Dodaj do ulubionych

Chociaż jestem żoną - jestem sama....

15.05.09, 22:55
Sorki, piszę po pijaku bo pewnie na trzeźwo bym nie miała odwagi...
Mam cudowne zdrowe dzieci... jestem niezależną finansowo kobietą, mam
wspaniałą pracę. Mam męża... który teraz śpi..
A ja siedzę sama przed kompem.... bardzo samotna... i bardzo wygłodniała...
Przez sms-y świntuszę z kolegą z pracy i teraz mam wyrzuty sumienia... bo on
ma cudowną rodzinę a ja ...
Bardzo mi brakuje czułości... bliskości... miłego słowa... "kocham Cię.." -
ale szczerego
Jestem 6 lat po ślubie. Seks jest raz na miesiąc , zaplanowany,
beznadziejny... Czy tylko ja tak mam? Że muszę się napić żeby wyznać że nie
smutno...?
Obserwuj wątek
    • samotna-on-line ... że mi smutno.. - tak miało być 15.05.09, 22:57
      • a.b1 Re: ... że mi smutno.. - tak miało być 15.05.09, 23:04
        czasami tak jest...
        jednak nie musi, wszystko zależy od Ciebie i Twoich wyborów
        • samotna-on-line Re: ... że mi smutno.. - tak miało być 15.05.09, 23:09
          Wiesz... mnie ten kolega z pracy strasznie pociąga. Jest świetnie zbudowany,
          jeździ na motorze, i leci na mnie. Ale on ma dzieci... ja mam dzieci... Ech...
          za dużo wina...
          • a.b1 Re: ... że mi smutno.. - tak miało być 15.05.09, 23:12
            rozumie....też kiedyś miałam kolege, bo mąż spał
            • alicja_z Re: ... że mi smutno.. - tak miało być 15.05.09, 23:16
              Chętnie się dołączę do kolegi.... mąż w długiej delegacji, baterie
              wyczerpane ;)
            • gardenersdog Ja rozumieM, on rozumie 15.05.09, 23:18

              • vinczento Re: Ja rozumieM, on rozumie 15.05.09, 23:23
                "Przez sms-y świntuszę z kolegą z pracy i teraz mam wyrzuty sumienia... bo on
                ma cudowną rodzinę a ja ..."

                widzę tu pewien paradoks , gdyby ów kolega miał swietną rodzinę to miał by na
                pewno kaca moralnego w kwestii tego świntuszenia pewnie w tajemnicy przed swą
                żoną, no i to, że leci na Ciebie mając tak świetnie to nie trzyma się kupy, daj
                sobie z nim spokój
                • bi_chetny Re: Ja rozumieM, on rozumie 16.05.09, 14:05
                  być może ten kolega na motorze też pisze na tym forum :)
              • grungeniusz duzo wina 06.12.09, 04:02
                hmmm... Ja tez potrzebuje duuuuzo wina zeby poczuc i wyrazic to co czuje... nie
                wiem gdzie mam sie podziac zeby poczuc sie lepiej. nie wiem z kim mam sie
                podziac zeby poczuc sie lepiej... wszystko wydaje sie bez sensu. i wszytskie
                zwiazki koncza sie tak samo... samotnie i bezsensownie... nie wiem co moge zmienic.
          • velvetbelly Re: ... że mi smutno.. - tak miało być 17.05.09, 08:53
            hahaha, tez mialam kolege z pracy, ktory na mnie lecial i ja na niego - iskrzylo miedzy nami mocno
            kolega mial rodzine, a ja swojego faceta, ktory z ktorym nie ukladalo sie wowczas najlepiej...
            po dwoch latach, gdy sprawy zaszly juz dosc daleko i zona kolegi zaczela sie domyslac, on delikatnie mowiac - kopnal mnie w 'd..', musialam zmienic prace, z moim facetem sie rozsypalo calkiem, bo w glowie mialam innego, a ja teraz siedze i wyje, jak moglam byc tak glupia... i strasznie zaluje, ze nie poswiecilam czasu na ratowanie tamtego zwiazku, strasznie

            zonatych kolegow z pracy trzeba omijac baaaardzo szerokim lukiem, no chyba ze ma to byc nieobowiazujace bzykanko, ale wczesniej czy pozniej zadurzysz sie w nim, a on od zony nie odejdzie (99% na 100%)
      • business3 Twoja sytuacja nie jest normalna. Zmieńcie ją. Raz 20.01.10, 00:14
        Twoja sytuacja nie jest normalna. Zmieńcie ją. Razem. Najlepiej razem.
    • stary.kawaler Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 16.05.09, 23:35
      Pisanie po winie, w kiepskim stanie, w marnym humorze w zaden sposob
      nie pomoze w niczym. Pisuj tu normalnie, forum nie jest tylko o
      seksie. Nie trzeba zadnej wielkiej odwagi, zeby tu pisać. Masz prawo
      pogadac otwarcie z kims o swoich sprawach :).
      Wiele osób czuje sie samotnych i niespelnionych w związkach, ale
      warto zadac sobie trud i dociec, czy swoim zachowaniem np. w jakis
      sposob sie do tego nie przyczyniamy? Czy partner nie czuje podobnego
      osamotnienia, a problemy mają charakter komunikacyjny? To dlugi
      proces, im wiecej bedziesz tu pisac, tym bardziej bedziesz zdziwona,
      jak odmienne są punkty widznia innych i jak wiele warstw i odcieni
      ma to, co przezywasz....
      • efi-efi Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 17.05.09, 19:30
        Wzrasta mi poziom agresji jak czytam o takich dupkach.
        Tacy powinni mieć tatuaż na czole z obwisłym członkiem, albo w jakikolwiek
        sposób nazanaczeni, że się NIE NADAJĄ do normalnych związków na dłuższą metę.

        Kolegę z pracy odradzam.
        Po co Ci kłopoty?
        Polecam zasadę NIGDY nie nawiązywać romnsu z 1.kolegami z pracy, 2.z sąsiadami.
        • velvetbelly Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 17.05.09, 20:06
          do efi-efi: nie wiesz co tam w tym zwiazku nie szwunguje i dlaczego facet spi w sobotni wieczor, zamiast bzykac sie ze swoja zona
          autorka watku nic na ten temat nam nie powiedziala

          ale zgadzam sie co do kolegow z pracy - ci powinni chodzic z tatuazem na czole - uwaga! wyrywam wszystkie laski po kolei, wiec nie mysl, ze jestes wyjatkowa
          • efi-efi Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 17.05.09, 21:20
            Są 6 lat po ślubie, seks raz na miesiąc.
            Od pon,do piątku facet jest zmęczony, a co z sobotą i niedzielą?Odsypia?
          • deodyma Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 06.12.09, 09:05

            velvetbelly napisała:

            > do efi-efi: nie wiesz co tam w tym zwiazku nie szwunguje i
            dlaczego facet spi w
            > sobotni wieczor, zamiast bzykac sie ze swoja zona
            > autorka watku nic na ten temat nam nie powiedziala



            bo on sie pewnie z zona bzyka, tylko autorce watku wmawia zupelnie
            cos innego, np to, ze zona jest zaniedbana:D
            a tak naprawde bzyka sie pewnie z zona i chetnie bzyknalby przy
            okazji ja sama:)
        • mujer_bonita Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 17.05.09, 21:40
          efi-efi napisała:
          > Wzrasta mi poziom agresji jak czytam o takich dupkach.
          > Tacy powinni mieć tatuaż na czole z obwisłym członkiem, albo w jakikolwiek
          > sposób nazanaczeni, że się NIE NADAJĄ do normalnych związków na dłuższą metę.

          Dlaczego niby Twoim zdaniem niskolibidowi mężczyźni nie nadają się do związków na dłuższą metę?
          • efi-efi Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 17.05.09, 22:25
            A co to za związek z facetem, który nie lubi seksu, lubi raz na
            miesiąc,ewentualnie jak już dojdzie co do czego to przez 20,30 czy ile tam
            chcesz lat zadowala się jedną pozycją?

            Jeżeli facet z takim beznadziejnym temperamentem zamierza wiązać się z kimś na
            stałe to uczciwie byłoby jasno zakomunikować partnerce na co może liczyć, a
            raczej nie liczyć.
            Jeżeli trafi na odpowiednią partnerkę z takim samym brakiem temperamentu jak on
            być może stworzą braterski związek.
            • mujer_bonita Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 17.05.09, 22:29
              efi-efi napisała:
              > Jeżeli trafi na odpowiednią partnerkę z takim samym brakiem temperamentu jak on
              > być może stworzą braterski związek

              Dlaczego braterski? IMO może być to bardzo udany pełen miłości i ciepła związek kobiety i mężczyzny o podobnych temperamentach.

              Niskolibidowość nie czyni z nikogo człowieka drugiej kategorii.
              • efi-efi Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 17.05.09, 22:47
                Mówiąc "niskolibidowość" co masz konkretnie na myśli?
                Raz na miesiąc, na rok, tylko żeby potomka spłodzić?

                Rozumiem też , że osoby o takim temperamencie mają ten seks średnio urozmaicony.
                Czyli w moim odczucu omija ich coś fajnego w życiu.

                Podtrzymuję to co powiedziałam. Informacja uprzedzająca, że się jest jakim jest,
                a nie doprowadzać potem do rozwodów, albo w nieskończoność przeciągać takie
                małżeństwo bo w końcu jemu/jej nic nie brakuje.
                • mujer_bonita Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 17.05.09, 22:57
                  efi-efi napisała:
                  > Czyli w moim odczucu omija ich coś fajnego w życiu.

                  Dokładnie to samo można powiedzieć o osobach, które nie są kulinarnymi
                  maniakami, nie mówią po hiszpańsku czy nie zwiedziły Indii. Każdy ma w życiu
                  swoje 'coś' ;) To, że jest to coś innego niż u Ciebie nie czyni ich gorszymi.

                  > Podtrzymuję to co powiedziałam. Informacja uprzedzająca, że się jest jakim jest
                  > ,
                  > a nie doprowadzać potem do rozwodów, albo w nieskończoność przeciągać takie
                  > małżeństwo bo w końcu jemu/jej nic nie brakuje.

                  Nie informowania się tu czepiam bo to sprawa oczywista (z wysokolibidowością czy
                  wysokoerotycznością też tak powinno być).

                  Stwierdziłaś jednoznacznie, że takie osoby nie są zdolne do tworzenia związków
                  na dłuższą metę. To jest bzdura - są zdolne do stworzenia trwałych i
                  szczęśliwych związków z osobami o podobnym temperamencie. Dokładnie tak samo jak
                  osoby wysokolibidowe :)
                  • bi_chetny Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 18.05.09, 10:22
                    muszę się zgodzić z mujer <szok!> :)
                    Jeśli trafią na siebie dwie osoby, którym seks wystarcza raz na miesiąc, będą
                    szczęśliwe :)
                  • efi-efi Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 18.05.09, 13:31
                    do mujer-bonita:
                    załóż , proszę jakiś własny wątek, nie będziemy się przekonywały do swoich racji
                    "u kogoś", odbiegając od tematu głównego.

                    Chociaż widzę, że jesteśmy z różnych bajek i będzie to dyskusja o wyższości zupy
                    grzybowej nad pomidorową, czyli każdy ma swoje racje.

                    Po prostu Twoje racje nie są moimi.

                    Zakładam, że Twój związek to dwoje "niskolibidowcó" . Twierdzisz, że niczego w
                    takim związku nie brakuje.
                    A czepialska jakaś jesteś dokładnie jak ja kiedy mam za mało seksu :)
                    • zagula1980 Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 18.05.09, 15:27
                      Zgadzam się z Tobą w 100%. Ja byłam mężatką 2,5 roku. Mój mąż kochał
                      się ze mną raz na 4-5 miesięcy. Czyli wychodziło około 3-4 razy w
                      roku. Brak seksu tłumaczył swoim zmęczeniem po pracy. A w weekendy
                      gdy nie pracował odsypiał. Nigdy go mimo braku bliskości i seksu nie
                      zdradziłam. Jesteśmy w trakcie rozwodu. Mój mąż w sądzie nazwał mnie
                      seksoholiczką, powiedział, że ja potrzebuje częstych zbliżeń i nie
                      rozumiem jego zmęczenia. Fajnie wiedzieć, że seks raz na kwartał
                      tzn. CZĘSTO!!!
                    • mujer_bonita Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 18.05.09, 17:32
                      efi-efi napisała:
                      > załóż , proszę jakiś własny wątek, nie będziemy się przekonywały do swoich
                      > racji "u kogoś", odbiegając od tematu głównego.

                      W takim razie Ty załóż swój własny wątek na temat eliminacji z życia osób niskolibidowych zamiast wpisywać offtop tutaj :)

                      > Zakładam, że Twój związek to dwoje "niskolibidowcó"

                      Pudło :)

                      > A czepialska jakaś jesteś dokładnie jak ja kiedy mam za mało seksu :)

                      Kiedy kończą się argumenty logiczne zaczynają personalne :)
                      • ortopedawawa Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 19.05.09, 09:08
                        Bonita - masz oczywiście racje - ludzi łączy wiele rzeczy - seks
                        jest jedną z nich i raczej najważniejsze czy mają podobne potrzeby
                        czy nie. Deprecjonowanie niskolibidowców jest śmieszne :-).
                        Nie, nie - nie jestem niskolibidowcem ha ha.
                        • mujer_bonita Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 19.05.09, 11:34
                          > Deprecjonowanie niskolibidowców jest śmieszne :-).

                          Całe doświadczenie tego forum mówi, że nisko czy wysokolibidowość nie jest problemem sama w sobie. Kłopotem jest różnica temperamentów. Zawsze jednak znajdą się osoby, które będą twierdzić 'Winny jest ten, kto nie jest taki jak ja'.
                        • kuurkuuma Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 03.02.10, 19:56
                          skoro to nie grzech być niskolibidowcem, to czemu tak skwapliwie
                          zaprzeczacie? :)
                      • efi-efi Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 19.05.09, 23:11
                        mujer_bonita napisała:




                        >
                        > Kiedy kończą się argumenty logiczne zaczynają personalne :)
                        >
                        - nikogo nie czepiam się personalnie,
                        nie znam - nie czepiam się
              • zakletawmarmur Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 19.05.09, 09:23
                Ja myślę, że takie mniej temperamentne osoby to nawet będą tworzyć trwalsze
                związki niż wysoko-libidowcy... Natura temperamentnych zakłada jednak większą
                gwałtowność (może się mylę?), więc większe szanse, że taki związek szlag trafi
                wcześniej czy później...

                Swoją drogą ludzie przeceniają wartość seksu. Gdyby logicznie na to popatrzeć to
                częsty seks w małżeństwie jest marnowaniem energii życiowej, czasu a często i
                funduszy...
                • kmoczar Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 19.05.09, 09:47
                  życie osób bezdzietnych w wieku post-reprodukcyjnym też jest
                  nielogiczne i przeceniane? :p
                  w jaki sposób logika wartościuje życiowe cele?
                  • zakletawmarmur Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 19.05.09, 10:38

                    Nie mam się zamiaru bawić w żadne wartościowanie bo każdy człowiek ma inną wizję
                    szczęścia. To co mnie wydaje się ważne komuś może wydać się marnowaniem czasu i
                    energii. Ze stricte biologicznego pkt widzenia czyjaś taktyka może być bardziej
                    opłacalna (aseksualizm będzie nie opłacalny jak i nimfomania nie jest najlepszą
                    taktyką). Pomimo wszystko każdy z nas ma w sobie pierwiastek zwierzęcy, czy tego
                    chce czy nie... Jak duży wpływ ma ten pierwiastek na nasze życie oceńmy sami.

                    > życie osób bezdzietnych w wieku post-reprodukcyjnym też jest
                    > nielogiczne i przeceniane?

                    Dzietność nie ma akurat tu dużego znaczenia... Z punktu widzenia biologii,
                    starsi ludzie też się przydają:-) Oglądałeś "Było sobie życie" (lub "Była sobie
                    ziemia"). Jest tam pokazane plemię, którym przewodzi mądry starzec. Robi za
                    skarbnicę wiedzy (doświadczony życiowo w końcu jest): Mówi co można jeść co nie,
                    bo trujące; bawi się w lekarza, gdy ktoś zachoruje; w stratega podczas polowań a
                    w wolnym czasie zajmuje się dziećmi (rola opiekunki i nauczyciela). Eutanazja
                    "nawet" tych bezdzietnych 50 wydaje się więc nieopłacalna:-)
                    • kmoczar Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 19.05.09, 11:07
                      ok, masz rację :)
                • aandzia43 Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 19.05.09, 23:25
                  zakletawmarmur napisała:

                  > Ja myślę, że takie mniej temperamentne osoby to nawet będą tworzyć
                  trwalsze
                  > związki niż wysoko-libidowcy...

                  Jak te mniej temperamentne łóżkowo pary połączone będą różnorakimi
                  więzami silniejszymi od tych bardziej temperamentnych par, to pewnie
                  będą to związki trwalsze. Z samego faktu posiadania mikrego popędu
                  jeszcze nic nikomu nie przybyło.

                  Natura temperamentnych zakłada jednak większą
                  > gwałtowność (może się mylę?), więc większe szanse, że taki związek
                  szlag trafi
                  > wcześniej czy później...

                  Nie byłabym pewna, że to takie proste przełożenie: temperament
                  ogólny - libido. Tym bardziej: temperament - erotyczność.

                  >
                  > Swoją drogą ludzie przeceniają wartość seksu. Gdyby logicznie na
                  to popatrzeć t
                  > o
                  > częsty seks w małżeństwie jest marnowaniem energii życiowej, czasu
                  a często i
                  > funduszy...
                  >

                  Marnowaniem energii życiowej można nazwać podróże w ciekawe miejsca
                  (po co, przecież można siedzieć w domu, nie wydawać kasy i nie
                  ryzykować, że się ulegnie wypadkowi), jazdę na rowerze, pływanie w
                  jeziorze, imprezy w gronie przyjaciół, plotki z koleżanką, piwko z
                  kolegą, posiadanie więcej niż dwie pary butów, odwiedzanie starych
                  rodziców itd. Zależy, z któej strony na to spojrzeć.
                • gardenersdog Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 19.05.09, 23:36
                  > Swoją drogą ludzie przeceniają wartość seksu. Gdyby logicznie na to popatrzeć
                  zęsty seks w małżeństwie jest marnowaniem energii życiowej, czasu a często i
                  funduszy...

                  Marnowaniem energii życiowej jest też wypisywanie uogólnionych głupot na forum.
            • aniutta34 Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 04.02.10, 01:00
              zgadzam się z tą opinią. Gdybym wiedział wcześniej zastanowiłabym się
              czy wyjśc za mąż za faceta 11 lat starszego. Mój związek trwa 10 lat
              i własciwie nie mam sexu. A straszne jest jednorazowe bzykanko.
              Faceci są egoistami nawet ci od jednorazowego bzykanka

              • arronia Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 04.02.10, 18:59
                Tylko doświadczenie tego forum dowodzi, że związek z równolatkiem też nie jest
                gwarancją długiego, udanego pożycia...
    • loppe Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 19.05.09, 10:33
      Takich żon jest więcej, zatem chociaż w tym sensie nie jesteś sama.
      Żona m/w 28-30 lat znająca mnie tylko z kilku wesołych rozmów w
      windzie zaprosiła mnie pewnego dnia do siebie. Ale ja stronię od
      mężatek i nie chciałem nic więcej oprócz flirtu w windzie, a ona
      była taka własnie wyposzczona, spragniona prawdziwego życia
      erotycznego.
      • gosiadzika Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 19.05.09, 10:39

        a może jej mąż myśli inaczej : moja żona ciągle tylko pije wino,
        siedzi przed kompem, pisuje smsy z jakims facetem ,a ja nie mogę do
        niej dotrzec więc idę spać, beznadzieja i zero inwencji..........
        • loppe Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 19.05.09, 10:43
          trudno powiedzieć co ukształtowało związek, czy nastapiła
          niekorzystna ewolucja wywolana postawą jednej lub obu stron, czy
          może od poczatku partnerzy słabo się dobrali
      • zakletawmarmur Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 19.05.09, 10:45

        Loppe jesteś okropny... Kobiecie się nie odmawia:-)
        • loppe Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 19.05.09, 10:48
          mam na sumieniu więcej takich plam:)
        • loppe Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 19.05.09, 10:58
          Ale chociaż dzieki mnie poczuła się wiesz kobietą (a że była tego
          spragniona to się za bardzo rozmarzyła) - bardzo ładna zresztą,
          nasze pierwsze spotkanie polegało na tym, że ona z wózkiem i dwójką
          małych dzieciaczków w tej windzie, ja jej pomagałem pokonywać
          kolejne drzwi (3 łącznie) i na koniec ponieważ to trwało i jakby
          rozbawiło mnie że tak jak mąż z żoną procedujemy z tymi
          dzieciaczkami przez te kolejne drzwi powiedziałem do niej gdy
          wyszlismy wreszcie na dwór - Chętnie poszedłbym z panią dalej:), ale
          coś tam... i od tej chwili miałem jakby Julię w sąsiedztwie:),
          spojrzenia, rozmowy, sklęła męża raz w windzie:))
          • efi-efi Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 19.05.09, 22:58
            efi-efi napisała:
            > załóż , proszę jakiś własny wątek, nie będziemy się przekonywały do swoich
            > racji "u kogoś", odbiegając od tematu głównego.

            W takim razie Ty załóż swój własny wątek na temat eliminacji z życia osób
            niskolibidowych zamiast wpisywać offtop tutaj :)

            - Ja odpowiadam zawsze osobie , która zakłada jakiś temat, nie polemizuję z
            przedmówcami, to Tobie coś tam nie pasowało w mojej wypowiedzi, ba , dotknęłam
            Cię czymś pewnie do żywego.

            - Nie jestem zainteresowana eliminacją jakichkolwiek osób, staram się dać żyć
            wszystkim jak leci , byle nie wchodzili do mojego ogródka.
            • mujer_bonita Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 19.05.09, 23:19
              efi-efi napisała:
              > - Nie jestem zainteresowana eliminacją jakichkolwiek osób, staram się dać żyć
              > wszystkim jak leci , byle nie wchodzili do mojego ogródka.

              I nikt do TWOJEGO ogródka nie wszedł :)
          • efi-efi Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 19.05.09, 23:02
            A tzw."niskolibidowców" postrzegam generalnie jak lelum polelum czyli "jakbym
            tak chciał to bym i mógł, ale mi się nie chce" i uważam, że ma to przełożenie na
            inne dziedziny życia.
    • samotna-on-line Wyjaśniam wątpliwości... 20.05.09, 17:38
      Z mężem kiedyś było nam w łóżku fantastycznie. ja po porodach mam spadek libido,
      ale chyba nie aż taki jak mój mąż. On ma dużo pracy, często go nie ma w domu.
      Poza tym nie dogadujemy się za bardzo, czasami się pokłócimy. Mąż potrafi mi
      powiedzieć okrutne rzeczy (pt. "spierd***aj"). Ja jak ta głupia gęś nadal przy
      nim tkwię (tylko z uwagi na dzieci). Niestety (a może stety) mam swoje potrzeby.
      To mąż przeważnie idzie pierwszy spać (ja usypiam dzieci, sprzątam mieszkanie,
      gotuję na następny dzień). A ja sama... niedopieszczona, siedzę na forach albo
      na gg i świntuszę z kumplem. On ma wspaniałą rodzinę, fantastyczne dzieci, super
      żonę (ale z racji zajmowania się domem i dziećmi jest po prostu zaniedbana). A
      ja mam wyrzuty sumienia (ale tylko na trzeźwo).
      • inrisuveritas Re: Wyjaśniam wątpliwości... 23.05.09, 23:49
        Witaj Samotna,
        Rozumiem co piszesz. Rozumiem że może być Ci ciężko, ale nie powinnaś pozwolić
        sobie na takie komentarze męża. Możecie nie lądować w łóżku, ale powinniście się
        wzajemnie szanować. Wiem co pisze, bo piszę z "tej drugiej strony". Teraz siedzę
        przed monitorem a moja druga połowa śpi. Pozostał mi kieliszek wina który
        uzupełniam wraz z upływem czasu. Rozumiem zmęczenie, zapracowanie i stresy
        związane z pracą, domem, potomstwem, ale staramy się nie "zabijać się" co weekend.
        Pozdrawiam Cię serdecznie i mam nadzieję, że uda Ci się odnaleźć szczęście w
        obecnym związku.
        Próbowaliście rozmawiać? Ale nie w pracy, w przelocie w domu, lecz np wyjechać
        na weekend lub nawet na kilka godzin - na spacer lub do restauracji/kawiarni?
        Może on po prostu Cię nie rozumie bo nie zna Twoich oczekiwań?
        Pozdrawiam raz jeszcze i trzymam kciuki
      • deodyma Re: Wyjaśniam wątpliwości... 06.12.09, 09:02

        On ma wspaniałą rodzinę, fantastyczne dzieci, supe
        > r
        > żonę (ale z racji zajmowania się domem i dziećmi jest po prostu
        zaniedbana).



        skad wiesz, ze babka jest zaniedbana?
        kolega Ci to powiedzial?
      • lilyrush Re: Wyjaśniam wątpliwości... 06.12.09, 10:03
        samotna-on-line napisała:

        Ja jak ta głupia gęś nadal przy
        > nim tkwię (tylko z uwagi na dzieci).

        Jak sobie wymyśliłaś tak masz. Głupoty ci chyba współczuć nie będę.

        On ma wspaniałą rodzinę, fantastyczne dzieci, supe
        > r
        > żonę (ale z racji zajmowania się domem i dziećmi jest po prostu zaniedbana). A
        > ja mam wyrzuty sumienia (ale tylko na trzeźwo).

        Ale to stare jak świata. Nawet taka piosenka była, ze "Zona go nie rozumie i
        wcale ze sobą nie śpią" A Ty kontynuując zachowanie głupiej gęsi dajesz sie na
        to złapać...
        Popij jeszcze trochę, jak zostaniesz alkoholiczka to Twoje problemy z seksem
        znikną.
        • ta_muid Re: Wyjaśniam wątpliwości... 06.12.09, 10:38
          a mnie jest szkoda tej kobiety
    • cynta Wszystkiego nie czytalam ale 06.12.09, 17:27
      moze cos nowego dorzuce:
      1. Pozostawanie z mezem/zona "dla dzieci" jest zlym konceptem. Nie spelnia on zadania ktore myslimy ze spelnia. Dzieci widza nieprawidlowosc zwiazku ale poniewaz nic sie nie zmienia ucza sie ze tak wlasnie wszystko jest w porzadku a przeciez nie jest. Z mojego doswiadczenia: obudzilam sie jak starsza corka dala sie uderzyc swojemu chlopakowi i twierdzila ze to nic bo ja przeciez tez ciagle jestem z tata.... Zlozylam pozew niemal natychmiast
      2. To Ty jestes odpowiedzialna za Twoje uczucia, spelnianie potrzep, szczescie, milosc itp. To Ty masz ich szukac i znalezc. Nikt tego za Ciebie nie zrobi.
      3. Wejdz sobie na portale randkowe. Wbrew temu co czesto sie o nich mowi, wielu tam samotnych i nieszczesliwych facetow szukajacych kogos do pogadania, czasami na poczatek, czasami li tylko. Tylko napisz sobie madrze profil zeby zwrocic uwage ludzi ktorzy by Cie interesowali..
      4. Powodzenia :)
    • possessive Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 07.12.09, 12:49
      samotna-on-line napisała:


      > Przez sms-y świntuszę z kolegą z pracy i teraz mam wyrzuty
      sumienia... bo on
      > ma cudowną rodzinę a ja ...

      Cudowna rodzina polega czasem na tym, że człowiek może sobie
      pośwituszyć. Ja tam wyrzutów sumienia sobie z tego nie czynię:),
      wątpię aby jeden człowiek mógł zaspokoić wszelkie potrzeby drugiego,
      co za dużo wymagań to niezdrowo.
      Jeśli cudowna rodzina ma polegać na tym, że koniec świntuszenia to
      byłoby to raczej więzienie:)
      • possessive Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 07.12.09, 13:01
        A może samotność na tym polega, że jest się przekonanym iż jak
        zaobrączkowanym i dzieciatym to trzeba tylko we współmałżonka
        patrzeć się jak w obraz i wyrzuty sumienia mieć bo faceci na motorze
        wokół. Mnie się też podobają aczkolwiek pretensji z tym związanych
        do ślubnego mojego przyjaciela nie żywię. Do wiarołomstwa droga
        daleka. Chyba, że chodzi o seks li tylko, jednak kontakty z
        postronnymi mężczyznami służyć mogą kobiecie do różnych celów.
        Między innymi inni mężczyźni(poza małżonkiem) służą do komplementów,
        klepania po tyłku, dowartościowania się ich kosztem a także do
        odegnania samotności przy szklanicy z piwem. Samotność w łóżku to
        sprawa trudna i nader skomplikowana jednak to tylko cząstka
        samotności której kobieta w życiu doświadcza:).
    • skarpetka_szara Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 07.12.09, 18:21
      a czemu ty nie pojdziesz do meza i nie obudzisz go jakims
      delikatnym dotykiem?

      ja osobiscie nie mam nic przeciwko flirtom bo to podnosi czasami
      poczucie wlasnej atrakcyjnosci, fajnosci, ale trzeba byc madrym aby
      flirtowac. Nie robi sie tego w pracy, ani z ludzmi z ktorymi ma
      sie dluuugie kontakty - bo potem sa dziwne sytuacjie. Flirtuje sie
      dobrze z nieznajomym, flirt ma byc oczywisty ze to tylko flirt i
      trzeba dobrze wyznaczac granice aby flirt sie dalej nie posunol.
      (mowi tu z punktu widzenia mezatki). (osobiscie trzymam meza w
      przekonaniu ze jest najpiekniejszy, najswietniejszy na swiecie.
      Rezultat jest taki ze nie szuka dowartosciowania sie w ustach
      innych bab).

      Jednak to, co ty robisz z tym facetem juz przeszlo granice. To juz
      nie jest flirt - to wypelnia luke emocjonalna ktora nie jest
      wypelniana przez Twojego meza.

      Na twoim miejscu bym troche wlozyla energi w odbudowywanie relacji
      waszej. Wyjedzcie na jakies bezludzie, wakacjie bez dzieci.
      Dzieci sobie poradza u cioci czy babci. Nic tak nie zbliza ludzi
      jak wspolne wakacjie w obcym kraju. Wspolne przygody tworza mile
      wspomnienia miedzy WAMI, a zaleznosc od siebie zbliza.

      Daj wiecej zrozumienia mezowi, wiecej sie usmiechaj, badz milsza,
      ubieraj sie ladniej, w bardziej kobiece ciuszki, poczuj sie kobieta
      a on napewno to dostrzeze. Rowniez - czym mniej ma sie seksu - tym
      mniej tego sie chce. Postaraj sie wiec aby seksu bylo wiecej, i
      wymagaj przyjemnosci. Facetom pewne zeczy trzeba zasugerowac,
      porozmawiac z nimi, wytlumaczyc co gra wstepna kobiecie daje - gdy
      to zrozumieja zazwyczaj zastosowuja sie do wskazowek. Wielu
      facetow po prostu mysli ze kobieta nie potrzebuje wiele w seksie -
      skoro sie nie upomina. Ale kogo to wina?

      szesc lat po slubie i taki dolek??? szesc lat to malo. Najwyzszy
      czas aby cos zrobic, aby wasza 15ssta czy 20sta rocznica byla
      huczna.
    • bi_chetny Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 18.01.10, 17:00
      co to za forum ? matko...
    • piorex12 Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 19.01.10, 15:22
      Wlasnie tego zawsze sie obawiam! samotnosc w zwiazku. Najgorsza
      mozliwa sytuacja
      • hipola Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 30.01.10, 18:39
        Ja tak mam:(
        Niby wszystko jest ok, niby nikt nikogo nie krzywdzi, wychodzimy
        razem ze znajomymi w różne miejsca,sami czasem też, pomagamy sobie w
        różnych sytuacjach, ale jesteśmy obok siebie...
        Staramy się razem, wspólnie z dzieckim jeść posiłki, dbamy o dobre
        stosunki z rodziną i ze znajomymi, dajemy sobie buziaka na
        przywitanie i pożegnanie, tylko wszystko to robimy już chyba
        rutynowo...
        nie rozmawiamy o tym co dla nas ważne, próbowałam kilka razy zacząć -
        ale nam nie wyszło...
        pracujemy dużo, każde z nas lubio to co robi, realizuje się, mamy
        tez czas dla siebie i dziecka, ale gdy zostajemy sami robimy
        wszystko byle się do siebie nie zblizyć...
        szkoda,
        nie wiem co dalej, On chyba też, chociaż mówi, że nie ma problemu
    • b_bielonko Re: Chociaż jestem żoną - jestem sama.... 04.02.10, 07:48
      Często tak się żyje. Widzę to po sobie i moim samotnym beznadziejnym życiu, na
      trzeźwo, a z kacem
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka