Dodaj do ulubionych

dawno nie pisałam

12.09.07, 23:55
No właśnie, długo nie pisałam, ale nadal nic się nie zmieniło.
Prawie nic, poza moim nastawieniem.
Krótkie przypomnienie:
Pisałam, że nie osiągam orgazmów podczas seksu z mężem - wielkie O
zdarzyło się tylko kilka razy, co przy współżyciu minimum kilka razy
w tygodniu jest żałosnym wynikiem. Lubię seks, lubię eksperymenty,
mam bujną wyobraźnię, libido w normie, bardzo kocham męża i pragnę
go. Jednak ja mam jakieś zakichane zahamowania i nie mogę dojść przy
nim, a on znowu ma za mało umiejętności i może chęci też za mało.
Dodam, że masturbując się dochodzę w kilka minut - jak jestem sama
oczywiście.

Dawaliście mi dużo fajnych rad i próbowałam je wcielać w życie ale...
no właśnie - ale!
Chyba byłam za dobra, za mało egoistyczna. Nigdy nie odmawiałam
seksu, w ogóle niczego nie odmawiałam (w imię nie reglamentowania
seksu). Zawsze spełniałam jego fantazje, zachcianki. I teraz mam za
swoje. Po licznych rozmowach - niektóre były dość dramatyczne - NIC
SIĘ NIE ZMIENIŁO!!! Nadal te same sposoby (nie działające zresztą),
tak samo krótki czas gry wstępnej, stosunku, ZERO inwencji własnej.
Jak już powiem: "teraz połóż mi rękę na lewym udzie" - to może i
położy na chwilę, a potem znowu to samo.
I nie mówcie, że on nie wie, co ma robić. Mówiłam. Mówiłam co jest
nie tak (delikatnie), co chciałabym zmienić, czego spróbować - to
raz jeden mam dane ale zwykle za krótko, a poza tym, jak wiem
dokładnie co on zrobi - bo sama mu powiedziałam, co ma robić - to
już nie jest takie podniecające.
Była kolejna rozmowa. Popłakał się i obiecał, że zrobi wszystko... i
wiecie co? Dziś znowu to samo. Po - przypomniałam mu, że przecież
obiecał, a on na to: wydawało mi się, że dziś było inaczej
(zdziwiony)!?

Jestem zdesperowana. Odmówić mu seksu, żeby zrozumiał? Przerwać w
trakcie i powiedzieć: zobacz jak to miło nie dochodzić?! On wcale
nie jest jakimś egoistycznym kretynem - jak wynika z tego opisu.
Jest mądry, kochany, czuły, wrażliwy i słodki - co mam więc zrobić,
żeby zrozumiał?!

Przepraszam, że tak długo wyszło.

P.S. Jak wróciłam z łazienki to już słodko spał - nie ma to jak
orgazm przed snem - a ja siedzę przed kompem niezaspokojona.
Obserwuj wątek
    • gomory Re: dawno nie pisałam 12.09.07, 23:59
      > Jest mądry, kochany, czuły, wrażliwy i słodki - co mam więc zrobić,
      > żeby zrozumiał?!

      Mi sie wydaje czy odrzucasz mozliwosc, ze on gwizdze na Twoje doznania?
      • justysialek Re: dawno nie pisałam 13.09.07, 00:08
        Tak wygląda - że gwiżdże!
        Ale to do niego niepodobne.
        Znam go od 6 lat i osobiście uważam, że jest bardziej wrażliwy ode
        mnie. Przynajmniej w innych sferach...
        Płacze, kiedy się pokłócimy i ma w d... mój orgazm i moje potrzeby?!
        To się kupy nie trzyma!

        Inna sprawa, że jestem jego pierwszą.
        Może ja jestem po prostu najgorszą nauczycielką seksu pod słońcem!
        • your_and Re: dawno nie pisałam 13.09.07, 00:31
          Kupy sie nie trzyma.
          Jeśli jest wrażliwy, to stawiałbym na zahamowania.
          A z drugiej strony wydusić na czym mu zależy i stawiać sprawę jasno, ok masz to
          załatwione, ale pamiętaj że mnie za to zależy na: pkt1 pkt2 pkt3.
        • aandzia43 Re: dawno nie pisałam 13.09.07, 01:06
          justysialek napisała:


          > Znam go od 6 lat i osobiście uważam, że jest bardziej wrażliwy ode
          > mnie. Przynajmniej w innych sferach...
          > Płacze, kiedy się pokłócimy i ma w d... mój orgazm i moje potrzeby?!
          > To się kupy nie trzyma!
          >
          >
          To się jak najbardziej kupy trzyma. Wrażliwy może i jest, ale niekoniecznie na
          potrzeby inne niż swoje.
          A płaczliwość... sorry, ale to żaden niezbity dowód wrażliwości. To może być po
          prostu TYLKO płaczliwość i nic więcej.
          Nie padajmy plackiem na twarz przed czyjąś tzw. wrażliwością. Niejedna cwana
          sztuka (płci różnej) nieźle kiwa otoczenie załzawionymi oczkami, ustami w
          podkówkę i trzepotaniem rączek. Czyżbyś była mamuśką "wrażliwego chłopczyka"?
          • justysialek Re: dawno nie pisałam 13.09.07, 09:41
            Nie napisałam, że jest płaczliwy. To, że ktoś sie parę razy w życiu
            popłakał nie znaczy, że jest płaczliwy. Może oznaczać natomiast, że
            jest wrażliwy. Świadczy o tym też mnóstwo innych rzeczy, o których
            nie będę się tu rozpisywać, bo to nie ma sensu.
            Nie jest też typem manipulatora- mi się to już częściej zdarza i on
            wtedy przejmuje rolę pocieszacza i opiekuna. Więc nie jestem
            wykorzystywana w związku - tylko ten seks.
            Na niego po prostu nie działają delikatne sugestie, a jak mu wprost
            powiem, że to i to jest źle to mu sie potem ręce trzęsą i traci
            całkowicie wiarę w siebie. Seks w takich warunkach nie odpowiada
            moim standardom. A jak już wróci do normy, to jakby zapominał o
            wszystkim co mówiłam.
            • gomory Re: dawno nie pisałam 13.09.07, 10:04
              To, ze dla Ciebie seks jest przedluzeniem codziennych kontaktow nie oznacza tego samego dla niego. Gdyby np. seks mial jemu sluzyc do rozladowania sie, to tylko bedziesz go draznila swoimi sugestiami. Zreszta i tak je oleje, bo jego oczekiwania sa inne niz Twoje, a on sie spelnia. Nie twierdze, ze tak jest bo tego moznaby sie dowiedziec tylko od niego. Po prostu przedstawiasz to tak, jakbys w seksie byla traktowana przedmiotowo, jednoczesnie przyjmujac postawe obronna przed tym faktem.
            • zyg_zyg_zyg Re: dawno nie pisałam 13.09.07, 15:47
              > Na niego po prostu nie działają delikatne sugestie, a jak mu
              wprost
              > powiem, że to i to jest źle to mu sie potem ręce trzęsą i traci
              > całkowicie wiarę w siebie.

              A probowalas motywowac go pozytywnie? To znaczy wyrazac swoje
              zadowolenie w chwilach, kiedy jest tak jak trzeba? Slowami
              (ooooch... taaaaak... tak mi rob! :-D), bo wiem, ze glosniejsze
              jeczenie nie zawsze jest zauwazane... Nie, zebym myslala ze to moze
              pomoc, tak tylko pytam, zeby miec szerszy obraz.

              Twoj problem nie jest mi obcy, ale w moim odczuciu to nie po stronie
              partnera lezy odpowiedzialnosc za jego powstanie i rozwiazanie.
              Wcale nie wiadomo, czy trudnosci by zniknely, gdyby on nagle zaczal
              robic co trzeba - byc moze za gleboko weszlas w swoje zablokowanie.
              Choc rozumiem Twoja frustracje, zlosc, rozczarowanie i pretensje.
              Calkowicie :-)
        • markos28mr Re: dawno nie pisałam 07.05.08, 21:31
          Ma mało , bardzo mało hormonów męskich i dla tego nie
          czuje "blusa". Jedyny ratunek na lekką poprawę to kuracja
          hormonalna, ale nie licz na dużo lepiej , bo to nie to samo co
          naturalnie duża liczba hormonów męskich , które wszystko w tym
          temacie stymulują. Wiem to z wlasnego doświadczenia , a nie z
          opowieści lub książki. Nic nie pomoże , jeżeli chcesz dobrego seksu
          znajdź sobie faceta z dużą ilością hormonów. Jak go poznać?
          Najlepiej wśród łysych lub łysiejących , oni mąją wrodzoną dużą
          ilość hormonów męskich, które z kolei osłabiają cebulki włosowe
          powodując wypadanie włosów. Jest to wskazówka dana przez naturę
          kobietom, ale nie wszystkie o tym wiedzą.Życzę spełnienia pragnień,
          ale nie ze swoim mężem co jest według mnie niemożliwe.
    • aandzia43 Re: dawno nie pisałam 13.09.07, 00:05
      justysialek napisała:

      >
      > Jestem zdesperowana. Odmówić mu seksu, żeby zrozumiał? Przerwać w
      > trakcie i powiedzieć: zobacz jak to miło nie dochodzić?! On wcale
      > nie jest jakimś egoistycznym kretynem - jak wynika z tego opisu.
      > Jest mądry, kochany, czuły, wrażliwy i słodki - co mam więc zrobić,
      > żeby zrozumiał?!
      >
      >Będę wredna: przerwać w trakcie.
      >
      • wiktoriada111 Re: dawno nie pisałam 13.09.07, 08:00
        A może to siedzi w Twojej głowie? Próbowałam sobie przypomnieć jak
        to było, bo byłam w związku super udanym pod względem seksu,
        częsotliwości itp ale nie dochodziłam tak od razu, i nie za każdym
        razem mimo że było mi cudownie. Miałam taką blokadkę... bo ja żeby
        dojść (w zależności od stymulacji czy podczas stosunku czy podczas
        pieszczot łechtaczki) potrzebuję albo się powiercić, żeby ułożyć,
        albo dobrać sobie pozycję albo po prostu nie robić nic, leżeć i
        brać ;) I tego "leżeć i brać" kiedyś się bardzo krępowałam i mnie
        blokowała ta krępacja do tego stopnia, że nie dochodziłam wcale.
        Zaczynałam w trakcie zastanawiać się: " co on sobie myśli jak ja tak
        lezę a on się uwija na dole, co ma w głowie, czy myśli, że leżę jak
        kłoda? O rany jak dlugo, pewnie już nie ma siły itp " i pffff przez
        durne napędzanie się nie mogłam dojść... Do tego w zależności od
        partnera dochodził kiedyś jakis wstytd, czy krępacaj że będę taka
        hmmm całkiem bezbronna, orgazm powoduje,że tracę kontakt z
        rzeczywistościa ( chyba jak każda z nas, nie na darmo orgazm nazywa
        się małą śmiercią) i gdzieś tam blokowałam się przed tym stanem...
        Dziwne trochę to moje tłumaczenie, ale może znajdziesz w nim coś dla
        siebie;)
        Z czasem przestalam mysleć o tym co powinnam teraz zrobić, a może
        powinnam go ugryźć w ramię, bo tak to lubi, albo może oplesć nogami
        żeby było mu wygodniej...nastawianie się na baczą obserwację
        partnera, spełnianie w łóżku w mig wyłapanych sygnałów jakie nadaje
        to dla mnie morderca orgazmu, po prostu jak już chcę dojsc zamieniam
        się pod koniec numerku w wielkiego egoistę, zamykam się wgłowie z
        moimi fantazjami, biorę i odlatuję... i nie zastanawiam się co on
        sobie pomyśli, i co będzie jak za chwilę obudzę sąsiadów w promieniu
        kilometra;)
        Powodzenia :)
    • nico_priv Re: dawno nie pisałam 13.09.07, 09:11
      Mam super pomysł (na pewno zadziała).
      Wyproś męża na wieczór, zaproś (po kolei, nie na raz) kilku z tego
      forum, nagraj kamerką. Instruktaż gwarantowany. I jaki motywator!
      Chyba mogę obiecać w imieniu kolegów - będziemy starali się dokonac
      cudów, żeby nie zawieść zaufania ;-)
      • sylwiamich Re: dawno nie pisałam 13.09.07, 09:23
        może moje doświadczenie życiowe jest niereprezentatywne...ale kurna
        nie znam osoby która po rozmowach zmieniłaby się.
        Czasami jest lepiej...na chwilę...potem wszystko wraca do stanu
        poprzedniego.
        • nico_priv Re: dawno nie pisałam 13.09.07, 09:44
          Czy to jest poparcie dla mojego pomysłu? Lubię taki lobbing ;-)
        • trzydziestoletnia Rozmowy 14.09.07, 16:57
          sylwiamich napisała:
          > nie znam osoby która po rozmowach zmieniłaby się.

          No wlasnie.. to daje pewien obraz na sposob rozmawiania, czego niestety czesto trzeba sie uczyc. "Szczere rozmowy" w zwiazkach b.trudno przeprowadzic tak, by wniosly wiecej niz urazanie sie.
    • lilyrush Re: dawno nie pisałam 13.09.07, 10:16
      Oj przykre to jest, przykre...
      Możan pominac na poczatku zwiazku i przez jakis czas,ale długo
      omijać tematu sie nie da.
      Metoda wstrząsowa....przerwać w trakcie. Odmawiac nie ma co, bo
      przeciez nie chodiz Ci o pokazanie jak jest jak seksu nie ma.
      Ale nie robić z tego akcji długotrwałej- w końcu nie chodiz o to,
      zeby rowalić ten Wassz zwiazek tlyko go ulepszyć. A jak sama
      słusznie napisałaś-szantażowanie seksem nie prowadiz do niczego
      dobrego
      Możesz też dać mu ten watek do przeczytania. Mż eTy nie docierasz to
      dotrą inni?
    • minsi Re: dawno nie pisałam 13.09.07, 10:46
      macie problem. W zasadzie większy Ty niż twój małżowinek, tylko troche się
      zmieniło twoje do niego (problemu) nastawienie.
      W największym, telegraficznym skrócie: nikt nie wie dokładnie, dlaczego
      niektóre kobiety nie osiągają orgazmu podczas seksu z partnerem. Problem dotyczy
      wszystkich kobiet, bogatych biednych wykształconych, wszelkich ras. W zasadzie
      nie znaleziono korelacji miedzy nieudanością seksu partnerskiego, a cechami
      kobiet bądź ich środowiska. Poza jedną- kobiety wierzące mają z tym,
      statystycznie, mniej problemów. A dlaczego to nie wiem- możliwe, że próba
      przejęcia kontroli nad 100% aspektem swojego zycia nie jest dobrym rozwiązaniem.
      Masz dwie cechy, typowe dla niepartnerskoorgazmowych kobiet - nadopiekuńczość
      (czyli przerost altruizmu, wstyd przed egoizmem) oraz - prawdopodowbnie-
      uwarunkowania masturbacyjne (które wbrew obiegowej opinii wcale nie są bez
      wpływu na jakość współzycia).
      Co do twojego meza- on ma troche to wszystko w dupie, jesli na 800 czy 1500x
      udało sie mu doprowadzic Cie do org ze 3 razy, nie dziw sie mu że stracił ochote
      na większa aktywność.
      Bo teraz masz fazę, że za brak swojego orgazmu winisz jego.Tzn jeśli szukasz
      łatwych wyjaśnień to ok, jest to dobra droga. jeśli szukasz rozwiązania
      problemu, musisz poszukać prawdziwych przyczyn.
      • justysialek Re: dawno nie pisałam 13.09.07, 10:59
        Od znalezienia przyczyn do rozwiązania problemu jest długa droga -
        moja trwa już około roku.
        Zdaję sobie sprawę z tych wszystkich rzeczy, októrych pisałaś - rok
        temu na tym forum była już dyskusja na mój temat i doszliśmy do tego
        wszystkiego.
        Tak - przyzwyczaiłam się do masturbacji i ciężko osiągnąć mi orgazm
        w inny sposób. Radzono mi masturbacji podczas seksu z mężem ale
        kończy się tylko otarciami.
        Tak - mam problemy z egoizmem w seksie... i zrozumieniem, czemu ktoś
        nie chce dać z siebie wszystkiego, skoro ja to robię od 6 lat, nie
        dostając nic w zamian.
        Tak - mam już tego dość. Winię go za te problemy, bo ja nie jestem w
        stanie nauczyć się przeżywania orgazmu z mężem - bez jego pomocy.
        On by chciał, żebym ja to załatwiła sama, a potem przyszła do niego
        chętna, gotowa i przeżyła orgazm w trakcie stosunku - bez wysiłku z
        jego strony.
        • minsi Re: dawno nie pisałam 13.09.07, 14:05
          przeczytaj sobie ksiazke "rozkosze kobiet" (tu przykladowy link
          czytelnia.onet.pl/0,13672,0,1,nowosci.html ) , z tym że autorka trochę
          miesza, więc musiałabyś potraktować ją tak bardziej jako inspirację niż gotowe
          metody.
          Ponadto, wydaje mi się że przydałaby się Ci jakaś terapia, taka ogólna. Kobiety
          mają często bardzo dużo nierozwiązanych spraw z dzieciństwa, jakieś
          niewyjaśnione relacje z rodzicami etc etc. Dobra terapia pozwala w jakiś sposób
          uporać się z tym.
          I jeszcze jedna rzecz, wydaje mi się że kluczowa. Nie znam Cię i szczegółów
          twoich zachowań, ale mogę się założyć, że zdarzało Ci się wykorzystywać
          masturbację jako lek na chandrę, albo odreagowanie codziennego stresu. Jeśli tak
          nie jest to olej dalsza czesc mojej wypowiedzi, ale jeśli jest- to uważam że
          jest to bardzo bardzo zły zwyczaj. Nie ma nic złego w masturbacji z powodów
          seksualnych (czyli zwykłej chcicy), ale jeśli się zaspokajać jako odreagowanie,
          to jest to kliniczny przykład wykorzystywania seksu do celów nieseksualnych, co
          niesie bardzo niedobre konsekwencje. Takie, jak uwarunkowanie osiągnięcia
          orgazmu od stanu lekkiego wkurwienia bądź chandry, oraz trudnośc jego
          osiągnięcia w stanie odprężenia.
          Niestety, mógłbym Ci wiele jeszcze opowiadać, gdyż temat twój dotyczy także
          mnie w pewien sposób osobiśćie, z tym że ja jestem z tej drugiej strony.
          Co do egozimu- klasyczni libetryni twierdzą, że prawdziwym egoistą jest
          czystej wody altruista, i vice versa. Jest w tym bardzo wiele prawdy. Twoja
          postawa jest mniej więcej taka "ja daję z siebie wszystko dla niego, teraz czas
          żeby on dawał więcej". To jest moja droga POZORNY altruim, to jest czystej wody
          egoizm.
          Prawdziwy egoista powie tak: "idę z tobą do łózka, chcę mieć z tego maksimum
          satysfakcji. Daj z siebie wszystko dla mojego dobra, a jak nie dasz sam to sobie
          wezmę". Postaraj się kiedyś zadziałać wg drugiego schematu. Nie myśl czy on jest
          zadowolony, czy ma satysfakcję, jak się czuje- myśl O SOBIE. Wtedy masz szansę
          na to, że paradoksalnie jemu też się będzie bardziej podobać.
          No ale to takie sobie rady, jak znam zycie to sposób w jaki cię wychowano
          (prawdopodobnie model "grzecznej dziewczynki") nie pozwoli Ci na wyrwanie się z
          dotychczasowego schematu postępowania.
          • justysialek Re: dawno nie pisałam 13.09.07, 15:19
            Przede wszystkim dziękuję za spojrzenie z boku na moje sprawy. To
            zawsze ogromnie pomaga.
            Wszystko co napisałeś ma sens i dotyczy mnie w jakiś tam sposób,
            chociaż jest dziwne! Nigdy nie uważałam siebie za grzeczną
            dziewczynkę. Rodzina całe życie zarzuca mi zbytni egoizm - no i może
            dlatego tym razem, w tej kwestii... jakie to wszystko popaprane.
            Analizując swój związek dochodzę do wniosku, że często jestem
            egoistką w innych sprawach (co jemu w ogóle nie przeszkadza). W
            seksie długo nie byłam, a teraz to już nie wytrzymuję, stąd moje
            podejście.


            A jeśli chodzi o dominowanie to faktycznie nie wiem, czy to w ogóle
            możliwe. Ja wręcz perwersyjnie uwielbiam męską dominację w seksie.
            Kiedy próbuje zamienić role to wychodzi jakoś tak żałosnie i wcale
            mnie to nie kręci - tak głęboko to siedzi.

            Chyba trafiłeś w sedno. Muszę to sobie wszystko poukładać od nowa.
            Dzięki za lekturkę i pozdrawiam.
            • minsi cytat z wypowiedzi 13.09.07, 17:31
              no masz jeden cytat "rodzina zawsze zarzuca mi zbytni egoizm". To jest jeden z
              fajnych punktów zaczepienia dla terapii.
              Co to ma znaczyć, że rodzina coś ci zarzuca. To jest do cholery twoje życie i
              tak sobie je układasz, jak jest ci wygodnie, a nie rodzinie/ znajomym/ szefowi etc.
              A może jest w tobie jakieś poczucie winy, wywołane przez to "oskarżenie o zbytni
              egoizm". Nie wiem, tylko spekuluję, ale wiadomo o co chodzi, że znajdzie się
              ktoś, komu twoja postawa przeszkadza. Zawsze. i teraz, zależy od ciebie co
              zrobisz- czy ocenisz sprawę po swojemu i olejesz jeśli nie ma dopasowania, czy
              tez bedziesz się zadręczać "a może jednak mają rację".
              Co do egoizmu w sypialni, to nie do końca wiąże się z klasycznie rozumianymi
              relacjami dominacja/uległość. Egoizm to egoizm, ma być tak jak ja chcę (to w
              zasadzie despotyzm nawet), a dominacja/uległość to tylko sposób gry erotycznej.
              Ponieważ bardzo wiele kobiet lubi z natury uległość w sypialni, jest im dość
              trudno egzekwować swoje upodobania od partnera, bo wydaje im się że to nie
              licuje z "byciem uległą", a to nie jest prawdą. Tylko trzeba nauczyć się
              rozmawiać o seksie , i to nie w kategoriach opisów medycznych.
              pzdr
            • notting_hill Re: dawno nie pisałam 14.09.07, 12:00
              >A jeśli chodzi o dominowanie to faktycznie nie wiem, czy to w ogóle
              możliwe. Ja wręcz perwersyjnie uwielbiam męską dominację w seksie.<

              Czy nie tu leży klucz do całej sprawy?
              IMO albo mężczyzna jest wrażliwy albo męski, tak bardzo potocznie
              rzecz ujmujac. W Twoich opisach męża raczej dostrzegłam nacisk na tę
              bardziej wrażliwą i troskliwą jego stronę natury. A bycie "męskim" i
              dominującym w seksie jest tego przeciwieństwem. (To, rzecz jasna
              jest grube uproszczenie)
              Dlatego, chociaż Cię nie znam i nie wiem na ile można wyrokować z
              tego co napisałaś, zaryzykowałabym twierdzenie, że to ten brak
              zdecydowania i przewodzenia w seksie Ci najbardziej przeszkadza u
              męża. I żadne techniki ani sztuczki tego nie zmienią. Bo on może
              poudawać, coś tam pograć, ale na dłuższą metę siebie aż tak bardzo
              nie zmieni.
              Chyba niestety po prostu wybrałaś partnera życiowego kierując się
              zupełnie innymi kryteriami (może spóbuj zastanowić się co to było?),
              biorąc swoje pobożne życzenia co do sfery łóżkowej za coś co się
              samo ułoży, a tu po czasie okazuje się że jednak klops. IMO możesz
              zmienić tylko swoje nastawienie, spróbować odnaleźć to co Cię
              kręciło w tym człowieku na początku znajomości, bo
              dominującego, "męskiego" partnera to chyba jednak z niego nie
              zrobisz.
              • justysialek Re: dawno nie pisałam 14.09.07, 13:01
                On potrafi dominować w seksie. Tylko zajmuje się wtedy swoimi
                potrzebami, a ja pozostaję rozgrzana do czerwoności a bez orgazmu.
                Ogólnie nasz seks jest ok, problem jest w braku mojego orgazmu
                (prawdopodobny powód - moje zahamowania i jego brak chęci,
                umiejętności?).
                Gdyby cały seks mi nie odpowiadał, to bym za niego nie wyszła.
                Gdyby problem był tak prosty, to bym nie potrzebowała forum, żeby to
                zrozumieć.

                notting_hill napisała:

                > IMO albo mężczyzna jest wrażliwy albo męski, tak bardzo potocznie
                > rzecz ujmujac. W Twoich opisach męża raczej dostrzegłam nacisk na

                > bardziej wrażliwą i troskliwą jego stronę natury. A bycie "męskim"
                i
                > dominującym w seksie jest tego przeciwieństwem. (To, rzecz jasna
                > jest grube uproszczenie)

                Zupełnie sie z tym nie zgodzę, bo dominacja nie jest równoznaczna z
                brutalnością. Można dominować i być troskliwym i kochającym
                jednocześnie.
                Zresztą, jak każdy człowiek, lubię różne rzeczy. Słodkie kizi mizi
                też lubię czasami. Ale regułą jest, że jestem w seksie raczej uległa
                i mam trudności z zaznaczaniem swojego "ja".
                • justysialek Re: dawno nie pisałam 14.09.07, 13:16
                  Dodam coś jeszcze, bo czytając wszystkie moje posty można dostrzec
                  kilka sprzeczności.
                  Trudno mi to czasem wytłumaczyć, choćby dlatego, że niektóre moje
                  potrzeby mogą wydawać się sprzeczne (np czasem potrzebuję
                  delikatnych czułości a czasem ostrego seksu). Potrzebuję więc obu
                  tych rzeczy (aczkolwiek może nie naraz).
                  Jeżeli chodzi o moje zadowolenie/niezadowolenie z seksu:
                  chyba sama go nauczyłam tego egoizmu, a teraz mama z tym problem.
                  Otóż on wie, że ja lubię jego dominację, że lubię być uległa, więc z
                  tego korzysta. I pod tym względem nasz seks jest ok.
                  Jednak przeszkadza mi to, że tak się zapamiętał w tej swojej
                  dominacji, że nie bardzo zwraca uwagę na mnie. Pieszczoty jakie mi
                  daje służą raczej jego przyjemności niż mojej. Logiczne jest, że nie
                  mam z tego orgazmu, a on przyjął to jakby stan rzeczywistości i nie
                  próbuje tego zmienić. Do tego doszła rutyna - zapamiętał się w
                  schematach, które na niego działają, a mnie podniecają, ale do
                  orgazmu brakuje mi jakichś konkretniejszych pieszczot.
                  Ciężko mi instruować go w trakcie seksu, bo to dla mnie psuje
                  nastrój. Jak mu mówię co i jak np po seksie to do nastepnego razu on
                  po prostu o tym "zapomina".
                  • notting_hill Re: dawno nie pisałam 14.09.07, 16:13
                    >Zupełnie sie z tym nie zgodzę, bo dominacja nie jest równoznaczna z
                    brutalnością. Można dominować i być troskliwym i kochającym
                    jednocześnie. <

                    Nie było moim zamiarem stawiania znaku równości między dominacją i
                    brutalnością, źle mnie zrozumiałaś. Każdy z nas zresztą nakłada na
                    wypowiedzi drugiej strony swoje przymyślenia, doświadczenia i
                    emocje, więc to nic dziwnego. Więc nie, zupełnie nie miałam na myśli
                    brutalności, tylko coś w rodzaju pewności, że wiemy dokąd zmierzamy,
                    kierowania, czasami decydowania za. To dla mnie jest istota męskości
                    w relacjach damsko- męskich.

                    I jasne, męskość nie wyklucza wrażliwości, dlatego zastrzegłam, że
                    to co napisałam jest uproszczeniem.


                  • yenna_m Re: dawno nie pisałam 15.09.07, 01:33
                    >Ciężko mi instruować go w trakcie seksu, bo to dla mnie psuje
                    >nastrój. Jak mu mówię co i jak np po seksie to do nastepnego razu
                    on
                    >po prostu o tym "zapomina".

                    seks to nie tylko nastroj, ale i technika
                    nauczenie sie orgazmu z facetem IMHO nie rozni sie niczym od
                    wyuczenia sie wspolnej np jazdy na lyzwach

                    zeby byl sukces - musi byc wspolpraca i musi byc instruktaz w
                    trakcie (bo w seksie to sie raczej nie analizuje swojego
                    dzialania,po prostu w tej konkretnej chwili sie jest z kims)

                    czasami warto sprobowac zawalic nastroj (choc moim zdaniem tak wcale
                    nie zawalisz nastroju) i niekoniecznie instruowac (a teraz przesun
                    reke na polnocny wschod ;) ) ale np delikatnie te reke pokierowac
                    tam, gdzie trzeba i potwierdzic, ze to jest fajne np jęknieciem
                    (wiesz, takim z rozkoszy, nawet jesli to jekniecie jest troche na
                    wyrost)

                    teraz musicie popracowaci przelamac utarty schemat

                    facet to nie jest jasnowidz
                    facet w trakcie potrzebuje jasnych, zrozumialych komunikatow
                    (niekoniecznie werbalnych - mowa ciala w postaci erotycznego
                    wygięcia się pod wplywem pieszczoty, jęknięcia czy kociego
                    mruknięcia tez jest komunikatem z serii "rob tak dalej")
                    a obsluga kobiety, obawiam sie, jest owielebardziej skomplikowana
                    niz obsluga faceta
                    choc moze tak jest dlatego, ze mezczyzni w trakcie jakos chetniej
                    komunikuja sie z partnerka
                    partnerka natomiast liczy na zdolnosci parapsychiczne partnera ;)

                    domaganie sie PO FAKCIE okreslonych gestow, ruchow ręką, okreslonego
                    sposobu masowania jest spoznione. Ostatecznie nie w kazdej chwili
                    dana pieszczota nam pasuje,a facet,ktory zyje w poczuciu, ze nie
                    sprawdza sie jako kochanek i nie potrafi zafundowac partnerce tego
                    wielkiego "O" tez pewnie czuje sie skolowany, zagubiony. No,
                    parszywie sie czuje.

                    A tak w ogole - probowaliscie seksu oralnego? Albo np polaczenia
                    technik masturbacyjnych i penetracji (w sensie: penetracja plus
                    pieszczoty lechtaczki - i tu tez w dowolnych konfiguracjach - albo
                    piersci on, albo Ty sama; chyba najlatwiej zaczac od pozycji na
                    jezdzca)?
                    • yenna_m Re: dawno nie pisałam 15.09.07, 01:40
                      Ale oralnego w sensie, ze Ty tylko i wylacznie bierzesz
                      i traktujesz to jako gre wstepna?

                      ew w trakcie penetracji do pieszczot lechtaczki uzyc lubrykatu, a do
                      wprowadzenia sie w orgazmowy nastroj, nie koncentrowac sie na tym,
                      co sie dzieje, tylko sobie dosc intensywnie (i indywidualnie, w
                      myslach) pofantazjowac?
    • mam_to_w_nosie Re: dawno nie pisałam 13.09.07, 14:54
      To, że ciągłe myślenie i skupianie się na orgaźmie w czasie stosunku
      ma skutek odwrotny zapewne wiesz ale myślę, że z zaprezentowanym w poście podejściem
      niepotrzebnie sama się nakręcasz. Poza tym wiele z tego co napisała
      wiktoriada może mieć miejsce również u Ciebie. Miałam identycznie jak ona,
      zamiast skupić się na własnych doznaniach myślałam, co sobie myśli partner,
      że nie ma pewnie już siły, że mu niewygodnie itp ;-)
      No i się blokowałam. Kiedyś powiedziałam o tym partnerowi (o tym, że
      nie miewam orgazmów wiedział), dostał ataku śmiechu i z czasem przekonał
      mnie, że moje bierne poddawanie się przyjemności również niesamowicie
      go kręci (z drugiej strony ja nie miałam dyskomfortu zajmowania się
      wyłącznie nim i nie docierało do mnie, że z jego strony jest tak samo.

      Jak już w końcu zaczęliśmy współpracować pod kątem zmiany jakości mojej
      satysfakcji, to nie było łatwo, z jednej strony jemu zależało, ale
      czasami miałam wrażenie, że zachowuje się tak jak twój mąż. Ja mówię,
      tłumaczę a on swoje, chociaż twierdzi, że mu zależy żebym miała z seksu
      z nim maksimum przyjemności. Z jednej strony stara się robić co ja mówię
      a z drugiej znów jest za wolno, za szybko, za krótko i nie tak. I jeszcze
      te moje głupie myśli do tego.

      Poza tym w moim przypadku były jeszcze uwarunkowania masturbacyjne
      i myślę, że u Ciebie też może to mieć znaczenie. Piszesz, że z orgazmem
      podczas masturbacji nie masz problemu, dochodzisz w kilka minut.

      Dochodząc do sedna - z czasem pokonałam to, z tym właśnie partnerem.
      Po pierwsze stopniowo przestałam myśleć czy jemu jest dobrze a skupiłam
      się na sobie, jak czułam, że lepiej będzie jak się odrobinę przekręcę
      to robiłam to nie zważając co on pomyśli i na to, że może teraz jemu
      będzie niewygodnie. Jeśli chodzi o nawyki masturbacyjne
      to w moim przypadku sprawdziła się rada łączenia jednego z drugim czyli
      pozycje z łatwym dostępem partnera rękami do łechtaczki i z czasem
      eliminowanie tych sprawnych paluszków ;PP I w moim przypadku zdecydowanie
      pozycje, w których to partner był bardziej aktywny (ale to już pewnie
      indywidualna sprawa).
      • mam_to_w_nosie Re: Zapomniałam 13.09.07, 14:59
        Kiedy miałam wrażenie, że partner się nie stara, właśnie takie jak twoje
        w tej chwili, zdarzało się, że stosowałam terapię szokową i przerywałam,
        z czasem poskutkowało. Ale może to było jedynie moje wrażenie a on
        się rzeczywiście starał jak tylko potrafił...
        • yoric Re: Zapomniałam 14.09.07, 00:11
          > Odmówić mu seksu, żeby zrozumiał? Przerwać w trakcie i powiedzieć: zobacz jak
          to miło nie dochodzić?!

          i ja także zgadzam się, że warto spróbować i tej opcji. Ludzie to leniwe
          zwierzęta i generalnie nie będą czegoś robić, jeśli nie jest to konieczne do
          osiągnięcia celu.

          Pozdrawiam
          • matthiolavaria Re: Zapomniałam 14.09.07, 12:18
            A może jednak jest sporo winy Twojego faceta. Wielu mężczyzn ma
            głębokie przekonanie, że penetracja musi doprowadzić kobietę do
            szleństwa. I możesz stawac na głowie,żeby mu wytłumaczyć, co ma
            robic a on potraktuje to jako "ozdobniki" i będzie parł do celu.
            Jesli tak jest w przypadku Twojego męża, to dla niego wcale nie
            będzie łatwe. Twoja rola taka, żeby mu uświadamiać, czego oczekujesz
            na wszelkie sposoby. Nie sądzę, żeby Cię to pocieszyło, ale mi
            zajęło nauczenie swojego mężczyzny,jak czerpać radość z dawania mi
            rozkoszy kilka lat. Warto było :).
            • justysialek Re: Zapomniałam 14.09.07, 13:22
              Masz dużo racji.
              Ja się nagadam, a on potem zrobi to o czym mówiłam w 2 minuty i
              podniecony do granic możliwości dąży do penetracji. A jak już
              ochłonie, to jest zdziwiony, że mi się nie podobało, no bo jemu
              bardzo... :-)
    • trzydziestoletnia Re: dawno nie pisałam 14.09.07, 22:24
      justysialek napisała:
      > (..)Po licznych rozmowach - niektóre były dość dramatyczne - NIC
      > SIĘ NIE ZMIENIŁO!!! (..)
      > Była kolejna rozmowa. Popłakał się i obiecał (..)

      Wnioskuje z tego co czytam, ze Twoj maz nie ma z Toba lekko ;)
      Rozmowy w takim tonie (az do jego lez..??!) rzeczywiscie nic nie daja - a raczej nie daja nic dobrego, wrecz przeciwnie, czesto pozostaja po nich mniejsze lub wieksze urazy. A z faceta, ktoremu zakwestionowano mozliwosci seksualne ciezko zrobic dobrego kochanka.

      Siegnelam teraz po ksiazke Zofii Milskiej-Wrzosińskiej "Bezradnik" - mysle, ze b. by Ci sie przydala. Szczegolnie rozdzialek "Nowa mitologia seksualna" a tam "Zony modne", krotko opisana jest tzw.zona molestująca:

      "Zona molestujaca domaga sie od meza okreslonych zachowan seksualnych w taki sposob, jakby nalezaly sie jej one na mocy niepisanej umowy. (..) Im bardziej ona molestuje tym bardziej on wyslizguje sie z oblężenia. Wobec tego ona inicjuje Powazną Rozmowę na Temat Ich Pozycia Seksualnego - sadza naprzeciwko siebie i indaguje." (reszte doczytasz jak zechcesz:)

      I jeszcze jeden fragment: "w dązeniu do niepohamowanej szczerości warto pamietac, ze - niezaleznie od roznicy plci - istnieja prawdy tak duzego kalibru, ze trafiona nimi osoba juz nigdy nie podźwignie sie z szoku - w kazdym razie nie z partnerem, ktory ją tak uraczyl"
      • justysialek Re: dawno nie pisałam 17.09.07, 10:35
        Zgadzam się z tobą ogólnie. Zgadzam się, że takie formy nacisku nie
        sa dobre. Ale chyba niedokładnie czytałaś moje posty. Taka forma
        rozmów poprzedzona była 5 latami różnych innych "prób dogadania się"
        w tej kwestii. I nie zliczę, ile razy ja płakałam z tego powodu.

        trzydziestoletnia napisała:
        > Wnioskuje z tego co czytam, ze Twoj maz nie ma z Toba lekko ;)
        Myślę, że pisząc to miałaś dobre intencje, więc tego nie skomentuję.

        > "Zona molestujaca domaga sie od meza okreslonych zachowan
        seksualnych w taki sp
        > osob, jakby nalezaly sie jej one na mocy niepisanej umowy. (..)
        Domagam się! Na mocy takiej, że ja mu od 5 lat daję to wszystko,
        czego sama oczekuję.

        > Rozmowy w takim tonie (az do jego lez..??!) rzeczywiscie nic nie
        daja - a racze
        > j nie daja nic dobrego, wrecz przeciwnie, czesto pozostaja po nich
        mniejsze lub
        > wieksze urazy. A z faceta, ktoremu zakwestionowano mozliwosci
        seksualne ciezko
        > zrobic dobrego kochanka.

        Tym razem podziałało. Właśnie wczoraj udało nam się wspólnymi
        siłami :-)) i jakimś cudem doszliśmy nawet prawie jednocześnie.
        Teraz mam nadzieję, że nie wpadniemy znowu w rutynę.
        A orgazmu warto się domagać i wręcz należy. Teraz widzę, że to
        przede wszystkim zależy od mojego własnego egoizmu, bo oczekiwanie,
        że on sam wreszcie zapragnie mi dać orgazm, doprowadziło tylko do
        frustracji, mojego zwątpienia w jego intencje i w samą siebie.
        A okazało się to takie proste, że aż podejrzane ;-))

        Dzięki wszystkim za rady.
    • justysialek Re: cd nastąpił 07.05.08, 11:18
      Przepraszam, że odgrzewam tak stary wątek (i długi) ale jak kogoś to
      interesuje, to nie będzie musiał szukać początku historii.

      No cóż...znowu baaaardzo dawno nie pisałam!
      Początkowo dlatego, że problem przestał nas dotyczyć i forum nie
      było już potrzebne ;-) Seks był dużo lepszy, ten mały kryzys
      spowodował zaciśnięcie więzów między nami, lepsze porozumienie itd
      To wszystko jednak działo sie na tle dużych zmian w naszym życiu -
      nowa praca męża, moja nowa praca, moje kłopoty ze zdrowiem (i tu
      przyznam się, że nie miałam długo ochoty wcale), kupno mieszkania na
      kredyt itp. Wszystko to sprawiło, że znacznie spadła częstotliwość
      naszego współżycia - mi to przez jakiś czas nie przeszkadzało (byłam
      chora i mi się nie chciało), jemu też zbytnio nie doskwierało, poza
      tym utwierdzliśmy się oboje w przekonaniu, że jak ten cały młyn się
      skończy to wrócimy do normy.
      Nie wróciliśmy!
      Co prawda młyn ciągle trwa ale nie można przecież przez dłuższy
      okres czasu godzić się na taki stan - przynajmniej ja tak uważam.
      I tu zaczynają się schody. Kiedy ja chcę on jest zmęczony, kiedy on
      chce - to ja mam akurat spadek libido (ogólnie tak mała
      częstotliwość spowodowała, że moje libido jest niższe niż
      kiedykolwiek wcześniej!) Ja jednak staram się zaspokajać jego
      potrzeby - nawet, kiedy ja nie mam ochoty... i potem źle się z tym
      czuję.
      On znowu ma świetną wymówkę - praca! Stresująca, męcząca, z
      nadgodzinami, dojazdami - to na nim leży ciężar utrzymania domu
      (moja praca jest b. słabo płatna). To z kolei powoduje, że ja mam
      wyrzuty sumienia wymagając od niego seksu czy większego
      zaangażowania. Znowu wrócił schemat - to ja już nie muszę dochodzić -
      żebyś ty się nie męczył. [Wrócił, bo na początku związku mąż miał
      problemy z erekcją i orgazmem - więc cała uwaga była skupiona na nim
      z pominięciem moich potrzeb.]
      Czyli do poprzednich naszych problemów doszła proza życia
      codziennego z całym majdanem. Ponadto zaczynam sobie uświadamiać, że
      jesteśmy po prostu niedopasowani seksualnie - jest to dla mnie
      bardzo przykre, bo naprawdę strasznie mocno go kocham i nie wiem, co
      mam z tymi uczuciami zrobić.
      Kochamy się obecnie może raz na 3 tyg. Mąż onanizuje sią rano, kiedy
      ja jeszcze śpię (np o 4, 5 w nocy, kiedy spać nie może) albo przed
      kompem, kiedy mnie nie ma. Ja też się masturbuję i tak sobie żyjemy.
      Poważne rozmowy, wzajemne obwinianie, wyrzuty sumienia i okazjonalny
      seks - nadal bez mojego orgazmu to tylko jedna sfera naszego życia,
      które poza tym jest wyjątkowo zgodne i udane ale nie umiem się tym
      już cieszyć w pełni ;-(
      Przepraszam za tasiemca, potrzebowałam się "wygadać".
      • juzia214 Re: cd nastąpił 07.05.08, 14:00
        przepraszam,ze tak obcesowo zapytam.
        czy teraz jest tak samo jak dawniej? 2 minuty przygotwania Ciebie i akcja?
        bo to takie troche jak by Twój mąz onanizowal sie przy pomocy Twojego ciala.
        przepraszam,bo nie w temacie jestem ale czy probowałas np.zmieniac co pare minut
        pozycje?tak,tak oczywiście z wywaleniem go z siebie.
        tzn.teraz na plecach och jak fajnie,to troche przeciagnijmy zabawe i teraz moze
        od tyłu itd...
        • justysialek Re: cd nastąpił 07.05.08, 16:56
          Nie, teraz jest już dużo lepiej jeśli chodzi o technikę,
          urozmaicenia i pieszczenie mnie - jednak nadal za mało i nie ta
          atmosfera, żebym doszła. A przede wszystkim jest tak rzadko, że jak
          juz się na siebie rzucimy to szybko jest po sprawie ;-(
          Ze mnie jest trudny przypadek - potrzebuję długiej stymulacji, w
          określony sposób i bardzo ważny jest nastrój. On tego nie łapie.
          Może się bzyknąć w trakcie wiadomości - no i też fajnie ale ja nie
          dochodzę tak, a jemu, zdaje się, to nie przeszkadza...
          I dochodzi jeszcze to, że ja powoli się "rozkręcam" - tzn im więcej
          seksu uprawiam, tym więcej go potrzebuję, pragnę i szybciej oraz
          mocniej się podniecam. Z taką częstotliwością jak teraz to są super
          szybkie numerki ale nic więcej.
          Natomiast mój mąż stwierdził dziś, że ja go stresuję tymi swoimi
          wymaganiami, dlatego jest znerwicowany i nie ma ochoty na seks ;-(
          ale jak go nie stresowałam, to miał gdzieś to co mówię i o co proszę
          a wszelkie delikatne sugestie puszczał mimo uszu. Mi jest poprostu
          przykro, że to tak zaszło daleko, że muszę się prosić, odstawiać
          jakieś dramaty, żeby zwrócił na mnie uwagę. Seks powinien być
          źródłem przyjemności a nie stresu i przykrości ;-(((
          • al9 przeczytałem wszystko od samego poczatku 07.05.08, 17:23
            i justysialku niestety
            jest niedobrze
            to smutne, ale ani Ty nie działasz na niego - skoro sie onanizuje -
            ani - co podkreślasz - ona na Ciebie
            Podejmowaliscie próby i nic
            Niestety - nie jesteście dla siebie stworzeni...
            Przeczytaj watek o przemocy w sexie - duzo o dopasowaniu seksulanym
            i instynkcie doboru genetycznego...
            Twój facet nie jest Ci przeznaczony....
            Co dalej? Nie wiem. Ale będzie tylko gorzej...
            Lepiej przyjmij to do wiadomości...
            Najgorsza prawda jest lepsza niż życie ze złudzeniami...
            pozdrawiam
            al
            • justysialek Re: 07.05.08, 21:32
              al9 napisał:
              przeczytałem wszystko od samego poczatku

              Dzięki ;-)

              Działamy na siebie. Ja jakoś nadal mam ochotę na seks z nim, pomimo
              braku orgazmów, a on onanizuje sie od niedawna - ogólnie praca daje
              mu w kość, wieczorem jest zrypany, a ja tylko wtedy mam ochotę -
              jestem typową sówką, a on skowronkiem stąd to onanizowanie się o 5
              rano.
              A co do niedopasowania to trochę masz rację - zdaję sobie z tego
              sprawę ale na razie absolutnie nie jestem gotowa na zakończenie tego
              związku - zrobiłabym sobie dużo większą krzywdę niż robię teraz.

      • hradok Re: cd nastąpił 07.05.08, 16:54
        Może bardzo są wam potrzebne pieszczoty. Mógłby cię doprowadzić do orgazmu
        języczkiem... W moim związku dużą uwagę poświęcam grze wstępnej. W przeciwnym
        razie mogłyby mnie dotyczyć podobne kłopoty.
        • justysialek Re: cd nastąpił 07.05.08, 17:03
          Mój też stosuje grę wstępną - dokładnie tak, jak go poinstruowałam i
          ani kroczku dalej a i tak widać jak się męczy ;-(
          Ja to się w ogóle zastanawiam, czy on mnie pożąda ale tak naprawdę,
          jako kobietę, osobę tak dogłębnie - a nie tylko jako sprzęt do
          robienia sobie dobrze. Żebyście słyszeli, jak się zarzeka, że mnie
          kocha, pożąda, że jestem dla niego wszystkim - słowa nie idą w parze
          z czynami! Nie wiem czemu.
          • juzia214 Re: cd nastąpił 07.05.08, 17:16
            a chce Ci się tak zebrać,i tracić szacunek do samej siebie?
            bo to co opisujesz wyglada tak:
            ma koleś sparwdzoną dupcie-zdrowa,malo wymagająca,jak mu sie chce 3 minutki to
            sa 3 minutki jak będzie 5 minut dluzej , nooo to juz się wysiliłem,a ze jej za
            malo-jej problem.
            moze pomysl czemu się godzisz na taka sytuację?
            i jeszcze zabiegasz ,zeby Cię łaskawie poużywał,mając świadomość co Cię czeka...
            • justysialek Re: cd nastąpił 07.05.08, 20:17
              > moze pomysl czemu się godzisz na taka sytuację?
              > i jeszcze zabiegasz ,zeby Cię łaskawie poużywał,mając świadomość
              co Cię czeka..

              ...bo go kocham, tak naprawdę, na serio. Nigdy tak nikogo nie
              kochałam i to się nie zmienia, nawet w najgorszej złości. Przeszło
              mi przez myśl, żeby się wyprowadzić i zobaczyć co dalej ale nawet
              nieodbieranie telefonu mnie przerosło. Poza tym ja go nadal pragnę,
              chcę się kochać właśnie z nim. Inaczej dawno bym już odeszła, nie
              zawracając wam tu na forum głowy.
              Wiem, jak to wygląda, kiedy się czyta ten wątek ale nie potrafię wam
              w słowach przekazać, jaki to fajny facet - tylko ta jedna rzecz -
              tylko! poza tym jest ideałem.
              Zresztą co ja piszę - z twoich słów wynika, że to jakiś potwór, a on
              jest czuły, kochający, opiekuńczy i martwi sie tym, że ja nie
              dochodzę, jestem niezadowolona - tylko, że nie potrafi, a czasem
              wydaje mi sie, że mu się nie chce czegoś z tym zrobić. poza seksem
              zawsze interesuje się mną, moimi potrzebami, spełnia wszystkie
              zachcianki, znosi humorki itd. Poza seksem to ja jestem egoistyczną
              jędzą, która zawsze stawia na swoim.
              • juzia214 Re: cd nastąpił 07.05.08, 20:44
                sama piszesz:
                >>Zresztą co ja piszę - z twoich słów wynika, że to jakiś potwór, a on
                jest czuły, kochający, opiekuńczy i martwi sie tym, że ja nie
                dochodzę, jestem niezadowolona - tylko, że nie potrafi, a czasem
                wydaje mi sie, że mu się nie chce czegoś z tym zrobić. poza seksem
                zawsze interesuje się mną, moimi potrzebami, spełnia wszystkie
                zachcianki, znosi humorki itd. Poza seksem to ja jestem egoistyczną
                jędzą, która zawsze stawia na swoim.<<

                i nie odnosisz wrażenia ,ze to z Jego strony jest coś za coś?
                znosi twoje humory bo mu się w gruncie rzeczy bardzo wygodnie POZA TYM żyje.
                a druga sprawa,nie mam pojęcia co to jest dla Ciebie miłość?
                czy to,ze ktos okazuje Ci odrobine zainteresowania ,to znaczy ,ze Ty musisz Mu
                ofiarować całą siebie,musisz zlozyc na ołtarzu miłości swoja godność,swoją
                bardzo ważna dla dobrego funkcjonowania zwiazku potrzebę odczuwania sadysfakcji
                seksualnej...
                nie rozumiem...
                to nie wyglada jak wspolne tworzenie związku...
                wspolnie tworzymy to wspolnie sie staramy ,zeby było nam WZAJEMNIE dobrze...
                wykluczam choroby,uzaleznienia i inne patologie tak?
                to czemu Ty nie wymagasz szacunku dla siebie ?w czym Ty jestes gorsza od
                niego,ze jemu dajesz prawo do przezywania sadysfakcji a sobie ciągle tego prawa
                odmawiasz?
                • justysialek Re: cd nastąpił 07.05.08, 21:19
                  Spokojnie sobie rozmawiamy o mnie, a ty niepotrzebnie się tak
                  angażujesz i zaczynasz przesadzać.

                  Nie brakuje mi szacunku z jego strony, ani miłości tylko orgazmu w
                  seksie. A mój brak orgazmu to bardzo złożona sprawa i nie jest tylko
                  i wyłącznie jego winą. Poza tym nie odmawiam sobie orgazmu (właśnie
                  o niego walczę), tylko mam problemy z jego osiągnięciem - nawet
                  wtedy gdy mąż się bardzo stara - ale to było juz dawno temu omawiane
                  w innym watku.
                  A miłość i związek to nie tylko satysfakcja seksualna - bez tego
                  można nawet 7 lat świetnie w związku funkcjonować ;-)
                  Poza tym mąż okazuje mi dużo więcej niż "odrobinę zainteresowania"
                  ale ty wiesz lepiej, więc po co czytać moje posty, skoro masz już w
                  głowie obraz, jak wygląda moje zycie, moje małżeństwo i moje poglądy
                  na temat miłości...
                  • juzia214 Re: cd nastąpił 07.05.08, 22:31
                    nie mam pojecia jak wyglada Wasze małżeństwo ,gdybam sobie tylko na podstwie
                    tego co napisałas.
                    ale dla mnie nie ma problemu ,mozemy uważać,ze nie było tej rozmowy.
                    • romek123 Re: cd nastąpił 07.05.08, 22:40
                      Brrr.Uciekalbym daleko od takiego zwiazku.Kogo winic nie wskaze,nie
                      chcac obrazic.Ale wspolczuje Wam obojgu.Totalny klops i bardzo
                      trudny do rozwiazania.
                      • niezapominajka333 Re: cd nastąpił 08.05.08, 07:28
                        Bez przesady. Jaki klops.
                        Jest problem i trzeba go rozwiazać.

                        Miałam podobnie. Też musiałam instruować. I wcale nie od razu
                        załapał, że mnie nie zawsze sprawia przyjemność sposób w jaki on
                        chce mnie dotykać. Były tłumaczenia, pokazywanie, a co chwilę wracał
                        stary schemat.
                        Co pomogło?
                        Te wyśmiewane szczere rozmowy plus bardzo dużo cierpliwości. Do tego
                        trochę mądrej manipulacji i wyrozumiałości.
                        I dużo dobrej woli i chęci z drugiej strony...

                        Masz dobrego, wrażliwego męża, który się stara, a przynajmniej się
                        starał, tylko mu nie wychodziło.
                        Dla faceta to nie jest wcale komfortowa sytuacja. Dla ciebie też by
                        nie była, gdyby mimo twoich działań twój mąż nie dochodził do
                        szczytu.
                        Do tego macie tak samo jak u nas.
                        Jedno jest sową, drugie jest skowronkiem. Z tym, że ja jestem
                        skowronkiem, a dodatkowo mam wielką łatwość zasypiania i wieczorem
                        potrafię zasnąć, zanim położę głowę na poduszce. Pracuję też na
                        noce, więc jest jeszcze trudniej.
                        Mój mąż jest sową i wieczorem długo nie może zasnąć, a rano trudno
                        mu się obudzić...
                        Ale życie przynosi zmiany.
                        Na przykład zmiana pracy, do której trzeba jechać na ósmą, a od
                        kilku dni na szóstą.
                        I moja sowa melduje się w łóżku o 22-giej (a jak czas pozwoli to
                        wcześniej), a nie po północy, a ziewa już od dwudziestej, chociaż
                        zawsze twierdził, że to dopiero środek dnia.
                        Na razie daję mu czas na adaptację ... :)

                        A co do twojej sytuacji, to zdecydowanie niepokojące jest to, że
                        prawie nie ma już wspólnego seksu.
                        W ten sposób mąż unika konfrontacji z twoim niespełnieniem, bo
                        przecież nie macie się kiedy kochać.
                        I tak sie mijacie, bo praca, bo obowiązki, a czas płynie i coraz
                        trudniej wydostać się z tej koleiny.
                        To jest błędne koło, które toczy się w jedną stronę coraz szybciej.
                        Ale gdy uda ci się go zatrzymać, a potem odwrócić jego bieg,
                        rozpędzi się w drugą stronę.
                        Myślę, że uda ci się to zrobić, chociaż łatwe to nie będzie.

                        Pozdrawiam i życzę sukcesów, w tym na początek zmiany nastawienia.
                        Mnie też czeka teraz trochę reorganizacji...
                        :)
    • victta Re: dawno nie pisałam 08.05.08, 21:17
      Witaj Justysialek
      U mnie jest identyczna sytuacja.
      Byłam z tą sprawą nawet u seksuologa i choć nic zupełnie to nie
      zmieniło,seksuolog powiedział mi dwie rzeczy,że mężczyźni dzielą sie na dwie
      grupy:wirtuozów i rzemieślników.Pierwsi potrafią w empatyczny sposób odczytać
      potrzeby kobiety i dostroić się do nich,drudzy rzezają grę wstępną dwadzieścia
      minut,bo wiedzą,że partnerka tego potrzebuje.Te dwie grupy łączy jedno-DOBRE CHĘCI.
      Myślę,że Twój mąż nie zapomina,on po prostu nie ma dobrych chęci.Powiedz
      szczerze ,czy kiedykolwiek wyszedł z inicjatywą,aby dowiedzieć sie o Twoich
      potrzebach w seksie?
      Ja też występuje w moim małżeństwie w roli natrętnej nauczycielki, a tak na
      prawdę żebraczki o czułość.
      I to jest tak poniżające,frustrujące,cały czas pełne nadziei,że może tym razem
      będzie inaczej.Ja doszłam do ściany.Nie potrafię odpowiedzieć dlaczego pożądam
      człowieka,który mi tak mało daje z siebie.W każdym razie powiedziałam
      dość,koniec moich inwetstycji w nasze życie seksualne.Postanowiłam ,że sexu w
      ogóle nie będzie.Będę sie męczyć okrutnie przez pewien czas,ale trudno.
      Ta obecna sytuacja powoli zmierza do śmierci naturalnej małżeństwa,a ja chcę to
      przyspieszyć,powiem mu ,że go pożądam i bardzo kocham i pragnę seksu,ale nie
      takiego.
      Przewiduje dwa scenariusze ,albo oleje mnie całkowicie i też przestanie domagać
      się seksu,albo zainteresuje moimi potrzebami.
      Gdy spełni sie wariant pierwszy można pójść dalej proponując terapię,separację
      cokolwiek co huknie go w czachę.Jeśli dalej to nic nie da,wtedy podejmę decyzję
      ,co dalej- czy mam siłę ciągnąć ten związek na jego zasadach czy przeciwnie chcę
      odejść.
      Jeśli spełni sie wariant dwa,będę bardzo szczęśliwa.
      To tyle jeśli chodzi o mój pomysł na rozwiązanie problemu.
      Powiedz co o tym myślisz.
      Pozdrawiam
      • justysialek Re: dawno nie pisałam 09.05.08, 10:27
        victta napisała:
        Powiedz
        > szczerze ,czy kiedykolwiek wyszedł z inicjatywą,aby dowiedzieć sie
        o Twoich
        > potrzebach w seksie?
        Było kilka rozmów na ten temat. Najwięcej, kiedy był 2 miesiące za
        granicą - wtedy bardzo dużo gadalismy na temat seksu i jak wrócił,
        to nawet wcielaliśmy to w życie i wtedy było naprawdę super (właśnie
        wtedy przeżyłam większość z niewielu orgazmów, jakie miałam przy
        nim).
        Potem jednak utęsknienie się wyczerpało i wszystko powoli wróciło do
        normy.
        We wrześniu tamtego roku - po założeniu tego wątku (i rozmowach z
        nim) też się poprawiło na jakiś czas.
        On biorąc pod uwagę moje pragnienia potrafi doprowadzić mnie do
        stanu tuz przed, jednak wtedy trafiamy na ścianę moich problemów z
        osiągnięciem orgazmu. Kilka nieudanych prób po rząd i on się
        zniechęca, przestaje robić to co robił i wracamy do minimum.
        Reasumując - dobre chęci są, tylko na niedługo ich starcza ;-)


        > Ja też występuje w moim małżeństwie w roli natrętnej nauczycielki,
        a tak na
        > prawdę żebraczki o czułość.
        No nie, czułości to mi nie brakuje. Pisałam, że poza seksem jest
        wszystko super. Jest mnóstwo przytulania, całowania, miziania,
        słodkich słów, wygłupów i wspólnego śmiechu. Troszczy sie o mnie,
        dzwoni i esemesuje kilka razy na dzień nawet jak ma kocioł w pracy.
        Zawsze pamięta o rocznicach, nie szczędzi prezentów, pomaga w domu
        itd Nie mam absolutnie nic do zarzucenia.
        Ogólnie jest czuły i delikatny równiez w seksie - ale... można to
        tak opisać: on jest troszkę niezręczny: upuszcza różne rzeczy,
        kładzie coś brudnego na dopiero co kupionej gazecie, rozlewa itp.
        Tancerzem też jest raczej kiepskim - brak poczucia rytmu, słaba
        koordynacja ruchowa - i dokładnie tak samo jest w seksie. Niby
        proszę, żeby robił coś delikatnie, a on zawsze za mocno: albo otrze
        się nieogoloną brodą o łechtaczkę, albo miętosi piersi zamiast
        głaskać itp. Do tego dochodzi fakt, że jak się podnieci to poziom
        tej "niezręczności" wzrasta ;-(
        Wirtuozem, o jakim pisałaś, też nie jest - ogólnie z wyczuwaniem
        innej osoby i intuicją jest kiepsko u niego. Ostatnio się
        pokłóciliśmy, bo jemu się wydawało, że ja nie mam ochoty, że wręcz
        jestem zła, a ja się na niego wściekła, że nie chciała się ze mną
        kochać, choć mu to proponowałam wcześniej danego dnia.I tutaj to
        wyraźnie bije zawiniliśmy - brak komunikacji podszyty wcześniejszymi
        urazami ;-(

        > Przewiduje dwa scenariusze ,albo oleje mnie całkowicie i też
        przestanie domagać
        > się seksu,albo zainteresuje moimi potrzebami.
        > Gdy spełni sie wariant pierwszy można pójść dalej proponując
        terapię,separację
        > cokolwiek co huknie go w czachę.Jeśli dalej to nic nie da,wtedy
        podejmę decyzję
        > ,co dalej- czy mam siłę ciągnąć ten związek na jego zasadach czy
        przeciwnie chc
        > ę
        > odejść.
        > Jeśli spełni sie wariant dwa,będę bardzo szczęśliwa.
        > To tyle jeśli chodzi o mój pomysł na rozwiązanie problemu.
        > Powiedz co o tym myślisz.
        > Pozdrawiam

        W sumie mało wiem, na temat twojej sytuacji - strasznie ciężko
        wyciągać wnioski i dawać komuś rady na temat jego związku tylko na
        podstawie paru słów. Ludzie wyciągają mylne i pochopne wnioski (jak
        widać na przykładzie mojego wątku) i jest to zrozumiałe, bo
        wszystkich odcieni i szczegółów nie da się "napisać".
        W chwili największej złości też miałam ochotę się wyprowadzić,
        zagrozić poszukaniem kochanka itd - czyli walnąć w czachę - więc
        rozumiem twoje frustracje. Też miałam pomysł z odcięciem od seksu -
        i też miałabym z tym duże kłopoty - ale nawet w tym wątku parę osób
        przyznało rację, że to mogłoby być skutecznym zwróceniem uwagi na
        moje odczucia.
        To były jedyne rozwiązania na jakie ja wpadłam - na szczęście u mnie
        popłakanie się przeze mnie i jeden ostry mail to już wystarczające
        huknięcie (przynajmniej na razie), ale z drugiej strony tak już było
        kilka razy i zawsze poprawia się na moment a potem znowu wraca do
        staniu poprzedniego - więc się na to przygotuj.
        Mi się wdydaje, że najpierw huknięcie, a potem ostra konsekwencja i
        wymaganie cay czas, ale jednocześnie trzeba się bardzo starać, dużo
        dawać od siebie, by pomimo tych wymagań seks nadal był dla obojga
        przyjemnością! łatwe to nie jest ;-)


        • victta Re: dawno nie pisałam 09.05.08, 10:56
          Masz rację Justysialek.Trudno z kilkudziesięciu zdań stworzyć sobie rzeczywisty
          obraz,w dodatku popatrzyłam sie na Twoja historię przez pryzmat mojej.
          W moim związku brakuje rzeczywiście chęci i jest to po części moja wina ,bo na
          to pozwoliłam i teraz muszę to jakoś odkręcić.
          A u Ciebie wydaje mi się,że skoro są chęci ,a brakuje mężowi talentu,Tobie
          pozostaje pogodzić się z tą sytuacją i doceniać go w innych dziedzinach.Bo
          inaczej zadręczysz i siebie i jego.
          Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka