źle wybraliście, nie ma w
          związku Miłości, tylko coś na jej kształt, a działania faceta doprowadzają do
          tego, że żona w końcu doprawia mu rogi.
          Taka intercyza sprawi tylko jedno: że te co będą zdradzać, będą się dobrze
          zabezpieczać albo będą i tak miały dzieci, bo wtedy będzie im wszystko jedno -
          bo i tak zamieszkają z biologicznym ojcem swojego dziecka.
          I niech to do Was wreszcie dotrze.

          > Moje zdanie jest takie: jest takie powiedzenie "najwyższą formą zaufania jest
          > kontrola".


          Ha ha ha - nic nie dobija najpiękniejszej Miłości jak kontrola, która jest po
          pierwsze - brakiem zaufania a po drugie, zabijaniem wolności. Miłość bez
          zaufania i wolności umiera. Zawsze!

          > Wychowywać nie swoje można, ale płacić alimenty za dziecko listonosza to uważam
          > jest już lekka przesada z dobroczynnością.

          To już załatwia obecne prawo - ba! Dzięki temu, że można udowodnić w sądzie, że
          żona podczas trwania małżeństwa miała dziecko z innym - daje mężczyźnie podstawę
          do uzyskania rozwodu z orzeczeniem o winie żony! Ba - jeśli udowodnisz, że
          dziecko nie jest Twoje - a dziecko było przez Ciebie uznane w dobrej wierze, to
          prokurator dostarcza ojcu dowodów i sąd po badaniach orzeka, kto jest ojcem
          dziecka i zwalnia ojca z odpowiedzialności za nieswoje dziecko. Z takimi
          dowodami, wyrokiem sądowym, idziesz Minsi do Cywilnego Rodzinnego i masz rozwód
          w 10 minut - z orzeczeniem o winie żony. Mało tego - w sądach kurialnych, w
          takim przypadku, stosując m.in. tzw. casus Piotrowy, można udowodnić, że żona
          byłą niedojrzała do związku, że nie kochała męża i można prawie od ręki uzyskać
          stwierdzenie nieważności zawartego związku małżeńskiego. I wtedy co może będzie
          ciekawostką - mąż będzie mógł wziąść ślub kościelny a jego Ex nie ;)
          I ja się pytam Was Geniusze Karpat - po kiego Wam takie intercyzy?!
          Jeśli kobieta podejmuje się tego, by mieć dziecko z innym i wrócić do męża, to
          albo wie, że mąż tego nigdy nie odkryje albo dlatego, że jest już jej i tak
          wszystko jedno.



          > tylko problem polega na tym, że
          > większość kobiet będzie upatrywać w badaniach DNA braku zaufania partnera,

          Większość myślących i posługujących się głową - ludzi (ja jestem mężczyzną,
          nawet jak w to wątpisz) wie, że taka intercyza, takie badania - to zaprzeczenie
          zaufania i miłości. Tak jak chorobliwa zazdrość, jest zaprzeczeniem zaufania do
          współmałżonka. A przez to zaprzeczeniem Miłości.

          > (bo pewna siebie kobieta nigdy nie
          > obawiałaby się takowych badań).

          Widać, żeś pewnej siebie kobiety w życiu nie widział.
          Taka kobieta, na takie dictum odpowie Ci: Jeśli będę chciała mieć dziecko z
          innym, to najpierw ja Ciebie wykopię ze swojego życia, a potem znajdę ojca dla
          swojego dziecka. Kumasz?

          > W sumie byłoby dobrze, jakby takie badania były obligatoryjne.

          Dla Kogo? Dla Zazdrośników i facetów z kompleksami, którzy uważają, że im
          bardziej przykują do siebie Kobietę, to szansa na to, że taka po poznaniu ich
          bliżej nie zwieje - maleje.
          NIE - właśnie im więcej Kajdan, tym bunt Niewolnika murowany!

          > Wtedy mąż takie
          > j
          > pani wie na czym stoi,

          Aaaa o to chodzi?! Widzisz? Niepewność co do bycia mężczyzną, Strach, że jak
          zawiedziecie kobietę, to Was wykopie - brak pewności w siebie i wiary w swoje
          możliwości - to Was panowie gniecie, tego się boicie. Jesteście słabi i się
          boicie, dlatego by nie dostać kopa, by wiedzieć na czym stoicie, chcecie kobitę
          do siebie maksymalnie przywiazać. I wiem, że się zaraz będziecie wkurzać :-) na
          mnie, bo ja się nie boję tego powiedzieć głośno.
          Boicie się samych siebie!

          W wielkim skrócie: Mężczyzna, który wie, że kocha i wie jak kochać, wie, że żona
          go kocha i wie że jest mądra, wie też nie zrobi nic, co spowoduje, że kobieta
          się na nim zawiedzie - będzie pewny swojego związku nawet jeśli będzie
          przechodził górki i dołki.
          Facet niepewny siebie, zakompleksiony, pełen lęków i kompleksów - będzie chciał
          kobietę przykuć do siebie, kontrolować, pilnować, ogradzać zakazami i
          obowiązkami - by poczuć się pewniej.
          A teraz jestem ciekaw, czy Ty to pojmiesz.

          > W końcu podobnież kobieta zawsze wie kto jest ojcem jej dziecka (z
          > wyjątkiem zdaje się Anety K.), a mezczyzna moze sie tylko domyślać
          >
          Nie - mężczyzna też może mieć pewność, bez badań, bez intercyz - że jest ojcem
          swojego dziecka. :-) Musi jednak umieć myśleć i kojarzyć ;)
          A z tym, większość facetów ma cholerny problem. Intercyza Wam go nie rozwiąże
          Panowie :-)
          Milej nocki
          • minsi Re: Doskonały temat - ciąg dalszy 03.08.07, 00:00
            nie sądzisz chyba że ktokolwiek zdrowy będzie czytał te elaboraty?
            naucz sie skracać wypowiedzi, to może ludzie będą ci odpowiadać
            ale tak w ciemno- usciślę jedną rzecz
            wg ewolucji, celem życia jest życie samo w sobie, i jego przekazywanie czyli
            reprodukcja genów. swoich. stąd, z ewolucyjnego punktu widzenia, pewność że się
            wychowuje swoje potomstwo (albo że się je ma) jest bardzo ważna dla osobnika.
            A te gadki o miłości (nie wiem czemu piszesz z wielkiej litery- zmieniło sie
            coś w ortografii??) , zaufaniu zazdrości etc to mozesz wiesz, licealistkom
            opowiadac, w tym wieku jeszcze się to kupuje
            dobrej nocy glosatorku, spadam pomieszkać troche
            • glosatorr Re: Doskonały temat - ciąg dalszy 03.08.07, 00:25
              minsi napisał:

              > nie sądzisz chyba że ktokolwiek zdrowy będzie czytał te elaboraty?

              Nie - sądzę, że każdy, kto chce czytać, to przeczyta. Każdy, kogo czytanie nie
              męczy a lubi poszukiwanie prawdy, kto chce wiedzieć - nie będzie robił dramatu z
              czytania.
              To ludzie, którzy mają problemy z czytaniem, skupieniem się, z myśleniem, mogą
              nie chcieć czytać "moich elaboratów", albo interesujący się wyłącznie swoimi
              poglądami - czytają wyłącznie siebie i odpowiedz na swoje kwestie.

              > naucz sie skracać wypowiedzi,

              Będę robił co będę chciał. :-) Tu Ci powtórzę - Niepokorny, Krnąbrny i zupełnie
              nie spolegliwy jestem ;)))
              Ja Ci nie mówię jak masz pisać i Ty mi nie mów co mam robić. Nie jestem ani
              Twoją żoną ani Twoim pomagierem ;))))

              >to może ludzie będą ci odpowiadać

              A ludzie niech robią co chcą. Szanuję i tych, co mnie nie czytają, i tych co
              czytają po łebkach i tych co czytają i się wpieniają, i tych co mi odpisują, i
              tych co czytają i są usatysfakcjonowani z tego co napisałem. Cieszy mnie
              dyskusja, polemika - nawet zażarta. Smucę się tylko w jednym przypadku - gdy
              przypadkiem napiszę tekst i zakończę dyskusję.

              Ci co chcą, czytają i odpowiadają. Są tacy co nie czytają i tacy co odpowiadają
              czytają, ale prywatnie :))) Wolność w domku Panie Tomku ;)))

              > ale tak w ciemno-

              W ciemno, to trafił pijany chłop szukając włącznika w oborze i zamiast łapą
              trafić w kontakt, nabił sobie rękę na wystający gwóźdź ;)))

              > usciślę jedną rzecz
              > wg ewolucji, celem życia jest życie samo w sobie, i jego przekazywanie czyli
              > reprodukcja genów. swoich.

              Rozumiem - życie samo w sobie jest celem. No fajna teoria.
              Zycie bywa różne - inne jest życie Pantofelka i chociaż spora grupa facetów nie
              różni się zbytnio od Pantofelka, poza tym, że ich mózg z jajami ma bardziej
              zawiłe połączenia :-))

              Jakby ludzi nie było na ziemi - to nie zadałby nikt takiego pytania :)))
              No nie?

              Ale tu rozmawiamy o życiu Minsi - życiu człowieka.
              Więc co jest Celem Ewolucji Człowieka? Wiesz?


              > stąd, z ewolucyjnego punktu widzenia, pewność że się
              > wychowuje swoje potomstwo (albo że się je ma) jest bardzo ważna dla osobnika.

              Nie dla wszystkich osobników. W świecie zwierząt dla przykładu - żaden samiec
              nie wie czy jest ojcem potomstwa, daje spermę i jak typowy samiec spływa sobie
              do swojego świata a potomstwem zajmuje się samica i nie ma to żadnego znaczenia,
              kto jest ojcem.

              Tam jest bardziej ważne przeżycie gatunku, poszerzenie terytorium, ekspansja ;)))
              Rozwój :))) doskonalenie się gatunku, przeżycie - jest tego trochę ;))

              > A te gadki o miłości (nie wiem czemu piszesz z wielkiej litery- zmieniło sie
              > coś w ortografii??) ,

              Nie - już to tłumaczyłem, więc sobie sam doczytaj. Robiłem to dla Ciebie
              specjalnie dwa razy (o ile mnie pamięć nie myli) więc miej pretensje, że nie
              umiesz czytać i masz sklerozę ;) Nie będę się produkował tylko dlatego, że Cię
              czytanie męczy. Jak Cię męczy, obrazki sobie oglądaj ;)))\
              Albo kreskówki ;)))

              > zaufaniu zazdrości etc to mozesz wiesz, licealistkom
              > opowiadac, w tym wieku jeszcze się to kupuje

              No widzisz - no to sobie przed snem pomyśl, znawco życia - czemu ja nie czuje
              się nieszczęśliwy, a Ty... a Tobie można tylko współczuć. ;)))

              > dobrej nocy glosatorku, spadam pomieszkać troche
              >

              Ja cały czas mieszkam - palma będę musiał odłączyć ;))) :-) tylko zaglądam tu
              czasami Minsiorku ;))) Czasami :)

              Dobranoc
            • yoric Re: Doskonały temat - ciąg dalszy 03.08.07, 00:38
              Minsi, daj sobie spokój. Nie gadaj z nim.

              Oczekujesz ortografii od gościa, który pisze na metry w związku z czym nie ma
              czasu sprawdzić swoich wpisów; błędy zaś zrzuca na karb wyimaginowanej choroby,
              której nazwy nie potrafi poprawnie przeliteorwać.
              Jego wiedza o ewolucji jest zerowa, co nie jest jeszcze najgorsze, bo wielu
              ludzi ma podobną wiedzę na ten temat. Gorsze jest to, że Glosatorr po pierwsze,
              nie chce nadrobić elementarnych braków wiedzy, po drugie - chętnie wypowiada się
              na te tematy, dając popis ignorancji, który można sobie obejrzeć w wątku obok.

              Pozdrawiam
      • mam_to_w_nosie Re: żenująca ta dyskusja 03.08.07, 09:30
        minsi napisał:

        > A zdaje się nikt nie wypowiedział się w temacie.

        Raczej większość wypowiedziała się w temacie. Te laski, które twoim zdaniem
        odliczają się jakie to porządne wypowiadały się również o kwestii intercyzy,
        umowy przed zawarciem związku.

        > Moje zdanie jest takie: jest takie powiedzenie "najwyższą formą zaufania jest
        > kontrola".

        To przykre, nie związałabym się z kimś o takim podejściu, ja nie kontroluję
        partnera i tego samego oczekuję od niego. Zaufanie jest dość ryzykowną grą, to
        prawda,
        właściwie zawsze zaufanie jest na kredyt, jedni dobrze inwestują swoje zaufanie,
        inni nie - jak we wszystkim w życiu. Jestem raczej dość praktyczna i realnie
        patrzę na życie, jednak związek bez zaufania dla mnie nie istnieje. Cóż, może
        taka dziwna jestem...

        > tylko problem polega na tym, że
        > większość kobiet będzie upatrywać w badaniach DNA braku zaufania partnera, a to
        > właśnie może świadczyć o ich niepewności (bo pewna siebie kobieta nigdy nie
        > obawiałaby się takowych badań).

        Hahaha :-) Ale kto mówi, że mam się obawiać? Ja bym się badań nie obawiała bo
        nie wyobrażam sobie sytuacji, że nie wiem kto jest ojcem, czyli jak by nie było
        wiem na czym stoję. Ale nawet w sytuacji swojej uczciwości wraz z testami pan
        dostałby pozew o rozwód. Ja tu pomijam sytuacje wątpliwe, gdy mężczyzna ma
        uzasadnione
        przesłanki, że dziecko może być nie jego, wtedy wszystko rozumiem, inaczej to
        dla mnie budowanie związku na wzajemnej nieufności, a w takim żyć bym nie potrafiła.

        Poniżej padło stwierdzenie, że może to kwestia czasu, może... może dla moich
        dzieci takie badanie będzie naturalnie akceptowaną koleją rzeczy po narodzinach
        dziecka. Ale co to będą za związki?? Potem zaczniemy wymagać regularnych badań
        po każdej delegacji - udowodnij, że mi jakiegoś syfu z ewentualnej zdrady nie
        przywlokłeś/łaś itp... I popadniemy w paranoję :/
    • anais_nin666 Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 21:02
      Nie wyobrażam sobie sytuacji, że mężczyzna, z którym chce miec dziecko, który
      mnie zna, kocha, któremu ufam ja i który ufa mi prosi o test na ojcostwo...
      Odebrałabym to jako policzek.
      Rozumiem, że może o to poprosić facet, który z kobietą przespał się pare razy i
      nic ich poza tym nie łączy.
      Natomiast w przypadku ludzi, którzy są w normalnym związku testy poddające z
      założenia w wątpliwość wierność żony, a tym samym związek z zaufania ograbiając
      do zera wydają mi się nie na miejscu.
      Rozumiem, że sa kobiety na tyle nieuczciwe, że potrafia "wrobić" faceta w
      dziecko lub wmówić mu ojcostwo, ale w zwiąkach budowanych na zaufaniu az tak
      chamskich zabiegów chyba nie ma...?
      A może ja jestem dziwna i sobie zwyczajnie nie wyobrażam "wrabiania" w ojcostwo
      człowieka, który ojcem nie jest;)
      Reasumując umowa małżeńska potwierdzająca ojcostwo w przypadku narodzin dziecka
      - dla mnie nie do przyjęcia.
      Badanie ojcostwa w przypadku podejrzeń, że dziecko nie jest danego pana - jasne.
      No, ale to juz poza umowami.
    • misssaigon a jednak 02.08.07, 21:10
      z prawnego punktu widzenia taka intercyza jest niewazna..musisz yoric sie jakos
      inaczej zabezpieczyc...


      mozliwa byłaby taka konstrukcja umowy przedmałzenskiej, w której wskazano by
      przesłanki do odszkodowania w przypadku rozstania sie małzonków - w tym własnie
      dziecko pozamałżenskie i coby było sprawiedliwe - tak kobiety jak i mężczyzny

      i jeszcze jeden ciekawy casus, który sie wydarzył niedawno, a mianowicie badania
      genetyczne moga nie wykazac, ze dziecko nie jest małzenskie jezeli np zostalo
      poczete z bratem bliźniakiem męza

      • glosatorr Re: a jednak 02.08.07, 22:19
        znam przypadek, kiedy badano zgodność genetyczną dawców narządów w obrębie
        rodziny. I okazało się, że dziecko matki było bardziej zbliżone genetycznie do
        byłego męża, który nie był ojcem dziecka, niż do biologicznego ojca :-)
        I co się okazało bo lekarze byli zaskoczeni badaniem?
        Że matka dziecka i były mąż (przypomnę, że nie był ojcem dziecka na 100%) był
        dalekim kuzynem matki dziecka ;)))
        Różne historie się w życiu zdarzają ;))
    • sagittka Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 02.08.07, 21:27
      marek_kolomanski napisał:
      > A czy facet, który po latach dowiaduje się, że nie jest biologicznym ojcem
      > swojego dziecka nadal ma ufać?
      > A może on chciałby mieć wybór przed laty? Nie przyszło wam to do głowy?
      > Może chciałby odejść 15 lat temu i ułożyć sobie życie z inną kobietą, która
      > urodziła by biologicznie jego dzieci? Moim zdaniem fajnie by było, gdyby
      mógł świadomie podjąć decyzję, czy chce łożyć na utrzymanie cudzego dzieciaka i
      nadal żyć z nieuczciwą partnerką.

      Jeśli mąż podejrzewa żonę o zdrady, to oczywiście taki test mógłby dać mu
      dowody. Jednak może się tak szczęśliwie dla żony zdarzyć, że wpadnie z mężem, a
      nie kochankiem, test nie potwierdzi zdrady, a mąż będzie "nadal żył z
      nieuczciwą partnerką", tyle że łożył na własne potomstwo.
      Czyli, jeśli podejrzewa, to test nie musi dać dowodów, a jeśli ufa, to niech
      tak lepiej zostanie.
      • marek_kolomanski Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 03.08.07, 11:41
        Ale przecież nie chodzi o przyłapywanie żony na zdradzie, tylko o wychowywanie
        przez faceta nie swojego potomstwa.
    • alta_rica yoric - jeszcze jeden problem ;-) 02.08.07, 21:58
      Jeszcze nasunęła mi się taka myśl... Czy w obliczu coraz powszechniejszych
      badań ustalających ojcostwo, kobiety zmienią swoje strategie rozrodcze, w tzw.
      dalszej perspektywie oczywiście....
      Bo przecież nie od dziś wiadomo, że tzw. strategia "kukułczego jaja", pozwala
      kobietom wychowywać pod okiem stałego partnera, troskliwego i opiekuńczego,
      dzieci poczęte w wyniku polowania na "lepsze geny". Jeżeli tę możliwość
      kobietom się odbierze to co? ;-) Wymyślą wraz z Naturą ominięcie tego
      problemu? ;-) Jakoś sobie nie wyobrażam...
      A jeżeli nie... to czy wszyscy jako ludzkość, na tym nie stracimy? ;-)

      Taki luźne rozważania... by the way..
      • sagittka Re: yoric - jeszcze jeden problem ;-) 02.08.07, 22:05
        Może będzie więcej samotnych matek.
        Ci "genowo lepsi" i tak potomstwa nie wychowają (tak jak dziś), a ci troskliwi
        już nie będą musieli. Kobiety zostaną same, ale masz rację, że te mniej
        samodzielne w obliczu groźby utraty troskliwego sponsora nie będą ryzykować i
        nie będą powielać silnych samczych genów. Czy ludzkość straci? Trudno
        powiedzieć, ale może będzie mniej wojen?
      • kawitator Re: yoric - jeszcze jeden problem ;-) 02.08.07, 22:11

        > A jeżeli nie... to czy wszyscy jako ludzkość, na tym nie stracimy? ;-)

        Ależ oczywiście jako populacja stracimy Tak jak tracimy na medycynie która
        ratuje ciężko chore dzieci pozwalając im wejść w wiek rozrodczy i powielać swoje
        gorsze geny
        Tak tracimy na tym ze im bardziej inteligentna kobitka tym ma mniej dzieci wiec
        już za jakiś czas mądra kobitka będzie prawdziwym rarytasem nad czym bym bolał
        gdybym miał zyć tak długo ;-))))
        Co nie zmienia faktu ze za lat kilka najdalej kilkanaście badania genetyczne DNA
        nie tylko na ojcostwo ale także na nosicielstwo genów predysponujących do
        pewnych ciężkich chorób będzie powszechne i nie będzie budziło emocji.
        • kawitator Re: yoric - jeszcze jeden problem ;-) 02.08.07, 22:14
          Zadziwiające jest to ze wszystkie wypowiadające sie kobitki traktują takie
          niedowierzanie czy wątpliwości faceta jako cos strasznego po czym tylko spakować
          i wykopać

          Chciałbym pod rozwagę podać przypadek
          Jestem na ten przykład dyrektorem firmy Co jakiś czas wystawiamy się na targach
          w kraju i za granicą Na targi wynajmujemy oczywiście ekipę hostess młodych
          ładnych i powabnych coby ukrasiły nam stoisko Widze ze przed takim wyjazdem moja
          żona zaczyna dziwnie na mnie spoglądać Jest zaniepokojona a nawet być może
          wyrazi swoja wątpliwość czy przypadkiem tam w hotelu z hostessami ....

          Gdybym reprezentował takie skretyniałe pojęcie dumy i jak panienki które na
          wątpliwości faceta reagują - Nie wierzy to spad cham- mógłbym powiedzieć
          Obraziłaś mnie!! Nie interesują mnie inne kobitki, z taką zazdrosna wariatką nie
          mogę być co to uwłacza mojej godności Spotkamy się u adwokata lub prościej
          pakuj się

          Ponieważ nie jestem kobitka z muchami w nosie i przerażoną że jej skoki na bok
          mogą się wydać a facetem i widzę że tak sytuacja niepokoi moja żonę to
          proponuje choć pojedziemy razem zobaczysz jak to się stoi na takich targach
          Wiem ze nic się nie dzieje ale jeśli ma to ją uspokoić to niech mnie sprawdza
          Korona mi z głowy nie spadnie
          • alta_rica Re: kawitator 02.08.07, 22:18
            O wypraszam sobie, Panie Dyrektorze !

            Jestem płeć przeciwna do twojej i jestem ZA!

            Nie uznałabym takiej propozycji (przeprowadzenia badań) za uwłaczające. Ja mam
            pewność, dlaczego mam jej odmawiać swojemu mężowi?

            • kawitator Re: kawitator 02.08.07, 22:23
              Ten dyrektor to tak na przykład ;-) coby uprawdopodbnić spolegliwość hostess
          • kawitator Re: yoric - jeszcze jeden problem ;-) 02.08.07, 22:21
            alta rica napisała
            kobieta jest pewna w 100% swojego macierzyństwa (pomijam jakieś horrory o
            zamianie dzieci),
            No właśnie Jaki horror Przeca kobitki tłumaczyły ze to nic takiego
            Wyobraźmy sobie taka sytuację W szpitalu położniczym jedno dziecko na dziesięć
            jest wywożone a na jego miejsce podkłada się dziecko jakiejś kobitki która nie
            chce swojego dziecka
            Czyli co dziesiąta kobitka ma szansę wyjechać ze szpitala nie ze swoim dzieckiem
            Uważam ze to nic takiego Nie można przecież żądać od szpitala badań genetycznych
            dziecka bo to nie wypada Zresztą nie ważne kto urodził czy spłodził ważne kto
            wychował
            Akceptujecie kobitki taki układ ?
            • sagittka Re: yoric - jeszcze jeden problem ;-) 02.08.07, 22:27
              No to taka odpowiedź naciągana:
              to jest inne dziecko niż to, które kobieta nosiła przez 9 miesięcy i które w
              bólach rodziła, a mężczyzna w zasadzie zaczyna swoje tacierzyństwo dopiero po
              porodzie.
              • sagittka Re: yoric - jeszcze jeden problem ;-) 02.08.07, 22:28
                Poza tym, to dziecko istnieje naprawdę, więc dlaczego go nie wychowywać, a
                dziecko zdradzanego męża nie istnieje, więc ma on jedynie wybór to lub wcale.
                • alta_rica Re: sagittka 02.08.07, 22:30
                  No to jest BAAAAAAAARDZO MOCNO NACIĄGANA odpowiedź ;-))))

                  Nie do przyjęcia moim skromnym zdaniem.
                  • sagittka Re: sagittka 02.08.07, 22:45
                    masz rację, dyskusja ciekawa, ale robi sie absurdalna.

                    Na razie mamy takie, a nie inne warunki, test na ojcostwo jest jeszcze
                    wykonywany sporadycznie, wiec brakuje wzorca pozytywnego odbioru takiej
                    sytuacji. Testy wykonuje się zazwyczaj przy podejrzeniach o niewierność, czyli
                    służą do niemiłych rozgrywek. Stąd skojarzenia raczej negatywne, ale to isę
                    pewnie zmieni.
                    Tak jak jest coraz większa świadomość badań prenatalnych, które kiedyś budziły
                    wielkie emocje i sprzeciw (może nie same badania, ale decyzje związane z ich
                    wynikami).
                    Przyznaję się do starodawnego typu myślenia (propozycja testu = podejrzenie
                    niewierności i dowód braku zaufania), ale pewnie moje córki w przyszłości będą
                    te testy robić standardowo.

                    PS. A może wynaleziony zostanie gen odpowiedzialny za skłonności do zdrady i
                    będzie można przetestowac także mężczyzn?
                    • kawitator Re: sagittka 02.08.07, 23:04
                      . A może wynaleziony zostanie gen odpowiedzialny za skłonności do zdrady i
                      będzie można przetestowac także mężczyzn?

                      Może nie wynaleziony a zidentyfikowany
                      Poruszyłaś to kolejny fajny temat do dyskusji
                      Na ile dziecko rodzące się jest taka tabula rasa na której wychowanie a szerzej
                      mówiąc otoczenie społeczne odciska sie i powoduje "sformatowanie " nowego
                      człowieka a na ile jesteśmy zdeterminowani naszym zestawem genowym
                      :-)))
                • kawitator Re: yoric - jeszcze jeden problem ;-) 02.08.07, 22:41
                  Poza tym, to dziecko istnieje naprawdę, więc dlaczego go nie wychowywać, a
                  > dziecko zdradzanego męża nie istnieje, więc ma on jedynie wybór to lub wcale.
                  Zdawałem sobie sprawę z tej różnicę Nie chciałem tego pisać ale mogę
                  Co dziesiate dziecko zabijamy i w jego miejsce podstawiamy inne
                  I co teraz kobitka ma do wyboru wychować cudze albo żadne To już tak jak facet ?
                  • sagittka Re: yoric - jeszcze jeden problem ;-) 02.08.07, 22:52
                    Myślę, że w takiej sytuacji większość kobiet pragnęłaby dziecka. Po ciąży i
                    porodzie to jest już nawet fizyczna potrzeba, którą trudno powstrzymać.

                    W takiej sytuacji wolałabym nie robić testu i "dostac" dziecko nawet ryzykując,
                    ze nie własne. Pytanie tylko, czy lepiej wiedzieć to na początku i zdecydować
                    się na nie, czy całe życie się zastanawiac czy moje.

                    Trudno jednak zastosowac tu prostą analogię, bo w szpitalu działałaby jakaś
                    siła wyższa, coś w rodzaju ślepego losu, nie ma w tle zdrady partnera i jego
                    nieuczciwości, oczustwa, bycia jeleniem, itp. Stąd pewnie inne podejście kobiet
                    i mężczyzn do testu w sytuacji niepewnego rodzicielstwa.
            • lilyrush Re: yoric - jeszcze jeden problem ;-) 02.08.07, 22:31
              ech faceci, faceci...
              ile jest kobiet, którym da sie podmieniać dziecko??
              jak moje dziecko płakało to mi mleko z piersi ciekło
              tuzin obcych mógł sie drzeć i nic...
              To najbardziej jaskrawy przykład. Każda z nas 3 w pokoju budziła sie tylko na
              płacz JEJ dziecka, a nie pozostałych
    • yoric Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 03.08.07, 00:26
      No właśnie.

      Okazuje się, że jak się zejdzie z pozycji emocjonalnie i ideologicznie
      zaangażowanej, to jednak można dyskutować. Źle zaczęliśmy, bo kilka Pań
      potraktowało pytanie w kategoriach walki dobra ze złem, "my kontra oni",
      "seksistowskiej krucjaty". Niepotrzebnie.

      Ja jeszcze raz podkreślam - bo ludzie to uparcie gubią - że chodzi mi nie o
      sprawdzenie po fakcie, tylko o ustną umowę, że kiedy na świecie pojawi się
      dziecko, dokonujemy prostej formalności sprawdzenia. I nie o zabezpieczenie się
      przed zdradą, ale o gwarancję, że po latach nie wyjdzie fakt wychowywania
      nieswojego dziecka, co byłoby całkowicie dewastujące dla psychiki wszystkich w
      to zaangażowanych. Na wszelki wypadek dodam, że jestem przekonany, że faceci
      zdradzają nie mniej, niż kobiety i że zdradę z obu stron uważam za równie
      naganną. To jednak zupełnie inny temat!

      Byłem ciekaw odzewu. Okazuje się, że wiele Pań, choć nie wszystkie, traktuje to
      jako zamach na zaufanie. Trzeba to uszanować. [z drugiej strony, niektóre z tych
      Pań na tym forum oświadczały, że mają kochanka, na jakie więc zaufanie ten
      zamach?] Trudniej jest dostarczyć bardziej rzeczowe argumenty przeciwko takiej
      umowie, bo jak ktoś trzeźwo zauważył, jeśli kobieta nie ma zamiaru nic
      przeskrobać, to co miałaby mieć przeciwko?

      Wydaje się, że największy problem jest z niesymetrycznością tego testu, tj. że
      wykrywa on tylko niewierność kobiety - mężczyzny nie. Tak więc zachwiane jest
      pewne poczucie sprawiedliwości. To jednak znowu patrzenie na sprawę z optyki "my
      kontra oni", która nie jest najlepszą perspektywą w żadnej sprawie.

      Alta_Rica pyta, jak na upowszechnieniu takich testów wyszłaby pula genetyczna
      ludzkości. No cóż, jeśli to byłaby duża presja selekcyjna, tj. testy
      przeprowadzałby znaczy odsetek ludności świata (co na dziś dzień jest utopią),
      to po kilku dziesiątkach pokoleń - paru tysiącach lat - byłyby zauważalne
      efekty. Przy czym geny nie 'pogorszyłyby' się w sensie absolutnym, ale tu już
      musiałbym wchodzić w strategie doboru płciowego, runaway selection, itd.
      Trafnie to wszystko skomentował Kawi.

      IMO najlepsze podsumowanie dotychczas jest autorstwa Sagittki. W pełni zgadzam
      się, że "brakuje wzorca pozytywnego odbioru takiej sytuacji. Testy (...) służą
      do niemiłych rozgrywek. Stąd skojarzenia raczej negatywne" i tym bardziej, że
      "to się zapewne zmieni". Też sądzę, że ze wzrostem powszechności testów w celach
      stricte medycznych zmieni się mentalność i testy w celu potwierdzenia ojcostwa
      będą inaczej kojarzone i powszechniejsze.

      Wreszcie Kawi:
      > Poruszyłaś to kolejny fajny temat do dyskusji
      Na ile dziecko rodzące się jest taka tabula rasa (...) a na ile jesteśmy
      zdeterminowani naszym zestawem genowym

      debata "nature vs nurture" stara jak świat - ja ją cwiczyłem nie raz, ale
      uważam, że jest błędnie sformułowana (w sensie opozycji: ile % geny, ile
      wychowanie); nie ruszam tego tematu dwumetrowym kijem i innym też tak radzę :).

      PS: Wpisy Glosatorra proponuję pominąć. Psy szczekają, karawana jedzie dalej.
      • lilyrush Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 03.08.07, 09:55
        Dobrze Yoric...dyskusja była i co?
        Dostałeś bardzo jednoznaczna odpowiedż Pań, że nawet jeśli potrafimy o tym
        mysleć na racjonalnie i spokojnie to każda z nas taką sugestie ze strony ojca
        swojego dziecka odebrałąby jednoznacznie negatywnie.
        Najczęsciej to zakończyłoby takie zawiązek ze skutkiem natychmiastowym.
        Nadal zamierzasz swojej żonie zaproponowac taka umowę i badanie????
        • marek_kolomanski Badanie DNA powinno być standardem... 03.08.07, 11:34
          ...przy rejestracji dziecka. Podobnie jak nadanie nr PESEL.

          Nie uważam, że potrzebna jest intercyza zawarta przez małżonków na wypadek
          pojawienia się dziecka.
          Uważam, że badanie powinno być czynnością całkowicie formalną, nie mającą nic
          wspólnego z "chciejstwem" przyszłego ojca. Nie mającą nic wspólnego z jego
          podejrzliwością, chorobliwą zazdrością i innymi przypadłościami psychicznymi.
          Po pojawieniu się dziecka nie powinno być wątpliwości co do jego biologicznego
          pochodzenia. Natomiast decyzję o wychowaniu i łożeniu na nie swoje dziecko
          pozostawiłbym mężowi. Lecz powinien ją podjąć w pełni świadomie. Ludzie często
          dokonują dziwnych wyborów życiowych i jest to już ich wolna wola.

          W krajach cywilizowanych, pary, przed podjęciem współżycia, coraz częściej robią
          sobie badania na obecność wirusa HIV. Jakoś nikogo to już nie dziwi. A reakcja
          partnera na propozycję takiego badania może być identyczna jak ta, na
          potwierdzenie ojcostwa - " no co ty, nie ufasz mi? To bierz torby pod pachę i
          wyp..."

          Osobiście nie rozumiem ujadania sporej liczby kobitek, na temat braku zaufania,
          zdrady, miłości i innych dupereli. Przecież nie o tym jest dyskusja!
          Czyżby Panie miały jakieś sekrety?

          Dlaczego niektórym tak trudno zrozumieć, że facet ma prawo wiedzieć, czy jest
          biologicznym ojcem swoich dzieci. Kobiety tą pewność mają. Dlaczego druga strona
          ma być jej pozbawiona? Taka jest właśnie myśl przewodnia tej całej dyskusji!

          Nawet jeśli facet bierze świadomie k.... za żonę to jest to jego wybór. Jeśli ma
          przyjemność wychowywać jej dzieci z nieprawego łoża, to również powinien być
          jego CAŁKOWICIE ŚWIADOMY wybór.
          Czyż nie?

          • lilyrush Re: Badanie DNA powinno być standardem... 03.08.07, 11:44
            marek_kolomanski napisał:

            > W krajach cywilizowanych, pary, przed podjęciem współżycia, coraz częściej
            robią sobie badania na obecność wirusa HIV. Jakoś nikogo to już nie dziwi.

            Nie dziwi. I nie mam żadnych "ale". zresztą dawno temu mój facet mi takei
            zaswiadczenie sam z sieibe dał na początek...amerykanin. I dlateog ja teraz
            pytam przed pierwszym razem.

            > Osobiście nie rozumiem ujadania sporej liczby kobitek, na temat braku
            zaufania, zdrady, miłości i innych dupereli. Przecież nie o tym jest dyskusja!
            > Czyżby Panie miały jakieś sekrety?

            Ty naprawdę nie widzisz róznicy?????
            • minsi Re: Badanie DNA powinno być standardem... 03.08.07, 12:00
              a wiesz lily, to tylko kwestia tzw. położenia środka ciężkości
              dla Ciebie test na hiv/wzw B,C są do przyjęcia, a dla sporej części osób byłyby
              poważnym naruszeniem ich poczucia zaufania, jakim się je obdarza.

              skoro sie powiedziało A, to mozna powiedzieć B. Skoro przyjełaś do wiadomości,
              że ludzie nie są święci, nie idą do ślubu jako dziewice/prawiczki i że miewają
              romanse na boku, nawet będąc w tzw. stałym związku, to i testy DNA na ojcowstwo
              nie nalezy traktować jako policzek w zaufanie, ale rzeczowe ustalenie faktów.

              zapominasz o jednej dość ważnej rzeczy - faceci nie lubią jak się ich w ch..
              robi, i takie testy są bardzo dobrym sprawdzianem czy sytuacja taka nie wystąpi.
              • lilyrush Re: Badanie DNA powinno być standardem... 03.08.07, 12:30
                minsi napisał:

                > a wiesz lily, to tylko kwestia tzw. położenia środka ciężkości
                > dla Ciebie test na hiv/wzw B,C są do przyjęcia, a dla sporej części osób
                byłyby
                > poważnym naruszeniem ich poczucia zaufania, jakim się je obdarza.
                >
                > skoro sie powiedziało A, to mozna powiedzieć B. Skoro przyjełaś do wiadomości,
                > że ludzie nie są święci, nie idą do ślubu jako dziewice/prawiczki i że miewają
                > romanse na boku, nawet będąc w tzw. stałym związku, to i testy DNA na
                ojcowstwo nie nalezy traktować jako policzek w zaufanie, ale rzeczowe ustalenie
                faktów.

                Badania dotycza przeszłosci- zanim sie poznalismy i pokochalismy i sobie
                zaufaliśmy. Weic nei ma nic przeciewko bo to nie podważa niczyich uczuć i
                zaufania. Badanie ojcostwa tyczy sie moentu w którym jesteśmy razem, tworzymy
                zwiazek, kochamy się.

                Jeśli nadal nie widizcie róznicy to ja sie poddaje. I pewnie wróce do tego, co
                na pisałąm na początku- każdy ma prawo do swoich przekonań. Macie swoej i
                zwyczajnie życze Wam znalezienia partnerek, które będą Wasze przekonania
                podzielały. Ot i tyle...
              • mam_to_w_nosie Re: Badanie DNA powinno być standardem... 03.08.07, 13:15
                minsi napisał:

                > zapominasz o jednej dość ważnej rzeczy - faceci nie lubią jak się ich w ch..
                > robi, i takie testy są bardzo dobrym sprawdzianem czy sytuacja taka nie
                > wystąpi

                Kobiety też nie lubią jak się je w ch... robi. To jaki wymyślimy sprawdzian dla
                mężczyzn? Osła z ubłoconym brzuchem będą macać, czy jak?
                • minsi Re: Badanie DNA powinno być standardem... 03.08.07, 13:23
                  tak, ale kobieta nie mmoże mieć tego problemu, że wychowuje nie swoje dziecko,
                  chyba że w szpitalu podmienią.
    • menk.a Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 03.08.07, 12:10
      Badanie o wykluczenie ojcostwa ma być poniekąd papierkiem lakmusowym wierności
      partnerki... A co z wiernością partnera? Jak u niego to badać? Może na
      wyposażeniu każdej pary powinna być maszynka sprawdzająca prawdomówność i
      wierność?
      ;)
      • marek_kolomanski Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 03.08.07, 12:50
        Nie żadnym papierkiem lakmusowym wierności! Tylko stwierdzeniem faktu, czy
        dziecko jest męża, czy też kogoś innego. NIC WIĘCEJ!
        Takie badanie DNA jest wyrównaniem szans. Bo kobieta wie a facet nie wie:)
        Rozumisz?

        Nie chodzi o wierność kogokolwiek, tylko o konsekwencje moralne, finansowe itp.
        jakie może ponieść w przyszłości mężczyzna nieświadomy braku swojego
        biologicznego ojcostwa.
      • minsi Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 03.08.07, 13:26
        nie chodzi o wierność, a o geny (swoje geny)
        dla mnie może się moja niewiasta bzykac na lewo i prawo, po warunkiem że 1) nie
        wiem o tym 2) nie przywlecze żadnej infekcji 3) nie bedzie wmawiała swojemu
        stałemu partnerowi nie swojego dziecka
        • marek_kolomanski Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 03.08.07, 13:28
          Otóż to:)
        • menk.a Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 03.08.07, 14:35
          minsi napisał:
          > nie chodzi o wierność, a o geny (swoje geny)
          > dla mnie może się moja niewiasta bzykac na lewo i prawo, po warunkiem że 1)
          nie
          > wiem o tym 2) nie przywlecze żadnej infekcji 3) nie bedzie wmawiała swojemu
          > stałemu partnerowi nie swojego dziecka
          >

          A mój facet jeśli ma ochotę się bzykac na lewo i prawo z kimkolwiek innym niż
          ja... to ja wypisuje się z tego kółka zainteresowań;)

          A co do badań: to kwestia uczciwości. Ludzie zapewniaja się o wielu rzeczach,
          między innymi o ojcostwie, co czasem nie bywa prawdą. Rozumiem stanowisko panów.
          W ponad 80% wniosków o wykluczenie ojcostwa, potwierdza się , że tatusiem jt
          pan wskazany przez matkę.
    • glosatorr Coś do dyskusji... Zespół Leontesa i coś jeszcze.. 03.08.07, 15:39
      "Problem niepewnego ojcostwa jest już od dawna dostrzegany. Szekspirowski
      bohater „ Pieśni zimowej” – król Leontes był chorobliwie zazdrosny o swoją żonę
      i wypierał się swego ojcostwa. Zapewniło mu to nie tylko miejsce w klasycznej
      literaturze, ale także w podręcznikach psychiatrii. O mężczyznach, którzy nie
      dowierzają, że są ojcami swoich dzieci mówi się, że cierpią na zespół Leontesa".

      (GW 21.04.07)

      I trochę więcej, danych o zespole Leontesa:

      Jednym ze współczesnych fenomenów rządzących życiem emocjonalnym i seksualnym
      mężczyzn jest zespół Leontesa (zL). Zaburzenie to polega na chorobliwej
      zazdrości wobec ciężarnej żony. Mężczyzna cierpiący na ten zespół nie wierzy we
      własne ojcostwo, jest nieufny wobec małżonki, jej przeszłości seksualnej i
      aktualnych motywów zachowań. ZL dość często przybiera formę unikania
      rodzicielstwa w obawie o odrzucenie przez kobietę zaangażowania uczuciowego
      partnera w związku z narodzinami dziecka. Przyszły ojciec jest już teraz
      zazdrosny o uczucia jakimi żona mogłaby obdarzyć dziecko. Zachowania mężczyzny
      bardzo często charakteryzują się dużym stopniem patologizacji relacji
      partnerskiej: wynajmuje detektywów i śledzi żonę, przegląda jej korespondencję
      i rzeczy osobiste. Nierzadko zmusza swoją ciężarną partnerkę do sądowego
      postępowania dowodowego mającego zaprzeczyć jego ojcowstwu. Charakterystyczne
      jest to, że po narodzinach dziecka wszystkie uwagi otoczenia na temat
      podobieństwa potomka do ojca, czy dziadków z jego strony, odbierane są przez
      niego samego jako zmowa i spisek przeciwko niemu. Powstanie tego zespołu
      znacznie obniża zdolność pełnienia ról społecznych związanych z wychowaniem
      potomka zarówno u ojca, jak i matki. Z drugiej strony zespołowi Leontesa bardzo
      często towarzyszą różnego rodzaju zaburzenia seksualne.

      Pozostawiam tak pod rozwagę tym osobom, które tutaj nie przyjmują tego co im
      się mówi :-)

      PS: Z badań Rafała Płoskiego, genetyka z warszawskiej Akademii Medycznej,
      wynika, że w naszym kraju 7-8 procent dzieci wychowują mężczyźni nie będący ich
      biologicznymi ojcami. Na przykład wśród monogamicznych gibonów ten odsetek
      wynosi 15-16 procent. Ale ciekawie to wygląda w zestawieniu, że w małżeństwach
      bezdzietnych, u ok. 25 do 30 proc. przypadków, to mężczyzna jest bezpłodny :)
      A teraz proszę zestawić to sobie z następującymi danymi:
      Wg. danych z Rocznika statystycznego wynika, że problem bezdzietności dotyka
      zaskakująco wielu małżeństw - według statystyk w 1999 roku co czwarte
      małżeństwo w Polsce nie mogło mieć własnych dzieci (niektóre źródła podają, że
      nawet co trzecie) - z tego trzy procent deklarowało, (jeden lub oboje
      małzonków) że nie chciało ich mieć, szesnaście procent to małżeństwa bezpłodne,
      a sześć procent nie mogło donosić ciąży. Dane te dotyczą zawartych małżeństw,
      brak natomiast informacji na temat nieformalnych związków.

      Wnioski proszę sobie wyciągnąc sami - bo znowu Panowie się wkurzą :-)

      Miłego popołudnia
      • kawitator Re: Coś do dyskusji... Zespół Leontesa i coś jesz 03.08.07, 17:31
        Jest zespół Edypa co nie oznacza że każdy czterolatek zaraz zarżnie z zazdrości swego ojca
        Są zespoły lub mówić bardziej Freudem kompleksy: Ateny, Jokasty, Elektry Prometeusza, Mesjasza Bardziej współcześnie Napoleona Małego członka czy za małych cycków i za dużej dupy też są .
        Każde nasze uczucie czy emocja jak się wyrwie spod kontroli może narobić szkód.
        I co z tego jak nazwiesz w sposób uczony uczucia facetów to coś zmieni? Poczują się gorzej?
        Zdeprecjonujesz to co ich gnębi ? Tak jak i Ty co wynika z Twoich poprzednich postów jestem wolny od takich wątpliwości Rozumiem tych co je mają bowiem wystarczy sie rozejrzeć dookoła .
        Problem chyba nie polega na tym co sie dzieje wewnątrz małżeństwa Czy te dzieci są ich obojga czy jednego z nich czy adaptowane. Czy niepłodny jest facet i kobitka ma dziecko ze sztucznego zapłodnienia spermą dawcy czy zrobił je sobie za zgodą żony z jakąś inna kobitka i teraz wychowują razem z żoną Jeżeli się to rozgrywa uczciwie czyli za wiedza i zgodą obu stron to wara nam od tego . To jest ich wewnętrzna sprawa. Problem zaczyna sie w przypadku rozejścia się bowiem facet nie może zrobić ważnego dowodowo badania DNA bez zgody matki. Często słyszałem ze facet juz ładne kilka lat płaci alimenty Jego była jest z ojcem dziecka On ma badania wykluczające jego ojcostwo i może je sobie wsadzić głęboko do tyłka bowiem kobitka nie ma zamiaru rezygnować z dopływu gotówki i nie zgadza się na badania DNA bo by ją to obraziło i chamskie są takie przypuszczenia wobec niej .

        Co prawda słyszałem tez o takim który po otrzymaniu badań stwierdzających czarno na białym ze tatuś to on natychmiast twierdził ze pracownice laboratorium na pewno zadzwoniły do jego byłej i sfałszowały badania On by podchodził po kompleks Leontesa

        Problem postawiony przez Yorica i pomysł intercyzy genetycznej taki trochę bez sensu Natura nie znosi próżni wiec problem tak jak by sam znalazł sobie rozwiązanie
        Zrobienie badania prywatnie nie stanowi najmniejszego problemu zarówno w sensie pobrania próbek jak i zlecenia badania. Rynek sie gwałtownie rozwija a ilość zlecanych badań rośnie z roku na rok i mamusia wcale nie musi wiedzieć o badaniach bowiem są to badania zlecane przez prywatne osoby a wtedy nikt sie nic nie pyta. Ma ktoś problem meczy go podobieństwo dzidzi do listonosza to włos z grzebyka dziecka włos lub obcięty paznokieć twój i żony. Odżałowany ten tysiąc z haczykiem i juz wiesz wszystko a w razie gdy okaże się ze to ty właśnie spłodziłeś dzidzi to żonie należy się futro z norek lub brylant w białym złocie jako zadość uczynienie za twoje podejrzenia Gdy jednak „na kogo wypadnie na tego bęc” i okaże się ze chyba jednak listonosz to juz dalej sam podejmuj decyzje jak ci serce i rozum dyktuje

        Do Glosatora
        Miałem ta przyjemność spotkać się i rozmawiać z Dr hab. Rafałem Płoskim na wiosnę tego roku. To naprawdę nie jest wszytko tak proste jak psa w dupę kopnąć
        • kawitator byłbym zapomniał 03.08.07, 17:36
          "To naprawdę nie jest wszytko tak proste jak psa w dupę kopnąć"
          Podziękowania dla kumpla z Australi za pozwolenie używania jego celnego i obrazowego porównania
          Kawi
        • glosatorr Zespół Leontesa 03.08.07, 23:19
          Siemanko Kawitatorze ;)))
          Nie ma czegoś takiego jak zespół Edypa - za to jest kompleks Edypa. Freud go
          wystarczająco wyjaśnił i każdy może sobie sam o tym napisać.

          Nazywając uczucia Kawi - wiemy co nami powoduje. A wiedzą co powoduje, możemy to
          kontrolować, opanowywać i nie dawać się ponosić uczuciom.
          Tak naprawdę Kawi - to co jest między dwojgiem rodziców - przekłąda się na
          dzieci. Dzieci są jak papierek lakmusowy związku. Jeśli kobieta ma dziecko z
          innym mężczyzną niż mąż - ma to swoje powody i przyczyny - i można o tym
          dyskutować. Problem Kawi w tej dyskusji pokazuje właśnie Zespół Leontesa - a
          także przemożne upatrywanie przez Facetów swojego poczucia bezpieczeństwa w
          kontroli Partnerki.
          Facet czuje się bezpieczny, kiedy ma pewność, że kobieta nie zrobi niczego o
          czym on nie będzie wiedział albo że nie ma możliwości zrobienia czegoś bez jego
          wiedzy.
          Dlatego np. faceci uważają, że jak mają kasy jak lodu, to to przynajmniej
          kobitkę przytrzyma. Albo - jak zrobi kobiecie parę dzieciaczków - to kobieta z
          taką "kulą u nogi" nie da drapaka.

          Wszystko inne, co sprawia, że kobieta chce być z mężczyzną dobrowolnie, bo jej
          po prostu z facetem jest dobrze i jej zależy - wymaga ze strony faceta wysiłku,
          zachodu, wiedzy, i wielu innych działań, które z racji prawie genetycznego
          męskiego lenistwa, są dla facetów po prostu nieopłacalne.

          Jak to Autor wątku (jamesonwhiskey ) napisał w temacie "Kobiety... są dziwne" -
          "nie mam ochoty spedzic zycia na odgadywaniu tego co akurat kobieta miala na
          mysli mowiac cos a okazujac nie werbalnie zupelnie cos innego
          na odgadywanie sygnalow gestow i czego tam jeszcze tez nie mam ochoty mam
          ochote byc szczesliwy wymagam od kobiety zeby mowila o co jej chodzi tak zebym
          rozumial, sygnaly to sobie moze do kieszeni schowac bo nie mam czasu checi
          najmniejszej ochoty zastanawiac sie co ona tam sobie wlasnie mysli mam ochote
          zyc a nie tracic czasu na jakies pierdoly nie rozumiem kobiet i nawet juz sie
          nie bardzo staram"

          Tak Kawitatorze - Panowie nie chcą się wysilać. Poczytają sobie te Forum,
          popatrzą na swoje niepowodzenia w związkach i nie skumają - że klucz do udanego
          związku dwojga ludzi leży w nieustannym wysiłku nad udoskonalaniem związku, na
          staraniach o kobietę i sprawianiu, by kobiecie zależało. Faceci myślą sobie tak
          - Fajna dupa, zdobędę ją. I zdobywają - na tyle wysiłku ich stać. Potem zrobię
          sobie dziecko - i robią. A potem już im się nic więcej nie chce. Tak Drogie
          panie - wielu facetów tak funkcjonuje. Dlatego w innym wątku Panie chodzą
          napalone - a w domu muszą coś zrobić, by się ich samce zabrały za coś, co piwnny
          chcieć z samej radości dawania i brania.

          Jak ktoś chce sobie robić takie Intercyzy - niech sobie robi. Ona w niczym mu
          nie pomoże. W roszczeniach wyłacznie. A to, że więcej się przez nią straci? To
          ich wybór, ich kobiet, iż życie. Mam to gdzieś.
          Ja jak już znajdę odpowiednią kobietę - nie muszę mieć żadnej intercyzy.
          Ja wiem, że trzeba zacząć od dostrojenia częstotliwości z kobietą, potem znaleźć
          wspólny język z nią, poznać się, zbudować zaufanie, przejść etap zauroczenia i
          utrzymać go jak najdłużej, jeśli będzie to ta kobieta a ja będę tym mężczyzną.
          A potem trzeba codziennie - o kobietę się starać i sprawiać, by codziennie i jej
          na mnie zależało. I żadne nakazy, zakazy, przysięgi, intercyzy - tego nie zastąpią.
          A zespół Leonidasa - da się wyleczyć - od tego są terapeuci prychologowie i
          psychiatrzy. Najgorsze jest to, jak ktoś uważa, że z nim jest wszystko w porządku.
          I jeszcze inni ludzie mówią mu - ok, jesteś ok!
          A nie widzi, że ma potężny problem = nie z kobietami czy mężczyznami - ale z sobą.
          Zawsze Kawi - trzeba zacząć naprawianie swojego życia, tworzenie związku -
          zaczynać od siebie. Bo nie pokochasz i nie będziesz kochany - nim Ty sam, ja i
          każdy tutaj nie pokocha najpierw siebie.


          PS: Nic nie jest proste - pełna zgoda. Ale wiem, że jeśli komuś zależy na
          szczęściu swoim i innych ludzi - to wymaga to wysiłku, wysokiej ceny i wielkich
          starań. A wszystko co jest łatwe - jest jak papier toaletowy - tani, miekki i do
          d.....
          Dobranoc
          • marek_kolomanski teorie glosatorra mają się nijak do praktyki? 04.08.07, 11:24
            Opisujesz w tym wątku na forum jak trzeba postępować z kobietami. Twoje długie
            elaboraty mogą co niektórych uwieść:) Widać to po zachwyconych niewiastach:)
            Jednak i Ciebie dotknęła zdrada i odejście żony, co opisywałeś wielokrotnie.

            Czy chciałbyś być teraz w sytuacji, kiedy była żona, posiadająca dziecko z
            kochankiem i mieszkająca z nim, ciągnie od ciebie kasę w postaci alimentów na
            jego utrzymanie?
            Bez zgody żony nie możesz wykonać badań DNA, które zostaną zaakceptowane przez
            sąd jako materiał dowodowy. Badania DNA wykonane prywatnie można sobie co
            najwyżej oprawić w ramki i powiesić na ścianie:)

            Nigdy nie wiadomo co stanie się w związku za lat kilka. Nawet tym wydawałoby się
            idealnym.

            Trzeba zmienić prawo w naszym kraju bo zbyt chroni takie cwaniary...
            • glosatorr od teorii do praktyki czy odwrotnie :-) 04.08.07, 18:25
              marek_kolomanski napisał:

              > Opisujesz w tym wątku na forum jak trzeba postępować z kobietami. Twoje długie
              > elaboraty mogą co niektórych uwieść:)

              Nie piszę tutaj by kogoś uwieść - tylko przekazuję mój punkt widzenia. Może się
              on komuś podobać lub nie. Tak robią tu wszyscy i ja też.

              > Widać to po zachwyconych niewiastach:)

              Zazdrościsz? Powtarzam - każdy tak może - nikt nikomu nic nie broni szczególnie
              pisać.

              > Jednak i Ciebie dotknęła zdrada i odejście żony, co opisywałeś wielokrotnie.
              >
              Nie - wiele lat temu odkryłem zdradę i ja odszedłem.

              > Czy chciałbyś być teraz w sytuacji, kiedy była żona, posiadająca dziecko z
              > kochankiem i mieszkająca z nim, ciągnie od ciebie kasę w postaci alimentów na
              > jego utrzymanie?

              Nie ma takiej możliwości. Z prostej przyczyny ja wiedziałem, że moją Ex mnie
              zdradzała, więc kiedy zaszła w ciąże to wiedziałem wcześniej niż ona, że to nie
              moje dziecko. Jak zobaczyłem, że nadchodzi czas krwawienia a jak paczki podpasek
              są zamknięte na półce tak stoją i są zamknięte - to sorry, nie musiałem niczego
              badać. Po prostu pół roku wcześniej nastąpiła separacja od łoża, bo trudno mi
              się bzykać z kobietą, którą złapałem na cudzołóstwie. Dałem jej czas na
              przemyślenie sytuacji - co chce zrobić dalej. Mieszkaliśmy w osobnych pokojach.
              A ponieważ moje plemniki nie mają zdolności przemieszczania się drogą
              powietrzną, nie przechodzą same przez ściany, nie pływają pod wodą - więc ja
              problemu nie miałem.
              Za to miałem rozum, pamięć, oczy i głowę. Moja Ex chciała ciągnąć kasę - tylko,
              że ja znam prawo i dlatego jej to się nie udało.

              > Bez zgody żony nie możesz wykonać badań DNA, które zostaną zaakceptowane przez
              > sąd jako materiał dowodowy.

              Ok - hipotetycznie. Nie mam Zespołu Leontesa, więc mogę na spokojnie rozważyć
              taką hipotetyczną sytuację. Bez nerwów. Ok - sytuacja: Nagle ni stąd ni zowąd
              dowiaduję się, że moja Ex zachodzi w ciążę. Bzykaliśmy - jest dziecko. Ok - ja
              nie wiem. Ufam jej, wierzę etc. Kocham ją nad życie - o to chodzi Wam Panowie?

              I teraz sobie stawiam pytanie - to samo co Wy panowie stawiacie - czy to moje
              dziecko? Czemu ja sobie stawiam to pytanie? Skąd ja mam takie podejrzenia? Coś
              mnie musiało do tego doprowadzić. Co? I tu nagle odkrywamy, że żona mogła mnie
              zdradzać. OK. Sprawdzam, czy moje podejrzenie to nie moje rojenie (przecież
              kocham żonę i nie chcę ją swoimi podejrzeniami zranić) Sprawdzam. Mogło się tak
              zdarzyć. I teraz co? Udaję, że nic się nie stało. Wszystko jest ok. Nic się w
              naszym życiu nie zmienia - tylko ja jestem ostrożniejszy.

              Mając podejrzenia chcę zmusić ją do badań? Po co?
              Po co od razu wykładać Asy czy niszczyć, jeśli mi odbija i to tylko moje rojenia?

              Jeśli mam podejrzenia, że ona nie jest mi wierna, że dziecko nie jest moje -
              czekam na moment, kiedy jestem z dzieckiem sam. Robię prostą rzecz, wcześniej
              od lekarza biorę pipetę i pobieram wymaz ze śluzówki - albo biorę trochę śliny
              dziecka (małe dzieci się często ślinią, więc nie jest to problem). I idę po
              cichu do GenMedu czy gdziekolwiek i robię badania. Ona nie wie, ja wiem. Mam
              wyniki w ręku. Idę składam wniosek o rozwód, przedstawiam dowody - badania.
              Adwokat EX kwestionuje mój dowód. Ja przedstawiam dowody - więc oni muszą dać
              kontrdowód. Zgłasza, że to nieprawda - ja mówię - no to zróbmy badanie. Ona mówi
              nie - ja mówię tak. Sąd nakazuje badania. No dobra - ona ma lepszego adwokata,
              przekupionych sędziów. Nie pozwala na badania. Ok - Zaczynam kombinować co
              zrobić by ją do tego zmusić. Takie teoretyzowanie może dla jednych dać
              argumenty, że nic nie można zrobić. Można mieć lepszy pomysł.

              Zgłosić do prokuratury, że podstępem dokonano machloi w postaci takiej, że żona
              ma dziecko z innym i ja uznałem dziecko, ale ono nie jest moje. Przedsatawiam te
              same dowody. I prokuratura wszczyna śledztwo. MUSI! W śledztwie to prokurator
              nakazuje dokonanie badań o ojcostwo. To prokuratura wzywa moją Ex i ona ma pod
              odpowiedzialnością karną złożyć zeznania, że to ja jestem niby ojcem. Ja widzę
              te żony, które mówią - Ależ oczywiście, że mój mąż jest ojcem mojego dziecka! I
              co robi prokurator - nakazuje badania genetyczne - pobiera próbki ojca, matki i
              dziecka - i co dają wyniki? Prawdę. Jeśli ojciec się myli - on ma problemy.
              Jeśli żona skłamała - ma przerabane. :-)
              I problem rozwiązany.

              Jaki więc Panowie widziecie problem?

              >Badania DNA wykonane prywatnie można sobie co
              > najwyżej oprawić w ramki i powiesić na ścianie:)
              >
              Nieprawda - kto Wam to powiedział? Prawnik?
              Jeśli dowodem w sądzie są SMSy - to badanie nie jest? Kit Wam wciskają :)))

              > Nigdy nie wiadomo co stanie się w związku za lat kilka. Nawet tym wydawałoby si
              > ę
              > idealnym.
              >
              W żadnym związku nic nigdy nie wiadomo, jak się gdzieś ma to co się w związku
              dzieje.

              > Trzeba zmienić prawo w naszym kraju bo zbyt chroni takie cwaniary...

              Nie trzeba =- trzeba po prostu myśleć nim się wejdzie w kłopoty. Przewidywać u
              mieć oczy szeroko otwarte - i przede wszystkim - dbać o związek! Dbać, dbać i
              jeszcze raz dbać!
              Lenistwo wykończy wszystko. Zazdrość również.
              Miłęgo weekendu
          • kawitator Re: Zespół Leontesa 04.08.07, 11:36
            Witaj prawniku ;-))
            Będę musiał się skracać bowiem gdybym chciał się odnieść do wszystkich spaw
            które poruszyłeś to wyszła by powieść
            Staramy jak to faceci zrozumieć świat a pojawiające się zrozumienie ma dwa aspekty
            Kiedyś Niels Bohr stwierdził ;
            Istnieją prawdy banalne i prawdy znaczące Przeciwieństwem prawdy banalnej jest
            wyraźnie fałszywe Przeciwieństwo prawdy znaczącej jest również prawdziwe.
            W twojej wypowiedzi są jedne i drugie
            -Nazywając uczucia Kawi - wiemy co nami powoduje. A wiedzą co powoduje, możemy
            to kontrolować, opanowywać i nie dawać się ponosić uczuciom.
            Niestety prawda znacząca Możemy je kontrolować lub nie możemy ich kontrolować
            Przykładów w wątkach tego forum bez liku.
            - Dlatego np. faceci uważają, że jak mają kasy jak lodu, to to przynajmniej
            kobitkę przytrzyma. Albo - jak zrobi kobiecie parę dzieciaczków - to kobieta z
            taką "kulą u nogi" nie da drapaka.
            Dla wyjaśnienia z informacji otrzymanych w rozmowie o której pisałem usłyszałem
            ze ta średnia polska wychowywania przez ojców w sposób nieświadomy nie swoich
            biologicznych dzieci ma ciekawą korelację.
            Im facet ma wyższą pozycję społeczna więc między innymi kasy jak lodu tym ma
            mniejsze szanse procentowe na wychowywanie nie swojego potomka W tak zwanej
            klasie wyższej poniżej i to wyraźnie 1% klasa średnia tez około 2% a natomiast
            jak się chłopinie nie poszczęściło w życiu w sensie sukcesu życiowego to i
            kobitka mu jeszcze dołoży kukułcze jajko bowiem tam to 10-15 %
            nic nie wiadomo o korelacji z cechami psychicznymi faceta ;-)))

            Tak Kawitatorze - Panowie nie chcą się wysilać.
            Faceci myślą sobie tak
            - Fajna dupa, zdobędę ją. I zdobywają - na tyle wysiłku ich stać. Potem zrobię
            sobie dziecko - i robią. A potem już im się nic więcej nie chce.

            Gdybyś napisał obie strony w małżeństwie to bym się zgodził Nie tylko faceci
            uważają ze jak po ślubie już moja na wieki Kobitki w tym względzie też wiele
            mają za uszami

            Ja jak już znajdę odpowiednią kobietę -
            A potem trzeba codziennie - o kobietę się starać i sprawiać, by codziennie i jej
            na mnie zależało. I żadne nakazy, zakazy, przysięgi, intercyzy - tego nie zastąpią.

            Godne polecenia Widzisz ja przed laty znalazłem a właściwie to Ona mnie
            znalazła I Oboje staramy się więc to trwa ku obopólnej satysfakcji lat.....
            chyba więcej jak żyjesz
            Mogę tylko pożyczyć aby wiedza teoretyczna przekuta w ogniu praktyki na
            codzienność nie została zagubiona na ścieżce czasu i aby znaleziona druga strona
            była równie empatyczna i mądra bowiem uczucia hormony i zauroczenie to nie
            wszystko Potrzebna jeszcze wiedza o tym co to są i jak się zmieniają związki
            oraz kawał dystansu do siebie.

            Na koniec takie logiczne śmieszne pytanko
            Jeżeli stwierdzenie Bohra jest prawdą znaczącą to co jest jego przeciwieństwem
    • yoric Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 03.08.07, 23:46
      Celna uwaga Kawiego - najwyraźniej badania można sobie zrobić i bez umowy. Nie
      wiem, nie interesowałem się od strony praktycznej - ale rzeczywiście, wystarczy
      przedstawić włos mój, włos dziecka i 1000zł.

      Więc od tej strony temat jest de facto zamknięty - facet jak chce to badania i
      tak wykona. Co z tym zrobi dalej - pytanie otwarte.

      Ja jestem zwolennikiem szczerości w związku, więc takiego badania nie chciałbym
      wykonywać pop kryjomu, po fakcie. IMO umowie pod względem uczciwości nic nie
      można zarzucić i umowa nadal ma sens.

      Pozdrawiam
      • kawitator Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 04.08.07, 11:43
        Ja jestem zwolennikiem szczerości w związku,
        Yoric
        Młody wiek cię tłumaczy
        Mam nadzieję ze szybko jednak wyrośniesz bowiem będziesz miał kłopoty
        Szczerość w związku i szczere rozmowy dwa mity co czynią więcej szkód niż tajfun
        z gradobiciem
        taki zabawny przykład
        Przychodzisz do domu i proponujesz swojej wyjście do teatru a potem wieczór w
        knajpce Tłumaczysz ze chciałbyś z nią po przebywać i wspólnie przeżyć
        uniesienia artystyczne i kulinarne
        Zamiast tego możesz oczywiście powiedzieć jak najbardziej szczerze daj dupy
        miła. bowiem sperma mi sie juz wylewa uszami
        ;-)))))
        • yoric Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 04.08.07, 13:27
          Z tym ostatnim zgoda! A raczej - tu potrzebne są obydwa podejścia w odpowiedniej
          proporcji :).

          Co do wyrastania - wyrastam, ale to długi proces. Jak już pisałem wyżej, na
          razie wyrosłem - bez udziału żadnych przeżyć własnych - z przekonania, że
          intercyza majątkowa jest karygodnym symboloem nieufności. Tak więc są postępy.

          A paradoks Bohra jak paradoks kłamcy - po prostu zakazujemy samozwrotności :).

          Pozdrawiam
          • sagittka Re: "Nowa intercyza". Badanie ojcostwa w małżeńst 04.08.07, 16:18
            > Co do wyrastania - wyrastam, ale to długi proces. Jak już pisałem wyżej, na
            > razie wyrosłem - bez udziału żadnych przeżyć własnych - z przekonania, że
            > intercyza majątkowa jest karygodnym symboloem nieufności. Tak więc są
            postępy.

            Co do intercyzy, to również nie uważam, ze propozycja złożona przez jedną ze
            stron przed ślubem lub w trakcie trwania małżeństwa, jest dowodem nieufności.

            Tylko, że rozdzielność majątkowa, oprócz tego, ze przydaje się czasem na
            codzień, to głównie zabezpiecza interesy stron (zazwyczaj jednej), w sytuacji,
            gdy coś nie oczekiwanego się wydarzy, np. śmierć, rozwód, itp.

            Np. zakładamy, że mamy umowę, więc w razie rozpadu małżeństwa nie będzie
            problemów z podziałem niektórych składników majątku. Dopóki żyjemy w zgodzie,
            umowa leży w szufladzie i nie myślimy o niej.

            Anologicznie zgadzam się na umowę, w której zawrę zgodę na testy ojcostwa,
            robione w wypadku rozpadu związku. Byłoby to istotne przy ustalaniu alimentów,
            poza tym skoro związek się rozpada, to znaczy, ze było coś nie tak, wtedy testy
            miałyby uzasadnienie (choć z punktu widzenia dobra dziecka to juz późno).
            Dopóki żyjemy w zgodzie, to działa szczerość, wiernośc i zaufanie wiec po co
            testy? Byłyby wtedy dowodem nieufności.

            Dodam jeszcze do tego co pisałam wyżej o negatywnym społecznym odbiorze testów
            to, że przyjęłabym to całkiem naturalnie, gdyby testy były automatycznie
            robione wszystkim dzieciom po urodzeniu po to, by zarejestrować bez pomyłḱi
            oboje biologicznych rodziców.

            Dopóki z inicjatywą wychodzi podejrzliwy ojciec nie mający podstaw by nie ufać,
            jest to dowód braku zaufania i przez większośc kobiet będzie odbierane jako
            przekaz wprost:" "nie mam pewnosci że jesteś mi wierna, nie wierzę w twoją
            uczciwość". Mąż zyska pewność co do pochodzenia dziecka, ale relacja z żoną
            ucierpi.
        • gardenersdog Yoric, woda na twój młyn ;-) 04.08.07, 15:47
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12264&w=66620050
          Kurczę, trochę szkoda chłopaka...
          Swoją drogą, czy taki facet nie potwierdza, że dobór naturalny jednak działa? ;_)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka