poetkam
06.11.09, 22:10
Chodzę do szkoły dla rodziców... Różne refleksje, obawy, spostrzeżenia. To
forma grupowej terapii, nie tylko prowadzona pod kątem dzieci, choć głównie.
Dużo spraw wałkujemy... Zasady, komunikat "ja", konsekwencje, błędy w
komunikacji...Te błędy... matko, jak ja ich dużo robię...
Po zajęciach zabieram się do praktycznego stosowania porad. O matko... Jestem
jak robot... I prawie nic mi nie wychodzi.. Na opak... A na następny dzień..
nieprzemyślane zakupy, głupie decyzje, impulsywne zachowanie...Cóż...Czy miał
ktoś w czasie trwania terapii poczucie, że to nie to, że chaos, że miesza w
głowie? Może to tylko na początku? (4 spotkania)
Poczucie, jakbym wszystko do tej pory robiła źle... że wyrządzam wszystkim
krzywdę... wciąż...