Dodaj do ulubionych

trafia mnie...

29.11.07, 13:09
mąż miał we wtorek rozprawę w szpitalu ze względu na to ,ze nie wyraza zgody
na leczenie...oczywiście dostał przymus.Ale nie o to chodzi...przeczytałam to
pismo i włosy mi dęba stanęły...z 3 stronicowego wywiadu ze mną wyciągnieto
moze 4 zdania...i wyszło tylko ,że pije ,bije mnie i dzieci i jest chory i się
leczył wczesniej...on oczywiscie po przeczytaniu takiego tekstu obrażony
śmiertelnie...chyba się nie dziwię...choć z drugiej strony powiedziałam cała
prawdę...nie skłamałam ani słowem...
teraz z drugiej mańki...zazyczył sobie tel z internetem ,bo musi pracować bo
mu dwa kontrakty przepadną i będzie musiał płacić- niewiarygfodne dla mnie 1.
jest w szpitalu więc jakie płacic-
2.dostęp do internetu czyli allegro i konto w banku...i tak tam nieiwele
zostawiłam ale zawsze debecik..mozna zrobić...
3. wczoraj przyszły rachunki za telefony0-grał sobie w jakąś radiową
grę...wygrac nie wygrał stracił ponad 2 tys.teraz ma telefon na karte ja
doładowuję wedle potrzeby jak uznaję że trzeba...on mi strzałę puszcza ja
oddzwaniam.Pytałam o ten internet lekarki...a ona no co pani zwariowała?mówię
mu ze lekarz nie pozwolił...i co śmiertelna obraza plus wyzwiska...
mam dość...ile ja jestem w stanie jeszcze zniesć...przywożę co drugi dzień
wałówkę dla całego oddziału chyba,tony fajek itp...powiedziałam mu ile to
kosztuje...to jego pieniądze jak se zarobię to będę rządzić...
kurcze,,,skopcie mnie za głupotę, współuzależnienie i bóg wie co jeszcze albo
coś poradxcie.,..wyłaczyc telkefon nie odbierać domowego?no ale są też inne
sprawy i życie toczy się dalej a ja muszę byc dostępna dla innych
instytucji...nie mam siły chyba ja wpadam coraz bardziej w dół...
Obserwuj wątek
    • czareg Re: trafia mnie... 29.11.07, 13:32
      Komórki nie odbierać, jak nie wiesz od kogo, domowy z sekretarką. I przestań się
      tłumaczyć jemu, świekrze i pozostałym pociotkom - chcą mu pomóc, to niech zaczną
      wozić fajki, wałówkę, fundną mu internet (tańszym wyjściem jest laptop z
      abonamentem radiowym, ale ty mu go nie udostępniaj), wezmą do domu na
      przepustkę. Podejrzewam, że szybko zmienia zdanie. Twoim prawem i obowiązkiem
      jest walka, by jego choroba jak najmniej odbiła się na dzieciach.
      Co do urzędowego świstka, cóż - sądy są przepracowane, tnie się dokumenty, by
      były jak najmniejsze, a zarazem najmocniejsze stwierdzenia zostawia, by
      uwypuklić problem. Nie pochwalam tego, chociaż rozumiem.
      Nie poddawaj się, najważniejsze, że się leczy. W końcu do niego trafi, że to od
      niego głównie zależy długość jego pobytu w szpitalu.
      • kajka68 Re: trafia mnie... 29.11.07, 14:08
        Dzięki Czarku...tego potrzebowałam...
    • 35.a Re: trafia mnie... 29.11.07, 14:03
      A gdybyś tak nie odwiedziła go z 10 dni circa about?
      Przecie to nie dziecko...
      • kajka68 Re: trafia mnie... 29.11.07, 14:10
        uuu...sukcesem jest jak dotąd ,że postawiłam w końcu na swoim i przyjechałam po
        4 dniach...ale jakie dąsy...powoli przestaję się tym przejmować ale przez 17 lat
        żyłam w jakimś kieracie...i chyba trochę potrwa zanim się z tego uwolnię...
    • vinci28 Re: trafia mnie... 29.11.07, 14:27
      tak to jest takie zycie chcesz dobrze a huj zawszen cos nie tak ja
      tez wpadam w dol i latam po lekarzach kazdy co innego gada daj jemu
      spokoj posiadzi w szpitalu to zmadrzeje jak nie nich dalej siedzi
      jak cie bije to n9e ma prawa byc z toba sam przeszedlem przez
      awantury i nie chcem wiecej nikogo zanc kto bije pije lepiej mi sie
      tacy ludzie na oczy nie pokazuja zastala ci wiara ze bedzie lepiej
      tak jak nam wszystkim powodzena
      • kajka68 Re: trafia mnie... 29.11.07, 16:12
        jak go zabrali to pomyślałam sobie...kurcze teraz czas poleczyc duszę...to
        będzie mój czas dla siebie i dzieci...a co mam...cioągle ,nieustannie telefony z
        listą żądań...albo wyzwisk...czasem mówi normalnie...ale nie daj boze jak mu
        czegoś nie dowiozę z listy albo czegoś nie załatwię...powinnam wziąć się za
        siebie ,znaleźć jakiś prawników..dowiedzieć się na czym stoję...gdyby to była
        tylko dwubiegunówka pewnie nie miałabym nawet myśli o tym,żeby go zostawić...ale
        tu doszedł jeszcze alkoholizm...i w tym momencie przekreśla wszystko...gdyby
        choć maleńka chęć z jego strony ,żeby chciec się leczyć...a tu nic..zero...Wy
        chociaż sami biegacie do lekarzy ,czujecie jak się zbliża mania czy depresja...a
        tu zero...jestem zdrowy wszyscy sa walnięci...
        Zaczęłam się znowu czuć kobietą...kupiłam jakiś ciuch,fryzjera wczoraj
        zaliczyłam,robię delikatny makijaz...a on jednym telefonem burzy całą moją pracę
        nad sobą...ale może to i lepiej...może łatwiej mi będzie odejść...?nie wiem...
        • 35.a Re: trafia mnie... 29.11.07, 16:33
          Od niego?

          Zmartwię Cię...uzależnienia są czymś, co często towarzyszy
          ChAD.

          (za dużo siedzę w I-necie, walczę z tym, jest już prawie dobrze)
          • kajka68 Re: trafia mnie... 29.11.07, 16:47
            od niego...jeśli ja nie odejdę to on i tak mi zrobi piekło...a ja nie chcę ,już
            nie mogę ciągle kulić się ze strachu kiedy go widzę...nie mogę patrzeć jak nasz
            syn robi się coraz bardziej smutny i coraz bardziej chce uciec z tego
            domu...mamy jeszcze córeczkę ma dopiero 4,5 roku..czy mam prawo skazywac ją na
            to co przeżył syn?czy mam prawo nie rehabilitować jej...bowszystko co się uda
            naprawić po jednej awanturze bioerze w łeb...ostatnio tłukł mnie kiedy trzymałam
            ją na rękach...nie będę pisac jak to się odbiło na niej...dlaczego to jest takie
            trudne...to co napisałam jest prawdą...ale jest druga strona...to mój
            mąż...choilera...to chory człowiek ,który potrzebuje pomocy a ja przysięgałam w
            zdrowiu i w chorobie...jak to pogodz\ić?
            • czareg Re: trafia mnie... 29.11.07, 17:43
              On też przysięgał. To jest droga dwukierunkowa, nie zastanawiaj się i występuj o
              separację z orzeczeniem jego winy i rozdzielność majątkową. Nawet kościół
              katolicki popiera takie rozwiązanie. Dla boga nadal będziecie małżeństwem, gdy
              będzie potrzebował pomocy, zawsze będziesz mogła jej udzielić. Ale będzie musiał
              o nią prosić a nie żądać. I jak znów zacznie pić jedna interwencja policji i
              znów będzie za drzwiami. Na razie wykazuje syndrom pijaka, nie alkoholika -
              alkoholik walczy z chorobą i chce skończyć z piciem, dla pijaka picie to sens życia.
              • kajka68 Re: trafia mnie... 29.11.07, 18:13
                dziekuje wam...dajecie mi wiare ze moje rozsadne decyzje sa słuszne...a reszta
                to współuzaleznieniewink.bardzo sie ciesze ze trafiłam na to forum...pozwala mi
                to zroumieć ,pojac to wszystko..13 lat temu podczas pierwszego rzutu...wydawało
                mi się ,ze dużo już wiem...guzik wiedziałam...dopiero dzięki Wam jestem w stanie
                to w miarę ogarnąć...
    • poetkam Re: trafia mnie... 29.11.07, 18:39
      Oj, dziewczyno złota! Ty się wykończysz!
      Postaraj się zrobić coś dla siebie i dzieci. Jak trzeba zrób
      niepodzielność majątkową, rozejrzyj sięza bezpłatnym prawnikiem,
      etc. Zaglądnij na mój wątek :gdzie szukać pomocy w realu. Ja
      naprawdę dowiedziałam się masy rzeczy na tematy związane z chorobą,
      z podejściem do chorego, dzieci, siebie...Jeśli Ty nie zadbasz o
      Ciebie, to kto?
      Musisz wziąć się za życie dla siebie i dzieci. Wiem , co to
      współuzależnienie, ciężka sprawa.
      Odetnij mu tę pępowinę od Ciebie. Najwyższy czas. Jest na tyle
      dorosły, że musi sam odpowiadać za swoje czyny.
      Ja postawiłam mojemu mężowi jasne warunki: albo zaczniesz brać leki,
      jak doktor kazał i postarasz siębardziej panować nad sobą, albo ja z
      małą odchodzę. I uciekłam na parę dni z córą do rodziców...A potem
      na kolanach przybiegł po nas przyrzekając poprawę. Od tego czasu
      minęło 3 lata, było lepiej i gorzej, ale z siekierką nigdy już za
      mną nie ganiał!

      Ty też się postaw! Idź do psychologa, pogadaj z kimś, musisz znależź
      w sobie siłeę. Dla siebie, dzieci, na dalsze życie.
      • asiuniaa36 Re: trafia mnie... 29.11.07, 19:13
        Kajka jak nic jesteś wspoluzalezniona.Jestem alkoholiczka-niepijąca i mam CHAD
        powiem Ci tak-leczenie odwykowe i regularne branie leków-albo niech spada.
        Nie marnuj życia swojego i swoich dzieci-nikt nie zasługuje na takie traktowanie.
        Trzymaj sie i pisz co u Ciebie.
        • kajka68 Re: trafia mnie... 30.11.07, 01:05
          dla mnie to jedyne wyjście jeśli miałabym tu zostyac to tylko na takich
          zasadach...ale chyba mu już nie wierzę...
      • kajka68 Re: trafia mnie... 30.11.07, 01:03
        Rozdzielnośćź majątkową mamy od kilku lat...matka męża namówiła go ,żeby
        przypadkiem dom mi się nie nalezał...ale nie objęło to domu...smilereszta jest
        jego..bezpłatnego prawnika szukam,bo niestety będzie mi potrzebny-jedna z firm
        jest na mnie -on świadczy w niej pracę,są wspólnicy...trochę to zagmatwane...Ja
        odeszłam z dziećmi w czerwcu...nie było mnie miesiac...powrót niestyty zmienił
        go tylko na chwilę...teraz straszenie chyba już niczego nie zmieni...no fakt
        nigdy dotąd nie miałam niebieskiej karty,nigdy nie wzywałam zadnych
        służb...teraz juz wie...że jestem w stanie...psycholog bardzo by się
        przydał...przydało by się tez więcej czasuwink)
    • kmka Re: trafia mnie... 29.11.07, 19:19
      Bardzo mnie poruszyło to co piszesz to straszne jak dobry człowiek
      moze komuś zniszczyć życie. Ja wiem jedno , byłabym wdzięczna
      ludziom którzy odseparowaliby mnie od mojego kochanego dziecka kiedy
      niszczyłabym mu życie.
      • kajka68 Re: trafia mnie... 30.11.07, 01:08
        on jednak uważa,że jest wspaniałym ojcem...a żonę trzeba od czasu do czasu
        postawić do poziomu bo inaczej jej się w głowie przewraca...poza tym jak nie
        uderzysz to nie zrozumie...dziwny tok myślenia...jak mówi pani doktor on jest
        bezkrytyczny wobec siebnie z niesamowitą manią wyższości...i ma rację...
        • poetkam Re: trafia mnie... 30.11.07, 01:26
          Słoneczko, spokojnie, spokojnie. Wytrwasz, wytrwasz. Poszukaj,
          popytaj w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w swoim mieście- oni
          mają namiary na bezpłatnych prawników, oprócz tego w partiach (ja
          też korzystałam w Pis-ie- ale marne to było). W PCPR mają
          bezpłatnych psychologów dla Ciebie, dla dzieci- pedagogów.
          Spokojnie. Póki jego nie ma -działaj. Ja też działałam, kiedy mąż
          był w szpitalu.

          Informuj na bierząco co i jak. Nie załamuj się.
          • kajka68 Re: trafia mnie... 30.11.07, 01:48
            Najpierw byłaAM nakręcona taka adrenalina ,że szok...ale uszło wszystko ze
            mnie...Córka na szczęście do przedszkola poszła ,więc w końcu mogę pojeździć i
            poszukać...dzięki poetkam ...zobaczę co się uda jutro zrobić...a na razie chyba
            p[olegnę na łożu chwały...i dam odpoczac myślom...smiledobranoc...
            • asiuniaa36 Re: trafia mnie... 30.11.07, 09:43
              Możesz tez szukać pomocy w poradniach odwykowych-nie wstydź sie-tam pracują
              fachowcy.Sa psychiatrzy,psychologowie,terapeuci-za darmo.Sprobuj.Trzymam kciuki.
              • kajka68 Re: trafia mnie... 30.11.07, 11:42
                dzięki trzymaj mocno...bardzo się przydadzą...jutro jest dyżur prawnika w
                poradni kryzysowej czy jakoś tak spróbuję się załapac...a nuż się uda..
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka