25.01.11, 12:41
Znalazłam przed chwilą:

wyborcza.pl/1,75477,8998830,Holender_na_smyczy.html?fb_xd_fragment#?=&cb=fd9f4abd41dbc5&relation=parent.parent&transport=fragment&type=resize&height=21&width=120
Mam mieszane uczucia... Holandia - kraj idący za postępem praktykuje XIX-wieczne metody "leczenia".
Obserwuj wątek
    • czubata Re: Artykuł 25.01.11, 13:00
      Ja też mam mieszane uczucia.Z jednej strony,czy rzeczywiście nie ma leków które mogłyby go wyciszyć? Z drugiej strony on sam twierdzi że nie chce nikogo skrzywdzić,a skoro jest nieobliczalny? Nie wydaje się być zły z powodu tego jakie metody zapobiegawcze są stosowane wobec niego.Mógłby przecież siedzieć zamknięty w izolatce bez możliwości kontaktu z drugim człowiekiem,a jednak dba się o to by miał taką możliwość.Nie wiem co o tym myśleć.
      • za_mszowe Re: Artykuł 25.01.11, 18:06
        W PL byłby pewnie skazany na izolatkę w jakimś mocnomocno podrzędnym szpitalu i na takież traktowanie ze strony personelu...uncertain

        nie do końca wierzę, że już nic innego nie jest mu w stanie pomóc.. skąd wiadomo, że już wypróbowano wszystkie formy pomocy?
        • za_mszowe Re: Artykuł 25.01.11, 18:33
          oops, nie dokończyłam przemyśleń..obejrzałam filmiki na youtube i poczytałam anglojęzyczne teksty na ten temat (bbc, daily mail, etc.)



          w PL pewnie i izolatka, i 3lata w pasach...(znam z lokalnego psychiatryka przypadek dziewczyny/kobiety - 7lat w izolatce, pewnie już powoli zapomina mowy ludzkiej uncertain

          myślę, że być może to jedno z lepszych wyjść, gdyż
          mężczyzna sam decyduje o zdjęciu zabezpieczenia - z własnej woli, nie jest przypięty do ściany 24/7, gdy ma atak agresji, zdjęcie "uprzęży"(czy jak to nazwać),kt ma dł półtora metra zajęłoby trochę czasu - wtedy opiekun(owie) mogą opuścić pomieszczenie..

          pozostaje pytanie: czy on w ogóle ma możliwość wychodzenia na dwór? bo jakoś nie bardzo to widzę...
          • za_mszowe Re: Artykuł 25.01.11, 18:38
            poniższy komentarz (sorry, nie mam siły przekładać tego) napisany dość prostym językiem daje nieco jaśniejszy obraz sytuacji:

            I don't know this young man's situation, but I do have an acquaintance who has been in & out of psychiatric care for a number of years (jail/prison as well as in-prison, hospital, and long-term care psychiatric treatment). Sometimes she is passive & nonresponsive. Sometimes she is friendly. Other times, she will kick, throw things, hit with fists or any available object, scream, spit, scratch, punch, & otherwise attack with no provocation or warning. She has fought so violently that it took 6 men to subdue her enough to handcuff her. If I had to interact with her in psychiatric care, I would not want to risk serious injury. As difficult as it is to see a human restrained as shown above, I believe it is actually a humane way to handle a very difficult situation. The harness distributes the force to the torso, eliminating stress points and is more humane than simple chaining of a limb. He might feel less anxiety & more control over his "voices," knowing that he can't hurt anyone.
            • czubata Re: Artykuł 25.01.11, 19:14
              Muszę przyznać jednak że widok chłopaka na tej "smyczy" i tak jest mniej drastyczny niż widok człowieka "spasowanego" od stóp do głów i przykutego do łóżka,czasami odzianego tylko w pampersuncertain
    • tlenoterapia Re: Artykuł 25.01.11, 22:37
      Arnhild Lauveng autorka ksiazek z Norwegii tez opisuje ,ze na smyczy chodziła na spacerki.
      Obawiam się ze "cudowne metody "w Polsce sa bardziej średniowieczne .
    • agnieszka3523 Re: Artykuł 25.01.11, 23:13
      Czasami istnieją psychozy wyjątkowo oporne na leczenie...nie ma jeszcze farmaceutyków, które są w stanie pomóc każdemu choremu. Chłopak rzeczywiście może stanowić zagrożenie dla siebie i innych. Zdaje sobie z tego sprawę, więc to też nie jest tak, że jest przywiązywany na siłę, wbrew własnej woli. Nie widać, żeby się szarpał, ryczał, itd, wydaje się być pogodzony z ta sytuacją i ją w pewnym sensie akceptować. Trzeba pamiętać, że mimo wielkiego postępu medycyny, nadal nie można pomóc każdemu pacjentowi i czasami jedyne, co można zrobić, to pomóc jako tako funkcjonować. Owszem, mógłby być na lekach, ale pewnie całymi dniami leżałby w łóżku i nie wiedział o Bożym świecie. Z dwojga złego to rozwiązanie chyba jednak jest lepsze. Oczywiście współczuję chłopakowi, to jest wielka tragedia i dla niego i dla jego rodziny, ale z drugiej strony, zastanówmy się, czy będąc lekarzem/pielęgniarką w tym szpitalu nie odczuwalibyśmy zbyt dużego stresu, żeby swobodnie rozmawiać z pacjentem, którego zachowania w żaden sposób nie jesteśmy w stanie przewidzieć? Nie sądzę...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka