już w maju umówiłam się na 30 czerwca na tatuaż. matka mówi, że
zwariowałam. przynajmniej nie wrzeszczy tak jak przy pierwszym.
(terapia rodzinna bywa dobra nawet jak trwa tylko 3 sesje

)
ale najbardziej podoba mi się zaskoczenie otoczenia. a jeszcze
bardziej gdy zaskoczenie wzrasta razem z informacją, że już jeden
mam. jakoś nikt by się nie spodziewał... w końcu zawsze bardziej
staram się być niż nie być...
jednak kiedy poczułam, że chcę mieć nowy tatuaż... poczułam się
przez chwilę tak jak kiedyś, przed chorobą. zanim jeszcze nauczyłam
się nie być.
to będzie feniks. czytelne tylko dla niektórych