skaka_anka
12.08.09, 13:41
Otóż litera M. ma wielkie znaczenie w moim życiu. Wyjątkowo negatywne.
Zakochuje się w literze M., całą sobą, ciałem, sercem, umysłem. Cały mój świat
to tylko litera M. a ja jestem małym elektronem krążącym wokół niej. Od litery
M. otrzymuje tyle szczęścia i miłości, że więcej pragnąć nie odważyłabym się.
Moje życie jest wypełnione po brzegi, nie ma problemów, jakiś dziur, które
trzeba by zacerować. Aż przychodzi dzień, w którym M. mówi "nagle wszystko
pęka a ja nie wiem dlaczego" lub/i "inaczej nie potrafię będę Ciebie tylko
ranić, tak jak teraz". Krótka historia, krótkiej miłości z M. O ile się ze mną
założycie, że nie długo spotkam kolejną literę M? To chyba forma masochizmu,
jak uważacie? W piątek połknęłam 30 tabl. benzo, nie pójdę do szpitala, w
poniedziałek wracam do pracy. Mam wszystko w dupie.