gomory
19.04.09, 10:54
Nie macie czasem wrazenia, ze milosc jest sporym zagrozeniem dla zycia i zdrowia czlowieka?
Moze sklaniac do czynow skrajnie niebezpiecznych i szalonych. Gdy kochanke napadlby potwor z lasu to rozsadek podpowiada by brac nogi za pas, ale uczucie kaze strugac Romea i sprawic potworowi kolacje dwudaniowa. Ilez osob chcac zdobyc obiekt pozadania zrobilo cos nieskonczenie glupiego? Trwonili majatek, tracili reputacje, przelamywali wlasne zasady, rujnowali zdrowie a nawet ryzykowali zycie? Mozemy sie stukac w czolo ale mamy wytlumaczenie dla kogos kto nagle przestanie sie myc, upija, placze i wylazi na parapet okienny wiezowca - nieszczesliwie zakochany.
Mozna takiej osobie wbijac do lba rozsadne rady - ma to taki sens jak tlumaczenie naspeedowanemu narkomanowi, ze dragi zle sa.
Milosc jest wierna. Zakochany nie musi wykonywac zadnego swiadomego wysilku by opanowac naturalny poped do do bzykania sie z calym swiatem. Jego mysli i tak stale wiruja po orbicie ukochanej osoby. Realizujesz z kims takim wazny projekt i nagle widzisz, ze sie glupkowato usmiecha i bladzi myslami generujac drobne bledy. Ilez razy do kogos zwracalismy sie popularnym: ej obudz sie... zakochany/na jestes? Owszem rozpiera ich fala pozytywnej energii i zamiast kopnac czarnego kota glaszcza go czule ale ta energia skierowana jest w jeden punkt. Dla osob postronnych to moze byc meczace. Do pracy nadaja sie srednio, jako towarzystwo ekhm... wybrac sie na wspolna wycieczke z zakochana para? Nuuuudy gwarantowane.
Ta dziwacznosc mysli zakrawajaca o jakies maniactwo. Z jednej strony zakochany moze czerpac radosc z samego faktu obecnosci w poblizu obiektu westchnien. Samo wachanie, gapienie sie, sluchanie najwiekszych bzdur czy nawet milczenie jest pieszczota. A jesli dojdzie do seksu? Nawet jak bylo kiepsko to bylo fajnie ;). Wybaczyc wtedy mozna prawie wszystko. Jesli zas wszystko przebiega bezproblemowo to i tak jest chorobliwie.
> w tym miejscu i tego tematu moznaby osobny watek wykroic, bo to pewnie ciekawi grupowych wysokolibidowcow ;).
Kafka, amerykanski terapeuta specjalizujacy sie w seksualnych uzaleznieniach okreslil liczbe orgazmow po przekroczeniu ktorej mozna mowic o nadpobudliwosci seksualnej (wielokrotne w czasie jednego stosunku/masturbacji mozna liczyc jako jeden). Kto osiaga osiem orgazmow tygodniowo przez pol roku uznawany jest za osobe nadmiernie rozerotyzowana badz wrecz chorobliwie uzalezniona od seksu. Przyznajemy wszyscy, ze zakochanym udaje sie osiagnac ten limit chociaz zupelnie, ale zupelnie nie odpowiada to ich naturalnym potrzebom, gdy sa zdrowi, a w zylach nie tetnia im hormonalne dopalacze ;).
Mowi sie, ze milosc jest slepa. Chyba celniejsze jest stwierdzenie, ze zaklada rozowe okulary. Tak jest i z tym chyba nikt nie zamierza sie spierac. Czy wypada miec do kogos zal, ze zachorowal? Oslepl i zwariowal? Chyba nie bardzo. Zawsze sklaniam sie do stwierdzenia, ze kazdy ma takie zycie jak je sobie wykreowal z tego co mial. W tym miejscu zwracam honor wszystkim ktorym pisalem, ze sa winni zle ulokowanym uczuciom. Bylo to niezreczne bo w koncu choroba nie wybiera ;).
Dlatego na koniec tego calego wywodu: nie milosci a duzo zdrowia zycze :).