maverick53
05.03.08, 18:32
Chcę tu poruszyć problem,z którym borykam sie od lat.Nasze małżeństwo z początku wydawało się udane.Dopiero po narodzinach drugiego dziecka,syna zaczęły się problemy ze swerą intymną. W jakiś rok po urodzeniu syna skończyła się wspólna sypialnia,a sex był coraz gorszy,moja małżonka straciła zainteresowanie tą sferą życia,
która dla mnie jest ważna i nie mam problemów ze sprawnością w tej dziedzinie. Wszystko to miało początek w 1988 roku.Dziś starsza córka jest na swoim,a 21 letni syn jest na 2 roku studiów.Zaczynam powoli nie widzieć sensu w dalszym trwaniu związku.Kilka lat temu poznałem sympatyczą znajomą,z którą parę razy byliśmy w górach,ale proszę mi wierzyć wyłącznie na stopie koleżeńskiej,a mieszkaliśmy oddzielnie.
Ani ja ani ona nie potrafiliśmy zdobyć się na poważniejszy związek i trochę zaczynam tego żałować.Co mi radzicie,trwać w związku,w którym nic już nie łączy,a dzielą wzajemne pretensje,czy po 50 zaczynać jeszcze od nowa,ale bez gwarancji, że się powiedzie.