14.11.09, 12:27
Po wczorajszym obejrzeniu (kolejny raz) Gothiki z H.Berry zaczęłam rozmyślać o
szpitalu. Boję się, że kiedyś wkroczę na wyższy próg i będzie jazda w postaci
urojeń, manii totalnej. Szpital no i właśnie tego się boję. Na ile lekarze są
w stanie uwierzyć pacjentowi, że już wrócił do ukochanej stabilności ? Czy
mogę nie uwierzyć, że już z nim jest ok? Pacjent czuje się dobrze, a lekarze
mu nie wierzą i robią swoje.
Być może to tylko mój strach i wyobraźnia, ale nie miałam doświadczenia w tej
kwestii uncertain Wiem, że pierwszą rzeczą którą zrobiłabym gdyby zgarnęli mnie w
jakimś ataku byłby rozkaz skontaktowania się męża z moją psych. i
poinformowaniu jej, co i jak.
Gdyby ona stwierdziła, że muszę tam zostać to ok. Tylko co dalej? <patrz wyżej>.
Wkręcam sobie często taki film.


P.S. Proszę się nie śmiać z kota :p
Obserwuj wątek
    • kamyczek_0 Re: c.d. 14.11.09, 12:31
      Moja psych wie, ale równie dobrze nie będąc tam lekarze po fachu mogą ją
      wkręcać, że muszę zostać dłużej bo nadal jest nie teges. A ja już czuję się
      dobrze i znikąd pomocy uncertain

      Tylko się nie śmiać... taki film sobie wgrywam często. A filmy w takim stylu
      uświadamiają mi fakt tworzenia przeze mnie w/w spisku.
    • facet_l Re: Pytanie 14.11.09, 14:40
      Jakby lekarze polegali na tym, co pacjent mówi sam o sobie, to
      powypuszczaliby większość wariatów.

      -------------
      Nie dyskutuję z debilami, najpierw sprowadzają do swojego poziomu, by
      następnie pokonać doświadczeniem
      • facet_l nie ma się czego bać 14.11.09, 14:43
        Ja wszystkim, którzy się boją powiem tak. Zdarzało mi się bywać w
        psychiatryku (jeszcze) nie jako pacjent, ale dość regularnie, rozmawiać
        z niektórymi chorymi, i dużo patrzeć. Nie ma się czego bać, jeśli jest
        to szpital a nie zakład dla obłąkanego personelu.
        -------------
        Nie dyskutuję z debilami, najpierw sprowadzają do swojego poziomu, by
        następnie pokonać doświadczeniem
        • kamyczek_0 Re: nie ma się czego bać 14.11.09, 19:59
          Czyli jeżeli nawet wrócę do "normalnego" funkcjonowania, to i tak jestem
          uzależniona od opinii lekarzy.Super uncertain Jeżeli lek.się uprze to za diabła nie
          wypiszą mnie uncertain Gothika jak nic.Albo nie,był jeszcze taki film z A.Jolie, w
          którym po utracie (rzekomej) syna zamknięto ją w szpitalu pomimo tego,że ona nie
          była chora. Uzależniona była od lekarzy i personelu. Sporo czasu niepotrzebnie
          tam spędziła i omal naprawdę nie zwariowała.
          Ok, trafiłabym tam z symptomami manii albo depresji, co nie zmienia faktu że
          pomimo dojścia do siebie zostałabym wypuszczona. Czyli jednak dobrze zrobiłabym
          informując moją psych o pobycie (przez męża) i licząc ewent.na nią i JEJ zdrowy
          rozsądek i doświadczenie oraz sumienie.
          To chyba jedyny szpital, w którym pomimo dowodów powrotu do zdrowia trzeba
          udowadniać (o ile w ogóle sią da!!!!), że już jest ok.A i tak wszystko zależy od
          lekarza. uncertain
          • majagor Re: nie ma się czego bać 14.11.09, 20:09
            Jako pacjentka szpitala takiej specjalności [byłam raz tylko]i jako córka
            kobiety, która w szpitalu takim prawie pół życia spędziła - powiem Tobie, że
            lekarzom naprawdę wielce nie zależy, aby przedłużać komuś pobyt w takim miejscu.
            Zazwyczaj jest tam problem z łóżkami, czasami są nawet kolejki osób, które
            czekają na wolne miejsce w szpitalu.. i ja spotkałam się raczej z odwrotną
            sytuacją.. Kiedy to lekarze wypisują dość szybko pacjenta do domu albo udzielają
            mu przepustek...

            Ja przy wypisie nic nie musiałam udowadniać. Lekarz codziennie pytał mnie o stan
            zdrowia więc zauważył sam zmiany.. i pewnego dnia przyszedł do mnie i zapytał
            mnie czy ma mi pisać wypis czy też przepustkę.. wink
          • facet_l Re: nie ma się czego bać 14.11.09, 22:23
            Jesteś pewna, że masz ChAD, a nie fobie szpitalną? Szpitale są od tego,
            żeby nam pomagać, a i tak jesteś uzależniona od opinii lekarza, a nie
            własnej, bo skończysz jak megan.
            • dr.zabba Re: nie ma się czego bać 14.11.09, 22:29
              W jakiej roli bywałeś w szpitalu psych?
              • facet_l Re: nie ma się czego bać 14.11.09, 22:34
                Miałem interesy do lekarza smile
                a przy okazji spotkałem znajomą osobę, albo na odwrót smile
                -------------
                Nie dyskutuję z debilami, najpierw sprowadzają do swojego poziomu, by
                następnie pokonać doświadczeniem
                • dr.zabba Re: nie ma się czego bać 14.11.09, 22:39
                  Miałam nadzieję, że Ty może medyk, jako i ja.
                • majagor Re: nie ma się czego bać 14.11.09, 23:04
                  facet_l napisał:

                  > Miałem interesy do lekarza smile
                  > a przy okazji spotkałem znajomą osobę, albo na odwrót smile

                  Bycie na oddziale w celu odwiedzenia kogoś, czy spotkania się z lekarzem to moim
                  zdaniem średni sposób na poznanie szpitala i zasad jakie tam panują..
                  Ja w szpitalu w roli odwiedzającego byłam na pewno ponad 200 razy, ale dopiero
                  jak zostawili mnie tam samą zrozumiałam na czym może problem polegać..

                  Robiłeś kiedyś siusiu na oddziale? Albo brałeś prysznic? Nie ma mowy o
                  zakluczeniu się, nie ma mowy o minucie intymności - wszędzie szyby, szyby,
                  szyby.. i wszędzie oczy.. oczy pacjentek, oczy lekarzy, oczy pielęgniarek..
                  Przez okno wyjrzeć też nie da rady.. bo albo kraty albo sposób otwierania okna
                  jest tak patowy, że oprócz ręki nie zmieści się nic więcej..
                  Do tego przy wejściu do szpitala przeszukanie rzeczy osobistych, odebranie
                  wszelkich przedmiotów niebezpiecznych i pseudo niebezpiecznych.. Cholera nawet
                  pilniczka do paznokci nie mogłam sama na sali używać! Ładować telefon też tylko
                  u pielęgniarki można..

                  Ale i tak "najlepsze" to zaglądanie w zęby podczas zażywania leków..

                  Dodać należy, że byłam w małym, kameralnym szpitalu z ordynatorem, który zna
                  moich rodziców od prawie 30 lat - miałam z tego powodu więc kilka ułatwień,
                  miałam odrobinę więcej praw niż inni..

                  Tylko jedną noc spędziłam w szpitalu na oddziale, który jest chyba przechowalnią
                  wariatów - czego tam doświadczyłam, co tam zobaczyłam, jak tam się czułam..
                  nikt, kto tego nie przeżył nie zrozumie..

                  Szpital mi pomógł. Bardzo mi pomógł. To jest sprawa bezdyskusyjna. Był on w
                  tamtym czasie potrzebny, ważny. Ale wiem także, że teraz zrobię wszystko, by nie
                  zawitać tam ponownie.

                  • lolinka2 Re: nie ma się czego bać 14.11.09, 23:28
                    majagor, ja znam zupełnie inny obraz szpitala psychiatrycznego,
                    przepraszam - klinicznego oddziału psychiatrii.
                    Znam oddział, gdzie szanuje sie godność pacjenta; oddział, na którym
                    mozna indywidualnie z lekarzem ustalać pewne zasady...; oddział, na
                    którym przez kilkanaście długich tygodni ani razu nie podglądano mnie
                    w łazience ani wc; oddział, gdzie pielęgniarki naprawdę pomagają i
                    rozumieją pacjentów... gdzie są po prostu ludzie - dla ludzi.
                    Nie mam zatem schizy.
                    • anetta1773 Re: nie ma się czego bać 15.11.09, 05:34
                      A gdzie ten oddział się mieści? Miasto przynajmniej.
                    • majagor Re: nie ma się czego bać 15.11.09, 10:58
                      Może źle się wyraziłam.
                      Nie twierdzę, że mnie tam nie szanowano czy też źle traktowano. Absolutnie tego
                      nie mogę powiedzieć [no chyba, że o szpitalu, w którym spędziłam jedną noc].
                      Traktowano mnie jak człowieka. Zwyczajnego człowieka. Z szacunkiem, z
                      troskliwością, ale jednak sam wystrój szpitala, jego układ, jakieś tam zasady
                      powodowały, że mam takie, a nie inne odczucia.

                      Rozumiem, że szyby muszą być w pewnych miejscach, że oddział musi być
                      zakluczony, że okna muszą być zabezpieczone - robione to jest dla bezpieczeństwa
                      pacjentów.. Mi to osobiście bardzo nie pasowało i czułam się mało komfortowo z
                      tym - ale może po prostu jestem przewrażliwiona na pewnych sprawach..
                      Rodzice mieli stały kontakt z lekarzem prowadzącym, czyli ordynatorem oddziału -
                      i tylko dzięki temu położono mnie na "lajtowej" sali, dzięki temu już na drugi
                      dzień po przyjęciu mogłam wyjść z innymi do parku, dzięki temu nie musiałam
                      schodzić do stołówki na jedzenie, a jeść sobie przy łóżku itd..

                      Ale nawet największe chęci rodziców, najlepsze znajomości z lekarzami i
                      pielęgniarkami nie pozwoliły na zlikwidowanie pewnych bardzo specyficznych cech
                      takiego, a nie innego szpitala.

                      I dlatego teraz niekoniecznie chciałabym tam wrócić. Było ok, bardzo mi pobyt
                      pomógł ale będę się mocno bronić, by nie powtórzyć tego.. czyli nie doprowadzić
                      się do takiego stanu, który wymagałby hospitalizacji wink


    • kamyczek_0 Re: Pytanie 15.11.09, 10:09
      facet_1 tak mam zdiagnozowany chad smile Co do schizy to przeraża mnie sposób
      traktowania o którym wspomina majagor. To jest dokładnie tak jak ze
      "zwykłym"szpitalem. Można trafić lepiej lub gorzej. W mojej okolicy jest tylko
      jeden. wyboru bym nie miała. Na razie nie grozi mi pobyt w takim miejscu, ale
      nigdy nie wiadomo. Choroba jak dla mnie jest nieprzewidywalna. Moje obawy
      wynikają z braku wiedzy i doświadczenia w tej kwestii. Może gdybym miała kontakt
      z byłymi pacjentami najbliższego mi szpitala, to moje obawy-pytania byłyby
      głupie i zupełnie bezpodstawne.

      Btw nastrój mam lekko poniżej od wczoraj. Dzisiaj gorzej... uncertain
      Pewnie dlatego taki głupi wątek...
      • dr.zabba Re: Pytanie 15.11.09, 13:23
        Trzymaj się, Kamyczku. Depresja Cię gryzie i stąd te obawy przed szpitalem,
        prawda? Dla mnie jest najpaskudniejszy z paskudnych listopadów. W takich
        warunkach pogodowych, z krótkim dniem, bardzo mi trudno utrzymać się na
        powierzchni. Ostatnich kilka dni też miałam pod kreską.
        Napisz może jak mąż po tamtej ważnej rozmowie?
        Tulę cieplutko.
        Pisz do nas.
        • kamyczek_0 Re: Pytanie 15.11.09, 14:42
          Depresja chyba nie (tfu,tfu...) ,ale taki dołek. Przyczyna-zapomniałam porannej
          dawki Lamo wczoraj. A że reaguję na wszytko szybko i gwałtowanie to wynik jest
          taki jak widać uncertain Na dodatek jeszcze się rozłożyłam (antybiotyk) sad No i teraz
          biorę garść leków : 2x2 tabl Lamo, 2x1 Ketipinoru, 2x1 anybiotyku, 2x1 coś
          osłonowego.
          Wątroba mi padnie. Co jakiś czas robię cały panel badań: morfologię, próby
          wątrobowe(Alat,Aspat), cukier, cholesterol (z podziałem na frakcje). Na razie
          jest ok.

          Co do męża to jest dobrze. Zdziwiłam się, że potrafimy ze sobą rozmawiać na
          temat w ogóle wszystkich zaburzeń. Chciałabym obejrzeć wspólnie Mr.Jones'a
          razem, ale nie ma go w necie do ściagnięcia, w wypożyczalni również go nie ma.
          Ale w trakcie Gothiki powiedziałam, że jakbym kiedyś mnie zamknęli to liczę na
          jego obiektywizm i pomoc.
          W ogóle ostatnio rozmawialiśmy nt. schizofrenii.

          Wkurza mnie ta huśtawka. Myślałam, że da mi na chwilkę odsapnąć uncertain
          M. czuje, że dzisiaj ze mną coś nie tak od samego rana. Mówię mu, że się martwię
          o najbliższą przyszłość (trochę kłopotów). Szkoda mi go, obarczam go swoim
          niepokojem. Nie ma we mnie oparcia. Powiem szczerze, że na jego miejscu byłoby
          mi ciężko. Nie dość, że problemy czekające na jakieś sensowne rozwiązanie to
          jeszcze problemy z żoną. Na razie nie narzeka trzyma się dzielnie. Boję się, że
          to się odbije na jego zdrowiu.
          Tyle na dzisiaj.
          • dr.zabba Re: Pytanie 15.11.09, 17:37
            Taki dołek... Dla mnie podejrzany jest ten antybiotyk. Może sprzyjać powstawaniu
            dołków. A jeszcze pominęłaś akurat dawkę lamo. Dobre w tym wszystkim to, że
            dołki mijają smile
            Ja kiedyś brałam lek przeciwzapalny ketoprofen na kręgosłup. Wywołał on wtedy
            bardzo nasilone objawy depresyjne. Więcej go nie wezmę. A i na inne leki z tej
            grupy patrzę teraz podejrzliwie.
            Wątroba, tak. Moja latem odmówiła współpracy. Nieprawidłowe wyniki, przekroczone
            dziesięciokrotnie, na szczęście bez objawów. Brałam wówczas naprawdę dużo leków.
            Dwa odstawiłam, w innych zmniejszyłam dawki, jeśli się dało. A i tak zostały mi
            cztery: lit, olanzapina, wenla, wellbutrin. Muszę sprawdzić znów sprawdzić
            enzymy. Może się już znormalizowały?
            Zapytałam mojego męża, jak czuł się, gdy miałam depr. i musiał mnie wciąż
            wyciągać i mobilizować. Powiedział, że się nie załamywał i był mocno zmotywowany
            do działania. Był ogromnym dla mnie oparciem, łącznikiem ze światem. Nie wiem,
            skąd miał tyle pomysłów na formy pomocy. Też się o niego martwiłam. Najbardziej
            jednak został przeze mnie doświadczony, gdy miałam manię. Domyślam się, że było
            to najtrudniejsze doświadczenie w jego życiu.
    • kamyczek_0 Re: Pytanie 15.11.09, 17:43
      Jesteś lekarką? smile
      • dr.zabba Re: Pytanie 15.11.09, 18:01
        Dlaczego przyszło Ci do głowy, żeby o to spytać? Tak, jestem. Jeszcze.
        • kamyczek_0 Re: Pytanie 15.11.09, 20:27
          W jakimś wątku poniżej ktoś odniósł się do twojego doświadczenia jako lek. (?).
          Nie chce mi się szukać, ale albo w tym o megan, albo w jeszcze innym. Śmignęło
          mi to zdanie. smile
          A możesz powiedzieć jakiej specjalizacji? Tak tylko pytam, bo może kiedyś się
          to przyda w razie kłopotów ze zdrowiem smile Zrozumiej jeżeli nie chcesz odp. na to
          pytanie smile
          Moja mama śmiała się zawsze, że w rodzinie powinien być lekarz, prawnik i ksiądz big_grin
          To można odnieść do znajomych. Kto wie big_grin big_grin

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka