Dodaj do ulubionych

Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kobiety.

29.11.07, 02:36
Witam,
Jak w temacie interesuje mnie ilość partnerów z którymi Wy, Panie
współżyłyście załóżmy do 26 roku życia. Poznałem jakiś czas temu bardzo fajną
Kobietę, bardzo dobrze się dogadujemy, niedawno zaczeliśmy ze sobą sypiać.
Ostatnio w trakcie rozmowy wyszło że maiała 14 partnerów dotychczas...
przyznam szczerze że zwaliło mnie to z nóg... Niby wszystko jest ok, ale to
mnie troszkę martwi.. tak dużo? I nie zawsze były to jakieś zwiazkowe
znajomości... :(

A może ja mam jakieś wypaczone wyobrażenie na ten temat.... chciałbym by tak
było..

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • driadea Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 06:58
      Było nie pytać.
      A jakbyś usłyszał, że dwóch, twoje ego by napuchło, co?

      Ech...
      • jagna_na_polowaniu Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 09:48
        15... W tym raz seks z przygodnie poznanym chlopakiem (a wlasciwie
        z dwoma), dwoch mezow moich, jeden maz cudzy (nie wiedzialam, ze ma
        zone), 2 dluzsze zwiazki, reszta to przyjaciele (tacy ktorych znam
        od lat) i znajomi. W tym wszystkim jedna zdrada odwetowa. Maz
        mysli, ze bylo ich 6. Pierwszy maz wiedzial o wszystkim i tak go to
        meczylo, ze postanowilam, ze drugiemu prawdy nie powiem. Ja wiem w
        jakich okolicznosciach sie to wszystko odbywalo, nie uwazam sie za
        puszczalska. tylko ten incydent, ktory wymienilam na poczatku
        troche mnie zawstydza ;-)
        • jagna_na_polowaniu Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 09:54
          Dodam, ze wszystko mialo miejsce w odleglych od siebie miejscach
          (zmienialam miejsce zamieszkania pare razy w zyciu), takze nie ma
          wlasciwie ryzyka, ze moj maz naslucha sie czegos od znajomych.
          Gdyby tak bylo, wolalabym powiedziec prawde. Opinie mam dobra, a co
          przezylam to moje ;-)
          • driadea Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 10:01
            jagna_na_polowaniu napisała:
            >Opinie mam dobra, a co
            >przezylam to moje ;-)


            Hehehe :)
        • sagge Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 10:38
          Kurcze, czyli podobnie. Ale rzeczywiscie to zalezy tez od okolicznosci.... Mimo
          wszystko mnie to troche gryzie...
          A inne Panie?
          • glosatorr Sagge - a Ty ile miałeś? 29.11.07, 10:59
            tylko bez ściemy!
    • annamariamuff Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 10:39
      Do 26 roku zycia ok 14 -15 nie pamietam dokladnie musialabym
      policzyc:)))a pozniej poznalam mojego meza i mialam tylko jego ( mam
      do dzis 35 lat ). Bylam na tyle rozsadna ,ze nie przyznalam sie do
      ilosci partnerow mezowi stanelo na liczbie 4 .
      • sagge Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 11:09
        Z całym szacunkiem dla Was, dla Niej i dla siebie, ale jednak jest coś nie tak
        skoro ukrywacie prawde przed osobą na ktorej Wam zależy... :/
        • czerwone_francuskie Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 11:16
          ok 15, nie chce mi sie liczyc.
          Ja swojego meza nie pytalam, on mnie tez nie. Nie wiem ile mial kobiet przede
          mna. Nie wiem w ilu byl zwiazkach. Teraz jestesmy razem.
          Tak generalnie nie wiem czemu maja sluzyc takie pytania, zwierzenia...dla mnie w
          jakims sensie sa oznaka niedojrzalosci.
        • nie-naiwniak Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 11:22
          a moim zdaniem mają Panie rację ukrywając . Jestem chłopem i kiedy usłyszałem /
          kiedyś ! /- że jestem chyba 45-tym - to nie tylko ręce mi opadły . To kiedyś ,
          to kiedy ja miałem około 25-lat , Ona 23 .
          Jeśli na osobie zależy Kobiecie - niech lepiej nie mówi prawdy . Wielu jest
          cymbałów , którzy najpierw pytają o to , a później , w czasie sprzeczki / np/
          szybko to wymawiają , nie zawsze wyrazami parlamentarnymi .
          Jedna z Pań napisała że / chyba ?/ " co przeżyła to jej " - i taka jest prawda .
          A swoją drogą - jak się czuje Kobieta , której partner mówi " ja to przeleciałem
          ...." i tu wymienia liczby dwucyfrowe ?
          Dlatego mowa jest srebrem - ale milczenie - złotem . Nawet kiedy już
          jest po " małym przebiegu ".
        • aandzia43 Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 13:54
          sagge napisał:

          > Z całym szacunkiem dla Was, dla Niej i dla siebie, ale jednak jest coś nie tak
          > skoro ukrywacie prawde przed osobą na ktorej Wam zależy... :/

          Tak, jest coś nie tak, że kobiety ukrywają prawdę w tej kwestii.
          Z wami. Jeśli nie możecie znieść tych straszszsznychchch dwucyfrowych liczb i
          wyciągacie z nich (za) daleko idące wnioski odnośnie swoich partnerek, to nie
          dziwcie się, że co sprytniejsze panie utrzymują was w błogiej nieświadomości na
          ten drażliwy temat.

          W sąsiednim wątku pan zrezygnował z pani tylko (?wątpię) dlatego, że miała ponad
          25-ciu facetów do trzydziestki. Ja uważam, że był to tylko pretekst, ale dziwne,
          że nie zerwał z nią, bo na przykład przypala zupę, ubiera się na różowo, albo za
          mało zarabia. Znamienne. Dla niektórych facetów wcześniejsze obfite
          doświadczenia partnerki to taki kij, który się zawsze znajdzie, kiedy się chce
          uderzyć psa. Staramy się więc nie dawać do ręki tego kija, szczególnie komuś,
          kto ma lekkość sięgania po niego, czyli gra nie fair.
          • kawitator Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 19:42
            W sąsiednim wątku pan zrezygnował z pani tylko (?wątpię) dlatego, że miała ponad
            25-ciu facetów do trzydziestki. Ja uważam, że był to tylko pretekst, ale dziwne,
            że nie zerwał z nią, bo na przykład przypala zupę, ubiera się na różowo, albo z
            a mało zarabia. Znamienne.
            Rzeczywiście znamienne ale równie znamienne jest to co piszesz Mimo całej swojej
            inteligencji nie jesteś w stanie zrozumieć emocji faceta. On sam ich nie za
            bardzo rozumie bo to są emocje a nie logiczny ciąg faktów. ja go rozumiem bom
            facet.
            Facet tez nie rozumie wielu emocji kobitek tak jak powszechne rwanie włosów
            depresje czy próby samobójcze bo on oglądał gołe panienki na necie. Tyż nie
            rozumiem. ;-)) o co im chodzi bo wrzask i harmider jaki robią z tego powdu jest
            bez sensu. Domyslam sie tylko ( bo na szczęście nie jestem kobitką), że chodzi o
            emocje ;-PPP
            Stare przysłowie pszczół mowi że facet nie moze zniesc poprzednich partnerów
            kobitki a kobitka prtnerek jej faceta jakie miałby po niej.
            Tak jest i w tym kierunku idą emocje obu stron. Można tu przytoczyć głębokie
            psychologiczno socjologiczne biologiczne uzasadnienie skąd się takie właśnie
            emocje biorą ale nie ma chyba potrzeby Ewentualnie Yoric jako lepszy w te klocki
            może nadrobić moje lenistwo.
            Czy kobitki lekko zmieniając interpretacje przeszłości robią dobrze ??. Te które
            uważają ze szczerość w związku to podstawa, które żądają i przeprowadzają
            szczere rozmowy to powinny się ze wstydu spalić lub popełnić seppuku bowiem
            głęboko niemoralne som. Te które wiedzą ze związek i miłość to emocje napięcie,
            gra, wzajemne mniejsze i większe manipulacje a absolutna szczerość w związku to
            jego grób, powinny traktować to normalnie i jeżeli w czasie trwania związku
            zachowują się przyzwoicie to nic nikomu do tego

            ps Jakoś w tym wątku tak powszechne zwolenniczki przeprowadzania szczerych
            rozmów nagle zamilkły Dlaczego ? Zgadujemy?
            • sylwiamich Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 19:58
              Jestem zwolenniczką szczerości w związku.Ale w pewnych
              sytuacjach.Obnoszenie się z pewnymi faktami ze swojego życia jest
              bez sensu.Ale przemilczenia czasami tez prowadzą do tragedii.Myslę
              że każdy powinien postąpić zgodnie ze swoim temperamentem.Nie
              opowidam pikantnych szczegółów ze swojego zycia, ale nigdy nie
              ukrywałam swoich zapatrywań dotyczacych seksu.Są tacy co żle mnei
              odbierają.I dobrze.Pewnie przyjaciółmi i tak byśmy nie zostali ze
              względu na róznice charakterologiczne .I lepiej teraz sobie to
              uzmysłowić niż po ślubie:)
              Seks to delikatna dziedzina życia.Nasze potrzeby tak bardzo się
              róznią, jak oczekiwania dotyczące ilości partnerów "przed", czy
              stosunek do "czystości".I dobrze...róznorodność jest kolorowa:))
            • aandzia43 Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 20:44
              Rzeczywiście znamienne ale równie znamienne jest to co piszesz Mimo
              całej swoje
              > j
              > inteligencji nie jesteś w stanie zrozumieć emocji faceta. On sam
              ich nie za
              > bardzo rozumie bo to są emocje a nie logiczny ciąg faktów. ja go
              rozumiem bom
              > facet.

              Wydaje mi się, że rozumiem emocje mężczyzny w kwestii swoich
              łóżkowych poprzedników i ilości tychże. Wiem, z czego to wynika,
              jeśli za wykładnię przyjmiemy psychologię ewolucyjną (Yoric nie musi
              nam tu gwałtownie spieszyć z pomocą;-). Poszłam na skróty i nie
              rozpisywałam się w tym wątku. Rozumiem, że Prawiemężem z sąsiedniego
              wątku i innymi panami w podobnej sytuacji targają emocje. Ale co z
              tego wynika?
              Emocje emocjami, ale ulegać im za każdym razem nie wolno, wiadomo. I
              traktować problemu jako pretekstu do zerwania, bo nie jest się w
              stanie stanąć twarzą w twarz z rzeczywistym powodem niechęci do
              partnera też nie wolno. I traktować probelmu, jako kija na psa też
              nie wolno.

              Gdyby napisała mi kobitka, że jej mąż w młodości chlał wódę, szalał
              po Polsce, puszczał kasę i ogólnie wydziczał się, jak na młodzieńca
              przystało, to przecież nie radziłabym jej "zerwać z nim,
              natychmiast!". Nikt rozsądny by jej tego nie doradził. Radziłabym
              jej PRZYJRZEĆ mu się na zimno teraz. I wyciągnąć wnioski. Powyższe,
              nawet niegdysiejsze, zachowanie mężczyzny wzbudza (zazwyczaj) w
              kobiecie straszne poczucie zagrożenia. Jak ognia boimy się pijaków,
              nałogowców wszelkiej maści, utracjuszy, dziwkarzy. Nie będziemy się
              tu rozpisywac, dlaczego. Co na ten temat mówi psychologia
              ewolucyjna, wszyscy wiemy. Takiej pani radziłabym wsadzić sobie
              emocje w kieszeń, a jeśli nie moze (bo miała tatę alkoholika lub
              utracjusza i jest przewrażliwiona), to je przepracować ze
              specjalistą i NIE WYLEWAĆ DZIECKA Z KĄPIELĄ!!! Jak jej po głębszej
              analizie wyjdzie, że chłop i teraz niewiele mądrzejszy, to wtedy go
              wylać! Tyle głupich i często nieodwracalnych decyzji podejmujemy ZE
              STRACHU przed czymś, co może nas spotkać. Więc panom przerażonym
              ilością poprzedników w łóżku swojej partnerki tez radziłaby
              przyjrzeć sie jej dokładnie, przeanalizować całą sprawę na chłodno i
              zastanowić się trochę nad sobą. Łatwo powiedzieć, wiem :-).

              P.S. Jestem właśnie taką obawiającą się pijaków i utracjuszy kobietą
              (powody są realne). Ale w zetknięciu z tymi problemami jestem juz
              chyba bardziej czujna jak owsik, niż rozhisteryzowana. Odrobina
              zdowej paranoi nie zaszkodzi, jak zwykła mawiać mój brat;-), a
              histeria szkodzi zawsze.
          • jkkkk a właśnie że dobrze jak miała 25 partnerów 19.12.07, 21:00
            bo to znak że się lubi rypać i pewnie jeszcze jest atrakcyjna.
        • eeela Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 14:42
          > Z całym szacunkiem dla Was, dla Niej i dla siebie, ale jednak jest
          coś nie tak
          > skoro ukrywacie prawde przed osobą na ktorej Wam zależy... :/


          Bzdura.
          O przeszlosci po prostu sie nie rozmawia, bo to jest najzdrowsze
          wyjscie. Dla obu stron. Zwierzania sie, jak bylo i z kim przedtem,
          sa dobre dla dwudziestolatkow maksimum, ale nie dla doroslych ludzi.
          • sylwiamich Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 14:49
            Eeela...to nie do końca tak.ja ze swoim facetem opowiadamy sobie
            różne historyjki z przeszłosci.On miał duże powodzenie u kobiet,
            okres szaleństwa szczeniacko-pijacko-imprezowego.Swoje przeżył.Nie
            jestem zazdrosna o niego, on twierdzi że zazdrosny może być o to co
            teraz, nie o przeszłość.I to chyba dobre, dojrzałe podejście.Nie
            gram spokojnej dziewczynki...i tak w łózku by się wydało;))A on nie
            gra apokojnego, układnego chłopczyka.Myślę że mamy podstawy do
            zaufania..
            • eeela Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 15:02
              Ja tez przeciez nie mowie o calkowitym przemilczaniu. Mnie by bylo
              trudno mowic o czymkolwiek z przeszlosci, bo wiekszosc swojego
              doroslego zycia przezylam w dlugim zwiazku, i nie mialabym jak w
              ogole mowic o sobie i o tym, co mi sie w zyciu zdarzylo, gdybym
              miala pomijac pewne tematy :-) I tez mam rozne anegdotki do
              opowiadania ;-) Chodzi mi o to, ze siadanie i gledzenie specjalnie o
              tym, ilu ich bylo i co z nimi robilam w lozku, jest szczeniackie i
              glupie.
        • anais_nin666 Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 19:07
          Sagge, nie dziwię się, że kobiety ukrywają. Wiedzą, że jeśli powiedza prawdę to
          facet może miec takie jazdy jak Ty. Lepiej zyć w nieświadomości;)

          A 14 partnerów to nie aż tak dużo. Jeśli zaczęła sie kochac powiedzmy w 19
          wiosnie zycia to wychodzi 2 na rok. To tak wiele?
        • iberia.pl Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 26.12.07, 15:51
          sagge napisał:

          > Z całym szacunkiem dla Was, dla Niej i dla siebie, ale jednak jest
          coś nie tak skoro ukrywacie prawde przed osobą na ktorej Wam
          zależy... :/

          czasami lepiej cos przemilczec albo nie mowic prawdy bo potem
          wlasnie jest tak jak w Twoim przypadku.Bezsensowne zamartwianie sie
          itd, po co?Trudno zeby Ci sie spowiadala i tlumaczyla ze wszystkic
          przezyc i okolicznosci.
          Liczy sie to co jest teraz, "co bylo a nie jest nie pisze sie w
          rejestr".
    • loppe Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 11:23

      Na forum wystepuje nadreprezentacja (w relacji do ogólnej populacji)
      pań (i panów:) wysoce ceniących sobie te sprawy więc...

      Liczba. Ilość partnerów może być mierzona w kilogramach lub litrach.
    • eeela Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 11:25
      Ale chodzi ci tylko o te przypadki, kiedy doszlo do stosunku wlasciwego? Bo
      jesli tak, to cnotliwa jestem nieslychanie, jesli nie - to mam bujna przeszlosc ;-)
      • aandzia43 Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 13:58
        eeela napisała:

        > Ale chodzi ci tylko o te przypadki, kiedy doszlo do stosunku wlasciwego? Bo
        > jesli tak, to cnotliwa jestem nieslychanie, jesli nie - to mam bujna przeszlosc
        > ;-)


        Ojej, ja policzyłam tylko te przypadki, kiedy doszło do stosunku właściwego.
        Boże, muszę zaczynać (liczenie) od nowa? ;-)
      • glamourous Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 14:29
        eeela napisała:

        > Ale chodzi ci tylko o te przypadki, kiedy doszlo do stosunku
        wlasciwego? Bo
        > jesli tak, to cnotliwa jestem nieslychanie, jesli nie - to mam
        bujna przeszlosc
        > ;-)


        Hehe, u mnie to samo :-)

        Liczba partnerow z ktorymi "poszlam na calosc" jest ponad dwukrotnie
        nizsza od tych z ktorymi robilam baaardzo rozne rzeczy ale do
        penetracji nie doszlo :-) Z reguly mam tak, ze zeby "dac sie
        przeleciec" ;-) to musze byc facetem naprawde baaardzo mocno
        zauroczona. Co nie zdarza mi sie czesto, bo i nieczesto spotykam na
        mojej drodze facetow ktorzy "powalaja mnie na kolana" (tylko bez
        dwuznacznosci prosze ;-))
    • aandzia43 Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 13:43
      Dziesięciu do 23-go roku życia. Potem był (i jest) już tylko mąż. Mam 44 lata.
      • eeela Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 14:41
        Bardzo piekne liczby i rozlozenie czasowe. Od razu stanal mi przed
        oczami obraz miedzianowlosej zmyslowej pieknosci, ktora oddawala sie
        szybko, namietnie i z ogniem w oczach, poszukujac wlasciwego
        odczucia, a potem je znalazla i i zatopila w nim na zawsze ;-)
        • aandzia43 Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 01.12.07, 01:58
          Bardzo piękna wizja :-), ale proza, tym razem życia, bardziej prozaiczną jest.
          Bliżej mi do Nataszy Rostowej, która po wydostaniu sie spod walca historii,
          utracie kolorowych piórek i kawałka duszy, spełniać się zaczęła w roli
          zasadniczej matrony, pani Bezuchow.
          Amen
    • confusing Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 14:10
      Podobny temat poruszony był w wątku „tez problem...” I pewnie
      zrugają Cię i nazwą dzieciuchem, ze wogóle przeszkadza Ci
      dwucyfrowa liczba partnerów swojej dziewczyny/żony.
      Ja mam 24 lata i miałam 2 partnerów w swoim życiu. I ten drugi to
      mój mąż. Paru dostało po łapach i usłyszało nie, bo nie. Czuje się
      jak bym wychowła się na jakieś innej planecie, jak czytam ile
      kobiety miały partnerów. Mnie to się w głowie nie mieści. Rozumiem,
      że róznie się życie układa itd. ale żeby szastać tyłkiem na prawo i
      lewo... Proszę nie brać tego osobiście. Ja chyba poprostu nie
      jestem „trendy”. I wogóle „wyzwolona” nie jestem... :/// I pewnie
      młoda i głupia.

      • jagna_na_polowaniu Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 14:27
        Confusing, tu nie chodzi o bycie trendy czy wyzwolona. Widzisz, Ty
        szybko trafilas na faceta, ktory sie zakwalifikowal do zostania
        mezem. Ja np. dosc dugo nie "szastalam tylkiem na lewo i prawo",
        ale ile mozna czekac na odpowiedniego mezczyzne do powaznego zwiazku
        i sie dla niego oszczedzac? W koncu mam temperament i normalnie
        seksic mi sie chce. Robilam to wiec z niektorymi
        przyjaciolmi/znajomymi i chyba nikt na tym nie ucierpial. Dla mnie
        np. niezrozumiale i niewyobrazalne jest uprawianie seksu w kiblu na
        dyskotece, po pijaku z byle kim i byle gdzie... Ja np. zawsze jak
        spalam z kims pierwszy raz, nie pilam alkoholu.. Zawsze chcialam
        miec swiadomosc, ze wiem co robie i ze tego chce. Wyjatek stanowila
        ta jedna przygoda z dwoma panami(a i tak spalam tylko z jednym bo
        drugi byl zazdrosny i urzadzal sceny).
        • jagna_na_polowaniu Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 14:30
          Moze wazniejsze od tego z iloma facetami sie spalo, jest ilu facetom
          sie odmowilo?
          • loppe Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 14:32
            jagna_na_polowaniu napisała:

            > Moze wazniejsze od tego z iloma facetami sie spalo, jest ilu
            facetom
            > sie odmowilo?


            świetne:)
            • loppe Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 14:39

              mój iloraz mógł/chciał jest dość wysoki (zwłaszcza jak na samca)
              wynosi ok. 4/1
              • loppe 120/30 29.11.07, 14:40
                cóż
                • loppe iloraz cnotliwości 29.11.07, 14:50
                  tak by to chyba można nazwać
                  • sylwiamich Re: iloraz cnotliwości 29.11.07, 14:52
                    Jako wynik czego?:)Jaka mnożna? Jaki mnożnik?
                    • loppe Re: iloraz cnotliwości 29.11.07, 14:57
                      odpowiedź znajdziesz we wczesniejszej części prezentacji:)
                  • jagna_na_polowaniu Re: iloraz cnotliwości 29.11.07, 15:41
                    Ja swojego ilorazu cnotliwosci nie dalabym rady policzyc, ale
                    mierzac ta miara, jestem naprawde cnotliwa :-)
          • confusing Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 17:30
            No raczej nie... bo obserwując otoczenie, przy tej która wiadomo, że
            daje kręci się zdecydowanie więcej "adoratorów", bezwzględu na urode.
            • zemfira_ Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 18:08
              bzdura totalna. moja przyjaciolka, ktora "nie daje", ma i miala tylu
              adoratorow i propozycji, ze moglaby nimi obdzielic z 50 przecietnych
              kobiet. jak sie kobieta podoba to faceci probuja... nie ma to nic
              wspolnego z "dawaniem".
              • sylwiamich Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 18:27
                Wszytko zależy od tego w jakim towarzystwie się przebywa...
              • confusing Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 21:47
                A gdyby dodatkowo była łatwa i oni by o tym wiedzieli to miałaby
                tylu adoratorów, że mogłaby nimi obdzielić 150 przeciętnych kobiet :)
                Ale racja, to nie reguła.
                Zależy od otoczenia.
        • sylwiamich Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 14:33
          Moja znajoma ma na ten temat swoje zdanie...cnotliwe bywają te,
          którym się nie chce i te, których nikt nie chce.A panowie by chcieli
          atrakcyjną, lubiącą seks, mającą doświadczenie i cnotliwą:))Takie
          rzeczy tylko w erze...
      • yola.d Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 14:31
        Kilku ... konkretnie 8 ; maz nigdy nie pytal i ja jego tez nie . W e-
        maile i "ulubione" tez sobie wzajemnie nie zagladamy :-)
      • anais_nin666 Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 19:14
        confusing napisała: Mnie to się w głowie nie mieści. Rozumiem,
        > że róznie się życie układa itd. ale żeby szastać tyłkiem na prawo i
        > lewo...

        Zauważ, że na tym forum pisza kobiety, które jednak najczęsciej maja nieco
        więcej niż 24 lata, poza tym kobiety, których libido jest na wysokim poziomie i
        lubia czerpać przyjemnośc z czegoś takiego jak seks, co nie jest równoznaczne z
        szastaniem tyłkiem;)
        Bycie trendy ma się do tego nijak. Na szczęście zyjemy w czasach, gdy kobieta
        może sobie pozwolić na odrobine przyjemności jaka jest seks. Zwłaszcza ta, która
        męża nie miała przyjemności/nieszczęscia;) spotkać.
        • confusing Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 21:44
          Anais_nin666, również mam wysokie libido i lubię czerpać
          przyjemności z "czegoś takiego(!)" jak seks, co nie jest
          równoznaczne z kolekcjonowaniem partnerów seksualnych. Zresztą na
          przyjemność ma wpływ jakośc, a nie ilość (partnerów). I można (!!!)
          ją odczuwać również przy stałym partnerze. Uff... na szczęście :)))

          • anais_nin666 Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 01.12.07, 02:23
            confusing napisała:

            > Anais_nin666, również mam wysokie libido i lubię czerpać
            > przyjemności z "czegoś takiego(!)" jak seks, co nie jest
            > równoznaczne z kolekcjonowaniem partnerów seksualnych

            A kto z piszących tu kobiet kolekcjonuje partnerów? Każdy powyżej dwóch mężczyzn
            to kolekcja?

            Zresztą na przyjemność ma wpływ jakośc, a nie ilość (partnerów). I można (!!!)
            ją odczuwać również przy stałym partnerze. Uff... na szczęście :)))

            A czy ktoś pisał inaczej? Wcześniej ktoś przytomnie jedynie zauważył, że nie
            każdy miał szczęście przy 2 facecie dowiedzieć się, że to ten.
            Jeśli drugi okazałby się tragedią zaprzestałabyś szukania, by nie szastac
            tyłkiem ;)?
            • confusing Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 02.12.07, 11:48
              Odpowiadając w Twoim stylu nigdzie nie napisałam, że powyżej dwóch
              mężczyzn to kolekcja. Nadinterpretujesz moje wypowiedzi.
              Oczywiście, że nie zaprzestałabym (jak kolwiek to brzmi) ale nie
              zaczynałabym od dupy strony
              • anais_nin666 Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 02.12.07, 22:50
                Czepiam sie "tonu" Twej wypowiedzi (pierwszej), w której to własnie Ty
                zinterpretowałaś wypowiedzi wcześniej wypowiadających sie kobiet. I robisz to
                nadal pisząc: "nie zaprzestałabym (jak kolwiek to brzmi) ale nie zaczynałabym od
                dupy strony". Jest to jakaś forma oceny, prawda? Zważywszy, że żadna (a
                przynejmniej większość) z pań nie wspominała nic o tym,że zaczyna znajomośc od
                tej ciemniejszej strony;)
      • kitek_maly Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 21:09
        no to możemy sobie ręce podać :-)
        mam taki sam stan 'na liczniku' co Ty. z tą różnicą, że męża nie mam
        i póki co - w dalszym ciągu szukam ;-)
    • yoric Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 17:43
      ...jakże nudne byłoby życie gdyby kobietom nie zdarzał się czasem seks na
      'pierwszej randce'! :)))
      • yoric Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 18:00
        A tak bardziej do rzeczy - nie przeszkadza mi przeszłość, więc liczby (nb. nie
        jestem za puryzmem "liczba/ilość, zbyt bardzo to się wgryzło w język) typu 15
        jakoś bym strawił.

        Z drugiej strony, gdybym usłyszał, że jestem 15-tym, zaczęłoby się podświadome
        lekkie mrowienie w brzuchu, a jeśli że 30-tym to bym się lekko zgarbił. Tak więc
        rozumiem i popieram postawę "szczerość, ale nie przesadna" :).

        Z trzeciej strony, jeśli kobieta miała powiedzmy 'bujny' okres jako nastka, a
        potem sporo lat 'w normie'? Inaczej to wygląda.
    • demoniqa Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 20:35
      od 12 lat mężatka,przed mężem dwóch partnerów,podczas trwania
      małżeństwa 17 kochanków,obecnie mini romansik z 18 panem (żonatym)
    • kitek_maly Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 21:08
      25 lat, 2 partnerów. oj bardzo słabiutko wypadam :-)
      • wiktoriada111 Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 22:02
        Jak czytam ten wątek to mam wrażenie,że to jakiś konkurs ;-)
        Wydaje mi się,że dużo zależy od tego jak ułoży nam się w życiu. Są
        kobiety,które od razu trafiły na tego co trzeba i ilość partnerów
        seksualnych z wiadomych względów jest skromna.Inne szukały i maja na
        swoim koncie wiecej prób.Nie ma to nic wspólnego z rozwiązłościa
        moim zdaniem,nie licząc po prostu tpów pań kolekcjonerek,czy
        ewidentnie łatwych puszczalskich. To dla mnie temat oddzielny. Ja
        mam taką przeplatankę... przygoda, stały partner, przygoda, stały
        partner. Było w sumie 6-ściu.Mam 25 lat. Chyba bym chciała na tej
        liczbie zakończyć,ale jak się ułoży czas pokaże.
        Z obecnym partnerem nie rozmawiamy o seksualnej przeszłości.
        Wiadomo,że nie żyliśmy w celibacie na ksiezycu,ale mnie nie
        interesuje ile miał przede mną kobiet, a on nie pyta o moją
        przeszłość. Lepiej nie zadawać pytań na które tak naprawdę nie chce
        się usłyszeć odpowidzi, taką mam zasadę.Do tej pory się sprawdzała,
        choć to też pewnie zależy od charakterudanej osoby. Ja niby jestem
        ciekawa,ale wolę nie wiedzieć. Taki paradoks:)
      • aga-va Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 23:08
        Ha...a co ja "biedna" mam powiedzieć...26 lat i jeden
        partner...obecny mąż :(
      • justysialek Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 29.11.07, 23:19
        25 lat, mój mąż jest trzecim i wie o tym.
        • zle_wychowanie Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 02.12.07, 01:48
          nie wyobrażam sobie, że miałabym okłamać mojego męża co do ilości moich
          partnerów. nie wyobrażam sobie, że mogłabym go okłamać w ogóle, brzydzę się tym.
          dlatego nie mogę uwierzyć, że tak wiele kobiet to robi. no ale oczywiście to
          wasza sprawa.

          w moim przypadku na pewno jest łatwiej - ja miałam 1, słownie: jednego
          mężczyznę, z którym prawdopodobnie będę już do końca. on o tym wie, i bardzo go
          to cieszy.
          z kolei wiadomość o jego przeszłości nie jest dla mnie źródłem radości - miał
          ok. 40 partnerek. w zasadzie pozostawię to bez komentarza. dodam tylko, że nie
          żałuję, że o tym wiem. czyli jest bdb. :]
          • zlosnica100 Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 03.12.07, 12:02
            Dobrze ze napisałaś "prawdopodobnie" bo to sie może zmienić ;-)
            • zle_wychowanie Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 05.12.07, 00:09
              yhy, realizm, a nie optymizm. ;)

    • caline-czka78 Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 02.12.07, 12:02
      ja miałam 8 wraz z moim mezem licząc.i chyba zazdroszcze tym paniom co mialy
      więcej.podobałam sie chlopakom i podobam sie męzczyznom i chyba załuje że nie
      korzystałam(bądz nie korzystam)z okazji-a trafiaja sie.dzis mysle ze mój mąz nie
      zasługuje na taką lojalnośc
    • zelm71 Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 03.12.07, 12:23
      Rada dla obu stron: lepiej nie pytać a jeśli już to nie opowiadać o
      szczegółach. Potem jedna lub druga strona cały czas o tym myśli i
      podświadomie robi się zazdrosna. A i podczas kłótni można czasem coś
      wyciągnąć i palnąć coś głupiego. A jeśli jedna ze stron pyta a wy
      nie chcecie udzielić odpowiedzi wystarczy wytłumaczyć tak jak
      wczaśniej napisałem. Napewno mozna powiedzieć: nie byłeś pierwszy
    • avide :))))))))))))))))))))) 03.12.07, 14:19
      A ten internetowy uśmiech wyraża mój stan po przeczytaniu dotychczasowych
      wpisów. No, wątek rozbawił mnie na maxa.
      Swoją droga internauci są tutaj mocno nieobiektywni. Rozumiem... chcieliśmy się
      co poniektórzy pochwalić. Udało się...

      Przychodzi czasem facet pyta o coś zupełnie poważnie a już w pierwszym poście w
      odpowiedzi zostaje posądzony albo o trolowanie albo o prowadzenie statystyk na
      rzecz jakiej gazety, czy tez badań, ankiety czy co tam sobie jeszcze chcecie.
      Tutaj sytuacja analogiczna a cyframi sypiecie jak z rękawa. 2, 8, 15, 25 kto da
      węcej....
      Takie spostrzerzenie....

      Co do tematu... jakie to ma znaczenie ????
      Moja żona dłuuugo myślała, że jestem jej jedyny. Kiedyś, zupełnie niedawno
      powiedziałem jej, że jedyną moją nie była. I na tym skończyłem wywód. Próbowała
      podpytywać ale zobaczyła tylko mój uśmiech po czym poprosiłem o następny zestaw
      pytań. Zapytałem się jej też "A jakie to ma teraz znaczenie ???" "w sumie żadne"
      odpowiedziała i na tym się temat skończył.

      Nie wie do dziś czy była jedna, kilka czy kilkanaście czy kilkadziesiąt. I tak
      już zostanie. Ja wiem zaś, że jestem jej pierwszym. I tego nie musiała mi mówić.
      Czy jedynym ???? :))) tego już nie wiem i nie chce wiedzieć, wiem że pierwszym.
      I też nie pytam

      Zasada jest generalnie taka:
      1) Takich pytań się nie zadaje
      2) Jeśli już padło to odpowiedź brzmi ... pierwszy/a nie jesteś. I koniec kropka.

      Takie pytania a tym bardziej odpowiedzi nic nie wnoszą a tylko mogą namieszać.
      Więc po co je zadawać a jeszcze bardziej na nie odpowiadać. Czysty idiotyzm. O
      ile jeszcze zadanie takiego pytania można zrozumieć i wytłumaczyć (ciekawość) o
      tyle szczera odpowiedź na takie pytanie to już czysta głupota. Bez względu na to
      ile i jakich cyfr będzie miała liczba.
      Takie moje zdanie i tego się w życiu trzymam.

      Pozdrawiam
      Avide

      PS. Kawi... boskie to było z tą teorią pszczół :)))) i jakże trafne :)).
    • menk.a Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 03.12.07, 16:56
      sagge napisał:

      > Witam,
      > Jak w temacie interesuje mnie ilość partnerów z którymi Wy, Panie
      > współżyłyście załóżmy do 26 roku życia. Poznałem jakiś czas temu
      bardzo fajną
      > Kobietę, bardzo dobrze się dogadujemy, niedawno zaczeliśmy ze sobą
      sypiać.
      > Ostatnio w trakcie rozmowy wyszło że maiała 14 partnerów
      dotychczas...
      > przyznam szczerze że zwaliło mnie to z nóg... Niby wszystko jest
      ok, ale to
      > mnie troszkę martwi.. tak dużo? I nie zawsze były to jakieś
      zwiazkowe
      > znajomości... :(
      >
      > A może ja mam jakieś wypaczone wyobrażenie na ten temat....
      chciałbym by tak
      > było..
      >
      > Pozdrawiam

      :DDDDDDD ooo i to jt właśnie powód, dla którego nie ujawniam tej
      liczby.
      A tak swoją drogą to nikt mnie o to nie pytał. Zresztą ja też
      żadnego faceta o to nie pytałam.;))
      • staszek38 Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 06.12.07, 12:43
        Jeżeli jesteś chorobliwie zazdrosny i cierpi na tym twoje ego to nie pytaj o to
        kobiet. Myślę, że ważniejsze jest zaufanie i chęć bycia z sobą. Ja nigdy nie
        pytałem żony o ilość partnerów, ona mnie tak ale też jej nie powiedziałem, mimo
        że zarówno ja jak i moja żona nie wyciągamy starych brudów.
    • frankhestain odbilo ci po cholere chcesz to wiedziec 06.12.07, 17:42
      moze jeszcze popros o zdjecia albo film z bzykania
    • ki.k.a Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 17.12.07, 16:07
      Dla mnie osobiście 14-tu byłych partnerów, kobiety z którą miałbym
      się związać było by w jakimś sensie przeszkodą- może nie decydująca
      ale dało by mi do myślenia. I nie chce tu nikogo oceniać, o życiu
      erotycznym, związkach każdy sam decyduje i nic mi do tego. Ale
      tworząc związek człowiek wybiera- drugą osobę na całe życie- tutaj
      mogę oczekiwać i spełniać oczekiwania - a jednym z kryteriów -
      drobnym ale zawsze jest ilość partnerów. Osoba która miała dużo
      związków dle mnie jest albo pechowa albo / najczęściej / nie jest w
      stanie stworzyć trwałego układu, jeśli miała dużo przygód miłosnych
      jest osobą zbyt otwartą i "kokietującą ". Oczywiście nie można
      nastawiać się z góry i szufladkować człowieka.
      • glosatorr Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 18.12.07, 09:21
        ki.k.a napisał:

        > Dla mnie osobiście 14-tu byłych partnerów, kobiety z którą
        miałbym
        > się związać było by w jakimś sensie przeszkodą- może nie
        decydująca
        > ale dało by mi do myślenia.

        Od razu wyjaśnie, że nic mi do tego kogo wybierasz i dlaczego - jest
        to twoja wolna wola jakimi cechami ma sie wyróżniać osoba, jaką
        chciałbys miec u swego boku.
        Ale napisałeś o dwóch rzeczach, które pozwolę sobie skomentowac.
        Po pierwsze - zawsze zadaję to pytanie: Ile ty miałeś tych partnerek
        w swoim zyciu? I czy wogóle miałeś już kobiety.

        >I nie chce tu nikogo oceniać, o życiu
        > erotycznym, związkach każdy sam decyduje i nic mi do tego. Ale
        > tworząc związek człowiek wybiera- drugą osobę na całe życie- tutaj
        > mogę oczekiwać i spełniać oczekiwania - a jednym z kryteriów -
        > drobnym ale zawsze jest ilość partnerów.

        To zrozumiałe i oczywiście jest to Twoje kryterium. Ale interesujące
        jest Twoje potraktowanie tej kwestii. Jakie cechy Twoim zdanie
        predystynują osobę, która nie była w żadnym związku (mówię o tej
        cesze, jako elemencie porównawczym) jako lepszego potencjalnego
        partnera od osoby, która miała kilka związków albo kilkunaście
        przelotnych romansików?
        Czy tą cechą jest to, że jest "nieskalana" poprzednimi związkami czy
        tym, że "łatwiej ją przysposobić" do związku?
        To też jest interesujące.

        > Osoba która miała dużo
        > związków dle mnie jest albo pechowa

        Powiem Ci, że to bardzo mylne przekonanie. Czemu?
        Wyobraź sobie, że ktoś bardzo lubi osoby uczciwe. I to bierze jako
        kryterium doboru partnera. I co się wg. Ciebie okazuje? Że jeśli
        przekonała się poznając kolejnych Panów, iz kazdy z nich był
        nieuczciwy - to osoba, wywalająca na pysk nieuczciwego kandydata na
        partnera - ma pecha. W pewnym sensie tak - trafia co rusz na
        cwaniaka, który np. jest zainteresowany kobietą na zasadzie "namierz-
        zalicz-zwiewaj" co akurat w pewnych środowiskach jest normą. I co
        zgodnie z Twoimi "zasadami" jest konsekwencją? Że osoba, która za
        przeproszeniem wywaliła powiedzmy 14 facetów na pysk, bo okazało
        się, że im chodziło wyłacznie o seks ale doskonale się maskowali -
        ma w Twoich oczach feler. To samo dotyczyłoby np. dziedziczki
        fortuny Jakiegoś Pipsińskiego VII juniora? A ilu facetów potrafi dla
        kasy udawać świętoszka? I co wtedy? Wywalasz z kręgu dziedziczkę
        fortuny, dobrą może dziewczynę, która po prostu ma pecha, ale
        dlatego, że ma kasę, która przyciąga sierściuchów a nie dlatego, że
        jest felerna.

        > albo / najczęściej / nie jest w
        > stanie stworzyć trwałego układu, jeśli miała dużo przygód
        miłosnych
        > jest osobą zbyt otwartą i "kokietującą ".

        A Tym mnie kolego rozbawiłeś i napisze dlaczego. Mianowicie, czeka
        Cie cholerny problem życiowy. Bo nawet zakonnice w sposób naturalny
        kokietują. Kokietowanie, flirtowanie jest czymś dla kobiety tak
        naturalnym, jak poprawianie włosów (to element kokietowania),
        strzelanie rzęsami (to odruch), poprawianie sukienki (to także bywa
        odruchowe) i innych częścio garderoby, oblizywanie warg i tym
        podobne rzeczy. Kokietowanie i flirtowanie to element kobiecości.
        Kobieta kokietująca to nie równoznaczność z kobieta "wszeteczną" :-)
        Jeśli kobieta miała dużo "przygód miłosnych" nie oznacza to też, że
        nie jest zdolna do Miłości i trwałego związku. Wprost przeciwnie -
        wśród takich kobiet znalezienie partnerki do trwałego związku jest
        większe - niż znalezienie takowej wśród kobiet, które nie kokietują,
        unikają mężczyzn i nie mają żadnego doświadczenia z relacjach z
        facetami. Przekonali się o tym wszyscy Ci, którzy rozpoczęli związki
        z takimi Paniami a potem po iluś tam latach nagle przeżyli "burzę"
        zmysłów, jaką takie Panie przezywają "odkrywając" inne możliwości
        niż jej pan, który jest codzienny, nudny i "nie stać go na nic
        więcej".
        Niezrozumiałe jest dla mnie też pojęcie "zbyt otwarta". Czy chodzi
        Ci o kobietę bez kompleksów nie bojącą się facetów? Przeciwieństwem
        jest "zbyt zamknięta" - czy więc oznacza to, że preferujesz
        tzw: "szare myszki", które chodzą pod ścianą i nie patrzą mężczyznom
        w oczy? No cóż - o gustach się nie dyskutuje, ale przemyśl sobie
        swoje kryteria, bo jeśli dla Ciebie kobieta bez kompleksów w Twoich
        oczach traci na rzecz kobiety zakompleksionej - to obawiam się, że
        nie wiesz co odrzucasz.

        > Oczywiście nie można
        > nastawiać się z góry i szufladkować człowieka.

        Ale to własnie robisz - jeśli nie zauwazyłeś tego, to ja Ci to
        właśnie pokazuję.
        • ki.k.a Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 18.12.07, 17:25
          > Po pierwsze - zawsze zadaję to pytanie: Ile ty miałeś tych
          partnerek
          > w swoim zyciu? I czy wogóle miałeś już kobiety.

          Pierwsza i od razu zatopiony- kobieta mojego życia - ona 3
          wcześniejsze związki.

          >Jakie cechy Twoim zdaniem
          > predystynują osobę, która nie była w żadnym związku (mówię o tej
          > cesze, jako elemencie porównawczym) jako lepszego potencjalnego
          > partnera od osoby, która miała kilka związków albo kilkunaście
          > przelotnych romansików?
          > Czy tą cechą jest to, że jest "nieskalana" poprzednimi związkami
          czy
          > tym, że "łatwiej ją przysposobić" do związku?
          > To też jest interesujące.

          "Środkowa opcja"- naturalną cechą człowieka jest potrzeba kochania i
          potrzeba bycia kochanym- w przypadku kobiet jeszcze bardziej.
          Dlatego naturalne, że kobieta np.25 -letnia ma za sobą przeszłość.

          > Powiem Ci, że to bardzo mylne przekonanie. Czemu?
          > Wyobraź sobie, że ktoś bardzo lubi osoby uczciwe. I to bierze jako
          > kryterium doboru partnera. I co się wg. Ciebie okazuje? Że jeśli
          > przekonała się poznając kolejnych Panów, iz kazdy z nich był
          > nieuczciwy - to osoba, wywalająca na pysk nieuczciwego kandydata
          na
          > partnera - ma pecha. W pewnym sensie tak - trafia co rusz na
          > cwaniaka, który np. jest zainteresowany kobietą na
          zasadzie "namierz-
          > zalicz-zwiewaj" co akurat w pewnych środowiskach jest normą. I co
          > zgodnie z Twoimi "zasadami" jest konsekwencją? Że osoba, która za
          > przeproszeniem wywaliła powiedzmy 14 facetów na pysk, bo okazało
          > się, że im chodziło wyłacznie o seks ale doskonale się maskowali -
          > ma w Twoich oczach feler. To samo dotyczyłoby np. dziedziczki
          > fortuny Jakiegoś Pipsińskiego VII juniora? A ilu facetów potrafi
          dla
          > kasy udawać świętoszka? I co wtedy? Wywalasz z kręgu dziedziczkę
          > fortuny, dobrą może dziewczynę, która po prostu ma pecha, ale
          > dlatego, że ma kasę, która przyciąga sierściuchów a nie dlatego,
          że
          > jest felerna.

          Widzisz porażki i niepowodzenia z reguły są demobilizujące i
          pozostawiają większe lub mniejsze ślady. Przynajmniej tak na mnie
          działają.

          >A Tym mnie kolego rozbawiłeś i napisze dlaczego. Mianowicie, czeka
          > Cie cholerny problem życiowy. Bo nawet zakonnice w sposób
          naturalny
          > kokietują. Kokietowanie, flirtowanie jest czymś dla kobiety tak
          > naturalnym, jak poprawianie włosów (to element kokietowania),
          > strzelanie rzęsami (to odruch), poprawianie sukienki (to także
          bywa
          > odruchowe) i innych częścio garderoby, oblizywanie warg i tym
          > podobne rzeczy. Kokietowanie i flirtowanie to element kobiecości.
          > Kobieta kokietująca to nie równoznaczność z kobieta "wszeteczną" :-
          )
          > Jeśli kobieta miała dużo "przygód miłosnych" nie oznacza to też,
          że
          > nie jest zdolna do Miłości i trwałego związku. Wprost przeciwnie -
          > wśród takich kobiet znalezienie partnerki do trwałego związku jest
          > większe - niż znalezienie takowej wśród kobiet, które nie
          kokietują,
          > unikają mężczyzn i nie mają żadnego doświadczenia z relacjach z
          > facetami. Przekonali się o tym wszyscy Ci, którzy rozpoczęli
          związki
          > z takimi Paniami a potem po iluś tam latach nagle przeżyli "burzę"
          > zmysłów, jaką takie Panie przezywają "odkrywając" inne możliwości
          > niż jej pan, który jest codzienny, nudny i "nie stać go na nic
          > więcej".
          > Niezrozumiałe jest dla mnie też pojęcie "zbyt otwarta". Czy chodzi
          > Ci o kobietę bez kompleksów nie bojącą się facetów?
          Przeciwieństwem
          > jest "zbyt zamknięta" - czy więc oznacza to, że preferujesz
          > tzw: "szare myszki", które chodzą pod ścianą i nie patrzą
          mężczyznom
          > w oczy? No cóż - o gustach się nie dyskutuje, ale przemyśl sobie
          > swoje kryteria, bo jeśli dla Ciebie kobieta bez kompleksów w
          Twoich
          > oczach traci na rzecz kobiety zakompleksionej - to obawiam się, że
          > nie wiesz co odrzucasz.

          Może dokonam trochę dziwnego porównania ale w jakimś sensie
          oddającego rozumnienie otwartości. Jakiś czas temu dość intensywnie
          bawiłem się w klubach- jako młodej istocie przyznam trochę
          imponowali mi takzwane twarze klubu, stali bywalcy, dusze
          towarzystwa. Ale poznając ich z reguły miałem nieodparte wrażenie
          ciągłego grania tych ludzi. Jako znajomi, towarzystwo do pogadania,
          zabawy jak najbardziej, ok ale jako bliscy przyjaciele tym bardziej
          partnerzy to już nie za bardzo.
          Co do kokietowania- oczywiście to cudowny dar kobiet za to między
          innymi je uwielbiam- ale wszystko z umiarem. Poznawanie kobiety to
          najprzyjemniejsza faza związku. Ale później przychodzi przyjaźń,
          zrozumienie. Ciągłe adorowanie i zabieranie o partnerkę męczy np.
          podczas spotkań ze znajomymi, wyjścia do klubu itp. W wszystkim musi
          być umiar, zachowanie równowagi - spoczeńcie na laurach w związku
          prowadzi do rutyny i nudy , ale ciągłe podgrzewanie związku jest
          już nieprzyjemne. Dla mnie kobieta z bogatą przeszłością przygód
          erotycznych lubi być wciąż podrywana- może ona lubi ale ja już nie
          koniecznie.

          > > Oczywiście nie można
          > > nastawiać się z góry i szufladkować człowiek

          Wybór partnerki to świadoma decyzja człowieka- jest to najbliższa
          osoba, z nią buduję się przyszłość, spędza najwięcej czasu. Tak więc
          aby dokonać wyrobu musi dokonac oceny- oczywiste. Ilość poprzednich
          partnerów, parnterek w odniesieniu do znajomych, przyjaciół nie ma
          dla mnie żadnego znaczenia- i to też jest oczywiste.
          • zlosnica100 Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 19.12.07, 15:04
            Ki.KA - Gdybys napisał to z perspektywy 50-latka uznałabym ze jeste
            w tym troche racji, twojej racji.
            Ja tez spotkalam milosc zycia, trafiona zatopiona byl moim 1
            czekalam na cos takiego bardzo długo /stara juz byłam ;)- jak na
            standardy inicjacji/.I co.......Nic, odszedł.

            To co piszesz dobitnie swiadczy o braku doswiadczenia i to nie tyle
            seksualnego bo to inna kwestia ile zyciowego.Malo widziales, malo
            wiesz i powiem tak punkt widzenia zmienia sie od punktu siedzenia.
          • glosatorr Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 19.12.07, 15:52
            ki.k.a napisał:

            > Pierwsza i od razu zatopiony- kobieta mojego życia - ona 3
            > wcześniejsze związki.
            >
            Drogi Kolego - czyli wg. Twoich kryteriów Ty jesteś czysty jak łza
            zaś Twoja Partnerka jest mocno podejrzana! No chłopie! Nie jesteś
            konsekwentny :-)
            Ja kiedyś dyskutowałem z moimi znajomymi na ten temat i ich teoria
            jest zgoła odmienna - osoby, które nie przeszły kilku związków,
            mniej lub bardziej nieudanych - same sa mocno podejrzane. Bo co one
            wiedzą o zyciu razem, o tyhc wszystkich niuansach i mieliznach?
            Ilu ludzi tyle teorii. Ja np. zawsze zwracam uwage na jedno
            kryterium dotyczące osób z przeszłością - jak sobie radzą z
            niepowodzeniami.


            > "Środkowa opcja"- naturalną cechą człowieka jest potrzeba kochania
            i
            > potrzeba bycia kochanym- w przypadku kobiet jeszcze bardziej.
            > Dlatego naturalne, że kobieta np.25 -letnia ma za sobą przeszłość.
            >
            No cóż - dzisiaj już 17 latki mają za soba przeszłość :-)
            Ale rozumiem Twój wyidealizowany sposób patrzenia na przeszłość.
            Dla mnie kazdy, kto ma jakąś przeszłość z założenia ma tez jakies
            doświadczenie a przez to jest o wiele atrakcyjniejszy niż "zótodziób"

            > Widzisz porażki i niepowodzenia z reguły są demobilizujące i
            > pozostawiają większe lub mniejsze ślady. Przynajmniej tak na mnie
            > działają.

            A na mnie porażki działają mobilizująco - jeśli tym razem mi się nie
            udało, to nastepnym prawdopodobieństwo, iż sie uda wzrasta ;)
            Niepowodzenia zresztą sprawiają, że uczymy się, a ucząc sie i
            doświadczając, prawdopodobieństwo popełnienia błedów spada ;)


            >
            > Może dokonam trochę dziwnego porównania ale w jakimś sensie
            > oddającego rozumnienie otwartości. Jakiś czas temu dość
            intensywnie
            > bawiłem się w klubach- jako młodej istocie przyznam trochę
            > imponowali mi takzwane twarze klubu, stali bywalcy, dusze
            > towarzystwa.

            W takich środowiskach - kruluje trend, moda i pozerstwo. Wszyscy
            grają jakies role mając na celu osiągnięcie jakichś swoich korzyści -
            np. popularność.

            > Ale poznając ich z reguły miałem nieodparte wrażenie
            > ciągłego grania tych ludzi.

            Ja tez miałem takie wrażenie.


            > Co do kokietowania- oczywiście to cudowny dar kobiet za to między
            > innymi je uwielbiam- ale wszystko z umiarem.

            Kokietowanie ma swoje naturalne granice - tą granica jest własnie
            brzeg łóżka. Mi nie przeszkadza kokieteria kobiety - wprost
            przeciwnie, twierdzę, że kobiety nie mające tej cechy sa mniej
            kobiece.

            > Ciągłe adorowanie i zabieranie o partnerkę męczy np.
            > podczas spotkań ze znajomymi, wyjścia do klubu itp.

            Jednych męczy innych rajcuje - mnie rajcuje. Zresztą wyznaję też
            zasadę, że kobieta tak długo jest atrakcyjna i tak długo mobilizuje
            mężczyznę - jak długo daje się gonić ;)) Dlatego mnie nie męczy
            adorowanie kobiety.

            > ciągłe podgrzewanie związku jest
            > już nieprzyjemne.

            Tym zdaniem powiem Ci, że współczuję Twojej Partnerce - bo jesli tak
            sądzisz, ona będzie miała niedługo kolejny nieudany związek a Ty
            swój opierwszy odhaczony ;)_)

            > Dla mnie kobieta z bogatą przeszłością przygód
            > erotycznych lubi być wciąż podrywana- może ona lubi ale ja już nie
            > koniecznie.

            Dlatego za jakiś czas i twój licznik związków zacznie się kręcić i
            sam na sobie sprawdzisz swoją teorię.

            >
            > > > Oczywiście nie można
            > > > nastawiać się z góry i szufladkować człowiek
            >
            > Wybór partnerki to świadoma decyzja człowieka-

            W miarę swiadoma - na tyle jest świadoma na ile człowiek swoje
            działanie jest w stanie kontrolowac i uczucia nie odbierają rozsądku.

            Życzę powodzenia i przede wszystkim, by nuda, rutyna nie wkradły się
            zbyt szybko do Waszego zycia - bo z tymi poglądami nie rokuje to
            dobrze. Ale pewnie się mylę i wychodzi tu moja ukryta mroczna
            strona ;))
            • zlosnica100 Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 19.12.07, 16:10
              E tam mroczna strona Glos ;)

              Ja w sumie myslalam tak jak ki.ka poki nie dostałam po du...
              Wielki idealizm, "madrosc zyciowa" przemawiały przezemnie...I co i
              nic do pierwszego "odhaczenia".
              • jesiotrytrzy Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 20.12.07, 00:40
                jeden od początku - Mąż
                i ja dla niego jedna
                • ki.k.a Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 20.12.07, 15:21
                  Czy nick jesiotrytrzy- nie pochodzi od nazwiska Jesiotr ?Moja
                  rodzina nosi takie nazwisko stąd pytanie.
                  • jesiotrytrzy Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 20.12.07, 19:57
                    nick "od czapy" bez zwiazku
              • ki.k.a Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 21.12.07, 16:15
                Jeśli przyjąc wasze kryterium doświadczenia życiowego- posiadanie na
                koncie kilku związków- to rzeczywiście jestem niedoświadczony- ale
                czuje się z tym nieźle. Dla mnie istotniejsza jest jakość a nie
                ilośc- jak jest dobrze to po co kombinować. Oczywiście nie mam
                gwarancji, że nie włącze licznika następnych związków ale po 4
                latach jest nadal o.k. Zresztą wyznacznikiem doświadczenia życiowego
                dla mnie jest dojrzałość a nie poznawalnie niualsów i mielizn - bo
                róznie dobrze można mieć na koncie dobre jaki i złe doświaczenia.
                Bardziej do glosatorra : widziesz ludzie mają rózne potrzeby i
                oczekiwania- i dobrze bo dzięki temu świat jest bardziej róźnorodny.
                Ty preferujesz związki z większą ilością i nasyceniem emocji,
                ekscytujących. Ja zaś zwłaszcza w późniejszej fazie : przyjaźni,
                harmoni, stałości. I znalazłem - nawet więcej to partnerka jest
                bardziej konserwatywna i mniej chętna eksperymentą.
                Przyznam czasem chodzą mi po główce myśli w kategori jak by to było
                pobalować erotycznie- ale to nie dla mnie za bardzo się przejmuje,
                biore do siebie- a wrzucając na luz pojechałbym i pewnie po drodzę
                poprzekręcał kilku osóbek.
    • artemisia_gentileschi Wiesz co facet... 22.12.07, 15:04
      Daj dziewczynie spokoj, bo skoro tak Cie to boli to pozniej przy
      kazdej sposobnosci bedziesz jej wypominal przeszlosc. Moj byly juz
      na szczescie maz naciagnal mnie kiedys na zwierzenia, ja (mlody byl
      czlowiek, to i glupi) mu conieco opowiedzialam (dla
      zainteresowanych - byla to liczba jednocyfrowa;)) i pokutowalam za
      swoja naiwnosc przez dlugie lata. O takich rzeczach sie NIE
      rozmawia. Gdzie zaczyna sie nowy zwiazek - przeszlosc sie konczy,
      nie ma juz znaczenia. I szlus.
    • fragile_f Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 25.12.07, 14:38
      Najbardziej smieszy mnie to, ze faceci chwala sie, ze spali z 10-15 kobitkami
      ale od swoich partnerek wymagaja max 3-4 partnerow. I teraz wyjasnicie mi prosze
      - jakim cudem, skoro facetow w polsce jest prawie tyle samo co kobiet, wypada te
      10 partnerek na jednego faceta i jednoczesnie - 3 partnerow na jedna kobiete :D

      Slodka naiwnosc ;)
      • gomory Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 25.12.07, 18:42
        Przede wszystkim: to co piszesz jakoby faceci "wymagali" nie oznacza stanu faktycznego ;).
        Na chlopski rozum wychodzi, ze panowie te swoje 10-15 wykrecaja z tymi samymi kobietami - ech wszyscy jestesmy szwagrami :D.
        W czasie testow co do ilosci partnerow seksualnych kobiety i mezczyzni przyjmuja rozne kryteria. Mezczyzni np. licza panie ktorym wsadzili reke w majtki na romantycznym spacerze. Kobiety zas nie zaliczaja takich przypadkow, zblizen w pomrocznosci jasnej i zakonczonych "niepelnym stosunkiem" tez moga nie dopisywac do listy swoich osiagniec ;).
        • ela-g Re a 34 letnie dziewice? 26.12.07, 01:30
          są lepsze?
          tak czytam niektore fora i słyszę te spostrzezenia - że nie powinno
          się "z byle kim" że to ze tamto - niektore dziewczyny w wieku 24 czy
          26 lat piszą, że sa i nie mają faceta i nie wiedzą co zrobić
          bo "chca mieć ten pierwszy raz za sobą" a inni odpowiadaja , ze nie
          powinny tak z byle kim, ze liczy sie miłośc itd itp
          a co jak sie ma 34 albo więcej i nie spotkało tego jedynego/jedynej
          i nie ma się żadnych doświadczeń prawie seksualnych ?
          to moze lepiej byc dziewicą czekajacą na ksiecia/ksiezniczke z
          bajki???

          • kropeczka-b Re: Re a 34 letnie dziewice? 26.12.07, 13:09
            A co jest lepsze: skoczyć na główkę w nieznaną wodę, bo inni mówią,
            że skacz, nic Ci nie będzie,miej to już za sobą czy wcześniej samemu
            przekonać się, że woda jest bezpieczna i wystarczająco głęboka?
            Ryzykować kectwem lub nawet życiem czy zaufać swoim zasadom i
            wiedzy, że to ja wiem najlepiej, co jest dla mnie dobre? Co jest dla
            Was normą? Np.że ze spadochronem skacze się w przedziale wiekowym 20-
            50lat? A jak babcia w wieku 65lat ma marzenie i też chce, to już jej
            nie wolno?
            • misssaigon no mercy 26.12.07, 17:54
              czy zdrowa, normalna, trzydziestoparoletnia kobieta zyjaca w celibacie bez
              powolania do tego stanu8 (powołania duchowego) potrafi normalnie fu8nkcjonowac w
              zwiazku8 - kiedy ju8z taki jej sie trafi?

              czy nie jest tak, ze jej rozwoj emocjonalny i umiejetnosc zycia w grupie (takiej
              dwuosobowej tez) zostal w pewnym momencie zablokowany?


              jak zycie we wstrzemiezliwosci seksualnej przez duza czesc doroslego zycia
              wplynie na jej umiejtnosc budowania relacji w zwiazku - a napewno na ich
              czestotliwosc?

              zapewne Królewna Śniezka i dłuzej lezala sobie w szklanej tru8mience zanim
              obu8dzil ja goracy pocalunek Księcia - ale o tym co było dalej - bajkopisarz
              przytomnie milczy
              • ela-g Re: no mercy 07.01.08, 00:29
                znam wielu facetow ktorzy nie mieli doswiadczen seksualnych - w
                wieku do 35 roku zycia
                teraz sa juz mezami i ich malzenstwa sa udane rowniez pod tym
                wzgledem

                i znam wielu facetow ktorzy mieli bardzo duzo doswiadczen i sa po
                rozwodach zyjac w pustce

                tak samo mam wiele a przynajmniej kilka kolezanek ktore maja okolo
                35 - 39 lat i nie mialy nigdy faceta do lozka - czy to jest
                normalne>? nie wiem

                pisalam o tym w odniesieniu do tego - ze wszyscy krzyczą - nie rob
                tego - czekaj na swoją miłość - nie idź z byle kim zeby miec to za
                sobą itd itp - do dziewczyn ktore pisza o tym ze sa dziewicami w
                wieku np. 24 - 27 lat - i moje pytanie brzmi - a co jezeli ktoras ma
                lat 34, 36 albo nawet 40 i nie spotkala tego ksiecia????
                wlasnie to mialam na mysli

                zas co do zycia w malzenstwie to jest wiele malzenstw ktore seks
                widzialy w momencie poczecia potomka a potem jakos sie im nie
                sklada :( i co? takze ze wzgledu na potrzeby faceta i czesto to
                panie są tą stroną która szuka odskoczni albo kogos do pomocy w tym
                zakresie i co? nie ma co chyba generalizowac
                • samotne_miau_miau Re: no mercy 09.01.08, 08:01
                  Mam 26 lat.Może jestem jakaś inna/dziwna ale ja miałam 3 mężczyzn z
                  którymi kochałam się i były to długie związki.Nigdy nie poszłam do
                  łóżka z "kolegą". Dla mnie seks bez uczuć ( głębokie relacje nie
                  istnieje).


                  "Niech ludzie nie znający miłości szczęśliwej
                  twierdzą, że nie ma miłości szczęśliwej
                  z tą wiarą lżej im będzie żyć i umierać."
          • gomory Re: Re a 34 letnie dziewice? 26.12.07, 17:23
            > tak czytam niektore fora i słyszę te spostrzezenia - że nie powinno się "z byle kim" że to ze tamto

            Dziewictwo to nie jest "klopot" ktorego trzeba sie pozbywac.
            Nic nie zastapi zdrowego rozsadku. Zawsze ktos moze plesc absurdy - w tym watku tez trafil sie typ pomagajacy pielegnowac ludziom problemy tylko dlatego, ze sam ma klopoty.
            Zbierz w necie 3 dziewczyny ktore zaliczaja z mezczyznami kolejne niepowodzenia i masz gotowa ekipe do twierdzenia, ze faceci w dzisiejszych czasach sa daremni. Myslisz, ze udaloby mi sie latwo je przekonac o problemie ktory moze tkwic wlasnie w nich? To byloby baaardzo trudne, wrecz niemozliwe.
            Sorry - ale jesli przez 34 lata nikogo sie nie spotkalo, to raczej swiadczy o uciekaniu, bezkompromisowosci, silnych kompleksach, odpychajacych nawykach itp. a nie poszukiwaniach. Taka osoba nawet gdy w koncu wejdzie w zwiazek w 35 roku z tryumfalnym "a jednak mozna" nie pozbedzie sie tym samym prawdziwego powodu swojego klopotu. Dziewictwo w 4 dekadzie zycia to tylko objaw, a nie przyczyna problemow z wlasnymi uczuciami i emocjami. Seks ktory sie wtedy rozpocznie moze niewiele, badz i nic nie zmienic.
            By milosc do nas przyszla musimy byc na nia gotowi i otwarci. Inaczej moze spadac z nieba, a i tak bedzie kolejna wzgardzona "po seksie" kobieta czy tez kolejnym odepchnietym "przed" mezczyzna.
            • kropeczka-b Re: Re a 34 letnie dziewice? 26.12.07, 19:01
              gomory napisał:

              .
              > Sorry - ale jesli przez 34 lata nikogo sie nie spotkalo, to raczej
              swiadczy o u
              > ciekaniu, bezkompromisowosci, silnych kompleksach, odpychajacych
              nawykach itp.
              > a nie poszukiwaniach.
              #A może to świadczy o nieumiejętności szukania, szukania nie w tym
              środwisku co trzeba, może przyciąga nie te osoby, które by chciała?
              Może mieszka w jakiejś małej mieścince, gdzie nie ma wielkiego
              wyboru a wyjechać nie może? Dlczego z góry kogoś sądzić i przyklejać
              mu cechy, których nawet nie jesteśmy wstanie zweryfikować? Jak nie
              zrobiła tego co ja do tej pory to jest beee? Bo co?

              Taka osoba nawet gdy w koncu wejdzie w zwiazek w 35 roku
              > z tryumfalnym "a jednak mozna" nie pozbedzie sie tym samym
              prawdziwego powodu s
              > wojego klopotu.
              Dziewictwo w 4 dekadzie zycia to tylko objaw, a nie przyczyna p
              > roblemow z wlasnymi uczuciami i emocjami.
              #Dziewictwo w czwartej dekadzie życia( choć tego też nie wiadomo,
              kto ile będzie żył:-) )może jest objawem szacunku do swojego ciała,
              uczuć, siebie samej. To, że ktoś jest dziewicą, nie świadczy zaraz o
              problemach uczuciowych i emocjnalnych. Bycie dziewicą nie znaczy
              też, że ktoś jest całkowicie odizolowany od świata, wrażeń, emocji,
              uczuć. To nie znaczy, że się z nikim nie spotyka, nie doświadcza
              czułości, nawet dość intymnych kontaktów. Ale stwierdza, że to nie
              to i nie pozwala bylejakiemu fiutowi( przepraszam jeśli obraziłam
              jakieś fiuty)włazić tam, gdzie inni robią sobie kolekcję dawców
              spermy. I na to w dodatku jest społeczne przyzwolenia.

              Seks ktory sie wtedy rozpocznie moze
              > niewiele, badz i nic nie zmienic.
              # Nie wiem skąd te boskie wyroki? Myślę, że każdego seks,a tym
              bardziej pierwszy raz zmienia, i nie ma znaczenia w jakim wieku.
              Kadego inaczej, w innym stopniu, i w zależności jak do tego
              podchodzimy i kiedy.
              > By milosc do nas przyszla musimy byc na nia gotowi i otwarci.
              #Bycie dziewicą świadczy o braku gotowoci na miłość? A co o niej
              świadzy? Bogate życie erotyczne przed, i to najlepiej moje ale
              partnerki/partnera w umiarkowanym stopniu?( wcześniejsze wpisy)
              -Inaczej moze spad
              > ac z nieba, a i tak bedzie kolejna wzgardzona "po seksie" kobieta
              czy tez kolej
              > nym odepchnietym "przed" mezczyzna.
              #Miłość nie spada z nieba. Zakochanie, zauroczenie może niektórym
              tak. Ale miłość to trochę dłuższy proces i zależy od dwojga osób,
              którzy stale nad nią prcuję,pielęgnują i dbają o nią. Wielu ludziom
              wydaje się, że coś spadło z nieba, trzeba to podnieść, i już sobi
              jest na wieki, wieków amen...do rozwodu.
              Pozdrawiam
              • gomory Re: Re a 34 letnie dziewice? 27.12.07, 00:34
                Przede wszystkim nie twierdze jak to napisales, ze takie osoby
                sa "beee". One maja problem, i jesli go dostrzega sa w stanie
                przepracowac to ze specjalista.
                Do tematu podchodzisz ze zlej strony. Zwroc uwage - pierwsze co
                zrobiles to zmysliles powody by zracjonalizowac klopotliwa
                rzeczywistosc. To byl Twoj punkt wyjscia i na tym sie skupiles.
                Po co wymyslales te powody?
                Dorosli nie sa dziecmi i nie musza byc glaskani uspokajajco po
                glowie tylko dlatego, ze prawda jest bolesna. Moga stanac na
                przeciwko problemu, i znajdowac sile by sobie z nim dawac rade.
                Pisalem to juz - Twoja postawa nie jest pomocna, jest szkodliwa.
                To jest kluczowe zdanie: dziewictwo ludzi coraz bardziej niemlodych
                jest objawem glebszych problemow, a nie ich przyczyna.
                To do tych wlasciwych problemow nalezy dotrzec, i co najmniej je
                uswiadomic. Wynajdywanie powodow niemoznosci rozpoczecia pozycia
                wtedy gdy robia to inni ludzie nie zbliza do tego. Skupiasz sie nie
                na tym co jest naprawde istotne, to ucieczkowa postawa. Z takim
                podejsciem mozna tylko pielegnowac swoj stan.
                Zastanow sie nad soba - w imie czego chcesz promowac zycie bez
                zmyslowej milosci?
                Rowniez pozdrawiam.
                • wiek_chrystusowy Re: Re a 34 letnie dziewice? 27.12.07, 10:22
                  chyba nie chodzi o promocję życia bez zmysłowej miłości, tylko o promocję życia
                  bez ulegania presji, że z seksem trzeba zdążyć przed jakąś tam barierą wiekową,
                  żeby nie być uznanym za niedorobione dziwadło.

                  Wyobraź sobie taką sytuację, że są na świecie ludzie, dla których seks jest
                  następstwem miłości a nie wstępem do niej. I wyobraź sobie, że zakochują się
                  bardzo rzadko, raz na kilka lat. I wyobraź sobie jeszcze, że jak to z miłością,
                  czasami coś nie wypala, w końcu druga osoba też ma coś do powiedzenia. Co wtedy?
                  Uciekać w seks z kim popadnie byle wcześnie? To idiotyzm.
                  • gomory Re: Re a 34 letnie dziewice? 27.12.07, 13:29
                    Ale poczytaj co piszesz:

                    "zakochuja sie raz na kilka lat".

                    Tak ma wiele osob na swiecie, jesli nie wiekszosc. Ale raz na kilka - to nie raz na 40 czy tez w ogole - bo do tego prowadzi wieczne zycie w czystosci.

                    Albo to:

                    > chyba nie chodzi o promocję życia bez zmysłowej miłości, tylko o promocję życia bez ulegania presji, że z seksem trzeba zdążyć przed jakąś tam barierą wiekową,

                    Straszliwe spoleczenstwo wywiera na ludziach presja nakazujac im uprawianie seksu? Spoleczenstwo ma to w zakamarku, bo to nie jest problem dla nikogo poza sama zainteresowana osoba!
                    Zreszta soryyy... ale ja musialbym napisac jeszcze raz takiego samego posta jak powyzej.
                    Nie obraz sie, naprawde nie mam zamiaru byc arogancki - ale przeczytaj jeszcze raz moj powyzszy post. NIE SKUPIAJ SIE NA SEKSIE! To, ze ktos nie moze wejsc przez tyle lat w bliskie relacje to tylko OBJAW. Wszystko co wypisujesz jest podrecznikowym zestawem mechanizmu wyparcia, nad tym nie ma nawet co sie specjalnie rozwodzic.

                    Czlowiek swiadomy to nie patyk rzucony w odmety losu ktorego nurt niesie dokad chce, a tajemne sily pecha ponosza odpowiedzialnosc za wszelkie niepowodzenia.
                    No chyba, ze w gre wchodza aspekty religijne i wybor takiej drogi zycia. W tym przypadku sklonny jestem spuscic kurtyna milczenia. jestem spuscic kurtyna milczenia.

                    Przynajmniej tutaj sie zgadzamy :):
                    > Uciekać w seks z kim popadnie byle wcześnie? To idiotyzm.

                    Szkoda tylko, ze ominelas moja podpowiedz nieidiotycznego rozwiazania ;).
                    • wiek_chrystusowy Re: Re a 34 letnie dziewice? 27.12.07, 13:46
                      dobra, Gomory! No to bez wypierania podaję konkrety: pierwsze zakochanie w wieku
                      17 lat i trzymało mnie lat naście pomimo, że obiekt znikł mi z oczu zanim mogłam
                      z siebie wydusić cokolwiek, więc nawet nie wie, że na niego czekałam. Plus
                      względu religijne, plus strach przed ciążą.
                      Drugie zakochanie w okolicach trzydziestki. I dopiero w tym wypadku seks.
                      W relacje z innymi nawet bardzo bliskie oczywiście wchodziłam ale nie na długo,
                      bo bardzo szybko czułam, że to nie to. Jestem klasycznym odludkiem, towarzystwo
                      ludzi mnie męczy na dłuższą metę, więc kolekcja "psiapsiół" płci obojga do
                      niczego nie była mi potrzebna. No, może w tym zgoda, jestem dziwna. I wiem, że
                      cholernie wymagająca. Ale to się zdarza, i nie wiem czy można mnie tak lekką
                      ręką wrzucić do szuflady z ludźmi z problemami w zakresie związków międzyludzkich.
                      • glosatorr Re: Re a 34 letnie dziewice? 27.12.07, 14:29
                        wiek_chrystusowy napisała:

                        > dobra, Gomory! No to bez wypierania podaję konkrety: pierwsze
                        zakochanie w wiek
                        > u
                        > 17 lat

                        No czyś Ty zwariowała kobieto! Dzisiaj, to w tym wieku to się juz ma
                        dzieci! A ty się dopiero zakochałaś!? Rany - Ty nienormalna jesteś...

                        Moment, zaraz - ale ty jesteś w wieku chrystusowym czyli... czyli...
                        16 lat temu to w wieku 17 lat mozna było sie zakochać... czyli to
                        normalne jest...

                        > i trzymało mnie lat naście pomimo, że obiekt znikł mi z oczu zanim
                        mogła
                        > m
                        > z siebie wydusić cokolwiek,

                        O mój Ty Boże... nie wiem co powie Gomorry - ale bardzo
                        idealizowałaś faceta. To nie jest normalne! Gomorry tu Ci coś
                        znajdzie co nie miesci się w normie. Wiesz, przez kilkanaście
                        lat "normalnie" to mozna miec już 2-kę dzieci, psa, dwóch mężów,
                        kochanka i malucha w garażu! A Ty Co? Nienormalnie wzdychałaś za
                        facetem, który tak szybko się oddalił, że nawet nie zdążyłaś mu
                        powiedzieć: "Hi, I like U jak swaju maszinu!" - nieeee , no
                        nienormalna jesteś!!!! ;-)

                        > Plus
                        > względy religijne, plus strach przed ciążą.

                        No nie - no nienormalna jesteś! Z powodu religii? Nie pociupciać!
                        Tyle lat! No nie - inni grzeszą tak, że grzechy Sodomy i Gomory to
                        niewinna gierki w piaskownicy z dżdżownicą są a Ty się przejmujesz?!

                        A czemu sie boisz ciąży?! ;-) To nadaje się na głeboką terapię - oj
                        Gomorry Ci tu zaraz zrobi prześwietlenie zwojów!

                        > Drugie zakochanie w okolicach trzydziestki.

                        I co? I czemu nie wyszło?! I czemu tak długo czekałaś! Gdzie Twój
                        rozsądek - Piekno przemija, lata posuwają.... co za głupota i
                        niepowetowana strata!

                        > I dopiero w tym wypadku seks.

                        I jak było? Udany przynajmniej?
                        To Ty już nie dziewica! - to gomorry będzie zawiedziony!

                        > W relacje z innymi nawet bardzo bliskie oczywiście wchodziłam ale
                        nie na długo,
                        > bo bardzo szybko czułam, że to nie to.

                        Jesteś mądrzejsza od tych co wchodziły, i jak już były w ciąży, albo
                        porzucone w ciąży albo po urodzeniu, czasami bite, poniżane, albo
                        pozostawione bez słowa etc.etc - ale i tak jesteś nienormalna. Bo
                        normalne dziewczyny najpierw idą do łóżka, potem się przedstawiają z
                        imienia jak się Pan nie zapyta, potem szukają takiego przez agencję
                        detektywistyczną, by ustalić adres, nr. dowodu osobistego i wezwac
                        go do płacenia alimentów na dziecko albo biorą ślub by mieć dziecko,
                        albo by mieć dostanie życie rpzez jakiś czas.... a Ty co? Ty ich
                        tylko wyczuwałaś? A może twoje czucie Cie myliło? Może ty intuicji
                        nie masz? No nienormalna jesteś! No nie....! ;-)

                        > Jestem klasycznym odludkiem, towarzystwo
                        > ludzi mnie męczy na dłuższą metę,

                        A czemu Cie męczy? Powinno Cię cieszyć - normalnie każdy chce mieć
                        setkę przyjaciół. No miec z kim potańczyć, to sklepu wyskoczyć,
                        pogadac o Mandarynie, Dodzie i nowej kolekcji Gienka DiMarco przy
                        kawie latte w Arkadii a Ty co? nastawiasz się na jakieś inteligentne
                        rozmowy? Tylko Ci poezja i rozmowy o głebi ludzkiej duszy w głowie?
                        Ty nienormalna jesteś! Ty nigdy takiego faceta, co by Cie zrozumiał
                        nie znajdziesz! Chore to! ;-))

                        > więc kolekcja "psiapsiół" płci obojga do
                        > niczego nie była mi potrzebna.

                        Egoistka wstrętna! Ty bys się tylko takimi otaczała, co ę i ą
                        potrafią!? A o dupie maryny już nie można pogadać? O tym kto z kim i
                        dlaczego też nie? A o nowym serialu na kanale Romantica - to już Ty
                        nie schylisz się do szarego plebsu!? O żesz Ty niewdzięczna,
                        zadzierająca nos KOBIETO! Ty się tak nie unoś! No nienormalna kobita!

                        > No, może w tym zgoda, jestem dziwna.

                        Jesteś cholernie dziwna! No bo jak to jak! Nie zabiegasz o facetów,
                        nie testujesz ich pod każdym kątem - od finansowego, po seksualny,
                        więc skąd masz wiedzieć jaki facet jest? Poznajesz ich po oddechu?
                        Po chodzie? Po głosie? Ty dziwna jesteś! Ty powinnaś sprawdzać
                        każdego - zamiast czekać, aż facet cię w rękę buchnie i na kolację
                        przy świecach zaprosi, czy zamiast sprawdzać, czy Ci miejsca ustąpi,
                        krzesło podsunie, zagai inteligentną rozmową i jeszcze zgodzi się
                        bez sztucznych echów, że zapłącisz za siebie.... Powinnaś zamiast
                        tego od razu wyciągac penisa z rozporka i sprawdzać, czy w dłoni
                        właściwie leży, i karty kredytowe sprawdzić - a broń Boże nie
                        zdenerwować go niewygodnym pytaniem w stylu: "A kim są te
                        Angnieszki, Viktorie, kasie co do Ciebie wydzwaniają co chwila"
                        albo "Czemu tyle pijesz...?" albo "Czy uważasz, że klepanie kelnerki
                        w tyłek, jest oznaką szacunku do kobiet?"! TY NIENORMALNA JESTEŚ!

                        > I wiem, że
                        > cholernie wymagająca.

                        Aha!!!!!!!!! Tobie się we łbie poprzewracało! Normalnie patrzysz na
                        faceta? pasuje - bierzesz go do łóżka. jak spi sprawdzasz portfel,
                        oblookasz mieszkanie, patrzysz, czy wszy nie ma - i bierzesz. Jak
                        się sprawdzi - to spoko a jak nie - to wynocha na bruk i wysokie
                        alimenty będzie płacił na bahora co przypadkiem się na świecie
                        pojawił. Nic to, że bił, pił i zdradzał! Ważne, że sprawdzony
                        organoleptycznie a Ty teraz mądrzejsza będziesz i ... bardziej
                        normalna. Jeszcze dóch takich i do końca życia nie będziesz musiała
                        pracować! A jak! A do kochania to najlepszy jest wibrator marki
                        braun!

                        > Ale to się zdarza, i nie wiem czy można mnie tak lekką
                        > ręką wrzucić do szuflady z ludźmi z problemami w zakresie związków
                        międzyludzki
                        > ch.

                        No trochę bardziej poważnie :-) Nie licz na to.
                        Jak Gomorry nie znajdzie problemu w tym, co napisałaś - to coś
                        wymysli ;))) Bo teoria musi się trzymac kupy ;))
                        • wiek_chrystusowy Re: Re a 34 letnie dziewice? 27.12.07, 15:26
                          glosatorr napisał:



                          > I co? I czemu nie wyszło?! I czemu tak długo czekałaś! Gdzie Twój
                          > rozsądek - Piekno przemija, lata posuwają.... co za głupota i
                          > niepowetowana strata!
                          >
                          > > I dopiero w tym wypadku seks.
                          >
                          > I jak było? Udany przynajmniej?
                          > To Ty już nie dziewica! - to gomorry będzie zawiedziony!
                          >

                          Hmm a gdzie napisałam, że nie wyszło? ;) Wyszło, jesteśmy od tego czasu razem.
                          • glosatorr Re: Re a 34 letnie dziewice? 27.12.07, 15:33
                            wiek_chrystusowy napisała:

                            > glosatorr napisał:
                            >
                            > > I co? I czemu nie wyszło?! I czemu tak długo czekałaś! Gdzie
                            Twój
                            > > rozsądek - Piekno przemija, lata posuwają.... co za głupota i
                            > > niepowetowana strata!
                            > >
                            > > > I dopiero w tym wypadku seks.
                            > >
                            > > I jak było? Udany przynajmniej?
                            > > To Ty już nie dziewica! - to gomorry będzie zawiedziony!
                            > >
                            >
                            > Hmm a gdzie napisałam, że nie wyszło? ;) Wyszło, jesteśmy od tego
                            czasu razem.

                            Bój się Boga dziewczyno! Zgodnie z teorią Gomorry - nie miało prawa
                            się udać! Czy ty nie rozumiesz, że zaraz gomorry i Ciebie uzna, że
                            jesteś mną!? Nierozstropna z Ciebie Kobieta! Normalnie jesteś
                            nienormalna wg. gomorry - bo powinno Ci się nie udać!
                            Czemu nie chcesz przyznac racji Gomorremu!? Niewdzięczna kobieta z
                            Ciebie... Gomorry będzie zawiedziony. Wg. jego teorii jesteś
                            nienormalna, powinno Ci się udać po przypadkowym bzykanku w wieku 26
                            lat najlepiej pod schodami w dyskotece, albo po pijaku z kolegą
                            ziomalem z trzepaka, już powinnać być na etapie zmiany partnerów,
                            szukac mocnych wrażeń i wtedy Twoje teksty miałyby moc oraz
                            akceptację Gomorrego. A tak zaraz przeczytasz, że to znowu ja się
                            nie wylogowałem czyli, że ja posunąłem się do tak niecnych rzeczy,
                            jak polemika z Gomorrym posługując sie wieloma nickami! :-)))

                            Co za życie, co za zwyczaje! normalnie zbulwersowany jestem!
                            Gomorry - widzisz i nie grzmisz? Nienormalnej, 30-letniej dziewicy
                            opłacało się czekać! twoja teoria jest w wielkim zagrożeniu! Broń
                            jej! ;)
                      • gomory Re: Re a 34 letnie dziewice? 27.12.07, 14:48
                        Przepraszam, ale ja po prostu nie bede roztrzasal Twojego zycia. Forum nie jest od tego, ja nie jestem zadnym specjalista. To, ze jestes jak twierdzisz "odludkiem" ma pewnie swoj powod w Twoim wychowaniu i zyciu.
                        Nie wiem czy to dla Ciebie uciazliwe. Chcesz cos zmieniac czy tez nie. Nic o Tobie nie wiem, i takie pisanie byloby bezcelowe. Nie musisz mi udowadniac, ze jestes osoba bezproblemowa w kontaktach miedzyludzkich. To tylko tylko dla Ciebie powinno byc wazne :). Nikomu nie musisz niczego udowadniac, zycie samo weryfikuje kazda postawe.
                        Pozdrawiam.
                        • wiek_chrystusowy Re: Re a 34 letnie dziewice? 27.12.07, 15:30
                          nie, bycie odludkiem nie jest dla mnie uciążliwe. Uciążliwie zaczyna być, kiedy
                          próbuję udawać kogoś towarzyskiego - wtedy się męczę po pierwszym kwadransie
                          rozmowy w stylu "a co u ciebie?"
                          Jeżeli coś chcę udowodnić, to tylko to, że bycie starszawą dziewicą może nie
                          oznaczać nic z tego, co wcześniej sugerowałeś. I naprawdę nie wynika to z mojej
                          niechęci do poszukania win w sobie. Bo ja bardzo chętnie tego szukam. Tylko nie
                          na siłę, żeby komuś, kto żył inaczej spasowało to do jego teorii...

                          Pozdrawiam również
                • kropeczka-b Re: Re a 34 letnie dziewice? 27.12.07, 13:30
                  gomory napisał:

                  > Przede wszystkim nie twierdze jak to napisales
                  Dla wyjaśnienia słowo kropeczka jest rodzaju żeńskiego, jestem
                  kobietą. Ale mogło to umknąć Twojej uwadze, jaki kilka innych kwestii
                  ze takie osoby
                  > sa "beee". One maja problem, i jesli go dostrzega sa w stanie
                  > przepracowac to ze specjalista.
                  #Dalej nie uważam, że bycie dziewicą po trzydziestce jest problemem.
                  I czy sugerujesz przepracowanie dziewictwa ze specjalistą? Jakim?
                  Pierwszym napotkanym facetem, który tylko zechce pomóc w pozbycie
                  się problemu?
                  > Do tematu podchodzisz ze zlej strony.
                  # A czemu Twoja strona jest dobra, a moja nie? Bo Ty masz to, co
                  wystaje, a ja mam to, co się chowa?:-)
                  Zwroc uwage - pierwsze co
                  > zrobiles to zmysliles powody
                  #podałam powody, które znam z życia, nic nie wymyślam na tym foru.
                  Wszystko ma swoją przyczynę, powody. Jeśli znajdziesz powody możesz
                  powiedzieć, czy jest jakiś problem, czy go nie ma. Jeśli jest,
                  wierz, dlaczego i możesz coś z tym zrobić. Ja nie oceniam innych i
                  nie wystawiam sądów tylko na podstawie jednej suchej informacji-
                  kobieta jest dziewicą w wieku 34lat.No to mam problem.
                  by zracjonalizowac klopotliwa
                  > rzeczywistosc.
                  # Ja nie dostrzegam tutaj żadnej kłopotliwej rzeczywistość. Pokazuję
                  jedna, że są różne powody, dla których postępujemy tak, a nie
                  inaczej. I nasze postępowanie nie musi być adekwatne dla innych.

                  To byl Twoj punkt wyjscia i na tym sie skupiles.
                  #Owszem ja mogę pokazywać tylko swój punkt widzenia. To robię.
                  > Po co wymyslales te powody?
                  > Dorosli nie sa dziecmi i nie musza byc glaskani uspokajajco po
                  > glowie tylko dlatego, ze prawda jest bolesna.
                  #Głoszenie prawd oczywistych, że drośli nie są dziećmi-nie wiem
                  czemu to służy? A dorośli lubię i często potrzebują głaskania
                  uspakajającego po głowie i nie tylko. Często jest to dużo bardziej
                  przyjemne niż seks. Polecam wypróbować:-)
                  Moga stanac na
                  > przeciwko problemu, i znajdowac sile by sobie z nim dawac rade.
                  #Nadal uważam, że bycie dziewic nie powoduje problemów. A wręcz
                  sądzę, że taka osoba często ma dużo więcej siły niż ja, czy Ty do
                  pokonywania problemów, codziennie rano odnajduje w sobie tę siłe i
                  nie ulega presji innych.
                  > Pisalem to juz - Twoja postawa nie jest pomocna, jest szkodliwa.
                  #A w czym moja postawa komuś zaszkodziła? A w czy jest Twoja
                  pomocna? Twoja ułatwia facetom dostęp do łatwego seksu, a moja
                  utrudnia i zmusza do wysiłku, często dużego i to nie jeden raz?
                  Twoja mówi rób to, co inni, nie ważne, że możesz sobie zaszkodzić,
                  moja sugeruje szanowania siebie, słuchania swoich potrzeb i nie
                  uleganiu presji. Każdy wybiera, co chce, ale ja w przeciwieństwie do
                  Ciebie nikomu nic nie narzuca, pokazuję swój punk widzenia, Ty
                  natomiast ocenisz wszystko pod swoją miarkę i tylko on jest
                  właściwa.
                  > To jest kluczowe zdanie: dziewictwo ludzi coraz bardziej
                  niemlodych
                  > jest objawem glebszych problemow, a nie ich przyczyna.
                  #Czy Ty przypadkiem masz jakiś dyplom, minimum magisterski z nauk
                  społecznych, że wydajesz stale takie opinie?
                  > To do tych wlasciwych problemow nalezy dotrzec
                  # Zgadzam się, o WŁAŚCIWYCH problemów trzeba dotrzeć, a nie do
                  wyimaginowanych, do tych, co się komuś wydaję lub inni sugerują.

                  , i co najmniej je
                  > uswiadomic. Wynajdywanie powodow niemoznosci rozpoczecia pozycia
                  > wtedy gdy robia to inni ludzie nie zbliza do tego.
                  #Czy jak inni oszukują, to ja też mam to robić? Czy jak inni kradną,
                  toja też mam to robić? Czy jak inni bzykają na lewo i prawo, to ja
                  też mam to robić? Czy jak inni mają już za sobą pierwszy raz i nie
                  zawsze są z tego powodu szczęśliwi, ja też mam to zrobić?
                  Skupiasz sie nie
                  > na tym co jest naprawde istotne
                  # A co Twoim zdaniem jest istotne? Zrobienie czegoś wbrew sobie, bo
                  inni uważają, że jest jakiś problem? A może istotne jest
                  poszanowanie i woli drugiego człowieka, może istotne jest, że każdy
                  ma prawo decydować o sobie i takie prawo należy dawać inny i je
                  szanować?
                  , to ucieczkowa postawa. Z takim
                  > podejsciem mozna tylko pielegnowac swoj stan.
                  # Ja nigdzie nie uciekam. A swój stan pielęgnuję. Dlatego cieszę się
                  dobrym zdrowiem fizycznym i psychicznym. Mimo, że mam już sporo
                  wiosen za sobą:-))
                  > Zastanow sie nad soba
                  #Bardzo często zastanawiam się nad sobą. Mam nadzieję, że Ty też to
                  czasami robisz:-)
                  - w imie czego chcesz promowac zycie bez
                  > zmyslowej milosci?
                  #A tu mi kolejny raz wciskasz coś, czego nie powiedziałam. Ja wiem,
                  co to jest prawdziwa miłość, co to jest kochać się, wiem jak smakuje
                  jej słodycz a nie uprawiać seks. Wiem jak boli, gdy ktoś Cię zrani,
                  wiem, czym smakuje uleganie innym, a co daje trwanie przy swoim.
                  Czy uważasz, że jak straci się dziewictwo przed trzydziestą, to ma
                  się drogę do cudownego, zmysłowego seksu? I nie ma znaczenia, z kim
                  to zrobisz, byle do trzydziestki, im później, tym gorzej? I myślisz,
                  że te kobiety, które zaliczyły swój pierwszy raz w określonym przez
                  Ciebie czasie, wszystkie zaznały zmysłowej miłości? Nastawiały się
                  na prawo i lewo aż wreszcie jej wpadła namiętna miłość? Czy naprawdę
                  uważasz, że czas inicjacji seksualnej wyznacza rodzaj przeżyć
                  łóżkowych i nie tylko? Myślę, że całkiem inne rzeczy o tym decyduję,
                  albo w znacznie większym stopniu.
                  > Rowniez pozdrawiam.
                  Przesyłam pozdrowienia
                  • gomory Re: Re a 34 letnie dziewice? 27.12.07, 14:56
                    W tym momencie prosze Glossatora, zeby Ci odpowiedzial w ktorych miejscach sie mylisz ;).
                    To dopiero osobosc schiza.... rotfl :D
                    • glosatorr Re: Re a 34 letnie dziewice? 27.12.07, 15:15
                      gomory napisał:

                      > W tym momencie prosze Glossatora,

                      A gdzie jest podanie w trzech egzemplarzach ze stosownym
                      wyjaśnieniem logicznym, hę?! ;-))
                      Sam się broń a nie wołaj o pomoc!

                      > zeby Ci odpowiedzial w ktorych miejscach sie
                      > mylisz ;).

                      Ale problem w tym Gomorry - że kropeczka ma rację! A Ty jej nie masz!
                      Dla Ciebie bzykanie się jako forma doświadczalnego poznawania
                      drugiej osoby jest czymś normalnym. I kropeczka i parę innych osób
                      stara się Tobie coś przekazać ale Ty po prostu bronisz swojej
                      naciaganej, niejasno sformułowanej tezy. Sam się broń ;)))

                      > To dopiero osobosc schiza.... rotfl :D

                      Osobość? schiza? Co? Gdzie? Jak? Wymiekasz? Broń się Gomorry - broń
                      swojej tezy. Jak obronisz swoją tezę - to będzie schiza!
                      :-)
                      • gomory Re: Re a 34 letnie dziewice? 27.12.07, 15:20
                        Nie mi tylko jej, tylko nie zapomnij si przelogowac ;)
                        • glosatorr Re: Re a 34 letnie dziewice? 27.12.07, 15:27
                          gomory napisał:

                          > Nie mi tylko jej, tylko nie zapomnij si przelogowac ;)

                          Sugerujesz mi, że to ja jestem Kropeczka? Tylko dlatego, że ktoś
                          inny ma zbieżne poglądy, to Ty od razu kolejną konfabulację Gomorry
                          uskuteczniasz? Chłopie - to żeś teraz przegiał ;))
                          Nie - ja mam tylko ten nick (admina zapytaj, ma podgląd IP).
                          Wiesz, że konfabulowanie, to oznaka powazniejszych zaburzeń? I
                          powinieneś z tym iść do specjalisty? Ja poważnie pisze ;))
                          Gomorry - to, że ludzie się zgadzają - w dyskusji - to nie problem.
                          Problemem jest - jak ktoś od dyskusji ucieka, zaczyna imputowac,
                          sugerować rzeczy, jakie nie mają miejsca, a kiedy mu się stawia
                          konkretne pytania i kwestie, by się odniósł - daje dyla albo zaczyna
                          innym stawiac absurdalne zarzuty - więc... Wyskakuj z narożnika i
                          odnieś się do konkretnych spraw zarzuconych Ci przez kropeczkę! I
                          sio! - Twoje jabłka - więc sam ich pilnuj! :-)

                          Sam się przekonaj jak się broni swoich racji ;)) Broń się a nie
                          wycofuj ;))
                    • kropeczka-b Re: Re a 34 letnie dziewice? 27.12.07, 15:57
                      gomory napisał:

                      > W tym momencie prosze Glossatora, zeby Ci odpowiedzial w ktorych
                      miejscach sie
                      > mylisz ;).
                      > To dopiero osobosc schiza.... rotfl :D
                      #To już sam nie umiesz bronić swoich teorii? Do tego prosisz o
                      wsparcie opozycję! Gdzie Twoja pewność i wiara w to, co wierzysz? Ja
                      swoją mam i sama bronię swoich poglądów. A jeśli i ktoś udowodni, że
                      się mylę, nie kulę ogona pod siebie weryfikuję swoją wiedzę.
            • glosatorr Zasada "się zobaczy" 27.12.07, 10:11
              gomory napisał:

              > Nic nie zastapi zdrowego rozsadku.

              bardzo mądre zdanie Gomory :-)

              > Zbierz w necie 3 dziewczyny ktore zaliczaja z
              > mezczyznami kolejne niepowodzenia
              > i masz gotowa ekipe do twierdzenia,
              > ze faceci w dzisiejszych czasach sa daremni.

              Sorry - ale nie trzeba 3 dziewczyn, które miały kłopoty z facetami,
              by usłyszeć niestety wielce prawdziwą tezę: że Panowie schodzą na
              psy i są źródłem kłopotów wielu pań. Takie są fakty i one same
              wychodzą na wierzch - wystarczy poczytać tutejsze panie i nie trzeba
              być odkrywcą. Patrząc na moich kolegów sam się im nie dziwię, że są
              Panie, które na słowo "facet" dostają białej gorączki.

              > Myslisz, ze udaloby mi sie latwo je przekonac o
              > problemie ktory moze tkwic wlasnie w nich?

              A czemu od razu szukać winnych temu, że kobiety są ostrozne a faceci
              leczą kompleksy kobietami? Życie jakie jest każdy widzi - a wcale
              nie jest wesołe. Są panie, które sprawdzają Panów pod kazdym
              względem i dziewictwo straciły mają 15 lat i są takie, które są
              dziewicami do dzisiaj widząc skrzywdzone przez facetów kolezanki,
              matki, siostry i po prostu powiedziały sobie: tylko z gościem, z
              którym spędzę resztę życia pójdę do łóżka. Kurcze, niby żyjemy w
              wolnym świecie, gdzie każdy może robic to na co ma ochotę ale jak
              ktoś powie - nieeee - ja poczekam, to mu sie łate przykleja.
              Ja mając za sobą jedno małżeństwo, kilka przelotnych romansów i
              jeden niedoszły związek mam po dziurki w nosi zaczynania wszystkiego
              na zasadzie: fajna dupa, to się wprowadzam a potem "się zobaczy jak
              to będzie pasowało" - zasadę "się zobaczy" wywaliłem do kosza rok
              przeszło rok temu i nie ukrywam, że wcale się nie spieszę. Kolejna
              Pani pojawia się a ja na nią patrzę. Uważnie, nie dekoncentrując się.
              Nie mam już ochoty przechodzić kolejnych rozczarowań - zainwestuje
              człowiek energię, nadzieje, uczucia i na końcu widzi piety
              uciekającej panny młodej albo słyszy się słowa, które ranią...

              > To byloby baaardzo trudne, wrecz niemozliwe.
              > Sorry - ale jesli przez 34 lata nikogo sie nie spotkalo, to raczej
              swiadczy o u
              > ciekaniu, bezkompromisowosci, silnych kompleksach, odpychajacych
              nawykach itp.

              Gomorry - a Ty wciąż swoje. Masz rację, ale wstawienie słowa "tylko"
              jest grubo naciaganym uogólnieniem. Nie ma takiej granicy wiekowej,
              która powoduje, że z powodu wieku i wysokiej poprzeczki jaką się
              stawia potencjalnemu kandydatowi lub kandydatce na życiowego
              Partnera należy przypisać hipotezę o jej/jego rzekomych kompleksach,
              odpychających nawykach czy uciekaniu.
              Przesadzasz i naprawdę na litość boską - pomyśl, nim cos napiszesz?
              To co? To kobita ma iść do łóżka i tracić dziewictwo a najlepiej od
              razu zajść w ciążę - bo inni będą o niej gadać - stara panna? To co -
              ma wskakiwać każdemu kto ma na nią ochotę by co sprawdzić w tym
              łóżku? Czy facet się dobrze bzyka? To popatrz ile jest tutaj listów
              zaczynających się od słów: do slubu w łóżku było cudownie, a po
              ślubie on mnie nawet nie przytula! I co powiesz teraz Paniom? Dasz
              im jakąś złotą zasadę pozwalającą im rozpoznać - Jaki facet po
              pójściu z nim do łózka nie ocipieje i nagle nie wyjdzie z niego mr.
              Jekkyl? Gomorry - walisz swoimi wnioskami po oczach.
              Ja od listopada 2006 roku nie bzykałem kobity mimo, że były okazje i
              chętne - nie dlatego, że nie miałem ochoty! Nie - miałem jak
              cholera! Normalny jestem, staje mi co ranek! nawet jak mocniej
              wiater zawieje - też mi staje! Ale powiedziałem sobie dość!
              Wiesz Gomorry - takie coś sie pojawiło i mnie nie opuszcza! Do łózka
              pójdę z kobieta, która zechce ze mną byc juz na zawsze. Tak - mam
              dosyć łażenia na bzykanko od chwili, kiedy odkryłem jak kolosalna
              róznica jest pomiedzy bzykaniem się a kochaniem. OGROMNA! I co? Też
              w Twoim mysleniu jestem pojeb? Zaś normalny to taki, co testuje
              panienkę nim pozna jej imię? Bo musi wiedzieć jaka jest w łóżku? Na
              to się zdąży zawsze - natomiast inne rzeczy poznać i sprawdzić
              trzeba wcześniej! I nie jest to oznaka kompleksów, ucieczki etc. To
              po prostu jest zdrowy rozsądek, którego te 30-letnie Dziewice
              szukają wśród facetów i znaleźć nie mogą! tak - te 30-letnie, cżesto
              zajebiste, atrakcyjne, mające wszystko na swoim miejscu od pracy,
              mieszkania i sporego konta w banku kobiety pozostają dziewicami,
              albo są dziewicami wtórnymi od kiedy przekonały się, że trafić na
              faceta z jajami, z rozsądkiem, duszą, światem wewnetrznym a nie
              patrzacych wyłacznie tą małą główką na dłuuuugiej (i to nie zawsze)
              szyi - nawet ze świecą znaleźć nie można. Tak, przekonały się
              patrząc, słuchając i widząc zachowania naszych kolegów Gomorry - że
              im tylko dupy w głowie a jak się starają to tylko do momentu kiedy
              poczują się, że im dupka wpadła w sidła i już się wysilac nie muszą!
              I ja im się nie dziwię, że czasami czekają. Tak jak ja wolę poczekać
              niz rzucać się w ramiona na jedną noc, weekend czy miesiąc jakiejś
              pani, która mnie traktuje jak za przeproszeniem tymaczasowego
              kochanka. Ja tym paniom się nie dziwię i uważam je wbrew pozorom za
              spore realistki a nie jakieś Panie z odchyłami. Jedne wolą chlipac
              co 3 miesiące i rwać włosy, śiwieć i nabierac dodatkowych
              kilogramów, bo kolejny palant je brzydko mówiąc "wydymał" a inne
              wolą patrzeć, obserwować i wyglądać tego, w którego warto
              zainwestowac czas, uczucie i własne życie. Ja przynajmniej gdybym
              wcześniej na to wpadł, byłbym milionerem ;)))

              > Taka osoba nawet gdy w koncu wejdzie w zwiazek w 35 roku
              > z tryumfalnym "a jednak mozna" nie pozbedzie sie tym samym
              prawdziwego powodu s
              > wojego klopotu.

              Jak wejdzie w związek, to z wybranym w potęznej selekcji facetem i
              powiem Ci, ja w odróznieniu od Ciebie idę o zakład, że jeśli taka
              kobieta długo szukała lub rozglądała się za tym odpowiednim dla
              nije - to szanse, że jak na takiego w końcu trafi i będzie z nim
              szczęśliwa są wieksze niż szanse tych pań, co skaczą z kwiatka na
              kwiatek i pomiędzy jednym nieudanym związkiem a kolejnych czas
              samotności, łez i zawodów zaczyna się niebezpiecznie wydłużać. Bo
              uwierz mi - te "dziewictwo" to mniejszy kłopot niż ucieczka przed
              starością i samotnością w byle jaki związek "niedziewic"
              \
              > By milosc do nas przyszla musimy byc na nia gotowi i otwarci.

              Właśnie - tu tez mądrze napisałeś nie widząc, że tym zdaniem
              przeczysz całej swojej teorii.

              >tak bedzie kolejna wzgardzona "po seksie" kobieta czy tez kolej
              > nym odepchnietym "przed" mezczyzna.

              No właśnie. Co lepsze - być sfrustrowanyn cżłowiekiem, bo kolejnym
              niepowodzeniu, czy spokojnie, cierpliwie i uważnie wchodzić w
              kolejne znajomości i nie dając "dupy" na lewo i prawo? Bo pamietaj -
              "te dziewice" wcale nie unikają kontaktów męsko - damskich - one po
              prostu nie dają się bzykac ani nie wskakują do łózka na pierwszy czy
              trzeciej randce.
              • gomory Re: Zasada "się zobaczy" 27.12.07, 14:14
                Jeju ale sie przestraszyles etykietki erotycznego-teoretyka-gawedziarza ktora sobie nieopatrznie nakleiles. Az musiales prostujace relacje ze swojego zycia zaczac zdawac ;).
                Historia Twojego braku pozycia ma sie do tematu jak piesc do nosa, bo watek jest o czyms innym. Znowu chlopie gonisz w pietke tworzac swoja sieciowa kreacje.
                Jednak bede uparcie wytykal Twoje szkodliwe dzialanie w tym temacie.
                Tym razem Twe zwyczajowe schlebianie kobietom prowadziloby je po prostu na manowce. Az tak ciezko Ci sie pogodzic z tym, ze dla wielu kobiet jest mnoooostwo facetow atrakcyjniejszych od Ciebie? Tylko dlatego gotow jestes je deptac?
                • glosatorr Re: Zasada "się zobaczy" 27.12.07, 14:40
                  gomory napisał:

                  > Jeju ale sie przestraszyles

                  Gomorry - ja się nie boję a tym bardziej się nie przestraszyłem.
                  Skąd takie wnioski?

                  >etykietki erotycznego-teoretyka-gawedziarza ktora s
                  > obie nieopatrznie nakleiles.

                  To Ty mi chcesz to nakleić. Ale się nie da. Ale próbuj. Zawsze będę
                  miał temat do pofolgowania sobie ;))

                  > Az musiales prostujace relacje ze swojego zycia za
                  > czac zdawac ;).

                  jak sobie ktoś coś dopisuje - więc by nie dopisywać prostuję. To
                  chyba logiczne? Już mi wiele rzeczy dopisywałeś i jeśli chodzi o
                  konfabulacje, nie masz tu konkurencji ;))

                  > Historia Twojego braku pozycia ma sie do tematu jak piesc do nosa,

                  Oczywiście - problem w tym, że ja tutaj żadnej historii nie
                  opowiadam. Chciałem Ci tylko coś wyjasnić - ale próżne moje trudy.
                  jesteś wyznawcą organoleptycznego zbierania doświadczeń poprzez
                  bezpośrednie doświadczanie ja zaś jestem zwolennikiem zyciowej
                  mądrości :_) I tu myślę, lezy problem braku zrozumienia ;))

                  > bo watek jes
                  > t o czyms innym.

                  Umiem czytać - a Ty nie - bo może byś zrozumiał coś więcej niż to co
                  sam sobie piszesz ;))

                  > Znowu chlopie gonisz w pietke tworzac swoja sieciowa kreacje.

                  W nic nie gonię - teraz siedzę w biurze, nic się nie dzieje. A co
                  do sieciowej kreacji - wiesz, gdybym jak Ty łowił panienki w sieci
                  to może miałoby to ręce i nogi - ale błąd: ja wierzę w realne
                  przyciaganie :-)) więc ... Powtarzam, jak znajdziesz chociaż jedną
                  Panią na tym Forum, która spotkała mnie realnie - podasz adres wyślę
                  Ci skrzynkę dobrego Martini :-) Do dzieła!

                  > Jednak bede uparcie wytykal Twoje szkodliwe dzialanie w tym
                  temacie.

                  Możesz wytykać, bylebyś się posługiwał faktami a nie wymysłami,
                  wiedzą a nie jej brakiem i broń Boże byś nie wymyslał tez, ale je
                  stawiał, i pozwalał innym je obalać lub dowodzić - czyli rób to z
                  sensem ;)()

                  > Tym razem Twe zwyczajowe schlebianie kobietom prowadziloby je po
                  prostu na mano
                  > wce.

                  tak? A w jakim sensie? Że sa mądre przed szkodą a nie po szkodzie?
                  jakie to manowce?

                  > Az tak ciezko Ci sie pogodzic z tym, ze dla wielu kobiet jest
                  mnoooostwo f
                  > acetow atrakcyjniejszych od Ciebie?

                  Ależ facet! Czy ty myslisz,że ja je wszystkie chcę dla siebie?
                  A Broń Mnie Boże, wszyscy święci i Św. Pafnucy! Nieeeee - ja chce
                  tylko jedną - na cąłe zycie, do grobowej deski i co najwazniejsze -
                  nie w sieci - NIE W SIECI - ale realnie. Jak na razie mam całą
                  gromadę chętnych, ale żadna się nie nadaje ;)))
                  Tak więc ja chcę tę jedną, jedyną - resztę oddaje tym
                  atrakcyjniejszym ode mnie ;)) Tobie nawet większość :-) Mój Ty
                  ślicny ;))

                  > Tylko dlatego gotow jestes je deptac?

                  Deptać? ja ich nie depczę! Skąd takie wnioski? Znowu konfabulacja?
                  Wiesz... to napewno nie jest normalne ;))
                • kropeczka-b Re: Zasada "się zobaczy" 27.12.07, 16:28
                  gomory napisał:

                  . Az tak ciezko Ci sie pogodzic z tym, ze dla wielu kobiet jest
                  mnoooostwo f
                  > acetow atrakcyjniejszych od Ciebie?
                  # przeraszam, że wejdę w polemikę między Tobą a Glosatorem. Ale czy
                  Tobie też jest tak ciężko pogodzić się z faktem, że jest mnóstwo
                  kobiet, dla których żaden facet nie jest atrakcyjny. One szukają
                  kogoś innego, partnera. Mam nadzieję, że wiesz co to znaczy.
                  Tylko dlatego gotow jestes je deptac?
                  #Myślę, że jesteś najmniej odpowiednią osobą do wydawania opini,
                  przez kogo kobiety są lub nie deptane. Twój szacnek do kobiet jest
                  godzien podziwu, tylko dlaczego nie dajesz im prawa do miłości w
                  wybranym przez nie same momencie życia. Jak Ci powiem, że masz
                  zostać ojcem do 40stki, bo potem to już tylko schiza i problemy, to
                  mnie posłuchasz? Wierz, może i lepiej, byś mnie nie posłuchał.
              • aandzia43 Re: Zasada "się zobaczy" 28.12.07, 22:43
                glosatorr napisał:
                > Sorry - ale nie trzeba 3 dziewczyn, które miały kłopoty z facetami,
                > by usłyszeć niestety wielce prawdziwą tezę: że Panowie schodzą na
                > psy i są źródłem kłopotów wielu pań. Takie są fakty i one same
                > wychodzą na wierzch - wystarczy poczytać tutejsze panie i nie trzeba
                > być odkrywcą.

                Gloss, skończ z tym podlizywaniem się do pań, bo puszczę pawia na monitor. Panie
                cię z tytułu tych manewrów bardziej nie polubią. Bo Panie dobrze wiedzą, że płeć
                męska nie schodzi na psy, tylko ewoluuje, tak jak cywilizacja, kultura i
                wszystko, co nas otacza. I że Panowie po prostu się nieco zmieniają, tak jak i
                Panie. I że zawsze istnieli fajni faceci i beznadziejne dupki. Trochę się tylko
                zmieniają definicje, bo inne są wymagania stawiane przez czas i
                współistniejących w nim ludzi.

                Bo pamietaj -
                > "te dziewice" wcale nie unikają kontaktów męsko - damskich - one po
                > prostu nie dają się bzykac ani nie wskakują do łózka na pierwszy czy
                > trzeciej randce.

                Nie rżnij głupa i nie udawaj, że nie wiesz, o co chodzi. A chodzi o to, że te
                zatwardziałe dziewice nie wskakują do łóżka nie tylko na pierwszej czy trzeciej
                randce, ale nie wskakują nawet na setnej. Albo, co gorsza, nie chodzą na randki
                w ogóle. A to już jest poważny problem w przypadku trzydziestoparolatki. (Chyba,
                ze niewiasta zamierza zostać dziewicą konsekrowaną, to wtedy problemu nie ma)
                • glosatorr Re: Zasada "się zobaczy" 28.12.07, 23:09
                  aandzia43 napisała:


                  > Gloss, skończ z tym podlizywaniem się do pań, bo puszczę pawia na monitor.

                  Nie podlizuję się Andzia - i jak chcesz to puszczaj tego pawia i nie zawracaj mi głowy swoimi uwagami. Stwierdzam fakt, patrzę i widzę - możesz tego nie trawić - nikt nie musi się ze mną zgadzać - szczególnie ty,


                  > Panie
                  > cię z tytułu tych manewrów bardziej nie polubią.


                  Nie piszę tutaj by mnie lubiano - jeśli Ty tak robisz, to Twój problem - nie mój. Mnie można nie lubić wogóle - to tylko sieć - a ja nie podrywam w sieci. Ja tu piszę to co myślę. I możesz w to nie wierzyć "bo wiesz co myślę" I może to się Tobie nie podobać.
                  Wisi mi to. Zdziwiona? Nie wierzysz? No wiec oznajmiam wszem i wobec - ja tu tylko dyskutuję - wystarczy?

                  Ok? Tobie się nie podlizuję. I uwierz - nie zależy mi na tym co na mój temat myślisz. Wolisz dyplomację i to samo co ja piszę nazywać łagodnymi słowami? Spoko - pisz na co masz ochotę. Mojej zgody nie potrzebujesz. Ja nie zmienię poglądów, bo z facetami do łóżka nie chodzę i mam ich generalnie gdzieś.


                  > Bo Panie dobrze wiedzą, że płeć
                  > męska nie schodzi na psy,

                  Poważnie? A ja widzę co innego. Mogę? Mogę. Ty może z powodu chcicy możesz nie widzieć wszystkiego - mogę tak gdybać? Albo zachwycona jesteś obecnym panem i mając wciąż różowe okulary nie widzisz dokładnie? Są Panie co patrzą bezkrytycznie na facetów a potem tu leją ślozy. Mądrzeją z czasem ;)) Daję każdej czas by same dostrzegły to co ja widzę. :-)

                  >I że Panowie po prostu się nieco zmieniają, tak jak i
                  > Panie.

                  Można to tak nazwać - zmieniają się więc na gorsze. I takie są fakty. A Ty broń facecików = ok - kto Ci broni ;))



                  >I że zawsze istnieli fajni faceci i beznadziejne dupki.

                  Tych drugich zaś było i jest dużo więcej.

                  > Trochę się tylko
                  > zmieniają definicje,

                  No właśnie - więc możesz zacząć rzygać - Twoją pupcią nie jestem zainteresowany - wogóle :)) a ja dalej będę pisał to co uważam za właściwe niezależnie czy ktoś się z tym zgadza czy nie ;) Za to ja nie bedę Cię za Twoje poglądy rugał, rzygał i wyzywał od durnych bab ;)) Cieszę się, że się różnimy - jak cholera!



                  >
                  > Nie rżnij głupa i nie udawaj, że nie wiesz, o co chodzi.

                  No dobra Geniuszu w spódnicy - Ty zaś wiesz co ja myślę? Bravo!

                  > A chodzi o to, że te zatwardziałe dziewice nie wskakują do łóżka
                  > nie tylko na pierwszej czy trzeciej
                  > randce, ale nie wskakują nawet na setnej.

                  Powaga? I BARDZO DOBRZE, że nie wskakują!!!! Cieszy mnie to! Wiesz? Mnie to cholernie cieszy, że wśród kobiet są takie, co szanują swoją d,,,,,ę. Tak - więcej takich w faceci zaczną myśleć, starać się i a dupków nie będziesz musiała dyplomatycznie tłumaczyć z ich dupkowatości.


                  > Albo, co gorsza, nie chodzą na randki
                  > w ogóle.

                  Tak? Jan takiej nie znam - piszesz z własnego doświadczenia?

                  > A to już jest poważny problem w przypadku trzydziestoparolatki.

                  Uwierz, to nie jest problem. Większym problemem są te, co wskakują z byle chcicy nie myśląc - one sprawiają, że faceci są tacy jacy są - czyli nie starają się i im nie zależy - zawsze się znajdzie taka co wskoczy a potem myśli ;))
                  Albo wogóle nie myśli..... nigdy.

                  Pa - masz chusteczki by oczyścić swe złote usteczka z rzygowin? :-)
                  • aandzia43 Re: Zasada "się zobaczy" 29.12.07, 00:36
                    Gloss:
                    Ty może z powodu chcicy możesz nie
                    > widzieć wszystkiego - mogę tak gdybać? Albo zachwycona jesteś obecnym panem i m
                    > ając wciąż różowe okulary nie widzisz dokładnie? Są Panie co patrzą bezkrytyczn
                    > ie na facetów a potem tu leją ślozy. Mądrzeją z czasem ;)) Daję każdej czas by
                    > same dostrzegły to co ja widzę. :-)

                    Ponieważ z powodu chcicy i różowych okularów na nosie nie widzę dokładnie i
                    patrzę bezkrytycznie (albowiem znana jestem powszechnie z różowego oglądu
                    rzeczywistości, dobre, hłe, hłe) z całą pewnością lać będę tu potem ślozy. Ale
                    bez wątpienia zmądrzeję z czasem, bo Glosator litościwie daje każdej czas, by
                    dostrzegła sama to, co on w swej wszechwiedzy już widzi.

                    Urzekła mnie Gloss, twa bufonada...
                    :-DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

                    I dalej Gloss:
                    Twoją pupcią nie jestem zainteresowany
                    > - wogóle :))

                    O mój Boże, skąd w ogóle to absurdalne skojarzenie mojej pupci z tobą...?
                    Niepokojące, niepokojące...doprawdy
                • kropeczka-b Re: Zasada "się zobaczy" 28.12.07, 23:37
                  aandzia43 napisała:

                  > Bo pamietaj -
                  > > "te dziewice" wcale nie unikają kontaktów męsko - damskich - one
                  po
                  > > prostu nie dają się bzykac ani nie wskakują do łózka na pierwszy
                  czy
                  > > trzeciej randce.
                  >
                  > Nie rżnij głupa i nie udawaj, że nie wiesz, o co chodzi. A chodzi
                  o to, że te
                  > zatwardziałe dziewice nie wskakują do łóżka nie tylko na pierwszej
                  czy trzeciej
                  > randce, ale nie wskakują nawet na setnej. Albo, co gorsza, nie
                  chodzą na randki

                  # Miałam kiedyś "zaszczyt" poznać dziewicę po trzydziestce. Tylko,
                  że ona właśnie chodziła na randki i to bardzo często. I wierz, co
                  ona na nich robiła? Dawała dupy, dosłownie. Była znana z tego, że
                  potrafi zdziałać bardzo wiele i nie narzekała na brak doznań
                  erotycznych. Miała jedną zasadę: błona dziewicza jest dla męża, by
                  myślał, że jest tylko dla niego. Znalazła potem takiego osła i
                  wyszła za niego za mąż jako dziewica.

                  Pozory częst mylą i nie zawsze to, co nam się wydaje jest prawdziwe.
                  Ona była bardzo zatwardziałą dziewicą...a chodziła na randki i to
                  jakie:-)
                  • kropeczka-b Re: Zasada "się zobaczy" 29.12.07, 00:22
                    Są dziewice i dziewice, z takiego i z innego powodu. Ale najłatwiej
                    wziąć i wszystko do jednego wora
                    - jak dziewica-to schiza, problemy emocjonalne, zero randek
                    - jak człowiek leży na ulicy- to pijak, menel, i kto go tam wie, co
                    jeszcze
                    - jak urzędnik- to arogancki bufon, nadęty osioł itd….
                    Wszystkich siup, do jednego wora, odpowiednio podpisać i cześć.
                    Ale jak mnie ktoś szufladkuje, to wielce czuj się pokrzywdzona,
                    niezrozumiała, rozgoryczona. Za innym to aż trzaskamy tymi
                    szufladami, ale ja mam prawo być inna. Tylko kurna popatrz trochę
                    dalej niż wokół własnego tyłka i pomyśl czasami, że inni mogą chcieć
                    inaczej.
                    Dobrej nocy. Kropeczka
    • kasiar74 Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 27.12.07, 12:08
      Jeżeli mężczyzna byłby dla mnie dobry, czułabym się w jego
      towarzystwie dobrze,w naszej sypialni królowałaby namiętność to
      ilość jego poprzednich poprzednich partnerek mimo mojego mizernego
      doświadczenia nie miałaby znaczenia, ważne żeby mnie nie porównywał
      i nie odpowiadał bo i po co?
      • kropeczka-b Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 28.12.07, 13:44
        Zastanawialiście się czasami, dlaczego w ogóle zadajecie pytanie ( w
        myślach, czy partnerowi) o ilość wcześniejszych partnerów? Na jakie
        tak naprawdę inne pytanie Wam ono odpowiada?
        1) Czy ma duże doświadczenie, nie wypadnę przy niej\nim gorzej?
        Boicie się oceny własnych umiejętności?
        - A czy łóżkowe umiejętności są istotne w związku. Przecież tworzy
        się nowy, w którym owszem wnosi się siebie i swoje doświadczenia,
        ale przede wszystkim buduje się wspólne, własne przeżycia i
        umiejętności. Ja wiem, co sprawiało mi przyjemność z partnerem, z
        którym byłam. Ale nie wiem,co będzie dawało mi radość, spełnienie,
        wspólną namiętność z osobą, z którą dopiero poznałam. To są relacje
        między nami i nigdy nie powtórzą się z kimś innym. Doświadczenie?
        Jeśli jest wzajemny szacunek i akceptacja nie ma, o czym dyskutować.
        Tworzymy wspólne doświadczenia, uczymy się siebie nawzajem, nie ma
        oceny umiejętności.

        2) O czym świadczy ilość wcześniejszych partnerów?
        a- O łatwości lub trudnościach w nawiązywania kontaktów?
        (jakiego rodzaju kontaktów?)
        b- O przebieraniu i wybrzydzaniu w poszukiwaniu tego jedynego?
        Może być ciężko i pod górkę. Jak było dużo, to ma wysokie wymagania
        i nikt jeszcze im nie sprostał. Czy dam radę? Jak było mało, to albo
        łatwo i chętni na mnie poleci, bez problemów pójdzie na bajer, bo
        głupia i niedoświadczona. Albo będzie nie do zdobycia, bo wie, czego
        chce i byle, kto nie ma szans.
        c- O pechu, że ciągle trafiała\ trafiał na nie tych, co trzeba?
        Może ja wreszcie okażę się tą właściwą\ tym właściwym? Albo jak ma
        pecha to lepiej jej\ jego nie ruszać, to zaraźliwe?
        d- Duża ilość, znaczy, że partner jest bardzo atrakcyjny dla
        płci przeciwnej? Zawsze będą inni, co mogą mi „podebrać” partnera?
        Zawsze będzie ktoś lepszy ode me?
        Mała ilość znaczy, że partner jest nieatrakcyjny dla innych, łatwiej
        będzie utrzymać go przy sobie. Albo z drugiej strony, nie będzie
        się, czym pochwalić w towarzystwie.
        e- Ilość partnerów mówi o podejściu do wierności? Jaka ilość to
        wierność, jaka skłonność do zdrady, jak daje prawie pewność zdrady,
        jaka mówi, że zapomnij o wierności?

        3. Czego oczekuję od partnera?
        a- Czystości, nieskazitelności, świeżości?
        b- doświadczenai, umiejętności, by umiał sprawić mi
        nieziemską rozkosz?
        c- a może informacji jak podchodzi do związków, do partnerstwa, do
        wzajemnego szacunku.

        Można tak zadawać tych pytań jeszcze wiele. Po co Wam one? Czemu
        mają służyć? Jakich odpowiedzi oczekujecie i czy chcecie znać
        prawdę, umiecie ją zaakceptować? Czy te pytania pomogą Wam uniknąć
        kolejny raz błędu?
        Na koniec powiem tylko jedno. Zawsze pytajcie, tylko zastanówcie
        się, jakie dokładnie pytanie zadać, czego tak naprawdę chcecie się
        dowiedzieć.

        Serdecznie wszystkich pozdrawiam

    • mruff Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 09.01.08, 09:25
      Mam niecałe 27 lat, współżyłam z 3. Były to związki po min. 2 lata.
      Kobieta mająca do 26 roku 5 lub więcej partnerów nie należy do
      kobiet prowadzących się dobrze.
      Moje koleżanki też nie należą do tych "frywolnych". Majtek im nie
      pilnowałam, ale mieszkałyśmy razem w akademiku :)
      • kruz7 Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 09.01.08, 10:36
        Poznałem na forum kobietę, która w wieku 24 lat miała już 10 partnerów.
        Pochodziła z dobrej rodziny, widocznie lubiła tą przyjemność. Może szukała
        partnera, który zaspokoiłby jej potrzeby? Ciężko mimo wszystko mi to zrozumieć.
        Była fajną koleżanką, i cieszę się, że nic więcej nie było.
      • wiek_chrystusowy Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 09.01.08, 11:05
        mruff napisała:

        > Kobieta mająca do 26 roku 5 lub więcej partnerów nie należy do
        > kobiet prowadzących się dobrze.

        punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
        O kimś, kto do 26. roku życia miał więcej niż 2 partnerów też ktoś może powiedzieć, że nie należy do prowadzących się dobrze. Jakie to ma znaczenie? Tylko dla bezpośrednio zainteresowanych.
        • jakniejatokto Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 09.01.08, 17:56
          A jakie to ma znaczenie kto z iloma osobami spal, jesli przyniesie
          wyniki badan na HIV i choroby weneryczne? W sumie tylko tyle mnie
          interesuje. A, mam 27lat i wedlug przyjetych tu kryteriow dobrze sie
          prowadze ;)
          • samotne_miau_miau Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 10.01.08, 07:24
            jakniejatokto napisała:

            > A jakie to ma znaczenie kto z iloma osobami spal, jesli przyniesie
            > wyniki badan na HIV i choroby weneryczne? W sumie tylko tyle mnie
            > interesuje.
            Kurde a prosiłaś już kogoś o takowy test?Jeśli tak, to jaka reakcja
            była tej drugiej strony?
            Hehe w sumie niezłe-przyniesiesz test i będzie okej to możemy się
            bzyknąć :)
            To należałoby spytać tych co mieli po 24 partnerów seksulanych czy
            robili testy po każdym nowym partnerze seksulanym albo czy wołali
            testy???
            • kropeczka-b Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 10.01.08, 14:23
              samotne_miau_miau napisała:
              > Hehe w sumie niezłe-przyniesiesz test i będzie okej to możemy się
              > bzyknąć :)
              #hehe w sumie niezłe- po bzykaniu okaże się, że masz HIV i będzie ok.
              • gomory Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 10.01.08, 15:22
                Monza miec HIV i test z ujemnym wynikiem ;).
                • kropeczka-b Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 10.01.08, 18:51
                  gomory napisał:

                  > Monza miec HIV i test z ujemnym wynikiem ;).
                  #Można się też zarazić HIV:(
            • jakniejatokto Re: Dotychczasowa ilość partnerów seksualnych Kob 10.01.08, 17:12
              Tak prosilam o testy. Jakos nie bylo swietego oburzenia. Uwazam, ze
              nie ma w tym nic zlego i nie obrazilabym sie gdyby ktos poprosil
              mnie. Wydaje mi sie, ze lepiej ryzykowac obraze czyjegos ego niz
              wlasne zdrowie /zycie. I jestem zdania, ze powinno sie robic testy
              po kazdym partnerze.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka