Dodaj do ulubionych

banalna historia

23.02.09, 15:41
małżeństwo z 30letnim stażem,dorosła córka, dobre relacje między
partnerami,odpowiedni styl życia,trochę wspólnych zainteresowań ale też i
własne sfery.Szacunek,okazywana czułość,jednakowe myśli, porozumienie bez
słów.Brat i siostra.
Od 2 lat, prawie z dnia na dzień zanik współżycia.Nie pomagały krótkotrwałe
rozstania, urozmaicenia itp.Wspierałam męża, w czasie jego klęsk byłam
taktowna i wyrozumiała.Do tego doszły problemy zdrowotne - koncentrowaliśmy
się na powrocie do zdrowia,opiece medycznej.Dodam,że sama kupowałam pewne
specyfiki, poprawiające jego kondycję męską, udało się znacznie obniżyć
parametry chorobowe.
I od tej pory całkowity brak zainteresowania mną jako kochanką, chłód
emocjonalny,odrzucenie.Kilka dni temu w jego rzeczach znalazłam paczkę
prezerwatyw, napoczęte wiagry i rozpiskę z nrami telefonów i imionami 20-22
letnich prostytutek z agencji.Szok.Nie zaprzeczał, nie awanturował się, był
zdruzgotany że to mam.Cały dzień spokojnej rozmowy,ja się nakręcałam wypytując
o szczegóły wizyt i wspólne zabawy.Mówił,że właśnie od 2 lat korzysta z usług,
sporadycznie 2-3 razy w roku, ostatni raz w styczniu, tuż po naszym powrocie z
urlopu w górach.Twierdzi,że to były nic nie znaczące epizody, dla niego liczy
się dom,nasze życie.Mówi wprost,że wobec mnie coś się załamało,stąd niechęć do
współżycia.
...
Mamy uporządkowane sprawy materialne,pozostałe sfery również pozytywne, lubimy
dom, rodzinę, mamy wiele wspólnych spraw.
Nie ma we mnie nienawiści ale żal i rozczarowanie.Nie mam pewności,że będzie
chciał dalej korzystać z płatnej miłości, bo to dla niego zdany na 5 egzamin.
Póki co zleciłam mu badanie w poradni wenerologicznej, poinformowałam o
separacji, ewentualnie rozwodzie.
I wyciszam emocje.
Jak układało się w podobnych sytuacjach?



Obserwuj wątek
    • diabel.pl Re: banalna historia 23.02.09, 17:31
      ALE CI PODZIEKOWAL ZA TROSKE W CHOROBIE
    • mistalovalova a co w tym dziwnego? 23.02.09, 17:43
      mil-ka5 napisała:

      > małżeństwo z 30letnim stażem,dorosła córka,
      +
      > Brat i siostra.

      to mowi dosc jasno. Skor brat isiostra to czego sie spodziewalas?
      zreszta po 30 latach zanik seksu w mnalzenstwie to naturalna rzecz.
      Ilez czasu mozna sie tym samym pratnerem zachwycac? Zreszta jesl
      idobrze cie zrozumialem mial problemy z erkecja co dla ciebie jest
      jedynym wyznacznikiem meskosci. To sie dziwisz?

      BTW he he te prostytutki maja po 20-22 latya ale tylko w
      ogloszeniach ;D serio sa zawsze jakos pare lat starsze.

      Caluski

      • sagittka Re: a co w tym dziwnego? 23.02.09, 17:48
        No to taki przykry paradoks, im mężczyzna starszy, a organ bardziej
        zawodny, tym silniejszych bodźców potrzebuje, a jednocześnie żona po
        30 latach pożycia dostarcza coraz mniej bodźców.

        Tylko, czy mężczyzna musi sobie dowodzić resztek traconej męskości w
        ramionach prostytutek raniąc tym swoją partnerkę życiową?
        • mistalovalova paradoks? 23.02.09, 18:23
          > No to taki przykry paradoks, im mężczyzna starszy, a organ
          bardziej
          > zawodny, tym silniejszych bodźców potrzebuje

          znaczy kobiety maja zawsze 18 lat bo im zegar biologiczny wolniej
          tyka?

          > Tylko, czy mężczyzna musi sobie dowodzić resztek traconej męskości
          w
          > ramionach prostytutek raniąc tym swoją partnerkę życiową?

          ooooooooo kolejna kobieta, dla ktorej sterczacy kutas to podstawa
          zwiazku oraz wyznacznik meskosci ;D

          Co do ranienie partnerki - nie zgadzam sie. Skoro jak brat i siostra
          to chyba dobrze, ze nie dotykal siostry.
          • sagittka Re: paradoks? 24.02.09, 13:05
            > ooooooooo kolejna kobieta, dla ktorej sterczacy kutas to podstawa
            > zwiazku oraz wyznacznik meskosci ;D

            skąd ten wniosek?
            Napisałam, ze to mężczyzna próbuje dowieść sobie gasnącej męskości,
            wiagrą stawiając sobie fiuta przed młodą dziwką.

            Dla mnie "sterczacy kutas" nie jest "podstawą zwiazku oraz
            wyznacznikiem meskosci".
            Prawdziwym mężczyzną się po prostu jest, a nie bywa (jak erekcja
            pozwoli).
            Myślę, ze autorka wątku myśli podobnie, bo nie zostawiła męża, jak
            ten przestał ją zaspokajać seksualnie, więc na pewno jest dla niej
            czymś więcej niż "sterczącym kutasem".


            PS. Wpadłeś na to forum ostatnio z dużym impetem i chyba jedziesz na
            ilość, a nie jakość, przy tym wyciągasz błędne wnioski i wmawiasz
            stałym bywalcom poglądy, których niegdy nie prezentowali. W
            przypadku kilku osób wyszło nawet zabawnie. ale radze ci trochę
            więcej pomyślunku przed pisaniem. I pozdrawiam oczywiście.
      • gardenersdog Re: a co w tym dziwnego? 23.02.09, 17:52
        A ciekawe gdyby taki skrzywdzony przez los kutas trafił w tej agencji na własną
        córeczkę? Ciekawe, czy by mu stanął
        • mistalovalova Re: a co w tym dziwnego? 23.02.09, 18:20
          gardenersdog napisała:

          > A ciekawe gdyby taki skrzywdzony przez los kutas trafił w tej
          agencji na własną córeczkę? Ciekawe, czy by mu stanął
          >

          a co sugerujesz ,ze corka jest kurwa? czy nie jestes pewna lubego?
    • axe11 Re: banalna historia 23.02.09, 18:32
      Coś się w nim załamało wobec Ciebie??? Po tym, jak go wspierałaś w chorobie???
    • yoric Re: banalna historia 23.02.09, 19:11
      Samiec ma 50 lat. W tym wieku zgromadził sporą wiedzę i zasoby, czyli jest
      pożądanym towarem i ma wszelkie warunki, bo rozpowszechniać swoje geny. Z
      dotychczasową partnerką tego nie zrobi, ponieważ ona właśnie w tym wieku kończy
      swoją karierę reprodukcyjną. Ma więc do wyboru: A - pozostać wiernym, B -
      znaleźć nową partnerkę krótko- lub długoterminową. Samiec, który wybierze B, ma
      statystycznie więcej dzieci, niż A. Po kilku pokoleniach potomków samca B jest
      znacznie więcej, niż samca A. Po kilkuset pokoleniach WSZYSTKIE SAMCE W
      POPULACJI SĄ POTOMKAMI B i dziedziczą jego skłonności do pewnych zachowań. Nie
      znaczy, że muszą się tak zachować, ale takie skłonności mają.
      Pewnie nie zmniejszy to Twojego cierpienia :(, ale może przynajmniej pozwoli
      zrozumieć mechanizm zachowania faceta.

      Pozdrawiam
      • mujer_bonita Re: banalna historia 23.02.09, 19:16
        yoric napisał:
        > Ma więc do wyboru: A - pozostać wiernym, B -
        > znaleźć nową partnerkę krótko- lub długoterminową. Samiec, który wybierze B, ma
        > statystycznie więcej dzieci, niż A.

        Hmmm... a jak do tej teorii ma używanie zabezpieczeń?
        • mistalovalova to sie nazywa instynkt 23.02.09, 20:34
          mujer_bonita napisała:

          > yoric napisał:
          > > Ma więc do wyboru: A - pozostać wiernym, B -
          > > znaleźć nową partnerkę krótko- lub długoterminową. Samiec, który
          wybierze
          > B, ma
          > > statystycznie więcej dzieci, niż A.
          >
          > Hmmm... a jak do tej teorii ma używanie zabezpieczeń?

          tak jak to, ze tygrys w naturze poluje i zabija. W zoo nie poluje bo
          je mieso ale zabije jesli tam wejdziesz. Mimo ,ze cie nie zje. To si
          nazywa instynkt.

          Poza tym nie watpie, ze seks po 30 katach musi byc naprawde
          fascynujacy.
      • gardenersdog Re: banalna historia 23.02.09, 19:17
        Yoric, rozpowszechnianie genów przy użyciu kondomów...
        Naprawdę, perspektywa stada może się znudzić zieeeeew
      • axe11 Re: banalna historia 23.02.09, 19:19
        Echhhh, daj spokój - samiec, który chce rozpowszechniać swoje geny???!! Czy
        sukinsyn, który miał problemy z potencją i nie patrząc na konsekwencje (o nich
        nie myślał, biedaczkowi nie przyszło do głowy, że się wyda) i na to, że robi po
        prostu ohydne świństwo najbliższej osobie, teraz próbuje się sprawdzać z młodymi
        dziwkami, bo boi się, że przestał już być prawdziwym mężczyzną, jak to nazywacie.
        No spójrzże realnie a obiektywnie:/
      • gardenersdog Re: banalna historia 23.02.09, 19:21
        Szkoda, że forum nie przewiduje takiej opcji, by wszystkie posty yorica dostępne
        były w wersji audio czytane przez Czubówną...

        "Samiec ma 50 lat. W tym wieku zgromadził sporą wiedzę i zasoby i ma wszelkie
        warunki, by rozpowszechniać swoje geny."
        • zyg_zyg_zyg Re: banalna historia 23.02.09, 19:22
          :-D
        • mujer_bonita Re: banalna historia 23.02.09, 19:39
          gardenersdog napisała:
          > Szkoda, że forum nie przewiduje takiej opcji, by wszystkie posty yorica
          > dostępne były w wersji audio czytane przez Czubówną...

          Dobre! :D
        • gardenersdog Re: banalna historia 23.02.09, 19:42
          Materiał dźwiękowy:

          www.youtube.com/watch?v=EJad0kfFUsE
          • niezapominajka333 Re: banalna historia 23.02.09, 20:43
            Zastanawiam się, co to za problemy zdrowotne, bo jeśli w płatnym
            seksie z młodym kobietami musiał wspomagać się wiagrą, to nie
            najlepiej świadczy o hydraulice, niezależnie od tego, że z tobą mu
            nie wychodzi.
            Może poczytaj o tym, co czuje, stosunkowo młody facet, mający takie
            problemy z potencją? Jak to przeżywa? Jak siebie postrzega? Bo
            obawiam się, że mąż może nie być skory do zwierzeń.
            I swoje racje też mu wytłumacz. Bo po takim odrzuceniu przez niego
            mogłas znaleźć sobie kochanka, a tego nie zrobiłaś.
        • glamourous Re: banalna historia 23.02.09, 20:26
          gardenersdog napisała:

          > Szkoda, że forum nie przewiduje takiej opcji, by wszystkie posty
          > yorica dostępne
          > były w wersji audio czytane przez Czubówną...

          ;-DD
          Gardeners, to bylo po prostu piekne!!
        • aandzia43 Re: banalna historia 23.02.09, 21:48
          Uszami wyobraźni usłyszałam i radośnie zakwiczałam. Bosssskie;-)
          • avide Re: banalna historia 24.02.09, 22:41
            Ja też, ja też, ja też to słyszałem uszami swojej wyobraźni ;-)))))))))
            Booooskie ;-)

            A w dodatku materiał dźwiękowy... ;-)))) REWELACJA ;-).

            A mówią że na tym forum tak ponuro ;:D:D:D:D:D
      • yoric Re: banalna historia 23.02.09, 21:40
        Radziłbym zainstalować taką rozszerzoną wersję Czubówny, która uzupełnia mój
        tekst o podstawowe informacje wstępne - rzeczy oczywiste, o których nie piszę,
        żeby się nie powtarzać, a które większość osób (jak widać nie wszyscy) na tym
        Forum wie. Np., że 200.000 lat temu, kiedy ewoluował nasz umysł, nie było kondomów.

        A to, że coś się komuś nie podoba, to nie znaczy, że to nie jest faktem :).

        Pozdrawiam
        • mujer_bonita Re: banalna historia 23.02.09, 21:52
          yoric napisał:
          > Np., że 200.000 lat temu, kiedy ewoluował nasz umysł, nie było kondomów.
          > A to, że coś się komuś nie podoba, to nie znaczy, że to nie jest faktem :).

          Ok - nie było. Ale nie uważasz, że to dość wygodne - umieć opanować na tyle swój 'instynkt', żeby się zabezpieczyć i nie ponosić konsekwencji ale nadal dobrze się bawić? Przecież w ten sposób mężczyzna wyklucza cel w który ponoć skłania go do zdrady - przenoszenie genów. Jest w stanie używając mózgu zapanować nad chęcią rozmnażania ale bzykania już nie?
          • gardenersdog Re: banalna historia 23.02.09, 21:56
            LOL!

            I dlatego właśnie uważam (z argumentu niewprost) że "naturalna metoda regulacji
            poczęć" jest nienaturalna:) Dzięki bonita!
        • gardenersdog Re: banalna historia 23.02.09, 21:53
          Yoric, jeśli kiedyś w przyszłości zostaniesz zdradzony, też wytłumaczysz sobie
          zachowanie twojej partnerki genetyką, eugeniką i teorią ewolucji mózgu? Wtedy ci
          pogratuluję lol
        • yoric Re: banalna historia 23.02.09, 22:21
          No proszę, jednak możemy rozmawiać bez pośrednictwa lektorów :)

          > Yoric, jeśli kiedyś w przyszłości zostaniesz zdradzony

          widzisz, sęk w tym, że te dwa poziomy opisu się nie wykluczają. Można
          powiedzieć, że się zjadło pączka, albo że się zjadło tłuszcze i węglowodany, i
          jedno nie przeczy drugiemu. Ale jeden z tych opisów pozwala dodatkowo parę
          rzeczy wyjaśnić i przewidzieć.

          > Jest w stanie używając mózgu zapanować nad chęcią rozmnażania ale bzykania już
          nie?

          Chęć bzykania też się bierze jak najbardziej "z mózgu" :), ale poza tym drobnym
          szczegółem to się wszystko zgadza. Też uważam, że świat byłby piękniejszy, gdyby
          ludzie się nie zdradzali, nie pili, nie palili papierosów, nie obżerali się
          czekoladą, nie popełniali kradzieży i morderstw. Uważam także, że warto
          wiedzieć, jakie za tymi zachowaniami stoją mechanizmy.
          • gardenersdog Re: banalna historia 23.02.09, 22:44
            Widzisz, jednak się nie zrozumiemy, bo tam gdzie ja wstawiam "człowiek", ty
            wstawiasz "pączek", a to sprawdziło się tylko w przypadku Keenedy'ego:)
          • kawitator Re: banalna historia 23.02.09, 22:58
            . Uważam także, że warto wiedzieć, jakie za tymi zachowaniami stoją mechanizmy.
            Ot to to
            Dziewczyny powyżej chcą widzieć świat takim jak według nich powinien być
            Chęć zrozumienia otaczającego nas świata nie jest dana każdemu Wielu wystarcza Platonowski człowiek w piwnicy.

            My wiemy, że matka natura to wredna suka a pomimo tego uważamy że
            „przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat.”

            Czasami jednak warto oderwać się na chwile od socjobiologi bo choć tłumaczy wiele to jednak nie wszystko
            • kr_kap Re: banalna historia 23.02.09, 23:05
              Warto (i trzeba) znać mechanizmy, a jakże. Ale post tytułowy kończy
              się pytaniem. O to, jak w podobnej sytuacji było u innych, nie
              pytaniem o mechanizmy. Ciekawe, że nikt się nie odniósł do tego
              pytania. Acha, podejrzewam, że autorka ma głęboko gdzieś sprawę
              mechanizmów i "samców" w średnim wieku, tak en masse.
            • kici10 Re: banalna historia 23.02.09, 23:32
              My wiemy, że matka natura to wredna suka

              Owszem, i jako wredna suka doskonale wie co robi. Jeśli
              zadecydowała, że odcina facetowi hydraulikę, to widać ma w tym jakiś
              cel. Co dowodzą również ostatnie badania. Nie jest bowiem bez
              znaczenia wiek ojca. Udowodniono, że z wiekiem nasienie faceta traci
              na jakości.
              Tak więc kobieta w okresie menopauzy często ma bardzo zwiększone
              libido,aby jeszcze rzutem na taśmę zostać matką (mimo, że jajniki
              już niezbyt wydolne). Tak facet, rzutem na taśmę (wspomagając się
              wiagrą) próbuje jeszcze coś upolować.
              To wszystko jest oczywiście o kant tyłka potłuc dla autorki postu.
              Dla niej się liczy jej cierpienie, stracone zaufanie, niechęć itd.
              Prawda jest banalna, a sytuacja patowa. Facet staje się impotentem i
              próbuje za wszelką cenę to ukryć, zwłaszcza przed samym sobą.
              Jedynym pocieszeniem może będzie dla autorki fakt, że jej facet
              prawdopodobnie cierpi tak samo jak ona, a może nawet bardziej.
          • aandzia43 Re: banalna historia 23.02.09, 23:27
            Też uważam, że dwa poziomy opisu się nie wykluczją. W działaniu też
            sobie nawzajem nie przeszkadzają. Ja i moja poznawcza schizofrenia,
            spokojnie mogłybyśmy zusamen do kupy przeprowadzić skrupulatną
            analizę niewiernego na gruncie psychologii ewolucyjnej, a następnie
            równie metodycznie urżnąć mu stary, durny łeb. I małe conieco, takoż
            zarówno mu urżnąć. Taka nieszkodliwa osobowość wielokrotna,
            niewielka, na użytek własny. Nie widzę żadnego problemu;-)
          • mujer_bonita Re: banalna historia 24.02.09, 08:15
            yoric napisał:
            > Uważam także, że warto
            > wiedzieć, jakie za tymi zachowaniami stoją mechanizmy.

            Oczywiście - chciałam jedynie zauważyć, że to wygodne umieć jedne
            mechanizmy hamować a innym (tym dla nas przyjemnym) folgować.

            Skoro facet jest w stanie się zabezpieczyć = jest w stanie zapanować
            nad instynktem = może nie zdardzić. Ale po co? Przecież to jest
            fajne a potem można jeszcze zwalić na naturę :)
            • ahuman Re: banalna historia 24.02.09, 14:53
              mujer_bonita napisała:
              > Oczywiście - chciałam jedynie zauważyć, że to wygodne umieć jedne
              > mechanizmy hamować a innym (tym dla nas przyjemnym) folgować.

              To jest jeden i ten sam instynkt który każe nam podejmować działania, ale w
              interesie tego instynktu nie są działania przez nas podejmowane tylko działań
              tych skutki.

              Zabezpieczanie się przyszło z czasem (w zdecydowanej końcówce procesu
              ewolucyjnego naszego gatunku ;) ). Gdy zrozumieliśmy proces prowadzący do
              powstania potomka. Instynkty "każą" nam podejmować działania, ale skutków tych
              działań często nie akceptujemy. To nieakceptowanie skutków nie ma nic wspólnego
              z instynktem. Dlatego nie zgadzam się z poniższym:

              > Skoro facet jest w stanie się zabezpieczyć = jest w stanie
              > zapanować nad instynktem = może nie zdardzić.

              Instynkt ten nie ma na celu "skoku w bok", tylko ma na celu powstanie potomka.
              Ale ów facet nie chce potomka, więc się zabezpiecza. Instynkt zaspokojony,
              skutki zmniejszone do minimum.

              > Ale po co? Przecież to jest fajne a potem można jeszcze zwalić
              > na naturę :)
              Na naturę zwalić może co najwyżej dążenie do zaspokojenia instynktu.

              Generalnie zgadzam się że jeżeli człowiek jest w stanie racjonalnie podchodzić
              do zabezpieczeń, to powinien być w stanie racjonalnie podchodzić do pozostałych
              działań jakie podejmuje i nie powinien zasłaniać się naturą. Ale to nie zmienia
              faktu że te instynkty są i działają...

              Pozdrawiam.
              • yoric Re: banalna historia 24.02.09, 21:09
                Ahuman dzięki za dobre wyjaśnienie - ja nie mam czasu cały czas tych rzeczy pisać...

                > Czasami jednak warto oderwać się na chwile od socjobiologi bo choć tłumaczy
                wiele to jednak nie wszystko

                młotkiem też śruby nie wkręcisz, co nie zmienia faktu, że to pożyteczne narzędzie.
                Jak ktoś nie chce skorzystać, niech nie skorzysta, przecież nie ma przymusu. Ale
                jak widać po wpisach, to raczej działa w drugą stronę - zaleca się dyskutowanie
                cytatami z Paulo Coelho, natomiast odwołania do psychologii ewolucyjnej są
                niegrzeczne i niesmaczne; to coś jakby powiedzieć "kurwa" w towarzystwie :o.
                • mujer_bonita Re: banalna historia 24.02.09, 21:56
                  yoric napisał:
                  > jak widać po wpisach, to raczej działa w drugą stronę - zaleca się dyskutowanie
                  > cytatami z Paulo Coelho, natomiast odwołania do psychologii ewolucyjnej są
                  > niegrzeczne i niesmaczne; to coś jakby powiedzieć "kurwa" w towarzystwie :o.

                  Odwracasz kota ogonem. Nikt tu nie neguje psychologii ewolucyjnej tylko wybiórcze jej stosowanie w celu tłumaczenia pewnych zachowań.
                • kici10 Re: banalna historia 24.02.09, 22:19
                  Yoric, powiedzieć "kurwa", to jeszcze nic. Ale powiedzieć w
                  towarzystwie "impotent", to dopiero jest coś. Jakoś tak wszyscy
                  nabierają wody w usta. Teorią ewolucyjną próbujesz zaciemnić
                  najbardziej istotną w tym wątku sprawę.
              • mujer_bonita Re: banalna historia 24.02.09, 21:53
                ahuman napisał:
                > Generalnie zgadzam się że jeżeli człowiek jest w stanie racjonalnie podchodzić
                > do zabezpieczeń, to powinien być w stanie racjonalnie podchodzić do pozostałych
                > działań jakie podejmuje i nie powinien zasłaniać się naturą. Ale to nie zmienia
                > faktu że te instynkty są i działają...

                I właśnie o to mi chodziło. Nie neguję istnienia instynktu i jego wpływu a właśnie to wybiórcze racjonalne podchodzenie do wynikających z niego działań.
                • yoric Re: banalna historia 25.02.09, 12:46
                  Ale przecież Ahuman napisał Ci, że nie ma "instynktu niezakładania gumy", który
                  trzeba przezwyciężać wysiłkiem woli, żeby się zabezpieczać. "Instynkt posiadania
                  potomka", przynajmniej u faceta, realizuje się na poziomie kopulacji z
                  odpowiednią partnerką. Tu nie ma żadnej wybiórczości - po prostu ulegasz
                  instynktowi, albo nie.

                  Po drugie wyjaśnienie ewolucyjne nie jest usprawiedliwieniem - mniej więcej jak
                  "instynkt jedzenia czekolady" (dokładniej słodkiego i tłustego) nie jest
                  usprawiedliwieniem obżarstwa. Można mu się poddać, lub nie i ponosi się tego
                  konsekwencje.
                  • mujer_bonita Re: banalna historia 25.02.09, 13:13
                    yoric napisał:
                    > Tu nie ma żadnej wybiórczości - po prostu ulegasz
                    > instynktowi, albo nie.

                    Kręcimy się w kółko bo zupełnie nie chodzi mi o to, o czym piszesz.

                    Postaram się rozłożyć na czynniki pierwsze:
                    1) jest instynkt przekazywania genów (nikt tego nie neguje)
                    2) facet chcąc przekazać swoje geny jak największej liczbie
                    partnerek bzyka na boku (instynktownie)
                    3) facet zabezpiecza się - no i tu powstaje problem bo
                    a) na pewno nie czyni tego instynktownie
                    b) takim działaniem niszczy to, do czego pcha go instynkt, bo
                    genów nie przekaże

                    No i teraz pytanie - dlaczego facet zakłada gumę, skoro instynkt
                    pcha go do przekazywania genów? Jest to przecież wbrew naturze! Ano
                    zapewne dlatego, że ŚWIADOMIE chce uniknąć konsekwencji. Na tym
                    poziomie włącza się ŚWIADOMOŚĆ, która powoduje obronę przed
                    negatywnymi skutkami działania instynktu.

                    Wniosek - skoro facet jest w stanie włączyć świadomość i założyć
                    gumę, równie dobrze może włączyć świadomość i nie bzykać. I
                    dokładnie to w podsumowaniu napisał Ahuman
                    > Generalnie zgadzam się że jeżeli człowiek jest w stanie
                    racjonalnie podchodzić
                    > do zabezpieczeń, to powinien być w stanie racjonalnie podchodzić
                    do pozostałych
                    > działań jakie podejmuje i nie powinien zasłaniać się naturą. Ale
                    to nie zmienia
                    > faktu że te instynkty są i działają...
                    • yoric Re: banalna historia 25.02.09, 15:03
                      Chyba nie mówisz poważnie :).

                      Seks nie jest naszą strategią przekazania genów. Seks jest naszą strategią
                      osiągnięcia przyjemności. Nasza przyjemność z seksu jest strategią genu
                      przekazania samego siebie.

                      > Wniosek - skoro facet jest w stanie włączyć świadomość i założyć
                      > gumę, równie dobrze może włączyć świadomość i nie bzykać.

                      Drobna różnica polega na tym, że facet zakładając gumę nie rezygnuje z
                      przyjemności z seksu, natomiast rezygnując z seksu rezygnuje z przyjemności
                      seksu. To chyba rozumie średnio rozgarnięty nastolatek.

                      Załóżmy, że wynaleziono specyfik, który pozwala jeść czekoladę i nie tyć.
                      Nawoływałabyś ludzi, żeby zamiast go stosować, używali świadomości i po prostu
                      nie jedli czekolady?

                      Pozdrawiam
                      • al9 yoric ten Twój wywód bardzo ciekawy 25.02.09, 15:10
                        tylko co ma wspólnego z problemem założycielki wątku....
                        Twój post pokazuje precyzyjnie czym jest to forum dla wielu ludzi..
                        Nie płaszczyzną pomocy i wspólnej dyskusji, tylko pretekstem do
                        pustego sporu i zachłystywania się własną elokwencją..
                        szkoda bo często masz ciekawe przemyślenia..
                        al
                      • mujer_bonita Re: banalna historia 25.02.09, 15:11
                        yoric napisał:
                        > Seks nie jest naszą strategią przekazania genów. Seks jest naszą
                        strategią
                        > osiągnięcia przyjemności. Nasza przyjemność z seksu jest strategią
                        genu
                        > przekazania samego siebie.

                        W takim razie facet poszedł do prostytutki po PRZYJEMNOŚĆ a nie w
                        celu przekazania genów. Był w stanie zapobiec przekazaniu genów nie
                        był w stanie oprzec się przyjemności. To nazywam wybiórczym
                        traktowaniem natury :D

                        > Załóżmy, że wynaleziono specyfik, który pozwala jeść czekoladę i
                        nie tyć.
                        > Nawoływałabyś ludzi, żeby zamiast go stosować, używali świadomości
                        i po prostu
                        > nie jedli czekolady?

                        Gdyby ten specyfik miał szkodliwe skutki ubocznie - TAK :)
                        • yoric Re: banalna historia 25.02.09, 23:30
                          > W takim razie facet poszedł do prostytutki po PRZYJEMNOŚĆ a nie w
                          > celu przekazania genów.

                          oczywiście. Natomiast geny konstruują takie ciało, które czerpie przyjemność z
                          procesu przekazywania ich. Dwa poziomy wyjaśnień, oba zasadne, dopóki się ich
                          nie miesza.

                          > tylko co ma wspólnego z problemem założycielki wątku....

                          ja się nawet z tym zgadzam, ale czy widzisz w tym coś złego? Ludzie lubią się
                          spierać, to się spierają - to funkcja Forum taka sama, jak możliwość wygadania
                          się. Bo takich naprawdę pożytecznych rad to de facto tu raczej nie ma...
                          A mój pierwszy wpis był jak najbardziej na temat :).

                          Pozdrawiam
                          • mujer_bonita Re: banalna historia 26.02.09, 08:07
                            yoric napisał:
                            > > W takim razie facet poszedł do prostytutki po PRZYJEMNOŚĆ a nie w
                            > > celu przekazania genów.
                            >
                            > oczywiście. Natomiast geny konstruują takie ciało, które czerpie
                            przyjemność z
                            > procesu przekazywania ich. Dwa poziomy wyjaśnień, oba zasadne,
                            dopóki się ich
                            > nie miesza.

                            No właśnie Yoricu - NIE MIESZAĆ. Ty natomiast wytłumaczyłeś
                            (rozumiem, że nie usprawiedliwiłeś) zachowanie męża autorki
                            przekazywaniem genów:
                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=91777559&a=91787165
                            kończąc swoją wypowiedź słowami:
                            'Pewnie nie zmniejszy to Twojego cierpienia :(, ale może
                            przynajmniej pozwoli zrozumieć mechanizm zachowania faceta.'

                            Mechamizmem działania tego pana było kierowanie się własną
                            przyjemnością a nie przekazywaniem genów.
                            • urquhart Re: banalna historia 26.02.09, 08:41
                              mujer_bonita napisała:

                              > Mechamizmem działania tego pana było kierowanie się własną
                              > przyjemnością a nie przekazywaniem genów.

                              Jak nie jak tak.
                              A jak mozna niekumatemu stworzonku zakodować skomplikowaną strategię
                              przekazywania genów innaczej niż przez kierowanie sie sie własną
                              przyjemnością?
                              Stąd mechanizmy "myślenia kutasem" u facetów i "parcia na macicę" u
                              kobiet to innaczej kierowanie się przyjemnością
                              • mujer_bonita Re: banalna historia 26.02.09, 09:23
                                urquhart napisał:
                                > Jak nie jak tak.
                                > A jak mozna niekumatemu stworzonku zakodować skomplikowaną
                                strategię
                                > przekazywania genów innaczej niż przez kierowanie sie sie własną
                                > przyjemnością?
                                > Stąd mechanizmy "myślenia kutasem" u facetów i "parcia na macicę"
                                u
                                > kobiet to innaczej kierowanie się przyjemnością

                                Urquhqrt - znów mieszamy,
                                Tak - natura tak nas konstruuje, żeby czynności związane z
                                przetrwaniem gatunku były dla nas przyjemne. Logiczne.

                                Nie zmienia to faktu, że zarówno panowie, jak i panie zabezpieczając
                                się ŚWIADOMIE razygnują z przekazywania genów nie rezygnujac z
                                niejakiego 'skutku ubocznego' jakim jest przyjemność. Rozwój
                                techniki, medycyny spodwał, że potrafimy wykorzystać 'mechanizm
                                przyjemności' do celów INNYCH niż rozrodcze - po prostu do dobrej
                                zabawy i miłego spędzania czasu.
                                • urquhart Re: banalna historia 26.02.09, 10:31
                                  mujer_bonita napisała:

                                  > Urquhqrt - znów mieszamy,
                                  > Tak - natura tak nas konstruuje, żeby czynności związane z
                                  > przetrwaniem gatunku były dla nas przyjemne. Logiczne.

                                  Nic nie mieszamy. Ludzie nie chcą świadomie przekazywac genów
                                  zakładająć gumę na instrument, ale nieświadmie podlegają mechnizmowi
                                  strategii przekazywania genów zakodowanemu w tym co sprawia im
                                  przyjemnośc i przykrość.

                                  Mozna nad tym panować siła woli z miną cierpietnika jak kiedyś ex
                                  premier, rozpuszczać przykrości w alkoholu - najpopularniejszy
                                  sposób.
                                  • mujer_bonita Re: banalna historia 27.02.09, 08:07
                                    urquhart napisał:
                                    > Mozna nad tym panować siła woli z miną cierpietnika jak kiedyś ex
                                    > premier, rozpuszczać przykrości w alkoholu - najpopularniejszy
                                    > sposób.

                                    Rozumiem, że według Ciebie ludzie w stałych związkach dzielą się na
                                    cierpiętników i alkoholików? do której grupy należysz? ;)
                                • yoric Re: banalna historia 26.02.09, 12:34
                                  Mujer,

                                  jak byś jeszcze mogła wyjaśnić z czym konkretnie się nie zgadzasz. Czy tak tylko
                                  piszesz cokolwiek, byle się sprzeczać?

                                  Nb. w mechanizmie, który podałem, chodzi nie tylko o "przyjemność z seksu" -
                                  wyjaśnia on, czemu facet statystycznie częściej korzysta z tej przyjemności z
                                  nieswoją partnerką wtedy, kiedy jego partnerka wkracza w menopauzę.
                                  • mujer_bonita Re: banalna historia 27.02.09, 08:17
                                    yoric napisał:
                                    > jak byś jeszcze mogła wyjaśnić z czym konkretnie się nie zgadzasz.
                                    Czy tak
                                    > tylko piszesz cokolwiek, byle się sprzeczać?

                                    Gdybyś czytał to byś wiedział. Nie zgadzam się z bezmyślnym
                                    zwalaniem wszystkiego na naturę.

                                    > Nb. w mechanizmie, który podałem, chodzi nie tylko o "przyjemność
                                    z seksu" -
                                    > wyjaśnia on, czemu facet statystycznie częściej korzysta z tej
                                    przyjemności z
                                    > nieswoją partnerką wtedy, kiedy jego partnerka wkracza w menopauzę.

                                    Tylko w tym przypadku ta 'statystyczna prawidłowość' nie miała
                                    miejsca. Facet zrobił to świadomie, dla własnej przyjemności. Po co
                                    więc wyskakujesz z teorią kończąc ją słowami, że może jej to pozwoli
                                    zrozumieć faceta? Absolutna prawda absolutnie bez zastosowania.
                                    • glamourous Re: banalna historia 27.02.09, 09:03
                                      No, ale gdyby bylo tak jak piszesz, Bonito, czyli gdyby chodzilo TYLKO o
                                      przyjemnosc, to facet dalej seksilby sie z podstarzala zona i nie szukalby
                                      mlodych suczek. Zastanow sie, skad sie bierze ten powszechny mechanizm, ze
                                      facetow bardziej pociagaja mlode = plodne kobiety - w dodatku tym bardziej im
                                      ich zony przestaja byc mlode i plodne? Jezeli odpowiesz sobie uczciwie na to
                                      pytanie, to moze przyznasz Yoricowi i Urquhartowi racje.
                                      • mujer_bonita Ech glam... 27.02.09, 09:35
                                        Zaczynam mieć wrażenie, że czytanie ze zrozumieniem zanika na tym
                                        forum.

                                        > No, ale gdyby bylo tak jak piszesz, Bonito, czyli gdyby chodzilo
                                        TYLKO o
                                        > przyjemnosc, to facet dalej seksilby sie z podstarzala zona i nie
                                        szukalby
                                        > mlodych suczek.

                                        Zauważ - nigdzie nie twierdzę, że sam pęd do działania jest wywołany
                                        naturą. Jednak założenie gumy świadczy o użyciu ŚWIADOMOŚCI w tym
                                        działaniu. Nawet jezeli odczuwał naturalny pęd do bzyknięcia na boku
                                        to miał świadomość tego, że zdradza, że mogą być konsekwencje
                                        (dziecko, choroba) etc. Podszedł do tego zupełnie świadomie,
                                        eliminując potencjalne konsekwencje.

                                        Wniosek jest dla mnie prosty i zgadzam się z Ahumanem. Jeżeli
                                        człowiek jest w stanie włączyć świadomość w jednych kwestiach to
                                        powinien umieć róznież w innych. A tu mamy tłumaczoną sytuację,
                                        gdzie panowie w jednych kwestiach (zabezpieczeń) potrafią używać
                                        mózgu a w innych (przyjemności z bzykania) 'natura' jest silniejsza.
                                        I tak jakoś baaaaardzo dziwnym zrządzeniem losu panowie potrafią się
                                        przeciwstawić naturze w kwestiach mogących przynieść im negatywne
                                        konsekwencje a w tym co jest dla nich przyjemne nagle nie potrafią?
                                        Nie potrafia - czy NIE CHCĄ?

                                        > Jezeli odpowiesz sobie uczciwie na to
                                        > pytanie, to moze przyznasz Yoricowi i Urquhartowi racje.

                                        Ale ja im nie odmawiam racji - zwracam tylko uwagę na aspekty, które
                                        pomijają a które wskazują, że facet nie zawsze jest bezmyślnym
                                        zwierzęciem pozbawionym własnej woli i nie wszystkie ludzkie
                                        działania da się w prosty sposób wytłumaczyc naturą.
                                        • krzysztof-lis Re: Ech glam... 27.02.09, 11:09
                                          > Zaczynam mieć wrażenie, że czytanie ze zrozumieniem zanika na tym
                                          > forum.

                                          Ostrożnie, bo znowu zaczynasz trollować.

                                          > A tu mamy tłumaczoną sytuację, gdzie panowie w jednych kwestiach
                                          > (zabezpieczeń) potrafią używać mózgu a w innych (przyjemności z
                                          > bzykania) 'natura' jest silniejsza.

                                          Właśnie sęk w tym, że tu nie ma mowy o tym, że facet świadomie wyłącza jeden
                                          instynkt a drugiego nie potrafi / nie chce wyłączyć.

                                          Facetem kieruje w tym przypadku JEDEN instynkt
                                          • mujer_bonita Re: Ech glam... 27.02.09, 11:27
                                            krzysztof-lis napisał:
                                            > Nie ma instynktu przekazywania genów --
                                            > jest instynkt szukania przyjemności, który jest efektem działania
                                            doboru
                                            > naturalnego.

                                            Czyli rozumiem, że nie zgadzasz się z wypowiedzią Yorica
                                            odnośnie 'instynktu' przekazywania genów, która zapoczątkowała tę
                                            dyskusję?
                                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=91777559&a=91787165&wv.x=1
                                          • mil-ka5 Pociągają go kobiety inne niż żona 27.02.09, 11:31
                                            i to jest podsumowanie dyskusji, krótkie a ile znaczy.
                                            Dziękuję za poświęcony mi czas.On to wszystko przeczytał,wklepałam
                                            link.Niech myśli i naprawia/ najpierw sam siebie/.
                                            ....
                                            czekolada też w nadmiarze mdli
                                            M.
                                        • glamourous Re: Ech glam... 27.02.09, 11:37
                                          mujer_bonita napisała:

                                          > Zaczynam mieć wrażenie, że czytanie ze zrozumieniem zanika na tym
                                          > forum.
                                          >

                                          Milo, ze nie przysolilas mi w tej kwestii personalnie ;-P

                                          Wiem, Bonita o co Ci chodzi. Niemniej nie zmienia to faktu, ze
                                          instynkt seksualny oraz instynkt prokurowania sobie przyjemnosci sa
                                          jednymi z silniejszych instynktow w jakie wposazony jest czlowiek. I
                                          czemus to biologicznie sluzy - w tym wypadku skutecznemu
                                          uczestnictwu w rzece genow. Dodajac do tego fakt, ze w naturze
                                          czlowieka jak swiat swiatem lezal inteligentny skadinad odruch zeby
                                          tak lawirowac, co by "zjesc ciasteczko i miec ciasteczko", inaczej
                                          mowiac : maksimum przyjemnosci, minimum przykrosci (w domysle
                                          konsekwencji na ktore nie ma sie ochoty) kwestia wynalezienia i
                                          stosowania przez czlowieka antykoncepcji jest oczywista. Mozna sie
                                          przeciw temu burzyc, mozna moralizowac, mozna tez sie na wlasna reke
                                          samodoskonalic zeby wyplenic z siebie to obrzydliwa tendencje do
                                          fologowania swoim niskim instynktom. Niemniej nie zmienia to faktu,
                                          ze dzieki miedzy innymi tej "brzydkiej" sklonnosci do korzystnej
                                          manipulacji systemem 'przyjemnosc=nagroda i przykrosc=kara' gatunek
                                          ludzki odniosl taki ewolucyjny sukces. I swiete oburzenie "Ha! tu
                                          cie mam bratku : konsekwecji z seksu chcesz i potrafisz unikac, ale
                                          samego seksu juz nie - i jeszcze spokojnie tlumaczysz to biologia"
                                          nic w tej kwestii nie zmieni.

                                          Skoro natura tak to urzadzila i skoro nasz gatunek odniosl tak
                                          spektakularny ewolucyjny sukces, to najwidoczniej z punku widzenia
                                          ewolucji i genetyki ZDRADA POPLACA, a sklonnosc do poligamii jest po
                                          prostu w ogolnym rozrachunku korzystna dla gatunku. Moralnosc zas,
                                          oraz to, jak my - dzisiejsi cywilizowani ludzie - takie zachowania
                                          oceniamy z wyzyn naszych etyczno-filozoficznych przemyslen to juz
                                          zuplenie inna para kaloszy.

                                          (zaraz przeczytam, ze napisalam dlugi wywod, a Ty przeciez to
                                          wszystko doskonale wiesz ;-)))

                                          > Wniosek jest dla mnie prosty i zgadzam się z Ahumanem. Jeżeli
                                          > człowiek jest w stanie włączyć świadomość w jednych kwestiach to
                                          > powinien umieć róznież w innych. A tu mamy tłumaczoną sytuację,
                                          > gdzie panowie w jednych kwestiach (zabezpieczeń) potrafią używać
                                          > mózgu a w innych (przyjemności z bzykania) 'natura' jest
                                          silniejsza.

                                          Bo jest silniejsza. Spojrz na sprawe troche bardziej globalnie,
                                          Bonita, a nie przez pryzmat wlasnych emocji. Chocbysmy sie nie wiem
                                          jak buntowali, potrzeba dazenia do przyjemnosci po prostu lezy u
                                          podstaw konstrukcji naszego systemu limbicznego. Czeka nas jeszcze
                                          dluga ewolucja zanim (o ile to kiedykolwiek nastapi, hehe!;-)
                                          swiadomosc przejmie calkowita kontrole nad wszelkimi isntynktami i
                                          przedzierzgniemy sie w istoty w 100% moralne i uduchowione.
                                          • mujer_bonita Re: Ech glam... 27.02.09, 12:01
                                            glamourous napisała:
                                            > Milo, ze nie przysolilas mi w tej kwestii personalnie ;-P

                                            Jeżeli zabrzmiało to personalnie to przepraszam. Od jakiegoś czasu
                                            mam wrażenie, że nawet jak piszę wprost, wielkimi literami, że
                                            uważam XYZ to i tak zaraz ktoś wyskoczy ze stwierdzeniem, że 'Ty
                                            nie rozumiesz, że XYZ'. Frustrujące to.

                                            > Czeka nas jeszcze
                                            > dluga ewolucja zanim (o ile to kiedykolwiek nastapi, hehe!;-)
                                            > swiadomosc przejmie calkowita kontrole nad wszelkimi isntynktami i
                                            > przedzierzgniemy sie w istoty w 100% moralne i uduchowione.

                                            Jasne, że czeka długa droga. IMO jednak jesteśmy na etapie, gdzie
                                            świadomość jest już dość duża a natura jest jeszcze bardzo wygodną
                                            wymówką.

                                            Przykładowo:
                                            W ten sam mechanizm przyjemności natura wyposażyła nas w kwestii
                                            jedzenia. Ta przyjemność służy zaspokajaniu ważnej potrzeby. Tyle,
                                            że czasy się zmieniły, jedzenie jest łatwo dostępne i pojawił się
                                            problem nadwagi i otyłości. Natura wyposażyła nas w przyjemność z
                                            jedzenia nie po to przecież, żebyśmy byli otyli prawda?

                                            Teraz wszyscy mają świadomość, ile jedzenia (kalorii, składników
                                            odżywczych) jest potrzebne człowiekowi do życia. Mamy również
                                            świadomość ile jedzenia pochłaniamy tylko dla przyjemności. A to
                                            przecież natura pcha nas do jedzenia - 'jedz póki jest jedzenie bo
                                            potem może go nie być, rób zapasy, jedz to co da Ci dużo energii
                                            etc'. Nikt jednak nie wytłumaczy grubasa opychającego się
                                            fastfoodami naturą ;) Dlaczego? Bo przecież ma świadomość, że nie
                                            powinien, a przynajmniej powinien ją mieć. A przecież też można
                                            powiedzieć 'przecież natura jest silniejsza od świadomości'.

                                            Z bzykaniem co popadnie zapewne będzie tak samo. I nie chodzi o
                                            moralność tylko o przejście z tłumaczenia zdrad naturą do świadomego
                                            szukania przyjemności.
                                            • glamourous Re: Ech glam... 27.02.09, 12:42
                                              mujer_bonita napisała:


                                              Nikt jednak nie wytłumaczy grubasa opychającego się
                                              > fastfoodami naturą ;) Dlaczego? Bo przecież ma świadomość, że nie
                                              > powinien, a przynajmniej powinien ją mieć. A przecież też można
                                              > powiedzieć 'przecież natura jest silniejsza od świadomości'.


                                              Bonita, argumentacja "jedzeniowa" nijak sie ma do problemu
                                              seksualnej wiernosci. To sa zupelnie inne mechanizmy. Naukowcy
                                              udowodnili przeciez, ze ludzie z tendencjami do chorobliwej otylosci
                                              cierpia na deficyt pewnego blokera, wlaczajacego sie automatycznie u
                                              ludzi BEZ sklonnosci do tycia w momencie przyswojenia okreslonej
                                              objetosci / kalorycznej wartosci jedzenia. Ma to oczywiste znaczenie
                                              zdrowotne. Otyli maja ten swoisty "czujnik" oslabiony lub zgola
                                              nieistniejacy - jest to genetyczna patologia. A wiec nijak sie to ma
                                              do kwestii zdrady. Tutaj istnienie takiego blokera nie mialoby
                                              zadnych wiekszych biologicznych uzasadnien, w zwiazku z czym
                                              mechanizm jest - nawet na oko zreszta - zupelnie inny.
                                              • mujer_bonita Re: Ech glam... 27.02.09, 13:15
                                                glamourous napisała:
                                                > Naukowcy
                                                > udowodnili przeciez, ze ludzie z tendencjami do chorobliwej
                                                otylosci
                                                > cierpia na deficyt pewnego blokera, wlaczajacego sie automatycznie
                                                u
                                                > ludzi BEZ sklonnosci do tycia w momencie przyswojenia okreslonej
                                                > objetosci / kalorycznej wartosci jedzenia

                                                I znów ja nie o tym. Nie mówię o otyłości wywołanej chorobą. Są
                                                ludzie otyli w wyniku nieprawidłowości w działaniu ich organizmu ale
                                                nie czarujmy się - wiekszość po prostu za dużo je.

                                                Analogia
                                                1) Natura uczyniła dla nas jedzenie przyjemnym, żebyśmy zaspokajali
                                                tę ważną potrzebę
                                                2) Jedzenie jest obecnie łatwo dostępne, przyjemności lubimy, jemy
                                                coraz więcej, tyjemy
                                                3) Zdobywamy świadomość, że nie musimy tyle jeść, że jest to dla nas
                                                wręcz szkodliwe, jednak natura nadal pcha nas ku jedzeniu, dodatkowo
                                                nie przestaje być ono dla nasz przyjemne tylko dlatego, że mamy
                                                świadomość, że może być szkodliwe
                                                4) Wiedząc, że jedzenie może być szkodliwe dzielimy się na 2 grupy:
                                                jedni mówią szczerze - jem bo lubię i już - inni starają się znaleść
                                                100tys wymówek.
                                                5) W obecnych czasach nikt już nie tłumaczy tych co tyją 'naturą' (o
                                                ile nie są chorzy rzecz jasna)

                                                Teraz seks
                                                1) Natura uczyniła dla nas seks przyjemnym, żebyśmy się rozmanżali
                                                2) Seks jest obecnie łatwo dostępny, przyjemności lubimy,
                                                jednocześnie możemy się zabezpieczać więc seks utracił w dużej
                                                mierze swój reprodukcyjny charakter
                                                3) Zdobywamy świadomość, że nie musimy seksić się na boki żeby
                                                przekazywać geny (bo i tak nic z tego nie będzie) jednak natura
                                                nadal pcha nas ku temu, dodatkowo nie przestaje być to przyjemne
                                                tylko dlatego, że mamy świadomość, że nie wypełniamy roli to której
                                                ta przyjemność ma służyć
                                                4) wiedząc, że sypianie z wieloma partnerami nie służy reprodukcji
                                                otwarcie przyznają, że po prostu robią to dla przyjemności, inni
                                                nadal podpierają się naturą (imo bo to dobra wymówka)

                                                Podsumowując - nie sądzę, że kiedykolwiek świadomość zapanuje nad
                                                zdradami ale może doczekamy się czasów kiedy po prostu otwarcie
                                                będzie mówione 'nie musiałem/am ale zrobiłem/am bo było to dla mnie
                                                przyjemne'.
                                                • glamourous Re: Ech glam... 27.02.09, 13:48
                                                  mujer_bonita napisała:

                                                  > I znów ja nie o tym. Nie mówię o otyłości wywołanej chorobą. Są
                                                  > ludzie otyli w wyniku nieprawidłowości w działaniu ich organizmu
                                                  ale
                                                  > nie czarujmy się - wiekszość po prostu za dużo je.
                                                  >

                                                  A ja WLASNIE o tym. Nie pisze przeciez o otylosci wywolanej choroba,
                                                  zla przemiana tluszczow czy cukrow, lub bioracej sie z zaburzen
                                                  gospodarki hormonalnej czy funkcjonowania organow. Nie mowie tez
                                                  nawet o tej o podlozu psychologicznym. Mowie wlasnie o otylosci
                                                  spowodowanej nadmiernym OBZERANIEM SIE. Dlaczego ja nie jestem
                                                  otyla, pomimo ze jedzenie sprawia mi przyjemnosc? Dlaczego Ty nie
                                                  jestes? Bo u nas bloker apetytu dziala sprawnie. Powoduje, ze pomimo
                                                  iz sprawia nam przyjemnosc jedzenie ulubionych potraw czy slodyczy,
                                                  to NIE MAMY ochoty na wiecej niz jest to konieczne do prawilowego
                                                  funkcjonowania organizmu. Nasz organizm dziala poprawnie, czyli tak,
                                                  zeby nie robic sobie krzywdy.

                                                  Tak, ze nadal twierdze, ze analogii nie ma zadnej. Moje niejedzenie
                                                  w nadmiarze nie bierze sie z tego, ze sila swiadomosci sie od tego
                                                  powstrzymuje. Po prostu moj organizm sam naturalnie i niezaleznie od
                                                  mojej woli reguluje moj apetyt. Ze zdrada zas sprawy maja sie nieco
                                                  inaczej. Mamy wprawdzie analogiczny mechanizm zabezpieczajacy nas
                                                  przed nadmiarem seksu, bo ten bylby szkodliwy dla naszej gospodarki
                                                  energetycznej ergo dla zdrowia. Nie mamy jednak wbudowanego
                                                  mechanizmu blokujacego nasze libido w stosunku do innych osobnikow
                                                  plci przeciwnej, hehe, jest zgola przeciwnie. Organizm ludzki jakos
                                                  przez dziesiatki czy nawet setki tysiecy lat ewolucji nie
                                                  wyksztalcil samoegzekwujacego sie instynktu monogamii, ktory
                                                  naturalnie bronilby nas przed zdrada. Bo zdrada z punktu widzenia
                                                  fizjologii patologia nie jest, stad Twoja analogia w stosunku do
                                                  obzarstwa jest chybiona.

                                                  > Podsumowując - nie sądzę, że kiedykolwiek świadomość zapanuje nad
                                                  > zdradami ale może doczekamy się czasów kiedy po prostu otwarcie
                                                  > będzie mówione 'nie musiałem/am ale zrobiłem/am bo było to dla
                                                  mnie
                                                  > przyjemne'.


                                                  A to by bylo calkiem uczciwe i rozsadne ;-) zwlaszcza ze wiekszosc
                                                  ludzi nie ma swiadomosci ze nasze popedy sa sterowany przez
                                                  bezlitosny uklad limbiczny.
                                                  • mujer_bonita Re: Ech glam... 27.02.09, 13:59
                                                    glamourous napisała:
                                                    > spowodowanej nadmiernym OBZERANIEM SIE. Dlaczego ja nie jestem
                                                    > otyla, pomimo ze jedzenie sprawia mi przyjemnosc? Dlaczego Ty nie
                                                    > jestes? Bo u nas bloker apetytu dziala sprawnie. Powoduje, ze
                                                    pomimo
                                                    > iz sprawia nam przyjemnosc jedzenie ulubionych potraw czy
                                                    slodyczy,
                                                    > to NIE MAMY ochoty na wiecej niz jest to konieczne do prawilowego
                                                    > funkcjonowania organizmu.

                                                    Ale ja MAM ochotę na znacznie więcej niż jest konieczne do
                                                    prawidłowego rozwoju organizmu. Ochotę skutecznie natomiat studzi u
                                                    mnie świadomość konsekwencji. Gdyby nie fakt, że przytyję codziennie
                                                    żarłabym habmurgery, chipsy, batoniki i zapijała colą. Dlaczego - bo
                                                    to przyjemne :) Gdyby folgowanie przyjemnościom nie rodziło
                                                    negatywnych konsekwencji nie ograniczałabym się :)

                                                    Potrafisz szczerze, z ręką na sercu powiedzieć, że gdybyś nie
                                                    przytyła i nie było innych konsekwencji dla organizmu to nadal
                                                    jadłabyś sałatę zamiast ciastek?


                                                    > A to by bylo calkiem uczciwe i rozsadne ;-) zwlaszcza ze wiekszosc
                                                    > ludzi nie ma swiadomosci ze nasze popedy sa sterowany przez
                                                    > bezlitosny uklad limbiczny.

                                                    I o to w kontekście konkluzji mi chodzi - znajmy mechanizmy ale też
                                                    nazywajmy rzeczy po imieniu ;)
                                                  • glamourous Re: Ech glam... 27.02.09, 14:37
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    > Potrafisz szczerze, z ręką na sercu powiedzieć, że gdybyś nie
                                                    > przytyła i nie było innych konsekwencji dla organizmu to nadal
                                                    > jadłabyś sałatę zamiast ciastek?


                                                    Nie jem salaty ZAMIAST ciastek, tylko zupelnie niezaleznie. Kiedy
                                                    mam ochote na ciastka, wtedy je jem, z ta tylko roznica, ze po
                                                    zjedzeniu, powiedzmy, dwoch paczkow wlacza mi sie odruch "jest mi za
                                                    slodko, juz NIE MOGE" ktory sprawia, ze na wiecej nie mam ochoty.
                                                    Zauwaz, ze pisze "juz nie moge" a nie "juz sie zdroworozsadkowo
                                                    musze powstrzymac". Hamburgery rowniez jadam. Jednak po zjedzeniu
                                                    jednego big maca wlacza mi sie wrazenie SYTOSCI w zoladku i nie mam
                                                    ochoty na zjedzenie pieciu. Skoro juz o junk food mowimy, to
                                                    poprzestaje rowniez na malej coli, bo XXL juz bym nie wypila -
                                                    wlacza mi sie "juz nie moge - za duzo objetosciowo i za slodko". Nie
                                                    mam nawet specjalnie ochoty na deser (np. na lody ktore normalnie
                                                    uwielbiam) bo organizm wysyla mi syglal, ze ma juz DOSC. Rozumiesz?
                                                    I nie ma to nic wspolnego z rozpaczliwym powstrzymywaniem sie sila
                                                    woli (bo tak jak mialoby to miejsce w wypadku zdrady) tylko z
                                                    wbudowana, fizyczna blokada. Zas grubasy z obzarstwa maja uczucie
                                                    nasycenia dopiero po szostym hamburgerze czy po dziesiatym paczku -
                                                    bo u nich dzialanie blokera apetytu jest oslabione.
                                                    I to jest ta subtelna roznica.

                                                    > Gdyby folgowanie przyjemnościom nie rodziło
                                                    > negatywnych konsekwencji nie ograniczałabym się :)

                                                    I co, rzeczywiscie bys zjadla piec paczek chipsow i karton
                                                    snickersow na raz? Nie sadze, raczej by cie zemdlilo i w ten sposob
                                                    organizm zasygnalizowalby Ci "stop!". Grubasy nie maja zas tej
                                                    samoczynnej blokady - i faktycznie jedyny ratunek dla nich to silna
                                                    wola lub farmakologia.

                                                    > I o to w kontekście konkluzji mi chodzi - znajmy mechanizmy ale
                                                    też
                                                    > nazywajmy rzeczy po imieniu ;)

                                                    Zeby moc nazywac rzeczy po imieniu trzeba znac mechanizm. Ale zeby
                                                    poznac mechanizm, trzeba miec dociekliwa nature i zamiast poprzestac
                                                    na banalnym stwierdzeniu "bo mialem ochote na przyjemnosc" zadac
                                                    sobie pytanie "dlaczego mialem ochote na te przyjemnosc akurat w tym
                                                    momencie i akurat z ta osoba?"
                                                  • mujer_bonita Re: Ech glam... 27.02.09, 14:58
                                                    glamourous napisała:
                                                    > I co, rzeczywiscie bys zjadla piec paczek chipsow i karton
                                                    > snickersow na raz? Nie sadze, raczej by cie zemdlilo i w ten
                                                    sposob
                                                    > organizm zasygnalizowalby Ci "stop!". Grubasy nie maja zas tej
                                                    > samoczynnej blokady - i faktycznie jedyny ratunek dla nich to
                                                    silna
                                                    > wola lub farmakologia.

                                                    Dwie sprawy - gdyby nie było negatywnych konsekwencji może nie
                                                    jadłabym kartonu snickersów ale pochłaniałabym znacznie więcej
                                                    kalorii niż potrzebuje mój organizm. Wystarczyłby fajny deser,
                                                    tłustrze mięsko etc. 100g piersi z kurczaka na parze bez soli
                                                    zapewne da podobną tytość jak 100g karkówki smażonej ale od tej
                                                    drugiej utyję szybciej (ale o ileż jest smaczniejsza!) Kanapka z
                                                    majonezem też jest lepsza, ale bardziej kaloryczna. Można wypić
                                                    szklankę coli albo herbaty bez cukru. Przykłady można mnozyć bez
                                                    końca. O swoim metaboliźnie wiem jedno - gdybym jadła to co bym
                                                    chciała (bez objadania się) ważyłabym sporo więcej.

                                                    Co do tych grubasów - czy sądzisz, że w USA gdzie zmagają się z
                                                    epidemią otyłości jest więcej ludzi ma 'uszkodzoną' samoczynną
                                                    blokadę przed jedzeniem? Niedawno oglądałam program o fastfoodach
                                                    gdzie podawano przykład Chin - do momentu wejścia tego
                                                    typu 'jedzenia' na ich rynek w zasadzie nie znano zjawiska otyłości -
                                                    a już na pewno nie u dzieci. Teraz jest to bardzo wydoczne - czy w
                                                    ciągu 20 lat popsuły im się geny?

                                                    > Zeby moc nazywac rzeczy po imieniu trzeba znac mechanizm. Ale zeby
                                                    > poznac mechanizm, trzeba miec dociekliwa nature i zamiast
                                                    poprzestac
                                                    > na banalnym stwierdzeniu "bo mialem ochote na przyjemnosc" zadac
                                                    > sobie pytanie "dlaczego mialem ochote na te przyjemnosc akurat w
                                                    tym
                                                    > momencie i akurat z ta osoba?"

                                                    No widzisz - ja na przykład jestem taką osobą ;) Nie lubię wymówek i
                                                    często zastanawiam się właśnie - dlaczego coś mi sprawia
                                                    przyjemnośc, dlaczego coś odbieram tak czy inaczej. Czasem dochodzę
                                                    do wniosku, że coś wynika z takiego a nie innego wychowania a czasem
                                                    z lenistwa czy egoizmu. Staram się po prostu nazwyac rzeczy po
                                                    imieniu, to nic strasznego ;)
                                                  • glamourous Re: Ech glam... 27.02.09, 15:35
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    > Co do tych grubasów - czy sądzisz, że w USA gdzie zmagają się z
                                                    > epidemią otyłości jest więcej ludzi ma 'uszkodzoną' samoczynną
                                                    > blokadę przed jedzeniem? Niedawno oglądałam program o fastfoodach
                                                    > gdzie podawano przykład Chin

                                                    (no i od slowa dop slowa zrobil nam sie off topic ;-)
                                                    Coz, tak sie sklada, ze bylam akurat i w Stanach i w Chinach.
                                                    Porowniania jesli chodzi o ilosc grubasow (zarowno doroslych jak i
                                                    maloletnich) chodzacych po chinskich i amerykanskich ulicach po
                                                    prostu NIE MA i jeszcze podejrzewam dluuuugo nie bedzie. Moze wynika
                                                    to stad, ze dla osob z zaburzeniami apetytu o jakich mowie
                                                    wepchniecie w siebie kilograma ryzu czy warzyw na raz nie wywola
                                                    takich skutkow jak analogicznej ilosci fastfoodowego jedzenia...
                                                    Mimo wszystko Chinczycy nie zywia sie dzien i noc w McDonaldach, u
                                                    nich nadal dominuje zdrowe zarcie - oni jedza praktycznie same
                                                    warzywa, na takim jedzeniu nie sposob przytyc - i dopiero czestsze
                                                    wizyty w McDonaldach powoduja, ze ludzie z tego typu problemem
                                                    zaczynaja tyc? Natomiast w Stanach praktycznie jedyne dostepne
                                                    zarcie jest fast foodowe i prefabrykowane, nic wiec dziwnego ze
                                                    jedzac "tylko to" Amerykanie kompletnie rozregulowali swoje
                                                    organizmy. Oni przeciez juz od dziesiatek lat pracuja na swoje
                                                    monstrualne rozmiary : brak zdrowych kulinarnych tradycji, brak
                                                    dostepu do zdrowego jedzenia plus do tego genetycznie modyfikowane
                                                    zarcie, mieso pedzone na hormonach - zdazyli juz sobie nieszczesnicy
                                                    namieszac w fizjologii ;-)

                                                    > Czasem dochodzę
                                                    > do wniosku, że coś wynika z takiego a nie innego wychowania a
                                                    czasem
                                                    > z lenistwa czy egoizmu. Staram się po prostu nazwyac rzeczy po
                                                    > imieniu, to nic strasznego ;)
                                                    >

                                                    Ze tak przewrotnie napisze - jakby sie tak wglebic, to lenistwo i
                                                    egoizm tez maja swoje biologiczne wytlumaczenie ;-)
                                                  • mujer_bonita Re: Ech glam... 27.02.09, 16:11
                                                    glamourous napisała:
                                                    > Porowniania jesli chodzi o ilosc grubasow (zarowno doroslych jak i
                                                    > maloletnich) chodzacych po chinskich i amerykanskich ulicach po
                                                    > prostu NIE MA i jeszcze podejrzewam dluuuugo nie bedzie.

                                                    Nie porównuję przecież ilości tylko mechanizm.

                                                    > Moze wynika
                                                    > to stad, ze dla osob z zaburzeniami apetytu o jakich mowie
                                                    > wepchniecie w siebie kilograma ryzu czy warzyw na raz nie wywola
                                                    > takich skutkow jak analogicznej ilosci fastfoodowego jedzenia...

                                                    Taka była mniej więcej właśnie konkluzja tamtego programu - w
                                                    Chinach gdzie tradycyjna dieta zapobiega otyłości wprowadzenie
                                                    fastfoodów spowodowało pojawienie się (nie epidemię) otyłości. Jest
                                                    to w Chinach zauważalne - nie w sensie widoczności na ulicach ale
                                                    np. lekarze odnotowują gwałtowny wzrost przypadków otylości wśród
                                                    dzieci. Nie trzeba mieć do tego zaburzeń apetytu po prostu
                                                    dostarczamy organizmowi więcej niż potrzebuje kalorii (głównie
                                                    prostych cukrów i tłuszczy), które nie powodują wiekszej sytości. Na
                                                    nasze nieszczęście takie jedzenie jest niestety smaczne (tu znów
                                                    kłania sie mechanizm przyjemności - to co dostarcza dużo łatwej do
                                                    przetworzenia energii jest pyszne). Jednocześnie mniej się ruszamy i
                                                    na efekty nie trzeba długo czekać. I naprawdę nie jest to związane z
                                                    zaburzeniami apetytu.

                                                    > Ze tak przewrotnie napisze - jakby sie tak wglebic, to lenistwo i
                                                    > egoizm tez maja swoje biologiczne wytlumaczenie ;-)

                                                    W takim razie nie mam się czuć winna, że nie zrobiłam wczoraj tego
                                                    co miałam wybierając ploty z kumpelą bo na pewno stoi za tym
                                                    biologia i nic się na to nie dało poradzić :) Heh jestem uratowana!
                                                    Tylko jak mam wytłumaczyć przełożonemu, że to nie z powodu plotek
                                                    ale nieszczęsnej biolologii dostanie raport na poniedziałek ;) ;P
                                                  • yoric Re: Ech glam... 27.02.09, 22:56
                                                    Yorick:
                                                    >> Wydaje mi się, że Twój problem polega nie braku rozdzielenia
                                                    płaszczyzny oceny moralnej i mechanizmu (humowskie "jest" a "powinien być").

                                                    Mujer:
                                                    > Mój problem polega na tym, że odróżniam te dwie kwestie ale nie
                                                    zgadzam się z tłumaczeniem zachowania świadomego mechanizmem. Jasne?

                                                    > W takim razie nie mam się czuć winna, że nie zrobiłam wczoraj tego co miałam
                                                    wybierając ploty z kumpelą bo na pewno stoi za tym biologia i nic się na to nie
                                                    dało poradzić :) Heh jestem uratowana!


                                                    C.B.D.U.
                                                  • mujer_bonita Re: Ech glam... 28.02.09, 15:00
                                                    Yoric,

                                                    > C.B.D.U.

                                                    Ironia, sarkazm, dowcip ;) Litości :P
                                            • yoric Re: Ech glam... 27.02.09, 13:58
                                              > przecież też można powiedzieć 'przecież natura jest silniejsza od świadomości'
                                              > I nie chodzi o moralność tylko o przejście z tłumaczenia zdrad naturą do
                                              świadomego szukania przyjemności.

                                              tylko, że nikt nie twierdzi, że "natura jest silniejsza od świadomości", nikt
                                              nie usprawiedliwia zdrady 'instynktem' i wszyscy zgadzają się co do negatywnej
                                              jej oceny.
                                              Wydaje mi się, że Twój problem polega nie braku rozdzielenia płaszczyzny oceny
                                              moralnej i mechanizmu (humowskie "jest" a "powinien być").

                                              Z przykładem, że facet świadomie zakłada prezerwatywę, zamiast po prostu odmówić
                                              sobie seksu poproszę jeszcze raz o wytłumaczenie, bo jest tak absurdalny, że
                                              cięzko pojąć, co wnosi do dyskusji i na rzecz jakiej tezy.
                                              • yoric PS: 27.02.09, 14:02
                                                > 'nie musiałem/am ale zrobiłem/am bo było to dla mnie przyjemne'.

                                                wyjaśnienia ewolucyjne w ogóle się tym nie zajmują, bo opisują inny poziom.
                                                Poziom, na którym można odpowiedzieć na pytania: dlaczego było to przyjemne?
                                                Dlaczego wolałem seks z tą, a nie inną partnerką? Dlaczego pociąg do zdrady był
                                                silniejszy, gdy moja stała partnerka weszła w okres menopauzy? Itd.
                                              • mujer_bonita Re: Ech glam... 27.02.09, 14:07
                                                yoric napisał:
                                                > Z przykładem, że facet świadomie zakłada prezerwatywę, zamiast po
                                                prostu odmówi
                                                > ć
                                                > sobie seksu poproszę jeszcze raz o wytłumaczenie, bo jest tak
                                                absurdalny, że
                                                > cięzko pojąć, co wnosi do dyskusji i na rzecz jakiej tezy.

                                                Nie wiem czy celowo ale pytasz kilka razy o to samo - spodziewasz
                                                się innej odpowiedzi?

                                                > Wydaje mi się, że Twój problem polega nie braku rozdzielenia
                                                płaszczyzny oceny
                                                > moralnej i mechanizmu (humowskie "jest" a "powinien być").

                                                Mój problem polega na tym, że odróżniam te dwie kwestie ale nie
                                                zgadzam się z tłumaczeniem zachowania świadomego mechanizmem. Jasne?

                                                PS. Ja nic nie mówię, nie mówiłam i nadal nie mówie o ocenie
                                                moralnej :)
                                      • gardenersdog Re: banalna historia 27.02.09, 10:18
                                        Nie wiem, czy uprawnione jest bezpośrednie przenoszenie mechanizmów z poziomu
                                        filgenetycznego- rozwoju gatunku na konkretnego, empirycznego Pana X, który
                                        uwarunkowany jest nie tylko jako homo sapiens. I wydaje mi się, że bardziej niż
                                        samicy rozpłodowej ten Pan poszukiwał kobiety obcej, której mógłby doraźnie użyć
                                        dla zweryfikowania swojej sprawności seksualnej, nieobciążony litrami
                                        naparzonych ziółek, medykamentów, rozumiejących rozmów etc. A że o 50-letnie
                                        prostytutki trudno, to już inna bajka:)
                                        • gardenersdog Re: banalna historia 27.02.09, 10:22
                                          Miało być: filogenetycznego
    • gardenersdog Re: banalna historia 23.02.09, 23:45
      Mil-ko!

      Zapewne cholernie trudno jest znaleźć złoty środek między byciem "kobietą
      roszczeniową" a cierpliwie wyczekującą siostrą miłosierdzia. Wydaje mi się, że
      Twój mąż zdradził z potrzeby psychicznej - przezwyciężenia Ciebie, która wiernie
      towarzyszyłaś i katalogowałaś wszystkie jego frustracje.
      No egoista po prostu, w dodatku znowu jest w punkcie wyjścia, bo Ty znowu
      tryumfujesz, tylko co z tym gorzkim zwycięstwem zrobić?
      • mil-ka5 co z tym gorzkim zwycięstwem zrobić? 24.02.09, 08:06
        siostra miłosierdzia,tak masz rację, to właściwe określenie.Wynika to pewnie z racji wykonywanego zawodu - opieka, troska, terapia innych, wpisana w jego ramy.
        Te braterskie relacje...też prawdziwe.Pomoc / zakup leków/odbierana jako podbicie frustracji,prawda.
        ....
        wiem jedno zmiany są konieczne, a przede wszystkim zmiany mnie samej.Mimo tych problemów czuje się silniejsza, opadła gromadzona latami frustracja, wiem na czym stoję,jakbym odzyskała wolność.
        J.zachowaniem pokazuje,że nie chce mnie stracić, jest przygnębiony.Nie odstępuje mnie na krok, szuka tematów do rozmów,przytula.W nocy przeniósł się na moje spanie/ po kilku latach oddzielnych pokoi/,obejmuje, dotyka, całuje... uwielbiam to, daje mi to przyjemność...
        a w tyle głowy, wiecie co
        ...
        co z tym gorzkim zwycięstwem zrobić?
        • mujer_bonita Re: co z tym gorzkim zwycięstwem zrobić? 24.02.09, 08:30
          mil-ka5 napisała:
          > J.zachowaniem pokazuje,że nie chce mnie stracić, jest przygnębiony.

          Nie chce Cię stracić jako:
          a) żony, matki, kobiety jego życia, przyjaciela
          b) pielęgniarki, opiekunki, kucharki, praczki, organizatorki
          wygodnego życia?
          • mil-ka5 Re: co z tym gorzkim zwycięstwem zrobić? 24.02.09, 08:46
            mujer_bonita napisała:


            Nie chce Cię stracić jako:
            > a) żony, matki, kobiety jego życia, przyjaciela
            > b) pielęgniarki, opiekunki, kucharki, praczki, organizatorki
            > wygodnego życia?
            ....
            może to istotne - praczką, kucharką, organizatorem wygodnego życia jest on,on
            kupuje,sprząta, organizuje,wszystko czynności domowe to jego domena- wspólnie
            podejmujemy ważne decyzje,ja raczej inspiruję
            ....
            widzę ,że się pogubił ale nie mnie poddawać go terapii

            • twardycukierek Re: co z tym gorzkim zwycięstwem zrobić? 24.02.09, 13:17
              'może to istotne - praczką, kucharką, organizatorem wygodnego życia jest on,on
              kupuje,sprząta, organizuje,wszystko czynności domowe to jego domena'

              :))) I jednak Twoja historia wcale nie jest banalna.
            • twardycukierek Milko 25.02.09, 09:37
              Moim zdaniem to jest istotne. Jeśli możesz napisz trochę co rozumiesz przez
              inspirację w tym kontekście, to bardzo interesująco brzmi. Pozdrawiam.

              > ....
              > może to istotne - praczką, kucharką, organizatorem wygodnego życia jest on,on
              > kupuje,sprząta, organizuje,wszystko czynności domowe to jego domena- wspólnie
              > podejmujemy ważne decyzje,ja raczej inspiruję
              > ....
              > widzę ,że się pogubił ale nie mnie poddawać go terapii
              >
        • kachna79 Re: co z tym gorzkim zwycięstwem zrobić? 24.02.09, 08:42
          > J.zachowaniem pokazuje,że nie chce mnie stracić, jest
          przygnębiony.Nie odstępuj
          > e mnie na krok, szuka tematów do rozmów,przytula.

          On przecież doskonale wie, że problemy zdrowotne mogą wrócić, a Ty
          jesteś doskonałą opiekunką, gosposią, oparciem.
          Przepraszam, ale nie umiem mu współczuć... Natomiast Ty jesteś silną
          kobietą i zasługujesz na o wiele więcej niż litość, współczucie i
          ochłapy czułości.
          • markos28mr Re: co z tym gorzkim zwycięstwem zrobić? 24.02.09, 14:03
            Kachna , 79 to wiek , czy rok urodzenia , bo skłaniałbym się , że raczej wiek.
            • kachna79 Re: co z tym gorzkim zwycięstwem zrobić? 25.02.09, 07:49
              Na razie rok urodzenia, ale z czasem i w kwestii wieku ta liczba
              nabierze mocy:)
        • gardenersdog Re: co z tym gorzkim zwycięstwem zrobić? 24.02.09, 11:06
          >> > wiem jedno zmiany są konieczne, a przede wszystkim zmiany mnie samej.Mimo
          tych problemów czuje się silniejsza, opadła gromadzona latami frustracja, wiem
          na czym stoję,jakbym odzyskała wolność.

          Paradoksalnie, ja widzę w tym nadzieję na jakieś nowe rozdanie. Teraz jest taki
          etap jakby żałoby (wszak on dokonał "mordu założycielskiego" na Tobie!:), coś
          umarło, ale może gdy wypracujecie na nowo jakąś równowagę w tym związku?
          Zobaczycie siebie inaczej, na nowo? Jesteś bardzo silną osobą, jest w Tobie tyle
          opanowania i spokoju, działasz konstruktywnie - ja w Ciebie wierzę:)

          Pozdrawiam.
          • zyg_zyg_zyg Re: co z tym gorzkim zwycięstwem zrobić? 24.02.09, 13:12
            Ja też widzę szansę. Ale tylko Ty, Milko, możesz wiedzieć, czy rana
            zadana przez Twojego męża jest raną śmiertelną dla Waszego związku,
            czy jest szansa, żeby się zabliźniła. A cas pokaże, czy zostanie po
            niej gruba szrama pobolewająca przy złej pogodzie, czy jedynie blada
            kreseczka. Ty jedynie możesz wiedzieć, czy chcesz jeszcze dać mu,
            czy Wam, szansę. Czy chociaż spróbować, bo może się okazać, że
            to "coś" z tyłu głowy nie odpuści i nie pozwoli na wspólne życie. A
            może sie okazać, że w Waszym wypadku zdarzy się to, co ponoć czasem
            sie zdarza - że nie tylko Ty sama wyjdziesz z tego silniejsza, ale
            Wasz związek będzie jeszcze mocniejszy. Tego Ci życzę.

            Z Twojego postu wyłania się mądra, zrównoważona kobieta. Ale, jak
            wiesz, nawet mądrym i zrównoważonym zdarzają się błędy. Twój mąż w
            pewnym momencie mógł się czuć traktowany jak chory dziadek, któremu
            wykupuje sie lekarstwo z apteki - wyręczany, uspokajany, otaczany
            opieką, ba - czułością. "Już" nie mężczyzną. I z tego powodu
            rozpaczliwego potwierdzenia swojej męskości szukać w agencji.
            Oczywiście nawet jeśli tak było, to nie usprawiedliwia go to wcale.

            Nie byłam nigdy w takiej sytuacji, a wierzę, że znamy się na ile nas
            sprawdzono, ale ja bym chyba chciała chociaż spróbować
            wersji "razem".

            Właściwie nie napisałam nic poza pitu-pitu :-) Możesz to potraktować
            jako wstęp do właściwej wiadomości - życzę Ci wszystkiego dobrego i
            trzymam kciuki, cokolwiek postanowisz.
        • markos28mr Re: co z tym gorzkim zwycięstwem zrobić? 24.02.09, 13:59
          Zrób mu laskę , może to pomoże na wszystko
          • kachna79 Re: co z tym gorzkim zwycięstwem zrobić? 25.02.09, 07:50
            markos28mr napisał:

            > Zrób mu laskę , może to pomoże na wszystko
            Markos: 28 to wiek czy numer buta?
            • aandzia43 Re: co z tym gorzkim zwycięstwem zrobić? 25.02.09, 09:12
              kachna79 napisała:

              > markos28mr napisał:
              >
              > > Zrób mu laskę , może to pomoże na wszystko
              > Markos: 28 to wiek czy numer buta?

              Jak zwykle będę mniej dystyngowana niż ty, Kachno i zapytam naszego
              kolegę wprost: IQ? ;-D
              • kachna79 Re: co z tym gorzkim zwycięstwem zrobić? 25.02.09, 09:19
                > Jak zwykle będę mniej dystyngowana niż ty, Kachno i zapytam
                naszego
                > kolegę wprost: IQ? ;-D

                Przyznję, że brakuje mi tego Twojego "pazura", ale postaram sie
                popracować nad tym:)
                • aandzia43 Re: co z tym gorzkim zwycięstwem zrobić? 25.02.09, 09:29
                  Pewna zgryźliwość przychodzi z wiekiem, hi, hi;-)I niewyparzony
                  jęzor.
      • zakletawmarmur Re: banalna historia 24.02.09, 09:12
        > No egoista po prostu, w dodatku znowu jest w punkcie wyjścia, bo
        Ty znowu
        > tryumfujesz, tylko co z tym gorzkim zwycięstwem zrobić?

        A czy oczekiwanie wierności partnera nie wynika z egoistycznych
        pobudek??
        • gardenersdog Re: banalna historia 24.02.09, 10:58
          Nie wyczytałaś m.in. także ironii w moim poście.
          W przestrzeni między bezpieczeństwem a wolnością (była o tym dyskusja ostatnio)
          trudno wskazywać, gdzie kończy się "cacy" a zaczyna "be", ale na pewno narażenie
          wiernej partnerki na chorobę weneryczną (i nieważne jak przeciążonym jej
          filantropią się jest, bo to nie usprawiedliwia), na poniżenie, także
          wykorzystanie innych kobiet (prostytucja - a one tak pożądliwie wyczekiwały jego
          genów hehe yoric)jest egoizmem do kwadratu i zwykłym kurestwem.
          • zakletawmarmur Re: banalna historia 24.02.09, 12:31
            > Nie wyczytałaś m.in. także ironii w moim poście

            Chyba Ty zbyt poważnie podeszłaś do mojego pytania:-) Miłość to
            generalnie egoistyczne uczucie:-)

            > trudno wskazywać, gdzie kończy się "cacy" a zaczyna "be", ale na
            pewno narażeni
            > e
            > wiernej partnerki na chorobę weneryczną

            Myślałam, że z żoną nie sypiał... Oczywiście nawet niebzykający coś
            złapać może i poczęstować dalej kogoś z kim nie sypia.

            > filantropią się jest, bo to nie usprawiedliwia), na poniżenie,
            także
            > wykorzystanie innych kobiet (prostytucja - a one tak pożądliwie
            wyczekiwały jeg
            > o

            Myślę, że mężczyźni raczej nie są świadomi że robią krzywdę
            prostytutkom, którym przecież płacą za sex. Tak jak większość
            społeczeństwa nie ma świadomości, że wyrządza krzywdę chińskiej
            młodzieży a nawet dzieciom, kupując codziennie produkty stamtąd
            pochodzące...
    • juzia214 Re: banalna historia 24.02.09, 12:46
      mil-ka5 napisała:
      >>J.zachowaniem pokazuje,że nie chce mnie stracić, jest przygnębiony.Nie
      odstępuje mnie na krok, szuka tematów do rozmów,przytula.W nocy przeniósł się na
      moje spanie/ po kilku latach oddzielnych pokoi/,obejmuje, dotyka, całuje...
      uwielbiam to, daje mi to przyjemność...<<
      a co takiego zmienilas w sobie ,ze po kilku latach oddzielnych sypialni nagle w
      nim wybuchla taka mnamietność?czy to tylko dlatego że znalazłas dowody jego
      >>przestepstwa<<?

      wiesz- nawet istnieje okreslenie na tego typu zachowanie po tym jak druga
      strona powie-dość tego dobrego i żąda lub wprowadza konkretne zmiany.
      takie zachowania okresla sie pani kochana jako >>miesiac miodowy<<.taki miesiac
      miodowy trwa różnie dlugo,natomiast po pewnym czasie gdy pokrzywdzona strona
      związu da sie przekonać do cofniecia swojej decyzji wszystko wraca do >>normy<<.
      chcesz na pewno obudzic sie ktoregos dnia z reką w nocniku?
      zobacz napisalas tez cos takiego:
      mil-ka5 napisała:
      >>wiem jedno zmiany są konieczne, a przede wszystkim zmiany mnie samej.Mimo tych
      problemów czuje się silniejsza, opadła gromadzona latami frustracja, wiem na
      czym stoję,jakbym odzyskała wolność.<<
      moze warto byś nareszcie skupila się na sobie,na tym czego ty potrzebujesz,co ty
      jestes w stanie zaakceptowac czego nie,na tym co dla ciebie jest ważne?
      czy ty w ogole wiesz czego chcesz?
      jesli jeszcze nie jestes pewna-odstaw pana męza na bok.dajcie sobie czas na
      spokojne chłodne przemyslenie ,czy po takim wydarzeniu wasz zwiazek ma jeszcze
      racje bytu.
      czy ty wciąz musisz myślec za was oboje,czy obojgu wam podoba sie sie twoje
      bycie >>mamcią<< ->>Dodam,że sama kupowałam pewne
      specyfiki, poprawiające jego kondycję męską, udało się znacznie obniżyć
      parametry chorobowe.<<
      z tego co piszesz widac że twoj męczyzna sam potrafil zadbac o swoją sprawnośc
      seksualna w momoencie gdy bylo mu to potrzebne i nie mial ŻADNYCH oporow
      >>Mówił,że właśnie od 2 lat korzysta z usług,
      > sporadycznie 2-3 razy w roku<<

      nie wiem czy juz zrobil badania w poradni wenerologicznej (w tym rowniez na
      obecnośc HIV) ktore mu zaleciłas ,ale powinnas miec świadomośc ,ze nie byc moze
      rowniez dermatolog mialby tu cos do powiedzenia.

    • al9 mil ka wybacz mu 24.02.09, 15:50
      popełnił błąd - to się zdarza...
      wiem, że Ciebie to boli, ale zamiast Cię zdradzić, znależć nową,
      młoda partnerke - kupił sobie sex. Wiekszość mężczyzn naprawde
      podchodzi do tego bez emocji. Kupujesz 15 minut tak jak olej do auta
      albo czekoladę.
      burdel to nie zdrada.... tak zawsze było - obejrzyj np włoskie
      filmy..
      W domu zona, w sobotę chwilka wytchnienia. I spotyka sie cała elita -
      pan aptekarz, burmistrz, fryzjer.. Czyli KAZDY. Kązdy tego
      potrzebuje...
      Wybacz mu - nie będziesz żałowała..
      I pamietaj - że na seks z kurwa mężczyźni w 90% decyduja się z
      powodu sexu oralnego...
      Pozdrawiam
      al
      • juzia214 Re: mil ka wybacz mu 24.02.09, 18:36
        al9- >> burdel to nie zdrada.... tak zawsze było - obejrzyj np włoskie filmy...W
        domu zona, w sobotę chwilka wytchnienia. I spotyka sie cała elita - pan
        aptekarz, burmistrz, fryzjer.. Czyli KAZDY.Kązdy tego potrzebuje... <<

        buhaha znasz jeszcze jakies dwowcipy?
        moze tym razem jakies wnioski na podstawie japonskich kreskowek?



      • kici10 Re: mil ka wybacz mu 24.02.09, 19:52
        Nie wierzę, że to piszę, ale zgadzam się z Al9.
        Jeśli chcesz o tym podyskutować to tylko na privie.
        • mil-ka5 Re: mil ka wybacz mu 24.02.09, 20:04
          podałam Ci adres, czekam na list
          M.
          • juzia214 Re: mil ka wybacz mu 24.02.09, 21:07
            kici10 :
            >>Nie wierzę, że to piszę, ale zgadzam się z Al9.
            Jeśli chcesz o tym podyskutować to tylko na privie. <<

            mil-ka5 napisała:

            >>podałam Ci adres, czekam na list
            M.<<

            czy to znaczy ,ze obie sprowadzacie mężczyznę do roli bezmyslnego zwierzęcia
            ,ktore kieruje sie jedynie prostymi instynktami?
            czy seks dla mężczyzny jest wg.was jedynie potrzebą ktorą biedne bezmyślne
            stworzenie męskie musi zaspokoić wszystko jedno z kim byle by bylo przyjemnie i
            bez zbednego wysilku?
            macie świadomośc ze prostytutki to nie dmuchane lale ale rowniez kobiety takie
            jak wy?
            jesli wizyta w burdelu to nie zdrada to w takim razie czym sie wg was rozni
            kochanka ktora mąz sponsoruje, od prostytutki???

            chyba nigdy nie przestane sie zdumiewać faktem jak bardzo niektóre kobiety lubia
            żyć w klamstwie i ile wysiłku wkładaja w to ,zeby to kłamstwo bylo jak
            najbardziej prawdopodobne...
            • mil-ka5 Re: mil ka wybacz mu 24.02.09, 21:15
              juziu214,nie jest tak łatwo na mnie wpłynąć
              póki co nie podjęłam żadnej decyzji i nie skłaniam się do zaakceptowania zdrady
            • kici10 Re: mil ka wybacz mu 24.02.09, 22:13
              Jakim kłamstwie? Przecież wszystkie karty zostały wyłożone na stół.
              Juziu, jeśli chcesz, też z Tobą chętnie podyskutuję na privie.
        • avide Re: mil ka wybacz mu 24.02.09, 23:00
          kici10 napisała:

          > Nie wierzę, że to piszę, ale zgadzam się z Al9.
          > Jeśli chcesz o tym podyskutować to tylko na privie.


          Hej, hej, hej,... nie uciekajcie na priva. Cholernie jestem ciekaw tej dyskusji i argumentów w niej padających (zapewne mocno życiowych i osobistych) bo jak dla mnie teza mocno kontrowersyjna ale i ciekawa.
          A jeśli się już uprzecie na priva to nieskromnie zapytam czy można się włączyć ???????????
          Względy czysto dydaktyczne dla mojej osoby mam na myśli. ;-)).
          • angelina_smith Re: mil ka wybacz mu 24.02.09, 23:16
            Nie piszcie na privie, tylko tutaj.
          • kici10 Re: mil ka wybacz mu 24.02.09, 23:20
            A jeśli się już uprzecie na priva to nieskromnie zapytam czy można
            się włączyć
            Jasne, wpadaj.
      • aandzia43 Re: mil ka wybacz mu 24.02.09, 23:57
        > wiem, że Ciebie to boli, ale zamiast Cię zdradzić, znależć nową,
        > młoda partnerke - kupił sobie sex

        Nie żartuj sobie, chłopie! Znaleźć sobie nową, młodszą partnerkę to
        on by może chciał, tylko jego nie chcą. No to się prostytutką
        zadowolił. Z czego nasza bohaterka ma się cieszyć? Że zamiast
        połamać jej żebra tylko kopnął ją w piszczel? Jak w tym dowcipie o
        bacy, co się chwalił, że uratował życie Leninowi (Okazało się, że
        baca po prostu nie zepchnął wodza rewolucji w przepaść, gdy zastał
        go siedzącego na skraju tejże). Oj mógł jej narobić przykrości, oj
        mógł. A on on szlachetnie tymczasem tylko troszkę narobił. Powód do
        radości ma dziewczyna, ze hej!

        > Wybacz mu - nie będziesz żałowała..

        A skąd ty wiesz, że nei będzie żałowała? Jak się już niunio umocni
        na nieco zagrożonych teraz pozycjach, wykarmi, wypasie, wzmocni siły
        męskie (żona wszak i o to dba usłużnie farmaceutyki różne
        podsuwając), to znów pójdzie w tango. Jeśli odpowiada jej rola
        mamuśki to tak, rzeczywiście, nei będzie żałowała. Ale ona zdaje się
        ma jakieś inne wyobrażenia i plany w związku ze swoim związkiem.
        • gardenersdog Re: mil ka wybacz mu 25.02.09, 00:10
          A mnie zastanawia tylko ta zmiana frontu u Ala. O ile dobrze pamiętam, Al miał
          opinię osoby o wysokim morale, a tu nagle taki cynizm. I jeszcze jakieś włoskie
          familie na poparcie tezy. Kiedyś była tu dyskusja o prostytucji, używał dość
          niewybrednych epitetów pod adresem panów w typie męża milki.
          • aandzia43 Re: mil ka wybacz mu 25.02.09, 00:18
            O tym samym pomyślałam. I wietrzę tu prowokację. Ale na wszelki
            wypadek kłapnęłam dziobem w sposób jak najbardziej przewidywalny;-)
          • urquhart Re: mil ka wybacz mu 25.02.09, 07:42
            > A mnie zastanawia tylko ta zmiana frontu u Ala. O ile dobrze pamiętam, Al miał
            > opinię osoby o wysokim morale, a tu nagle taki cynizm.

            Zmiany frontu się zdarzają :)
            Poczytaj w archiwalne teksty Marcinkiewicza że rodzina najważniejszą wartością. On dopiero był dawany za wzór. Do tego ta wieczna mina cierpiętnika...
            Powąchał chętnej cipki i wygląda jakby był nieustannie na prochach i jedną nogą w już w niebie :)
            • twardycukierek Re: mil ka wybacz mu 25.02.09, 07:51
              'wygląda jakby był nieustannie na prochach i jedną nogą w już w niebie'

              A to na mur. Jakby inaczej mógł strawić te jej wierszyki?

              :P
            • gardenersdog Re: mil ka wybacz mu 25.02.09, 08:36
              Hehe, kolego...zgadnij o kim jest wierszyk w mojej sygnaturce :)

              > Zmiany frontu się zdarzają :)
              > Poczytaj w archiwalne teksty Marcinkiewicza że rodzina najważniejszą wartością.
              > On dopiero był dawany za wzór. Do tego ta wieczna mina cierpiętnika...
              > Powąchał chętnej cipki i wygląda jakby był nieustannie na prochach i jedną nogą
              > w już w niebie :)
          • yoric Re: mil ka wybacz mu 27.02.09, 01:19
            > A mnie zastanawia tylko ta zmiana frontu u Ala...

            mnie zastanawia, czemu ludzie myślą, że to się wyklucza.
            Można być realistą w stosunku do np. zdrady i mieć świadomość jej powszechności
            i stojących za nią mechanizmów, jednocześnie uważając ją za coś bardzo nagannego
            i potępiając ją. Gdzie tu sprzeczność?
        • gardenersdog Re: mil ka wybacz mu 25.02.09, 00:25
          >> Z czego nasza bohaterka ma się cieszyć? Że zamiast
          > połamać jej żebra tylko kopnął ją w piszczel? Jak w tym dowcipie o
          > bacy, co się chwalił, że uratował życie Leninowi (Okazało się, że
          > baca po prostu nie zepchnął wodza rewolucji w przepaść, gdy zastał
          > go siedzącego na skraju tejże)

          hehe Albo jak w tym:
          Radziecka kronika filmowa: w kadrspontanicznie wbiegają dzieci i wręczają
          Wodzowi kwiaty. Ten przytula je i daje po cukierku. U dołu morał:
          A MÓGŁ ZABIĆ!
    • avide Re: banalna historia 25.02.09, 00:06
      Normalnie kółko wzajemnej adoracji i poklepywania po pleckach.
      Takie wrażenie odniosłem jak przeczytałem wypowiedzi 3/4 kobiet odnoszących się
      do tematu.

      Poznanie prawidłowości rządzących pewnymi zachowaniami są podstawą do:
      A) Zrozumienia ich (i ew. wybaczenia)
      B) Zapobiegania im
      To tak nawiasem dla tych wszystkich którym różne teorie się tak nie podobają.

      Przeczytałem cały wątek z uwagą.
      Moje refleksje.

      Po pierwsze autorka nie pisze nic jakie było ich pożycie przez ostatnie
      5-10-15-20 lat PRZED CHOROBĄ. Dla mnie to w zasadzie kluczowa informacja.
      Dlaczego ? Bo pozwoli przewidzieć dalszy rozwój wydarzeń o który pyta autorka
      postu.

      Założę dwa takie scenariusz.
      1) Byliście faktyczni jak brat i siostra. Było sielankowo i całkowicie
      beznamiętnie. Seks tradycyjny, bez porządnego orala, po ciemku lub coś w tym
      stylu, zawsze tak samo i satysfakcja była w większości bardziej po stronie
      kobiety. Facet jak to facet robił co do niego należało fantazjując w między
      czasie o tych wszystkich rzeczach, które część z nas robi a cześć uważa że nie
      wypada ;-)). (oral, anal, przebieranki, uwodzenie, itp. w długim związku łatwo
      to gdzieś po drodze zagubić co nie znaczy, że namiętny facet o tym nie marzy).

      Jeśli tak było, to sprawa fakt banalna. Byc może robił to już wcześniej. U
      prostytutek spełniał swoje fantazje na które nie godziła się żona, albo których
      nie chciał robić z żoną (np. Madonna i Ladacznica). Zaczęły się problemy, zrobił
      to z viagrą i zwyczajnie dał się złapać. Jeżeli facet był na wyższym stanowisku,
      dobrze zarabiał scenariusz bardzo prawdopodobny. W takim układzie w zasadzie
      sprawa jasna. W domu przykładny mąż i ojciec a w naturze dziwkarz i obłudnik.
      Teoria Yorica pasuje jak znalazł.
      Co z tym zrobić ? Well... krótko na smycz, odpłacić pięknym za nadobne (?) nie
      wiem, przyznaję się. Odejście ?. Tylko czy ma ono sens ? Już nie za długo
      będzie mu stawał, skoro zdrowie się sypie i nawet z dziwką potrzebuje viagry. A
      na stare lata chłop się jednak tez czasem przydaje zwłaszcza, że gotuje, sprząta
      itp ;-)))).

      Mnie jednak bardziej interesuje opcja nr 2
      Było między nimi sielankowo. Zakładam że seks BYŁ i był satysfakcjonujący.
      Oczywiście namiętność falowała jak sinusoida bo to normalne, ale dla obojga was
      była to istotna sfera życia z której czerpaliście co najmniej sporo satysfakcji.
      Problem się zaczął w momencie choroby.

      I teraz pytanie do kobitek. Piszecie tyle o męskości i sprawdzaniu jej poprzez
      stojącego fiuta. O tym jakie to prymitywne, i jacy my prości jesteśmy tak
      postępując. Ok, zgodzę się, banalne to. Jednak powiem tak. Nie macie pojęcia o
      czym mówicie. Możecie sobie teoretyzować ale zaburzenia erekcji u mężczyzny
      porównał bym jedynie do amputacji piersi u kobiety. Chodzi mi oczywiście o
      wymiar psychologiczny. Wam nie musi nic stawać i nawet jak nie macie ochoty seks
      możecie mieć. Facetowi musi jednak stanąć, bez tego seksu nie ma. Dlatego
      właśnie większość z was raczej nie zrozumie mężczyzn.

      Jeżeli seks dla faceta była zawsze bardzo ważny. Facet lubił się kochać i był
      dumny przez lata ze swojej "męskości", była to dla niego istotna sfera życia to
      utrata jej może być swego rodzaju szokiem. Taką paniką w jaką się wpada nie
      wiedząc co się dzieje. Im bardzie facetowi na tym zależało, im bardziej był
      dumny z tego tym większą traumą będzie dla niego utrata czegoś tak ważnego w życiu.
      Znacie powiedzenie "tonący brzytwy się chwyta". Tak mogło być właśnie w tym
      przypadku. (Podkreślam tryb przypuszczający).
      Spójrzmy na fakty.
      Mężczyzna lat co najmniej 50+. Sielanka i szczęśliwe dotychczasowe życie.
      Zgodność z żoną. Nagle choroba. Zaburzenia erekcji. Leki nie pomagają, albo
      pomagają bardzo słabo. Wiadomo, po tylu latach ciężko wpaść w euforię na widok
      tej samej, znanej na wylot kobiety.
      Zastanówmy co się dzieje w głowie takiego człowieka.
      Dezorientacja, przerażenie, strach, niepewność, unikanie seksu, wreszcie....
      decyzja. Chodzi o mnie czy o nią.
      Pamiętacie dyskusje z wątku Glam o łóżkowych cieniasach ? Napisałem tam coś
      takiego, że facet w pierwszej kolejności zastosuje mechanizm wyparcia. "To nie
      ja nie mogę, to ona już mnie nie pociąga."
      Jak to sprawdzić ? Burdel. Szybko, łatwo, prosto, zwłaszcza jak się ma pozycję
      zawodową i kasę.
      Przyznanie się do tego, że ma się problem często nie mieści się w głowie
      zwłaszcza jeżeli facet jest na stanowisku decyzyjnym i przez całe życie kierował
      lub zarządzał, był zdobywcą. Wszystko za co się brał kończył sukcesem itp.

      Teraz stoi w obliczu największej porażki jaka może spotkać dumnego z swej
      dotychczasowej seksualności mężczyzny. Ląduje z viagrą u prostytutki, która dwoi
      się i troi i doprowadza go. Pewny siebie że problem jest nie w nim, zamiata
      problem pod dywan akceptując fakt, że TO ŻONA go nie pociąga. Z ulgą przyjmując
      fakt że z nim jest jeszcze ok.

      Jeśli tak było, to popełnił błąd. Może nie był na to przygotowany, że kiedyś
      przestanie mu stawać. Może myślał, że ma jeszcze kilka lat przed sobą a choroba
      niespodziewanie pokrzyżowała mu plany. Pogubił się i wybrał najłatwiejsze
      wyjście z sytuacji. Sprawdzenie z inną kobietą.
      Co w tym przypadku ?
      Jeśli tak było, myślę że błędem było by niezakreślanie całego dotychczasowego
      życia. Dziwka dla faceta jest i będzie dziwką. Emocji tam nie było. Ja bym w
      takiej sytuacji zaprowadził faceta do dobrego seksuologa by ten wytłumaczył mu,
      że mężczyzną się jest nie tylko wtedy gdy sterczy fiut. Że takie rzeczy się
      leczy (a nie tylko łyka pigułkę), że w końcu każdego z nas to kiedyś czeka. ON
      MUSI TO ZROZUMIEĆ. Sam w sobie. Inaczej co jakiś czas wyląduje w burdelu, a
      upilnować się tego nie da.
      Facet się bardzo stara. To daje mi podstawy sądzić że może było coś z tego o
      czym piszę.
      Twierdzenie że potrzebuje cię jak sprzątaczki, czy np. opiekunki włożył bym
      między bajki. Nie ty to inna. Facet 50+ dużo łatwiej znajdzie sobie kobietę niż
      kobieta 50+. Zwłaszcza jeżeli ma jakaś pozycję zawodową. To że zachowuje się tak
      a nie inaczej znaczy że on nie chce sprzątaczki. On chce CIEBIE.
      Ja bym dał mu szansę na rehabilitację. Ale na jasnych warunkach. Seksuolog to
      podstawa. Najlepiej razem. Może terapia małżeńska. No i czas... Rozwieść się
      zawsze zdążysz. A facet w domu dobry ;-)), z tego co piszesz. Osobiście nie
      przekreśliłbym tych wszystkich lat.
      Acha i jeszcze jedno. Postawiłbym warunek. Jeżeli jeszcze raz pójdzie na dziwki
      to KONIEC. Oczywiście nie przypilnujesz go, ale tu chodzi o to by miał
      świadomość co mu grozi jak jeszcze raz da się złapać. Więc albo faktycznie
      przestanie (wcale nie wykluczone)albo niech robi to z "głową" tak byś się nigdy
      nie dowiedziała. Wiele kobiet nie wie i są z tego powodu dużo szczęśliwsze.

      Moja Babcia powiada, że zdrady nie da się zapomnieć choć można ją wybaczyć. Z
      czasem jednak wszystko się relatywizuje i po kawałku odchodzi w niepamięć.

      Pozdrawiam.
      • aandzia43 Re: banalna historia 25.02.09, 00:31
        To że zachowuje się ta
        > k
        > a nie inaczej znaczy że on nie chce sprzątaczki. On chce CIEBIE.

        Oj Avide, nawet nei wiesz, jak bardzo starsi panowie chcą właśnie
        tej, a nie innej opiekunki. Co nie zmienia faktu, ze chcą od tej
        konkretnej pani tylko opieki. Starych drzew się nie przesadza, a
        więc wyobraź sobie, jak trudno jest się przyzwyczaić do nowej
        kobiety od parzenia ziółek w swoim życiu. I te wszyskie korowody z
        rodziną, dziećmi, starymi znajomymi od brydża. Po co to wszystko,
        jeśli można niewielkim kosztem (pokajać się trochę, cicho siedziec
        na dupie przez jakiś czas) wrócić w wygodne koleiny.

        Nie mam nic przeciwko wybaczaniu, powrotom i happy endom. Ale tylko
        po uprzednim gruntownym wypraniu brudów. Żeby nic nie zostało na
        później i nie gniło pod tą puchową kołderką pełnego współczucia
        zrozumienia.
      • kici10 Re: banalna historia 25.02.09, 00:44
        Avide, nic dodać, nic ująć.
      • gardenersdog Re: banalna historia 25.02.09, 00:49
        >> Twierdzenie że potrzebuje cię jak sprzątaczki, czy np. opiekunki włożył bym
        między bajki. Nie ty to inna.

        Dla mnie cały ten wątek w przedziwny sposób uzupełnia się z wątkiem maciasa,
        który mozolił się, by żona dostrzegła także jego potrzeby bycia pieszczonym,
        adorowanym(wątek- ślepa uliczka). Dla mnie stwierdzenie typu "Facet TEŻ
        potrzebuje czułości" jest jakimś kuriozalnym truizmem, a powyższy cytat to tylko
        odwrotna strona tego samego medalu, równie kuriozalna.
      • aandzia43 Re: banalna historia 25.02.09, 01:38
        avide napisał:

        > Normalnie kółko wzajemnej adoracji i poklepywania po pleckach.
        > Takie wrażenie odniosłem jak przeczytałem wypowiedzi 3/4 kobiet
        odnoszących się
        > do tematu.


        Avide, to, dlaczego faceta 50+ w takiej a nie innej sytuacji
        życiowej i zdrowotnej ciągnie do młodych lasek, jesteśmy w stanie
        pojąć bez większego problemu. I jego jednorazowy (hmmm...) test w
        burdelu jako akt rozpaczy, jako imperatyw wewnętrzny, też możemy
        swoim damskim rozumkiem wąskim jakos ogarnąć. Tylko nei o to tu
        chodzi w tym momencie. Przyczyny zjawiska biologicznego znamy, a
        jakże. Naga małpa, czyli zaniedbujący żonę i chadzający do burdelu
        mąż, prześwietlony w swych motywacjach na wylot. I co dalej? Ano co
        dalej, to już kwestia nie przyczyn nerwowej reakcji mażłónka na
        kryzys męskości, tylko platformy ich małżeńskeich relacji.
        Różnorakich relacji, nie tylko łóżkowych. CAŁOKSZTAŁTU.
        Według mnie najbardziej do sedna sprawy zbliżyła się Gardenersdog.
        Żona-mamuśka i mąż-synio to konstelacja pasująca i mnie jak ulał do
        tego małżeństwa. A jeśli tak jest, to wybaczenie a priori jest
        najgorszą rzeczą, jaką żona może zrobić w tej sytuacji. Najgorszą
        dla ich przyszłych relacji, jeśli mają one być dla niej
        satysfakcjonujące. Więc jeśli wkurza mnie w tym wątku nawoływanie do
        nie wybaczenia (z góry) i daję temu wyraz, to nie dlatego, że chcę
        sobie poklepać naszą bohaterkę po pleckach. I nie dlatego, że nie
        ogarniam bezmiaru męskich problemów wieku średniego.
        • aandzia43 Re: banalna historia 25.02.09, 01:40
          miało być:
          wkurza mnie nawoływanie do wybaczenia (z góry)
        • avide Re: banalna historia 25.02.09, 08:01
          Andzia ja w takich sytuacjach też jestem daleko od twierdzenia że wybaczamy z
          góry bo tak się powinno.

          Wręcz przeciwnie.
          Rozważam cały związek. Patrzę jak było i myślę co może być.
          Jeżeli wszystko gra, grało na zadowalającym poziomie to pod pewnymi warunkami
          pierwszy raz bym wybaczył (choć nie zapomniał). Drugi nie wiem, zależy od
          sytuacji (raczej nie), trzeciej szansy nigdy nie daję. Rozumiesz ?

          Rozpisałem się jak cholera w tamtym poście bo chciałem zwrócić uwagę na coś o
          czym większość kobiet nie ma zielonego pojęcia. Ja też mogę sobie wyobrażać jak
          to jest być w ciąży. I na wyobraźni na zawsze poprzestanie się. Pokazałem jeden
          z możliwych scenariuszy DLACZEGO do tego doszło.
          Dla Ciebie podstawą wybaczenia jest wypranie uprzednie wszystkiego jak należy.
          Dla mnie też. Podstawą jest tu jednak poznanie możliwych przyczyn i mechanizmów
          DLACZEGO do tego doszło. A kobieta jednak raczej nie zrozumie co to znaczy
          utrata "męskości" jeśli facet był z niej bardzo dumny.
          Jedyne porównanie jakie mi przychodzi do głowy to utrata piersi przez kobietę
          znaną i dumną ze swojego pięknego biustu postrzeganego przecież przez świat jak
          jeden z symboli kobiecości. Co z tego że do bzykania służy głównie inna część
          ciała. Ona przestaje się czuć kobietą i tyle.

          Sprawna erekcja zawsze była jest i pewnie będzie postrzegana jako symbol
          męskości bez względu na to ile się nagadacie że "mężczyzną się jest a nie się
          bywa". Wy to wiecie ;-), my faceci musimy się tego nauczyć ;-) jak już
          przestanie nam stawać tak często jakbyśmy tego chcieli :D

          Tak się składa że zupełnie niedawno miałem przedsmak podobnej sytuacji na
          własnej skórze. Grypa powaliła mnie do łóżka. Dostałem zestaw medykamentów z
          elementami bromu. Świetnie działa na dogi oddechowe, gorzej jeżeli chodzi o
          sprawność seksualną. ;-))
          Żonie się zachciało. Do tej pory zawsze miałem tak, że nawet 39 stopniowa
          temperatura nie przeszkadzała mi w sprawnym bzykaniu. Tym razem było inaczej. W
          głowie chciałem, w myślach już sie nakręciłem ale fizjologia powiedziała NIE.
          Sytuacja dla mnie zaskakująca i nietypowa. Co gorsza, dzień później sie
          powtórzyła. Najpierw był problem z erekcją później ze skończeniem. Niby
          wiedziałem, że trzeba odpocząć, wyzdrowieć, nabrać sił itd. ale kolejne nie
          wiem, 5-6 razy bzykanie było dla mnie i tak podświadomym testem czy wszystko
          jest ok. Dopiero jak się upewniłem odpuściłem sobie. Wiedziałem że to głupie,
          ale to było silniejsze. Po kilku razach przeszło mi ale dokładnie pamiętam stan
          w jaki moja własna seksualna schizofrenia mnie wpędziła. A jestem młody i
          generalnie zdrowy facet. Dlatego kiedyś wiem, że fajnie nie będzie jak już mnie
          dopadnie nie tyle wysoka temperatura co różne dużo poważniejsze choroby oraz
          uroki bycia "dojrzałym" mężczyzną.
          Dlatego wczucie się w sytuację męża autorki doprawdy nie była dla mnie czymś
          niezwykłym.

          To Andzia działa trochę jak z każdym innym organem. Dopóki wszystko jest ok to
          nie zwracamy na to uwagi. Dopiero jak się coś dzieje i tego nie rozumiemy często
          wpadamy w panikę. A w przypadku erekcji to dodatkowo pogarsza sytuację.

          Natomiast jak czytałem teksty potrzebuje Cię jako sprzątaczka itp, ()Bonita tu
          brylowała) to mnie krew zalewała. No prawie.
          Oczywiście że taka opiekunka to fajna rzecz. Ja tez jak byłem chory zona mi
          dawała leki. Mogła by mi dać cyjanek potasu i łyknąłbym jak witamine C. Mimo to
          nie twierdzę że potrzebuję jej jak sprzątaczki i opiekunki, a ona mnie jako
          bankomatu.
          Aandzia, potrzebujesz swego faceta jako bankomatu ? Daję sobie uciąć pewną część
          ciała że nie, przynajmniej z tymi poglądami jakie masz ;-))). Nie mniej powiedz
          czy jest coś złego w tym że (o ile of course) zarabia więcej weźmiesz od niego
          kasę na to czego potrzebujesz ? Przecież chyba po to się ludzie pobierają. Każdy
          ma jakąś zdolność jakiej nie posiada druga strona.

          A tak kończąc już, to zdziwiłybyście się jak wielu facetów doskonale by sobie
          dało rade bez tej waszej funkcji "opiekunki", "sprzątaczki" itp. Ok, na początku
          była by terapia szokowa, ale wiele przypadków to bardziej efekt wygodnictwa niż
          bezradności.
          Jak byłem młody (15-18 lat), moja matula uważała mnie chyba za niedorozwiniętego
          i wszystko sama robiła za mnie. Klasyczna nadopiekuńczość. Jak chciałem pomóc
          przy organizacji np. świąt słyszałem "nie przeszkadzaj". W końcu powiedziałem
          sobie ok, nie to nie. Wszedłem w bardzo wygodną rolę "ja nic nie umiem zrobić".
          Siedziałem na kanapie i zmieniałem kanały a ona się mało nie wykończyła. No, ale
          przecież ja nic nie potrafiłem w końcu, więc miałem czyste sumienie. W pewnym
          sensie matka do dziś mnie postrzega przez pryzmat małego chłopca. Ups... Jej
          sprawa.
          Takich kobiet jest całe mnóstwo. Same tego uczycie a później kilka pseudo
          feministek pisze, że my to tylko do funkcji sprzątaczki potrzebujemy kobietę. A
          prawda jest tak, chce to nie sprząta* jak się daje tak wykorzystywać.

          * w miejsce słowa sprząta wstawić dowolną czynność domową jaką się uważa za
          stosowną.

          ;-)))

          Miłego dnia ;-).
          • twardycukierek Re: banalna historia 25.02.09, 08:07
            Avide, niepotrzebnie Cię krew zalewała, bo autorka wątku wyraźnie napisała w
            odpowiedzi:

            'Nie chce Cię stracić jako:
            > a) żony, matki, kobiety jego życia, przyjaciela
            > b) pielęgniarki, opiekunki, kucharki, praczki, organizatorki
            > wygodnego życia?
            ....
            może to istotne - praczką, kucharką, organizatorem wygodnego życia jest on,on
            kupuje,sprząta, organizuje,wszystko czynności domowe to jego domena- wspólnie
            podejmujemy ważne decyzje,ja raczej inspiruję.'

            W ogniu dyskusji taki mały detal...
            • avide Re: banalna historia 25.02.09, 09:49
              Cukierku, przeczytałem i ten fragment. To bardzo istotna część wypowiedzi. Moja się odnosiła do bardzo częstego poglądu głoszonego nie tyle przez autorkę wątku co niektóre forumowiczki, że facet w starszym wieku to w kobiecie widzi tylko sprzątaczkę itd. Jakby to jakieś cholerne niedorozwinięte dziecko było któym trzeba się zaopiekować.
              Kiedyś tak będzie, ale to dopiero u kresu życia każdego człowieka dożywającego późnej starości. Bez względu na płeć.

              Dziadek mojej żony do ostatnich dni opiekował się babcią. Zmarł równo rok po tym jak ona odeszła. Moja babcia opiekuje się dziadkiem od dobrych 10 lat. Staruszki już są. Wiele przeszli. Babcia mówi, że niema czasu na chorowanie bo dziadek jest za bardzo chory. ;-).


              Jak widać, kobieta 50+ może byc czymś więcej niż kucharka, może być inspiracją.
              Wiem,.... niewygodne to co zostało napisane dla feministek. Zwłaszcza że napisała to kobieta i to w dodatku zdradzona. Ale cóż... życie nie jest tylko takie jak nam się wydaje.

              Prawda jest taka że są faceci i tacy, i tacy.
              Są kobiety którym facet służy jako bankomat, a tez takie które faktycznie lubią tych swoich starych pryków, pierdzących i bekających od czasu do czasu.
              • twardycukierek Avide 25.02.09, 10:04
                Fajnie, że i Ty zauważyłeś ten fragment. Wiesz jak to jest: jeśli natrafimy na
                wyspę, której nie ma na naszej mapie, mamy wybór: skorygować mapę
                albo...zignorować wyspę :)

                O tym, czym może być kobieta w życiu mężczyzny lub mężczyzna w życiu kobiety,
                porozmawiamy pewnie jeszcze nie raz. Nie ma jednej słusznej prawdy, jednego
                schematu. Co kto lubi. Smutne jest, kiedy miłość, pożądanie, oddanie,
                opiekuńczość, więź i lojalność są postrzegane jako wyraz głupoty i podporządkowania.

                Pozdrawiam Cię.
          • twardycukierek Re: banalna historia 25.02.09, 08:13
            'A tak kończąc już, to zdziwiłybyście się jak wielu facetów doskonale by sobie
            dało rade bez tej waszej funkcji "opiekunki", "sprzątaczki" itp.'

            Avide, jest takie przysłowie: Prawdziwy mężczyzna zawsze radzi sobie sam.
            Niestety, nie jest to polskie przysłowie, szkoda.
            Może kiedyś...
            Dobrego dnia :)
          • aandzia43 Re: banalna historia 25.02.09, 21:26

            Avide napisał:
            > Przecież chyba po to się ludzie pobierają. Każd
            > y
            > ma jakąś zdolność jakiej nie posiada druga strona.

            Oczywiście, ze biorę od niego to, czego sama nie mam, nie potrafię
            zrobić, albo nie lubię robić, a on może albo lubi. Łykam, jak bocian
            żabkę. Jakoś się trzeba uzupełniać. I życie sobie ułatwiać nawzajem.

            > Natomiast jak czytałem teksty potrzebuje Cię jako sprzątaczka itp,
            ()Bonita tu
            > brylowała) to mnie krew zalewała. No prawie.
            > Oczywiście że taka opiekunka to fajna rzecz. Ja tez jak byłem
            chory zona mi
            > dawała leki. Mogła by mi dać cyjanek potasu i łyknąłbym jak
            witamine C. Mimo to
            > nie twierdzę że potrzebuję jej jak sprzątaczki i opiekunki, a ona
            mnie jako
            > bankomatu.

            Kiedy piszę, że niektórzy panowie potrzebują swoich żon tylko do
            niskich, praktycznych celów, mam na myśli coś innego, niż gotowanie
            i podawanie leków. Otóż, często ludzie potrzebują od drugiej strony
            tylko takiego bezpłciowego wsparcia, ciepełka, rytuałów, wspólnego
            dreptania po utartych ścieżkach. I nie dotyczy to wcale tylko osób
            starszych wiekiem, zmęczonych życiem, czy chorych. Po prostu,
            niektórzy tak mają, że nie mają potrzeby szukać w małżonku
            czegokolwiek poza prozą życia. Nie byłoby w tym nic nagannego, gdyby
            jednocześnie nei obdarzali dobrami, których skąpią ślubnym, osób
            spoza związku. Dotyczy to nie tylko kwestii seksu i erotyki, ale tu
            taki rodzaj planowego zaniedbywania małżonka i przenoszenia względów
            na zewnątrz wzbudza chyba najwięcej bólu i żalu. Więc jeśli żona
            jest chętna i gotowa, inwestująca w intymność, a mąż przywiązany do
            niej niewątpliwie bardzo i wręcz emocjonalnie uzależniony, jak od
            matki, czy siostry i chadzający z premedytacją na boki bez cienia
            zażenowania (za to często z lękim, że się wyda), to moge powiedzieć,
            że żona owa służy mu tylko i wyłącznie do szeroko pojętej "opieki".
            TYLKO. To bardzo upokarzające dla większości kobiet.
      • mujer_bonita Re: banalna historia 25.02.09, 08:15
        avide napisał:
        > a nie inaczej znaczy że on nie chce sprzątaczki. On chce CIEBIE.

        Dowcip roku :) Facet w momencie zagrożenia rozwodem nagle PRAWDZIWIE
        dostrzega w żonie kobietę? W odwrotnej sytuacji, jak kobieta w
        obliczu rozwodu nagle zaczyna się interesować mężem - powiedziałbyś,
        że to tylko z poczucia zagrożenia. Jaką widzisz różnicę?

        > Więc albo faktycznie
        > przestanie (wcale nie wykluczone)albo niech robi to z "głową" tak
        byś się nigdy
        > nie dowiedziała. Wiele kobiet nie wie i są z tego powodu dużo
        szczęśliwsze.

        Za każdym razem to piszesz i za każdym razem ręce mi opadają. A co z
        prawem wyboru? Rozumiem, że Ty nie chcesz wiedzieć, jeżeli żona Cię
        zdradzi ale dlaczego wszyscy tak muszą?
        • avide Re: banalna historia 25.02.09, 09:39
          Bonita, wiele razy Cię broniłem jak odmienny głos w dyskusji.
          Odszczekuję wszystko.
          Jesteś zwyczajnie niereformowalna a Twoje umiejętności czytania ze zrozumieniem
          mają tendencje mocno regresywne.

          mujer_bonita napisała:
          Facet w momencie zagrożenia rozwodem nagle PRAWDZIWIE
          > dostrzega w żonie kobietę? W odwrotnej sytuacji, jak kobieta w
          > obliczu rozwodu nagle zaczyna się interesować mężem - powiedziałbyś,
          > że to tylko z poczucia zagrożenia. Jaką widzisz różnicę?


          Facet cały czas widzi w kobiecie żonę. Jestem facetem i wiem co jak widzę. To
          jednak nie zmienia faktu że pożądać można inne kobiety z innych względów.
          Facet się pogubił. To widać słychać i czuć. Popełnił błąd. Wydało się. Jak
          poczuł co może stracić uświadomił sobie to tak realnie. Często musimy coś
          stracić by to docenić. Taka natura ludzka. Rozumiem, że Ty w swej nieomylności i
          doskonałości zawsze dokonujesz salomonowych wyroków i nigdy niczego nie
          żałujesz. Nigdy się nie mylisz, nie popełniasz błędów. Wszystko co robisz jest
          boskie i doskonałe.
          Rewelacja.

          Od chorób głodu i tak myślących kobiet uchowaj nas Panie Boże.

          ___________________________________________________

          > Więc albo faktycznie przestanie (wcale nie wykluczone)albo niech
          > robi to z "głową" tak byś się nigdy nie dowiedziała. Wiele kobiet
          > nie wie i są z tego powodu dużo szczęśliwsze.

          > Za każdym razem to piszesz i za każdym razem ręce mi opadają. A co z
          > prawem wyboru? Rozumiem, że Ty nie chcesz wiedzieć, jeżeli żona Cię
          > zdradzi ale dlaczego wszyscy tak muszą?


          Bonitko, musisz się nauczyć że wiedza jest bolesna. Trzeba umieć z nią żyć. I
          dlatego czasami lepiej nie wiedzieć. Mi też za każdym razem ręce opadają ja
          czytam Twoją niezłomną wiarę w prawo wyboru.

          Powiedz mi, kiedyś umrzesz. To jedynym pewnik w życiu każdego z nas. Masz zatem
          prawo wiedzieć kiedy i jak bo to niejako odnosi się bezpośrednio Ciebie.
          Załóżmy, że masz możliwość dowiedzenia się kiedy i jak t się odbędzie.
          Skorzystasz ? Chcesz posiąść taką wiedzę ? A do czego ci ona ? Do tego by
          każdego ranka budzić się z myślą "jeszcze 14 dni, muszę jeszcze tyle spraw
          zrobić..." itd. Po co ?

          Czasami lepiej nie wiedzieć. Być może Twój partner Cię zdradził. Poszedł na
          imprezę, upił się. Jakaś laska go zbałamuciła bo przystojny facet. Zrobili to.
          Rano sie budzi i kac moralny 10x większy od fizycznego.

          Do końca swoich dni przysięga nigdy nie pić gdy nie ma Cię przy nim bo wiem że
          wtedy można popełnić błąd. Facet wartościowy ze wszech miar. Świetny partner w
          życiu, dobry kochanek, cudowny mąż.
          Teraz twoja niezłomność w świadomość wyboru.

          1)Dowiadujesz się, Twoje dumne ja mówi precz mi z oczy niewierny chamie po czym
          na luzie dumna, ze swojego prawa wyboru niszczy życie sobie oraz innemu
          człowiekowi. Tylko dlatego, że popełnił błąd którego Ty nie możesz przełknąć bo
          godność ci nie pozwala.

          2) Dowiadujesz się i postawiasz że jednak dobry chłop i niech zostanie. Nie
          mniej w głowie to siedzi. Tego się nie zapomina. Możesz wierzyć lub nie, byłem
          kiedyś zdradzony, wiem że to się pamięta. Przy każdym osobnym wyjściu myśli
          powracają. Żyjecie ale to już nie jest to samo. Gdzieś coś się wypaliło. Przez
          jeden mały błąd w życiu. (baaardzo częsty scenariusz)


          3) Chłop jest roztropny i ubezwłasnowolnia Cię podejmując decyzję za Ciebie.
          Mądra poczwara. Nie powiem jej. To był wypadek przy pracy, dołożę wszelkich
          starań by sie nie powtórzyło. Ty nic nie wiesz, on dba o to by nigdy się nie
          wydało. Żyjecie w słodkiej idylli jak do tej pory.

          No i powiedz po co Ci wiedzieć ? PO CO ?????????????????????????????
          Nie doceniasz destrukcyjnej siły psychiki jeśli myślisz, że ze wszystkim sobie
          poradzisz...

          Ale w sumie po co ja Ci to piszę... przecież Ty i tak wiesz swoje.
          Powiem tak. Ja jakbym był Twoim facetem czasami wolałbym nie wiedzieć i Ciebie
          tez był "chronił" przed Twoimi poglądami nie mówiąc Ci wszystkiego.
          A tak w ogóle.. od chorób głodu... ups już to napisałem powyżej.....

          Miłego dnia.
          • gardenersdog Re: banalna historia 25.02.09, 09:50
            Avide, wizyta w agencji to nie "wypadek przy pracy", to działanie z
            premedytacją. Naprawdę, nie zakładaj, że twój rozmówca jest głupszy od Ciebie.
            • avide Re: banalna historia 25.02.09, 10:26
              Nigdy tego nie zakładam.
              Przeciwnie. Uważam ze jest równy poziomem albo i lepszy.

              Przypadek który opisałem Bonicie odnosił się TYLKO I WYŁĄCZNIE do jej sposobu
              myślenia.

              Przypadek autorki wątku to zupełnie sprawa. Wiem ze nie znalazł się tam przez
              przypadek. Więcej, robił to nie raz i z wieloma kobietami.
              Punktem zapalnym było twierdzenie Bonity że witki jej opadają jak czyta moje
              rady w stylu "jak zrobisz to jeszcze raz to koniec - czytaj nie rób tego wcale
              albo nie daj się złapać bo jakie będą konsekwencje już wiesz" Jasne postawienie
              sprawy.
              Oczywiście, że będąc na miejscu miejscu autorki chciałbym żeby to się nigdy
              więcej nie powtórzyło, a nie bym się nigdy o tym nie dowiedział. Nie mniej dla
              mnie osobiście liczy się końcowy efekt. Nie wydarzy się = zyję szczęśliwie choć
              i tak mam podejrzenia. Wydarzy się ale sie nie dowiem = myślę że się nie
              wydarzyło ale i tam mam takie same podejrzenia jak w przypadku A.

              Pisze tak a nie inaczej by nie uprawiać hipokrzji i nie pisać "jak mu wybaczysz
              na pewno się poprawi i więcej tego nie zrobi". NIe chce też 30-letniego związku
              przekreślać pod wpływam emocji. Jestem zwolennikiem dania co najmniej jednej
              szansy. To czy ją wykorzysta... inna sprawa.
              Oboje są już w takim wieku że budowanie wszystkiego od nowa w nowych związkach
              to z lekka karkołomne zadanie. Co innego jakby mieli 25-30 lat. Ale nie jak mają
              50+.
              Wtedy emocje trzeba odłożyć na bok i dorzucić trochę chłodnej kalkulacji. Nie
              sądzisz ?
              Może odpłacić pięknym za nadobne ? Może przebaczyć ? Zapomnieć ? A może pastwić
              się przez jakiś czas na facecie by zapamiętał nauczkę do końca życia. Nie
              wiem... każdy ma własne sposoby.

          • mujer_bonita Re: banalna historia 25.02.09, 10:41
            avide napisał:
            > Facet cały czas widzi w kobiecie żonę. Jestem facetem i wiem co
            jak widzę. To
            > jednak nie zmienia faktu że pożądać można inne kobiety z innych
            względów.

            Avide - i kto nie potrafi czytać ze zrozumieniem? Pytałam o ty czy
            on widzi w żonie kobietę a nie w kobiecie żonę. Drobna aczkolwiek
            zasadnicza różnica. Nie odnosiłam się do kwestii, że on pożąda
            innych kobiet tylko że ODSTAWIŁ swoją żonę jako kobietę. Dokładnie
            opisała to autorka:
            'I od tej pory całkowity brak zainteresowania mną jako kochanką,
            chłód emocjonalny,odrzucenie.
            (...) Mówi wprost,że wobec mnie coś się załamało,stąd niechęć do
            współżycia.'

            W pewnym momencie ona została odrzucona jako KOBIETA-kochanka. I
            nagle jak on został zagrożony rozwodem to zaczeła go pociągać?

            > Popełnił błąd. Wydało się. Jak
            > poczuł co może stracić uświadomił sobie to tak realnie. Często
            musimy coś
            > stracić by to docenić. Taka natura ludzka.

            Oczywiście - tylko pytanie - stratę czego poczuł?

            > No i powiedz po co Ci wiedzieć ? PO
            CO ?????????????????????????????
            > Nie doceniasz destrukcyjnej siły psychiki jeśli myślisz, że ze
            wszystkim sobie
            > poradzisz...

            Avide - po raz kolejny prawisz dłuuuuuuugie kazanie opisując coś co
            DOSKONALE wiem ale nie odnosisz się do tego, o co pytam. Czy
            sprawiają Ci przyjemność te kazania? Czujesz się lepszy?

            DOSKONALE wiem, że świadomość jest destrukcyjna i nigdzie nie
            twierdzę, że sobie poradzę. Ale:
            1) świadomości nie da się wyłączyć
            2) jeżeli świadomość jest wyborem czemu go odmawiasz
            3) jeszcze nie widziałam, żebyś doradził facetowi przymykanie oka na
            puszczającą się żonę, bo lepiej jest nie wiedzieć.

            Owszem - świadomość jest destrukcyjna - po co czegokolwiek w zyciu
            chcieć, lepiej pracować za płacę minimalna, mieszkać kątem u
            rodziców, jeść gołe kartofle. Po co wiedzieć, że można więcej - taka
            wiedza może przecież unieszczęśliwić - bo możesz czegość nie
            osiągnąć! I co wtedy? co wtedy, kiedy dowiesz się, że możesz
            pojechać na Bali (jak tam pięknie) a nie stać cię? LEPIEJ NIE
            WIEDZIEĆ!

            Taaaa... najlepiej to nic w życiu nie wiedzieć wtedy nie ma z niczym
            problemu.
    • juzia214 Re: banalna historia 25.02.09, 10:47
      Kici-jesli chcesz poslucham Twojej historii na prive ale nie gniewaj sie,
      pogadać wole tutaj.

      i zgadzam sie właściwie i z Aandzią i z Avide i z Bonitą.
      jak sie tak poczyta to te wszystkie wypowiedzi sie uzupłeniają.
      niejestem przeciwnicza wybaczenia zdrady.
      i odnosze sie jedynie do obenie opisanej sytuacji.
      co zrobic z tym konkretnym faktem.
      jesli zona czuje sie zdolna do tego ,zeby wybaczyc zdradę i zyc z mężem nie
      stawiając sie w roli ofiary i jeslibędzie umiała patrzec na niego nie przez
      pryzmat zdrady (zawiodl mnie,oklamał w jednej sprawie to nie moge mu juz ufać w
      innych) to ok.
      tyle ,ze uważam ,ze jest do tego potrzebny na pewno czas, a najlepiej rowniez
      terapia.
      przecież zawaliły sie fundamenty.zona dala mężowi kredyt zaufania-mąz to
      zniszczył.to jest konkretny cios ktory spowodowal konkretna ranę.nie można
      tworzyć wspolnoty-jakiekolwiek:uczuciowej,finansowej,duchowej z kims komu się
      nie ufa.
      trzeba na nowo wszystko odbudowac.
      a obecnie (z opisu) wygląda to tak:
      mąz czuje sie winny ,wiec zaczął sie łasić.
      zona wolalaby zeby ta sprawa sie nie wydarzyla i więc probując zatuszowac swoj
      bol ,probujac oszukać sama siebie,przyjmuje te czulosci.za jakis czas mąż
      pomysli ze w ten sposob zmazał swoje winy wiec jest ok,zycie wraca do normy.w
      tym momencie zona poczuje sie oszukana i zaczynie szukac winy w sobie,to w
      mężu,to w prostytutce-różnie.

      dlatego proponuję ,zeby na spokojnie, nie poddajac sie naciskom ani manipulacjom
      ze strony męza zastanowila się babeczka czy chce z tym mężczyzną dalej byc i na
      jakich zasadach.
      czy jest pewna ,ze on jest zdrowy-czy nie przyniosł ze sobą jakichś konkretnych
      chorob wenerycznych/dermatologicznych?
      czy wie czego oczekuje od męża?
      czy bedzie umiala wybaczyć?
      czy umie mu powidziec jak bardzo ja zranil?
      czy chce takich radykalnych zmian jak rozwod czy separacja?
      czy chce dalej z nim mieszkać,patrzec na niegocodziennie,opiekowac sie nim w
      chorobie ?
      itd.itd.
      można tez wybrać opcje druga-przymuję ,ze zdrada to nic wielkiego, udaje ze mnie
      to nie zabolało,do końca zycia robie dobra minę do złej gry.
      mozna wybrać co sie chce tylko trzeba brac pod uwagę jakie będą tego nastepstwa.
      • kici10 Re: banalna historia 25.02.09, 15:02
        Kici-jesli chcesz poslucham Twojej historii na prive ale nie gniewaj
        sie,
        > pogadać wole tutaj.
        Oczywiście, że się nie gniewam. Nie mam potrzeby epatowania moją
        historią.
    • sagittka Re: banalna historia 25.02.09, 12:36
      Kiedyś wspominałam na forum parę, w wieku ok. 60 i opisywałam
      sytuację, jak żona sama załatwia mężowi wizyty w burdelu, pilnuje by
      była to renomowana agencja, by dziewczyna była zdrowa, ładna i w
      typie męża, daje także zalecenia, że męża nie można bardzo zmęczyć,
      no jednym słowem organizuje mu seks od A do Zet.
      Oczywiście nie jest to dla niej zdradą, a raczej usługa podobną do
      masażu, (masaże też mężowi załatwia).

      Można więc mieć takie podejście, wpasowujące się w opinię ala9, ale
      jest jedna różnica zasadnicza - możemy coś akceptować jeśli o tym
      wiemy i godzimy się na to.
      Autorka wątku czuje się oszukana, bo odebrała od męża sygnał, że nie
      jest zainteresowany seksem, a tak naprawdę nie był zainteresowany
      seksem z nią. Trudno teraz zacząć myśleć o jego rozrywkach w agencji
      jak o masażach, wizytach w saunie, czy innych przyjemnościach
      cielesnych.


      Przy okazji polecam dobry film Sveraka "Butelki zwrotne" o życiu
      małzeństwa na wczesnej emeryturze, o ciągotach starzejącego się
      mężczyzny i o tym czym jest miłość po 30 latach wspólnego życia.
    • al9 nie zmieniam frontu 25.02.09, 14:01
      A mnie zastanawia tylko ta zmiana frontu u Ala. O ile dobrze
      pamiętam, Al miał
      opinię osoby o wysokim morale, a tu nagle taki cynizm. I jeszcze
      jakieś włoskie
      familie na poparcie tezy.
      ------------------------
      włoskie familie to oczywiscie mały przerywnik :-)
      jesli nie układa sie MŁODYM ludziom, majacym CAŁE życie przed sobą -
      zawsze doradzam rozstanie. Ale inna jest sytuacja kobiety po 50
      Bardzo jesteście pryncypialni.. Brawo!
      Wy będziecie pocieszac załozycielke postu, jesli dla zaspokojenia
      swojego ego postawi sprawe na ostrzu noża? Znajdziecie jej nowego
      męża???
      Bo zapewniam, ze kopniety w dupę mąż szybciutko sie pociesz w
      ramionach kobiety 20 lat młodszej..
      Kilka razy w różnych dyskusjach pisałem dlaczego mężczyźni chodzą na
      dziwki. I nie kryłem, że dla człowieka o minimalnej chociaż
      wrażliwości to uczucie traumatyczne. Upokarzające. Puste. Nie
      porównywalne w żaden sposób z sexem z osobą - jesli nie ukochana to
      chociaZ bliską.. A autopsji to pisałem. I wiem jak wygląda
      rozstanie. Równiez z autopsji. I chociaz jestem młodszy od
      zdradzającgo męża - wiem jak sie to skończy, jesli mil-ka5 zdecyduje
      sie na rozwód. On będzie szczęśliwy - ona nigdy. I za rok dwa będzie
      gorzko żałować. Kobieta po 50 ma 1% szans na ułozenie sobie na nowo
      zycia. Jest poddawana towarzyskiej obstrukcji. Jest skazana na
      wegetację. To brutalne i WCALE mi sie nie podoba. Ale tak wygląda
      życie...
      Dlatego doradzam - wybaczyć...
      al
      • glamourous Re: nie zmieniam frontu 25.02.09, 15:13
        al9 napisał:

        Kobieta po 50 ma 1% szans na ułozenie sobie na nowo
        > zycia. Jest poddawana towarzyskiej obstrukcji. Jest skazana na
        > wegetację. To brutalne i WCALE mi sie nie podoba. Ale tak wygląda
        > życie...
        > Dlatego doradzam - wybaczyć...

        To zalezy jaka jest kobieta. Fizycznie i psychologicznie. Jezeli jest
        towarzyska, atrakcyjna, zadbana, niezalezna finansowo, dynamiczna i mloda duchem
        - to wcale nie jest to takie marne 1% szans :-) Mam w rodzinie przypadek, ze
        kobieta 52 letnia odciagnela 45letniego faceta od rodziny i sporo mlodszej od
        niej zony! Ty, Al wyobrazasz sobie pewnie 50 latke jako koniecznie jakas siwa,
        moherowa babcie. A przeciez np. Madonna czy Sharon Stone tez maja kolo
        piecdziesiatki...
        Tak ze to wszystko jest bardzo wzgledne...
        • al9 glam masz rację i nie masz 25.02.09, 15:41
          Ty, Al wyobrazasz sobie pewnie 50 latke jako koniecznie jakas siwa,
          moherowa babcie. A przeciez np. Madonna czy Sharon Stone tez maja
          kolo
          piecdziesiatki...
          ------
          wiem jak wyglądaja zdbane 50 latki - sam mam 45 i przyjaciół w
          okreslonym wieku...
          co do Madonny - Guy złozył pozew rozwodowy, wiesz?
          Sam niekoniecznie patrzę na kobiety biorąc pod uwagę jej wiek
          (odszedłem od dziewczyny 10 lat młodszej ode mnie do 2 lata
          starszej) - ale WSZYSCY kumple i znajomi wymieniają żony na młodsze..
          Ale ok glam. Szanse atrakcyjnych 50 latek sę dużo większe.. Nie 1% a
          3..

          al
          • glamourous Re: glam masz rację i nie masz 25.02.09, 20:20
            No dobra, Al, przyznaje ze Polska to nie Hollywood i w tutejszych realiach
            rzeczywiscie procent 50-letnich Sharon Stone czy Madonn (wymuskanych,
            wyfitnessowanych i wyliftingowanych) wcale nie jest az taki duzy. I co za tym
            idzie, szanse na ponowne ulozenie sobie zycia seksualnego moze nie sa
            stuprocentowe. Ale z tym "niklym procentem" i tak gruuuubo przesadzasz. Nie
            kazdy bowiem 50 czy 60 letni facet ma aparycje Brada Pitta (juz tez juz w koncu
            blisko 50cio latka!) portfel Rockefelera, czy medialnosc Marcinkiewicza (hehe
            ;-) a co za tym idzie nie kazdy targetuje w atrakcyjne dwudziestolatki :-) Jest
            przeciez cala rzesza calkiem normalnych i nierozbestwionych
            piecdziesiecioletnich rozwodnikow, wdowcow itp, ktorzy nie szukaja sobie wcale
            kobiety o dwa pokolenia mlodszej, bo realnie oceniaja swoje szanse u takowych. I
            szukaja po prostu fajnej towarzyszki zycia. Na przyklad sasiadka mojej mamy w
            wieku 60 lat wlasnie niedawno wyszla za maz za milego, poznanego W NECIE
            rownolatka-wdowca. Jak sie chce znalezc to praktycznie w kazdym wieku mozna. Od
            czego internet, biura matrymonialne i inne tego typu supporty? Wiec nie mozna tu
            przesadzac, ze kobiete po 50 to juz tylko koscielne sluby czystosci czekaja, bo
            ma tylko 3% prawdopodobienstwa na ponowne ulozenie sobie tych spraw... ;-/
            Wszystko zalezy od apetytu na zycie i gotowosci na nowy zwiazek.

            PS. Guy Richie zlozyl pozew, fakt, ale wszyscy i tak go podziwiaja, ze wytrzymal
            TYLE lat z taka niechybna jedza na jaka zawsze wygladala Madonna ;-) Nie zawsze
            rozwod musi byc wynikiem checi zamiany zony na mlodsza... A taki Ralph Fiennes
            (piekny facet!) rzucil kiedys swoja mloda zone dla starszej od siebie o prawie
            20 lat Franceski Annis ;-)
      • juzia214 Re: nie zmieniam frontu 25.02.09, 15:42
        al- nie zgadzam się z toba kompletnie.
        ty na wstępie zakładasz ,że problemu nie da sie rozwiązać ,od razu trzeba od
        niego uciec.
        zauważ ,ze ta babeczka juz dawno nie czuje się kobietą w tym zwiazku.
        jest towarzyszką ,opiekunką,matką dziecka ale kobietą-już nie.
        a teraz dowiedziala się że to nie dlatego,że tak akurat jej sie życie ulożyło
        ze jej mężczyzna wczesniej niz ona stracił sprawnośc seksualną,ale dlatego że
        jej mąż nie widzi już w niej kobiety.
        nie masz pojecia ,nikt z nas nie wie, co się zmieni w podejściu Milki do zycia
        jesli sie na rozwod zdecyduje czy jesli sie nie zdecyduje.
        decyzja nalezy do niej.
        tylko ona moze połozyć- jak na wadze-to co traci i to co zyskuje.
        to nie jest kwesta zaspokojenia swojego EGO (a w domysle -niedobra, nie pomysli
        wcale o swoim biednym męzusiu, ktory juz dawno olal jej potrzeby i skupił sie na
        sobie ) ale kwesta dalszego zycia zgodnie ze swoimi potrzebami,tak fizycznym jak
        i psychicznymi.
        w czym upartujesz jej nieszczęście po ewentualnym rozwodzie???????
        w czym upatrujesz szczęście jej męża??????
        piszesz jak człowiek albo bardzo niedoświadczony albo bardzo zgorzkniały.
        a życie z kazdego punku widzenia wyglada inaczej i wyglaszanie stwierdzeń BO
        TAKIE JEST ZYCIE jest zwyczajnie śmieszne.
        • al9 Re: nie zmieniam frontu 25.02.09, 16:31
          juzia214 napisała:

          > al- nie zgadzam się z toba kompletnie.

          super - masz prawo :-)
          > ty na wstępie zakładasz ,że problemu nie da sie rozwiązać ,od
          razu trzeba od
          > niego uciec.

          skąd taki wniosek? Problem jest i to poważny - uważam natomiast że
          rozwód to żadno rozwiązanie...
          > zauważ ,ze ta babeczka juz dawno nie czuje się kobietą w tym
          zwiazku.
          > jest towarzyszką ,opiekunką,matką dziecka ale kobietą-już nie.
          > a teraz dowiedziala się że to nie dlatego,że tak akurat jej sie
          życie ulożyło
          > ze jej mężczyzna wczesniej niz ona stracił sprawnośc seksualną,ale
          dlatego że
          > jej mąż nie widzi już w niej kobiety.

          tak - zgoda w 100% to bardzo smutne...

          > nie masz pojecia ,nikt z nas nie wie, co się zmieni w podejściu
          Milki do zycia
          > jesli sie na rozwod zdecyduje czy jesli sie nie zdecyduje.
          > decyzja nalezy do niej.

          to prawda. Ja nioe wiem i Ty tez nie wiesz. Ale to forum i w morzu
          rad i komentarzy mam prawo uznać, ze facetowi trzeba dać jeszcze
          jedna szansę..
          > tylko ona moze połozyć- jak na wadze-to co traci i to co zyskuje.
          > to nie jest kwesta zaspokojenia swojego EGO (a w domysle -
          niedobra, nie pomysli
          > wcale o swoim biednym męzusiu, ktory juz dawno olal jej potrzeby i
          skupił sie n
          > a
          > sobie ) ale kwesta dalszego zycia zgodnie ze swoimi potrzebami,tak
          fizycznym ja
          > k
          > i psychicznymi.
          > w czym upartujesz jej nieszczęście po ewentualnym rozwodzie???????

          z obserwacji zyciowych..

          > w czym upatrujesz szczęście jej męża??????

          jak wyżej. w ramionach 30 latki jakos sie pozbiera...
          > piszesz jak człowiek albo bardzo niedoświadczony albo bardzo
          zgorzkniały.

          komentarz osobisty i nieobiektywny...
          > a życie z kazdego punku widzenia wyglada inaczej i wyglaszanie
          stwierdzeń BO
          > TAKIE JEST ZYCIE jest zwyczajnie śmieszne.


          ok - to sie posmiejmy..
          zwłaszcza załozycielka watku po rozwodzie będzie pekać ze smiechu..
          to forum - nie zgadzajmy sie - ale elegancko..
          al
      • aandzia43 Re: nie zmieniam frontu 25.02.09, 18:07
        Al, pomiędzy twoim "wybacz mu", a "nie rozwodź się pochopnie, w
        pierszym impulsie" jest jeszcze kupa miejsca na różne rozsądne
        zachowania. Bo ani wybaczenie z marszu, ani rozwód z marszu nie są
        rozsądnymi rozwiązaniami. Pierwsze, bo jest spowodowane tylko
        ogromnym strachem kobiety przed fizyczną samotnością i związanymi z
        nią perturbacjami i zawsze owocuje rozciągniętą na lata słodką
        zemstą. Takie miliony szpil wbijanych w starego i już bezbronnego
        męża, któremu się keidyś "wybaczyło", bo się musiało. Drugie.. no
        wiadomo, co nagle, to po diable.

        Istota wybaczenia nie polega na zgięciu karku i udawaniu przed sobą,
        że się nic nei stało. Mylisz pojęcia. Napisz wyraźnie: kobieto, nic
        cię lepszego w życiu nie czeka od zamrożenia swojej kobiecości i
        wegetacji ze starym dziadem, który nie leci na ciebie, chociaż na
        inne kobitki jeszcze tak. Pogódź się z tym, zegnij kark i ciągnij
        ten wózek udając, że się nic nie stało. Nazwij rzecz po imieniu,
        zrozumiemy. Ale na Boga, nie nazywaj tego, co proponujesz
        WYBACZENIEM. Wybaczenie to zjawisko z trochę innej półki.

        Ja też mam 45 lat, czuję na karku oddech kostuchy i chłód starości.
        Boję się śmierci, samotności, pustki bezproduktywnego życia, zaniku
        witalności. I wiesz, co bym zrobiła mężowi, który by mnie tak
        załatwił, jak mąż Milki załatwił ją? Ostrą jazdę bez trzymanki.
        Piekło. Armagedon. A gdybym już ochłonęła, wtedy zobaczyłabym, jak
        ja się w tym wszystkim czuję, jak misiu zareagował i czy jest co
        zbierać. I jak to zbierać, żeby było dalej jak najkorzyststniej dla
        mnie przede wszystkim. Dla mnie, bo misiu już o swoje zadbał.


        > Bo zapewniam, ze kopniety w dupę mąż szybciutko sie pociesz w
        > ramionach kobiety 20 lat młodszej..
        >On będzie szczęśliwy - ona nigdy. I za rok dwa będzie
        > gorzko żałować

        A to już science fiction. Marne szanse, by 55-cio latkeim na serio
        zainteresowała się dwudziestolatka. Nie każdy jest starą, ale jarą
        gwiazdą rocka, czy Onassisem. W polskich realiach takie zwiazki
        kończą się szybciutko. Z hukiem i niesmakiem. Więc mąż Milki nie
        byłby taki szczęśliwy, jak to przedstawiasz. Do tego byłby błaznem.
        Co jej z jednej storny dokopałoby, bo maiłaby swiadomość, ze
        spędziła życie z durniem, a z drugiej strony dałoby satysfakcję, że
        stary błaźni się na własny rachunek, a nie z nią u boku,
        przyprawiając jej rogi.
        • gardenersdog Re: nie zmieniam frontu 25.02.09, 18:22
          Podpisuję się pod każdym słowem. Już wcześniej pisałaś, że w kontekście
          dotychczasowych relacji małżeńskich autorki kluczowe jest, jakie to wybaczenie
          będzie. Jeśli będzie to "wybaczenie" w stylu ala 9, efekt jest banalny do
          przewidzenia i znudzenia: oto dobra, rozumiejąca mamusia znowu podtarła tyłek, i
          przy okazji bardziej strategiczny organ też, czyli wracamy do punktu wyjścia.
          Ale Milki już chyba nie stać na taki regres.
          • kici10 Re: nie zmieniam frontu 25.02.09, 20:54
            Troszkę dziewczyny poszalałyście. Przecież Al9 nigdzie nie napisał w
            jakim stylu ma mu wybaczyć. Nie napisał, żeby wybaczyła mu
            bezwarunkowo. Nie napisał, że nie powinna mu dać popalić, tak żeby
            następnym razem 10 razy pomyślał, zanim mu taka myśl zaświta. Tak,
            też uważam, że powinien dostać nauczkę. A zemstę można zaplanować
            tak, żeby pozwoliła rozwinąc własne skrzydła, a nie niszczyć siebie,
            jego, wszystko.
            Natomiast nie zgadzam się z wizją szczęścia wiecznego panów 50+, po
            zostawieniu żon i związaniu się z młodszymi partnerkami. To nie
            takie proste. Zakładając nawet, że intencje tych dziewczyn są jak
            najbardziej szczere, to różnica pokolenia nie może być bez
            znaczenia. Różne doświadczenia, różny rozwój, różne wizje świata.
            Różne siły witalne. Najczęściej nadchodzi taki moment, że człowiek
            czuje się bardzo stary, przy młodej partnerce. Już nie może nadążyć.
            Choćby się nie wiem jak starał. Zmęczenie irytuje, choroby
            frustrują, a opadający fiutek jest powodem rozpadu. Jak to mówią -
            za wszystko w życiu trzeba zapłacić. A rachunek jest solidny.
            • kawitator suplement 25.02.09, 21:45
              W sprawie szans na ułożenie sobie powtórnie życia w wieku 55 +
              Zgodnie z danymi zwartymi w aktualnym roczniku statystycznym dział ludność stan i struktura tab 16 w dniu 30 grudnia 2006 roku żyło w Polsce w zakresie wiekowym 55-59 lat
              1 202,9 tys facetów i 1340, 8 tys kobiet
              W zakresie wiekowym 60-64 lat odpowiednio facetów 695 tys a kobiet 839 tysiecy
              Jak widać z powyższych liczb dla około 20 % kobiet zabraknie fizycznie partnerów
              Biorąc pod uwagę znacznie gorszy stan zdrowia facetów w tym wieku wykluczający z "rynku " dodatkowe procenty przyjecie, że w tym wieku na trzy sprawne kobitki przypada dwóch równie sprawnych facetów będzie zbliżone do rzeczywistości
              Wnioski dotyczące statystycznej łatwości poszukania nowego partnera proszę wyciągać samodzielnie
              • anula36 Re: suplement 25.02.09, 22:29
                czyli, krotko mowiac, lepszy rydz niz nic;)
              • juzia214 Re: suplement 25.02.09, 22:38
                statystycznie powiadasz...
                jak by tak policzyc statystycznie ilośc aktow miłosnych w miesiacu ,w ktorych
                brali udzial ludzie z tego forum statystycznie kazdy załapałby sie przynajmnie
                na jakies dwa do trzech razy.
                a w rzeczywistosci bywa jak bywa ...
              • kici10 Re: suplement 26.02.09, 08:39
                Dodajmy do tej statystyki jeszcze jeden pominięty model. Otóż są
                również sytuacje, że takie panie wcale nie szukają nowego stałego
                partnera. Najczęściej dotyczy to kobiet o ustabilizowanej sytuacji
                materialnej. Nie chcą niańczyć szybciej sypiących się panów. Owszem,
                spotykają się z nimi, ale tylko doraźnie. Na stałe nie ma mowy. Już
                się nabyły w swoim życiu mężatkami. To coraz częściej obserwowane
                zjawisko.
                • urquhart Re: suplement 26.02.09, 08:43
                  Zasoby już mają, teraz rozgladają się za kontaktem najlepszym
                  materiałem genetycznym :)
                • sagittka Re: suplement 26.02.09, 11:11
                  > materialnej. Nie chcą niańczyć szybciej sypiących się panów.
                  Owszem, spotykają się z nimi, ale tylko doraźnie. Na stałe nie ma
                  mowy.

                  Czytałam niedawno rozmowę z paniami z klubu jakiegoś lokalnego klubu
                  seniora. Opowiadały, że miały ogromne powodzenie u panów z tego
                  klubu, były adorowane, pojawiały się oświadczyny i poważne
                  propozycje matrymonialne. Większość z nich nie jest tym
                  zainteresowana, bo jak twierdzą "mężatkami były już wiele lat, teraz
                  chcą korzystać z życia", czyli chętnie się umawiają na randki, na
                  wyjście do teatru, wycieczki, ale "znowu prać chłopu gacie i parzyć
                  ziółka?". Samotni mężczyźni natomiast szukają przede wszystkim
                  opiekunek, bo jest to pokolenie przyzwyczajone do kobiecej obsługi w
                  domu.
                  • glamourous Re: suplement 26.02.09, 11:49
                    sagittka napisała:

                    > Czytałam niedawno rozmowę z paniami z klubu jakiegoś lokalnego
                    klubu seniora (...)
                    > Samotni mężczyźni natomiast szukają przede wszystkim
                    > opiekunek, bo jest to pokolenie przyzwyczajone do kobiecej obsługi
                    w domu.


                    Sagittko, mam wrazenie ze to co napisalas dotyczy raczej pokolenia
                    dzisiejszych 70 latkow, a nie 50 latkow. Wbrew pozorom to spora
                    roznica w mentalnosci. Nie wiem, byc moze mam troche spaczony obraz
                    sytuacji wieloletnim zyciem na obczyznie ;-), ale wydaje mi sie, ze
                    dzisiejsi piecdziesieciolatkowie maja troche bardziej urozmaicone
                    oczekiwania od zycia i od swoich partnerek niz matkowanie,
                    obslugiwanie i parzenie ziolek. Moze sie myle, ale z moich
                    obserwacji wynika ze dzisiaj 50 lat to przedzial wiekowy w ktorym ma
                    sie jeszcze calkiem spory apetyt na zycie i piecdziesiecioparoletni
                    mezczyzni niekoniecznie maja w glowie juz tylko spokojna emeryture
                    na kanapie oraz szklanke ziolek zaparzona przez zone "mamuske" :-)
                    To samo spostrzezenie dotyczy zreszta kobiet - dzisiejszych
                    piecdziesieciolatek, przynajmniej w tej czesci swiata w ktorej
                    mieszkam.
                    • sagittka Re: suplement 26.02.09, 12:24
                      masz racje, ludzie z tego reportażu byli już starszymi seniorami,
                      jednak taki mechanizm o którym wspominałam moze dotyczyć
                      dzisiejszych 50-latków za 20 lat

                      Mam rodziców w wieku 65 i wiem, że to jeszcze nie dziadki :) i widzę
                      różnicę w sposobie życia, spędzania wolnego czasu, czy wydawania
                      pieniędzy w stosunku do ludzi starszych, jednak jest to jeszcze
                      pokolenie, w którym (w większości par) pan na emeryturze zajmuje się
                      swoim hobby lub innymi rozrywkami, a pani pracuje nadal, tyle że w
                      domu, obsługując męża, czasem jeszcze na drugi etat zajmując się
                      wnukami (oczywiście za darmo).

                      • glamourous Re: suplement 26.02.09, 12:59
                        sagittka napisała:

                        > masz racje, ludzie z tego reportażu byli już starszymi seniorami,
                        > jednak taki mechanizm o którym wspominałam moze dotyczyć
                        > dzisiejszych 50-latków za 20 lat


                        65 i 50 lat to jednak nadal spora roznica. No i wcale nie jestem
                        pewna, czy ten mechanizm bedzie, jak piszesz, dotyczyl tych
                        dzisiejszych 50 latkow za lat 20. Mentalnosc ludzi przeciez caly
                        czas ewoluuje pod wplywem zmian socjologicznych. Jestem pewna, ze
                        my, dzisiejsi trzydziestoparolatkowie bedziemy miec w tym wieku
                        zupelnie inne podejscie do zycia i zwiazku niz nasi rodzice czy
                        dziadkowie. Widac to przeciez golym okiem. Zmiany w mentalnosci
                        zachodza z pokolenia na pokolenie coraz szybciej i skuteczniej,
                        starsi ludzie zaczynaja wreszcie zyc tak jak sami chca, a nie tak
                        jak nakazuja spoleczne normy, tradycja, ksiadz na ambonie czy
                        wscibscy sasiedzi...
                        • glamourous Re: suplement 26.02.09, 13:02
                          mialo byc "normy obyczajowe" a nie "spoleczne"
                        • kici10 Re: suplement 26.02.09, 14:13
                          Jestem pewna, ze
                          > my, dzisiejsi trzydziestoparolatkowie bedziemy miec w tym wieku
                          > zupelnie inne podejscie do zycia i zwiazku niz nasi rodzice czy

                          Myślę, że będziecie miec znacznie większe problemy. Chodzi mi tu o
                          pokolenie, a nie o Ciebie Glam. Wasze pokolenie zna tylko kult
                          młodości, piękna, zaspokajania wszystkich swoich potrzeb. Będzie wam
                          bardzo trudno uporac się ze starzeniem, przemijaniem, utratą urody,
                          sprawności, możliwości.
                          • al9 Re: suplement 26.02.09, 14:34
                            Wasze pokolenie zna tylko kult
                            > młodości, piękna, zaspokajania wszystkich swoich potrzeb. Będzie
                            wam
                            > bardzo trudno uporac się ze starzeniem, przemijaniem, utratą
                            urody,
                            > sprawności, możliwości.
                            --------
                            i nie zapominajmy, że dzisiejsi 30 czy 40 latkowie W OGÓLE nie myslą
                            o zabezpieczeniu finansowym na starość, a systemy emerytalne wypłaca
                            im ekwiwalent 700 zł miesięcznie...
                            al
        • al9 andzia za wcześnie! 26.02.09, 09:27
          Bo zapewniam, ze kopniety w dupę mąż szybciutko sie pociesz w
          > ramionach kobiety 20 lat młodszej..
          >On będzie szczęśliwy - ona nigdy. I za rok dwa będzie
          > gorzko żałować

          A to już science fiction. Marne szanse, by 55-cio latkeim na serio
          zainteresowała się dwudziestolatka.
          ----------
          andzia 55-20 daje 35
          a to juz bardziej realne prawda?
          :-)
          dziewczyny - nigdzie nie pisałem, ze facetowi ma wszystko ujść
          płazem.. I że nalezy od razu wybaczyć...
          Jedno mnie dziwi - że założycielka wątku ani razu nie skomentowałą
          dyskusji.. To powtarzający się na forum scenariusz - szkoda..

          Piszesz:
          Ja też mam 45 lat, czuję na karku oddech kostuchy i chłód starości.
          > Boję się śmierci, samotności, pustki bezproduktywnego życia,
          zaniku
          > witalności
          --------
          Andzia! czujesz oddech kostuchy?
          Bez żartów.. Przed nami druga - szczęśliwsza połowa życia.. Ja się
          nie wybieram ani na emeryturę, ani do sanatorium.. Na narty, rower i
          najwyżej do kardiologa :-)
          czuj duch!
          al
          • twardycukierek Re: andzia za wcześnie! 26.02.09, 09:56
            'Jedno mnie dziwi - że założycielka wątku ani razu nie skomentowałą
            dyskusji.. To powtarzający się na forum scenariusz - szkoda..'

            Tak, szkoda. Cierpliwie czekam na bliższy opis zjawiska bycia inspiracją dla
            męża, który prawie wszystko robi w domu, według autorki.
            Ciekawy tan facet, nie? :)
            • mil-ka5 jestem,jestem 26.02.09, 10:41
              uważnie czytam wszystkie wpisy
              ....
              nie chce impulsywnie komentować, gdyż przechodzę przemianę,odzyskuję
              równowagę, wraca spokój i dystans, wyzwoliłam się spod dominacji
              traumatycznych przeżyć.teraz ważna jestem ja i moje emocje.Doraźnie
              zadbałam o niepokojące sygnały z ciała,jestem na terapii.Ale też
              pomaga mi intensywny spacer i bicze na basenie.To interwencyjnie, a
              co do relacjiz mężem to dużo rozmawiamy, ja wyeliminowałam tzw.
              zbędne czynności opiekuńcze.
              ...
              co do J. udał się dziś do laboratorium na badania pod kątem zakażeń
              intymnych
              ...
              wstrzymam się narazie od prognoz, za wcześnie

              ...
              twardy cukierku, facet naprawdę może z przyjemnością wykonywać
              wszystkie czynności związane z domem/ remonty,codzienne czynnosci
              porządkowe,ranna piekarenka, wymyślne kolacje weekendowe itp./
              Szkoda mi stracić pozycję księżniczki ;)
              • twardycukierek Re: jestem,jestem 26.02.09, 12:19
                'twardy cukierku, facet naprawdę może z przyjemnością wykonywać
                wszystkie czynności związane z domem/ remonty,codzienne czynnosci
                porządkowe,ranna piekarenka, wymyślne kolacje weekendowe itp./
                Szkoda mi stracić pozycję księżniczki ;)'

                Milko, to nieporozumienie: ja w to nigdy nie wątpiłam :) z tego co widzę
                niektóre dyskutantki przyjęły za pewnik, że to Ty to wszystko robisz i że
                dlatego on chce przy Tobie zostać, bo mu tak wygodnie. Jak widać, rzeczywistość
                inna jest. Pozdrowienia od przyjaznej Ci księżniczki ;)
                • songo3000 Koniec pobłażania - BABY DO GARÓW! 27.02.09, 23:58
                  Jako prawdziwy macho stwierdzam to wyraźnie - baby do garów:
                  www.ruah.pl/gallery/gallery/311/1.jpg

                  A nie jakieś księżniczki mi tu strugacie :D
                  • felicia.3 Re: Koniec pobłażania - BABY DO GARÓW! 28.02.09, 02:43
                    sledze ten watek od jakiegos czasu i tak sobie mysle...Avide oczywiscie 100%
                    uznania:)he...he:)

                    a wracajac do meritum,to bez dorabiania filozofii,ale niefajny chyba jest taki
                    zwiazek jak autorki watku.bez obrazy oczywiscie,ale przypomina mi zwiazek ludzi
                    pokolenia moich rodzicow i tychze tez.50+.ludzi troche pogubionych,bo ni
                    starzy,ni mlodzi.troche w tej nowomodnej rzeczywistosci,troche w
                    tamtej,uciskanej,reglamentowanej itp.ale jesli to malzenstwo,to "nowobogaccy" z
                    tamtaj epoki np.pani lekarka i pan (?)to o czym pisac i co radzic? Wspolczuje
                    tylko.Autorka czuje sie ksiezniczka? Maz sprzata,gotuje itp.Jak dla mnie
                    odpowiedz jest prosta po co poszedl na dziwki.Dziwi mnie dlaczego tak
                    pozno.Chyba,ze wczesniej robil to dyskretniej.Jaki normalny,zdrowy facet
                    chcialby sprzatac,gotowac i wspierac zone w karierze? To wbrew naturze
                    mezczyzny.I prawdziwa kobieta to rozumie.Nigdy nie pozwolilabym mojemu mezowi na
                    "sprzatanie i gotowanie",bo wlasnie nie chce zabic w nim tego instynktu
                    mysliwego,co to sie po chalupie krzata z miotla i w fartuszku.jestem i moj maz
                    na szczescie tez zwolenniczka tradycyjnego podzialu rol mezczyzny i kobiety.Nie
                    mylic z moherowymi beretami;)A feministki i nowooswiecone moga mnie teraz
                    zjechac; i pocalowac w ...)i tak wole swoja teorie szczesliwego zwiazku:)Jak To
                    moja babcia mowi,a babcie znaja sie na tych sprawach najlepiej:jak maz chce,to
                    trza mu dac;)
                  • twardycukierek Re: Koniec pobłażania - BABY DO GARÓW! 28.02.09, 07:34
                    Songo, tu się ukryłeś??? :D Wiesz, że ja Cię i tak znajdę :DDD
                    Tak na wszelki wypadek jeszcze mniej 'miły' jesteś???
                    • songo3000 Re: Koniec pobłażania - BABY DO GARÓW! 28.02.09, 09:39
                      Ja niemiły? Właśnie wyekspediowałem połowicę na wakacje co by poszalała z egzotycznymi panami i robię jej niespodziankę w postaci remontu łazienki....

                      ... pewnie tylko złośliwiec powie, że po prostu mam w końcu święty spokój i sam lubię moczyć dupsko w większej wannie, hehehe.
                      • yayamiomur Re: Koniec pobłażania - BABY DO GARÓW! 28.02.09, 15:34
                        songo,
                        masz takie luźne podejście do tego, że żona na wakacjach z egzotycznymi panami...? to wynika ze stażu czy z wieku? no właśnie - liczba przy twoim nick'u to wiek czy staż w małżeństwie?
                        • songo3000 Re: Koniec pobłażania - BABY DO GARÓW! 01.03.09, 00:44
                          yayamiomur napisał:

                          > songo,
                          > masz takie luźne podejście do tego, że żona na wakacjach z
                          > egzotycznymi panami.
                          Baa, panami, paniami, delfinkami.... A ja bardzo lubię delfiny :) Spójrz realnie, mam obgryzać paznokcie zadręczając się jakimiś czarnymi myślami co pięć minut? Zafundować sobie paranoję można na wiele ciekawszych sposobów, hehe. Zresztą, to co moja połowica robi w wolnym czasie to jej biznes a to co ja robię to już mój :) Takie postawienie sprawy pozwala budować całkiem niezłe napięcie i aurę 'tajemniczości', nie zaprzeczę, że przekłada się to na fajny seks.

                          > ..? to wynika ze stażu czy z wieku?
                          Prywatnie sądzę, że głównie z charakteru a później ze stażu.

                          > no właśnie - liczba przy twoim > nick'u to wi
                          > ek czy staż w małżeństwie?
                          Ilość przelecianych panienek mądralo :DDDDDDDDDD
                      • twardycukierek Re: Koniec pobłażania - BABY DO GARÓW! 01.03.09, 00:21
                        Songo, kto mógłby być aż tak złośliwy? Nieeee, to chyba niemożliwe! :DD
                        Powodzenia z tym remontem, tylko się nie zamuruj, przynajmniej nie bez kompa :D
                        • songo3000 Re: Koniec pobłażania - BABY DO GARÓW! 01.03.09, 00:50
                          twardycukierek napisała:

                          > Songo, kto mógłby być aż tak złośliwy? Nieeee, to chyba niemożliwe! :DD
                          Mam pewne podejrzenia... ;)

                          > Powodzenia z tym remontem, tylko się nie zamuruj, przynajmniej nie bez kompa :D
                          A w cholerę z nim. Łapa mnie boli od machania młotem jakbym przez miesiąc codziennie na ręcznym.... :D Ale, nowa wanna już stoi, dwoje ludków się zmieści, jakby co i trzeciego się upchnie, hehe.
                          Z zamurowaniem to nie bój nic. Net zrobiłem bezprzewodowy, kibel jest, woda jest - nawet z miesiąc pociągnę.
                          • twardycukierek Re: Koniec pobłażania - BABY DO GARÓW! 01.03.09, 11:50
                            Ano, ja też mam takie ciche podejrzenia :DDD

                            'Łapa mnie boli od machania młotem jakbym przez miesiąc codziennie na
                            ręcznym.... :D '

                            Baaaaaaaaaaaardzo się śmieję! To takie dyskretne nawiązanie do tematyki forum,
                            zanim nas wytną?
                            To już nie boję nic, patrz jaki samowystarczalny się robisz :DDD

                            'Ale, nowa wanna już stoi, dwoje ludków się zmieści, jak
                            by co i trzeciego się upchnie, hehe'

                            Ciekawe, temat na nowy wątek? Spiesz się, bo znów yayamiomur będzie pierwszy. :)
                            'Miłego' dnia!
                          • twardycukierek Zamurowany3000 02.03.09, 11:11
                            A jednak, buuuuuuuu :((((
                            ;D
                            ;D
                            ;D
          • glamourous Re: andzia za wcześnie! 26.02.09, 12:26
            > A to już science fiction. Marne szanse, by 55-cio latkeim na serio
            > zainteresowała się dwudziestolatka.

            al9 napisał:

            > andzia 55-20 daje 35
            > a to juz bardziej realne prawda?


            Niby realne, ale jak taki szczesliwy zwiazek 35 latki z 55 latkiem
            wygladalby w praktyce?? Kobieta w tym wieku najczesciej sama jest
            juz po przejsciach i ma juz np. dwojke uroczych dzieci - naprawde
            nie wiem czy to taki miod dla starzejacego sie faceta uzerac sie z
            nabyta dwojka wczesnych nastolatkow ;-) No jest jeszcze wariant
            drugi : pani moze byc oczywiscie bezdzietna, ale jest to rowniez
            ostatni dla niej dzwonek, zeby zdecydowac sie na dziecko. Czy taki
            55 latek bedzie mial jeszzce ochote, sile i zdrowie, zeby budowac od
            podstaw nowa rodzine? No nie jestem wcale taka pewna... To wszystko
            piekne, ale tylko w teorii...
    • juzia214 Re: banalna historia 25.02.09, 15:52
      Kici- chyba sie niezrozumialysmy.
      jesli chcesz sie pozwierzac-nie ma sprawy pisz na priw,chetnie poslucham.
      nie chce jednak podejmowac dyskusji na ten temat ,bo poglad na tego typu
      sytuacje mam bardzo konkretny i nie zamierzam ani Ciebie przekonywac ,że mam
      racje ,ani ty mnie nie przekonasz ,ze rajca lezy po Twojej stronie. :)
      a jesli sie poczułaś urazona moimi slowami- przepraszam .

      • kici10 Re: banalna historia 26.02.09, 08:27
        jesli chcesz sie pozwierzac-nie ma sprawy pisz na priw,

        Nie, nie chcę się pozwierzać.

        a jesli sie poczułaś urazona moimi slowami- przepraszam

        Nie poczułam się urażona. Pozdrawiam. Miłego dnia.
    • kici10 Mechanizmy 26.02.09, 08:29
      zdrowie.onet.pl/1544625,2040,0,1,,kazdy_moze_spotkac_swoja_izabel,styl_zycia.html
      • urquhart Re: Mechanizmy 26.02.09, 08:44
        kici10 napisała:
        zdrowie.onet.pl/1544625,2040,0,1,,kazdy_moze_spotkac_swoja_izabel,sty
        l_zycia.html

        Kici to jest godne co najmniej nowego wątku!
        • juzia214 MIL-KA 26.02.09, 14:28
          Mil-ka i super i o to chodzi!
          o to zebys sie umiala zdystansowac do sytuacji i wybrac w ten sposob ,zebyś się
          z tym wyborem dobrze czuła.trzymam kciuciuki. :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka