Dodaj do ulubionych

żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić?

10.11.08, 13:32
Witam serdecznie, od pewnego czasu czytam forum, ale do tej pory nie
odważyłam się napisać. Ale nie wiem już co robić. Historia powiedzmy
standardowa. Młode małżeństwo, wcześniej pod względem sexu bajka,
teraz zero. Tylko moja inicjatywa, bardzo rzadko, bardzo często mnie
odtrąca. Kolacje, bielizna itd. Bez rezultatu. Rozmowa – On jest
tylko zmęczony, ale okropnie kocha i wszystko jest ok, że się
poprawi. Nic. Druga rozmowa, to samo. Te rozmowy bez awantur,
spokojnie, prosto z mostu mówiłam jak się czuje, czego chcę, co mam
robić, jak pomóc. On tylko to, że wszystko jest oki, tylko zmęczony
i że się poprawi. No i znowu nic. A ja jestem coraz bardziej
zmęczona tą sytuacją, i smutna, i czekam każdego dnia że może dziś i
nie potrafie ukryć jak bardzo jestem rozczarowana jak nic się nie
dzieje. Ale nie chcę o tym gadać na okrągło bo On już i tak uważa
mnie na jakąś przewrażliwioną laskę. A ja żeby nie czuć się
odtrącana co wieczór, napalać się że może dziś i doznawać od nowa
upokożenia, ustaliłam że przez miesiąc nie będziemy się kochać
wcale, że ta sytuacja pomoże nam się zastanowić, bo ja nie będe na
nic liczyć a On nie będzie się czuł przymuszany. No i tak sobie
jesteśmy, jak współlokatorzy. Jest lepiej, bo wiem że nic nie będzie
i się nie denerwuję, co On myśli nie wiem, może poczuł ulgę. Tylko
co dalej? Jak do Niego dotrzec? Jak sprawic żeby powiedział co się
dzieje? On nie ma nikogo, na pewno nikogo z kim się spotyka. Chyba
że jest kimś zafascynowany i ja już go nie kręcę. Co zrobić?
Wszystko byłoby lepsze niż to zawieszenie, bo przez to coraz
bardziej się od siebie oddalamy
Obserwuj wątek
    • eleax Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 10.11.08, 13:36
      to jest juz nas dwie. mam identycznie i tez szukam pomocy tu.
      • takitamfacet Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 10.11.08, 13:44
        Skoro czytałyście już to forum, nikt tu wam nic nowego nie napisze.
        Niestety... Rozwiązania są dobrze znane: rozmowa, potem terapia
        (czasem trochę czasu) i w końcu jesli nic nie da to rozwód.
        Smutne, ale tak jest.
      • zielonymotylek Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 10.11.08, 13:45
        to jest nas trzy :(
        Niestety nie znam odpowiedzi na Wasze pytania.
        Przeszłam już wszystko: od sexi bielizny po wizyty u psychologa.
        Teraz jestem na etapie nauki życia bez seksu. Nie mam sił odejść.
        Maju jeśli jeszcze nie jesteś wplątana w dzieci to radze ci się dobrze
        zastanowić nad przyszłością.
        • majka_144 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 10.11.08, 13:54
          dzieci nie mamy, jesteśmy krótko po ślubie, więc teoretycznie rozwód
          byłby najlepszy
          tylko po pierwsze, czy to nie za szybko? może jest jeszcze coś co
          mogę zrobić
          a po drugie, ja z każdym dniem coraz bardziej go kocham :((
          • majka_144 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 10.11.08, 14:50
            i u nas jeszcze jedna sprawa, to nie jest tak że my mieliśmy różne
            temperamenty, że jemu wystarczało raz na miesiąc

            wcześniej było idealnie, kochaliśmy się jak nakręceni

            więc On ma jakiś problem, tylko jak to z niego wydobyć?
            • woman-in-love nie kocha 10.11.08, 20:52
              i to wszystko; gdyby kochał - pragnąłby zblizenia. Albo zajął się kimś innym,
              albo po prostu się odkochał. I nie zawracaj sobie głowy reanimacją uczuciowego
              trupa. Najgorszą rzeczą w tej sytuacji jest zajście w ciążę (że niby może to was
              zbliży) Nie zbliży. Przerobiłam na sobie. Kondolencje.
              • krzysztof-lis Re: nie kocha 12.11.08, 13:34
                to wszystko; gdyby kochał - pragnąłby zblizenia.

                Bzdura. Od kiedy to facetowi się włącza pociąg do kobiety, kiedy ją kocha? :O
                • aandzia43 Re: nie kocha 12.11.08, 14:20
                  > Bzdura. Od kiedy to facetowi się włącza pociąg do kobiety, kiedy
                  ją kocha? :O

                  Że co proszę? Jakoś tak wydawało mi się, że jak MĘŻCZYZNA kocha
                  KOBIETĘ, to jest to nieodłącznie związane z pożądaniem. Realizacja,
                  to już inna sprawa. Mówimy o chęciach, czyli pożądaniu.
                  Natomiast jeśli niedorobiony chłopczyk potrzebuje mamusi i skrywa
                  swoje smętne potrzeby pod płaszczykiem instytucji małżeństwa, to
                  rzeczywiście, jego przedłużone kazirodcze potrzeby i nieudaczność
                  też można swobodnie nazwać miłością. Np. miłością synia do
                  zastępczej mamusi. Ale nie miłością mężczyzny do kobiety! Nie
                  nadużywajmy pewnych szlachetnych pojęć.

                  To tak abstrahując zupełnie od wątku głównego.
                  • krzysztof-lis Re: nie kocha 12.11.08, 15:20
                    > Jakoś tak wydawało mi się, że jak MĘŻCZYZNA kocha KOBIETĘ, to jest
                    > to nieodłącznie związane z pożądaniem.

                    Masz rację
                    • aandzia43 Re: nie kocha 12.11.08, 19:32
                      > A tak zupełnie na poważnie, mam inne wrażenie. Skoro mężczyzna może pożądać
                      > kobiety, której nie kocha, to może kochać kobietę, której nie pożąda. Przy czym
                      > ta miłość to wtedy będzie bardziej "affection".

                      Pewnie, że osobnik z jajami może kochać osobnika z jajnikami miłością bez
                      pożądania. To będzie miłość synia do zastępczej mamusi, bezpłciowego
                      (przynajmniej na gruncie domowym) ojca rodziny do matki jego dzieci,
                      "fetyszysty" do żony-trofeum i takie tam inne kwiatki. Ale to nadal nie będzie
                      miłość MĘŻCZYZNY do KOBIETY.

                      Wszystkie wymienione wyżej sytuacje są dla mnie patologią zycia małżeńskiego,
                      które to życie zakłada również pożycie. Nic mi do tego, jeśli ktoś życzy sobie
                      kultywować taką patologię (pewnie czasem inaczej ten czy ów nie może). Ale
                      byłabym za tym, by dość jasno określać swoje stanowisko w sprawach erotyki w
                      związku w miarę szybko i nie marnować współmałżonkowi jedynego żywota, jaki ma.
                    • glamourous Re: nie kocha 12.11.08, 21:54
                      krzysztof-lis napisał:

                      > to może kochać kobietę, której nie pożąda.


                      No to w tym momencie taki pan myli chyba "kochanie" ze zwyklym przywiazaniem.
                      Dla mnie milosc tak jakos z definicji zaklada pozadanie i apetyt milosc cielesna
                      z jej obiektem.
                      IMO jezeli ktos mowi "kocham zone, ale jej nie pozadam" to znaczy, ze nie ma juz
                      prawdziwego, zywego uczucia, a jest tylko zbozne, pelne (ewentualnie) czulosci i
                      przyjacielskich uczuc przywiazanie. Ale milosc w sensie doslownym to to nie
                      jest. Przynajmniej w moim odczuciu.
                • woman-in-love Re: nie kocha 12.11.08, 19:02
                  "Bzdura. Od kiedy to facetowi się włącza pociąg do kobiety, kiedy ją kocha? :O "
                  a jednak będę się upierać przy swoim, ponieważ w małżeństwie nie chodzi o jakąś
                  tam miłość wzniosło-braterską, ani nawet o czułą przyjażń, chodzi o miłość
                  mężczyzny i kobiety, miłość namiętną i pełną seksu. Założę się, że kolega mąż
                  kogoś bzyka na boku. Jeszcze raz powtórzę: wielkim błędem jest "naprawa"
                  małżeństwa poprzez spłodzenie dziecka. A co do terapii: co tu leczyć? Brak
                  miłości nie jest chorobą wyleczalną.
              • zuq1 Re: nie kocha 12.11.08, 15:01
                Dajcie spokój. Jak kobietę "głowa boli" to to jest wystarczające
                usprawiedliwienie, a jak mężczyzna ma akurat obniżone libido to od
                razu: koniec związku, dramat, rozwód... A może mają jakieś inne
                problemy, zagrożenie utratą pracy na przykład?
                Moja historia: kiedy byliśmy rok po ślubie, też miałem sytuację
                zgrożenia utratą pracy - a wtedy czasy były gorsze i bezrobocie
                wyższe (ok. 20%), więc przechodziłem to psychosomatycznie, przez
                miesiąc non-stop przeziębiony, libido 0. POtem się to zmieniło,
                pracy ostatecznie nie straciłem.
            • taddik Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 10.11.08, 20:53
              A może ON lubi chłopaków?
            • prosty_facet Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 11.11.08, 16:30
              majka_144 napisała:

              > wcześniej było idealnie, kochaliśmy się jak nakręceni


              Bo to była pokazówka ;-) Teraz już ma papierek, że jesteś jego służącą i może
              się zająć swoją pasją np. oglądaniem TV, piciem piwa albo karierą zawodową /
              polityczną / naukową .....
              • majka_144 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 11.11.08, 16:46
                Ze mnie służącej to raczej się nie da zrobić, czego nigdy nie
                ukrywałam. A i obiadków u mnie to raczej za często nie dostanie, bo
                zaniedbałam te zajęcia w szkole i od kuchni się trzymam z daleka:))

                A poważnie mówiąc wydaje mi się że laska potrafi wyczuć kiedy facet
                udaje.
        • zuska1971 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 10.11.08, 23:49
          Dopisuje sie jako czwarta, mam 37 lat, zero seksu i w dodatku
          dowiedzialam sie od lekarza , ze moj partner ma chorobe afektywna
          dwubiegunowa i choc w szoku bedac szukam ratunku dla nas choc coraz
          mniej wierze , ze sie cos uda bo przy tym ma problem
          alkoholowy ..ech dziewczyny...
          • d.magdalena Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 11.11.08, 11:16
            Witaj zuska.
            Ratunkiem jak to nazwałaś jest terapia.Przede wszystkim partner musi trafić do
            psychiatry i podjąć leczenie.Niestety nie polega to na poddaniu sie kuracji i
            później wszystko wraca do normy.Musisz wiedzieć że to podstępna i wymagająca
            wielu wyrzeczeń choroba.Sam nie da rady, ale jeśli zdecydujesz się na
            poświęcenie i chęć otoczenia opieki nad partnerem, to pamiętaj że musisz być
            konsekwentna i trzymać w ryzach wszystkie postanowienia. Życzę Ci wytrwałości i
            miłości ,bo ona góry przenosi.Nie daj się zwątpieniu.Pozdrawiam
    • rechott Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 10.11.08, 21:48
      A długo to już tak trwa? Zmieniło się coś w jego życiu (np. więcej pracuje?).
      Nie zmienia się przyzwyczajeń ani temperamentu ot tak sobie.
      Wg mnie musisz się zastanowić czy przypadkiem w grę nie wchodzi inna kobieta...
      Nie odrzucaj tego tylko z powodu, że "on by tego nie zrobił". Oczywiście nie
      przesądzam niczego, ale taka nagła zmiana musi budzić niepokój.
      • anula36 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 11.11.08, 00:38
        no to sie musial chlopak ucieszyc teraz - caly miesiac swietego spokoju,od napalonej zonki:)
        Moze to kolejny netowy onanista?
        • majka_144 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 11.11.08, 09:19
          anula36 napisała:

          > no to sie musial chlopak ucieszyc teraz - caly miesiac swietego
          spokoju,od napa
          > lonej zonki:)
          > Moze to kolejny netowy onanista?
          >

          Pewnie się ucieszył :)) Ale uwierz, dla mnie tak też jest lepiej bo
          nie ma nic gorszego niż czekanie cały czas że może dziś i codzienne
          rozczarownie. To najbardziej szarpie nerwy.
      • majka_144 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 11.11.08, 09:14
        Mi też się wydaje że w grę wchodzi jakaś inna kobieta. Nic innego
        nie wydaje mi się prawdopodobne. Chciałabym tylko żeby mi o tym
        powiedział, bo ja nie mam ochoty bawić się w detektywa, a rozwalić
        związku na podstawie przeczucia też nie chce. Mąż i tak myśli że
        jakaś przewrażliwiona jestem ostatnio, bo przecież powiedział że
        wszystko jest ok a ja się czepiam nie wiadomo o co.
        • rechott Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 11.11.08, 12:34
          > Mi też się wydaje że w grę wchodzi jakaś inna kobieta. Nic innego
          > nie wydaje mi się prawdopodobne.
          A są jakieś inne oznaki zdrady? późne powroty? wykasowane smsy z telefonu?
          wykasowane listy numerów dzwoniących? itd...? Jeżeli masz podejrzenia spytaj go
          po prostu, wtedy zobaczysz jak zareaguje.

          >Mąż i tak myśli że
          > jakaś przewrażliwiona jestem ostatnio, bo przecież powiedział że
          > wszystko jest ok a ja się czepiam nie wiadomo o co.

          On stara się odwrócić role i zrobić tak, abyś Ty poczuła się winna. Wtedy nie
          będziesz więcej podejmować tematu i będzie miał spokój.
          Wg mnie tutaj mąż jest Ci winien chociażby wyjaśnienie tej sytuacji i szczerą
          rozmowę.
          • majka_144 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 11.11.08, 13:10
            > A są jakieś inne oznaki zdrady? późne powroty? wykasowane smsy z
            telefonu?
            > wykasowane listy numerów dzwoniących? itd...? Jeżeli masz
            podejrzenia spytaj go
            > po prostu, wtedy zobaczysz jak zareaguje.
            Nie ma późnych powrotów, myśle że jeśli jest jakaś inna, to jest to
            dopiero początek, niestety bardzo dobrze wiem jak wyglądają te jego
            początki i to jest gorsze niż jakby już z kimś sypiał. Powiedziałam
            że wedlug mnie ma kogoś, odpowiedział że nie i że jestem
            najważniejszą osobą w jego życiu. Nie wiem dlaczego mężczyznom tak
            trudno być szczerym. Wolałabym usłyszeć jakgorszą prawdę niż tkwićw
            takim stanie.

            > On stara się odwrócić role i zrobić tak, abyś Ty poczuła się
            winna. Wtedy nie będziesz więcej podejmować tematu i będzie miał
            spokój.
            > Wg mnie tutaj mąż jest Ci winien chociażby wyjaśnienie tej
            sytuacji i szczerą
            > rozmowę
            Masz racje. To dokładnie tak działa. Próbowałam rozmawiać dwa razy,
            nie wytłumaczył nic, powiedział że nie ma ochoty się kochać, bo jest
            zmęczony. Na pytanie czy w weekendy też nie powiedział nic. Jak
            opisałam jaka poniżona się czuję, powiedział że się poprawi i że
            przecież jest wszystko ok i mnie kocha. No i nie ma zmiany, ja
            zaczynając po raz kolejny czuję się jakbym go nękała. A jak nic nie
            mówie to On uważa że nie ma problemu :))



            • felixs Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 11.11.08, 14:50
              Spróbuj dowiedzieć się jak i kiedy rozładowuje napięcie.
              Nie wierzę że nijak i nigdy, bo wówczas nie miałabyś problemów z nim w weekendy.
              Może utknął w świecie netowych iluzji, nimi tylko żyje i co gorsza ukrywa się z
              tym przed całym światem wraz ze świadomością robienia czegoś niewłaściwego.
              Może nie potrafi o tym rozmawiać a "zależność" jest tak kusząca, że nie umie z
              niej wyjść, ba może nawet nie chce...
            • rechott Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 13.11.08, 23:41
              No cóż, w teksty typu zmęczenie to ja nie za bardzo wierzę. Zdrowy mężczyzna,
              który wcześniej miał spore potrzeby nie czuje się przez kilka tygodni
              (miesięcy?) na tyle zmęczony, żeby nie chcieć seksu. Albo ma inną kobietę na
              boku albo zaspokaja się w inny sposób (może siedzi nocami w internecie?). Moim
              zdaniem masz 2 rozwiązania, albo zaczniesz baczniej przyglądać się co robi czy
              wręcz posunąć się do szpiegowania aby potwierdzić lub wyeliminować tezę o
              drugiej kobiecie, albo zastosować drastyczne kroki czyli zagrozić wyprowadzeniem
              się i (jeżeli się nic nie zmieni) zrobić to.
              Możesz jeszcze ew. wykorzystać zazdrość, spróbuj sprawić, aby poczuł się
              zazdrosny, może to go ruszy...
    • forgetmenot30 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 12.11.08, 16:24
      niestety, jak facet nie chce sexu, to w 90% przypadków oznacza, że
      ma kogoś na boku. Ja przez cztery lata byłam z takim jednym, który
      od początku się do mnie nie dotykał, a ja myślałam, że ma niskie
      libido. W każdej innej dziedzinie życia było cudownie, był moim
      przyjacielem, ciągle się przytulaliśmy i ćwierkaliśmy jak ptaszki.
      Jak ktoś mi mówił, że on MUSI mieć kogoś na boku, to go obśmiewałam,
      bo przecież on mnie TAK KOCHAŁ, niemożliwe, żeby kogoś miał. Okazało
      się, że jest uzależniony od seksu internetowero i chodzenia na
      dziwki. :( I nie myślcie sobie "mój tego nigdy by nie zrobił" - ja
      też tak myślałam, byłam przekonana...
      • majka_144 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 13.11.08, 09:11
        Ja też mam ćwierkanie i przytulanie cały czas. Nie ma dnia żeby mi
        przynajmniej z 5 razy nie powiedział że mnie kocha, a mimo to
        kochania brak.
        Powiedz mi jak się dowiedziałaś o tych wszystkich rzeczach? Bo ja
        jak sobie pomyśle że mam go zacząć jakoś szpiegować, sprawdzać
        komórki, maile i takie tam, to robi mi się słabo. Chciałabym
        zasługiwać na choć tyle szacunku żeby to usłyszeć od niego.
        • woman-in-love Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 13.11.08, 09:27
          szkoda nerwów na szpiegowanie, sam wpadnie wcześniej czy póżniej, oby wcześniej.
          Ale - skoro w łóżku jest zerem, to niezależnie od jego "prowadzenia się"
          olałabym taki związek. A te "miziania" to oczywisty kamuflaż i oszukaństwo. Nie
          jesteś jego maskotką-przytulanką, ale Żoną.
          • nawrocona5 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 13.11.08, 10:22
            Niestety iles tam procent z tych wszystkich "aseksualnych" panów opisywanych na
            tym forum to będą zdradzający mężowie. Trudno to ocenić, bez sensu byłoby każdej
            żonie narzekającej na brak seksu wmawiać, że mąż ma kochankę, ale w niektórych
            przypadkach tak własnie jest.
            • majka_144 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 13.11.08, 10:57
              I ja myślę że w naszym przypadku chodzi właśnie o kogoś trzeciego.
              Ale to na razie tylko moje przeczucie. Nie mam żadnych dowodów, sam
              mi nic nie powiedział, z niczym podejrzanym nie wpadł, szpiegować go
              nie mam zamiaru. Wydaje mi się że muszę niestety cierpliwie poczekać
              aż po prostu wpadnie, nie rozwale małżeństwa na podstawie
              przeczucia. Bo dlaczego to ja miałabym brać odpowiedzialność za
              to,że z Nim jest coś nie tak teraz? Dlaczego to ja miałabym podjąć
              decyzję o rozstaniu i ułatwiać mu całą sprawę. A On będzie mógł
              chodzić i gadać że zła żona go zostawiła, a On nie wie czemu,
              przecież wszystko było bosko :)) Jednak wolę poczekać na jakąś
              wpadke, może nawet sam mi w końcu powie, przecież cuda się
              zdarzają :) Przynajmniej bedę miała czyste sumienie.
              • glamourous Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 13.11.08, 11:48

                majka_144 napisała:

                > Jednak wolę poczekać na jakąś
                > wpadke, może nawet sam mi w końcu powie, przecież cuda się
                > zdarzają :) Przynajmniej bedę miała czyste sumienie.


                Jezeli facet jest inteligentny i bedzie sie dobrze kryl, to na
                samoistna demaskacje mozesz sobie poczekac bardzo dlugo :-/ Nie
                szkoda zycia i zmarnowanych w takim ukladzie - jezeli rzeczywiscie
                to prawda z ta zdrada - lat?
                Ja bym jednak doradzila - dla dobra sprawy i Ciebie samej - jakas
                bardzo dyskretna inwigilacje, oraz przede wszystkim stanowcza (lecz
                bron boze nie agresywna!) ROZMOWE z mezem w tonie : "NIE WMAWIAJ MI,
                ze wszystko jest OK, bo brak ochoty na fizyczna bliskosc dobitnie
                swiadczy, ze NIE JEST. Wiec nie mydlij mi dluzej oczu, tylko powiedz
                co jest grane." Mozesz zaapelowac do jego szacunku do Ciebie jako
                zony, w kazdym razie badz stanowcza i nie daj sie nabrac na bajeczki
                o stresie i zmeczeniu. Ich wiarygodnosc jako przyczyn DLUGOTRWALEGO
                braku seksu juz dawno zostala na tym forum zdyskredytowana.

                Powodzenia, Majka.
                • majka_144 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 13.11.08, 12:10
                  Ja już przeprowadziłam taką rozmowę jak piszesz. Mówiłam że to
                  nienormalne, że oki zmęczony, a co z weekendami? Ze jeśli się
                  zakochał to niech mi powie, to się zdarza itd... itp... A On że nic
                  się nie dzieje, że mnie kocha, że jestem jedyną kobietą w jego
                  życiu ... Więc tu raczej nic nie osiągne
                  A jeśli chodzi o inwigilację, to po pierwsze to zupełnie nie mam na
                  to choty, a po drugie, to może być bardzo trudne, bo wydaje mi się
                  że to laska z pracy. Więc pewnie sobie romansują firmowym mailem :)
                  • bi_chetny Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 13.11.08, 16:21
                    telefon leży na półce czy mąż nosi go przy sobie ?

                    nie lubię szpiegowania, ale moim zdaniem powinnaś porozmawiać z nim poważnie.
                    jeśli będzie bagatelizował, wyprowadź się na trochę.
                    • woman-in-love Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 13.11.08, 18:15
                      facet będzie szedł w zaparte, nawet jeśli go przyskrzynisz in flagranti. W
                      swoich decyzjach będziesz sama. A co Cię obchodzi - co ludzie powiedzą? O jakim
                      "czystym sumieniu" mówisz?
                      • majka_144 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 14.11.08, 09:22
                        woman-in-love napisała:

                        A co Cię obchodzi - co ludzie powiedzą? O jakim "czystym sumieniu"
                        mówisz?

                        Tylko o takim, że nie chcę rozwalić małżeństwa bo mam przeczucie.
                        Poczekam na coś bardziej konkretnego. No i chyba lepiej
                        brzmi "rozwiedliśmy się, bo mój mąż miał romans" niż "rozwiedliśmy
                        się, bo mi się wydawało że mój mąż ma romans"
                        • woman-in-love Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 14.11.08, 12:14
                          czy rozeszłaś się, "bo Ci się wydawało', czy zdradzał naprawdę - na jedno
                          wychodzi. Po co wbijać się w lata?
                          Proste pytanie: czy kocham tego człowieka mimo wszystko i jestem gotowa trwać
                          przy jego boku pomimo całej tej przykrości i upokorzenia?
                          Albo bardziej dobitnie:czy jestem gotowa zmarnować sobie życie przy boku zimnego
                          kutasa? (sorry)
    • ktos_zupelnie_inny Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 14.11.08, 08:20
      Cały wątek poszedł zupełnie w inną stronę - ja napiszę coś innego.
      Nie twierdzę, że nie jest możliwy jego romans - jest bardzo prawdopodobny, ale możliwe jest też coś innego.
      Wiem, że to co napiszę, może być nie przyjemne - z góry przepraszam.
      Może, po prostu mu się kompletnie znudziłaś (w łóżku)? Może jego oczekiwania
      względem seksu małżeńskiego były zupełnie inne? Może rozładowuje swoje napięcie 'samodzielnie'
      oglądając gołe panie w internecie? Może jest zmęczony, a ta forma 'seksu' jest szybsza - nie wymaga 20min gry wstępnej, i jest bardziej satysfakcjonująca? Może jest tak, że to co Ty lubisz w łóżku, jemu już nie odpowiada? Może miałby ochotę na coś innego/nowego, ale wie że nie ma takiej możliwości - po Twoich wcześniejszych reakcjach na jego propozycje?
      Tych 'może' jest wiele. Z mojej strony, to tylko przypuszczenia. Zastanów się na tym.
      • majka_144 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 14.11.08, 09:15
        Nic w tej sytuacji nie jest dla mnie przyjemne, wiec nie musisz mnie
        przepraszać. Generalnie są pewnie trzy opcje dla których mąż się ze
        mną nie kocha - kochanka, to że już go kompletnie znudziłam w łóżku
        oraz najmniej prawdopodobna, że rzeczywiście jest zmęczony, może
        nawet chory. Pisze że ta opcja jest najmniej prawdopodobna, bo
        przecież wtedy sytuacja inaczej wygładałaby w weekendy, no i wtedy
        potrafiłby o tym ze mna rozmawiać.

        Niestety dwie pierwsze opcje nie dają zbytnich szans naszemu
        związkowi. Kochanki nie wybacze niestety. A co do znudzenia się w
        łóżku, to raczej ciężko to odwrócić. Tym bardziej że ja lubię różne
        eksperymenty i często mu opowiadam o tym że może byśmy spróbowali
        tego i tego, ale to On nie chce. Przykład: Ostatnio powiedziałam że
        dawno nie probowaliśy analnie, a On na to że nie, bo mnie będzie
        bolało. Oj zabolało mnie to jak cholera.

        I cały czas rośnie we mnie bunt, jestem chyba bardzo dumną osobą,
        dlaczego to niby ja miałabym za każdym razem organizować kolacyjki,
        latać z gołą dupą i błagać żeby mój mąż mnie przeleciał. A On
        łaskawie od czasu do czasu się zgodzi. Widocznie jemu nie zależy
        skoro ucieka albo do innej albo w fikcję. To czemu mi ma zależeć?

        Pozdrawiam,

        • ktos_zupelnie_inny Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 14.11.08, 09:50
          > Przykład: (...)

          Faktycznie, z tym facetem jest coś nie tak.
          Przykład była bardzo wymowny - to na prawdę wygląda
          na posiadanie kogoś na boku (albo skrajna depresję).
          Podziwiam Cię za odwagę i determinację.
    • woman-in-love Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 15.11.08, 11:54
      he he he he he "obniżone libido" - a w innym łożu jaknajbardziej wysokie.
      Klasyka gatunku.
      • majka_144 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 19.11.08, 12:56
        Od kilku dni mam nową "taktykę" - staram się zachowywać tak samo jak
        On. Tzn. nie mówię o sexie, nie żartuję na ten temat, nie zaczepiam
        go, dostaje buziaczki jak przyjdzie, przytulanie itp... Mamy niby tą
        umowę, miesiąc bez sexu. Ale ja jestem taką osobą, że ciężko mi nie
        mowić o sexie ani nie robić żadnych, nawet żartobliwych aluzji. A od
        tygodnia nic.

        No i moj mąż nie wie co się dzieje, ale mu się ta sytuacja nie
        podoba. Wydaje mu się że ja jestem jakaś obrażona nie wiadomo na co,
        więc na wszelki wypadek On też chodzi naburmuszony.

        I o co tu znowu chodzi?
        • frygamfs Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 19.11.08, 22:28
          jestem mężatką od 7 lat. w ciągu ostatnich 4 lat uprawiałam seks
          kilka razy. ostatnio w maju i wcześniej w sierpniu ubiegłego roku.
          mój mąż albo jest zmęczony, albo go boli głowa, albo ma stresy w
          pracy, albo jest za późno, albo za wcześnie. zawsze ma jakąś
          wymówkę. próbowałam juz wszystkiego: rozmawiałam wiele razy,
          prosiłam, kupiłam seksowną bieliznę, ładne pidźamki, dbam o siebie,
          schudłam. jestem jeszcze młoda, bo mam 34 lata. mąż 39. mówiłam o
          seksuologu i psychologu, ale mąż nie chce. nie ma kochanki, ani
          kochanka. po prostu nie chce i koniec. nie ma takich potrzeb.
          jesteśmy jak brat z siostrą. śpimy w jednym łóżku. mąż mnie nawet
          nie pocałuje, ewentualnie dzióbek w czółko. czasem mnie przytuli,
          ale jak siostrę. jestem już tym załamana. nie chcę się rozwodzić, bo
          kocham mojego męża, ale brak seksu bardzo mi doskwiera. zero seksu
          to porażka. tych kilka zbliżeń w ciągu ostatnich kilku lat było za
          moją namową i po prostu wymuszone. on po prostu nie chce i koniec.
          • glamourous Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 21.11.08, 10:50
            frygamfs napisała:


            > nie chcę się rozwodzić, bo
            > kocham mojego męża, ale brak seksu bardzo mi doskwiera. zero seksu
            > to porażka. tych kilka zbliżeń w ciągu ostatnich kilku lat było za
            > moją namową i po prostu wymuszone. on po prostu nie chce i koniec.


            Kobity kochane, jak Wy to robicie ze potraficie nadal "kochac"
            facetow ktorzy odtrącaja Was tygodniami, miesiacami, latami???
            Przeciez seks jest wieziotworczy, jezeli go NIE MA to niknie wiez
            miedzy partnerami, jak wiec mozna KOCHAC kogos tak platonicznie na
            dluzsza mete i nawet nie pomyslec o rozstaniu ??? Uparcie kochac
            kogos kto was nie chce, kto sukcesywnie zabija w Was kobiete? Sorry
            za brutalnosc, w glebi duszy szczerze Was podziwiam, ja bym nie
            potrafila byc tak wyrozumiala...
            • krzysztof-lis Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 21.11.08, 11:38
              Kominek też tego nie rozumie:

              kominek.blox.pl/2008/11/KOCHANIE-CZY-TY-MNIE-JESZCZE-BIJESZ.html
            • majka_144 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 21.11.08, 13:26
              glamourous napisała:

              > Kobity kochane, jak Wy to robicie ze potraficie nadal "kochac"
              > facetow ktorzy odtrącaja Was tygodniami, miesiacami, latami???
              > Przeciez seks jest wieziotworczy, jezeli go NIE MA to niknie wiez
              > miedzy partnerami, jak wiec mozna KOCHAC kogos tak platonicznie na
              > dluzsza mete i nawet nie pomyslec o rozstaniu ??? Uparcie kochac
              > kogos kto was nie chce, kto sukcesywnie zabija w Was kobiete?
              Sorry
              > za brutalnosc, w glebi duszy szczerze Was podziwiam, ja bym nie
              > potrafila byc tak wyrozumiala...

              Ja jeszcze kocham, ale chyba tylko dlatego że u mnie problem trwa od
              kilku tygodni. Ale do miesięcy, nie mówiąc już o latach nie dojdzie
              na pewno, ponieważ już mnie to wykańcza i już nie mogę z tym
              wytrzymać. Wyrozumiała nie jestem za grosz, cierpliwa ani tyle.

              I ja też szczerze podziwiam te, które tkwią tak latami. Ale to
              pewnie nie tak trudno wyjaśnić. W większości przypaków trzymają
              dzieci, uzależnienie finansowe od męża itd...
    • gehamorus Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 20.11.08, 09:18
      Czesc maju,
      czytalam Twoj watek i bazujac na moich doswiadczeniach moge Ci
      powiedziec ze Twoj maz wcale nie musi miec kochanki itp itd. Ktos
      wczesniej (przepraszam ze nie pamietam kto) napisał o mozliwosci
      klopotow w pracy. Ja doskonale wiem kiedy moj maz ma w pracy klopoty
      bo zachowuje sie podobnie do Twojego meza - jest zmeczony, totalny
      brak ochoty na seks, owszem przytualnia i bliskosc tak ale seks sam
      w sobie nie bo po prostu nie ma sil i tyle. Kiedy ciezki okres w
      pracy mija moj maz "odżywa :) bardzo tez pomaga jakis wyjazd na
      weekend, oderwanie sie chociaz na chwilke od wszystkich klopotow i
      problemow...moze tez powinniscie sprobowac chociaz na jeden dzien
      sie oderwac?
      Nie wiem jak Panowie tutaj obecni uwazaja ale czesc meżczyzna chyba
      w momencie wiekszego stresu zamyka się w sobie, przekonując
      ajbliższe otoczenie że wszystko jest w porządku.
      Maju może nie wymuszaj na nim nic, po prostu badz przy nim a jesli
      przez najblizszy okres nic sie nie zmieni to dopiero wtedy pojawi
      sie powod do niepokoju
      Pozdrawiam
      • zdzichu.ok Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 21.11.08, 00:05
        Cześć,
        Moim zdaniem gośc niema kochanki, ja bym powiedział że na 90% oglada
        porno w necie i sie przy tym zadowala. A co do seksu, to oczywiscie
        to że go niema wogóle jest dziwne, ale do pań mam jedną uwagę. W
        długim związku a tym bardziej popartym małżeństwem tak jest bardzo
        często, że partner szanuje kobiete, kocha, dba, ale kompletnie
        niechce jakichś udziwnień w seksie z nią. Nie mówie że wogóle, tak
        jak w opisanym przypadku, ale już np. analnie albo oralnie, to ja
        jestem w stanie to zrozumieć, bo sam tak mam, że niechce. Dla mnie
        to też sie kłóci, najpierw traktuj jak księżniczke, pociesz, zadbaj
        o dom, rodzine, odnoś sie z godnością i szacunkiem, pomasuj plecki,
        brzuszek jak boli, a potem wieczorem chciałyby żebyś jej w tyłek
        wsadził, albo powiedział "ssij dzide". No tak to sie nie da miłe
        panie!, wszystkiego w życiu mieć niemożna, albo jedno albo drugie.
        • songo3000 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 21.11.08, 00:41
          Wszystko się da miłe Panie (jak Panie są miłe i chętne :) I pomasować po bolącym brzuszku i ryknąć wieczorem "ssij kutasa!".

          Tylko trzeba Zdzichu chcieć. I umieć. Jeśli u Ciebie jest 'nie teges' to nie ma sprawy. Tylko nie dorabiaj sobie do tego żałosnej ideologii przewijającej się w Twoich postach, jeszcze ktoś ją sobie do serca weźmie.
          Aha, pamiętaj że żadnym tu głosem wszystkich facetów nie jesteś...
          • avide Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 22.11.08, 00:27
            Zgadzam się z songo3000.
            Ja również nie mam najmniejszego problemu być miłym w ciągu dnia,
            pomasować brzuszek, dać buziaka, przytulić a wieczorem powiedzieć:
            "- Ssij kutasa
            - a magziczne słowo ?
            - szybciej" ;-)
            Trzeba tylko chcieć.
          • bi_chetny Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 25.11.08, 12:26
            brawo songo - to samo chciałem napisać. można spokojnie rozdzielić sferę
            codzienności i seksu, gdzie uwielbiam mówić żonie że ją zerżnę albo będziemy się
            pieprzyć, co w łóżku bardzo jej się podoba, ale oboje nie akceptujemy takich
            słów w codziennych rozmowach.
            • kaja812 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 26.11.08, 17:59
              Wiec jestem kolejna osoba ktora dolaczyla do was.
              Po slubie jestesmy juz prawie 8 rok i przez 7lat wszystko pod wzgledem sexu bylo
              jak w bajce a od ok roku zmienilo sie diametralnie.Wierze co czujesz Majko bo
              sama przezywam to samo. Sex?? moze jeden szybki "numerek " zdazy sie na tydzien
              albo na dwa. Boli mnie to ze tak jest,probowalam rozmawiac,ale kazda rozmowa
              konczy sie na tym ze wymyslam jakies problemy i szukam powodu do klotni.....
              Pozdrawiam
        • majka_144 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 21.11.08, 09:30
          Boskie :))

          Dziś zaproponuję mężowi że mu "possam dzide" :)) Myśle, że padnie z
          wrażenia. Muszę tylko uważać żeby w tym momencie czegoś nie pił, bo
          mi się zmieni status, z "napalonej żonki" na "napaloną wdówkę"

          Cudowne :))
        • glamourous Hę ??? 21.11.08, 10:12
          zdzichu.ok napisał:


          > Nie mówie że wogóle, tak
          > jak w opisanym przypadku, ale już np. analnie albo oralnie, to ja
          > jestem w stanie to zrozumieć, bo sam tak mam, że niechce.

          > albo powiedział "ssij dzide". No tak to sie nie da miłe
          > panie!, wszystkiego w życiu mieć niemożna, albo jedno albo drugie.


          No ja bardzo przepraszam, ale reprezentatywnym meskim glosem to Ty
          chyba, Zdzichu, nie jestes ;-)) Mam rozumiec, ze mezczyzna
          zaangazowany w codzienne sprawy nie powinien miec ochoty na loda,
          tak? Bo seks oralny (w dodatku bierny!) to jest dla faceta straszne
          poswiecenie i niestosowne UDZIWNIENIE w seksie, tak? Przeciez chyba
          w interesie (nomen-omen) mezczyzny lezy, zeby kobieta go milutko
          possala po ciezkim dniu. Jezeli wiec piszesz szczerze i sie nie
          zgrywasz, to jestes prawdziwym kuriozum i prawdopodobnie JEDYNYM
          osobnikiem plci meskiej, ktory NIE LUBI i nie zyczy sobie robienia
          mu loda. Wszyscy znani mi faceteci zawsze traktowali (i traktuja)
          fellatio jako przyjemny i baaardzo pozadany bonus, a nie jako
          robienie kobiecie łaski.
          • majka_144 Re: Hę ??? 21.11.08, 10:26
            glamourous napisała:

            Mam rozumiec, ze mezczyzna
            > zaangazowany w codzienne sprawy nie powinien miec ochoty na loda,
            > tak? Bo seks oralny (w dodatku bierny!) to jest dla faceta
            straszne poswiecenie i niestosowne UDZIWNIENIE w seksie, tak?

            Dokładnie tak to wygląda :) To co my chcemy to udziwnienia, to co
            meżczyźni chcą jest normalne. Jak dla mnie to po prostu lenistwo i
            nic więcej. Widocznie oczekiwanie jakiejs inwencji w łóżku ze strony
            faceta to przesada i udziwnienie...
            • glamourous Re: Hę ??? 21.11.08, 10:40
              Mi chodzilo o to, ze Zdzicho usiluje nam, kobietom, wmowic ze lodzik
              jest z pukntu widzenia facetow zbednym i niepotrzebnym
              udziwnieniem ;-))) Ze fellatio czy seks analny to taka niby nasza
              KOBIECA fanaberia, ktorej to MY niegodziwie oczekujemy od facetow, a
              oni przeciez w gruncie rzeczy nie sa tym zainteresowani ;-)) Hehehe,
              na takie stwierdzenie 99% facetow na tym swiecie popukaloby sie w
              czolo ;-)) Zaczynam podejrzewac, ze posty Zdzicha to prowokacja, bo
              przeciez niemozliwe, zeby chlop mial takie podejscie do sprawy :
              fellatio to niepotrzebne udziwnienie, ktorego kazdy facet unika,
              bo "tak sie nie da mile panie" ;-) Lol
              • labadine Re: Hę ??? 21.11.08, 10:59
                Fakt dziwny jest ten Zdzicho a na miejscu Majki_144 bym jednak realnie
                wprowadzil w zycie wspollokatorstwo,nie wiem ile jej legalny ma lat bo np
                osobiscie przy moich juz emerytalnych latach moja duzo mlodsza partnerka mi nie
                wystarcza.
          • zdzichu.ok Re: Hę ??? 21.11.08, 10:44
            No widzicie wy swoje a ja swoje.

            > Wszystko się da miłe Panie (jak Panie są miłe i chętne :) I
            pomasować po bolący
            > m brzuszku i ryknąć wieczorem "ssij kutasa!".
            >
            > Tylko trzeba Zdzichu chcieć. I umieć. Jeśli u Ciebie jest 'nie
            teges' to nie ma
            > sprawy. Tylko nie dorabiaj sobie do tego żałosnej ideologii
            przewijającej się
            > w Twoich postach, jeszcze ktoś ją sobie do serca weźmie.
            > Aha, pamiętaj że żadnym tu głosem wszystkich facetów nie jesteś...



            Chłopie, a czy ja mówie że wypowiadam się w iminiu wszystich facetów?
            Mówie za siebie, ktoś może sie z tym zgadzać lub nie. Napisałem
            tylko że znam takich co podzielają moje zdanie.
            Moja ideologia to moja sprawa, dla ciebie żałosna , dla mnie nie.
            Spoko. Czy ją ktoś bierze do serca czy nie to już jego sprawa.
            Widzisz co jest "teges" a co "nie teges" to już kwestia podejscia.
            Mówisz że trzeba chcieć. OK. Tylko że ja właśnie pisze o tym że
            moim zdaniem nie jest to nic dziwnego (a dziwią sie temu niektóre
            panie) dlatego im odpisuje, spadek ochoty na rózne formy udziwnień i
            ekstrawagancji seksualnych jest normalny. Wiadomo że każdy ma inne
            zdanie na ten temat.
            glamourous - niemialem na myśli, że robienie loda jest
            niedopuszczalne, i nigdy tego niechce, wiadomo że to przyjemna
            sprawa. Tylko akurat dla mnie jest to pewne udziwnienie i
            ekstrawagancja, podobnie jak seks analny. Staram sie wam
            przetłumaczyć inny puknt widzenia, nie twierdze że jest on
            reprezentatywny, ale znam wielu facetów którzy podzielają mój pogląd.

            > No ja bardzo przepraszam, ale reprezentatywnym meskim glosem to Ty
            > chyba, Zdzichu, nie jestes ;-)) Mam rozumiec, ze mezczyzna
            > zaangazowany w codzienne sprawy nie powinien miec ochoty na loda,
            > tak? Bo seks oralny (w dodatku bierny!) to jest dla faceta
            straszne
            > poswiecenie i niestosowne UDZIWNIENIE w seksie, tak? Przeciez
            chyba
            > w interesie (nomen-omen) mezczyzny lezy, zeby kobieta go milutko
            > possala po ciezkim dniu. Jezeli wiec piszesz szczerze i sie nie
            > zgrywasz, to jestes prawdziwym kuriozum i prawdopodobnie JEDYNYM
            > osobnikiem plci meskiej, ktory NIE LUBI i nie zyczy sobie robienia
            > mu loda. Wszyscy znani mi faceteci zawsze traktowali (i traktuja)
            > fellatio jako przyjemny i baaardzo pozadany bonus, a nie jako
            > robienie kobiecie łaski.

            No prosze cie!!!
            Jednym taki osobnikiem, buuahah Na tym forum jest setki tematów w
            których opisywane są różne przypadki tego typu.
            Nie wiem, moze jestem dziwny pod tym wzgledem, a może nie, ale wy
            też nie badzcie tacy pewni swoich racji, bo wy tak myslicie. Ja
            opisuje tylko swój punkt widzenia. Od czasu do czasu seks oralny
            jest fajny, ale ja np. niemam czasem ochoty żeby mi zona robila loda
            po ciezkim dniu i tyle, moje prawo, i wcale niemam zamiaru sie
            uważac za odmieńca, bo ty glamorous tak stwierdziłaś. Dziwicie sie
            pewnym tematom to wam opisuje mój punkt widzenia - jak mam stałą
            partnerke , od wielu lat, miłośc , szacunek, troska itd. to potem
            czuje pewien niesmak jak mam jej kazać targać pałe i spuścić sie na
            policzki, - ot taka refleksja. I zaraz mi tu zaczną pisac że ja
            jakis dziwny jestem, cóż.

            > Tylko trzeba Zdzichu chcieć. I umieć. Jeśli u Ciebie jest 'nie
            teges' to nie ma
            > sprawy.

            No właśnie, a wyobraź sobie że ja właśnie moge niechcieć, to juz
            sprawa moja i mojej partnerki. A umiejetności chyba wiele nie
            potrzeba żeby wystawić kutasa ze spodni. I czy teges jest robienie
            loda czy nie jest to już kwestia indywidualna. Chce tylko zwrócić
            uwage tym Panią które sie wielce temu dziwią, że może istniec inny
            puknt widzenia. Tylko mi nie piszcie "niechce żeby mu robiła loda,
            haha dziwak, impotent, jedyny taki w galaktyce, pewnie gej" , bo to
            uważam własnie za typowe babskie pier.......enie, wszyscy chcą, on
            też musi chcieć, taka norma , tak ma być, bo tak napisali w
            glamour!, a jak on jest inny to do lekarza z nim!

            • glamourous Re: Hę ??? 21.11.08, 11:14
              zdzichu.ok napisał:

              > niemam czasem ochoty żeby mi zona robila loda
              > po ciezkim dniu i tyle, moje prawo, i wcale niemam zamiaru sie
              > uważac za odmieńca, bo ty glamorous tak stwierdziłaś. Dziwicie sie
              > pewnym tematom to wam opisuje mój punkt widzenia



              Szanuje Twoje zdanie, Zdzichu, ale dziwie sie - bo JAK ZYJE nie
              trafilam jeszcze na faceta, ktory wykrecalby sie od zrobienia mu
              loda. Zazwyczaj bywalo tak, ze facet, nawet jezeli deklarowal ze
              jest zbyt zmeczony na seks, to na propozycje lodzika "zamiast" lub w
              ramach rozruszania reagowal bardzo ochoczo i entuzjastycznie, a
              penis sam mu z gatek wyskakiwal.
              Nie wiem, mloda jeszcze jestem i z mlodymi facetami mialam dotad do
              czynienia. Byc moze - nie wiem, po piecdziesiatce (mojej oraz moich
              partnerow ;-P) zmienie zdanie i bedzie rzeczywiscie tak, jak piszesz.


              > mam stałą
              > partnerke , od wielu lat, miłośc , szacunek, troska itd. to potem
              > czuje pewien niesmak jak mam jej kazać targać pałe i spuścić sie
              > na policzki

              Wyglada mi to na syndrom madonny i ladacznicy. Tylko bez urazy, bo
              to zadna ulomnosc przeciez. Po prostu niektorzy faceci juz tak maja
              (a jest ich cale mnostwo!), ze jezeli swoja zone kochaja, szanuja i
              wspieraja, to maja problem z dostrzezeniem w niej kobiety do seksu,
              kochanki. To tlumaczy, dlaczego masz takie, a nie inne podejscie.
              Wiecej pytan nie mam w zwiazku z tym. I, btw, respect za szczere
              wyrazanie pogladow i nie kreowanie sie na lozkowego supermana.
            • aandzia43 Re: Hę ??? 21.11.08, 16:48
              Zdzichu, piszesz:

              >Dziwicie sie
              > pewnym tematom to wam opisuje mój punkt widzenia - jak mam stałą
              > partnerke , od wielu lat, miłośc , szacunek, troska itd. to potem
              > czuje pewien niesmak jak mam jej kazać targać pałe i spuścić sie na
              > policzki, - ot taka refleksja. I zaraz mi tu zaczną pisac że ja
              > jakis dziwny jestem, cóż.

              Otóż nie dziwi nas to, że ktoś ma syndrom Madonny i Ladacznicy, bo o istnieniu
              takiego zjawiska wszyscy wiedzą. Ale wiemy też o tym, że większości kobiet z
              naszego kręgu kulturowego nie odpowiada bycie partnerką mężczyzny dotkniętego tą
              specyfiką. Nie odpowiada nam bycie ani Madonną, ani Ladacznicą. TO BARDZO ZUBAZA
              RELACJE MIęDZY KOBIETą A MężCZYZNą! Jeśli jakiejś pani nie zależy na osiągnięciu
              dojrzałych i wielopłaszczyznowych relacji z małżonkiem, to bycie biegunem
              czystym, lub biegunem brudnym jej wystarczy. Paniom z tego forum zazwyczaj nie
              wystarcza.

              Więc jeśli piszesz, że:

              >No tak to sie nie da miłe
              panie!, wszystkiego w życiu mieć niemożna, albo jedno albo drugie.

              ...to się burzymy. Bo można. Bo mnóstwo osób to ma. Trzeba było od razu zacząć
              od: ja i niektórzy meżczyźni mają tak i tak, zamiast pisać w sposób sugerujący
              wypowiadanie się w imieniu wszystkich (bądź prawie wszystkich) facetów.
              • brezal Re: Hę ??? 21.11.08, 18:11
                Święte słowa aandziu43- trzeba tępić ten ciemnogród u mężczyzn i to stawianie
                nas partnerek na piedestale bo jesteśmy wspaniałe, ukochane,szanowane ale w
                łóżku traktowane po bożemu, po ciemku bez fantazji i to tylko dlatego, że nasz
                związek jest już na poważnie a ja prawie święta a świętych się nie rżnie w pupę
                choć na początku znajomości nie takie zabawy odstawialiśmy....wiem z autopsji i
                po kilku latach na szczęście niesformalizowanego związku mam powoli
                dosyć....pewnie odejdę bo temperamentu mi nie brakuje
            • songo3000 Re: Hę ??? 21.11.08, 18:26
              zdzichu.ok napisał:

              > No właśnie, a wyobraź sobie że ja właśnie moge niechcieć, to juz
              > sprawa moja i mojej partnerki. A umiejetności chyba wiele nie
              Jasne, że Twoja, już to przecież stwierdziłem. Tak się tylko złożyło, że >nigdzie< tego nie napisałeś a wręcz przeciwnie.
            • avide Re: Hę ??? 22.11.08, 00:40
              zdzichu.ok napisał:
              Dziwicie sie
              > pewnym tematom to wam opisuje mój punkt widzenia - jak mam stałą
              > partnerke , od wielu lat, miłośc , szacunek, troska itd. to potem
              > czuje pewien niesmak jak mam jej kazać targać pałe i spuścić sie
              na
              > policzki, - ot taka refleksja.



              A widzisz a ja również mam stałą patnerkę od wielu lat choć pewnie
              nie tak wielu jak i ty, jednak wcale nie przeszkadza mi kazać jej
              jak ty to piszesz:
              "targać pałe i spuścić sie na policzki," wszak pod jednym warunkiem.
              Ona tez to musi lubić ;-)).

              Zdzichu pytałeś się ślubnej czy lubi takie targanie i spuszczanie na
              policzki ??? Jeśli ją to kręci być może problem leży w Twojej
              głowie ? ;-))

              Widzisz ja na przykład mam tak, że jak pragnę kobietę to całą a nie
              na zasadzie, "dziś byłaś w kuchni więc do łóżka się nie nadajesz".
              Bo widzisz ona Ci powie jak Cie dupościsk złapie Zdzichu "szorowałeś
              dziś kibel, sorry ale ssać dziś Ci nie będę" ;-))) Nie uważasz że to
              zakrawa na hipokryzję ?
              Powiem Ci że jak pragniesz człowieka, i masz ochotę na seks weźmiesz
              go w każdym momencie pod każdą postacią.
              Jak nie masz ochoty ... możesz wymyślać powody do woli.

              Pozdawiam.
              Avide
        • wiek_chrystusowy Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 21.11.08, 11:05
          Dla mnie
          > to też sie kłóci, najpierw traktuj jak księżniczke, pociesz, zadbaj
          > o dom, rodzine, odnoś sie z godnością i szacunkiem, pomasuj plecki,
          > brzuszek jak boli, a potem wieczorem chciałyby żebyś jej w tyłek
          > wsadził, albo powiedział "ssij dzide". No tak to sie nie da miłe
          > panie!, wszystkiego w życiu mieć niemożna, albo jedno albo drugie.

          i to jest strasznie smutne. I powinny byc kursy dla mezczyzn, zeby potrafili
          pogodzic te dwie rzeczy, bo mase przyjemnosci w zyciu omija te kobiety, ktore
          mezczyzni traktuja jak ksiezniczki :(
          • zdzichu.ok Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 21.11.08, 11:31
            Żeby nie bylo że ja pochwalam całkowity brak seksu, moze was to
            zaskoczy, ale popieram jak najbardziej, i jak obojgu partnerom coś
            pasuje to jasne sprawa niech robią co lubią. Ja tylko staje w
            obronie takich facetów i przedstawiam wam punkt widzenie , z którym
            się troche utożsamiam, że facetów traktuje się jako tych co mają
            wyrabiać norme seksualna, i zawsze mają chciec żebym im zrobić loda.
            OTÓŻ NIE To że tak piszą w babskich gazetach, internecie i ogólnie
            tak ludzie gadają, to nieznaczy że tak musi być, i nie lubie jak mi
            sie wciska że kazdy kto odstepuje od tego standardu jest dziwakiem.

            wiek_chrystysowy : może to i smutne, ludzie sie zabijają na świecie
            i to jest tez bardzo smutne podobnie jak milion innych rzeczy,
            równie dobrze można by zaproponowac kursy dla kobiet na zaprzestanie
            zrzędzenia, bo mase przyjemności w życiu omija tych facetów, których
            kobiety zrzedzą,

            >Mi chodzilo o to, ze Zdzicho usiluje nam, kobietom, wmowic ze
            >lodzik
            >jest z pukntu widzenia facetow zbednym i niepotrzebnym
            >udziwnieniem ;-))) Ze fellatio czy seks analny to taka niby nasza
            >KOBIECA fanaberia, ktorej to MY niegodziwie oczekujemy od facetow,
            >a
            >oni przeciez w gruncie rzeczy nie sa tym zainteresowani ;-))
            >Hehehe,
            >na takie stwierdzenie 99% facetow na tym swiecie popukaloby sie w
            >czolo ;-)) Zaczynam podejrzewac, ze posty Zdzicha to prowokacja, bo
            >przeciez niemozliwe, zeby chlop mial takie podejscie do sprawy :
            >fellatio to niepotrzebne udziwnienie, ktorego kazdy facet unika,
            >bo "tak sie nie da mile panie" ;-) Lol

            Kobieto nic wam nie usiluje wmówić, czy facet to lubi i czy chce
            żeby mu robić loda 10 razy dziennie, czy raz na rok to jego sprawa!
            To nie żadna prowokacja, ja nie mówie ze to niepotrzebne
            udziwnienie, czy ktoś lubi czy nie to jego rzecz.
            Mnie natomiast wkurwia właśnie takie podejscie, "to przecież
            niemozliwe żeby facet mial takie podejscie" , bo co? bo w kolorowej
            gazetce tak napisali? czy wszyscy twoi koledzy zawsze przyznają sie
            jak to oni lubią jak sie im robi loda zawsze i wszędzie, 5x na
            dobe?, a co mają mówić? że nie zawsze mają ochote? jakby wtedy
            wygladała ich męskośc, przyznanie sie że nie są buchajami
            rozplodowymi, toż to niemodne w tych czasach
            a czy 99% facetów by sie popukało to tego akurat niewiesz , to tylko
            twoje domysły,
            • glamourous Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 21.11.08, 11:49
              zdzichu.ok napisał:

              > czy wszyscy twoi koledzy zawsze przyznają sie
              > jak to oni lubią jak sie im robi loda zawsze i
              > a czy 99% facetów by sie popukało to tego akurat niewiesz , to
              tylko
              > twoje domysły,


              Odpisalam Ci pieterko wyzej. To nie koledzy z ktorymi rozmawiam, ale
              glownie moje doswiadczenie seksualne wskazuje, ze faceci sa z reguly
              zachwyceni, kiedy napalona kobieta dobiera im sie ustami do
              rozporka. Nie mowie, ze facet powinien chciec tego 5 razy dziennie,
              ale jesli chodzi o "ilosciowa norme lodzikowa" to ja takiego, ktory
              by sie wzbranial, nie spotkalam jeszcze na swej drodze - czy to maz,
              czy nie maz...;-)
            • wiek_chrystusowy Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 21.11.08, 11:50
              ludzie sie zabijają na świecie
              > i to jest tez bardzo smutne podobnie jak milion innych rzeczy,
              > równie dobrze można by zaproponowac kursy dla kobiet na zaprzestanie
              > zrzędzenia, bo mase przyjemności w życiu omija tych facetów, których
              > kobiety zrzedzą,

              jestem za! niech sie nie zabijaja, nie zrzedza, a w sypialni nie traktuja jak
              ksiezniczki tylko jak zbior dziur ;-)
            • majka_144 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 21.11.08, 12:28
              Ja tylko staje w
              > obronie takich facetów i przedstawiam wam punkt widzenie , z
              którym
              > się troche utożsamiam, że facetów traktuje się jako tych co mają
              > wyrabiać norme seksualna, i zawsze mają chciec żebym im zrobić
              loda.
              > OTÓŻ NIE To że tak piszą w babskich gazetach, internecie i ogólnie
              > tak ludzie gadają, to nieznaczy że tak musi być, i nie lubie jak
              mi
              > sie wciska że kazdy kto odstepuje od tego standardu jest dziwakiem.

              Ja nie wyczytałam o tych wszystkich udziwnieniach w Claudii, ja je
              wszystkie jeszcze niedawno trenowałam z mężem. I "palec w pupie"
              i "ssanie dzidy" i wszystkie inne dziwactwa. To od jakiegos czasu
              stało sie dziwactwem i dlatego stało się też problemem. Gdyby od
              zawsze było - jedna pozycja dwa razy w miesiącu - nie byłoby sprawy.
              Powiedziałabym sobie - widziały gały co brały.
              • nawrocona5 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 21.11.08, 17:55
                Nie oburzajcie sie tak na zdzicha, bo jego poglady są bardzo bliskie
                tzw średniej krajowej. Tu na forum tego nie widac - tu dyskutuje sie
                o tym, jaki powinien być seks, aby nigdy nie powiało nudą. Tu
                wszyscy naczytali sie mądrych ksiażek i wiedzą o tym, co robic, aby
                po 10ciu czy 20tu latach związku nadal istniało pożądanie, aby
                widzieć w partnerze kochanka a nie wspólnika od rachunków domowych i
                wychowywania dzieci. Kobieta ma pamiętać o tym, że jest kobietą a
                nie matką i gospodynią - robić "postępy" w ars amandi, nie bac sie
                nowości, zaskakiwac partnera, wykazywac inicjatywę.
                I to wszystko jest niewątpliwie słuszne w teorii a praktyce mało
                realne.
                W praktyce kobiety często oburzaja się na takie męskie oczekiwania,
                które każą im byc dobra gospodynią, idealna matką, opiekunczą zoną i
                k...wą w łóżku.
                I być może większośc kobiet wolałoby mieć za męża zdzicha niz
                faceta, żąda od żony wszystkich atrakcji jakich sie naoglądał w
                pornolach.
                Nie polemizuję z nikim konkretnie, to co napisałam to luźne uwagi na
                marginesie dyskusji. Mnie zdzich wydaje sie przedstawicielem
                tzw "starej szkoły" :)) - kiedy nie było tych wszystkich poradników,
                podreczników, artykułow w każdej gazecie, terapii małżenskich itd.
                Ludzie zyli, jakośc ich zycia seksualnego była niska, ale oni o tym
                nie wiedzieli i byli - być może - szczęśliwsi niz obecne pary

                A zdzicha serdecznie pozdrawiam, chociaz nie podzielam jego pogladów.




    • glamourous Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 21.11.08, 18:25
      Nas-daq, nie bede tu polemizowac, bo moj maz rzeczywiscie nie
      widzial mnie jeszcze obolalej po porodzie, pozszywanej,
      przewijajacej niemowleciu pieluche z oslawiona przez Zdzicha kupa;-)
      Byc moze, kiedy mnie w takiej sytuacji zobaczy (jezeli w ogole
      bedzie mu to dane ;-P) to wtedy, niewykluczone ze zmieni zdanie i
      lodzik nie bedzie juz dla niego tym czym jest teraz, czyli szczytem
      marzen po calym dniu, "odpoczynkiem wojownika" jak on to mowi, i ze
      nie bedzie sie tak do niego palil jak teraz.

      Jednak nie generalizowalabym, ze zona-nie matka i zona-matka tak
      bardzo sie roznia w meskim podejsciu do sprawy. Wszystko zalezy od
      FACETA i od jego konstrukcji psychicznej, emocjonalnej, seksualnej.
      Nie kazdy ma przeciez syndrom madonny i ladacznicy. Na tym forum
      mnostwo jest przykladow, gdzie bezdzietne kobiety w calkiem swiezych
      jeszcze zwiazkach narzekaja na kompletny brak mezowskiego
      zainteresowania seksem, i z kolei sa tez przyklady na to ze i
      para "dzietna" i wieloletnia moze cieszyc sie bardzo fajnym seksem.
      Przyswieca mi tu zwlaszcza niedawny przyklad Niezapominajki...
      imponujace!

      PS. A jesli chodzi o mnie, to coz, podejrzewam, ze moj maz ma
      niestety lekkie zadatki na faceta ktoremu ochota na zone odchodzi po
      porodzie : jest strasznym seksualnym esteta, nie wiem jak by
      zareagowal gdybym np. sporo przytyla, dostala rozstepow itp., o
      innych aspektach juz nie wspomne. Sek w tym, ze kazdy facet, dopoki
      nie zostanie ojcem, jest pod tym wzgledem "biala karta", i pomimo
      takich czy innych przeslanek nie sposob przewidziec jego reakcji...
    • aandzia43 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 21.11.08, 19:18
      Glam ma trzydziestkę i nie ma dizeci, ale ja mam 45 lat, dwudziestoletni staż
      mażłeński i nie zgadzam się z tym, że codzienność, dzieci, pieluchy i golonka
      zmieniają coś nieodwracalnie, zawsze, u wszystkich, i że nie ma odwrotu. W
      chwili, kiedy dzieci sa małe i absorbujace, i kiedy jestesmy głownie mama i
      tata... no cóz, bywa roznie, taki lajf. Ale potem nie ma "taki lajf". Potem mamy
      to, co sobie wypracowalismy. A ze nie wszystkim chce sie cokolwiek wypracowywac,
      albo nie maja partnerow chetnych do tego, to trudno. Tylko niech nie dorabiają
      ideologii, ze tak już jest, że tak wszyscy mają i mieć muszą.

      Małż mimo naszego podeszłego wieku i długiego pożycia proponuje mi w łóżku
      drobne "zberezeństwa" (i właśnie on częściej to robi). Powiedział przed chwilą,
      ze to dlatego, że jest obciążony zespołem Madonny i Ladacznicy. Bo oprócz
      Madonny (co oczywiste w takim starym i w porywach zgodnym małżeństwie), jestem
      dla niego również Ladacznicą;-D Ale samo nam to nie przyszło.
      • aandzia43 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 21.11.08, 19:32
        I jeszcze jedno. Nie robiłabym ze Zdzicha przedstawiciele "normalnych facetów".
        Raczej facetów uosabiających przeciętną polską. To niekoniecznie musi być jakas
        norma. Do fragmentu:

        >Zdzichu, fajnie że udzielasz sie na forum, jako głos normalnego
        >faceta, pisz częściej. Myślę, że wielu facetów tak ma, odżywają gdy
        >poznają inną kobietę, gdy się zauroczą albo po prostu mają kochanki.
        >A żona, cóż... piszę o takiej żonie- matce, nie żonie-jeszcze-nie-
        >matce, bo to zupełnie inna kategoria.
    • aandzia43 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 21.11.08, 22:56
      nas-daq napisała:

      > Po pierwsze pisząc normalny miałam na myśli właśnie tę średnią
      > polską, ale nie sądzisz, że słowo przeciętny miałoby w tym przypadku
      > wydźwięk pejoratywny?

      Norma to norma. A przeciętny wynik osiągany w danej społeczności to właśnie
      przeciętny wynik. W zależności od społecznosci może być daleki od normy, albo
      bliski. Nie będziemy chyba ściemniać i słodzić, by oszczędzić komuś wiedzy?

      > A po drugie AAndzia, nie czytałaś mnie uważnie, ja piszę o parach z
      > małymi dziećmi, nie takimi odchowanymi, zaznaczyłam to w poście
      > powyżej. Bo właśnie to przestawienie z układu kochankowie na układ
      > para rodzicielska jest najtrudniejsze.

      Czytałam uważnie. Nazywasz podejście Zdzicha normą, ale nie wiesz, czy on pisze
      o parach z małymi dziećmi. Moim zdaniem on pisze o parach mających staż wiekszy,
      niz parę lat. I dzieci nie mają tu nic do rzeczy.

      > A po trzecie, z tego co czytałam, w Twoim związku też nie było tak
      > różowo jak teraz dopóki nie wprowadziłaś pewnych zmian, więc
      > wymagało to ogromnej pracy z Waszej strony. Zresztą teraz chyba tez
      > nie jest jak wynika to z kilku Twoich ostatnich postów.

      Różowo nie jest, za to bywa krwiście;-) Bywało różnie, fakt. Ale czy dziecko
      było małe, czy duże, małż miał jednakową ochotę na SPOSOBY kochania się ze mną.
      Problemy, w tym i łóżkowe, wynikały ze zmęczenia, niemożności przeskoczenia
      pewnych problemów życiowych, zapuszczenia się, jego lenistwa, mojego lenistwa
      itd. Nie pożądał mnie już tak bardzo, jak wcześniej, bo byłam przyniedbana,
      zrzędząca. Ale to, ze całuję jego dziecko na dobranoc nie zmniejszało jego
      ochoty na wsadzenie mi "ptaka do dzioba", kiedy już znalazła się ochota i doszło
      do figli łóżkowych. Ten brak jakichkolwiek przejawów syndromu ML był i jest
      dużym potencjałem ze strony małża i wkładem w budowanie naszej intymności.
      • zdzichu.ok Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 22.11.08, 00:57
        O jak tu głośno sie o mnie zrobiło, czuję sie zaszczycony że
        zwrócono na mnie uwagę;)

        Jedna uwaga:

        > Norma to norma. A przeciętny wynik osiągany w danej społeczności
        to właśnie
        > przeciętny wynik. W zależności od społecznosci może być daleki od
        normy, albo
        > bliski. Nie będziemy chyba ściemniać i słodzić, by oszczędzić
        komuś wiedzy?

        Przeciętny wynik to właśnie norma! To jest to samo. Przyjmijmy że
        średnia ilość stosunków w miesiącu na dorosłego Polaka wynosi 10.
        Jeśli ktoś robi numerków 6, nie osiąga normy, czyli osiąga wynik
        poniżej przeciętnej. Jeśli robi to 10 razy to osiąga wynik
        przeciętny, a tym samym "wyrabia" normę na dorosłego polaka. Jesli
        natomiast robi to 16 razy, to przekracza normę, osiąga wynik powyżej
        przecietnej i tą średnią zawyża, bo nadrabia za tych co bzykają po 6
        razy.

        > Czytałam uważnie. Nazywasz podejście Zdzicha normą, ale nie wiesz,
        czy on pisze
        > o parach z małymi dziećmi. Moim zdaniem on pisze o parach mających
        staż wiekszy
        > ,
        > niz parę lat. I dzieci nie mają tu nic do rzeczy.

        Prawde mówiąc to ja sam niewiem o jakich parach pisze:) Poprostu
        pisze swoje uwagi, nie dziele tego tak szczegółowo na pary x,y,z. Z
        jednym musze się zgodzić. Ktoś napisał że dawniej była prostsza
        sprawa, nie było internetu, kolorowych pisemek, seks nie wyciekał na
        nas a każdej możliwej strony - dokładnie tak. Nie naoglądał sie
        czlowiek tego i owego to mial mniejszą świadomośc, bzykał sie po
        bożemu i to mu wystarczało. Teraz jak sie ogladnie na pornosie różne
        ciekawostki to potem wiadomo ze sie chce sprawdzić samemu. No bo
        czemu oni niby mają mieć tak fajnie a ja nie. Nie krytykuje tego,
        dla jednych to dobrze że to sie zmieniło, dla innych nie, a jeszcze
        inni (ci najmądrzejsi pewnie;) mają to gdzieś. Tylko taka mnie
        nachodzi refleksja, jak to tak dalej będzie sie wszystko rozwijać w
        szybkim tempie, to za 10 lat pewnie seks normalny to już będzie nuda
        totalna. Bo np. wymyślą nakładke wibrującą która zapewnia 3 orgazmy
        w 10 minut bez ściągania majtek. pozdro
        • songo3000 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 22.11.08, 14:47
          zdzichu.ok napisał:

          > Przeciętny wynik to właśnie norma! To jest to samo. Przyjmijmy że
          > średnia ilość stosunków w miesiącu na dorosłego Polaka wynosi 10.
          Ehh, Zdzichu. Podobnież doświadczony a podstawowe pojęcia mylisz. Normą polskiej społeczności katolickiej jest brak seksu przed ślubem. Średnia tejże społeczności jest baaadrzo daleko od normy.

          > Prawde mówiąc to ja sam niewiem o jakich parach pisze:) Poprostu
          > pisze swoje uwagi, nie dziele tego tak szczegółowo na pary x,y,z.
          Czyli tak sobie tylko uogólniasz do z góry przyjętej tezy.

          > totalna. Bo np. wymyślą nakładke wibrującą która zapewnia 3 orgazmy
          > w 10 minut bez ściągania majtek. pozdro
          Dawno wymyslono, kto chce ten korzysta...
          • zdzichu.ok Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 22.11.08, 15:23
            Ehh songo. Ludzi pouczasz, a tym czasem to ty mylisz pojęcia. Normą
            polskiej społeczności katolickiej jest brak seksu przed ślubem? A to
            ciekawostka. Chyba tylko w teorii, bo jak znam życie to takich par
            jest pewnie minimalny procent.
            Wymyśliłeś sobie że średnia katolików jest niższa i dlatego nie jest
            normą. Rewelacja. A średnia dzieci w wieku 5-10 lat jest jeszcze
            niższa, wiesz? i jest daleka od normy! - to argument mniej więcej
            taki jak ty napisałeś.
            Jakieś Panie pisały że jestem przeciętny i nie robie normy. To im
            odpisuje i Tobie songo też, że to błąd logiczny!
            Bo norma w społeczeństwie liczonym jako całość to właśnie wynik
            przeciętny! Jak sie wyłamie z tego podgrupy to można liczyć
            przeciętne dla tych podzbiorów i mogą być one inne (wyższe lub
            niższe) niż średnia z całości. Ale jak mi ktoś pisze że zdzichu jest
            średnim kochankiem w związku z czym nie robi normy, to jest błąd
            logiczny!
            Nie mówie o potocznym znaczeniu słowa "średni".
            Bo jeśli właśnie jestem średni, to znaczy w środku stawki innymi
            słowy, to właśnie robie tą średnią, czyli norme dla dorosłego Polaka.
            • aandzia43 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 23.11.08, 12:38
              Zdzichu, to, co ty nazywasz normą, to jest tylko norma statystyczna (w/g
              chociażby pierwszej lepszej strony z Wikipedii).

              pl.wikipedia.org/wiki/Norma_(seksuologia)
              Gdyby się ludzie normą statysytczną zadowalali, to by nawet z jaskinii nie wyszli.
            • songo3000 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 23.11.08, 13:56
              Apelowałem już na tym forum wiele razy, mogę raz jeszcze. Zapraszam do lektury (na początek) jakiś popularno-naukowych dzieł, najlepiej ze słowem "podstawy" w tytule: "Podstawy logiki...", "Podstawy statystyki...", "Podstawy socjologii..." i takie tam.

              Potem Zdziechu możemy porozmawiać na temat norm, średnich, median, wyrażeń logicznych, itp. Bo widzisz, to że Ty masz takie widzimisie, że Ziemia jest taka bardziej płaskawa niż okrągła to już Twoja sprawa. Jeśli jednak zaczynasz ewangelizować w tym temacie ludzi, powiedzmy przynajmniej po podstawówce to napotykasz taki właśnie 'niezrozumiały' opór.
              • zdzichu.ok Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 23.11.08, 18:34
                Moge równie dobrze zaapelować o to samo do Ciebie.
                Jak wynika z tej wikipedii, ja źle napisałem że to to samo. Ale
                stwierdzenie że średnia ilość stosunków, (czyli jak mówiły niektóre
                panie że ja odwalam średnią) zawiera się już w normie jest
                prawdziwa.
                Ty tez przeglądnij jakąs książke z podstaw statystyki. Bo to zdanie:
                >Normą polskiej społeczności katolickiej jest brak seksu przed
                >ślubem. Średnia tejże społeczności jest baaadrzo daleko od normy.
                świadczy o tym że też nie za bardzo te pojęcia rozumiesz.
                /bez odbioru
    • bi_chetny Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 25.11.08, 12:45
      nas-daq, nie zawsze tak jest. Moja żona mimo tego że matka, to zawsze mnie mocno
      kręciła i to tak wyuzdanie... syndrom zdzicha mnie nie dotyczy. Zgadzam się -
      wielu facetów tak ma, nawet te żarty typu: no co ty, z żoną - mają w sobie
      ziarno prawdy. Ale to niedobrze, bo to zabija seks w związku.
      • majka_144 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 26.11.08, 09:14
        witam,

        Wracam po kilkudniowej nieobecności i widzę że dyskusja poszła
        trochę w innym kierunku :)

        Ja chciałabym powrócić znowu do swojego problemu. A mianowicie ktoś
        poradził żebym spróbowała się dowiedzieć w jaki sposób mąż
        rozładowywuje napięcie. No i już wiem. Mój facet jest
        przedstawicielem zabawiających się pod prysznicem. Nie wiem jak
        często to robi, raz go nakryłam, poza tym czuję po ręcznikach.

        No i teraz co? Jak wygrać konkurencję z jego ręką? No i z jego
        myślami jakie ma w trakcie, bo raczej to nie o mnie wtedy myśli...
        • kachna79 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 26.11.08, 09:19
          A czy Twój M chce coś zmienić?
          Jeśli On nie widzi problemu w swoim zachowaniu to Ty możesz stanąć
          na głowie i zrobić szpagat, a i tak nic z tego nie będzie...
          Nie potrafię Ci nic doradzić - nie doświadczenia w tej kwestii, ale
          nasunęła mi się myśl, że może po prostu nie masz wpływu na tę
          sytuację...
          • majka_144 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 26.11.08, 10:14
            kachna79 napisała:

            > A czy Twój M chce coś zmienić?
            > Jeśli On nie widzi problemu w swoim zachowaniu to Ty możesz stanąć
            > na głowie i zrobić szpagat, a i tak nic z tego nie będzie...

            Nie rozmawiałam z Nim jeszcze na ten temat, ale wiem jak to będzie
            wyglądało. Ja się zapytam, On powie że tego nie robi, zero zmiany.
            Nawet mi się nie chce zaczynać. Jestem wściekła i upokorzona. Jeśli
            On woli swoją rękę, no problem, jak zatęskni za mna może być za
            późno...

            > Nie potrafię Ci nic doradzić - nie doświadczenia w tej kwestii,
            ale
            > nasunęła mi się myśl, że może po prostu nie masz wpływu na tę
            > sytuację...

            A jaki ja mogę mieć wpływ na tą sytuację? To chyba On musi chceć coś
            zmienić, a przede wszystkim przyznać że ma jest problem... Ja już
            chyba zrobiłam dość.
            • mujer_bonita Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 26.11.08, 10:23
              majka_144 napisała:
              > On woli swoją rękę, no problem, jak zatęskni za mna może być za
              > późno...

              I to mu powinnaś właśnie powiedzieć. Jasne, że jemu tak jest
              łatwiej, własna ręka, szybkie rozładowanie zamiast wysiłku włożonego
              w seks. Tylko, że to dobitnie świadczy, że ma Ciebie i Twoje
              potrzeby w dupie. To mu powinnaś uświadomić. Taki związek długo nie
              pociągnie.
            • kachna79 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 26.11.08, 10:32
              > A jaki ja mogę mieć wpływ na tą sytuację? To chyba On musi chceć
              coś
              > zmienić, a przede wszystkim przyznać że ma jest problem... Ja już
              > chyba zrobiłam dość.

              Dokładnie tak to widzę. Jeśli facet nie chce zmian, to Ty sama nic
              nie zrobisz, dlatego chyba czas odpuścić sobie i przestać się
              miotać. Albo pan mąż zrobi krok naprzód, albo Ty zdecydujesz czy
              warto trwać w obecnym układzie.
              • majka_144 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 26.11.08, 10:56
                mujer_bonita napisała:
                >Jasne, że jemu tak jest
                >łatwiej, własna ręka, szybkie rozładowanie zamiast wysiłku
                >włożonego
                >w seks. Tylko, że to dobitnie świadczy, że ma Ciebie i Twoje
                >potrzeby w dupie. To mu powinnaś uświadomić.

                Dokładnie to usłyszy, tylko nie wiem czy dziś. Właśnie dziś go
                nakryłam i chyba jestem za bardzo wściekła na tego typu rozmowy. No
                a skoro dla niego kochanie się ze mną jest wysiłkiem do którego musi
                się jakoś zmuszać to ja nie mam pytań.

                A teraz najśmieszniejsze - jesteśmy po rozmowach o tym że się nie
                kochamy, jak ja się czuję itd... nic się nie zmieniło z jego
                strony... nie zaczepił mnie od dwóch tygodni w żaden sposób... ale
                ciągle mi mówi że On chce żebym była z Nim szcześliwa, że mnie kocha
                bla bla bla. I dlaczego ja nie mam humoru? :))

                • woman-in-love Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 26.11.08, 11:21
                  "masz to, na co godzisz się" a więc - daj mu wyrażnie do zrozumienia, że sie nie
                  godzisz. Tylko tak, zeby nie mógł zbyć Cię fałszywymi słówkami i znowu zlekceważyc.
                  • majka_144 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 26.11.08, 11:38
                    woman-in-love napisała:

                    > "masz to, na co godzisz się" a więc - daj mu wyrażnie do
                    zrozumienia, że sie ni
                    > e
                    > godzisz. Tylko tak, zeby nie mógł zbyć Cię fałszywymi słówkami i
                    znowu zlekcewa
                    > życ.

                    Ja mam chyba jakiś ciężki przypadek w domu. Ja się nie godzę na
                    takie zachowanie, nie ma takiej opcji. Powiedziałam mu wszystko,
                    powiedziałam jak chce żeby było.

                    No i nic się nie dzieje, więc nie mam dobrego humoru, jestem
                    odizolowana kompletnie, nie żartuję, nie zaczepiam go w żaden
                    sposób. Nie robię tylko jednej rzeczy - nie gadam mu o tym całt
                    czas, że tak jest bo się nie kochamy itd... Nie jestem typem zrzędy.

                    Ślepy by zauważył że jest nie tak, i On o tym wie, ale łatwiej mu
                    sobie to tłumaczyć że mam po prostu zły humor przez coś tam. Pyta
                    się więc po 20 razy dziennie czy mam zły humor, czy jestem zła, co
                    się dzieje, że On chce żebym się śmiała, że On uwielbia jak jestem
                    wesoła. I jak mu tylko odpowiadam co jakiś czas - Ty wiesz co.

                    • avide Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 26.11.08, 11:49
                      No to odpowiedz mu w końcu jak się zapyta:
                      "Jak mnie porządnie jak facet zerżnmiesz znowu się zacznę uśmiechć,
                      a jak dalej będziesz się migał, to znowu mogę się zacząć usmiechać i
                      wtedy będziesz zachodził w głowę dalczego" ;-))))))))).
                      • majka_144 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 26.11.08, 12:41
                        Jak zrobił to dwa tygodnie temu (ostatni raz) to na następny dzień
                        miał fajowe śniadanko do pracy. A On je zawsze robi dla nas więc był
                        zaskoczony. I jak zapytał to mu powiedziałam "Ty do mnie po ludzku
                        to i ja do Ciebie po ludzku" :))

                        Mam to mówić za każdym razem?? Czyli zrzędzić?? :))
        • glamourous Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 26.11.08, 12:49
          No, skoro o malzenskim onanizmie mowa, to nie moge tu nie wtracic
          moich 3 groszy, jako ze temat przewalkowalam z wlasnym mezem wzdluz
          i wszerz :-)))

          No tak, do przewidzenia bylo, ze jego seksualna energia jest
          kanalizowana gdzie indziej. Niemozliwie jest bowiem, zeby mlody,
          zdrowy facet tak nagle stracil ochote na seks, przy jednoczesnych
          dobrych relacjach ktore macie na codzien. Takie totalne niekrecenie
          moze sie IMO zdarzyc, ale kiedy ogolne relacje sa juz niezle
          zrypane. Natomiast Wy... dobry, cieply zwiazek i brak seksu - cos
          sie musialo za tym kryc. Cale szczescie odkrylas ze to "tylko"
          onanizm, a nie kochanka wysysa z niego witalne soki ;-)

          Coz, mialam podobna sytuacje, z tym ze u mnie nie bylo zadnych
          seksualnych "przestojow" - kochalismy sie dosc czesto, z tym ze co
          drugi, trzeci dzien kiedy mialam ochote (mam spore potrzeby)
          odmawial mi pod pretekstem ze "zmeczony". Wkrotce okazalo sie ze
          rownolegle do naszego seksu prowadzil bujne zycie erotyczne z wlasna
          reka. Jak sie z tym uporalismy? No coz, trwalo to ponad rok, moze
          nawet 2 lata : mimowolne odkrywanie sladow jego masturbacji,
          rozmowy, tlumaczenia, lzy, postanowienia poprawy (nawyk byl silny,
          wiec trudno mu bylo to ograniczyc) lamanie tych postanowien - i tak
          kilka razy w roku, az do skutku. W koncu sam stwierdzil, ze tak byc
          nie moze, ze to niszczy nasz zwiazek, i ze zamiast prowadzic zycie
          erotyczne egoistycznie, po singielsku, we wlasnej wyobrazni - lepiej
          skoncentrowac sie na zonie, oraz korzystac z niej poki mloda i
          atrakcyjna ;-) Od tego czasu bardzo sie poprawilo, maz twierdzi, ze
          opracowal sobie nawet specjalny wewnetrzny system prewencyjny ;-)
          Trzeba tylko chcec - i to wlasnie Twoj MAZ musi sobie uswiadomic, ze
          zeby uczynic Cie szczesliwa (a wydaje sie, ze mu na tym zalezy) i
          utrzymac zwiazek, musi sam chciec zmienic ten swoj schemat "ochota
          na seks -> prysznic + reka"...
          • majka_144 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 26.11.08, 14:22
            glamourous napisała:

            > Coz, mialam podobna sytuacje,...No coz, trwalo to ponad rok, moze
            > nawet 2 lata : mimowolne odkrywanie sladow jego masturbacji,
            > rozmowy, tlumaczenia, lzy, postanowienia poprawy (nawyk byl silny,
            > wiec trudno mu bylo to ograniczyc)

            2 lata?? Ja nie wytrzymam tyle czasu nigdy. I to dwa lata jak facet
            chciał współpracować, a co jeśli się wszystkiego wypiera? Ja już się
            od niego oddalam, u nas już z super atmosfery robi się mocno
            kiepska, z tym problemem zawieszonym gdzieś w powietrzu i nie
            poruszanym przez nikogo. My już wybuchamy o byle co, bo ja jestem
            sflustrowana, a On czuje sie przypierany do muru mimo że ja o tym
            nie gadam na okrągło. Ja zaczynam go nie znosić za te upokorzenia,
            za to że muszę konkurować z jego ręką, choć wystarczyłoby żeby
            powiedział "Słonko, może dziś tylko lodzik, nie mam ochoty na nic
            więcej" Jak może być takim egoistą i leniem? Bo On wie jak ja się
            czuję, jest bardzo wyczulony na moje nastroje, a mimo to ma to w
            dupie. I cały czas się zastanawiam, dlaczego to ja mam go wspierać i
            poświęcać się, a On nawet nie chce przyznać że to robi??? Bo co? Bo
            może dzięki temu będzie miał troche więcej czasu zanim będzie musiał
            się w końcu skupić na żonie?

            I jeszcze jedno, dlaczego On to robi? I to musi mieć jakiś związek z
            jego postrzeganiem mnie jako kochanki, że już go nie kręcę. Bo niby
            jak to działa: że koleś pragnie laski, ale nie chce mu się poświęcić
            nawet 15 minut żeby się z nia pokochać, woli to zrobić w łazince w 3
            minuty, ale że o niej wtedy myśli. Bzdura jakaś. Ale jeśli nawet tak
            jest, to czemu mi nie okazuje, że mnie pragnie, czemu nie mówi że mu
            się podobam, czemu nie robi tych wszystkich rzeczy, które wcześniej
            były. Bo boi się że jednak będę oczekiwała tych 15 minut uwagi? Nie
            kupuję tego.

            Przepraszam że to takie chaotyczne, mam nadzieję że w miarę
            zrozumiałe.

            Glamourous, jak Twój facet tłumaczył Ci dlaczego to robi?

            • avide Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 26.11.08, 15:13
              Wow... ;-)))
              Ileż emocji, ileż ekspresji w tej wypowiedzi ;-)))))).
              Obraź się na niego ;-)) To na pewno pomoże ;-).

              Czemu faceci to robią ? Cóż, każdy ma swoją przypadłość. Kobietą nie
              chcą seksu (oczywiście niektóre) a faceci jadą na ręcznym bo są
              leniwi (oczywiście niektórzy).

              Majka, ile czasu potrzebujesz gry wstępnej, czy łatwo z mężem
              szczytujesz ? Kto jest stroną aktywniejszą Ty czy on. Kto więcej się
              męczy FIZYCZNIE w łóżku jak sie kochacie. Ty leżysz, a on Cię
              bzyka ? Jak to jest. Odpowiedz sobie nie te pytania a zrozumiesz być
              może dlaczego facet czasami wybera własną rękę niz chętną żonę.

              Czasami po seksie, z żoną jestem padnięty jak po naprawde dobrym
              treningu. Lubię ten "sport" jednak czasami wiem, że ta chwila
              przeyjemność (czytaj: orgazm) baaardzo dużo kosztuje zachodu.
              A z własną ręką jest szybciej, łatwiej, prościej. Może nie
              koniecznie przyjemniej, ale bardziej bezproblemowo. Nie trzeba
              myśleć o kobiecie, prosto zmierzasz do celu itd. To sie gdzieś tam
              bilansuje.

              Nie mniej rozumiem Twoje zbulwersowanie. On ma problem a to TOBIE
              każą z nim walczyć.
              I teraz najlepsze. Wiesz Majka, możesz się wsciekać, pieklić itp.,
              ale to TY masz problem z męża seksualnością. Albo go porządnie
              opieprzysz i zwalczysz ową przypadłość jak zwalczała ją Glamour
              przez prawie 2 lata, albo ... rozwiedziesz się z frustracji
              seksualnej lub zaczniesz zdradzać w zależności od tego jaki jest
              Twój kręgosłup moralny.

              Smutne to, ale tak właśnie jest. Dlatego wiedz, że teraz mimo iż
              problem jest męża, tak naprawdę wasze małżeństwo jest w Twoich
              rękach.
              Olejesz to, uniesiesz się dumą, skończy się jak pisałem. Pochylisz
              czoła nad de facto nie swoim problemem, może to uratujesz.
              Decyzja należy do Ciebie.
              Pozdarwiam
              Avide.
              • majka_144 Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 26.11.08, 21:53
                avide napisał:

                > Wow... ;-)))
                > Ileż emocji, ileż ekspresji w tej wypowiedzi ;-)))))).
                > Obraź się na niego ;-)) To na pewno pomoże ;-).

                To przez to że dziś go nakryłam na zabawach pod prysznicem :)


                > Majka, ile czasu potrzebujesz gry wstępnej, czy łatwo z mężem
                > szczytujesz ? Kto jest stroną aktywniejszą Ty czy on. Kto więcej
                się męczy FIZYCZNIE w łóżku jak sie kochacie. Ty leżysz, a on Cię
                > bzyka ? Jak to jest.

                Jestem bardzo różna. Szybki numerek przed wyjściem do pracy, godzinna
                kąpiel, całodniowy maraton. Dziesięc szybkich ruchów rano... Jeśli
                chodzi o grę wstępną to jestem rozpalona jak się tylko popatrzy. A od
                robienia lodzika jestem uzależniona. Po prostu to uwielbiam :) Więc
                to nie oranie w polu za każdym razem... Raz jestem aktywna, raz
                posłyszna, grzeczna, niegrzeczna...do wyboru, do koloru, tylko brac
                :))


                > Nie mniej rozumiem Twoje zbulwersowanie. On ma problem a to TOBIE
                > każą z nim walczyć.
                > I teraz najlepsze. Wiesz Majka, możesz się wsciekać, pieklić itp.,
                > ale to TY masz problem z męża seksualnością. Albo go porządnie
                > opieprzysz i zwalczysz ową przypadłość jak zwalczała ją Glamour
                > przez prawie 2 lata, albo ... rozwiedziesz się z frustracji
                > seksualnej lub zaczniesz zdradzać w zależności od tego jaki jest
                > Twój kręgosłup moralny.
                >
                > Smutne to, ale tak właśnie jest. Dlatego wiedz, że teraz mimo iż
                > problem jest męża, tak naprawdę wasze małżeństwo jest w Twoich
                > rękach.
                > Olejesz to, uniesiesz się dumą, skończy się jak pisałem. Pochylisz
                > czoła nad de facto nie swoim problemem, może to uratujesz.
                > Decyzja należy do Ciebie.
                > Pozdarwiam
                > Avide.

                Jesteś niesamowity. Oddałam dużo, żeby mój mąż powiedział do mnie jak
                Ty - żebym mu pomogła i żebyśmy razem to pokonali. Bo On sobie nie
                radzi, ale nie potrafi tego zmienic. Wtedy zrobię wszystko. A na
                razie to On stawia warunki, że walczymy ze sobą i przeciwko sobie.
                Ale co nas nie zabije... Pokonam to jego lenistwo i egoizm.

            • glamourous Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 26.11.08, 16:09
              majka_144 napisała:

              > Glamourous, jak Twój facet tłumaczył Ci dlaczego to robi?

              No wiec tak. Po pierwsze wytrzymalam te prawie 2 lata uzerania sie z
              onanizujacym sie mezem tylko dlatego, ze on nie odmawial mi seksu
              zupelnie jak Twoj, i ta swoja masturbacyjna dzialalnosc
              prowadzil rownolegle do naszej lozkowej. W sumie inna kobieta bylaby
              pewnie zadowolona z seksu 2 x w tygodniu przeplatanego mezowska
              samotna masturbacja, ja jednak jako mloda mezatka bylam idealistka,
              w dodatku ze sporymi potrzebami. Kiedy wiec po namietnym numerku
              mialam za np. 48 godzin ochote na replay, a maz zasuwal mi tekst "no
              jak to - znowu? przeciez przedwczoraj sie kochalismy - dzis nic z
              tego, jestem ZMECZONY" krew mnie zalewala, bo zdarzalo sie to jak na
              mohj gust ZBYT czesto. Wybadalam, ze on "nie mial ochoty" i odrzucal
              mnie wtedy, kiedy akurat tego samego dnia odbyl sesyjke z wlasna
              reka, po prostu juz mu sie nie chcialo. To byl dla mnie dobry
              argument w naszych dyskusjach :"pomysl, ze jezeli znow to zrobisz, a
              potem mnie po raz kolejny odtracisz, znowu bedzie miedzy nami kwach.
              Nie byloby milej zwrocic sie z ta ochota na orgazm do mnie i dostac
              chocby milego, namietnego lodzika?" (moj akurat lodziki uwielbia
              pasjami, wiec skusila go ta propozycja ;-))

              A jak on tlumaczyl swoj onanizm? Starym przyzwyczajeniem z czasow
              singielstwa (dlugo byl sam), oraz - przyparty do muru - checia
              pofantazjowania od czsu do czasu o innych laskach (to akurat
              normalne, ma tak prawie kazdy facet - tak objawia sie ich
              poligamiczna natura i nie ma sie co obrazac na fakty) Zawarlismy
              wiec deal, ze niech sie sobie tam podnieca kim chce, ale niech z
              realizacja tego podniecenia zwroci sie do mnie ;-) Wtedy wilk bedzie
              syty i owca cala. I rzeczywiscie - od ponad roku odkad przestal (lub
              powaznie ograniczyl) onanizm, kochamy sie o wiele czesciej, on nie
              odmowil mi praktycznie ani razu, a sam inicjuje seks tez o wiele
              czesciej niz kiedykolwiek. Po prostu "dziura" przez ktora wyciekalo
              jego libido zostala zatkana i problem braku ochoty praktycznie
              zniknal ;-)
        • bi_chetny Re: żyjemy jak wpółlokatorzy, co robić? 26.11.08, 12:51
          właduj się do łazienki i wymasturbuj go ręcznie, oralnie czy jak chcesz. tylko
          nie pytaj, a złap go i zró co trzeba. Jeśli będzie się bronił i nie będzie
          chciał, to problem jest poważniejszy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka