caray
01.03.12, 21:46
Czuję pragnienie wyżalenia się trochę. Może mnie ktoś pocieszy. Jestem po urlopie i jakoś za bardzo mi nie pomógł, praca mnie męczy (choć momentami jednak daje kopa). Nie mogę się rano podnieść, mogę spać 12 godzin i mało, to już chyba trzeci miesiąc tak trwa. W chacie można się do podłogi przykleić, bo nie mam siły sprzątać. Nowe książki pokupowane, a ja dzisiaj leciałem do biblioteki po książkę, na którą akurat napadła mnie ochota. Wszystko ok, tylko książka jest lekturą w podstawówce. Coś mam wrażenie, że na nic ambitniejszego nie mam siły. Nawet mi się przy kompie nie chce siedzieć. Ile ma trwać jeszcze ten marazm? Kompletnie nie mam siły nic zrobić ze swoim życiem. Są momenty, że mam ochotę płakać ze zmęczenia. Modyfikacje dawek jakoś póki co nie pomagają. Czuję, że mogę zaraz się załamać. Nie mam już kompletnie siły. Pojadę poezją ze sztambucha gimnazjalistki: Chrystus nas zbawił, to wielki cud, ale kto teraz zbawi mnie? (trochę zerżnięte z Gretkowskiej) Ma któś może jakieś konkretne rady? Albo niekonkretne współczucie? Dziękuję.