Dodaj do ulubionych

na co dzień

30.10.07, 18:22
Już nie raz chciałam zadać wam takie pytanie, ale nie za bardzo wiem jak to
ująć. Skąd czerpiecie motywację do tego, by na co dzień funkcjonować jako tako
stabilnie i nie robić głupot?

Ja niby jestem na lekach (antydepr od 4 lat, ostatnie 3 effectin/velafax, +
teraz depakina od 3 mies), ale wcale nie znaczy to, że życie upływa bez górek
i dołków, i jak to zwykle bywa tych ostatnich więcej. Chyba zbyt łatwo
przychodzi mi odpuszczanie sobie ("bo akurat mam doła" - mam wrażenie, że od
czasu kryzysu 4 lata temu wystarczy kiwnąć palcem, żeby mnie przewrócić), no a
z drugiej strony gdyby czas aktywności ograniczyć tylko do tego, kiedy akurat
jestem na prostej, to by to można było na palcach policzyć. A nikt nie daje
zwolnień od życia...

Macie jakieś domowe sposoby na, nazywając to brutalnie, "wewnętrzny
zamordyzm", oczywiście w zdrowych granicach? Wróciłam w tym roku na studia i
jak nie znajdę metody na to, żeby nie zawsze zastanawiać się, czy mam akurat
humor, czy nie, to niestety wiele mi z tego nie wyjdzie sad
Obserwuj wątek
    • aurelia_aurita Re: na co dzień 30.10.07, 19:09
      ja takiej motywacji nie mam.
      nie radzę sobie. też od jakiegoś czasu (ok 3-ech lat, też począwszy od
      kryzysu)odpuszczałam sobie. a teraz nie mogę się z tym pogodzić - i jednocześnie
      nie potrafię tego zmienić. błędne koło. i jest to "temat przewodni" mojej
      obecnej depresji.
      • aurelia_aurita Re: na co dzień 30.10.07, 19:11
        znaczy, chciałam powiedzieć: nie jesteś z tym sama.

        jak wymyślę jakieś konstruktywne rozwiązanie, to dam znać.
        • drugikoniecswiata Re: na co dzień 30.10.07, 20:51
          w kupie zawsze raźniej smile przynajmniej potwierdzasz, że udało mi się skutecznie
          wyartykułować problem... a co do sposobu, eh, wciąż mam nadzieję, że jakiś się
          znajdzie, bo na razie kanał, ja sobie też po prostu zupełnie z tym nie radzę sad(
          dzięki za odpowiedź i poproszę o dokładkę smile
          • czareg Re: na co dzień 31.10.07, 07:39
            Ja staram się robić to, na co mam ochotę. Jak nie bardzo idzie, odpuszczam sobie, a później, mając chwilę na zabawy z wyobraźnią, imaginuję sobie jaki to będę wspaniały w tym co mam zamiar zrobić, jak wszyscy będą mnie podziwiać i wogóle ohoho. W ten sposób nabieram ochoty do roboty i przy następnym podejściu jest łatwiej. Muszę tylko uważać aby się w temacie nie zafiksować.
            To są porady rencisty nieobciążonego rodziną i obowiązkami, ale mam nadzieję że trochę pomogą.
            • ditta12 Re: na co dzień 31.10.07, 18:28
              Ja mam dziecko które trzeba nakarmić itp.To jest moja motywacja do działania i
              pracy.Do tego jestem samotną matką.Ale czasem nie mam siły i zaczynam świat
              widzieć w czarnych barwach.A jak przychodzi mania to już nic mnie nie
              obchodzi.Jednak jest cos co nakazuje mi szybko wyjśc z tej choroby.Dziecko to
              cholernie duża motywacja.Pozdrawiam
    • lolinka2 Re: na co dzień 31.10.07, 21:06
      u mnie to się nazywa poczucie obowiązku: działa aż nazbyt mocno...
      i to mnie zmusza do podnoszenia się z łóżka o psychodelicznej godzinie, jechania
      gdzieś tam gdzie trzeba..., mam męża i dzieci, do niedawna byłam jedyną osobą
      pracującą w rodzinie - i nikt nie pytał, czy dam radę czy niekoniecznie.
      Pracowałam i w skrajnej manii i w zdechłej depresji... i sama wiem najlepiej, no
      i częściowo małż, jaką cenę za tę pozorną normalność płaciłam.
      Powtarzam sobie zawsze upodlający tekst: g**** kogo obchodzi jak bardzo
      cierpisz, dziewczynko. Chcesz być normalnie traktowana, to zachowuj się jak
      normalny człowiek. Chcesz wyjątków, to zapłacisz za to piętnem nienormalnej.
      Poczucie własnej wartości ucierpiało na tym do tego stopnia, że niespecjalnie
      wiem, co to własna wartość, ale zawsze jakaś aktywność z tego wychodzi... I tak
      każdego dnia.
      • drugikoniecswiata Re: na co dzień 31.10.07, 23:57
        Eh, mało budujące... niemniej podziwiam. Poczucie obowiązku wyparowało ze mnie
        wraz z radością z życia w czasie pierwszego kryzysu. Nijak nie umiem go
        odbudować - już nawet nie w tej samej formie, mogłoby być trochę zmutowane, ale
        żeby chociaż śladowe się znalazło. Z tą normalnością - boli, choć chyba masz
        rację sad
      • drugikoniecswiata Re: na co dzień 04.11.07, 21:50
        lolinka2 napisała:

        > Powtarzam sobie zawsze upodlający tekst: g**** kogo obchodzi jak
        > bardzo cierpisz, dziewczynko. Chcesz być normalnie traktowana,
        > to zachowuj się jak normalny człowiek. Chcesz wyjątków, to
        > zapłacisz za to piętnem nienormalnej.

        Chciałabym być normalnie traktowana, tylko nie umiem postawić znaku równości
        między normalnością a graniem kogoś, kim nie jestem, ciągłym oszukiwaniem że mam
        siły, których nie mam. Chciałabym, żeby gdzieś znalazło się miejscę na
        normalność liczącą się z ułomnością, bo każdy przecież jakoś ułomny jest.

        Bardzo długo przeskakiwałam nad poprzeczką postawioną na olimpijskiej wysokości
        - teraz ani nie widzę powodu, żeby to robić, ani pewnie nie byłabym w stanie.
        Chciałabym znaleźć siłę która pozwoli mi tę poprzeczkę ustawiać co dzień na nowo
        na wysokości sensownej i tak, żeby przy tym nie wypaść z zabawy. Ale to jak
        rozumiem sielanka nie z tej ziemi sad(
    • olga.bryla Re: na co dzień 02.11.07, 13:20
      ja też mam rodzine, dzieciątko 4 letnie ale niestety mnie moja
      rodzina nie motywujesad jest mi hcolernie żal że muszą się ze mną
      borykać na codzień, z moimi humorami, atakami szaleńczej złości itd.
      zabrzmi to może strasznie ale ja bardzo żałuje ze mam dziecko i że
      mam męża.... złamałam im życie nieodwracalnie,szczególnie mojemu
      mężowi, gdybym była sama przynajmniej gnębiłabym tylko sama siebie..
      • 17.a Re: na co dzień 02.11.07, 13:37
        I naprawdę nie widzisz w sobie żadnych pozytywnych
        cech? Diabeł wcielony?
        • olga.bryla Re: na co dzień 02.11.07, 13:57
          czasem dostrzegam....czaaasem ale niestety te złe cechy przesłaniają
          wszystko i prawie zawsze. rodzice od dziecka mi powtarzali że jestem
          beznadziejna i chyba az nadto w to uwierzyłamsad
          najgorsze jest to ze idąc w slad za moimi rdzicami w "afekcie"
          potrafię powiedzieć mojej córce np "ty baranie" (wersja lajt), po
          tym przez kilka sekund b.dobrze czuję a póżniej mam takiego mega
          doła ze hejsad( zdaje sobie sprawę jak bardzo upodobniłam się do
          moich rodziców itd
          mogłabym duzo o tym pisać
          • 17.a Re: na co dzień 02.11.07, 14:07
            fruń na terapię, co?
            dzieci się nie krzywdzi
      • poetkam Re: na co dzień 02.11.07, 14:01
        Przeczekaj ten trudny czas. Depresja minie. Musi minąć. W depresji
        przychodzą do głowy smutne myśli, żałujemy wielu rzeczy, nie chce
        nam się nic...Zażywasz jakiś abtydepresant?
        Całusy
        • olga.bryla Re: na co dzień 02.11.07, 14:10
          ale to trwa już od 5 latsad
          brałam leki, chodziłam do psychologa, robiłam co mogłam tak mi się
          wydaje głównie dla mojej córki ale wszystko na nic....
          teraz nie robię nic, jestem bez leków, psychologa, jakoś sobie radzę
          w sumie chyba niewiele gorzej niż w czasie brania leków i sesji z
          terapeutą
          jakoś to zycie przeżyję chyba
          myślę coraz częściej o rozwodziez męzem i oddaniu opieki nad
          dzieckiem tylko wjego ręce, z powodów oczywistych..
        • olga.bryla Re: na co dzień 02.11.07, 14:10
          ale to trwa już od 5 latsad
          brałam leki, chodziłam do psychologa, robiłam co mogłam tak mi się
          wydaje głównie dla mojej córki ale wszystko na nic....
          teraz nie robię nic, jestem bez leków, psychologa, jakoś sobie radzę
          w sumie chyba niewiele gorzej niż w czasie brania leków i sesji z
          terapeutą
          jakoś to zycie przeżyję chyba
          myślę coraz częściej o rozwodziez męzem i oddaniu opieki nad
          dzieckiem tylko wjego ręce, z powodów oczywistych..
          • poetkam Re: na co dzień 02.11.07, 14:47
            Oj dziewczyno! Potrząśnij sama sobą, ja mogę tylko wirtualnie. Córka
            widzi Twoje złe stany, martwi się o Ciebie. Dzieci zauważają więcej,
            aniżeli my, dorośli. Moja mała, kiedy jestem w dole, mówi: mamo, nie
            bądź smutna, bo mi też smutno będzie. Kiedy szaleję, mała sprowadza
            mnie na ziemię: mamo, nie bądź zła, boję się ciebie.Szczęka mi
            opada, schodzę na ziemię...
            Wybierz się do lekarza, sprawdź może w wątku
            superlekarz/superterapeuta, czy w Twoim mieście nie ma dobrego
            lekarza, psychologa? Najpierw zajmij się sobą, potem dzieckiem, a
            ewentualny rozwód zostaw sobie na koniec. Zacznij od lekarza, może
            oddział dzienny?
          • lolinka2 Re: na co dzień 02.11.07, 15:58
            Jak powiedziałby facet, który mnie potrafi jednym zdaniem postawić na nogi: no
            to fajnie, rozwiedź się, oddaj dziecko, upodlij jeszcze bardziej, to
            przynajmniej będziesz miała uzasadnienie głębokiej depresji, z której nie
            wyjdziesz do końca życia i poczucia winy, zreszta słusznego. Żyć znaczy walczyć,
            być człowiekiem znaczy zmieniać się. Jesteś cenna, jesteś ważna, jesteś wielka,
            kiedy starasz się żyć dla innych i nie zrzucać na nich odpowiedzialności za swój
            los, który sama sobie gotujesz (koniec cytatu hipotetycznego).
            ---
            Tkaninka zzabawkami
            TkaninaSiedzi
            Chore myśli
    • maciusik Re: na co dzień 02.11.07, 17:08
      Bardzo czesto cala zlosc(nawet te nieuswiadomiona)za krzywdy wyrzadzone przez
      rodzicow-wywala sie na wlasnym dziecku.Mysle,ze tak jest u Ciebie.Pojdz
      koniecznie do psychologa na rozmowe,malej daj to,czego brakowalo Ci od wlasnych
      rodzicow,na pewno sa w Tobie poklady czulosci i milosci-odkryj je...Pozdrawiam smile
      • asiuniaa36 Re: na co dzień 02.11.07, 18:47
        Jak mam dola to tez jestem strasznie rozdrażniona,wydzieram sie,oceniam bardzo
        złośliwie...Nie lubię siebie takiej,ale to jest silniejsze ode mnie...Obecnie
        czuje sie bardzo źle,mam zapalenie zatok,dola i nie wiem czego chce-a to jest
        najgorsze.PRZECZEKAC
    • olga.bryla Re: na co dzień 02.11.07, 19:32
      nie chcę się usprawiedliwiać ale ja zrobiłam już naprawdę bardzo
      dużo, efekty były mierne albo nie było ich wcalesad najbardziej
      zauważalny efekt to taki ze po psychotropach nie mogłam jeść przy
      mojej już sporej niedowadze, dlatego zniechęcona teraz nie chodzę
      nigdzie i niczego nie łykam.
      a to że nie można krzywdzić dzieci wiem bardzo dobrze .....i co z
      tego....no nic....
      • aurelia_aurita Re: na co dzień 02.11.07, 20:32
        wniosek (jak dla mnie) jest taki, że miałaś po prostu złych lekarzy i złych
        psychologów.
        naprawdę, spróbuj jeszcze raz. ale tym razem poszukaj kogoś polecanego w swoim
        mieście. wypytuj, dowiaduj się, nie idź w ciemno.
        nie ma sytuacji bez wyjścia. problem w tym, że człowiek tkwiący w jakiejś - na
        oko beznadziejnej - sytuacji, sam może (i ma prawo) nie umieć znaleźć wyjścia.
        od pomocy jest tu psycholog i lekarz.
        • drugikoniecswiata Re: na co dzień 04.11.07, 21:42
          Aurelio, a Ty _wierzysz_ w to, że tę "na-co-dzienną" motywację znajdziesz? że
          się poukłada? Bo mi nie raz i nie dwa przychodziła do głowy myśl, że bez prochów
          i terapii byłoby [prawie] tak samo, a za to parę stówek do przodu, a tych paru
          stówek brakuje właśnie bardzo dotkliwie. Cóż, może jest tak, jak mawia mój facet
          - że to "prawie" czyni różnicę. W każdym razie mnie niestety nieobce jest
          poczucie, że leki i terapia nie pchają do przodu. Tak mało optymistycznie.
          • aurelia_aurita Re: na co dzień 05.11.07, 20:12
            hmm... a może trafiłaś na kiepskiego terapeutę? (to smutny fakt - ale na ok 90%
            terapeutów bardziej szkodzi niż pomaga...)

            a co do wiary... tak, wierzę w to, że można zmienić swój sposób myślenia i
            codziennego funkcjonowania, że można wyjść z najrozmaitszych błędnych kół, w
            których się tkwi. problem w tym, że (moim zdaniem) wcale nie wystarczy chcieć -
            trzeba jeszcze wiedzieć jak. no i czasem wtedy przydaje się ktoś z zewnątrz, kto
            będzie potrafił spojrzeć na sytuację bardziej przytomnie od samego
            zainteresowanego i podpowiedzieć jakieś rozwiązanie... do tego nie nadają się
            raczej członkowie najbliższej rodziny. prędzej już ktoś ze znajomych albo z
            dalszej rodziny, albo Twój lekarz. psychoterapeuci, niestety, rzadko kiedy
            sprawdzają się w KONKRETNYCH problemach - bo od początku studiów są uczeni, że
            mają tylko słuchać, a pacjent/klient ma sam dojść do różnych rozwiązań (co
            zazwyczaj oznacza: dreptać w kółko w nieskończoność).

            co do mnie - próbuję właśnie zmienić swoje życie i zaczynam (bardzo powolne!)
            zmagania się z jednym, głównym problemem, który blokuje mi jakiekolwiek dalsze
            kroki. nie myślę o tym, co będzie później, staram się skupić na tym, co TU i
            TERAZ, patrzeć pod nogi, a nie rozglądać się wokół z przerażeniem tym, jak
            bardzo mam pod górkę (= i że nie dam rady się wczołgać)

            czy mi się uda cokolwiek zmienić w moim życiu - tego nie wiem. wstrzymuję się na
            razie przed jakimikolwiek przewidywaniami.

            nie wiesz, czy uda Ci się ze studiami? nie myśl o tym, nie planuj. skup się na
            bardzo wąskich, pojedynczych celach: iść dziś na zajęcia. wysiedzieć do końca,
            nie ważne JAK spędzisz ten czas, ważne że na uczelni, na sali wykładowej. to już
            jest wkład Twojej pracy. i tak każdego dnia: iść na zajęcia, wysiedzieć, w domu
            przeczytać zadany materiał. i nic więcej. to naprawdę dużo.

            najgorsze, co można zrobić (to mój życiowy błąd, powtarzany notorycznie), to
            snuć wielkie plany i czekać na to, że KIEDYŚ przyjdzie ten moment, wszystko się
            odmieni i świat stanie przed człowiekiem otworem. bo... nawet kiedy to KIEDYŚ
            przychodzi (a nawet co jakiś czas przychodzi), to i tak człowiek zaczyna robić
            coś innego (np. wszystko inne niż powinien wink )

            toteż najlepiej nie planować, przez część dnia robić to co należy - a kolejną
            część dnia można wtedy zmarnować dowolnie wg uznania smile
    • cassandrax Re: na co dzień 05.11.07, 13:10
      codziennie mówię sobie,że będzie lepiej, staram się być lepszą osobą, nie ranić
      ludzi z najbliższego otoczenia, bo wiem, jak wielki sprawiam im ból...obwiniam
      ich za bałagan w mojej głowie, za natrętne myśli które tak bardzo przeszkadzają
      w codziennym życiu....motywacją są studia, praca, nowe mieszkanie....lecz
      codziennie upadam i podnoszę sie na nowo....
    • ta_nadia Re: na co dzień 06.11.07, 01:10
      własnie ...skąd brac ta motywacje a nawet zwykła ochote na to zycie
      codzienne ...obowiazki,sprawy wazne do zalatwienia czy nawet
      zaliczenie w szkole jakies...nie wiem skad to biore ALE CHOLERNIE MI
      TO CIEZKO PRZYCHODZI sad
      jak to moja lekarz dzisiaj powiedziała ze raz robie cos szybciej i
      z wieksza motywacja a raz wolniej bez motywacji (NIE MASZ PATRZEC NA
      INNYCH TYLKO SKUPIC SIE NA SWOIM ZYCIU CODZIENNYM i robic rzeczy na
      swoj sposob i na swoj aktulany w dniu nastrój ) i tyle ...
      TROSZKE MNIE DZISIAJ TO PODBUDOWALO
      mam nadzieje ze CIEBIE tez podbuduje
      trzymam kciuki
      • bonika99 Re: na co dzień 07.11.07, 01:08
        Jest łatwiej, od kiedy uświadomiłam sobie, zrozumiałam czy też
        zgodziłam się z tym, że NIE MUSZĘ, ale po prostu MOGĘ. Brzmi
        pięknie, ale kosztowało parę lat strasznego szamotania się, walki z
        wszechogarniającym poczuciem bezsenu, fruwania nastrojów i
        rozwalenia paru znajomości.Tylko bezsenność, jak widać, pozostała.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka