Dodaj do ulubionych

Coś się zmieniło

08.10.07, 09:43
Witam.
Moja historia jest banalna,pewnie dużo tu takich.
Jesteśmy małżeństwem 17 lat. Mamy 3 dzieci. Mój mąż od jakiegoś
czasu nie chce ze mną sypiać.
To prawda psuło się między nami od dawna. Mamy chyba inne
temperamenty. Mąż większe potrzeby, ja mniejsze. .... Potem trudna
ciąża - zagrożenie życia dziecka i mojego- było naprawdę blisko. Po
urodzeniu dziecka oświadczył, że nie czuje więzi, nie ma żony,
dzieci, rodziny. Nie czuje nic do nikogo- po prostu przestał czuć
Nie może ze mną sypiać, bo nie chce mnie ranić jeszcze bardziej. NIe
dotyka mnie, nie przytula. Mam wrażenie, że to już chyba koniec.
Zadaję sobie pytanie, czy można coś zmienić. Sama nie wiem, czy
próbować , starać się - kolacja przy świecach itd. Czy sobie
odpuścic i nie zwracać na niego uwagi.
Bardzo proszę o poradę wszystkich, a w szczególności Panów.
Psycholog mi powiedział, że taki stan mógł i bardzo często się
zdarza po bliskim zetknięciu się ze śmiercią i możliwością straty.
Nie wiem co o tym myśleć.
Obserwuj wątek
    • herbatka.jasminowa Re: Coś się zmieniło 08.10.07, 10:05
      "Psycholog mi powiedział, że taki stan mógł i bardzo często się
      > zdarza po bliskim zetknięciu się ze śmiercią i możliwością straty.
      > Nie wiem co o tym myśleć."

      Ale on w tym wypadku miał stracić żonę, więc jego reakcja wypalenia uczuć do ciebie i dzieci jest raczej jak dla mnie szokująca.Raczej powinien bardziej doceniać to że was ma, własnie w obliczu ewentualnej waszej straty.

      A po takich słowach, chyba bym nie żebrała o miłość i zainteresowanie, nikogo do miłości nie zmusisz, realizuj sie w inny sposób np. jako matka , pracownica, jest tyle fajnych rzeczy, którym mozesz się poświęcić. Powodzenia ☺☺☺
      • sylwiamich Re: Coś się zmieniło 08.10.07, 10:21
        Czasami się tak zdarza, że wielka trauma jaką przeżywa człowiek
        mogący kogoś stracić, powoduje zerwanie więzi emocjonalnych...żeby
        wytrzymać.Taka obrona.
        Ale w przypadku autorki postu może być tak że facet zobaczył ze to
        małżeństwo nie ma juz dla niego znaczenia.Tylko dlaczego rzuc mu ise
        też na dzieci?Może to ten typ co to kocha dzieci przez matkę.Nie ma
        miłosci do matki...nie ma do dzieci?
        • cyklista6 Re: Coś się zmieniło 08.10.07, 12:05
          A ja postawiłbym tu zupełnie inną diagnozę.

          Wyjdę od Twojego stwierdzenia, że mąż ma większe potrzeby a Ty mniejsze. Być
          może Twój mąż czuje się odrzucony, niespełniony, sfrustrowany, to prowadzi do
          niskiego poczucia własnej wartości a potem do jakiejś formy agresji. Czyli taki
          mechanizm 'nie chce się ze mną kochać, czyli mnie nie kocha, nie dba o moje
          uczucia, ma w nosie to co dla mnie jest ważne' itd. itd. To się nawarstwia,
          spiętrza i fiskuje albo wybucha. Ale to niekoniecznie jest trauma.

          Ja też tak miałem, że moja żona miała okresy koszmarnej posuchy seksualnej,
          nigdy nie wyjaśniła dlaczego ('po prostu tak miałam i już, no co poradzę').
          Kiedy mijał drugi tydzień od poprzedniego seksu nie mogłem się nawet zwyczajnie
          przytulić na do widzenia, nie mówiąc o jakimś serdecznym słowie. U Was ten stan
          jest już chyba dalej posunięty.

          Rozumiem, że po 17 latach trudno liczyć na eksplozję seksu, ale facet nie jest
          jakoś nadmiernie skomplikowaną machiną. Czy próbujesz wziąć inicjatywę w swoje
          ręce? Czy dajesz mu odczuć że masz ochotę na seks właśnie z nim?

          Kurcze, trójka dzieci zobowiązuje - starajcie się.
          • glamourous Re: Coś się zmieniło 08.10.07, 13:20
            Mnie natomiast uderza co innego. Owszem, wiadomo, psychologia ludzka
            jest bardzo pokretna, cos co wywola eksplozje milosci u jednego, u
            drugiego moze wywolac traume nie do przezywciezenia, ale...

            Blady strach mnie ogarnia gdy czytam takie historie jak ta. Kobieta
            urodzila mezowi w bolesciach troje dzieci, sama przy tym omal zycia
            nie postradala, a on... on jej teraz mowi "dziekuje, rozmyslilem
            sie" jakby nigdy nic. Zamiast okazac jej nalezyte wsparcie, odwraca
            sie d(...) od niej, od wlasnych dzieci, od wszystkiego co razem
            zbudowali. Obojetnie czy powodem byl seks, roznica temperamentow,
            czy jakies inne licho. Okropny jest fakt, ze ona zlozyla swoje zycie
            niejako w jego rekach, a jemu sie teraz nagle odwidzialo. Ja takie
            zachowanie nazywam "syndromem nadgryzionej kanapki". Na zasadzie :
            bierze, nadgryza, i jezeli mu nie posmakuje, to uwaza, ze moze
            wyrzucic sobie ot tak, do kosza. Cholerna konsumpcyjna mentalnosc,
            zero odpowiedzialnosci za cudze zycie - i zeby chociaz probowal z
            tym walczyc, sam sie wybral do psychologa i z wlasnej inicjatywy
            probowal ratowac rodzine...! Ale nie - to kobieta szuka wsparcia,
            pomocy, sama boryka sie z problemem.

            Przeraza mnie to o tyle, ze sama jestem w przededniu prokreacji. I
            wez tu, cholera, kobieto urodz facetowi powiedzmy dwojke dzieci - a
            jemu potem moze palma odbije i sie z dnia na dzien "rozmysli"...!

            PS. Przepraszam za ostry ton tej wypowiedzi, ale na wzmianki o tego
            typu postawach u facetow reaguje po prostu apopleksja ;-/
            • niezapominajka333 Re: Coś się zmieniło 08.10.07, 13:52
              Glam :)
              Jako kobieta w przededniu prokreacji zapewne liczysz się z
              możliwością utraty ochoty na seks po urodzeniu dzidziusia :)
              Myślę, ze nasze własne reakcje w róznych sytuacjach mogą nas
              zaskoczyc, a co dopiero reakcje naszych bliskich...

              A co do męża autorki...
              Zastanawia mnie ta różnica temperamentów wcześniej. Szczególnie jak
              duża ona była i co ów mąż robił z poczuciem odrzucenia.

              I jeszce jedno. Mówic, że mnie nie zależy, nie czuję więzi, nie
              czuję nic do nikogo, nie mam żony, rodziny w sytuacji, kiedy ta
              rodzina jest, nic jej chwilowo nie zagraża to nie to samo, co nie
              miec poczucia żadnej straty gdy rzeczywiście się ją traci.

              Ciekawe jest sformułowanie, ze nie chce z nią sypiac, zeby jej
              jeszcze bardziej nie ranic. Tak mi się wydaje, że jest tu jakiś
              związek na boku i to od dawna.

    • kici10 Re: Coś się zmieniło 08.10.07, 15:03
      Nie czuje nic do nikogo- po prostu przestał czuć

      Wygląda to tak, jakby się zamroził. Różnymi ścieżkami chodzą ludzkie
      reakcje. Myśle, że taka reakcja nastąpiła po bardzo silnych,
      traumatycznych przeżyciach. Być może partner obwinia się, że ciążą
      doprowadził Cię prawie do śmierci. Być może przerażeniem napawała go
      myśl, że może sam zostać z dwójką dzieci. Być może na wszelki
      wypadek postanowił Cię nie dotykać, żeby uniknąć kolejnej trudnej
      ciąży.
    • brenka Re: Coś się zmieniło 08.10.07, 17:09
      Wszystkie kobiece sposoby wypróbowane, no i oczywiście...że
      działaja, tyle tylko, że mój mąż się wtedy zaczyna wsciekać. To
      dział odwrotnie niz powinno.
      Moze rzeczywiście ta trzecia, choć mówi że nie.
      Dzieci ważne, ale tylko z obowiązku i to chyba najbardziej boli.
      Jest z nami też z obowiązku i to też okropne. Boli bardzo.
      • glamourous Re: Coś się zmieniło 08.10.07, 17:45
        brenka napisała:

        > Wszystkie kobiece sposoby wypróbowane, no i oczywiście...że
        > działaja, tyle tylko, że mój mąż się wtedy zaczyna wsciekać. To
        > dział odwrotnie niz powinno.


        Tak sie dzieje, poniewaz Wasz problem nie lezy w seksie - brak seksu
        jest tylko skutkiem odciecia sie psychicznego Twjego meza od Ciebie
        i od rodziny. Skoro juz nie czuje z Toba, z Wami wiezi, "nie ma
        zony, rodziny" to z jakiej racji mialby uprawiac z Toba seks?

        Byc moze Twoj maz cierpi na "syndrom wypalenia". Modne jest ostatnio
        mowienie o tej dysfunkcji w kontekscie zawodowym, co nie znaczy ze
        nie moze ona sie komus przydarzyc w zyciu rodzinnym. W tym
        konkretnym przypadku byc moze spowodowaly to traumatyczne przezycia,
        ktore meza po prostu przerosly.

        W tej sytuacji proszenie, kuszenie, wyprobowywanie "kobiecych
        sposobow" na seks na pewno nie zadziala. Naruszone sa bowiem
        podstawy Waszego zwiazku - on czuje sie jakby "zwolniony z
        obowiazkow malzenskich" - i wysyla Ci czytelne sygnaly, zebys
        przestala go nagabywac. Ja na Twoim miejscu dalabym sobie na razie
        spokoj z reanimacja jego pozadania do Ciebie - tylko wyslala go do
        psychologa, sprobowala go namowic na terapie. On ma problem ze
        swoimi uczuciami, byc moze z calym swoim zyciem wewnetrznym - nie ma
        wiec sensu wyjezdzac mu ze swiecami, kolacjami, kuszeniem i calym
        tym stuff'em ktory sie (powiedzmy) sprawdza kiedy podstawy zwiazku
        sa jeszcze solidne, a partnerzy maja tylko chwilowego "lenia"...

        Ze tak obrazowo powiem - tu nie tylko galaz, tu cale drzewo jest
        chore - trzeba wiec zaczac ewentualnie leczyc od postaw. Czyli :
        jego terapia indywidualna, byc moze potem rodzinna. Walka o
        poukladanie tego wszystkiego, chocby dla dobra dzieci. Klasyczny
        syndrom wypalenia da sie bez problemu wyleczyc terapia, ale tez
        przygotowac sie musisz niestety i na taka mozliwosc, ze - pomimo
        terapii - niewiele da sie zrobic, bo jego kryzys jest tak gleboki,
        ze z pustego i Salomon nie naleje. I tylko zmiany moga dac poprawe...

        Miejmy jednak nadzieje, ze wszystko sie pouklada. Ze twoj maz to
        wrazliwy facet, ktory sie zwyczajnie pogubil- jak to po traumie
        bywa. Trzymam Was kciuki.
    • your_and Re: Coś się zmieniło 08.10.07, 17:31
      Brenka, niestety po twoich słowach wyczuwam od razu że chodzi o
      sytuację że mąż od jakiegoś czasu odczuwani niezadowolenie ze
      zwiazku i czuje ze to trochę zahacza o męską dumę...
      Sytacja zagrożonej ciąży spwodawała że ty z jednej strony skupiłaś
      sie na sobie i na dziecku jeszcze bardziej, a z drugiej mniej na
      sygnały niesłpełniania i braku satysfacji od męża. To tylko
      zwiekszyło jego frustracje że nie może liczyć on realizację swoich
      sygnalizowanych oczekiwań, jednocześnie sytuacja zagrożenia ciebie i
      dziecka spowodawała że doma nie pozwoliła mu na szukanie innego
      rozwiazania - musiał wytrwać w swoim zwiekszającym coraz bardziej i
      ignorowanym przez Ciebie niezadowoleniu - innaczej w swoich i oczach
      otoaczenia wyszedłby na łachudrę.
      Teraz jak sprawa ze zdrowiem sie wyjaśniła, on czuje się że
      zwolniony, a jednocześnie jest przeświadczony (trafnie lub nie)że na
      wzrost zaangażowania w związek Ciebie ni może liczyć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka