2 lata temu mialam gleboka depresje (3 miesiace),pozniej hipomanie..od
tamtego czasu tylko doly,stany depresyjne..dalo sie zyc.choc ponad pol roku
temu musialam odstawic leki.jestem na pierwszym roku studiow (teraz sa
walsnie zaliczenia,sesja),a u mnie powtarza sie cale te wchodzenie w gleboka
depresje,scenariusz sprzed dwoch lat.jeszcze wykonuje proste czynnosci i
czasem moge myslec logicznie.leki zaczelam brac..asentra,ale dopiero kilka dni
(50 mg)//
jak sadzicie czy wpadne w gleboka depresje??co mam robic zeby z niej jak
najszybciej wyjsc i co zrobic zeby jeszcze byc na tym pograniczu,ze wstaje z
lozka i czasme cos robie?
ile to moze trwac?
do tego mam sesje..i nie ma sily zalatwaic u dziekana,nie ma kto tego zrobic?
nie chce wyleciec ze studiow bo do czego wroce (ale na tych studiach pewnie
tez nie dam rady)
nawet lekazra wlasciwie nie mam,nie wiem do jakiego szpitala mnie maja oddac
jak by bylo tragicznie

(bo wczensij to leczulam sie w mlodziezowych )
oczywiscie mysle o wawie..bo tam studiuje..albo raczej studiowalam...
okej ale o co mi chodiz najbardziej,o to zeby nie wpasc w depesje gleboka i
nie wychodzic z niej pol roku...//a juz zapominam slow,jestem spowolniala,jak
pojde miedyz ludzi to sie cuzje jak kosmitka,leki mam okropne i lek
permanentny....wczoraj nie dalam rady siedziec na krzesle,ani napisac posta...
rodizna nie jest na silach mi zalatwic u dziekana sama,z chloapkiem
skonczylismy i nie chce go znac a on byl moim swiatem przez pol roku...wiec
ciezko jest
przepraszam za to ze ten mail jest bezsenu...