Dodaj do ulubionych

Głód akceptacji

09.05.09, 13:37
Potrzebuję akceptacji. Wiecznie. Powtierdzenia, że coś, co robię
jest wykonywane bezbłędnie, bez zarzutu, doskonale, a już
najbardziej bym chciała : najlepiej ze wszystkich. Nie wiem po co mi
to....
Macie też tak? Potrzebę wiecznej akceptacji?
Udowadniania sobie i innym, że jest się potrzebnym. Ba, że jest się
niezastąpionym...
A najgorzej reaguję na słowa krytyki. Niezwykle rzadko mi się takie
zdarzają (najczęściej nie z mojej winy...), ale jeśli się zdarzą
już, to potrafię odchorować te słowa nawet przez parę dni...

Jak sobie z tym radzić?
Obserwuj wątek
    • nowako-wa Re: Głód akceptacji 09.05.09, 14:41
      To bardzo dobra cecha, tylko bywa ,że kiedy wyczują to inni
      zachowują się jak jemioły- wystarczy powiedzieć coś miłego , a ty
      rób i myśl za niego (przypadek "niedoszłej synowej")
      i to uzależnia- trzeba być wszędzie i na wszystkim się znać. Mnie z
      tego wyleczyły pobyty w szpitalach- okazało się wtedy ,że nie jestem
      niezastąpiona, a dając wolną rękę innym okazało się ,że nie tylko ja
      potrafię. Efektem tego była walka z syndromem zużytego mebla- nikt
      mnie nie potrzebuje, nawet syn??? Dzieki temu zyskałam mnóstwo
      czasu, okazało się ,że jestem pracoholiczką i zapomniałam jak sie
      żyje normalnie.
      No i pedant, to trudny człowiek do współżycia...
      i jeszcze jedno- podobno nikt nie może nas zranić , jeżeli się na to
      nie zgodzimy- mnie potrafi zranić tylko ten kogo kocham - reszta po
      prostu spływa- jeżeli nikogo nie krzywdzę to to co robię i jak robię
      to moja sprawa...
    • 36.a Re: Głód akceptacji 09.05.09, 14:45
      Z własnego poletka. Najlepiej działało: "tak, ma pan rację", "przyjęłam do wiadomości",
      "ok, poprawię", "dobra, będę wiedzieć".

      kurczę, obserwujemy na forum wysyp osób doskonałych wink

      rola głupiego jasia jest przefajna wink

      wiesz, kiedy delfin przypływa do Ciebie?
      gdy na niego nie czekasz.
      • 36.a bycie potrzebnym i niezastąpionym 09.05.09, 14:53
        czyli mówienie zawsze tak?
        przeraziła mnie przeczytana gdzies metafora. bycie w roli starego płaszcza,
        który wisi w szafie. niezależnie od wszystkiego on sobie wisi...zawsze można
        sobie z niego skorzystać i inne wariacje

        asertywnie odmawiałam ostatnio koledze zamianie w dyżurach. nie było łatwo.
        kusił nawet kasą, bezczelnie big_grin jak nie ma się nie, nie ma się też własnych granic.
        • poetkam Re: bycie potrzebnym i niezastąpionym 09.05.09, 19:57
          Dziękuję, dziewczyny...
          Asertywność... Dobra rada, ale z praktyką tejże gorzej...
          Tak, doskonałość... Jak się wyzbyć przekonania : muszę być doskonała....
          • skaka_anka Re: bycie potrzebnym i niezastąpionym 12.05.09, 11:19
            Asertywność to mit. Albo lepiej usprawiedliwienie dla chamstwa. Co innego mówić
            NIE kiedy się nie chce czegoś robić a co innego mówić NIE kiedy nie chce się chcieć.
            • 36.a Re: bycie potrzebnym i niezastąpionym 12.05.09, 14:27
              Trochę upraszczasz...
              Asertywność rozumiana nie tylko jako mówienie "nie" jest (dla mnie) trudna. Trudno mi poprosić o coś na czym mi zależy. Asertywne proszenie zakłada też troskę smile o własne uczucia potem. Odmowę masz przyjąć normalnie. Bez urazy i żalu.
              Z własnego podwórka. Potrzebuję wolnego w sobotę. I tak się nie udało, ale spróbowałam. Trudno mi było z trzema osobami rozmawiać i pytać czy nie mogłby etc. Dla Ciebie może no problem, dla mnie nie bardzo. Jednocześnie łatwo mi zrzucić na głowę dodatkowy dyżur, ale chodzi tu też o pieniądze ekstra. Zgadzam się, biorąc pod uwagę własne interesy; niekonieczne dobro.
              Trudno mi przychodzi mówienie nie, gdy chodzi o opiekę nad moją przyszywaną córeczką (siostrzenica). A czasem muszę. Powiedzieć nie.
              Tym bardziej trudno, ze moja siostra ma mocny nie znoszący sprzeciwu charakter, sprawuje kiedrownicze stanowisko, u niej nie ma nie. Obrazi się na tydzień, co mi tam smile
              • skaka_anka Re: bycie potrzebnym i niezastąpionym 12.05.09, 14:46
                A kto powiedział, że trzeba być asertywnym? To tylko jeden z MITÓW naszych
                czasów. Nie lubię/umiem mówić NIE, jestem Stasia Bozowska z egocentrycznym
                nastawieniem. I co z tego? Sama pisałaś, że trzeba być przede wszystkim dla
                siebie a asertywność to kompromis a kompromis to rezygnacja z części swoich praw.
                • 36.a Re: bycie potrzebnym i niezastąpionym 12.05.09, 15:03
                  Stasia Bozowska egocentryczna? No nie.

                  Tak, jestem głównie dla siebie, bo nie dzielę z nikim życia. Splot okoliczności. Czasem ktoś się pojawia i znika. Bo tak chce albo jest wykopywany (smiech). A poważnie: ostatecznie zostaje się samemu z sobą i trzeba mieć ten rodzaj samotności chyba opanowany. I tylko takie jest moje rozumienie półzdania "człowiek jest dla siebie sam"
                  Asertywność, czyli umiejętność współżycia z ludźmi. Oni czegoś potrzebują czasem ode mnie, ja od nich też. Mam opanowany sympatyczny kontakt z ludźmi z którymi się stykam - w hipo to bardzo proste. Nie żyję na pustyni, jeśli nie uwzględnię ich praw (a czasem przychodzi mi to z trudem smile będzie niedobrze.

                  Proszę o uśmiech wink
                  • skaka_anka Re: bycie potrzebnym i niezastąpionym 12.05.09, 15:06
                    To wszystko jasne, ja nie współżyję z ludźmi, więc luz, mogę nie wierzyć w
                    asertywność.
                    • 36.a Re: bycie potrzebnym i niezastąpionym 12.05.09, 15:45
                      smilesmile
                      czasem współżyjesz.
                      masz dziś Dzień Grozy.
                      • skaka_anka Re: bycie potrzebnym i niezastąpionym 12.05.09, 18:35
                        brrr...
    • dzedlajga Re: Głód akceptacji 09.05.09, 22:44
      akceptacja? bardzo prosze!

      jak zrobie cos takiego zwyklego codziennego - to chyba na szczescie nie oczekuje
      akceptacji czy docenienia

      no ale jak zrobie cos ekstra, co wymagalo wysilku, zaangazowania itd i jeszcze
      dobrze mi poszlo to na koniec stwierdzam, ze jednak jestem genialna big_grin

      Wiecie jak sie zachowuje kura ktora zniesie jajko? Chodzi po calym podworku i
      wszystkim oznajmia o swoim osiagnieciu. Ja robie tak samo, a na zakonczenie
      stwierdzam, ze jestem wielka a im nie wypada zaprzeczyc. Najlepiej w tej roli
      sprawdza sie Mama smile, choc Przyjaciele tez sobie niezle daja rade

      Mysle, ze mozna do tego celu wykorzystac forum.

      Ucze pewnego jezyka przez wielu uwazanego za obcy wink No i jeszcze pare lat temu
      jak znalazlam jakis test 7 poziomow nizej (no moze 3) niz moj to sobie go
      rozwiazywalam i normalnie bylam szczesliwa, ze zdobylam 100%. Potem oczywiscie
      sie smialam sama z siebie, ze dziwne by bylo, gdybym zdobyla mniej - ale i tak
      swietnie robilo na samoocene i poczucie wlasnej wartosci.

      Krytyka? Zawsze przyjmuje (mozna wykorzystac teksty wpisane wyzej) i
      przemysliwuje. Jesli uznam ze jednak niesluszna to stwierdzam, ze obywatel jest
      glupi i nie ma co sobie glowy nim i jego opiniami zawracac. Czasem wracam do
      tematu i upieram sie, ze to moje jajko najpiekniejsze na calym podworku jest i
      basta. Ostatecznie moge zgodzic sie, ze po prostu w tej kwestii pieknie bedziemy
      sie roznic. A ja i tak wiem swoje wink

      Ale jesli krytyka sluszna, no to tylko nastepne jajko moze byc jeszcze
      piekniejsze i kolejny powod zeby gdakac po okolicy. Albo chociaz sama przed soba.

      zycze owocnej pracy nad samo-akceptacja
      • skaka_anka dzedlajga 12.05.09, 11:21
        Chodząca doskonałość, no druga megan po prostu. Nie mogę znieść Twoich mądrości.
        Za wysokie progi.
        • 36.a Re: dzedlajga 12.05.09, 14:24
          Czemu gryziesz?
          • skaka_anka Re: dzedlajga 12.05.09, 14:38
            Bo mam zęby.
    • bonus1985 Re: Głód akceptacji 10.05.09, 12:53
      w manii tak mam - kazdy wie jak sie ją leczy
      • cassandrax Re: Głód akceptacji 10.05.09, 13:49
        ja zawsze chciałam byc najlepsza,miec najlepsze oceny w szkole
        średniej,skończyc studia z wyróżnieniem...aby tylko byc kimś lepszym
        w oczach mojego ojca,który nigdy mnie nie doceniał i kazał mi się
        jeszcze bardziej starac,lecz bardziej już nie dalam rady,to była
        jakaś chora ambicja, do tej pory mam wrazenie,że ojciec jest ciągle
        niezadowolony ze mnie,mimo że już dawno posiadam własne życie,jakoś
        jestem uzależniona od tego,aby ojciec byl ze mnie dumny, zawsze tak
        bardzo łaknęłam uczuc z jego strony, a on okazywał mi tylko
        chłód....wiec również pragnę aby mnie w końcu "zauważono"...
        • dzedlajga Re: Głód akceptacji 11.05.09, 17:01
          mialam dokladnie to samo z moim ojcem, np wazne byly tylko oceny z przedmiotow z
          ktorych szlo mi troche gorzej, a to ze z czegos mialam 6 to przeciez oczywiste i
          nie ma sie czym zachwycac.

          Jak juz sie wyprowadzilam, on kiedys mnie odwiedzil i siedzac w moim mieszkaniu
          (wynajmowanym ale samodzielnie przeze mnie) powiedzial mi, ze jestem niemota
          zyciowa czy niedorajda, tak jakos (bo nie chcialam robic czegos, co wg niego
          bylo wyznacznikiem zaradnosci zyciowej - i on wlasnie mnie do tego namawial)

          W pierwszej chwili sie zalamalam. Tym bardziej, ze rzeczywiscie mialam klopoty z
          pamiecia, z koncentracja i czulam, ze nie radze sobie tak jak powinnam. Jednak
          kilka dni pozniej szukajac pomocy, ktos mi uswiadomil, jak wiele wzielam na
          swoje barki (bylam jeszcze bardzo mloda - ok 22). Przemyslalam sobie to
          wszystko, troche poplakalam i jeszcze tego samego dnia podjelam decyzje. Rano do
          pracy wzielam szczoteczke do zebow i zaraz po pracy pojechalam 100 km zrobic mu
          awanture. Przez telefon, to nie byloby to samo. Gdybym poczekala do weekendu,
          zlosc by pewnie opadla a tak zalatwilam sprawe od reki. Chyba po raz pierwszy w
          zyciu. Pół nocy wtedy przegadalam i przeplakalam z Mama a rano z powrotem w
          autobus i na popoludnie do pracy.

          Nie mowie, ze polecam taka akcje, tym bardziej ze jak sadze masz diagnoze i
          Rodzina moze zechciec zapakowac Cie do szpitala. Ja wtedy bylam przed diagnoza
          ale w depresji, dole - ale wtedy czara po prostu sie przelala. Ale tylko
          dlatego, ze ktos w koncu uznal moje male zyciowe zaslugi.

          Ale najlepsze teraz: po latach, okazalo sie, ze ojciec nie pamieta tamtej
          rozmowy, awanture jak przez mgle i twierdzi, ze jesli nawet powiedzial zem
          niemota, to zrobil to zeby mnie zmotywowac. no comment

          Teraz, gdy minelo juz sporo lat wiem, ze on jest biednym czlowiekiem z masa
          kompleksow (jak bylam troche mlodsza to lubilam mu je wytykac - juz tego nie
          robie bo wiem, ze strzelalam celnie i cholernie go to bolalo ale nigdy nie
          pokazal tego po sobie), do tego tez z problemem psychicznym (w koncu sie leczy i
          jest duuuuzo spokojniejszy). I juz nie mam do niego zalu. Szkoda mi go. Od Mamy
          wiem, ze on mnie bardzo kocha ale nigdy nie nauczyl sie tego okazywac. Widze,
          jak przezywa, gdy nie chce sie do niego przytulic (ja nic do niego nie czuje,
          jest dla mnie jak obcy) ale przytulam sie, bo wiem, ze go to ucieszy. Bardzo.

          Choc to wszystko nie zmienia faktu, ze nie funkcjonuję w relacji podwladny (ja)
          - szef. Dlatego tak ulozylam sobie zycie, zeby nie miec szefa.

          Mysle, ze Twoj Tato jest z Ciebie dumny ale nie chce zebys spoczela na laurach.
          Albo ma jeszcze inny powod. Ale jestem pewna, ze tak jest. I po prostu nie
          potrafi okazac uczuc. Bo to takie niemęskie. Ale dla niego rownie niemęskie jest
          okazanie bolu, strachu, cierpienia. Pomysl, czy nie jest tak?

          Moj podobno bawil sie ze mna jak bylam mala dziewczynka. A ojcowie czasem nie
          wiedza co robic, kiedy ze slodkiej dziewczynki zaczyna wyrastac mloda kobieta.
          Po prostu nie wiedza jak z nia postepowac. Stad ta oschlosc. Choc akurat moj
          ojciec z bratem mial jeszcze gorszy kontakt.

          Nie wiem jeszcze co dalej z tym mozna zrobic, ale swiadomosc, ze jestes ok (bo
          na pewno jestes) jest pierwszym krokiem do emocjonalnego uwolnienia sie od ojca
          i jego wymagan, oczekiwan. Do tego, aby nabrac wiary w siebie.

          Pozdrawiam
          • 36.a Re: Głód akceptacji 12.05.09, 14:49
            ja też nie dostałam akceptacji od ojca. chociaż podobno lepsza oschłość ojca niż uwiedzenia [tak mi się ostatnio gdzieś przeczytało, jestem zdumiona, że można tylko tak]. niektóre epitety pamiętam do dziś, czy bolą... - wiem że taką podkopaną przez ojca wiarę w siebie odbudować jest bardzo trudno. ale uzyskane obecne samostanowienie i sukcesy są własne. ojciec może ew. podziwiać. jedyny raz pasuje mi slogan którego nienawidzę. co nas nie zabije, to nas wzmocni. rozpadało się, burza smile
      • dzedlajga Re: Głód akceptacji 10.05.09, 14:39
        Bonus, moze troszke to przejaskrawilam, ale w tej chwili mania jest ode mnie o
        lata swietlne. Na szczescie potrafie to ocenic. Zreszta Mama by zauwazyla.
        Zreszta dzieje sie tak tylko jak zrobie cos wyjatkowego, a nie zdarza sie to
        codziennie. W manii taki stan jak opisalam jest constans. A to jest roznica.
        Po prostu doceniam sama siebie. Bo inni nie maja na to czasu? Nie chce im sie?
        Maja wazniejsze sprawy na glowie? Sami chca byc docenieni i nawet do glowy im
        nie przyjdzie, ze ktos tez na to czeka?
        A jak czasem ktos doceni to w srodku podskakuje pod sufit. Ale to rzadkosc.
        Prawdziwy skarb. I zawsze dluuuuugo to pamietam. Chyba na zawsze.

        Aaaa i pamietam o jeszcze jednym: zeby doceniac innych.
        • dzedlajga Re: Głód akceptacji 10.05.09, 16:21
          Wiesz Bonus, troche mi uswiadomiles, ze jednak mam maly problem z krytyka. Tzn
          czasem sobie z nia lepiej radze a czasem gorzej. Tym razem bylo ciut gorzej, bo
          odebralam Twoj post jak atak, a mam nadzieje, ze nie mial byc atakiem smile A moze
          po prostu jestem zbyt impulsywna. Musze to wszystko sobie poukladac.

          I jeszcze jedno, czy Ty naprawde w manii odrozniasz krytyke sluszna od
          nieslusznej, czy nie doczytales? Ja nie bylam w stanie przyjac JAKIEJKOLWIEK
          krytyki i na pewno nie bylabym w stanie zdobyc sie na taka refleksje jak teraz

          Pozdrawiam smile
          • bonus1985 Re: Głód akceptacji 11.05.09, 15:56
            spokojnie ja tu nikogo nie atakuje jestem pokojowo nastawiony
          • 36.a Re: Głód akceptacji 12.05.09, 15:09
            mogę się mylić, ale Bonus chyba skierował swoje słowa do pierwotnego posta, patrz drzewko wink
    • skaka_anka Re: Głód akceptacji 12.05.09, 11:17
      Mamy tak smile
      Potrzeba wiecznej akceptacji, doskonałość w każdym calu, być potrzebny, bo jak
      nie to śmieć jestem i już. Słowa krytyki - gryzę kogoś albo siebie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka