Dodaj do ulubionych

jestem matka

07.02.08, 21:43
Probuje pomoc mojej corce,ale nie wiem jak.Czesto czytam wasze forum,zeby
dowiedziec sie jak najwiecej o tej chorobie i nigdy nie wiem dosc.Mam setki
pytan,moze ktos mi pomoze?
Obserwuj wątek
    • megan.k Re: jestem matka 07.02.08, 21:50
      Czy Twoja córka bierze leki i co się z nią aktualnie dzieje?
      • vivi99 Re: jestem matka 07.02.08, 22:00
        Tak,bierze.Albo tylko tak mowi.Wczoraj dostala nowe ,bo zamiast lepiej to jest
        bez poprawy.Na poczatku brala Cymbalte,potem cos innego.Po kilku m-cach dal jej
        tez lit.Teraz ma Effexor XR 150 mg, Eskalith CR 450mg,Estazolam 2mg i
        Alprazolam 0,5mg.Sporo i do tego nowy lek,nie pamietam nazwy na paranoje(widzi
        rzeczy ktorych nie ma).Ale ja nie wiem czy to normalne ze czasami nie je,nie
        myje sie,nie wychodzo dniami z lozka itp?Co robic jak wpada w panike,placze i
        srednio raz w miesiacu mysli jak sie zabic?
        • megan.k Re: jestem matka 07.02.08, 22:28
          Jaką córka ma diagnozę? Zachowania, jakie opisujesz, są typowe dla depresji i zaburzeń lękowych. Leki powinny zmniejszyć lęki, ale ich objawem ubocznym jest zwiększona senność. W przypadku ataków paniki spróbuj odwracać jej uwagę rozmową. Mi to pomagało. Przy myślach samobójczych zalecana jest hospitalizacja. Jeśli córka ma stałą opiekę i wsparcie z Twojej strony, to może wystarczyłby oddział dzienny. To jest bardzo dobra forma leczenia, ale nie wiem, czy w Twoim mieście albo miejscowości jest taki oddział. Na takim oddziale łatwiej jest ustawić leki, ponieważ pacjenci są stale obserwowani przez lekarzy i psychologów, biorąc równocześnie udział w różnych zajęciach i psychoterapii.
          • vivi99 Re: jestem matka 07.02.08, 22:50
            pierwsza diagnoza byla depresja ,potem bipolar(czyli ChAD) teraz doszly jakies
            psychozy.Ja widze ze ona sie meczy,a ma lat 21.Sama widzi ze bez lekow sobie nie
            radzi a mimo wszystko bierze je nieregularnie.A mieszkamy nie w Polsce,w Chicago
            i nie wiem jak tu jest w szpitalach .Na wczorajszej wizycie lekarz proponowal
            jej kilka dni na oddziale,ale ona nie chce.A jesli zabierze ja karetka w jakims
            ataku,zostanie to w papierach,sama nie wiem co lepsze.
            • megan.k Re: jestem matka 07.02.08, 23:22
              Myślę,że trzeba zacząć od regularnego przyjmowania leków. Kilka dni na oddziale szpitalnym, to chyba za mało, żeby uzyskać jakąś poprawę. Papierami możecie się nie przejmować, bo nigdzie nie ma obowiązku przyznawania się, że się leczy psychiatrycznie. CHAD jest nieuleczalny, ale można na odpowiednich lekach doprowadzić do remisji. Depresję leczy się skutecznie, psychozy też można się pozbyć. Miałam ostry epizod manii z zaburzeniami psychotycznymi, straciłam zupełnie kontakt z otoczeniem, a teraz po dwóch latach czuję się zupełnie dobrze, ale stale przyjmuję leki.
              • vivi99 Re: jestem matka 07.02.08, 23:38
                Dzieki za odp.Wiem ze nie bedzie latwo,ale moze coraz lepiej.Nie mam mozliwosci
                dopilnowania czy polknela leki czy nie.Nie mieszka z nami,jest to moja
                porazka,ze nie umialam jej zatrzymac w domu,ale w tej cholernej Ameryce 20latki
                mysla ze sa bardzo dorosle.A w konsekwencji mam dwa domy do utrzymania ,bo corka
                "olala"graduacje i zawalila senior year w liceum.Przez 1,5 roku pracowala chyba
                w 10 firmach,w zadnej nie dluzej niz 2-3 tyg.Koszmar!!!!Jak jest z nia
                lepiej,szuka pracy(szczescie ze nie ma z tym problemow),cieszy sie jak juz ja ma
                a za kilka dni dol totalny i po pracy,nawet nie odbiera telefonow.I tak juz
                kilka razy,czy to normalne tak wszystko olewac?Teraz za 1godz.ma wizyte u
                okulisty,dzwonie i cisza.A ja mam mysli straszne,i nie wiem czy wsiadac w auto
                czy dalej probowac dzwonic.
                • megan.k Re: jestem matka 07.02.08, 23:50
                  Ja wsiadłabym w auto i pojechała do niej. Niestety muszę już kończyć. U Ciebie jest dzień, ale u mnie już noc. Powodzenia! Odezwij się jeszcze.
                  • maciusiko Re: jestem matka 08.02.08, 01:21
                    a za kilka dni dol totalny i po pracy,nawet nie odbiera telefonow.I tak juz
                    kilka razy,czy to normalne tak wszystko olewac?

                    Vivi-ona nie olewa.Ja czasem nie mam sil,by na przyklad zmyc szklanke...Farmakologia jest konieczna.Zeby przekonac sie,czy dane leki na nia dzialaja,konieczne jest by je regularnie przyjmowala.
                    Daj znac co u Was?
                    Pozdrawiam
                  • drugikoniecswiata Re: jestem matka 09.02.08, 18:30
                    Z punktu widzenia córki zmagającej się z ChaD: nie cierpię, gdy moja mama o
                    bogatej wyobraźni z powodu braku możliwości skontaktowania się ze mną wsiada w
                    auto i jedzie do mnie. Nie znoszę. Nie trawię. Duszę się. Zmagam się z
                    depresją/chad może nieudolnie, co chwila upadam, ale próbuję funkcjonować jak
                    człowiek dorosły - mieszkam sama, jakoś tam próbuję pracować, itd itp. Ciągła
                    kontrola (z najlepszymi intencjami) powoduje, że nie mam przestrzeni na te
                    zmagania, nie mam siły, i oprócz doła muszę się zmagać z mamą. Bardziej pomaga
                    mi, jeśli mama w trudnych chwilach zrobi mi zakupy czy ugotuje jeść, wtedy
                    akurat, kiedy nie mam siły ruszyć palcem. A nie gdy zrobi nalot próbując
                    pilnować, czy nie zawwalam jakiegoś swojego zobowiązania.

                    Nie wiem, czy mój punkt widzenia da się zastosować do córki vivi, nie wiem na
                    ile duże jest realne zagrożenie samobójstwem, ale to tak z drugiej strony. Na
                    miłość boską, dlaczego matka ma pilnować wizyty u OKULISTY 20-letniej
                    dziewczyny, która jest już na tyle dorosła, by z nią nie mieszkać??? To chore.
                    Rozumiem że nie jest to wizyta ratująca życie... Oddaj córce część
                    odpowiedzialności za to co robi, inaczej nigdy nie nauczy się sama żyć. Pozwól
                    jej na błędy i bądź ostoją, żeby mogła się potem zbierać. To nie znaczy - nie
                    wspieraj, ale może porozmawiaj, jakiego wsparcia ona oczekuje? Chora czy nie
                    chora, musi wejść w dorosłe życie, czy tego chce czy nie. Matczyny kokon i
                    spódnica bardzo to utrudniają. Wrrrrrr jak bardzo.
                    • vivi99 Re: jestem matka 10.02.08, 01:05
                      Wiem ze napewno masz duzo racji,ale tak do konca trudno sie ze wszystkim
                      zgodzic.Ostatni raz bylam u corki w grudniu,z okazji urodzin.Nie wybieram sie
                      tam ,bo wiem ze gdybym 'wpadla'do niej bez zapowiedzi to chyba cos by mnie
                      trafilo.szanuje jej prywatnosc,pomagam gdy sama chce,robie jej zakupy,tankuje
                      samochod i pilnuje wizyty u lekarzy.Nie wazne czy psychiatra czy okulista.Moze
                      to blad,ale gdybym mnie przypominala o takich rzeczach,to zostalaby bez lekow,a
                      wtedy byloby zle.Uwazasz ,ze ciagla kontrola zabiera przestrzen zyciowa i masz
                      racje.Ale jak ktos nie sprzata tygodniami,majac obecnie 4 koty to wiesz co tam jest?
                      • drugikoniecswiata Re: jestem matka 10.02.08, 12:16
                        Czy jej to przeszkadza? Albo czy przeszkadza sąsiadom/właścicielowi, i w związku
                        z tym grozi jej eksmisja? Jeśli nie, pozwoliłabym kotom sterować tą sytuacją. Do
                        brudnej kuwety kot w pewnym momencie przestaje się załatwiać, a jak zacznie
                        śmierdzieć w całym mieszkaniu to kiedyś w końcu i jej zacznie to przeszkadzać.

                        Ja wiem, jak to jest jak się nie sprząta tygodniami, bo nie ma się na to siły.
                        Co więcej, wiem, że bałagan mnie demotywuje i odbiera chęć do życia. A
                        paradoksalnie bałaganiara ze mnie straszna, także w tych zdrowych momentach.
                        Dlatego np. kiedy mama pyta jak mi pomóc proszę, żeby pomogła mi trochę ogarnąć
                        bałagan. I wtedy np. razem zmywamy, wynosimy śmieci, zamiatamy - to może
                        dziecinne, ale za to skuteczne.

                        Nie chcę się wdawać w szczegóły, ale co się stanie, jeśli zapomni o tej wizycie
                        u okulisty? Oprócz tego że przepadnie jej termin i będzie się musiała umówić na
                        następną? Ja do okulisty chodzę sama od 12 roku życia, nikt mnie nie pilnuje, bo
                        to mnie przeszkadza, że nie widzę, a nie mojej mamie...

                        Jeśli macie umowę, że ty jej przypominasz o wizytach u lekarzy i jej to pomaga,
                        to dla mnie jest to ok. Ale jeśli to działa tak, że jej przypominasz dla jej
                        szeroko pojętego dobra, to moim zdaniem powinnyście to przegadać i jakoś
                        wspólnie ustalić zasady takiej pomocy. Może Twojej córki to nie denerwuje, nie
                        wiem... dla mnie potrzeba kontroli mojej mamy jest czymś nie do zniesienia, i
                        nie ma znaczenia to, czy jest to niezapowiedziany nalot, czy telefony 5x
                        dziennie żeby zapytać czy już wstałam i co zjadłam, bo ona akurat się martwi.
                        Nie ten etap w życiu.
                      • drugikoniecswiata Re: jestem matka 10.02.08, 12:19
                        Chodzi mi głównie o to, że traktując ją jak dziecko sama powodujesz, że
                        zachowuje się dziecinnie. Niestety nawet ChaD nie zwalnia z odpowiedzialności za
                        siebie i swoje czyny, ona jakoś będzie się musiała w tym dorosłym życiu
                        odnaleźć. Taką pomocą tylko wzmacniasz jej roszczeniową i dziecinną postawę... A
                        czy będziesz miała siłę matkować jej do końca życia?
                      • drugikoniecswiata Re: jestem matka 10.02.08, 12:27
                        Widzisz, dla mnie kluczem jest twój pierwszy post: "próbuję pomóc mojej córce,
                        ale nie wiem jak". Pokazuję Ci z tej drugiej strony, jakiej pomocy - w wydaniu
                        mojej mamy - nie chcę, nie potrzebuję i nie akceptuję. Być może to nie ma
                        zastosowania do waszej sytuacji, ale może warto się nad tym zastanowić,
                        porozmawiać, naradzić? Z córką, nie poza nią. Bo to jej pomagasz.

                        Najbardziej kusząca jest chęć DZIAŁANIA, ZROBIENIA czegoś co w wymierny sposób
                        zmniejszy cierpienie kochanej osoby. A tak naprawdę najbardziej pomaga nie tyle
                        działanie, co OBECNOŚĆ i WSPARCIE. Jeśli będzie miała świadomość, że jesteś przy
                        niej i chcesz ją wspierać, na pewno dogadacie się w końcu, albo metodą prob i
                        błędów wypróbujecie, jakiej pomocy potrzebuje. Ale ona MUSI brać udział w tym
                        dialogu, a nie tak, że ty ustalisz to sama z lekarzem/rodziną/ludźmi na
                        forum/wyczytasz w książce, a potem wprowadzisz w życie...

                        Pozdrawiam ciepło. Wiem, że życie z dorosłym dzieckiem które [z różnych powodów,
                        po części dla tego że jest chore] nie bardzo umie dorośle funkcjonować jest
                        trudne. Ale uwierz, że jej też jest y tzm trudno. Ja mam już tych parę latek
                        więcej (28), i wciąż mi jest trudno, potwornie trudno. I mojej mamie też. A
                        jednak to ja się z tym zmagam 24h na dobę, nie ona.
                      • drugikoniecswiata Re: jestem matka 10.02.08, 12:31
                        Już ostatni w tejj serii wink
                        W Stanach na pewno istnieją grupy wsparcia, tak dla chorych, jak i dla
                        rodziców/rodzin. Może to jest pomysł, może inni rodzice w podobnej sytuacji
                        lepiej podpowiedzą, jak sobie radzą z chorą osobą w rodzinie?
                        Poszukaj tu: www.dbsalliance.org/site/PageServer?pagename=support_findsupport
                        • vivi99 Re: jestem matka 10.02.08, 19:18
                          drugikoniecswiata-dziekuje! Masz racje,moze moja troska jest odbierana jak
                          wtracanie sie.Moze ja nie umiem inaczej,a moze wydaje mi sie ze bez mojej pomocy
                          ona zginie.Wkurza mnie jednak to ze jak dzwoni to tylko po kase,jak przyjezdza
                          to tylko po jedzenie albo ciuchy(chyba nie ma nic czystego)a nigdy nie zapyta co
                          slychac itd.Chyba trzeba zostawic ja w spokoju,tak na troche,moze tak bedzie
                          lepiej?Jest weekend,nie dala znaku zycia,ja sie martwie ale nie dzwonie.Czekam.
                          • maka100 Re: jestem matka 11.02.08, 16:29
                            Tez mieszkam w Stanach. Moj 17-letni syn ma ChAD, leczy sie/nie
                            leczy od trzech lat. Jesli chcesz to napisz maka100@gazeta.pl
                            maka
                            • tlustaklucha Re: jestem matka 15.02.08, 23:41
                              Vivi,
                              ja nie mam chadu, tylko bpd i tylko czasem podczytuję to forum.
                              Chcę powiedzieć, że to, co napisała Ci Drugikoniecświata jest
                              bardzo ważne. Nie ignoruj tego.
                              Osoba, która ma 21 lat potrzebuje przede wszystkim oddzielenia się
                              od swojej matki, bo jeśli tego nie zrobi, grozi to dużymi
                              zaburzeniami osobowości.
                              Moja matka zachowuje się podobnie, jak Ty, za nic nie chce
                              dostrzec, że może ja sama sobie poradzę w życiu za jakiś czas. Na
                              razie się uczę, a nie jest mi łatwo, bo przez matkę moja tożsamość
                              w ogóle nie miała szansy się wykszatałcić - nie wiem kim jestem i
                              dokąd zmierzam, mam kłopoty ze wszystkim, nie jeste w stanie
                              pracować, uczyć się, ogarnąć swojego życia. Jestem poskaładana z
                              kawałków mojej matki, w których się pogubiłam. Jestem zbyt słaba
                              psychicznie, żeby się do czegokolwiek zmusić, bo nigdy nie
                              wykształciłam swojego "ja", które by sterowało moimi nastrojami.
                              Jestem jak galareta bez kręgosłupa. Tylko się bez sensu przelewam
                              przez życie.
                              Bo kręgosłupem jest matka, która nigdy nie chciała odpuścić.
                              Mam 33 lata.
                              Matka cały czas mną steruje (teraz już mniej ostentacyjnie, w
                              białych rękawiczkach, bo za pomocą wzbudzania we mnie poczucia
                              winy), a ja ogromne trudności, żeby w końcu z pomocą terapeuty
                              nauczyć się żyć i od niej oderwać.

                              Zmuszanie Twojej córki do leków i terapii i tak prawdopodobnie nic
                              nie da, bo jeśli będzie na terapię zamknięta, nie zdoła z niej nic
                              wziąć. Być może mmusi upłynąć jeszcze jakiś czas, zanim ona
                              zrozumie, że tego potrzebuje. Ten czas będzie tym dłyższy, im
                              dłużej będziesz jej matkować.
                              Zanim tego nie zrozumie, nic jej nie skłoni do leczenia i Twój trud
                              i tak pójdzie na marne.
                              • vivi99 Re: jestem matka 16.02.08, 15:37
                                tlustaklucho-czyli co masz na mysli?Mam ja zostawic sama sobie?To tez nie jest
                                rozwiazanie,mysle ze ona wykorzystuje swoja chorobe do manipulowania nami(mna i
                                mezem).Niby taka dorosla,chce sama mieszkac-nie ma sprawy,ale powinna sie sama
                                utrzymywac.Jesli nie pomoge to wyrzuca ja z mieszkania,jesli nie kupie lekow to
                                bedzie tez moja wina,ze ona zle sie czuje itp.A ja nie moge nawet powiedziec co
                                mysle bo obraza sie.Teraz znow gorka,wesola,szuka pracy i nawet mysli o powrocie
                                do szkoly.Ale jak dlugo to potrwa?
                                • tlustaklucha Re: jestem matka 16.02.08, 22:15
                                  Myślę, że możesz ją wspierać finansowo - ja też jestem na
                                  utrzymaniu rodziców, mimo, że mieszkam sama - sytuacja podobna do
                                  tej, w której jest Twoja córka, tylko ja jestem 10 lat starsza.
                                  Możesz dać pieniądze na leki i na mieszkanie, ale zapłaci niech
                                  sama. Nie możesz zdejmować z niej wszystkich obowiązków, bo ona
                                  wtedy nigdy nie będzie miała motywacji, żeby coś ze sobą zrobić.
                                  Pozostawanie w chorobie, kiedy wiadomo, że ktoś się nami zawsze
                                  zaopiekuje jest bardzo kuszące. Jeśli wiem, że mama zrobi za mnie
                                  wszystko, kiedy będę chora, to po co mam zdrowieć? A zdrowienie z
                                  zaburzeń psychicznych jest dużo trudniejsze niż zdrowienie z każdej
                                  innej choroby, bo wymaga ogromnego wysiłku i porzucenia bezpiecznej
                                  pozycji, którą się zajmowało do tej pory. Wymaga wzięcia na siebie
                                  odpowiedzialności za swoje życie, a to jest bardzo trudne.

                                  Tę zm się wydaje, że ona wami manipuluje, może nawet nieświadomie.
                                  Sama to robiłam przez lata.
                                  Myślę, ze najlepiej Ci tu doradziła Drugikoniecświata: dojrzałe
                                  macierzyństwo polega na BYCIU I WSPIERANIU, a nie na przejmowaniu
                                  działania. Oczywiście to jest bardzo trudne, bo bycia matką nikt
                                  nie uczy. Jeśli ja urodzę dziecko, pewnie będę tak samo bezradna,
                                  jak była moja matka...
                                  Myśle dlatego, że możesz isę zwrócić do psychologa i poradzić się w
                                  sprawie córki - być może zasugeruje Ci jak postępować. Może zdejmie
                                  też z Ciebie trochę tego poczucia winy, o którym piszesz, a które
                                  na pewno nie pomaga żadnej z was. Taka jest moja rada, jelsi
                                  rzeczywiście chcesz pomóc córce.
                                  Co do jej leczenia - może być tak, że ona się na nie nie zgodzi i
                                  nic nie można będzie z tym zrobić. Ja dojrzałam do sumiennego
                                  chodzenia na terapię po pewnym kryzysie, który przeżyłam i kiedy
                                  zauważyłam, że już młoda nie jestem, a życie przechodzi mi przez
                                  palce.
                                  Wcześniej nic się nie dało zrobić. Moja matak twierdzi, że własnie
                                  taka bezsilność jest najstraszniejsza.. Patrzenie na to, jak nasze
                                  dziecko rozwala sobie życie.
                                  Można mieć tylko nadzieję, że w porę się opamięta. Może przeżyje
                                  jakieś załamanie, jak ja, i to ją skłoni do leczenia, nie wiem..
                                  Może, jak przestaniesz jej pomagać, zobaczy, co znaczy prawdziwy
                                  kryzys.
                                  Na razie jest jej zbyt dobrze, żeby cokolwiek zmieniać.

                                  Spróbuj się udać, jak też radziła Drugikoniecświata, do jakiegoś
                                  centrum samopomocy dla rodziców; bądź do psychologa.
                                  Kontakt z innymi rodzicami, którzy mają ten problem po pierwsze da
                                  Ci poczucie, że nie jesteś sama, a po drugie będziesz miała
                                  możliwość skorzystać z doświadczeń innych.

                                  Trzymam kciuki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka