Od lat kwestionuję potrzebę przyjmowania leków (nie tylko jesli chodzi o ChAD, ale równiez inne dolegliwości/choroby).
Tu muszę nieco podzielić się swoją historią;
Pierwszy raz zdiagnozowano u mnie dwubiegunówke w 2001: mania zakończona depresją (bezpośrednim bodźcem byla przesada z marihuaną). Rok pózniej zaczęłam sie 'leczyć' ponownie trawką, co spowodowalo kolejną manię no i pomaniakalną depresję. Doszłam więc do wniosku, że jointy nie są rozrywka dla mnie i w tym przekonaniu trwałam zażywając (niechętnie) leki przez kolejne 7 lat, po czym stopniowo zaczęłam je odstawiać, bo doszlam do wniosku (wierzę w to po dziś dzień, ze słusznego-), ze zdrowa dieta sie wylecze. No i bylo dobrze, tak jakby normalnie

PRZEZ 7 (!!!) LAT NIE MIAŁAM epizodów. Miałam co prawda wahania emocjonalne, ale byly one spowodowane albo stresem albo samo-nakręcaniem sie, na przyklad kawą, czyli tak jak u reszty wrazliwych ludzi. Tu muszę jednak dodać że owa normalność była zakrapiana sporą ilością wina, bo albo byłam wkurzona, bo coś-tam, albo było fajnie, więc chciałam by było jeszcze fajniej bo mogę, bo jestem zdrowa, bo moje manie były spowodowane zażywaniem marihuany.
Z końcem minionego roku przeziębiłam sie dość mocno i tak jak jestem zwolenniczką czosnku, imbiru i cytryny, tak w tym przypadku odstąpiłam od moich wierzeń bo musiałam się wyleczyć 'na jutro'. Więc wrzucalam siebie paracetamol z kofeiną co jakąs godzinę dwie tablety. W czasie między piłam jeszcze kawę, bo sporo roboty w pracy. No i wieczorem popijałam herbate z dużą ilością rumu (na rozgrzanie; wypocenie przeziębienia). Niestety nie udało mi się pozbyć przeziębienia tą metodą miast tego wstrzeliłam się w silną manię. Najpierw przestałam spać (nie spałam w ogóle przez kilka dni) później myśli mi zaczęły pedzić w sposób trudny do opisania, a w miarę upływu kolejnych dni pojawiły się elementy psychotyczne. Rodzina zainterweniowała, co zakonczylo sie hospitalizacją. Mania trwała u mnie ok 6 tygodni, po czym nastąpiła depresja rozciągnięta do 3-ech miesięcy. Obecnie jestem na lamotryginie (300mg), Solianie (200mg) i fluoxetynie (40mg) i jest dobrze za wyjątkiem faktu, że wciąż jestem na zwolnieniu lekarskim.
Lekarz po wysłuchaniu mojej historii potwierdził, żebodźcem bezpośrednim mogła w istocie być kombinacja dużej ilości alkoholu, paracetamolu i kawy (co przyczyniło się do braku snu). Jakkolwiek trzyma się teorii, ze mam ChAD.
Natomiast ja twierdzę, ze jestem nadwrażliwą jednostką, która winna unikać jakichkolwiek stymulantów włącznie z kawą, bo te za mocno na mnie oddziałują. Być może jestem chwiejna emocjonalnie, ale niekoniecznie mam ChAD, a epizody manii wywołane były złym stylem życia.
Mimo że teraz jestem na lekach - wierzę, że za niedługi czas będę mogla je ostawić, to znaczy: odstawię je na pewno (kwestia kiedy) z tym że bede bardziej dbała o siebie:
- zdrowa dieta
- sen
- zero używek
- regularny tryb dnia
- Omega 3 + komlez witaminy B
- psychoterapia
Chcę udowodnić sobie i światu, że mogę bez leków.
Uda mi się?
--
~ They said I can't. I say: you watch me ~