Dodaj do ulubionych

Wiara a chad?

24.01.10, 23:50
Zauwazylem ze nawet proste pojscie na niedzielna sume przynosi ulge i pokoj
duszy. Chcialbym wytrwac w wierze ,ale wraz z fazami chadu zmienia sie moj
stosunek do kosciola, wiary i religii.Jak wyglada u Was ten problem?
Obserwuj wątek
    • 38takatam Re: Wiara a chad? 25.01.10, 08:54
      U mnie.Moze i Bog jest...ale napewno nie taki jakiego kler przedstawia.

      Pomijajac to co mysle,zazdroszcze ludzom wierzacym-latwiej im zyc.
    • 36.a Re: Wiara a chad? 25.01.10, 12:15
      Zazdroszczę Ci. Bo chciałabym pójść nawet nie na sumę, bo za dużo ludu, ale jak ta owieczka na poranną mszę i mieć poczucie dobrze spełnionego obowiązku, mieć "umytą" duszę. Nawet spowiedź przyniosłaby teraz ulgę. Nie dają tego poczucia lekkości post factum odwiedzane kościoły gdzieś na trasie latem. Muzyka organowa - ach, lubię.
      Jestem wierząca niepraktykująca. Żal, że tak właśnie.
      Chyba nigdy nie miałam żalu do Boga, że coś tam mi odebrał. Innym też odbiera. Ale - jak trwoga to do Boga. Tak funkcjonuję. I modlitwa, nawet rzadka, daje mojej duszy upragniony spokój. Szkoda, że niedzielna msza nie jest moim rytuałem. W nosie mam dostojników, kazania, które rzadko przemawiały, chodzi o ten ryt i o nic więcej.
      (Bliżej mi i tak do buddyzmu, i do duchowości, ale przydałby się ten rytm o którym piszesz)
    • facet_l Re: Wiara a chad? 25.01.10, 13:33
      zmienia się wraz z fazami.
    • matrioszka42 Re: Wiara a chad? 25.01.10, 13:50
      Jestem niewierząca. I jakoś nawet nie zazdroszczę, że ktoś wierzy i może w ten sposób szukać ukojenia. Choć w jednej z psychoz sama byłam czymś na kształt boga/mesjasza. Na szczęście są na to lekiwink
      • dzedlajga Re: Wiara a chad? 25.01.10, 21:54
        mam dokladnie tak samo jak Ty, teraz juz wiem, ze jak zaczne znow wierzyc, to
        nastepnym krokiem musi byc wizyta u lekarza. I oby sie na tym skonczylo smile
    • dr.zabba Re: Wiara a chad? 25.01.10, 15:32
      Wiara nie zależy u mnie od fazy.
      ***
      Na studiach rozmawiałam z bliską koleżanką. Ani ona, ani ja nie wiedziałyśmy
      wtedy, że mamy chad. Zadała mi pytanie: "Jak możesz mieć myśli samobójcze, skoro
      jesteś wierząca?" Przecież to nie ma związku. Wiara nie wyklucza obecności myśli
      samobójczych (mogłyby być uznane za grzech?) Depresja jest dla mnie chorobą,
      która ogranicza poważnie działanie woli. Jest też chorobą, którą leczy się
      głównie lekami. Niemniej intensywne życie religijne jest wymieniane jako czynnik
      pomagający zwalczyć depresję.
    • czubata Re: Wiara a chad? 25.01.10, 16:46
      U mnie wszystko zależy od choroby,i mój stosunek do wiary zmienia sie
      jak mój nastrój.
    • awanturka Re: Wiara a chad? 25.01.10, 16:51
      Cierpienie związane z chorowaniem postawiło przede mną pytanie co to znaczy, że Bóg jest miłosierny i że mnie kocha.... W każdym razie jeżeli tak jest to nie w sensie potocznym znaczenia tych słów.

      To w sferze refleksji. W sferze uczuć - to ciężkich depresjach najpierw żebnranie o chośby chwilę ulgi, potem pretensje do Boga a potem bardzo, bardzo silne uczucie buntu przeciw Bogu z chęcią rzucenia mu w twarz, że jest bez litości, że mnie nie kocha, że jest sadystą.



      Poza tym erozji uległo pojęcie grzechu i winy

      przestałam rozróżniać co jest wynikiem choroby a co grzechem.

      I czy w ogóle mozna mówić o wolnej woli - skoro często się najzwyczajniej w świecie nie ma wpływu na to co się robi lub czego się nie robi (i akurat to w moim przypadku nie wynika z doświadczenia manii, ale głębokich depresji).

      Są oczywiście sytuacje, gdzie mozna powiedzić, że to był mój wybór czy to nie był mój wybór - to choroba. Ale takich sytacji jest tak mało, że w zasadzie można je pominąć. Większość sytuacji to sytuacje nie jasne i nie czytelne (pewnie wynika to z tego, że nie mam pełnych remisji)

      Generalnie mam wielki mętlik w głowie. I nie zamierzam na siłę tego jakoś uładzać, szukać wyjaśnień, składać wszystkiego do kupy.

      Nie jest sytuacją komfortową żyć z czymś takim - ale moim zdaniem tak jest uczciwiej, po prostu...
      • dr.zabba Re: Wiara a chad? 25.01.10, 17:14
        Gdy przychodzi do mnie myśl, żeby jak piszesz, "jakoś to uładzić" i nie chodzi
        tu tylko o definicję grzechu, lecz również o stosunek do wiary w ogóle, ogarnia
        mnie strach. Coś we mnie broni się przed podejmowaniem mistycznych rozmyślań,
        szukaniem duchowych, metafizycznych rozwiązań. Boję się, żeby myśli nie zaczęły
        uciekać w kierunku manii. Manii, w której moim przeciwnikiem był szatan (no w
        sumie dla religijnej osoby szatan jest przeciwnikiem) i w której widziałam na
        ulicy anioły.
        • awanturka Re: Wiara a chad? 26.01.10, 11:47
          W we wczesnej młodości i młodości nadawałam (lub może próbowałam nadawać)stanom chorobowym interpretację religijno - mistyczną

          Cierpienie depresyjne - raczej nie jako kara (choć to też było)ale głównie jako współudział w dziele zbawczym - cierpienie za ludzi za ludzkość w ogóle.

          No a stany hipomaniakalne - jako stany szczegónego dotknięcia Boga, stan szczególnej łaski.

          No i to zachłyśnięcie się hipomaniaklnym poszukiwaniem kontaktów i "lubieniem wszystkich" (bóg obdarzył mnie miłością do wszystkich ludzi!

          No hipomaniakalne beztroska jako łaska szczególnego zaufania Bogu.

          To nie były urojenia - poprostu próba zrozumienia co się dzieje. Ponieważ byłam w tym czasie bardzo religijna to takie wyjaśnienie było na wyciągnięcie ręki.

          Ale już od dzieciństwa gdzieś czaiła się myśl, ze jestem chora psychicznie i w tym czasie też mnie nie opuszczała. Jedna i drugie wspólistniało i w jakiś przedziwny sposób oba te wytłumaczenia moich stanów nie wchodziły sobie w drogę.
          • dr.zabba Re: Wiara a chad? 26.01.10, 14:43
            Po pierwszej depresji wierzyłam, że uzdrowił mnie Bóg. Przed depresją byłam
            aktywną uczestniczką Odnowy w Duchu Św. Animatorką. Stało się tak, że dzień
            przed moim cudownym ozdrowieniem przyjaciele modlili się razem w mojej intencji.
            O uzdrowienie. Owo uzdrowienie faktycznie było cudowne, cudownie chadowe, z
            godziny na godzinę konwersja w hipomanię. Psychiatryca hipo nie zauważyła, ja
            leków brać nie chciałam (bo przecież to nie od leków mi przeszło, tylko z mocy
            Boskiej) i siedem lat żyłam sobie w nieświadomości choroby. Za to ze
            świadomością cudownego uzdrowienia.
            Mania, która rozkwitła po tych siedmiu latach, była zatem atakiem szatana na
            moją świętą osobę. Miałam poczucie uczestnictwa w potężnej duchowej walce.
            Spałam przy zapalonej lampce (światło) i z Biblią pod poduszką. Bałam się
            strasznie...
            Rok minął, pobujałam się trochę między maniami i depresjami i dopiero wtedy
            nauczyłam się patrzeć na chorobę i życie racjonalnie Ważne dla mnie (nas)
            słowo, mąż tak wiele trudu włożył, aby nauczyć mnie patrzeć w ten sposób.
            Utraciłam mistyczne spojrzenie na wiarę. Ingerencje Boga w moje życie przestały
            być cudowne. Czekam aż przyjdzie nowy sposób pojmowania Boga.
            • awanturka Re: Wiara a chad? 26.01.10, 17:38
              No to tak samo jak ja.

              Nie tylko animatorka ale przez pewien czs liderka wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym.

              I błaganie o uzdrowienie z ogromną wiarą że to nastąpi naprawdę i hipomanię po modliwie o uzdrowienie zaliczyłam (zresztą jeszcze wcześniej - przy modlitwie o wylanie Ducha św.)

              Z Biblią pod poduszką też spałam, a nawet z krzyżem na piersi...

              Zresztą do dziś w krajnej depresji wyję dosłownie do Boga błagając o ratunek na zmanę z oskarżaniem go o to, że go nic nie obchodzę.

              Też "utraciłam mistyczne spojrzenie na wiarę", też przestałam czuć na kazdym kroku, ze Bóg zajmuje się mną i moim życiem. Też czekam na nowy sposób pojmowania Boga.

              To tyle. Chcę Ci napisać, że nie my dwie mamy w tym względzie niemal identyczne doświadczenia.

              Miałam kontakt z czterema osobami poznanymi na forum (z jedną mam do dzisiaj) - były w Odnowie lub Neokatechumenacie. Jak czytałam ich wpisy na forum to się zastanawiałam, czy to aby nie ja to napisałam..

              Tak to było identyczne z moją drogą jaką przeszłam.
      • chadowka Re: Wiara a chad? 14.04.22, 14:22
        Cześć, czy jesteś jeszcze gdzieś tu? smile Chciałabym pogadać odnośnie wizji religijnych w chad, wiary i choroby itd. Jest jakaś możliwość kontaktu z Tobą?
    • xsenia Re: Wiara a chad? 25.01.10, 20:27
      Gdzieś mi się obiło o oczy, że potrzeba religii jest biologicznie
      uwarunkowana. źródło miało znamiona naukowego, ale konkretów nie
      pamiętam.

      Podoba mi się takie wyjaśnienie, ponieważ współgra z moim absolutnym
      brakiem potrzeby religii, który mogłam odziedziczyć po ojcu.

      Mam mnie jednak ochrzciła i kazała przystąpić do sakramentów.
      Pamiętam jak jako dziecko nienawidziłam chodzić do kościoła, jak
      próbowałam być dobrą córką i zinternalizować normy religii
      katolickiej. To był koszmar.

      Kiedy tylko zyskałam jakąś dojrzałość umysłową (około 11 lat smile
      odrzuciłam definitywnie cały ten religijny balast, jak wór piasku
      który za sobą wlekłam. Poczułam wyłącznie ULGĘ, która TRWA.

      Nie wiem jak to opisać, ale poczucie bycia cząstką Nieskończoności
      daje ukojenie. To zasoby spokoju, z których można czerpać. Nirwana.
      Moje wahania nastroju nie naruszają tej bazy.

      ***
      Patrząc chłodnym okiem na konstrukcję dominującej w zachodnim kręgu
      kulturowym mitologii religijnej - nie podoba mi się ta opowieść.
      Gdybym wierzyła w boga nie byłby on transcendentny, lecz immanentny.
      • borekerob Re: Wiara a chad? 27.01.10, 18:02
        Z Waszych wypowiedzi (według mnie) wynika że najważniejszy jest balans pomiędzy
        wiarą a racjonalnym myśleniem.Jednak trudno jest iść po tej cieniutkiej linii
        przy Naszej chorobie. Pozdro awanturka
    • poetkam Re: Wiara a chad? 26.01.10, 08:45
      Jeśli coś robię, poświęcam się temu cała, bez reszty. Tak samo jest
      z wiarą. Od dziecka praktycznie do ok.19 r.ż. byłam "zakręcona" na
      punkcie religii, wiary w ogóle - wzorowa animatorka oazowa, przyszła
      zakonnica, etc. Potem jak ręką odjął- do tej pory - Bóg jest? Czy go
      nie ma? Nie wiem. Kościół, msza? Czasem z córką, bo chce przstąpić
      do I komunii. Ulga? Nie zauważyłam. Zazdrość innym wiary? Raczej
      nie. Jedno jest pewne- zawsze m u s z ę w coś wierzyć. Po jaką
      cholerę, nie wiem... Teraz jestem na etapie reinkarnacji, wędrówki
      dusz- proszę się nie śmiać.
      • 38takatam Re: Wiara a chad? 26.01.10, 09:30
        To wcale smieszne nie jest.
        Mysle,ze stworca po to dal nam taki organ jak mózg,zeby
        wątpic,szukać,drążyć-a nie ślepo wierzyć i to komu? Hipokrytomsad Cała
        ta nasza wiara katolicka jest "grubymi nićmi szyta",a
        przedstawiciele...pożal sie ...Mogłabym tu przytoczyć wiele złego...Ale
        po co? Kazdy przecież wie,jak to jest.
      • borekerob Re: Wiara a chad? 27.01.10, 18:15
        Buntowanie się przeciwko Bogu, wątpienie i poszukiwanie innych religii, żeby
        wypełnić pustkę w Naszych sercach kończy się wyrzutami sumienia. Moim zdaniem to
        co mamy wpajane od dziecka siedzi tak głęboko w Naszej podświadomości ,że
        oddalając się od tych korzeni czujemy coraz większą pustkę ,którą ja wypełniłem
        narkotykami i wysłały mnie one poza orbitę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka