misssaigon 04.09.07, 15:04 że sobie slusznie mysle, kiedy mysle, ze nie nalezy kazdego erotycznego pomyslu wdrazac w zyciu od razu z mezem/zoną...moze lepiej najpierw pocwiczyc z inna osoba - emocjonalnie obojetna? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
twins_aaaster Re: a ja sobie mysle 04.09.07, 15:18 Jest w tym wiele prawdy. Przynajmniej takie osoby nie beda przezywaly flustracji zwiazanych z realizacja "odwazniejszych" marzen. Wszystko rozejdzie sie po kosciach, ewentualnie pozostanie niesmak, bo marzenie w myslach bylo podniecajace, natomiast w rzeczywistosci okazalo sie totalna klapa. Pozdrawiam Odpowiedz Link
aandzia43 Re: a ja sobie mysle 04.09.07, 15:37 Bo się pochlastam! Następny!!!!!!!!Znowu fLustracja!!!!!!!! Odpowiedz Link
twins_aaaster Re: a ja sobie mysle 04.09.07, 15:42 aandzia43 napisała: > Bo się pochlastam! Prosze bardzo, moge dostarczyc niezbednych narzedzi :). Co preferujesz, zyletka? a moze miecz samurajski? :) > Następny!!!!!!!!Znowu fLustracja!!!!!!!! Musze sie zapytac u jakiegos optyka, czy robi okulary antyflustracyjne. Az tak razi Cie to slowo? Moze chcesz o tym porozmawiac? Pozdrawiam Odpowiedz Link
aandzia43 Re: a ja sobie mysle 04.09.07, 16:08 Nie, nie chcę rozmawiać o nieistniejącym słowie FLUSTRACJA. Za bardzo mnie ono FRUSTRUJE. Odpowiedz Link
twins_aaaster Re: a ja sobie mysle 04.09.07, 16:15 Ale mi teraz glupio ;) Najlepsze jest to, ze dopiero teraz zostalem oswiecony pisownia tego slowa. No coz, przynajmniej potrafie sie przyznac do bledu, przepraszam Pozdrawiam Odpowiedz Link
aretuza Re: a ja sobie mysle 05.09.07, 10:56 qrde, ja mam to samo:) jak tylko widze flustrację ( swoją droga, nie rozumiem, dlaczego tak się to przyjęło ) to mam ochotę komuś dokopac:) Inne błędy, nawet bardzo wstrząsające jakos tak na mnie nie działają..:) Odpowiedz Link
eeela Re: a ja sobie mysle 05.09.07, 17:08 > Najlepsze jest to, ze dopiero teraz zostalem oswiecony pisownia tego slowa. > > No coz, przynajmniej potrafie sie przyznac do bledu, przepraszam :-) Nie ma co sie wstydzic niewiedzy, kiedy potrafi sie do niej przyznac :-) To udawanie wbrew faktom, ze sie wiedze posiada, jest rzecza wstydliwa. Twoje slowa to miod na moje zbolale 'flustracja' serce! Odpowiedz Link
aandzia43 Re: a ja sobie mysle 04.09.07, 15:41 Miss, sprecyzuj. Czy próby miałyby nastąpić w trakcie trwania poważnego związku na jego hmmm... obrzeżach? Czy przed wejściem w związek podczas niezobowiązujących koleżeńskich figli? Odpowiedz Link
yoric Re: a ja sobie mysle 04.09.07, 16:15 > Czy przed wejściem w związek podczas niezobowiązujących koleżeńskich > figli? ryzyko jest takie, że pomysł, który tak dobrze funkcjonował w relacjach koleżeńskich będąc źródłem tylu radości, w związku może kompletnie nie zaskoczyć. Coś w rodzaju rozczarowanej niewinnej panny młodej, która w noc poślubną stwierdza, że ów osławiony "penis" wygląda zupełnie tak samo, jak zwykły ch** (tylko mniejszy). Pozdrawiam PS: wiem, wiem, "radość" jest niepoliczalna... Odpowiedz Link
aandzia43 Re: a ja sobie mysle 04.09.07, 16:50 Nie dość, że zwykły ch...j, to do tego swój, co obniża jego attraction ;-)))) Odpowiedz Link
misssaigon Re: a ja sobie mysle 04.09.07, 19:52 to wtedy zostanie juz tylko affection:D to takie nasze pobozne zyczenie, ze nasze upodobania erotyczne zbiegna sie w cudowny sposob z upodobaniami partnera... ale wracajac do watku kaliny, w ktorym miala sie znalezc ta uwaga - uwazam, ze trzeba mozliwie duzo doswiadczen zebrac przed malzenstwem...wtedy juz niewiele nas zasoczy...czesto niestety zdarza sie ze godzimy sie na "eksperymenty" kierowani jedynie uczuciem lub nie chcemy sprawic zawodu kochanej osobie a eksperyment sam w sobie nas srednio podnieca...i po takim wydarzeniu niechec przenosi sie na partnera... to troche tak jak z wyznaniami - latwo to zrobic przed obca osoba, a zwierzyc sie bliskiej ze skytych tajemnic - jakze trudno Odpowiedz Link
dixia-reaktywacja Re: a ja sobie mysle 04.09.07, 23:10 A co jeśli eksperyment ma polegać na tym by sprawdzić ile nasz partner/ka wytrzyma bez seksu???? Po to by empirycznie sprawdzić czy łączy nas miłość czy też li tylko piep***nie???? Odpowiedz Link
miedzianakonefka Re: a ja sobie mysle 05.09.07, 00:40 Z dwojga złego wybieram pieprzenie :P A jeżeli będę chciał zobaczyć miłośc to zawsze można przełączyć na serial w tvn. Alleluja i do przodu... Odpowiedz Link
eeela Re: a ja sobie mysle 05.09.07, 20:51 > A co jeśli eksperyment ma polegać na tym by sprawdzić ile nasz partner/ka > wytrzyma bez seksu???? Po to by empirycznie sprawdzić czy łączy nas miłość czy > też li tylko piep***nie???? Szczerze mowiac, o durniejszym sposobie na sprawdzanie jakosci uczucia to chyba jeszcze nie slyszalam. Odpowiedz Link
misssaigon eeela 05.09.07, 22:10 twoim zdaniem kościół katolicki propaguje az tak durna postawe? Odpowiedz Link
eeela Re: eeela 05.09.07, 23:18 Nie dyskutuje z idea czystosci az do slubu, ale post, na ktory odpowiadalam, sugerowal raczej odstawienie seksu przez pare, ktora juz inicjacje ma za soba. Podejmowac takie cos w imie testowania uczucia to odrobine absurdalne, czy nie? Odpowiedz Link
misssaigon yoric 05.09.07, 22:13 pytanie czy bedziesz sie mogl obyc bez realizacji tego fajnego pomyslu w malzenstwie? moze to nie bedzie az taki duzy brak? Odpowiedz Link
misssaigon Re: a ja sobie mysle 05.09.07, 22:09 andziu, zdecydowanie to drugie...jesli cos nie pojdzie zgodzie z zamierzeniami - spuscimy na to zasłone milczenia:)) a w malzenstwie to od razu dramaty, "flustracje" i takie inne:)) Odpowiedz Link
miedzianakonefka Re: a ja sobie mysle 04.09.07, 23:16 Jestem za. Choćby dlatego że już się pewne rzeczy ma przećwiczone i dziadostwa człowiek nie zrobi. Albo nie zrobi w ogóle jak się okaże że to wcale nie takie fajne jest jak to by na pierwszy rzut oka wyglądało. Alleluja i do przodu... Odpowiedz Link
loppe Re: a ja sobie mysle 05.09.07, 09:24 to tak jak prototypy samolotów - najpierw sprawdzane sa przez wykwalifikowanych oblataczy... Odpowiedz Link
marek_kolomanski Re: a ja sobie mysle 05.09.07, 09:53 loppe napisał: > to tak jak prototypy samolotów - najpierw sprawdzane sa przez > wykwalifikowanych oblataczy... ...a dopiero potem trafiają w ręce pospólstwa (żony) :))) Odpowiedz Link
azmb Re: a ja sobie mysle 05.09.07, 10:09 przepraszam, że się wtrącę cichutko, ale juz na tym forum wyjaśniono, że nie ma "flustracji" a jest "frustracja", dlatego może nie zdenerwuje Was jeszcze jedna uwaga językowa:)) Nie "oblatacz" a "oblatywacz" (jeżeli to tylko literówka, to z góry przepraszam) z ukłonami miłośniczka języka polskiego Odpowiedz Link
kawitator Re: a ja sobie mysle 05.09.07, 10:37 A ja sobie myślę Nie za często to robię bo myślenie mnie męczy ale wyjątkowo dlaczego nie. Historycy mówią że historia uczy jednego że nigdy nic nikogo nie nauczyła Każdy chce osobiście wsadzić rękę do piekarnika, usiąść na kaktusie lub sprawdzić czy sex grupowy go rajcuje. Przecież juz sprawdzili ze po wilczej jagodzie nie żyje się długo a po muchomorku wizje nie są czerwone Czy po to te miliony ludzi z poświęceniem gromadziły wiedzę od tysięcy lat. Pisały książki tworzyły encyklopedie czy strony w sieci aby to wszystko olać i jak dziecko: ja siama ja siama Myślę sobie że lepiej uczyć się w szkole jak na własnej dupie Amen Odpowiedz Link
misssaigon z ta historia to sie zgadzam... 05.09.07, 22:16 ale z punktu widzenia wiem, ze jezeli nie odpowiada mi seks analny, to zapewne nie bedzie mi odpowiadal niezaleznie od aktualnego partnera...mowi sie, ze tylko krowa nie zmienia pogladow, ale pewne upodobania pozostaja stale Odpowiedz Link
your_and Re: a ja sobie mysle 11.09.07, 19:06 kawitator napisał: > Czy po to te miliony ludzi z poświęceniem gromadziły wiedzę od tysięcy lat. Pis > ały książki tworzyły encyklopedie czy strony w sieci aby to wszystko olać i ja > k dziecko: ja siama ja siama > Myślę sobie że lepiej uczyć się w szkole jak na własnej dupie Amen Po co dziś są sporty ekstremalne, gdzie parę procent kończy na wózkach a czasem w worku, po co kiedyś setki tysiecy ochotników ruszało na wojnę. Żeby PRZEŻYĆ skok adrenaliny na własnej skórze. Przy okazji wydziela sie dopamina, hormon szczęścia, bez niej i tak w końcu wszystko wydaje sie człowiekowi bez sensu... Tak więc encyklopedie sobie, a życie sobie. Odpowiedz Link
loppe Re: a ja sobie mysle 05.09.07, 10:45 to połączenie oblatywacza i obłapiacza, zapewne neologizm :) Odpowiedz Link
ewolwenta Re: a ja sobie mysle 05.09.07, 15:02 Miss przekorna :) Kiedyś słuchałam wywiadu z Markiem Kondratem. To było coś co daje wiarę w monogamiczny związek. :) Facet stwierdził, że w jego życiu jedną z prawdziwych wartości jest relacja tworzona przez lata z kobietą, którą kiedyś poślubił, wspólne chwile i wspomnienia, życie którego współautorką jest jego żona. Jaka młoda panieneczka ma ten powab? Cóż facet u mnie zyskał tym, że umie cieszyć się tym co ma a nie szuka co niedostępne. A co korci w testach? Nie one same ale niedostępność. Taka ludzka natura. Czy poznawanie siebie z pomocą męża/żony nie jest właśnie przygodą? Czy w tym nie można znaleźć radości? Czemu zawsze trzeba szukać źródeł szczęścia w tym co w taki czy inny sposób jest niedozwolone (nawet jeśli zakaz jest tylko nasz wewnętrzny i w sferze psyche)? Zakładam przy tym, że nie ma patologii (totalnej dysproporcji potrzeb) i nie czekamy do ślubu z kontaktami fizycznym. Osobiście uważam, że testowanie nie ma sensu. Nic się nie zyskuje. Odpowiedz Link
sagittka Re: a ja sobie mysle 05.09.07, 15:16 > Facet stwierdził, że w jego życiu jedną z prawdziwych > wartości jest relacja tworzona przez lata z kobietą, którą kiedyś poślubił, To prawda, ale to czy uznajemy to za wartość zalezy od naszej oceny tej relacji. Dla kogoś, kto uważa swój związek za nieudany, nieszczęśliwy, smutny, relacja taka nie będzie wartością samą w sobie. Będzie akceptowana z przyczyn obiektywnych jedynie, jak choćby brak alternatywy, czy powiązania rodzinno-majątkowe. > Cóż facet u mnie zyskał tym, że umie cieszyć się tym co ma a nie szuka co niedostępne. Myślę, że nie takie znowu niedostępne, ale na pewno mniej wartościowe, gdy to co się ma cieszy. Gorzej jeśli nie cieszy, nie daje szczęścia, wtedy ludzie poszukują go gdzie indziej. Niektórzy idą na skróty i szukają złudnego szczęścia, zanim się przekonają, czy można je wypracować w starym związku (bo samo nie przyjdzie, trzeba wypracować, ale i satysfakcja potem większa i ocena relacji wyższa). Odpowiedz Link
ewolwenta Re: a ja sobie mysle 05.09.07, 16:40 sagittka to prawda, że doceniamy związek, gdy jest satysfakcjonujący. A jest satysfakcjonujący tylko gdy nad tym pracujemy (mówię o związkach wieloletnich a nie opartych na chemii zakochania). Zgadzam się z Tobą. > nie daje szczęścia, wtedy ludzie poszukują go gdzie indziej. Tak jest i to poszukiwanie jest w sferze uczuć a nie seksualnych doznań. I chyba nie o to chodziło miss więc chyba odbiegłam od głównego nurtu tego wątku swoją emocjonalną dygresją. Odpowiedz Link
yoric Re: a ja sobie mysle 05.09.07, 17:19 Re: monogamia. Nie sądzę. Faceci z reguły nie potrzebują powodu by zdradzić. Zdradzają, bo *mogą*. I wcalen ie musza być nieszczęśliwi - czasem przez takie coś mogą właśnie rozwalić sobie idealnie szczęśliwy związek... Zaznaczam, że nie jestem wielbłądem i to, że o tym piszę, nie znaczy, że to popieram, czy usprawiedliwiam. Pozdrawiam Odpowiedz Link
eeela Re: a ja sobie mysle 05.09.07, 17:14 Ja rowniez sie zapisze do klubu przeciwnikow opcji testowania. Z czysto subiektywnego powodu - otoz dosc dlugo zajmuje mi oswojenie sie z nowym partnerem seksualnym. Nie za bardzo wyobrazam sobie siebie obdarzajaca kogos przypadkowego pelna otwartoscia, ktora zezwolilaby na eksperymenty. Na tyle otwarta, by eksperymentowac, potrafie byc tylko wobec osobistego, stalego partnera seksualnego, ktoremu ufam i przy ktorym czuje sie swobodnie. Odpowiedz Link
misssaigon czyli... 05.09.07, 17:36 uważacie , ze taki scenariusz jak w "Ostatnim tangu w Paryzu" jest nierealistyczny? Odpowiedz Link
eeela Re: czyli... 05.09.07, 17:47 Nie nierealistyczny, tylko rzadki i w wielu przypadkach malo prawdopodobny :-) Skad mam wiedziec, co mogloby mi strzelic do glowy po przezyciu tragedii (brrrr). Odpowiedz Link
ewolwenta Re: czyli... 05.09.07, 18:16 > uważacie , ze taki scenariusz jak w "Ostatnim tangu w Paryzu" jest nierealistyc > zny? Zdaje się, że nie znam tego scenariusza. Muszę się chyba reedukować kulturalnie. Odpowiedz Link
misssaigon Re: czyli... 05.09.07, 22:22 ewo, w wielkim skrocie serwisy.gazeta.pl/film/1,22535,719432.html akurat dla mnie jak najbardziej mozliwy...czesto stan emocjonalny prowokuje ryzykowne zachowania seksualne, nie wchodzac oczywisice w skrajnosci tak jak w przypadku schizofrenii kiedy chorzy uprawiaja seks z przypadkowo napotkanymi osobami ale... czy nikt z nas nie marzy o tym aby zazanc uczucie salkowitego wyzwolenia, pozbycia sie zahamowan, uprzedzen, strachow i fobii w seksie? kolokwialnie mówiac "pojsc na calosc", realizowac kazdy , nawet szalony czy niesmaczny pomysl, bez obaw o opinie post factum? Odpowiedz Link
eeela Re: czyli... 05.09.07, 23:24 > czy nikt z nas nie marzy o tym aby zazanc uczucie salkowitego wyzwolenia, > pozbycia sie zahamowan, uprzedzen, strachow i fobii w seksie? kolokwialnie > mówiac "pojsc na calosc", realizowac kazdy , nawet szalony czy niesmaczny > pomysl, bez obaw o opinie post factum? Miewam fantazje, ktorych za nic nie chcialabym i jestem pewna, ze nigdy nie zechce doswiadczyc w realu. Poza nimi nie czuje zadnych specjalnych strachow. Po prostu jedne rzeczy lubie, innych nie, a skoro ich nie lubie, to jak mialabym ochote je realizowac? Oczywiscie mam dluga liste 'planow rozwojowych', ale wcale nie chce ich wszystkich naraz spelniac. Chcialabym moc doswiadczac roznych nowych rzeczy w przeciagu calego okresu swojej aktywnosci seksualnej i szkoda mi wszystkie pomysly zuzywac w jedna noc :-) Odpowiedz Link
ewolwenta Re: czyli... 06.09.07, 21:48 Dzięki miss Nasuwa mi się pytanie, czy brak wewnętrznych granic i strachu przed konsekwencją nie powoduje obniżenia atrakcyjności seksu w ogóle? Zgodnie z tezą, że zakazany owoc smakuje lepiej. Czy nieskrępowana realizacja wszelkich pomysłów nie prowadzi do odczulenia na bodźce a w konsekwencji utraty satysfakcji i konieczności poszukiwania, co raz bardziej ekstremalnych doznań (trójkątów, seksu z nieznajomymi itp.)? Czy seks naszych babek, których negliż jawił się dziadkom czymś nadzwyczajnym, nie dawał więcej namiętności i ognia niż banalne, oczywiste i dostępne, przy tym pobieżne i stłamszone w przerwie reklamowej, zbliżenie dzisiejszych trzydziestolatków? Oczywiście nie jestem zwolenniczką tezy „dawniej to były czasy ach...”. Oczywiście nie chciałabym, aby ktoś mi wybierał czy akceptował narzeczonego, kazał dochowywać dziewictwa do ślubu, słuchać się męża, akceptować jego skoki w bok, realizować się tylko, lub przede wszystkim, w roli gospodyni i matki. Chodzi tylko o pewien utracony aspekt kobiecości, czy seksualności J. Zresztą może pędzę w ślepy zaułek, może zamiast przeżywać cudne uniesienia one modliły się za ojczyznę? Odpowiedz Link
kawitator Re: czyli... 06.09.07, 22:31 > Nasuwa mi się pytanie, czy brak wewnętrznych granic i strachu przed > konsekwencją nie powoduje obniżenia atrakcyjności seksu w ogóle? Oczywiście tak ale co z tego > w konsekwencji utraty satysfakcji i konieczności poszukiwania, co > raz bardziej ekstremalnych doznań (trójkątów, seksu z nieznajomymi > itp.)? Każdy bodziec traci z czasem siłę oddziaływania i chcąc uzyskać poprzednia reakcje musimy zwiększać jego siłę niezależnie czy to seks narkotyki czy strach dla wielbicieli adrenaliny w żyłach > Czy seks naszych babek, nie dawał więcej namiętności i ognia niż banalne, > oczywiste i dostępne, przy tym pobieżne i stłamszone w przerwie > reklamowej, zbliżenie dzisiejszych trzydziestolatków? Wtedy seks tez był do dupy co prawda z innych powodów ale efekt taki sam > Zresztą może pędzę w ślepy zaułek, może zamiast przeżywać cudne > uniesienia one modliły się za ojczyznę? Może nie modliły się za ojczyznę bo miały wiele innych bardzo przyziemnych kłopotów bytowych i zdrowotnych Spustoszenie w naszej psychice daje takie zadaniowe podejście do życia a co za tym idzie do seksu Dzisiaj tyle to jutro więcej i lepiej Popatrz na to jak na drogę Życie to nie cele to droga Aby mieć odjazd z góry trzeba się na ta górę wdrapać A zaraz potem będzie następna juz zupełnie inna góra Taka sinusoida z kilkoma harmonicznymi zgodnie na dodatek Ani szczęście ani nieszczęście nie trawa wiecznie. Po nocy przychodzi świt a my sobie idziemy. Stan szczęścia tez nie istnieje Istnieją szczęśliwe chwile które zbieramy na drodze życia Jak sobie trochę ich nazbieramy i nawleczemy na sznurek to znaczy ze mieliśmy fajne życie Co do seksu i nie tylko Każdy post ( byle nie za długi i częsty ) zwiększa apetyt i przyjemność Odpowiedz Link
ewolwenta Re: czyli... 06.09.07, 22:41 > Wtedy seks tez był do dupy co prawda z innych powodów ale efekt taki sam Do dupy mówisz ;P No to i lepiej, bo teraz jest do dogłęnbnych forumowych analiz. > Może nie modliły się za ojczyznę bo miały wiele innych bardzo przyziemnych > kłopotów bytowych i zdrowotnych a głównie jak uniknąć kolejnej ciązy > Spustoszenie w naszej psychice daje takie zadaniowe podejście do życia a co za > tym idzie do seksu Dzisiaj tyle to jutro więcej i lepiej Popatrz na to jak na > drogę Życie to nie cele to droga Aby mieć odjazd z góry trzeba się na ta górę > wdrapać A zaraz potem będzie następna juz zupełnie inna góra Taka sinusoida z > kilkoma harmonicznymi zgodnie na dodatek Ani szczęście ani nieszczęście nie > trawa wiecznie. Po nocy przychodzi świt a my sobie idziemy. Stan szczęścia tez > nie istnieje Istnieją szczęśliwe chwile które zbieramy na drodze życia Jak sobi > e > trochę ich nazbieramy i nawleczemy na sznurek to znaczy ze mieliśmy fajne życi > e > Co do seksu i nie tylko Każdy post ( byle nie za długi i częsty ) zwiększa > apetyt i przyjemność Kawi wyłazi z Ciebie buddysta :) Ale wiesz, zgadzam się. Życie to droga a chwila obecna to jest to co jest na prawdę ważne. Odpowiedz Link
kawitator Re: czyli... 06.09.07, 22:48 > a głównie jak uniknąć kolejnej ciązy to też choć nie z bardzo im się udawało > Kawi wyłazi z Ciebie buddysta : To o szczęściu to Tatarkiewicz a co do reszty to bardziej Tao niż Budda To do mnie przemawia bardziej poza oczywiście przepływami energii bo to podnosi mi ciśnienie lepiej niż zielona herbata Odpowiedz Link
ewolwenta Re: czyli... 06.09.07, 23:05 Przyznaję, że w dziedzinie filozofii jestem delikatnie mówiąc niezbyt biegła. A przepływy energii pozostawię Newtonowi, Boltzmanowi, Enstainowi i kilku innym osobom. We wróżki nie wierzę. Odpowiedz Link
aandzia43 Re: czyli... 05.09.07, 18:33 Możliwy. Głównie u desperatów, ludzi na zyciowym zakręcie, lub w sytuacji, kiedy jakiś niedobór da się tragiczne we znaki. Odpowiedz Link
misssaigon Re: czyli... 07.09.07, 09:51 dla porównania - nie trzeba zyciowych zakretów, zeby doprowadzic do totalnego wypaczenia seksu jako srodka poglebiajacego wiez - vide "Gorzkie gody" a ja sobie mysle, ze poddani jestesmy strasznej indoktrynacji - wrecz zmuszani do tego aby wyprowac wszystkie dostepne pomysly serwowane nam przez net, gazety itp przeciez musimy caly czas urozmaicac nasze pozycie - bo partner odejdzie znudzony, bo nas juz tak nie kreci - taki imperatyw ktoremu poddajemy sie bezkrytycznie Odpowiedz Link
gomory Re: czyli... 07.09.07, 10:58 Indokrynacja to bym tego jednak nie nazwal. W koncu na nikogo nie jest wywierana swiadoma presja pchajaca go do hedonizmu. Nikt nikogo nie zmusza. Jednak z ogolna trescia Twojej wypowiedzi sie zgadzam - w czesci mediow promowana jest atmosfera obyczajowej swobody. Panujacy konsumpcjonizm sprzyja postawom dazacym do spelniania swoich zachcianek. Gdy po raz pierwszy zetknalem sie z netem, poczulem rewolucje ktora sie odbywa. Ludzie na zywo wstydliwi wypowiadaja sie bardzo swobodnie, strachliwi bywaja agresywni. Tlumione uczucia, przekonania, checi moga znajdowac upust. Nawiazywanie wirtualnych znajomosci staje sie latwe. Czlowiek zanim wprowadzi w czyn jakies dzialania, najczesciej ma najpierw przemyslenia o tym, chociazby szczatkowe. Latwo nawiazac kontakt z ludzmi ktorzy fantazje rozbudza, stad krok do realizacji. Zreszta jako "lyse malpy" nasladownictwo mamy we krwi. Wiec jesli nam sie podsuwa pomysly to naturalnym jest, ze rodza one pomysly ich realizacji ;). Odpowiedz Link
misssaigon Re: czyli... 07.09.07, 11:50 ale swoboda obyczajow jednoczesnie nakreca konsumpcjonizm bo - gadzety, literatura, filmy, programy w TV - dostepne od reki i tanie, a jednoczesnie szybko sie nudzi wiec nalezy wymyslec jeszcze bardziej perwersyjne lub idiotyczne gadzety, audycje itp itd.... ja juz nie mam wcale ochoty ogladac seksu w telewizji, na filmikach w Youtube czy jakiejkolwiek formie - czuje sie "zaepatowana" na smierc... a wracajac do tematu watku - chodzi o to aby podsycic apetyt - sos w rodzaju przekaski przed glownym daniem - sprawdzmy najpierw co nam smakuje a potem mozna juz robic wariacje n/t - i to nawet z wlasnym slubnym Odpowiedz Link
gomory Re: czyli... 07.09.07, 12:26 Spece od reklamy badaja ludzi by oferowac im to czego reklamozercy potrzebuja. Wmowic, ze potrzebuja tez probuja - ale jest to duzo trudniejsze ;). Najwidoczniej przejadl Ci sie seks. W sumie to jak z jedzeniem - przesyt tez mozna odczuwac. Ale glod popedu raczej nie zniknie, bo to jednak instynkt. Moim zdaniem lekiem na to moze byc swiadoma krotkotrwala abstynencja. Tyle ile potrzeba by znow moc sie cieszyc przyjemnoscia pobudzania erotycznymi bodzcami. Wracajac do glownego watku: byloby perfekcyjnie gdyby ludzie wiazacy sie "na stale", mieli za soba etap poszukiwan swojej tozsamosci i preferencji. W dzisiejszych czasach to nie niewinnosc, a doswiadczenie powinno byc w cenie ;-). Odpowiedz Link
your_and Re: czyli... 11.09.07, 21:59 gomory napisał: > Ale glod popedu raczej nie zniknie, bo to jednak instynkt. Moim z > daniem lekiem na to moze byc swiadoma krotkotrwala abstynencja. A moim zdaniem raczej trzeba popracować na urozmaiceniem i jakością jak sie przejada. Bo głód nie zniknie a problemem może być z osobą partnera można zakodować sobie owo zablokowanie i ochoty tym bardziej można na brać... ale na kogoś zupełnie innego. A i tradycyjnie moim zdaniem ciekawy link do tematu :) Seks reaktywacja www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=284&ShowArticleId=50621 Odpowiedz Link
druginudziarz Re: a ja sobie mysle 11.09.07, 21:09 misssaigon napisała: > że sobie slusznie mysle, kiedy mysle, ze nie nalezy kazdego erotycznego > pomyslu wdrazac w zyciu od razu z mezem/zoną...moze lepiej najpierw pocwiczyc > z inna osoba - emocjonalnie obojetna? Nie bałdzo rozumiem... Ot, wpada Ci do głowy jakiś pomysł wysyłasz męża/żonę w delegacje i zamawiasz Niezależnego Konsultanta ds. Oceny Fantazji Seksualnych? Bosh, ograniczony jestem bo mnie nie przychodzą mi do głowy pomysły, których wahałbym się z żoną. Odpowiedz Link
your_and Re: a ja sobie mysle 11.09.07, 21:35 Niedawno słyszałem jak seksuolog przekonywał że pomysł żeby wyszaleć sie przed ślubem ma poważne wady. Tacy "wyszumiani" mężczyźni kodują w sobie różnorodność bodźców i w konsekwencji nieporównanie częściej mają potem problemy z erekcją w monogamicznym związku. Nie w ogóle ale właśnie z jedną i tą sama partnerką. Co do porozumiewania się w kwestii potrzeb seksualnych z mężem/żoną to moje doświadczenie jest takie że da się to wypracować i dojść do zaskakujących efektów, jeśli umie sie na ten temat znaleźć wspólny język przełamując głęboko wpojone blokady. Ale to nie przychodzi samo. Problemem z erotycznymi pomysłami jest często co innego, warstwa gromadzonych drobnych niewypowiedzianych nieuświadomionych żali, zranień i rozczarowań. Jest taka genialna scena z wersalką w "American Beauty", gdzie dobre chęci na pojednanie i seks obu stron pryskają gdy na wersalkę poleci odrobina wina z kieliszka. Z obcą osobą nie miałoby to znaczenia... Odpowiedz Link