Dodaj do ulubionych

Magnetyzm zmysłów.....

12.12.08, 14:49
Pewnie każdy z nas spotkał (a jeśli nie, to pewnie spotka) w swoim życiu
osobę, która niesamowicie mocno oddziaływała na wszystkie nasze zmysły. Nie
mam na myśli sfery uczuć, bardziej chodzi mi o fizyczność.

Jedni nazywają taką przypadłość fatalnym zauroczeniem, inni mówią - zwierzęcy
pociąg, sycylijski piorun, magnetyzm zmysłów itd. Istnieje wiele określeń na
opisanie tego niezwykłego stanu, ale chyba żadne z nich tak do końca nie
oddaje wszystkiego, co człowiek trafiony czuje w obecności takiego (używając
formowej terminologii;)) seksualnego Graala. Niesamowite napięcie erotyczne,
iskry przeskakują, krew się burzy, a wyobraźnia podsuwa coraz bardziej
wyuzdane wizje aktów seksualnych z tą osobą.

Jedni nie zważając na konsekwencje, całkowicie poddają się instynktowi.
Ulegają tej fascynacji, czerpią garściami, rzucając się w wir szalonej
namiętności. Inni z obawy, a raczej ze strachu przed tym, że stracą panowanie
nad własnym życiem, bronią się dusząc w sobie dzikie żądze. Przechodzą obok,
nigdy nie skonsumowawszy tej znajomości.

Moje pytanie kieruję gównie do tej pierwszej grupy - jak było PO??? Czy
rozbudzone oczekiwania, rozpalone zmysły itd. znalazły przełożenie w
rzeczywistości? Był wielki gejzer namiętności, czy wręcz odwrotnie – ogromne
rozczarowanie?

Jak sądzicie, czy takie silne seksualne oddziaływanie jest gwarantem
doskonałego seksu z tą osobą? Czy może nie ma to żadnego znaczenia, bo i tak
decyduje dopiero kontakt fizyczny. Ci co "przeszli obok" mają czego żałować
czy zaoszczędzili sobie rozczarowań?
Obserwuj wątek
    • elawacja Re: Magnetyzm zmysłów..... 12.12.08, 15:05
      zdarzyło mi się. Byłam jak zahipnotyzowana.
      Kochanek z niego, okazało się, jak z koziej d... trąba, ale mimo to było to
      nieziemskie przeżycie. Cóż, widocznie miał (ma) dobry zestaw genów, albo moja
      wyobraźnia stworzyła to pragnienie podsycając ognień w głowie i ciele.
      Pozdrawiam wszystkich namiętnych walniętych piorunem sycylijskim ( po tym już
      inaczej odbiera się zmysłowo świat)
    • wiek_chrystusowy Re: Magnetyzm zmysłów..... 12.12.08, 15:10
      A ja z tej drugiej grupy :P I niczego nie zaluje. Chlopak, poza tym ze dzialal
      na mnie jak nikt, nie przeszedl wielu waznych testow. Jestem pewna, ze wcale nie
      byloby nam dobrze razem pomimo mozliwego rewelacyjnego seksu (przynajmniej na
      poczatku rewelacyjnego). Sama chemia, chocby nie wiem jak silna, to o wiele za
      malo, zeby sie udalo. A bycie z kims tylko dla bzykania, to nie moja bajka.
      • avide Re: Magnetyzm zmysłów..... 12.12.08, 15:25
        Myślę, że troszeczkę pomyliłaś pewne rzeczy.
        Chodziło o seks a nie o związek na całe życie. O to czy z takim osobnikiem ów
        magnetyzm jest niejako gwarancja boskiego seksu, a nie udanego związku.
        Wg mnie jest BARDZO DUŻA szansa na to, że seks będzie po prostu zajebisty. Nawet
        jeżeli owa osoba okaże się "technicznie" zupełnie przeciętna lub nawet słaba w
        sztuce Ars Amandi.
        W drugą stronę zaś, czyli biegły kochanek, jeżeli nie jest sam w sobie
        wystarczająco pociągający może stawać na głowie i niewiele wskóra.
        Dlatego właśnie jeżeli chodzi o łóżku jestem święcie przekonany (ZWŁASZCZA w
        przypadku kobiet) że słowa Glam są tutaj święte:
        "Nie ważne jak, ważne z kim."

        Związek na dłuższą metę z takim człowiekiem... to zupełnie inna para kaloszy.
        • wiek_chrystusowy Re: Magnetyzm zmysłów..... 12.12.08, 15:30
          to, o co komu chodzi, to wlasnie kwestia roznych bajek :P
          Powtorze, bo nie zalapales: bycie z kims tylko dla bzykania, to nie moja bajka.
    • avide Re: Magnetyzm zmysłów..... 12.12.08, 15:16
      Zacytują naszą forumową Glam:
      "Nie ważne jak, ważne z kim"
      AMEN !!!

      Jest dokładnie tak jak piszesz. Raz w życiu daaaawno temu przeżyłem coś
      takiego. Wiem jedno, mam co wspominać po wsze czasy.
      Myślę, że takie coś jak najbardziej się sprawdzi na krótka metę. Jak opadnie
      pierwsza ekstaza, i za owym magnetyzmem nie pójdzie cała reszta to pomimo
      boskiego seksu i tak wszystko się rozleci na kawałki.
      Nie mniej, seks z ową osobą, przynajmniej ten co ów magnetyzm przeżył będzie
      jednym z cudowniejszych wspomnień.
      Zatem, tak, jest czego żałować.
      Natomiast na pytanie czy zawsze warto się skusić i dać ponieść temu magicznemu
      magnetyzmowi oczywiście odpowiadam: To zależy, od baardzo wielu rzeczy.
      • avide PS.. 12.12.08, 15:19
        Pamiętam, że nie wiem czemu, ale byłem święcie przekonany, że z nią będzie
        mi/nam po prostu bosko. Po prostu wiedziałem i już. Czułem to. No i było. Czy
        jej też ? Myślę że tak, to się widzi, słyszy i czuje.
        • bi_chetny Re: PS.. 12.12.08, 15:24
          było. raz. wiedziałem że będzie bosko i było bosko
    • nawrocona5 Re: Magnetyzm zmysłów..... 12.12.08, 15:40

      >.Niesamowite napięcie erotyczne,
      > iskry przeskakują, krew się burzy, a wyobraźnia podsuwa coraz bardziej
      > wyuzdane wizje aktów seksualnych z tą osobą.
      >ca
      Tak było..
      Zgadza się wszystko. Wyobraźnia podsuwała.:) Pociąg seksualny -
      nieprawdopodobny, z obu stron.
      Nigdy wczesniej nikt na mnie tak nie podziałał - przy dotknięciu, pocałunku
      czułam coś w rodzaju kopnięcia w podbrzusze, a nie żadne tam motylki:)))
      Miałam uczucie, jakby to z hukiem przemieszczał sie mój ośrodek decyzyjny się i
      spadał metr poniżej swej właściwej lokalizacji:D
      A naprawdę nigdy wcześniej nie należałam do osób, które myślą ....ą:)

      Sam seks był w pewnym sensie rozczarowaniem. Co prawda byłam jak w transie,
      pozbawiona woli i zahamowań jak nigdy w zyciu, ale po wszystkim czułam, że MNIE
      nie o to w seksie chodzi.
      Inne obyczaje ,inne potrzeby, inna wrażliwość - ot co:)
      Brak tej intymności,porozumienia, które powinno tworzyc się między ludźmi w
      takiej sytuacji - nawet jesli to tylko przygoda na chwilę.

      Były jeszcze dwie sytuacje, kiedy spotkanie kończyło się seksem, mimo mojego
      wczesniejszego przekonania, że do tego nie dojdzie:)). Zwierzęcy magnetyzm
      działał nadal,
      chociaż wiedziałam, że nie będzie takiej satysfakcji, jakiej bym oczekiwała. To
      było silniejsze ode mnie. Idiotyczne.

      Od początku wiedziałam, że nie będzie z tego nic, żaden "partner
      krótkoterminowy":) i to z powodów innych niż seks.
      Facet atrakcyjny ale zupełnie nie do zaakceptowania tzw "druga strona medalu". A
      jednak jedyną metoda na uwolnienie się od tej fascynacji było całkowite unikanie
      kontaktów.













      • femme.fatale1978 Re: Magnetyzm zmysłów..... 12.12.08, 16:19
        Jak na razie podział głosów i opinii forumowiczów przebiega według podziału....
        płci! :)
        Panowie są z opcji - czułem że będzie bosko i było, panie - czułam że będzie
        bosko a było tak sobie.

        Avide doskonale doprecyzował to, co miałam na myśli. Nie chodziło mi o żaden
        związek, krótko czy długo terminowy, tylko o seks. Najczęściej tak bywa, że
        zwierzęcy magnetyzm przyciąga nas do ludzi, którzy w roli życiowego partnera się
        nie sprawdzają :(
        • wwwybredna Re: Magnetyzm zmysłów..... 12.12.08, 18:21
          Opierałam się długo,ale w końcu uległam...
          Miało być bosko i...było:))

          Będę to pamiętać do końca życia.Facet super jako kolega,ale na pewno
          nie na całe życie.
    • navinna Re: Magnetyzm zmysłów..... 12.12.08, 19:11
      Czułam ze będzie bosko i było:), nigdy wcześniej ani potem nie
      przezyłam takiego seksu, zdarzyło mi się cos czego nawet oboje sie
      wystraszylismy bo ...przestałam odczuwać czucie w nogach w trakcie
      jednej jazdy bez trzymanki:P - totalny zwierzęcy atawizm...
      Z pewnością nie mogłabym byc z nim na stale, chociaz bylismy bardzo
      wtedy z sobie zakochani, ale teraz z perspektywy czasu wiem ze to
      było cos bardziej w rodzaju snu na jawie, projekcji marzen niż
      jakiejkolwiek namiastki realnego zycia
      Mimo tego ze jestem jeszcze młoda, przez to na jakim etapie zycia
      teraz jestem, uwazam ze niczego takiego w zyciu juz nie przezyje,
      ...w gruncie rzeczy cholernie za nim tęsknię...
    • glamourous Re: Magnetyzm zmysłów..... 12.12.08, 22:29
      Fajny watek i ciekawe pytanie.

      Piorun sycylijski trafil mi si tylko raz w zyciu. Cholerne motylki, uczucie
      "kopa w podbrzusze", orgazmy niemalze na sama mysl o tym facecie. A pierwszy
      seks z nim? No coz, to juz nie bylo takie oczywiste. Moje doswiadczenie w tej
      materii wygladalo mniej wiecej tak jak u nawroconej5. Pozwole sobie zacytowac
      fragment jej posta ktory moglabym wlasciwie napisac sama :

      > Sam seks był w pewnym sensie rozczarowaniem. Co prawda byłam jak w > transie,
      pozbawiona woli i zahamowań jak nigdy w zyciu, ale po
      > wszystkim czułam, że MNIE nie o to w seksie chodzi.
      > Inne obyczaje ,inne potrzeby, inna wrażliwość - ot co:)


      Niemniej pociag fizyczny byl tak silny, bylam tak bardzo napalona ze mialam w
      nosie technike, orgazmy, dlugosc stosunku, gry wstepnej i wszystkie inne
      normalnie istotne sprawy. Liczyl sie tylko sam fakt bycia z nim w lozku, jego
      obecnosc, zapach, i fakt, ze to byl wlasnie ON. Pamietam, ze przed pierwszym
      razem z moim obecnym mezem (bo to on wlasnie byl tym piorunem sycylijskim)
      rozgoraczkowana zwierzalam sie przyjaciolce "nie wazne, czy ma duzego, czy
      malego - dla mnie to on moglby nawet zupelnie nie miec fiuta, a i tak byloby mi
      z nim bosko" I tez do dzis nie wiem, czy to kwestia graalowatosci jego genow czy
      tez jakiegos innego rodzaju kompatybilnosc, fakt, ze pomimo iz sam seks nie byl
      jakims niesamowitym fajerwerkiem (a przynajmniej nie od razu) fajerwerkiem byla
      juz sam fakt mojej obecnosci w jego lozku :-)

      I epilog : Po wspolnym zamieszkaniu zycie szybko pokazalo, ze cholerny pociag
      fizyczny to jednak nie wszystko, bo kompatybilni lozkowo to my za bardzo nie
      jestesmy... Tak jak napisala nawrocona5 : inne obyczaje, inne potrzeby, inna
      wrazliwosc...

      Nie mniej potwierdzam moje niegdysiejsze stwierdzenie, ktore przypomnial powyzej
      Avide : nadal wole niespecjalny technicznie seks z facetem ktory jest nawet
      lekko "lefty" ale mnie kreci do bolu - niz perfekcyjna technike z mistrzem ars
      amandi, ktory srednio dziala na moje zmysly...
    • oops_dei Re: Magnetyzm zmysłów..... 13.12.08, 12:40
      Z magnetyzmu zmysłów postanowiłam zrobić związek. Wyszedł jedyny związek w moim
      życiu, które naprawdę żałuję, zupełne niedopasowanie we wszystkich możliwych
      aspektach. Ogólnie wydaje mi się, że taki magnetyzm, jeśli jest niesamowicie
      intensywny i trwa dłużej niż do pierwszej nocy, łatwo pomylić z miłością.

      A może tylko kobiety tak mają? A może tylko ja? :)
    • yoric Re: Magnetyzm zmysłów..... 13.12.08, 14:47
      Zdecydowanie zgadzam się, że "nieważne jak, ważne z kim".

      Osobiście od dłuższego czasu nie poczułem takiego 'magnetyzmu' i trochę zaczyna
      mi go brakować. Jakkolwiek to zabrzmi :) parę razy miałem wrażenie 'w drugą
      stronę' :).

      I tu moje pytanko - czy jak kobieta spotyka takiego gościa, który oddziałuje na
      nią w sposób opisany wyżej, to czy zdarza się, że mimo wszystko powstrzymuje się
      od seksu (tzw. LMR)? Czy też wtedy namiętność jest tak silna, że kompletnie nie
      da rady?

      Pozdrawiam
      • triss_merigold6 Re: Magnetyzm zmysłów..... 13.12.08, 16:11
        Tak. Okoliczności były sprzyjające, alkohol, łóżko ale do seksu poza
        całowaniem się nie dopuściłam. Nie z nadmiaru cnoty, bynajmniej.
        Facet działał na mnie tak, że mimo kompletnego amoku wiedziałam, że
        uzależniłabym się od niego po pierwszej akcji a układ byłby z tych
        trudnych i na dłużsżą metę niesatysfakcjonujących. Czyli nie dałam
        dla własnego zdrowia psychicznego.P

        Z drugim moim piorunem sycylijskim żyję od dwóch lat i jest dobrze.
        Też mało typowy układ, bo za nim się zeszliśmy bywaliśmy razem co
        jakiś czas (co kilka lat)na krótko, czasem na jedną noc, czasem na
        kilka tygodni.
        • prezes_pan Re: Magnetyzm zmysłów..... 13.12.08, 16:37
          Magnetyzm zmysłów jest zwykle odwrotnie proporcjonalny do harmonii umysłów.

          A na samej chemii ciężko się buduje związek.

          Ps. Nie wszystkie opisane przypadki dotykają zjawiska, o które chodziło
          założycielce wątku.
          • eeela Re: Magnetyzm zmysłów..... 14.12.08, 01:49
            > Magnetyzm zmysłów jest zwykle odwrotnie proporcjonalny do harmonii umysłów.

            Odważne sformułowanie. Czy czymkolwiek konkretnym poparte, czy ot takie sobie
            widzimisię?
            • prezes_pan Re: Magnetyzm zmysłów..... 15.12.08, 12:15
              eeela napisała:

              > > Magnetyzm zmysłów jest zwykle odwrotnie proporcjonalny do
              harmonii umysłó
              > w.
              >
              > Odważne sformułowanie. Czy czymkolwiek konkretnym poparte, czy ot
              > takie sobie widzimisię?

              "Trynd" zaobserwowany na podstawie obserwacji uczestniczącej i
              wywiadu środowiskowego (męskiego). Jak każda teoria w naukach
              humanistycznych może być błędna;-)
              • eeela Re: Magnetyzm zmysłów..... 15.12.08, 12:18
                Ja mam zupełnie inne obserwacje. Mianowicie takie, że nie ma reguły. Trudno mi
                nawet zadeklarować, że widzę jakąkolwiek większość czy przewagę po którejkolwiek
                ze stron. Może dlatego, że ów magnetyzm jest zjawiskiem stosunkowo rzadkim, a ma
                zarazem bardzo zróżnicowane scenariusze rozwoju.
          • femme.fatale1978 Re: Magnetyzm zmysłów..... 16.12.08, 12:36
            prezes_pan napisał:

            > Magnetyzm zmysłów jest zwykle odwrotnie proporcjonalny do harmonii umysłów.
            >
            > A na samej chemii ciężko się buduje związek.



            A czy można zbudować związek bez tej szalonej chemii?
            • eeela Re: Magnetyzm zmysłów..... 16.12.08, 13:19
              Oczywiscie, ze mozna. Budowalo sie je bez chemii przez tysiaclecia i nadal sie
              buduje.
              • bi_chetny Re: Magnetyzm zmysłów..... 16.12.08, 14:29
                eeela, masz całkowitą rację. Czasem nawet kobieta ucieka od chemii, nie wierząc
                że może być z tego normalny związek :)
              • femme.fatale1978 Re: Magnetyzm zmysłów..... 16.12.08, 14:33
                Dom nad urwiskiem też można zbudować, tylko jaka będzie jego trwałość?
                • bi_chetny Re: Magnetyzm zmysłów..... 16.12.08, 14:42
                  ale zawsze wiemy, że jest tylko chemia ? czasem może być i chemia i cała reszta.
                  • femme.fatale1978 Re: Magnetyzm zmysłów..... 16.12.08, 15:07
                    bi_chetny napisał:

                    > ale zawsze wiemy, że jest tylko chemia ? czasem może być i chemia i cała reszta
                    > .
                    >


                    IDEAŁ, który w przyrodzie nie występuje ;)
                    • bi_chetny Re: Magnetyzm zmysłów..... 16.12.08, 15:24
                      cholera :D
                • eeela Re: Magnetyzm zmysłów..... 16.12.08, 15:22

                  > Dom nad urwiskiem też można zbudować, tylko jaka będzie jego trwałość?

                  Porównanie bez najmniejszej racji bytu. Aranzowanie związku na podstawie
                  podobieństw charakterów, w obrębie tej samej klasy społecznej, ludzi o podobnych
                  dążeniach i uzupełniających się ambicjach absolutnie nie wpisuje się w takie
                  porównanie - a tak właśnie przez tysiąclecia aranżowano związki, i do dziś się
                  to czyni, choć już nie tak powszechnie. Istnienie chemii jako warunek do
                  powstania związku to zachcianka bardzo niedawnych czasów, jakimś dziwnym trafem
                  idąca ręka w ręke z popularyzacją rozwodów.
                • avide Re: Magnetyzm zmysłów..... 16.12.08, 17:45
                  femme.fatale1978 napisała:
                  > Dom nad urwiskiem też można zbudować, tylko jaka będzie jego trwałość?


                  ;-))) jeżeli wspomnianym urwiskiem będzie akurat kawał solidnej skały której
                  skruszał tylko ostatni fragment, obawiam się że taki dom może przetrwać setki
                  lat ;-).
                  Taka metafora ;-).
      • oposka Re: Magnetyzm zmysłów..... 13.12.08, 21:48

        > I tu moje pytanko - czy jak kobieta spotyka takiego gościa, który oddziałuje na nią w sposób opisany wyżej, to czy zdarza się, że mimo wszystko powstrzymuje się od seksu (tzw. LMR)? Czy też wtedy namiętność jest tak silna, że kompletnie nie da rady?

        jest ciężko ale można nad tym zapanować
        wszystko zależy od miejsca i danej sytuacji
      • glamourous Re: Magnetyzm zmysłów..... 13.12.08, 22:25
        yoric napisał:

        > I tu moje pytanko - czy jak kobieta spotyka takiego gościa, który > oddziałuje
        na nią w sposób opisany wyżej, to czy zdarza się, że mimo >wszystko powstrzymuje się
        > od seksu (tzw. LMR)? Czy też wtedy namiętność jest tak silna, że
        > kompletnie nie da rady?


        Jesli chodzi o mnie, to z tym facetem nie mialam nawet sladu LMR'u, chociaz
        raczej w moich zwyczajach nigdy nie lezalo blyskawiczne wskakiwanie facetom do
        lozka. No, ale w tym przypadku puscily kompletnie wszystkie hamulce. I - co
        jeszcze ciekawsze - mialam cholerna, nieprzeparta ochote na seks z nim bez
        zabezpieczenia. Pamietam, ze myslalam sobie "mam nadzieje ze on nie bedzie sie
        upieral przy gumce". Po prostu za bardzo go pragnelam zeby "odgradzac sie" od
        niego jakims kawalkiem lateksu, chcialam poczuc go do konca i kazym milimetrem.

        Czyli jednak nawet skadinad rozsadna kobieta potrafi w amoku hormonalnym
        kompletnie stracic rozum i kontrole ;-)
      • eeela Re: Magnetyzm zmysłów..... 14.12.08, 01:46

        > I tu moje pytanko - czy jak kobieta spotyka takiego gościa, który oddziałuje na
        > nią w sposób opisany wyżej, to czy zdarza się, że mimo wszystko powstrzymuje si
        > ę
        > od seksu (tzw. LMR)? Czy też wtedy namiętność jest tak silna, że kompletnie nie
        > da rady?

        Ja nie umiem na to pytanie odpowiedzieć inaczej, niż za siebie. Ja nie
        potrafiłam sie opierać. Ale to nie znaczy, że żadna kobieta się nie oprze.
      • femme.fatale1978 Re: Magnetyzm zmysłów..... 16.12.08, 13:12
        yoric napisał:


        > I tu moje pytanko - czy jak kobieta spotyka takiego gościa, który oddziałuje na
        > nią w sposób opisany wyżej, to czy zdarza się, że mimo wszystko powstrzymuje si
        > ę
        > od seksu (tzw. LMR)? Czy też wtedy namiętność jest tak silna, że kompletnie nie
        > da rady?
        >
        > Pozdrawiam


        Różnie to bywa, nie ma jednej odpowiedzi. Wiele zależy od osobowości kobiety, od
        momentu w jakim w życiu się znajduje, od "obiektu pożądania" itd.
        Miałam dwie takie sytuacje, w pierwszym przypadku z trudem "przeszłam obok", w
        drugim już nie. Dwie różne decyzje, lecz żadnej z nich nie żałuję. No może
        troszkę żałuję jednego, że z żadnym z tych mężczyzn nie udało się stworzyć
        czegoś trwałego i pięknego... Ale jak to już ktoś tutaj napisał - chemia (nawet
        ta najsilniejsza) to za mało żeby zbudować związek :/
    • killarney5 Re: Magnetyzm zmysłów..... 13.12.08, 16:27
      Było nieziemsko. Ci, którzy tego nie przeżyli, niech żałują - bo to przeżycie
      nieporównywalne z niczym. A u nas był jeszcze ciąg dalszy - wbrew wszystkiemu bo
      racjonalnie to czyste szaleństwo. Jednak trwa nadal - wraz z magnetyzmem.
    • brezal Re: Magnetyzm zmysłów..... 13.12.08, 16:56
      kto nie przeżył dzikiej żądzy, ten nie zrozumie.....moja fascynacja trwała
      cztery lata i muszę przyznać, że pomimo cholernych problemów wszelakiej maści
      był to czas najintensywniejszych doznań cielesnych i duchowych!Na szczęście
      rozsądek wziął górę i odeszłam do nie wzbudzającego we mnie ekscytacji ale za to
      stabilnego emocjonalnie i finansowo mężczyzny!czy żałuję?każdej nocy.....
    • elawacja Re: Magnetyzm zmysłów..... 13.12.08, 17:24
      Zauważyłam pewną prawidłowość : magnetyzm zmysłów nie idzie w parze z
      magnetyzmem intelektu czy też wrażliwości. Możliwe, że to sztuczka natury, która
      kieruje nas w stronę osób odmiennych, nieraz skrajnie, po to aby wydać na świat
      silne potomstwo ( silnie nie tylko fizycznie, ale też bardziej bogate w
      psychiczne walory) A może - jest inaczej i magnetyzm dopada nas, bo strategia
      bycia razem nie polega na kompromisach jakie trzeba przedsięwziąć aby związek
      przetrwał, więc w grę nie wchodzą żadne hamulce? Nie wiem.
      W moim przypadku ciekawe było to, że obiekt mojego pożądania nie podobał mi się
      nawet fizycznie, nie był po prostu w moim typie! Nie mogę do dziś uwierzyć, że
      spędziłam błogie chwile z kimś, kto wg moich standardów nie jest atrakcyjny.
      Również pod względem osobowości nie pasował do mnie, miał odmienne poczucie
      humoru, sposób widzenia świata, wyrażania się, inna emocjonalna wrażliwość i
      nawet inne priorytety życiowe. Mimo to uważałam że on idealnie do mnie pasuje i
      do dziś nie wiem dlaczego. Dziwne jest też to, że sam seks choć był pełen
      zaangażowania, nie sprawił mi radości, wprawił mnie potem w przygnębienie. Może
      dlatego, że obiekt pożądania okazał się mało biegłym kochankiem, nie tyle pod
      względem technicznym ( był wytrwały, to muszę przyznać), ale mało czuły. A ja
      potrzebuję czułości aby zaznać spełnienia, sam orgazm jest fizjologiczną reakcją
      pozbawioną głębi.

      • eeela Re: Magnetyzm zmysłów..... 14.12.08, 01:51
        > Zauważyłam pewną prawidłowość : magnetyzm zmysłów nie idzie w parze z
        > magnetyzmem intelektu czy też wrażliwości.


        Ja takiej prawidłowości nie zauważam.
    • aandzia43 Re: Magnetyzm zmysłów..... 13.12.08, 17:35
      Był sycylijski piorun, była piorunująca konsumpcja i wielokrotne na
      przestrzeni lat bisowanie. Było intelektualne porozumienie, częste
      chwile emocjonalnego współbrzmienia i nawet coś na kształt dusz
      komunii. Skończyło się dawno temu. A zaczęło się od jednej nocy i
      jednego przypadkowego pocałunku.
    • nawrocona5 Re: Magnetyzm zmysłów..... 13.12.08, 17:36
      I zawsze
      > istnieje to ryzyko, że gdy spróbuję, okaże się przeciętnie, a moj
      > mąż jest w tej dziedzinie wirtuozem.

      Ryzyko w takich sytuacjach polega - moim zdaniem -na tym, że ktoś może okazać
      sie tak nadzwyczajnym kochankiem, że po nim już nic nigdy nie będzie nam
      smakowało:)))
      Bo jeśli przeciętnie, to łatwiej zapomnieć:)

    • eeela Re: Magnetyzm zmysłów..... 14.12.08, 01:34
      Mnie się zdarzyło dwa razy. Pierwszy, jak miałam lat siedemnaście. Do konsumpcji
      nie doszło, choć trudno powiedzieć, żebym przeszła obok okazji obojętnie.
      Walnęło mnie z miejsca, wobec faceta, na którego w zyciu bym nie pomyślała, że
      polecę - ja zbuntowana nastoletnia intelektualistka, szpanująca czytaniem
      Baudelaire'a, słuchająca ciężkiego rocka i klasyfikująca ludzi na podstawie
      tego, co czytają i czego słuchają. On - prosty górnik, Ślązak, chłopak
      sympatyczny, ale noszący białe koszule wkasane w jasne dżinsy. A mimo to
      straciłam głowę i uginały mi sie przy nim nogi. On miał lat 24 i narzeczoną,
      którą po dwóch dniach znajomości ze mną zostawił. Po następnych dwóch miesiącach
      prosiłam mamę, żeby mówiła, że mnie nie ma w domu, jak dzwonił - no nie miałam z
      nim o czym gadać, a odległość sprzyjała mojemu zapominaniu, jakie robił na mnie
      wrażenie. Nie miałam z nim seksu, nawet niezbyt daleko zaszłam we wzajemnym
      'odkrywaniu', ale od zwykłego pocałunku dostawałam zawrotów głowy.

      Drugi - mój obecny partner. Z nim, jak należy rozumieć, chętkę zrealizowałam ;-)
      W miarę szybko zresztą. Początki wspominam jako pasmo dzikiej radości, która
      wybuchała ze mnie w niespodziewanych momentach (na przykład podczas zakupów albo
      na seminarium nachodziło mnie nocne wspomnienie i miękły mi nogi). Byłam też
      wówczas bardzo niecierpliwa. Mój chłop został wychowany w wielkim szacunku dla
      kobiet, i zawsze niezwykle uważał, żeby nie przekroczyć granicy tego, czego
      mogłabym sobie nie zyczyć. Ja chciałam, żeby rzucał się na mnie bez przerwy i
      ciągle tarmosił, on za kazdym razem delikatnie badał za pomocą metody drobnych
      kroków, czy można. Ja bałam się zbytnio okazywać targajace mną emocje, żeby nie
      wyjść na jakąś szaloną babę, która jest na wszystko gotowa od samego początku z
      każdym po kolei facetem, on bal się mnie zrazić bardziej odwaznymi posunięciami
      ;-) Ale z czasem spotkaliśmy się we właściwym punkcie :-)

      Seks z nim jest najlepszy, jaki miałam w życiu. Nie mówię, że idealny, bo widzę
      pole do ulepszeń, ale lepszego nie miałam - i technicznie, i ze względu na
      zbliżone potrzeby, i ze względu na tę współgrającą chemię, która mimo
      codziennego spowszednienia sprawia, że sam jego zapach potrafi mnie rozruszać.
    • yoric Re: Magnetyzm zmysłów..... 14.12.08, 04:38
      Przede wszystkim dzięki Femme za wspaniały wątek. A wspaniały głównie dlatego,
      że wypowiadają się praktycznie same babki. Opisy tych emocji - siły tych emocji
      - są piękne :). Przyznam się, że do niedawna myślałem o seksie w zupełnie innych
      kategoriach: raczej czegoś, co facet CHCE a kobieta MA (i jak się facet postara,
      to kobieta mu da). Przekonać się, że kobieta może pragnąć seksu bardziej niż
      facet - to było spore odkrycie.

      > Ps. Nie wszystkie opisane przypadki dotykają zjawiska, o które chodziło
      założycielce wątku.

      właśnie też mi się tak wydaje. Mi dwa przypadki szczególnie pasowały do schematu
      magnetyzmu :) - z tym że żadna nie poszła na całość pierwszej nocy. Dlatego też
      zadałem swoje pytanie - po odpowiedziach będę sobie pochlebiał, że to jednak był
      magnetyzm :)).
    • murakami2 Re: Magnetyzm zmysłów..... 14.12.08, 12:18
      Faceci, którzy oddziaływują na mnie fizycznie (czyli ciało, zapach, gesty, takie
      rzeczy) nigdy nie trafili ze mną do łóżka. Nie mogłam się przemóc. Nie wierzyłam
      w powodzenie takich układów. Nawet na jedną noc. Zadawałam sobie pytanie, czy
      warto i czułam, jakbym wypływała z własnego ciała, gapiła się na własne reakcje
      i mówiła: przecież to absurd.
      Za to trafiali ci, którzy imponowali mi walorami intelektu. Przeskakiwał mi
      wtedy jakiś włącznik odpowiedzialny za rozsądek i nie zastanawiałam się za bardzo.
    • loppe Re: Magnetyzm zmysłów..... 15.12.08, 12:54

      Interesujące zagadnienie, bardzo ciekawy temat.
      Uśwadomił mi, że moje największe zauroczenie i ten maksymalny
      magnetyzm właśnie pozbawiony był zupełnie tych wspomnianych w
      zagajeniu wyobrażeń o aktach seksualnych z Wybranką. Otóż ten piorun
      był tak potężny że aż na wskroś platoniczny! Była tak śliczna -
      autentycznie uważałem ją za najpiękniejszą osobę na świecie
      wliczając wszelkie filmy i aktorki, i chyba nawet taka była - że
      wystarczało mi patrzeć na nią! Rozmawiać, być. I tak, w tym totalnym
      czadzie, oparach absolutu... jakby przeoczyłem Jej explicite
      zaproszenie do przenocowania u Niej... Jak ja to zrobiłem?, nie
      rozumiem. Niesamowita magiczna historia wzlotu mojego serca, potem
      zrozumiałem ją lepiej czytając Platona.
      • loppe Re: Magnetyzm zmysłów..... 21.12.08, 15:12
        Zatem owszem - festival zmysłów wzroku i słuchu to był... przy
        jakimś zaćmieniu zmysłu dotyku
    • blacky80 Re: Magnetyzm zmysłów..... 15.12.08, 15:06
      femme.fatale1978 napisała:

      >
      > Jak sądzicie, czy takie silne seksualne oddziaływanie jest gwarantem
      > doskonałego seksu z tą osobą? Czy może nie ma to żadnego znaczenia, bo i tak
      > decyduje dopiero kontakt fizyczny.


      Myślę, że wszystko wychodzi w praniu dopiero po pierwszym kontakcie fizycznym,
      niekoniecznie po pełnym akcie seksualnym, np: po zaawansowanych pieszczotach. Z
      odległości nawet bliskiej trochę inaczej wygląd nasz obiekt i nie w pełni go
      odbieramy. Bo gdzie zapach intymny, smak, nie mówiąc już o jakiejkolwiek
      technice czy przyzwyczajeniach łóżkowych. Nagle po pierwszym seksie pociągająca,
      boska bogini okazuje się drewnianą kłodą, której nieładnie pachnie z ust i mamy
      problem. Magnetyzm pryska jak bańska mydlana.


      > Ci co "przeszli obok" mają czego żałować
      > czy zaoszczędzili sobie rozczarowań?
      >


      Mimo wszystko powinni żałować, w myśl zasady - lepiej żałować tego co się
      zrobiło, niż tego że się nigdy nie spróbowało.
    • ewolwenta Re: Magnetyzm zmysłów..... 21.12.08, 16:34
      Był piorun i trwał długo.
      W końcu wyciszył się i (jeśli już trzymać się porównań) stał się
      gorącym ogniskiem, potem ono przygasło. Rozdmuchaliśmy. Czasami
      słychać grzmoty. Mija już kilkanaście lat od tej pierwszej burzy.

      Przez ten czas zdarzyło się poczuć niepokój przy innych facetach.
      Ale nigdy tak gwałtowny. Nie korci mnie szukanie materiału do
      porównań.

      On nie miał być tym jedynym ale w chwilach ciszy było o czym pogadać
      wiec jakoś tak zeszło. A potem stwierdziłam, że chyba jestem
      wyjątkowa... a w każdym razie zawsze tak się czuję gdy on jest
      gdzieś w pobliżu. A może to on jest wyjątkowy. Dla mnie na pewno.

      • eeela Re: Magnetyzm zmysłów..... 21.12.08, 17:57
        > On nie miał być tym jedynym ale w chwilach ciszy było o czym pogadać
        > wiec jakoś tak zeszło.


        Jaki celny i zabawny zarazem opis :-)
      • bi_chetny Re: Magnetyzm zmysłów..... 22.12.08, 11:28
        ewolwenta: bardzo ładnie napisane...
        • wers-alik Re: Magnetyzm zmysłów..... 22.12.08, 14:24
          Znałem kiedyś faceta, który notorycznie doznawał piorunów i realizował je. Więcej: opowiadał o tym swojej żonie, która reagowała
          pobłażliwymi uśmiechami. I pewnego razu spotkał nimfę, którą jedynie
          zabierał na spacery wokół klombów i posiedzenia na ławeczkach w Lazienkach. Też opowiedział. Wtedy żona go rzuciła...
          • eeela Re: Magnetyzm zmysłów..... 22.12.08, 19:04
            Widocznie uznała, że spacery do Łazienek powinny pozostać na jej wyłączność :-)
            • wers-alik Re: Magnetyzm zmysłów..... 22.12.08, 20:32
              Wydaje mi się, że jesteś wystarczająco mądra, żeby się zdobyć na inny
              komentarz.
    • marika.com Re: Magnetyzm zmysłów..... 22.12.08, 22:20
      Piorun to mało powiedziane:)
      Mnie na jego widok i brzmienie głosu rozum odjęło.Gdyby nie mnóstwo ludzi wokół
      pewnie zakończyłoby się seksem tej samej nocy.Przyszło nam na to czekać aż całą
      dobę :D
      Nie miałam absolutnie żadnych oporów,wiedziałam,że to właśnie TO,albo TEN - jak
      kto woli:)
      Pretańczyliśmy i przegadaliśmy całą noc,a wieczorem dnia następnego byl seks.I
      tak zakończyłam 4 lata bez zadnego seksu:) może bez trzęsienia ziemi,ale było
      wspaniale,a "po" jeszcze lepiej.
      A jako że wszystko wydarzyło się na imprezie z okazji przyjęcia Polski do
      NATO,to ową instytucję darzę ogromnym sentymentem.

      Jestem tutaj nowa,serdecznie Was witam :)
      • jakniejatokto Re: Magnetyzm zmysłów..... 23.12.08, 00:14
        Zdarzyło się. Pierwszy raz - byłam młoda, głupia i niedoświadczona i
        "przegapiłam okazję" - po kolejnym związku w którym bardzo zdziwiłam się, że
        można absolutnie nie czuć NIC, gdy ktoś nas całuje, doszłam do wniosku,że NIGDY
        WIĘCEJ takiej okazji nie przegapię. I jak powiedziałam, tak zrobiłam - tym
        bardziej, że kolejny "piorun ognisty" był dużo silniejszy od pierwszego (a ja
        dobre 10 lat starsza) i wiedziałam, że to będzie TO - mimo, że zrobiliśmy to
        absolutnie wbrew jakiemukolwiek rozsądkowi. I to było TO - niestety skutkiem
        ubocznym była wysoko postawiona poprzeczka i rozczarowanie następnym partnerem.
        Magnetyzm trwał dobrych kilka lat - my wracaliśmy do siebie i się rozchodziliśmy
        - jak ktoś wcześniej pisał - czasem na kilka nocy, czasem na jeden szybki
        numerek. Czasem co dwa tygodnie, czasem co kilka miesięcy. Skończyło się tak jak
        zwykle się kończy - wyprowadziliśmy się do dwóch zbyt dalekich od siebie miast :)
    • aseksualna Re: Magnetyzm zmysłów..... 26.12.08, 00:26
      ee tam takie rzeczy to tylko w książakach;) naczytałaś się Mario Puzo
    • only_woman Magnetyzm zmysłów..... 29.12.08, 12:02
      pierwsze słowo, spojrzenie, dotyk....
      seks niesamowity, gorące, spocone ciała, zapach namiętnego seksu, niekończąca
      się potrzeba bycia blisko, dotyk, pocałunek, półsen... sen... i od nowa i
      najchętniej to jeszcze raz albo dwa albo cały czas...
      chemia-magnetyzm-piorun obojętnie jak, ja szczęściara (?!)dwa razy w życiu.
      wspaniałe, seks nawet gdyby był do bani to pewnie w tym szale swoich zmysłów i
      tak bym nie zauważyła:-)
      żaden nie został nawet moim chłopakiem, nawet mi to nie przyszło do głowy...
      chodziło tylko o to niesamowite przyciąganie.
      nie nie żałuję.
      warto było.
      każdemu życzę.
      • loppe Re: Magnetyzm zmysłów..... 29.12.08, 12:04

        interesujące dlaczego? dlaczego żaden nie został nawet chłopakiem
        Twoim
        • only_woman Re: Magnetyzm zmysłów..... 29.12.08, 12:21
          po co psuć coś co jest piękne albo zaczynać coś co z założenia skazane jest na
          porażkę?
          chemia się wyczerpała, kontakty towarzyskie dalej utrzymujemy.
          tyle.
    • krzysztof-lis Re: Magnetyzm zmysłów..... 29.12.08, 12:44
      > Pewnie każdy z nas spotkał (a jeśli nie, to pewnie spotka)
      > w swoim życiu osobę, która niesamowicie mocno oddziaływała na
      > wszystkie nasze zmysły.

      Nie przeżyłem niczego, co można byłoby porównać do opisywanych przez Was historii...

      Aż się boję wyobrażać sobie co będzie, gdy w końcu to mi się zdarzy.
    • yoric Re: Magnetyzm zmysłów..... 29.12.08, 13:57
      Mnie z kolei interesuje symetria tego uczucia. Tj. czy jest tak, że żeby był
      prawdziwy 'piorun', z obu stron muszą być równie intensywne emocje? Czy też może
      być tak, że jednej stronie "niebo się zwaliło na głowę", ale drugiej było "tak
      sobie"?
      • poitevin Re: Magnetyzm zmysłów..... 29.12.08, 15:01
        W moim wypadku była symetria. I to był jedyny raz w życiu, kiedy nie
        miałam żadnych wątpliwości, że druga strona czuje dokładnie to samo
        i tak samo mocno. Pożądanie czy chemia czy jak tam zwał było tak
        silne, że nie mogło być miejsca na jakąkolwiek grę czy udawanie.
        Przy nim dosłownie uginały się pode mną kolana i robiło mi się słabo.
        Oczywiście skonsumowaliśmy:) Było bosko.
        I było krótko. Całe szczęście z resztą, bo gdyby było dłużej, to
        byśmy się znielubili, a tak to każde nasze (rzadkie) spotkanie jest
        niezwykle miłe i ciepłe, i co najśmieszniejsze zupełnie pozbawione
        aspektów erotycznych.
        • loppe Re: Magnetyzm zmysłów..... 29.12.08, 15:20

          Powtarza się ten motyw uszanowania wyjątkowości spotkania, jakby
          niezgoda na to by przedłużyło się w (szarą?) codzienność...
      • eeela Re: Magnetyzm zmysłów..... 29.12.08, 16:39
        > Mnie z kolei interesuje symetria tego uczucia. Tj. czy jest tak, że żeby był
        > prawdziwy 'piorun', z obu stron muszą być równie intensywne emocje? Czy też moż
        > e
        > być tak, że jednej stronie "niebo się zwaliło na głowę", ale drugiej było "tak
        > sobie"?


        Podczas mojej pierwszej historii symetria wariactwa była doskonale
        uwiarygodniona faktami: facet po dwóch dniach od spotkania ze mną rzucił
        kilkuletnią dziewczynę i narzeczoną. Bynajmniej nie jestem z tego dumna,
        zastrzegam. Miałam 17 lat i byłam bardzo głupia.

        Co do drugiej (obecnej) historii, to trudno mi powiedzieć, bo chłop skryty i o
        uczuciach nigdy zbyt szeroko nie mówiący. Co prawda jestem pierwszą, z którą
        tyle czasu wytrzymał i pierwszą, z którą zamieszkał, więc na moc uczucia na
        poziomie ogólnym nie narzekam, ale trudno jest stwierdzić, że było to
        spowodowane piorunem na tle seksualnym - musiałam mu przecież najwyraźniej
        przypasować też z jakichś innych powodów ;-)
      • jane.bond Re: Magnetyzm zmysłów..... 29.12.08, 20:52
        Jeśli uczucia są jednostronne to piorun nie jest prawdziwym piorunem,a tylko
        jego namiastką lub piorunem połowicznym :)
        Osoba otwarta na innych,czujna i uważna nie przeżyje intensywnych emocji,jeśli
        odkryje że z drugiej strony wieje chłodem i brak jest oznak ogłupienia:)
        Przynajmniej ja tak mam.Nie ma chemii u drugiej strony - moja się rozpada.
        • yoric Re: Magnetyzm zmysłów..... 29.12.08, 23:18
          > facet po dwóch dniach od spotkania ze mną rzucił
          kilkuletnią dziewczynę i narzeczoną.

          Obie naraz??? Ładny był z niego gagatek! ;))

          > Osoba otwarta na innych,czujna i uważna nie przeżyje intensywnych emocji,jeśli
          odkryje że z drugiej strony wieje chłodem i brak jest oznak ogłupienia:)

          noooo nie wiem. Zresztą, jak już ktoś zauważył, zależy o czym rozmawiamy: czy o
          zauroczeniu ogólnym, czy stricte seksualnym. A nie zawsze to łatwo odróżnić,
          zwłaszcza kobietom (tak sądzę).
          • jane.bond Re: Magnetyzm zmysłów..... 30.12.08, 10:51
            zależy o czym rozmawiamy: czy o zauroczeniu ogólnym, czy stricte seksualnym. A
            nie zawsze to łatwo odróżnić

            no nie :D
            wiadomo że tego nie da się odróżnić.Jedno przeplata się z drugim tworząc całość.
            Mnie pioruny trafiały nagle (jak to pioruny),więc raczej niemożliwe jest
            zauroczyć się przymiotami ducha kogoś,kogo widzę po raz pierwszy w życiu :)


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka