Dodaj do ulubionych

Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynurzenia

08.04.09, 17:52
Nie napisze Wam tu nic odkrywczego, poza tym ze potwierdzila sie w
moim przypadku pewna forumowa prawda. Zaczne od tego, ze po paru
latach walki z wiatrakami zeby choc odrobine uerotycznic mojego
meza a co za tym idzie urozmaicic nasze wspolzycie, stwierdzam, ze
cudowna przemiana w lozkowego orla nie nastapila. Ale juz sie tym
specjalnie nie gryze. Znalazlam bowiem wreszcie panaceum na moje
frustracje i poczucie niewyeksploatowania. Poznalam mianowicie
wreszcie faceta, ktory od biedy jakos mnie kreci ;-) Slowo "od
biedy" jest tu istotne, poniewaz prawdziwe krecenie (totalne)
przytrafilo mi sie tylko pare razy w zyciu - nie jestem niestety
kobieta ktora widzi obiekt do konsumpcji w kazdej przyslowiowej
parze spodni. Facet ma urode zblazowanego libertyna, jest diabelnie
zmyslowy, delikatny (mam szczery przesyt klimatami w stylu "alleluja
i do przodu") a przy tym ledwo dostrzegalnie, uroczo niesmialy.
Pojawil sie, a ja wreszcie odzyskalam cala moja uspiona zmyslowosc -
ruchy znowu staly sie kocie, a spojrzenie jak dawniej pelne grzechu.
Rzecz jest o tyle fajna, ze nie odczuwam jakos potrzeby calkowitej
konsumpcji tego faceta - na razie wystarczy mi tylko caly ten
przyjemny speed. Moja naturalna sklonnosc do monogami na razie mnie
mocno trzyma, ale rewelacyjne jest to poczucie ze nie musze
juz "wisiec" seksualnie na moim chlopie, ze wlasciwie, jezeli
zechce, to w kazdej chwili moge TO zrobic, bo nie jestem juz od
niego zalezna. Odpępnilam sie seksualnie od meza, nadal go kocham,
ale juz teraz jego niskoerotycznosc mnie nie rusza, bo wiem, ze
jakby co, to mam fajnego asa w rekawie :-) Zas w momencie jakiegos
wyjatkowo niesatysfakcjonujacego bzykanka jest wreszcie o kim ostro
pofantazjowac ;-))

Dla uscislenia : nie reklamuje tu bynajmniej instytucji kochanka/ki,
lecz polecam owo psychiczne odessanie sie od malzonka ludziom
narzekajacym na kiepski jakosciowo / klimatycznie malzenski seks, a
niechetnie myslacym o rozwodzie.

Wiem, ze Ameryki nie odkrylam, ale dziele sie z Wami doswiadczeniem,
ze owo seksualne odessanie i przeniesienie swojej uwagi w jakies
inne rejony (osobowe lub bezosobowe ;-) jest naprawde skuteczne i
uwalniajace od frustracji. I jest chyba niestety jedyna alternatywa
dla rozstania w sytuacji gdy nasza druga polowka jest slabo
reformowalna.
Obserwuj wątek
    • loppe Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 08.04.09, 18:17
      Cóż mogę powiedzieć, ja - wierny fan Glamorous?

      poczucie niewyeksploatowania - aż wstałem czytając

      odpępnienie się seksualne o męża - niesamowite ujęcie zagadnienia,
      Freud i jego uczniowie spędziliby sesje i napisali artykuły naukowe
      • yoric Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 11.04.09, 18:36
        > Freud i jego uczniowie spędziliby sesje i napisali artykuły naukowe

        Freud i uczniowie to co najwyżej pseudonaukowe
    • mujer_bonita Być na diecie i mieć trort w lodówce ;) 08.04.09, 18:20
      Wcynając marchewkę myśleć 'mmm torty są taaaakie pyszne' :D Ciekawe ile wytrzymasz ;)
      • anais_nin666 Re: Być na diecie i mieć trort w lodówce ;) 08.04.09, 18:24
        Z asami w rękawie i odpępnianiem bywa tak, że w pewnym momencie strasznie chce
        się tego asa, a nie chce męża. Co wówczas gdy zakazany owoc kusi coraz mocniej?
        A mąż coraz mniej?
        • loppe Re: Być na diecie i mieć trort w lodówce ;) 08.04.09, 18:49
          Piękno jest tylko sumą świadomości naszych zboczeń.
          (S.Dali)
          • anais_nin666 Re: Być na diecie i mieć trort w lodówce ;) 08.04.09, 18:51
            As w rękawie jako zboczenie?? Ależ to już rzekłabym norma;)
    • eeela Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 08.04.09, 18:24
      Trochę obok tematu:
      Ja nie mam problemów z seksualnością partnera. Niemniej zgadzam się, że takie
      lekkie 'nieuwiązanie', chocby na poziomie czysto psychicznym, ma zalety :-)
      Pomijając już fantazje, w których swobodnie spacerują bliżej niezidentyfikowani
      mięśniacy w liczbach różnych, zainteresowanie innych mężczyzn, lekki flirt i
      takie tam sprawiają, że kobieta czuje się lepiej w swojej skórze. No i dodaje to
      iskierek w pożyciu ze stałym partnerem - tak, zaufanie jest waże, ale mimo
      wszystko miło jest czasem dostrzec błysk zazdrości w oczach stałego kochanka,
      kiedy jakiś inny samiec ośmiela się okazywać zainteresowanie ;-) I jak miło
      potem zcałowywać tę zazdrość z oczu i widzieć, jak w środku puchnie z dumy i
      toczy wzrokiem dokoła ('chciałbyś, panie, moją kobietę, ale nie dla psa
      kiełbasa') :-D
      • anais_nin666 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 08.04.09, 18:49
        To co piszesz Ela jest fajne pod warunkiem, ze wszystko czego pragniesz masz tuz
        obok, ze o nic nie musisz sie dopraszac. Wowczas zaden flirt nie jest groźny. A
        wszelkie zabawy mające podrażnić partnera zmierzają jedynie ku zacieśnieniu więzi.
        Jednak jeśli w związku odczuwa się brak. Stały, męczący brak taki as w rękawie
        bywa niezmiernie niebezpieczny. Zwłaszcza gdy ów as jest niezwykle realny i na
        wyciągniecie ręki. Na skinienie palcem. Poki co jedynie łechce ego samą
        obecnością i chęcią, póki co...;)
        • loppe Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 08.04.09, 18:51
          To prawda. A w rękawie powinien być nie as lecz co najwyżej walet.
          • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 08.04.09, 19:56
            loppe napisał:

            > To prawda. A w rękawie powinien być nie as lecz co najwyżej walet.

            Tak, az chce sie powiedziec "She's got the Jack" ;-)

            (specjalnie dla Ciebie, Loppe, ów słynny karciany hit) :
            www.youtube.com/watch?v=RW2heKjzjIA&feature=related
            • loppe Dla Ciebie :) 08.04.09, 20:59
              www.youtube.com/watch?v=9cx0hqS_jpE&feature=related
              The European female she is here
              The European female's here

              I saw her in the Strasse
              And in the Rue as well
              Pursued her in the High Street
              She had me in her spell
              • loppe Re: (Brak) Seks(u) w Małżeństwie 08.04.09, 21:29
                ps. oj sorki za za ten nadmiernie eksponujący się w temacie
                nagłówek... nie pomyślałem
                • glamourous Re: (Brak) Seks(u) w Małżeństwie 08.04.09, 22:21
                  Alez nic, drogi Loppe, nie szkodzi :-)
                  Wręcz przeciwnie nawet.
                  • loppe Re: (Brak) Seks(u) w Małżeństwie 08.04.09, 22:23
                    już dwa dni się tak nie śmiałem jak po Twoim bezbłędnym

                    > Alez nic, drogi Loppe, nie szkodzi :-)
                    > Wręcz przeciwnie nawet.
                    >


                    Pani...jesteś zagadką
            • loppe Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 08.04.09, 21:00
              She's got the jack, she's got the Jack
              She's got the jack, you never know!
              She's got the jack, she's got the jack
              She's got the jack
              She's got the jack, and it hurts!
              (She's got the jack)
              She's got the jack, jack, jack, jack, jack, jack, jack
              She's got the jack
              Aaaaaah!
              • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 08.04.09, 22:12
                Az się pokuszę o zacytowanie większego fragmentu tej boskiej piosenki :

                (...)
                But I should have known
                From the tattoo on her left leg
                And the garter on her right
                She'd have the card to bring me down
                If she played it right

                She's got the Jack

                Poker face was her name
                Poker face was her nature
                Poker straight was her game
                If she knew she could get you
                She play'd 'em fast
                And she play'd 'em hard
                She could close her eyes
                And feel every card
                (...)

                Jest to nota bene jeden z bardziej zmysłowych kawałków jakie kiedykolwiek
                słyszałam...
                • loppe Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 08.04.09, 22:16
                  hm...
                • loppe Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 08.04.09, 23:10
                  She said she never had full house
                  But I should have known
                  From the tattoo on her left leg i tak dalej

                  Czyli jawiła się jako dziewica, lecz...:)
                  Obcięłaś jedną a ważną linijkę G:)
                  • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 09.04.09, 09:58
                    A i tak ominelam zdecydowanie najlepsza linijke (ach te sugestywne
                    podteksty):

                    Her Deuce was wild
                    But my Ace was high

                    (mmmm, wyobraznia dziala ;-)
    • lilyrush Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 08.04.09, 18:56
      Baw sie dobrze Glam. Jak Cie znam to Ty znasz swoje granice ;-)
      • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 08.04.09, 20:16
        Dzieki Lily. Poki co, sam erotyczny lajt miedzy nami mi wystarcza, o przesuwaniu
        granic pomyślę pozniej ;-)
    • anais_nin666 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 08.04.09, 19:00
      Na koniec pytanie o pana o urodzie zblazowanego libertyna. Wie to co my? Lub
      choćby tego część?
      • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 08.04.09, 20:14
        anais_nin666 napisała:

        > Na koniec pytanie o pana o urodzie zblazowanego libertyna. Wie to co my? Lub
        > choćby tego część?


        Wie, czego mi brakuje w związku. Rozumie doskonale, bo sam wlasnie wyplatal sie
        z dlugiego zwiazku z kobieta niezbyt nastawiona na erotyke. Ale swoja
        libertyńską zmysłowość zamanifestował mi już zanim się dowiedział o moich
        potrzebach. Jaka to mila odmiana przy kumpelskiej, seksualnej prostocie mojego
        męża. Jednak do pełnej zdrady jakoś mnie nie ciągnie - potrzebuje po prostu
        samych klimatów, nie samej konkretnej konsumpcji.
        • eeela Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 08.04.09, 20:22
          Zdajesz sobie sprawę, Glam, że długo to nie potrwa. Faceci tracą cierpliwość,
          jak się ich tak trzyma w odwodzie. Ja najdłużej miałam takiego dochodzącego
          wielbiciela przez dwa lata, po czym się chłopak wkurzył i już w ogóle ze mną nie
          gada :-D
          • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 08.04.09, 22:15
            eeela napisała:

            > Zdajesz sobie sprawę, Glam, że długo to nie potrwa. Faceci tracą cierpliwość,
            > jak się ich tak trzyma w odwodzie.


            Eee, akurat w wodzeniu wielbicieli za nos doświadczenia mi nie brakuje ;-))
            Gorzej będzie, jeśli sama kompletnie wsiąknę i za bardzo dam się ponieść emocjom.
            • eeela Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 08.04.09, 22:25
              Nie wątpię, że nie brakuje :-) Ja też mam trochę pratktyki w tym względzie ;-)
              Ale właśnie z moich doświadczeń wynika, że prędzej czy później traca cierpliwość
              - oczywiście mówię o sytuacji, w której trzyma się ich w odwodzie. Może też
              zanadto byłam zawsze skrupulatna, żeby przynajmniej formalnie być w porządku,
              żadnych obietnic, żadnego przekraczania fizycznych granic - ot, zwykłe małe
              sztuczki w rozmowie czy sposobie patrzenia ;-) Jak się tak głębiej zastanowić,
              to to też wredne jest - takie bezsłowne zwodzenie, dające wrażenie, że a nuż coś
              się w koncu uda. No ale dylematy moralne swoją drogą, a babska natura swoją...
              • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 09.04.09, 11:52

                eeela napisała:

                > Ale właśnie z moich doświadczeń wynika, że prędzej czy później
                > traca cierpliwość
                > - oczywiście mówię o sytuacji, w której trzyma się ich w odwodzie

                No tak, w koncu kiedys tam traca cierpliwosc, bo nikt nie chce
                wychodzic na glupka - tylko ze co innego trzymanie w odwodzie nie do
                konca chcianego wielbiciela ktoremu sie nie da nawet dotknac na
                zasadzie czystego niezobowiazujacego flirtu "dla zdrowotnosci", a co
                innego facet ktory doskonale wie, ze kobiete bardzo kreci, ze
                klimaty z obu stron sa grzechu warte. I nie odchodzi, ze tak powiem,
                z "pustymi rekami" ;-)

                > Jak się tak głębiej zastanowić,
                > to to też wredne jest - takie bezsłowne zwodzenie

                Tak, to wredne, ale to stanowi nieodlaczna czesc GRY. Taki byl los
                facetow od poczatku swiata, ze kobiety wabily, ale nie do konca bylo
                wiadomo czy sie uda...;-)
    • zyg_zyg_zyg Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 08.04.09, 19:31
      Glam,
      ja podobnie przeżywałam "fascynacje" bedąc w zwiazku
      niesatysfakcjonujacym mnie pod względem seksu - dalikatnie mówiąc
      niesatysfakcjonującym. One jednak ostatecznie nie koiły mojego
      niezaspokojenia. Działały na krótko, bo ja oprócz męskiego błysku w
      oku potrzebowałam zwyczajnie seksu, który zdarzał sie średnio raz w
      miesiącu. Tu pewnie jest główna różnica między nami - bo Ty seks
      masz wystarczajaco często tylko nie taki, jakiego potrzebujesz.

      > Rzecz jest o tyle fajna, ze nie odczuwam jakos potrzeby calkowitej
      > konsumpcji tego faceta

      Ja po pewnym czasie zdecydowałam się w końcu na konsumpcję. To było
      po któryms z kolei rozstaniu z ukochanym. Owocem konsumpcji był
      totalny odrzut od obiektu fascynacji i ogólne obrzydzenie. Oraz
      spotęgowane pragnienie fizycznej bliskości z człowiekiem, którego
      ciągle kochałam. W rezultacie wróciłam do niego, do seksualnego
      głodu i do świadomego zarzynania swojej kobiecości czyli źródła
      frustracji.
      • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 08.04.09, 20:06
        No wlasnie, Zyg, sęk w tym, ze ja nie mam w moim związku klasycznego
        niezaspokojenia czy bezseksia. W mojej małżeńskiej alkowie seks jest, ale po
        prostu brakuje erotyki, suspensu, dreszczyku, zmysłowości, ktorej ja tak bardzo
        potrzebuje. Dlatego moja zmyslowosc, przytloczona niezbyt stymulującą monogamia,
        troche przywiędła. Teraz zas, przy zmyslowym facecie, znow rozposciera skrzydla.

        Owocem konsumpcji był
        > totalny odrzut od obiektu fascynacji i ogólne obrzydzenie. Oraz
        > spotęgowane pragnienie fizycznej bliskości z człowiekiem, którego
        > ciągle kochałam.

        To bardzo bylby prawdopodobny u mnie scenariusz. Tez mi sie to juz zdarzylo pare
        razy w przeszlosci, zawsze skladalam to na karb natury monogamistki.
        • anais_nin666 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 08.04.09, 20:19
          Taka monogamia o jakiej mówisz to trochę seryjna monogamia;) Od jednego partnera
          do drugiego - egzemplarza bardziej doskonałego niż poprzedni.
          • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 08.04.09, 20:39
            anais_nin666 napisała:

            > Taka monogamia o jakiej mówisz to trochę seryjna monogamia;) Od
            > jednego partnera do drugiego - egzemplarza bardziej doskonałego
            > niż poprzedni.

            Coz, Anais... Znak czasów :-)
    • gomory Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 08.04.09, 19:55
      Gdy pierwszy raz zobaczylem Twojego nicka w ogole nie pomyslalem o
      tym "czy", ale "kiedy" ;). Poki co wszystko sie uklada wg mojego
      przeczucia. Co oczywiscie nie oznacza, ze to samospelniajaca sie
      przepowiednia.
      Wg mnie kazde mysli o emocjonalnym lokowaniu pozadania poza
      zwiazkiem sa obnizaniem barierki na naszym podworku. Z kazda mysla,
      czynem ten plotek sie robi nizszy. W koncu to juz nawet nie jest
      potrzebny alkoholowy przypadek i temperamentny DonJuan.
      • brak.polskich.liter Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 08.04.09, 20:46
        Tez jakos nie bardzo wierze w niezlomnosc barierek w sytuacji dlugotrwalego
        niezaspokojenia jakies fundamentalnej potrzeby (tu - erotyki).
        Ale moge sie mylic, oczywiscie.
        • mil-ka5 rozumiem glam 08.04.09, 20:47
          jestem w tym samym momencie co ona, moje życie się zmienia
          • mil-ka5 ale moje 08.04.09, 20:49
            o 30 latach aktywności...
          • brak.polskich.liter Tez rozumiem 08.04.09, 21:02
            Bylam dawno temu w zwiazku, gdzie seks nie gral. To znaczy - byl, nawet w
            sporej ilosci, ale taki wlasnie oderotyzowany niemogliwie.
            Bylo mi z tym zle i po kilku latach rozmow, proszenia, laszenia sie, nieudanych
            prob podkrecania atmosfery, podsuwania lektur i cholera wie czego, pewnego
            pieknego dnia poszlam w tango tak, ze barierki ino fruwaly.
            A zarzekalam sie, ze pewnych granic nie przekrocze, ze to nie dla mnie, ze ze ze
            (he he). Inna sprawa, ze przesuwanie granic odbywalo sie nie skokiem, tylko
            bardzo stopniowo. Mam wrazenie, ze w ten sposob latwiej zracjonalizowac sobie
            rozne rzeczy. I tak od rzemyczka do koniczka...

            Dzisiaj bardzo sie ciesze, ze poszlam wtedy w tango. Eks? Coz, nawet fajny
            chlopak, ale po prostu bylismy zbyt niedobrani, zeby szafa grala. Tyle, ze w
            naszym przypadku pare innych rzeczy tez nie gralo, nie tylko lozko i brak Erosa.
            To zasdniczo rozni moj byly zwiazek od malzenstwa Glam, mam wrazenie.
            • stary.kawaler Re: Tez rozumiem 09.04.09, 03:13
              > Bylo mi z tym zle i po kilku latach rozmow, proszenia, laszenia
              > sie, nieudanych prob podkrecania atmosfery, podsuwania lektur i
              > cholera wie czego, pewnego pieknego dnia poszlam w tango tak, ze
              > barierki ino fruwaly.

              Nic dziwnego, że nie wytrzymałaś, tym się różnimy od zwierząt, m.im,
              że seks jest elementem kultury. Jeżeli ktoś ma podejście czysto
              techniczno-fizjologiczne, to w końcu zaczyna mu się nudzić, bo brak
              zmysłowości i erotyzmu w jego poczynaniach. W końcu seks dzieje się
              w mózgu, a że czasem przy użyciu mięśni, ściegien, skóry i
              wydzielin, to juz inna sprada :D
            • kici10 Re: Tez rozumiem 09.04.09, 09:32
              Dziwczyny, napiszcie jesno i wyraźnie, co dla Was oznacza
              oderotyzowany seks. Domyślam się, że część facetów nie kuma o co Wam
              chodzi. Bo przecież nie chodzi o ilość i technikę :-)
      • zakletawmarmur Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 08.04.09, 22:18

        Gomory-wrażliwy facet z intuicją. W dodatku potrafi porządnie żonę
        zerżnąć...

        A ja myślałam, że takie rzeczy to tylko w Erze:-)
        • gomory Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 09.04.09, 09:46
          Po X latach zwiazku zony na porzadne rzniecie maja ochote ale raczej
          nie z wlasnym mezem.
          A propos Ery - w kazdym segmencie rynku mozna znalezc oferte lepsza.
          Wiec to tylko puste reklamowe haslo. Tak jak wrazenie ktore
          sprawiaja mezczyzni ;).
          • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 09.04.09, 10:02
            gomory napisał:


            > A propos Ery - w kazdym segmencie rynku mozna znalezc oferte
            lepsza.
            > Wiec to tylko puste reklamowe haslo. Tak jak wrazenie ktore
            > sprawiaja mezczyzni ;).


            Oferte lepsza, mowisz... Tylko niestety, Lepsze Meskie Oferty nie
            oglaszaja sie na ulicznych billboardach, w Panoramie Firm tez ich
            nie znajdziesz? Czesto znalezienie takiej lepszej oferty zajmuje
            kobiecie MNOSTWO cennego czasu, ktory sie juz ne wrati.
            • gomory Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 09.04.09, 11:52
              Wszystko w zyciu ma swoj czas. Wtedy gdy zbiera sie doswiadczenia,
              robi rzeczy szalone, testuje, poszukuje tego co jest istotne.
              Badzmy szczerzy - jak ktos ma np. ochote sie sprawdzic z 5 pod rzad
              to niech to zrobi gdy da rade, a nie bedac przetraconym artretyzmem,
              lumbago, impotencja i demencja. Lepiej predzej niz pozniej, bo
              uwodzenie na emeryturze malolatow moze nie byc najfortunniejszym
              pomyslem. Najlepiej by bylo gdyby kazdy zakladal rodzine gdy jest na
              to gotowy - czy bylas? Sama teraz mozesz sobie odpowiedziec.
              Pomysl czy zyczenie: "obys do konca swoich dni czula pieszczoty meza
              i tylko meza" potraktowalabys jako fantastyczne czy niekoniecznie.
              Przyszlosci nie zna nikt, wiec nikt nie wie czy akurat wybral
              najlepsza dla siebie droge. Ale ja zycze szczesliwego wyboru - to na
              pewno dobre zyczenie ;).
          • zakletawmarmur Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 09.04.09, 11:34

            A propos Ery - w kazdym segmencie rynku mozna znalezc oferte lepsza.
            > Wiec to tylko puste reklamowe haslo. Tak jak wrazenie ktore
            > sprawiaja mezczyzni ;).

            Mam świadomość jak sprawy związane z reklamą wyglądają, dlatego
            zanim kupię jogurt zero procent cukru, sprawdzam jakimi świństwami
            go nafaszerowali:-) A i tak mam świadomość, że nic nie jest pewne.
            Mam ogólne pojęcie jak badania kontrolne wyglądają, jak i proces
            produkcji czy sporządzania informacji na etykietki:-)

            Tylko zwróć uwagę, że w tamtym poście jestem nie tylko konsumentem
            ale też reklamującym:-)
            • gomory Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 09.04.09, 14:00
              Mezczyzna jest przepelniony swinstwami i nalepianie mu ladnej
              etykietki to zdradliwy proceder ;).
    • stary.kawaler Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 09.04.09, 03:25
      Nie napisze tu nic odkrywczego, ale dla bardzo wielu kobiet w
      związkach tak kończą się niespełnione pragnienia - fantazjami
      opartymi o flirt, bliższą znajomość czy przyjaźń :). Bardzo ładnie
      to zjawisko opisałaś. I cały mechnizm, włącznie z tym, ze "wrazenie,
      że sie coś ma powoduje tak silny lęk, ze się tego w ogóle chciało,
      ze nie zrobi się kroku dalej". Możliwość spełnienia paraliżuje :).

      PS Przepraszam, ale czy przypadkiem, zaspokajając swoje potrzeby, by
      znów ktoś ujrzał w Tobie kobietę godną czarowania i uwodzenia... czy
      przypadkiem nie krzywdzisz tego delikatnego, zmysłowego i uroczo
      nieśmiałego o "urodzie zblazowanego libertyna" ? Czy on nie jest
      jedynie narzędziem w Twoich rękach i obiektem manipulacji ? :)
      • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 09.04.09, 10:06
        Poki co w koncu on tez sie calkiem dobrze bawi i wcale niekoniecznie
        szuka w tej chwili kobiety na cale zycie, wiec taki uklad mu bardzo
        odpowiada. I choc doskonale zdaje sobie sprawe, ze takie uklady
        lubia wymykac sie spod kontroli, to jednak ciezko sie oprzec. I mi i
        jemu.
        • mantis_after_dinner glam, moze z wlasnego powdworka, bo w Twojej 09.04.09, 11:29

          sytuacji bylam ponad pol roku temu.
          Tez jestem w udanym stalym zwiazku, gdzie tylko od czasu do czasu cos
          szwankowalo w seksie - podobnie jak u Ciebie: ilosc byla OK, nawet jakos w
          wiekszosci przypadkow byla OK. Po dlugiej myslowie zidentyfikowalam wreszcie,
          czego mi brakuje (zreszta opisalam to w watku tutaj zalozonym) - zle zylo mi sie
          z faktem, ze to ja dominuje. Szukalam dominacji ze strony partnera, tego
          zdecydowania ...

          I tez poznalam czlowieka, z ktorym dobrze mi sie gadalo, jakos mnie krecil,
          chociaz wtedy jeszcze nie wiedzialam dlaczego.
          Po kolejnych myslowach juz wiedzialam ... poza tym ze mnie cholernie krecil, to
          jeszcze mial te cechy.

          Zycze zebys miala te hamulce moralne, ale mam niejakiej wrazenie, ze juz w tej
          chwili gdzies na poziomie podswiadomym dopuszczasz, ze to sie moze wymknac spod
          kontroli ...

          Np. I choc doskonale zdaje sobie sprawe, ze takie uklady
          > lubia wymykac sie spod kontroli, to jednak ciezko sie oprzec. I mi i jemu.
    • kachna79 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 09.04.09, 07:43
      Dla mnie lekiem na frustracje jest działanie, które te frustracje
      oddala. Moim zdaniem opisany przez Ciebie obecnie stan zachwytu i
      realizacji potrzeb poza związkiem, może te frustracje pogłęnić. Im
      radośniejsze i bardziej rozerotyzowane będą Twoje relacje z
      Libertynem, tym wyraźniej będziesz dostrzegać niedociągnięcia męża w
      tej dziedzinie.
      Mnie szkoda byłoby energii na emocjonalne zbliżenie do innego (niż
      M) faceta, w sytuacji gdy na małżeństwie mi zależy. Chyba jednak nie
      można mieć wszystkiego i warto docenić jak wiele mamy zanim to
      stracimy.
    • kici10 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 09.04.09, 08:54
      Och Glam, tak to się właśnie zaczyna. Potem padają kolejne bariery.
      Jesteś pewna, że tego chcesz? Odwieczny dylemat, na północ, czy na
      południe? Nie da się jednak północy i południa mieć jednocześnie.
      • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 09.04.09, 10:07
        Wiem, Kici, wiem. Ale tak CHOLERNIE trudno sie oprzec
        • loppe Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 09.04.09, 10:36
          Oh, the hunter will sin for your ivory skin
          Took a drive in the dirty rain
          To a place where the wind calls your name

          Don't turn around, your gypsy heart
          Don't turn around, and don't look back
          Come on now love, don't you look back!

          Who's gonna ride your wild horses?
          Who's gonna drown in your blue sea?
          Who's gonna taste your salt water kisses?
          Who's gonna take the place of me?

          Te wild horses i to blue sea...:)
    • kalam07 Już przepadłaś ... 09.04.09, 13:43
      Na moje oko już 'zdradziłaś' swojego faceta, to co robisz w tej
      chwili - wynurzający post na forum, emocjonalne zaangażowanie,
      fantazjowanie, i jak gdzies napisałaś niepozostawianie kochanka 'z
      pustymi rekoma' (wtf !?) to wszystko jest tylko tłumaczeniem przed
      sama sobą dlaczego wkońcu zdradzisz. Sama przed sobą będziesz
      doskonale usprawiedliwiona.

      Facet w tej chwili jest przez Ciebie mocno podkoloryzowany przez
      Twoje wyobrażenia, jakieś niespełnione oczekiwania, jest och, ach
      bez skazy i demon sypialni - tak wynika z gadek które ci wciska - w
      NLP nazywamy to zarzucaniem kotwicy ;] ... do tego ta historyjka,
      jaki to on nie skrzywdzony po związka ze złą kobietą. Dobra glam juz
      chce tulić do serduszka. Walą Ci do glowy hormony, opanuj się ...

      Zamiast czarować tutejszą kilkę naiwnych kalekierów ;] prześpij się
      z nim wreszcie ... stawiam dolary przeciwko orzechom, że z kolesia
      mientki baton, ''krowa która dużo ryczy mało mleka daje'', a Ty
      walniesz nam tu posta jaka głupia byłaś itd. powiedzą Ci wtedy nie
      mów nic mężowi .... i bedziesz tak sobie zyła w obłudzie. :)
      • glamourous Re: Już przepadłaś ... 09.04.09, 15:51
        kalam07 napisał:

        > Facet w tej chwili jest przez Ciebie mocno podkoloryzowany przez
        > Twoje wyobrażenia, jakieś niespełnione oczekiwania, jest och, ach
        > bez skazy i demon sypialni - tak wynika z gadek które ci wciska -
        w NLP nazywamy to zarzucaniem kotwicy ;]

        Facet nie wciska mi zadnych gadek, nie jest jakims rozgadanym,
        myslacym PRowskimi strategiami PUAsem. Zreszta nie trawie zadnego
        seksualnego wodolejstwa "bo JA, to...". Nie ubzduralam sobie tez, ze
        jest demonem sypialni - zreszta na razie nie mam ochoty tego
        sprawdzac. Jest po prostu naturalnie zmyslowy - nie rzuca sie na
        kobiete jak dyszacy walec drogowy, nie uskutecznia "alleluja i do
        przodu" - i nie ma nic wspolnego z gadka-szmatka oraz robieniem
        sobie autoreklamy, pewne rzeczy sie po prostu widzi i czuje.

        > Zamiast czarować tutejszą kilkę naiwnych kalekierów ;] prześpij
        się
        > z nim wreszcie ... stawiam dolary przeciwko orzechom, że z kolesia
        > mientki baton, ''krowa która dużo ryczy mało mleka daje'', a Ty
        > walniesz nam tu posta jaka głupia byłaś itd. powiedzą Ci wtedy nie
        > mów nic mężowi .... i bedziesz tak sobie zyła w obłudzie. :)


        Co to w ogole za gadanie "przespij sie z nim wreszcie" Nakaz
        podprogowy chcesz mi tu zapodac?? Czy to rada miala byc? ;-/ Juz
        pisalam, ze krowa nie "ryczy", tylko po prostu, przynajmniej na oko
        jest jaka jest, a sprawdzac ile da mleka na razie nie mam zamiaru.
        Chyba wyrazilam sie jasno : szukam poza zwiazkiem tego czego nie mam
        w domu - czyli nie rzniecia (bo je mam), ale fajnego erotycznego i
        niekoniecznie skonsumowanego klimatu.

        > a Ty
        > walniesz nam tu posta jaka głupia byłaś itd. powiedzą Ci wtedy nie
        > mów nic mężow

        Nie bede "walila" tu zadnych postow i jezeli przywdzieje kiedys
        (ewentualnie) jakis wor pokutny to na pewno nie na lamach forum.
        Moja forumowa "tworczosc" dotyczy tylko malego ulamka mojego zycia,
        pisze tu akurat tyle ile uwazam za stosowne - takze zadnego
        publicznego darcia szat tutaj nie przewiduję.
        • gomory Re: Już przepadłaś ... 09.04.09, 17:54
          Intuicja mi podpowiada, ze w najblizszym czasie pojawia sie wpisy "a bo ja NLPowiec to czesze kazda laske i jakbym chcial tobys sie nawet nie zorientowala". Tudziez: "ja po NLP widze jakie glupie sa dupeczki" i takie tam rozne ;).
      • aandzia43 Re: Już przepadłaś ... 10.04.09, 10:30
        kalam07 napisał:

        > Na moje oko już 'zdradziłaś' swojego faceta, to co robisz w tej
        > chwili - wynurzający post na forum, emocjonalne zaangażowanie,
        > fantazjowanie, i jak gdzies napisałaś niepozostawianie kochanka 'z
        > pustymi rekoma' (wtf !?) to wszystko jest tylko tłumaczeniem przed
        > sama sobą dlaczego wkońcu zdradzisz. Sama przed sobą będziesz
        > doskonale usprawiedliwiona.


        Sratatata, świeżo (czy nie świeżo) nafaszerowany prostymi
        (prostackimi) prawdami objawionymi kolego. Jakby się każde
        niewieście fantazjujące zaangażowanie miało przekładać na bzyczka,
        tobyście wszyscy chodzili z rogami, jak Łuk Triumfalny. A mój stary
        to by się nie zmieścił pod Golden Gate.

        Zarzucić kotwicę, wbić się w przekonania, posmarować miodem po
        tożsamości, zagaić stosownym kanałem... To wystarczy, by
        zainteresować i stworzyć atmosferę flirtu. Co będzie dalej - nie
        jest już takie oczywiste. W zależności od stopnia samoświadomości
        obiektu adorowanego (osaczanego) mogą sie dziać rzeczy różne. Im
        wyższy ten stopień, tym mniejsze prawdopodobieństwo błyskawicznego,
        automatycznego sukcesu. Rozumiem, że stykasz się z obiektami o
        niskiej samoświadomości rozkładającymi nogi po naciśnięciu kilku
        widoczxnych z daleka guziczków, ale bądź łaskaw przyjąć do
        wiadomości, że nie tylko takie istnieją. Naiwnością jest bowiem nie
        zauważać obecności bardziej skomplikowanych mechanizmów. Takich, na
        których trzeba zagrać nie "Wlazł kotek na płotek", ale kawałek
        Paganiniego i skorzystać w tym celu nei z paru guziczków, ale z
        całego instrumentarium. A po zagraniu pomodlić się i czekać na
        przychylny wynik namysłów i wahań obiektu. Bo jeszcze ciągle nic nei
        przesądzone, a sukces nie jest oczywistością.
        Albo może nie zawracaj sobie główki i nie komplikuj wygodnej (i
        jedynej dostępnej) wizji śwaita.
    • sagittka Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 09.04.09, 14:00
      Romansujesz sobie z innym facetem (nie ma znaczenia, że romans
      jeszcze nieskonsumowany fizycznie) i szukasz jednocześnie
      usprawiedliwienia wyciągając wady męża (nieromantyczny,
      niefinezyjny, itp). W sumie jest to całkowicie logiczne i
      zrozumiałe.

      Pomyśl, że twój mąż też się wciągnął w taką relację np. z atrakcyjną
      wysoką blondynką, która go kręci, bo ty jesteś niską brunetką. Czy
      myślisz że to nie miałoby wpływu na jego stosunek do ciebie i czy to
      zaleczyłoby jego frustracje związane z nieakceptacją niskiej
      brunetki w łóżku?
      • glamourous SAGITTKO ! 09.04.09, 15:05
        sagittka napisała:

        > Pomyśl, że twój mąż też się wciągnął w taką relację np. z
        atrakcyjną wysoką blondynką, która go kręci, bo ty jesteś niską
        brunetką. Czy
        > myślisz że to nie miałoby wpływu na jego stosunek do ciebie i czy
        to zaleczyłoby jego frustracje związane z nieakceptacją niskiej
        > brunetki w łóżku?


        Sagittko, wiem ze nic mnie nie usprawiedliwia, i nie zamierzam sie
        tutaj przed nikim (ani przed soba sama) z czegokolwiek
        usprawiedliwiac. Gdybym zreszta miala jakies straszne poczucie winy,
        to nie szukalabym rozgrzeszenia tu na forum, znam zbyt dobrze jego
        specyfike i to co sie tutaj pisze na temat zdrad ;-)
        Istnieje jednak w przyrodzie cos takiego jak przyprawianie sobie
        poroza na wlasne zyczenie. Nie chodzi przeciez o to, ze "zdradzam"
        meza, bo ma jakies tam fizyczne, niezmienialne cechy, a ja mam
        akurat kaprys, ze kreca mnie inne (pije tutaj do konkretnego
        przykladu jaki przytoczylas, z ta niska brunetka i wysoka blondynka)
        Na cechy fizyczne nie mamy przeciez zadnego wplywu, swinstwem byloby
        doprawianie komus rogow z powodu rzeczy na ktore on nie ma zadnego
        wplywu. W moim przypadku jednak jest tak, ze mam pewne niespelnione
        potrzeby, a maz jakos - pomimo setek rozmow i innych roznego rodzaju
        perswazji - jakos nie garnie sie, zeby choc minimalnie je zaspokoic.
        Ja doskonale rozumiem, ze to nie lezy w jego naturze byc demonem
        erotyzmu, choc na poczatku zwiazku radzil sobie pod tym wzgledem o
        niebo lepiej. Tym bardziej wiec jakis tam, symboliczny chociaz krok
        w kierunku zaspokojenia potrzeb drugiej strony MOZNA przeciez
        wykonac. Tak choby pro forma, na odczepnego, na zasadzie "jezeli tak
        bardzo chcesz to ci rzuce tam rzuce jakis ochlap od czasu do czasu".
        A tu juz od LAT jak grochem o sciane. Nic i nic. Jest przy tym
        facetem inteligentnym, tylko niestety podatnym na pewien leniwy
        minimalizm pod tytulem "PO CO mam sie starac i robic jakies cyrki,
        skoro wrobel i tak w garsci i seksu nie odmawia -toz to jakies
        fanaberie"...

        Powiem szczerze, ze gdyby maz molestowal mnie OD LAT o jakies
        konkrety na ktore MIALABYM WPLYW i ktore BYLYBY DLA MNIE WYKONALNE
        (np. odpowiednie zachowanie w lozku, jakies zabawy, krecace go
        przebieranki itp) a mimo to NIE CHCIALOBY MI SIE zasosowac sie
        chociaz raz do jego prosb, to chyba nie mialabym czelnosci zeby miec
        pretensje o to, ze w koncu doprowadzony do ostatecznosci, poszukal
        sobie jakiejs marnej namiastki na boku. Do licha, jezeli zona pomimo
        wielokrotnych prosb meza (oraz tlumaczeniu jakie to dla niego wazne)
        nie uwaza za stosowne zrobienie mu chociaz raz w zyciu obiadu, to
        nie powinna chyba sie dziwic ze maz w koncu zatrudnil kucharke, czy
        ze stoluje sie u sasiadki (wiem, przyklad nie do konca adekwatny,
        ale odrobine obrazujacy sytuacje)

        PS. Romantyczny to moj maz akurat jest, na to nie narzekam.
        Zmyslowosc i erotyzm to niestety troche inna szuflada.
        • sagittka Re: SAGITTKO ! 09.04.09, 15:21
          Specjalnie użyłam takiego porównania, bo mam wrażenie że twój mąż
          nie jest w stanie zmienić się w takiego kochanka o jakim marzysz.
          Jest taki a nie inny, może mógłby się bardziej postarac, ale czy to
          byłoby dla ciebie wiarygodne i pociągające, jeśli byłyby to jedynie
          nieudolne próby zadowolenia ciebie, a dla niego gra, której zasad do
          końca nie czuje.

          > Ja doskonale rozumiem, ze to nie lezy w jego naturze byc demonem
          > erotyzmu, choc na poczatku zwiazku radzil sobie pod tym wzgledem
          o niebo lepiej.

          Na początku związku wszyscy się bardziej staramy, to akurat norma.

          Jesli braki twojego męża nie wynikają z jego złej woli czy
          zaniedbywania ciebie, a raczej z jego osobowości erotycznej, to
          zmiana tego może być dla niego tak samo trudna, jak ciebie w wysoką
          blondynkę.

          PS. Zupełnie nie oceniam twojego podejścia, wręcz przeciwnie
          rozumiem je, bo każdy w długim związku miewa takie ciągoty.
          • glamourous Re: SAGITTKO ! 09.04.09, 16:10
            sagittka napisała:

            > Jest taki a nie inny, może mógłby się bardziej postarac, ale czy
            >to byłoby dla ciebie wiarygodne i pociągające, jeśli byłyby to
            >jedynie nieudolne próby zadowolenia ciebie, a dla niego gra, której
            >zasad do końca nie czuje.


            Zaproponowanie wspolnej kapieli, czy wlozenie zonie w kinie/w
            samochodzie reki pod spodnice to nie jest jakas szczegolnie
            wyrafinowana i skomplikowana "gra" ktorej zasadom on, biedaczek, nie
            potrafi sprostac. Nie zadam od niego jakichs zachowan "z ksiezyca".
            Robil kiedys takie rzeczy (bylam zachwycona!), wiec chyba nie jest
            to jakies absolutnie awykonalne. Teraz jednak stal sie pod wzgledem
            zachowan seksualnych tak niemozebnym minimalista, ze poza lozkiem
            jakiekolwiek budowanie intymnosci po prostu dla niego nie istnieje.
            Wychodzi z zalozenia, ze ON nie ma takich potrzeb, wiec wszysko jest
            OK, a ja mam jakies fanaberie. Ma w powazaniu fakt, ze intymnosc
            miedzy mezczyzna i kobieta powinna istniec rowniez poza lozkiem, a
            moja lubiaca ekspresje seksualnosc tymczasem wiedne.


            > Jesli braki twojego męża nie wynikają z jego złej woli czy
            > zaniedbywania ciebie, a raczej z jego osobowości erotycznej, to
            > zmiana tego może być dla niego tak samo trudna, jak ciebie w
            wysoką blondynkę.

            Wynikaja z osobowosci erotycznej oraz z wyzej przeze mnie
            wspomnianego minimalizmu na zasadzie "ja nie czuje takiej potrzeby,
            w koncu jestesmy juz razem 6 lat, toz to jakies fanaberie, no, ale
            skoro TAK ci na tym zalezy, to cos z tym zrobie, postaram sie. Po
            czym nie robi doslownie NIC, kasujac jednoczesnie moje inicjatywy.
            Toz nawet swietego szlag by trafil.
        • zyg_zyg_zyg Re: SAGITTKO ! 09.04.09, 15:54
          > Powiem szczerze, ze gdyby maz molestowal mnie OD LAT o jakies
          > konkrety na ktore MIALABYM WPLYW i ktore BYLYBY DLA MNIE WYKONALNE
          > (np. odpowiednie zachowanie w lozku, jakies zabawy, krecace go
          > przebieranki itp)


          A gdyby Cię molestował w druga stronę - żeby mniej było zabaw,
          przebieranek, erotyzmu, a więcej prostego rżnięcia...?

          Kiedyś zgodziłabym sie na wszelakie eksperymenty (w granicach
          rozsądku, oczywiście), spełnienie dowolnej fantazji i każdego
          pragnienia mojego mężczyzny. Oprócz jednego, jedynego, które go
          najbardziej albo nawet jedynie interesowało - żeby dać mu święty
          spokój i dostosować swoje potrzeby do jego potrzeb...
          • kawitator glam 09.04.09, 18:07
            W mojej małżeńskiej alkowie seks jest, ale po
            prostu brakuje erotyki, suspensu, dreszczyku, zmysłowości, ktorej ja tak bardzo
            potrzebuje. Dlatego moja zmyslowosc, przytloczona niezbyt stymulującą monogamia,
            troche przywiędła. Teraz zas, przy zmyslowym facecie, znow rozposciera skrzydla.

            Poki co w koncu on tez sie calkiem dobrze bawi i wcale niekoniecznie
            szuka w tej chwili kobiety na cale zycie, wiec taki uklad mu bardzo
            odpowiada. I choc doskonale zdaje sobie sprawe, ze takie uklady
            lubia wymykac sie spod kontroli, to jednak ciezko sie oprzec. I mi i
            jemu.

            W moim przypadku jednak jest tak, ze mam pewne niespelnione
            potrzeby, a maz jakos - pomimo setek rozmow i innych roznego rodzaju
            perswazji - jakos nie garnie sie, zeby choc minimalnie je zaspokoic.

            TAK ci na tym zalezy, to cos z tym zrobie, postaram sie. Po
            czym nie robi doslownie NIC, kasujac jednoczesnie moje inicjatywy.
            Toz nawet swietego szlag by trafil.

            Wszystko cytaty z glam
            Widać jak na dłoni
            Dupa sprzedana
            Zwierzęca podświadoma storna Twojej osobowości już zadecydowała a teraz tylko nieudolne próby tego rzecznika prasowego którego nazywamy świadomością aby uzasadnić w jakiś przekonujący i powalający zachować dobre mniemanie o sobie sposób to co nastąpi wkrótce
            Ładnie piszesz o mężu. W sumie to wyłania się bezduszny palant w przeciwieństwie do wrażliwego skromnego o raz skrzywdzonego przez los kochanka in spe którego sama obecność powoduje dreszcze i motylki.

            Zawsze zastanawia mnie tylko jedno w takiej sytuacji Dlaczego nawet na pozór mądre osoby płci obojga uważają w takiej sytuacji że ich partner to idiota i ślepy i głuchy przeczeka zamieszanie przytulając z powrotem wracającą ( wracającego ) na łono rodziny po kolejnym rozczarowaniu.

            Już przed ponad dwoma tysiącami lat lat znany teoretyk wojskowości Sun Wu w sztuce wojny która uznawana jest także za sztukę życia stwierdził
            (tu moja swobodna transkrypcja )

            Najpewniejszym sposobem aby dostać potężnego kopa w dupę jest uważanie swoich wrogów przeciwników za głupszych od siebie
            Mysle za takie zauroczenie twojego faceta jakś slicznotka byłoby dla ciebie widoczne jak na dłoni Dlaczego więc w swoich planach nie uwzglednisz działania swojego faceta Może sie wkurzyć a po sobie wiem ze wkurzony facet jest niebezpieczny.

            .
            • bi_chetny Re: glam 09.04.09, 19:03
              kilka dni mnie nie było i proszę jaki ciekawy temat. szczerze mówiąc to też
              spodziewałem się u ciebie takiego obrotu sprawy. Ja nie robię tego tylko
              dlatego, że zbyt wiele kosztował mnie romans i wycofuję się z każdej znajomości,
              w której zaczyna się trochę więcej bliskości i intymności.
              glam - lepsze rozwiązanie to rzadszy, mniej erotyczny seks ze swoim małżonkiem
              niż flirt, który prędzej czy później doprowadzi do romansu. a może ten romans
              już trwa.
              • gomory Re: glam 09.04.09, 22:31
                Akurat bez flirtu to kobiety czesto wiedna ;). Wiele kobiet flirtuje, dowartosciowuje sie i szczesliwa wskakuje mezowi do lozka. Doipero gdy ta gra nadrabia duze niedostatki meza robi sie niebezpiecznie dla zwiazku.
                • glamourous Re: glam 09.04.09, 23:41

                  gomory napisał:

                  > Akurat bez flirtu to kobiety czesto wiedna ;). Wiele kobiet flirtuje,
                  dowartosciowuje sie i szczesliwa wskakuje mezowi do lozka. Doipero gdy ta gra
                  nadrabia duze niedostatki meza robi sie niebezpiecznie dla zwiazku.

                  Toteż właśnie. Na szczęście nie mam w domu sytuacji ze "mąż mnie nie rozumie i
                  wcale ze sobą nie śpią" (parafrazując stara piosenkę). Generalnie wszystkie moje
                  potrzeby są w tym związku spełnione (dlatego się do tej pory nie rozwiodłam i
                  nadal nie mam takiego zamiaru) Moze wiec nie będzie tak źle, w końcu swoje lata
                  mam i nie jestem jakąś, do cholery, przeegzaltowaną pensjonarką czy inna chora
                  na romantyzm panią Bovary - wiec wbrew temu co mi wróży Kawi nie pójdę jak w dym
                  niszcząc wszystko po drodze.
    • songo3000 Życie jest tylko jedno, młodość też, Glam :) 09.04.09, 23:32
      Ech, właśnie odkryłem w sobie pewną asymetryczność etyczną ;) Jakiejś zupełnie 'obcej' osobie napisałbym zapewne co by zerwała związek i dopiero później zabierała się za innego ale ... Glam udziela sie tu od dawna i jakoś tak ją już polubiłem więc...

      Nie ma co owijać w bawełnę, masz ewidentnie niezaspokojone potrzeby i zerowe szanse na ich zrealizowanie w związku. Sam związek jest (jak zrozumiałem) OK. Czas ucieka, Twoja młodość i atrakcyjność także a co za tym idzie i okazje na odlotowy seks.
      Może powiem wyraźnie to co inni tylko przebąkują :) Nie masz się co 'kisić' z rozterkami - skacz na głęboką wodę i korzystaj z seksu. Co przeżyjesz, to Twoje. Temu Twojemu facetowi mogę co najwyżej powiedzeć "jak se pościelesz tak się wyśpisz". A generalnie to 'gęba na kłudę' i wszyscy będą zadowoleni :)))
      • wiek_chrystusowy Re: Życie jest tylko jedno, młodość też, Glam :) 10.04.09, 08:52
        o innej osobie nie napisalbys tez pewnie ze cierpi na "asymetrycznosc etyczna",
        lecz na zwykla hipokryzje ;-)
        • songo3000 Re: Życie jest tylko jedno, młodość też, Glam :) 10.04.09, 11:40
          Kali ukraść krowa... ;)
      • glamourous Re: Życie jest tylko jedno, młodość też, Glam :) 10.04.09, 12:35
        songo3000 napisał:


        > Może powiem wyraźnie to co inni tylko przebąkują :) Nie masz się
        co 'kisić' z r
        > ozterkami - skacz na głęboką wodę i korzystaj z seksu. Co
        przeżyjesz, to Twoje.
        > Temu Twojemu facetowi mogę co najwyżej powiedzeć "jak se
        pościelesz tak się wy
        > śpisz". A generalnie to 'gęba na kłudę' i wszyscy będą
        zadowoleni :)))


        Dzieki za blogoslawienstwo, Songo :-) Oczywiscie "geba na klóde"
        jest zelazna zasada bez wzgledu na to czy chodzi tylko o
        nieskonsumowana fascynacje czy o ostre doprawianie poroza. O zdrade
        tylko w wyobrazni czy tez o jak najbardziej faktyczna. Po prostu
        pewnej wiedzy lepiej drugiej polowce oszczedzic.
    • avide To nie lek, to naturalna konsekwencja 10.04.09, 10:44
      Dlaczego kobieta nie zdradza ?
      Rozmawialiśmy o tym tutaj:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=78676106&a=78676106
      Myślę, że odpowiedzią na to pytanie będzie przewrotne postawienie tezy czyli "Kiedy kobieta zdradza". Do takiego właśnie stwierdzenia dochodziłem z niemal każdym rozmówcą, rozmówczynią z którymi dyskutowałem na ten temat w ciągu ostatniego roku jaki minął od założenia przez Marka tamtego wątku.

      Myślę, że każdy z nas ma zdradę wpisaną w geny. Ciągnie nas do tego nasza natura. Biologia mówiąca nam by mieszać geny i szukać najlepszego zestawu. Dużo dzieci z różnymi partnerami oznacza bowiem dużo różnych dzieci o różnych cechach i zwiększa szanse na przekazanie ich dalej. Tyle biologi ewolucyjnej.

      Nie ukrawam że przypomniało mi się o tym temacie pod wpływem wynurzeń Glam. Nawet tak zatwardziała monogamistka (przynajmniej z tego co pisze bo jak jest naprawdę wie tylko ona jedna ;-) ) widać jak w końcu zaczyna się łamać. No bo czymże jest flirt i narodziny wyraźnej fascynacji obcym facetem ? Na początek rozmowa, później flirt, pocałunki aż w końcu nie czarujmy się... jeśli facet nie spie...rzy gdzieś pod drodze czegoś (bo jak widać Glam wrażliwa mocno ;-) ) to skończy się pewnie ostrym rżnięciem gdzieś w hotelu, lub na tylnej samochodowej kanapie. Życie....

      Przypadek Glam jest dla mnie tutaj niejako modelowy.
      Z tych moich spostrzeżeń wynika, że w większości przypadków rogi doprawia tak naprawdę facet sam sobie.

      Na etapie poznania mężczyzna uwodzi kobietę. Mówi do niej, stara się być zabawny, czarujący. Uśmiecha się, jest ta cała mowa ciała. STARA SIĘ !!!!!!!!!!!!!
      Kobiety kochają uszami. Dlatego właśnie często dają się oczarować. W kolejnym etapie związku dość charakterystyczne jest, że mężczyźni co raz mniej mówią. Przecież oni już powiedzieli "kocham Cię" itd. Po co się powtarzać ? Następuje często załamanie komunikacji. Samica zdobyta, po co się silić na coś więcej.

      Kobiety zaczynają wtedy komunikować swoje potrzeby. Czasami chcą by facet się domyślił, czasami mówią wprost, czasami same pokazują jak przysłowiowej krowie. Próbują dotrzeć do tego swojego chłopa. Czasami się udaje. Czasami...
      Jeżeli chłop dobry mają dużą motywację by go reformować (vide związek Glam). Jeżeli chłop średni motywacja odpowiednio niższa.
      Nie mniej bardzo często latami pozostają wierne.Pozostają do momentu dopóki widzą choćby cień nadziei. Czekają, łudzą się że w końcu do niego dotrze. W końcu albo odchodzą, albo zdradzają.
      Odchodzą, gdy związek generalnie źle rokuje, lub nie rokuje wcale i facet okazał się pomyłką.
      Zdradzają... gdy pomimo licznych prób nic się nie zmieniło.
      Pewnie wiele z was, forumowiczek mogło by się pod taka historią podpisać.

      I teraz zobaczmy efektem czego jest zdrada w takim związku ? No sami powiedzcie czy nie jest tak, że wielu rogaczy ma swoje rogi w wyniku niejako desperacji i BEZSILNOŚCI ich kobiet do nich samych ? Każdy przecież ma swoją wytrzymałość. Czyż seks pozamałżeński jest wynikiem ich własnego olewatorstwa potrzeb drugiego człowieka ?
      Przecież włożenie reki żonie pod spódnicę w kinie czy w aucie, albo zatrzymanie się na parkingu wyciągnięcie kutasa i rozkazanie zrobienia laski swojej kobiecie, która nota bene tego pragnie to nie jest jakieś ogromne cierpiętnictwo. Nie chce on ? inny sie skusi.

      Oczywiście istnieje cześć płci pięknej mająca podejście do seksu stricte męskie. Wtedy pomimo zaspokojenia potrzeb w domu seksualno-emocjonalnych, też się może przydarzyć zdrada (znam jeden taki przypadek), ale intuicja mi podpowiada ze te 10% populacji to max.
      Tak jak z tym że 1 na 10 dzieci wychowują nieswoi ojcowie jak to napisała Zaklętawmarmur.

      Dla wielu jak nie większości ludzi małżeństwo niejako oznacza koniec uwodzenia. Doświadczyłem tego choćby na własnej skórze. Wykrzesanie seksapilu w stosunku do mojej osoby ze strony żony graniczy niemal z cudem. Mam miłość, uwielbienie, przyjaźń, ale żeby robić się sexy dla własnego chłopa który i tak ma ochotę ? Po co ?
      Podobnie jest w przypadku Glam.

      Autorka Inteligencji Erotycznej pisze w swojej książce, że małżeństwo to tak naprawdę początek uwodzenia. Podpisuję się pod tym obiema łapakami. Z małżeństwem jest trochę jak ze sportowcem na szczycie. Zdobyć go nie jest znowu tak trudno. Utrzymać się na nim to dopiero sztuka. Ludzie którzy o tym zapominają albo świadomie olewają muszą się liczyć z tego konsekwencjami. Jakimi ? Chyba każdy wie jakimi...

      Nie potępiam Glam, nie pochwalam Glam...
      Każdy jest ponoć kowalem swojego losu... mąż Glam też.
      To na pewno nie jest "lek" o jakim wspomniała Glam.
      Wg mnie to naturalna konsekwencja.

      Pozdrawiam
      Avide.
      • glamourous Re: To nie lek, to naturalna konsekwencja 10.04.09, 11:31
        Avide, to jeden z Twoich piekniejszych elaboratow. Zwlaszcza pointa
        wyjatkowo celna. Ach, ty felietonisto :-))
        Niektore fragmenty chyba przetlumacze, wydrukuje i przykleje mezowi
        na scianie. Moze sie jeszcze facet in extremis zreflektuje ;-)
      • mantis_after_dinner dobrze gada, dac mu nalewki :) 11.04.09, 11:14

        A ja chyba ktoregos dnia w odpowiedzi na te historie i wypowiedz avide w moim
        watku (forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=92033414&a=92066576), a
        szczegolnie jej fragment, ktory cytuje ponizej, pokusze sie o dopisanie dalszego
        ciagu do mojej historii.

        Moze niektorym sie przyda.
        Od razu uprzedzajac fakty:
        - mozliwe bylo rozwiazanie trzecie calkowicie inne niz podane ponizej (nie dosc
        ze szacunku nie stracil, to jeszcze wzrosl w moich oczach)
        - w czasie gdy pisalam tamta historie, oczywiscie do kilku rzeczy sie nie
        przyznalam ;)

        Mała przestroga dla Ciebie.
        Jeśli poddasz się romansowi a Twój mąż ma jednak pewne cechy, które cicho
        sugeruję w tym poście, dowie się i nie zareaguje jak należy (ostra jazda i albo
        kop w tyłek i koniec z wami albo zostajecie ale jako że zawiniłaś nie masz prawa
        do grama autonomii = w obu przypadkach masakra) jest bardzo duża szansa, że
        stracisz do niego resztki szacunku i resztkę ochoty na seks z facetem tak
        naprawdę bez jaj i w efekcie to będzie początek waszego końca.


        • glamourous Podsumowanie 11.04.09, 11:41
          Mantis, odswiezylam sobie w pamieci tamten Twoj post, i mam wrazenie jakbym
          czytala o moim zwiazku. Nie brak seksu, tylko ta byle jakosc w malzenskim
          lozku... No coz, taki los - jezeli kobieta jest gorąca to nie dość ze nie
          pogardzi seksem w kazdym wydaniu, to na dodatek podnieca sie szybko i skłania
          faceta do pewnego lenistwa... Niemniej jeśli trzysta razy sygnalizuje sie
          facetowi swoje pragnienia, swoje całkiem niewyszukane i łatwe do zrealizowania
          fantazje, a on nie wykazuje najmniejszych śladów zainteresowania tym, to w
          pewnym momencie zaczynaja odpadac rece. Moj tez nie uznaje za stosowne
          dokształcić się jakakolwiek lektura. Na dodatek poczytanie forum w ramach
          szkolenia zupelnie odpada, poniewaz jest cudzoziemcem. W takiej sytuacji wybor :
          grzecznie i wiernie czekac na menopauze gryzac palce z frustracji, lub
          dostarczyc sobie upragnionych sensations na boku wydaje sie oczywisty. Bo ilez
          mozna sie napraszac?! Dokladnie jak to napisal Avide : facet sukscesywnie i
          uparcie odmawiajacy swojej atrakcyjnej zonie pewnego rodzaju atencji POWINIEN do
          licha liczyc sie z mozliwoscia, ze znajdzie sie w końcu ktoś, kto ochoczo je jej
          zaoferuje.

          Powiem tak - wczoraj wrocilam z upojnej randki, podczas ktorej doszlam do
          wniosku ze sie chyba jednak w panu Libertynie nie zakocham. Sa motylki, hormony
          szaleja, cialo rozplywa sie w poczuciu spelnienia klimatami delikatnej, czulej
          zmyslowosci - ale nie czuje sie bynajmniej zakochana, nie mam w sobie takiej
          gotowosci. Juz chyba nie te lata, zeby sie tak zakochiwac bez pamieci. Sprobuje
          zachowac to idealne, aktualne status quo : kochanek daje mi zaspokojenie
          zmysłowe (pieszczoty i klimat jak z "9 i pol tygodnia"), mąż seksualne (solidne
          rzniecie).
          • aniorek Re: Podsumowanie 11.04.09, 14:22
            > W takiej sytuacji wybor
            > grzecznie i wiernie czekac na menopauze gryzac palce z frustracji, lub
            > dostarczyc sobie upragnionych sensations na boku wydaje sie oczywisty.

            Jest tez jeszcze trzecia opcja, chyba najbardziej w porzadku - rozstac sie i znalezc partnera dopasowanego seksualnie i spelniajacego wymagania, badz zyc samotnie, a obecnemu facetowi dac szanse na nowy zwiazek.

            Powiem szczerze, ze nie sadzilam po wszystkich Twoich postach na tym forum, ze zdecydujesz sie na zdrade (bo upojne randki bez posuwania to juz jest zdrada w moim slowniku). Widac bylo, ze wczesniej Ci zalezalo na tym, zeby bylo miedzy wami dobrze.

            A teraz dobrze byloby sie Twojego faceta o zdanie zapytac - czy akceptuje taki uklad (ze Ty szukasz "sensations" poza zwiazkiem). Moze to by go wreszcie popchnelo do postarania sie. Moze gdyby uswiadomil sobie, ze pojawila sie realna konkurencja, to cos by sie zmienilo. A jesli i to by nie pomoglo, to jaki sens byc dalej razem anyway? Wyglada na to, ze z roku na rok bedziecie sie od siebie coraz bardziej oddalac, skoro juz szukasz zewnetrznych bodzcow, a Twoj facet nie wykazuje checi do staran, mimo, ze wyraznie komunikujesz mu swoje potrzeby.

            Ech. Czasem wydaje mi sie, ze zyje w jakims naiwnym, hermetycznym swiecie, w ktorym na zdrade miejsca po prostu nie ma. Nie moglabym chodzic na tajne randki, oszukiwac partnera - wolalabym odejsc, jesli nie czerpalabym satysfakcji ze zwiazku i jesli nie byloby szansy na poprawe mimo prosb i sygnalizowania problemow. Nie miesci mi sie w glowie, jak mozna oklamywac w taki sposob najblizsza osobe.

            But, apparently it's time for me to wake up and smell the coffee. :(
            • glamourous Re: Podsumowanie 11.04.09, 14:41

              aniorek napisała:

              > Jest tez jeszcze trzecia opcja, chyba najbardziej w porzadku - rozstac sie i zn
              > alezc partnera dopasowanego seksualnie i spelniajacego wymagania, badz zyc samo
              > tnie, a obecnemu facetowi dac szanse na nowy zwiazek.


              A dlaczego zaraz koniecznie rozstawać się z dobrym, fajnym człowiekiem, z którym
              dobrze układa mi się na wszystkich innych płaszczyznach, który zaspokaja
              wszystkie inne moje potrzeby - poza ta jedyna, niestety bardzo dla mnie ważna.
              Inne - te które zaspokaja - tez są ważne, pewnie nawet ważniejsze. Zaraz
              rozstawać się, wszystko rozpieprzać, łamać mu serce i zaczynać życie od zera z
              kimś nowym, z którym być może po 5 latach związku byłoby TAK SAMO... Niewielu
              ludzi potrafi utrzymywać namiętność w związku LATAMI, większość niestety sobie
              odpuszcza. JAKA MAM GWARANCJE ze z nowym partnerem po pewnym czasie nie zrobi
              się tak samo? I przede wszystkim JAKA MAM GWARANCJE, ze ten nowy, super
              dopasowany pod względem seksualnym partner będzie również dopasowany pod
              względem życiowym - tak jak obecny - i to po X latach związku?????
              IMO bez sensu są takie rady - odejdź, zniszcz bardzo dobry związek, przekreśl
              wszystko tylko dlatego, ze masz jakaś tam niezaspokojona potrzebę... a potem
              żałuj cale życie.

              > Powiem szczerze, ze nie sadzilam po wszystkich Twoich postach na tym forum, ze
              zdecydujesz sie na zdrade (bo upojne randki bez posuwania to juz jest zdrada w
              moim slowniku). Widac bylo, ze wczesniej Ci zalezalo na tym, zeby bylo miedzy
              wami dobrze.

              Zależało mi i nadal mi zależy. Jednak po kilku latach walki z wiatrakami nawet
              świętemu opadłyby ręce. Nie zamierzam wiec już dłużej czekać na jego zmiłowanie
              i patrzeć jak usycha moja kobieca natura. Zresztą każdy ma inne podejście do
              zdrady, nie dla każdego "upojna klimatyczna randka" ma gatunkowy ciężar
              penetracji na sto sposobów.
              • kici10 Re: Podsumowanie 11.04.09, 14:58
                Glam, nie jesteś już pensjonarką. Przecież doskonale wiesz, że na
                klimatycznych randkach sie nie skończy. To tylko kwestia czasu. Już
                w tej chwili zaryzykowałaś swoje małżeństwo, z przekonaniem, że włos
                Ci z głowy nie spadnie. Skąd założenie, że mąż na pewno się nie
                dowie, a jeśli nawet, to i tak nic nie zrobi?
                • glamourous Re: Podsumowanie 11.04.09, 15:32
                  kici10 napisała:

                  > Glam, nie jesteś już pensjonarką. Przecież doskonale wiesz, że na
                  > klimatycznych randkach sie nie skończy. To tylko kwestia czasu

                  W odpowiedzi zacytuje Alice z filmu "Closer" : There's a moment, there's always
                  a moment : "I can do this, I can give into this, or I can resist it"

                  Kazda relacja kobieta-facet zawiera właśnie taki moment kiedy można się na coś
                  zdecydować, albo to zastopować. Wszystko zależy od naszej woli, a ja mam dosyć
                  silna wole i póki co nie podjęłam decyzji, ze pójdę na całość i ze to NA PEWNO
                  skończy się to seksem. A ze mam spora samokontrole i już wielokrotnie w
                  sytuacjach "podbramkowych" mówiłam facetom "nie, nie mogę", wiec jest szansa, ze
                  i tym razem tez tak będzie. Powiedziałam temu facetowi, ze raczej nie może
                  liczyć na ostateczna konsumpcje - on chce to mimo wszystko te relacje
                  kontynuować. Jeżeli kiedyś straci cierpliwość - 'trudno' się mówi i żyje się dalej.

                  > Skąd założenie, że mąż na pewno się nie
                  > dowie, a jeśli nawet, to i tak nic nie zrobi?

                  Niczego sobie beztrosko nie założyłam. Cóż, po prostu - jeżeli jakimś cudem mąż
                  się dowie i będzie chciał z tego powodu odejść, to trudno - poniosę
                  konsekwencje. Jestem na takim etapie w życiu, ze świat mi się pod żadnym
                  względem nie zawali z powodu odejścia faceta.
                  • kici10 Re: Podsumowanie 11.04.09, 17:43
                    Powiedziałam temu facetowi, ze raczej nie może
                    > liczyć na ostateczna konsumpcje

                    Glam, słówko raczej jest zaproszeniem do tańca. Oznacza, być może,
                    ale jeszcze trochę się podroczymy.
                    Facet chce Cię bzyknąć, więc nawija Ci makaron na uszy (spragnione
                    uszy). Jeśli się zorientuje, że nic z tego, cofnie Ci te czułości,
                    do których Ty zdążysz się przyzwyczaić. Tak więc, jest duże
                    prawdopodobieństwo, że chcąc je odzyskać, pódziesz na całość. Nie
                    oprzesz się, bo nie chcesz się oprzeć. Już teraz nie chcesz, chociaż
                    się jeszcze łudzisz, że mogłabyś.

                    Jestem na takim etapie w życiu, ze świat mi się pod żadnym
                    > względem nie zawali z powodu odejścia faceta.

                    Tak łatwo zrezygnujesz z 99% Graala?
                    To takie buńczuczne zapewnienia. Pewnie, że świat się nie zawali,
                    ale ubędzie trochę radości, a przybędzie sporo cierpienia.
                    • glamourous Re: Podsumowanie 13.04.09, 12:02
                      kici10 napisała:

                      > Tak łatwo zrezygnujesz z 99% Graala?
                      > To takie buńczuczne zapewnienia. Pewnie, że świat się nie zawali,
                      > ale ubędzie trochę radości, a przybędzie sporo cierpienia.

                      To nie sa tylko buńczuczne zapewnienia. Pewnie, ze byloby troche zaloby po
                      zwiazku, ale moj swiat by sie nie zawalil - podchodze racjonalnie do zycia i nie
                      naleze do kobiet ktore "kochaja za bardzo". To znaczy moze inaczej - na tym
                      konkretnym etapie zwiazku nie czuje, zeby hormony i uczucia byly tak silne,
                      zebym jakos niewymownie cierpiała z powodu jego ewentualnego odejścia.
                      Skumulowana, kilkuletnia frustracja z powodu niezbyt udanego seksu pewnie tez
                      nie jest tu bez przyczyny...
                      • eeela Re: Podsumowanie 16.04.09, 02:14
                        Glam, wysłałam Ci maila :-)
                        • bi_chetny Re: Podsumowanie 16.04.09, 09:22
                          co za moda z wysyłaniem maili...
                          • eeela Re: Podsumowanie 16.04.09, 14:17
                            Jaka znów moda? Mam ochotę porozmawiać z Glam na tematy poruszane w wątku sam na
                            sam, bez publiczności, i tyle. Nie wiem, co tu moda ma do rzeczy.
                            • bi_chetny Re: Podsumowanie 16.04.09, 15:09
                              chodzi mi o to że już któryś raz ktoś wysyła maila zamiast napisać na forum. i
                              pozostawiacie nas w poczuciu niespełnienia :D
                              • eeela Re: Podsumowanie 16.04.09, 15:13
                                Sa sprawy, o ktorych nie mam ochoty rozmawiac ze wszystkimi na
                                forum, a mam ochote o nich rozmawiac ze stara forumowa kumpela, czy
                                to takie dziwne? :-)
              • mujer_bonita Re: Podsumowanie 11.04.09, 15:39
                Skracając wypowiedź Glam 'JA, JA, JA, JA. Mi dobrze, mi źle, moje potrzeby, moja wygoda'.

                A męża masz w dupie. No ale 'powinien się spodziewać'. Przykre.
                • glamourous Re: Podsumowanie 11.04.09, 15:51
                  mujer_bonita napisała:

                  > Skracając wypowiedź Glam 'JA, JA, JA, JA. Mi dobrze, mi źle, moje potrzeby, moj
                  > a wygoda'.

                  To raczej moj maz reprezentuje postawe "ja, ja, ja". JA nie mam takiej potrzeby,
                  wiec co sie bede staral". JA uwazam, ze to fanaberie, wiec spadaj, miła, na
                  drzewo ze swoimi potrzebami". "JA nie widzę problemu, wiec daruj sobie, kolejna
                  rozmowa na ten temat".

                  Z mężem rozmawiałam już SETKI RAZY i każdorazowo mówiłam mu, ze jeżeli nadal nie
                  będę widziała u niego najmniejszych prób poprawy sytuacji, to kiedyś stracę
                  cierpliwość i tak to się kończy. Facet z kolei głupi nie jest i doskonale wie
                  jak to działa, wiec nie powinien być szczególnie zaskoczony.

                  > A męża masz w dupie. No ale 'powinien się spodziewać'. Przykre.

                  To raczej maż ma w dupie moje potrzeby. A ja nie mam zamiaru do końca życia
                  rezygnować z ważnej dla mnie płaszczyzny i łapać depresje, bo ktoś NIE UZNAJE ZA
                  STOSOWNE ŻEBY CHOĆ ODROBINĘ KIWNĄĆ PALCEM.
                  • mujer_bonita Re: Podsumowanie 11.04.09, 16:13
                    Glam,

                    Reprezentujemy zupełnie inne postawy. Ja uważam, że zachowanie Twojego męża w pełni uprawnia Cię do odejścia. Ty uważasz, że uprawnia Cię do 'sięgnięcia po swoje'.

                    Zachowujesz się tak jak on. Jemu jest wygodnie, więc nic nie zmieni. Tobie jest wygodnie, więc nie odejdziesz tylko zabawisz się z kochankiem.

                    Jednocześnie cały czas robisz z siebie ofiarę. 'Bo on nie kiwnie palcem'; 'Bo powinien się tego spodziewać' itd. Możesz usprawiedliwiać się przed sobą i światem ile chcesz ale jesteś taką samą wygodną egoistką jak Twój mąż.
                    • glamourous Re: Podsumowanie 11.04.09, 16:28
                      mujer_bonita napisała:

                      > Ja uważam, że zachowanie Twojego męża w pełni uprawnia Cię do odejścia.

                      Owszem, i gdybym miala w tej chwili 20 lat (a nie 30+) to pewnie rzczywiscie bym
                      odeszla i dalej szukala swojego stuprocentowego Graala. Dzis jednak jest nieco
                      za pozno na takie przewracanie sobie zycia do gory nogami. I nie jest to zadne
                      wygodnictwo, tylko myslenie pragmatyczne, zwykly bilans ;-) zyskow i strat.


                      > Możesz usprawiedliwiać się przed sobą i świat
                      > em ile chcesz ale jesteś taką samą wygodną egoistką jak Twój mąż.


                      Widocznie jesteśmy siebie warci, oboje obrzydliwi egoiści ;-) I niech już tak
                      zostanie - nie przekonamy się nawzajem w tym temacie.
                      • riki_i Re: Podsumowanie 11.04.09, 17:04
                        > Niczego sobie beztrosko nie założyłam. Cóż, po prostu - jeżeli
                        > jakimś cudem mąż się dowie i będzie chciał z tego powodu odejść,
                        > to trudno - poniosę konsekwencje. Jestem na takim etapie w życiu, > ze świat
                        mi się pod żadnym względem nie zawali z powodu odejścia
                        > faceta.

                        To ten cytat jest właściwym podsumowaniem tego wątku.

                        Podsumowaniem niewesołym, bo jeżeli w ogóle takie myśli przychodzą do głowy, to
                        ze związkiem jest już raczej jak z Titanikiem.

                        Wielkimi krokami zbliża się etap DECYZJI. Ja bym wziął tu pod rozwagę całość
                        małżeńskiego związku, wszystkie jego cienie i blaski, bez fetyszu samej alkowy.
                        Czy jest w tym związku o czym rozmawiać? czy jest poczucie bezpieczeństwa? czy
                        jest miłość wreszcie, w pełnym tego słowa znaczeniu (czułość, bliskość, przepływ
                        pozytywnej energii...). Małżeństwo jest podróżą przez życie, w której liczy się
                        wiele rzeczy, a po menopauzie o której piszesz liczyć się także będzie czy jest
                        po co i do kogo otworzyć dzioba. Delikatny libertyn nie pachnie mi materiałem na
                        męża, więc gdyby sprawa się rypła, to zostaniesz z funtem kłaków w garści i 30+
                        na karku. Oraz z poważnymi kandydatami na mężów w przedziale 45+, bo coby nie
                        mówić o fizycznej atrakcyjności, metryka robi swoje i wolni Panowie 30+
                        wybierają zazwyczaj dwudziestki. Kończąc... ja bym jeszcze spróbował delikatnego
                        zaznajomienia męża z sytuacją, z zaznaczeniem, że do konsumpcji nie doszło. Save
                        the last chance bevor you say good bye jakby by powiedział mój wuj z Jackowa
                        • niezapominajka333 Re: Podsumowanie 11.04.09, 17:55
                          Glam.
                          Rozumiem twoją frustrację, ale moim skromnym zdaniem masz ochotę coś
                          robić i to robisz dorabiając do tego konkretną ideologię.
                          Czy twój mąż jest egoistą?
                          Na pewno nie, bo inaczej byś z nim nie była.
                          Może spójrz z innej perspektywy na jego "egoizm".
                          Zdajesz sobie doskonale sprawę z tego, że przytłaczasz go swoją
                          wysokoerotycznością.
                          Wiesz, jak zniechęca go fikuśna bielizna, chociaż kiedyś to lubił.
                          Kiedyś, gdy jeszcze za tobą nadążał w alkowie.
                          • niezapominajka333 Re: Podsumowanie 11.04.09, 18:00
                            Nie wiem czemu ucięło mi połowę :)
                            Teraz reszta:
                            Teraz jego możliwości są mniejsze od twoich potrzeb.
                            Do tego dałaś mu do zrozumienia że daleko mu do wyrafinowanego
                            kochanka.
                            Może jego zachowanie to lenistwo i egoizm...
                            A może oczekujesz żeby dolewał oliwy do ognia, którego nie jest w
                            stanie ugasić, podczas gdy on stara się, żeby nie było w pobliżu nic
                            łatwopalnego.

                            A jeśli już mowa o konsekwencjach, to wiedziałaś, za kogo wychodzisz
                            za mąż. Podejmowałaś decyzję obarczoną poważnym ryzykiem
                            niedopasowania. To, co się teraz dzieje, to konsekwencja tamtej
                            decyzji.
                            To było do przewidzenia, tak jak napisał Gomory. Pytanie tylko kiedy?

                            I jeszcze jedna mała dygresja.
                            Nie chcesz zakończyć związku, bo jest tyle powodów, żeby tego nie
                            robić. Nie będę ich przytaczać, bo sama wiesz, co napisałaś.
                            Absolutnie nieopłacalne jeśli chodzi o całokształt.
                            Ale z drugiej strony sprawiasz wrażenie, że nic wielkiego się nie
                            stanie, jak ten doskonały pod innymi względami facet odejdzie z
                            powodu twojego flirtu przechodzącego w romans i ewentualnej zdrady.

                            Czy przypadkiem nie za bardzo minimalizujesz ryzyko rozpadu twojego
                            małżeństwa?

                            Nie musisz ze mną polemizować, tylko zastanów się przez chwilę nad
                            tym, co robisz i z czego może wynikać zachowanie twojego męża.
                            Pozdrawiam :)

              • aniorek Re: Podsumowanie 11.04.09, 18:29
                Glamourous, rozumiem Twoja frustracje. Rozumiem, ze nawet swiety by stracil cierpliwosc. Jednak to nadal, moim zdaniem, nie sa wystarczajace powody, zeby partnera robic w konia w ten sposob.

                Oklamywanie najblizszej osoby to poczatek konca.
    • kobieta.totalna Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 11.04.09, 20:32
      Glamourous moja historia jest bardzo podobna do Twojej jak i do
      Mantis_after_dinner
      taki sam typ zwiazku i malo erotycznego partnera ktory jest wlasnie
      takim minimalista, owszem zapewnia seks, ale nie satysfakcjonujacy,
      nie zabiega, nie uwodzi, nie prawi komplementow ba nawet nie reaguje
      specjalnie na uwodzenie i kuszenie
      i otoz co? po dlugiej przerwie i zyciu w monogami i braku flirtow
      nawet, kiedy moja seksualnosc albo oslabla albo skryla sie gleboko,
      nagle trafil sie ON, kandydat na kochanka, ba nawet podobny z opis
      do Twojego
      i tez bylo uwodzenie, flirt, potajmne spotkania, skradzione
      pocalunki, baa nawet obsciskiwanie sie w kinie jak za nastoletnich
      czasow
      z mezem nic takiego nigdy nie przezylam (ale z innymi wczesniej lub
      pozniej przezylam owszem rozne "ekscesy") nawet na poczatku zwiazku,
      owszem byl jakis zar cial, ale to w zaciszu domowym bo gdzie
      indziej to nie wypada
      tyle ze ja teraz juz jestem krok dalej i to nie krok w chmury i
      cudowne uniesienia
      dlaczego? bo nie doszlo do niczego wiecej czyt. konsumpcji
      ja akurat tego chcialam, ale plany (konkretne!) sie nie ziscily a
      moje cudo okazalo sie agresywnym frustratem, nie ma reguly ale
      samiec to samiec, flirt to kobieca domena
      zycze ci wielu uniesien, a ja czuje obecnie tylko zniechecenie :(
      • herbatka.jasminowa Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 11.04.09, 22:41
        Pare miesięcy temu pisałaś, że twój mąż zaspokaja się pzred kompem ...i co z tym dalej?
        Może tutaj trzeba szukać braku zaineterowania twoimi potrzebami ?
        • kobieta.totalna Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 12.04.09, 12:55
          herbatko chyba nie do mnie piszesz? bo ja nic takiego nie pisalam na
          forum
          • herbatka.jasminowa Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 12.04.09, 13:23
            do Glamur, to jej watek spzred paru miesiecy, nie wiem jak to sie skonczylo wtedy
            • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 12.04.09, 15:14
              herbatka.jasminowa napisała:

              > do Glamur, to jej watek spzred paru miesiecy, nie wiem jak to sie skonczylo wte
              > dy

              Przestał. A przynajmniej bardzo ograniczył. Robi to teraz sporadycznie, w czasie
              naszych rozłąk itp. Frekwencja stosunków faktycznie się od tego czasu kiedy
              przestał zwiększyła, ale nie wpłynęło to niestety w żaden sposób ani na jakość,
              ani na klimat. Rzeczywiście, całkiem prawdopodobne, tak jak piszesz, ze
              podświadomie woli nie rozpalać we mnie ognia, z obawy, ze potem by mu sprostał.
              Duza role odgrywa w tym tez fakt, ze ma on wyjątkowo prostą seksualność,
              uksztaltowana na pornosach. Tam nie ma uwodzenia - tam jest prosta rypanka.

              I do osób piszących powyżej : zdaje sobie sprawę ze wszystkiego o czym piszecie.
              Z ryzyka rozpadu związku, z tego ze skoro dopuszczam mysl o nim to idealnie nie
              jest. Bo nie jest. Jednak, gdyby mój mąż dopuścił się zdrady, zdesperowany moja
              uparta, kilkuletnia głuchotą na jego prośby, tudzież brakiem zaspokajania jego
              jakichś tam, ważnych dla niego potrzeb, to wysoce nieempatyczne byloby z mojej
              strony przekreslic go i kopnac go w tylek. Taka zdrada raczej dalaby mi do
              myslenia, odebralabym ja jako krzyk rozpaczy i impuls do zmian. Tyle z mojej strony.

              Do Riki : byc moze w Polsce faceci w wyborze kobiety patrza faktycznie przede
              wszystkim na metryke. Na szczescie w Polsce nie mieszkam, widze co sie dzieje
              wokol mnie i jakos nie obawiam sie, ze po rozwodzie skonczylabym jako samotna
              frustratka. Poza tym nie wygladam na swoj wiek 30+.
              • herbatka.jasminowa Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 12.04.09, 19:32
                Nigdy nie powiedziałabym, że zdrada może być "krzykiem rozpaczy", z pewnością są tacy, którzy tak to rozumieją- dają znać, że w związku źle sie dzieje, ale to też nie dotyczy wszystkich zdrad.
                Poza tym zastanawiający jest ten fenomen porno, cybermasturbacji, szukania seksu w necie, robią to coraz młodsi faceci, wolnych można jeszcze zrozumieć, ale żonatych?
                • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 12.04.09, 19:53
                  herbatka.jasminowa napisała:

                  > Poza tym zastanawiający jest ten fenomen porno, cybermasturbacji, szukania seks
                  > u w necie, robią to coraz młodsi faceci, wolnych można jeszcze zrozumieć, ale ż
                  > onatych?

                  Jeżeli ktoś robi to przez pół młodości (żyjąc jednocześnie w celibacie, bo ma
                  wysokie wymagania) i zastępuje mu to normalna naukę instrukcji obsługi kobiet
                  oraz ich potrzeb, to onanizm do porno wchodzi to facetowi tak bardzo w krew, ze
                  potem w małżeństwie również nie bardzo ma ochotę z tego przyzwyczajenia
                  zrezygnować...


                  Ja się tam nie dziwie, ze jeżeli ktoś wykuł swoja seksualność głównie na porno
                  zamiast na związkach z żywymi kobietami - to nie dość ze ciężko będzie mu
                  zrezygnować z onanizmu na rzecz coraz bardziej powszedniejącej zony, to w
                  dodatku będzie trudno zrozumieć jej potrzeby wykraczające poza włożyć-wyjąć i
                  "yeah, fuck me"...
    • yoric Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 12.04.09, 16:02
      Skądś to znam. Ma się dużo - chciałoby się jeszcze więcej. Ma się pałac, służbę
      i łóżko z pierzynami - zaczyna przeszkadzać ziarnko grochu. Widzę, że ziarnko
      uwiera nie do zniesienia i zapominasz, że ryzykujesz pałacem.
      Moim zdaniem pakujesz się w nieprzyjemną sprawę.
      Jeśli nie spróbujesz, jak jest z innym, będzie Cię męczyć ta ciekawość
      (przynajmniej jakiś czas). Jeśli spróbujesz i się nie wyda, będziesz miała
      wyrzuty sumienia do końca życia. Nie każdy ma na to psychikę. Trzeciej opcji IMO
      zupełnie nie doceniasz - wątpię w scenariusz 'zdrady jako leku', raczej
      kompletnej destrukcji, przy okazji której strasznie przeczołgałabyś swojego męża
      i także siebie.
      • yoric Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 12.04.09, 16:08
        Z drugiej strony zazdrość jako instrument nacisku może zdziałać cuda. Czasami
        człowiek nie zrozumie czegoś, jak nie musi, i dopiero możliwość zdrady otwiera
        mu oczy. Tylko to igranie z ogniem.
        • herbatka.jasminowa Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 13.04.09, 10:46
          "Tylko to igranie z ogniem."

          Otóż to. Można się nieźle poparzyć, a i "blizny" mogą zostać do końca życia. Ale z drugiej strony bezsilność i frustracja okrutnie męczą psychicznie (I think...)

          Glam..cokolwiek zrobisz w tym temacie -100 razy pomyśl, czy warto?
      • kobieta.totalna Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 12.04.09, 20:29
        a dlaczego od razu wyrzuty sumienia? gdyby przez to zwiazek sie
        popsul, rozpadl to moze i owszem a jesli nie, to bez przesady z tymi
        wyrzutami i bez patosu :P
      • zakletawmarmur Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 15.04.09, 01:50

        > Skądś to znam. Ma się dużo - chciałoby się jeszcze więcej.

        Nie jestem przekonana czy faktycznie o to tu chodzi... Z opisu
        kandydata na kochanka wywnioskowałam, że nie jest on ciekawszy od
        męża.
        To raczej facet Glam powinien dać jej więcej powodów do zazdrości...
        • bi_chetny Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 15.04.09, 11:30
          ale nie da, bo na pewno seksu na zewnątrz związku szukać nie będzie. A wszystko
          inne gra. Więc to raczej glam będzie szukać. i znalazła.
          Nie wiem co doradzać, dwie sprzeczności się we mnie kłębią :)
    • aandzia43 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 13.04.09, 12:54
      Glam, sledzę ten wątek z zainteresowaniem, bo ta twoja historia z
      dnia dzisiejszego, to moja sprzed paru lat. Z grubsza,rzecz jasna:-)
      A ponieważ "z grubsza", to kalki przyłozyc sie nie da i rady jednej
      jedynej i najlepszej nie będzie. Wbrew temu, co pisza ludzie w tym
      wątki i co ja mogę napisac (na bazie swoich bardzo podobnych
      przecież doświadczeń), NIE WIESZ NA PEWNO, co będzie, kiedy
      wybierzesz którąkolwiek z dróg. Yoric napisał, że wzbudzanie
      zazdrości to chodzenie po linie i igranie z ogniem. Zgadza się, po
      wielokroc, zgadza się. Ale ja (i nie tylko ja) mogę napisac, że
      zbytnie dmuchanie na zimne, czyli obchodzenie się z leniwym
      masturbantem, jak z jajkiem, to wygaszenie swojego ognia i
      spustoszenie swojej psychiki. Co byś nei zrobiła, podejmujesz jakieś
      ryzyko. I nikt, łącznie z tobą, nie wie, do czego doprowadzą cię
      twoje decyzje. Za dużo zmiennych, żeby cokolwiek z całą pewnością
      można było powiedziec.
      I jeszcze jedno: z moich doświadczeń wynika, że rozpoczęcie flirtu z
      fajnym panem (nawet ognistego flirtu) absolutnie nie równa się
      daniem dupy temuż panu. Nawet w sytuacjach wydawałoby się,
      oczywistych, mówiłam "nie". Bo nagle coś przestawało mi pasowac.
      Albo po prostu od samego początku wcale nie miałam zamiaru posunąc
      się do pełnej konsumpcji. Jestem (byłam) flirciarą, a flirciary dużo
      ryczą, rzadziej mleko dają. Ale jak już dadzą, to jest to zazwyczaj
      w pełni satysfakcjonujące konsumowanie ciepłego mleczka.
      Przynajmniej dla nich;-)
      • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 13.04.09, 22:04
        aandzia43 napisała:

        >Nawet w sytuacjach wydawałoby się,
        > oczywistych, mówiłam "nie". Bo nagle coś przestawało mi pasowac.
        > Albo po prostu od samego początku wcale nie miałam zamiaru posunąc
        > się do pełnej konsumpcji. Jestem (byłam) flirciarą, a flirciary dużo ryczą,
        rzadziej mleko dają.

        Mam dokładnie te sama cechę. I dokładnie tez tak to u mnie wygląda, pisałam
        nawet kiedyś o tym na forum. Bardzo rzadko mam ochotę na doprowadzenie flirtu do
        końca. Na takie kobiety jak my Francuzi mówią "allumeuses", czyli "rozpalaczki"
        ;-). Rozpalają one faceta, narobią mu nadziei na upojne bzykanko (jednoczenie
        nic nie obiecując werbalnie), a potem zostawiają z rozpiętym rozporkiem. Tak ze
        nie taka ta dupa sprzedana, jak tu niektórzy mi wyrokują. Tym bardziej ze do
        penetracji potrzebny mi jest stan zakochania, zaufanie do faceta, poczucie
        bezpieczeństwa, oraz jeszcze 10 innych czynników, które wcale nie tak łatwo
        spełnić.

        Widze, Aandzia, ze jako jedna z nielicznych tutaj dobrze mnie rozumiesz.
        Rzeczywiście sama najlepiej znam swoja sytuacje, nie jestem dziewczynka
        zagubiona we mgle i generalnie wiem co robię. Nie znam tylko efektu końcowego -
        ale wiem tyle, ze nie chce mi się już cierpliwie czekać na przebudzenie mojego
        męża i obchodzić się z nim jak z jajkiem. Wole już faktycznie podjąć ryzyko. Kto
        nie gra ten nie wygra.
        • bi_chetny Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 14.04.09, 10:28
          mąż powinien się tego spodziewać. pytanie tylko, czy jak zauważy zmianę w twoim
          zachowaniu - a zauważy, to czy będzie udawał że nie ma tematu czy jednak się
          zaktywizuje.
        • riki_i Ale co tu można wygrać? 14.04.09, 17:24
          glamourous napisała:

          > nie chce mi się już cierpliwie czekać na przebudzenie mojego
          > męża i obchodzić się z nim jak z jajkiem. Wole już faktycznie
          > podjąć ryzyko. Kto nie gra ten nie wygra.

          Ale co tu można wygrać? Mąż się i tak nie wybudzi z letargu, zdaje się, że
          jesteś tego pewna. Jest za to możliwe, że się dowie o flircie i Twoje małżeństwo
          się rozwali (być może, bo tego nie wiemy na pewno). Wygranej jak na razie nie
          widzę...

          Jedziemy dalej. Potencjalny kochanek nie byłby facetem, gdyby nie dążył do
          penetracji. Śliska to satysfakcja zostawić go po jakimś czasie "z rozpiętym
          rozporkiem", bo co to Ci niby da? Wątpliwą przyjemność, że się chłop napalił i
          przez jakiś czas delikatnie pieścił/całował? Jak nie dostanie swego, to w końcu
          zniknie (po dżentelmeńsku lub zgoła nie). Gdzie tu wygrana? W tych kilku
          ulotnych chwilach randkowego kuszenia?

          Namiastka/prowizorka w uczuciach sprawdza się rzadko, a Ty sobie wypuszczasz
          taki balon próbny, który ma lecieć w nieokreślonym kierunku. Wrzody należy
          przecinać, a nie posypywać talkiem. Jeżeli sytuacja z mężem dojrzała do
          rozstrzygnięcia, to należy zdecydować "wóz albo przewóz". Tym flirtem
          (romansem?) po prostu tracisz czas.

          Ps. To, co zrobi "flirciara" zależy też od typu mężczyzny, z którym ma do
          czynienia. Wiem, ze to truizm, ale doskonale wiesz, że są faceci, z którymi
          idzie się do łóżka od razu.

          • glamourous Re: Ale co tu można wygrać? 15.04.09, 01:02

            riki_i napisał:

            > Ale co tu można wygrać?

            Nie mialam na mysli wygrywania czegos doslownie, chociaz wszystko zalezy od
            punktu widzenia. Romans poprawia samopoczucie,ddaje mila swiadomosc "nie
            marnowania sie", przywraca speed do zycia, budzi w kobiecie femme fatale która
            po paru latach u boku nieerotycznego męża gdzieś tam przysnęła.

            > Śliska to satysfakcja zostawić go po jakimś czasie "z rozpiętym
            > rozporkiem", bo co to Ci niby da?

            Patrz wyzej. Tu nie chodzi o satysfakcje ze zrobienia z kogos glupka. Dla takich
            kobiet-uwodzicielek pelny seks nie jest celem w samym w sobie, tu chodzi o
            fajne sensations i o rozwiniecie skrzydeł.

            > Wątpliwą przyjemność, że się chłop napalił i
            > przez jakiś czas delikatnie pieścił/całował? Jak nie dostanie swego, to w końcu
            > zniknie (po dżentelmeńsku lub zgoła nie). Gdzie tu wygrana? W tych kilku
            > ulotnych chwilach randkowego kuszenia?

            A niech sobie znika. Przecież płakała nie będę. Po prostu chce isc swoim rytmem
            : bede miala ochote na seks - OK, nie to nie i nie zamierzam nic robić pod
            presja "bo facet zniknie"

            > Jeżeli sytuacja z mężem dojrzała do
            > rozstrzygnięcia, to należy zdecydować "wóz albo przewóz". Tym flirtem
            > (romansem?) po prostu tracisz czas.

            Ja to widze tak. Moje zycie seksualne dojrzalo do otwarcia wreszcie okna i
            wpuszczenia odrobiny swiezego powietrza. Natomiast zwiazek jako taki nie dojrzal
            do rozstania, bo jest OK. I niby po co mam sie rozstawac? Zeby zwiazac sie z
            kims innym (pomimo Twojego krakania, nie bylby to raczej facet 45+ : teoria o
            tym ze trzydziestolatkowie pogardzaja trzydziestolatkami wybierajac wyłącznie
            dwudziestki sprawdza sie tylko w Polsce, kazdy Francuz na takie dictum popukałby
            sie w czolo) i za 5 lat zaliczyć powtórkę z rozrywki, faceta, który nie
            dotrzymuje mi kroku, albo coś w tym stylu - thanx.

            Wiem, ze to truizm, ale doskonale wiesz, że są faceci, z którymi
            > idzie się do łóżka od razu.

            Mi sie taki seks "od razu" (jesli to masz na mysli) zdarzyl tylko raz w zyciu -
            bylam PIEKIELNIE wyposzczona, bez faceta od - bagatela - 2 miesiecy. Normalnie
            jednak potrzebuje mieć do kolesia elementarne zaufanie, o innych elementach
            connection juz nawet nie wspomnę.
            • kobieta.totalna Re: Ale co tu można wygrać? 15.04.09, 15:45
              Glamorous - wyobraz sobie sytuacje jaka mnie spotkala, agresja
              (slowna) z powodu niespelnienia - co wtedy zrobisz, jak sie
              poczujesz?
              napisz prosze - chocby wydawalo ci sie to nierealne, moze i ja
              inczej na to spojrze
              • glamourous Re: Ale co tu można wygrać? 15.04.09, 16:05
                kobieta.totalna napisała:

                > Glamorous - wyobraz sobie sytuacje jaka mnie spotkala, agresja
                > (slowna) z powodu niespelnienia - co wtedy zrobisz, jak sie
                > poczujesz?
                > napisz prosze - chocby wydawalo ci sie to nierealne, moze i ja
                > inczej na to spojrze


                Nie wiem, czy dobrze rozumiem - chodzi Ci o agresje slowna
                niedoszlego kochanka, ktory wyjezdza z geba, bo nie dostal tego na
                co liczyl, czyli pelnego seksu?
                Hmmm, coz, jezeli facet odwala kobiecie taka akcje, to oznacza tylko
                jedno : ze nie ma za grosz klasy (brak klasy na szczescie widac
                jesli nie na 1 to przynajmniej na 2 rzut oka, wiec staram sie od
                takich ludzi trzymac z daleka) i ze nie potrafi kontrolowac swoich
                emocji. No, burak po prostu. Bo jezeli nawet obiecywalas mu (slowem
                lub czynem) ten seks, to przeciez mialas swiete prawo w miedzyczasie
                zmienic zdanie. Nawet w ostatniej chwili przed penetracja obu
                stronom przysluguje prawo ucieczki z lozka bez narazenia sie na
                agresje, osadzanie itp. Respektowanie czyjegos prawa do odmowy
                nalezy do lozkowego bon tonu. Ludzie jednak roznie reaguja,
                niektorym facetom brak pewnosci siebie i taka odmowe odbieraja jako
                cios dla swojego meskiego ego. Ale to, ze ktos nie radzi sobie z
                emocjami, to JEGO PROBLEM, NIE MOJ. Wiec nie sadze, zebym sie
                przejela czyms takim - kazdy ma prawo odreagowywac frustracje jak
                tylko chce i jezeli komus brakuje dobrego wychowania to juz nie moja
                sprawa. Wiec zamiast czuc niesmak czy upokorzenie, na obelgi
                odpowiedzialabym facetowi "spadaj, frustracie" i tym bardziej
                pogratulowalabym sobie, ze sie jednak nie przespalam z takim bucem.

                Brrr, oby jak najdalej od emocjonalnych popaprancow.
                • kobieta.totalna Re: Ale co tu można wygrać? 15.04.09, 16:27
                  tak dobrze rozumiesz
                  nie bylo ucieczki z lozka, po prostu spotkanie nie wypalilo, on tez
                  nie dawal od razu po sobie poznac ze cos jest nie tak, po prostu
                  bedzie inna okazja, ale widac frustracja narastala i koles pekl
                  chyba chcial mi zrobic na złosc, odegrac sie, a moze sprowokowac?
                  nie wiem nie rozmawialam z nim od tamtej pory
                  tak tez i ja go postrzegam i taka tez byla moja reakcja, zapomnialam
                  o nim w jednym momencie, odcielam kontakt chociaz wczesniej bardzo
                  go pragnelam,
                  nie czulam upokorzenia, ale niesmak owszem
                  a dodatkowo odczułam ogromne zniechecenie i troche zwatpienie w
                  facetow w ogole
                  Glamourous nigdy cie nic takiego nie spotkalo? jak sobie przypomne
                  to zdarzalo sie takie zachowanie wsrod nastoletnich amancikow przy
                  podrywach szkolnych, wiec moze ten okaz uchowal sie od tamtych
                  czasow z takim podejsciem ... :/ zenada
                  • glamourous Re: Ale co tu można wygrać? 16.04.09, 11:14
                    kobieta.totalna napisała:


                    > Glamourous nigdy cie nic takiego nie spotkalo?

                    Nie. Poza jednym PUAsem kiedys w klubie, z ktorym tanczylam i ktory
                    zostawil mnie na srodku parkietu bez slowa bo nie chcialam go
                    pocalowac po 2 minutach znajomosci (pewnie byl na szkoleniu i
                    instruktorzy patrzyli jak domyka HB w skali 1 do 10 ;-))) to nie
                    zdarzylo mi sie zeby facet w sposob agresywny stracil cierpliwosc do
                    dalszych podchodow. Raczej trafialam na wytrwalych amantow, czasem
                    nawet zbyt wytrwalych, ktorym czasem nawet "nie" nie wystarczalo.
                    Zreszta wydaje mi sie, ze jezeli facetowi zalezy na zaciagnieciu
                    kobiety do lozka, to potrafi trzymac nerwy na wodzy i nie wybucha
                    tak bezsensownie chocby sie nawet i niezle wkurzyl. Nawet jezeli
                    kobieta powie mu "nie" i zostawi go z tym symbolicznym rozpietym
                    rozporkiem, to i tak bedzie sie trzymal w ryzach, bo bedzie mial
                    nadzieje ze dzisiaj wprawdzie nie wyszlo, ale nastepnym razem
                    kobieta moze bedzie w lepszym nastroju do seksu i moze sie jednak
                    skusi ;-)) Kiedys trafilam z facetem do hotelu (za ktory zaplacil
                    calkiem spora sume) i zmienilam zdanie w trakcie, bo cos mi sie nie
                    spodobalo. Skonczylo sie na tym ze ja spokojnie sobie spalam w
                    wielkim hotelowym lozku, a koles przesiedzial cala noc obok
                    w fotelu, z frustracji ogryzajac paznokcie. Ale okazal sie na tyle
                    dzentelmenem, ze rano nie robil mi nawet zadnych wyrzutow.
                    Rozstalismy sie w pelnej zgodzie, a po tej nocy przez jakis czas
                    jeszcze mielismy dosc przyjacielski kontakt.

                    Songo ma racje, ze takie rzeczy kobieta powinna zalatwiac z klasa i
                    duza dyplomacja, zeby faceta nie upokorzyc i zeby latwiej przelknal
                    gorzka pigulke odmowy. Ja np. zamiast powiedziec facetowi
                    wprost "odpodobales mi sie, zmieniam zdanie", zawsze mowilam "wiesz,
                    jednak nie potrafie zdradzic mojego chlopaka - myslalam ze bede
                    mogla, ale jednak nie moge". Nie spotkalam jeszcze faceta, ktory nie
                    przyjalby tego za wiarygodna wymowke i nie rozstalby sie ze mna w
                    dobrej komitywie.
                • songo3000 Trzeba wiedzieć czego się chce 15.04.09, 17:01
                  Dodam od siebie, że jeśli 'akcja; ewidentnie zmierza w stronę łóżka a babeczka ni z tego ni z owego się wycofuje to jako facet:
                  - mam prawo czuć się zawiedzony
                  - mam prawo do osądu sytuacji w stylu 'głupia cipa sama nie wie czego chce'
                  - mam prawo do wyrażenia tego osądu w stonowanej formie

                  Oczywiście >nie ma mowy< o żadnej agresji czy pyskówkach ale...
                  ...wymagając klasy wartoby było samemu ją okazywać.
                  • glamourous Re: Trzeba wiedzieć czego się chce 15.04.09, 17:42
                    songo3000 napisał:


                    > - mam prawo do wyrażenia tego osądu w stonowanej formie

                    To "w stonowanej formie" jest bardzo kluczowe. Jezeli facet mowi
                    mi "zachowujesz sie jak dziecko, nie wiesz czego chcesz, konczymy te
                    farse", to nie ma najmniejszego problemu, natomiast jesli
                    wybucha "ty glupia cipo, wyp (...) j" albo i gorzej to, hmmmm.... I
                    to wlasnie mialam na mysli.

                    > ...wymagając klasy wartoby było samemu ją okazywać.

                    Rejterada in extremis z lozka moze przytrafic sie kazdemu. Kiedys
                    nawet taki watek zalozylam. Kazdemu ma prawo sie w ostatniej chwili
                    odwidziec, ma prawo cos mu/jej nie podpasowac. Moze to byc LMR, lub
                    swiadome zmienienie zdania, ew. rozczarowanie czyms tam, ktore
                    blokuje przyjemnosc - to nie jest objaw braku klasy i moze dopasc
                    kazdego. Zdjecie ciuchow to nie podpisanie umowy o dzielo, kazdy IMO
                    ma prawo jeszcze na tym etapie sie wycofac czy zmienic zdanie. To
                    frustrujace, ale to jest IMO wliczone w cene tej gry, ze nie
                    wszystko musi pojsc po naszej mysli.
                    • songo3000 Re: Trzeba wiedzieć czego się chce 15.04.09, 18:00
                      glamourous napisała:

                      > wybucha "ty glupia cipo, wyp (...) j" albo i gorzej to, hmmmm....
                      Zapodaj jakieś 'gorzej' - przydaj się (mi i KS :) na forum od czasu do czasu, hehe

                      > nawet taki watek zalozylam. Kazdemu ma prawo sie w ostatniej
                      Może nie sprecyzowałem. 'Święte prawo' to niezaprzeczalnie ma każdy, niemniej jednak wyjść 'z klasą' z takiej sytuacji już mało kto umie :)
                      • kobieta.totalna Re: Trzeba wiedzieć czego się chce 16.04.09, 10:07
                        podejrzewam ze "wyjsc z klasa" dla ciebie i wielu facetow to
                        zupelnie co innego niz dla kobiet
                        • sagittka Re: Trzeba wiedzieć czego się chce 16.04.09, 13:27
                          > podejrzewam ze "wyjsc z klasa" dla ciebie i wielu facetow to
                          > zupelnie co innego niz dla kobiet

                          np. zrobić loda na otarcie łez i dorzucić się do ceny hotelu :)
                          • kobieta.totalna Re: Trzeba wiedzieć czego się chce 16.04.09, 14:21
                            ooo to to to :D
                            • jadaczek Re: Trzeba wiedzieć czego się chce 16.04.09, 15:00
                              kobieta.totalna napisała:

                              > ooo to to to :D

                              A myślałem droga totalna, że poznałaś już facetów dla których,
                              żeby "wyjść z klasą" wystarczy wiarygodne wyjaśnienie, które nie
                              burzy im ego, słodki całus i odrobinka czułości w głosie?;P
                              • kobieta.totalna Re: Trzeba wiedzieć czego się chce 16.04.09, 15:05
                                poznalam takich i owszem :) nawet cale mnostwo, bo w teorii kazdy
                                jest mocny hahaha
                                • jadaczek Re: Trzeba wiedzieć czego się chce 16.04.09, 15:16
                                  kobieta.totalna napisała:

                                  > poznalam takich i owszem :) nawet cale mnostwo, bo w teorii kazdy
                                  > jest mocny hahaha

                                  Hmmm...moja droga..nie zauważyłem, żebyś chciała się udzielać w
                                  praktyce;) A dobre rady i opinie( m.in.moje przeczytałaś ;) )
                                  • kobieta.totalna Re: Trzeba wiedzieć czego się chce 17.04.09, 11:14
                                    to ze ty czegos nie zauwazyles nie znaczy ze to nie ma miejsca :P
                    • loppe Re: Trzeba wiedzieć czego się chce 20.04.09, 15:19
                      Rejterada in extremis z lozka moze przytrafic sie kazdemu"

                      Osobiście nie mam nic takiego na sumieniu - kodeks rycerski mi nie
                      pozwala. Natomiast przytrafiło mi się że pewna atrakcyjna partnerka
                      wycofała się własnie in extremis bo milimetry przed penetracją. Ja
                      oczywiście tego typu - czyli naprawdę oryginalne niespodzianki -
                      przyjmuję ze sporym uznaniem. Pokochała mnie za to.
          • eeela Re: Ale co tu można wygrać? 16.04.09, 15:21
            Wiem, ze to truizm, ale doskonale wiesz, że są faceci, z którymi
            > idzie się do łóżka od razu.


            Niby prawda, ale bzdura. A dlaczego bzdura? Dlatego, ze kazdy
            mezczyzna moze byc tym, z ktorym jakas kobieta pojdzie od razu do
            lozka, ale nie kazda kobieta pojdzie z nim od razu do lozka. Ja
            poszlam ze swoim obecnym od razu do lozka, ale zapewniam cie, ze
            wiele kobiet by tego nie uczynilo, a ja uczynilam to bynajmniej nie
            dlatego, ze byl genialnym uwodzicielem :-D
    • stinefraexeter Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 16.04.09, 18:41
      Tak z czystej ciekawości: gdzie mieszkasz, skoro nie w Polsce i jakiej
      narodowości jest twój mąż?

      A co do meritum:

      moim zdaniem nie tędy droga.

      Albo rozstajesz się z mężem
      albo decydujesz się na kochanka, ale wtedy na całego, czyli seks, igraszki,
      fantazja, tak jak lubisz.

      Bo samym "podkręceniem się" seksownym kolesiem i twoimi wyobrażeniami o nim
      doprowadzisz do jeszcze większej frustracji. Z kim bowiem będziesz się wciąż
      kochać? Z mężem, który cię nie zaspokaja. Więc jaka tu poprawa?

      Ale wytłumacz mi w ogóle jedną rzecz:

      wyszłaś za mąż za faceta, który zupełnie się nie sprawdza w łóżku
      (ty jesteś gorąca i namiętna, on raczej typ "drwala" o mniejszym libido).

      I na dodatek twierdzisz, że twoja potencjalna choć prawdopodobna zdrada będzie
      tak naprawdę jego winą?

      IMHO: skoro seks jest dla ciebie tak ważny, to po co było sobie brać za męża
      kochanka ledwo średniego? I jeszcze JEGO obwiniać za swoje nieetyczne zachowanie??

      IMHO x2: jeśli jest aż tak źle, to odejdź. Naprawdę. Zostańcie przyjaciółmi,
      itd. jeśli to możliwe, ale nie krzywdź męża, którego jedynym grzechem jest, że
      nie chce tobie wkładać ręki pod spódnicę. On na to nie zasługuje.
      • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 16.04.09, 19:37
        stinefraexeter napisała:

        > Z kim bowiem będziesz się wciąż
        > kochać? Z mężem, który cię nie zaspokaja. Więc jaka tu poprawa?

        Maz mnie zaspokaja, jesli oczywiscie mowimy o zaspokajaniu czysto fizycznym
        (orgazm) Kocha sie ze mna tez na tyle czesto ze o zadnym "niezaspokojeniu" nie
        moze byc mowy. Tlumacze po raz wtory - seksu mi nie brakuje, do szczescia
        potrzeba mi tylko erotycznego klimatu. Zeby to miec z krecacym mnie facetem nie
        musze zaraz dazyc do penetracji ani dzialan jej pokrewnych. Przynajmniej nie na
        tym etapie. Przeciez u licha z powodu samych tylko klimatycznych brakow
        zostawiala fajnego faceta i rujnowala dobrego sprawdzonego zwiazku!
        Poki co mi taka sytuacja odpowiada. Nakrecic sie kochankiem, a potem dopasc meza
        w lozku. Bez gry wstepnej - czyli tak jak on lubi ;-P
        Zreszta ja nie mam pryncypialnego podejscia do zdrady, wiernosci itp. To
        wszystko kwestia umowna. Czy pocalunek z krecacym facetem to taka sama zdrada
        jak penetracja? Moim zdaniem nie. I tak samo ocenialabym rowniez zachowanie
        meza, gdyby przydarzyla mu sie podobna sytuacja (kto mi zreszta zagwarantuje ze
        mu sie nigdy nie przytrafila i nie przytrafi?)

        > wyszłaś za mąż za faceta, który zupełnie się nie sprawdza w łóżku
        > (ty jesteś gorąca i namiętna, on raczej typ "drwala" o mniejszym
        > libido).

        Drwal drwalem, ale zawsze tu na forum powtarzalam, ze gdyby jego libido bylo
        znaczaco nizsze od mojego (np. taka sytuacja jak w watku obok, ze kobieta ma
        duzy temperament a facet chce raz na miesiac - nigdy bym za niego nie wyszla,
        chocby nawet uczucia i cala inna otoczka grala idealnie. Jestem na tyle
        pragmatyczna, ze nie chcialabym sie meczyc cale zycie z AZ TAKA dysproporcja w
        libido. ALE tak nie jest. Temperamenty mamy w sumie bardzo zblizone, TYLE TYLKO
        ze maz nie czuje bluesa, nie potrafi inaczej jak tylko alleluja i do przodu. I z
        powodu tej symbolicznej juz reki pod spodnica mialam nie wychodzic za cudownie
        dopasowanego do mnie faceta? Nonsens. Nie jest to przeciez az taki kataklizm.

        > I na dodatek twierdzisz, że twoja potencjalna choć prawdopodobna zdrada będzie
        > tak naprawdę jego winą?

        Wina jego nie jest to, ze ma taka a nie inna seksualna nature. Wina jest to, ze
        NIE MA OCHOTY chociaz odrobine nagiac sie do mnie, pojsc na jakis maly, zgnily
        kompromis zeby zaspokoic choc minimalnie moje potrzeby pod tym wzgledem. Mimo iz
        daje mu szzegolowa instrukcje obslugi. On jej nigdy nie wciela w zycie, pomimo
        moich prosb. Nie robi NIC. I na tym polega ewentualna "wina"

        > IMHO x2: jeśli jest aż tak źle, to odejdź. Naprawdę. Zostańcie
        > przyjaciółmi,itd. jeśli to możliwe, ale nie krzywdź męża, którego
        > jedynym grzechem jest, że nie chce tobie wkładać ręki pod spódnicę

        Potrafisz chyba odroznic stwierdzenie "jest AZ TAK ZLE, calkowicie zle - zle na
        tyle zeby odejsc" od "zle jest TYLKO pod tym jednym, w kontekscie zyciowym malo
        znaczacym, wzgledem, a pod innymi wzgledami jest cudownie, kochamy sie
        wystaczajaco czesto i nie mam potrzeby zmieniac calego mojego zycia dla czyjejs
        reki pod moja spodnica"
        • mujer_bonita Glam zaczynasz wybiórczo czytać :) 16.04.09, 21:40
          Wciąż potarzasz co TY chcesz, co TY zrobisz, jak TY coś oceniasz.

          Tylko, że to czego Ty chcesz wszyscy zdążyli już się dowiedzieć. Pytanie stinefraexeter dotyczyło jednak Twojego męża. To, że TY inaczej oceniasz pocałunek a penetrację w kontekście zdrady nie oznacza, że Twój mąż też tak to ocenia. To że - nazwijmy rzecz po imieniu - Tobie jest WYGODNIE w tym związku i dlatego nie zamierzasz odejść tylko zaspokajać swoje potrzeby gdzie indziej nie znaczy, że ON wolałby rozstanie niż 'doerotyzowywanie' się żony na boku.

          Nie znam Twojego męża ale zapewne to co robisz może być przez niego odbierane jako przyprawianie rogów lub krzywda. I w tym kontekście tylko JEGO nie Twoja ocena się liczy. Możesz milion razy napisać, że 'mógł się tego spodziewać', 'sam sobie jest winien' czy 'zdrada to kwestia umowna' ale nie Ty będziesz to na końcu oceniać tylko on.

          I wydaje mi się, że doskonale zdajesz sobie sprawę jak on by zareagował bo inaczej cała ta racjonalizacja nie miałaby miejsca :)
          • glamourous Re: Glam zaczynasz wybiórczo czytać :) 16.04.09, 22:45
            mujer_bonita napisała:


            > ON wolałby rozstanie niż 'doerotyzowywanie' się żony na boku.

            Najprosciej byloby, zeby 'doerotyzowal' ja sam - byloby to chyba logiczniejsze
            wyjscie niz rozstawac sie, lub pozwalac az ktos to w koncu zrobi za niego. Twoim
            zdaniem, Bonita, mąż ma pełne prawo mieć w d... potrzeby zony, ale zona nie ma
            prawa wytknąć nosa (nawet wirtualnie) poza monogamie żeby choc NAMIASTKOWO te
            potrzebe zaspokoic... No, prawdziwa patriarchalna rownowaga ;-/
            • mujer_bonita Glam po raz kolejny: czytasz wybiórczo! 16.04.09, 23:12
              Znów na próbę rozmowy o Twoim mężu reagujesz zmasowanym atakiem: 'jego wina!'.

              Nigdzie nie napisałam, że 'mąż może mieć w d... potrzeby żony' a ona nie ma prawa nic z tym zrobić, bardzo mi do tego daleko. Owszem - masz prawo odejść. Ale tego nie zrobisz bo TOBIE jest wygodnie. Postuluję jedynie, że nie masz prawa krzywdzić swojego męża. Może to tylko mój pogląd ale związek, czy tym bardziej małżeństwo to dla mnie nie jest układ 'wet za wet'.
              Z ofiary stajesz się katem, nie widzisz tego?


              PS.
              >No, prawdziwa patriarchalna rownowaga ;-/

              A podobno ja tu wojującą feministką jestem :) Ciekawe :)
              • songo3000 Re: Glam po raz kolejny: czytasz wybiórczo! 16.04.09, 23:20
                mujer_bonita napisała:

                > A podobno ja tu wojującą feministką jestem :) Ciekawe :)
                Unbelievable... Eee, ktoś Ci na pewno konto zaiwanił i teraz herezje wypisuje....
            • stinefraexeter Re: Glam zaczynasz wybiórczo czytać :) 16.04.09, 23:16
              Ok, nie znam całej twojej historii.
              Na czym polega jego "mienie twoich potrzeb w d.."?

              Bo na razie on po prostu wychodzi na mało wyrafinowanego kochanka, na dodatek z
              przeszłością kompulsywnego onanisty prawiczka.
              Czy nie oczekujesz trochę za dużo od tego człowieka?
              Już na pierwszy rzut oka widać, że z takim partnerem na gorący rozerotyzowany
              seks to chyba nie ma co liczyć.
              Wychodzi na to, że z rozmysłem weszłaś w ten układ, a teraz chcesz go ukarać za
              to, że nie jest Ferrarri tylko wyremontowanym fiatem punto.
              Ale przyznam się, ze nie znam szczegółów. Więc jeśli się mylę w ocenie, to
              proszę popraw mnie.
            • gardenersdog Re: Glam zaczynasz wybiórczo czytać :) 16.04.09, 23:25
              Manipulujesz nawet własnymi wypowiedziami zależnie od kontekstu. Raz piszesz o
              mężu, że 'taka jego seksualna natura', raz, że 'ma w dupie moje potrzeby'.
              Wszystko brzmi tak, jakbyś chciała być w końcu dostatecznie rozżalona, by
              zdradzić i systematycznie się nakręcasz.
            • zakletawmarmur Re: Glam zaczynasz wybiórczo czytać :) 17.04.09, 00:25

              IMO Mujer_bonita ma tu rację.

              Przypominam sobie naszą dyskusję, sprzed kilku miesięcy, kiedy to
              dawałam Ci rady co możesz zrobić, żeby mężowi zaczęło się chcieć.
              Stwierdziłaś wtedy, że swoim zachowaniem zmienić nic nie możesz, bo
              już robisz wszystko ok. On jest skrajnie niskoerotyczny. Na skali
              uplasował się w pozycji zero. Twierdziłaś, że to cecha wrodzona i
              nie podlega zmianie!
              Jeśli jest tak jak pisałaś, to nawet Twoje proste prośby są poza
              jego zasięgiem!

              Zilustruje to tak:
              Jesteś jastrzębiem (orły mi się znudziły), on żółwiem.
              Wiadomo, że żółwia nikt nie nauczy latać. Ty wymagasz od żółwia,
              żeby chociaż nauczył się podskakiwać. Komuś, kto potrafi szybować
              wysoko po niebie wydaje się to przecież pryszczem. Popatrz jednak na
              to z pozycji żółwia. Zobacz jak ociężale podnosi łapy, żeby wykonać
              choć krok. Prócz chodzenia na stałym lądzie więcej ewolucji Ci nie
              zaprezentuje. Taka jego natura.

              Jeśli to co pisałaś wtedy jest prawdą to nie masz prawa oczekiwać od
              faceta nawet tego co oczekujesz... Albo akceptujesz tą jego
              ułomność, albo odchodzisz. To jest rozwiązanie dla ludzi
              ograniczonych przez zasady moralne, normy społeczne. Masz jednak
              prawo do zdrady. Ale nie wmawiaj sobie, że to jego wina i na to
              zasłużył bo mógł coś zmienić... To nie on ale TY masz wybór...
              A może jednak już go nie masz, albo tak naprawdę nigdy nie miałaś?
              • zakletawmarmur Re: Glam zaczynasz wybiórczo czytać :) 17.04.09, 00:53
                > ograniczonych przez zasady moralne, normy społeczne.
                Ograniczonych miało być w skopkach:-)

                Poczytaj zresztą co sama o tym napisałaś:

                "Ale wcale nie musi byc tak, ze skoro facet
                nie potrafi sie dostosowac do kobiety to to na pewno znaczy to
                ze "nie kocha" i ma ja gdzies. To nie tak. Tak jak kura z milosci do
                orla nie nauczy sie wysoko latac - bo nie ma do tego odpowiednich
                predyspozycji, tak ow facet po prostu moze nie miec
                odpowiedniego "oprogramowania" zeby wczuc sie w potrzeby
                wysokoerotycznej partnerki - i co najwazniejsze, dostroic sie do
                nich. On tego nie czuje, nie widzi koniecznosci dostosowania sie.
                Niskoerotyczny czlowiek nie odczuwa potrzeby kochania sie w windzie,
                w samochodzie czy w pustej kinowej sali, skoro w domu czeka wygodne
                lozko i ciepla kolderka ktora mozna nobliwie zakryc sie po uszy.
                Owszem, moze to zrobic, ale bedzie to dla niego nienaturalne i
                stresujace - i nie bedzie w stanie wykrzesac z siebie odpowiedniej
                dozy entuzjazmu, zeby ta zabawa mogla przyniesc pozadany,
                podniecajacy efekt. Takie klimaty trzeba po prostu czuc, a
                nie "robic to dla partnera/ki, bo ON CHCE.

                I to nawet nie jest kwestia dobrej woli, tylko pewnej mentalnosci,
                natury - tak ja skapcowi bedzie ciezko wzbudzic w sobie potrzebe
                wydawania pieniedzy dla przyjemnosci - i nie bedzie rozumial tych co
                je wydaja, tak i niekoerotycznemu facetowi jest ciezko dostroic sie
                do kobiety potrzebujacej o wiele wiekszego polotu i urozmaicenia,
                niz zmiana pozycji z klasycznej na tylna."

                Cytat z:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=90174733&a=90862250
                • stinefraexeter Re: Glam zaczynasz wybiórczo czytać :) 17.04.09, 12:20
                  Pięknie tu ujęłaś, zaklęta, o to mi właśnie chodziło.

                  Masz rację zwłaszcza z tym "wyborem". Tak naprawdę decyzja należy (i chyba od
                  zawsze) należała właśnie do glamorous. To ONA ma problem, to ONA wciąż nie może
                  zaakceptować swojego partnera w CAŁOŚCI. To ciężka sprawa, bo jakże łatwiej
                  byłoby zrzucić odpowiedzialność na tę drugą osobę, zwłaszcza że związek nie jest
                  wcale zły. Pewnie że trudno rezygnować z czegoś tak fajnego. No ale z drugiej
                  strony, nie da się ukryć, że glamorous tego właściwego seksu brakuje jak
                  powietrza. Egoizm podpowiada najwygodzniejsze rozwiązanie, które pozwala
                  zachować wszystkie ciastka. Ale to wciąż jest egoizm...
        • stinefraexeter Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 16.04.09, 23:10
          Zrozumiałam na czym polega twój problem z seksem małżeńskim. Ale to że
          częstotliwość jest ok, lecz jakość (oprawa) nie, nie ma tak naprawdę żadnego
          znaczenia. Tobie to i tak nie wystarcza i męczysz się na tyle, że od długiego
          czasu udzielasz się aktywnie na tym forum.

          Piszesz bardzo dużo, ale to i tak sprowadza się do jednego. On ma inne potrzeby,
          ty masz inne potrzeby, teraz nakręcasz się na zdradę i próbujesz zrzucić winę na
          niego, bo się nie starał.

          Rozumiem frustrację itd., ale nie podoba mi się to z etycznego punktu widzenia.
          Zwłaszcza że jesteś osobą obeznaną w temacie libido, seksu itd i wiesz, ze nie
          ma czegoś takiego jak "norma" i że dla każdego udany seks może wyglądać inaczej.
          Ty męża znasz nie od dziś, sama piszesz, że kiedyś było gorzej (masturbacja
          przed kompem), w zasadzie nie możesz o sobie mówić jako o skrzywdzonej ofierze,
          której obiecywano góry złota, a została z byle czym. Wyszłaś za mąż za faceta
          "alleluja", chociaż wiedziałaś doskonale (lub podejrzewałaś), że tobie to nie
          wystarcza.
          Mówisz, że mógł się do ciebie nieco "nagiąć". Może miałabyś rację, gdyby twój
          facet był po prostu leniwy. Ale sama piszesz, że on jest znacznie bardziej
          skomplikowanym przypadkiem. Nie wiem, jak można oczekiwać od takiej osoby
          "nagięcia się" (i do jakiej granicy, dodajmy). To tak jakbym od swojej siostry,
          która uwielbia leżenie na kanapie z kawą, wymagała nagle stania się zapalonym
          rowerzystą. No po prostu się nie da.

          Teraz piszesz, że w zasadzie zdrada (pomijając już co nią jest i nie jest, i
          według kogo) nie jest dla ciebie grzechem śmiertelnym i w zasadzie czemu nie.
          Wszystko ok, jeśli twój mąż też podziela ten pogląd. Bo jak nie, to.. sama
          wiesz. Krzywdzisz osobę, z którą ponoć jest ci tak wspaniale.

          Bo ja nie wiem w końcu. DObrze ci jest z nim, czy nie? Ok, wszystko jest super,
          nawet orgazmy są, ale i tak czegoś ważnego ci niezaprzeczalnie brakuje. I odejść
          nie chcesz, bo o coś tak nieistotnego (wtf??) nie warto zrywać wspaniałego
          związku, ale z drugiej strony zdrada jest ok?

          Jeśli zaplątałam, to postaram się podsumować: w twoim przypadku zdrada bez
          wiedzy (akceptacji męża) byłaby czysto egoistycznym postępowaniem. Twój mąż z
          opisu nie wygląda na skończonego dupka, któremu "należy się taki los".
          • glamourous Stine, Bonita, Zakletawmarmur 17.04.09, 11:27
            Wszystkie piszecie mi tu jak jeden maz, ze widzialy galy co braly,
            ze celowo wybralam sobie TAKIEGO partnera itp, itd, a teraz wrednie
            narzekam. OTOZ NIE. Moj maz temperament mial zawsze dosc spory, co
            nieslusznie wzielam za jedyna dobra monete. Na poczatku przez pare
            lat (!!!) byl to zwiazek na odleglosc, wiec pomieszkujac ze soba
            nawet dosc dlugofalowo pieprzylismy sie jak kroliczki, codziennie,
            po pare razy dzienie to byla norma. Te norme bralam za dobra monete,
            liczylam sie wprawdzie z tym ze czestotliwosc po zamieszkaniu razem
            moze troche spasc, ale chlop byl wyraznie goracokrwisty, wiec
            zacieralam sobie rece, bo wiedzialam, ze nie spadnie jakos
            zastraszajco. Fakt, ze z reguly byl to raczej szybki seks a nie
            zadne celebracje, ale wtedy skladalam to na karby namietnosci i hot
            blooded nature mojego lubego. No i to wcale nie jest tak, ze on mnie
            NIGDY nie uwodzil, ze NIGDY nie mialam jego symbolicznej reki pod
            spodnica. Wrecz przeciwnie, KIEDYS to robil. Kiedys. Uwierzcie, ze
            dopoki ze soba nie zamieszkalismy, bylo miedzy nami naprawde fajnie
            i niczego nie brakowalo. No, moze nie byl to wspomniany przeze mnie
            M. Rourke z 9 i pol tygodnia, nie bylo to wszystko wyrafinowane -
            ale bylo namietnie i to mi odpowiadalo. Czulam jego pozadanie,
            rowniez poza lozkiem (czego bardzo mi teraz brakuje) Dlatego wiec
            TERAZ, bezskutecznie blagajac o ta nieszczesna reke pod spodnica,
            czuje sie tak oszukana. Wersja demo jednak sporo roznila sie od
            terazniejszosci, wiec to nie jest tak, ze doskonale wiedzialam jaki
            jest, a mimo to wprowadzilam sie do niego, zeby teraz narzekac i
            zdradzac.

            Aha, i wazna informacja - kiedy go poznalam prawiczkiem absolutnie
            nie byl. Zaliczal tylko bardzo krotkotrwale zwiazki, gdzie nie mial
            czasu porzadnie nauczyc sie instrukcji obslugi kobiety oraz jej
            potrzeb. Wszystkie kobiety podejrzanie go zawsze rzucaly po 2, 3
            miesiacach znajomosci. Tak sobie teraz mysle - kurcze, moze to przez
            to?

            Niedawno byl tu watek na forum, w ktorym Sagittka bardzo fajnie
            napisala zdesperowanej niskoerotycznoscia swojego faceta goracej
            dziewczynie. I jest to wlaswiwie resumé mojego problemu z mezem :

            > Wygląda na to, że rzuciłaś się na faceta, zorganizowałaś wam
            > cudowne życie erotyczne i nawet nie miałaś okazji sprawdzić czy
            > facet w
            > ogóle jest dobry w łóżku. Był chętny, bo pierwsze miesiące związku
            > charakteryzują się wybuchowym poziomem namiętności, ty także byłaś
            > w tym czasie "znieczulona" feromonami, więc nie byłas w stanie
            > obiektywnie ocenić jego kunsztu łóżkowego (lub braku tegoż).
            > Teraz czar prysł, klapki opadły i okazało się, że facet jest
            > seksualnym egoistą i nie zna sztuki miłosnej, nie potrafi zadbać o
            > kobietę i dać coś od siebie. Szkoda, ze dostrzegłaś to dopiero
            > teraz, ale wcześniej byłaś zbyt pochłonięta dawaniem.

            Caly watek tutaj :
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=90174733&a=90174733
            • kobieta.totalna Re: Stine, Bonita, Zakletawmarmur 17.04.09, 11:36
              a widzisz bo tak najlatwiej napisac , widzialy galy co braly, nie
              wybrzydzaj albo pomysl o mezu co on by czul gdybys go zdradzila; a
              do tego to wytykanie niemoralnosci
              a czy on mysli o tobie nie chcac sie nagiac do twoich prosb?
              ja mam taka sama sytuacje -moj maz nie chce sie nagiac do moich
              pragnien, ma jakies zahamowania, przyzwyczajenia, nie sposob mi
              przebic ten mur, trudno, juz nie walcze, on ze mna zreszta tez nie
              kiedy po raz enty mowie ze np nie ugotuje 3 daniowego obiadu
              codziennie
              wychodze z zalozenia ze nie mozna oczekiwac od jednego czlowieka
              wszystkiego czego pragniesz ani tez go zmuszac do twoich zachcianek
              jednoczesnie rzucanie meza z powodu braku flirtu jest niedorzeczne!
              i twego typu rady to moga dawac chyba tylko ksiezniczki z bajki
              ktore w ogole nie zdaja sobie sprawy z takich problemow/pragnien
              • mujer_bonita Re: Stine, Bonita, Zakletawmarmur 17.04.09, 12:22
                Kobieto totalna,

                Sama sobie przeczysz. Piszesz, że Twój związek to kompromis - oboje godzicie się na to, że druga połówka nie zaspokaja wszystkich waszych potrzeb. Pogodziliście się z tym.Jednocześnie osoby, które to samo mówią Glam nazywasz 'księżniczkami z bajki' co to się w ogóle na takich problemach nie znają.

                To nie jest tak, że mąż Glam jest w 100% egoistą bo gdyby tak było to dawno by odeszła. On po prostu zaspokaja 95% jej potrzeb a pozostałe 5% ona chce sobie wziąć sama uzasadniając 'jego wina' bo nic nie robi, żeby mi te 5% dać.

                Związek to zwykle kompromis - nie zawsze można mieć wszystko. I nie trzeba być 'księżniczką' żeby uważać, że osoba która daje te 95% nie zasługuje na zdradę. Nikt tu nie mówi - zostaw męża z powodu braku flirtu tylko - jeżeli masz go zdradzać to lepiej go zostaw.
              • glamourous Re: Stine, Bonita, Zakletawmarmur 17.04.09, 12:30
                Zgadzam sie. Ten watek ktory zalinkowalam powyzej (pt."Rozleniwilam
                faceta") jest rewelacyjna ilustracja tego, o czym tutaj piszemy - o
                nieskoerotycznosci, rozczarowaniach, o potrzebach, ich
                niezrealizowaniu i lenistwie partnerow. Bardzo pouczajacy, polecam
                calosciowa jego lekture. Godna uwagi zwlaszcza jest moja dyskusja z
                Zakletawmarmur w tym watku - daje do myslenia.

                Rowniez uwazam, ze zrywanie dobrego zwiazku z powodu prawie ze
                platonicznego flirtu jest kompletnym absurdem - lecz zawsze znajda
                sie moralni purysci, ktorzy beda rzucac kamieniami bez wzgledu na
                kontrargumenty.
                • stinefraexeter Re: Stine, Bonita, Zakletawmarmur 17.04.09, 12:35
                  glamourous napisała:
                  >
                  > Rowniez uwazam, ze zrywanie dobrego zwiazku z powodu prawie ze
                  > platonicznego flirtu jest kompletnym absurdem - lecz zawsze znajda
                  > sie moralni purysci, ktorzy beda rzucac kamieniami bez wzgledu na
                  > kontrargumenty.
                  >
                  Albo ja się pogubiłam albo ty zmieniasz zeznania.

                  Platoniczny bądź nie flirt nie jest powodem do rozstania.

                  Powodem do rozstania może być natomiast fakt, że jest to jedyny sposób dla
                  ciebie na rozwiązanie twoich problemów.
                • mujer_bonita Re: Stine, Bonita, Zakletawmarmur 17.04.09, 12:39
                  glamourous napisała:
                  > Rowniez uwazam, ze zrywanie dobrego zwiazku z powodu prawie ze
                  > platonicznego flirtu jest kompletnym absurdem - lecz zawsze znajda
                  > sie moralni purysci, ktorzy beda rzucac kamieniami bez wzgledu na
                  > kontrargumenty.

                  Nazwij mnie 'moralną purystką' ale całowanie obcego faceta nie jest dla mnie 'prawie że platonicznym flirtem'. Z resztą po raz kolejny powtarzam - nie Twoja definicja jest tu ważna tylko Twojego męża.

                  A Ty nie chcesz odejść nie dlatego, że nic się takiego poważnego nie stało tylko dlatego, że jest ci WYGODNIE. Kierujesz się tylko i wyłącznie własną wygodą i egoizmem.
                • kachna79 Re: Stine, Bonita, Zakletawmarmur 17.04.09, 12:56
                  z powodu prawie ze
                  > platonicznego flirtu jest kompletnym absurdem - lecz zawsze znajda
                  > sie moralni purysci, ktorzy beda rzucac kamieniami bez wzgledu na
                  > kontrargumenty.

                  A o kim konkretnie piszesz. Z tego co czytam wynika, że większość
                  Twoich "oponentów" po prostu sugeruje żebyś się bawiła jak lubisz (z
                  uwzględnieniem konsekwencji), bez dorabiami sobie usprawiedliwień w
                  postaci całej tej "filozofii niespełnienia".

                  Zresztą wiesz trudno udawać, że Twoje flirty nie mają wpływu na
                  małżeństwo, a sugestie, że rozwój wypadków może doprowadzić do
                  rostania też nie są pozbawione sensu. Dorośli potrafią przewidzieć
                  rozwój wypadków.
                  Twoja argumentacja trochę przypomina mi zabawę dzieci (za
                  przyzwoleniem rodziców) przy niezabezpieczonej studzience
                  kanalizacyjnej. Dopóki nikt do niej nie wpadnie nic się nie dzieje,
                  ale przyznaj, że zabawa w takim miejscu jest głupotą.
                  • glamourous Re: Stine, Bonita, Zakletawmarmur 17.04.09, 13:12

                    kachna79 napisała:

                    > A o kim konkretnie piszesz. Z tego co czytam wynika, że większość
                    > Twoich "oponentów" po prostu sugeruje żebyś się bawiła jak lubisz
                    (z
                    > uwzględnieniem konsekwencji), bez dorabiami sobie usprawiedliwień
                    w
                    > postaci całej tej "filozofii niespełnienia".

                    No coz, ja z kolei czytam wyrazny message : "baw sie, egoistko, jak
                    chcesz i z kim chcesz, ale najpierw ZAKONCZ ZWIAZEK, bo krzywdzisz
                    meza"

                    > Zresztą wiesz trudno udawać, że Twoje flirty nie mają wpływu na
                    > małżeństwo

                    Moje "flirty" nie maja wplywu na moje malzenstwo, przynajmniej na
                    razie. Nie jestem gaska, ktora idzie jak w dym i skacze w wir nowego
                    uczucia na glowke, nie patrzac czy woda ma odpowiednia glebokosc.
                    Potrafie obie "rzeczy" doskonale oddzielic. Jestem spokojniejsza,
                    radosniejsza, nadal meza kocham, ale nie wisze na nim emocjonalnie.


                    > Twoja argumentacja trochę przypomina mi zabawę dzieci (za
                    > przyzwoleniem rodziców) przy niezabezpieczonej studzience
                    > kanalizacyjnej. Dopóki nikt do niej nie wpadnie nic się nie
                    dzieje,
                    > ale przyznaj, że zabawa w takim miejscu jest głupotą.

                    Porownanie IMO zupelnie nie trafione.
                    • kachna79 Re: Stine, Bonita, Zakletawmarmur 17.04.09, 13:25
                      baw sie, egoistko, jak
                      > chcesz i z kim chcesz, ale najpierw ZAKONCZ ZWIAZEK, bo krzywdzisz
                      > meza"

                      Ale to prawda:) Jesteś egoistką, bo już niemal upajasz się SWOIM
                      niespełnieniem, SWOIM rozczarowaniem, SWOIM usychaniem. Co czuje lub
                      poczuje mąż nie jest dla Ciebie przedmiotem analizy, bo przecież sam
                      do tego doprowadził. Kiedy ktoś radzi Ci spróbuj spojrzeć z punktu
                      widzenia męża - Ty tylko odmieniasz na różne sposoby słowo "winny".
                      Jak dla mnie to egoizm - zresztą cecha jak każda inna tyle, że
                      czasem nazywana wadą.

                      > Moje "flirty" nie maja wpływu na moje malzenstwo, przynajmniej na
                      > razie.

                      Oczywiście, że mają - uczucia i energię, które mogłabyś zainwestować
                      w małżeństwo rozsiewasz na boki. Poza tym, pchasz się do ognia i
                      zwyczajnie ryzykujesz. Dla mnie małżeństwo jest zbyt cenne żeby
                      ryzykować, dlatego tak postrzegam Twoje zachowanie.
                    • kici10 Re: Stine, Bonita, Zakletawmarmur 17.04.09, 13:53
                      Moje "flirty" nie maja wplywu na moje malzenstwo, przynajmniej na
                      > razie.

                      Potrafie obie "rzeczy" doskonale oddzielic. Jestem spokojniejsza,
                      > radosniejsza, nadal meza kocham, ale nie wisze na nim emocjonalnie.

                      I to jest Glam błędne założenie. Żeby nie miały wpływu, to
                      zachowywałabyś się dokładnie tak jak przedtem. To jest właśnie
                      pierwszy powód, dla którego druga strona w związku zaczyna się
                      zastanawiać, co się takiego stało, że nagle się uspokoiłaś, jesteś
                      radośniejsza, nie wisisz emocjonalnie. Zwłaszcza jak nie znajduje w
                      sobie powodów tej zmiany. I zaczyna drążyć, aż się dokopie,
                      dlaczego. Glam, największym błędem jest niedocenianie przeciwnika.
                      Zresztą, cokolwiek nie zrobisz i jakkolwiek sobie tego nie
                      wytłumaczysz, zastanów się najpierw, jak wygląda sprawa ze swoim
                      sumieniem. Czy masz je rozwinięte słabo, mocno lub wcale. Bowiem ,
                      to to Ci dokopie najbardziej. Nie mąż, nie ludzie, tylko własne
                      sumienie. Jeśli stracisz szacunek do siebie, to strasznie trudno Ci
                      go będzie odzyskać.
                      Wydaje mi się, że będzie Ci trudno. Już teraz poszukujesz na gwałt
                      wad męża, żeby zagłuszać, to co się nieśmiało odzywa. W przeciwnym
                      razie, poszłabyś w romans, jak w dym, nie zastanawiając się i
                      uznając to za rzecz naturalną.
                      Rady, które tutaj dostajesz, nie są przeciwko Tobie. Niektórzy się z
                      Tobą zżyli, przez te kilka lat i trudno im patrzeć obojętnie jak
                      sobie robisz kuku.
                      • avide Re: Stine, Bonita, Zakletawmarmur 17.04.09, 14:37
                        Robi sobie kuku ? No właśnie robi czy nie ?
                        A może "kuku" będzie jak teraz odpuści a za 15 lat będzie żałowała że mogła
                        jednak spróbować.

                        Byłbym bardzo ostrożny z osądem kiedy robimy sobie kuku.
                        • kici10 Re: Stine, Bonita, Zakletawmarmur 17.04.09, 14:42
                          Mówiąc kuku miałam na myśli uczciwe zachowanie, bez względu na to w
                          jakim kierunku by poszło.
                          • avide Re: Stine, Bonita, Zakletawmarmur 17.04.09, 14:44
                            No fakt, z tym nie da się polemizować.
                            Przez jakiś czas będzie miała rozterki jakich mało.
                            Poza tym stres związany z ukrywaniem niejednego by wykończył.
                            Tutaj bynajmniej nie ma czego zazdrościć.
                • kici10 Re: Stine, Bonita, Zakletawmarmur 17.04.09, 13:31
                  Glam, wytłumacz mi co to jest "prawie platoniczny flirt"? Czy to to
                  samo co prawie w ciąży, czy prawie żywy?
                  • glamourous Re: Stine, Bonita, Zakletawmarmur 17.04.09, 14:54
                    kici10 napisała:

                    > Glam, wytłumacz mi co to jest "prawie platoniczny flirt"? Czy to
                    to
                    > samo co prawie w ciąży, czy prawie żywy?


                    Prawie platoniczny (semantyczne naduzycie, hehe ;-) to taki, gdzie
                    nie dochodzi do niczego konkretnego, do zadnej bezposredniej
                    konsumpcji, a cala rzecz opiera sie glownie na klimatach. Przezylam
                    juz cos takiego pare razy w zyciu (rowniez nb. bedac w stalych
                    zwiazkach) wiec praktyke poniekad mam ;-) Pamietam zwlaszcza jednego
                    faceta. Wzajemny pociag byl wielki, byly potajemne spotkania w
                    malych knajpkach, motylki do nieprzytomnosci i snucie romantyczno-
                    erotycznych wizji. "Romans" jednak byl dopoty fajny i smakowity,
                    dopoki pozostawal nieskonsumowany. Kiedy doszlo jednak do
                    konkretnych planow gdzie i kiedy TO w koncu zrobimy, cos miedzy nami
                    jakby oklaplo, zdechlo. Ot, fajne bylo wlasnie to wspolne
                    nakrecanie, konkrety zas zabily napiecie. Czasem fajnie jest, kiedy
                    rzeczy pozostaja takie jakie sa, a konsumpcja wszystko psuje.
                    Czy naprawde nikt tutaj nie rozumie, nie wie, o czym mowie?????

                    A w odpowiedzi na te wszystkie niby dobrze chcace, ale jednak lekko
                    atakujace posty powiem tak : co czlowiek to zdolnosc do kompromisow.
                    U kazdego wyglada to inaczej. Ciezko jest miec dusze femme fatale i
                    nie moc tego nigdzie i z nikim realizowac. Udomowic pantere (wiem,
                    pochlebiam sobie, ale trudno wymyslic mi lepszy przyklad ;-) i
                    wychowac na cieplym mleczku wprawdzie mozna, ale niestety jej dzika
                    natura bedzie sie odzywala co jakis czas. Z taka udomowiona pantera
                    poradzilby sobie dobry, utalentowany i sprawny treser - ale nie
                    zwykly, dyletancki hodowca (to aluzja do facetow wysoko- oraz
                    niskolibidowcow). Moze wiec niech ta pantera w mojej duszy wyjdzie
                    gdzies sobie na chwile, wyszaleje sie (bez ekscesow) dla wlasnego
                    zdrowia psychicznego, zeby potem wrocic do domu jako grzeczny kotek.

                    Wbrew pozorom nie jestem az taka beztroska egoistka - duzo o tym
                    wszystkim mysle, zastanawiam sie, kombinuje jak tu zyc, zeby i wilk
                    byl syty i owca cala, jak to wszystko pogodzic. Zrezygnowac z
                    SIEBIE, zawiesic moja nature na kolku juz na zawsze i pozostac
                    wierna mezowi mysla, slowem i czynem? Czy podarowac sobie odrobine
                    klimatu zgody z sama soba od czasu do czasu, sporo jednoczenie
                    ryzykujac? A moze ja sie, do cholery, w ogole do stalych zwiazkow z
                    grzecznymi facetami nie nadaje i powinnam tak sobie skakac z kwiatka
                    na kwiatek az sie zestarzeje...
                    Sporo tych pytan, a osad nie jest do konca taki jednoznaczny...
                    • zyg_zyg_zyg Re: Stine, Bonita, Zakletawmarmur 17.04.09, 15:37
                      > Ciezko jest miec dusze femme fatale i
                      > nie moc tego nigdzie i z nikim realizowac.

                      "Femme fatale, kobieta fatalna - kobieta przynosząca mężczyźnie
                      porażkę i zgubę."

                      Oby sie nie okazało, że potrzebę swojej duszy właśnie realizujesz. Z
                      mężem... ;-)

                      • glamourous Re: Stine, Bonita, Zakletawmarmur 17.04.09, 16:08
                        zyg_zyg_zyg napisała:

                        > "Femme fatale, kobieta fatalna - kobieta przynosząca mężczyźnie
                        > porażkę i zgubę."
                        >

                        "Kobieta fatalna" zostala uzyta przeze mnie raczej w kontekscie
                        flirciary, uwodzicielki - a nie osoby ktora wpedza facetow w szpony
                        antydepresantow :-/
                        Ale wiem, ze slownikowa definicja jest wlasnie taka...
                    • stinefraexeter Ok, jestes panterą 17.04.09, 15:50
                      Taka twoja natura i nic na to nie poradzisz.

                      Twój mąż za to to dyletancki hodowca, więc ma na co zasłużył, mięczak.

                      Bez komentarza.
                      • glamourous Re: Ok, jestes panterą 17.04.09, 16:19
                        "Mieczaka" dodalas od siebie, "dyletancki hodowca" to bylo tylko
                        zobrazowanie, a nie bezsporedni epitet pod czyims adresem.
                        Darowalabys sobie te szyderstwa.
                        • stinefraexeter Re: Ok, jestes panterą 17.04.09, 16:38
                          To nie szyderstwa.

                          Po prostu podsumowuję twój słowotok.
                          Tak przynajmniej zrozumiałam twoją postawę po przeczytaniu tych wszystkich
                          długich i pięknych zdań.

                          Słuchaj, ale może my wszyscy bijemy pianę o nic. Czy sądzisz, ze twój facet w
                          ogóle miałby coś przeciwko twojemu "platonicznemu doerotyzowaniu" przez innych
                          facetów? Bo jak nie (wszystko jest możliwe), to problemu nie ma.
                    • zakletawmarmur Re: Stine, Bonita, Zakletawmarmur 17.04.09, 16:13
                      > nie moc tego nigdzie i z nikim realizowac. Udomowic pantere (wiem,
                      > pochlebiam sobie, ale trudno wymyslic mi lepszy przyklad ;-) i
                      > wychowac na cieplym mleczku wprawdzie mozna, ale niestety jej
                      dzika
                      > natura bedzie sie odzywala co jakis czas. Z taka udomowiona
                      pantera
                      > poradzilby sobie dobry, utalentowany i sprawny treser - ale nie
                      > zwykly, dyletancki hodowca (to aluzja do facetow wysoko- oraz
                      > niskolibidowcow). Moze wiec niech ta pantera w mojej duszy wyjdzie
                      > gdzies sobie na chwile, wyszaleje sie (bez ekscesow) dla wlasnego
                      > zdrowia psychicznego, zeby potem wrocic do domu jako grzeczny kotek

                      Porównanie bardzo trafne, jednak prawda jest taka, że pantera po
                      wyjściu z klatki prędzej czy później zadrapie i pogryzie nieudolnego
                      tresera... Może lepiej byłoby ją swobodnie wypuścić na wolność? Może
                      znajdzie się skuteczniejszy treser? Jeśli nie, to w końcu na
                      kolejnych zdobyczach połamie sobie zęby, spiłuje paznokcie... Wtedy
                      i ona bardziej doceni bezpieczną klatkę, mleczko a kolejny treser
                      będzie miał ułatwione zadanie:-)

                      Nie wiem, czy można na dłuższą metę można mieć i jedno i drugie.
                      Jeśli żyjesz w klatce (nawet ze szczerego złota) i dawkujesz sobie
                      wolność. To do czego będziesz jednak w rezultacie dążyć? Lepiej na
                      miejscu takich osób jak Ty zagrać w drugą stronę. Mieszkać na
                      wolności i czasem odwiedzać bezpieczną klatkę. Wtedy to ona
                      pozostanie dla Ciebie czymś odpowiednio ciekawym i interesującym na
                      dłuższy czas... Czy to nie wydaje Ci się fajniejsze?

                      Glam, czy Ty nie planowałaś ciąży w najbliższym czasie?
                    • bi_chetny Re: Stine, Bonita, Zakletawmarmur 22.04.09, 11:16
                      glamourous napisała:
                      "Kiedy doszlo jednak do
                      >konkretnych planow gdzie i kiedy TO w koncu zrobimy, cos miedzy nami
                      > jakby oklaplo, zdechlo.

                      a jeśli bez planowania znajdziecie się w odpowiednich okolicznościach przyrody ?
                      Wtedy pal sześć planowanie...
                • zakletawmarmur Re: Stine, Bonita, Zakletawmarmur 17.04.09, 14:51
                  Glam, mam nadzieje, że moja szczerość w żaden sposób Cię nie urazi.
                  Czuje do Ciebie sporo sympatii (nie żebym Cię podrywała:-) Jakby co,
                  to z góry przepraszam za ten post... Odpowiedz jak trochę
                  ochłoniesz:-)

                  Myślę, że Twój problem polega na czymś innym. Kiedyś już pisałam o
                  Ibiszu jako bohaterze bajronicznym. Ty chyba masz ten sam problem.
                  Jesteś ładna, lubisz seks i erotykę. Możesz zaprzeczać, zapierać się
                  rękami i nogami ale monogamia nie leży w naturze takich osób (mam
                  zamiar stworzyć osobny wątek o tym tam wytłumaczę o co dokładnie
                  chodzi).

                  Kultura, tradycyjne wychowania jednak miały wpływ na Twoje
                  postrzeganie świata (choć wiem, że temu też będziesz zaprzeczać).
                  Podkreślasz na każdy kroku swoją dążność do monogamii i wierności.

                  Odnoszę wrażenie, że jesteś typem perfekcjonistki. Z jednej strony
                  bardzo fajna pożądana cecha. Z drugiej strony ma też jeden istotny
                  minus. Nie możesz się pogodzić ze swoimi "wadami". Bycie niewierną w
                  Twoim mniemaniu to istotna kobieca wada. Z męskiego pkt widzenia
                  oczywiście...

                  A przecież Ty Glamur uwielbiasz mężczyzn:-) Uwielbiasz być
                  adorowana, adorować ich. Jesteś maszyną do uwodzenia facetów czy
                  tego chcesz czy nie. Taka jest Twoja natura. Dopóki tego nie
                  zrozumiesz, dopóki nie pogodzisz się ze swoją naturą, nie będziesz
                  potrafiła nad nią zapanować...

                  Myślę, że trudno Ci tę maszynerię wyłączać. Nie ważne czy jesteś na
                  imprezie z przyjaciółmi, czy idziesz do sklepu po bułki czy piszesz
                  na forum ciągle jesteś właśnie tą samą Glam, która urodziła się po
                  to aby powalać na kolana mężczyzn... Nie mogłabyś więc zrobić czegoś
                  wbrew sobie i napisać "znudziłam się mężem i chcę poderwać innego"
                  bo wiesz jak to zostałoby odebrane.

                  Dlatego w pewien powstała cała ta podbudowa dla ewentualnej zdrady.
                  Dzięki temu poddajesz się tej swojej namiętnej, dzikiej naturze z
                  drugiej strony oszczędzając jak najwięcej ze swojej porządności.

                  Nie sugeruje tutaj, że robisz to wszystko w pełni świadomie.
                  Wiele kobiety to urodzone manipulatorki, przeważnie same jednak nie
                  mają tego świadomości. Uruchamiają całą lawinę, żeby zatuszować
                  pozbycie się jednego kamienia, kilkadziesiąt metrów niżej.

                  Co można z tym zrobić? Na zimno przeanalizować swoje cele i
                  prawdziwe pobudki, które nami sterują. A później dać sobie trochę
                  czasu na zebranie myśli i odpowiedzieć sobie w pełni świadomie na
                  pytanie "co z tą wiedzą dalej zrobić".
                  • glamourous Re: Stine, Bonita, Zakletawmarmur 17.04.09, 14:57
                    zakletawmarmur napisała:


                    > lubisz seks i erotykę. Możesz zaprzeczać, zapierać się
                    > rękami i nogami ale monogamia nie leży w naturze takich osób (mam
                    > zamiar stworzyć osobny wątek o tym tam wytłumaczę o co dokładnie
                    > chodzi).


                    Zakleta, bardzo podobne wnioski zawarlam w poscie napisanym sekunde
                    temu oczko wyzej (o udomowionej panterze)- niesamowita zbieznosc
                    mysli...
                  • bi_chetny Re: Stine, Bonita, Zakletawmarmur 22.04.09, 11:01
                    zakletawmarmur: tak, to też moje przemyślenia. Jestem podobnie ukształtowany, z
                    jednej strony adorowanie i zdobywanie kobiet to mój żywioł, z drugiej gdzieś tam
                    czai się wbudowany wzorzec. i to nie gra.
                    a moja ostatnia przygoda zupełnie nie zaplanowana, potwierdza to.
            • stinefraexeter Re: Stine, Bonita, Zakletawmarmur 17.04.09, 12:33
              To co piszesz o wersji demo nie ma absolutnie żadnego znaczenia.

              Minęło kilka lat i ty teraz jesteś niemalże czołową specjalistką tego forum! Nie
              piszesz z perspektywy oszukanej mężatki. Taką mogłaś się czuć po opadnięciu
              pierwszej euforii u męża, ileś tam lat temu. Teraz jednak masz ogromną wiedzę nt
              temat, ba, przeprowadziłaś dogłębną analizę problemu oraz waszych osobowości,
              rozróżniasz między libido i "erotycznością" (czy jakkolwiek to nazywacie), no
              kurcze, w tej tematyce jesteś naprawdę obcykana.

              I w związku z tym wiesz, że z męża nic nie będzie. I nigdy by nie było. Nawet na
              początku brakowało ci pewnych rzeczy, tylko wynagradzał ci to entuzjazmem.

              Zaklętawmarmur ładnie to ujęła: to TY musisz podjąć decyzję. Małżeństwo masz
              super, no ale jednak tego właściwego seksu brakuje ci jak powietrza.
              Najwygodniej rzecz jasna zachować wszystkie ciastka (zdrada - szeroko
              rozumiana). No ale to wciąż jest działanie z pobudek egoistycznych. Skoro mąż
              ogólnie jest taki fajny, to czemu z rozmysłem chcesz go skrzywdzić? (no chyba że
              będziesz miała jego milczącą akceptację)

              Jakże łatwiej byłoby zrzucić odpowiedzialność na drugą osobę. No ale niestety,
              to ty masz problem, a nie on.

              O co mi chodzi: nikt ci zdrady nie zabroni, rzecz jasna. Być może będzie to dla
              ciebie układ doskonały i najlepsze rozwiązanie twoich problemów. Ale będzie to
              tylko i wyłącznie twoja decyzja i odpowiedzialność. Obarczanie winą męża za to,
              że nie potrafi dotrzymać ci kroku jest niewłaściwe i bardzo krzywdzące.

              Ps. Czy możesz powiedzieć jakiej narodowości jest twój małżonek?
              • glamourous Re: Stine, Bonita, Zakletawmarmur 17.04.09, 12:57
                stinefraexeter napisała:

                > Ps. Czy możesz powiedzieć jakiej narodowości jest twój małżonek?

                Napisalam Ci na priv
            • riki_i Re: 17.04.09, 12:33
              Wersja demo u 99% facetów jest inna niż małżeńska codzienność
              (zresztą podobnie jest u kobiet). A już kompletnie czymś innym jest
              rwany związek na odległość od małżeńskiego stadła. Rzucanie się na
              siebie po kilku tygodniach/miesiącach rozłąki ma się nijak do
              temperatury codziennych zbliżeń. Bez pomieszkania we dwoje na jakiś
              dłuższy czas (w warunkach normalnych, nie na letnim rozrywkowym
              wyjeździe!!!) nie można mówić, że zna się potrzeby erotyczne drugiej
              osoby. Więc ta Twoja wersja demo była raczej wersją sztucznie
              podrasowaną przez specyficzne okoliczności.

              Przeczytałem stare wątki i sądzę, że on jest zwyczajnie zmęczony
              Twoją wysokoerotycznością i ma chyba czasem poczucie osaczenia. To
              jest w sumie taki nieskomplikowany facet, który W ZWIĄZKU
              DŁUGOFALOWYM chce grzecznego kizi-mizi w łóżeczku, przy czym sam
              seks pojmuje w kategoriach "spuszczenia z krzyża". Dobra była ta
              metoda, którą stosowałaś kiedyś - udawanie braku zainteresowania
              seksem, założenie starego dresu zamiast obowiązkowych koronek itp.
              Myślę, że przy sztucznym ograniczeniu częstotliwości współżycia i
              udawaniu z Twojej strony braku zainteresowania seksem, z tego faceta
              możnaby coś od czasu do czasu wykrzesać. Zwłaszcza owo łapczywe,
              gorące i łamiące schematy POŻĄDANIE, którego Ci dzisiaj tak brakuje.
              Ale do codziennej adoracji w stylu, który preferujesz, on jest
              organicznie niezdolny. To go po prostu przerasta.
              • gomory Re: 17.04.09, 17:56
                > Myślę, że przy sztucznym ograniczeniu częstotliwości współżycia i
                > udawaniu z Twojej strony...

                Wysil sie sztucznie... poudawaj... okaz zrozumienie... ogranicz
                swoje zapedy...
                Mi sie wydaje, ze to rady jak sprobowac poukladac frustrujaca
                rzeczywistosc w strawna codziennosc, a nie jak przezyc "gorące i
                łamiące schematy POŻĄDANIE" ;).
    • avide Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 17.04.09, 10:14
      Glam.... rozmawialiśmy, polemizowaliśmy, spieraliśmy się nie raz. Często się
      zgadzaliśmy, czasami nawet za często. Wyglądało to trochę jak kółko wzajemnej
      adoracji.

      Jednak tym razem choć w pełni rozumiem Twoją potrzebę owego "flirtu" (nota bene
      nie wieżę, że na flircie się skończy), rozumiem Twoją frustrację spowodowaną
      sytuacją erotyczną związku, rozumiem całą resztę bo.... jestem w identycznej
      sytuacji, muszę przyznać całkowitą rację Zakletejwmarmu, Stinefraexeter a nawet
      (o zgrozo ;D) Bonitce ;-).

      Glam, nie ma sensu dorabiać jakiejkolwiek teorii. Niskoerotyczny, ma lub nie w
      d. Twoje potrzeby, ma kogoś na boku czy nie, ograniczył przestał czy może lepiej
      się ukrywa z autoerotyzmem.
      Glam, to jest nieistotne. On jest jaki jest. Od ponad trzech lat (jak nie
      dłużej) reformujesz go. Jeśli do tej pory się nie udało musisz zrozumieć, że
      taka jego karma. Dlatego przestań pisań że ON to, ON tamto. Po co ? Zrób co
      uważasz za stosowne. Cokolwiek wybierzesz zrób to z "głową". I tyle.

      Najważniejsze jednak w tym wszystkim byś zrozumiała, że TY go nie zmienisz. To
      ON musi chcieć się zmienić. Każdy jest kowalem swojego losu, Twój mąż też. Już
      Ci to napisałem. Obecnie TY starasz się być kowalem jego losu. Tego kim jest i
      jaki jest. Pokazałaś mu kierunek, pokazałaś mu pragnienia nie zrozumiał ? Trudno.

      Teraz Glam czas na Ciebie. Byś Ty z kolei zrozumiała z jakim człowiekiem jesteś.
      Wiem, wiem, wiem,... teraz napiszesz, że Ty doskonale wiesz itd. Może i wiesz,
      ale sprawiasz wrażenie osoby, która niby wie, ale nie dopuszcza tego do
      świadomości. Tak jak z żoną pijaka który ją w dodatku bije i później przychodzi
      z kwiatami. Tydzień dwa jest dobrze a później sytuacja się powtarza. A ona
      ciągle się łudzi i czeka w nadziei i dorabia teorie czemu tym razem znowu jej
      przylał.

      Bardzo długo też walczyłem, pokazywałem, mówiłem, prosiłem, zaprowadziłem do
      seksuologa, jednego, drugiego, uczyłem, badałem, pytałem o różne reakcje kobiece
      na tym forum bo chciałem zrozumieć nauczyć, przekazać po to by NAM było lepiej.
      Ciągłe jednak nie było większych rezultatów. W końcu zrozumiałem gdzie jest
      błąd. ..... To nie ja powinienem szukać i pytać tylko żona.

      Zrozumiałem. Przestałem robić z niej kobietę, prosić by się ubrała jak lubię,
      jak mnie podnieca, wałkować w kółko, że lubię jak dotyka mojego uda jak jedziemy
      autem (brzmi znajomo ?), i molestować na setki innych sposobów. Odpuściłem sobie.

      Czy dzięki temu czuję się zaspokojony, oczywiście że nie. Czy czuje się
      spokojniejszy, tak i to bardzo. Nie dorabiam teorii, nie zastanawiam się co mogę
      jeszcze zrobić dla niej bo wiem, że ja już niewiele. Zamiast tego, jak ładna
      dziewczyna uśmiechnie się do mnie, odwzajemniam ten uśmiech. Kiedyś, jeszcze do
      niedawna istniała dla mnie tylko zona. Na imprezach wszelkiej maści, bawię się,
      tańczę ile wlezie no i co tu dużo mówić... nie tylko kobiety potrafią flirtować,
      nawet tak bez konsumpcji, choć.... czasami.... przypomina to chodzenie po tafli
      lodu w szpilkach ;-).

      Nie chce żona z mną flirtować, nie chce być sexy dla mnie, nie czuje takiej
      potrzeby, trudno, pogodziłem się z tym. Nie robię jej już wyrzutów, ale i ja jej
      nie uwodzę, i nie robię nic co wykraczało by poza małżeński obowiązek. Może jak
      poczuje różnice to się zreflektuje. Ale Glam to ONA musi zrozumieć. To ONA musi
      zachcieć, i to zanim mi się odechce całkowicie. Zwłaszcza że dzieci u nas
      spoiwem nie są bo ich zwyczajnie nie ma a wszystkie znaki na ziemi i niebie
      wskazują, że tak łatwo mieć ich nie będziemy. (Jakby to problemów było mało, fuck!)
      Bić głowa w mur ? Bez sensu, głowa by mnie rozbolała ;-).

      Każdy jest kowalem swojego losu Glam.... Każdy...
      Kuj zatem swoje żelazo tak by było najlepsze dla Ciebie jak się tylko da. Mając
      świadomość wszelakich ewentualnych konsekwencji. Bo nawet niewinny flirt może
      spowodować załamanie się związku. Wszak jeśli nie złapie was stricte w łóżku na
      gorącym uczynku to czy to był tylko przyjacielski uśmiech, niewinny pocałunek,
      skromne zrobienie laski czy ostre rzniecie w aucie dla Twojego męża i tak nie
      będzie miało to większego znaczenia. Podświadomość podsunie mu najgorsze obrazy.
      Dla niego to będzie zdrada. Ciężko mu będzie Ci zaufać i nawet jak wybaczy
      następnym razem 10 x się zastanowi nim puści Cię na kawę z "koleżanką". Miej
      tego świadomość.
      • lilyrush Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 17.04.09, 16:31
        no tu trzeba sie pod Avide podpisać
        Przykre to jest, ale prawdziwe. I w tym kontekście ja sobie myślę, ze miałam
        szczęście, bo mój eks mnie odrzucał pod każdym względem i nie miałam
        najmniejszych wątpliwości odchodząc.
        Ale juz w przypadku ostatniego związku już tak prosto nie było. Na szczęście
        najpoważniejsza kwestia była nie do rozwiązania
        • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 17.04.09, 16:41
          Ale Ty w ogole Lily masz latwosc podejmowania wszelkich decyzji. Ja
          zas stara asekurantka jestem, wiec moje zwiazki zawsze sie zazebialy
          i po pare miesiecy ciagnelam je na dwa fronty nie mogac sie
          zdecydowac czy ostatecznie wybrac znane, wygodne ciepelko, czy
          nowego, obiecujacego, ale niepewnego kota w worku ;-)

          Zawsze, odkad pamietam, sie balam, ze odchodzac postawie nie na tego
          konia co trzeba i potem bede zalowac...
          • lilyrush Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 17.04.09, 18:08
            mam, nie mam- ja zwyczajnie nie mam umiejętności życia na dwa fronty. Poza tym
            egoistyczna sie robię na starość- nie będę sie facetem dzielić ani rozmieniać na
            drobne.
          • merlotka30 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 17.04.09, 22:46
            Cały ten wątek, to dorabianie piź...ie uszu.
            Kochanie, Glam bądź choć raz szczera wobec siebie, a asekuranctwo zniknie.

            Zresztą, myślę, że w tym wieku i takim cv(niestety przebrnęłam przez cały wątek,
            ("glamourous" już nie reprezentuje, tego co powinien)tak skończysz, jeśli chodzi
            o układy damsko męskie.
            Ale Ty pisz.
            Taka to przypadłośc cudzoziemskich żon.

            Uprzedzam, i'been there, i've done it.
          • zakletawmarmur Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 17.04.09, 23:05
            zas stara asekurantka jestem, wiec moje zwiazki zawsze sie zazebialy
            > i po pare miesiecy ciagnelam je na dwa fronty nie mogac sie
            > zdecydowac czy ostatecznie wybrac znane, wygodne ciepelko, czy
            > nowego, obiecujacego, ale niepewnego kota w worku ;-)

            Zauważyłam, że wiele kobiet tak robi. Moja przyjaciółka zawsze miała
            tak samo... Nigdy sama nie zerwała z chłopakiem do czasu, aż nie
            znalazła sobie nowego. Zapytana mówiła, że nie lubi być sama, że boi
            się samotności, że nikogo sobie nie znajdzie. Byłam w szoku, bo to
            była pewna siebie, atrakcyjna dziewczyna. Musiała mieć świadomość,
            że długość trwania jej ewentualnej samotność będzie tylko kwestią
            jej wyboru. Wiedziałam, że ten strach nie był podszyty żadnymi złymi
            wspomnieniami itp.

            W pewnym momencie odkryłam, że to jest bardzo częste zjawisko.
            Najpierw rozglądają się za następcą. Gdy już nabiorą pewności, czy
            on reflektuje i czy w ogóle warto, kończą stary związek. Dla mnie to
            był szok, bo potrzebuje czasu na złapanie oddechu... Wiele razy
            zastanawiałam się nad przyczyną. Teraz myślę, że to taki spadek z
            czasów, gdy kobieta potrzebowała faceta jako bodyguard'a. To
            faktycznie może być trudne do pokonania...
            • anais_nin666 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 17.04.09, 23:13
              zakletawmarmur napisała: Najpierw rozglądają się za następcą. Gdy już nabiorą
              pewności, czy on reflektuje i czy w ogóle warto, kończą stary związek. Dla mnie
              to był szok, bo potrzebuje czasu na złapanie oddechu...

              Znam też wiele podobnych przypadków, ale nie do końca tak to wygląda jak
              opisujesz. Często, gdy w związku coś zaczyna się psuć nagle zauważa się osoby
              obok. Czasem te osoby zaczynają się robić niebezpiecznie bliskie. W pewnym
              momencie rodzi się miłośc do owej nowej osoby, a do męża kończy definitywnie to,
              co może się jeszcze jakiś czas tliło, a może już nawet nie tliło.
              Mnóstwo ludzi nie potafi żyć bez partnerów.
              A sytuacja przez Ciebie opisywana częsciej dotyczy jednak facetów. Kiedyś o tym
              na forum nawet było.
      • kinkygirl Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 19.04.09, 01:25
        . Przestałem robić z niej kobietę, prosić by się ubrała jak lubię,
        > jak mnie podnieca, wałkować w kółko, że lubię jak dotyka mojego uda jak jedziem
        > y
        > autem (brzmi znajomo ?), i molestować na setki innych sposobów. Odpuściłem sobi
        > e.
        > Nie chce żona z mną flirtować, nie chce być sexy dla mnie, nie czuje takiej
        > potrzeby, trudno, pogodziłem się z tym. Nie robię jej już wyrzutów, ale i ja je
        > j
        > nie uwodzę, i nie robię nic co wykraczało by poza małżeński obowiązek.


        avide, swietna analiza, jedno pytanie: czy ty brales slub po pijaku w vegas po
        godzinie znajomosci?
        • eeela Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 19.04.09, 22:39

          > avide, swietna analiza, jedno pytanie: czy ty brales slub po pijaku w vegas po
          > godzinie znajomosci?

          Och, jacy tu niektórzy są niesamowicie mądrzy, rozsądni, i nigdy nie dali się
          naciąć, nigdy nie tkwili w beznadziejnym związku, nigdy nie pomylili się co do
          drugiego człowieka.
          • songo3000 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 10:33
            eeela napisała:

            > Och, jacy tu niektórzy są niesamowicie mądrzy, rozsądni, i nigdy
            Dziękuje, dziekuję, wiedziałem że w końcu ktoś mnie tu doceni :D
          • kinkygirl Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 21.04.09, 23:34
            moze przesadzilam z ironia, ale mnie szczerze ciekawi jak ten zwiazek mial w
            ogole szanse zaistniec.

      • aandzia43 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 19.04.09, 22:28
        > na tym forum bo chciałem zrozumieć nauczyć, przekazać po to by NAM
        było lepiej.
        > Ciągłe jednak nie było większych rezultatów. W końcu zrozumiałem
        gdzie jest
        > błąd. ..... To nie ja powinienem szukać i pytać tylko żona.
        >
        > Zrozumiałem. Przestałem robić z niej kobietę, prosić by się ubrała
        jak lubię,
        > jak mnie podnieca, wałkować w kółko, że lubię jak dotyka mojego
        uda jak jedziem
        > y
        > autem (brzmi znajomo ?), i molestować na setki innych sposobów.
        Odpuściłem sobi
        > e.
        >
        > Czy dzięki temu czuję się zaspokojony, oczywiście że nie. Czy
        czuje się
        > spokojniejszy, tak i to bardzo. Nie dorabiam teorii, nie
        zastanawiam się co mog
        > ę
        > jeszcze zrobić dla niej bo wiem, że ja już niewiele. Zamiast tego,
        jak ładna
        > dziewczyna uśmiechnie się do mnie, odwzajemniam ten uśmiech.
        Kiedyś, jeszcze do
        > niedawna istniała dla mnie tylko zona.

        Dlaczego do jasnej cholery, nie można zapamiętac, wtłuc sobie do
        głowy, że nasza ukochana (?) osoba lubi i potrzebuje do szczęścia
        tego dotykania uda w czasie jazdy samochodem, tego miziania w szyję
        podczas mijania się w kuchni, esemesa z leciutko erotycznym
        podtekstem itd? Dlaczego nie można wdukowac sobie na twardy dysk
        tych paru prostych informacji, by wykonywac pewne czynnosci raz na
        jakiś czas, nawet nie codziennei. Niech będzie raz na dwa dni. Bez
        problemu zapamiętujemy to, ile łyżeczek nasz mąż/żona słodzi
        herbatę, jaką lubi sałatkę do obiadu i o której godzinie lubi
        wstawac w niedzielę. Nawet największy tłuk i sklerotyk zna
        podstawowe nawyki i potrzeby partnera po miesiącu wspólnego
        zamieszkiwania. I nawet średnio empatyczny osobnik stara się
        ułatwiac i umilac zycie partnerowi w takich drobiazgach. Dlaczego
        niektórzy nie są w stanie zapamiętac paru prostych informacji
        dotyczących upodobań erotycznych swojego partnera? Czy jest
        wytłumaczenie inne, niż zła wola? Bo przecież gdyby żona nie była w
        stanie zapamiętac, ze mąż nie słodzi kawy i psuła mu codziennie smak
        kawy cukrem, to wszyscy jak jeden mąż, zakrzyknęliby: bezmyślna,
        nieempatyczna kobieta! I słusznie by zakrzyknęli. A jak ma miejsce
        zaneidbanie w prostych, banalnych sprawach z dizedziny erotyki, to
        się podnosi krzyk: on/ona już taki jest, taka jego natura i nic się
        nie zmieni! Ja widzę tylko złą wolę i egoizm. Przyjmuję do
        wiadomośic, że nie zrobi się tytana seksu z osoby startującej z
        kiepskiej pozycji (nei wnikając z w szczególy). Ale sporo można
        zmienic we wzajemnych relacjach i bez problemu uszczęśliwic partnera
        przy pomocy empatii, dobrej woli i gotowości do właśnie
        uszczęśliwienia go.
        Wiem co mówię. LUDZIE, TO JEST MOŻLIWE!


        Kiedyś, jeszcze do
        > niedawna istniała dla mnie tylko zona.

        Avide, i bardzo dobrze. To jest początek.
        • zakletawmarmur Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 11:15
          To wszystko ma sens, tylko działa też w drugą stronę... Dlaczego my erotycznie
          naładowani nie możemy zrozumieć, że kogoś to nie interesuje? Dlaczego chcemy go
          uszczęśliwiać na siłę? Dlaczego nie możemy nauczyć się, że jemu przyjemność
          sprawia seks raz na miesiąc bez gry wstępnej? Dlaczego to on ma akceptować nasze
          potrzeby a my jego mamy olewać?
          Dlaczego? Dlatego, że patrzymy na świat swoimi oczami. Myślimy, że nasza
          perspektywa jest lepsza, bo jest nasza... Oczywiście męża można zmobilizować do
          działania. Tylko musi mieć powód działania. Glam twierdzi, że zrobiła już
          wszystko i dochodzi do wniosku, że on jest erotycznym zerem. Prawdziwego
          autystyka nie nauczysz czuć i okazywać emocji... Czy możesz go za to winić? Z
          tym trzeba się pogodzić. Gdy jednak nie mamy do czynienia z zerem erotycznym
          (tylko jego okolicą) to możemy dać mu ten powód. Wymaga to jednak naszego
          działania i zaangażowania. To rodzi zniecierpliwienie... Każdy chciałby żeby
          powiedzenie zrób to i to wystarczyło, żeby partnera zmobilizować... Tylko wtedy
          i mąż mógłby powiedzieć chce seksu raz w miesiącu i chce żebyś się z tym
          pogodziła:-)
          • hannahra Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 11:39
            zakletawmarmur napisała:
            > Dlaczego chcemy go uszczęśliwiać na siłę?

            ja mojego na sile nie "uszczesliwiam", juz sobie odpuscilam, po latach staran, prob i walki poddalam sie, gdybym choc miala sex raz w miesiacu... nie narzekalabym, wierzcie mi

            teraz przyszedl czas bym uszczesliwiala siebie
          • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 11:50
            zakletawmarmur napisała:

            > To wszystko ma sens, tylko działa też w drugą stronę... Dlaczego
            my erotycznie
            > naładowani nie możemy zrozumieć, że kogoś to nie interesuje?
            Dlaczego chcemy go
            > uszczęśliwiać na siłę? Dlaczego nie możemy nauczyć się, że jemu
            przyjemność
            > sprawia seks raz na miesiąc bez gry wstępnej? Dlaczego to on ma
            akceptować nasz
            > e
            > potrzeby a my jego mamy olewać?


            Bo zwiazek to sztuka kompromisow, sztuka uszczesliwiania siebie
            nawzajem i przynajmniej elementarnego zaspokajania potrzeb. Kiedys
            Avide b.trafnie napisal, ze jezeli postawowa wymowka nieempatycznego
            partnera jest "nie wyjde naprzeciw twoim potrzebom, bo ja juz TAK
            MAM - i koniec" to lepiej, zeby nie zawracal komus glowy stalym
            zwiazkiem, tylko zyl sobie sam, kultywujac tylko swoj wlasny
            ogrodek. A juz w kazdym razie niech nie wymaga od partnera
            wylacznosci w tym wzgledzie pod ktorym uparcie i z premedytacja
            nawala, bo to juz na lekkie swinstwo zakrawa.
            • mujer_bonita Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 13:46
              glamourous napisała:
              > A juz w kazdym razie niech nie wymaga od partnera
              > wylacznosci w tym wzgledzie pod ktorym uparcie i z premedytacja
              > nawala, bo to juz na lekkie swinstwo zakrawa.

              I już niech w żadnym wypadku nie wymaga dotrzymania przysięgi małżeńskiej! Jak śmie! Wierność, uczciwość? Przecież on zaspokaja moje potrzeby tylko w 95% więc na NIC takiego nie zasługuje!


              BTW.
              > Bo zwiazek to sztuka kompromisow, sztuka uszczesliwiania siebie
              > nawzajem i przynajmniej elementarnego zaspokajania potrzeb.

              To bardzo ciekawe co piszesz, bo we wszystkich wypowiedziach przed tym wątkiem podkreślałaś wyraźnie, że mąż Twoje podstawowe potrzeby zaspokaja, że seks u was JEST częsty i regularny (doskonale kojarzę Twoje wypowiedzi bo podkreślałaś to w prawie każdej wypowiedzi nawet na niego narzekając). A teraz jak na horyzoncie pojawił się pan Libertyn to nagle mąż jest taaaaaaki 'be', że aż podstawowych potrzeb nie zaspokaja? Ciekawe.
              • urquhart 95% ? 20.04.09, 16:06
                mujer_bonita napisała:
                > Przecież on zaspokaja moje potrzeby tylko w 95% więc
                > na NIC takiego nie zasługuje!

                W tym przypadku to tak jak z luksusowym samochodem którym szwankuje napęd i
                słabo jeździ. Sprzedawca może upierać się że spełnia wyspecyfikowanie w
                zamówieniu wymagania klienta w 95%: dalej skórzane fotele są wygodne,
                klimatyzacja chłodzi, CD odtwarza z super jakością, GPS podpowiada drogę. Tylko
                nie jeździ.
                Według mnie tak samochód jest zwyczajowo do jeżdżenia, jak małżeństwo podobnie
                do wspólnego etycznego przeżywania seksu i bliskości z drugą osobą.
                I tłumaczenia typu wiedziałaś że ze mną coś nie tak a jednak się zdecydowałaś na
                ślub, to teraz cierp, wydają mi się równie niepoważne jak zlewanie klienta co
                popsuł mu się np fiat i nie może nim jeździć - kupuje pan słabą usterkową markę
                i co, chce nim może jeździć?
                • mujer_bonita Re: 95% ? 20.04.09, 16:24
                  Urquhart - jeżeli już porównujesz do samochodów to sprawa powinna wyglądać następująco:

                  Miłośnik sportowych samochodów kupuje sobie Seicento (wiedząc, że to jest Seicento ale w fazie zauroczenia tak mu się podoba, że wydaje mu się, że da się go super 'podrasować'). Po pewnym czasie niestety okazuje się, że z tego samochodu Ferrari nie będzie i już.

                  I teraz - czyja to wina - kierowcy bo wybrał zły model czy Seicento, że nie jest Ferrari?
                  • urquhart Re: 95% ? 20.04.09, 16:57
                    mujer_bonita napisała:
                    > Miłośnik sportowych samochodów kupuje sobie Seicento (wiedząc, że to jest Seice
                    > nto ale w fazie zauroczenia tak mu się podoba, że wydaje mu się, że da się go s
                    > uper 'podrasować').

                    Kwestia zasobów. Wielu z tych co nie stać ich jedynie na seicento nie chce się
                    wyzbyć marzeń o ferrari i rasują i dokręcają śruby seicento :)
                    images.google.pl/images?q=seicento+tuning
                    Ale generalnie kupując samochód mało kto oczekuje że wystarczy że będzie jedynie
                    ładnie wyglądał. Jak samochód implikuje jazdę, tak moim zdaniem małżeństwo - seks.
                    • mujer_bonita Re: 95% ? 20.04.09, 17:26
                      urquhart napisał:
                      > Ale generalnie kupując samochód mało kto oczekuje że wystarczy że będzie
                      > jedynie ładnie wyglądał.

                      Jak już tak koniecznie chcesz porównywać sytuację Glam do samochodu - jej 'samochód' nie jest obrazkiem na pokaz - całkiem dobrze jeździ. Sama Glam często i gęsto podkreśla, że seks jest u niej częsty, regularny a mąż orgazmy jej zapewnia. No ale jak się jeździ Seicento to ciężko wymagać pomruków silnika Ferreri :P
                      • urquhart Re: 95% ? 20.04.09, 18:15
                        >
                        mujer_bonita napisała:
                        > Jak już tak koniecznie chcesz porównywać sytuację Glam do samochodu - jej 'samo
                        > chód' nie jest obrazkiem na pokaz - całkiem dobrze jeździ. Sama Glam często i g
                        > ęsto podkreśla, że seks jest u niej częsty, regularny a mąż orgazmy jej zapewni
                        > a. No ale jak się jeździ Seicento to ciężko wymagać pomruków silnika Ferreri :P

                        Nie wiem czy coś przegapiłem ale jakoś zrozumiałem że pomrukiwał mocą jedynie na jeździe próbnej, a po transakcji okazało się że jest odpicowany na sprzedaż bo mimo rączek sprawnego serwisu obsługowego jakoś jedzie ale ledwie ciągnie, nie wchodzi na obroty i dławi się po dodaniu gazu w codziennej eksploatacji :)
                        • mujer_bonita Re: 95% ? 20.04.09, 20:29
                          urquhart napisał:
                          > Nie wiem czy coś przegapiłem

                          Przegapiłeś sporo :) Problemy Glam zdecydowanie odległe są od standardowej 'wersji demo'.
          • aandzia43 Ciemnogród pod politurą z pornosów głęboko ukryty 20.04.09, 13:06
            zakletawmarmur napisała:

            > To wszystko ma sens, tylko działa też w drugą stronę... Dlaczego
            my erotycznie
            > naładowani nie możemy zrozumieć, że kogoś to nie interesuje?
            Dlaczego chcemy go
            > uszczęśliwiać na siłę? Dlaczego nie możemy nauczyć się, że jemu
            przyjemność
            > sprawia seks raz na miesiąc bez gry wstępnej? Dlaczego to on ma
            akceptować nasz
          • aandzia43 Ciemnogród pod politurą z pornosów głęboko ukryty 20.04.09, 13:08
            zakletawmarmur napisała:

            > To wszystko ma sens, tylko działa też w drugą stronę... Dlaczego
            my erotycznie
            > naładowani nie możemy zrozumieć, że kogoś to nie interesuje?
            Dlaczego chcemy go
            > uszczęśliwiać na siłę? Dlaczego nie możemy nauczyć się, że jemu
            przyjemność
            > sprawia seks raz na miesiąc bez gry wstępnej? Dlaczego to on ma
            akceptować nasz
            > e
            > potrzeby a my jego mamy olewać?


            Zaklęta, chyba się za bardzo nakręciłaś i nie doczytałaś do końca
            tego, co napisałam. Z mojego postu chyba wyraźnie wynika, że TO nie
            działa tylko w jedną stronę. Podałam dość prostacki przykład ze
            słodzeniem kawy, ale jak chcesz, to mogę się rozwinąć.

            Otóż my, erotycznie naładowani, żyjemy tu, gdzie żyjemy, i mamy
            wtłuczone do głowy, że potrzeby partnera się zaspokaja. Ale jakie
            potrzeby? Wszystkie, poza erotycznymi, bo to ciągle temat tabu.
            Jeśli przeciętny Polaku płci przeciwnej, nie będziesz się starał, by
            zaspokoić różńorakie potrzeby dnia codziennego swojego partnera, to
            w powszechnym osądzie będziesz partnerem złym, albo co najmniej
            niewystarczająco dobrym. No więc, jesli facet powie: "sorry kotku,
            mnie robota za 2 tys. wystarcza do szczęścia, chociaż mógłbym się
            szrpnąć na więcej", to wszyscy jak jeden mąż powiedzą, że to gość
            bez ambicji zapewnienia potomstu lepszego żywota i ulżenia w
            intensywnym zarobkowaniu żonie. Jeśli żona powie: "mężu, przepraszam
            cię bardzo, ale nigdy nie zapamiętam, że nie cierpisz ryżu, bo ja go
            bardzo lubię i muszisz pogodzić się z tym, że będzie on codziennei
            na obiad", to wszyscy zgodnie stwierdzą, że to jakaś sucz ostatnia i
            powalona jednostka. Ja się zgadzam, ze zarówno pan-leń, jak i pani-
            szczyt egoizmu nawalają. Nawalają, bo nie usiłują nawet wykonać
            podstawowego wysiłku w celu pokonania dla ukochanego (?) człowieka
            swoich ograniczeń. Usiłują wcisnąć partnerowi i ludziom wokół tekst:
            ja już taki jestem i się nie zmienię, bo nei mogę, bo taka jest moja
            natura. Oczywiście nikt tego nie łyka. I bardzo dobrze.

            Ale uwaga! Jak erotyczny leń wciska analogiczny tekst, to wszyscy
            zgodnym chórkiem przytakują: "tak, on/ona już taki jest, on się
            zmieni, bo taka jest jego natura". Gówno prawda. Pewne ograniczenia
            się pokonuje. Nie jest to wielka filozofia. Co więcej, potem leń
            jest wdzięczny losowi i patrnerowi, że został zmuszony do pewnych
            działań. Facet wykopany z kanapy i zmuszony do podnoszenia
            kwalifikacji bywa wdzięczny po latach, że coś z tej kanapy zrzuciło
            i zmusiło do lepszego życia. Leniwa larwa zaczyna gustować w życiu w
            czystym mieszkaniu, bez nadwagi, w zawsze domalowanych włosach. Mój
            facet wygląda na bardzo szczęśliwego, bo kiedy pokonał marazm i
            ograniczenia (kody wyniesione z domu), zaczął cieszyć się fajną
            erotyką. To się nazywa podnoszenie jakości życia w jakiejś jego
            dziedzinie. Inaczej: rozwój, dojrzewanie. Można tego dokonać. Tylko
            kurwa, dlaczego, zaleca się to w każdej poza erotyką dziedzinie?
            Dlaczego partner nakłaniający partnera do rozwoju na płaszczyźnie
            zawodowej, intelektualnej, emocjonalnej to w powszechnym mniemaniu
            patner stymulujący, a patner nakłanijący do rozwoju na płaszczyźnie
            eroyki to jakiś rozerotyzowany dewiant wymagajacy bóg wie czego?

            Dlaczego? Bo tu ciągle jest ciemnogród. I żadne sztuczne penisy w
            niezliczonej liczbie sexshopów i pokolenia wychowujące się na porno
            tego nie zmienią. Ta mentalność z Pcimia Górnego siedzi głęboko w
            umysłach większości Polaków. I tego forum też nie omija.

            Ja nei twierdzę, że moja perspektywa osoby wysokoerotycznej jest
            lepsza od perspektywy osoby niskoerotycznej. Chciałabym tylko, żeby
            ten chór wujów zastanowił się czasem nad wygłaszanym monotonnie
            tekstem: "on/ona taki jest i nie musi się zmieniać, to jego prawo".
            Nie jest prawdą, że nie może i nie jest prawdą, że ma takie prawo.
            Może w bardzo dużym stopniu i musi tak samo, jak musi dostosowywać
            się do potrzeb partnera w każdej innej dziedzinie życia.


            Nawet największy tłuk i sklerotyk zna
            podstawowe nawyki i potrzeby partnera po miesiącu wspólnego
            zamieszkiwania. I nawet średnio empatyczny osobnik stara się
            ułatwiac i umilac zycie partnerowi w takich drobiazgach. Dlaczego
            niektórzy nie są w stanie zapamiętac paru prostych informacji
            dotyczących upodobań erotycznych swojego partnera?
            • aandzia43 Sorry, kłopoty z wysłaniem:-) 20.04.09, 13:16
              Ostatni akapit z poprzedniego postu nie z tej bajki, nie brać go pod
              uwagę.

              Jeszcze w temacie.
              Ciemnogród nasz powszedni przejawia się nie w powszechnej walce z
              porno, gadżetami z sexshopów i swobodą seksualną. On się przejawia w
              przyzwoleniu na BYLEJAKOŚĆ życia erotycznego. A już w związkach
              małżeńskich ta bylejakość jest wręcz pielęgnowana i zalecana. A
              każda próba zmiany sytuacji traktowana jak zamach na swobodę
              obywatelską pod tytułem: "jestem cienias, takie jest moje prawo i
              masz mnie kochać i być mi wierną".
              • stinefraexeter Re: Sorry, kłopoty z wysłaniem:-) 20.04.09, 15:35
                Istnieje przyzwolenie na bylejakość seksu małżenskiego, może i tak, ale co z tego?

                Istnieje przecież przyzwolenie na bylejakość w sztuce kulinarnej, w rozwoju
                kariery zawodowej, nawet w spędzaniu wolnego czasu.

                Nie zauważyłam,żeby wokół nas byli sami doskonali kucharze, odnoszący sukcesy
                wybitni specjaliści i pasjonaci egzotycznych hobby.

                Mam prawo być przeciętną kucharką, podobnie jak mam prawo być przeciętną kochanką.

                Jasne, mogę się starać, ale do pewnych dziedzin życia brakuje mi talentu i mogę
                jedynie osiągnąć poziom przyzwoitego rzemieślnika.
                • aandzia43 Re: Sorry, kłopoty z wysłaniem:-) 20.04.09, 16:14
                  >
                  > Istnieje przecież przyzwolenie na bylejakość w sztuce kulinarnej,
                  w rozwoju
                  > kariery zawodowej, nawet w spędzaniu wolnego czasu.
                  >
                  > Nie zauważyłam,żeby wokół nas byli sami doskonali kucharze,
                  odnoszący sukcesy
                  > wybitni specjaliści i pasjonaci egzotycznych hobby.

                  Istnieje pewne przyzwolenie na bylejakość w poszczególnych sztukach.
                  Czy może zgoda na to, że nie każdy ma szczególny w danej dziedzinie
                  talent. Ale nie ma raczej przyzwolenia na brak emtatii i
                  współdziałania z partnerem w tych poszczególnych sztukach. Możesz
                  być przeciętną kucharką, ale jeśli już gotujesz DLA męża, powinnaś
                  starać się gotować potrawy, które on lubi. Albo darować sobie
                  wysiłki i wypuścić chłopa na miasto;-)

                  >
                  > Jasne, mogę się starać, ale do pewnych dziedzin życia brakuje mi
                  talentu i mogę
                  > jedynie osiągnąć poziom przyzwoitego rzemieślnika.


                  Poziom dobrego rzemiosła to bardzo przyzwoity poziom:-) Mnie nie
                  chodzi o osiąganie poziomu sztuki (to zarezerwowane dla wyjątkowo
                  zdolnych). Chodzi właśnie o te starania, o których piszesz. O
                  starania, które nie pozwalają spaść do poziomu partactwa i fuszery.
                  I które pozwalają zachować poziom rzemiosła. To wcale nie takie
                  łatwe i nie dzieje się automatycznie. Jakiej by to nie dotyczyło
                  dziedziny. Nawet średnio uzdolniony musi pracować, by mieć
                  nienajgorsze wyniki.
                  • stinefraexeter Re: Sorry, kłopoty z wysłaniem:-) 20.04.09, 20:44
                    Masz rację, tylko co jeśli mój mąż jest wyjątkowym smakoszem? Jeśli nie
                    wystarczy mu jedynie rzetelnie przygotowane spaghetti, ale pragnie większej
                    finezji i fantazji w smaku? Ja się oczywiście mogę starać, ale, mówiąc szczerze,
                    akurat w kwestiach kulinarnych jestem cienka. Oczywiście, na pewno moje
                    umiejętności się polepszą, ale poziomu Nigelli nigdy nie osiągnę niestety..

                    Rzecz jasna zasadniczą kwestią jest pytanie, czy mąż Glamorous to taka
                    rozleniwiona Nigella-to be, która byłaby w stanie uraczyć Glam super daniem,
                    gdyby tylko chciała; czy też może jest on niestety kulinarną stinefraexeter,
                    która do pewnego poziomu finezji organicznie jest niezdolna.

                    • aandzia43 Re: Sorry, kłopoty z wysłaniem:-) 20.04.09, 21:04
                      > Rzecz jasna zasadniczą kwestią jest pytanie, czy mąż Glamorous to
                      taka
                      > rozleniwiona Nigella-to be, która byłaby w stanie uraczyć Glam
                      super daniem,
                      > gdyby tylko chciała; czy też może jest on niestety kulinarną
                      stinefraexeter,
                      > która do pewnego poziomu finezji organicznie jest niezdolna.


                      Mam wrażenie, że dopóki nie ma zbyt dużej różnicy między potrzebami
                      jednej strony a możliwościami (i chęciami do realizowania tych
                      możliwości) drugiej, to frustracja związku nie zabije. Może
                      smakoszostwo Glam jest w stanie zaspokoić się potrawą starannie
                      przyrządzoną, niekoniecznie bardzo wyrafinowaną, ale rzecz jasna nie
                      spartaczoną przez brak uwagi podczas przyrządzania?
                      Czy organicznie niezdolny? Chyba nie, bo jak Glam donosi, kiedyś
                      zabiegał i podgrzewał atmosferę. Raczej leń i biorca.


              • bi_chetny Re: Sorry, kłopoty z wysłaniem:-) 22.04.09, 11:44
                aandzia43: chyba wydrukuję i nakleję na ścianie. świetna analiza. ja ze swoją
                świadomością erotyczną czuję się tu czasem jak outsider :)

                jak zmienić nicka ? :)
            • mujer_bonita Re: Ciemnogród pod politurą z pornosów głęboko uk 20.04.09, 14:00
              aandzia43 napisała:
              > Dlaczego
              > niektórzy nie są w stanie zapamiętac paru prostych informacji
              > dotyczących upodobań erotycznych swojego partnera?

              Ponieważ niektórzy są przypadkami do leczenia (mąż Glam ma postawioną diagnozę).

              Ponieważ pewnych rzeczy człowiek zmienić nie jest w stanie (choć wiem, że Tobie trudno to pojąć) i nie dotyczy to tylko seksu.

              Ponieważ kwestia dotyczy dwóch osób a nie jednej. Można ugotować mężowi jego ulubione danie którego samemu się nie znosi ale już jedzenie go dla przyjemności partnera może być nie do pokonania.

              Ponieważ człowiek ma prawo być sobą a nie elastyczną gumą formowaną pantoflem partnera/partnerki (przypadki skrajne).


              Ja bym na sprawę spojrzała z innej strony - po co ludzie wiążą się i trwają z partnerami, którzy tak dalece im nie odpowiadają? Dlaczego ludzie nie mogą zrozumieć, że związek to kompromis i nie zawsze można mieć wszystko?
              • glamourous Re: Ciemnogród pod politurą z pornosów głęboko uk 20.04.09, 15:09
                Bonita : odnosze wrazenie, ze dla Ciebie zawsze wszystko jest albo
                czarne - albo biale. I zadnych wartosci posrednich. Nie chodzi tu
                bynajmniej o bycie guma i zmienienie sie o 180° pod katem czyjegos
                widzimisie. Tu chodzi o zrobienie DROBNEGO GESTU OD CZASU DO CZASU -
                a nawet o to nie moge sie doprosic.
                Jezeli ktos ma postawiona lekarska diagnoze to moze do cholery
                ruszyc tylek i isc na terapie, czy na zwykla wizyte, poczytac jakies
                ksiazki, doksztalcic sie w necie - cokolwiek. Cos zrobic, wykonac
                jakis gest, a nie zalegac na kanapie (to tutaj tylko symbolika, moj
                maz akurat kanapowcem nie jest) i twierdzic, ze skoro mi jest
                dobrze, to prosby partnera sa "fanaberiami".

                > Dlaczego ludzie nie mogą zrozu
                > mieć, że związek to kompromis i nie zawsze można mieć wszystko?

                Mam wrazenie, ze NIGDY sie nie zrozumiemy - wiec chociaz szanuje
                Twoje zdanie i wielokrotnie sie z Toba zgadzalam w roznych kwestiach
                na forum, to tutaj musze zakonczyc dyskusje z Toba. Zwyczajnie nie
                rozumiesz, ze ja wcale nie chce WSZYSTKIEGO w tym zwiazku bo i tak
                robie sporo kompromisow zeby byc akurat z tym facetem, choc mam
                wiele innych propozycji, rowniez matrymonialnych ;-) Godze sie bez
                szemrania np. na mieszkanie z dala od bliskich i przyjaciol, ktore
                sporo mnie kosztuje, jako ze sentymentalna jestem. Tyle, ze akurat z
                czestego widywania rodzicieli czy z chodzenia na ploty z najblizsza
                przyjaciolka jestem w stanie spokojnie zrezygnowac, zeby z tym
                facetem byc - tak z erotyki zrezygnowac mi jest bardzo ciezko, bo
                wywoluje to we mnie szereg frustracji roznego kalibru, jakie daje
                zycie niezgodnie z wlasciwa kazdemu natura. Po prostu potrzebuje
                tego jak powietrza. I maz jest POINFORMOWANY, jak bardzo mi na tym
                zalezy, jak duzo mnie kosztuje rezygnacja z tego, obiektywnie wiec
                taki czy inny gest moglby od czasu do czasu wykonac. Jednak tego nie
                robi, pomimo sporej inteligencji i pozornej swiadomosci ze "zwiazek
                to kompromisy". To sa dla niego fanaberie niegodne zwiazku o TAKIM
                stazu jak nasz :-/ I ta jego niereformowalnosc oraz gluchota na moje
                prosby potwornie mnie wQrwia pomimo, ze reszta naszego zwiazku jest
                OK, na tyle zeby nie myslec o rozwodzie i wywracaniu calego zycia do
                gory nogami.

                Mam nadzieje ze w okolicach 30stki zrozumiesz ze zycie nie jest
                zerojedynkowe i nie zawsze z powodu jednej wady partnera - nawet
                dosc uciazliwej, lecz nie rzutujacej na caloksztalt zycia - warto
                rozbijac ogolnie udany, oparty na uczuciu i czulosci zwiazek.
                • mujer_bonita Re: Ciemnogród pod politurą z pornosów głęboko uk 20.04.09, 16:08
                  glamourous napisała:
                  > Mam nadzieje ze w okolicach 30stki zrozumiesz ze zycie nie jest
                  > zerojedynkowe i nie zawsze z powodu jednej wady partnera - nawet
                  > dosc uciazliwej, lecz nie rzutujacej na caloksztalt zycia - warto
                  > rozbijac ogolnie udany, oparty na uczuciu i czulosci zwiazek.

                  Widzisz - ja jestem w okolicach 30tki i w całości popieram to co piszesz - z powodu jednej wady partnera nie warto rozwalać dobrego związku. Tyle, że dla mnie tę 'jedną wadę' się akceptuje - dla Ciebie jest ona usprawiedliwieniem zdrady. I tak - w tej kwestii nigdy nie dojdziemy do porozumienia.

                  Ja rozumiem Twoją frustrację ale argumentacja jest dla mnie na poziomie - ja tak ciężko pracuję a pracodawca mało mi płaci więc 'powinien się spodziewać', że będę dorabiać na boku. I wszystko byłoby ok gdybyś wcześniej nie podpisała umowy o zakazie konkurencji.

                  Odpowiedz szczerze - przysięga małżeńska i mąż nic dla Ciebie nie znaczą?
                  • glamourous Re: Ciemnogród pod politurą z pornosów głęboko uk 20.04.09, 17:02
                    mujer_bonita napisała:


                    > Odpowiedz szczerze - przysięga małżeńska i mąż nic dla Ciebie nie
                    znaczą?

                    Szczerze : nie kazdy bierze slub w kosciele i sklada uroczysta,
                    nierozrywalna przysiege przed Bogiem. Nie kazdy tez wiernosc
                    malzenska stawia na zyciowym piedestale. Fajnie byloby, gdyby mozna
                    bylo jej dochowac, lecz czasem po prostu szkoda zycia na skladanie
                    wiernosci w ofierze komus, kto z uporem maniaka okrada nas z
                    kluczowych doznan.
                    • mujer_bonita Re: Ciemnogród pod politurą z pornosów głęboko uk 20.04.09, 17:11
                      Czyli generalnie przysięgę masz w dupie. Po co więc ją składałaś?

                      > komus, kto z uporem maniaka okrada nas z
                      > kluczowych doznan.

                      Jeszcze miesiąc temu to było coś bez czego można się obejść a teraz to 'kluczowe doznanie'. Ciekawe - czar pana Libertyna działa :)
                      • glamourous Re: Ciemnogród pod politurą z pornosów głęboko uk 20.04.09, 17:41

                        mujer_bonita napisała:

                        > Czyli generalnie przysięgę masz w dupie. Po co więc ją składałaś?


                        Nie pojmuje slubu wylacznie pod katem przysiegi wiernosci. Reszte
                        (rozwazania "po co go w ogole bralam", oraz wszelkie jego derywaty
                        typu "czy faceta w ogole kocham" itp) juz moze laskawie pominmy,
                        dobrze?

                        > Jeszcze miesiąc temu to było coś bez czego można się obejść a
                        teraz to 'kluczowe doznanie'. Ciekawe - czar pana Libertyna działa :)


                        Obchodzilam sie bez tego, jasne. Bez biezacej wody w mieszkaniu tez
                        sie czlowiek moze obejsc i jakos zyje. Myje sie w misce i moze tak
                        zyc dlugie lata - ale to wcale nie znaczy ze w skrytosci ducha nie
                        teskni za porzadnym, goracym prysznicem.
                        • mujer_bonita Re: Ciemnogród pod politurą z pornosów głęboko uk 20.04.09, 17:55
                          glamourous napisała:
                          > Obchodzilam sie bez tego, jasne. Bez biezacej wody w mieszkaniu tez
                          > sie czlowiek moze obejsc i jakos zyje. Myje sie w misce i moze tak
                          > zyc dlugie lata - ale to wcale nie znaczy ze w skrytosci ducha nie
                          > teskni za porzadnym, goracym prysznicem.

                          I wtedy należy zmienić mieszkanie :)


                          > Nie pojmuje slubu wylacznie pod katem przysiegi wiernosci.

                          Wierność, uczciwość - takie tam nieistotne kwestie :) Pojmować można w dowolny sposób o ile druga strona o tym wie i się na to godzi.
              • aandzia43 Re: Ciemnogród pod politurą z pornosów głęboko uk 20.04.09, 15:55
                >
                > Ponieważ pewnych rzeczy człowiek zmienić nie jest w stanie (choć
                wiem, że Tobie
                > trudno to pojąć) i nie dotyczy to tylko seksu.
                >

                Pojąć mi to łatwo. Żaden problem. Wiem, niestety, co to ograniczenia
                nie do przeskoczenia.
                Ale przypadków beznadziejnych jest mniej, niż ludzi tłumaczących się
                swoją "naturą" i wszelaką niemożnością. Nikt tu nie pisze o walce z
                wiatrakami polegającej np. na przerobieniu autystyka na gwiazdę
                klasową, mediatora, psychologa czy reprezentanta innego zawodu, do
                którego potrzebne są wysokie kompetencje społeczne i inteligencja
                emocjonalna.

                > Ponieważ kwestia dotyczy dwóch osób a nie jednej. Można ugotować
                mężowi jego ul
                > ubione danie którego samemu się nie znosi ale już jedzenie go dla
                przyjemności
                > partnera może być nie do pokonania.

                Jak ktoś ma wstręt absolutny do seksu (czyli potrawy), to nie
                wchodzi w związek w ogóle. I dobrze. Ale omawiane (obmawiane) przez
                nas lenie erotyczne lubią seks w jakimś wymiarze, a przynajmniej
                lubią być otaczane względami i dowartościowywane w swej
                męskości/kobiecości. Problem polega na tym, że oni/one nie dorzucają
                się do wspólnego koszyczka. Czerpią przyjemność z jakiejś
                płaszczyzny wspólnego bytowania, ale nie partycypują w kosztach
                budowania i "konserwacji" tej płaszczyzny. To nie jest tak, że oni
                jej nie potrzebują. Im się tylko nie chce wysilać, by ta sfera nei
                skarlała i nie zdechła. Ale ona zawsze zdycha, kiedy ciężar jej
                pielęgnacji spada na jedną osobę. Kiedy już sfera zdycha to jest żal
                i obraza. I znowu kompletny brak zrozumienia mechanizmów.

                > Ja bym na sprawę spojrzała z innej strony - po co ludzie wiążą się
                i trwają z p
                > artnerami, którzy tak dalece im nie odpowiadają? Dlaczego ludzie
                nie mogą zrozu
                > mieć, że związek to kompromis i nie zawsze można mieć wszystko?
                >

                Bo pewne rzeczy wyłażą z czasem. Lenistwo i niechciejstwo patnera
                też.
                Wszystkiego mieć nie można, ale można mieć uzasadnione prentensje do
                kogoś, komu się nie chce ruszyć dupy i zaktywizować się w stopniu
                minimalnym chociażby i jak najbardziej dla siebie osiągalnym.
                Szczególnie, gdy już ta odrobina jest w stanie nas uszczęśliwić.
                • mujer_bonita AAndziu :) 20.04.09, 16:19
                  aandzia43 napisała:
                  > się do wspólnego koszyczka. Czerpią przyjemność z jakiejś
                  > płaszczyzny wspólnego bytowania, ale nie partycypują w kosztach
                  > budowania i "konserwacji" tej płaszczyzny. To nie jest tak, że oni
                  > jej nie potrzebują.

                  Z tego co pisała Glam jej mąż nie potrzebuje i nie korzysta z budowania 'erotycznej atmosfery' a wręcz działa ona na niego kastrująco :) To jest dość szczególny przypadek.

                  Zgadzam się w zupełności z tym co piszesz ale tu sytuacja jest inna.
                  • glamourous Bonito :) 20.04.09, 16:56

                    mujer_bonita napisała:

                    > Z tego co pisała Glam jej mąż nie potrzebuje i nie korzysta z
                    budowania 'erotyc
                    > znej atmosfery' a wręcz działa ona na niego kastrująco :) To jest
                    dość szczegól
                    > ny przypadek.
                    >
                    > Zgadzam się w zupełności z tym co piszesz ale tu sytuacja jest
                    inna.
                    >

                    Aandzia wie o czym pisze. Od lat juz czyta tu na forum moje posty.
                    Na mojego meza owa atmosfera dziala kastrujaco, owszem, ale W MOIM
                    wykonaniu. Tak, ze mam raczej zablokowane wszelkie pole manewru. Sam
                    zas JEST JAK NAJBARDZIEJ w stanie zapewnic mi minimum socjalne tej
                    atmosfery, ktorej potrzebuje - ROBIL TO KIEDYS, zanim razem
                    zamieszkalismy, wiec takim strasznym godnym zlitowania "beznogim" to
                    on nie jest. Tyle, ze jak to ladnie ktos ujal w ktoryms z postow
                    wyzej (chyba Riki) zwierzyna upolowana lezy w koncie jaskini,
                    obraczki na palcach, TO PO CO SIE STARAC REANIMOWAC JUZ UPOLOWANA
                    ZWIERZYNE? ;-/ Fanaberie!
                    • mujer_bonita Re: Bonito :) 20.04.09, 17:22
                      glamourous napisała:
                      > Na mojego meza owa atmosfera dziala kastrujaco, owszem, ale W MOIM
                      > wykonaniu.

                      No właśnie - Twój mąż nie jest klasyczny przypadkiem faceta, który osiadł na laurach i mu się nie chce. Sama opisujesz to od baaaardzo długiego czasu. Z tego co piszesz jego psychika odrzuca seksualne elementy stałej partnerki. Na tym polega jego 'beznogość'. I Ty sama od bardzo długiego czasu piszesz, że to nie jest kwestia jego 'chcenia' czy 'woli'.

                      A teraz nagle wszystko się zmienia.
                  • aandzia43 Re: AAndziu :) 20.04.09, 17:26
                    > Z tego co pisała Glam jej mąż nie potrzebuje i nie korzysta z
                    budowania 'erotyc
                    > znej atmosfery' a wręcz działa ona na niego kastrująco :) To jest
                    dość szczegól
                    > ny przypadek.
                    >
                    > Zgadzam się w zupełności z tym co piszesz ale tu sytuacja jest inna

                    To tylko jeden z wariantów sytuacji. Oczywiscie, że korzysta. Nie z
                    koronkowych gaci, co prawda, i striptisów, bo go peszą. Ale z jej
                    ładnego ciała, jej ochoty na niego, jej aktywności łóżkowej, jej
                    gotowości do odbywania aktów i robienia mu lodzików, a przede
                    wszystkim z JEJ ENERGII, w tę dziedzinę przez nią ładowanej.
                    Kiedy Glam się wkurzy, straci siłę a potem ochotę na inwestowanie
                    energii w niesatysfakcjonujące ją działania erotyczno-seksualne z
                    mężem, to ich pożycie padnie. Jeszcze przez jakiś czas siłą rozpędu
                    mąż będzie mechanicznie bzykał kompletnie obojętną, acz spolegliwie
                    leżącą po ciemku (tak, jak lubi) żonę. Potem straci i na to ochotę.
                    Dlaczego? Bo w tym wszystkim nie będzie życia i energii. Bo
                    zabraknie źródła energii, czyli w tym przypadku energetyczności
                    Glam. On ze swojej strony daje za mało, by to mogło długo
                    funkcjonować. Więc potrzebuje i korzysta aż huczy z jej erotyzmu.
                    No, bez tych koronek i odgrywanych scenek, ale całą resztą pasie
                    się, jak owca na hali w sezonie letnim.
                    • mujer_bonita Re: AAndziu :) 20.04.09, 17:58
                      aandzia43 napisała:
                      > Oczywiscie, że korzysta.

                      Owszem - korzysta z jej wysokolibidowości (i sam też jest wysokolibidowy). Natomiast odrzuca go wysokoerotyczność, której właśnie Glam brakuje.

                      Znów wracamy do pytania - czy można żądać zapłaty za dawanie partnerowi czegoś, czego on/ona nie potrzebuje i nie chce?
                      • sagittka Re: AAndziu :) 20.04.09, 19:13
                        > Znów wracamy do pytania - czy można żądać zapłaty za dawanie
                        partnerowi czegoś,
                        > czego on/ona nie potrzebuje i nie chce?

                        Tak jak kiedyś mreck często podkreślał, że kobiety oczekują
                        doceniania, wdzięczności, a także udziału mężczyzn w pracach
                        domowych typu mycie okien i pranie firanek, czyli rzeczach
                        niewidzialnych dla mężczyzn i odległych od ich potrzeb, więc robią
                        to wyłącznie dla siebie (i koleżanek i teściowej).
                        Tylko że faceci tez lubią mieć czysto i zaczynają to doceniać jak
                        już zabraknie siły roboczej w domu.

                        Analogicznie jak glam przestanie dokładac do pieca, to jej mąż
                        zacznie odczuwać brak, nawet jeśli wystarczy mu zimny seks. Tu się
                        zgadzam z aandzią. (no chyba że on jest patologiczny i wystarczy mu
                        wyłącznie masturbacja, a żona jest dodatkiem do życia rodzinnego i
                        matką jego potomstwa).
                        • urquhart Re: AAndziu :) 20.04.09, 19:17
                          sagittka napisała:
                          > Tylko że faceci tez lubią mieć czysto i zaczynają to doceniać jak
                          > już zabraknie siły roboczej w domu.

                          rzadko docenia na tyle żeby się sami za to wziąć :)
                          samotni raczej zarastają brudem albo kogos wynajmą, ew. mama umyje :)
                          • kinkygirl Re: AAndziu :) 21.04.09, 23:36
                            ze wszystkih mozliwych osob, akurat MAMY bym do tej ANALOGII nie mieszala :))
            • zakletawmarmur Re: Ciemnogród pod politurą z pornosów głęboko uk 21.04.09, 00:35
              > Otóż my, erotycznie naładowani, żyjemy tu, gdzie żyjemy, i mamy
              > wtłuczone do głowy, że potrzeby partnera się zaspokaja.

              Nawet jeśli tą potrzebą zawsze jest prosty seks bez gry wstępnej?

              > Jeśli przeciętny Polaku płci przeciwnej, nie będziesz się starał, by
              > zaspokoić różńorakie potrzeby dnia codziennego swojego partnera, to
              > w powszechnym osądzie będziesz partnerem złym, albo co najmniej
              > niewystarczająco dobrym.

              Zgadza się. Tylko czy wtedy mamy prawo go oszukiwać? IMO jeśli partner nie
              spełnia naszych potrzeb to mamy prawo: odejść lub zaakceptować. Żeby było
              sprawiedliwie możemy powiedzieć wprost "Nie bzykasz mnie tak jak lubię, mówiłam
              Ci wiele razy o co mi chodzi, nie dostosowałeś się. Jutro zaczynam szukać
              kochanka, jeśli Ci to przeszkadza to rozwiedź sie ze mną". Jeśli mąż nie spełnia
              naszych potrzeb to my nie musimy spełniać jego potrzeby, żebyśmy były wierne.
              Tylko niech facet ma taki sam wybór jak my. Rozwieść się lub zaakceptować... To
              w moim odczuciu byłoby fair play!

              Co do męża.
              > niewystarczająco dobrym. No więc, jesli facet powie: "sorry kotku,
              > mnie robota za 2 tys. wystarcza do szczęścia, chociaż mógłbym się
              > szrpnąć na więcej"

              Jeśli zawsze zarabiał tyle to żona powinna akceptować. Mam taki przykład w
              domu... Mój facet pomimo świetnego, specjalistycznego wykształcenia też zarabia
              dużo mniej niż by mógł. Nigdy bogaty nie był i mogłam od razu wyczytać, że
              kokosów do domu przynosić nie będzie (akurat nie przyszło mi do głowy, żeby tak
              faceta analizować pod kątem ambicji czy przyszłych zarobków:-). Nigdy nie będzie
              to dla mnie powodem, żebym mogła za jego plecami bzykać się z bogatszymi. Mogę
              próbować go zmobilizować (co zresztą robię), mogę odejść lub zaakceptować!
              Zresztą myślę, że taki brak ambicji ma też swoje plusy: nie padnie mi na zawał
              serce przed 40, często bywa w domu itp.:-) A co z facetami, którzy świadomie z
              dużych pieniędzy rezygnuj bo kochają swoją pracę (np. streetwalker zajmujący się
              ćpunami)? Czy powinni je porzucać bo żonka to materialistka? Mnie np. by to nie
              przeszkadzało i cieszyłabym się mając takiego męża. Jeśli materialistce
              przeszkadza niech udostępni męża takim kobietom, dla których to nie będzie
              problem:-)

              zmieni, bo taka jest jego natura". Gówno prawda. Pewne ograniczenia
              > się pokonuje. Nie jest to wielka filozofia. Co więcej, potem leń
              > jest wdzięczny losowi i patrnerowi, że został zmuszony do pewnych
              > działań.

              Brawo o to mi chodzi!!! Glam pisała wyraźnie jaki facet jest (link i cytat
              zamieściłam wyżej). Z opisu jasno wynikało że facet totalnie nie potrafi
              zakumać, że w erotyka może być komuś do szczęścia potrzebna... Teraz Glam
              zmieniła zdanie i piszę już o możliwości zmiany jego zachowania. Mogłaby to
              wykorzystać coś zrobić w tym kierunku! Ale zdrada jest w kierunku przeciwnym!!!

              > tekstem: "on/ona taki jest i nie musi się zmieniać, to jego prawo".
              TO PISAŁA GLAM!!! Dlaczego miałabym jej nie wierzyć? Ja od początku sugerowałam
              coś innego, ale Glam w zaparte udowadniała mi coś innego!!!
              > Nawet największy tłuk i sklerotyk zna
              > podstawowe nawyki i potrzeby partnera po miesiącu wspólnego
              > zamieszkiwania. I nawet średnio empatyczny osobnik stara się
              > ułatwiac i umilac zycie partnerowi w takich drobiazgach. Dlaczego
              > niektórzy nie są w stanie zapamiętac paru prostych informacji
              > dotyczących upodobań erotycznych swojego partnera?

              Nie zawsze. Czasami musimy mieć też silniejszą potrzebę, żeby przełamać się do
              czegoś co nie leży w naszej naturze, czego nie lubimy. Glam musiałaby dać coś z
              siebie. Samo marudzenie nie pomoże... Tylko Glam chyba nie o to po prostu chodzi...
              • glamourous Re: Ciemnogród pod politurą z pornosów głęboko uk 21.04.09, 09:01

                zakletawmarmur napisała:


                żeby przełamać się do
                > czegoś co nie leży w naszej naturze, czego nie lubimy. Glam musiałaby dać coś z
                > siebie. Samo marudzenie nie pomoże... Tylko Glam chyba nie o to po prostu
                chodzi...

                ... bo Glam pragnie zdradzic za wszelka cene, tak? O co chodzi Glam, napisala
                ona ponizej, odpowiadajac na posty Stine. Ze gdyby maz rzucil mi od czasu do
                czasu (np. raz na tydzien) jakis ochlap czy erzac erotycznego zachowania, to o
                kochanku mowy by nie bylo : moj zwiazek jest tak fajny i tyle nas laczy, ze
                bylabym przeszczesliwa, gdybym nie musiala wystawiac go na az taka probe.

                Widzisz, Zakleta, twoj staz na forum wynosi polowe czy moze nawet jedna trzecia
                mojego. Nie czytalas wszystkich postow, ktore pisalam tu od poczatku mojej
                forumowej "kariery" (od, bagatela, roku 2005!!)Nie wiesz jak dluga droge
                przeszlam, jak sie z mezem nauzeralam przez te wszystkie lata (onanizm, brak
                inicjatywy itp) Gdybym byla osoba, ktora latwo sie poddaje i ktora jak
                sugerujesz nie robi nic tylko sobie ROSCI i wymaga nie dajac nic w zamian to
                albo nie bylabym juz z mezem, albo juz DAWNO przygadalabym sobie gacha. Nie masz
                pojecia ile ja sie nawalczylam i nadawalam w tym zwiazku. Ile wyrozumialosci
                musialam okazac, ile razy zagryzac zeby. Jak mozesz, zupelnie mnie nie znajac,
                sugerowac, ze ja TYLKO marudze ?? Ech, nie dyskutuje juz z Toba wiecej, bo
                bawisz sie w analizy i wydajesz niesprawiedliwe sady choc pojecia nie masz o
                czym piszesz :-///
                • zakletawmarmur Re: Ciemnogród pod politurą z pornosów głęboko uk 21.04.09, 09:52
                  Nigdzie nie napisałam, że chcesz zdradzić za wszelką cenę... Gdyby tak było już
                  dawno byś to zrobiła a nie przekonywałabyś się do tego przez tyle długich lat.
                  Napisałam wcześniej dokładnie o co mi chodzi. IMO zdrada nie jest dla Ciebie
                  zwykłym hop-siup, dlatego uruchomiłaś tą lawinę... Myślę jednak, że sama wiesz
                  najlepiej jak jest na prawdę i to co robisz i co piszesz tu na forum nie jest
                  bezmyślnym dryfowaniem... Na tyle doceniam Twoją inteligencje.
                  Swoją drogą to w jaki sposób przeczytałaś mój post też świadczy o Twoim
                  podejściu do sprawy zdrady... Masz bardzo silne negatywne skojarzenia osób
                  zdradzających.

                  Myślę, że faktycznie dyskusja nie ma sensu. Chyba faktycznie nie tego Ci teraz
                  trzeba i powinnam siedzieć cicho.

                  Ps
                  Nie potępiam wcale zdradzających... To ich sprawa. Lubie jednak jasność
                  sytuacji. Sama nie zawsze podejmuje moralnie dobre decyzje. Często emocje
                  wygrywają. Wolę mieć świadomość dlaczego postępuje tak a nie inaczej. Nawet gdy
                  nie jest to dla mnie proste do przełknięcia. Wszyscy jednak jesteśmy inni i
                  błędem jest dawanie komuś rad, w oparciu o własne potrzeby.
    • malina-kalina Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 18.04.09, 17:23
      Rzadko tu piszę (prawie nigdy) za to podczytuję dość regularnie.I
      dzisiaj zainteresował mnie ten wątek przeczytałam cały i myślę sobie
      tak: Avide ma rację co do pogodzenia się z faktami.Tak jest i albo
      zostaje i biore co dają albo szukam nowego. Jeśli ta druga strona
      nie zechce zmiany nie poczuje potrzeby to można klaskać uszami i tak
      nic się nie zmieni.
      Ale Glamourous Ja byłam sytuacji o której piszesz i do niczego nie
      doszło było miło chodzić do pracy wiedząc że moge sobie popatrzeć na
      fajny zgrabny tyłeczek i ogólnie bardzo przyjemną
      całość...Wiedziałam że do konsumpcji nie dojdzie bo kocham mojego W.
      ale to było miłe i energetyczne uczucie dające właśnie tego speeda
      więc to nie MUSI się zakończyć zdradą, rozpadem związku itp., itd
      jak wieszczą tu niektórzy ale oczywiście ryzyko jest...Pare lat temu
      też byłam w takiej sytuacji i niestety nie oparłam się
      pokusie....więc na dwoje babka wróżyła...

      Podsumowując chciałam tylko napisać że rozumiem Cię bardzo dobrze i
      cieszę się że nie tylko Ja jestem "taka" dobrze wiedzieć że inni
      myślą podobnie ;-)
      Uważam też że to nie musi skończyć się klęską Twojego mmałżeństwa.
      Życze miłej zabawy i jak najdłużej tego stanu lekkigo acz
      przyjemnego podekscytowania...
      • aniorek Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 18.04.09, 21:01
        Tia, a maz niech sobie zyje w slodkiej nieswiadomosci.

        To, ze piszesz "Ja" z duzej litery, jest bardzo znamienne.
        • anais_nin666 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 19.04.09, 00:15
          A mąż skoro jest dupa to niech właśnie żyje w słodkiej nieświadomości. Facet z
          jajami dawno coś by zrobił z sugestią, że nie jest w związku żonie fajnie, bo...
          Wymienionych punktów miał masę, ale nie zrobił nic. Bo jemu jest dobrze.... Nie
          dziwię się Glam. Mąż nie jest wartością samą w sobie;)
          • lilyrush Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 19.04.09, 11:19
            Glam jest duza dziewczynka ;-) i wie co robi. Jaka jest Glam i mąż Glam i
            małżeństwo Glam wie dokładnie tylko sama Glam. My mamy tu tylko nasza wizje
            sytuacji zbudowana na podstawie postów. A wizja z postów moze sie baaaardzo
            różnić od rzeczywistości. Miałam przykład na sobie, kiedy dowiedzialam sie, ze
            podobno do mnie to bez kija nie podchodź ;-)

            Ja czytam ten wątek z zaciekawieniem dokąd to zaprowadzi. I ciesze sie, ze Glam
            chce sie z nami tym podzielić :-)
          • stinefraexeter Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 19.04.09, 11:27
            Nikt nie pochwala samolubstwa u mężów i żon nieszczęśliwych forumowiczów.

            Pewnie, że bycie egoistą w łóżku i w życiu to rzecz godna potępienia.

            Ale nasze małżeństwa raczej nie są aranżowane i nikt nas nie zmusza do
            poślubiania obcych nam osób.

            Jeśli wyjdę za faceta lenia kanapowego, to pretensje będę mieć nie tylko do
            niego, ale też do siebie...
            • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 19.04.09, 13:30
              stinefraexeter napisała:

              > Jeśli wyjdę za faceta lenia kanapowego, to pretensje będę mieć nie tylko do
              > niego, ale też do siebie...

              Często jednak jest tak, ze nie wychodzimy za lenia kanapowego, tylko za osobę
              odpowiadającą naszym oczekiwaniom, która dopiero POTEM w sposób niereformowalny
              osiada na laurach - i to jest powodem naszej frustracji.
              Ja nie mam do siebie pretensji za to ze poślubiłam niewłaściwego faceta, tylko
              do tego faceta, ze moje potrzeby (wcześniej spełniane) kwituje zdaniem : "oj,
              już daj spokój, tez masz fanaberie - PO TYLU LATACH jeszcze ci się reki pod
              spódnicą zachciewa - nie jesteśmy przecież parą szczeniaków na randce, tylko
              MAŁŻEŃSTWEM"

              To "po tylu latach" brzmi tak, ze czuje się jak na jakiejś koszmarnej
              emeryturze. Tymczasem mamy za sobą dopiero 6 lat związku z czego polowa na
              odległość i 2,5 roku małżeństwa ;-/
              • stinefraexeter Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 19.04.09, 20:51
                Ale wiesz, to trochę zmienia postać rzeczy.

                Bo ja cały czas rozumiałam, że od początku miałaś problemy w tej kwestii z mężem
                - zanim jeszcze został twoim mężem.
                Wywnioskowałam, że od zawsze brakowało ci w seksie tej namiętności i fantazji,
                że on w ogóle miał nieciekawe nawyki (te masturbacje przed kompem).
                Teraz natomiast zrozumiałam, że on się kiedyś jeszcze starał, a teraz spoczął na
                laurach i zbywa twoje potrzeby uwagami o fanaberiach.

                Jeśli tak, to oczywiście zupełnie inaczej widzę twoje pobudki i doskonale
                rozumiem twoją frustrację. No i obawiam się, że rzeczywiście, jeśli rozwód nie
                wchodzi w grę, to chyba to jest jedyne rozwiązanie dla ciebie... Kto wie, może
                mąż się zorientuje i nagle dostanie kopa do działania? Powodzenia życzę!
              • riki_i Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 19.04.09, 23:41
                Nie usprawiedliwiam bynajmniej męża Glam, ale oczekiwanie, że po
                paru latach mąż przysporzy motylków w brzuchu a la pierwsza randka
                trąci naiwnością. Mężczyźni, a przynajmniej ich statystyczna
                większość (pomijam niezaspokojonych forumowiczów tutejszego forum),
                w długotrwałych związkach chcą mieć przede wszystkim ŚWIĘTY SPOKÓJ,
                co dotyczy również sfery seksu.

                Skąd się to bierze? Chyba z atawizmu. Jeżeli jaskiniowiec złowił
                zwierzynę i zaciągnął ją do jaskini, to może siłą rozpędu jeszcze
                trochę ją potorturuje na początku, ale potem to już jest JEGO
                ZDOBYCZNA ZWIERZYNA i starać się o nią nie trzeba. A zatem nocne
                podchody i polowania na grząskim bagnie są już po prostu
                niepotrzebne - zwierzyna leży ubita w kącie jaskini i nie ma nic do
                gadania;-)

                IMO jeśli małżeństwo jest ogólnie udane, można się ZAWSZE dogadać.
                Każdy związek z drugim człowiekiem jest sztuką kompromisu i coś
                trzeba poświęcić. Ja już pisałem, że samoograniczając się i stosując
                broń rzekomej aseksualności, Glam mogłaby ze swojego męża raz na
                jakiś czas wydobyć małą seksualną bestię. Oczywiście rzadko i pewnie
                nie tak jakby do końca chciała. Ale tu trzeba wyjść poza własne ego
                i takież ksobne potrzeby oraz okazać trochę empatii. Poza tym, po 6
                latach związku powinny pojawić się już inne długofalowe potrzeby -
                bliskości, przytulenia, czułości itp. , które częściowo przykryłyby
                niedostatki sfery czysto seksualnej. O ile tego nie ma, to znaczy,
                że coś ogólnie nie gra. Może Glamourous zatrzymała się na etapie
                pierwotnej seksualności w związku i po prostu wiecznie poszukuje
                pierwszego ukłucia w brzuchu, pierwszego dotyku, pierwszego seksu i
                pierwszych miłosnych emocji? Może to Glam jest niedojrzała do
                stałego związku? Może wybujała seksualność przykrywa jej wszystko
                inne i zaburza trzeźwe postrzeganie rzeczywistości? Przecież ten
                potencjalny kochanek po kilku latach równie dobrze może się tak samo
                okazać leniwcem kanapowym... albo skieruje swoją łobuzerską
                seksualność w stronę kolejnej samiczki co byłoby chyba jeszcze
                gorsze;-)

                Ps. Świadomie prowokuję, ale w zbożnym celu:)

                • hannahra Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 08:53
                  > IMO jeśli małżeństwo jest ogólnie udane, można się ZAWSZE dogadać.

                  Dogadac jak? Jakbys sie dogadal w moim przypadku? Marze o wykrzesaniu czegokolwiek z mojeje drugiej polowki, owszem jest przytulenie, troska itp. i... calkowita aseksualnosc. Bardzo dlugo probowalam, wszystkiego chyba. Niestety. Czy ja mam juz do konca zycia nie zaznac sexualnej przyjemnosci? Nie jestem jeszcze stara:) i wizja zycia bez sexu i bez pozadania mnie przeraza... wiec jak mozna sie dogadac?
                  • songo3000 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 10:30
                    hannahra napisała:

                    A co tu 'dogadywać'? Albo jest 'kręceni' albo go nie ma. Od 'dogadywania' go nie przybędzie.
                    Jeśli nie ma popędu 'globanie' bo:
                    - jest choroba ciała to można leczyć
                    - jest choroba duszy to można pomóc
                    - jest choroba związku to można ... się zwiąć :)

                    > Nie jestem jeszcze sta
                    Masz > 16 lat? "To Ty stara dupa jesteś" za 'klasykiem' cytując ;)
                    • hannahra Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 10:49
                      songo3000 napisał:
                      > A co tu 'dogadywać'? Albo jest 'kręceni' albo go nie ma. Od 'dogadywania' go
                      nie przybędzie.

                      nie ma? juz nie ma, a moze z jego strony nigdy nie bylo, za duze roznice
                      kulturowe w tej tematyce
                      ja na moj nie narzekam, mam az za duzo

                      chyba najtrudniejszym aspektem jest to ze oprocz permenentnego braku sexu cala
                      reszta jest bardzo ok, zwiazek, czulosc, cele zyciowe itp

                      > Masz > 16 lat? "To Ty stara dupa jesteś" za 'klasykiem' cytując ;)
                      oj oj, niech bedzie ze stara ;) ale za to jedrna i niezaspokojona :)
                      • songo3000 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 10:52
                        hannahra napisała:

                        > oj oj, niech bedzie ze stara ;) ale za to jedrna i niezaspokojona :)
                        Aaa to przepraszam :))
          • aandzia43 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 19.04.09, 14:02
            Facet z
            > jajami dawno coś by zrobił z sugestią, że nie jest w związku żonie
            fajnie, bo..
            > .
            > Wymienionych punktów miał masę, ale nie zrobił nic. Bo jemu jest
            dobrze....

            Jemu jest dobrze, kiedy jej jest bardzo źle. I już to jest bardzo
            nie w porządku.

            Problem miał wyłozony, wyłuszczony i obgadany nie raz. Nic nie
            zrobił (albo wykonał jakies drobne, kosmetyczne ruchy), bo i tak
            wiedział, ze zawsze dostanie od niej to, na czym JEMU zalezy. Czy ma
            prawo żądac wyłączności w dziedzinie życia, do której się nie
            dokłada? Moim zdaniem nie ma. Jeśli nie partycypuje w kosztach
            budowania atmosfery erotycznej w zwiazku, niech nie płacze, ze
            żona "posila się" gdzieś na boku. Inaczej zdechłaby przy takim
            skąpcu, niezdolnym (?), a na pewno niechętnym do dawania
            czegokolwiek poza kopulacją.

            Czy można żądac od beznogiego, że będzie nam towarzyszył w naszych
            ulubionych wycieczkach pieszych? No nie, bo byłoby to okrucieństwem.
            Ale ja wiem, że sporo tych "beznogich" w sytuacji zagrożenia
            zachowuje się jak jaszczurka po urwaniu ogona. Nagle noga im wyrasta
            i okazuje się, że jak w tym dowcipie "no i co, kurwa, dało się to
            zrobic, dało się!". Rzecz w tym, że tak naprawdę nigdy wcześniej nie
            przeżyli sytuacji prawdziwego zagrożenia i nie byli do niczego
            zmuszeni. Noga nei była im do niczego nie potrzebna, bo i tak ktoś
            dźwigał ich na swoim garbie i odwalał całą robotę. Tzn. budował
            atmosferę, podgrzewał ją, utwierdzał w kobiecości (Avide swoją
            małżonkę), w męskości (Glam męża, ja swojego), dbał o ciągłośc
            pożycia. A pozornie beznogi pasożyt czerpał i czerpał i pasożytował
            sobie dalej. Bo przecież nie jest tak, że nasi nieerotyczni
            małżonkowie nie potrzebują zupełnie tej sfery. Oni jej potrzebują,
            ale nie partycypują w kosztach budowania jej.

            Ewentualne cierpienie męża Glam porusza mnie tyle, co zeszłoroczny
            śnieg. Jest szansa, że to ostatnia szansa dla tego faceta. Poza tym
            może Glam w końcu wkurwi się zdrowo i do spodu, bo te jej
            pokrzykiwania na małżonka, które stosowała do tej pory, nie mogły
            skłonic go bardziej radykalnych ruchów.

            Pozdrawiam Glam. Wsciekłośc bywa czasem dobrym napędem:-)

            • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 19.04.09, 21:36
              aandzia43 napisała:

              > Noga nei była im do niczego nie potrzebna, bo i tak ktoś
              > dźwigał ich na swoim garbie i odwalał całą robotę.

              Przypowieść o beznogim straszliwa w swoim naturalizmie, lecz dokładnie tak to
              wygląda. Ja jestem aktualnie na etapie, ze mam już lekko dosyć samotnego pchania
              tego opornego wózka z biernym konsumentem na pokładzie.
              Pozdrawiam Ciebie, pozdrawiam Anaïs.
              • hannahra Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 19.04.09, 22:09
                ja nie potrafilam takiego wozka pchac sama dalej, po kilku latach prob i porazek poddalam sie, juz nie probuje z nim, ponac jestesmy bardzo udanym malzenstwem, tak to widac gdyz nikt nie zaglada do sypialni gdzie... nic sie nie dzieje i chyba juz dziac nie bedzie, "nogi" nie wyrosna

                glamourous - podziwiam za wytrwalosc w nieprzekraczaniu granic, ja nie jestem taka "dzielna", samo zycie

                pozdrawiam


            • stinefraexeter Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 15:29
              Przykład z beznogim akurat jest nie do końca trafiony, moim zdaniem. Jasne, w
              skrajnych wypadkach można się wznieść ponad codzienne ograniczenia, ale to wciąż
              wymaga od beznogiego wielkiego wysiłku, znacznie większego niż w przypadku
              beztroskich "nożnych".

              Nie za bardzo rozumiem, co chciałaś zobrazować?
              No, kurde, jasne, da się, ale tylko na chwilę i tylko jak długo adrenalina huczy
              w żyłach.

              Takiego stanu nie da się jednak utrzymać permanentnie, bo on z samej swojej
              natury jest WYJĄTKOWY.

              Bezonogiemu wreszcie może udać się wspiąć na szczyt schodów i będzie szczęśliwy,
              ale zajmie mu to tyle czasu, że ja zdążę przebiec się wte i wewte z pięć razy.
              On nigdy nie dorówna mi kroku.

              Tam można się zabawić raz, gdy płonie dom i trzeba ratować życie. Ale
              oczekiwanie takiego intensywnego wysiłku w życiu codziennym jest jakimś
              nieporozumieniem.
              • gomory Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 16:30
                > Ale oczekiwanie takiego intensywnego wysiłku w życiu codziennym
                jest jakimś nieporozumieniem.

                Sytuacja dla mnie nie tyle jest nieporozumieniem co napawa lekkim
                niesmakiem. Wyobrazilem sobie te scene i coz... zal nad wysilkami
                beznogiego skutecznie stepia mi radoche z beztroskiego skakania po
                dwa stopnie w dol i na gore. Kazde rozwiazanie jest niewesole:
                kicanie obok, skakanie w przod czy tez na boki.
              • aandzia43 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 16:42
                Masz rację, przykład z beznogim trochę hardkorowy;-)
                Ale nie chodzi mi o zmuszanie beznogiego do straszliwego wysiłku i
                samotnego wspinania się na górę. Chodzi mi raczej o włożenie wysiłku
                we WSPÓLNĄ wspinaczkę. Jest ogromna różnica między uwaleniem się
                komuś na plecach podczas wspinaczki, a kicaniem na jednej nodze i
                takim wspomaganiem wspólnej podróży.

                Jak chłop zarabia 3tys., a baba ma średni talent do zarobkowania, to
                jest ogromna różnica między sytuacją, kiedy baba zarobi 0, a
                sytuacją, kiedy baba się spręży w sobie, ruszy tłuste dupsko i
                zarobi 1,5tys. Jest różnica, nie?
                Jak chłop organicznie nie lubi sprzątać chałupy to niech nie pucuje
                okien, podłogi i psich misek. Ale niech przynajmniej nie bałagani i
                na bieżąco sprząta po sobie. Różnica między sprzątaniem wszystkiego
                po wszystkich przez cały tydzień, a jedynie
                cotygodniowym "dokładnym" sprzątaniem jest wielka.

                Z seksem podobnie. Można dbać o 75% erotyki bez szczególnego
                wysiłku, bólu i zmęczenia. I wszystko fajnie funkcjonuje. Ale o 100%
                się długo nie da. Przerabiałam. I jedną i drugą opcję z tym samym
                chłopem.

                • stinefraexeter Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 20:25
                  Oczywiście, zgadzam się z tobą, że najlepiej połączyć wysiłki.

                  Tyle tylko,że w takim układzie tak naprawdę zyskuje tylko beznogi. Bo "nożny"
                  nie tylko nie może sobie biec radośnie dalej, ale musi zwolnić i na dodatek jest
                  obarczony dodatkowym ciężarem.

                  Ale rozumiem, o co ci chodzi. Tylko przykład mi się wydał nie do końca trafiony.
                  • aandzia43 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 20:41
                    stinefraexeter napisała:

                    > Oczywiście, zgadzam się z tobą, że najlepiej połączyć wysiłki.
                    >
                    > Tyle tylko,że w takim układzie tak naprawdę zyskuje tylko beznogi.
                    Bo "nożny"
                    > nie tylko nie może sobie biec radośnie dalej, ale musi zwolnić i
                    na dodatek jes
                    > t
                    > obarczony dodatkowym ciężarem.

                    Niekoniecznie zyskuje tylko beznogi. Ten z nogą, jeśli zwoli tylko
                    trochę nieszczęśliwy nie będzie. Wyrównuje się to intensywniejszą
                    działalnością naszego beznogiego (matkobosko, ale metaforę walnęłam
                    i teraz muszę się jej trzymać;-) na innych płaszczyznach. Partner 1.
                    jest obrotniejszy finansowo, partner 2. bardziej twórczy i wnoszący
                    ożywcze powiewy w związek, 1. bardziej erotyczny i więcej
                    dokładający do żaru sypialnianego, 2. jest lepszym rodzicem...i tak
                    się to przeplata całkiem sprawnie i ku obopólnemu zadowoleniu. Nie
                    można mieć wszystkiego (mantra tego forum) i ja się z tym zgadzam.
                    Ale kiedy jakaś sfera jest W CAŁOSCI na jednej głowie, to związek
                    będzie mocno kulawy. Wyjątek mogą stanowić finanse u bardzo bogatych
                    ludzi.
                    • stinefraexeter Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 20:55
                      Rozumiem, o co ci chodzi chyba.

                      Kompromis ze strony nożnego (Glam) jest rekompensowany przez zaangażowanie ze
                      strony beznogiego (mąż), tak?
                      (metafora rzeczywiście dramatyczna ;) )

                      Nie wiem jednak, czy ten nieszczęsny beznogi mąż rzeczywiście się nie angażuje,
                      czy też może Glamorous jednak coraz bardziej zmęczona swoim kompromisem i chce
                      sobie wreszcie pobrykać.
                      • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 21:50
                        stinefraexeter napisała:

                        > Nie wiem jednak, czy ten nieszczęsny beznogi mąż rzeczywiście się nie angażuje,
                        > czy też może Glamorous

                        Tfu, na psa urok, no już dajcie spokój ;-)))))))
                        Swoja droga, abstrahując od meritum, metafora Aandzi odmieniana przez wszystkie
                        przypadki w kolejnym, n-tym już poście coraz bardziej mi trąci Monty Pythonem ;-))
                        • aandzia43 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 22:05
                          Ghy, ghy, ghy... Andzie bardzo lubią Monty Pytona (mlask) A jeszcze
                          bardziej Topora. Rolanda (mlask, mlask) I Cztery róże dla Lucienne;-)
                          Dobra, kończymy z beznogim. Z żalem niejakim.
                          • brak.polskich.liter OT - beznogi 20.04.09, 23:19
                            A moze kwadruplecik? Jeszcze wiekszy hardkor, niz beznogi...

                            I would jog and I'd start rowing,
                            Every day you'd see me going to the park and to the gym
                            I'd go drinking in the pub and every evening I'd go clubbing
                            If I only had some limbs
                            I would learn to play the trumpet
                            Cos just sitting on my stump it tends to make my life quite grim
                            I'm content but I'd be more so if I wasn't just a torso
                            If I only had some limbs
                            Oh I just sit and cry, a quadruple amputee
                            I just hang around all day and watch TV
                            But that's the life of quadrapleg-ics
                            I'd play cards and I'd play scrabble,
                            Not just spend my days imagining a life where I had shins
                            Cos I've never had a date, hell I can't even masturbate
                            Oh if I only had some limbs

                            :D
    • yayamiomur dwie sprawy 20.04.09, 16:31
      glam,
      długo się zastanawiałem nad tym, co tu napisać (a wątek już nie pierwszej świeżości więc i czas na myślenie był).

      od pierwszego wejrzenia miałem taką myśl - "no jak ty możesz robić takie świństwo mężowi - jak byś się czuła w sytuacji odwortnej?"

      od pierwszego pomyślenia, przyszło mi do głowy, że "fantazje są od fantazjowania, nie trzeba się nimi dzielić, fajnie je mieć, szczególnie, kiedy pomagają".

      od pierwszego przemyślenia, doszedłem do wniosku, że "kodujesz sobie wzorzec, któremu twój mąż nigdy nie będzie mógł sprostać (bo nie jest libertyńskim blondynem)".

      natomiast mój ostateczny wniosek brzmi: "a w cholerę z tym wszystkim - co ma być to będzie. wiesz, co robisz i jakie jest ryzyko."

      ____________
      druga sprawa:
      nie wiem, czy sobie zdajesz sprawę ale twój wątek wkroczył do pierwszej dziesiątki najpopularniejszych wątków na forum (w/g liczby postów).
      w związku z tym, składam wniosek do komisji regulaminowej o przyznanie ci tytułu honorowego troll'a tego forum. pozdrawiam!
      • glamourous Do Yayami 21.04.09, 16:48

        yayamiomur napisał:

        > bo nie jest libertyńskim blondynem)".

        Dopiero teraz sie doczytalam i oczom nie wierze : skad u licha
        wiesz, ze mister Libertyn jest akurat blondynem?? Tak strzeliles w
        ciemno czy moze bliscy mi forumowicze wygadali pikantne szczegoly
        gdzies za moimi plecami?? ;-))))
    • sagittka Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 16:41
      aandzia43:
      "Dlaczego do jasnej cholery, nie można zapamiętac, wtłuc sobie do
      głowy, że nasza ukochana (?) osoba lubi i potrzebuje do szczęścia
      tego dotykania uda w czasie jazdy samochodem, tego miziania w szyję
      podczas mijania się w kuchni, esemesa z leciutko erotycznym
      podtekstem itd? Dlaczego nie można wdukowac sobie na twardy dysk
      tych paru prostych informacji, by wykonywac pewne czynnosci raz na
      jakiś czas, nawet nie codziennei."


      Można i należy, tak jak nauczyć się i zapamiętać czy partner słodzi
      kawę i jakie pieczywo lubi. Tylko czy to nam wystarczy?
      To wyobraźmy sobie, że facet przeszedł szkolenie uerotyczniające i
      wykuł na pamięć jakie zachowania ma prezentować w odpowiednich
      sytuacjach. Czyli w samochodzie kładzie rękę na udzie, w kinie pod
      spódnicę, a gdy tylko żona zaczyna kroić jarzyny zrywa się i
      podbiega do niej żeby pocałować ją w szyję. Czy takie gesty
      odbierzemy jako erotyczne, jeśli nie będą spontaniczne?

      Z drugiej strony sama w wątku kazigugu pisałam jak ważne są
      takie "momenty" i seks na nich oparty. Jednak mimo tego, że sama
      uwielbiam takie sytuacje, nie miałyby one dla mnie walorów
      erotycznych jeśli byłyby wymuszone i sztuczne jak goździki w dniu
      kobiet.
      • aandzia43 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 17:03
        Czy takie gesty
        > odbierzemy jako erotyczne, jeśli nie będą spontaniczne?

        Jednak mimo tego, że sama
        > uwielbiam takie sytuacje, nie miałyby one dla mnie walorów
        > erotycznych jeśli byłyby wymuszone i sztuczne jak goździki w dniu
        > kobiet.

        Wiesz, tak mi się kiedyś wydawało. Jak mi psycholog mówił o takim
        właśnie "mechanicznym" rozwiązniu (nie dotyczyło to chyba akurat
        erotyki), to fuknęłam, że to takie nienaturalne i niezadowlające.
        Ale jak zaczęliśmy sprawiać sobie przyjemności, iść na ustępstwa,
        pamiętać o drobnych, a ważnych dla drugiej strony gestach (dla nas
        nieważnych i nieistotnych), to radosna reakcja drugiej strony była
        taką nagrodą, że następnym razem (no, może za którymś tam razem),
        zachowanie niepraktykowane wcześniej wchodziło w krew i już nie było
        sztuczne i wymuszone. Było codziennością. I gesty nieważne,
        nieistotne i do tej pory niepraktykowane stały się miłą rutyną dla
        wykonującego je. I po jakimś czasei dla tego wykonującego je też
        stały ważne. Już nie tylko dlatego, ze wywoływały uśmiech na twarzy
        męża/żony. Same w sobie przynosiły zadowolenie.
        • sagittka Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 17:29
          > Wiesz, tak mi się kiedyś wydawało. Jak mi psycholog mówił o takim
          > właśnie "mechanicznym" rozwiązniu (nie dotyczyło to chyba akurat
          > erotyki), to fuknęłam, że to takie nienaturalne i niezadowlające.

          Ja też tak reagowałam, a teraz widzę że z czasem trzeba zrezygnować
          ze spontanicznego erotyzmu opartego wyłącznie na pożądaniu. Gdybym
          miała czekać na namiętny i porywczy seks (i to równie namiętny z obu
          stron), to może 3 razy w roku byśmy się na siebie rzucili. Mniej
          więcej tak często zdarza się taka aura, że dzieje się coś
          niezwykłego, co potem się pamięta długo.
          Cała reszta to w miarę satysfakcjonujący seks będący wynikiem
          świadomych działań, prowokacji, tworzenia atmosfery, itp. I to
          właśnie to regularne współżycie małżeńskie zaspokaja potrzeby
          seksualne, działa więziotwórczo i mobilizuje do dbałości o cidzienne
          relacje. Tak więc po 18 latach związku nie jestem już romantyczną
          idealistką.
          Jednak mimo wszystko gesty, o których pisałaś i o których brak glam
          ma żal do męża, są na delikatnej granicy zmysłowości, czułości, czy
          właśnie pożądania. Jak papierek lakmusowy pokazują nastawienie
          partnera i trudno to dobrze zagrać.
          O ile mogę sobie wyobrazić, ze np. w ramach jakieś umowy, uprawiam
          seks z fajnym mężczyzną 3 razy w tygodniu, w konkretnie ustalonych
          pozycjach (to żadna sztuka i żaden problem techniczny), o tyle
          trudno mi sobie wyobrazić, ze w ramach tej umowy szczerze okazuję mu
          czułość czy podniecenie, którego nie ma, np. w formie muskania
          ustami jego płatków uszu podczas czytania przez niego książki. To
          byłoby oczywiście do zrobienia, ale takie gesty jeśli nie są
          szczere, to stają się śmieszne albo żałosne.
          • aandzia43 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 18:01
            > trudno mi sobie wyobrazić, ze w ramach tej umowy szczerze okazuję
            mu
            > czułość czy podniecenie, którego nie ma, np. w formie muskania
            > ustami jego płatków uszu podczas czytania przez niego książki. To
            > byłoby oczywiście do zrobienia, ale takie gesty jeśli nie są
            > szczere, to stają się śmieszne albo żałosne.

            Pewnie, bo jak nie ma w ogóle czułości, resztek pociągu, potrzeby
            bycia ze sobą blisko, to nie ma co reanimować takiego trupa. Ale w
            większości małżeństw to jest, i jest co ratować. Większość
            rozpadajacych się małżeństw to wcale nie są trupy.
            Byliśmy raz na spotkaniu półprywatnym z panią psycholog, nie
            prowadzącą już wtedy terpii małżeńskich (zajęła się czymś innym).
            Byłam przekonana, że moje małżeństwo to trup kompletny, koleżanka,
            która nas do niej skierowała tym bardziej. Na koniec spotkania, na
            którym zresztą dostałam ataku płaczu, pani powiedziała, że mamy
            wielkie szanse na to, by ze sobą być i to być szczęśliwie. W ogóle
            jej nie uwierzyłam. Potem koleżanka powiedzaiła, że pani jej
            powiedziała jedno zdanie: Oni się kochają. Kolezanka była bardzo
            sceptycznie nastawiona do tej... diagnozy fachowca (choć bardzo ją
            ceniła), a ja pomyślałam: Ale się babie pokiełbasiło we łbie. Ku
            wielkiemu zaskoczeniu wszystkich (a może nie wszysktich) "baba"
            miała rację. Zobaczyła coś takiego, co sprawiało, że związej
            rokował. Jakieś resztki czułości, pociągu, pasji... Jeśli w tak
            skłóconym i zniechęconym do siebie związku, jak nasz, był potencjał
            na lepsze jutro, to tym bardziej widzę go w parach, o których
            chociażby czytam na forum (ale w realu też znam). Pamietam siebie
            sprzed lat i widzę te pary teraz, na bieżąco. U nas było gorzej, niż
            u wielu.

            A powracając do gestów. Jeśli ktoś nie lubi ciała partnera i jego
            uszy wzbudzają w nim niechęć, to nie ma co go zmuszać do muskania
            ich. Ale to może niech wcale z nim nie sypia. Tak będzie uczciwiej.
            Jeśli natomiast lubi partnera, lubi jego ciało i bliskość z nim,
            pożąda go choć trochę, to nie będzie szczególnym gwałtem na naturze,
            jeśli będzie pamiętać o paru przyjaznych gestach, których wcześniej
            nie wykonywał (przez niewiedzę, lenistwo, zaniechanie). Jeśli są
            pozytywne emocje między patnerami, te gesty błyskawicznie przestają
            być sztuczne i zagrane.
            • urquhart analizując intensywność uśmiechu można przewidzieć 20.04.09, 19:34
              aandzia43 napisała:
              > Jakieś resztki czułości, pociągu, pasji... Jeśli w tak
              > skłóconym i zniechęconym do siebie związku, jak nasz, był potencjał
              > na lepsze jutro, to tym bardziej widzę go w parach, o których
              > chociażby czytam na forum (ale w realu też znam). Pamietam siebie
              > sprzed lat i widzę te pary teraz, na bieżąco. U nas było gorzej, niż
              > u wielu.

              Ciekawe właśnie jest co jest tą siłą? Że przecież statystycznie rzecz biorąc decyduje to co wyniesiemy z domu rodziców (albo inaczej czego zabrakło) i własne nastawienie. A nie fizycznie ta czy inna osoba partnera. Co to jest że jednym wychodzi a inni w bardzo podobnych kryzysach zrażają do siebie się na katastrofalnie?
              Podobno miarą potencjalnego sukcesu w przyszłym związku może być wyrażany optymizm na zdjęciach z młodości. Z czasem ludzie coraz lepiej sie maskują. Kiedyś jak zwróciła mi uwagę na to jedna psycholog wydawało mi się to poniekąd głupie. Ale z czasem nie. Teraz ktoś zrobił nawet badania na tym tle.
              facet.interia.pl/wiadomosc-dnia/news/wiecej-usmiechu-mniej-rozwodow,1290229,2627
      • avide Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 17:03
        I to co właśnie napisałaś jest moim zdaniem największą pułapką ludzkiej seksualności.

        Z jednej strony chcemy być szczęśliwi. Najprostszym sposobem do owego szczęścia jest włożenie wszystkiego partnerowi.
        Tyle że... no właśnie, jak już wyłożymy nagle okazuje się, że to wcale nie cieszy. Więcej... zaczynamy kodować w sobie skąd się nagle takowe zachowanie wzięło i zaczyna wręcz ono irytować.
        Popieprzone to wszystko, przyznaję.

        Dlatego właśnie myślę, że związki oparte przede wszystkim na seksie a docierane w pozostałych kwestiach życia mają dużo większe szanse na szczęście niż związki oparte na partnerstwie i harmonii a docierane w seksie.
        Seks to podświadomość, jej się nie da wytłumaczyć że to czy tamto. To się czuje albo nie.

        Wiem co to znaczy bo się na tym sam przejechałem.
        Jest tyle rzeczy, które mógłbym powiedzieć żonie. Powiedziałbym jej gdybym wiedział że zrobienie tego czy owego może sprawić jej frajdę. Nawet prosiła mnie kilka razy żebym jej wszystko napisał co i jak. Nawet przez chwilę myślałem, że to świetny pomysł. Ale zastanawiam się co będzie jak wszystko jej pokażę, powiem, a wiem, że jej seksualność jest inna i czy to nie będzie początkiem naszego końca ?
        Tyle że tym razem winowajca będzie moja głowa.
        Madakra. Dlatego czekam póki co, czy może się domyśli. ;-). Pokazując na wszystkie możliwe sposoby moimi reakcjami co i jak lubię.

        Podsumowując.
        Pokazywać i mówić wprost, tak, a i owszem, ale nigdy kawa na ławę chyba że wiemy, że partnerowi się to może spodobać a jego osobowość jest taka że nie robi pewnych rzeczy jedynie tylko dla nas. Bo wtedy... będzie po nas.
        • urquhart Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 17:15
          avide napisał:
          > Dlatego właśnie myślę, że związki oparte przede wszystkim na seksie a docierane
          > w pozostałych kwestiach życia mają dużo większe szanse na szczęście niż związk
          > i oparte na partnerstwie i harmonii a docierane w seksie.
          > Seks to podświadomość, jej się nie da wytłumaczyć że to czy tamto. To się czuje
          > albo nie.

          No nie wiem. Trwałych poniekąd związków gdzie z czasem jest przyjaciel szacunek
          i wsparcie, a zaspokojenie seksu szuka się gdzieś indziej jest jednak chyba
          znacznie więcej niż takich gdzie jest świetny ostry seks, a nie nie można liczyć
          na zrozumienie, poszanowanie i wsparcie, a odnajduje się to w relacjach z innymi :)
        • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 17:29
          avide napisał:

          > Tyle że... no właśnie, jak już wyłożymy nagle okazuje się, że to
          wcale nie cies
          > zy. Więcej... zaczynamy kodować w sobie skąd się nagle takowe
          zachowanie wzięło
          > i zaczyna wręcz ono irytować.


          No, u mnie gdyby maz sie sprezyl i wykonal choc raz na jakis czas
          choc jeden punkt z mojej "instrukcji obslugi" ktora werbalnie i
          niewerbalnie staram mu sie zapodac - nie byloby chyba tak zle. Bo
          wiem, ze maz jest facetem, ktory sie blyskawicznie podnieca. I wiem,
          ze wbrew pozorom takie akcje (gdyby np. wlozyl mi reke pod spodnice)
          bylyby dla niego przyjemne. Klocilbyby sie z jego
          wyobrazeniem "starego malzonka, ktoremu nie wypada" ale bylyby
          przyjemne. Moj facet jest bardzo pobudliwy. Wiem, jak szybko on mi
          reaguje na byle pocalunek czy przytulenia. A jego podniecenie
          podnieca rowniez mnie. Wiec pal juz licho jego pierwotna motywacje -
          sztuczna czy prawdziwa. Jezeli widzialabym jakakolwiek dzialania,
          jakikolwiek przejaw dobrej woli z jego strony, cieszylabym sie jak
          norka.

          Maz robil kiedys te wszystkie brzydkie rzeczy niegodne malzonka ;-)
          przed wspolnym zamieszkaniem. Dopiero po wspolnym zamieszkaniu swoje
          erotyczne gierki, okazywane do tej pory bez wzgledu na czas i
          miejsce, schowal wylacznie pod koldre i na 5 minut przezd
          zasnieciem. Wiem wiec, ze nie umarlby gdyby choc raz na jakis czas
          mnie znow tak zaskoczyl. Wiem tez, ze nie bylby calkowicie obojetny
          robiac to - wrecz przeciwnie - szybko nakrecilby sie sam. No, moze
          nie bylaby to wielokrotnie przeze mnie przywolywana zmyslowosc na
          miare "9 i pol tygodnia" (pisze ciagle o tym, bo tak wlasnie takie
          klimaty serwuje mi moj gach ;-)) ale jakikolwiek ochlap by mi nie
          rzucil, przyjelabym go z radoscia. A gacha wyrzucilabym w cholere.
          • sagittka Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 17:37
            glamourous napisała:
            > Bo
            > wiem, ze maz jest facetem, ktory sie blyskawicznie podnieca. I
            wiem,
            > ze wbrew pozorom takie akcje (gdyby np. wlozyl mi reke pod
            spodnice)
            > bylyby dla niego przyjemne. Klocilbyby sie z jego
            > wyobrazeniem "starego malzonka, ktoremu nie wypada" ale bylyby
            > przyjemne. Moj facet jest bardzo pobudliwy. Wiem, jak szybko on mi
            > reaguje na byle pocalunek czy przytulenia.

            Akurat w tej kwestii wiele się zmienia z wiekiem i stażem związku.
            Licz się z tym, że za x lat byle pocałunek już tak nie pobudzi.

            Sama obserwuję to, jak stopniowo stępiają się zmysły, a bodźce
            słabną. My często kąpiemy się razem, lubimy pomoczyć się razem z
            dobrym drinkiem i podyskutować. Kiedyś takie kąpiele zawsze kończyły
            się seksem, a moje umycie mężowi pleców, czy włosów - erekcją. Potem
            coraz częściej dopijaliśmy drinki i szliśmy spać miło odprężeni, ale
            bez seksu. Teraz ta kąpiel musi mieć specjalny nastrój żeby miała
            charakter erotyczny, bo sam fakt bycia nago obok nie robi na nas już
            takiego wrażenia. To naturalne i trzeba się z tym pogodzić.
          • stinefraexeter Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 20:33
            A ja wciąż nie wiem jednej rzeczy i bardzo proszę Glamorous by mi odpowiedziała
            na następujące pytanie:

            czy jesteś przekonana, że twój OBECNY mąż (nie ten z początku małżeństwa ani z
            początków związku) BYŁBY W STANIE dać ci w seksie to, czego ci brakuje, jeśli
            tylko by się postarał?

            Innymi słowy, czy uważasz, że on ma potencjał Ferrari zmysłów, tylko mu się nie
            chce?
            • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 20:59
              Jesli by się postarał, to myślę ze spokojnie dalby rade, bo możliwości fizyczne
              ma jak najbardziej zadowalające, potencjał wewnetrzny również, a miedzy nami
              jest jeszcze sporo silnych uczuć oraz chemii. Jeszcze raz powtarzam : gdyby
              teraz stal się jakiś cud a mąż nagle "zaskoczył" i zrozumiał o co mi biega oraz
              zaczął COŚ robić (nawet małe kroczki bym doceniła) to byłabym przeszczesliwa a
              p.Libertyna odprawiłabym z kwitkiem.
              • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 21:09
                Aha, nie doczytałam pytania do końca. Moze zmysłowego potencjału na miarę
                Ferrari nie ma, bo to jest kwestia odpowiedniej erotycznej wrażliwości i to się
                chyba albo ma, albo nie (i można wyrobić sobie chyba tylko mając okreslone
                predyspozycje) ale w jego przypadku wystarczylyby pod tym wzgledem zaledwie
                mozliwosci Oopla. Niechby tylko zastosowal chociaz jeden punkt z mojej
                "instrukcji" z czestotliwoscia raz na parę dni, np. "raz na pare dni zapros mnie
                pod wspolny prysznic", albo "raz na pare dni pocaluj mnie zmyslowo w szyje"
                (wyobrazacie sobie, ze nawet TEGO nie mam w standardzie!!!!) to bylabym w pelni
                usatysfakcjonowana, pal juz licho Ferrari.

                Bo poki co to nie mam zadnego samochodu pod wzgledem erotyki : on nie robi
                zupelnie NIC poza wlozyc/wyjac co drugi dzien na 5 minut przed zasnieciem. Albo
                poza lezeniem z erekcja i czekaniem az JA sie nim zajme, a potem laskawie mnie
                przeleciec :-///////
                • stinefraexeter Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 21:13
                  O jezu, aż tak??

                  To ja cię naprawdę podziwiam, że tyle wytrzymałaś i wciąż wytrzymujesz.
                  W ogóle zero czułości?
                  • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 21:37
                    NIE, nie, to nie tak. Czułość miedzy nami JEST i to sporo. Tyle, ze maz serwuje
                    mi czulosc w takim b.aseksualnym wydaniu - czesto mnie czesto przytula, caluje,
                    glaszcze - taki zupelnie odseksualniony grooming. Nie ma jednak w tej jego
                    czulosci absolutnie NIC zmyslowego, nie ma zadnych znaczacych spojrzen, zadnego
                    przeskakiwania iskry, zadnego erotycznego ladunku. A tego drapanie po pleckach
                    mi nie zastapi.
                    • stinefraexeter Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 21:46
                      Aha, rozumiem.

                      Hmm, na pierwszy rzut oka, bym powiedziała, że on rzeczywiście boi się twojej
                      namiętności i woli pozostawić ją w uśpieniu.

                      Widocznie jest doskonale świadomy tego, że za tobą nie nadąża.
                      Nie wiem naprawdę, co z tym fantem zrobić.

                      Przekonać go, że jednak jest w stanie cię zadowolić? (w końcu orgazmy są)
                      • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 21:58
                        Juz dawno tu na forum (jeszcze za czasów problemów z masturbacja) została
                        postawiona diagnoza ze mój mąż ma odmianę syndromu MiL.
                        To nie to, ze sie mnie boi - bo ja żadną harpią nie jestem i nie dysze mu bez
                        przerwy "jeszcze!jeszcze!". Tylko po prostu od momentu kiedy stałam się jego
                        zona (symbolicznie stało się to w momencie, kiedy razem zamieszkaliśmy) z roku
                        na rok coraz bardziej zaniedbuje sferę podtrzymywania żaru miedzy nami - bo i
                        "po co uwodzić własną żonę, która przecież i tak ta zona jest i powinna kocha
                        mnie i pragnąć z samej definicji"? ;-/
                        • stinefraexeter Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 21.04.09, 09:44
                          Jak tak czytam o twoim mężu, to widzę pewne podobieństwa w zachowaniu do mojego
                          faceta.

                          On np. o seksie przypomina sobie o 1 w nocy. Zęby umyte, wszystko w internecie i
                          tv obejrzane, no to teraz czas na igraszki. I dziwi się, że reaguję mało
                          entuzjastycznie. Nie dociera w ogóle do niego, że po pierwsze jestem o tej porze
                          zmęczona, że, po drugie, nie stanę się ot tak chętna i gotowa, zwłaszcza że o
                          tej porze to mogę liczyć najwyżej na szybki numerek niż na jakąś fajną dłuższą
                          zabawę i, po trzecie, że ja czuję się wtedy jak taka podręczna lala, która ma
                          służyć do spuszczenia z krzyża i jeszcze sama pojęczeć z rozkoszy, by ego i
                          sumienie mężczyzny zostały zaspokojone.

                          Tyle tylko, że akurat w przeciwieństwie do ciebie moje libido jest naprawdę
                          niewysokie i nie chodzę z frustracji po ścianach, a niedopieszczona jestem,
                          jeśli już, to przede wszystkim emocjonalnie.

                          No i ten totalny brak empatii przekłada się też na inne dziedziny życia, więc to
                          nie jest tak, że szwankuje u nas tylko seks, a cała reszta jest super.
                          • urquhart Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 21.04.09, 10:19

                            > On np. o seksie przypomina sobie o 1 w nocy. Zęby umyte, wszystko w internecie
                            > i
                            > tv obejrzane, no to teraz czas na igraszki. I dziwi się, że reaguję mało
                            > entuzjastycznie. Nie dociera w ogóle do niego, że po pierwsze jestem o tej porz
                            > e
                            > zmę

                            No ale jest was dwoje, czemu ty nie wykażesz jednoznacznie inicjatywy kiedy uważasz że czas jest odpowiedni tylko czekasz do 1 w nocy? I wtedy nie poprosisz o zaspokojenie potrzeb na których tobie z kolei zależy ? Odwrotna kolejność zaspokajania jest dużo trudniejsza jak sama już pewno wiesz...

                            • stinefraexeter Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 21.04.09, 12:59
                              Bo on nie lubi zbytniej inicjatywy z mojej strony, podobnie jak mąż Glam.
                              Ale nie o mnie jest ten wątek. Pisałam zresztą na tym forum kilka miesięcy temu
                              o swoim problemie.
              • stinefraexeter Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 21:10
                Rozumiem. Czyli nie chodzi o brak potencjału, lecz o brak chęci.

                A sądzisz, że zazdrość może na niego podziałać?
                Lub też zazdrość połączona na dodatek z twoim nagłym "wyluzowaniem" (bo
                "doerotyzowanie" będziesz miała z innego źródła) ?
        • jane.bond Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 23:08
          avide napisał:
          > Dlatego właśnie myślę, że związki oparte przede wszystkim na seksie a docierane
          > w pozostałych kwestiach życia mają dużo większe szanse na szczęście niż związk
          > i oparte na partnerstwie i harmonii a docierane w seksie.
          > Seks to podświadomość, jej się nie da wytłumaczyć że to czy tamto. To się czuje

          IMO trafiłeś w sedno Avide.
          Szkoda że utonęło to wśród innych wypowiedzi.
          Jestem przykładem popierającym tę teorię.
        • riki_i Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 20.04.09, 23:57
          avide napisał:

          > Dlatego właśnie myślę, że związki oparte przede wszystkim na
          > seksie a docierane w pozostałych kwestiach życia mają dużo większe
          > szanse na szczęście niż związki oparte na partnerstwie i harmonii
          > a docierane w seksie. Seks to podświadomość, jej się nie da
          > wytłumaczyć że to czy tamto. To się czuje albo nie.

          Dokładnie tak samo uważam. Dobry seks może przykryć różne małżeńskie
          nieporozumienia i odmienne postawy; dobre dogadywanie się w tzw.
          sprawach życiowych nie przykryje natomiast nieudanego seksu.
          • stinefraexeter Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 21.04.09, 00:28
            Hmm, muszę przyznać, że wasze podejście jest dla mnie zaskakujące.

            U mnie przynajmniej funkcjonuje to zupełnie inaczej. W moim przypadku nie ma
            szans na udany seks, jeśli w zwiazku coś nie działa.

            Czyli ja wyznaję kolejność: dobry związek - dobry seks, a nie na odwrót.

            Teoria zatem nie jest uniwersalna. Coś w niej trzeba zrewidować.
            • urquhart Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 21.04.09, 07:33
              stinefraexeter napisała:
              > U mnie przynajmniej funkcjonuje to zupełnie inaczej. W moim przypadku nie ma
              > szans na udany seks, jeśli w zwiazku coś nie działa.
              >
              > Czyli ja wyznaję kolejność: dobry związek - dobry seks, a nie na odwrót.

              Większość osób tak uważa, a że z praktyki terapeuty to jedynie właśnie popularny mit, o tym Perel napisała książkę.
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=82916995&a=84679748
              Jeżeli para wytłumi w sobie namiętność bo jedna ze stron używa w sobie seksu do kontrolowania drugiej, nie pojawi się ona z chwilą gdy terapeuta pomoże im się świetnie dogadywać
              • stinefraexeter Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 21.04.09, 09:02

                > Jeżeli para wytłumi w sobie namiętność bo jedna ze stron używa w sobie seksu do
                > kontrolowania drugiej, nie pojawi się ona z chwilą gdy terapeuta pomoże im się
                > świetnie dogadywać

                No właśnie. JEŚLI.

                I te magiczne słówko powinno dać wyraźnie do zrozumienia, że ta teoria nie
                dotyczy wszystkich związków, a jedynie tych o określonych problemach w sferze
                seksualnej.

                Nie zapominajcie, że większość z was znajduje się w bardzo specyficznej
                sytuacji: u was potrzeby seksualne są drastycznie różne od potrzeb partnera.
                Oczywistym jest zatem, że będziecie się skupiać na tej akurat płaszczyźnie, bo
                tutaj coś najbardziej (bądź najgłośniej) szwankuje.

                Nie powinniście jednak zakładać, że każdy problem z seksem w związku wynika z
                tych samych mechanizmów, co u was. To wielkie nieporozumienie i prowadzi potem
                do takich dziwacznych generalizacji.
              • kachna79 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 21.04.09, 09:06
                > Jeżeli para wytłumi w sobie namiętność bo jedna ze stron używa w
                sobie seksu do
                > kontrolowania drugiej, nie pojawi się ona z chwilą gdy terapeuta
                pomoże im się
                > świetnie dogadywać

                Balansujemy pomiędzy dwoma skrajnościami: super seks (i osławiony
                graal) oraz kompletna frustracja w tej sferze, a przecież istnieją
                stany pośrednie, kompromisy. Poza tym temperaturę w sypialni (po
                latach) obrazuje raczej sinusoida niż funkcja stała.

                P.S. To taka luźna dygresja:)
                • urquhart Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 22.04.09, 09:57
                  kachna79 napisała:
                  > Balansujemy pomiędzy dwoma skrajnościami: super seks (i osławiony
                  > graal) oraz kompletna frustracja w tej sferze, a przecież istnieją
                  > stany pośrednie, kompromisy. Poza tym temperaturę w sypialni (po
                  > latach) obrazuje raczej sinusoida niż funkcja stała.

                  Pomiędzy byciem głodnym i ssaniem w zoładku a delektowaniem się wyszukanym
                  daniem w niezłej restauracji też mamy możliwość zapchania się jogurtem i
                  pasztetową pod sklepem jak to robią chłopaki z budowy.
                  Jednym robi to w życiu sporą różnicę innym nie.
              • arronia Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 21.04.09, 16:19
                > Większość osób tak uważa, a że z praktyki terapeuty to jedynie właśnie
                popularny mit, o tym Perel napisała książkę.

                Książki pod ręką nie mam, ale o ile pamiętam jej wywód szedł tak: u wielu ludzi
                intymność i namiętność idą w parze. Kochają i pożądają. Natomiast u n i e k t ó
                r y c h to tak nie działa i intymność z miłością nie prowadzą automatycznie do
                rozkwitu życia erotycznego. Książka zajmowała się tą drugą wersją. Nie dlatego,
                że pierwsza nie istnieje, tylko dlatego, że druga pozostawała niezrozumiana i
                zaniedbana.
                • urquhart wywód Perel? 22.04.09, 08:05
                  arronia napisała:
                  > Książki pod ręką nie mam, ale o ile pamiętam jej wywód szedł tak: u wielu ludzi
                  > intymność i namiętność idą w parze. Kochają i pożądają. Natomiast u n i e k t
                  > ó
                  > r y c h to tak nie działa i intymność z miłością nie prowadzą automatycznie do
                  > rozkwitu życia erotycznego.

                  To chyba bardziej w Psychologia miłości - Wojciszke :)
                  U Perel wywód ja zapamiętałem tak: Potrzeba stabilizacji i bezpieczeństwa stoi w jawnej sprzeczności z potrzebami zmysłowości pożądania. Stabilizacja i bezpieczeństwo to odpowiedzialność, przewidywalność wzajemne zrozumienie, równość, jasne reguły. Pożądanie do istnienia potrzebuje niepewności tajemnicy, odkrywania, zaskakiwania, dynamiki. Oczekiwanie że po zapewnieniu bezpieczeństwa i stabilizacji w związku przyjdzie automatycznie świetny seks jest utopijne i aby zapewnić równowagę miedzy tymi sprzecznymi wymaganiami nie jest łatwo.
                  • arronia Re: wywód Perel? 22.04.09, 16:16
                    Takie książki mylić? Eeee...

                    Chodzi mi jedynie o to, że pamiętam miejsca u Perel, z których wynika, że jej
                    zdaniem absolutnej reguły nie ma. Czasem intymność i erotyka rozwijają się
                    razem, czasem intymność erotykę zabija. Ona zajmuje się drugim przypadkiem. Ale
                    nie pisze, że to jedyny możliwy rozwój zdarzeń.
            • bi_chetny Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 22.04.09, 15:01
              stinefraexeter napisała:
              > Teoria zatem nie jest uniwersalna. Coś w niej trzeba zrewidować.

              a może to kwestia jak bardzo odstajemy w innych dziedzinach ? tu często
              kompromis jest łatwiejszy niż w seksie.
        • kachna79 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 21.04.09, 08:06
          > Dlatego właśnie myślę, że związki oparte przede wszystkim na
          seksie a docierane
          > w pozostałych kwestiach życia mają dużo większe szanse na
          szczęście niż związk
          > i oparte na partnerstwie i harmonii a docierane w seksie.

          Rozśmieszyła mnie ta teoria i zirytowała jednocześnie. Mój punkt
          widzenia: kiedyś uczestniczyłam w warsztatach dotyczących zagrożeń
          wieku dojrzewania nastolatków (głównie gimnazjalistów). Tematyka
          szeroka, ale bardzo dało mi do myślenia jedno zdanie: "zbytnie
          skupienie na sferze seksualnej związku powoduje niedostrzeżenie wad
          partnera, co w efekcie prowadzi często do dysfunkcyjnych związków"
          (parafraza). To dotyczy młodzieży, ale efekty takiego podejścia
          widziałam w praktyce. Przez chwilę prowadziłam kursy dla
          narzeczonych i pamiętam pary szeroko uśmiechające się, gdy
          omawialiśmy tematykę seksualności w nauczaniu KK (bo oni już
          doświadczeni). Natomiast jak przyszło wypełnić ankietę typu: ile
          planujecie dzieci?, kiedy te dzieci mają przyjść na świat?, ile
          potrzebujecie pieniędzy na utrzymanie się, na miesiąc?, kto będzie
          wynosił śmieci?, jak będziecie spędzać wolny czas?, jakie hobby ma
          Twój partner?, kogo zaliczacie do grona wspólnych przyjaciół? itd.
          to rozbieżności były porażające (mówimy o ludziach tuż przed
          ślubem). Kiedyś opowiedziałam o tych doświadczeniach znajomemu
          księdzu i co usłyszałam "a czemu się dziwisz, jak oni się tylko w
          łóżku spotykają, to kiedy mają takie sprawy obgadywać?". Złośliwy
          był to fakt, ale może wsrto się i tu zastanowić...
          Uprzedzając niektóre komentarze podkreślam, że nie chcę tu teraz
          nawoływać do wstrzemięźliwości (co niektórym się nasunie po wzmiance
          o KK), ale raczej do poszukiwania równowagi, bo udany seks nie może
          być jedyną lokomotywą związku.

          > Seks to podświadomość, jej się nie da wytłumaczyć że to czy tamto.
          To się czuje
          > albo nie.

          I tu chyba tkwi sedno naszych rozbieżnych opinii: zbyt wiele naszych
          złych zachowań tłumaczymy sobie tym "czuciem". Nasze emocje
          zmieniają się czasem jak w kalejdoskopie, w ciągu jednego dnia! I
          napradę potrzeba wiele pracy nad sobą, żeby zwiazek tworzyć w
          oparciu o to co dobre, żeby panować nad sobą. Większość z nas
          dostrzega, ze pierwsza fascynacja mija i co w takiej sytuacji?
          Dalsze trwanie w małżeństwie traci sens? I gdzie w tym wszystkim
          jest miejsce na zdroworozsądkowe podejście do związku. Wiem, że to
          mało romantyczne, ale ja planuję, że moje małżeństwo przetrwa
          dłuuuugie lata - nie zaryzykuję oparcia się li tylko na emocjach i
          wzlotach w alkowie (choć dobrze, że są):)
          • jane.bond Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 21.04.09, 08:48
            Kachna,tutaj raczej nie ma już gimnazjalistów:)
            Nikt nie napisał że najlepsze są związki oparte TYLKO na seksie ( chociaż z
            drugiej strony więcej tolerancji,bo może dla niektórych są),ale że łatwiej
            ludziom dogadać i dotrzeć się w sferze pozaseksualnej.
            Tak,mój związek zaczął się od seksu.Była chemia zwalająca z nóg i odbierająca
            rozum.Czy to coś złego?
            Związek ewoluował,prawdziwa miłość,przywiązanie i zaufanie przyszło z czasem,po
            latach.Dogadaliśmy się.

            Lubię czytać to forum,choć przyznam że rozkładanie wszystkiego na czynniki
            pierwsze bywa przesadą i nie każdemu służy;)
            • kachna79 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 21.04.09, 09:01
              > Kachna,tutaj raczej nie ma już gimnazjalistów:)

              Dlatego napisałam o moich późniejszych doświadczeniach w poradni,
              ale rzeczywiście nie dodałam, że narzeczeni, z którymi miałam
              kontakt to nie byli gimnazjaliści:/

              > Nikt nie napisał że najlepsze są związki oparte TYLKO na seksie
              Avide, do którego odpowiedzi się odniosłam wyraźnie napisał, że
              trwalsze są układy, gdzie seks jest super, a reszta się dociera.

              > Związek ewoluował,prawdziwa miłość,przywiązanie i zaufanie
              przyszło z czasem,po
              > latach.Dogadaliśmy się.
              Nie kwestionowałam takiej kolejności, więc nie wiem co ma mi
              uzmysłowić Twój przykład. To jak ludzie dochodzą do porozumienia to
              ich sprawa - nie o tym pisałam. Przedstawiłam swój punkt widzenia w
              odniesieniu do postu Avide - myślałam, że skoro cytuję konkretne
              fragmenty Jego wypowiedzi to będzie to jasne.

              > Lubię czytać to forum,choć przyznam że rozkładanie wszystkiego na
              czynniki
              > pierwsze bywa przesadą i nie każdemu służy;)
              Mój post służył przedstawieniu mojego punktu widzenia i mam
              nadzieję, że nie będzie wpływał na Twoje lubienie czytania forum -
              nie taki był jego cel.
            • stinefraexeter Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 21.04.09, 09:07
              jane.bond napisała:

              ,ale że łatwiej
              > ludziom dogadać i dotrzeć się w sferze pozaseksualnej.

              Niektórym ludziom, w niektórych sytuacjach.

              > Tak,mój związek zaczął się od seksu.Była chemia zwalająca z nóg i odbierająca
              > rozum.Czy to coś złego?

              Oczywiście, że nie.

              Nie o to chodzi.
              Mi raczej doskwiera tendencja do generalizacji i transponowania tej roboczej
              hipotezy na wszystkie związki. Ja się po prostu nie zgadzam, że tak jest zawsze
              i wszędzie. Najprawdopodobniej sprawdza się przy pewnych określonych potrzebach,
              w określonym typie relacji. Zwracam uwagę, że problemów właściwych dla bywalców
              tego forum nie można projektować na wszystkie związki.
          • urquhart To teraz podwyższyliśmy kryteria po prostu 21.04.09, 09:07
            kachna79 napisała:
            > Rozśmieszyła mnie ta teoria i zirytowała jednocześnie. Mój punkt
            > widzenia: kiedyś uczestniczyłam w warsztatach dotyczących zagrożeń
            > wieku dojrzewania nastolatków (głównie gimnazjalistów). Tematyka
            > szeroka, ale bardzo dało mi do myślenia jedno zdanie: "zbytnie
            > skupienie na sferze seksualnej związku powoduje niedostrzeżenie wad
            > partnera, co w efekcie prowadzi często do dysfunkcyjnych związków"
            > (parafraza).

            Nie żebym nie doceniał partnerstwa w związku, ale we wszystkich sferach życia dogranie i dogadanie jest możliwe kwestia zaparcia i obustronnych chęci, jedynie seks nie nie jest taka sferą. Jak nie iskrzy od początku to szanse że zaiskrzy potem są niemal żadne. Pozostaje seksualna żebranina i poświecalnictwo.

            Oczywiście odwrotnie jest często ludzi świetnie sie rozumieją, sa nawet świetnymi rodzicami, tylko pozostają niespełnieni rozgoryczeni lu układają sobie seksualne życie za plecami partnera, z który jest świetny na wielu płaszczynach brakuje jednego - seksu. Taki związek przez tysiąclecia nie był uważany jako dysfunkcyjny tylko jak najbardziej normalny :) To teraz podwyższyliśmy kryteria po prostu.

            No ale akurat KK od setek lat seksowi wyznacza rolę stricte podporządkowaną, żona jest od szanowania, kochania i rodzenia dzieci dziwki w burdelach ewentualnie od pieprzenia, dla tych co nie potrafią sublimować :)
            Zaliczenie seksu z prostytutka do cudzołóstwa to dopiero Paweł IV i lata sześćdziesiąte! Typowy MiL. Wcześniej to tylko grzechem ciężkim był seks z inną mężatką a władze kościelne nie tylko przyzwalały ale i same nierzadko organizowały burdele pod hasłem troski o moralność.
            • stinefraexeter Re: To teraz podwyższyliśmy kryteria po prostu 21.04.09, 09:10
              urquhart napisał:

              >
              > Nie żebym nie doceniał partnerstwa w związku, ale we wszystkich sferach życia d
              > ogranie i dogadanie jest możliwe kwestia zaparcia i obustronnych chęci, jedynie
              > seks nie nie jest taka sferą. Jak nie iskrzy od początku to szanse że zaiskrzy
              > potem są niemal żadne. Pozostaje seksualna żebranina i poświecalnictwo.

              Masz rację pod warunkiem, że potrzeby obu stron rzeczywiście są tak drastycznie
              różne.
              Nie zawsze tak jest, o czym być może zapomina się po dłuższej bytności na forum,
              na którym dominują bądź co bądź osoby o raczej dużym libido i potrzebach.
            • kachna79 Re: To teraz podwyższyliśmy kryteria po prostu 21.04.09, 09:19
              Jak nie iskrzy od początku to szanse że zaiskrzy
              > potem są niemal żadne.
              Z tym się zgadzam całkowicie, tyle, że nieco inaczej odczytałam
              słowa Avide. Dla mie to zabrzmiało trochę ja "lewa wolna, a resztę
              się wyklepie".

              > Oczywiście odwrotnie jest często ludzi świetnie sie rozumieją, sa
              nawet świetny
              > mi rodzicami, tylko pozostają niespełnieni rozgoryczeni lu
              układają sobie seksu
              > alne życie za plecami partnera
              Niektórzy mają to szczęście, że są spełnieni i w związku jako
              całości i w seksie, dlatego postulowałabym, że warto szukać. Trochę
              śmieszy mnie to konfrontowanie związków z udanym seksem (gdzie
              reszta kuleje) i związków typu dobrze prosperująca firma (gdzie seks
              mizerny lub go brak). Pielegnujemy przez to kiepskie stereotypy.

              > No ale akurat KK od setek lat seksowi wyznacza rolę stricte
              podporządkowaną, żo
              > na jest od szanowania, kochania i rodzenia dzieci dziwki w
              burdelach ewentualni
              > e od pieprzenia, dla tych co nie potrafią sublimować :)
              Jak się domyślasz na współczesnych kursach omawia się aktualne
              nauczanie KK. Nie chciałabym jednak zagłębiać się w ten temat, bo
              zaraz zacznie się dyskusja o pozycjach po bożemu, celibacie,
              rozwiązłości księży...
              • urquhart Re: To teraz podwyższyliśmy kryteria po prostu 21.04.09, 10:13
                kachna79 napisała:
                > Niektórzy mają to szczęście, że są spełnieni i w związku jako
                >(...) Pielegnujemy przez to kiepskie stereotypy.

                Pewnie że trzeba tu się zgadzam, dlatego rozmawiamy na tym forum a nie Romans i Zdrada albo Rozwód i co dalej. Ale że to wszystko inne jest ważne a jak to będzie to po ślubie z seksem się ułoży to dla mnie dziś normalne oszustwo szyte grubymi nićmi.

                > Jak się domyślasz na współczesnych kursach omawia się aktualne
                > nauczanie KK. Nie chciałabym jednak zagłębiać się w ten temat, bo
                > zaraz zacznie się dyskusja o pozycjach po bożemu, celibacie,
                > rozwiązłości księży...

                Obawiasz się jakoś tego tematu?
                Wszystkie religie łącznie z chrześcijańskim mistycyzmem ujmują seks i prawdziwe miłosne uniesienie w orgazmie jako przeżycie transcendentalne (dla niezorientowanych- osobowe odczucie boskiej obecności) i sprowadzanie tematu do hipokryzji duchowieństwa i kontekstu historycznego jest małostkowe ale pozwala czasem nabrać dystansu po co człowiek dostał wolną wolę i rozum a nie ślepe posłuszeństwo. Zresztą kiedyś też prowadziłem spotkania :) Jak to było: [i] On odparł: "I wam, uczonym w Prawie, biada! Bo wkładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie[/i]Łk 11:46

                Ciekawostka, z punktu widzenia seksuologii, zresztą ciekawe jest że mężczyźni którzy czekają z inicjacją, maja w młodości jedną partnerkę, mają duże mniejsze problemy z erekcją ze stałą partnerką w długotrwałym związku, bo nie maja zakodowanej różnorodności bodźców...
                • kachna79 Re: To teraz podwyższyliśmy kryteria po prostu 21.04.09, 10:32
                  > Obawiasz się jakoś tego tematu?
                  > Wszystkie religie łącznie z chrześcijańskim mistycyzmem ujmują
                  seks i prawdziwe
                  > miłosne uniesienie w orgazmie jako przeżycie transcendentalne

                  Raczej jestem już zmęczona mieleniem po raz kolejny tych
                  samych "zarzutów":) Doświadczenie forumowe pokazuje, że robią się z
                  tego mega-off topic'i. Myślę, że każdy z nas ma wyrobiony pogląd na
                  ten temat, a jeśli nie to nasze forum nie jest dobrym miejscem na
                  tego typu dyskusje (oczywiście to moje zdanie, jeśli ktos ma ochotę
                  to proszę bardzo. Ja ze swej strony pewnie też nie zmilczę, bo temat
                  ten jest dla mnie ważny).
                  A, że seks zbliża do absolutu - nie mam co do tego wątpliwości:)

                  Jak to było: [i] On odparł: "I wa
                  > m, uczonym w Prawie, biada! Bo wkładacie na ludzi ciężary nie do
                  uniesienia, a
                  > sami jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie[/i]Łk 11:46
                  Dlatego staram się mówić o moich własnych doświadczeniach - wiesz,
                  świat potrzebuje świadków.
                  • urquhart Re: To teraz podwyższyliśmy kryteria po prostu 21.04.09, 15:49
                    kachna79 napisała:
                    > ten temat, a jeśli nie to nasze forum nie jest dobrym miejscem na
                    > tego typu dyskusje(...)A, że seks zbliża do absolutu - nie mam co do
                    > tego wątpliwości:)

                    jednych zbliża, innych oddala. No sama jednak zauważasz tematy są jednak ściśle powiązane dla ludzi poszukujących refleksji

                    > Dlatego staram się mówić o moich własnych doświadczeniach - wiesz,
                    > świat potrzebuje świadków.

                    O, to mi się podoba. Zaspokoisz ciekawość jaka formacja?
                    • kachna79 Re: To teraz podwyższyliśmy kryteria po prostu 22.04.09, 09:50
                      > O, to mi się podoba. Zaspokoisz ciekawość jaka formacja?

                      Chrześcijańska, ludzka - Ruch Światło-Życie, a cytat "skradziony"
                      JPII.
                      • urquhart Re: To teraz podwyższyliśmy kryteria po prostu 22.04.09, 11:38
                        No to coś nas jednak łączy :)

                        ZΩH


                        W końcu neona albo z odnowy do kursu by nie dopuścili bo to przynajmniej niepewny jeśli nie jawnie heretycki element :)
                        • kachna79 Re: To teraz podwyższyliśmy kryteria po prostu 22.04.09, 11:59
                          > No to coś nas jednak łączy :)
                          > _Φ
                          > ZΩH
                          > _Σ

                          Na dzień dzisiejszy ja załączyłabym "domek z obrączkami":)

                          >
                          > W końcu neona albo z odnowy do kursu by nie dopuścili bo to
                          przynajmniej niepew
                          > ny jeśli nie jawnie heretycki element :)

                          Kursy prowadziłam jako absolwent Studium Teologii Rodziny (i jako
                          współpracownik WDR), choć gdyby nie Ruch to pewnie bym tam nie
                          trafiła:)
              • avide Re: To teraz podwyższyliśmy kryteria po prostu 21.04.09, 10:38
                Troszkę się przyczepie, z góry przepraszam.
                Kachna... piszesz że warto szukać. Ok, Tylko powiedz mi ilu miałaś partnerów ? Z
                iloma facetami się przespałaś ? Jak SZUKAŁAŚ ????

                Czy ja dobrze pamiętam to magiczną cyfrę o której kiedyś wspominałaś ? Boską
                jedynaczkę ?

                Trafiłaś na faceta. Dogadaliście się. Miałaś na tyle farta, że w łóżku wam się
                układa. Po prostu, UDAŁO CI SIĘ. Chwała Ci. A gdyby się okazało że jesteś
                cholernie wysokolibidowa i erotyczna a partner nie ? I wszyło by już po ślubie ?

                Dlatego zgadzam się z Tobą w pełni. Trzeba szukać... poznawać, rozmawiać i ....
                pieprzyć się i .. obserwować. A jak będzie dobrze, złapać i nie pościć ;D.
                I w ten sposób znowu doszliśmy do wniosku że poniekąd związek opiera się na seksie.
                • kachna79 Re: To teraz podwyższyliśmy kryteria po prostu 21.04.09, 10:54
                  > Troszkę się przyczepie, z góry przepraszam.
                  > Kachna... piszesz że warto szukać. Ok, Tylko powiedz mi ilu miałaś
                  partnerów ?
                  > Z
                  > iloma facetami się przespałaś ? Jak SZUKAŁAŚ ????

                  Podstawowym problemem naszej komunikacji jest fakt, że ja cały czas
                  piszę o związku jako całości (z seksem włącznie, z seksem który jest
                  nie najważniejszy i nie najmniej ważny), a Ty...

                  > Trafiłaś na faceta. Dogadaliście się. Miałaś na tyle farta, że w
                  łóżku wam się
                  > układa. Po prostu, UDAŁO CI SIĘ. Chwała Ci. A gdyby się okazało że
                  jesteś
                  > cholernie wysokolibidowa i erotyczna a partner nie ? I wszyło by
                  już po ślubie
                  > ?

                  Jasne, szczęście, trafiło mi się, miałam farta... Podejrzewam, że
                  gdyby mi się nie ułożyło to nie napisałbyś "miałaś pecha", tylko, że
                  statystycznie, że tak zawsze... Nie Avide, po prostu wiedziałam
                  czego chcę, wiedziałam, że spotkałam faceta, który mnie mocno
                  podnieca (jak pamiętasz o magicznej "1" to i o tym pamiętasz),
                  wiedziałam, że nie chcę być testerem i kogoś testować. A potem
                  powalczyłam i codziennie dbam i pielęgnuję ten związek. Robię to
                  konsekwentnie od 11-nastu lat.
                  A co do libido: po pierwsze zmienne z wiekiem i sytuacją życiową
                  (ciąża, stres,...), po drugie nie potrzebna penetracja, żeby je
                  określić (brutalnie, ale może przez to zrozumiale).

                  > I w ten sposób znowu doszliśmy do wniosku że poniekąd związek
                  opiera się na sek
                  > sie.
                  Zawsze fascynuje mnie ta pewność u osób, które usatysfakcjonowane
                  nie są.
                  • glamourous Re: To teraz podwyższyliśmy kryteria po prostu 21.04.09, 11:24

                    kachna79 napisała:


                    > Jasne, szczęście, trafiło mi się, miałam farta... Podejrzewam, że
                    > gdyby mi się nie ułożyło to nie napisałbyś "miałaś pecha", tylko,
                    że
                    > statystycznie, że tak zawsze... Nie Avide, po prostu wiedziałam
                    > czego chcę, wiedziałam, że spotkałam faceta, który mnie mocno
                    > podnieca

                    To akurat faktycznie wiedzialas. Ale juz fakt, ze dobrze sie
                    dobraliscie NIE TESTUJAC jest jednak pewnego rodzaju fartem.
                    Widzisz, ja tez wybralam sobie na meza faceta, o ktorym wiedzialam
                    ze mocno mnie podnieca i podniecac bedzie zawsze. Celowo tak sobie
                    wybralam, bo wiedzialam czego chcialam - i rzeczywiscie gdyby "szafa
                    grala" z obu stron to maz podniecalby mnie do 80siatki i bylabym mu
                    stuprocentowo wierna. Przy dokonywaniu wyboru mialam zreszta oczy
                    szeroko otwarte, staralam sie obserwowac jak na mnie reaguje i
                    widzialam, ze ja jego tez podniecalam BARDZO. I wzielam to za dobra
                    monete, i myslalam ze mamy swietna seksualna baze wyjsciowa. Ale
                    pomimo tej wiedzy i tak sie przejechalam. Bo cos w
                    miedzyczasie "siadlo" z jego strony (MiL i inne takie) Wynika wiec z
                    tego, ze chocbysmy nie wiem jak byli pewni swego wyboru na poczatku,
                    to gwarancji na 50 lat dobrego pozycia nikt NIE MA. I to jest
                    wlasnie ten lut szczescia, o ktorym pisze Avide. Dobrac sie dobrze
                    na poczatku dobrze, to zaledwie polowa sukcesu, ale EWOULUOWAC
                    WSPOLNIE W JEDNYM KIERUNKU - to jest dopiero fart! Zadnego MiL ani
                    innych blokad nabytych. Zadnych "wypadkow przy pracy" typu znaczny
                    spadek potencji czy libido. Zadnego trwalego oslabniecia libido po
                    ciazy, zadnego syndromu Matki-Polki, i tym podobnych niezaleznych od
                    nas i nie dajacych sie przewidziec na starcie "zonków". To jest
                    wlasnie ten fart. I tutaj sie zgadzam z Avide, ze dobrac sie z kims
                    w seksie na DLUGIE LATA to prawdziwa rosyjska ruletka.
                    • kachna79 Re: To teraz podwyższyliśmy kryteria po prostu 21.04.09, 11:35
                      > To akurat faktycznie wiedzialas. Ale juz fakt, ze dobrze sie
                      > dobraliscie NIE TESTUJAC jest jednak pewnego rodzaju fartem.

                      Ale podobny fart jest potrzebny i po testowaniu. Przecież większość
                      osób skarżących się na forum pisze, że na początku było super, a
                      potem...

                      ze chocbysmy nie wiem jak byli pewni swego wyboru na poczatku,
                      > to gwarancji na 50 lat dobrego pozycia nikt NIE MA.

                      Dokładnie, nikt nie ma tej pewności i dlatego sugestie, że trzeba
                      wielu partnerów wypróbować przed zawarciem, w założeniu trwałego,
                      związku, bo to zwiększa szansę na sukces, jest dyskusyjne.

                      Dobrac sie dobrze
                      > na poczatku dobrze, to zaledwie polowa sukcesu, ale EWOULUOWAC
                      > WSPOLNIE W JEDNYM KIERUNKU - to jest dopiero fart!

                      I tu już sie nie zgadzam - ewolucja w jednym kierunku to nie jest
                      kwestia farta - tu przydaje się świadomość własnych potrzeb i
                      potrzeb partnera, gotowość do kompromisu, empatia wzajem, zwyczajna
                      życzliwość i troska o siebie.

                      dobrac sie z kims
                      > w seksie na DLUGIE LATA to prawdziwa rosyjska ruletka

                      nadal uważam, że zbyt duże pole do popisu chcesz oddać tzw.
                      szczęściu, fartowi, przypadkowi. Przecież zwykle chodzi o kwestie,
                      które dwoje ludzi, przy założeniu dobrej woli obojga, mogą
                      rozwiązywać wspólnie.
                    • kobieta.totalna Re: To teraz podwyższyliśmy kryteria po prostu 21.04.09, 12:01
                      i dlatego tez ja nie wierze w sukces doboru na dlugie lata, choby na
                      poczatku gralo fest, nie wierze w nieustajacą zgodnosc, w pelne
                      zrozumienie i uzupelnianie sie.
                      nie ma takiej opcji, maz i zona przechodza swoje wlasne przemiany w
                      swoim tempie, malzenstwo czy przysiega, ba nawet dobre checi,
                      kompromisy, ustepstwa nie sprawia ze zaczniemy wspolgrac w 100%,
                      zawsze komus trzeba uszknac z jego potrzeb, z jego marzen, dążeń
                      jeden z tego niespelnienia (w kazdej dziedzinie) pojdzie pic z
                      kumplami, drugi zaspokoi sie przed kompem, trzeci poflirtuje,
                      czwarty zatopi sie w pracy, hobby
                      w swoim zwiazku mam dosc pracowania nad opornym mezem w imie idealow
                      zgodnosci i spelnienia
                      najpierw moj ogien troche przygasl byc moze pod wplywem
                      macierzynstwa a teraz zamierzam go odnowic a nie czekac na
                      przebudzenie meza. czy odnowie go przy mezu czy nie, to zalezy tylko
                      ode mnie
                • aandzia43 Re: To teraz podwyższyliśmy kryteria po prostu 22.04.09, 10:29
                  > Trafiłaś na faceta. Dogadaliście się. Miałaś na tyle farta, że w
                  łóżku wam się
                  > układa. Po prostu, UDAŁO CI SIĘ. Chwała Ci. A gdyby się okazało że
                  jesteś
                  > cholernie wysokolibidowa i erotyczna a partner nie ? I wszyło by
                  już po ślubie
                  > ?

                  Łut szczęścia to rzecz niezbędna. Zgadzam się. Ale, jak napisała
                  Kachna, niepotrzebna kopulacja, żeby wiedzieć, jakie się ma libido.
                  Grubo przed tym, zanim zaczęłam się bzykać z panami (a zaczęłam
                  wcześnie) dobrze wiedziałam, jaka jestem. Poziom erotycznosci też
                  można sobie określić zanim się straci cnotę. Kwestia dobrego wglądu
                  w siebie, dojrzałosci, szczerości wobec siebie samego i nie
                  pielęgnowania tabu. Erotyczność potencjalnego partnera, ewentualny
                  MiL sprytna dziewczyna też wyczai (z grubsza) zanim rozłoży nogi.
                  • aandzia43 Re: To teraz podwyższyliśmy kryteria po prostu 22.04.09, 11:26
                    Sporo rzeczy można wyczaić zanim się człoweik zdecyduje na
                    kopulację. Nie wszystko, rzecz jasna. Ale szybkie wskakiwanie do
                    łóżka przez ludzi o niskiej samoświadomosci i nawet trwająca jakiś
                    czas satysfakcja z tego pożycia, też nie gwarantją dobrego dalszego
                    ciągu.
    • kici10 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 22.04.09, 00:29
      Glam, pisząc tutaj o tęsknocie za erotyką, adoracją, zauważaniem
      potrzeb wyrażasz tęsknotę wielu kobiet z tego forum. Przewijało się
      to tutaj zresztą wiele razy. Problem w tym, że Twój mąż Cię słucha,
      ale nie słyszy. To jak brzęczenie upierdliwej muchy przy uchu.
      Podobnie jak wielu innych mężów. Nie zdaje sobie sprawy, że to dla
      kogoś może być ważne, o ile nie najważniejsze. Wcale nie ze złej
      woli. Po prostu inną ma perspektywę. Patrzy przez pryzmat własnej
      osobowości, własnych doświadczeń, własnych pragnień. Przypisuje
      Tobie swoją perspektywę. A to dla niego nie jest najistotniejsze.
      Więc sądzi, że dla ciebie też nie. Twoje brzęczenie woli zwalić na
      PMS, ABS, czy CHGW. Zresztą, Ty też patrzysz z własnej perspetktywy,
      niekoniecznie zauważając inną optykę męża, bądź ją deprecjonując.
      Dla wielu facetów takie ciągłe adorowanie kobiet jest ponad siły.
      Nie widzą w tym sensu. Sens jest tylko wtedy, jak zdobywają kobietę.
      Pracowicie nawijają makaron na uszy. Starają się.
      Nadskakują.Podświadomie wiedzą, co przyniesie pożądany efekt. A
      potem jak kupione zapłacone, zaksięgowane, odpuszczają sobie.
      Włożyli tyle wysiłku w zakup, że teraz mogą sobie spokojnie odpocząć
      i zajac sie innymi sprawami. I to wycofanie powoduje pierwsze
      zgrzyty, które generują następne. Kobitki czują sie oszukane. Bo nie
      tak było na początku. A faceci nie wiedzą o co im chodzi. Ot po
      prostu ma muchy w nosie. No bo przecież nie o jakieś mizianie, które
      przecież jest bezsensowne.
      Wytrącenie kogoś z orbity, na której sobie spokojnie egzystuje nie
      jest sprawą prostą. W zasadzie jest to możliwe po jakichś
      traumatycznych przeżyciach. Czasami jest to romans, czasami choroba,
      śmierć kogoś bliskiego, rozpad związków bliskich nam ludzi.
      Generalnie kryzys. Człowiek musi pójść po rozum do głowy i wyjść po
      za własne postrzeganie świata i wejść w cudzą optykę.
      Nie polecam uzdrawiania małżeństwa romansem, ponieważ po pierwsze,
      może tego nie przetrwać, a po drugie już nigdy nie będzie w nim
      poczucia bezpieczeństwa, zawsze będzie podszyte strachem, pomimo
      spełniania potrzeb, a po trzecie na zawsze stracisz status
      księżniczki.
      • bi_chetny Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 22.04.09, 15:45
        kici10: ja mojej żonie długi czas nawijałem makaron na uszy, bo uwielbiam
        rozerotyzowane prowokacyjne rozmowy. ale rozmowy, nie monologi, po których
        jedyne co słyszałem to "no wiesz co" wypowiadane z uśmiechem. niby miło, ale ile
        razy ten sam uśmiech cię ucieszy ?

        dodam jeszcze, że moja żona na początku znajomości realizowała ze mną wiele
        fajnych scenariuszy i fantazji. jak się nazywa odwrotny syndrom MiL ? :)
        • zyg_zyg_zyg Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 22.04.09, 16:13
          jak się nazywa odwrotny syndrom MiL ?

          zespół rycerza i rozpustnika
          • bi_chetny Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 22.04.09, 16:18
            dzięki :)

            nie wiem na ile to zgodne z prawdą, z drugiej strony żona lubi moją seksualność,
            tyle że nie umie ze mną grać...
            • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 22.04.09, 18:40
              bi_chetny napisał:


              > z drugiej strony żona lubi moją seksualność,
              > tyle że nie umie ze mną grać...


              U mnie jest to samo. Wiem, ze mąż jest ze mną szczęśliwy, również w łóżku, ze
              kocha mnie właśnie taka. Ale nie potrafi sam również dmuchać żeby utrzymywać
              miedzy nami żar.
              • bi_chetny Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 10:01
                byłem w weekend na wyjeździe i na imprezie miałem spontaniczną przygodę z dwiema
                kobietami naraz. wróciłem trochę z wyrzutami sumienia, trochę zadowolony... i
                zaskoczenie, bo żona w ogóle nie dąży do seksu po moim powrocie [a minęło już 10
                dni :)] i zaczyna mnie to trochę niepokoić. Przy czym wszystko jest ok, jest
                miło i sympatycznie. Bałem się trochę naszego zbliżenia zaraz po, bo pełno
                miałem różnych myśli w głowie. Ale mija kolejny dzień a ja nie wiem co mam myśleć...
                • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 11:11

                  bi_chetny napisał:

                  > miałem spontaniczną przygodę z dwiema kobietami naraz.

                  Bi, niezly jestes ;-)) Ja jednak do pozamalzenskiego seksu
                  potrzebuje miec jednak z facetem tzw. connection, jakis klimat
                  rozwijajacej sie obustronnej fascynacji. Potrzebuje czuc, ze
                  facetowi az trzesa sie do mnie rece, ze sa miedzy nami jakies
                  emocje. Tak na zimno z zupelnie obcymi ludzmi bym nie potrafila.
                  Przygodny seks dla sportu to zupelnie nie moja bajka.
                  A jesli chodzi o wyrzuty sumienia, no coz - zastanawiam sie czasem
                  co mnie bardziej przeraza : pozostac lojalna malzonka, ale NIGDY nie
                  poczuc juz Z NIKIM klimatow jakie lubie w seksie (bo z mezem sie nie
                  uda, to juz dla mnie oczywiste) czy przyplacic te "odrobine luksusu"
                  wyrzutami sumienia...
                  • riki_i Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 17:23
                    > zastanawiam sie czasem
                    > co mnie bardziej przeraza : pozostac lojalna malzonka, ale NIGDY
                    > nie poczuc juz Z NIKIM klimatow jakie lubie w seksie (bo z mezem
                    > sie nie uda, to juz dla mnie oczywiste) czy przyplacic te
                    > "odrobine luksusu" wyrzutami sumienia...

                    Powiem po sobie tak. Odnowione "poczucie klimatów" jest oczywiście bezcenne, ale
                    jak po jakimś czasie się zrobi z tego syf typu 'zazdrosny psychokochanek'
                    -terrorysta emocjonalny z tendencjami do szantażu, to z wszelkich ciągot
                    będziesz wyleczona na długo.
                • mujer_bonita Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 11:31
                  bi_chetny napisał:
                  > byłem w weekend na wyjeździe i na imprezie miałem spontaniczną przygodę
                  > z dwiema kobietami naraz.

                  Kolejne 'wołanie o pomoc' czy 'każdemu może się zdarzyć'?

                  > Ale mija kolejny dzień a ja nie wiem co mam myśleć...

                  Może szykuje papiery rozwodowe :)
                  • songo3000 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 12:24
                    A może właśnie uprała obspermione prześcieradło co by 'misio' się nie kapnął :)
                    Właśnie Bi, robiła jakieś pranie czy nie?
                    • mujer_bonita Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 12:28
                      songo3000 napisał:
                      > A może właśnie uprała obspermione prześcieradło co by 'misio' się nie kapnął :)

                      Hmmm... to by tłumaczyło przerwę w seksie. Standardowa dawka dostała się komuś innemu ;)
                      • bi_chetny Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 13:39
                        cóż, nie mam zamiaru się tłumaczyć, sam mam z tego powodu trochę wyrzutów sumienia.
                        tak, przeszło mi przez głowę, że może jest ktoś... nie przeszkadzałoby mi to w
                        sumie.
                        a była chemia i to spora, nie był to zwykły seks dla sportu.
                        • kachna79 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 13:45
                          > cóż, nie mam zamiaru się tłumaczyć, sam mam z tego powodu trochę
                          wyrzutów sumie
                          > nia.

                          :) i będzie coraz łatwiej - za jakiś czas uznasz, że to co robisz
                          jest zupełnie normalne i wszyscy tak działają, z Twoją żoną
                          włącznie...
                          • bi_chetny Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 13:54
                            nawet jeśli to co ? nie wierzę w zbawienie i inne pierdoły. każdy układa własną
                            układankę.
                            • mujer_bonita Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 14:26
                              bi_chetny napisał:
                              > nawet jeśli to co ? nie wierzę w zbawienie i inne pierdoły. każdy układa własną
                              > układankę.

                              Ale nie każdy krzywdzi bliskich dla przyjemności własnego ch..a. Tyle gadania jakie to życie jest ciężkie, jak 'weryfikuje postawy' etc. a tu po prostu wychodzi Twoja prawdziwa natura.

                              Jedyne co to współczuję Twojej żonie po tym wszystkim co przeszła.
                              • bi_chetny Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 14:29
                                i pewnie słusznie
                            • kachna79 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 14:42
                              bi_chetny napisał:

                              > nawet jeśli to co ? nie wierzę w zbawienie i inne pierdoły. każdy
                              układa własną
                              > układankę.

                              Ależ tu nie ma co uderzać z tak grubej rury. Zbawienie to wielka
                              sprawa - jasne, że mało uniwersalna jako wartość. Ale uczciwość,
                              lojalność i złamanie danego słowa to elementy, które mozna
                              analizować bez naleciałości światopogladowych. I nie rób mi tu
                              aluzji do mojego systemu wartości, bo nazywanie zdrady po imieniu (i
                              bez retuszu) nie wymaga, aż takich wynurzeń.
                              • bi_chetny Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 15:20
                                chyba to mnie przytłoczyło.przepraszam wszystkich i już się nie odzywam
                                • cyklista6 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 16:00
                                  Kiedy przypadek kolegi bi_chętnego nie jest tak bardzo odległy od tematyki
                                  wprowadzonej przez Autorkę wątku. Ot i dylemat - czy lepiej zachować dane słowo,
                                  wierność i uczciwość, czy lepiej pokombinować na boku aby spełnić swoje
                                  pragnienia. Bi_ dokonał swego wyboru i mogę go zrozumieć, chociaż niepotrzebnie
                                  miesza do tego Pana Boga i zbawienie. Nawet jeżeli przyjąć, że nie ma Boga - to
                                  i tak wszystkiego nie wolno. Rozumiem Glam, że się miota - bo to dylemat niemal
                                  każdej osoby tutaj, mnie nie wyłączając. I ten dylemat towarzyszy ludziom od
                                  wieków, ani my tego nie wymyśliliśmy ani na nas historia się nie zakończy.
                                  • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 16:10

                                    cyklista6 napisał:

                                    > Nawet jeżeli przyjąć, że nie ma Boga - to
                                    > i tak wszystkiego nie wolno.

                                    Tyle ze nie bycie katolikiem jednak trcohe zmienia postac rzeczy, bo
                                    to "nie wolno" daje sie wtedy bardzo latwo zrelatywizowac.
                                    • mujer_bonita Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 16:14
                                      glamourous napisała:
                                      > Tyle ze nie bycie katolikiem jednak trcohe zmienia postac rzeczy, bo
                                      > to "nie wolno" daje sie wtedy bardzo latwo zrelatywizowac.

                                      Bzdura Glam. Ja jestem niewierząca i dla mnie 'nie wolno' jest kategorią bardzo obiektywną. Relatywizacja wynika z egoizmu i myślenia przez pryzmat wygody własnego tyłka.
                                      • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 16:51

                                        mujer_bonita napisała:

                                        > Bzdura Glam. Ja jestem niewierząca i dla mnie 'nie wolno' jest
                                        kategorią bardzo
                                        > obiektywną. Relatywizacja wynika z egoizmu i myślenia przez
                                        pryzmat wygody wła
                                        > snego tyłka.


                                        Totez wlasnie o tym mowie. Brak odgornego zakazu "zdradzac nie
                                        wolno" oraz brak narzuconej moralnosci zewnetrznej (wiara w Boga,
                                        przysiega wiernosci przed oltarzem i scisle stosowanie sie do zasad
                                        KK) sprawia, ze kazdy taki niewierzacy moze sobie dowolnie dopasowac
                                        owo "nie wolno" do wlasnego widzimisie. Kiedy nie ma jakichs
                                        odgornych, narzuconych hamulcow, wtedy owo "nie wolno" robi sie
                                        calkiem fakultatywne, a jego interpretacja jest dosc swobodna. Po
                                        prostu kazdy ma inne kryteria jego aplikowania.
                                        • mujer_bonita Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 17:04
                                          glamourous napisała:
                                          > Po prostu kazdy ma inne kryteria jego aplikowania.

                                          Z tym, że tak naprawdę 'nie wolno' określa nasz partner nie my. Ty czy Bi
                                          możecie mieć dowolne, pokrętne definicje, które tak naprawdę są zupełnie
                                          nieistotne.

                                          'Nie wolno' wyrządzać krzywdy drugiemu człowiekowi jest również dość uniwersalną
                                          zasadą.
                                        • dirty.little.lie Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 19:53
                                          Kiedy nie ma jakichs
                                          > odgornych, narzuconych hamulcow, wtedy owo "nie wolno" robi sie
                                          > calkiem fakultatywne, a jego interpretacja jest dosc swobodna. Po
                                          > prostu kazdy ma inne kryteria jego aplikowania.

                                          przysięga przed ołtarzem nie ma nic do rzeczy, bo i przysięgając tylko sobie
                                          nawzajem (niekoniecznie milosc az po grob), tez mozna wymagac wiernosci. i
                                          biorac pod uwage to co piszesz, to wyglada na to, ze nie oczekujecie od siebie
                                          wiernosci. dobrze rozumiem?
                                          • mujer_bonita Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 20:33
                                            dirty.little.lie napisała:
                                            > biorac pod uwage to co piszesz, to wyglada na to, ze nie oczekujecie od siebie
                                            > wiernosci. dobrze rozumiem?

                                            Dla Glam wierność nie jest ważniejszym czynnikiem w małżeństwie. Zdania jej małżonka nie znamy - idę o zakład, że go nie podziela. Ale już zostało ustalone, że jego zdanie się nie liczy :)
                                            • dirty.little.lie Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 20:59
                                              > Dla Glam wierność nie jest ważniejszym czynnikiem w małżeństwie.

                                              tzn (wg niej) wiernosc z jej strony nie jest taka wazna. ciekawe czy nie mialaby
                                              pretensji, gdyby maz ja zdradzil, bo nie spelnialaby jego potrzeb.

                                              wydaje mi sie, ze watek mial byc tylko zlepkiem przemyslen a nieco wymknal sie
                                              zalozycielce spod kontroli. szczerze mowiac, postawa Glam to postawa niestety
                                              tchorzowska.
                                              czytam tu rozne historie i np nie wyobrazam sobie Avide'a piszacego - hmm zona
                                              nie spelnia moich potrzeb, wielokrotnie probowalem to poprawic, ale nie udalo
                                              sie z braku checi zony, dlatego czuje sie usprawieliwiony do beztroskiego
                                              skakania w bok. no ale przy zonie zostane, tak dla wygody.

                                              • aandzia43 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 21:08
                                                > czytam tu rozne historie i np nie wyobrazam sobie Avide'a
                                                piszacego - hmm zona
                                                > nie spelnia moich potrzeb, wielokrotnie probowalem to poprawic,
                                                ale nie udalo
                                                > sie z braku checi zony, dlatego czuje sie usprawieliwiony do
                                                beztroskiego
                                                > skakania w bok. no ale przy zonie zostane, tak dla wygody.
                                                >

                                                Taka jesteś pewna?:-) Przy całym moim szacunku i sympatii do Avide
                                                (jak i do większości uczestników forum), jakos tak na tyle długo
                                                żyję i tyle niespodziewanych wolt widziałam, że naprawdę sporo
                                                potrafie sobie wyobrazić.
                                                • dirty.little.lie Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 21:56
                                                  pewna nie jestem. pewnie nikt z nas na 100% samego siebie pewien byc nie moze,
                                                  bo bywa baaaardzo roznie. tym bardziej nie bede reczyc za obca mi osobe. ;)

                                                  ale taka mniej wiecej widze roznice miedzy postawa Glam a Avide'a.
                                              • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 23:16
                                                dirty.little.lie napisała:

                                                > tzn (wg niej) wiernosc z jej strony nie jest taka wazna. ciekawe czy nie mialaby
                                                > pretensji, gdyby maz ja zdradzil, bo nie spelnialaby jego potrzeb.

                                                Gdybym :

                                                1) nie spelniala jego potrzeb pomimo ze uparcie by mi to komunikowal
                                                2) wiedziala, jak wazne jest dla niego ich spelnienie
                                                3) wiedziala/czula ze nie spelniam jego oczekiwan pod tym wzgledem i nie byla w
                                                stanie nawet odrobiny sie do niego ( w sposob jego choc troche zadowalajacy) nagiac

                                                ...jednym slowem gdyby sytuacja byla analogiczna, wtedy Z CALA PEWNOSCIA
                                                mialabym na tyle humanitaryzmu, zeby nie zadac od niego bezwzglednej wiernosci.

                                                Moj przypadek to nie jest 'niewierność' (NADAL do niczego nie doszlo!) z powodu
                                                kaprysu czy znudzenia, tylko braku nadziei na to ze kiedykolwiek cos sie w tej
                                                waznej dla mnie kwestii ruszy.
                                                • dirty.little.lie Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 25.04.09, 19:55
                                                  (...)
                                                  > ...jednym slowem gdyby sytuacja byla analogiczna, wtedy Z CALA PEWNOSCIA
                                                  > mialabym na tyle humanitaryzmu, zeby nie zadac od niego bezwzglednej wiernosci.

                                                  hm, ale pewnie wolalabys, zeby to wygladalo tak, ze sama mu to komunikujesz
                                                  (czyli masz swiadomosc tego, ze ma prawo sie na seks pozamalzenski zdecydowac,
                                                  jesli chce) zamiast tego, ze on sam by sobie dedukowal, ze pewnie nie mialabys
                                                  nic przeciwko ;)

                                                  > Moj przypadek to nie jest 'niewierność' (NADAL do niczego nie doszlo!) z powodu
                                                  > kaprysu czy znudzenia, tylko braku nadziei na to ze kiedykolwiek cos sie w tej
                                                  > waznej dla mnie kwestii ruszy.

                                                  wiem. jednak nie podoba mi sie motywacja - bede z nim z wygody
                        • sagittka Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 15:57
                          bi_chetny napisał:

                          > a była chemia i to spora, nie był to zwykły seks dla sportu.

                          Żonie jest wszystko jedno z jakich pobudek sypiasz z innymi
                          kobietami, sam przed sobą tez nie musisz się usprawiedliwiać
                          uczuciami wyższymi ( że niby chemia a nie tylko sport), a
                          forumowicze i tak patrzą na to jak na przypadek zwykłego
                          kobieciarza, co sobie folguje na imprezach, bo życie jest jedno.
                          • mujer_bonita Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 16:15
                            sagittka napisała:
                            > sam przed sobą tez nie musisz się usprawiedliwiać

                            Usprawiedliwiactwo (nie mylićś z usprawiedliwianiem) to ulubiony sport Bi :)
                            • anula36 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 16:56
                              wracajac do tematu pierwszego - za Glam moge tylko trzymac kciuki zeby klimaty z 9 i pol tygodnia nie skonczyly sie jak w tym filmie i w takim czasie;)
                              Czytajac Twoje posty Glamorous pojac nie moge po co Ci w ogole to cale malzenskie zaplecze? Lata walki z przywarami erotycznymi meza,perspektywa ze nigdy juz Cie seks z nim naprawde nie zakreci, dzieci nie bo sie seks spsuje jeszcze bardziej, a jak maz odejdzie nieszczescia nie bedzie.Wiec w czym lepsze jego bycie od niebycia?
                              • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 17:11
                                anula36 napisała:

                                > Wiec w czym lepsze jego bycie
                                > od niebycia?


                                Bo zycie to nie tylko seks, a pod kazdym innym wzgledem uklada nam
                                sie cudownie. Ja zas nie mam juz 20 lat i nie mam zamiaru strawic
                                nastepnych 10 na poszukiwaniu mojej drugiej polowki. Z ktora po
                                pierwszych uniesieniach moze sie okazac ze jest TAK SAMO, plus do
                                tego moga dojsc jeszcze inne, uniemozliwiajace wspolne zycie wady.
                                Coz, jestem katastrofistka. Do tego strasznie rzadko przydarza mi
                                spotkac kogos, kto jest w stanie w ogole mi sie spodobac, o
                                motylkach i pozarze zmyslow juz nie wspomne.
                                A z mezem jest mi po prostu po drodze, moze nie tyle seksualnie, ale
                                zyciowo.
                                • gardenersdog Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 17:39
                                  >> > Coz, jestem katastrofistka.

                                  Raczej: cyniczna egoistka

                                  Coś ostatnio wysyp kur...wa na forum: od całkiem pospolitego do "libertyńskiego" lol
                                  • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 19:42
                                    O tym, czy jestem egoistka (cyniczna) czy nie, mogą powiedzieć tylko ludzie
                                    którzy naprawdę znają mnie i moją sytuację. Daruj wiec sobie osądy oraz epitety,
                                    gdy znasz tylko mały ułamek czyjejś historii.
                                    • aniorek Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 20:10
                                      Eee, ale to forum jest i epitety sie pojawiaja - zarowno pozytywne (te pewnie Ci nie przeszkadzaja, nawet jesli osoba je wypowiadajaca Cie nie zna), jak i negatywne.
                                      Piszac tak wiele o zyciu prywatnym w miejscu publicznym chyba nalezy sie z tym liczyc. Ja bym sie liczyla, szczegolnie na forum gazetowym.

                                      A i zgadzam sie, ze sytuacje Glam znamy tylko z jej perspektywy. Rownie dobrze caly watek-gigant i plynace z niego wnioski mozna wiec o kant d..y rozbic. :)
                                    • gardenersdog Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 20:45
                                      Konsekwentnie, ponieważ jest to publiczne forum, a ja właśnie zjadłam kolację i
                                      zwyczajnie "mi się nudzi" mogę 'sobie a muzom' stawiać pytanie, czy ty w ogóle
                                      SZANUJESZ swojego męża, opisując na publicznym forum tak intymne szczegóły
                                      waszego pożycia i osobowość Twojego męża, jego nawyki masturbacyjne itp. w
                                      dodatku w języku, do którego on nie ma dostępu?
                                      Poddajesz pod osąd WASZĄ intymną sferę bez jego wiedzy i udziału. Nie muszę cię
                                      znać osobiście, by tylko na podstawie powyższego wnioskować, że masz monstrualne
                                      ego.
                                      • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 21:35
                                        gardenersdog napisała:

                                        > SZANUJESZ swojego męża, opisując na publicznym forum tak intymne szczegóły
                                        > waszego pożycia i osobowość Twojego męża,

                                        Forum jest anonimowe, a ja tu jestem tylko nickiem.
                                        Który w dodatku wystawia na anonimowy widok publiczny tylko b.mała cząstkę
                                        swojego anonimowego życia. Rzeczywiście, woła to o pomstę do nieba i jest
                                        świetna podstawa do oceny ego :-/
                                        A oceniaj sobie, co tylko chcesz - mam tylko nadzieje, ze wiesz o jakiego
                                        pokroju mentalności takie ocenianie świadczy.

                                        PS. Bez odbioru.
                              • zdzichu.ok Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 24.04.09, 00:25
                                No i dotarliśmy do sedna. Jak ktoś żyje według zasad wyższych,
                                kieruję się szlachetnymi przesłankami i ma skromne mniemanie o sobie
                                i życiu w układzie partnerskim czyli wszystko to co daje, albo stara
                                się przekazywac wiara w Boga, to ma duże szanse przeżyć swoje życie
                                w wiernym związku z jedną i tą samą osobą, może bez fajerwerków w
                                seksie, ale za to uczciwie , godnie, po ludzku, szczerze. A jak
                                komuś kościół jest bleee, ci co wierzą to - "katole" co szerzą
                                propagande księży itd. No to śmiem twierdzić że mają na to dużo
                                mniejsze szanse. I żeby mi tu nie zarzucać że bronie "Rydzykowe"
                                klimaty itd. Bo zupełnie nie o tym mowa. Poprostu jak ktoś ma na
                                uwadze w życiu, że mąż/żona nie bzyka sie tak namiętnie jakbym
                                chciał/a, to jest tylko kwestią czasu kiedy sie zacznie szukać na
                                boki. Tyle tylko że nie dla wszystkich jest to najważniejsze, i
                                umieją sie w odpowiednim momencie złapać za kutasa/pizde i
                                powiedzieć, "nie, nie jestem zwierzęciem, nie zrobie mu tego, mimo
                                że nie zerżnął/zerżnęła mnie tak jakbym tego chciał, ale za to ma
                                mnóstwo innych cech które są wiele warte i tego się trzeba trzymać",
                                w innym wypadku rodzi się momentalnie bardzo wygodny relatiwizm
                                moralny, "ja przecież mogę go zdradzić bo.........", i wtedy od razu
                                jest łatwiej.... Usprawiedliwiony, usprawiedliwiona przed samą sobą,
                                pizda/kutas miały chwile radości, jest git. Tylko rano tak jakoś
                                głupio spojrzeć w lustro, popatrzeć w oczy i pomyśleć....."stałem
                                się taki/taka jak ta cała reszta chłamu łażącego po tym świecie"....
                                Ale potem sie wbije w tłum na ulicy, zapomni, i wszystko jest extra,
                                a po paru latach nic tylko sie cieszyć że się skorzystało jak była
                                szansa na chwile przyjemności... Niestety prawda jest taka że
                                dzisiejszy świat stwarza coraz więcej okazji do skoków w bok i do
                                popierdolenia instytucji małżeństwa, ale ze względu na koniecznośc
                                społeczną ludzie dalej sie czują w obowiązku wchodzenia w
                                ten "święty sakrament" jednocześnie nie widząc wiele za tymi słowami
                                wypowiadanymi w kościele, oprócz rosołu, pierścionka, i wódki na
                                weselu. Ale nie ma o co sie pienić..., w końcu to norma..., tak jak
                                normą jest wzrostu hormon i ten koleś leżący na chodniku z rozjebaną
                                mordą.............//// Pozdrawiam, Zdzichu
                                • mujer_bonita Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 24.04.09, 01:01
                                  zdzichu.ok napisał:
                                  > w innym wypadku rodzi się momentalnie bardzo wygodny relatiwizm
                                  > moralny, "ja przecież mogę go zdradzić bo.........", i wtedy od razu
                                  > jest łatwiej.... Usprawiedliwiony, usprawiedliwiona przed samą sobą,
                                  > pizda/kutas miały chwile radości, jest git.
                                  (...)
                                  > Ale nie ma o co sie pienić..., w końcu to norma..., tak jak
                                  > normą jest wzrostu hormon i ten koleś leżący na chodniku z rozjebaną
                                  > mordą.............//// Pozdrawiam, Zdzichu

                                  Ech Zdzichu - jednego nie odmówić Ci nie można - potrafisz tafić w sedno ;)
                                • aandzia43 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 24.04.09, 01:17
                                  O, Zdzichu herbu Golonka:-)

                                  Poprostu jak ktoś ma na
                                  > uwadze w życiu, że mąż/żona nie bzyka sie tak namiętnie jakbym
                                  > chciał/a, to jest tylko kwestią czasu kiedy sie zacznie szukać na
                                  > boki.

                                  Akurat! A jak ktoś marzy o ładnych butach na wiosnę, smacznym
                                  obiedzie i wyjeździe na wakacje to jest kwestią czasu, kiedy zacznie
                                  szukać staruszki, żeby obalić ją na glebę i wydrzeć jej torebke z
                                  emeryturą. Nie bardzo rozumiem, dlaczego tak uparcie (przynajmniej w
                                  tych postach, które czytałam) obstajesz przy zgodzie na smutną
                                  bylejakość w małżeństkiej alkowie? Właściwie, to ty ją
                                  gloryfikujesz.

                                  > Usprawiedliwiony, usprawiedliwiona przed samą sobą,
                                  > pizda/kutas miały chwile radości, jest git.

                                  Czyżbyś nie łapał takiej oczywistości, że to nie samo spuszczenie z
                                  krzyża tak kręci ludzi w seksie? Bo kutas i pizda chwile radości
                                  mają już podczas tego cieniutkiego jak zupa w domu skąpca seksiku
                                  małżeńskiego. Małżeńskiego według twoich standardów, rzecz jasna.
                                  Przepis na moją zupę jest bardziej bogaty.
                                  Hm...ciągle jeszcze ludzie mnie zaskakują.
                                • dirty.little.lie Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 25.04.09, 20:00
                                  wszystko to co daje, albo stara
                                  > się przekazywac wiara w Boga, to ma duże szanse przeżyć swoje życie
                                  > w wiernym związku z jedną i tą samą osobą, może bez fajerwerków w
                                  > seksie, ale za to uczciwie , godnie, po ludzku, szczerze.

                                  jaaaasne, bo tylko wiara w Boga daje szczescie...
                                  czyli kobieta (badz facet) moze sie zaniedbywac albo przechodzic 'cudowne'
                                  przemiany poslubne, ale przeciez wiara w Boga itd... trzeba wszystko z pokora
                                  znosic i jeszcze dziekowac za ten akt dobroci jakiego jestesmy w stanie doswiadczac.
      • fayette Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 23.04.09, 23:28
        > Wytrącenie kogoś z orbity, na której sobie spokojnie egzystuje nie
        > jest sprawą prostą. W zasadzie jest to możliwe po jakichś
        > traumatycznych przeżyciach. Czasami jest to romans, czasami choroba,
        > śmierć kogoś bliskiego, rozpad związków bliskich nam ludzi.
        > Generalnie kryzys. Człowiek musi pójść po rozum do głowy i wyjść po
        > za własne postrzeganie świata i wejść w cudzą optykę


        a co można zrobić, żeby wytrącić kogoś z takiej orbity ale bez wyważania z
        zawiasów całego "układu slonecznego"? :-) Jak doprowadzić do kryzysu, żeby nie
        skończył się katastrofą ale uzdrawiającym przesileniem? I czy ten kto chce
        wytrącić sam też musi się wytrącić z jakiejś własnej orbity?
        • kici10 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 24.04.09, 00:16
          a co można zrobić, żeby wytrącić kogoś z takiej orbity

          Nie mam zielonego pojęcia. Każdy chyba musi poszukać swojego
          własnego sposobu. Niemniej wydaje mi się, że najpierw chyba trzeba
          zacząć od siebie, aby metodą naczyń połączonych zmieniła się reszta.
          Ale nie gorączkuj się, ze swojej orbity najtrudniej się wytrącić.
          • aandzia43 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 24.04.09, 00:23
            > Ale nie gorączkuj się, ze swojej orbity najtrudniej się wytrącić.

            Hi, hi, zaiste;-)
          • fayette Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 24.04.09, 01:34

            > Nie mam zielonego pojęcia. Każdy chyba musi poszukać swojego
            > własnego sposobu. Niemniej wydaje mi się, że najpierw chyba trzeba
            > zacząć od siebie, aby metodą naczyń połączonych zmieniła się reszta.
            > Ale nie gorączkuj się, ze swojej orbity najtrudniej się wytrącić.

            gorączka chętnie, ale od poniedziałku i o ile będzie lało :-)
            pociągnęłam za język bez złych intencji Kici, ciekawa byłam po prostu pointy :-)
            te orbity o których piszesz kojarzą mi się z koleinami, w które człowiek wpada i nie może z nich wyskoczyć.
            Bardzo fajny i mądry post (ten do Glamourous)

            pozdrawiam :-)
            • cyklista6 Zaraz, zaraz - proszę o kulturalną dyskusję 24.04.09, 10:04
              Bardzo nieładny się zrobił ten wątek pod koniec, chociaż przez długi czas był
              ciekawy.

              Glam - do której zapewne nie tylko ja na tym forum odczuwam sympatię - opisała
              nam swoje rozterki. Jest bardzo inteligentną kobietą, potrafi sama siebie
              zanalizować i dostrzec w sobie to, czego inni ludzi boją się w sobie znaleźć.
              Podzieliła się z nami swoimi przemyśleniami i wahaniami. Nie oczekiwała od nas
              recepty - jak wielu z nas opisała swoją historię abyśmy mogli się w niej (choćby
              częściowo) zobaczyć w lustrze. Świadomość, że inni miewają podobne problemy co
              my jest często dla człowieka ulgą, a także pomocą - bo można na cudzym
              przykładzie się sporo nauczyć.

              Po drodze dyskusja doszła do... Dostojewskiego - ktoś nawet przywołał
              zamordowanie staruszki dla pieniędzy. Co człowiekowi wolno a czego nie wolno?
              Czy jeżeli Boga nie ma to wszystko wolno? Jakie jest niebezpieczeństwo
              relatywizmu, kiedy człowiek nie opiera się na zewnętrznym autorytecie a
              konstruuje swoją moralność samodzielnie? I potem samodzielnie ją modyfikuje w
              konfrontacji z tzw. życiem?

              To są wszystko świetne pytania.

              Konsekwencją jest pytanie Glam: czy dopuszczalne (i w jakim sensie mówimy o
              "dopuszczalności") jest zdradzanie partnera, kiedy ów partner - mimo naszych
              wielokrotnych prób nie wykazuje chęci na współpracę w jakże ważnej dla nas
              kwestii. Co oznacza "zdrada", "wielokrotne próby" - w jakiej formie mamy
              komunikować nasze chęci aby uznać, że zostały 'prawomocnie doręczone' itd. itd.

              To, że nie dojdziemy do ostatecznych wniosków jest więcej niż jasne. Ale
              rozmawiajmy o tym kulturalnie.

              Nie zaśmiecajmy tego wątku osobistymi wycieczkami czy argumentami ad personam.
              Czyli - nie oceniamy Osoby - Autorki Wątki tylko oceniajmy postępowanie, albo
              poglądy.

              Pozdrawiam wszystkich serdecznie i przypominam, że już piątek a zatem prawie
              weekend - czyli pora wzmożonego uprawiania seksu z żonami, mężami (tak swoimi
              jak i cudzymi), kochankami, przyjaciółmi-z-wygodami czy przygodnie spotkanymi
              grupami osób płci przeróżnej o zmiennej liczebności.

              • glamourous Dzieki Cyklista za wsparcie moranlne :-) 24.04.09, 12:17

                cyklista6 napisał:

                > Bardzo nieładny się zrobił ten wątek pod koniec, chociaż przez
                długi czas był
                > ciekawy.


                No wlasnie, tez skonstatowalam (zwlaszcza po dosc ordynarnym poscie
                Gardener's) ze watek w pewnym momencie zrobil sie calkiem niefajny.
                Ostre oceny, zarzuty, epitety... Tymczasem z zalozenia chcialam
                tylko - dokladnie tak jak to odebral Cyklista - podzielic sie na
                forum moimi przemysleniami nad efektem dlugotrwalych walk o
                zrozumienie w zwiazku, w ktorym ludzie roznia sie potrzebami. Bo
                mysle, ze (do licha!) nikt swiety nie jest i kazdy czlowiek z
                podobym problemem jak ja, czyli walacy glowa w mur zeby dotrzec do
                partnera i zostac przez niego zrozumianym w swoich potrzebach w
                pewnym momencie staje w koncu przed dylematem "zlozyc bron i tkwic w
                niespelnieniu - czy posilic sie na miescie" Kazdy w takiej sytuacji
                jest w koncu w pewnym momencie wodzony na pokuszenie. I wlasnie
                stojac na progu takiego pokuszenia zalozylam ten watek. Ktory jednak
                wymknal sie spod kontroli, a ciekawa dyskusja ustapila miejsca
                niewybrednym ocenom i niesmacznym spekulacjom typu "dupa JUZ
                sprzedana, nastepna k*** do kolekcji". Tylko nielicznym przyszlo do
                glowy, ze kobieta zamiast pojsc stereotypowo i automatycznie w cug
                oraz zaczac sie puszczac na calego, moze wykorzystac te sytuacje
                jako kolejna lekcje zycia oraz pretekst do wyciagniecia ciekawych
                wnioskow w stylu "dokad zmierzam i czego chce w zyciu". A takze do
                analizy uczuc, bilansu zyskow i strat oraz innych konstruktywnych
                rzeczy.
                Poki co jest jak jest. Nie naleze do kobiet myslacych wylacznie
                srodkowa czescia ciala. Motylki w stosunku do Libertyna nieco opadly
                a i konsumpcja nadal nie nastapila (i raczej nie nastapi). Za to
                przyszla pora na glebsza refleksje.

                > To, że nie dojdziemy do ostatecznych wniosków jest więcej niż
                jasne. Ale
                > rozmawiajmy o tym kulturalnie.


                No wlasnie, najlepiej jednak byloby juz zakonczyc ten przydlugi i
                lekko zdegenerowany watek. W kazdym razie ja wylaczam sie z
                dyskusji - dosyc mam juz tej okraszonej oskarzeniami wiwisekcji.
                • urquhart Re: Dzieki Cyklista za wsparcie moranlne :-) 24.04.09, 12:34
                  glamourous napisała:
                  > Ostre oceny, zarzuty, epitety... Tymczasem z zalozenia chcialam
                  > tylko - dokladnie tak jak to odebral Cyklista - podzielic sie na
                  > forum moimi przemysleniami nad efektem dlugotrwalych walk o
                  > zrozumienie w zwiazku, w ktorym ludzie roznia sie potrzebami. Bo
                  > mysle, ze (do licha!) nikt swiety nie jest i kazdy czlowiek z
                  > podobym problemem jak ja, czyli walacy glowa w mur zeby dotrzec do
                  > partnera i zostac przez niego zrozumianym w swoich potrzebach w
                  > pewnym momencie staje w koncu p

                  Odwieczny problem poszukiwania w innym człowieku bliskości i zrozumienia.
                  Kto odsłaniania swoje słabości w nadziei bycia zrozumianym, ryzykuje
                  jednocześnie że ktoś mu w najsłabszy punkt boleśnie przykopie.
                  • mujer_bonita Re: Dzieki Cyklista za wsparcie moranlne :-) 24.04.09, 12:56
                    urquhart napisał:
                    > Odwieczny problem poszukiwania w innym człowieku bliskości i zrozumienia.
                    > Kto odsłaniania swoje słabości w nadziei bycia zrozumianym, ryzykuje
                    > jednocześnie że ktoś mu w najsłabszy punkt boleśnie przykopie.

                    Jak zwykle na tym forum pomyliłeś zrozumienie z poparciem. IMO zdecydowana większość ludzi rozumie sytuację Glam tyle, że nie popiera proponowanego przez niej 'leku' i ma prawo to wyrazić.

                    Glam rzuciła 'pomysł', który został przez niektórych ostro skrytykowany a jej postawa została nazwana po imieniu. Nie od dziś wiadomo, że to nie jest miejsce gdzie głaskają po główce nawet stałych bywalców.
                    • urquhart Re: Dzieki Cyklista za wsparcie moranlne :-) 24.04.09, 13:11
                      mujer_bonita napisała:

                      > Jak zwykle na tym forum pomyliłeś zrozumienie z poparciem (...)
                      > Nie od dziś wiadomo, że to nie jest miejsce
                      > gdzie głaskają po główce nawet stałych bywalców.

                      Nie nadążasz chyba w odróżnianiu "nie popierania" od rzucania epitetami.
                      Ale generalnie zgadzam się co to tego że na bezinteresowne "głaskanie po główce" nie należy liczyć ani tu ani gdzie indziej.
                      • mujer_bonita Re: Dzieki Cyklista za wsparcie moranlne :-) 24.04.09, 13:20
                        urquhart napisał:
                        > Nie nadążasz chyba w odróżnianiu "nie popierania" od rzucania epitetami.

                        Zależy co dla kogo jest epitetem oczywiście. A nazywanie spraw po imieniu (bez owijania w bawełnę, kadzenia i eufemizmów) bywa bolesne.
                        • glamourous Re: Dzieki Cyklista za wsparcie moranlne :-) 24.04.09, 13:59
                          mujer_bonita napisała:


                          > Zależy co dla kogo jest epitetem oczywiście. A nazywanie spraw po
                          imieniu (bez
                          > owijania w bawełnę, kadzenia i eufemizmów) bywa bolesne


                          Dla mnie nie jest to bolesne - jestem dorosla i potrafie przyjmowac
                          krytyke. Nie liczylam rowniez na glaskanie po glowce - zbyt dobrze
                          znam to forum, oraz podejscie wiekoszosci tu piszacych do
                          malzenskiej nielojalnosci. Ani na zrozumienie, bo od tego mam
                          przyjaciol w podobnych zyciowych konfiguracjach lub przynajmniej z
                          podobnymi doswiadczeniami w przeszlosci.
                          I nie wycofuje sie z watku dlatego, ze obrazam sie za epitety, czy
                          dlatego ze cos mnie 'zabolalo' - bo nie wkladam emocji w moje
                          forumowe "zycie" i nie biore wszystkiego "do siebie". Po prostu
                          merytoryczna dyskusja sie wyeksploatowala, zostala przewalkowana pod
                          wszystkimi mozliwymi katami, a watek zrobil sie przydlugi i coraz
                          bardziej przypomina slowne przepychanki. Czas go wiec zamknac, zanim
                          przeksztalci sie w drugie "Walenie" (starzy forumowicze wiedza o
                          czym mowie :-)
    • arronia Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 24.04.09, 16:44
      glamourous napisała:
      > Wiem, ze Ameryki nie odkrylam, ale dziele sie z Wami doswiadczeniem,
      > ze owo seksualne odessanie i przeniesienie swojej uwagi w jakies
      > inne rejony (osobowe lub bezosobowe ;-) jest naprawde skuteczne i
      > uwalniajace od frustracji. I jest chyba niestety jedyna alternatywa
      > dla rozstania w sytuacji gdy nasza druga polowka jest slabo
      > reformowalna.

      Wiem, że wątek został przeznaczony na uschnięcie, ale jednak rozmyślam sobie nad
      jedną sprawą. Tak obok całej dyskusji, która się tu przetoczyła.

      Siła płynąca z odpępowienia się? Ok, przemawia do mnie, w pewnym zakresie
      stosuję sama, prewencyjnie, że tak powiem.

      Ale jakie to odpępowienie powinno być? Bo dla mnie pierwszym skojarzeniem jest
      rozproszone zainteresowane światem-poza-partnerem. Nie skupienie się na nowym
      obiekcie. Raczej cieszenie się ekscytacyjkami z różnych miejsc i sytuacji. Tu
      emablujący sprzedawca pietruszki, tam jakiś niedoszły czy były, z błyskiem w
      oku, czy nutą zawodu, seksowny pracownik banku, podpieprzone pogaduszki, takie tam.
      • aandzia43 Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 24.04.09, 17:02
        > Ale jakie to odpępowienie powinno być? Bo dla mnie pierwszym skojarzeniem jest
        > rozproszone zainteresowane światem-poza-partnerem. Nie skupienie się na nowym
        > obiekcie. Raczej cieszenie się ekscytacyjkami z różnych miejsc i sytuacji. Tu
        > emablujący sprzedawca pietruszki, tam jakiś niedoszły czy były, z błyskiem w
        > oku, czy nutą zawodu, seksowny pracownik banku, podpieprzone pogaduszki, takie
        > tam.

        Dobry pomysł. Przeniesienie energii erotyczxnej gdzieś indziej, czyli właściwie
        niggdzie konkretnie. Pozwala uzyskać nową perspektywę, pozbierać pozytywne
        głaski, ekscytacyjki poprzeżywać. Też stosuję. W chłopie wzbudza lekki niepokój
        i traktowane jest być może jako zapowiedź zagrożenia. I dobrze. Czy to jest
        według niego zdrada? Nie wiem, nie pytam. Robi mu to dobrze na głowę i sprawia,
        że wzmaga wysiłki.
      • glamourous Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 24.04.09, 17:08
        No, bo wlasnie to przemyslenie bylo konkluzja pierwszego postu i
        glownym zamierzeniem mojego watku. Niestety, dyskusja potoczyla sie
        z w zupelnie innym kierunku (chyba tylko Eeela i Aandzia do tego
        odpepnienia nawiazaly)

        Nie, nie chodzilo mi o odpepnienie w postaci lypania glodnym okiem
        na sprzedawcow pietruszki. Ale o takie psychiczne odetchniecie od
        swoich frustracji i wyjscie ze swojego grajdolka niespelnienia.
        Zalapanie radosci zycia, takiej zewnetrznej i nie plynacej
        koniecznie z malzenskiej codziennosci. Bardzo dobrze robi na sterana
        psychike perfekcjonisty i paradoksalnie swietnie dziala na zwiazek
        docelowy. Zwlaszcza, ze sa ludzie, ktorzy potrzebuja odrobiny
        nieszkodliwego flirtu, bo taka jest ich natura.

        (postanowilam ze juz nic tutaj nie napisze, ale Aronia przywrocila
        dyskusje na wlasciwy jej tor, wiec jednorazowo sie wylamalam)
        • mujer_bonita Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 24.04.09, 17:53
          glamourous napisała:
          > No, bo wlasnie to przemyslenie bylo konkluzja pierwszego postu i
          > glownym zamierzeniem mojego watku.
          (...)
          > Nie, nie chodzilo mi o odpepnienie w postaci lypania glodnym okiem
          > na sprzedawcow pietruszki. Ale o takie psychiczne odetchniecie od
          > swoich frustracji i wyjscie ze swojego grajdolka niespelnienia.

          I OK - to zdaje się wszyscy zrozumieli a idea 'odpępowienia' jest truizmem samym
          w sobie przewijającym się w wielu wątkach. Ameryki nie okryłaś.

          Natomiast sposób, który zaproponowałaś nie jest już 'odrobiną nieszkodliwego
          flirtu' jak usilnie starasz się wszystkim wmówić. W tytule wątku użyłaś słowa
          'lek' co uprawnia do rozmawiania również o negatywnych skutkach ubocznych.
          • gardenersdog Re: Lek na malzenskie seksualne frustracje. Wynur 24.04.09, 19:37
            Bo są "związki" i "związki docelowe" :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka