franz-ka
06.10.07, 09:20
Czytam Waszą grupę często i chciałbym się podzielić z Wami moim problemem i
niejako poddać się Waszej ocenie. Nie musicie mnie oszczędzać.
Otóż, jestem w związku od 13 lat, a od 8 lat systematycznie zdradzam żonę.
Przy czym odbywa się to najczęściej w agencjach towarzyskich albo zamawiam w
wieczornych godzinach call girls do swojego biura, kiedy już nikogo nie ma.
Żona nic nie wie i niczego nawet (chyba) się nie domyśla. Ona ma niewielkie
potrzeby i jest dość nieskomplikowana w łóżku, niechętnie eksperymentuje,
widzę, że zmusza się do wielu rzeczy, takich jak: seks oralny czy inne
mocniejsze rzeczy. Dla niej to wszystko są perwersje, a ja lubię na przykład
seks analny, do którego jej nie mogę i nie chcę przekonywać. Często zamawiam
na przykład dwie kobiety, bo mnie to kręci. Jej nawet w żartach nie
zaproponowałbym takiego trójkąta.
Nie uważam, że tym płatnym seksem ją zdradzam, zapewniam jej dom, godziwe
życie i sporo pieniędzy na różne drobiazgi. Nic jej nie brakuje pod względem
materialnym. Często wysyłam ją z dziećmi, których mamy dwójkę (11 i 9 lat) na
wakacje do dalekich ciepłych krajów. Ona sama pracuje tylko prowadząc małą
kawiarnię, do której nb. dopłacam, ale ma zajęcie, a ja cieszę się że ma
zajęcie. Lubię nawet kiedy wyjeżdża, wtedy nie muszę wracać na noc do domu.
Teraz jednak pojawił się problem, od jakichś dwóch miesięcy, spotykam się
regularnie z kobietą, która u mnie pracuje. Ona jest mężatką, też ma
ustabilizowane życie i wiemy oboje co i jak. Rozmawiamy sporo i to konkretna
kobieta, wiemy obydwoje, że to tylko seks, ale gada nam się tez fajnie o
różnych rzeczach. Żadne z nas nie chce rozbijać swoich i cudzych rodzin, ale
zauważyłem, że taki układ jest dla mnie świetny. I tu mam pewne wątpliwości.
Czy nie robię świństwa mojej żonie, którą przecież kocham?
Z drugiej strony moja kochanka zaspakaja moje potrzeby w pełni i to nie tylko
seksualne, ale i intelektualne. Jest otwarta, nawet spróbowaliśmy trójkącika z
prostytutką we trójkę. Wprawdzie było nieco sztywno, trochę drętwo, ale myślę,
że się rozkręcimy, bo oboje jesteśmy chętni.
Moja koleżanka (kochanka?) twierdzi, że to nic złego, że mam prawo do swojej
przyjemności, a skoro żona mi tego nie zapewnia, to jej problem. Gdyby się
starała, to przecież nie szukałbym przygód poza domem. Ona widzi to prosto, że
gdyby żona nie gotowała albo nie sprzątała, to zatrudniłbym sprzątaczkę albo
kucharkę. I ma trochę rację, bo jadamy w restauracjach. Więc niejako płacę za
gotowanie.
Powiedzcie co o tym myślicie, bo czasem jak spoglądam na żonę to miewam
wyrzuty sumienia. Czy to co robię jest złe? Czy normalne? Dobrze mi tak, ale
podczas weekendów nachodzą mnie wątpliwości.
Byłbym wdzięczny za Wasze opinie w sprawie.
Pozdrawiam serdecznie
Franz