Dodaj do ulubionych

partner pracoholik

03.10.07, 11:35
Wszysto było super, jesteśmy 7 lat razem, ale od kilku miesięcy z dnia na
dzień mój M coraz więcej pracuje, (bo szybszy samochód, bo większy dom).
Rzeczy materialne stały się dla niego ważniejsze niż ja i dziecko.
Zastanawiam się dlaczego?
Sex jest często, ale szybki i krótki bo przeceż praca i pieniądze ważniejsze.
wk.. mnie to ale nie wiem nawet jak próbować to zmienić.
Może coś poradzicie, lubie Was czytać.
Obserwuj wątek
    • wiktoriada111 Re: partner pracoholik 03.10.07, 12:28
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=65689480
      przypomniał mi się ten wątek, żeby nie dublować ewnetualnych pytań
      wklejam, może coś rozjaśni... pozdrawiam.
    • smok_bazyli Re: partner pracoholik 03.10.07, 12:47
      pracoholizm to nie zawsze pogon za pieniedzmi,
      to czesto ucieczka przed problemami w domu, dobra metoda na to, zeby wrocic jak
      najpozniej

      bo czasami w domu jest trudniej niż w pracy i nie chce sie wracac ... mam
      nadzieje, ze nie jest tak w Twoim wypadku, pozdrawiam

    • loppe Re: partner pracoholik 03.10.07, 13:02
      Należy partnerowi dobrze zapłacić
    • your_and Re: partner pracoholik 03.10.07, 13:16
      Każdy niemal idzie do ślubu z przekonaniem że partner to
      najważniejsza osoba na świece. Potem zaczyna być różnie. Typowo
      praca staje się ważniejsza dla mężczyzn, dziecko ważniejsze dla
      kobiety od partnera, narasta rozczarowanie.
      Dlaczego ? Bo w pracy faceci czują się zauważeni docenieni i
      zrealizowani, czyją rywalizację adrenalinę i wyzwania. A w domu przy
      dziecku? Wieczne narzekania że mogło by być lepiej, we wszystkim
      gorsi i nieporadniejsi od żony i teściowej, zachwycanie się
      dzieckiem nie powoduje wydzielania oksytocyny jak u kobiet.
      • nail_enamel Re: partner pracoholik 03.10.07, 21:10
        u mnie to samo. mąż nie spelnia się w małzenstwie i ma wazniejsze
        sprawy na głowie a ja nie potrafię sie z tym pogodzic. nie umiem się
        przyzwycaić do tego że nie jestem już dla niego ważna. tez już 7 lat
        po ślubie.
        to co napisał your_and ma sens, tylko gdzie w takim razie podziało
        sie uczucie?
    • serret "ale ja to dla was kochanie robię"... czyż nie? 04.10.07, 09:39
      Czytam Twój post i widzę siebie i Męża mojego - całkiem niedawno.
      Więcej kasy = własne, duże mieszkanie
      Jeszcze więcej kasy = własne mieszkanie i nowe auto
      Kupa kasy = drugie mieszkanie, drugie auto i kupa (już nie kasy).
      Podwójna kupa kasy = a w d... nosie mam dom, to, że kolejne auto
      (terenówka) by sie przydało, mam ochotę rzucić M. w cholerę,
      zabrać syna i wyprowadzić się do mamusi (zanim nie znajdę
      czegoś osobno)...
      ... to się tak łatwo może nie skończyć.

      U nas wyglądało to niezbyt ciekawie. Mąż się zaniedbał (jak
      zwróciłam mu uwagę, że wypadałoby się oderwać od kompa -
      pracuje w domu - i zmienić koszulę, czy uczesać piórka, to
      wielka obraza). Zaniedbał nas - tak, jakby wszystko można było
      rozwiązać dużą ilością $$. No to mój ruch: Do pracy ubieram się
      zupełnie inaczej (bardziej kobieco ;). Biegać chodzę z kolegą
      z pracy rano. Na piwo, czy na kawę wyskoczę z jego znajomym(i).
      Zaczęłam drugie studia i niedługo zmieniam pracę na lepszą
      finansowo (z bólem serca, bo kocham swoją pracę, ale trudno).
      Dziecko chodzi z babcią i z mamą do kina i na lody. Powoli to
      ja wyłączałam go z życia domowego (i nie tylko). I drgnęło.
      Zaczęło się od "histerii odrzuconego zazdrośnika" - "stracę
      was, boję się, olaboga co ja wtedy zrobię, nie przeżyję tego,
      a przecież ja to wszystko dla was robię, żeby wam niczego nie
      brakowało!!". Świetnie, że dla nas, ale ja sie lubię przytulać
      do męża, nie do portfela, sypiać lubię z mężem, nie z banknotem,
      dziecko potrzebuje ojca, nie kolejnego zamku lego... itd itp.
      Nie, żebym nie doceniała jego pracy, ale co za dużo, to niezdrowo.
      Nie chcę zostać wdową, zyjącą z dużego ubezpieczenia po mężu
      (a boję się, że przy takim tempie pracy coś mu się stanie). Chcę
      być szczęśliwą żoną, która chce ze swoim ukochanym starości doczekać
      w jak najlepszym zdrowiu. Meble w domu i samochód nie mają
      tu nic do rzeczy. Mogą się zestarzeć razem z nami i rozsypać,
      zanim my się rozsypiemy (ze starości ;).

      Powoli, małymi kroczkami i robi się lepiej. Kocham tego mojego
      pracusia, więc tak łatwo nie odpuszczę. Ale jeśli historia
      będzie się powtarzać (a ponoć lubi), to będę musiała zastosować
      terapię szokową. Męża kocham, ale syna i siebie też kocham!
      Psychologów i psychiatrów się mój mężczyzna wstydzi bo... tak
      został wychowany chyba (teść uważa, że pacjenci psychiatryków
      to "wariaci i świry"... a taki wykształcony i intelygentny jest).
      Na razie jest lepiej – pracujemy nad tym, żeby było dobrze.

      Reasumując: musisz zrobić coś teraz, bo im dalej w las, tym więcej
      drzew. Myślę, że jesteś piękna, młoda i inteligentna i powinnaś
      porozmawiać z mężem, zanim się na dobre rozkręci i wpadnie w sidła
      pracoholizmu. Nie jeden raz, a kilka. Jeśli to nic nie da, to
      postawić ultimatum - "albo wyluzujesz, albo nie wiem co”! Musisz
      pokazać, co może stracić, jeśli się nie opamięta i dać do zrozumienia,
      że masz głowę na karku i dwie rączki śliczne i sprawne i potrafiłabyś
      sobie poradzić bez nadmiaru jego pracy.

      Z pracoholizmem to jest taki problem, że jest nań większe
      przyzwolenie społeczeństwa ("no przecież to dobry mąż, utrzymuje
      rodzinę, pomaga rodzicom", "no przecież to dobry mąż, nie pije,
      nie pali, dużo pracuje", "no przecież to dobry mąż, kupił żonie
      nowe auto i komórkę za 1500 zł"...). I leczy się ciężej. Mój
      brat już dosyć długo pracuje jako psychiatra i jak alkoholików,
      narkomanów i anorektyczki "nawracali" na oddziale i terapiach
      na właściwą drogę, to pracoholik jeszcze żaden się nie zgłosił i
      jedyni, jakich zna, to mój mąż i koledzy z pracy w przychodni
      i szpitalu :/

      No to się rozpisałam. Po raz pierwszy na forum (i niegrzecznie
      bez przywitania, za co przepraszam) napisałam , ale nie mogłam
      się powstrzymać (bo podczytuję czas jakiś już).


      Pozdrawiam i trzymam kciuki, żeby było dobrze.

      p.s. za składnię i gramatykę przepraszam, ale mam dzisiaj
      dzień wolnego i rozkojarzona jakaś taka jestem :)
      • renatar8 Re: "ale ja to dla was kochanie robię"... czyż ni 04.10.07, 14:31
        Właśnie wczoraj powiedział mi, że dużo pracuje dla nas bo nas kocha,
        ale nie potrafi zrozumieć, że ja tego nie potrzebuje.
        Dla mnie co innego jest ważne, ale on chyba nie potrafi przyjąć tego do wiadomości.
    • re.ne Re: partner pracoholik 04.10.07, 15:12
      Widze, że nie jestem sama z takim problemem,
      choć to nie jest pocieszenie.
      Ale z niektórych rad skorzystam chętnie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka