Dodaj do ulubionych

Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna...

24.01.08, 15:46
tylu niedobranych pod względem temperamentów związków. Zainspirował
mnie wątek Złośnicy. Dlaczego decydujemy się na związki/małżeństwa
gdy wszystkie znaki na ziemi mówią nam,że w łóżku będzie klapa??
Pogrzebmy w tym temacie...
Obserwuj wątek
    • eudajmonika Niedopasowanie to NORMA 24.01.08, 16:08
      Myślę, że tę niekompatybilność należałoby uznać za NORMĘ. Niezmiernie rzadko
      spotyka się osoby, które lubią dokładnie te same potrawy, ten sam rodzaj
      aktywności fizycznej, mają dokładnie ten sam pomysł na wakacje, czy
      spożytkowanie nieoczekiwanej premii, te same poglądy na wychowanie dzieci.
      Takie różnice mogą ubogacać pożycie, ale mogą też stać się kością niezgody i
      równią pochyłą.

    • kroni Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 24.01.08, 16:25
      pewnie inne, poza łóżkowe sprawy, jak wspólne zainteresowania,
      podobne charaktery, ...pieniądze, przyzwyczajenie....
      trudno powiedzieć...
    • zlosnica100 Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 24.01.08, 17:09
      Strach.Strach przed byciem samemu.Przekonanie ze seks nie jest tak
      wazny jak cala reszta.Wersja demo jaka pokazuja partnerzy przed
      sformalizowaniem zwiazku.Gdzies przeczytalam:ze mezczyzni nie chca
      sie wiazac bo boja sie ze po slubie zona utyje, zetnie wlosy i
      przestanie dawac im d.../sorry za wyrazenie ale to cytat/.Czyli cos
      jest na rzeczy.
      • justyna.ada Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 24.01.08, 21:57
        Tak, bo jak zetnę włosy i będę miała krótkie to będe aseksualna - super.

        pozdr, justyna długowłosa (wielokrotnie krótkowłosa bez wpływu na sex)
    • zlosnica100 Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 24.01.08, 17:15
      Jeszcze a propos wersji demo; czesto pada tu takie stwierdzenie ze
      przed slubem bylo ok, calkiem dobrze, niezle a zaraz po....Nie dziwi
      was to?Partnerzy najprawdopodobniej swiadomie grali, wprowadzali w
      blad, zmuszajac sie do seksu by zyskac wasza przychylność.Ilu z was
      zdecydowaloby sie na sformalizowanie zwiazku gdyby w sprawach seksu
      od poczatku bylo kiepsko?Gra, zaloty, zastawianie sideł....a potem
      jak papier w reku...prawda.
      • triss_merigold6 Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 24.01.08, 18:04
        Być może. U mnie się popsuło kiedy byłam w ciąży (planowanej) i nie
        wróciło do żadnej normy po porodzie mimo moich najszczerszych chęci.
        Jako ciężarna męża nie pociągałam - cóż, przykro mi było z tego
        powodu niezmiernie. Potem to ja inicjowałam współżycie, nieraz
        skutecznie ale bywało to dość upokarzające. Przegrałam z komputerem,
        ogólnym lenistwem i spychotechniką. Dość szybko uznałam, że game
        over, teraz żyję z dawnym kochankiem i dopasowanie jak było
        perfekcyjne tak jest.
        Dla mnie papier i dziecko nie były przeszkodą żeby odejść, za młoda
        jestem, za duży mam temperament, zeby się zadowalać namiastką. Minus
        sytuacji - rodziny ślubnego i część mojej uważają mnie za wredną
        sukę.
        • renebenay Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 24.01.08, 18:31
          Moim zdaniem pary powinny zyc najpierw w wolnych zwiazkach zanim zawrza
          slub,tylko w ten sposob mozna poznac prawde.
        • anmar123 Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 24.01.08, 18:35
          U mnie chyba nie było wersji demo. Od początku było normalnie. Czyli po kilku latach znajomości. Wcześniej moja Pierwsza Połowa była za młoda. A najlepiej było właśnie w ciąży. Potem, wiadomo – dziecko, inne obowiązki. Ale w jakiej takiej normie. A teraz? Pociąg jest ale lokomotywa odjechała! Czyli już nie te oczy! Co najwyżej mogę popatrzeć!
      • sagittka Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 25.01.08, 14:23
        > Jeszcze a propos wersji demo; czesto pada tu takie stwierdzenie ze
        > przed slubem bylo ok, calkiem dobrze, niezle a zaraz po....Nie
        dziwi
        > was to?Partnerzy najprawdopodobniej swiadomie grali, wprowadzali
        w
        > blad, zmuszajac sie do seksu by zyskac wasza przychylność.

        Może grali, ale całkiem prawdopodobne, ze naprawdę byli chętnie, bo
        tym się róþwniez charakteryzuje pierwszy okres zwiazku, zakochanie,
        namiętność i pożądanie.
        Myślę, że dopiero po latach wspólnego życia moż eocenić, kto ma jaki
        temperament.
    • lelabo Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 24.01.08, 18:57
      W dotychczasowych związakch miałam super seks, zaś cała reszta
      wyglądała nieco gorzej. Dusiłam się w związkach z facetami o
      odmiennych poglądach na życie, o odmiennych oczekiwaniach,
      ambicjach, planach na przyszłość, zainteresowaniach. Oczywiście nie
      zawsze wszystko hurtem ;-) Aż w końcu trafiłam na faceta, który w
      tej całej reszcie wygląda dokładnie tak, jak tego oczekiwałam.
      Tylko.... no właśnie.

      Z seksem jest do bani. I nie powiem, żeby on był do niczego. To jest
      jak dla mnie rzecz niezrozumiała. Zbliżenia następują prawie zawsze
      z mojej inicjatywy, bywa że mnie odtrąca, bo nie ma chęci na nic
      więcej niż tylko przytulanki i to rozumiem. O ile nie trwa zbyt
      długo, kiedy widzę że jest zmęczony, sama nie naciskam. Tyle, że
      czekam kiedy on przejmie inicjatywę. A on potrafi leżeć obok mnie w
      łóżku i nic! Gapi się w telewizor. Ale jak już się uda mi go namówić
      na seks, jest absolutnie obłędnie. No po prostu fajerwerki. I nie
      wiem o co chodzi. Jeśli chodzi o nasz staż to duuuużo za krótki na
      znudzenie seksem.

      Męczy mnie to, bo nie wiem czy to on nie lubi seksu czy to ja go już
      nie pociągam(ergo nie kocha tak jak to deklaruje), ale jednak
      jesteśmy razem. Znajomi postrzegają nas jako szczęśliwą i dobraną
      parę. On planuje ślub. A ja? Z jednej strony czytam forum i jestem
      przerażona tym, że za kilka lat będzie jeszcze gorzej, a z drugiej
      strony... Pod względem całej reszty jest tym facetem, którego
      szukałam.
      • veromoda Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 24.01.08, 21:21
        Bo czuliśmy się zajebiście w swoim towarzystwie i myślałam, że ten
        rzadki seks można jakoś przeskoczyć, że dam radę.
        Teraz ogólnie jest zdecydowanie gorzej - czasem mam wrażenie, że
        oboje się zmieniamy i w zupełnie innych kierunkach. I ten rzadki
        seks, a własciwie teraz to już jego brak - coraz bardziej uwiera i
        boli.
      • grazyna510 lelabo..odp. 24.01.08, 21:25
        na poczatek ....zlikwiduj telewizor w sypialni
        • lelabo Re: lelabo..odp. 25.01.08, 13:58
          Ja bym go w ogóle wywaliła w diabły, bo telewizji nie oglądam.
          Kiedyś mieszkaliśmy w dużym domu i tam mieliśmy salon z telewizorem,
          zaś w sypialni tylko wielke łóżko i nie bylo problemów. No ale się
          nam pozmieniał status majątkowy i zamieszkaliśmy w kawalerce. I
          niestety o sypialni oddzielnej to możemy ledwo pomarzyć.
          Ale uprzedzając wyjasnienia: kawalerka jest nasza, dom byl
          własnością rodziców i tam mieszkaliśmy na kupie, więc w sumie nam
          się ten status majątkowy poprawił, ne pogorszył ;-)
          • glamourous Re: lelabo..odp. 25.01.08, 15:19
            Alez taki telewizor w sypialni pod pewnymi wzgledami ma nawet swoje
            zalety. Zamiast siedziec w salonie na kanapie zapieci pod szyje i
            ogladac wspolnie film na dvd, mozna to zrobic nago w lozku. Z reguly
            po kilku minutach takiego wspolnego ogladania sprawy pod koldra ida
            w takim kierunku, ze pozostaje juz tylko wylaczyc telewizor... Moim
            zdaniem taki telewizor w sypialni moze miec walory wieziotworcze ;-))
            • lelabo Re: lelabo..odp. 25.01.08, 15:58
              Tak, szczególnie jak leci w telewizji fantastyczny mecz piłkarski
              ulubionej drużyny mojego faceta. Żałosne. Ale i tak bywa. Chociaż
              nie powiem, było i wspólne oglądanie filmów w łóżku - z dwoch godzin
              robiło nam się pięć.
              Zresztą... Ja też zauważyłam, że odkiedy się przeprowadziliśmy do
              sypialni z telewizorem, pojawiły się problemy z seksem.
              • glamourous Re: lelabo..odp. 26.01.08, 22:21
                My mamy w sypialni maly telewizorek sluzacy wylacznie do ogladania filmow na
                DVD. Zadnych programow ani seriali, bo te rzeczywiscie nie sprzyjaja erotycznej
                atomsferze. Ale wla
                • glamourous za wczesnie sie wyslalo 26.01.08, 22:22
                  wrzucenie dvd i przytulenie sie do siebie nago pod koldra - owocuje zazwyczaj
                  seksem srednio po 10 minutach ;-))
        • kroni Re: lelabo..odp. 26.01.08, 22:26
          Zgadzam się, sypialnia to nie miejsce na oglądanie tv, a jedynie ciała partnerki;)
      • lilith.b Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 26.01.08, 23:01
        lelabo napisała:

        > W dotychczasowych związakch miałam super seks, zaś cała reszta
        > wyglądała nieco gorzej. Dusiłam się w związkach z facetami o
        > odmiennych poglądach na życie, o odmiennych oczekiwaniach,
        > ambicjach, planach na przyszłość, zainteresowaniach. Oczywiście nie
        > zawsze wszystko hurtem ;-) Aż w końcu trafiłam na faceta, który w
        > tej całej reszcie wygląda dokładnie tak, jak tego oczekiwałam.
        > Tylko.... no właśnie.
        >
        > Z seksem jest do bani. I nie powiem, żeby on był do niczego. To jest
        > jak dla mnie rzecz niezrozumiała. Zbliżenia następują prawie zawsze
        > z mojej inicjatywy, bywa że mnie odtrąca, bo nie ma chęci na nic
        > więcej niż tylko przytulanki i to rozumiem. O ile nie trwa zbyt
        > długo, kiedy widzę że jest zmęczony, sama nie naciskam. Tyle, że
        > czekam kiedy on przejmie inicjatywę. A on potrafi leżeć obok mnie w
        > łóżku i nic! Gapi się w telewizor. Ale jak już się uda mi go namówić
        > na seks, jest absolutnie obłędnie. No po prostu fajerwerki. I nie
        > wiem o co chodzi. Jeśli chodzi o nasz staż to duuuużo za krótki na
        > znudzenie seksem.
        >
        > Męczy mnie to, bo nie wiem czy to on nie lubi seksu czy to ja go już
        > nie pociągam(ergo nie kocha tak jak to deklaruje), ale jednak
        > jesteśmy razem. Znajomi postrzegają nas jako szczęśliwą i dobraną
        > parę. On planuje ślub. A ja? Z jednej strony czytam forum i jestem
        > przerażona tym, że za kilka lat będzie jeszcze gorzej, a z drugiej
        > strony... Pod względem całej reszty jest tym facetem, którego
        > szukałam.

        U mnie jest dokładnie! na odwrót. Mój facet cud, miód, malina, ale ja oziębła,
        nie chce mi się, mam kupe innych spraw na głowie, na seks nie ma w niej miejsca.
        Jemu przykro, że się musi dopraszać, ale jak się juz doprosi, albo jak mnie się
        zachce to jest bosko.
        Też się obawiam naszej przyszłości.
    • glamourous Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 24.01.08, 22:27
      W moim przypadku wyglądało to tak. Na początku bardzo zadowalająca wersja demo
      gdzie była i częstotliwość, i pasja, i różnorodność. Stan zakochania i różowe
      okulary które przywdziałam na okoliczność nowego z związku z bardzo fascynującym
      mnie facetem również nie wzmagały mojej czujnosci.

      Potem zaś okazało się ze ja byłam gotowa podtrzymywać początkową namiętność i
      częstotliwość, on zaś stwierdził ze teraz to już przecież mieszkamy razem i nie
      wokół seksu się wszystko kreci.
      Pomimo sporego seksualnego rozczarowania postanowiłam jednak zostać z nim (a
      nawet wziąć ślub) bo uczucie, cudowne porozumienie i dopasowanie na innych
      płaszczyznach nadal miedzy nami było - ciezko było mi zostawić to wszystko tylko
      dla seksu. Wmówiłam sobie ze przecież nie jest tak źle, ze przesadzam - a ze nie
      jest idealnie...no cóż, życie :-/ Nigdy ponoć nie jest idealnie...

      Dopiero niedawno otworzyły mi się oczy na to jak niewiele mój ukochany mąż może
      mi w łóżku zaproponować i ze jest to stan raczej niereformowalny. Nie, nie
      chodzi o ilość, tylko o jakość. Ostatnio odnowiłam kontakt z fantastycznym
      mężczyzną którego znałam dawno temu. On się bardzo zaangażował w naszą
      znajomość. Gdyby nie to ze dzieli nas wiele setek kilometrów (ja to mam
      szczęście;-/)już dawno zostałby moim kochankiem. I kto wie, gdyby okazało się ze
      w łóżku jest mi z nim rewelacyjnie, może nawet odeszłabym od męża. Czyli
      nastąpiłby zupełnie klasyczny finał - jak prędzej czy później w większości
      niedopasowanych związków : rozstanie. Ale potem już nigdy nie dałabym się nabrać
      na wersje demo ;-)
      • jakniejatokto Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 25.01.08, 16:14
        Kurde ta wersja demo to jakas popularna jest cholercia.
        Jak nie mieszkalismy razem - o jejku, co to sie dzialo, fajerwerki,
        seks codziennie, i w ogole no super bylo.
        A jak po kilku latach zamieszkalismy razem, to ojej, film trzeba
        obejrzec, ksiazke poczytac, a w ogole to pozno jest i czego ty ode
        mnie kobieto chcesz... Drugi raz tez juz sie nie dam nabrac :)
        • marek_kolomanski Spoko....i tak dacie się nabrać:) 25.01.08, 16:32
          W jaki to niby sposób będziecie sprawdzać? Przeniesiecie się do przodu w czasie
          o kilka lat aby sprawdzić czy wasz wybranek nadal jest tym samym jurnym ogierem?
          ;)

          • zlosnica100 Re: Spoko....i tak dacie się nabrać:) 25.01.08, 16:38
            Zazwyczaj sygnaly przepowiadajace sa.
            • marek_kolomanski Re: Spoko....i tak dacie się nabrać:) 25.01.08, 16:47
              Jakie to sygnały? Na serio jestem ciekawy.
              • zlosnica100 Re: Spoko....i tak dacie się nabrać:) 25.01.08, 16:56
                Hmm tak wlasnie mysle; moze brak spontanicznosci, brak inicjatywy w
                igraszkach>takie tylko dostosowywanie sie do aktywnosci
                partnera.Niechec do ogladania filmow erotycznych,
                nieumiejetnosc "świntuszenia" albo wręcz niechec do tego.Nie
                mowienie o swoich potrzebach, fantazjach erotycznych, cos na
                zasadzie "jest dobrze jak to robimy".Nadmierna wstydliwość itp;
      • marek_kolomanski Glam... 25.01.08, 16:56
        Glam, czy w Twoim małżeństwie nastąpił ostatnio jakiś poważny zwrot na minus?
        Nigdy tak źle jak dzisiaj/wczoraj o nim nie pisałaś...
        • kropeczka-b Re: Glam... 26.01.08, 11:57


          #Dla mnie bycie z kimś w łóżku to największy wyraz zaufania do tej
          drugiej osoby. I nie może być mowy o jakimś niedopasowaniu.
          #Poznajemy jakiegoś potencjalnego partnera, poznajemy się lepiej,
          coś iskrzy…Niby wszystko dobrze się toczy, ale coś w nas dzwoni.
          Mnóstwo jest super ludzi, którzy myślą podobnie do nas, mają podobne
          zainteresowania, można na nich liczyć, śmiejemy się z tych samych
          dowcipów, podobnie spostrzegamy świat, ale…Ale przecież nie każdą
          taką osobę zapraszamy do łóżka. Potrzebne jest coś więcej. To,
          dlaczego decydujemy się nawet na małżeństwo z taką osobą, wiedząc,
          że tam gdzie powinno też być wspólne porozumienie, go nie ma? Seks
          to nie wszystko?- myślimy. JA TO NIE WSZYSTKO? Właśnie tam widać
          najbardziej, jakie są faktycznie nasze relacje, jakie jest wzajemne
          zaufanie, szacunek, dbanie o siebie wzajemnie, czy się rozumiemy,
          jak bardzo nam na sobie zależy…wszystko. Jeśli w codziennym życiu
          się układa, to i w sypialni też. I na odwrót. Mnie nie kręci partner
          tylko i wyłącznie dlatego, że ma seksowny męski tyłeczek, a je jego
          bo mojej balony są jeszcze całkiem do rzeczy,( Choć tyłeczek ma duże
          znaczenie dla mojej wyobraźni i pożądania;))) tylko to, jacy
          jesteśmy dla siebie, w jakim stopniu się wzajemnie akceptujemy.
          Kręci nas to, jacy jesteśmy w całości a nie tylko jacy w łóżku, czy
          tylko jakie mamy poglądy.
          # Jeśli ktoś jest super fcetem, świetnie się rozumiemy, ale nasze
          tz.temperamenty są inne, to znaczy, że on jest super ale tylko jako
          znajomy, kolega i niech sobie taki pozostanie. Jeśli w związku idę
          na kompromis, który w efekcie jest rezygnacją z siebie, to to nie ma
          sensu, bo zacznę być zrzędliwa, sfrustrowana, niespełniona żadna
          przyjemność mieszkać ze mną pod jednym dachem. I proszę mnie źle nie
          zrozumieć, ja mnie mówię, że nie trzeba czasami iść na kompromisy.
          Ale on musi wynikać z tego, że ja faktyczne chcę z czegoś
          zrezygnować, bo wiem, że w efekcie końcowym oboje na tym
          skorzystamy, a nie, że ja będę w coraz większym dołku, z mnóstwem
          dylematów i nierozładowanymi złymi emocjami.
          # Myślę, że w wielu przypadkach strach przed byciem samemu, bo latka
          lecą, bo rodzina naciska i inne takie pierdoły, sprawiają, że
          bierzemy, co jest najlepsze pod ręką a nie koniecznie do końca to,
          co chcemy, godzimy się na rezygnację z jakiejś części siebie,…co
          prędzej czy później odbije się czkawką w związku.
          Pozdrawiam
        • glamourous Re: Glam... 26.01.08, 12:38
          marek_kolomanski napisał:

          > Glam, czy w Twoim małżeństwie nastąpił ostatnio jakiś poważny zwrot na minus?

          Ano nastapil. Zdalam sobie sprawe ze wszelkie komunikowanie mu moich potrzeb to
          syzyfowa praca. Zrozumialam, ze seksualnie odbieramy na zupelnie innych falach -
          on przycisniety do muru podejmuje jakies "drewniane" proby, ale malo ma to
          wspolnego z seksualna spontanicznoscia, harmonia i autentycznym dbaniem o
          zaspojkojenie kobiety.

          I sygnaly wczesniej byly. Tylko ignorowalam je, nie wiedzac jaka moze to
          przybrac pozniej - kiedy juz motylki odleca - forme. Na poczatku pomimo, jak juz
          wspomnialam zadowalajacej czestotliwoci i roznorodnosci on jednak byl
          skoncentrowany glownie na sobie. Jego fantazje sprowadzaly sie glownie do tego
          jak ja go bede piescila a on mnie bedzie w nagrode bzykal w nagrode.
          Widze teraz ogromna roznice w podejsciu do seksu mojego "nowego" partnera. Dla
          niego zaspokojenie partnerki jest sprawa priorytetowa. Seks jego zdaniem polega
          na dawaniu sobie rozkoszy, a nie na "alleluja i do przodu" w drodze do wlasnego
          orgazmu...
      • niezapominajka333 Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 26.01.08, 12:23
        Glam
        Oczy otworzyły ci się już dawno, ale wtedy jeszcze ci to nie
        przeszkadzało, a nieporadność i niewyuczalność twojego faceta w
        łóżku bardziej cię rozczulała niż drażniła.
        Wątpliwości miałaś przed ślubem, ale rozstrzygnęłas je na
        korzyść "oskarżonego".

        • glamourous Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 26.01.08, 22:27
          niezapominajka333 napisała:

          > Glam
          > Oczy otworzyły ci się już dawno, ale wtedy jeszcze ci to nie
          > przeszkadzało, a nieporadność i niewyuczalność twojego faceta w
          > łóżku bardziej cię rozczulała niż drażniła.
          > Wątpliwości miałaś przed ślubem, ale rozstrzygnęłas je na
          > korzyść "oskarżonego".


          Tak w rzeczy samej było. Ostatnio jednak nastąpiło z mojej strony lekkie
          zmęczenie materiału. Moze to tylko kryzys i mi przejdzie. A jeśli nie, to cóż...
          powielę schemat :-/

          --
          "Dopóki człowiek będzie śmiertelny, nigdy się do końca nie wyluzuje" (Woody Allen)
          • niezapominajka333 Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 26.01.08, 23:08
            Glam
            Zmęczenie materiału sprawiło, że stałaś się podatna na zdradę.
            Jedno pytanie.
            Ten dawny znajomy....
            Miałaś sposobność przekonać się o jego możliwościach łóżkowych, czy
            to tylko jego deklaracje?
            Pamiętaj o wersji demo :))
            Ja wiem jedno.
            Moje "szczere rozmowy" zdecydowanie pozytywnie wpłynęły na jakość.
            Ale łatwo nie było.
            Teraz czasem żałuję, ze jego dotyk tak skutecznie mnie
            rozbudza... :).
            Za to z częstością, poza jednym małym wyjątkiem, nigdy nie było
            problemu.
            Pozdrawiam i mam nadzieję, że tobie też się uda :)
            • marek_kolomanski Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 27.01.08, 09:42
              niezapominajka333 napisała:

              > Glam
              > Zmęczenie materiału sprawiło, że stałaś się podatna na zdradę.
              > Jedno pytanie.
              > Ten dawny znajomy....
              > Miałaś sposobność przekonać się o jego możliwościach łóżkowych, czy
              > to tylko jego deklaracje?
              > Pamiętaj o wersji demo :))


              No właśnie...też mnie to zaciekawiło.
              • marek_kolomanski Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 27.01.08, 09:44
                Bo jak powszechnie wiadomo istnieją tacy nałogowi erotomani - gawędziarze:)
              • gomory Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 27.01.08, 09:48
                Zawsze mozna poszukac kolejnej wesji demo.
                W ten sposob da sie przezyc duza czesc zycia z motylami w brzuszku ;).
                • kropeczka-b Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 27.01.08, 10:50
                  gomory napisał:

                  > Zawsze mozna poszukac kolejnej wesji demo.
                  > W ten sposob da sie przezyc duza czesc zycia z motylami w
                  brzuszku ;).
                  # O ile ma się w czym wybierać kolejnych kandydatów do wersji demo.
                  Bo jak nie , to można przeżyć większą część życia tylko na
                  szukaniu...i zapomnij o motylkach w brzuszku;))
                  • gomory Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 27.01.08, 14:52
                    Jesli kobieta jest uczuciowo "kochliwa", to jakichs tam kochankow zawsze sobie moze wynalezc. Wiekszym problemem jest znalezienie odpowiedniego partnera dlugoterminowego.
                    • kropeczka-b Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 27.01.08, 15:48
                      gomory napisał:

                      > Jesli kobieta jest uczuciowo "kochliwa", to jakichs tam kochankow
                      zawsze sobie
                      # Tutaj nie ma problemów, JAKIEGOŚ tam zawsze napotka.

                      >Wiekszym problemem jest znalezienie odpowiedniego partnera dlugo
                      terminowego.
                      # Nie tylko długoterminowego kochanka, ale i odpowiedniego. Bo jeśli
                      kobieta nie jest "kochliwa",ma wymagania i nie chce zamienić
                      byleakiego mężą na trszkę lepszego bylaejakiego kochanka, to może
                      być nawet nieosągalne:)) Nie każdy dobry kochanek, szuka kochanki,
                      często jest już zajęty i niezainteresowany innymi, albo ma już kilka
                      i więcej nie da rady;)))
                      Pozdrawiam
                      • glamourous idze ze dyskusja... 27.01.08, 17:06
                        poszla w interesujacym kierunku :

                        A wiec do Gomorego : nie chodzi mi o to żeby "przeżyć życie z motylkami w
                        brzuszku". Az taka hedonistka nie jestem :-) Nie motyle mi tutaj chodzi, tylko o
                        elementarne zaspokajanie moich potrzeb, o wspólną wizje seksu, o dopasowanie, o
                        wymianę energii - a nie o seks jednostronny na zasadzie "nie bo nie - bo ja już
                        tak mam".

                        Kochliwa bynajmniej nie jestem, przeciwnie - jestem bardzo monogamiczna i mam
                        bardzo selektywne podejście do mężczyzn. Zakochana w życiu tak naprawdę, tak "po
                        uszy" byłam wszystkiego ze 3 razy. Dlatego miedzy innymi dotąd nie znalazłam
                        sobie kochanka, bo nie potrafię pójść mi do łózka z człowiekiem, którego nie
                        czuje, ze się tak patetycznie wyrażę, we wszystkich komórkach mojego ciała :-)

                        Do Niezapominajki i Marka : ten "kandydat na kochanka", który mi się niedawno
                        objawił, to moja wielka fascynacja sprzed lat. Straciliśmy się z oczu, ale znamy
                        w sumie dosyć dobrze. I chociaż zdaje sobie sprawę, ze wersja demo, ze nic nie
                        wiadomo itp itd, to jednak istnieją pewne przesłanki, które pozwalają mi ocenić
                        już na tym etapie (choć na razie nawet go nie dotknęłam) ze jest wielka różnica
                        pomiędzy jego podejściem do seksu a tym jakie ma mój mąż. Ten "nowy" z uporem
                        maniaka opowiada mi na jakie sposoby będzie godzinami mnie pieścił, co MI zrobi
                        i jak MNIE doprowadzi do rozkoszy. Moj mąż zaś, nawet w fantazjach, zawsze
                        koncentrował się tylko na swoich odczuciach. I choć pewności na to jak będzie po
                        10 latach nigdy nie ma, to przynajmniej teraz będę potrafiła mieć teraz oczy
                        szeroko otwarte...

                        Jednym słowem : pożyjemy - zobaczymy :-)
      • kroni Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 26.01.08, 22:46
        echhh,dlatego trzeba testować do znudzenia;)) ewentualnie podszkolić jak ciężko
        mu przychodzi zrozumienie potrzeb kobiety...;))
        • wiktoriada111 Re: Dlaczego? Gdzie tkwi przyczyna... 28.01.08, 13:40
          Związek przez który tu trafiłam był chyba właśnie z wersją demo (
          ależ mi się podoba to określenie!) Początek był super... ale trwał
          jakies 3 miesiące,potrafiliśmy dosłownie nie wychodzić z łóżka cały
          dzień, bo za każym razem jak któreś powiedziało " no dobra,
          wstajemy" to działało to jak jakieś magiczne zaklecie, po którym
          wstawało co innego a nie my z łóżka:-) I co z tego? Po 3-4 misiącach
          się skończyło i było coraz rzadziej ( nie wiem dlaczego, nawet po
          rozstaniu się nie dowiedziałam i jakoś nie płaczę,że do końca dni
          swych będę w błogiej nieświadomości)... A ciągnęłam to jeszcze
          dłuuugo, wmawiając sobie na dodatek że TO TEN JEDYNY ( maskara,
          rozum mi się schował chyba w pięty, albo go wypłakałam po kolejnej
          nocy bez seksu) Bo kiedyś było dobrze, bo lubiłam z nim spędzać
          czas, bo się przyzwyczaiłam, bo bałam się znowu być sama ( a to
          największa głupota!! strach przed samotnościa:( ) bo może znowu
          będzie jak kiedyś, bo może to moja wina... i płakałam, płakałam,
          płakała z frustracji, kipiącej w środku energii :( i sama nie
          widziałam tego, że ciągle ryczę...
          Teraz jakoś bardziej sceptycznie podchodzę do seksu w moim nowym
          związku, nie popadam w skrajność, nie węszę podstępu i nie dopisuję
          łóżkowej spiskowej teorii do mojego nowego pana, ale staram się nie
          cieszyć na zapas :-) Póki co jest po prostu tak jak miało być
          zawsze:) ale może to tylko wersja demo :-) ?? tfu tfu tfu!!!!
          odpukać!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka