Dodaj do ulubionych

źle mi...

22.01.09, 20:36
Zaczynam powoli mieć wątpliwości...
Pewnie to brak cierpliwości...
Moje dni są przerażająco do siebie podobne, nie wiem jak długo jeszcze to
zniosę...
Wstaję rano, mam zawroty głowy, no ale trzeba wstać, chociaż ostatnio jest mi
trudniej niż wcześniej.Biorę ten wellbutrin i jakoś tam funkcjonuję, idę do
pracy, ale staram się uczyć, ani jedno ani drugie nie przynosi efektów, w
pracy popełniam notorycznie głupie błędy, a jeśli chodzi o naukę to z
koncentracją też nie jest super...
potem jest już popołudnie więc trzeba wziąć podwójną dawkę trileptalu - no i
się zaczyna- trzeba się położyć bo szumi w uszach i kręci się w
głowie...wstanę...mija jakiś czas i trzeba wziąć kwetiapine,a tu 1,5 h i
odpływam więc trzeba iść spać...i tak dzień za dniem...
jestem upośledzona i takie mam życie.
ble
Obserwuj wątek
    • dr.zabbon Re: źle mi... 22.01.09, 21:34
      Uwierz mi, każdy z nas na forum tak kiedyś miał/ma i niektórzy po kilka razy. I
      TO MINIE!!! To się nazywa depresja, jest chorobą i trzeba ją wyleczyć. Problem w
      tym, że to leczenia trwa cholernie długo. Pamiętam z wcześniejszych wpisów, że
      tak jest u Ciebie. Ja osobiście przetestowałam na sobie w ostatniej depresji
      sześć antydepresantów i trzy stabilizatory. Teraz biorę siódmy lek, właśnie
      Wellbutrin. Ale sama wiesz, że leki na depresję działają po 4-6 tygodniach... To
      jest okrutne, wiem. Ale DASZ RADĘ! Jedyna nadzieja której z całą pewnością
      możesz się trzymać to prawda, że TO MINIE.

      Nie pamiętam, nie możesz sobie zrobić wolnego od pracy i nauki? Byłoby wskazane.
      • nokja7 Re: źle mi... 22.01.09, 22:07
        a ja myślałam,że mam depresję, gdy nie potrafiłam podnieść tyłka z łóżka,
        leżałam i płakałam całymi dniami i miałam straszne stany lękowe,
        tak było 2 lata temu, od tamtego czasu brałam różne leki i było dobrze,
        potrzebowałam dużo czasu, ale pamiętam ten moment po roku leczenia, gdy
        uwierzyłam,że wszystko wraca do normy, że żyję...
        teraz wychodzę, spotykam się z ludźmi, staram się jakoś zaliczać na studiach te
        przedmioty fakultetowe ( jak dobrze, że mam tę dziekankę, bo byłaby
        masakra.........), ale idzie mi topornie! Mam tego masę! Nie radzę sobie!Jestem
        nafaszerowana chemią i odczuwam tego skutki uboczne jedynie, nie mogę się uczyć,
        nie pamiętam co czytałam chwilę wcześniej,a nie mogę po prostu tego
        przeczekać.Schować się gdzies i czekac aż leki zaczną działać.
        Przperaszm,że marudzę
        Dzis jest dzien uzalania sie nad soba...
        • ssig.ma Re: źle mi... 22.01.09, 22:11
          staraj sie jakos trzymac, to minie w koncu, niestety nikt ci nie
          powie kiedy, ale bedzie lepiej i dla tej mysli warto sie trzymac i
          przetrwac, ja sie zawsze wlasnie tej perspektywy trzymam
      • nokja7 Re: źle mi... 22.01.09, 22:25
        no właśnie nie mogę!
        jak zrobię wolne od pracy to już nie będę miała do czego wrócić...
        a z nauką to już w ogóle nie wiem... jest sesja, jest czas zaliczeń, na kiedy to
        przełożyć...wykładowcy mają ogólnie to gdzieś, mają swoje sprawy, dla nich
        ważne,żeby wszystko było pozaliczane w terminie, a jednostki takie jak ja powinn
        y sobie zadać pytanie- co w ogóle robią na studiach...
        przynajmniej tak to odbieram
        cokolwiek chciałabym przełożyć na później- muszę płacić, a to mi się nie uśmiecha...
        jedyne później to terminy poprawek czyli, początek lutego.
        dupa dupa dupa dupa
        • dr.zabbon Re: źle mi... 22.01.09, 23:09
          Weź się w garść i nie marudź!
          • cassandrax Re: źle mi... 22.01.09, 23:53
            ...wziełam L4 ,leżę w łóżku już od ponad tygodnia, w nocy chodzę i
            myślę, płączę,krzyczę, w dzień śpię....odchodzę od zmysłów...więc
            szczerze współczuję i łączę się z Tobą w tym podłym stanie...
          • cul-pa Re: źle mi... 23.01.09, 11:14
            dr.zabbon napisała:

            > Weź się w garść i nie marudź!

            nie ma to jak złoty środek na wszystko.
          • 36.a Re: źle mi... 23.01.09, 13:32
            zaskoczenie...
            można tak?
            "ogarnij się" brzmi lepiej
            ufam, że żartowałaś

            sobie pozwolę na filozoficzną uwagę, że w remisji i hipo człowiek
            mało pamieta, jak cierpiał w depresji
            • ditta12 Re: źle mi... 23.01.09, 15:46
              Ciekawe hi hismile
              • ditta12 Re: źle mi... 23.01.09, 15:49
                Nie patrz na mnie u mnie znów góra wysokaaaaaasad
                • nowako-wa Re: źle mi... 23.01.09, 15:59
                  Czasem pomaga wyobrażenie sobie czegoś strasznego, wtedy obecna
                  sytuacja nie wygląda tak żle. Właśnie wróciłam z pogrzebu znajomego-
                  44 lata, nigdy nie chorował, przyszedł z pracy i ... zmarł.
                  Osierocił żonę i trójkę dzieci , gdybyście zobaczyli tę żonę, to
                  jest cierpienie. Jak tak pomedytujesz może łatwiej będzie ci się
                  wziąśc w garść...
                  • ditta12 Re: źle mi... 23.01.09, 16:09
                    Takie kretu wentu,zaesrał się tu.Medytuje oum.........
            • dr.zabbon Re: źle mi... 23.01.09, 21:45
              36.a napisała:

              > zaskoczenie...
              > można tak?
              > "ogarnij się" brzmi lepiej
              > ufam, że żartowałaś
              >
              > sobie pozwolę na filozoficzną uwagę, że w remisji i hipo człowiek
              > mało pamieta, jak cierpiał w depresji


              Nie żartowałam i pamiętam dobrze. Cholernie dobrze. Tylko ta dupa na mnie tak
              zadziałała.
    • drugikoniecswiata Re: źle mi... 23.01.09, 19:25
      Trzymaj się jakoś i postaraj o siebie zadbać tak, jak możesz. W moim przypadku
      niestety po raz kolejny sprawdziła się reguła, że nie daję rady robić za dużo
      rzeczy na raz - a praca, studia, jesień-zima i deprecha to co najmniej o jedno
      za dużo. Z mojego doświadczenia mogę podpowiedzieć dwie sprawy:

      Ad praca - w grudniu doszłam do kolejnej granicy, non stop płacz, zero
      koncentracji, poranne odskrobywanie od łóżka. Lekarka zapytała czy chcę
      skierowanie do psychiatryka, dała i poważnie rozważałam skorzystanie. Okazało
      się jednak, że samo zwolnienie tempa (L4 w szkole i pracy, czyli tydzień leżenia
      i płakania w domu bez żadnych obowiązków + święta - w moim przypadku niestety =
      rozwiązanie umowy, ale jeśli pracujesz gdzieś dłużej to na pewno możesz wziąć
      chociaż 1-2 tygodnie zwolnienia, przecież każdy może się czasem rozchorować)
      przywróciło mnie do pionu i uspokoiło na tyle, że trzeźwym okiem spojrzałam na
      plusy i minusy i jakoś tam się bez tego szpitala wylizałam.

      Studia - gdzie studiujesz? Na UW jest np Biuro ds. osób niepełnosprawnych, do
      którego można się zwrócić z prośbą o pomoc w dostosowaniu warunków studiowania
      do choroby. Dostarczasz tam dokumentację i oni dalej występują w twoim imieniu w
      rozmowach z dziekanem, wykładowcami itd. - tylko oni mają wgląd w dokumenty
      medyczne. W ramach 'udogodnień' możliwe jest np. rozłożenie sesji na raty,
      przesunięcie terminu zaliczeń, itd itp. Piszę o tym, bo ile ja studiów zawaliłam
      przez deprechę, to głowa mała. A nigdy mi do głowy nie przyszło, że BON pomaga
      nie tylko osobom niewidomym i na wózkach, i że mogłam mieć legalnie sesję
      wrześniową wydłużoną do grudnia np zamiast skreślenia ze studiów. Rozejrzyj się,
      może u Ciebie też jest taka instytucja? Jeśli nie, zapytaj np. w samorządzie
      studentów
      o prawa. Jeśli pokazujesz wykładowcom zwolnienia lekarskie to chyba mają
      obowiązek przeegzaminować cię po sesji? Nie prosisz ich o łaskę wtedy. Zobacz:
      www.bon.uw.edu.pl/budw/pomoc_psych.html
      I najważniejsze - deprecha mija, powoli, ale mija. Nawet jeśli wraca - to
      pamiętaj, że tak nie będzie zawsze. Nie dawaj się. Trzymam kciuki, też walczę
      teraz z sesją.
    • drugikoniecswiata Re: źle mi... 23.01.09, 19:28
      Last but not least - nie da się jakoś dostosować dawkowania leków do pory i
      rytmu dnia, tak żebyś nie musiała ich brać 3x dziennie i żeby nie zwalały cię z
      nóg? Np. brać kwetiapinę na noc przed samym zaśnięciem, nie po południu? I/lub
      tego trileptalu też wieczorem, żeby ci nie uniemożliwiał funkcjonowania?
      Zapytałabym o to lekarkę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka