Witam wszystkich!
Podczytuję Was od dłuższego czasu- mój partner ma chad i chyba potrzebuję rady.
Może zacznę wstępem. M. leczy się od roku. Pilnie i regularnie. Czy to mozliwe, ze mimo leków wpadł w manię? Niemal cały czas brał tylko leki antydepresyjne, dopiero po hospitalizacji ( bo się zaczęły imprezy i alko) dostał pernazynę, haloperidol, selincro (na zmniejszenie głodu alkoholowego) i lit. Tymczasem zaraz po wyjściu był mega pobudzony (twierdził że z radości, ze wyszedł ze szpitala) i w przeciągu 2 tygodni zdążył: rzucić pracę, mnie, częsciowo się wyprowadzić (mieszka co rusz u innych znajomych), odnowić wszystkie dziwne znajomości, skłócić się z wszystkimi, którzy mu się sprzeciwili i zaprzyjaźnic z wszystkimi, którzy przystają na jego pomysły. jest bez pracy i forsy (niebawem ja też będę, bo spłacam jeszcze kredyt którym spłaciliśmy jego długi z poprzedniej manii). Obecnie zamierza zostac konserwatorem zabytków (nie zna się ani na sztuce, ani pracy fizycznej. W poprzedniej manii został muzykiem i kupił wieeele istrumentów). zaznaczam, ze normalnie jest czułym i kochanym facetem, który troszczy się o mnie nawet z drugiego końca swiata.
Dzwoniłam do lekarza, powiedziałam ze dwa fakty. Stwiezdził, żeby na gwałt załatwiać ubezpieczenie, bo M. się nadaje do długotrwałej hospitalizacji (M. nie ma ubezpieczenia do dziś). Po wizycie jednak zmienił zdanie, ze to tylko hipomania.
I teraz moje pytania.
-Czy to mozliwe, że M. wpadł w manię i w niej trwa mimo przyjmowania leków (regularnego, choć jak sądzę, zalewanego alko)?
-Czy powinnam jeszcze kontaktować się z lekarzem? Nie wiem, czy to uczciwe, tak za plecami M. i czy lekarz w ogóle będzie ze mną gadał. Co prawda M. mnie uprawnił do kontaktu z lekarzem i cały czas byłam z nim w kontakcie, chodziliśmy też razem na wizyty, ale teraz to inna sytuacja.
- Czy to w ogóle mania? Znam go, dałabym sobie głowę uciąć że tak- jest zupełnie innym człowiekiem, nawet inaczej mówi. Ale wygląda to inaczej, niż w poprzednich, nieleczonych. Nie jest za bardzo pobudzony, śpi, ale codziennie imprezuje. Godzinę jest normalny, a godzinę się wykłóca o pierdoły i reaguje nieadekwatną agresją na wszystko, co nie po jego myśli. Nie znosi sprzeciwu, nie rozumie argumentów (np. jestem wściekła, bo nie wrócił do domu przez 2 dni. Wyprowadza się- bo go ograniczam, a nie dociera że 2 dni na imprezie to nieco paskudne zagranie, którego normalnie by nie zrobić). zazwyczaj zawsze znajdowaliśmy kompromis- teraz mogę zapomnieć.
I w końcu lekarz twierdzi, że to hipomania. A to, jak mi się wydawało, dobry lekarz. Tylko, że M. bywa zupełnie spokojny i to czasem pół dnia, a na wizyty bardzo się mobilizuje i pewnie sama nie zauważyłabym niczego niepokojącego. A potem nagłe, chaotyczne ruchy życiowe na wszystkich płaszczyznach. Nie zamierzam nikogo wpędzać na siłę do szpitala. Ale naprawdę kocham tego faceta, a takiego jak teraz - mam już dość, bo naprawde zachowuje się wobec mnie jak najostatniejszy palant i długo już tego nie wytrzymam. I oczywiście, każdy ma prawo przeorganizować sobie życie, rzucić kilkuletni związek. Ale jak to idzie z porzuceniem dotychczasowych przyjaciół, pracy, nienawiści do rodziny, zostania bez środków do życia i zerowym przejęciem z powodu powyższych zdarzeń to jednak skłaniałabym sie ku manii.
Czy może jest wśród Was jakiś jasnowidz

? Albo przynajmniej osoba, która wyjaśni mi mechanizmy- działania w tej sytuacji a) leków b) lekarza c) ewentualnie podpowie, co ja powinnam robić....
Bo jeśli chodzi o mnie, to wcale tego nie chcę, ale M. wykorzystał już niemal wszystkie srodki, żeby mnie zmusić do kopniecia do w tyłek i jestem bliska tej decyzji. Tak więc nie mam problemu "chłop mnie rzucił, jak go wsadzić do psychiatryka, bo pewnie mu odbiło". Bo przyszłosc mojego związku stoi pod znakiem zapytania tak czy siak- również w moim sercu, ale to nie temat do roztrząsań. Mam chyba poczucie, ze lekarz czegoś nie zauważa, a M. mimo że się leczy, to płynie coraz bardziej. I to mnie nieco dobija, bo M. się strasznie bał, że nie zauważymy manii i znowu go dopadnie. I nie zauważyliśmy, a on sam już teraz nic nie widzi- oprócz wieczornego koncertu i trawki od ukochanych przyjaciół. Tymczasem, jako rzekłam, jest facetem, który troszczył się o mnie i mocno kochał. pamięta imiona moich uczniów, datę badań, i dzwoni z zagranicy czy jadłam śniadanie (bo często zapominam). Nie mogę i nie chcę zostawiać do samego, jeśli to mania. Zostawię i jakoś dam radę żyć dalej- jesli to jego wybór.
Co robić? Przeczekać? dzwonić do lekarza? Nic nie robić?
Pozdrawim was serdecznie i mam nadzieję, że ktoś w Was dobrnął do końca i coś mi poradzi.
Helka