Dodaj do ulubionych

trudna decyzja

04.11.07, 22:43
Jestem ciekaw jak patrzycie swoimi oczami na ludzi którzy wbrew waszej ocenie
zmusili was do leczenia .Jest to ciekawe dla osób które muszą podjąć tak om
decyzje.Niekiedy wbrew samym sobie.Rozumiem że z upływem czasu ocena i
odczucia mogą być różne .Ciekawe ile osób jest za a ile przeciw.Czy sami
widząc dziwne zachowanie partnera umieli byś cie podjąć taką decyzje.
Obserwuj wątek
    • gasiennicaaa Re: trudna decyzja 04.11.07, 23:03
      do dziś mam pretensje to osób które swego czasu zmusiły mnie do leczenia... za
      formę w jakiej to zrobiły i za sam fakt zmuszenia... nie umiem tego wyjaśnić...
      chyba trauma jaką spowodowały odczucia związane z tym koszmarem "chwilowego
      ubezwłasnowolnienia" mnie, to czucie się jak śmieć który nie ma prawa głosu
      spowodowała że wspomnienia związane z osobami będącymi sprawcami tamtego stanu
      rzeczy są niedobre...
      to może i dziecinne podejście ale nie potrafię zapanować nad emocjami które w
      tym wypadku są negatywne
      • smolasmola Re: trudna decyzja 06.11.07, 20:29
        Wnioskuje z tego że dla mnie i dla mojej żony niema już przyszłości być razem
        ponieważ co bym nie zrobił to przeszłości stoi nam na drodze. Zaglądam na to
        forum dosyć często, pomogło mi wiele zrozumieć i podjąć trudne decyzje. Choć
        myślę że brak na nim konkretów.Piszecie często o braku drugiej osoby a gdy taka
        jest odpychacie ją z powodu wspomnień. Przeżyć które was spotkały w wyniku
        waszej choroby.A co o osobach i ich odczuciach, przeżyciach, trosce i miłości
        która zmusza tą drugą osobę do drastycznych posunięć i kroków. Prawda jest taka
        że trzeba kochać, bardzo kochać pozostałym to wisi jak bardzo pochłonie was
        choroba. Wręcz przeciwnie patrzą tylko na swój zysk lub ukryty cel. Przepraszam
        za wy my oni itp. Liczy się tylko miłość.
        • litigate Re: trudna decyzja 06.11.07, 20:44
          nikt mnie nie zmusil do leczenia
          no moze oprocz lekarza do ktorego chodzilam sama
          ale trauma zwiazana z pobytemw szpitalu bez klamek, z kratkami w oknach, rygorem
          zwiazanym z panujacymi tam regulami, zasadami zgodnie z ktorymi nie masz w
          zasadzie zadnych praw jest bardzo silna
          tu nie chodzi o to ze zmuszono kogos do leczenia
          moze bardziej z tym jak to leczenie wygladalo, a jakiej formie
          w szpitalu wiele osob mowilo z nienawiscia wrecz o czlonkach rodziny ktorzy
          skazali ich na pobyt w szpitalu, nie na leczenie a na szpital
          z tym ze szpital czasem jest koniecnzoscia

          • smolasmola Re: trudna decyzja 07.11.07, 17:45
            Ja mówię tylko o konieczności takich decyzji. Nikt by nie narażał bliskiej
            osoby na takie przeżycia bez powodu.mówię tu o chorym który powinien się leczyć
            a nie zgadza się z taką opinią i odmawia a postępowanie wskazuje jednoznacznie o
            takiej potrzebie.Poza tym sami wiecie że wbrew woli jest to bardzo trudne i
            opinia kogoś z bliskich nie wystarczy by chorego skazać na szpital.Skoro w mani
            wszystko jest tak piękne to skąd wstyd i blokada przed wyjściem z domu.Liczy się
            tylko miłość.
        • gasiennicaaa Re: trudna decyzja 07.11.07, 20:22
          nie mam zamiaru kochać wszystkich a sama dostawać w dupę
          prawda jest taka że właśnie my, chorzy, nadwrażliwi, często za bardzo zwracamy uwagę na uczucia innych i dlatego sami tym bardziej się męczymy

          a co to rozdźwięku między pragnieniem bliskości drugiego człowieka a strachem przed nim i izolowaniem się, to jest prawda, tak jest, przynajmniej u mnie
          dlaczego - nie wiem
          a może wiem, ale nie chce mi się tu spisywać swoich autoanaliz, bo i po co...

          jestem zgorzkniała i zjada mnie ironia od wewnątrz
          mój układ nerwowy jest zbyt wrażliwy
          szlak by go trafił
    • 17.a Re: trudna decyzja 05.11.07, 08:26
      Może miałam szczęście - "Twoje myśli walą tłumem"
      przeczytałam na forum X. Powtórzyłam lekarce. Potraktowała
      tę opinię poważnie. Co czuję dziś? Wdzięczność. Że diagnoza
      choć dość niesamowita przyszła bardzo szybko. Że coś jest
      nie tak domyślałam się od zawsze, rodzice mówili "Może pójdziesz
      do lekarza?" z dużą troską w głosie. Trzafiłam do psychiatry
      w epizodzie depresyjnym. Z własnej woli.

      Gdyby partner? Łapię go za rękę i przede wszystkim duża
      troska. O niego. Nie o siebie. I duża ufność, że tak ja kiedyś
      nie stracił krytycznego myślenia.

    • poetkam Re: trudna decyzja 07.11.07, 18:54
      Współczuję Ci. Czuję, że masz sobie trochę za złe, że musiałeś
      podjąć decyzję o leczeniu swojej żony. Nie próbujesz się tu trochę
      usprawieliwiać? Przed chorymi, przed sobą, przed Twoją żoną? To
      normalne. Ja też miałam wyrzuty sumienia, kiedy dzwoniłam po
      pogotowie, a wtedy zabrano go w kaftanie do szpitala
      psychiatrycznego w eskorcie policji...On długo miał mi to za złe.
      Ale zrozumiał w końcu, że nie miałam innego wyjścia. Teraz często mi
      powtarza, że jestem dobrym człowiekiem i że mnie kocha. A gdyby to
      on zadzwonił??? Nie wiem. Myślę, że z początku też byłabym zła, ale
      po czasie dotarłoby do mnie, że czasem nie ma innego wyjścia.
      Nie obwiniaj się. Może spróbuj terapii psychologicznej dla siebie?
      Kiedy nie miałam jeszcze podejrzenia ChAD-u sama ze sobą chodziłam
      na terapię do psychologa. Pogadaj z kimś.
      Powodzenia.
      • smolasmola Re: trudna decyzja 07.11.07, 21:02
        Terapii się nie wyrzekam i ani trochę się nie usprawiedliwiam.Pisze bo chce
        rzucić inne spojrzenie na ludzi chorych i zdrowych będących razem.Moja żona
        nawet tu nie zagląda i to też ma mi za złe.Najważniejsze jest to że pomogliście
        mi wiele zrozumieć może ja teraz pomogę komuś innemu a opisywanie ciągle jak
        miną dzień nie pomoże zrozumieć waszego zachowania. 14 lat temu gdy choroba się
        ujawniła byłem bezradny i nie potrafiłem tego pojąć teraz w erze internetu jest
        to o wiele prostsze.Przez lata wmawiałem sobie że niema problemu.Teraz patrze na
        to inaczej. liczy się tylko miłość.
        • kajka68 Re: trudna decyzja 11.11.07, 17:02
          Doskonale Cię rozumiem...właśnie przedwczoraj mojego męża zabrało pogotowie...to
          była najtrudniejsza decyzja w moim zyciu...13 lat temu miał pierwszy znany mi
          atak udało się opanowac go w domu-po cięzkich przejsciach zaczał brac leki i
          przeszło...teraz było o wiele gorzej...zablokowany telefon bo dzwonił na jakieś
          konkursy,zakupy na allegro nie wiem jeszcze ile muszę zapłacic nie mam siły tego
          zliczyc...na szczescie mądra osoba kazała mi zablokowac konto ,podsłuch
          itp,hipomania do bólu...do tego alkohol agresja- pobił mnie kiedy trzymałam
          nasza niepełnosprawna córkę na rękach...nie mam siły wymieniac wszystkiego ,np.
          jazda po alkoholu samochodem słowotoki itp...nie jadł od kilku tygodni- (bardzo
          śladowe ilosci)palił po 60=80 papierosów na dobe nie spał...to była
          autodestrukcja...co było zrobić?nie wiem przepytałam masę osób...w końcu razem z
          przyjaciółmi i jego matką podjęłam decyzję...wiecie co było najgorsze?obyło się
          bez pasów ale oprócz pogotowia była też policja -podwójnie bo nie wierzyli ze
          jest chory uwazali ze jest pijany i to upadlanie człowieka chorego przez
          lekarza, policję..niepotrzebne pyskówki...miałam ochotę ich wyrzucic za
          drzwi...to straszne...dlaczego tak xle traktuje się chorego człowieka?dałam im
          przeciez skierowanie do szpitala bo kilka godzin wczesniej mąż wyrażał zgodę na
          leczenie ale zanim dotarłam do domu ze skierowaniem wypił drinka no i przeszła
          mu ochota na lecvzenie...pytałam dziś lekarza w szpitalu jak to jest tyle zła
          doświadczyłam od swojego męża tyle upokorzeń, pobić a jednak tak bardzo się o
          niego martwię..
          • poetkam Re: trudna decyzja 11.11.07, 17:50
            Bardzo, bardzo Ci współczuję. Ja dopiero mam od niedawna podejrzenie
            ChAD. Ale mój mąż choruje już od bardzo dawna. Trzy lata temu
            przeżyłam dokładnie taką sytuację, jak Ty...Mój mąż został wzięty do
            szpitala psychiatrycznego w eskorcie policji. Też traktowano go
            poniżej krytyki! To były ciężkie chwile, też zima...Proszę Cię
            zadbaj o siebie i dzieci teraz. Będzie lepiej zobaczysz. Życzę Wam
            wszytkiego dobrego. Może wybierz się ze sobą , z dziećmi na rozmowę
            z psychologiem? Ty też z kamienia nie jesteś...
            Trzymaj się.
            • kajka68 Re: trudna decyzja 11.11.07, 19:59
              dziękuję za słowa otuchysmilebardzo się przydają...na szczęscie mam cudowną
              psycholożkę ,która pracuje z nasza córeczka to ona powiedziała mi co zrobic
              ,jakie kroki podjać i ona bardzo mnie wspiera.W czwartek czeka nas obie masaz
              zrobiony przez neurologopedkę...trafiam na cudownych ludzi ,którzy zajmuja się
              nie tylko moja córeczka ale i mną...teraz jeszcze synowi musze zapewnic
              psychologa i ...spokój...ma 16 lat i bardzo to wszystko przeżył...wszystkich nas
              przecież to dotknęło...najgorsze ,ze boję się jak mąz to odbierze boję się ,ze
              nie będzie umiał mi wybaczyc ,że nie zrozumie ,że inaczej Bóg wie co by sie
              mogło zdarzyc...ale dłuzej już nie mogłam czekac...teraz jeżdzimy do niego
              codziennie...cieszy sie z naszych wizyt to widać ,ale jak będzie jak dotrze do
              niego to gdzie jest...nie wiem...bardzo bym chciała by zrozumiał ,ze jesli bym
              tego nie zrobiła zabiłby siebie...wazy 45 kg teraz...nic nie jadł od kilku
              tygodni..no jakieś sladowe ilości raz na kilka dni...i tylko alkohol i
              papierosy...miałam czekac az wysiadzie mu wszystko?boze tak bardzo bym chciała
              żeby zrozumiał.....
              • poetkam Re: trudna decyzja 11.11.07, 20:46
                Mąż zrozumie, zobaczysz...Czas leczy rany. Mój tak prędko tego sobie
                nie uświadomił, ale po pewnym czasie sam przyznał mi rację, że tak
                musiałam zrobić dla dobra wszystkich.
                To dobrze, że jesteście pod opieką psychologiczną.
                Trzymajcie się cieplutko!
                • kajka68 Re: trudna decyzja 11.11.07, 22:21
                  mam nadzieję...chyba ,że siostra mu wmówi jaką to ma wredną żonę...nie
                  przyjechała mimo,że prosiłam..nawet nie zadzwoniła do niego kiedy widziałam
                  pierwsze symptomy...uznała ,że powinnismy pójść na terapię małzeńska...gdyby to
                  był pierwszy raz zrozumiałabym...ale tak...tym bardziej ,że jest
                  psychologiem...dziś mnie wyzwała od najgorszych ,ze jak śmiałam to zrobić...
                  • poetkam Re: trudna decyzja 12.11.07, 10:58
                    Przede wszystkim Ty się sama nie obwiniaj. A jeśli ktoś myśli
                    inaczej, niech sobie myśli- jego wola. U mnie jest podobnie-
                    szwagier męża też uważa, że szpital i w ogóle choroba męża jest moją
                    winą. Najgorsze jest to, że ja przez pewien czas też winiłam się
                    sama. Chociaż mąż leczy się od czasów szkoły średniej, ale z tego co
                    opowiada pierwsze symptomy choroby widać już od najmłodszych lat.
                    Jeśli chodzi o Twoją szwagierkę- niech tam sobie myśli co chce.
                    Najważniejsze, abyś Ty wiedziała jak jest. Trzymaj się!
                    • kajka68 hurtem:-) 13.11.07, 00:36
                      dyiki...nie wiem co bym zrobiła gdybym tutaj nie trafiła,,,bardzo dużo pomogły
                      mi te wszystkie posty w zrozumieniu co się czuje i jak to wygląda z tej drugiej
                      strony,zawsze próbowałam się wczuć w to co czuje mąż ale nigdy tak do końca się
                      nie wie...
                      teściową załatwiłam ,ze tak brzydko powiem za namową psychiatry w ten sposób ,że
                      ją przywiozłam i zostawiłam tu na jeden dzień a sama z dziećmi wyjechałam...po
                      powrocie błagała żebym zrobiła cokolwiek ,że na wszystko się zgadza...teraz już
                      powoli zmienia zdanie a i cały czas mi marudzi ,że już czas moze żeby go
                      wypisać...trafiła na kamień w tej materii-powiedziałam ,ze lekarz o tym
                      zadecyduje a ja na własną prośbę tego nie zrobię ,bo nie ma szanbs potem tego
                      odkręcić.i tu się nie ugnę...chcę zyć ,mamy córeczkę wymagającą ciągłej
                      rehabilitacji-nie wyobrażam sobie męża który wozi ją na zajęcia- bo on zaprzecza
                      jej chorobieona widzi tylko to ,że on tam cierpi...a mąz mi dziś powiedział:tu
                      jest cudownie.jak w locie nad kukułczym gniazdem...ja chcę tu byc...ona się
                      załamała po tym ja jestem zadowolona ,skoro zaakceptował to chyba dobrze...mam
                      nadzieję.Myślę ,że to dlatego ,ze tam nikt nie robi mu wyrzutów z powodu jego
                      zachowania ,znalazł kumpli-doprowadzają mnie powoli do ruiny- 6 paczek fajek
                      dziennie wozę i od rana telefon przywieź fajki bo nie mamy...dzis zostawiłam z
                      zastrzeżeniem ,ze jesli rano o 6 znów mnie teklefon zbudzi z takim tekstem to
                      nie przyjadę.zobaczymy co z tego wyniknie.

                      Dzięki ,że jesteściesmileBardzo potrzebuję teraz wsparcia..
                      • kajka68 :-( 13.11.07, 18:01
                        a dzis od rana agresja...od 6 rano dzwoni z pretensjami...ze go zamknęłam,że
                        straci pracę ,kontarhentów itp.itd.ech....kolega pojechał do szpitala za
                        mnie...jadę jutro zobacze co będzie....
                        • smolasmola Re: :-( 13.11.07, 22:03
                          Pamiętaj robisz to bo tylko to może uratować waszą rodzinę ,musisz być silna i
                          wytrwała w tym postanowieniu.Nie każdy jest zdolny podjąć trudną decyzję.Liczy
                          się tylko miłość.
                          • kajka68 do smolasmola 14.11.07, 08:22
                            Powiedz,bo mam mętlik w głowie i wszystko mi się juz miesza..wybaczyła ci żona w
                            końcu?
                            • smolasmola Re: do smolasmola 14.11.07, 19:45
                              Witajcie. Powiem tak niby wszystko jest ok ale do końca nie jestem pewny bo
                              wiele relacji się zmieniło a sama choroba i okres szpitala i przed to tabu. Mimo
                              że załatwiłem jej rentę co nawet dla mnie wydawało się niemożliwe ze względu
                              małego stażu pracy to i tak uważa że to było niepotrzebne.W pierwszych
                              tygodniach tak zamaskowała swój stan że ordynator postanowił ją wypisać a mi
                              włosy stanęły dęba i nie mogłem nic zrobić.Aż nagle zrobiła mi awanturę na
                              korytarzu w obecności ordynatora co sprawiło że zmienił zdanie i cofną decyzję
                              na bardzo długo.Wiem tylko jedno liczy się tylko miłość .
                              • kajka68 Re: do smolasmola 15.11.07, 00:23
                                Och....z tym maskowaniem się to co nieco wiem...czasem sama daję się oszukac na
                                szczeście nie na długo...masz rację liczy się tylko miłość...właśnie dziś po
                                tylu dniach dziwnych zachowań usłyszałam na dobranoc...kocham cie...jakoś tak
                                uspokajająco się zrobiło...choć zdaję sobie sprawę ,ze jutro mogę usłyszeć coś
                                zupełnie odmiennego to jednak dziś żyję tym miłym słowemsmile
                      • kassa10 Re: w kwestii fajek:-) 13.11.07, 22:47
                        Mój mąż nigdy nie palił, myślałam, że się przewrócę gdy pierwszy raz
                        zobaczyłam go z papierosem w szpitalu. Pali tylko tam i to jedynie w
                        początkowej fazie pobytu. Faktycznie rujnujące - wprowadziłam zasadę
                        jednej paczki dziennie. Drugim czynnikiem, nadwątlającym portfel,
                        było ciągłe doładowywanie telefonu (a to nie mijało w
                        przeciwieństwie do palenia).
                        Pozdrawiamsmile
                        • kajka68 Re: w kwestii fajek:-) 14.11.07, 08:24
                          Mój ostatnimi tygodniami palił straszne ilości teraz tez ale oprócz tego ,że
                          pali to jeszcze rozdaje wszystkim...paczkami...zagroziłam ,że jesli nie
                          przestanie to nie przyjadę...na razie nic nie mówi ,że nie ma...więc moze
                          dotarło tym bardziej ,ze wczoqraj zamiast mnie pojechał kolegasmile
                          • kajka68 Re: w kwestii fajek:-) 14.11.07, 08:28
                            A telefony...wczoraj co chwilę :telekomuikacja czy przyjmie pani
                            rozmowę...matko...na szczęście mówi tylko kilka słów i się rozłącza...wieczorem
                            miał lepszy nastrój...mówił nawet sensownie bez żadnych wkrętów,bez
                            wyzwisk...obiecał,ze nie bedzie dzwonił od 6 rano...i rzeczywiscie do tej pory
                            nie zadzwonił...jadę dzisiaj ,umówiłam się z lekarzem tez zobacze co
                            dalej...chciałabym wierzyć,że będzie lepiej...i w końcu trochę dziś
                            pospałam...dzięki ,że jesteście...
                            • kassa10 Re: w kwestii snu:-) 15.11.07, 10:07
                              Życzę Ci go jak najwięcej. Wiem jak bardzo go brakuje i jakim dla
                              mnie przynajmniej był lekiem. Jeśli chodzi o telefony o 6 rano. To w
                              końcu zaczęłam wyłączać telefon na noc.

                              Trzymaj się!
                              • kajka68 Re: w kwestii snu:-) 15.11.07, 19:42
                                dziś zadzwonił dopiero o 7.30 ale ja poszłam spać o 6...hmmm.chyba też zacznę
                                wyłączać ale dopiero jak wstawie w końcu zamek w drzwi...od tygodnia błagam
                                ,żeby mi zamówili ponoc jutro ma byc...na razie aż strach zasnąć
                                • kassa10 Re: w kwestii snu:-) 16.11.07, 09:46
                                  Porządkowanie zgliszczy codzienności - tym bardziej frustrujące, że
                                  nie wiadomo kiedy staniemy znowu w obliczu tej konieczności.
                                  Przerabialiśmy to z dziećmi juz 4 razy, ile jeszcze przed nami, wolę
                                  nie myślec...
                                  To chyba jest najbardziej paskudna strona tej choroby. jesli cukrzyk
                                  czy nadciśnieniowiec bierze leki i przestrzega zaleceń ma o wiele
                                  większą gwarancję w miarę normalego życia, a tu to jak rosyjska
                                  ruletka. Leki zadziałają lub nie, a jeśli zadzialają to na jak
                                  długo ...
                                  • kajka68 Re: w kwestii snu:-) 16.11.07, 11:28
                                    idealne okreslenie...rosyjska ruletka...dziś zadzwonił że "tak jak chciałam
                                    przeniesli go do wariatkowa"...z detoksu...tak jak chciałam...boże...oczywiscie
                                    wzbudzanie poczucia winy
                                    wie jak to na mnie działa...rozmawiałqm z lekarka powiedziała ze nadal jest
                                    bezkrytyczny uważa sie za zdrowego
                                    ...a ja zapadam chyba na dwubiegunówkę...raz power a raz dół...i to wszystko w
                                    odstępie kilku minut...to jest dopiero odjazd
                                    • kassa10 Re: w kwestii snu:-) 16.11.07, 19:21
                                      Nie daj się wrabiać w poczucie winy. Wiem, że to się łatwo pisze,
                                      sama przerabiałam... Twarde fakty mówią jedno, a emocje drugie...

                                      Z tym raz w górę raz w dół w Twoim przypadku, to chyba reakcja na
                                      zmęczenie i sytuację ogólnie ekstremalną teraz. Co Ty na taką teorię
                                      powiesz?
                                      • kajka68 Re: w kwestii snu:-) 17.11.07, 01:52
                                        Twoja teoria o wiele bardziej mi odpowiadasmile)...tesciowa dziś obraziła się na
                                        mnie po tym jak mnie wyzwałabig_grin...no i dobrze moze przestanie sdzwonić dzięki
                                        temu odzyskam równowagę,bo kazdy jej telefon zmierza do tego ,zebym to ja czuła
                                        sie winna...na szczeście mam obok siebie dobre anioły ,które mi mówią,ze to nie
                                        tak...że mam teraz w końcu zadbac o siebie...zrobic coś dla siebie...tylko dla
                                        siebie...no to ...kupiłam sobie buty...po raz pierwszy od niepamiętnych czasów
                                        sama zadecydowałam jakie...jakie to cudne uczuciesmile
                                        • poetkam Re: w kwestii snu:-) 17.11.07, 13:56
                                          Dobrze, że będziesz miała choć na chwilę spokój od teściowej, należy
                                          Ci się odpoczynek po tych przeżyciach.
                                          Pochwalam- od czasu do czasu sobie też trzeba zrobić prezent!
                                          Anioły...Też coś podobnego czuję....
                                          • kajka68 Re: w kwestii snu:-) 18.11.07, 01:50
                                            na 4 h wyłączyłam telefon...pojechałam z dziecmi do miasta,syn nakłonił mnie do
                                            dalszego zainwestowania w siebie...całkowita zmiana wizerunku...na fryzjera nie
                                            starczyło czasu ale ciuchowo mam kurtkę i spodnie do kompletu...zafarbowałam
                                            włosy ,zeby przykryc siwiznę powstała w ciagu ostatniego miesiaca wziełam długą
                                            kąpiel...czuję się świetnie..nawet telefon od teściowej nie wyprowadził mnie z
                                            równowagi...przeciwnie po raz pierwszy nie kajałam się ale ostro i odważnie
                                            odpowiadałam...chyba jestem innym człowiekiemsmile
                                            • smolasmola Re: w kwestii snu:-) 18.11.07, 17:30
                                              Ja spałem dopiero jak byłem pewny że leczenie trwa i żona wracała do zdrowia i
                                              nie opierałem się tylko na diagnozie lekarzy lecz na własnych odczuciach z
                                              doświadczenia wiem kiedy się zaczyna i kiedy mogę być spokojny.Nikt inny tego
                                              tak wcześnie nie zauważa.
                                              • kajka68 Re: w kwestii snu:-) 18.11.07, 18:10
                                                Coś w tym jest...ja tez zauwazyłam pierwsze symptomy pierwsza i teraz tez widzę
                                                mimo ,ze np teściowa mysli ,ze juz jest ok...potrafie odczuć kazdy sygnał ,kazde
                                                kłamstewko,kazde słowo które swiadczy ,ze daleka droga jeszcze...
                                                • smolasmola Re: w kwestii snu:-) 18.11.07, 20:07
                                                  Szkoda że osoby nam bliskie tego nie doceniają a sugestie o nawrocie choroby
                                                  odbierają jako atak na ich osobę a nas jako największych swych wrogów.A wczesna
                                                  reakcja pomogła by uniknąć wielu kłopotów i nie pszyjemności.
                                                  • kajka68 Re: w kwestii snu:-) 19.11.07, 00:26
                                                    Dokładnie gdyby mąz mnie posłuchał nie trzeba by było szpitala,pogotowia
                                                    ,policji i ...pretensji...mówiłam mu o tym jakies 1,5 miesiaca wczesniej...ale
                                                    mnie zlekcewazył a teraz obwinia...smutne to...
                                                  • kassa10 Re: w kwestii snu:-) 19.11.07, 12:52
                                                    To jest błędne koło. Z jednej strony starałam się nie dopatrywać
                                                    objawów chorobowych tam gdzie być może ich nie ma, ale niestety za
                                                    każdym razem moja interpretacja była dobra. Poprzednim razem
                                                    wyrzucałam sobie, że zareagowałam za późno i dlatego mania tak się
                                                    rozwinęła (właśnie z powyższych powodów). Ostatnio zareagowałam
                                                    szybciej (po konsultacji z synem - jego odczucia były podobne),
                                                    powiedziałam mężowi co widzę, ale i tak nic to nie dało, mania i tak
                                                    przybrała ostrą postać (mimo, że po konsultacji z lekarzem, mąż
                                                    nawet zgodził się przyjmować zwiększone dawki leków).

                                                    Wydaje mi się, że nie mamy wielkiego wpływu, bez wględu na to jak
                                                    szybko zareagujemy, jaki będzie przebieg manii.

                                                    Co do traktowania nas jak wrogów, gdy sygnalizujemy nasze obawy. To
                                                    jest to normalne i naturalne. Oni zaczynają się czuć znakomicie,
                                                    wszystko im wychodzi, albo mają takie poczucie. Często dzieje się to
                                                    po okresie koszmarnej depresji, tym bardziej się dziwią, że "nie
                                                    chcemy" by czuli się dobrze. Do tego dochodzi brak krytycyzmu wobec
                                                    choroby i wtedy żaden czas, żaden sposób nie jest dobry na
                                                    powiedzenie, że chcemy ich tego dobrostanu pozbawić.

                                                    I co z tego, że to wszysko rozumiem. Kiedy znów robię za wroga i tak
                                                    czuję się paskudnie...
                                                  • smolasmola Re: trudna decyzja 19.11.07, 19:32
                                                    To wskazuje że nie powinniśmy liczyć na cud i działać od razu według swojej
                                                    jasnej oceny bo to kiedy zaczniemy nie zmieni ich sposobu patrzenia na nasze
                                                    działanie.A jeśli nic nie zrobimy to także będą mieli nam za złe .
                                                  • kajka68 Re: trudna decyzja 20.11.07, 08:07
                                                    to naprawdę błedne koło...teściowa się obraziła...nie rozmawia ze mną ale
                                                    rozmawia z synem...nie dość że miał mi za złe szpital to teraz jest juz tak
                                                    podkręcony ,ze winna jestem złu całego swiata...ech..nie chce mi się dzis nawet
                                                    do niego jechać...wczoraj jak mnie tak obwiniał odwróciłam się na pięcie i
                                                    wyszłam...chyba potrzebuję wolnego dnia...za duzo jego spraw muszę prowadzic
                                                    plus chore dzieckoplus cały dom ,pies,dorastajacy syn...nie daję rady...wszystko
                                                    bym poukładała do kupy ale jeszcze te ciagłe telefony z kolejnymi zamówieniami
                                                    co jeszcze mam dostarczyc mu do szpitala...nie wyrabiam...
                                                  • czareg Re: trudna decyzja 20.11.07, 10:34
                                                    Czasami trzeba być twardym i odstawić trochę delikwenta (delikwentkę) od piersi.
                                                    Nie możesz być na każde jego zawołanie - obowiązuje wzajemność w relacjach,
                                                    także od osoby chorej na CHAD. Jeżeli teraz będziesz do rany przyłóż, gdy jego
                                                    stan się poprawi ciężko Ci będzie z dnia na dzień zmienić swoje podejście do
                                                    niego, a na pewno to zauważy i będzie znów miał żal. Pomalutku, powolutku ale
                                                    zmuszaj go do myślenia o innych, a nie tylko o sobie. Życzę Ci siły i cierpliwości.
                                                  • kajka68 Re: trudna decyzja 20.11.07, 19:13
                                                    Dzięki Czareg...masz rację..postaram się zaczać to powoli zmieniać...
                  • kassa10 Re: trudna decyzja 12.11.07, 12:40
                    Trzymaj się!
                    Ja byłam wredna po trzykroć. Za czwartym razem wyręczyła mnie
                    policja, wezwana przez ludzi, dotkniętych wyczynami mojego męża na
                    manii. I w żadnym wypadku nie było łatwiej niż za pierwszym razem.
                    Powiedziałabym, że było jeszcze trudniej, ze świadomością tego co
                    będzie później. Ale innego wyjścia nie było.
                    Co do jego siostry... Raz mój mąż będąc w hipomanii wyprowadził się
                    do swoich rodziców, ostatnio teściowa nie mówiła już, że wszystko
                    tylko nie szpital i nie próbowała uzdrawiać go na odległość.

                    Pozdrawiam i z uporem powtarzam, będzie lepiej!
                • kassa10 Re: trudna decyzja 12.11.07, 12:56
                  Poetko!
                  Czas nie leczy, on tylko tępi dotkliwość bólu, a rany tępią uczucia
                  i zostaje pustka i niezaspokojone pragnienie spokoju i
                  zwyczajności... Przynajmniej w moim przypadkusad
                  Rozumowo przyznaję rację mojemu mężowi, że życie jako takie nie ma
                  sensu, tylko, że ja chcę żyć, a on nie. Przynajmniej na razie...

          • smolasmola Re: trudna decyzja 12.11.07, 21:06
            Nie było mnie jakiś czas byłem zajęty pracą gdy dzisiaj wszedłem na forum
            zaskoczyło mnie zainteresowanie tym tematem. Myślałam że jakoś obraziłem
            tutejszych bywalców dzieląc się swoim poglądem.za ras muszę uciekać powiem ci
            tylko że na pewno zrozumie tyle tylko że trzeba dużo czasu bo przyznanie się do
            błędu jest trudne.Jeśli nie zda sobie sprawy z zaistniałej choroby to myślę że
            wróci do szpitala .
    • vinci28 Re: trudna decyzja 20.11.07, 19:54
      mnie nikt nie namawial nie chcialem martwic rodziny i ukrywale 2
      lata depresje i to mi sie udalo no ale mialem wypadek trafilem do
      szpitala tam powiedzialem ze chcem isc do szpitala bo mam depresje
      no i wszyscy sie dowiedzieli a odkryto u mnie chad i ciezka manie
      mysle ze nie mozna potajemnie cos zaczac kombinowac trzeba w cztery
      oczy porozmawiac i dojsc do porozumienia
      • smolasmola Re: trudna decyzja 21.11.07, 18:48
        Ja myślę że to co innego bo ty chciałeś się leczyć a ja mówię o okolicznościach
        kiedy pacjent wypiera potrzebę leczenia i nie jest świadomy swojego stanu.
        • kajka68 Re: trudna decyzja 21.11.07, 19:41
          ano...u mnie bez zmian w piątek przyjezdża do szpitala sedzia orzekac czy zdrowy
          czy chory...i mój mąz jest nadal przekonany,że jest zdrowy...i ,że w piatek go
          wypuszcza...zaczynam odstawianie od siebie...zapowiedziałam ,ze przyjadę dopiero
          w sobotę...na razie nie dzwoni...zobaczymy co dalej...lekarka mi dzisiaj
          tłumaczyła ,żebym go w końcu rozumu nauczyła i przestała codziennie jexdzic...i
          zaczęła terapię...cięzko...bo z jednej strony wiem ,ze nie powinnam miec
          poczucia winy a z drugiej mąż z tesciowa cały czas mnie do tego poczucia
          przymuszają...ech...
          • czareg Re: trudna decyzja 21.11.07, 19:54
            Bądź twarda. Nie robisz tego tylko dla siebie. Mąż, jak będzie musiał wziąć
            odpowiedzialność za swoje czyny i zachowywać się jak dorosły facet, też dużo
            zyska - przede wszystkim nabierze zaufania do samego siebie. Teraz twierdzi, że
            jest zdrowy, ale jak znam życie - gdy tylko będzie to mu wygodne, zacznie
            zasłaniać się chorobą.
          • smolasmola Re: trudna decyzja 21.11.07, 20:57
            Ja przyznaje że odwiedzałem żonę bardzo często mimo że dzieliło nas 70km
            jechałem do niej by nie czuła się opuszczona nie zawsze wizyty były przyjemne
            mimo to po pracy wsiadałem w samochód i jechałem do niej.tak przez kilka
            miesięcy ostatnim razem wcześniej szpital był dużo dalej i także starałem się
            być dość często.
            • laminowany Re: trudna decyzja 21.11.07, 22:13
              Moją żonę bardzo prosiłem, aby mnie odwiedzała. Nie miałem niczego:
              telefonu, pieniędzy, papierosów. Mimo bardzo silnych leków udało mi
              się jakoś ordynatora ubłagać abym pojechał do banku. Obciach w moim
              oddziale, w którym mam konto od 15 lat i znam tam wiele osób łącznie
              z dyr. był straszny. W asyście sanitariusza i administratorki udało
              mi się zrobić przelew na konto żony (choć zarabiała więcej niż ja)
              Wtedy mnie odwiedziła z moją córeczką. Ogólnie to nie mam do niej
              pretensji. Rozstaliśmy się 4 miesiące wcześniej i to nie ona
              spowodowała moja hospitalizację bezpośrednio. Raczej to, że od 3
              miesięcy nie pozwalała mi się widywać z córeczką. Po wyjściu ze
              szpitala od razu wróciłem do pracy. Minęło 1,5 roku. Codzienna praca
              daje stabilizację. 6 miesięcy temu, po pozytywnym psychoteście i
              opinii mojej psychiatry oddali mi samochód służbowy. Nie mam górek.
              Biorę stabilizator. Wierzę głęboko, że mogę dać szczęście, że życie
              po szpitalu się nie kończy i chory na ChAD nie jest stracony dla
              świata. Wiele osób na tym forum, których partnerzy chorują, walczy o
              ich związek, szukając tu wiedzy, a inni usprawiedliwienia. Warto
              spróbować powalczyc o człowieka jesli się go kocha. Również "zdrowi"
              czasami też mogą się nie dogadać.
              • smolasmola Re: trudna decyzja 22.11.07, 20:40
                Dlatego myślę że osoby zagrożone powinny bardzo cenić sobie prawdziwych
                przyjaciół i wbrew wszystkiemu ufać im.Poznaliście ich będąc w kłopotach i ci
                którzy was nie opuścili to chyba oni zasługują na miano przyjaciela. Byście nie
                zostali sami lub z oszustami wokół siebie .
                • laminowany Re: trudna decyzja 22.11.07, 22:45
                  Jedyny mój przyjaciel ma raka. Przykro mi, że to piszę. Znów piję
                  piwa żeby zasnąć i zapomnieć.
    • kryssosna Re: trudna decyzja 29.11.07, 13:31
      3 lata temu zdecydowalam za namowa lekarzy na hospitalizacje corki
      miala silna depresje a potem .wynik CHAD.niebardzo
      wierzylam ,brala leki nic nie pomglo ,mieszkala w Krakowie ja
      150 km dalej , przyjezdzalam co tydzien .Minal rok i szkola
      zdecydowala za nia zamkneli ja w szpitalu ja zaczelam myslec
      co to jest CHAD .Jej tato ma CHAD 22 lat malzenstwa -rozwod -
      nie umialam mu pomoc -.Zaluje ze nie rozumialam i nie
      umialam pomoc bylemu mezowi .Nie zaluje decyzji o leczeniu
      corki.Znam wszystkie mechanizmy 22 lata praktyki ,lecz nadal
      nie radze sobie ,ucieczki z domu to jest najgorsze bo nie
      umiem wtedy pomoc i dzialac .
      • smolasmola Re: trudna decyzja 02.12.07, 11:56
        Mimo zdrowego umysłu tak na prawdę jesteśmy bez silni .Nowy atak nowe
        doświadczenia nowe przeżycia z tym związane nowy ból .
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka