Dodaj do ulubionych

Pojawiające się w terapii emocje

20.07.17, 00:36
Hej wszyscy,
pytanie.
Zacząłem terapię psychodynamiczną tak ze dwa miesiące temu - bo zdałem sobie sprawę, że dłużej już nie da się uciekać. Poczułem, że dotknąłem dna. Moja sytuacja zmieniła się dosyć mocno też - zacząłem się spotykać z jednym fajnym facetem (bardzo to stresujące - odzywają się stare lęki i traumy), straciłem w międzyczasie pracę, szukam nowej. Oto pytanie - jak ta terapia w ogóle działa? Bardzo dużo zastałych emocji wypływa na powierzchnię, bez leków bym w ogóle nie dał rady (doszła kwetiapina i antydep), wczoraj leżałem na podłodze rozpaczając. Zdałem sobie sprawę, że wiele z moich epizodów miało źródło psychologiczne. Czuję, że ta terapia trochę mnie rozjeżdża. Co dalej? Skąd się bierze poprawa? Bo już powoli nie mam siły, huśtawki straszne, lęku mnóstwo, roztrzęsienia też. A z terapii zrezygnować nie mogę i nie chcę.
Z góry dziękuję.
Obserwuj wątek
    • 39.a Re: Pojawiające się w terapii emocje 26.07.17, 04:22
      aż dziwne, że nikt nic...

      to się dopiszę.
      IMO, terapia psychodynamiczna, to słuszna decyzja. podobno niezbyt db przy ChAD, bo
      rozpier... człowieka, ale osobiście wytrzymałam wtedy na czysto, jeszcze przed leczem farmakologicznym.
      tak, uruchamia się cała masa emocji, łącznie z wku... na analityka. nic nie wiem o przeniesieniu, nie doświadczyłam.
      żeby było mi łatwiej, zapisywałam sesje. nie tyle sesje co najważniejsze zdania, własne przejęzyczenia, a były przeciekawe np. boję się pociągu.
      poprawa bierze się ze zrozumienia, a częściowo z "wygadania się". pisałam tu kiedyś o "To trzeba wyrazić" Marie Cardinal, tam masz więcej mechanizmów psychoanalizy. pocieszająca jest przemiana Marie. Czego i Tobie życzęsmile
    • dragon2016 Re: Pojawiające się w terapii emocje 26.07.17, 17:19
      Życzę szybkiego powrotu do zdrowia😊
    • dzedlajga Re: Pojawiające się w terapii emocje 08.08.17, 15:05
      To działa trochę tak, że podczas terapii wyłażą stare emocje, które dawno temu musiałeś stłumić, żeby przetrwać. Jak matka mnie zdradziła (powtórzyła coś co powiedziałam jej w tajemnicy i to właśnie komuś, komu miała tego nie mówić, bo wiedziałam, że to zrani tą osobę). Cały mój świat się wtedy rozpadł na milion kawałków. Ale natychmiast musiałam go poskładać, bo nie mogłam się rozpaść. Nie mogłam uciec od matki, nie mogłam nic zrobić. Ale te emocje zostały. I cichutko sobie czekały przez ponad 30 lat. I nagle buch, wydarzyło się coś, że wszystko wróciło a moja reakcja była nieproporcjonalna do tego co się stało, bo złość i cała masa innych emocji na konkretną osobę dziś, okazały się być przeniesionymi emocjami w stosunku do matki sprzed wielu lat.

      Przeżycie na nowo tych emocji , uświadomienie sobie jakie jest ich pierwotne źródło i poukładanie tego na nowo - to jest cel terapii. Bez tego się nie da

      Tu masz link do artykułu, który mówi m.in o tym o czym napisałam

      Spokój odzyskałam dopiero teraz, gdy po przeczytaniu tego artykułu zrozumiałam skąd tamte emocje się wzięły - dla mnie to jest klucz. Z tym, że było mi o tyle łatwiej, że już wybaczyłam matce. Poza tym gdy widzę jak rany z dzieciństwa wpływają na moje emocje i co za tym idzie zachowanie to naprawdę nie dziwię się już i nie mogę mieć żalu o to jaka ona była. A obiektywnie, pod wieloma względami było jej o wiele trudniej niż mnie.



      39.a mówi, że psychodynamiczna nie jest u nas wskazana. Coś w tym jest. Tylko jak widać po mnie takie sytuacje mogą się dziać i bez terapii i co wtedy? Ja przez to przeszłam nie bezboleśnie, bo bezboleśnie się nie da. Cierpienie jest okrutne. Ale bez fachowej pomocy trudno samemu z tego wyjść. Skończyło się psychozą i cudem uniknęłam szpitala. Cud polegał na tym, że nie mogąc zasnąć wzięłam 6mg rispoleptu i następnego dnia obudziłam z głową z ołowiu za to z pełną świadomością tego co robiłam i myślałam dnia poprzedniego.


      Dlatego myślę, że lepiej to wszystko przeżyć z kimś, kto będzie wiedział jak nam pomóc, bo życie i tak będzie wyzwalać te emocje. Chyba, że odizolujemy się od świata. Jest to jakieś wyjście i rozumiem, że nie każdy ma tyle siły, żeby stawić czoło duchom z przeszłości. Ale skoro zacząłeś to naprawdę warto przez to przejść.

      Caray, uważaj na siebie i bądź w stałym kontakcie z lekarzem. Bez leków faktycznie się nie da a u mnie mimo leków, za to bez wsparcia skończyło się jak mówię.

      Mam nadzieję tylko, że masz dobrego terapeutę i będzie umiał Cię przez to przeprowadzić.
    • caray Re: Pojawiające się w terapii emocje 27.08.17, 00:54
      Hej wszyscy, dawno nie zaglądałem, a tu tyle miłych odpowiedzi. Dziękuję Wam bardzo! Terapia trwa, docieram do wypartych emocji, ale też bardzo mi pomaga - na przykład w pracy przestałem przepraszać, że żyję i efekty są super. smile
      • poetkam Re: Pojawiające się w terapii emocje 27.08.17, 21:47
        > w pracy przestałem przepraszać, że żyję i efekty są super.

        Brawo! Tak trzymaj smile
      • 39.a Re: Pojawiające się w terapii emocje 29.08.17, 20:57
        Cieszę się też smile
        Zaproponowano mi ostatnio terapię tym razem głęboko-rozumiejącą, jak ją sobie roboczo nazwałam, skupiającą się na pragnieniach etc. Caray, ja też "branża" smile ale bez coming outu. Nie umiem, za trudne. Pozdrawiam z szafy smile
        • 39.a Re: Pojawiające się w terapii emocje 29.08.17, 21:01
          ach, koszta. 7.200 za rok, spotkania raz w tyg.
          przyznam, potężna bariera. (wolę inaczej wydać smile a na razie nie namierzylam nikogo kto chcialby w ramach wolontariatu z głębokim zrozumieniem sluchać ))
          • caray Re: Pojawiające się w terapii emocje 30.08.17, 23:56
            W sumie to smutne, nie? Że ciężko jest znaleźć ludzi, którzy umieją i chcą z głębokim zrozumieniem słuchać. Staram się być taką osobą, ale póki co jestem skupiony na sobie.

            Pozdrawiam częściowo z szafy też - chociaż chyba wyszedłem z niej już w ogóle. Spotykam się z kimś - fajnie jest iść trzymając się za ręce. smile
            • dzedlajga Re: Pojawiające się w terapii emocje 02.09.17, 22:04
              caray napisał:

              > W sumie to smutne, nie? Że ciężko jest znaleźć ludzi, którzy umieją i chcą z gł
              > ębokim zrozumieniem słuchać.

              Smutne fakt. Głównie dlatego, że to naprawdę trudne i często mimo dobrych chęci ludzie tego po prostu nie umieją. Kolejna umiejętność, którą należy nabyć. Tylko najpierw trzeba by wiedzieć, że słuchać trzeba umieć, nie wystarczy słyszeć.


              Staram się być taką osobą, ale póki co jestem skup
              > iony na sobie.
              >

              Bardzo słusznie. To tak jak w samolocie. W razie "W" najpierw zakładasz maskę sobie, dopiero potem dziecku. Żeby kogoś wysłuchać czy pomóc najpierw musisz mieć na to siły i zasoby, którymi możesz się podzielić. I tymi zasobami warto świadomie zarządzać, jakkolwiek to brzmi. Taki zdrowy egoizm.
              • 39.a Re: Pojawiające się w terapii emocje 03.09.17, 15:13
                dzed, ja mialam na myśli psychiatrę.
                niejaka irytacja, że niemożliwym jest zapewnić sobie np. 3/4 roku terapii na NFZ,
                raz w tygodniu, z kimś naprawdę empatycznym i mądrym.
                nie mam zamiaru obarczać sobą i wlasnymi rozdrapami bliskich smile
                nic na kształt terapii.
                • 39.a Re: Pojawiające się w terapii emocje 03.09.17, 15:14
                  errata: psychoterapeutę!
                • dzedlajga Re: Pojawiające się w terapii emocje 06.09.17, 16:44
                  39.a Wiem, ja pisałam do Caray.

                  Prawda jest taka, że gdybyśmy umieli słuchać siebie nawzajem to psychoterapeuta nie byłby potrzebny. A na pewno w mniejszym stopniu. Sama nie zawsze umiem, choć też się staram. Problem widzę też w drugą stronę - coraz mniej chce mi się słuchać innych, bo ci inni nie bardzo chcą słuchać mnie i wtedy powstaje brak równowagi, który przeszkadza w zdrowej relacji. Mnie bardzo przeszkadza.

                  Ostatnio znalazłam coś takiego

                  Nie umniejszaj przeżyć (...) opowiadaniem o własnych doświadczeniach (...). Komunały w rodzaju " Powinieneś się cieszyć, że (...) mogą tylko rozzłościć. Od siebie dodam, że teksty, że doceń, że masz to i tamto albo że nie wszystko jest do dupy też mogą jedynie rozzłościć.

                  (...) nie musisz dużo mówić. Ciepły uścisk może dać więcej niż jakiekolwiek słowa. (...) chcą jedynie wiedzieć, że jesteś z nimi, że ich kochasz i troszczysz się o nich.

                  (...) Jakiekolwiek próby odwrócenia ich uwagi, np. przez rozmowę o sprawach banalnych, wywołują złość i oburzenie. Uważają, że poruszanie błahych tematów dowodzi lekceważenia ich nieszczęścia.

                  Słuchaj, ale nie osądzaj. Powstrzymaj się od udzielania rad dotyczących tego, co twoi przyjaciele mają myśleć czy odczuwać. Każdy z nas jest kimś niepowtarzalnym, a więc i sposób (...) przeżywanie żalu wygląda inaczej (zakończenie moje)

                  Jeżeli (...) płaczą, nie próbuj zmieniać tematu rozmowy ani nie staraj się ich uspokoić. Łzy leczą. ludzie potrzebują przyjaciół, którzy przed ich płaczem nie rejterują.

                  Potrzebują też takich przyjaciół, którzy nie poczują się zszokowani ich gniewem czy złością i nie będą ich za to potępiać. Tego rodzaju emocje są naturalną reakcją na frustrację i bezradność.

                  Nawet jeśli smutek i żal (...) trwa długo nie pozostawiaj (...) samych, nie wycofuj swojego wsparcia. Twoja obecność, jakkolwiek by ona nie miała wyglądać, będzie ich podtrzymywać na duchu w ich dążeniu do odzyskania pełnego zdrowia

                  To fragment ze strony o żałobie po utracie dziecka. Celowo wykropkowałam fragmenty dotyczące żałoby, bo tak naprawdę te rady są uniwersalne jeśli chodzi o udzielanie wsparcia.


                  Od siebie dodam też małą radę dla osób, które potrzebują się wygadać. Nie jest dobrym pomysłem mówienie (ty masz, lepiej, tobie jest łatwiej, bo... ). W ten sposób bardzo skutecznie można sobie zamknąć drzwi przed osobą, która chce słuchać. Bo gooowno wiesz czy komuś jest łatwo czy trudno. To, że się nie skarży to jeszcze nie znaczy, że ma różowo. Więc jeśli chcesz wsparcia od kogoś, to nie mów mu, że ma lepiej i łatwiej od ciebie.

                  Nie kieruję tego personalnie do nikogo z was. Tak jak piszę, to tylko taka refleksja po moich całkiem świeżych doświadczeniach.

                  I jeszcze taki filmik,

                  Niestety po angielsku. Niedawno trafiłam na tekst jak wstawiać napisy do filmów na YT, więc jeśli znajdę czas to wrzucę tłumaczenie.

                  Co do znalezienia kogoś, kto będzie słuchał za kasę... Trzeba tylko pamiętać o tym, że sam fakt, że to dużo kosztuje jeszcze nie daje gwarancji, że ta konkretna osoba potrafi słuchać. Mimo wszystkich szkoleń i kursów to nadal są ludzie, ze swoim mniejszym lub większym bagażem. Mało tego, to że potrafi słuchać kogoś innego wcale nie znaczy, że równie dobrze będzie słuchać nas. Z tego prostego powodu, że akurat konkretna osoba i konkretny problem może wywoływać bardzo konkretne emocje. Oczywiście dojrzały, świadomy terapeuta powinien umieć rozwiązać ten problem. Ale to też może trochę potrwać i niekoniecznie chcemy czekać i płacić za to, że ktoś nam w sumie bardziej szkodzi zamiast pomagać. I liczyć na to, ze w końcu sam upora się ze swoim problemem. Dlatego znalezienie właściwego terapeuty jest trudne.

                  Dlaczego niezwykle rzadko trafia się dobry terapeuta na NFZ? Jeśli ktoś jest naprawdę dobry, to chce naprawdę dobrze zarabiać, bo też włożył całkiem sporo kasy w zdobycie kwalifikacji (choć te nie zawsze przekładają się na umiejętności o czym już pisałam). Robiłam kiedyś reaserch ile to kosztuje, nie pamiętam kwoty, ale żeby móc starać się o certyfikat to trzeba kilkudziesięciu tysięcy. A nikt, kto wydał takie pieniądze na kształcenie nie będzie zasuwał za 2tys miesięcznie czy nawet 3 - nie wiem ile zarabia terapeuta na NFZ.

                  A jeśli nie ma kwalifikacji a mimo to ma pewne umiejętności (bo tego nie można wykluczyć), to za kiepskie pieniądze ma z kolei słabą motywację do tego, żeby się angażować, bo słuchanie to naprawdę ciężka praca. Chyba, że jest na początku drogi i uczy się. Wtedy stara się trochę dla siebie, ale przypuszczam, że to rzadkie przypadki


                  Mamy więc takie błędne koło. Dla szukających pomocy przykre, ale nie bardzo widzę szanse, żeby to miało się zmienić w dającej się przewidzieć przyszłości.
              • caray Re: Pojawiające się w terapii emocje 06.09.17, 01:59
                W sumie to o zdrowym egoizmie bardzo dobre - dzięki, warte przemyślenia. smile
    • dzedlajga Re: Pojawiające się w terapii emocje 08.10.17, 14:36
      Jak pomagać i nie zwariować

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka