04.04.10, 11:59
Zaczynam sobie z zaobserwowanych przesłanek układać zgrabną w moim
pojęciu historyjkę, wiele prawdopodobną, pamiętam, że wnioski należy
wyciągać z baterii faktów, nie z jednego, zatem wyciągam. I zaczynam
się bać. Serce w gardle, przestaję spać, spałam ledwie 2 h. Płacz,
matnia i takie tam. Czuję, że popadam w jakąś paranoję. Piszę smsy
do kolegi "Kotek, Ty kładź się spać". Moja "teoria" jest prawdziwa i
co mi on tu. Przepraszam, ze bez detali.

Rano wszystko się wyjaśnia. Kamień z serca. A ja zdaję sobie
dokładnie sprawę z faktu "Jestem wariatką!" i mam ochotę podejść do
ściany i głową zrobić dziurę.


To się leczy?
Bo próbowałam w nocy spokojnie oddychać, myśleć, że mam za mało
danych, aby wyciągać wnioski, ale przerażenie trzymało.

Spokojnych Świąt.
Obserwuj wątek
    • lolinka2 Re: :-( 04.04.10, 16:50
      leczy - psychoterapią smile może niekoniecznie lacanowską smile

      i ogólną wiarą w siebie i poczuciem wartości też....
      • 36.a o wierze w siebie 04.04.10, 18:16
        i poczuciu własnej wartości rano mówiła mi matka.
        ale to kobieta-czołg.
        powinnam się od niej uczyć.

        kolejna terapia? u kogoś bardzo mądrego, doświadczonego, bo
        pacjentka jest niegłupia (fałszywej skromności nie będzie). sugestie
        chętnie przyjmę. zaczęłam nad ranem pisać afirmacje i puściło.

        najgorsze, że nie jestem w stanie sobie obiecać, że już nigdy
        podobnej historyjki we własnym umyśle nie stworzę. pamiętacie
        Amelię? miała tak samo. i na takie smutki piekła ciasto (koncówka filmu smile
        • lolinka2 Re: o wierze w siebie 04.04.10, 18:57
          wpuścić ci namiar na mojego obecnego terapeutę?
          ja też robię za pacjentkę niegłupią big_grin, więc ktoś musi być mocno
          poukładany, żeby nie rywalizował (zdarzyło się...), żebym go nie
          "zjadła" (zdarzyło się...), żebym nie marnowała czasu na słuchaniu
          oczywistych oczywistości typu poradnictwo (też się zdarzyło...).
          U tego człowieka się terapeutyzuję 2 m-ce i wrażenia pozytywne
          niezmiennie z tendencją wzrostową smile
          • dr.zabba Re: o wierze w siebie 04.04.10, 19:23
            korespondencyjnie można?
            • lolinka2 Re: o wierze w siebie 04.04.10, 19:46
              obawiam się, że niekoniecznie smile

              ale mogę ci powiedzieć jak szukałam: wycelowałam w konkretny nurt
              terapeutyczny (psychodynamiczna), przeszperałam namiary na instytucje
              przyznające certyfikat, sprawdziłam pod kątem listy terapeutów
              certyfikowanych (nie do odnalezienia w tym konkretnym przypadku). W
              zw. z tym znalazłam listę placówki na NK smile i po nazwisku sprawdzałam
              każdego absolwenta: gdzie praktykuje i czy certyfikat istotnie ma smile
              Tak trafiłam na mojego terapeutę, którego google polecało mi już
              kilkakrotnie wcześniej smile Odważyłam się zamailować do niego z opisem
              skróconym sytuacji i pytaniem czy on się podejmie. Umówiliśmy się
              mailowo na 3 spotkania. Na 3 zawarliśmy kontrakt... i dobrze mi z tym
              smile
            • drugikoniecswiata Re: o wierze w siebie 04.04.10, 21:59
              > korespondencyjnie można?

              Korespondencyjnie to ja z całego serca polecam książkę "Droga rzadziej
              wędrowana" M. Scotta Pecka. Jedna z ważniejszych książek, które w życiu
              przeczytałam. lolinka, to też odnośnie naszej wczorajszej rozmowy.

              merlin.pl/Droga-rzadziej-wedrowana_M-Scott-Peck/browse/product/1,321586.html;jsessionid=F6B216774F35ED2110BDD9B666C27625.LB4
              Ale nie zamiast terapii. Raczej obok, albo na zachętę.
              • lolinka2 Re: o wierze w siebie 05.04.10, 09:38
                a czy ty ją masz i skłonna jesteś pożyczyć??
                • drugikoniecswiata Re: o wierze w siebie 05.04.10, 12:43
                  priv, ok?
    • drugikoniecswiata Re: :-( 04.04.10, 17:59
      Imho to jest właśnie przykład na coś, o czym niedawno mówiła matrioszka, że ktoś
      jej zwrócił uwagę - jak zaczynamy tłumaczyć chorobą zachowania, które
      przedstawia sobą gros populacji. Przecież jeśli zbudowałaś sobie jakiś
      konstrukt, przestraszyłaś się go, a następnie z nadejściem poranka uświadomiłaś,
      że konstrukcja jest sztuczna - to w ostatecznym rozrachunku nastąpiła
      konfrontacja z rzeczywistością i wylądowałaś bezpiecznie. Wiele osób nie ląduje
      i żyje cały czas w świecie własnej paranoi. Bez diagnozy. I bez cienia
      autorefleksji. Normalność nie polega na tym, że nic człowiekiem nie szarpie.
      Szarpie. Potem wraca do pionu. Tak jak ty rano. What's up?

      A co do terapii i komentarza lolinki - nie miałam przyjemności z analizą, ale
      jestem ci w stanie z łatwością uwierzyć, że jest to fascynująca przygoda - dla
      intelektu. A jak z emocjami? Pytam, bez podtekstów.

      PS wróciłam ze śniadania. obżarta jak prosię wink
      • 36.a Re: :-( 04.04.10, 18:33
        Smacznego.

        Staram się nie byc drażliwa, spokojnie... Myślę. No i obie macie
        rację. Lacanizm wyklucza zajmowanie się emocjami. "Nie one są
        podstawą zmiany, z rzadka lacanista udziela wsparcia i nie ono
        powoduje zmianę" (cyt. z pamięci)

        Pytasz, co się działo. Ale nie śmiej się. Mężczyzna z dwóch Kobiet
        swojego życia wybrał Mamę wczoraj, a nie trzecią kobietę, co mi się
        uroiło, "przecież mówiłem Ci, że mama u mnie będzie", nie zmienił nr
        tel, a jedeynie jest gapa i komórka w nocy się rozładowała. I jak
        często, minęliśmy się z wiadomościami do siebie jak dwa domki z
        ruskiej dobranocki (uwielbiam tę bajeczkę).

        Ładnie tłumaczysz, dziękuję.
        Nie, przez chwilę nie pomyślałam, że ChAD płata mi figle. Poetka, że wyobraźnia...
        Wiem, że powinnam na jakąś jogę, siłownię, cokolwiek, aby odciążyć głowę.
        Koniecznie. Bo zaczyna się tam produkcja śmieci.
        • chin_chilla Re: :-( 04.04.10, 18:49
          Nie bardzo wiem, czy mogę dorzucić swoje trzy grosze, ale ja takich nocy w życiu
          zaliczyłam sporo, oj sporo. Oczywiście na końcu okazywało się, ze z nadmiarem
          wyobraźni to miało wspólnego wiele a nie z chad.
          Natomiast moja terapeutka zwróciła mi uwagę, że z jedym ma - totalnym barkiem
          pewności siebie, takiej wewnętrznej, podstawowej. I moze nad tym warto pomyśleć?
          Na pracą w tej właśnie kwestii? Nie wiem, może się mylę.
          Ale ja tak sobie wyobrażam, że kiedyś w taj sytuacji uda mi się przełamać
          scenariusz, zawziąć się i pomyśleć "A w pizdu! Jakoś się ułoży, jakoś będzie i
          nie ma się co na zapas martwić!".
          Takie moje marzenie smile
          • 36.a Re: :-( 04.04.10, 18:56
            Ee, no, dodawaj swoje doświadczenie. To ważne, by mieć ogląd z wielu
            stron, o. Tym bardziej, że piszemy we dwie ostatnio o całkiem
            podobnych sprawach.

            Tak, najpierw próbowałam opanować strach, a potem mówiłam do siebie "a w
            Pireneje, co mnie to obchodzi, chcę spać", ale ja siebie wcale nie słuchałam.


        • lolinka2 Re: :-( 04.04.10, 19:13
          Lacanizm wyklucza zajmowanie się emocjami, czyli de facto usprawnia
          funkcjonowanie: na bazie przeświadczenia o potędze własnego intelektu
          budujesz coś na kształt poczucia własnej wartości, i tego czegoś (jak
          dla mnie - zrębów poczucia wartości dopiero) jest akurat tyle, żeby
          się w zewnętrznym świecie odnaleźć. Z naciskiem na: zewnętrznym.

          Czyli, przekładając to na język moich doświadczeń, to jest to mniej
          więcej do czego ja doszłam rozwijając tzw. karierę. Do takiego
          właśnie przeświadczenia, które pomogło funkcjonalnie stanąć na nogi,
          ogarniać się w pracy, w szkole u dziecka itp. kontekstach. Ale ciągle
          zostało poczucie niedosytu, braku.... i pewność, że to nie wszystko,
          na co mnie stać. Że jest coś jeszcze, co - dopóki nie ujrzy światła
          dziennego - nie pozwoli mi być człowiekiem wg mojej własnej definicji
          człowieczeństwa. I nie pozwoli rozwijać duchowości, co dla mnie
          szczególnie istotne.... toteż próbuję... właśnie ogarniając emocje,
          co idzie mi właściwie jak po grudzie, ale mam poczucie
          "zaopiekowania" przez terapeutę i takiej nici porozumienia, która
          sprawia, że on potrafi ze mnie wyciągnąć to, czego wprost
          wyartykułować nie potrafię, bo nie zawsze na dany moment sobie to
          uświadamiam tudzież coś mnie po trasie blokuje....

          tyle z doświadczeń własnych, mam nadzieję, że pomogłam.
          • 36.a Re: :-( 04.04.10, 19:33
            Chyba masz rację, chociaż pierwotnie chciałam zaprzeczyć. Bo
            lacanizm na ów czas (razem czy osobno?) był dla mnie jednak czymś co
            doskonale zaspokajało moją potrzebę duchowości. Leczył z symptomów
            (wylądowałam tam z nerwicą, fobia społ. czy innym diabłem), dawał
            radość z zabawy słowem.

            Coś mi kołacze po głowie o dochodzeniu do pełni, człowieczeństwa.
            Moje słowo klucz to zen. I pojawiło się juz tyle razy, że...
            (praktykowałam krótko sama, podwaliny intelektualne w postaci
            lektury kilkunastu dzieł są...)

            Wiem też, że jesli nie opanuję ciała (wspomniana joga czy cokolwiek
            innego), kiepsko będzie z głową.
            • drugikoniecswiata Re: :-( 04.04.10, 21:48
              > na ów czas (razem czy osobno?)

              osobno, to nie natenczas (Wojski) wink

              > Coś mi kołacze po głowie o dochodzeniu do pełni, człowieczeństwa.
              > Moje słowo klucz to zen. I pojawiło się juz tyle razy, że...

              Nie wiem, nie znamy się, ale przestrzegam przed tym, co kiedyś zrobiłam z
              Markiem Aureliuszem, uznając jego stoickie maksymy za doskonałe motto życiowe.
              Nie da się znaleźć spokoju i zintegrować emocji, jeśli wcześniej się ich nie
              doświadczy. Nie da się przekroczyć ja, jeśli się go najpierw nie zbuduje. Łatwo
              pójść w stronę zaprzeczenia, odcięcia, a to nie ta droga. To mi mówi intuicja,
              może trafiam jak kulą w płot, bo moja wiedza o zen jest mniej więcej taka, jak o
              Lacanie.

              > Wiem też, że jesli nie opanuję ciała
              > (wspomniana joga czy cokolwiek
              > innego), kiepsko będzie z głową.

              no to jeśli wiesz, to sio na jogę wink
              to są naczynia połączone przecież
              ja bym się tylko zastanowiła, czy joga nie spełnia w tym momencie tych samych
              potrzeb, co analiza. mocno statyczna. kontrolująca. ale to znów gdybanie. ja
              znów zaczęłam chodzić, ciekawe, ile wytrwam tym razem. w towarzystwie byłoby
              raźniej...
          • drugikoniecswiata Re: :-( 04.04.10, 21:30
            > Lacanizm wyklucza zajmowanie się emocjami,
            > czyli de facto usprawnia funkcjonowanie: na bazie
            > przeświadczenia o potędze własnego intelektu
            > budujesz coś na kształt poczucia własnej wartości,

            Masz jakieś podstawy do takiego sądu? Bo ja mam ochotę mocno zaprotestować, nie
            sądzę, żeby tak było, w sensie żeby taki był cel i mechanizm analizy, bo
            przecież chyba emocje są jej przedmiotem. Ale na pewno jest to pułapka, w którą
            łatwo można wpaść: gubi się cel, którym nie jest poznanie intelektualne, a
            integracja sfery intelektu i emocji. To, co miało być narzędziem, staje się
            celem. Ale nie wiem, gdybam. Wiedzę mam tak szczątkową, że polemizować nie śmiem.

            Dla mnie w terapii megaważna była właśnie przestrzeń na moje uczucia -
            zwyczajnie, po prostu. Nazywanie. Na początku mnie wkurzało, początek trwał
            długo. IQ protestował "no wiem! no i co z tego?", terapeutka nic sobie z tych
            protestów nie robiła. Po jakimś czasie zaskoczyłam, o co chodzi: lizanie lodów
            przez szybę wiele nie daje.

            Myślę, że ogólny nurt terapeutyczny jest ważny, ale jednak najważniejszy jest
            człowiek, więc same certyfikaty wiele nie powiedzą, pod tym samym szyldem
            terapeuci mogą pracować skrajnie różnie. No ale w sumie jakoś szukać trzeba.
            Moim zdaniem przydałby ci się ktoś, kto pomoże zrobić bilans obecnej sytuacji -
            zasobów i potrzeb. Parę mądrych konsultacji, potem ew. decyzja.

            Ann, przepraszam, jeśli odebrałaś mój post protekcjonalnie, nie taki był zamiar.
            I nie pytałam o szczegóły, napisałam, że na tym poziomie ogólności moje odczucia
            są takie. Jeśli chcesz namiary w Warszawie, mogę coś podrzucić, moja pani
            niestety wyjechała, ale krewni i znajomi chodzą tu i ówdzie, ja też się sama
            rozglądam. limes KROPKA mundi MAŁPA gmail.com
            • 36.a Re: :-( 05.04.10, 02:01
              Protekcjonalnie? Nie...
              Drapię się po głowie, bo oto nastał czas, gdy trzeba znowu cos
              przemodelować coś w swoim życiu, bo obecne struktury są o kant dupy.
              Powietrza mi trzeba.

              Tak myślę o tych nurtach terapeutycznych i na wczorajszą noc idealna
              byłaby jednak terapia poznawczo-behawioralna. Najprościej. "Masz za
              mało danych, kobieto, wal się spać". Taki najprostszy z możliwych wgląd.


              Obie z Lolinką mówicie o psychodynamicznej. I że uczucia. Ha,
              niewiele pamiętam ze studiów, ale że zajmuje się emocjami? Całkiem nie.
              Pacjent dalej się będzie moczył, ale będzie wiedział dlaczego.
              Coś w tym stylu.

              O symptomach fajnie jest w "Niepodzielonych" Wilbera. Denerwuję się,
              czuję niepokój w towarzystwie ludzi, bo pod spodem jest hamowane
              podniecenie. Ano. No i wiem, jakie są mech. fobii społecznej, co nie
              przeszkadza mi czuć się czasem nie bardzo w kawiarni, stoliczek ma
              być w ustronnym miejscu, a tak w ogóle to mowa potoczysta jest po 1
              piwie. I świat jakiś ładniejszy (nie, nie piję). Już nie wydaje mi
              się, że wszyscy na mnie patrzą, ufff. Dobre i to.

              No i ta przeklęta hustawka - depresja (g**** czuję)
              • lolinka2 Re: :-( 05.04.10, 10:08
                no nie...opcja wiem dlaczego to w dalszym ciągu sfera intelektu.
                ja jestem na etapie wiem dlaczego i coraz nowszych rzeczy się
                dowiaduję
                i też się wkurzam "no i co z tego że ja to wiem???" smile terapeuta
                mówi, że na razie mam się dowiadywać a w pewnym momencie trybik mi
                zaskoczy i będę wiedziała "co z tego", ale on mi tego nie powie bo to
                a) moja terapia, b) terapia a nie poradnictwo smile i c) nie chce mi
                odbierać frajdy samodzielnych odkryć.

                To "potem" ma wyglądać tak, że w relacji z terapeutą przepracuję to,
                czego mi brakowało/co nie pograło w relacjach z najważniejszymi
                osobami w moim życiu, ponazywam (krok pierwszy), poczuję (krok drugi,
                to piszę ja, co przedwczoraj pytała drugikoniecswiata czy to się tak
                da big_grin) i zmienię (krok trzeci), aczkolwiek na szybkie efekty nie ma
                co liczyć. Cierpliwości. Opanowania. POKORY smile
                • drugikoniecswiata Re: :-( 05.04.10, 13:11
                  "pytała drugikoniecswiata" to chyba jakaś freudowska pomyłka, bo pytała lolinka wink

                  Na pierwszym miejscu stawiałabym dobrego terapeutę, potem nurt. Oprócz
                  dynamicznej są też ustrojstwa typu gestalt, POP, systemowa,
                  humanistyczno-egzystencjalna, itd itp. Dynamiczna wywodzi się z analitycznej,
                  wiele punktów jest wspólnych, ja odbieram ją jako mniej sztywną, gdzie terapeuta
                  nie tylko obserwuje i mówi, ale także empatycznie towarzyszy w emocjach. Sądzę,
                  że są terapeuci analityczni, którzy też tak pracują, ale na pewno dystans jest
                  większy.

                  Moja pani nie określała się wyłącznie dynamicznie, pracowała też systemowo, i to
                  moim zdaniem jest też dobra sprawa. Tak czy siak, idąc do niej, nie miałam
                  pojęcia co znaczą wszystkie te słowa. Zostałam, bo budziła moje zaufanie - ona,
                  nie certyfikat. Teraz mam kłopot, teoretycznie uważam to co piszę tu, czyli że
                  najpierw człowiek, potem nurt, praktycznie moje IQ ciągnie w stronę szukania
                  bliskiej mi filozofii. To trochę do chrzanu, bo to terapia, a nie sekta
                  wyznaniowa. Doktryna nie leczy.

                  To zależy od tego, do czego ta terapia jest ci potrzebna, czego od niej chcesz.
                  Ja nie wierzę w pozostawanie na poziomie CBT, ale z drugiej strony jesteś po
                  analizie (zakończonej czy przerwanej?), więc możesz nie mieć potrzeby ani siły
                  wchodzenia w kolejną tak głęboką relację. Z trzeciej strony jesteś na innym
                  etapie, z czym innym byś pracowała. Nie wiem. Nikt tego za ciebie wiedzieć nie
                  będzie sad

                  A co do CBT, to czytałaś Ramirez-Basco? Albo Umysł ponad nastrojem właśnie?
                  • lolinka2 Re: :-( 05.04.10, 13:27
                    nie, literówka, brak M na końcu smile
                    • drugikoniecswiata Re: :-( 05.04.10, 13:42
                      taka przecież idea freudowskich pomyłek wink wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka