15.07.18, 21:57
Poczytalam kilka watkow osob, ktore zyja z kims chorym i nasuwa mi sie pytanie czy my chorzy jestesmy skazani na samotne(bez zwiazkowe) zycie? Padaja rady "zostaw" odejdz"... Jakbysmy nic nie czuli, jakby bylibysmy zabawkami, ktora sie zepsuła i trzeba ja wyrzucic.
Ilu z nas jest w zwiazku?
Obserwuj wątek
    • tiaaa Re: Zwiazek 16.07.18, 00:37
      Mam nadzieję, że nie. Ale już boję się kolejny raz z kimś być. Bo znowu się skończy.
    • poetkam Re: Zwiazek 16.07.18, 11:28
      Na forum piszą również osoby z ChAD będące w stałych związkach.
      Lolinko, Kotomyszo, Beatrix, napiszecie coś?
      Ja osobiście jestem żoną ChAD-owca (pierwszy mąż również miał ChAD) i córką - moja mama też ma ChAD.
      Może dlatego, że od małego jestem przyzwyczajona do choroby nigdy nikogo nie traktowałam jak zabawki, które można wyrzucić, gdy coś jest nie tak. Wręcz przeciwnie - wszystkich traktuję tak samo, bez względu na stan zdrowia, majątku, czy pochodzenie. Może zdrowi boją się odpowiedzialności, wyrzutów sumienia, samotności? Nie wiem.
      • klaudia1508 Re: Zwiazek 16.07.18, 12:44
        Ja jestem w związku i myślę, że to ciężki temat. Każdy chadowiec jest inny i każda choroba ma inny przebieg. Nieraz mam wyrzuty sumienia, że jestem ciężarem dla męża, ale z drugiej strony, gdyby mnie nie kochał to nie byłby ze mną. Ja nie wyobrażam sobie bycia samej.
        • martyna2525 Re: Zwiazek 16.07.18, 12:54
          Nie wiem. Jak czytam to wszystko to mam mieszane odczucia. Nasuwa mi sie tylko strach, ze sie boja, ze nie znaja choroby wiec wola uciec niz wpakowac sie w klopoty.
          Smutne to.
          • klaudia1508 Re: Zwiazek 16.07.18, 13:15
            Ja Ci się wcale nie dziwię, gdybym teraz raz jeszcze miała wejść w jakiś związek też bym się bardzo bała. Mam to szczęście, że jestem z mężem już 15 lat razem. Jest różnie, ale trwamy, zwłaszcza teraz jak mamy malutkie dzieciątko.
            • juliap1 Re: Zwiazek 13.09.18, 01:43
              Do Poetkam, Klaudii1580, Martyny 2525,
              Dziewczyny, mój mąż ma (najprawdopodobniej) ChAD, czytam Wasze (i nie tylko) wpisy tutaj, bo ciekawa jestem, jak inni radzą sobie z podobną sytuacją... Nie wiem, skąd jesteście, ale w Warszawie planowane jest utworzenie grupy wsparcia dla rodzin/partnerów osób z ChAD. Dla mnie i kilku osób zaangażowanych w tę inicjatywę, to ogromna szansa na... jakąkolwiek nadzieję, poprawę sytuacji, wzajemną pomoc i wymianę doświadczeń. 26-go września planowane jest spotkanie informacyjne (z udziałem psychiatry, psychologa i edukatora). Jeśli jesteście zainteresowane dajcie znać w tym wątku lub na adres e-mail: dachowcy2018@wp.pl
              Trzymajcie się
              • poetkam Re: Zwiazek 13.09.18, 21:18
                Bardzo fajna inicjatywa! Też kiedyś coś podobnego założyłam na Południu Polski.
                Pozdrawiam i życzę powodzenia!
                • juliap1 Re: Zwiazek 13.09.18, 22:01
                  Dzięki! Zobaczymy, co z tego pomysłu wyjdzie. Oby się udało.
                  Serdecznie pozdrawiam
    • prawo.murphyego Re: Zwiazek 18.07.18, 15:57
      No, nie każdy ma taki turbo medialny chad i to koniecznie typu pierwszego z długami, zdradami i scenariuszami kryminału w tle. To raz. I wtedy jakoś partner nie szuka rady/pocieszenia na forum.


      A dwa, w końcu trafisz na kogoś kto ma własny rozum i umie myśleć samodzielnie, a nie tylko czerpie wiedzę o Tobie z forów i Wikipedii. A do prób związkowych radzè podchodzić choćby przy minimalnym panowaniu nad własną chorobą, to wykonalne .
    • eydur8791 Re: Zwiazek 18.07.18, 18:33
      A ja mam pytanie doprecyzowujące: ilu mężczyzn chorych na CHAD jest w związkach? Postawię prowokacyjną tezę, że więcej zdrowych mężczyzn jest w związkach z chorymi na CHAD kobietami niż na odwrót. Nie mam na to żadnych badań to tylko moje odczucia i teza po to żeby wywołać dyskusję. Mam to poparte jedynie doświadczeniem swoim i obserwacjami m. in. ze szpitala.
      • prawo.murphyego Re: Zwiazek 22.07.18, 14:43
        eydur8791 napisał:

        > A ja mam pytanie doprecyzowujące: ilu mężczyzn chorych na CHAD jest w związkach
        > ? Postawię prowokacyjną tezę, że więcej zdrowych mężczyzn jest w związkach z ch
        > orymi na CHAD kobietami niż na odwrót. Nie mam na to żadnych badań to tylko moj
        > e odczucia i teza po to żeby wywołać dyskusję. Mam to poparte jedynie doświadcz
        > eniem swoim i obserwacjami m. in. ze szpitala.


        Wiesz zależy kto na jakim etapie zachorował i jak intensywnie i na jak długo choroba wyklucza z życia. Inaczej sprawa ma się z zachorowaniem w wieku np 17 lat i ostrym przebiegiem choroby (np typ 1, i te osoby cała wczesna młodość są wykluczone z w miarę normalnego zycia), a co innego jak 28-latek zachoruje np 2-3 lata po ślubie i jest już ojcem, oraz powiedzmy po roku czy odrobinę dluzej względnie daje rade na lekach.


        Z kobietami tez jest różnie jak mają taki a nie inny przebieg choroby, często dopiero po porodzie im się uaktywnia pierwszy epizod.

        Znam i samotne kobiety i samotnych mężczyzn, ale fakt, kiedyś w szpitalu byłam na oddziale afektywnym gdzie proporcja kobiet vs mężczyzn wynosiła ok 60 do 40. A już totalnie co innego jak się jest na niekoedukacyjnym oddziale.

        W ostatni i poki co trwały związek weszłam dopiero kilkanaście lat po zachorowaniu (niestety w bardzo młodym wieku) oraz po wieloletniej psychoterapii. Wcześniej uważałam ze nie dam rady takich spraw ciągnąć albo coś nie pasowało mi lub drugiej stronie juz na początku. Pana ograniczajacego się do wiedzy z wikipedii tez przerobiłam, ale bez sensu rozpamietywac to teraz. Niestety jest jakieś tam ryzyko ze osoba zdrowa kiedyś w ciągu życia zachoruje na coś bardzo poważnego. drugą stronę związku może to przerosnac. W końcu tyle o sobie wiemy na ile nas sprawdzono.


        Tzn zrozum eyedur, że niezdiagnozowani tez maja kłopoty z np komunikacja w związkach i nawet małżeństwa (w ogóle śmieszna ta instytucja) się rozpadają.

        Szpital nie do końca jest miarodajnym miejscem na prowadzenie takich obserwacji. Bo chociażby niektórzy są w na tyle ostrym stanie ze maja totalnie rezygnayjne myśli dotyczące czegokolwiek.

        Jesteś jeszcze dość młody, z tego co piszesz to dobrze funkcjonujesz. mam nadzieję że kiedyś znajdziesz kogoś z kim stworzysz szczęśliwy związek. Ja w tym wieku w którym Ty jesteś teraz, dopiero zaczynałam ten temat.
      • caray Re: Zwiazek 27.07.18, 22:52
        Ja jestem w związku - w tym momencie od roku. Mój najdłuższy związek trwał 14 lat.
    • breaker03 Re: Zwiazek 21.07.18, 00:49
      Kontynuując wątek chciałbym przytoczyć historię swojego związku ze zdrową osobą.
      Zaczęło się burzliwie 23 (!!!) lata temu. Wielka miłość, znalazłem kobietę, która była moim ideałem kobiecości, mogłem robić dla niej wszystko. Czarowałem, byłem błyskotliwy, zaskakujący i nieobliczalny. Wielka miłość. Później wpadka, ślub, narodziny ukochanej córeczki i dalej sielanka ale już z małymi zgrzytami. Zrodził się konflikt z teściową. Gigantyczny. Gdyby mnie teść nie powstrzymał pewnie bym palił już świeczkę na jej grobie. Później cień który powstał po tym wydarzeniu robił się coraz większy i ciemniejszy. Alkohol i napady furii. Agresja w stosunku do żony, która nie wiedziała po której stronie konfliktu ma stanąć. Zaraz po tym, skrucha, poczucie winy i narastający wstyd. Po trzech latach kolejne narodziny, tym razem planowane. Stałem się szczęśliwym ojcem bliźniaków- dwóch chłopców, rozpierała mnie duma. Nastał spokój samoistna remisja. Wstrząs pojawił się po moim pobycie w szpitalu, który odsłonił na dobre głęboką depresję skradającą się po cichu od kilku miesięcy. O ile wpadłem bardzo głęboko w jej czeluść to szybka wizyta u dobrego psychiatry już po miesiącu zauważyłem słońce. Ale po kolejnym miesiącu zacząłem zauważać kolejne słońca a po konflikcie z prawem udałem się do mojej p. doktor, która stwierdziła ,że po antydepresancie bardzo szybko się obróciłem w jasną stronę i zajęła się leczeniem Chad. To miało miejsce 13 lat temu. Przez kolejne 10 lat balansowałem na granicy hipomanii i lekkiego smutku. Kochałem żonę, uwielbiałem dzieci a oni mi się odwdzięczali tym samym. Cały czas przyjmowałem leki. Cztery lata temu huśtawka zaczęła się wychylać mocniej zwiększając częstotliwość. Ponieważ było to bardzo męczące dla rozluźnienia zacząłem pić zaczynając od niewinnych ilości. Bardzo szybko doszedłem do tzw. etapu chlania. Stałem się alkoholikiem zapierając się tego z całych sił. Nastrój się pogarszał ale regularnie odwiedzałem p. doktor, która zwiększając dawki leków nie była świadoma mojego problemu z alkoholem, który regularnie spożywałem często popijając nim regularnie zażywane leki. Ukrywałem się nieźle więc i żona nie zareagowała na moje częstsze popijanie. Zacząłem się staczać. Dwie choroby spotęgowały wszystko co najgorsze. Później były trzy mocne epizody manii. Obiektem niepohamowanej złości i agresji była moja żona. Znowu wstyd i potworne poczucie przegranej, jazda w dół i za chwilę do góry było koszmarnie. Wziąłem urlop żeby pić przez tydzień do nieprzytomności. Byłem na dnie. Żona drwiła ze mnie, z mojej słabości, z mojego upadku. Było jej przykro ale też nie chciała mi pomóc. Za te krzywdy należała mi się kara. I o dziwo jej pogarda dla mojego upodlenia stało się początkiem mojego odrodzenia. Udałem się do psychologa, który pomógł mi uwierzyć w to o czym wiedziałem. Jestem alkoholikiem. Niepijącym od roku. Nie będę zgrywał twardziela ale nie było mi jakoś trudno stawić czoła problemom związanym z odstawieniem. Zrobiłem to przede wszystkim dla siebie. Problem z żoną pozostał. Próbowałem przez ten ostatni rok jakoś ratować nasze małżeństwo ale żona nie miała na to ochoty. Stabilizowałem się również psychicznie ale potrzebowałem spokoju. Żona nie pozwalała mi na to. Prowokowała, drwiła, dystans się zwiększał. Niestety, w pewnym momencie uwierzyłem żonie, że jestem jej niepotrzebny, że jej życie będzie inaczej wyglądało jak odejdę. Trochę się zdziwiła, że tydzień temu oznajmiłem jej że odchodzę. Po 23-ch latach małżeństwa, na które patrząc z perspektywy tego czasu, nie wiem co było w tym związku prawdą a co fikcją stworzoną przez Chad. Nie znam odpowiedzi. I to jest smutne.
      Jedno czego jestem pewien to bezgraniczna miłość do dzieci i one o tym wiedzą choć były świadkiem niejednego dramatu.
      Teraz jestem na rozdrożu. Ale nie jest mi źle. Może myśl, że zdjąłem ciężar objawów choroby z mojej żony. Dużo myślę i zastanawiam się głównie kiedy skończyła się miłość w tym związku? Bardzo trudne pytanie sobie postawiłem. Można długo wytrzymać ale po co?
      • caray Re: Zwiazek 28.08.18, 03:19
        "nie wiem co było w tym związku prawdą a co fikcją stworzoną przez Chad" - dokładnie takie przymyślenia mam ostatnio. Chyba sobie to przykleję na ścianie. Nienawidzę moich obsesji.
    • kurka_siwa_login Re: Zwiazek 12.08.18, 23:24
      hej, ja tylko chciałem powiedzieć że powoli mam dość wiecznego zakładania maski uśmiechniętego faceta, bo jest mi coraz ciężej udawać że wszystko jest dobrze. Otóż nie, non stop zmagam się z myślami samobójczymi i jedyne co mnie trzyma przy życiu to jakaś malutka nadzieja że w końcu to przejdzie i zacznę cieszyć się z życia. Niby mam super pracę którą lubię, co z tego że mam niezłą kasę. To tylko papier . Przepraszam chociaż tu mogę się wygadać.
      • caray Re: Zwiazek 28.08.18, 03:20
        Wiesz co, fajna praca to już dużo. Z mojego doświadczenia wynika, że myśli samobójcze w końcu przechodzą. Trzymaj się tam.
    • nebelowa Re: Zwiazek 13.09.18, 14:08
      Nie, nie jestesmy skazani. Jezeli jest sie wyedukowanym partnerem, ktory jest pomoca i wsparciem, w razie czego sam potrafi nacisnac dzwonek, ze cos nadchodzi, ( w moim wypadku upadek dol), nie ma oczekiwan, ze przejdzie, ze zostanie wyleczone itd to zyje sie razem dlugo i szczesliwie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka