Dodaj do ulubionych

Skąd wziął się ChAD?

27.03.08, 17:01
Do 29-ego roku życia byłam zupełnie normalnym człowiekiem. Miałam męża, dwójkę
dzieci, szczęśliwy dom. Zaczęłam właśnie robić specjalizację. Ciągnęłam drugi
fakultet. Zaangażowałam się w działalność polityczną. Wszytko układało się dobrze.
Był wprawdzie incydent depresji kiedyś dawno, ale przeszedł on wtedy bez śladu
(posiadając dzisiejszą wiedzę wiem, że była po nim krótka hipomania, lecz
minęła bez leczenia)
I nagle na jesieni 2006 roku spadła jak grom z jasnego nieba mania. Dlaczego,
skąd? Czy z powodu nadmiaru obowiązków? Psychika ich nie wytrzymała?
No dobrze: stało się. Odstawiłam wszystkie możliwe obciążenia: politykę,
studia, nawet w miarę możliwości pracę. Ale czemu rozpoczął się ciąg: mania,
depresja, hipomania, depresja... I ta ostatnia depresja czemu trwa już prawie
pół roku? Skąd to się wzięło?
Fakt, że po drodze zaliczyłam trzecią ciążę i poród...
Czy przeciążyłam swój mózg nadmiarem godzonych zadań?
Czy dlatego ujawnił się ChAD?
A jak jest u Was?
Obserwuj wątek
    • i_am_the_army Re: Skąd wziął się ChAD? 27.03.08, 18:34
      Nie jestem lekarzem, ale sądzę, że przemęczenie czy inne czynniki mogą tylko
      wyzwolić ChAD, ale nie go spowodować. On pewnie drzemał w Twoim DNA, i tylko
      czekał na dogodny moment, by zaatakowaćwink
      Ale ja tam nie wiem...
    • czareg Re: Skąd wziął się ChAD? 27.03.08, 20:59
      Też nie jestem lekarzem (a tak, zmałpuję Gasiennice), ale gdyby ktoś z moich
      znajomych tak dużo, jak Ty to opisujesz, działał by i to z sukcesami, starannie
      bym się przyglądał czy to nie hipomania.
      A teraz no cóż, znasz objawy i się uważnie obserwujesz, nic dziwnego, że ciągle
      widzisz swoje odstępstwa od "normy".
      A, nasunęła mi się taka myśl, kto właściwie określa co to jest normalność dla
      chorego na ChAD?
      Mam podejrzenie, że sam chory, bo nawet relacjonując lekarzowi swoje
      samopoczucie jak najbardziej szczerze, to co przekazuje jest bardzo subiektywne.
      Szczególnie gdy lekarz w ramach publicznej służby zdrowia ma dla pacjenta tylko
      parę minut, to poza silnymi atakami choroby, raczej ma niewielkie możliwości
      zweryfikowania oceny przedstawianej przez chorego.
      W takim razie, pozwolę sobie na spekulacje, to w dużej mierze od pacjenta
      zależy, jak szeroki zakres będzie miała normalność, i w którym kierunku będzie
      przesunięta. Wydaje mi się, że naturalne jest unikanie stanów depresyjnych i
      nawet "nie największe" kwalifikowanie do ataków choroby. Zaś "lekkie" hipomanie
      chętnie widzielibyśmy jako remisję.
      PS. Kwalifikatory "nie największe" i "lekkie" dałem w nawiasach, gdyż nie jestem
      w stanie określić stopnia choroby, a poza tym i tak to jest bardzo subiektywne
      odczucie każdego chorego.
      PS2 Po tym wpisie zaczynam się zastanawiać, czy czasami moja obecna "normalność"
      nie przesunęła się w kierunku hipomanii. Eh, życie.
      • i_am_the_army Re: Skąd wziął się ChAD? 27.03.08, 21:36
        A ja się zastanawiam - podejmując (jak najbardziej słuszny wg mnie) tok
        rozumowania Czarka - czy wielu z nas też nie "zaniża" u lekarza jeszcze swoich
        depresji, bo przyzwyczajeni, że nawet na lekkie obniżenie nastroju włącza nam
        się alarm, że może to już początek depresji, możemy nie dopuszczać do siebie
        tego, że nawet zdrowi miewają głębokie doły z jakiś przyczyn.
        I w konsekwencji nasza relacja dot. naszego samopoczucia, jaką zdajemy na
        wizycie u lekarza jest makabrycznie zniekształcona - i jak tu ma psychiatra
        rozwiązać ten problem?? Szczególnie na krótkiej wizycie...
        Większe pole do popisu mają lekarze szpitalni, choć... Ja leżałam w szpitalu
        prawie 2 miesiące (wtedy to postawili mi diagnozę ChAD), im bliżej było końca
        pobytu, tym gorzej się czułam - miałam coraz większe stany lękowe. Ale udawałam,
        że czuję się doskonale, bo bałam się, że gdy przyznam się do tych stanów, to
        mnie nie wypuszczą w obiecanym terminie. I co? NABRALI SIĘ! Wszyscy do jednego.
        Wychodząc ze szpitala ledwo żyłam, takie lęki miałam, że świat nie widział, a w
        karcie mój prowadzący lekarz zadowolony z siebie napisał, że "pacjentka wypisana
        ze szpitala w stanie b. dobrym", etc... Buahahahahaha! I ja mam tym lekarzom
        wierzyć, że ich diagnoza (ChAD) była słuszna?
        Ehh, wątroba siada ---> badam krew ---> Alat i Aspat wariują ---> widać, że
        wątroba faktycznie nawala... A tu? Jak psychiatrzy mają nasz zbadać? Skoro tak
        łatwo ich oszukać...

        Kurczę, odbija mi się po kwasie Omega-3tongue_out
        • dr.zabbon Re: Skąd wziął się ChAD? 27.03.08, 21:55
          Ja mam duży szacunek do lekarza, który mnie leczy. Ja już kilka razy byłam
          przekonana, że deprechy nie ma, a on wytrwale ją widzi i, co najważniejsze, mnie
          na nią leczy. Zwraca uwagę nie tylko na to, co mówię, ale przede wszystkim JAK
          mówię, jakie mam oczy, a nawet jak oddycham. Zbiera wywiad szczegółowo i nie
          daje się zbić z tropu.
          A z tym, że każde huśtnięcie w dół można zinterpretować jako atak depresji, to
          się z Gąsienicą zgadzam. Ja ostatnio ryczę jak bóbr i każdy taki ryk odbieram
          jako nawrót choroby. Tylko że i psychiatra i psycholog potwierdzają, że to są
          nie tyle nawroty, co objawy trwającej nadal depresji...?
          • i_am_the_army Re: Skąd wziął się ChAD? 27.03.08, 22:40
            Do takiego lekarza, o jakim piszesz, też bym miała szacunek. Bo właśnie u mnie
            było odwrotnie - gdyby lekarze zwracaliby wtedy uwagę, JAK mówię, jakie mam
            oczy, etc. to dostrzegliby, że symuluję superowe samopoczucie, a wewnątrz coś
            jest nie tak.
            Wiem, że SĄ porządni pscyhiatrzy, na pewno są (Obok tych nieporządnych, hehe).
            Kurczę, twierdzę tylko, że psychiatrzy cholernie ciężki orzech do zgryzienia.
            • i_am_the_army Re: Skąd wziął się ChAD? 27.03.08, 22:57
              ...psychiatrzy MAJĄ cholernie ciężki orzech do zgryzienia...
          • trajlajlaj Re: Skąd wziął się ChAD? 27.03.08, 23:14
            1A ja mam zero szacunku do lekarki Szymańskiej z ulicy Nowowiejskiej.Ohydna
            stara rura.
    • 35.a Re: Skąd wziął się ChAD? 28.03.08, 10:35
      Jak u mnie? Reaktywnie: zakochanie, seks, dobre zdarzenia -
      wyzwalają hipomanię, jestem wtedy szczęśliwym człowiekiem.
      Złe zdarzenia dla odmiany powodują depresję.
      • obecna57 Przyczyny chorób 28.03.08, 18:12
        A dlaczego ludzie chorują na raka, skąd wziął się AIDS, a choroby z
        autoagresji, czy zwykłe alergie???
    • aga-7 Re: Skąd wziął się ChAD? 28.03.08, 18:20
      Jest kilka przyczyn CHAD, między innymi uwarunkowania środowiskowe.
      Istotne znaczenie ma atmosfera w domu rodzinnym,relacje między
      rodzicami a dziećmi, rodziców między sobą, typy osobowości rodziców.
      Wiele jest tych zależności.
      Pojawienie się pierwszego incydentu choroby, przeważnie przesądza o
      kolejnych. Nawet jeśli była długa czy bardzo długa przerwa. Ciąże w
      tym przypadku są ryzykiem, chociażby z uwagi na burzę hormonalną w
      organizmie kobiety. Mogą wyzwolić kolejny epizod choroby, w trakcie
      ciąży lub po porodzie.
      • ditta12 Re: Skąd wziął się ChAD? 28.03.08, 19:03
        U mnie wystąpiła najpierw depresja z powodów szkolnych stresów,potem
        chad a po burzliwym małżeństwie psychoza schizoafektywna,Jak tak
        dalej pójdzie to zastygnę w katatonii bo mam wrażenie że to się u
        mnie pogłębiasad
        • poetkam Re: Skąd wziął się ChAD? 28.03.08, 20:31
          Jak tak
          > dalej pójdzie to zastygnę w katatonii bo mam wrażenie że to się u
          > mnie pogłębiasad

          Hej, Ditta, co Ty wygadujesz? Nie nakręcaj się tak pesymistycznie!
          Jesteś tak wielką osobowością na forum, że nikt z nas nie pozwoli Ci
          zastygnąć w katatonii, czy innym paskudztwie!

          A skąd się wziął ChAD? No właśnie: przyczyny różne, czynników
          sprzyjających multum. Ja jeszcze dodam, że osoby nadwrażliwe
          częściej cierpią na jakieś zaburzenia psychiczne.
          • ditta12 Re: Skąd wziął się ChAD? 28.03.08, 20:36
            Oj podniosłaś mnie na duchusmile))))Dzięki!Ale jaka tam ze mnie
            osobowość.Pożal się Boże-okruszek jakiś.
            • poetkam Re: Skąd wziął się ChAD? 28.03.08, 20:57
              Pożal się Boże-okruszek jakiś.

              Ale za to jaki wielki!!!!
            • i_am_the_army Re: Skąd wziął się ChAD? 28.03.08, 21:01
              Eeeeeeee? Ditta, przestań! Jaki tam okruszek - chciałabyśtongue_out
              Uszy do góry!
              Ja swoje mogę za Ciebie podnieść (bo za siebie jakoś mi nie idzietongue_out) - a może
              coś podziałają, bo mam wcale odstającetongue_out
              • i_am_the_army Re: PS. do Ditty 28.03.08, 21:04
                Ditta, pamiętasz, jak jakiś czas temu mówiłaś, że jesteś do niczego, bo jesteś
                sama, a ja Ci odpisałam, że z facetami to jest tak, że raz są, a raz nie ma i
                trzeba to olać? No to teraz mogę Ci oświadczyć, że ja też już jestem sama -
                widzisz jak to się zmienia?
                Przybij piątkę i te uszyska w górze trzymaj (ja za Ciebie a Ty za mnietongue_out -
                wespół w zespół jak to się mówitongue_out)
                • i_am_the_army Re: PS. do Ditty 28.03.08, 21:06
                  albo zespół wespół - nigdy nie wiem tongue_out tongue_out tongue_out
                  big_grin
                  • ditta12 Re: Ps. Od Ditty 29.03.08, 07:48
                    Kochane z Was dziewczynysmileMoże jak już dotre do samego dna to odbiję
                    się i znów polecę i wszystko będzie dla mnie łatwe.Czy ja muszę tak
                    góra ,dół,góra,dół?Czy nie ma tak po prostu?Wiele bym dała za
                    stabilizację,no może z lekką górką-wtedy człowiek piękniejewink
                    Buziaczki i kolorowe myśli Wam przesyłam ze swego dołka.
                    • dr.zabbon Sinusoida 29.03.08, 22:13
                      "Góra, dół, góra, dół..." Ludziki napiszcie, czy komuś udało się inaczej? Tak
                      normalnie, bez depry i hipo... Czy jak mamy już diagnozę ChADu, to jesteśmy
                      skazani na sinusoidę?
                      Ja pierwszy incydent choroby miałam na studiach: kilka miesięcy depresji i
                      tydzień(?) hipomanii. Ale nie postawiono wtedy rozpoznania. Potem było siedem
                      lat bez leków i bez objawów ChADu. Rozhuśtało się w 2006r i buja się w górę i w
                      dół. Czy to się kiedyś skończy? Wiem, że leki będę musiała brać przynajmniej
                      kilka lat, jak nie zawsze. Ale jak to jest? Tyle lat bez leków i spokój, a teraz
                      na lekach i się huśta...?
                      Jak to jest?
                      A jak czytam forum, to większość z nas płynie sinusoidą, mimo rozmaitych
                      medykamentów, którymi jesteśmy faszerowani.
                      Jak to?
                      • i_am_the_army Re: Sinusoida 29.03.08, 22:39
                        No właśnie, jak to??
                        Kurczę, posrane to wszystko. Ja naprawdę też zawsze się nad tym zastanawiam.
                        Niech ktoś mi to logicznie jakoś wytłumaczy.
                        • ditta12 Re: Sinusoida 30.03.08, 07:35
                          Schizofrenicy paranoidalni mają swoje demony,diabły,mroczny świat a
                          ja w swojej górce przebywam wśród bóstw i bogiń.Krańca depresji
                          nigdy nie dosięgam a może gdybym tak.......to by się wyrównało.
                      • aga-7 Re: Sinusoida 30.03.08, 13:04
                        U mnie choroba zaczęła się głęboką depresją w 12 roku życia po
                        miesiącu, dwóch zamieniła się w manię. Pierwszy szpital, lekarzom
                        trudno było postawić diagnozę, bo jak mówili zachorowanie w tak
                        młodym wieku zdarza się bardzo rzadko, intensywną farmakoterapią
                        zagłuszyli chrobę, ale jej nie wyleczyli. Dwa lata spokoju i znowu
                        szpital, potem usilne próby rodziców przeniesienia mnie na
                        nowopowstały oddział dla młodzieży w Warszawie i tam dopiero
                        włączono lit, który dla mnie okazał się zbawienny, nie od razu
                        zdiagnozowano CHAD. Za jakiś czas wróciłam na oddział z powodu
                        odstawienia litu i nawrotu choroby. Póżniej była pierwsza długa
                        remisja 4 lata, byłam młoda, zakochana, brałam tylko sam lit i
                        uważałam, że wszystko jest już za mną. Niestety, po ślubie
                        dowiedziałam się od lekarza, że nie powinnam mieć dzieci, bo wtedy
                        trzeba odstawić lit i nastąpi nawrót choroby. Mimo prawie stu
                        procentowego zabezpieczenia szybko zaszłam w ciążę, lekarz mówił, że
                        to się prawie nie zdarza (chodziło o metodę), a jednak. To był dla
                        mnie bardzo trudny czas. Musiałam podjąć ważną decyzję dotyczącą
                        ciąży sama, mąż powiedział, że zrobisz jak uważasz. Odczułam ciężar
                        odpowiedzialności i samodecydowania. Byłam młodą, szczęśliwą
                        mężatką, nie chciałam znowu chorować. Wiedziałam, że mąż nie
                        wytrzyma mojej choroby, mimo, że o niej wiedział, że nie będziemy w
                        stanie byc razem, że wszystko się rozwali i tak się stało, a tak
                        bardzo chciałam być szczęśliwa. Jednak nigdy nie żałowałam raz
                        podjętej decyzji (córka jest zdrowa, ma 11 lat) choć nie ukrywam, że
                        różnie wtedy myslałam.
                        Trudno było mi wrócić do równowagi, chociaz lit brałam od dwóch
                        tygodni po porodzie. Nie pomagała mi w tym atmosfera w domu, ciągły
                        stres, mąż nie umiał się w tym odnaleźć, a swoją bezsilność
                        przemieniał w agresję i przemoc. Podjęłam decyzję o rozwodzie i w
                        końcu udało mi się stanać na nogi. Zaczęłam intensywniej pracować
                        nad sobą (o czym pisałam w "konsekwencji odstawienia leków")a także
                        kontynuowałam przerwaną naukę a po kolejnej ( ostatniej jak na
                        razie) przerwie na chorowanie, ukończyłam studia na prawie
                        wymarzonym kierunku smile
                        Teraz jest dobrze, jestem w siedmioletniej remisji, wiem, że sama
                        sobie to wypracowałam i mimo, że było trudno - niczego nie żałuję.
                        Myślę, że to "czy kiedyś się skończy?" w głębokiej mierze zależy od
                        nas samych, od naszej pracy, determinacji, od naszej odwagi i
                        gotowości do zmierzenia się z tym co wywołuje w nas chorobę, CHAD
                        czy inną. Swoją pracę nad sobą zaczęłam od książki Louisa
                        Hay "Możesz uzdrowić swoje życie" i kolejnych tej autorki. Nie
                        mówię, że każdy powinien pójść tą drogą.
                        Pozdrawiam Was serdecznie.

                        • i_am_the_army Re: Sinusoida 30.03.08, 14:52
                          Kurczę, podziwiam. Trzeba być naprawdę silnym, by się podnieść szybko w takiej
                          sytuacji, dlatego jestem pewna, że teraz będzie u Ciebie oksmile
                          Grunt to ta siła właśnie, i idące za nią podejście.
                          Jeeeeezu, niech mnie ktoś czymś takim zarazi! Aaaaaaaa!
                          • ditta12 Re: Sinusoida 30.03.08, 15:22
                            Ja też chylę czoło!To jak film.Życzę Ci.......sama nie wiem naprawdę
                            co powiedzieć.Jesteś wspaniała.To co sama zrobiłaś prawie całe życie
                            borykając się z tą chorobą,niesamowitesmile)))
                            • aga-7 Re: Sinusoida 30.03.08, 18:28
                              Dzięki Kobietki. Wasz słowa są bardzo miłe smile W Was też drzemie
                              siła, nie obawiajcie się jej obudzić! smile
                              • ditta12 Re: Sinusoida 30.03.08, 19:29
                                Twoje zycie m dodao sil,wiesz?smile))))
                                • aga-7 Re: Sinusoida 30.03.08, 22:08
                                  Cieszę się, że mogłam choć w taki sposób Ci pomóc smileJeszcze rok
                                  temu nie odważyłabym się zalogować na forum, a już nie mówiąc o
                                  napisaniu takich osobistych rzeczy, ale wszystko się zmienia i My
                                  też smile
                        • dr.zabbon Re: Sinusoida 30.03.08, 21:13
                          Brak słów, żeby wyrazić podziw i szacunek dla Ciebie, Aga.
                          A dla nas wszystkich to nauka: wszystko w naszych rękach,
                          "masz to, na co godzisz się".
                          ***
                          A tak na marginesie: ja także cieszę się z mojej trójki dzieci, choć ostatnie,
                          ośmiomiesięczne jest dzieckiem ChADu - poczęło się, donosiło i urodziło już w
                          czasie choroby. Ale jest ono jak największy dar.
                          • aga-7 Re: Sinusoida 30.03.08, 22:40
                            Myślę, że moja córka pojawiła się na świecie m.in. po to, by pomóc
                            mi w walce z chorobą. Gdyby nie ona, łatwiej by mi było rozstać się
                            z życiem. Wiele złego doświadczyła już w życiu płodowym, mam tego
                            świadomość, ale nie czas na poczucie winy, które nic dobrego nie
                            wnosi.
                            Myslę, że Twoje dziecko, dzieci, również da Ci siłę. Wierzę, że
                            odnajdziesz ją w sobie i skończy się sinusoida smile
                            • ditta12 Re: Sinusoida 31.03.08, 16:00
                              Coś Wam powiem.Moja córka ma 24lata i zawsze potrafi mnie postawić
                              na nogismileUrodziłam ją w chorobie ale ona jej nie masmile))))))))Ona jej
                              nigdy mieć nie będzie,bo cokolwiek zrobi to dla mnie będzie co
                              najwyżej zabawne,ha!
                              • i_am_the_army Re: Sinusoida 31.03.08, 16:10
                                No to Twoja córka tylko roczek młodsza ode mnie - i to zależy który rocznik, bo
                                w sumie mi jeszcze (wg daty urodzin) 25ta wiosna nie wybiławink
                                Jeśli to jednak niższy rocznik, to dobrze, bo wtedy przynajmniej będzie jakieś
                                wytłumaczenie, dlaczego ona jest OK, a ja niesmile)

                                (O fak, ale ja się aktywna na tym forum zrobiłam - normalnie nie mogę przestać
                                dziubać w klawiaturętongue_out)
                                • ditta12 Re: Sinusoida 31.03.08, 19:58
                                  83.Ty też ok.Każdy ma swoje dziwactwasmile))Ona wciąż pisze do mnie na
                                  gg.różne śmieszne rzeczybig_grinbig_grinbig_grinJest do Ciebie bardzo podobnasmile)
                                  • i_am_the_army Re: Sinusoida 31.03.08, 20:53
                                    Ja też jestem 83 smile
                                    No cóż, pozostaje mi tylko powiedzieć: ROCZNIK 83 GÓÓÓÓÓÓÓÓRĄĄĄĄĄĄĄ! big_grin
                                    • ditta12 Re: Sinusoida 31.03.08, 21:02
                                      To był niezły rocznik!!!!!!!!smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka