milla83
24.12.07, 21:28
Zanim napisałam tutaj wylałam dzisiaj chyba wszystkie łzy. Są święta,
najpiękniejszy czas, a ja zamiast się cieszyć, jestem rozżalona i smutna.
Siedzę sama w domu, a w pokoju obok śpi moja mała córeczka. Jesteśmy same, bo
zabrakło mojego męża. Wszystko popsuło się wczoraj. Pokłóciliśmy się dosyć
ostro. W skutek czego on wczoraj wsiadł w samochód i pojechał do rodziców, a
ja dziś poszłam do swoich. Od wczoraj się nie odezwał. Dzwoniłam dzisiaj na
komórkę, ale nie odbierał. a poszło o...seks. Mąż rozochocony całą atmosferą
zaczął się do mnie dobierać. Ja byłam zmęczona, bo cały dzień lepiłam uszka i
pierogi. Dodam jeszcze, że od dnia porodu nie kochałam się z moim mężem, a
minęły dopiero 3 miesiące. Po prostu nie mogę, nie chcę. Nie mam czasu, bo
pochłania mnie moje maleństwo, studiuję zaocznie, a on tego nie rozumie. Przed
ciążą nasze życie intymne też było nijakie. Ja zawsze mogłam się obejść bez
seksu. Zamiast niego wolałam się poprzytulać. Wczoraj odtrąciłam go po raz
kolejny Wymyślił sobie, że w święta na nowo mnie zdobędzie. A ja nie chcę.
Panicznie boję się jak to będzie, on poczuje, że nie jestem już tak wąska.
Poza tym wstydzę się, bo mam jeszcze ze 4 kilo do zgubienia. Rozpętało sie
piekło. Krzyczeliśmy na siebie. W złości wykrzyczałam mu,żeby znalazł sobie
kochankę. Sama już nie wiem. Żadne z nas nie jest szczęśliwe. Jeśli będzie
chciał odejśc dam mu wolną rękę. Nie mam już sił. Mimo, że go kocham, to nie
chcę być dla niego tylko obiektem do rozładowania. Chcę aby widział przede
wszystkim to jaka jestem. chyba moja przyjaciółka miała rację mówiąc, że po
urodzeniu dziecka zobaczę. Że przestanę pociągać męża. Chyba lepiej, żeby
odszedł teraz niż znalazł soibie potem kochankę. Nic juz nie wiem...Ryczę, bo
tęsknię za nim. Moje małżeństwo chyba się kończy, a ja jestem bezsilna...