nokja7
03.12.07, 00:31
czesc!!
dawno mnie tu nie bylo, przez moment sadzilam,ze nie potrzebuje juz tego
forum, ale od jakiegos czasu znow stala sie czytelniczka...
postanowilam napisac, bo sobie nie radze...
bylo juz tak dobrze...od czerwca biore leki, tylko przeciwdepresyjne i
przeciwlekowe, bo co do chad nie mam ostetcznej diagnozy, ale czulam sie
naprawde wspaniale, jak nigdy wczesniej, chyba we wczesnym dziecinstwie bylo
podobnie, bo pozniej im bylam starsza,tym problem wiekszy...
po dziekance postanowilam wrocic na studia - od pazdziernika, wydawalo mi
sie,ze dam sobie swietnie rade,ze wszystko juz bedzie dobrze i rzeczywiscie
zaczelo sie ukladac. Z rodzicami super, z bratem tez, czulam sie jakby los nal
mi jeszcze jedna szanse, tak bardzo chce ja wykorzystac,a coraz czesciej
czuje,ze znowu zawale.
Jestem bardzo ambitna, do tego perfekcjonizm utrudnia mi normalne
funkcjonowanie...chcialabym wszystko zrobic jak najlepiej, nie zawsze
wychodzi...Sa dni,ze w ogole nie klade sie spac - tak bardzo chce mi sie
uczyc,tak bardzo zalezy mi na dobrych ocenach, a tydzien pozniej nie moge
wstac z lozka - i nie wazne,ze mam jakis test,sprawe do zalatwienia, cos
obiecalam komus, ze trzeba,ze powinnam... nic sie nie liczy...
te zmiany nastrojow mnie przerazaja, podejmuje skrajne decyzje, sama sobie
szkodze, mam wrazenie,ze obleje sesje, a tego chyba nie zniose, z drugiej
strony nie mam w sobie tyle sily, by przeciwstawic sie samej sobie, gdy
przychodzi chwila,ze wszystko odpuszczam. Moj brat powiedzial mi dzisiaj,ze ma
mnie juz dosyc,ze mam 21 lat i powinnam w koncu przestac zyc
marzeniami,zrezygnowac z wizji idealnego swiata i zaakceptowac siebie i innych
wokol mnie. Ze on staje na glowie,zeby mi bylo dobrze,ze juz nie wie, co moze
zrobic,zeby zaczelo mi sie cokolwiek chciec..wiem,ze go ranie, wiem,ze ma ze
mna klopot, to strasznie mnie meczy...po prostu nie wiem co dalej ze soba
zrobic...
tak bardzo chcialabym wreszcie cos osiagnac, pokazac,ze tez cos
potrafie,udowodnic sobie, a czuje sie tak jakbym miala zwiazane rece, ta
niemoc jest chyba najgorsza...i znowu zaczynam plakac...
to, co pisze pewnie nie jest logiczne, ale musialam sie wyzalic, tutaj- bo
tak naprawde nie mam zkim porozmawiac i czuje sie taka samotna