Dodaj do ulubionych

ChAD i alkoholizm

05.01.05, 00:04
Mój mąż od 10 lat leczy się na ChAD. Z różnym skutkiem. Przez cały ten okres
towarzyszy mu nadużywanie alkoholu, przez co - wiadomo - utworzyło się błędne
koło. Efekt jest taki, że rozpoznano u niego tzw. alkoholizm wtórny.
Chciałabym to wszystko zrozumieć - czy obie te choroby mogą być ze sobą aż
tak powiązane? Dlaczego człowiek ustawiony lekowo w szpitalu, wychodzi z
niego w dobrej formie, sięga po góra dwóch tygodniach po alkohol i znów się
zaczyna wszystko od początku? Przyznaję, że o ile mam jeszcze siłę aby znosić
nawroty ChAD-u, to pijaństwa nie cierpię, nie znoszę, nie toleruję. Niszczy
to moją rodzinę psychicznie, moralnie i finansowo.
Może potraficie mi to wyjaśnić. A może rozwiązanie zagadki jest proste -
ojciec męża był alkoholikiem i jest to zwykłe wyuczone z dzieciństwa
zachowanie?

Obserwuj wątek
    • igepa Re: ChAD i alkoholizm 05.01.05, 00:20
      Osoba cierpiaca na ChAD bezwzglednie powinna unikac uzywek!!! (szczegolnie
      jesli jest sie na lekach). Niestety pacjenci tego czesto nie przestrzegaja
      (vide: ja).

      Pozdrawiam
    • tlenek-gipsu Re: ChAD i alkoholizm 05.01.05, 00:36
      anpk napisała:

      > Efekt jest taki, że rozpoznano u niego tzw. alkoholizm wtórny.

      Nic o tym rodzaju alkoholizmu nie wiem, ale chyba przez "wtorny' należy rozumieć, że powstał on na
      tle chad. Jest rodzajem ucieczki od cierpień? Jeśli tak, to może wkazana by była mądra psychoterapia.
      Ona nie leczy z chad, ale z nałogu mogłaby.

      > Chciałabym to wszystko zrozumieć - czy obie te choroby mogą być ze sobą aż
      > tak powiązane? Dlaczego człowiek ustawiony lekowo w szpitalu,

      Bo leki powinny zniwelować chad do jakiejś formy dającej się znieść, a pewnie tego nie czynią. Tylko
      tak podejrzewam...

      Czy na pewno mąż ma dobrze ustawione leczenie i jakąś terapię psychologiczną?
      napisz coś więcej.
      Pozdrowienia
      • anpk Re: ChAD i alkoholizm 05.01.05, 01:22
        Sądzę, że tak naprawdę mój mąż broni się przed każdą "psycho" - terapią. Ciągle
        wierzy, że pewnego cudownego dnia dostanie pigułkę, która bez wysiłku z jego
        strony, rozwiąże problemy. Był na psychoterapii w kierunku walki z agresją.
        Efekt - pozorny był, bo wycofałam sprawę rozwodową. Agresja wróciła. Został
        skierowany na terapię przeciwalkoholową do Łukowa (zamkniętą,
        siedmiotygodniową), uciekł po trzech dniach. Próbował też oddziału dziennego o
        chrakterze jakby rehabilitacyjnym. Po czterech dniach zadzwonił tam twierdząc,
        że w żadną terapię grupową nie wierzy. A życie mojego męża to: pobudka, tak ok.
        południa, kawa i kanapa (jak nie ma pieniędzy) lub piwo (jak pieniądze są). I
        tak dalej...od kilku dobrych lat. Tylko ewentualna mania lub hipo... to
        przerywa. Czy to depresja? Chyba nie do końca, a już jeżeli - to nie zawsze
        endogenna, bo zdarzało się, że w depresji (z myślami S) trafiał do szpitala, po
        czym zdrowiał po południu i świetnie czuł się do końca pobytu. Wraca do domu i
        po tygodniu w ciężkiej depresji znów wraca do szpitala. I co? Po południu
        zdrowy...a leczenie to samo! Więc chyba nie są tu winne same serotoninki itp.
        Owszem są i depresje, które nazwałabym prawdziwie ciężkimi, ale te (jak sądzę)
        rozpoznaję już na odległość.
        W każdym razie, muszę stwierdzić, że dopiero po latach lekarze męża zaczynają
        dopatrywać się pewnych powodów psychologicznych jego dyfunkcyjnego
        funkcjonowania w społeczeństwie. Wcześniej, każdą moją wzmiankę o psychoterapii
        ignorowano. A mąż zawsze twierdził lekarzom, że świetnie sobie radzi w tzw.
        międzyczasie choroby. Nie uważał nigdy, że takie popijanie lub rękoczyny w
        stosunku do żony to coś alarmującego.
        To chyba jednak trudny przypadek...
        Bo jak czytam Wasze posty, to widzę, że macie chęć żyć zdrowo i walczyć o to.
        Pracujecie, macie jakieś plany i cele. Życie mojego męża stało się puste - no,
        chyba, że pojawi się butelczyna piwa.
    • felis80 Re: ChAD i alkoholizm 07.01.05, 03:48
      Ja tez piję, ale od wielu lat, nim chad mi się ujawniło..i wybaczcie, nie
      zrezygnuję...chociaz tyle niech mi z tego zycia zostanie, skoro juz jestem
      kaleką ( ani studiów skończyc nie moge- leki, ani porzadnej pracy - laki itd.)
      Ale ja tez miałam w rodzinie alkoholików, więc kto wie....
      • tlenek-gipsu Re: ChAD i alkoholizm 07.01.05, 15:21
        felis80 napisała:

        > nie zrezygnuję...chociaz tyle niech mi z tego zycia zostanie, skoro juz jestem
        > kaleką

        Wygląda to co piszesz na autodestrukcję zaplanowaną i realizowaną z czystm sumieniem.
        To Twoje życie, wolno Ci.
      • awanturka Re: ChAD i alkoholizm 07.01.05, 16:48
        Wykazano, że alkoholizm i choroby afektywne występują rodzinnie (to znaczy, że wrodzinach gdzie są wystapiły choroby afektywne częste niż przeciętnie są tez wypadki alkoholizmu i na odwrót).

        Byc może za podatność na obie choroby odpowiedzialny jest ten sam układ genów.
        Innym sposobem wytłumaczenia tej korelacji jest to, że wielu ludzi próbuje "leczyć" zaburzenia afektywne alkoholem no i stają się alkoholikami - wtedy to, że ktos jest alkoholikiem wysuja sie na plan pierwszy i nikt juz zaburzenia sffektywnego nie dostrzega - a pogłębiajace się i zaburzenia nastroju tłumaczy się jako skutek naduzywania alkoholu.

        awanturka
      • lera1999 Re: ChAD i alkoholizm 12.01.05, 16:31
        wiem, ze biore leki i nie powinnam pic, lecz czesto naduzywam alkoholu. lubie
        piwko smile obecnie probuje cos zmienic, np. pic tylko w swieta. Bog da sie uda
      • nena72 Re: ChAD i alkoholizm 03.02.05, 19:30
        trochę zazdroszcze pijącym bo widocznie jak piją to im trochę pomaga na coś,
        znieczula czy jakoś tak? na mnie alkohol działa w samotności tylko usypiająco
        więc nie stosuję ( z równym skutkiem mogę sobie włączyć w TV brazylijski
        tasiemiec lub obrady Sejmu) a w towarzystwie używam rzadko, w śladowych
        ilościach, przy czym nie wstrzymuje mnie "strach" przed skutkami łączenia
        alkoholu i leków - poprostu nie czuję takiej potrzeby.
        I Felis - zdrowi też miewają problemy i ze studiami i z pracą (wiesz jak się
        traktuje matki małych dzieci?) więc wytłumaczenie to jest żadne, ja mam akurat
        duże szczęście bo pracę mam cały czas i to na takich zasadach, jakie mi akurat
        pasują (i jakim wymiarze jestem w stanie pracować też) ale panować nad swoimi
        humorami muszę bardzo i grać często, i udawać, chować łzy... Czasami zdarzało
        mi się płakać w "wolnej chwili" jak akurat wszyscy wyszli z pokoju... takie
        sztuki też są wykonalne jak się chce, jak się musi!
      • greta_30 Re: ChAD i alkoholizm 23.02.05, 15:54
        ja też pochodzę z Rodziny gdzie pito że hej. Dodatkowo dwie cioteczki się
        powiesiły, a matka po odejściu ojca nigdy nie doszła do siebie. Nie masz
        pojęcia jak często czuję sie przegrana. Ale wierzę, że jest we mnie coś o co
        watro zawalczyć. Walczę więc. I mimo tego, że pracuję kilka miesięcy w roku (bo
        nie zawsze daję radę nawet jak mogę pracować w domu, to nie mogę) - mówię o
        sobie, że jestem czynna zawodowo. Na każdym interview mówię to samo: miałam
        depresję, teraz jest dobrze, a obsługi komputera sie nie zapomina, a te nowe
        programy, to ja świetnie znam (choć nie znam i muszę na szybciora się ich
        uczyć). I też uwielbiam być na bani. Ale kurde, potem jest kanał, kac i afera.
        Sama nie wiem jak to jest. Może jesteśmy uzależnieni od odczuwania
        przyjemności? Seks, czekolada, alkohol, dla mnie jeszcze pisanie tych bzdur
        (ale z tego sie już prawie wyleczyłam)... Może dlatego kocham górki i
        nienawidzę depresji. Może to chodzi o przyjemność? Jak myślicie?
    • laura105 Re: ChAD i alkoholizm 03.02.05, 18:12
      Mój mąż ma obecnie 34 lata. Nadużywał alkoholu od 17 roku życia. Jego dziadek i
      ojciec to alkoholicy. Dziadek prawdopodobnie także cierpiał na depresję. W tym
      roku u męża stwierdzono Chad, w tej chwili jest po raz drugi w szpitalu z tego
      powodu.Do tego, jego organizm wykazuje dużą lekooporność. Od 20 roku życia
      zaczął próby leczenia alkoholizmu na terapiach.Poniewaz zawsze był świadomy
      uzależnienia, chciał coś z tym zrobić. Nie wiedział wtedy jeszcze, że Chad już
      się zaczynał.Po terapii w Petrze w Warszawie i jednoczesnym niespodziewanym
      uwierzeniu w Boga(wcześniej mąż był zagorzałym ateistą,egzystencjalistą)
      przestał pić na 6lat. To były cudowne lata, nie sądziłam, że może sięgnąć
      jeszcze po alkohol.W 2003 przyszła pierwsza większa górka, potem ciężka
      depresja połączona ostatecznie z napiciem się. Z tego dołka nie może wyjść już
      rok, ciągle ma zmieniane leki. W tej chwili jest już dwa miesiące w szpitalu a
      ja jestem sama z trójką dzieci(9,3,1 lat) i całym domem na głowie, bez
      praktycznie żadnej pomocy. Nigdy trudny czas nie trwał u nas tak długo.Czy
      wystarczy sił, jak długo jeszcze?...
      • anpk Re: ChAD i alkoholizm 22.02.05, 00:34
        Droga Lauro - Twój list jest jakby żywcem wyjęty z mojego życia. I chory mąż...
        i jego alkoholizm...i nagłe zwroty do Boga(krótsze tylko znacznie niż u
        Twojego)...i dzieci...(13,10,8,6) i totalna samotność w walce o przetwanie...
        Nauczyłam się z tym jakoś żyć, ale czasem myślę, że stwardniałam za bardzo.
        Przestałam być kobietą - jestem maszyną do pracy, zarabiania i wychowywania
        dzieci...Tak bardzo zapomniałam, że można się śmiać, bawić, tańczyć, spotykać z
        ludźmi...Stałam się pracoholiczką i tylko czasem przychodzi mi na myśl, że
        przynajmniej czasem chciałabym poczuć się jak mała kobietka, która może liczyć
        na kogoś, położyć głowę na czyimś ramieniu i wierzyć, że jest ktoś, kto pomoże
        w przejściu przez życie.
        Pozdrawiam Cię, trzymaj się mocno, bo masz w tej chwili ciężej - masz mniejsze
        dzieci i nie zdążyłaś przyzwyczaić się do nowej sytuacji zdrowotnej męża.
    • jotka06 Re: ChAD i alkoholizm 19.02.05, 16:38
      hej,
      to stary wątek i nie wiem, czy ktoś to jeszcze przeczyta, ale mam pytanie:
      dlaczego nie wolno pić alkoholu podczas brania leków? bo to, że nie wolno, to
      wiem. nie wiem tylko why... za ewentualną odpowiedź - z góry dziękuję.
      • balog2 Re: ChAD i alkoholizm 19.02.05, 17:04
        alkohol ma euforyzujące działanie, dlatego często pomaga w depresji
        ale za to nasila objawy maniakalne... jak widzisz taką " chemią " można
        sobie nieżle rozchwiać to o co tak misternie dbamy... nie wspomnę
        już o niekorzystnych interakcjach z lekami - nie działają tak jak
        powinny...
        • jotka06 Re: ChAD i alkoholizm 19.02.05, 18:36
          dzieki balog. gdybym byla upierdliwa, to zapytalabym jeszcze: co to znaczy, ze
          leki nie dzialaja tak, jak powinny... (biore od 2 lat depakine i obecnie
          doraznie - seroxat). ale, ze upierdliwa byc nie chce - nie pytam, nie
          pytam... wink
          pozdrowienia,
          jot.
          • greta_30 Re: ChAD i alkoholizm 23.02.05, 15:59
            może nie powinnam, ale Ci powiem. Ja na depakinie trochę piłam i dobrze się
            miałam (nie przeszkadzało i lek działał jak trzeba i dobrze się czułam),
            bezwzglęgnie nie mogłam wypić nawet piwka po LiTcie. Nie szło wytrzymać za
            cholerę.
    • greta_30 Re: ChAD i alkoholizm 23.02.05, 15:40
      Ja piję od dziecka. Koniec podstawówki, pierwsza szklanka wina za torami,
      strata przytomności i od razu miłość na forever. Uwielbiam pić. Ale cena jest
      wysoka, faktycznie można się wmanewrować w manię bez większych problemów.

      Przez ostatnie pół roku nie wychodziłam za często z domu i miałam sporo czasu,
      zeby raz jeszcze sobie to wszystko przemyśleć. I wiecie co wymyśliłam? Mam
      CHADa przez alkohol. Tak mi się wydaje. Zawsze przed manią dużo piłam, nieźle
      się bawiłam i coraz bardziej sie nakręcałam aż do wiadomych skutków (pamiętacie
      pewnie moje ostatnie występy, ale obciach, rety)... Potem kończy się kasa,
      przychodzi kac - i znów deprecha. Alkohol to kurestwo. Szkoda. Na prawdę lubię
      pić. Ale nie mogę.
      • igepa Re: ChAD i alkoholizm 23.02.05, 16:07
        ..rowniez w moim przypadku alkohol przyczynil sie do manii, choc nie pilam go w
        duzych ilosciach. niektorym po prostu nie dane jest sad
        • jotka06 Re: ChAD i alkoholizm 23.02.05, 20:03
          dzięki za wypowiedzi dziewczyny... ja znowu popijam ostatnio - niedużo, ale
          codziennie. zobaczymy, co z tego wyniknie.
          pozdrawiam serdecznie,
          J.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka