Wczoraj po południu dopadł mnie ostry ból w okolicy pośladka promieniujący do uda. Wieczorem ból sięgał od miejsca powyżej pośladka do kolana (przednia cz. uda i kolano). Pomyślałam, że moje biodro zaczyna szwankować na skutek długotrwałych komplikacji z kolanami. Dzisiaj poszłam do lekarza, boli mocno. Lekarz stwierdził, że to nerw kulszowy (rwa kulszowa). Dostałam skierowanie na rtg kręgosłupa, potem czeka mnie wizyta u ortopedy. Mam brać Mydocalm i coś jeszcze p.zapalnego.
Cała noc nieprzespana.

Najmniej boli przy chodzeniu. Wcześniej kilka razy bolało lżej, ale przechodziło po kilku godzinach samo. Przy większym wysiłku (porządne sprzątanie chaty) ciężko się wyprostować, wtedy dopada mnie na kilka minut taki właśnie ból. Mijał zawsze. Tym razem nie chce popuścić.
Dodam, że byłam już kilka razy znieczulana od pasa w dół. Dwa razy lekarz wbił się chyba źle (?) bo mnie strasznie zabolało w tych miejscach, w których teraz boli. Wtedy to było przejściowe, no może pobolewało mnie jeszcze przez 2-3 dni, ale lekko. Czułam gdzie przebiegł ten osty ból (mogłam odtworzyć jego ścieżkę palcem). Problemy z kręgosłupem (bardzo poważne) w mojej rodzinie to nic nowego. Kilka osób jest już po operacji (osoby te nigdy nie pracowały fizycznie). W dzieciństwie jakiś mądry pan ortopeda stwierdził, że mam jedną nogę krótszą o cm. Polecił masaż u jakiejś znachorki. Mamusia grzecznie mnie do owej pani zawiozła. Pani nastawiła mi biodro...chyba. Nie wiem, co zrobiła, ale to był ból porównywalny do złamania kończyny. Nikt nie wiem, co mi zrobiła, ale problem z krótszą nogą minął. Głupota nieprzeciętna, ale nie miałam na to wpływu.
P.S. O tych kilku znieczuleniach piszę, bo może to ma coś wspólnego z tym bólem.