Dodaj do ulubionych

Wygrałem z tym trzecim...

07.10.07, 17:42
Jestem szczęściarzem wygrałem z tym trzecim, który pojawił się nagle
i niespodziewanie w naszym długoletnim związku. Walczyłem jak lew i
warto było dla niej. Często postępowałem nie tak, jak przystoi
doroslemu facetowi, ale za bardzo kocham swoją żonę. Wiem też, że
ona kocha mnie, a to co się wydarzyło to zwykłe zauroczenie facetem
innym niż ja.
Obserwuj wątek
    • kogiel_mogiel Re: Wygrałem z tym trzecim... 07.10.07, 20:10
      Twoja zona ma super meza.
      W moim przypadku gdyby tak sie zdazyla (od pukac) to on by sie
      uniosl honorem i odszedl.
      • feenixfire Re: Wygrałem z tym trzecim... 07.10.07, 21:15
        napisz co zrobiles, konkretnie.
    • grodek75 Re: Wygrałem z tym trzecim... 07.10.07, 21:41
      Po pierwsze chciałbym napisać, że gratuluję tak głębokiego uczucia
      do żony i woli walki. Nie wiem czy ja umiałbym
      wybaczyć/zapomnieć/walczyć pomimo, że też bardzo kocham żonę.
      Mam jednak kilka pytań: będziesz w stanie obdarzyć żonę zaufaniem?
      Zapomnisz? Nie obawiasz się, że ta sytuacja będzie zawsze Was od
      siebie odgradzać?
    • lambert77 Re: Wygrałem z tym trzecim... 08.10.07, 07:42
      Mam nadzieje że dobrze go zakopałeś :)))))
      • szczesciarz2007 Re: Wygrałem z tym trzecim... 09.10.07, 17:53
        lambert77 napisał:

        > Mam nadzieje że dobrze go zakopałeś :)))))

        Otrzymał to co mu się należalo i to z nawiązką:)))) Mam mocną
        pięść :)))) Choć brutalem nie jestem z reguły rozwiązuje problem
        dyplomacją.
        • lambert77 Re: Wygrałem z tym trzecim... 12.10.07, 15:05
          Jak my wszyscy jesteś miłującym Pokój i Jezusa pacyfistą i brzydzisz
          się przemocą ale niech no który dotknie mojej kobiety :D ...
    • z_mazur Re: Wygrałem z tym trzecim... 08.10.07, 08:08
      No właśnie mnie też zainteresowało jakich metod użyleś. ;)

      Nie chciałbym Cię pozbawiać dobrego nastroju, ale jeśli coś takiego
      się wydarzyło tzn., że coś w Twoim małżeństwie szwankuje i jeśli nie
      zajdą jakieś zmiany, to za jakiś czas pojawi się na horyzoncie
      kolejny "ten trzeci".
      • szczesciarz2007 Re: Wygrałem z tym trzecim... 09.10.07, 08:16
        Nie wiem czy ta historia jest na tyle ciekawa dla was, by opisywać
        ja w całości. Chciałem się podzielić z innymi by może przestrzec lub
        dać do zrozumienia tym, którzy myślą że taka nie może się im nigdy
        przydarzyć. Tak było ze mną. Jesteśmy parą od wielu lat, dorosłe
        dzieci. Wpatrzeni w siebie wydawałoby się od zawsze. Ona atrakcyjna,
        piękna, inteligentna kobieta za którą nie raz oglądali się inni,
        zawsze do wszystkiego podchodząca z wielkim dystansem. Sam długo
        musiałem zabiegać o jej względy. Piękne spokojne wiele lat
        spędzonych razem, nie raz słyszałem od innych, że mam szczęście miec
        taką kobietę. Ja zakochany po uszy od początku cały czas. Każdy
        dzien z nią był inny, niepowtarzalny. Byłem spokojny do czasu tego,
        co zaskoczyło mnie zupełnie po tylu latach wspólnego wspaniałego
        życia. Zauważyłem że zaczyna mnie unikać, nie bylo tak jak dawniej.
        Raz smutna, raz usmiecha się do siebie, gdy pytałem o co chodzi
        zbywała mnie paroma słowami, co było nie do pomyślenia wcześniej.
        Gaduła z niej nie raz wielka, a tu cisza, pare słów tylko rzuconych
        w mym kierunku. Seks też był inny, szalony choć przyznam nie
        mieliśmy nigdy większych z tym problemów, ale to się wyczuwa.
        Zaczęło się to wszystko dziać 2 lata temu. Dziwne telefony o których
        nie chciała rozmawiać. Juz wtedy zacząłem się temu przyglądać
        uważniej, sms-y, listy, znajdowałem róże zasuszone w róznych
        miejscach domu, jakieś książki z wierszami o miłości. Zacząłem się
        tym od początku interesować lecz zawsze miała jakies wytłumaczenie,
        że to z wdzięcznosci dla niej dostała, że komuś pomogła, że kocha
        tylko mnie. Nie uwierzyłem pierwszy raz, bo zachowywała się inaczej
        niz zawsze, zamyślona coraz więcej. Pierwsza poważna rozmowa
        skończyła się kłótnią. We mnie wrzało, co za facet tak zamieszał mi
        w związku by doprowadzic nas do tego!!!!Póżnie telefon od niego do
        mnie z wyjaśnieniami. Powiedziałem mu żeby dał spokój mojej żonie.
        Nie przestał. Trwało to przez 2 lata. Juz myslałem, że nie dam rady
        z tym wszystkim walczyć, czułem ogromny żal do niej, jak mogła. Ale
        za bardzo ją kocham by patrzeć jak ją ktoś krzywdzi wmawiając pewne
        dziwne niestworzone rzeczy. Przeszłem na inna taktykę, za bardzo mi
        na niej zależało. Dowiedziałem się więcej o nim i otworzyłem jej
        oczy, spokojna ale stanowcza rozmowa. Z jej relacji wynikalo że jest
        bardzo chory i samotny, dwa nieudane związki, nie chce mieszac się w
        nasz związek ( ale ciągle pisał, dzwonił nie krępując się moją nawet
        osobą . On chce tylko patrzeć jacy jesteśmy szczęsliwi. Bzdura!!!
        Jak mozna patrzeć na nasze szczęście wypisując kochające słowa do
        mojej żony!!! Tu się wkurzyłem...zacząłem działać. Parę kłamstw
        ktore naopowiadał jej zwiazanych z jego umiejętonosciami i życiem
        wyszło na jaw po moim małym prywatnym śledztwie. Powiedzialem to
        jej, była w szoku. Czuła się oszukana, widziałem to w jej oczach.
        Trochę to trwało zanim sama się nie przekonała jaki jest i
        pozwoliłem jej na to. Dałem jej czas, bo wiem że nic na siłe. Musi
        sama zrozumieć co się stało. Kocham ją nadal i wiem że ona mnie nie
        przestała lecz zaplatała się w coś, co nie powinno się nam wydarzyć.

        Ja również zrozumiałem, że związkowi potrzeba więcej czasu i uwagi
        poświęcać, może za bardzo byłem pewien że mnie nigdy nic nie spotka.
        Uważam że wytrwałością w walce, spokojem i dyplomacją więcej
        zyskałem w jej oczach.

        Czy może się to powtórzyć? Tego nikt chyba nie jest w zupełności
        pewien, ale będe się uważniej przyglądał mojej wybrance i będę
        zawsze walczył, bo jest Moja!!!
        • glosatorr Re: Wygrałem z tym trzecim... 09.10.07, 09:23
          szczesciarz2007 napisał:

          > Nie wiem czy ta historia jest na tyle ciekawa dla was, by opisywać
          > ja w całości.

          Dla mnie nie jest ciekawa. Sam ją przeszedłem i stwierdzam, że to co
          zrobiłeś niewiele da. Widzisz - często się mówi, że faceci zdradzają
          ciałem, a kobiety sercem. Twoja żona zdradzała Cie - niewazne już
          czy czylko się bzyknęła czy po prostu podniecała ją adoracja. Ale z
          Twojej opowieści wyziera przedziwny rodzaj naiwności. Że Tobie się
          udało... Nic Ci się nie udało. Udało Ci się stworzyć nimb tego, że
          Ty wygrałeś z tym trzecim. Nie wygrałeś. Ty po prostu przesunąłeś
          moment rozstania z żoną w przyszłość. Natomiast z tego co piszesz
          wynika, że wbrew temu co piszesz nie wyciągnąłeś z historii żadnych,
          ale to żadnych wniosków. Po pierwsze - nie zrozumiałeś, że Twoja
          zona by inny mężczyzna wszedłw jej głowe i serce (a z tego co
          opisałeś wynika to jednoznacznie) - musiała wyrzucić z nich Ciebie.
          Innymi słowy przestała Cię kochać. Jej obecne zapewnienia (Że chce
          być z Tobą, że Ciebie jednego kocha) po zdradzie, są wyłacznie grą.
          Jak pokazują tu wpisy, ludzie z błachszych powodów czują awersję do
          współmałżonka, a w przypadku zdrady u kobiety, awersja do
          zdardzanego współmałżonka pozostaje.

          Ponadto co pokazujesz we wszystkich swoich wypowiedziach, żyjesz
          przekonaniem, iż to, że obnazyłeś prawdziwe oblicze jej kochanka i
          pokazaleś w ten sposób, że porzucenie męża to złe wyjście - jest
          pdwójną Twoją przegraną. Twoja żona była zadurzona, zakochana w
          innym mężczyźnie na tyle mocno, iż tolerowała jego ostentacyjną
          obecność w Waszym życiu - to oznacza jedno - miała Cię za nic.
          Powodując przerwanie jej magicznego snu na jawie, byłeś jak
          posłaniec złych wiadomości. Ona nawet podświadomie będzie czuła do
          Ciebie awersję, bo Ty byłeś dla niej przeszkodą do jej szczęścia,
          jakie ona miała i widziała w tym trzecim. To tylko pogłębiło
          przepaść między Wami. To, że ona została z Tobą - nie jest wcale
          Twoją zasługą. Wiem, to przykre co teraz Ci napiszę - ale nie Twoje
          zabiegi spowodowały, że ona jest z Tobą, ale wygoda. Prosta wygoda i
          nic ponadto. Bo kobieta, która przekonuje się, iż jej kochanek był
          do d.... i mając wybór - zostać z mężem, który ślepo jest w nią
          wpatrzony i zakochany głupią miłością - jest lepszy, niż samotność,
          rozwód i problemy, które jeśli są dzieci uniemożliwią jej kolejny
          skok w bok albo zaangażowanie w nowy romans. Ty jesteś po prostu
          przydatny.
          >
          > Ja również zrozumiałem, że związkowi potrzeba więcej czasu i uwagi
          > poświęcać, może za bardzo byłem pewien że mnie nigdy nic nie
          spotka.

          Każdy, kto uważa, że poprzez ślub i przysięgę małżeńską - może być
          pewny, iż żona go nie puści bokiem - jest głupi i naiwny. Dlatego
          stało się to co się stało a ja nie mam nawet ochoty tłumaczyć Ci, że
          Ty może i zmądrzałeś, ale to jest już tylko musztarda po obiedzie.
          Niestety, dlatego, że kobiety mają cholernie dobrą pamięć, jeśli już
          raz zdradziły, zrobią to przy pojawieniu się nowego obiektu
          zainteresowania - ponownie. Zrobią to bez namysłu, i powiem Ci
          dlaczego. Bo gdybyś dowiedziawszy się, iż żona Cię zdradza - pokazał
          jaja - i kazał jej odejść, albo Ty byś odszedł - to wtedy byłaby
          szansa, że to ona zawalczyłaby o Ciebie. Tak - one bardzo często
          później starają się wrócić, kiedy przekonają się, że kolejny dupek w
          ich życiu jest gorszym dupkiem niż Ty - ALE TO TY MASZ JAJA. To co
          opisujesz to czyste mazgajstwo i brak wiedzy o kobiecie.

          > Uważam że wytrwałością w walce, spokojem i dyplomacją więcej
          > zyskałem w jej oczach.
          >
          Nie - nic nie zyskałeś. Bo Twoja żona nie zna się na walce, ani na
          dyplomacji. Po prostu zachowałeś się jak dobry kolega a nie
          zdradzony mąż, mężaczyzna i została z Tobą dlatego, że dla niej
          dzisiaj jest lepsza stara bieda niż nieznana niwiadoma.

          > Czy może się to powtórzyć? Tego nikt chyba nie jest w zupełności
          > pewien,

          A ja jestem pewien. Powtórzy się i to tylko kwestia czasu. Ty wcale
          nie uratowałeś małżeństwa, bo z tego co piszesz nie widzę jednej
          rzeczy: jej żalu, że zrobiła CI krzywdę. Nie widać jej poczucia winy
          i nie widac tego, że ma świadomość, iż popełniła wielki błąd, który
          trudno naprawić. Ona jest zawiedziona tym, że jej kochanek był po
          prostu gorszy od męża, ale nie zrobiłeś niczego by udowodnić, że
          jesteś lepszy od innych mężczyzn. Wprost przeciwnie, obniżyłeś loty
          tą swoją niby walką.

          > ale będe się uważniej przyglądał mojej wybrance i będę
          > zawsze walczył, bo jest Moja!!!

          No i widzisz - tym zdaniem pokazujesz co następuje:
          - ona nie jest Twoja. To, że Ty sobie tak myślisz, to nie zmienia
          faktu, że nasza Partnerka jest wolnym człowiekiem, który pozostaje w
          związku, nie dlatego, że drugi Partner ma akt własności, ale że ona
          chce być z mężem i ona go kocha. To, że Ty sobie myślisz "moja" nie
          oznacza, że jest Twoja faktycznie
          - już widać brak zaufania. Nie odbudujesz tego zaufania, bo będziesz
          pamiętał długi romans żony. Staniesz się zazdrosny, będziesz ją
          bacznie obserował, zaczniesz ją rozliczać i każdy telefon wieczorem,
          każde jej wyjście z komórka i zamknięcie drzwi, każde jej kłamstwo,
          wyjście samotne wieczorem i kazdy powrót spóźniony do domu, zacznie
          potęgowac w Tobie podejrzenia. Ty nigdy tego nie zapomnisz a swoim
          dupkowatym podejściem sprawisz, że kobieta w końcu wybierze nawet
          samotność, niż wiecznie podejrzewającego, wiecznie węszącego męża.
          - nie umiesz wlaczyć. Walka o kobietę wygląda zupełnie inaczej. To
          co robiłeś, to walka o pozycję. I tę pozycję pozornie utrzymałeś -
          wciąż jesteś oficjalnym mężem swojej żony, może jesteś dobrym
          sublokatorem. I nic więcej. Jeśli to zrozumiesz, to może
          przestaniesz się podniecać tutaj szczególnie kiedy wielu facetow na
          tym Forum zna takie historie z autopsji.
          Więc obudź się chłopie i zachowuj się jak mężczyzna a nie jak
          dziecko, któremu ktoś chciał zabrać zabawkę a on się teraz cieszy,
          że sobie zabawki nie dał wyrwać.
          Ok?
          Trzym się i szykuj się, na przesrane życie.
          • pstrokata Re: Wygrałem z tym trzecim... 09.10.07, 10:18
            analiza że ho ho ;)
          • marek_kolomanski tu glossatorr ma 100% racji -nic nie wygrałeś 09.10.07, 11:45
            Tak zupełnie obiektywnie - nie znam ani jednego przypadku, kiedy człowiek
            zakochuje się po raz drugi w tej samej osobie. Szczególnie po uprzednim
            zdradzeniu tej osoby.

            Myślę, że niestety w większości małżeństw z upływem lat coś się psuje:( Tych
            naprawdę szczęśliwych jest mniejszość.

            Ludzie pozostają w takich nieszczęśliwych związkach z wygody lub konieczności.
            Większość społeczeństwa (90%) to ludzie obiektywnie rzecz biorąc biedni, bez
            majątku. Jedyne co mają to wspólne mieszkanie, często na długoletni kredyt i
            jakaś tam praca, która pozwala przeżyć i płacić rachunki.

            Jak odejść w takiej sytuacji się pytam? Takiej żonce łatwiej żyć z płatnikiem
            rachunków niż osobno, w wynajętym, kiedy miesięczne zobowiązania są większe niż
            pensja.

            Wystarczy spojrzeć na ludzi zamożnych, często z tzw. "pierwszych stron gazet"
            Często są krytykowani przez pospólstwo za swoje kilkukrotne rozwody. Tylko, że
            oni się rozwodzą bo ich na to po prostu stać. Kupno drugiego domu lub mieszkania
            nie jest żadnym problemem.

            Postawię śmiałą tezę, że twoja żona jest z tobą z braku pół miliona złotych na
            nowe mieszkanie. A zarabia zbyt mało aby pędzić beztroski żywot płacąc za wynajem...
            • zdzichu-nr1 Re: tu glossatorr ma 100% racji -nic nie wygrałeś 09.10.07, 12:01
              marek_kolomanski napisał:

              > Tak zupełnie obiektywnie - nie znam ani jednego przypadku, kiedy
              > człowiek zakochuje się po raz drugi w tej samej osobie. Szczególnie
              > po uprzednim zdradzeniu tej osoby.

              Można kochać i zdradzać... niektórzy tak mają
              • zbigniew_zasadniczy Re: tu glossatorr ma 100% racji -nic nie wygrałeś 09.10.07, 12:03
                Zasadniczo tak, ale jeśli kobieta wiąże się z kimś na dwa lata - to to nie jest skok w bok dla funu.
              • glosatorr Re: tu glossatorr ma 100% racji -nic nie wygrałeś 09.10.07, 12:31
                zdzichu-nr1 napisał:

                > marek_kolomanski napisał:
                >

                >
                > Można kochać i zdradzać... niektórzy tak mają

                Tak, wiem - niektórzy tak to sobie wmawiają, chcąc oszukac sumienie
                (każde kłamstwo które daje ulgę staję się dla kłamcy prawdą).
                Niestety w rzeczywistości - zdrada jest zaprzeczeniem miłości.
            • aandzia43 Re: tu glossatorr ma 100% racji -nic nie wygrałeś 09.10.07, 12:08
              marek_kolomanski napisał:

              > Tak zupełnie obiektywnie - nie znam ani jednego przypadku, kiedy
              człowiek
              > zakochuje się po raz drugi w tej samej osobie. Szczególnie po
              uprzednim
              > zdradzeniu tej osoby.
              >

              Ja znam. Siebie i swojego wieloletniego ślubnego. Ale w tym
              przypadku zdrady nie było.

              Na temat przypadku naszego bohatera nie wypowiadam się autorytarnie,
              ale jako kobieta w wieloletnim związku nie wykluczam autentycznego
              zwycięstwa męża nad kochankiem (doszłym czy niedoszlym, nic nie
              wiemy na temat ewentualnego bzyczka). To jest możliwe.
            • glosatorr Moje 5 groszy 09.10.07, 12:29
              marek_kolomanski napisał:


              > Myślę, że niestety w większości małżeństw z upływem lat coś się
              psuje

              Panie Marku, z wielkim szacunkiem, ale pozwolę się tu nie zgodzić.
              Pozornie ma Pan rację - każdy związek przechodzi swoje dołki i górki.
              Kiedy ludziom zalezy na sobie - wszystkie problemy da się rozwiązać,
              jeśli z obu stron jest chęć naprawy, dojścia do consensusu.
              Nie byłbym naprawdę tutaj takim pesymista, że jak coś się zaczyna
              psuć, to już należy narywać wspómałżonka, umawiać się z prawnikiem i
              wogóle stawiać wszystko na ostrzu noża. Kazda społeczność rządzi się
              swoimi prawami, w najlepszych społecznościach tworzą się konflikty
              (słynna zasada 40 cm) - jest to po prostu normalne.
              Nienormalne jest, kiedy jedna strona w pewnym momencie podejmuje
              decyzje o zdradzie a druga nagle budzi się z letargu i
              zaczyna "walczyć". Nie, nie na tym to polega. Walczyć o związek,
              trzeba od chwili, kiedy związek powstaje. Wielu ludzi sobie
              odpuszcza tę "walkę" własnie na zasadzie - no jak on/ona jest moim
              mężem/żoną - to już fertig. Nic bardziej mylnego.
              Kiedyś w rozmowie w gronie moich znajomych postawiłem tezę, że jeśli
              kogoś stać na romansowanie, flirt wyłacznie do ślubu, to jest marnym
              facetem/kobitką. Nad związkiem trzeba nieustannie pracować, dbać.
              Ludzie dbają o swoje ciało ćwicząc je na rowerku, chodząc na
              siłownie i aerobik, ludzie potrafią do lekarza biegać jak mu byle
              pypeć na tyłku wyskoczy, kupują polisy, pilnują swoich interesów - a
              związki to tak traktują jako normalną codzienność ze złudnym
              przekonaniem, że wszystko się samo ułoży. A tu naprawdę trzeba
              codziennie związek "podlewać", jak coś się pojawia
              niedobrego "przycinać", hartować relacje, dbać o zadowolenie
              wzajemne - no po prostu trzeba dbać jak o najwazniejszą rzecz.
              A my (bo mnie to też dotyczy) po prostu łatwo się przyzwyczajamy.
              No że ta stara to w łózku wieczorem będzie, że obiad przygotowany,
              że jak raz powiedziała: nie sprzątaj, bo po tobie to trzeba
              poprawiać, to następnym razem trzeba tak posprzątać, żeby Starsza
              powiedziała: "Zenek, normalnie zrobię Ci loda tak jakżeś wyklarował
              posadzkie", albo - "kurna, czy nie możesz tej spółóczki w końcu
              naprawić", albo że on w końcu pomyśli nie tylko o sobie - wszystko
              staje się codziennością, zwyczajnością. A potem wielkie aj waj!
              Tragiedia się dzieje i chłop zaczyna się starać, albo kobieta
              zaczyna chlipać, bo czegoś nie przewidziała, nie zobaczyła czy nie
              rozumie.
              Życie we dwoje to wysiłek, to kooperacja, to wspólne dążenie, to "ja
              Ci pomogę i ty pomóż mi", to wspólne dążenie do celu, to
              przechodzenie nad pewnymi błachymi sprawami i umiejętne pozbywanie
              się ich w czasie. To strategia, to kombinowanie - dla dobra
              wspólnego, obu stron związku. To partnerstwo, nie zawsze łatwe. To
              poszukiwanie dobrych stron a reprowanie mocnych. I ja czasami się
              zastanawiam, czy spora liczba problemów tutaj prezentowanych nie
              wynika z prostej sprawy - Że ludzie dobierają się na zasadzie
              tymczasowości: "Teraz w wielu rzeczach jest super, a jak coś nie
              jest super, to będzie". No nic samo nie będzie i za jakiś czas
              poroblem gaci, skarpetek, brody allaha, nie spuszczonej wody,
              brudnej wanny, spóźnienia na obiad, zbyt długiego siedzenia w pracy,
              czy brak słuchania i mówienia szczerze, a to, że ona musi kupić
              wibrator by mieć orgazm a on myśli, że jak wsadzi i wyjmie to ona ma
              mieć orgazm wielokrotny - urośnie do rangi konfliktu, gdzie pojawia
              się nie dwoje przyjaciół, ale dwoje wrogów, wyciągających haubice,
              sztylety, pociski oraz stosujący prewencyjnie psychologiczne
              działania zaczepne. A potem wojna, niechęć, nienawiść i to co nazywa
              się potem już zobojętnieniem.
              Nie ma związków bez problemów - wcześniej czy później.
              Za to ludzie muszą nauczyć się wspólnie problemy rozwiązywać. Jak
              się ich nie rozwiązuje - to jak napisała gdzieś świetnie missaigon -
              Trup sie rozkłada i jadem trupim się trują.

              >
              > Ludzie pozostają w takich nieszczęśliwych związkach z wygody lub
              > konieczności.

              Ludzie pozostają ze sobą z różnych powodów. Najczęściej z lenistwa
              albo z poczucia straty (tyle lat poświęciłem/am temu
              ganioniow/c....ie i szkoda by to wszystko diabli wzieli. Jakoś to
              będzie". I nieważne, że ludzie są już sublokatorami, niewazne, że
              mają gdzieś co robi on a co ona. On sobie gdzieś na panienki lata a
              ona ma stałego kochanka. I takie układy wcale nie są rzadkością.
              Najlepiej widza Ci, co jednak powiedzieli - pas - zaczynam od nowa.
              Tak, na poczatku nie jest łatwo. Tak - nagle to co było dzielone na
              dwie strony, wali się na głowę. Trzeba samu o siebie zadbać.
              I trzeba się nauczyć wbijać gwoździe (panie) i prać koszule
              (panowie).
              Trzeba. I dzięki samotności można wszystko przemyśleć, i jak poboli
              ta samotność, jak potem zaczyna być doceniana - jak nagle odkrywamy
              w sobie nowe pasje i zaczynamy oddychać pełną piersią - to wtedy
              można z nadzieją patrzeć w przyszłość: mądrzejsi, bardziej
              samodzielni, bardziej gotowi na lepszy związek. Jeśli ktoś piętrzy
              problemy w postaci, co ja zrobię z dziećmi, jak znajdę mieszkanie,
              pracę, etc. - to jak mowi przysłowie - strach ma wielkie oczy.
              Takie separacje są też czasami ożywcze dla związku. Tak - czasami
              ludzie musza od siebie odpocząć, docenić wartość drugiej strony.
              Tak - można na chwilę się rozstać, nim jeszcze ludzie się zdradzili,
              nim powiedzieli o jedno słowo za dużo, nim nie popełnili wielkiego
              głupstwa. Nie - ludzie wolą się kisić, truć sobie życie i
              nienawidzieć albo zobojętnieć. No ich prawo.
              >
              > Jak odejść w takiej sytuacji się pytam?

              Po prostu spakować się i wyjść. A potem na spokojnie przemyśleć
              dalsze kroki. To dotyczy nie tylko Pań ale i Panów. Panowie też są z
              wygody. Ja osobiście sądzę, że większość Panów, opisywanych przez
              ich współmałżonki tutaj - to właśnie Panowie wygodniccy. Mają w domu
              posprzatane, dzieciaki są wychowane, do żony nie muszą się odzywać
              bo od rozmow ma koleżanki, przelecieć też jej nie musi, bo od
              bzykania ma koleżankę/i, agencję czy przelotne związku na
              delegacjach, gdzie w każdym mieście czeka na niego zakochana po uszy
              kobieta, pomstująca, że facet ma taką pracę, że cały czas jest w
              rozjazdach. Naiwność ludzka opiera się na samookłamywaniu. Lubimy
              sobie głos rozsądku zaduzić byleby nasze samopoczucie było lepsze.
              Odrzucamy prawdę, która w oczy kłuje na rzecz kłamstwa, które daje
              uśmiech. I dlatego w/w przypadek Panu dał poczucie samczej radości,
              że samca co pokrył jego samicę - odgonił i nadal jest dżolo, zaś
              samica może przetrawić, że już była gotowa samca starego zostawić i
              zamienić na lepszy model, ale stary samiec pokazał pazurem - a
              gdzież on jest tam lepszy i samica zauważyła, że staremu się raz
              trafiło jak ślepej kurze ziarno i pomyslała sobie: No kruna
              faktycznie, jakiś kostropowaty jest i jakiś niedostosowany do końca
              więc zostanę z durnym starym a teraz będę bardziej cwana i
              przebiegła.

              >
              > Wystarczy spojrzeć na ludzi zamożnych,

              Ja bym z tym spoglądaniem na ludzi zamożnych nie patrzył tak znowu
              ze zrozumieniem. Rozwody zamożnych są również dla nich odczuwalne -
              wiedzą o tym Panie, okradzione przez pięknych, młodych, jurnych i
              zarazem cwanych kochanków i znają sytuację Panowie, zakochani po
              uszy, którzy stracili firmy, wille, samochody i oszczędności i dla
              nich rozstanie było naprawdę startowaniem od zera i dodatkowo
              uciekaniem przez napuszczonych na niego zbirów (autentyczny znany mi
              przypadek). Może nie płacą alimentów po 500 zł ale po 50 000, ale
              ich problemy są czasami bardziej dramatyczne niż nam szarym
              zjadaczom chleba się wydaje.
              No to tyle na temat. Pozdrawiam
              • anmari77 Re: Moje 5 groszy 09.10.07, 14:10
                Z zaciekawieniem przeczytałam Twoją opinię na temat "wygrywania" z
                tymi trzecimi w związku. O zdradzie mojego męża dowiedziałam się dwa
                lata temu. Jego związek z tamtą kobietą (mężatką) trwał ponad rok.
                Walczyłam o niego. Jak pytałam dlaczego to zrobił, nie potrafił
                odpowiedzieć, nie miał do mnie jako do żony i kochanki żadnych
                zarzutów. Poprostu znudziłam mu się... Walkę o nasz związek
                przypłaciłam zdrowiem. Nadal z nim jestem. On mówi, że wrócił do
                mnie, że mnie kocha, że tamta go poprostu zauroczyła.
                Niestety, Twoje słowa potwierdzają moje obawy. Że jak ktoś już
                zdradzi współmałżonka, to nawet jeśli wróci, będzie żył ze
                współmałżonkiem tylko z wygody i będzie szukał kolejnej okazji do
                romansu.
                Myślisz, że Twoja teoria działa w obie strony?
                Pozdrawiam
                • glosatorr Re: Moje 5 groszy 09.10.07, 14:55
                  anmari77 napisała:

                  > Walkę o nasz związek
                  > przypłaciłam zdrowiem.

                  Niech to przeczytają wszyscy...

                  > Myślisz, że Twoja teoria działa w obie strony?

                  To nie moja teoria. Ja ją jedynie odkryłem, sprawdziłem i jestem
                  pewien, że tak niestety jest widząc co się dzieje, działo wśrod
                  osób, jakie znam. I uważam, że każda teoria jeśli się potwierdza,
                  dotyczy obu stron.
                  Ja wiem, to jest bolesne. Człowiek wierzy na słowo kiedy ta "winna"
                  strona tłumaczy się przejściowym zanikiem myślenia
                  albo "zauroczeniem", ktore trwało czasami rok czy dwa. Ja już
                  pisałem o tym w kilku watkach - ludzie, którzy zdradzają, by zdradę
                  przed sobą umotywować, tworzą tak abstrakcyjne teorie, że ich
                  głebsze przemyślenie wali się jak domek z piasku. Nie wytrzymuje
                  próby czasu. Dlatego ja jestem zwolennikiem rozstań z powodu zdrady
                  z prostego powodu: ludzka pamieć, co do zdarzeń bolesnych nie
                  poddaje się nawet amnezji. A pamiętając, nie wyzwoli się człowiek z
                  podejrzeń, które toczą człowieka jak robak.
                  Zdrada przekreśla wszystko. Nie pamiętam kto był autorem sentencji -
                  ale ktoś napisał, że zdrada, grobem miłości. I w pełni się z tym
                  zgadzam.

                  > Pozdrawiam

                  Wzajemnie
          • z_mazur Re: Wygrałem z tym trzecim... 09.10.07, 12:50
            Jestem raczej czytaczem tego forum, przeważnie mam sporo zastrzeżeń
            do tego co pisze glostorr, ale tutaj zgadzam sie w całej
            rozciągłości. Zresztą te same wątpliwości o których pisze glosatorr
            skłoniły mnie od napisania poprzedniego posta.
          • m_r2005 Re: Wygrałem z tym trzecim... 11.10.07, 13:24
            Jestem również "czytaczem" tego forum. Niemniej zabiorę skromnie
            głos bo zrobiła na mnie wrażenie wypowiedź glosatorra. Dobrze
            napisane, punkt po punkcie. A ta historia ? Cóż, Ona
            wróciła "formalnie", myślami jest zupełnie gdzie
            indziej.Pokazywaniem słabości rywala nie odzyska się kobiety
            • pb2005 Re: Wygrałem z tym trzecim... 11.10.07, 15:25
              Pokazywaniem słabości rywala nie odzyska się kobiety

              A w jaki sposób się odzyska?
              • m_r2005 Re: Wygrałem z tym trzecim... 12.10.07, 09:55
                Kilka rozwiązań sugeruje Glasatorr.Ale może nie ma
                panaceum.Dyskredytacja tego drugiego niewiele da, z reguły szkodzi,
                odbija się po jakimś czasie.
              • sylwiamich Re: Wygrałem z tym trzecim... 12.10.07, 10:14
                pb2005 napisała:

                > Pokazywaniem słabości rywala nie odzyska się kobiety
                >
                > A w jaki sposób się odzyska?

                Pokazaniem swojej siły i wartości?
                • m_r2005 Re: Wygrałem z tym trzecim... 12.10.07, 10:39
                  A w jaki sposób się odzyska?

                  w tym wątku przeważa zdecydowanie sceptycyzm wśród wypowiadających
                  się. Bardzo mało jest głosów, iż Szczęśiarzowi się udało to co
                  zamierzał....życie.... ? z moich obserwacji, takich dogrywek się nie
                  wygrywa(ło), nawet kiedy się kopie tego drugiego mocno i złośliwie
                  po kostkach
                  • sylwiamich Re: Wygrałem z tym trzecim... 12.10.07, 10:49
                    Są sytuacje stracone.I za takie uważam moment gdy kobieta pójdzie z
                    kimś innym do łóżka...coś musi się zakończyć.Zresztą to samo myslę o
                    facetach.
                    Dalej to można ze soba mieszkać, wspólnie wychowywać dzieci, co
                    jeszcze?Przyjażń, szacunek, zaufanie, intymność nie istnieją.Czyli
                    nie zostaje juz nic.
                  • pb2005 Re: Wygrałem z tym trzecim... 12.10.07, 11:35
                    z moich obserwacji, takich dogrywek się nie
                    > wygrywa(ło), nawet kiedy się kopie tego drugiego mocno i złośliwie
                    > po kostkach

                    Czy to znaczy, że taka dogrywka jest skazana na porażkę?
                    Czy to znaczy, że żadne próby sensu nie mają, bo i tak nastąpi
                    nieuniknione?
                    • m_r2005 Re: Wygrałem z tym trzecim... 12.10.07, 11:51
                      Czy to znaczy, że taka dogrywka jest skazana na porażkę?
                      Czy to znaczy, że żadne próby sensu nie mają, bo i tak nastąpi
                      nieuniknione?

                      Uważam, że niestety tak, a szczególnie kiedy drugie życie trwało 2 x
                      365 dni jak w opisywanym przypadku. Powrót może będzie ale to
                      fikcja, wyłącznie. Dla dzieci , dla mieszkania , dla świętego
                      spokoju.
                    • avide Re: Wygrałem z tym trzecim... 12.10.07, 13:18
                      pb2005 napisała:

                      > z moich obserwacji, takich dogrywek się nie
                      > > wygrywa(ło), nawet kiedy się kopie tego drugiego mocno i złośliwie
                      > > po kostkach
                      >
                      > Czy to znaczy, że taka dogrywka jest skazana na porażkę?
                      > Czy to znaczy, że żadne próby sensu nie mają, bo i tak nastąpi
                      > nieuniknione?

                      To znaczy że sylwiamich, glosator, i inni którzy tak zaciekle próbują wytknąć
                      szczęściarzowi, że mu sie nie udało przerznęli swoje dogrywki z kretesem. To że
                      im sie nie udało wcale nie znaczy, że jemu się nie udało.

                      W tej tematyce to jest tak że na dziesięć osób postawionych w szeregu każda na
                      swój sposób przeżyje temat zdrady.
                      Dla jednej osoby będzie to koniec świata i faktyczny koniec wszystkiego,
                      druga dzięki zdradzie uświadomi sobie że już dawno nie kocha swojego partnera,
                      trzecia wręcz przeciwnie uzna że to była gigantyczna pomyłka i będzie tego
                      szczerze żałowała ale będzie musiała się o tym przekonać dopiero po fakcie,
                      dla kolejnej zaś będzie to gigantyczny kop by tak zmienić swoje życie by nie dać
                      więcej powodu do zdrady.
                      Każdy wyciągnie własne refleksje.
                      Zdrada zdradzie nie równa. Co innego jak zdrada wynika z zaniedbania a co innego
                      jak to jest fanaberia, co innego jak to jest długi romans a co innego jak
                      chwilowy skok w bok. i tak dalej, mimo iz każda boli tak samo.

                      To, że ludzie krytykujący autora postrzegają to tak a nie inaczej zapewne
                      wynika z osobistych doświadczeń. Oni maja taka a nie inną konstrukcję psychiczna
                      i dla niech to byłby koniec, i tego nie neguję ale piszcie że to DLA WAS byłby
                      koniec a nie generalizujcie.
                      Jednak tak jak ludzie jedni lubią ostre potrawy ta inni wola łagodne tak samo
                      dla jednych to będzie koniec związku a dla innych to będzie powód do refleksji
                      nad samym sobą, nad związkiem i próba dotarcia do tego "DLACZEGO ????????" i w
                      miarę możliwości zaradzenia temu by to sie więcej nie powtórzyło.

                      Zdrada jest złem, i z tym się nie spieram jednak osłabia mnie wręcz takie
                      czarno-białe podejście do tematu. Ludzie co wy 5 lat macie ???
                      Okres romantycznej idealistycznej miłości mam już za sobą, życie to wszelkie
                      odcienie szarości, a błędy zdarzają sie każdemu, każdy ma swoje grzechy, nawet
                      papież święty podobno nie jest.

                      A juz tekst powyżej sylwimich mnie położył na łopatki. Zdrada równa się koniec,
                      miłości, przyjaźni, itd. czy ty nie śpisz po nocach i wymyślasz te brednie
                      ??????? Syliwa świetna masz stopkę pod tym postem powyżej, która w zasadzie
                      kwituje całą wypowiedź. Ta o wyznaczaniu granic przez ciebie. Dla Ciebie to jest
                      koniec, dla innych to może być dopiero początek. Dla mnie by był, bo ja się
                      łatwo nie poddaję.

                      Szczęściarz podjął walkę. Czy jest szczęściarzem ??? A czy fakt że musiał taką
                      walkę podjąć czyni go szczęściarzem?? to chyba mówi samo za siebie, ale nie to
                      jest istotne.
                      Jedno jest pewne, on nie wygrał, on przetrwał. Czy wygra dopiero się okaże... za
                      następne kilkanaście lat, jak spojrzy na wszystko z perspektywy. Podjął się
                      walki i dlatego szacunek mu się należy. Najłatwiej jest w życiu wyjąc kropidło i
                      machać nim na prawo i lewo głosząc nie do końca przemyślane teorie,
                      zdradziła - bo to zła kobieta była, i już cię nie kocha.

                      Wraz z tym co sie wydarzyło w jego życiu coś na pewno umarło. Umarło poczcie
                      pełnego bezpieczeństwa, poczucie 100% zaufania, umarła wiara w nieskazitelna i
                      jedyną właściwą miłość. Ale paradoksalnie właśnie dzięki temu otworzyły mu się
                      oczy na nowe horyzonty dzięki czemu będzie mógł czynić swój związek
                      doskonalszym. Oczywiście wynik końcowy zależy nie od niego tylko od nich obojga.
                      Kobieta może faktycznie po tylu latach dała się oszołomić, poczuła coś nowego,
                      ekscytującego i dlatego wdała się w tą kabałę. Autor przetarł jej oczy,
                      pokazując że nie takie to złoto co sie tak świeci. Ale wiadomo że jeżeli na
                      przetarciu sie skończy to szybko wrócą do punktu wyjścia i wtedy przegra
                      ponownie. Jeżeli zaś po przetarciu oczu swej kobiety pokaże teraz jaki drzemie w
                      nim facet i że tak naprawdę to jego kocha, uważacie że sa z góry skazanie na
                      niepowodzenie ???? Bzdura.

                      Mają szansę, ale to jest szansa ciągłego wykorzystywania, aż do grobowej deski.
                      Ale czyż nie na tym właśnie polega cała instytucja małżeństwa i bycia z drugim
                      człowiekiem ????????????
                      Ciągła walka o jego względy, zabieganie o niego??? W momencie kiedy o tym
                      zapominamy pojawia się ta 3-cia osoba, która zdobywa naszą drugą połówkę bo dla
                      niej to jest ten pierwszy raz, to jest coś nowego.

                      Tak na koniec, powiedzcie mi znacie takie powiedzenie
                      "Zdrada wątłą miłość zniszczy, a silna jeszcze dodatkowo wzmocni"
                      ??????????????????

                      Smętki blade i malkontenci. wryyyy

                      Pozdrawiam.
                      Avide
                      PS. W świetle tego co napisałem powyżej przeczytajcie moja stopkę i przemyślcie
                      wszystko jeszcze raz.
                      • sylwiamich Re: Wygrałem z tym trzecim... 12.10.07, 14:01
                        To znaczy że sylwiamich, glosator, i inni którzy tak zaciekle
                        próbują wytknąć
                        > szczęściarzowi, że mu sie nie udało przerznęli swoje dogrywki z
                        kretesem. To że
                        > im sie nie udało wcale nie znaczy, że jemu się nie udało.

                        Wiesz avide...my jesteśmy z innego świata.I tyle.Ani Twój nie jest
                        lepszy ani mój.
                        Ty potrafisz zachłysnąć się 1 seksem na kilka miesięcy.Do tego
                        stopnia że planujesz dzicko z kobietą z którą jeszcze kilka tygodni
                        temu zastanawiałeś się czy warto być.Ja ciebie rozumiem...kiedyś
                        miałam tak samo.Mówią że nadzieja umiera ostatnia:))
                        Masz rację...dla każdej osoby zdrada będzie czyms innym.Dla mnie
                        też.Istnieja okoliczności które zdradę usprawiedliwiają.I mogłabym z
                        kimś być po zdradzie...nie po każdej.Bo każdy ten typ zdrady odziera
                        Cię z jakiś złudzeń.I to jest ich koniec.Ja wiem...można mówić ze
                        zdrada coś tam oczyści.Ale blizny pozostają.I nic juz nie jest takei
                        samo.Dla jednych polepszenie się zachowania męża jest ważniejsze od
                        utraty zaufania.Rozumiem i szanuję.Ludzie maja tendencję to tkwienia
                        ww własnym smrodku...znajomy i do zapachu się łatwiej przyzwyczaić.
                        I jeszcze jedno...ja tu zawsze piszę za siebie...każdy to robi.
                        • avide Re: Wygrałem z tym trzecim... 12.10.07, 14:42
                          sylwiamich napisała:

                          > Wiesz avide...my jesteśmy z innego świata.I tyle.Ani Twój nie jest
                          > lepszy ani mój.

                          I tutaj się zgadzam z Toba w całej rozciągłości.

                          > Ty potrafisz zachłysnąć się 1 seksem na kilka miesięcy.Do tego
                          > stopnia że planujesz dzicko z kobietą z którą jeszcze kilka tygodni
                          > temu zastanawiałeś się czy warto być.Ja ciebie rozumiem...

                          a tutaj powiem ci że g...no mnie tak naprawdę rozumiesz. Nie masz zielonego
                          pojęcia o co tak naprawdę chodzi. Bynajmniej nie zachłystam się jednym seksem na
                          miesiąc, bo o jednym to może napisałem.
                          Choć wielu tego nie zrozumie, dzieci to dla mnie sens związku kobiety z
                          mężczyzną, jeszcze ich nie mam i planowałem je od zawsze, i dla mnie jest jasne
                          i oczywiste że jeśli będę z kobieta to będę miał z nią dziecko, co najmniej
                          jedno, choć 2 lub 3 to jest to w co bym chciał celować. Dlatego temat dzieci to
                          u mnie zupełnie inny temat niz temat "seks na co dzień". dla mnie kobieta która
                          nie może zostać matką moich dzieci może być przeze mnie postrzegana jedynie jako
                          max kobieta-kochanka, ale nie kobieta żona. Żonę już mam, dzieci jeszcze nie
                          zatem jest jasne i oczywiste, że planuję z nią dzieci, zawsze planowałem i
                          dopóki będzie moja żoną będę planował. Jedynie termin to sprawa do ustalenia, bo
                          nie chce wchodzić w dzieciaki dopóki nie poukładam się ze swoim życiem. Ot cała
                          moja mentalność.
                          A apropos zachłyśnięcia się, ... albo mniejsza z tym, w sumie nikogo to nie
                          obchodzi.

                          Fakt, jesteśmy z innych światów. Twój jest czarno-biały, mój posiada wiele
                          odcieni szarości. Jednak największa różnica między nami polega na tym że ja z
                          chęcią wysłucham opowieści o Twoim świecie, i kto wie jak mi go ładnie
                          przedstawisz w jasny i logiczny sposób może nawet mi się spodoba i do niego sie
                          przeprowadzę, Ty zaś chwilami mam wrażenie, nie jesteś zainteresowana za bardzo
                          innymi światami uważając swoje cztery ściany za jedyne właściwe bo przecież tyle
                          już w życiu przeżyłaś ....
                          ech...
                          pzdr.
                          A.
                          Ps. Żeby było jasne, dla mnie to tylko polemika, nic osobistego, żadna animozja
                          itp.
                          • sylwiamich Re: Wygrałem z tym trzecim... 13.10.07, 20:44
                            avide napisał:

                            > Fakt, jesteśmy z innych światów. Twój jest czarno-biały, mój
                            posiada wiele
                            > odcieni szarości. Jednak największa różnica między nami polega na
                            tym że ja z
                            > chęcią wysłucham opowieści o Twoim świecie, i kto wie jak mi go
                            ładnie
                            > przedstawisz w jasny i logiczny sposób może nawet mi się spodoba i
                            do niego sie
                            > przeprowadzę, Ty zaś chwilami mam wrażenie, nie jesteś
                            zainteresowana za bardzo
                            > innymi światami uważając swoje cztery ściany za jedyne właściwe bo
                            przecież tyl
                            > e
                            > już w życiu przeżyłaś ....

                            Widzisz...w tym w jaki sposób piszesz jest ocena.Podobnie jak w
                            Twojej poprzedniej wypowiedzi: "czy ty nie śpisz po nocach i
                            wymyślasz te brednie"

                            Nie chcesz poznać Twojego świata.I powiem Ci jeszcze coś.Zdradziłam
                            i mnie zdradzono.Znam mechanizmy.Na własnym tyłku je
                            przećwiczyłam.Tak...można zdradzić z głupoty.Ale ja z głupkiem nie
                            chcę być.A jeśli chcę to wiem że z głupkiem jestem.Nigdy w pełni się
                            nie zaufa po zdradzie.A zaufanie albo jest albo go nie ma.Przyjażń
                            albo jest albo jej nie ma.Bezpieczeństwo albo jest albo go nie ma.
                            Zgadzam sie że związek może wejść na inny poziom.I wolna wola
                            każdego czy chce żyć na takim poziomie.Nie oceniam...może sama bym
                            mogła.TYlko nazywam rzeczy po imieniu.Potrafie szanować siebie nawet
                            wtedy gdy "honor i godność" w rozumieniu społeczeństwa mam w
                            nosie.Błagałam o powrót, przebaczyłam...mój świat nie jest czarno-
                            biały.Nie jest tez siwy.Bo mi się prawda i kłamstwo nie miesza.Mój
                            świat jest kolorowy.I nich taki pozostanie.Wiele lat zajęło mi
                            zmycie szarości i ujrzenie barw.
                      • sylwiamich Re: Wygrałem z tym trzecim... 12.10.07, 14:04
                        A propos sygnaturki Twojej...może i tak.Ale nikt mnie nie zmusi
                        żebym coś połknęła, tylko dlatego ze to sobie wsadzę do buzi.A juz
                        na pewno nie zamierzam cmokać z zadowolenia.
                        • avide Re: Wygrałem z tym trzecim... 12.10.07, 14:19
                          I bynajmniej Sylwio ja nie zamierzam Ci nic do buzi wkładać, bo przecież granice
                          wyznaczasz TY co nie ???


                          Pozdrawiam.
                          Avide
                          PS. Twoja buzia twoje granice, a pogadać możemy, po to jest forum.
                      • m_r2005 Re: Wygrałem z tym trzecim... 12.10.07, 14:04
                        avide napisał:
                        PS. W świetle tego co napisałem powyżej przeczytajcie moja stopkę i
                        przemyślcie wszystko jeszcze raz.
                        -----
                        Przemyślałem jeszcze raz: nie ma we mnie zaciekłości w wytykaniu
                        Szczęściarzowi czegokolwiek. Nie prorokuję również końca świata dla
                        Pana Szczęściarza i i "odzyskanej" własnie Pani Szczęściarzowej.
                        W wielu innych postach również też zaciekłości nie zauważyłem.
                        Tylko rozmawiamy, temu służy to forum. Autor opisał przypadek, są
                        komentarze, właśnie z życia. Oczywiście, że są różne przypadki ale
                        my się skupiamy na tym jednym podanym przez autora. A ten przypadek
                        w naszym odczuciu nie napawa optymistycznie, ze względu na czas
                        trwania małżeństwa, czas trwania zdrady, formę, sposób naprawy
                        sytuacji i zbyt wielki entuzjazm autora okraszony pełnym lęku
                        pytaniem: "czy to się może powtórzyć?"
                        pozdr. serdecznie piszących
                        r.
                        • avide Re: Wygrałem z tym trzecim... 12.10.07, 14:26
                          Zaciekłość była, przynajmniej jak dla mnie (i nie tylko).
                          Ale fakt, forum to takie miejsce że się wygadać można i to właśnie zrobiłem.
                          Mam po prostu zupełnie inny pogląd.
                          A prawda w temacie jest taka że nie znamy relacji żony szczeciarza, a że
                          prawdopodobnie nigdy jej nie poznamy, pozostaje dyskusja czysto akademicka.
                          Pozdrawiam.
                          Avide
                          • m_r2005 Re: Wygrałem z tym trzecim... 12.10.07, 14:39
                            avide napisał:

                            > Zaciekłość była, przynajmniej jak dla mnie (i nie tylko).
                            > Ale fakt, forum to takie miejsce że się wygadać można i to właśnie
                            zrobiłem.
                            > Mam po prostu zupełnie inny pogląd.
                            > A prawda w temacie jest taka że nie znamy relacji żony
                            szczeciarza, a że
                            > prawdopodobnie nigdy jej nie poznamy, pozostaje dyskusja czysto
                            akademicka.
                            > Pozdrawiam.
                            > Avide
                            -----------------
                            haha ale nie u mnie :) i nie bylo jej u wielu piszących :)
                            We mnie jest sama dobroć, a styl wypowiedzi ( tych niektórych
                            uczestników ) .... cóż bywa ( za ) ostry....ale da się przeżyć:)
                            Dokładnie, masz rację : akademicko wymieniamy poglądy - to takie
                            miejsce i temu służy. I 2 raz masz rację: brakuje zdecydowanie kilku
                            zdań od Pani Szczęściarzowej......ale raczej nie wpadnie na to
                            forum , chociaż .... kto wie :)
                            pozdr
                            r.
                            ( może m. się wypowie z pełnej kobiecych doświadczeń perspektywy :)


                      • dadaczka Re: Wygrałem z tym trzecim... 25.10.07, 05:19
                        avide napisał:

                        > Mają szansę, ale to jest szansa ciągłego wykorzystywania, aż do
                        grobowej deski.
                        > Ale czyż nie na tym właśnie polega cała instytucja małżeństwa i
                        bycia z drugim
                        > człowiekiem ????????????
                        > Ciągła walka o jego względy, zabieganie o niego??? W momencie
                        kiedy o tym
                        > zapominamy pojawia się ta 3-cia osoba, która zdobywa naszą drugą
                        połówkę bo dla
                        > niej to jest ten pierwszy raz, to jest coś nowego.

                        a ja się zgadzam z avide i uważam, że nie zawsze zdrada oznacza
                        koniec małżeństwa/związku - choć to na pewno bardzo trudne, aby to
                        małżeństwo/związek od nowa zbudować.
              • z_mazur Re: Wygrałem z tym trzecim... 12.10.07, 10:48
                Mężczyzna może odzyskać kobietę jedynie gdy ona zmieni sposób w jaki
                go postrzega.

                Pogrążanie ewentualnego rywala nie zmienia tego sposobu postrzegania
                a do innych wad dodaje jeszcze jedną - małostkowość.

                Bo sytuacja wygląda wtedy tak - kobieta przestaje postrzegać swojego
                męża jako atrakcyjnego faceta, znajduje kogoś kto wydaje jej się
                bardziej atrakcyjny, a mąż wtedy zamiast pokazać, że to on jednak
                jest w jakiś sposób atrakcyjniejszy, pokazuje - zobacz tamten też
                nie jest taki fajny. W tym momencie odwleka tylko sprawę do momentu
                gdy pojawi się kolejny atrakcyjniejszy, a to najczęściej kwestia
                czasu.

                Polecam film "Malowany welon" tam jest pokazany jedyny sposób w jaki
                mężczyzna może odzyskać kobietę.
    • vocativa Re: Wygrałem z tym trzecim... 09.10.07, 10:19
      Bardzo serdecznie Ci grtuluję!Chciałam Ci powiedzieć,że jesteś
      bardzo dojrzałym, kochającym i odpowiedzialnym człowiekiem,bo w
      momencie kiedy pojawił się problem pomiędzy Tobą,a Twoją
      Ukochaną,nie poddałeś tylko potrafiłeś walczyć!Ja głęboko wierzę,
      że "miłość wszystko przetrzyma".Pozdrawiam Serdecznie,jeszcze raz
      gratuluję i życzę Wam dużo szczęścia!:)
      • marek_kolomanski Re: Wygrałem z tym trzecim... 09.10.07, 11:50
        vocativa napisała:

        > Ja głęboko wierzę,
        > że "miłość wszystko przetrzyma".Pozdrawiam Serdecznie,jeszcze raz
        > gratuluję i życzę Wam dużo szczęścia!:)

        Powinnaś napisać raczej "TWOJA miłość wszystko przetrzyma"
        W przypadku żony tej miłości już nie ma:(
        Niestety...
      • szczesciarz2007 Re: Wygrałem z tym trzecim... 09.10.07, 18:04
        vocativa napisała:

        > Bardzo serdecznie Ci grtuluję!Chciałam Ci powiedzieć,że jesteś
        > bardzo dojrzałym, kochającym i odpowiedzialnym człowiekiem,bo w
        > momencie kiedy pojawił się problem pomiędzy Tobą,a Twoją
        > Ukochaną,nie poddałeś tylko potrafiłeś walczyć!Ja głęboko wierzę,
        > że "miłość wszystko przetrzyma".Pozdrawiam Serdecznie,jeszcze raz
        > gratuluję i życzę Wam dużo szczęścia!:)

        Dzięki vocativa za wiarę w naszą miłość, w której przez ponad 20lat
        wytrwaliśmy i wierzę, że wytrwamy wszystkie jeszcze czekające nas
        zawieruchy... pozdrawiam:))
    • zbigniew_zasadniczy Re: Wygrałem z tym trzecim... 09.10.07, 12:06
      Zasadniczo powtórzę to, co już napisali faceci wcześniej. "Wygrałeś" kobietę mówiąc:
      - Zobacz, może jestem mierny, ale ten Twój nowy też nie jest taki super.

      Rzeczywiście "zwycięstwo". Teraz stań przed lustrem i powiedz sobie - Jeszcze jedno takie zwycięstwo, a jestem zgubiony.

      I nie pieprz tu głupot, że ją kochasz. Jeśli byś ją kochał, to byś robił wszystko, żeby i ona Ciebie kochała. Ty się boisz, że zostaniesz sam i robisz wszystko, żeby ona z Tobą była, choćby tylko formalnie. A to nie jest miłość.
      • szczesciarz2007 Re: Wygrałem z tym trzecim... 09.10.07, 17:49
        Czytam tak was i widzę, jak niektórych moja wygrana tak
        zafascynowała, że z góry od siebie dodali co było w niej, a co może
        się jeszcze wydarzyć. Śmieszy mnie zaciekłość w wypowiedziach i z
        góry osądzanie innych, zapewne na swoich prywatnych przeżyciach. No
        coż, nie każdy ma tyle siły walczyć o kogoś, kogo się kocha i jest
        się w wspaniałym związku od prawie 20-tu lat.
        Nie jestem święty, różnie też zachowywałem się w swym życiu, ale Ona
        zawsze była przy mnie, teraz ja jestem przy niej. I domniemywanie
        lub rozpamiętywanie ciągłe naszych wspólnych błędów mijałoby się z
        celem utrzymania związku w którym ewidentnie wyczuwa się miłość.
        Jeśli by tej miłości nie było ( jak w niektórych waszych
        przypadkach) kończy się to najprościej - rozwodem. Przecież nikt
        nikogo na siłę nie trzyma, to nie średniowiecze, że żonę zamykamy w
        wysokiej wieżyczce z pasem cnoty. Poszalała trochę i wybaczam jej
        to, bo wybrała mnie właśnie, choć ten trzeci wydawał się taki
        idealny...do czasu rozszyfrowania całej jego osobowości:))
        Nie powiem ten biedny człowiek ( bo jest mi go pomimo wszystkiego
        żal )namotał dość mocno i w końcu jak był "sam - pozostanie sam",
        ale teraz z tego się oboje śmiejemy i jest nam z tym dobrze, że
        przetrwaliśmy nawet taką zawieruchę w życiu. Ten kto nie kocha
        naprawdę nie będzie walczył, bo po co? Ja walczyłem i uważam, że dla
        takiej kobiety warto walczyć :)

        Dziękuję wszystkim za wypowiedzi, nawet te z dodatkami do mojej
        histori, swoich przeżyć losowych, przewidywań co się jeszcze wydarzy
        i co będzie. Niektórzy zadziałali jak wyrocznie. Cóż... nie wierzę w
        wróżby i przepowiednie, twardo stąpam po ziemi, co ma się wydarzyć,
        co może, lecz nie koniecznie musi. Teraz jestem szczęściarzem, może
        niektórych to boli, bo nie potrafili sami poradzić sobie z podobnym
        problemem w życiu, a może nie warto było?? Ja uważam, że było warto.

        "Miłość Ci wszystko wybaczy" taka jest piosenka i zgadzam się w
        zupełności z nią, bo co warta miłość, gdy nie ma w niej wybaczania.
        To nie miłość, ale chęć posiadania czegoś nieskazitelnego do końca.
        Niektórzy chcieli by to mieć, ale w życiu bywa to czasami nie
        możliwe i wyrzucają "zepsute zabawki"( jak to ktoś określił) do
        kosza. Nie ja, staram się je najpierw naprawić.
        • kalina1970 Re: Wygrałem z tym trzecim... 09.10.07, 23:30
          Ja Ci zycze wszystkiego dobrego i zazdroszcze Twojej zonie tak
          oddanego i ciagle kochajacego partnera.A ,to co pisza niektorzy
          ludzie na tym forum....no coz ile ludzi tyle teori:)Jeszcze raz
          zycze Ci powodzenia...nie tylko teraz,ale na cala wojne:)Wierze,ze
          ja wydrasz:)
          • kalina1970 Re: Wygrałem z tym trzecim... 09.10.07, 23:31
            wygrasz
        • sylwiamich Re: Wygrałem z tym trzecim... 10.10.07, 08:28
          Jakoś to wwszystko jest obrzydliwe.Wygrałeś bo on nie okazał się tak
          dobry jak mówił?A co by było gdyby okazał się tak wspaniały?
          Przebaczyłeś bo wybrała Ciebie?A gdyby nie wybrałą?Potrafiłbyś
          przebaczyć i pozwoliłbyś odejść?Poszalała...dośc dziwne podejście do
          zdrady.Taki słodki szczeniaczek co to się zaplątał?
          Nie wiem...może sie mylę...ale w mojej ocenie Ty nie traktujesz
          swojej żony jak osoby dorosłej.
          • kawitator Re: Wygrałem z tym trzecim... 10.10.07, 11:19
            Tym nickiem to przekonujesz siebie czy innych? Zal mi Ciebie. Żaden z ciebie szczęściarz niestety.
          • marek_kolomanski Re: Wygrałem z tym trzecim... 10.10.07, 11:35
            Jest pewna grupa ludzi, którzy sobie wielu zachowań partnera "nie biorą do
            serca" Znam takie przypadki osobiście i stąd wiem, że tym ludziom jest łatwiej.
            Nie analizują, nie zadręczają się, łatwo przychodzi im wybaczanie. Ich awantury,
            niejednokrotnie publiczne, przy znajomych, obfitują w całe mnóstwo inwektyw pod
            adresem partnera. Jednak dzień później o całej sprawie nie pamiętają, są
            przytuleni, wpatrzeni w siebie i uśmiechnięci:) Często tworzą bardzo
            długoterminowe związki.

            Istnieją również pary, które są ich przeciwieństwem. Byle pierdołowate
            "przewinienie" partnera wywołuje w głowie całe mnóstwo analiz, żal pożera
            delikwenta od środka. Nie ma kłótni, są ciche dni, byle co wywołuje myśli pt.
            "może odejść? rozwieść się?"
            W tych związkach jest więcej desperackich decyzji, chociażby dotyczących
            rozstania...


            W każdym razie wszystko tkwi w naszej głowie, każdy ma inny układ w związku.
            Rady innych osób nigdy nie mają 100% przełożenia na nasz sposób postrzegania
            świata. Pozwalają jedynie poznać wiele aspektów danej sprawy.
            Życzę autorowi powodzenia.
        • artemisia_gentileschi Re: Wygrałem z tym trzecim... 10.10.07, 15:36
          Facet, ale Ty naiwny jestes:) Niech Ci bedzie, ze wygrales.
    • aleksandra330 Re: Wygrałem z tym trzecim... 11.10.07, 10:01
      witaj.podziwiam cie bo wy faceci macie taka dziwna nature wy mozecie
      a my nie.ale widze ze z toba jest inaczej.moje gratulacje.milosc
      najwazniejsza.a to ze od czasu do czasu zauroczy nas jakis obcy
      facet to nie jest takie straszne. i wybaczyles jak
      sadze.super.pozdrawiam.olka.
      • delika1 Re: Wygrałem z tym trzecim... 12.10.07, 14:48
        A mnie poraża władczośc szczęściarza, traktowanie żony jak własność
        (Moja jest i basta!), brak empatii.Kobieta, mam wrażenie, nie lubi
        konfliktów, sensacji, odpuściła.I jest, wróciła, ale nie z
        wewnetrznego przekonania a dla tzw świetego spokoju.A co czuje, tam,
        w środku, szczęściarz nie ma pojęcia, zresztą co go to obchodzi.On
        odzyskał swoja rzecz, swoją zabawkę. Mysle,że ta kobieta
        bedzie "uciekać", może się bać, ale na pewno znajdzie jakieść tajne
        ścieżki.
        • devilex miałam podobnie 12.10.07, 20:56
          z tą różnicą, że to ja zdradziłam....po 2,5 roku...narzeczeństwa,
          bycia razem, po chiwilach dobryvh, wspanialych, złych...i tych
          najgorszych....mieszanka mnie i mojego (już ) męża jest nieco
          wybuchowa, od samego początku było...pod górę. Bardzo uważnie
          przeczytałam wszystko, co zostało tu napisane, w niektórych
          miejscach oczy musiałam przecierem ze zdumienia, w niektórych
          poleciała łza...bo jesli tak myśli mój mąż...to nie daję nam szansy

          Zdradziłam 4 razy...trwało to przez 2 msc a zostało zakończone...10
          dni przed ślubem. Dla mnie temat zamknięty, historia...o której
          najlepije zapomnieć, szczególnie, że teraz z perspektywy czasu to
          nie osoba mojego kochanka spowodowała że się to wydarzyło...raczej
          odpowiednia atmosfera, klimat, podniecenie wynikajace z wykonywania
          czynnosci...która z góry jest zakazana. Nie przeczę temat zdrady od
          zawsze był dla mnie ineteresujący...czysto poznawczo, zawsze
          interesowalo mnie co pcha kobiety/ mezczyzn...w te...nie lepsze czy
          gorsze ...a inne ramiona...

          Teraz juz wiem ...... własna głupota. krótkowzroczność...chęć
          poczucia czegoś nowego/ fascynującego...jak na filmach....tyle że z
          filmem ma to niewiele wspólnego...a fascynacja kończy się nad
          ranem....albo i w trakcie

          Mój mąż dał mi wszystko co najlepsze, dał mi największe zrozumienie
          jakie może dostać kobieta, chęć poznania mnie, chęć prowadzenia
          dyskusji, dał mi najlepszy sex pod słońcem, dał mi orgazm, którego
          nigdy nie miałam z zadnym mężczynzą, czytał ze mnie jak z mapy.
          Ostatnie dwa lata to pełnienie misji pod tytułem...jak mi dogodzić,
          i chyba to mnie zgubiło...ta pewność, że on mnie nie opuści.

          3 tygodnie temu mąż dowiedział się o zdradzie.....którą zakończyłam
          pod koniec czerwca. Gdyby zareagował tak jak ty...pewnie bym się
          mocno zdziwiła... walczyć o mnie? z kim? z wytworem mojej wyobrażni,
          pomyłką....moją totalną głupotą?

          Duma mojego męża jak i jego poczucie męskości...a samcem jest na 100
          % nie pozwalałyby mu na takie zachowanie, on jak zawsze chciał
          poznać odpowiedz tylko na jedno pytanie....co zrobiłem nie tak?

          Odpowiedz na nie jest ...nic - to ja jestem winna, to ja zepsułam
          wszystko co naa łączyło...to ja wystawiłam nasz zwiazek na próbę,
          która w 90 % przypadków kończy się klęską,

          materia tak delikatna jaka jest...godność i pozycja mężczyzny...jest
          ogromnie delikatna i podatna na zniekształcenia....ja ją prawie
          zmiażdzyłam...

          Te cztery noce nie były warte niczego....


          Nie zadzam się z teorią...dosyć materialistyczną, że kobieta w
          sytuacji zagrożenia, jakim niewatpliwie jest mozliwosc utraty meza
          wybiera wtedy między tym co znane ...spradwzone a byciem samą....dla
          rachunkow...rat..pieniedzy szeroko pojmowanych

          niektore z nas na prawde maja plan...plan naprawczy...i poswieca
          cale zycie na udowodnienie ze bylo warto dostac te szanse..









          • kawitator Re: miałam podobnie 13.10.07, 10:44
            Mam do ciebie serdeczną prosbę Jak piszesz wszystko się wydało 3 tygodnie temu. Zaklinasz rzaczywistośc, żałujesz i masz plan naprawczy. Bardzo pieknie. Napisz za 6 miesięcy i po roku. Będę czekał z niecierpliwościa aby moc wreszcie szczerze z pełnym przekonaniem powiedzieć "dziewczynie w takiej sytacji sie udało" Jak dotad nie spotkałem, nie słyszałem nie, czytałem. Bądź pierwsza Teoria mówi że jak coś nie jest wykluczone przez fizykę na pewno się zdarzy czasmi tylko trzeba długo czekać Może jeszcze krótko żyję
            • devilex Re: miałam podobnie 13.10.07, 13:34
              mogę obiecać ...napiszę za pół roku, za rok...napiszę obojętnie co
              by się nie wydarzyło
              • kawitator Re: miałam podobnie 13.10.07, 18:41
                Trzymam za słowo :-))) Do poczytania w połowie stycznia
                chyba ze będziesz chciała wypowiedzieć się wcześniej
                pozdro
                Kawi
            • falcon-waw Re: miałam podobnie 14.10.07, 21:17
              A jak myslisz co jej moze przeszkodzic w realizacji jej planu?
              • z_mazur Re: miałam podobnie 14.10.07, 23:39
                Wyrzuty sumienia, potęgowane każdym zachowaniem męża. Jeśli będzie obojętny, to będzie narastała frustracja - jak on może byc w takiej sytuacji tak spokojny, czyżby mu to było tak obojętne? Gdy będzie zazdrosny i nieufny, to jeszcze gorzej, bo będzie narastała frustracja - ja się tak staram, a on i tak mi nie ufa.

                Każde zachowanie będzie wywoływało i potęgowało wyrzuty sumienia, co bedzie powodowało narastającą chęc ucieczki od tego.
                • falcon-waw Re: miałam podobnie 15.10.07, 02:31
                  A jeżeli obydwie te reakcje będą się przeplatały? I dojdzie do tego
                  jeszcze normalne zachowanie tzn. takie jak było przed tą całą
                  sytuacja? wspólne wyjazdy, śmiech, sex, kłótnie, sprawianie sobie
                  małych i dużych niespodzianek czyli normalne życie, w którym będzie
                  czas na pamiętanie o tym co się stało, ale nie będzie
                  rozpamiętywania tego? Bo masochizm żadnemu związkowi się nie przyda.
                  Jeżeli będzie tez miłość i chęć zmiany tego co było nie tak, z obu
                  stron? Życie pisze różne scenariusze ty podałeś tylko dwa, ja trzeci
                  a może być ich setki, miliony tyle ilu jest ludzi i rożnych
                  charakterów na świecie i nigdy nic nie jest przesadzone, a wszystko
                  jest w naszych rękach i nic nie jest niemożliwe, a każdy ma prawo do
                  błędów i pomyłek, a jednocześnie zasługuje na szanse ich naprawy i
                  wyciagnięcia wniosków na przyszłość. Dopiero gdy błąd staje się
                  nawykiem. Wtedy już nie ma przebacz.
                  • z_mazur Re: miałam podobnie 15.10.07, 09:49
                    Widzisz z naprawianiem pewnych błędów to trochę jak ze sklejaniem
                    potłuczonego naczynia. Nie da się przywrócić stanu sprzed
                    potłuczenia. I trzeba sie zastanowić, czy to sklejanie ma sens.

                    A co do ilości rozwiazań, to najczęściej drobne wariacje na ten sam
                    temat. Zwsze śmieszy mnie takie pisanie o różności ludzi. Oczywiście
                    ludzie są różni, nie ma dwóch identycznych ludzi, ale większość, ma
                    dwoje oczu, dwie ręce i nogi i parę innych podobieństw. Podobnie
                    jest z naszymi zachowaniami mimo indywidualnych różnic większość
                    zachowań da się ubrać w schematy.
                    • falcon-waw Re: miałam podobnie 15.10.07, 17:04
                      a kto powiedział o sklejaniu naczynia? Kiepskie porównanie . Ja wole
                      takie ze budowa związku i relacji miedzy ludźmi, jest jak budowa
                      domu. nawet kiedy przyjdzie huragan i ten dom runie i zostaną tylko
                      zgliszcza. Wystarczy je usunąć i na tym samym fundamencie którym dla
                      mnie jest miłość dwojga ludzi, wybudować nowy piękniejszy dom bo
                      wiemy gdzie popełniliśmy błędy podczas budowy tego który się
                      zawalił. najważniejszy jest fundament bo jeżeli go nie ma to wtedy
                      ta budowa jest jak budowanie domku z kart. Nie ma szansy powodzenia.

                      Może ty lubisz zachowania konwencjonalne i dające się wpisać w jakiś
                      schemat. Ja staram sie unikać schematów i standartowych zachowań.
                      staram sie ( i cale moje życie o tym świadczy) być idywidualnoscia i
                      nie powielać schematów innych. Nie bawi mnie chodzenie ścieżkami
                      przetartymi przez innych. Wole własne ścieżki i rozwiązania.
                      Jeżeli patrzysz na las z daleka to widzisz tylko drzewa, gdy
                      podejdziesz bliżej zaczynasz rozróżniać gatunki, a gdy jesteś
                      całkiem blisko to widzisz ze każde z tych drzew jest inne. podobnie
                      jest z ludźmi i ich historiami. z daleka każda wydaje sie podobna
                      ale gdy poznasz ja z bliska okazuje sie wcale tak nie jest.
                      A jeżeli chodzi o to co ciebie śmieszy to jest wiele istot na ziemi
                      od ktorych niewiele sie różnimy. od muchówki rożni nas tylko 10%
                      genów. To nie wiele. a zobacz jak wielka robi różnice.
                      • z_mazur Re: miałam podobnie 15.10.07, 18:46
                        Ło matko.

                        Sorry, ale właśnie takie argumenty mnie bawią, "chodzeniu wbrew schematom" itp. itd. Wolę uważac, że jestem podobny do innych niż strasznie odmienny, bo potem uświadomienie sobie tego jak niewiele się różnimy od innych może byc bolesne.

                        Chodziło mi o to, że emocjonalnie jesteśmy do siebie tak samo podobni jak i fizycznie. Różnice są drobne (typu kolor oczu i włosów), naszymi zachowaniami rządzą pewne instynkty i potrzeby emocjonalne, które są tak samo charakterystyczne dla człowieka jako gatunku jak jego cechy fizyczne. I Ty mimo całej swojej odmienności i "chodzenia swoimi ścieżakami" (to już mnie najbardziej bawi) chcesz kochac i byc kochanym, potrzebujesz bliskosci i emocjonalnego zaangażowania (chociaz w szczególikach realizacji tych potrzeb oczywiście możesz się ODROBINKE ode mnie różnic).

                        A co do Twojego porównania, to zdrada najczęściej jest dowodem na to, że fundamentów (czyli właśnie uczucia) zabrakło czyli albo skruszały, albo ich w ogóle nie było. I budowanie na nich ponownie czegokolwiek ma sens co najmniej wątpliwy.

                        Jak dla mnie dyskusja robi się coraz bardziej akademicka. Nie mam Ci zamiaru zaburzac Twojego poczucia wyjątkowości i odmienności, pozwolę sobie pozostac przy własnym zdaniu.
          • m_r2005 Re: miałam podobnie 13.10.07, 11:27
            tak z ciekawości zapytam:
            dlaczego ślub w 10 dni po ostatniej zdradzie ?
          • frankhestain Re: miałam podobnie 15.10.07, 00:37
            Duma mojego męża jak i jego poczucie męskości...a samcem jest na 100
            % nie pozwalałyby mu na takie zachowanie, on jak zawsze chciał
            poznać odpowiedz tylko na jedno pytanie....co zrobiłem nie tak?

            takic pytan nie zadaje 100 % facet wrecz odwrotnie
            • falcon-waw Re: miałam podobnie 15.10.07, 02:11
              frankhestain napisał:

              > takich pytań nie zadaje 100 % facet wręcz odwrotnie
              Według mnie od takiego pytania powinien zacząć 100% facet, 50%
              facet, 10% kobieta, 100% kobieta po prostu każdy kto znalazł się w
              takiej sytuacji a zależy mu na tej drugiej stronie. każdy powinien
              być świadomy tego ze nic nie dzieje się bez przyczyny, a wina nigdy
              nie leży po jednej ze stron. Nie rozkłada się tez po połowie, ale
              zawsze jest po obu stronach i dochodzą do tego jeszcze różne
              czynniki poboczne, które tez maja wpływ na cala sytuacje, niewielki
              ale maja. Czyli jeżeli kochasz ( o ile zdarza się to 100 %
              facetom :) ) to pytanie "Co zrobiłem nie tak" powinno być jednym z
              pierwszych jakie sobie zadasz i to nie tylko w takiej ale w każdej
              sytuacji.
              Pytanie do frankhestaina : Jak jest definicja (Twoja) 100 %-owego
              faceta? I jak rozumiesz to wręcz odwrotnie? Może rozwiniesz?
              • kawitator do sokoła z warszawy 15.10.07, 09:16
                Ty jestesfacet czy kobitka Z bojowego nicka wynika ze facet a z wypowiedzi, że kobitka.
                Możesz rozjaśnic morki mojej świadomości
                • falcon-waw Re: do sokoła z warszawy 15.10.07, 09:55
                  Facet. A ilu procentowy ? :) Nie mi to oceniać. HEHE. Ale zawsze
                  słóże kazdemu kto chce sprawdzić. HEHEHE
                  • kawitator odpowiedz dla sokoła z warszawy 15.10.07, 11:15
                    Nie mnie sprawdzać Twoją męskość lub jej brak.
                    Jak by to powiedzieć -Nie jestem zainteresowany ;-)))))
                    Zapytałem się bo zadajesz pytania tak jak by pytała kobitka.
                    Może jesteś jeszcze bardzo bardzo młody to by tłumaczyło

                    Twoje pytanie
                    A jak myslisz co jej moze przeszkodzic w realizacji jej planu?

                    Po pierwsze to ze ona juz o niczym tak naprawdę nie decyduje może sobie w tej chwili planowac co chce. Piłka jest po stronie jej faceta. On zrobi co będzie uważał. Z opowieści dziewczyny wynika ze facet zareagował spokojnie na wiadomość o jej zdradzie tuz przed ślubem Nie pokazywał emocji. Lepiej by było gdyby jej mordkę obił bo taki typ po wyładowaniu emocji być może by się zgodził na jakieś ratowanie związku. Taki zamknięty typ duszący w sobie to co usłyszał w pewnym momencie równie spokojnie jak dotychczas powie dziewczynie żegnaj i nawet nie będzie słuchał co ona ma do powiedzenia czy zaoferowania bo on juz podjął decyzję.
                    Przedmiotem dociekań psychologów jest widoczna różnica w reakcji kobitek i facetów na niewierność partnera. Jest sporo teorii na ten temat. Kobitka częściej potrafi przebaczyć i podjąć próbę odbudowania bliskości
                    Faceci w przypadku zdrady partnerki kończą związki nawet jak na początku formalnie deklarują swą chęć odbudowy Ponieważ nie słyszałem o realnym a nie teoretycznym przypadku utrzymania w czasie dłuższym jak 2-3 lata satysfakcjonującego związku w przypadku wyjścia na jaw zdrady partnerki więc jestem ciekawy jak sie uda devilex
                    • devilex Re: odpowiedz dla sokoła z warszawy 15.10.07, 19:49
                      Wybacz że pytam, ale bije z ciebie ogromna pewność siebie, własnych
                      pogladów, zdajesz sie byc nieomylny....Twoje deklaracje,
                      opinie...wydają się być...jedny istniejące, jakby nie było innych,
                      jesteś dosyc zasadniczy i mało elastyczny, kilka razy powtórzyłeś
                      też jedno zdanie ...ze nie znasz nikogo komu by się udało... czy to
                      wynika z własnych doświadczeń? przykrych jak sądze
                      • kawitator Re: odpowiedz dla sokoła z warszawy 15.10.07, 21:01
                        "nikto ni je neomylny" głosiło hasło na czeskim bilbordzie przedstawiającego jeża usiłującego przebzykać szczotkę :-)
                        Pisze jak pisze bom leniwy wielce i nie chce mi się wstawiać co chwila takich zastrzeżeń- moim zdaniem, tak uważam ale możliwe są też zdania inne czy niezastąpione wsparcie "uczeni ustalili"
                        Jetem stary i nie mam czasu na pierdoły więc swoje opinie przedstawiam jako swoje opinie w sposób możliwe dla mnie prosty i wyrazisty. Rzeczywiście jestem zasadniczy. Jestem tez mało elastyczny i mało uprzejmy bowiem kiedy sądzę że ktoś jest kretynem to tak go nazywam. Zauważ i doceń ze nigdzie nie pisałem o tobie per idiotka
                        Rzeczywiście nie znam nikogo komu sie w takiej sytuacji udało natomiast znam kilku którym się nie udało Nie jest to oczywiście znaczna liczba bowiem facet w przeciwieństwie do kobitki która zdradzona rozdziera gębę na pół miasta o swojej krzywdzie raczej będzie milczał Zdradzona kobitka co by nie zrobiła będzie otaczana współczuciem Jak zostanie z facetem to jest wielka bo wybaczyła Jak odejdzie to jest wielka bo postanowiła wsiąść życie w swoje ręce Facet co by nie zrobił pozostanie śmiesznym rogaczem No może jak zdecydowanie pogoni kobitkę to może będzie mniej śmieszny ale tylko trochę.
                        Czytałem kilka opracowań na zbliżone tematy i wnioski tam zwarte potwierdzają moje wyrywkowe z natur rzeczy obserwację .
                        Nie wynika to z moich doświadczeń Życie w tym względzie potraktowało mnie łagodnie :-)
                        • falcon-waw Re: odpowiedz dla sokoła z warszawy 16.10.07, 03:54
                          I znowu ten twój mentorski styl: jai to ja jestem stary madry i
                          doswiadczony, a do tego zasadniczy i mało elastyczny. hehe A wogóle
                          to sie ciesz ze cie nie nazwałem idiotką. HEHE Cóż za odwaga i
                          zasadniczość obrazać kobiete na forum internetowym. Jestem pełen
                          podziwu buhahahaah.
                          A tak a propo przy mnie w realu kobiety bys nie obraził. :)
                    • falcon-waw Re: odpowiedz dla sokoła z warszawy 16.10.07, 03:42
                      Będzie wesoło

                      Cieszę się ze udało mi się wprowadzić do Twojego smutnego życia
                      trochę radości i humoru. Bo musi być ono strasznie nudne i smutne,
                      skoro wszyscy i wszystko dla ciebie jest takie samo, albo bardzo
                      podobne, ewentualnie rożni się od siebie tylko odrobinkę. Jeżeli dla
                      Ciebie fakt ze wszyscy mamy oczy, uszy, rece i nogi oznacza, że
                      jestesmy tacy sami to wybacz ale mówisz kompletne bzdury. Bo gdyby
                      tak było to tymi oczami świat wyglądał by dla nas tak samo i
                      wszystkie dziela i arcydzieła sztuki malarskiej, fotograficznej
                      przedstawiały by to samo spojżenie na swiat. Dzwieki nas otaczające
                      brzmiały by dla nas tak samo i nie było by sensu tworzyć muzyki z
                      całą jej różnorodnością. Bo według mnie wrażliwość ludzi
                      słuchających opery i wrażliwość ludzi słuchających ciężkiego metalu
                      jest diametralnie różna.
                      Mówisz że fizycznie jesteśmy tacy sami, przepraszam, powiedziałeś
                      odrobinę się różnimy. Czyli skoro ta różnica jest tak niewielka to
                      pewnie bez znaczenia dla Ciebie jest czy bzykasz grubą starą
                      śmierdzącą babę, czy młodą zmysłową kobietę. Dla mnie ta „drobna
                      różnica” ma jednak spore znaczenie . A skoro różnica genetyczna
                      miedzy człowiekiem a psem Dingo jest też niewielka (zaledwie kilka
                      %) to pewnie nie zrobiło by na tobie wrażenia gdyby zamiast starej
                      baby podstawić Tobie psa Dingo? :-)))) To tyle jeżeli chodzi o
                      różnice fizyczne .
                      Dla mnie te drobne rzeczy robią wielką różnice.
                      Teraz trochę o mózgu i psyche. Piszesz ze naszymi zachowaniami
                      żądzą instynkty i potrzeby emocjonalne. Ja uważam ze jesteśmy w nie
                      wyposażeni ale to nie znaczy ze nami żądzą. Na nasze decyzje ma
                      wpływ znacznie więcej czynników niż tylko instynkty i potrzeby
                      emocjonalne. Przedewszystkim decyzje podejmujemy my sami pod wpływem
                      tych róznorakich czynników. Teoria o której piszesz jest jak
                      słusznie zauważyłeś jedną z wielu, i jak wszystkie teorie
                      psychologiczne nie tłumaczy wszystkich zachowań człowieka. Psychika
                      człowieka jest kształtowana przez tak wiele rzeczy (geny,
                      wychowanie, zebrane doświadczenia, środowisko) ze nie sadze żeby
                      kiedykolwiek udało się wytłumaczyć i przewidzieć każde zachowanie,
                      każdego człowieka. A już na pewno przy tak małym zasobie informacji
                      jaki posiadasz Ty na temat sytuacji Devilexa nie możesz przewidzieć
                      z żadnym prawdopodobieństwem tego co ją spotka, przy pomocy
                      jakiejkolwiek teorii jaka się posłużysz. I dyskusja jaką starasz się
                      przeprowadzić nie jest nawet akademicka bo z nauką nie ma nic
                      wspólnego. Stworzyłeś sobie postument na którym stoisz i z tego
                      podwyższenia wydaje się Tobie, ze wszystko widzisz i z innymi możesz
                      się dzielić swoją „wielką” mądrością i doświadczeniem. A niestety
                      mój drogi z tego piedestału zbudowanego z Twojej ignorancji i
                      cynizmu widzisz tylko kawałeczek świata, bo resztę przysłaniają
                      tobie klapki które sam sobie nakładasz na oczy. Czytasz o rożnych
                      teoriach, przyglądasz się życiu innych, a takie informacje to za
                      mało żeby stwierdzić tej się uda a temu nie a ten facet to jest taki
                      a tamten jest inny. oprócz teorii trzeba miec troszeczke praktyki bo
                      inaczej zachowujesz sie jak erotoman gawedziarz, niby wie o czym
                      mówi ale nigdy tego nie robił. O twojej ignorancji i braku wyczucia
                      świadczy to jak mnie oceniałeś po moich wypowiedziach. :) To mnie
                      naprawdę rozbawiło. Najpierw stwierdziłeś ze jestem kobietą z
                      bojowym nickiem, jak ta możliwość odpadła, stwierdziłeś ze musze być
                      bardzo młody (czytaj niedoświadczony a ty jak mój mentor pokażesz mi
                      jedynie słuszną drogę buhahahahahaha) To było naprawdę dobre. Ten
                      sam ton mentorski przybrałeś rozmawiając z Devilexem . To było cos w
                      stylu: próbuj próbuj ale ja i tak wiem ze się Tobie nie uda i
                      przyjdziesz z płaczem do tatusia. Buhahahaha, masz ochotę na młodą
                      dupeczkę??????? Myślę że nie masz u niej szans. Ale próbuj, próbuj
                      a może któraś się na to złapie? Mój ty domorosły filozofie
                      psychologu.
                      Mam nadzieje ze czytanie tego postu rozbawi ciebie tak samo jak mnie
                      pisanie. :)
                      • kawitator Re: odpowiedz dla sokoła z warszawy 16.10.07, 09:02
                        A tak a propo przy mnie w realu kobiety bys nie obraził.
                        Zaryzykujesz? Nie będę obrażał kobiety Obrażę Ciebie I co będziesz chciał się bić na pięści, na kije czy będziemy się strzelać :-)))) Preferuję to ostatnie z racji wieku i ćwiczenia Kocham takie klimaty Listopadowy ranek Faceci w czerni kruki na bezlistnych drzewach Szalejąca adrenalina we krwi. Komenda huk i albo żyjesz dalej albo Twój świat kończy się w czarnym rozbłysku
                        Fajnie napisałem nieprawdaż ??? ;-))

                        Buhahahaha, masz ochotę na młodą
                        dupeczkę??????? Myślę że nie masz u niej szans. Ale próbuj, próbuj
                        a może któraś się na to złapie? Mój ty domorosły filozofie
                        You talkin' to me? ???

                        to jedna z historii w jakich
                        okolicznościach:: szedłem ulica z naprzeciwka szło trzech "facetów"
                        jeden z nich mnie potrącił, nie zareagowałem poszedłem dalej, oni za
                        mną szli i krzyczeli cos w stylu stój cipo J, postaw się nam, nie
                        reagowałem bo z natury spokojny ze mnie człowiek, weszli za mną do
                        pubu i tam próbowali zaczepiać moje znajome, wyszedłem z nimi na
                        zewnątrz, najbardziej agresywny skończył ze złamana ręką i krzyczał
                        ze wezwie policje i mnie zamknie do wiezienia.

                        Kurde wiedziałem chłopaczek wychowany przez samotna matkę i dlatego żyje w świecie ułudy majaczeń i strachu Nie cytowałem całości ale prawdziwy bohater nam się objawił Sprawny i groźny jak Franek Kimono.
                        Piękna urban legend ;-))))
                        tylko że western „W samo południe” czy filmy z Brusem Lee nijak się mają do zwykłej ulicznej łomotaniny chłoptysiu
                        Może wrócimy do meritum „Uda się szczęściarzowi i divilex czy nie ?”
                        Ps. Ciągle mam wrażenie ze rozmawiam z kobitka Cos takiego jest w twoich wypowiedziach Niby określiłeś się żeś facet i nie ma powodu aby kwestionować ale tak jakos dziwnie odbieram twoje wypowiedzi ?
                        • falcon-waw Re: odpowiedz dla sokoła z warszawy 16.10.07, 16:59
                          Kawitatorku jeżeli byś mnie obraził to postąpił bym z Tobą zgodnie z
                          naszą staropolską tradycją: najpierw wypłazował, potem wsadził pod
                          stół i potrzymał ciebie tam tak długo aż byś wszystko
                          odszczekał. :)))
                          Jeżeli chodzi o broń palną to po wprowadzeniu do obiegu broni
                          automatycznej, półautomatycznej oraz celowników laserowych cały
                          romantyzm prowadzonych za jej pomocą pojedynków wyparował. Ciekawe
                          jak by to teraz wyglądało stoimy naprzeciwko siebie celujemy każdy
                          z nas widzi na swojej piersi czerwoną kropeczkę, któremuś z nas na
                          pewno zrobiło by się mokro hehe.

                          > You talkin' to me? ???

                          Tak kawitatorku mówię do Ciebie. Nie wiem czy wiesz ale teksty
                          z "Taksówkarza " wyszły już z mody ładne parę lat temu. :))))

                          rozumie ze jesteś prawdziwym znawcą łomotaniny na ulicy. chciałbym
                          ciebie zobaczyć w akcji :))))) Niestety twoja "głęboka wiedza
                          psychologiczna" znowu ciebie oszukuje. Nie byłem wychowywany przez
                          samotną matkę. :)))))) a do bohaterstwa jest mi daleko, zbyt często
                          gram nieczysto :)))) i moje sumienie nie jest nieskalane :)))).

                          Franek kimono i bruce lee wskazują ze swoją młodość przeżyłeś w
                          latach 70, początek 80. tylko ten western "w samo połodnie" nie
                          pasuje mi do mojej koncepcji. Bo to chyba były lata 60 albo 50
                          poprzedniego wieku.
                          Kawitatorku teraz się Tobie do czegoś przyznam. jestem kobietą,
                          wychowywaną przez samotną matkę uciekinierkę z zakonu karmelitanek
                          bosych, którą gdy miałam 18 lat mnie opuscila. I teraz bada tajniki
                          istnienia w Tybecie. A mój ojciec jest księdzem sadysta. Ale trauma.
                          Teraz już chyba rozumiesz moje wypowiedzi? :)))))

                          A tak na poważnie odpowiadając na Twoje pytanie:

                          „Uda się szczęściarzowi i divilex czy nie ?”
                          w obydwu wypadkach sie uda jezeli obydwie strony tego konfliktu i
                          zdradzani i zdradzający wyciągną wnioski z całego zdarzenia i bedą
                          sie ze wszystkich sił starac naprawić swoje błedy i zbudować to co
                          było miedzy nimi na nowo na starym fundamencie czyli miłosci. Bo
                          jeżeli tego fundamentu faktycznie nie ma to lepiej nawet nie
                          zaczynac. Ale ja wieże głęboko że chciec to moc. Ale muszą chcieć
                          wszyscy zainteresowani i to bardzo chciec.
                          • kawitator Re: odpowiedz dla sokoła z warszawy 16.10.07, 17:48
                            Ciekawe
                            > jak by to teraz wyglądało stoimy naprzeciwko siebie celujemy każdy
                            > z nas widzi na swojej piersi czerwoną kropeczkę, któremuś z nas na
                            > pewno zrobiło by się mokro hehe.
                            A fe Posądzasz mnie o taki brak stylu To nie jest wojenna rzeźnia a spotkanie kulturalnych facetów Więc czarno prochowe pistolety pojedynkowe Jeden strzał za to jak trafisz to ołowica pewna Z reguły nie mają one przyrządów celowniczych celuje sie po lufie Mimo tego emocje gwarantowane:-)
                            Boję się zacytować coś z fraszek Kochanowskiego Aż taki stary nie jestem ale lata 50,60,70 i późniejsze pamiętam dobrze. Młodość swoją przeżywam do dzisiaj bo to stan umysłu a nie cyferki w peselu.

                            jestem kobietą,
                            > wychowywaną przez samotną matkę uciekinierkę z zakonu karmelitanek

                            Yes Yes Yes bingo trafiłem baba !!!!!!

                            A tak na poważnie odpowiadając na Twoje tezy.
                            Ale ja wieże głęboko że chcieć to moc. Ale muszą chcieć
                            > wszyscy zainteresowani i to bardzo chciec.

                            Świat byłby bardzo prosty gdybyś miał rację. Uczucia, emocje kierowane i kształtowane są poza naszą świadomością przez jak to nazywano podświadomość czy teraz umysł nieświadomy. Wielokrotnie odczuwasz jej działanie nawet nie zdając sobie z tego sprawy. To czym jesteśmy czyli nasza świadomości w stosunku do emocji czy całego szeregu decyzji pełni rolę takiego mało kumatego rzecznika prasowego który uzasadnia działania i czyny podjęte z zupełnie niezrozumiałych dla niego powodów.
                            Związek między kobitka a facetem to są głownie emocje a nie logika i wyrachowanie. Jesteś z kobitką z wyrachowania bez emocji to może wybaczysz jej zdradę szczególnie jak była dyskretna i nie naruszyła Twojego społecznego obrazu
                            Jesteś z nią z miłości łączą was silne emocje to gorzej Będziecie mieli bardzo małe szanse (statystycznie oczywiście)
                            To co się dziej w związkach to jest proces ma swoją dynamikę i swój czas trwania więc nie każdy facet po odkryciu niewierności wystawia kobitce walizki lub się pakuje i wybywa w siną dal w ciągu dwóch dni. Niektórzy próbują walczyć Tylko że podświadomość, czas i wyobraźnia jest przeciw nim Z reguły przegrywają po roku , po dwóch po trzech.
                            Nawet bardzo silne chcenie nie przekona faceta z klaustrofobią aby dał się zakopać w trumnie na kilka godzin choć dostęp powietrza miałby zapewniony. Nawet bardzo silne chcenie nie wzbudzi w tobie uczucia do odstręczającej cię osoby. Nawet bardzo silne chcenie nie potrafi odbudować uczucia które zostało zniszczone
                            Jest wiadomo że kobitka potrafi czasami wybaczyć czy zbudować coś nowego po wykryciu niewierności męża natomiast faceci nie wybaczają tak naprawdę Tak nam pokazują statystyki To jest fakt. Natomiast teorii tłumaczących te różnicę jest kilka i możesz sobie wybrać najbardziej odpowiadającą
                            • falcon-waw Re: odpowiedz dla sokoła z warszawy 17.10.07, 05:12
                              Świat byłby prosty gdyby ludzie chcieli. Niestety w większości
                              przypadków wydaje im sie ze chcą ale po pewnym czasie sami sobie
                              zaczynają stawiać przeszkody i sie demotywować. Gdy by facet z
                              klaustrofobią chciał poleżeć w trumnie to by poleżał. Jest kilka
                              metod pierwsza małych kroczków najpierw kładzie sie na sekundę potem
                              na dwie na trzy itd itd i w ten sposób przełamuje bariery które
                              stworzyła mu podświadomość. jeżeli w głowie stworzy sobie
                              przekonanie że to co uzyska dzięki leżeniu w tej trumnie będzie dużo
                              bardziej wartościowe od ceny strachu jaka zapłaci leżąc w tej
                              trumnie to może mu się udać. Może pójść na łatwiznę i za pomocą
                              hipnozy przekonać swoją podświadomość ze klaustrofobii nie ma i
                              wtedy tez mu się uda. A może iść na totalną łatwiznę i swoją
                              podświadomość razem ze sobą uśpić za pomocą farmaceutyków. tak
                              uśpionego wsadzamy do trumny tam sobie leży potem wyciągamy i
                              budzimy. i udało się. :)))) wsadziliśmy faceta z klaustrofobia do
                              trumny.

                              Jeżeli chodzi o podświadomość to są techniki miedzy innymi
                              medytacyjne) za pomocą których można ta podświadomość zresetować
                              (czytaj pozbawić złych emocji) Chyba najprostsza metodą jest
                              codzienne powtarzanie sobie tego w co chcemy żeby nasza
                              podświadomość uwierzyła i podświadomie zaczęła realizować :))). Dla
                              faceta devilexa rada jest prosta codziennie powinien sobie
                              powtarzać: ona mnie kocha, popełniła błąd ale jej wybaczyłem, ja ja
                              kocham, będziemy szczęśliwi a na koniec może jeszcze dodać życie
                              jest piękne :)))) a ona powinna się starać ze wszystkich sił to
                              urzeczywistnić Pewnie nikt nie uwierzy w to co tu napisałem, bo
                              przecież to nie może być takie proste, ale właśnie ze jest proste. A
                              do niedowiarków Po prostu spróbujcie ułożyć sobie taka mantre która
                              pomoże wam zrealizować cele jakie przed sobą stawiacie i
                              powtarzajcie ja cały czas kiedy możecie a cel uda się osiągnąć. :))))
                              Podświadomość można tak samo łatwo okłamać jak ona nas okłamuję.
                              Teraz o statystyce. Lubię ten temat ( pewnie dlatego ze moja Pani
                              Profesor szkole średniej powiedziała ze statystyka, kombinatoryka i
                              rachunek prawdopodobieństwa to dział matematyki dla leniwych i
                              inteligentnych (ten testosteron znowu sie chwale :))) to wszystko
                              przez siłownie ups znowu to zrobiłem :)))) Na świecie połowa
                              ludzkości należy do żółtej rasy, czyli statystycznie rzecz biorąc
                              jeden z nas dwóch jest żółty. Ja nie jestem a ty? Możemy pójść
                              jeszcze dalej na świecie na każdą istotę przypada kilkadziesiąt
                              milionów drobnoustrojów, czyli stanowią one zdecydowaną większość
                              istot żywych na ziemi. Czyli statystycznie rzecz biorąc jesteśmy z
                              dużym prawdopodobieństwem mikrobami. Statystyka ma z zadanie
                              usystematyzować wydarzenia i określić prawdopodobieństwo ich
                              wystąpienia, nie zajmuje sie przepowiadaniem przyszłości. i to ze z
                              rachunku prawdopodobieństwa wynika ze cos sie stanie to wcale nie
                              oznacza ze tak właśnie będzie. na prostym przykładzie jeżeli
                              wyrzucisz orła to nie znaczy z następnym razem wyrzucisz reszkę
                              pomimo zgodnie z rozkładem normalnym tak powinno się stać. może ale
                              nie musi bo orzeł może wypadać następne 1000 razy. A ponieważ nie
                              rozmawiamy tu o jakiejś wielkiej populacji to tez nie ma mowy o
                              statystyce. Rozmawiamy a to o dwóch konkretnych przypadkach deileksa
                              i szczęśliwego i raczej trudno przy tak malej grupie zaprzęgać
                              statystykę do przewidywania efektów ich działań.
                              Mam zasadę której staram sie trzymać nie rób drugiemu co tobie nie
                              mile i dlatego uważam ze wszyscy ci którzy wytykają szczęściarzowi
                              ze jest beznadziejny i do niczego sie nie nadaje powinni spróbować
                              postawić sie na jego miejscu i spróbować go zrozumieć. Krytykować i
                              krzyczeć jest łatwo ale zrozumieć drugiego człowieka jest dużo
                              trudniej. jeżeli chodzi o devilexa to tez nie sadze ze chciała
                              żebyście jej powiedzieli ze jest beznadziejna baba i należy jej sie
                              kop w dupę a wszelkie próby naprawienia jej związku spełzną na
                              niczym bo statystyka tak mówi i większości sie nie udaje. Trochę
                              wiary w ludzi,. czasami zamiast kopnąć lepiej jest podać dłon. Ty
                              napisałeś ze chciałbyś zobaczyć kobietę której sie udało osiągnąć
                              sukces i stworzyć silny długi związek z facetem którego zdradziła.
                              ale w następnych postach usilnie udowadniasz ze jej się nie uda to
                              tak naprawdę czego chcesz?
                              A jeżeli to uczucie nie zostało zniszczone i trwa nadal? Wtedy jej
                              się uda? dodam ze to pytanie jest retoryczne.
                              Znowu używałeś swojego mentorskiego tonu. Hehe nawet zaczynam go
                              lubic. Czyżbyś był nauczycielem? :)))))
                              • kawitator Re: odpowiedz dla sokoła z warszawy 17.10.07, 09:40
                                Cztery sprawy poruszyłeś
                                1 Twoja WIARA że umysł nasz świadomy zapanuje nad naszymi emocjami jest bardzo fajna i idealistyczna Ma tylko jedną wadę Jest nieprawdziwa lub mówiąc inaczej nieuprawniona.
                                Niby jesteś logiczny i trzeźwy ale jak wierzysz to żadne argumenty przedstawiane nawet w postaci badań naukowych Cie nie przekonają Bo wiesz lepiej masz przekonania -I tu sie kłania ta twoja nieuświadomiona część która dawkując odpowiednio dopaminę testosteron i kilka innych substancji psychoaktywnych do szarych komórek każe ci być tak optymistycznym Cecha młodości
                                Z wiara nie dyskutuję bo nie przekonam.

                                2 Statystyka to nie średnia arytmetyczna i takie strywializowania jakie podajesz Statystyka to dziedzina matematyki wykorzystywana w nauce. Bada: rozkłady, korelacje, poziomy istotności. Podstawowe analizy to: czynnikowa , dyskryminacyjna , koszykowa, analiza procesu i analiza rzetelności.
                                Że jesteś z umysłu humanistą świadczy punkt 1 oraz całkowite niezrozumienia zasad prawdopodobieństwa i statystyki w podanym przykładzie z monetą Nie będę analizował tym bardziej że na forum pisze klika osób z wykształceniem ściśle matematycznym które mogą zrobić to lepiej.

                                3 Rozmawiamy a to o dwóch konkretnych przypadkach deileksa
                                i szczęśliwego i raczej trudno przy tak malej grupie zaprzęgać statystykę
                                Właśnie statystyka służy do oceny szans lub inaczej prawdopodobieństwa dalszych zachowań ludzi.
                                Takich przypadków jak ich jest mnóstwo W podawanych przyczynach rozwodów jako juz nie pamiętam pierwsze czy drugie miejsce należy do niewierności małżeńskiej Dodaj do tego ciemna liczbę ludzi którzy rozwodzą się bez orzekania o winie nie chcąc wywlekać na forum publiczne swoich intymnych spraw. Stwierdzenie ze po wykrytej zdradzie małżeńskiej jest wielkie prawdopodobieństwo rozwodu jest uzasadnione.

                                4 Krytykować i
                                krzyczeć jest łatwo ale zrozumieć drugiego człowieka jest dużo
                                trudniej. jeżeli chodzi o devilexa to tez nie sadze ze chciała
                                żebyście jej powiedzieli ze jest beznadziejna baba i należy jej sie
                                kop w dupę a wszelkie próby naprawienia jej związku spełzną na
                                niczym bo statystyka tak mówi i większości sie nie udaje
                                cytat:
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=69302384&a=69339132
                                Widzisz Tuniu Jedynym co mnie zachęca jeszcze do czytania tego forum
                                jest to ze nie jest to zgromadzenie potakiwaczy czy basujących sobie
                                kobitek nakręcających się wzajemnie Tu zamiast zrozumienia,
                                pocieszenia i poglaskania po główce otrzymuje się czasami szczere do
                                bólu wypowiedzi. Nie ma obrażania ale jak ktoś pisze jak idiotka to
                                nazywa sie to idiotyzmem. Czasami otrzymujesz poparcie czasami
                                zimny prysznmic ale wiesz ze ludzie piszą co myśla nie co wypada
                                pisać Dobrze ten prysznic robi jak ktoś myśli.

                                ps Nie byłem i nie jestem nauczycielem
                      • z_mazur Re: odpowiedz dla sokoła z warszawy 16.10.07, 09:06
                        Częśc była do mnie, część do kawitatora, ale obie mnie rozbawiły jak
                        już dawno nic na forum.

                        Poproszę o jeszcze.

                        Oczywiście, jeśli to dla Ciebie wygodne, żyj w przekonaniu o swojej
                        wyjątkowości i pompuj swoje ego. Życzę powodzenia. :)))
                        • sylwiamich Re: odpowiedz dla sokoła z warszawy 16.10.07, 09:13
                          Jakie cudne...:)))))Brawa dla całej trójki panów!!:))))))
                          • z_mazur Re: odpowiedz dla sokoła z warszawy 16.10.07, 09:43
                            E tam, takie sobie męskie gadki, napinanie mięśni i próba
                            zdominowania rywala. :)))))
                            • sylwiamich Re: odpowiedz dla sokoła z warszawy 16.10.07, 09:50
                              Ja na to mówię...kogucenie:)))
                              • z_mazur Re: odpowiedz dla sokoła z warszawy 16.10.07, 11:18
                                Eeeee tam, Sylwio, sprowadzasz wszystko do schematów. Pomyśli ktoś
                                jeszcze, że to typowe i standardowe i będzie miał problem z
                                pogodzeniem się z tym, że samce takiego gatunku jakim jest człowiek
                                próbują zdominować się wzajemnie.

                                :)))
                              • falcon-waw Re: odpowiedz dla sokoła z warszawy 17.10.07, 02:26
                                A ja nazywam tokowanie. :)) Jakoś ładniej mi się kojarzy. takie
                                stroszenie piórek, robienie szumu skrzydłami i jak najgłośniejsze
                                gardłowanie byle tylko zwrócić na siebie uwagę samicy. :))) A one
                                siedzą sobie takie szare myszki i przebierają, który z tych
                                puszących się samców będzie lepszym partnerem :))) Ciekawe ze u
                                większości gatunków żyjących na ziemi samce sa kolorowe i święcą
                                piórkami a u ludzi jest odwrotnie???? J)))))))
              • frankhestain rozwijam 15.10.07, 17:08
                falcon-waw napisał:

                > frankhestain napisał:
                >
                > > takich pytań nie zadaje 100 % facet wręcz odwrotnie
                > Według mnie od takiego pytania powinien zacząć 100% facet, 50%
                > facet, 10% kobieta, 100% kobieta po prostu każdy kto znalazł się w
                > takiej sytuacji a zależy mu na tej drugiej stronie. każdy powinien
                > być świadomy tego ze nic nie dzieje się bez przyczyny, a wina nigdy
                > nie leży po jednej ze stron. Nie rozkłada się tez po połowie, ale
                > zawsze jest po obu stronach i dochodzą do tego jeszcze różne
                > czynniki poboczne, które tez maja wpływ na cala sytuacje, niewielki
                > ale maja. Czyli jeżeli kochasz ( o ile zdarza się to 100 %
                > facetom :) ) to pytanie "Co zrobiłem nie tak" powinno być jednym z
                > pierwszych jakie sobie zadasz i to nie tylko w takiej ale w każdej
                > sytuacji.
                > Pytanie do frankhestaina : Jak jest definicja (Twoja) 100 %-owego
                > faceta? I jak rozumiesz to wręcz odwrotnie? Może rozwiniesz?

                jezeli zdradza jedna strona to tylko ona jest odpowiedzialna i bardzo łatwo jest
                powiedziec ze ta druga jest tez winna bo to bo tamto ale to to jest szukanie
                usprawiedliwienia i zagłuszanie poczucia winy jak w zwiazku jest zle to sie
                odchodzi a nie zdradza a jezeli sie nie umie zachowac monogamii to sie w niego
                nie wchodzi

                w uproszczeniu jak kobieta ma poczucie bezpieczenstwa to naprawde nie odejdzie
                ani nie zdradzi a wrecz przeciwnie nie mozna sie od niej uwolnic

                co do pytania"co zrobiłem nie tak" to mozna sobie zadac w myslach zeby miec
                jakies wnioski na przyszlos ale postawienie takiego pytania kobiecie z ktora sie
                jest to kompromtacja jako mezczyzny

                i kobieta podswiadomie to wie - ze ma do czynienia z pipa to znaczy ze jak na
                ulicy dostaniesz w ryja od menela to tez go zapytasz co zrobilem nie tak jak w
                pracy bedziesz popychlem to tez tak zapytasz?

                caly post tego faceta ktory walczyl o zone swiadczy tylko o tym ze jest
                przestraszonym szczurkiem a nie zakochanym mezczyzna i poniewaz nie potrafil sie
                zachowac jak facet i przestraszyl sie cierpienia z powodu rozstania i
                konsekwencji to dostanie ta lekcje jeszcze raz i jescze raz za kazdym razem
                bolesniej az zrozumie ze musi stac sie mezczyzna(nie pisze tego zlosliwie)

                mam kumpla ktorego zona zdradzala oszukiwala i wyrzucala z domu a ta
                chuj.....za cigle mowila o milosci i cierpila (tak naprawde bal sie
                rozstac)coraz bardzie az wreszcie zona przyszla wieczorem do domu z innym
                facetem i sie k olo niego polozyla i zaczeli sie bzykac dopiero wtedy do niego
                dotarlo wyprowadzil sie rozwiodl i ....
                dzis ma 2 zone i w miare sie uklada a to dlatego ze stal sie facetem i odrobil
                swoja lekcje




                • devilex Re: rozwijam 15.10.07, 19:51
                  kompromitacja mężczyzny jest pozostawanie w swoim ...męskim świadku
                  i bycie głuchym na to co na zewnątrz....

                  to niestety nie jest meskie,to głupie..chyba,ze dla ciebie to synonim
                  • kawitator Re: rozwijam 15.10.07, 21:05
                    Bym bardzo prosił młode kobitki o nie wypowiadanie się na temat zakamrków męskiej duszy nie nie mają o tym najmnieszego pojęcia i za rzeczywistość próbuja przedtawić swoje konfabulacje lub częściej pobożne życzenia
                    • anais_nin666 Re: rozwijam 16.10.07, 19:12
                      kawitator napisał:

                      > Bym bardzo prosił młode kobitki o nie wypowiadanie się na temat zakamrków męsk
                      > iej duszy nie nie mają o tym najmnieszego pojęcia i za rzeczywistość próbuja pr
                      > zedtawić swoje konfabulacje lub częściej pobożne życzenia

                      A to wielce niesprawiedliwie z Twej strony! Sam często wypisujesz złote myśli na
                      temat kobiet sam kobietą nie będąc i mając często zielone o nich pojęcie. Poza
                      tym gdybysmy pisali tylko to co znamy z autopsji nasze wypowiedzi byłyby nudne,
                      a tak można popłynąc choćby jak Ty w postach pare pięter powyżej.
                      • praktyczna Re: rozwijam 17.10.07, 10:49
                        Ale on ma prawo Anais :)) on nie jest mlody... On jak sam stwierdza
                        ma DOSWIADECZENIE ;)) nie to co mlode kobitki ... i
                        mlodziankowie :)))
                    • praktyczna Re: rozwijam 17.10.07, 10:47
                      znaczy mlode idiotki Kawi ? ;P ...
                • falcon-waw Re: rozwijam 16.10.07, 04:53
                  Widzę ze wszystko przedstawiłeś w dużym uproszczeniu. a to duży
                  błąd. Bo życie nie jest proste i nie podlega uogólnieniom i
                  uproszczeniom tak samo jak streszczeniom. Bo z pisaniem streszczenia
                  z czyjegoś życia (fragmentu) to tak jak ze streszczeniami książek.
                  Niby jak przeczytasz streszczenie to wiesz o czym była książka. Ale
                  jak byś miał ją ocenić czy była dobra czy zła i co chodziło
                  autorowi jak ją pisał. To znajdziesz tyle odpowiedzi na to pytanie
                  co jest odpowiadających. Tak samo jest z tym postem niby wszyscy
                  czytali to samo ale każdy zwrócił uwagę na co innego i inaczej
                  zrozumiał to co zostało napisane. A te wszystkie wyobrażenia maja
                  sie tak do rzeczywistości jak jedzenie loda do robienia loda czyli
                  nijak.
                  Piszesz tu o jednym powodzie zdrady czyli braku bezpieczeństwa, a
                  powodów zdrady może być dużo więcej niz. ten jeden podany jest ich
                  tyle ze pewnie nawet polowy razem nie potrafilibyśmy wymienić.
                  Dlatego to co piszesz nijak się ma do sytuacji devilexa, bo ona za
                  powód zdrady wymieniła cos zupełnie innego.
                  Jak pytanie Co zrobiłem nie tak zadasz sobie w myślach to
                  odpowiedzieć na nie tez będziesz musiał sobie sam. a odpowiedz twoja
                  z odpowiedzią kobiety może być całkiem inna, bo kobiety posługują
                  się inna logika niż my. teraz podam przykład. ty sobie pomyślisz:
                  pewnie szukała u niego czułości, a ona by tobie odpowiedziała:
                  chciałam żebyś mnie rznął jak dzi...ke. Może być tez odwrotna
                  konfiguracja i cala masa innych wariantów.
                  Ponieważ odpowiadałeś na mój post to wziąłem sobie do serca tą pipę
                  i potraktowałem ze mnie tak nazwałeś. Mam propozycje może się
                  spotkamy i powiesz mi to w twarz? J Oceniając ciebie po tym co
                  piszesz to należysz do tej grupy facetów którzy uważają się za
                  twardnieli. Spotkałem kilku takich. A to jedna z historii w jakich
                  okolicznościach:: szedłem ulica z naprzeciwka szło trzech "facetów"
                  jeden z nich mnie potrącił, nie zareagowałem poszedłem dalej, oni za
                  mną szli i krzyczeli cos w stylu stój cipo J, postaw się nam, nie
                  reagowałem bo z natury spokojny ze mnie człowiek, weszli za mną do
                  pubu i tam próbowali zaczepiać moje znajome, wyszedłem z nimi na
                  zewnątrz, najbardziej agresywny skończył ze złamana ręką i krzyczał
                  ze wezwie policje i mnie zamknie do wiezienia. Dla mnie nie byl on
                  facetem nie wartym splunięcia bo jak już cos zaczynasz sam, to kończ
                  tez sam, i bierz za to odpowiedzialność a nie wołaj z płaczem o
                  pomoc mamusie, a nawet jak dostaniesz po pysku to sam się pozbieraj
                  jak sam zacząłeś i sam ponieś konsekwencje swoich wyborów.
                  a jeżeli chodzi oto co spotkało devilexa to uważam ze każdy
                  zasługuje na szanse odrobienia swoich błędów. A jej facet okaże się
                  facetem nie wtedy kiedy ja kopnie w dupę, tylko wtedy kiedy pozwoli
                  jej udowodnić ze na ta szanse założyła. Bo według mnie dużo większą
                  odwagą i męskością wykazuje się facet który jak dostanie w jaja i
                  padnie jest w stanie się podnieść i podjąć dalej walkę ryzykując ze
                  w jaja dostanie ponownie niż facet który po kopnięciu podkuli ogon i
                  nie będzie walczył o to co dla niego jest najważniejsze.
                  a Tobie chyba przyjdzie jeszcze długo odrabiać swoje lekcje zanim to
                  zrozumiesz.
                  Bez obrazy:)))))
                  • z_mazur Re: rozwijam 16.10.07, 09:00
                    Hahahahahah, zabawne.
                    Frankhestain napisał ogólnie o facecie, który zadaje kobiecie
                    niemęskie pytanie, że kobieta odbierze go jako pipę, a Ty to wziąłeś
                    do siebie. Uderz w stół a nożyce się odezwą. Czyżby jakieś kompleksy?
                    W sumie to chyba tak, bo połowe postu poświęciłeś opisowi jaki to
                    jesteś macho i facet.

                    Prawdziwy facet nie musi o takich rzeczach mówić. Tak samo jak nie
                    musi się pytać kobiety: "co zrobiłem nie tak?".

                    Ale jeśli uważasz, że męskość, to złamanie ręki największemu
                    twardzielowi, to życzę powodzenia. :)))) Rzeczywiście Ty już nie
                    musisz odrabiać lekcji. :))))
                    • heyjoe23 Re: rozwijam 16.10.07, 23:01
                      Czytam glownie (jestem widzem). Ale musze napisac: Nie dobijaj go.
                      Bo zbierze nas wszystkich i nam zbiorowo nakopie. I wtedy dopiero
                      bedzie super-meski-macho-desperado.

                      • falcon-waw Re: rozwijam 17.10.07, 03:43
                        kobiet nie bijam i niesprowokowany jestem potulny jak baranek siedze
                        w koncie i sie nie odzywam :)))))
                    • falcon-waw Re: rozwijam 17.10.07, 03:41
                      Widzę, ze na mazurach nauczanie początkowe (klasy 1-3) pozostawia
                      wiele do życzenia. Bo o ile wiem to w tych klasach rozpoczyna się
                      naukę czytania tekstu ze zrozumieniem. Ty w tym okresie musiałeś
                      bardzo rzadko bywać w szkole albo nie odrabiałeś lekcji :))) Może są
                      jakieś kursy dla dorosłych, które doskonalą tą umiejętność, a może
                      poczytasz dzieciom? Tylko proszę, jak będziesz czytał staraj się
                      zrozumieć tekst, żebyś, jak dziecko zapyta: A kto to był czerwony
                      kapturek? potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Bo niestety ani z
                      tekstu frankhestaina ani z mojego niewiele zrozumiałeś.
                      frankhestain i owszem na początku pisał ogólnie ale potem zaczął
                      personalizować:
                      > i kobieta podświadomie to wie - ze ma do czynienia z pipa to
                      znaczy ze jak na ulicy dostaniesz w ryja od menela to tez go
                      zapytasz co zrobiłem nie tak jak w pracy będziesz popychlem to tez
                      tak zapytasz?
                      > cały post tego faceta który walczył o żonę świadczy tylko o tym
                      ze jest przestraszonym szczurkiem
                      Najpierw obraził mnie bo odpowiadał na mój post i tą odpowiedź
                      kierował do mnie. ( pierwszy cytat)
                      a potem obraził autora całego wątku (drugi cytat)
                      Jeżeli chodzi o kompleksy to mam jak każdy. Nawet ty je masz :))))
                      Ja się tego nie wstydzę. A ze mają one wpływ na moje niektóre
                      zachowania, nie da się ukryć. cała sztuka tkwi w tym żeby je tak
                      skanalizować żeby dały pozytywny efekt. Jak to mówi mój kolega
                      wytworzyły pozytywną energie. :))))))
                      Połowy postu nie poświeciłem opisowi jaki to ze mnie macho (znowu
                      kłania się czytanie ze zrozumieniem, skup się trochę człowieku jak
                      czytasz :))))
                      tylko jakich nie lubię facetów. żeby było to dla ciebie bardziej
                      zrozumiałe napisze wprost. Nie trawie takiego typu ludzi, którzy
                      najpierw krzyczą i obrażają wszystkich dookoła a potem jak dostaną
                      prztyczka w nos, to są oburzeni, nie wiedzą za co dostali i wołają
                      policje na pomoc. Innymi słowy nie lubię ludzi którzy konsekwencje
                      swoich wyborów i czynów starają sie przerzucić na innych, a sami
                      starają się ich unikać (konsekwencji).
                      Skąd wiesz co musi a czego nie musi prawdziwy facet? Czyżbyś się
                      uważał za jednego z nich? To może w końcu znalazłem kogoś kto mi
                      powie a nawet zademonstruje jaki jest prawdziwy facet? Proszę zrób
                      to :))))) opowiedz o tym :))))))
                      > Ale jeśli uważasz, że męskość, to złamanie ręki największemu
                      > twardzielowi, to życzę powodzenia. :)))) Rzeczywiście Ty już nie
                      > musisz odrabiać lekcji. :))))
                      niestety znowu musze to powtórzyć niby czytać i pisać potrafisz ale
                      nie rozumiesz tego co czytasz. facet któremu złamałem rękę (a może
                      tylko zwichnąłem) nigdy prawdziwym twardzielem ani facetem nie był a
                      nawet koło takiego nie stał. O ile to możliwe?) Był po prostu
                      zwykłym dupkiem i cieniasem.
                      Jeżeli kiedyś spotkam prawdziwego twardziela i faceta to nie będę
                      próbował mu łamać ręki tylko ją uścisnę. jeżeli to ty, to tylko
                      powiedz a wsiadam i lecę zobaczyć i uściskać takie cudo:))))
                      • heyjoe23 Re: rozwijam 17.10.07, 07:21
                        No masz... Kompleksów sie nie kanalizuje. Kompleksy sie leczy i
                        przezwycieza. To Tobie sie wydaje, ze polowy postu nie poswieciles
                        na opis, jaki to z Ciebie macho.

                        W klasach nauczania poczatkowego czlowiek uczy sie czytania.
                        W klasach nastepnych - rozumienia tekstu.

                        A na studiach (psychiatria i psychologia) dowiesz sie, co czlowiek
                        chcial powiedziec, jak powiedzal cos zupelnie innego, niz mu sie
                        wydawalo.
                        • falcon-waw Re: rozwijam 17.10.07, 12:33
                          Przeanalizuj dokładnie polski system nauczania, bo jesteś w
                          błędzie :))) w pierwszej klasie składa sie literki w słowa (już
                          wtedy musisz wiedzieć co te słowa oznaczają) w drugiej słowa w
                          zdania (też trzeba wiedzieć co one znaczą) w trzeciej już powoli
                          zaczynasz czytać i pisać krótkie teksty. i dobrze jest jak czytają
                          dzieci rozumieją ich znaczenie. Czyli reasumując rozumienia tekstu
                          uczymy sie od 1 klasy. :)))))
                          Jeżeli jestem dla Ciebie macho, to okej. Pewnie dlatego przebij w
                          moich postach testosteron b pisze je zaraz po siłowni, a wtedy
                          poziom tego hormonu jest podwyższony :))))
                          A co wydawało sie Tobie ze chciałaś powiedzieć? Na ogół ludzie
                          interpretują, to co słyszą lub czytają tak jak im wygodnie. Bo
                          ludzki mózg jest tak skonstruowany ze żeby łatwiej cos zapamiętać to
                          wszystkie otrzymane dane wtłacza w z góry już przygotowany schemat
                          i mało kto potrafi myśleć poza schematami stworzonymi przez nasz
                          mózg i dlatego skoro raz zakwalifikowałaś mnie jaka macho to bez
                          względu na to co napisałem lub napisze i tak będę dla iebie macho. A
                          ciekawe jest to jak ocena mojej osoby na tym forum sie zmieniała. od
                          podejrzeń ze jestem kobietą przez maminsynka wychowywanego przez
                          matkę, gówniarza który nic o świecie nie wie a teraz jestem
                          macho :)))).
                          Miłego dnia życzę :)
                          • sylwiamich Re: rozwijam 17.10.07, 13:09
                            Wiecie...ja też nie wierzę w cudowne szczęśliwe życie autora postu i
                            jego żony.To bardzo ważne...jego żony.Staram się postawić na jej
                            miejscu.Coś musiało się zepsuć w ich małżeństwie...romans.Jej mąz
                            dyskredytuje kochanka...odsłaniając jego kłamastwa.Poniżające.Trudno
                            dalej być...śmiech raczej przez łzy.Można być dalaj ze sobą...nawet
                            do końca życia.Ze strachu.Z beznadziei.I nawet nie bardzo z tego
                            zdawać sobie sprawę.
                            Autor postu pisze: wygrałem z tym trzecim.Brrr.Madal, trofeum, na
                            półkę.Wygrał nagrodę: żonę.
                            Znam dużo par żyjących po zdradzie.Dobre małżeństwa.Ona twierdzi że
                            trzecia go zaczarowała, On twierdzi że ją zaniedbywał.Ona nie chce
                            słyszeć o niczym, nie chce wiedzieć.On jemu obił mordę.Dla nich
                            wytrzymanie pomimo...świadomośc uratowania małżeństwa, rodziny dla
                            dzieci, poczucie dojrzałości.Dla innych życie w Matriksie, odebranie
                            sobie szansy na miłośc i szacunek, zły wzór dla dzieci.Każdy ma
                            prawo żyć po swojemu.Ja wybieram prawdę....bolesną ale prawdę.Nie
                            chcę do grobu.
                        • falcon-waw Re: rozwijam 17.10.07, 16:58
                          kanalizowanie czyli kierowanie złych emocji (czytaj kompleksóW) w
                          taim kierunku aby przynosiły dobre rzeczy kozystne dla mnie i
                          innych.
                      • z_mazur Re: rozwijam 17.10.07, 08:03
                        Widzę, że konsekwentnie spełniasz moją prośbę zawartą w innym poście
                        i dajesz ciągle jeszcze i jeszcze.

                        Żeby już trochę kończyć temat nie będę polemizował z większością
                        Twoich tez bo widzę, że mamy kompletnie inne zdanie i pewnie tak
                        zozstanie.

                        Odniosę się tylko do czytania ze zrozumieniem:

                        Frankhestein napisał: "jeśli zadasz takie pytanie kobiecie, to
                        kobieta podświadomie wie, że jesteś pipą". Nie napisał, że jesteś
                        pipą. Dla mnie to dwie zupełnie inne rzeczy. Co do obrażania
                        założyciela wątku, to ja się na ten temat nie wypowiadałem. Więc nie
                        wiem po co ten drugi cytat.

                        Rzeczywiście nie pisałeś o największym twardzielu, tylko o
                        najbardziej agresywnym z napastników. Mea culpa, nie wczytałem sie
                        dokładnie w tekst.

                        To powyżej, to IMHO jedno męskich zachowań - umiejętność przyznania
                        się do błędu, pomyłki.

                        > Skąd wiesz co musi a czego nie musi prawdziwy facet? Czyżbyś się
                        > uważał za jednego z nich? To może w końcu znalazłem kogoś kto mi
                        > powie a nawet zademonstruje jaki jest prawdziwy facet? Proszę zrób
                        > to :))))) opowiedz o tym :))))))

                        Facet ze mnie rzeczywiście, czy prawdziwy? Nie wiem i niespecjalnie
                        o to dbam, ja mam o sobie dobre mniemanie. :))
                  • frankhestain Re: rozwijam 23.10.07, 15:43
                    Mam propozycje może się
                    > spotkamy i powiesz mi to w twarz?

                    jasne, jutro o 11 kolo trzepaka

                    jestes albo kobieta albo metroparowa
    • trzy.zyczenia pozorne zwycięstwo 15.10.07, 12:44
      za jakiś czas sam się o tym przekonasz.
    • kici10 Re: Wygrałem z tym trzecim... 16.10.07, 18:42
      Szczęściarzu, to co jest dla Ciebie największym szczęściem, będzie
      jednoczśnie Twoim największym przekleństwem. Będą Tobą targały
      ambiwalentne uczucia. Ciekawe, czy potrafisz się od tego
      zdystansować?
      • praktyczna Re: Wygrałem z tym trzecim... 17.10.07, 11:25
        jestem widzem plci zenskiej - i jak tak sobie popatrze to
        stwierdzam, ze to jakos tak chyba w mentalnosci czlowieka siedzi -
        kiedy jeden sie chocby troszke z "bagienka wygrzebie" to inni (i tu
        nie wiem czy powodowani zazdroscia czy msciwowscia) zaraz go za poly
        sciagaja .. zeby sie nie daj Boze sie nie "wymsknal" za bardzo z
        szeregu :) Bo bedzie cholera za bardzo szczesliwy :)))

        Nie bede gdybac czy Szczesciarzowi sie uda natomiast zycze im tego z
        calego serca bo jestem ludziom zyczliwa. Kazdy z nas czegos innego
        oczekuje od zycia, od zwiazku i od otoczenia. Jednemu przeszkadza
        chrapiacy partner/ka a innemu chrzakajacy/a i mlaskajacy/a, jeszcze
        inny sie godzi na zdrade a inny nie wybaczy nawet malego klamstwa
        itd..

        Kazdy z nas jest gotow na wieksze czy mniejsze poswiecenie dla
        wytyczonego sobie celu. "Dobre rady" i proroctwa na nic sie
        Szczesciarzowi nie przydadza - bo to tak jak z dobrymi radami
        naszych rodzicow ;-))) czy ktos je wtedy bral sobie do serca ? ;-))
        Kazdy z nas jesz obarczony bagazem wlasnych doswiadczen - i nawet
        jesli w naszym otoczeniu znamy kogos kto sie w podobnej sytuacji
        rozstal z partnerem to nigdy .. podkreslam NIGDY! nie poznalismy
        calej prawdy o tym zwiazku. Znamy ja tylko z subiektywnego punku
        widzenia "opowiadacza". Kto wie czy znamy cala prawde o naszych
        zwiazkach ..

        Jak ktos jest aktualnie szczesliwy i buja w oblokach to dlaczego
        mamy ten stan euforii temu czlowiekowi niszczyc? jak (o ile) spadnie
        to sam sie obudzi - jednak tych szczesliwych chwil nikt mu nie
        zabierze ... bujanie w oblokach w ciaglym strachu .. zaraz spadne ..
        zaraz spadne ... jest do kitu ;-)

        Dlatego tez zycze Szczesciarzowi powodzenia .. i trzymam kciuki
        zebys nie spadl :)))
        Innym zycze milego dnia i ... do poczytania :)))
        • z_mazur Re: Wygrałem z tym trzecim... 17.10.07, 12:23
          Alez ja też życzę szczęściarzowi szczęścia (jakos tak się poczułem
          wywołany do tablicy).

          Dyskusja miała na celu uzmysłowienie autorowi wątku tego, że dopiero
          zrobił pierwszy krok na drodze do odbudowania związku, że czeka na
          niego mnóstwo zasadzek i że jeśli spocznie na laurach to celu nie
          osiągnie. Trzeba optymistycznie patrzeć w przyszłość, ale również
          realistycznie.
          • zelm71 Re: Wygrałem z tym trzecim... 23.10.07, 16:04
            Napisze niestety inaczej. Mimo, że kocham bardzo swoją żone to
            jednak powiedziałbym jej dowidzenia i wystawił walizkę a w
            szczególności gdy nie było w tym mojej winy. Mam zasadę życiową -
            takich spraw nie wybaczam. Moja żona jest identycznego zdania.
            Proste reguły. Cytując PIS "Trzeba mieć zasady" :)))
            Pewnie że by mnie to strasznie bolało ale moje zasady są ważniejsze.
            Część osób oczywiście się ze mną nie zgodzi ale takie niestety mam
            poglądy.
            • marek_kolomanski Re: z pisem bym tego nie porównywał:))) 25.10.07, 11:42
              To fajnie, że masz zasady i poglądy, jednak dzięki przyrównaniu do pisu nie
              brzmisz zbyt wiarygodnie:) Czytelnik może je odebrać jako "zasady" i "poglądy"
              :))) Lepiej polityki do seksu i małżeństwa w przyszłości nie mieszać:)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka